Czy można zmienić męża?

09.04.05, 23:25
Zmienić, nie zamienić. Mój m staje się nie do wytrzamania (choć jego zdaniem
jest zupełnie odwrotnie- ja jestem nie do wytrzymania). Sprawę jego syna
naprawdę muszę odstawić, bo moje gadanie nic nie daje. Młody robi co mu się
podoba a tatuś nie zajmuje w sprawie stanowiska, więc jakby daje mu
przyzwolenie na wszystko co moim zdaniem jest niewłaściwe (sprawa
nicnierobienia w domu, a nawet ostatnio jedzenia, bo młodemu przestały
smakować moje obiady, a obiada się tym co jest w lodówce a mu odpowiada). Mój
m natomiast też jakby przestał interesować się domem. Kiedy mnie kilka dni
nie było w domu (szkolenie) tak sie przejmował, że wydzwaniał przypominając,
że jestem w ciąży i nie powinnam się przemęczać. Wróciłam i słyszę "pozmywam
później, odkurzę jutro" itd. Dziewczyny szlag mnie trafia. Myślałam, że może
jak zobaczy, że sama zabieram sie za to, co on miał zrobić , to się opamięta,
ale gdzie tam. I skończyło sie na tym, ze przeleżał pół dnia przed
telewizorem, a ja głupia wszystko zrobiłam. A m co? Czuje się obrażony, bo
przecież nic robić nie musiałam... Mam tylko nadzieję, że moja dzidzia
dzielnie będzie sie trzymała w brzuchu, a ja dzięki temu będe mogła chodzić
do pracy. Bo w domu dziewczyny chyba bym zwariowała.
    • lideczka_27 Re: Czy można zmienić męża? 10.04.05, 00:09
      Alfa, ja już mam wielkie w tej kwestii doświadczenie wink Pozwolisz więc, moja
      Droga, że Ci wytknę błąd wink Otóż - niech Cię ręka Boska broni od wyręczania
      zdrowego chłopa, gdy jesteś w ciąży! Mój dużo pracuje, to fakt. W weekendy
      znika od piątku do poniedziałku, wraca bez świadomości jak się nazywa (nocki
      też tłucze - tylko patrzeć jak beknie za "higienę pracy"). W dni powszednie ma
      robotę po 12 godzin plus kolejne dwie na dojazdy (często rowerem po naście
      kilometrów w jedną stronę - zależy gdzie akurat pracuje). No więc bywa
      zmęczony - ja nie twierdzę, że nie. Ale gdy widzę, że facet jęczy i stęka nie
      mogąc sobie herbaty zrobić, bo „pada na twarz”, a za chwilę rypie w gierki na
      kompie ("przecież muszę też mieć trochę rozrywki"), to nie widzę powodów, by go
      wyręczać, gdy mam wyraźny nakaz oszczędzania się. Należy się wyspać, odpocząć i
      pomóc żonie, a nie przeleżeć na kanapie, czy przy kompie siedzieć pół dnia. Mój
      mąż, prócz odkurzania, nie ma w domu ŻADNYCH obowiązków - tak zarządziłam kilka
      lat temu i z układu jestem zadowolona - nie pasują mi efekty jego pracy, mam
      taką paskudną cechę charakteru, że każdy gorzej sprząta niż ja wink i wolę robić
      sama. Zakupy i spacery to już wspólnie uskuteczniamy, dziećmi ja się zajmuję,
      on jedynie się bawi z nimi. Uważam, że układ jest OK, skoro nam pasuje. Ale
      teraz jest okres ochronny - moja ciąża też była zagrożona (teraz już mogę
      spokojnie rodzić, więc piszę "była") i mój pan zadeklarował, że część
      obowiązków przejmie. Niby tak, ale... "później", "jutro" i to, czego
      NIENAWIDZĘ: "ZARAZ". Jak słyszę to "zaraz", to mnie normalnie za przeproszeniem
      kurwica strzela. Też jestem nerwowa i niecierpliwa - jeśli ode mnie mąż czegoś
      chce, prosi - to załatwiam to od ręki. Zresztą - nawet gdybym nie chciała, to
      on jest taki, ze smęciłby mi za uszami, bo jego sprawy zawsze są „pilne i nie
      cierpiące zwłoki” wink Ale jak ja nieruchawa byłam, to nagle się okazało, że
      można w koszulce pogniecionej wyjść, a w komorze brudne gary mogą leżakować dwa
      dni itd. Na początku tak się wściekałam, że powolutku, ale robiłam sama, bo ja
      się ani prosić, ani powtarzać nie lubię. Ale usłyszałam, że robię z siebie
      kozaka i narażam nasze dziecko, bo przecież wiem że mi nie wolno i dlaczego
      takiego bohatera strugam, skoro ON ZROBI, tyle, że później! Oj Alfa, jak ja się
      wściekłam!!! Mówię Ci... I odpuściłam. Jak reklamówki się walały po kuchni, to
      marudziłam: „długo tak jeszcze będą tu te torby się pałętać – mam się
      przewrócić o nie i zabić?” Albo: „ooo, niedługo już wzorku nie będzie na
      dywanie widać, taki syf, co - odkurzacz się zepsuł???” I np. kurzy nie
      ścierałam po kilka dni (choć to mogłam), a gdy mój pan pytał czemu nic nie
      widzi na ekranie telewizora, to ja mu na to, że przecież nie będę się narażać,
      a od kurzu jeszcze nikt nie umarł wink W końcu wiedział, że jak się sam nie
      zorganizuje, to będzie bałagan i cześć. Ja się dziećmi zajęłam , bo to
      najważniejsze, pilnowałam, by chodziły czyste, odprasowane, mała do przedszkola
      wszystko umiała i była przygotowana. No i gotowałam obiady oraz sortowałam
      pranie (to moja zwicha, nikomu nie pozwalam się wyręczać wink teraz już
      zapowiedziałam, że gdy urodzę, dostanę trzeciego jedwabnika pod skrzydła i to
      moja działka będzie, a reszta jak Bóg da i siły starczy - oprócz gotowania i
      prania nie zamierzam zasuwać, bo w przeciwieństwie do pierwszego porodu teraz
      zamierzam w połogu odpocząć.
      Alfa, nie rób nic, odpoczywaj. Uważaj, by się na rozlanym koglu - moglu w
      kuchni nie pośliznąć i tyle. LUZ, odpoczynek, myślenie o dziecku i relaks w
      pracy. Proszę sobie to na karteczce napisać i nad łóżkiem powiesić wink

      Jeszcze się narobisz jak urodzisz. Dbaj o siebie, bo inaczej skórę Ci
      przetrzepię wink

      pozdrówki
      lidka
      • bei zmienić...to jest niemozliwe:) 10.04.05, 10:59
        mam aniola...ale lzy przez niego tez wylewam....
        podobnie jak u Lideczkismile
        padają wielkie slowa...deklaracje...a poźniej facet woli iedziec i trzymac mnie
        za rekę...i patrzec mi w oczy- niż wstawić naczynia do zmywarki...
        "boli cię głóka- to sie poloż"- słyszę...a jakbym tak polożyła sie- to nic nie
        byłoby zrobionesad
        Ciąża była trudna- mogłam chodzic tylko do toalety...i przeżywalam wielkei
        zmagania ze sobą...bo mnie swierzbilo- by coś zrobic- dom wielki...do
        sprzątaniasmile...a później moralne łzy- bo zaraz sie cos dzialo z brzuszkiem...
        Aniol starał sie...muziałam jednak zrozumiec- że wracał z pracy- rano dzieci do
        szkoły...później wysilanie mózgu na wysokiech obrotach- dzien tysiecy ludzi
        zależny od jego efektu pracy...później zakupy...dzieci do domu...a w domu
        gradowa ja- tonąca we łzach....
        oboje mielismy ciężko...
        i teraz tez tak bywa...ja przemęczona...wiecznie niewyspana....
        ale już wiem..że te 21 okien moze poczekac z myciem- a jak mnie cos strzeli ze
        złosci- to mam taka energie- że wszystkie na raz myję......czy sprzatane
        codziennie- czy podlogi myta raz w tygodniu- to taki sam efekt....
        w porywach rzucam sie na manewry okołosprzątacze ...i opadaja mi ręce..srednai
        wychodzi dobra- dom dobrze wygląda...gorzej z moim wyglądemsmile
        Droga A...słuchaj L!!!!smilesmilesmile
        Święta racja!

        Obie Was pozdrawiam....dbajcie o brzuszki!


        A facetowi starajcie sie dawac jasne komunikaty...nie pytacjei- " czy
        zrobisz"...tylko niech pada proszę zrob teraz....
        wiem...teoria........smilesmilesmilesmile
        • lideczka_27 cep ;) 10.04.05, 12:57
          bei napisała:

          > A facetowi starajcie sie dawac jasne komunikaty...nie pytacjei- " czy
          > zrobisz"...tylko niech pada proszę zrob teraz....
          > wiem...teoria........smilesmilesmilesmile

          Moja przyjaciółka zwykła mawiać, że facet jest prosty jak budowa cepa. Ale ja
          zawsze dodaję, że cepem to też trzeba umieć wywijać i nie każdy ma siłę wink

          Ja już od dawna wydaję krótkie polecenia (oczywiście raczej w formie próśb, bo
          komendy to na M. działały chyba tylko w wojsku wink)), ale czy to
          pomaga? "Dobrze, kochanie, ZA CHWILKĘ". wink))))))

          Gdy pytasz faceta co się stało a on mówi, że "nic" to wiadomo, że nic wink Ale
          gdy ja mówię "nic się nie stało" to wiadomo, że bardzo dużo się stało, ale to
          jeszcze nie moment na rozmowę, bo muszę opanować nerwy wink

          pozdrówki
          lidka
    • kicia031 Re: Czy można zmienić męża? 10.04.05, 16:05
      Powiem szczerze dziewczyny, ze was podziwiam. Ze bedac w ciazy jestescie
      jeszcze w stanie myslec o takich sprawach. Moze ja mam te przewage, ze nasze
      starsze dzieci sa naprawde starsze (12 i 10 lat), wiec nie trzeba sie nimi
      bardzo zajmowac, ale mimo wszystko ja bym tak nie mogla. Owszem, gotuje, bo
      gotowac lubie, ale moj partner duzo pomaga, a juz zwlaszcza wszelkie smazenia
      zawsze naleza do niego, bo on to lubi. O aprowizacje dbamy wspolnie, zmywaja
      zazwyczaj dzieci, albo moj najdrozszy. Wczoraj poprasowal wiekszosc ubranek dla
      Groszka, ktore ja upralam (tzn wlozylam do pralki wink)) Co do sprzatania, to
      nie jawi mi sie ono jako czynnosc niezbedna, wiec jej nie wykonuje, czasami
      przychodzi jakas pani z Ukrainy posprzatac, czasami moj najdrozszy odkurzy, a
      jak nie to trudno.
      Generalnie, wasz problem lezy chyba w tym, ze czujecie sie odpowiedzialne za
      stan domu, ktory przeciez nie jest domemm tylko waszym a calej rodziny - i cala
      rodzine trzeba zaangazowac do jego sprzatania i innych niezbednych czynnosci. W
      przeciwnym razie szybko padniecie, czego wam nie zycze - zycze za to wiecej
      luzu!
      Pozdrowienia
    • lilith76 Re: Czy można zmienić męża? 10.04.05, 18:04
      gorący podziw dla lideczki, ona jak Atlas tego domu!

      ja mam w domu chłopa, któremu nie powiesz, że ma coś zrobić, bo nim rządzisz (taki jest wrażliwy), nie możesz też poprosić o zrobienie czegoś, bo... nim rządzisz (delikatna istota). najlepiej gdyby zrobił sam z siebie... taaaaaaak. po dwóch potężnych kłótniach, połączonych z pakowaniem walizek, w końcu jak buchalterzy zasiedliśmy i M dostał swoje poletko do zrobienia. ja już się tego nie tykam choćby mi serce rozrywało, że nie jest robione natychmiast i dokładnie (też nie wyobrażałam sobie, że facet potrafi odkurzyć tak dobrze jak ja). a M jak nikt potrafi czynić dookoła siebie chaos. już jakiś czas temu dałam za wygraną skarpetkom i podkoszulkom na krzesłach (sama święta nie jestem). nie zbieram, najwyżej upchnę stopą w jakimś średnio widocznym kącie.

      nie żeby nic w domu nie robił - pierze za wszystkich, prasuje, śmieci wynosi, jak są dzieci gotuje, robi posiłki. babie jednak zawsze za mało, szczególnie jak widzi chłopa non stop przy komputerze (teraz siedzę na forum, bo M zasnął oglądając mecz koszykowki).

      gadanie nic nie daje, przypominanie nic nie daje, ciosanie kołków na głowie nic nie daje. według mnie lepiej rozdzielić zadania. i liczyć na rzetelność faceta...

      cały problem chyba w tym, że czujemy, że czystość domu to wizytówka nas jako kobiety i gospodyni. zabrudzony dywan, czy kurz na półkach, to policzek niemal, powód do wstydu. na początku biegamy i sprzątamy uważając za oczywiste, że nasza troska o dom jest zbieżna z troską mężczyzny. a oni się błyskawicznie przyzwyczajają do tego, że dookoła wszystko "samo się robi". w domu rodzinnym chłopak okopuje się w swoim pokoju, twardo walcząc o prawo do utrzymywania w nim takiego bałaganu jaki jest tylko w stanie poczynić pomiędzy rytualnymi generalnymi porządkami przed Wigilią i Wielkanocą. potem zamieszkują z kobietą i walczą o to samo zapominając o tym drobiazgu - nie mieszkają już sami.

      się rozpisałam.
      • lideczka_27 Re: Czy można zmienić męża? 10.04.05, 19:32
        lilith76 napisała:

        > gorący podziw dla lideczki, ona jak Atlas tego domu!

        lilith, to się nie Atlas nazywa tylko "pedantka". Nie wiem co gorsze... wink
        >

        > ja mam w domu chłopa, któremu nie powiesz, że ma coś zrobić, bo nim rządzisz
        (t
        > aki jest wrażliwy), nie możesz też poprosić o zrobienie czegoś, bo... nim
        rządz
        > isz (delikatna istota).

        Czy my przypadkiem nie mieszkamy z jednym egzemplarzem? wink))


        ja już się tego nie tykam choćby mi serce rozrywało, że nie jest robione
        natychmiast i dokładnie

        To jest największy mój jak dotąd wyczyn - nie robić choć zęby zgrzytają i zimne
        poty oblewają - ale siem trzymam i nie puszczam! wink

        (też n
        > ie wyobrażałam sobie, że facet potrafi odkurzyć tak dobrze jak ja)

        Akurat odkurzać szczerze nienawidzę, więc odkurza M. Jak odkurza tak odkurza -
        jak nie mam nastroju to tylko mu od niechcenia przypominam, że się brudownik w
        łazience bez problemu odsuwa i tam też należałoby koty wymieść albo za
        łóżeczkiem młodego wink))

        . a M jak nik
        > t potrafi czynić dookoła siebie chaos.

        Mój też. A najlepiej jak ma "zryw" - wtedy lata, gada (do siebie chyba?), że w
        domu syf okrutny i sprząta a raczej upycha wink A ja siedzę, sapię, bo już mi
        ciężko i ogólnie wredna jestem, ale zawsze jakiś comment dać muszę wink


        > nie żeby nic w domu nie robił - pierze za wszystkich, prasuje, śmieci wynosi,
        jak są dzieci gotuje, robi posiłki.

        Jeżeli chodzi o pranie, to niestety - nikomu nie pozwalam (no, może tylko mojej
        mamie bym mogła wink Mam swój sposób na segregację kolorów, dobór materiałów,
        jakie mogą się razem prać itd. A wieszanie prania to niemal ceremonia, trwa
        wieki, a efekt tego taki, że wielu rzeczy potem już prasować nie trzeba. Kiedyś
        M zrobił pranie. A potem to wieszał - nic nie strzepnięte, nie wygładzone, nie
        naciągnięte - ZGROZA. Powiedziałam: nigdy więcej i kazałam sobie kupić drapaka
        (tzn. wolnostojącą suszarkę, by rąk do góry nie unosić) i wieszam sama.

        M. czasem poprasuje, od wielkiego dzwonu - tłumaczy, że nie ma wielkiej
        potrzeby, bo tak ładnie to wysuszyłam, że nic nie pogniecione wink))

        Gotowanie? Z zamierzchłej przeszłości pamiętam, że mój pan robił wyśmienitą
        jajecznicę i obiad w składzie rybka, ziemniaki, surówka. No, ale to przed
        ślubem było wink Teraz, nawet gdy poproszę by ugotował, to jest tak głęboko
        nieszczęśliwy, że klękajcie narody, oczywiście on "woli jak żonusia ugotuje, bo
        mu lepiej smakuje", a generalnie to ma alergię na powietrze w kuchni, bo
        zachodzi rzadko - chyba tylko po to, by głowę do lodówki włożyć (oczywiście w
        celu wyjadania pomiędzy posiłkami). Jak mi bardzo nie zależy, to nie ugotuje
        choć wiem, że coś tam potrafi.

        No i najlepsze: gary wink Jak pisałam: leżakowały. Fakt, że nie cierpię myć, ale
        mój małżonek także. Efekt tego taki, że mam w domu... zmywarkę wink)) Dlaczego?
        No, przecież mąż mnie bardzo kocha i nie może pozwolić, bym znowu miała to
        okropne uczulenie, a do tego dziecko nam przybędzie i ja muszę się
        oszczędzać wink Takich argumentów mniej więcej używał, gdy mówiłam "myj ręcznie,
        nie zgadzam się na zakup" wink Teraz jestem szczęśliwa, to naprawdę super sprawa,
        ale powód jej pojawienia się w domu jest conajmniej niejednoznaczny wink

        babie jednak zawsze za mało, szczególnie jak
        > widzi chłopa non stop przy komputerze (teraz siedzę na forum, bo M zasnął
        oglą
        > dając mecz koszykowki).

        Z tym się zgodzić mogę wink Ja doskonale wiem, że to głównie moja wina (a raczej
        wybór), że jest jak jest, mam zakorzenione (wyssane pewnie z mlekiem matki)
        poczucie obowiązku, a raczej przerost tego poczucia i wręcz chorobliwe
        przeświadczenie, że wszystkim tak samo jak mnie dają po oczach smugi na oknach
        (M umył), więc wolę myć sama (teraz nie myłam, ale to dlatego, że ciąża,
        inaczej to mowy nie ma).

        A TO PONIŻEJ TO KWINTESENCJA TEGO ZAGADNIENIA, SEDNO SAMO - LEPIEJ BYM TEGO NIE
        UJĘŁA wink

        > cały problem chyba w tym, że czujemy, że czystość domu to wizytówka nas jako
        ko
        > biety i gospodyni. zabrudzony dywan, czy kurz na półkach, to policzek niemal,
        p
        > owód do wstydu. na początku biegamy i sprzątamy uważając za oczywiste, że
        nasza
        > troska o dom jest zbieżna z troską mężczyzny. a oni się błyskawicznie
        przyzwyc
        > zajają do tego, że dookoła wszystko "samo się robi". w domu rodzinnym chłopak
        o
        > kopuje się w swoim pokoju, twardo walcząc o prawo do utrzymywania w nim
        takiego
        > bałaganu jaki jest tylko w stanie poczynić pomiędzy rytualnymi generalnymi
        por
        > ządkami przed Wigilią i Wielkanocą. potem zamieszkują z kobietą i walczą o to
        s
        > amo zapominając o tym drobiazgu - nie mieszkają już sami.
        >

        Zazdroszczę kici tej umiejętności wyluzowania, ja co prawda odpuściłam, ale
        tylko dlatego, że siła wyższa. Jestem po prostu identyczna jak moja mama i
        myślę, że niereformowalna wink Długo trwało, bym uwierzyła, że dom to nie muzeum
        i naprawdę nikt nie będzie chciał jeść z mojej podłogi, hihihi wink)))))

        pozdrówki
        lidka
        • lilith76 Re: Czy można zmienić męża? 11.04.05, 01:18
          > Mam swój sposób na segregację kolorów, dobór materiałów,
          > jakie mogą się razem prać itd

          spokrewniona jesteś z moim M genetycznie? on też, jak artysta konceptualista, dobiera i zestawia kolory wink

          > Zazdroszczę kici tej umiejętności wyluzowania,

          ale ile razy dusiłam się z wściekłości! miesiące zajęło zanim odpuściłam, szczególnie, że jak pisałam ja też rzucę czasami coś na krzesło i przypomnę sobie po kilku dniach.
          • bei Re: Czy można zmienić męża? 11.04.05, 09:53
            a ja sie tez juz nie zmienię....
            przeszkadza mi bałagan....a czysto musi byc zawsze..niestety dom jest duży do
            sprzątania...podłogami i trzema łazienkami zajął sie mój syn- za co mu A płaci-
            tak jak pani sprzatajacej wcześniej...ale i tak na codzien jest tyle
            pracy...jak byłam na chodzie- i bez maluszka- to nawet garaż- prawie 50 m
            bialych płytek potrafiłam przeszorowac codziennie...i z 50 m tarasu...padałam
            wieczorem- a moi domownicy w mog robili zamieszanie...
            nie dawno tez sie poirytowałam- w czwartek J pucował pokój Pata- a w piątek nie
            można było już zauważyć- ze było sprzątane- Pat ma talent smilesmile
            Wszystko prasuje..wiec gdy pralka chodzi 2 razy dziennie najmniej- to w ciągu
            tygodnia mamy góre rzeczy do prasowania....buuuuuu- ale jakos cieżko jest mi
            inaczej....mam wyrzuty- gdy na noc wkładałam niewyprasowana koszulke...albo
            maluszkowi rzeczy prosto z suszarki...
            KOBIETY....same sobie winne- bo sie tak narabiająsmile!
            Są takie co nie gotują...co okna myją dwa razy do roku..co....
            i one są mądre...mam chwilami pretensje do Mamy- że taki przykład prowadzenia
            domu mi dałasmile:smilesmile
        • capa_negra Re: Czy można zmienić męża? 11.04.05, 12:07
          Długo trwało, bym uwierzyła, że dom to nie muzeum
          > i naprawdę nikt nie będzie chciał jeść z mojej podłogi, hihihi wink)))))


          Oj skąd ja to znam....
          Ale zaczne od poczatku.
          Najpierw mieszkałam z ojcem i bratem - robiąc za jedyna babe w domu..
          Czysto było..jak ich nie było.
          Wystarczyło jak wrócili do domu .... kuchnia zaraz przypominała pole walki.
          W przedpokoju to stado kur bym wykarmiła, a łazienka ..standard - "splute"
          lusto,zalana podłoga, wanna brudna oczywiście, moczace sie mydło, niezakrecona
          pasta...i najgorsza moja obsesja kto smiał uzyć MOJEGO ręcznika.
          Jak sie wyrowadziłam to znajomi mi "donieśli", jak to moje chłopy ubolewają,
          że "im sie murzyn wyprowadził" ..szczególnie w kontekście łazienki.
          Potem były zajęcia "edukacyjne" czyli wycieczka do sklepu i zakup razem z nimi
          srodków czystości bo zarówno płyn do mycia wc jak i pozostała chemia były
          im "klasowo obce"

          I mój własny raj - moje mieszkanie.
          Faktycznie pierwsze trzy lata to jak by kotlet spadł na podłoge to by sie
          podłoga wybrudziła - nie kotlet.
          Potem dorobiłam sie psa - trudno byłoby jeść z podłogi, ale dalej było ok. tym
          bardziej, ze ówczesny "nażeczony" był dochodzący smile
          A potem dorobiłam sie oficjalnego nażeczonego z psem ...ale jeszcze było
          nienajgorzej bo chłopisko krepowało sie syfic na "obcym terenie"
          A potem nażeczony został mężem i zamieszkaliśmy u mnie "z całym
          dobrodziejstwem "

          No i sie zmieniło..i dowiedziałam sie, że dom to nie muzeum....szczególnie
          kuchnia.
          Długo opowiadać ..wystarczy, że kochany małżonek robi sobie 2 kanapki, a
          kuchnia wyglada jak po przygotowaniu 3 daniowego obiadu.
          I nie chowa jedzenia bo...za chwile może będzie znowu jadł....
          Łazienka by obleciała bo chlop juz przez pierwsza zonę przetrenowany, ale
          czynnośc mycia WC jest mu ciagle klasowo obca ( ręcze głową, ze gdybym
          powiedziała - posprzataj łazienkę to płytki, lustra byłyby wyszorowane, a
          kibelek przypominał by raczej wychodek i napewno nie zobaczył szczotki...), a
          do jego "garderoby" na pralce tez juz przywykłam ...bo to przeca najlepsze
          miejsce to trzymania aktualnie uzywanych ubrań no i jaki głupi by je "na
          chwilę" chował do szafy...
          A pieski aktualnie sie lenią wiec.... ze jest odkurzone to widac góra trzy
          godziny...
          I nie wiem czy sie bac przeprowadzki do większego domu czy nie...
          Z jednej strony strach bo więcej miejsca do robienia syfu, z drugiej wiecej
          pomieszczeń w których mozna sie ewentualnie na pewien syf zgodzic bo nie będzie
          on na widoku publicznym.
          Jest tylko jeden problem - mąz uparł sie na kuchnie otwarta na
          salon.....starch sie bać jak to bedzie wygladac w praktyce przy uwzględnieniu
          jego praktyk kuchennych.
    • bei zmywarka:):) 11.04.05, 10:05
      wiecie dziewczyny...że jestm ciągle taka głupia, ze wkładam do niej prawie
      umyte naczyniasmilesmile...tam tylko po nabłyszczaczu wyglądają deczko lepiejsmile

      ale ja jestem już STARA....przed Wami wszystkosmile...nie dajcie się pogrążyć w
      kurnikowych zajęciachsmile

      kura Bea
      • wipsania Re: zmywarka:):) 12.04.05, 01:50
        Bei - nie wiem, czy np Twojego męża można zmienić, ale najważniejsze, żeby
        zmienić Ciebie. I na to nigdy nie jest za późno.
        Mnie na przykład ten wątek zmobilizował i wczoraj zapowiedziałam rodzinie, że
        prane będzie to, co się dostarczy w odpowiednie miejsce. Poszło o dżinsy Małża,
        zbrudzone na wsi, które on rzucił był na fotel i nawet nie chciało mu się paska
        przełożyć do czystych (dostarczonych oczywiście pod nos przeze mnie).
        Przetrzymałam cały dzień - musiał wyjąć pasek i grzecznie zanieść spodnie
        do "brudów". Aha - jak odkładał na bok, to ja skrzętnie na krześle komputerowym
        mu układałam.
        Takoż córeczka, z wdziękiem zostawiająca "wczorajsze" spodnie na kaloryferze w
        łazience.
        (Ale mamo! Przynieś mi, plizzzzz. Bo ja już nie zdążę. Mamo - wypierz mi na
        jutro. Ale mamo! NIe wyprasowałaś mi tego? Co ty sobie myślisz?)
        I nie mów, że jesteś stara. Zawsze można zacząć coś nowego. Wiem, bo nikt nie
        jest taki stary jak ja.

    • nareene Re: Czy można zmienić męża? 11.04.05, 11:01
      To ja hoduję jakis wybryk natury. Obserwuję go jak zostaje sam z dzieciakami:
      mieszkanie wysprzątane, ciuchy poprane, rozwieszone, mlodzież napchana domowym
      obiadkiem, starszy młody zagoniony do mycia naczyń, młodszy układa zabawki.
      Sielaneczka. Czyli zapewne każdy facet potrafi, tylko czasem woli udawać
      sparaliżowanego wink
    • johana2 Re: Czy można zmienić męża? 11.04.05, 11:57
      Ponieważ przeszłam dokładnie to samo (na szczęście : przeszłam )to oto moje
      rady sprawdzone z praktyki. Młody: w lodówce staraj się mieć same półprodukty.
      Nie zje obiadu: stawiaj mu na biurku - w końcu zje w nocy, bo on jest zawsze
      głodny. A jak nie zje to niech sobie stoi. A może dowiedz się czego wybitnie
      nie lubi np wątróbki i kalafiora. Wtedy dawaj mu same ziemniaki z surówką albo
      zupę po wyjęciu kalafiora, albo zmielone dokładnie jarzyny żeby nie poznał. Co
      do męża: daj sobie luz. Dziewczyny mają rację. Ja po kilku latach po prostu
      przyzyczaiłam się że nie zawsze jest posprzątane. Młodego chwytaj gdy akurat
      jest w kuchni i wręczaj mu kubeł ze śmieciami albo mokry zmywak "oj dobrze że
      jesteś, dzięki za pomoc" czy coś w tym stylu. Wiesz - faceci uwielbiają być
      chwaleni. Wyciągnij odkurzacz, włącz go i zawołaj młodego albo starego zeby
      pomogli ci w tamtym kącie bo ty nie możesz dosięgnąć. I wyjdź zostawiając
      wyjące urządzenie. Itp. U mnie się w końcu sprawdziło i już dosyć dawno temu
      problem sprzątania znikł. Jest brudno to jest. Nie mogę już wytrzymać, to
      posprzątam kawałek ale tylko tyle ile mi się chce. A reszta j.w. Powodzenia
      • alfa36 a jednak mam ochotę wysiąść z tego życia 12.04.05, 19:25
        Nic dodać, nic ująć. Jak nie wysiądę to znienawidzę m i jego syna, bo jestem
        już bardzo blisko.Może ja staję się nie do wytrzymania, może oni. W każdym
        razie wydawało mi sie, ze moja ciąża raczej wszystko odmieni na lepsze. Stało
        się zupełnie odwrotnie. Wieczne kłótnie, a dziś w przypływie złości
        powiedziałam, ze jesli coś się stanie z moim dzieckiem, to będzie to ich wina.
        Ciąża jest zagrożona, gin mi powtarza, ze mam sie nie denerwować, a ja
        przynajmniej raz dziennie wychodzę z siebie.
        • m-m-m Re: a jednak mam ochotę wysiąść z tego życia 12.04.05, 20:09
          Alfa, to nie sprawa ciąży tylko po prostu jesteś z nimi coraz dłużej i coraz
          bardziej Cię to męczy.


          dziś w przypływie złości
          > powiedziałam, ze jesli coś się stanie z moim dzieckiem, to będzie to ich wina


          To nie jest dobry argument, bo od razu określasz, że to Twoje dziecko (a więc
          nie jest to dziecko M i potencjalne rodzeństwo pasierba), a oni rodzina nie są.
          A czemu uważałaś, że z powodu ciąży coś ma się zmienić? Pisałam Ci już kiedyś,
          że to niczego nie zmienia, bo niby co to obchodzi pasierba, że macocha jest w
          ciąży? Zdziwiłabym się, gdyby był z tego naprawdę zadowolony. Norma to
          obojętność lub wrogość (konkurencja).
          Daj sobie na luz, nie sprzątaj powiedz M., żeby dał kasę na sprzątaczkę i tyle.
          Taki stary facet niestety nie poddaje się "obróbce" i swoich przyzwyczajeń nie
          zmieni, co najwyżej może cokolwiek się nagnie do nowej sytuacji.
          a dziecko M.? daruj sobie. wchodzisz w rolę rodzica i dlatego masz
          niepowodzenia. To problem M.
          Wyjada z lodówki? Rób mu rano kartkę jakie produkty może zjeśc po powrocie ze
          szkoły, gdy jest głodny.
          Mój pasierb tez próbował wyjadać z lodówki, wprowadziłam taki system kartek.
          Gdy np. zamiast tego zrobił sobie jajecznicę, gdy obok stał gar z bigosem i
          zupa - otrzymywał reprymendę od M. No właśnie od M. A u Ciebie Twój M. coś do
          tego się nie kwapi. Wyjaśnij M., że waszego budżetu nie stać na dowolne frykasy
          dla pasierba, chyba, że stać jego - samego M, niech on sam płaci za frykasy
          pasierba. I spróbuj być konsekwentna. Skoro go będzie stać to nie ma sprawy.
        • ania_rosa Re: a jednak mam ochotę wysiąść z tego życia 12.04.05, 21:09
          Wiecie, ja nie rozumiem problemu.Pisze to z interesujacej pozycji balaganiary,
          a wiec osoby, ktorej motywacje, psychika i osobowosc są Wam obcewink
          Moje mieszkanie byloby chlewem, gdyby nie to, ze jestem jednak osoba towarzyską
          i co jakiś czas zapraszam znajomych. Wtedy sprzatam.
          Ale dla przykładu i porownania:
          1. Pierwszy raz odkurzylam za łózkiem po roku mieszkania
          2. Zasłony z salonu zostały pierwszy raz uprane po pieciu latach (wczesniej nie
          chcialo mi sie ich sciagac, bo sa w bardzo skomplikowany sposób zawieszone i
          trzeba rozkrecac karnisze, zeby je zdjac)
          3. Jesli umyje okna wiecej niz dwa razy w roku to jest to moj osobisty sukces

          Zasadniczo dbam tylko o czystosc lazienki, kuchni i przykladam wage do zmian
          bielizny poscielowej.
          Brutalna prawda brzmi wiec tak, ze to WY macie problem, a nie Wasi M.
          Moja matka byla i jest nieuleczalna maniaczką sprzatania. Po wyprowadzce od
          ojca zastanawialam sie nawet, na ile bedzie mu przeszkadzac obrastajace powoli
          syfem mieszkanie. Wczesniej- co naturalne- utrzymywal, ze mieszkanie "robi sie
          samo" i nie potrzeba wiekszego wysilku, aby je doprowadzic do ladu. Tym samym
          odwiecznie deprecjonowal prace mojej matki (dwa etaty, gabinet prywatny i pelen
          etat sprzataczki, kucharki i opiekunki do dzieci). Wedlug Niego lezala do gory
          brzuchem i miala czas na wszystko. Pietnascie umytych okien pozniej zaczelo do
          niego docierac, ze mieszkanie jednakowoz "samo sie nie robi". Obecnie zatrudnia
          pania do sprzatania, bo przekonal sie, ile kosztuje to pracy, czasu i zmeczenia.
          I wcale mi go nie żal. Was natomiast mi zal, bo choc nikomu bym siebie nie
          postawila jako przykladu, to wiem, jakie efekty przynosi postawa "dobrej
          gospodyni" dla wlasnych dzieci czy pasierbow. Moj brat mial osiemnascie lat,
          gdy pierwszy raz umyl po sobie talerz. Nie umial obsluzyc pralki, umyc po sobie
          lazienki, a slowo "zelazko"pozostawalo dla niego abstrakcją.
          Wybaczcie dziewczyny, ale same sobie narzucacie kierat. I trudno sie dziwic
          innym, ze to wykorzystują, bo dopoki mieszkalam z Matką to tez ja
          wykorzystywałam rowno. Malo tego: matka potrafila przyjsc do mnie do mieszkania
          i po zdjeciu plaszcza od razu zaczac zmywac naczynia i odkurzac pokoje, a ja z
          tego bezczelnie korzystalam. Dopóty jednak dzban wodę nosi...
          Pewnego pięknego dnia dotarło do Niej, ze cale życie poswiecila na czynnosci,
          ktorych a) nikt nie docenial b) wszyscy traktowali jako jej obowiązek, a nie
          dobrą wolę c) zabieraly Jej tyle czasu, ze nie starczalo go dla siebie (nigdy
          nei byla u kosmetyczki, do fryzjera chodzila bardzo rzadko, a polki pokrywaly
          sie ksiazkami, ktore KIEDYS obiecywala sobie przeczytac- tylko, ze to "kiedys"
          nie nadchodzilo, bo zawsze bylo cos do zrobienia w domu), d) jej bliscy zaczeli
          ja traktowac jako darmowa sile robocza.
          I powiedziala "pas". Od tej pory, kiedy sklada mi wizyte- najpierw kaze sobie
          podac kawe, potem cos do jedzenia, a potem skupia sie na rozmowie. Moje
          zakurzone podlogi interesuja Ja tyle, co zeszloroczny śnieg. Kiedy pierwszy raz
          tak zrobila- zaniemowilam, bo bylam pewna, ze matka nigdy sie nei zmieni. Ale-
          cud nad cudami- przemiana sie dokonala: zapisala sie do klubu czytelniczego i
          naprawde czyta te ksiazki, przestala jezdzic do mojego brata celem sprzatania
          jego mieszkania (i wtedy sie okazalo, ze jednak chlop umie pozmywac gary,
          odkurzyc pokoje i uprac ciuchy), raz w miesiacu idzie do fryzjera, a do mnie
          wpada na plotki. I powiem szczerze, ze wszytskim to wyszlo na dobre: moj brat
          sie nauczyl paru niezbednych rzeczy, moja matka odpoczela, a ja przestalam
          liczyc na jej "porzadkowe wizyty".
          Nie zmienia to faktu, ze doprowadzila do stanu, w ktorym jej najblizsi
          przestali ja szanowac. I tez zawsze powtarzala swoje motta o podlodze, z ktorej
          mozna jesc. Tyle tylko, ze niewiele miala tak naprawde z zycia. Byla
          zadowolonym niewolnikiem swojej rodzinysad Na szczescie zmadrzala. I powiem tez,
          ze jestem z niej szczerze dumna. Bo to jest sztuka oddzielic swoja dobra wolę
          od wykonywania za kogos jego obowiazkow. Sztuka jest nauczenie sie podstawowego
          egoizmu, ktory chroni nas od bycia wykorzystywanymi. Sztuka jest zobaczyc, ze
          nikomu tak naprawde na dluzsza mete niczego dobrego taka postawa nie
          przyniesie: dzieci uczy, ze matka (macocha) jest darmowym robotnikiem i ze nie
          trzeba sie uczyc obowiazkow domowych, a partner blyskawicznie sie orientuje, ze
          cale zycie moze spedzić ciągnąc korzyści z podejścia "kochanie, bo ty tak
          ladnie prasujesz koszule i zmywasz naczynia". Ogolnie prowadzi do
          roszczeniowosci, wyuczonej bezradności i wzrostu egoizmu najblizszej rodziny. A
          potem kolejna baba będzie miec zagwozdkę, jak sklonic męza, a naszego syna, do
          umycia podłóg, bo sama jest w dziewiatym miesiacu ciazy, zaś Pan i Władca ma
          dwie lewe rączki. Nie podcinajcie galęzi, na ktorej siedzicie.
          Rosa
          • lideczka_27 Re: a jednak mam ochotę wysiąść z tego życia 12.04.05, 23:36
            W kwestii obowiązków to nie zawsze jest tak, że dzieci leserują, gdy matka lata
            ze ścierą i nie ma ona u nikogo poszanowania. Myśmy miały bardzo dużo
            obowiązków w domu (uważam, że stanowczo za dużo), ale na całą resztę czasu też
            starczało (hobby, kino, knigi, towarzystwo itd.). To raczej sprawa
            organizacji wink Nasza młoda ma już od dawna obowiązki i z tego co się dowiaduję
            na tym forum jak na jej wiek dość spore w porównaniu z dziećmi "pasierbami",
            które są starsze, a talerza do zlewu nie odstawią, wody nie spłuczą w kibelku,
            łóżka nie zaścielą itd. Nie jest to jednak nic ponad jej siły czy wiek - już w
            dzieciństwie sobie obiecałam, że choć moje dzieci brzuchami do góry leżeć nie
            będą, to tak jak ja zasuwać też nie. Jednakowoż obowiązki rzecz święta - gdy
            chcemy, by dzieci w późniejszym okresie były niezależne i radziły sobie w życiu.

            ania, niektórym to już po prostu tak jest dobrze i tyle. Ja się czasem
            zastanawiam co będzie jak wrócę do pracy w szkole. Na razie jest OK, bo pracuję
            w domu, prowadzę go, no i dzieciaki są. Potem być może doby mi nie starczy wink
            Po macierzyńskim mam zamiar wrócić do pracy w firmie, bo mi się chce między
            ludzi. Wiem tylko, że pracy i dzieci - a raczej dzieci i pracy zaniedbać nie
            będę mogła, a reszta - jakoś się opędzi, grubsze sprzątanie będzie w soboty,
            może Ukrainkę zatrudnię, ale czy ona mi dobrze okna umyje? wink))

            Ja sobie innego życia nie wyobrażam, to nie dla mnie. I nie dlatego, że jak
            odpuszczę to się chłopina zwiesi, bo tak naprawdę on nie ma wielkich wymagań,
            choć oczywiście lubi czystość, ale bez przesadyzmu w moim wykonaniu. Czy na ten
            przykład dzieciom na szyi rzepa wyrośnie wink Wszystko dlatego, że ja sama
            byłabym chorawink Ja muszę mieć bardzo czysto, by mi dobrze było, tak jak
            niektórzy lubią artystyczny nieład wink I tyle smile

            No, ale tak już całkiem poważnie i w kierunku problemu z wątku - oczywiście gdy
            to staje się problemem, nie ma mowy o "woli" i zadowoleniu z tego, że się po
            chałupie lata i sprząta, warto to jakoś rozsupłać, pewnie, że tak...

            pozdrówki
            lidka

            PS. Przy okazji chciałam poinformować szanowne grono bywalczyń forum, że jestem
            w bardzo bezpiecznym okresie, już bez wspomagaczy. Doprowadziłam mieszkanie do
            ładu po miesiącach bezczynności, wyprawkę przygotowałam. Jutro muszę sobie
            fundnąć nowe kapcie, bo te moje jakieś takie po dzisiejszych oględzinach wydają
            mi się niereprezentatywne i już mogę iść rodzić smile Jak zniknę na dłużej to
            znaczy, że w szpitalu leżę, bo jak wrócę to czas na forum znajdę - pewnie w
            nocy, bo ja, jak wiecie z tych nocnych mar jestem wink
            • ania_rosa Re: a jednak mam ochotę wysiąść z tego życia 12.04.05, 23:51
              Lideczka, niby racja, ale mi chodzi o ogolny przekaz. Mamy tatusia przy
              telewizorze (obecnie to chyba raczej komputer, nie?wink i mamusię (macochę) przy
              kuchni. Co pewien czas testuję mojego syna i pytam go, czym sie zajmuje
              mamusiawink Ogolnie odpowiada, ze gotowaniem, ale wspomina tez o innych formach
              mojej aktywnosci, wiec źle nie jestwink)
              Wiadomo, ze kazdy sam sobie sciele łóżko, na ktorym potem bedzie spac- ze
              ucieknę sie do metafory. Warto jednak wiedziec, ze na niektorych lozkach spi
              sie jak na Madejowym Łożu, zas na innych- mimo uwierajacych okruchow- mozna sie
              jednak wyspac. Zmierzam do tego, ze choc dla mnie podstawowym obowiazkiem
              mlodego czlowieka jest nauka, to nie należy zaniedbywać "życiowego wiana" w
              postaci ciąglego usamodzielniania, co jest procesem żmudnym i trudnym. Warto
              też wspomnieć, ze glowna czynnoscia myślową mlodych ludzi jest kombinatoryka
              wyższa, ktorej celem jest wywinięcie się od obowiązkow domowych. I tepic to
              należy Mile Panie, tępic bezlitosnie. Nawet jeżeli ceną, ktora zaplacicie
              będzie zarosnięta lazienka i lepkie podłogi. Nalezy jednak pokazywać, ze celem
              zycia matki czy macochy nie jest zap..rzanie jak maly motorek, co by życie
              rodziny uczynic milszym. I chocby nas ręce świerzbiły do mycia okien, to nie
              odpuszczac i wymagać.
              Rosa

              ps. dla mnie szczytem był pomysl mojej kolezanki: wyjezdzala na tydzien i przed
              wyjazdem nagotowala siedem obiadow, popakowala w woreczki, pomrozila i
              zostawila instrukcje, jak odgrzewac. Dodam, ze jej maz w okresie kawalerskim
              slynął z wyśmienitego gotowania, ale w malżenstwie zachorowal na kulinarną
              demencję. W czym mu zresztą walnie pomogła. Aha, po powrocie koleżanka w
              pierwszym rzucie zabrala sie do odkurzania, bo panowie (mąż i syn) mieli przez
              tydzień ważniejsze rzeczy do roboty niż utrzymywanie po sobie porządku. No
              comments.
              • m-m-m Re: a jednak mam ochotę wysiąść z tego życia 13.04.05, 10:09
                glowna czynnoscia myślową mlodych ludzi jest kombinatoryka
                wyższa, ktorej celem jest wywinięcie się od obowiązkow domowych. I tepic to
                należy Mile Panie, tępic bezlitosnie. Nawet jeżeli ceną, ktora zaplacicie
                będzie zarosnięta lazienka i lepkie podłogi. Nalezy jednak pokazywać, ze celem
                zycia matki czy macochy nie jest zap..rzanie jak maly motorek,



                Jak najbardziej popieram i nie ustepuję moim panom od 7 lat. Nic mnie nie
                obchodzi, że mają swoje sprawy, ja też je mam. Nieraz im powiedziałam, że skoro
                na służbę ich nie stać to muszą sami pracować w domu i w pełni
                współuczestniczyć w obowiązkach domowych. W tym temacie nie ma u mnie "pomiłuj".
                • leeya Re: a jednak mam ochotę wysiąść z tego życia 13.04.05, 10:21
                  Straszna jestes m-m-msmile

                  Ale to jest niestety jedyne rozwiazanie problemu. Rozmowy nic nie daja, prosby
                  tez nie... I nie dotyczy to tylko Panow niestety, ostatnio te sama metode
                  zastosowalam wobec mojej Mlodej (siostra, z ktora mieszkam). Jakiez bylo
                  zdziwienie, kiedy po 3 dniach przekladania ciaglego zaladowania i wstawienia
                  zmywarki "nagle" smile skonczyly sie czyste szklanki do pepsismile))))))

                  I tak wlasnie trzeba robicsmile

                  Leeya
                  • m-m-m Re: a jednak mam ochotę wysiąść z tego życia 13.04.05, 10:32
                    Rozmowy nic nie daja, prosby
                    tez nie...


                    Nie wiem jak długo stosujesz to gadanie i na ile konsekwentnie. Ja miałam te
                    przeboje ...3 lata ciagłego zrzędzenia i...konsekwencji, choć czasem byłam juz
                    na progu pasji i ogarniała mnie niemoc. Jak bym do ściany mówiła. Ale gdy M.
                    skaleczył sobie nogę w brudnym przedpokoju i próbował coś kwęczeć pogoniłam go
                    natychmiast i zaproponowałam opłacenie służby.
                    • leeya Re: a jednak mam ochotę wysiąść z tego życia 13.04.05, 12:22
                      Trudno by bylo mojej Mlodej zaproponowac oplacanie sluzby, hihi. Ale jak
                      jeszcze bylam z eksem, to zmusilam go do odkurzania czyms podobnym: dalam mu
                      ogloszenie pani, ktora oferowala komplexowe sprzatanie raz w tygodniu.
                      Zadzwonil, ale jak sie dowiedzial ile trzebaby placic, to zaczal sam pomagacsmile

                      Leeya
              • lilith76 Re: a jednak mam ochotę wysiąść z tego życia 13.04.05, 11:30
                > ps. dla mnie szczytem był pomysl mojej kolezanki: wyjezdzala na tydzien i
                przed
                >
                > wyjazdem nagotowala siedem obiadow, popakowala w woreczki, pomrozila i
                > zostawila instrukcje, jak odgrzewac

                przypomina mi się wspomnienie mojego taty z dzieciństwa - babcia pojechała do
                sanatorium, ale przed wyjazdem nagotowała obiadów dla męża i dwóch synów.
                jednak dziadek i mój tata swoje obiady szybko zjedli hurtem (nie wiem jak im
                się to udało) i przez resztę czasu żyli na suchych kanapkach, a młodszemu bratu
                (kilkuletniemu) kupowali obiady gdzieś na mieście, żeby mamie
                nie "podkablował" smile
Pełna wersja