alfa36
09.04.05, 23:25
Zmienić, nie zamienić. Mój m staje się nie do wytrzamania (choć jego zdaniem
jest zupełnie odwrotnie- ja jestem nie do wytrzymania). Sprawę jego syna
naprawdę muszę odstawić, bo moje gadanie nic nie daje. Młody robi co mu się
podoba a tatuś nie zajmuje w sprawie stanowiska, więc jakby daje mu
przyzwolenie na wszystko co moim zdaniem jest niewłaściwe (sprawa
nicnierobienia w domu, a nawet ostatnio jedzenia, bo młodemu przestały
smakować moje obiady, a obiada się tym co jest w lodówce a mu odpowiada). Mój
m natomiast też jakby przestał interesować się domem. Kiedy mnie kilka dni
nie było w domu (szkolenie) tak sie przejmował, że wydzwaniał przypominając,
że jestem w ciąży i nie powinnam się przemęczać. Wróciłam i słyszę "pozmywam
później, odkurzę jutro" itd. Dziewczyny szlag mnie trafia. Myślałam, że może
jak zobaczy, że sama zabieram sie za to, co on miał zrobić , to się opamięta,
ale gdzie tam. I skończyło sie na tym, ze przeleżał pół dnia przed
telewizorem, a ja głupia wszystko zrobiłam. A m co? Czuje się obrażony, bo
przecież nic robić nie musiałam... Mam tylko nadzieję, że moja dzidzia
dzielnie będzie sie trzymała w brzuchu, a ja dzięki temu będe mogła chodzić
do pracy. Bo w domu dziewczyny chyba bym zwariowała.