night_irbis
08.04.05, 01:07
Powracam tu jak bumerang - bo nadal jestem w swoim chorym i dziwnym układzie...
Ale wątek jak najbardziej na temat...
Wiem, że Święta minęły 2 tygodnie temu. Ale dopiero dziś ściągałam zdjęcia z
aparatu M., bo akurat robiłam zdjęcia swoim zwierzętom - i - dowiedziałam się,
że wtedy gdy tak uroczyście i na smutno

spędzałam Wielkanoc- mój M.
zabawiał (pomijając że z całą rodziną dalszą i bliższą przy stole) - to przy
okazji - park, wycieczki za miasto i zakupy w Galerii Łódzkiej...
Może trochę dziwnie brzmi to oskarżenie - ale przez całe Święta widziałam go
do 9.00 i po 21.
Problem polega na tym, że nie jestem stąd. Moi rodzice mieszkają 5.000 km
dalej. Jestem tu sama. Nie miałam gdzie pójść, bo wszyscy moi przyjaciele byli
z rodzinami.
Poszłam sama z tym jajkiem do kościoła.
I sama go zjadłam - widząc później na zdjęciach, że nie było to tak, jak miało
być - czyli pójście z córką do kościoła - tylko z byłą żoną i córką...
Wiem - układy zobowiązują - ale czy to takie trudne - pójść do kościoła 2
razy? Ze mną i z nimi?
A jutro - jest ciężki dzień. Pogrzeb człowieka - który, pomijając, że był
głową Kościoła Katolickiego, był po prostu wspaniałym Człowiekiem.
Jest mi bardzo smutno z tego powodu.
Jak również smutno mi jest, że M. idzie tam beze mnie.
Ze swoją córką?
Czy tylko?