uzyskać akceptacjęjego dzieci

09.05.05, 13:44
jesteśmy ze sobą od roku on ma dwójkę dzieci córkę 17 lat i syna 10 lat One
tylko mnie widziały matka zabrania spotkań z ojcem a tym bardziej ze mną one
mnie nienawidzą widzą we mnie źródło swojego nieszczęścia co zrobić, żeby to
zmienić?
    • jayin Re: uzyskać akceptacjęjego dzieci 09.05.05, 14:04
      magdalens napisała:

      > one mnie nienawidzą widzą we mnie źródło swojego nieszczęścia

      A mają do tego powód? Twój M odszedł od ich matki do ciebie, czy nie byłaś bezpośrednio w to "zamieszana"?
      Sorry, za bezpośrednie pytaniesmile Ale ciężko poradzić ci coś w temacie kontaktów z tymi dziećmi, bez szerszego widoku na sprawę.

      Pozdrawiam

      Joanna
      • magdalens Re: uzyskać akceptacjęjego dzieci 09.05.05, 14:11
        matka przedstawiła im historię z moją winą ponieważ mój M przeprowadził siędo
        mnie. Wcześniej mieszkał jednak przez pół roku oddzielnie od nich w domu obok
        ale miał z nimi codzienny kontakt teraz mieszkamy 250 km. od nich ale
        przyjeżdżamy co 2 tygodnie. Niestety nie ma żadnego kontaktu. Dla córki to
        poniżenie a syn jest pod ogromnym wpływem matki i siostry. Nie mam możliwości
        kontaktu więc jak zacząć. Jak wyjaśnić, że to wcale nie tak. Że ich związek
        dawno nie istniał. Tu wchodzą jeszcze w grę pieniądze. Dzieci odzywają się
        tylko wtedy jak chcą pieniądze. Kiedy matka obiecuje im góry złota to one
        wogóle się nie chcą kontaktować. Jedyny kontakt jaki miałam z jego synem był
        przez matkę która wskazała mu mnie na mieście i kazała zapamiętać twarz do
        końca życia bo z tą ku... odszedł jego tata. Wiem że wygląda to beznadziejnie.
        Ale czy powinnam starać się o jakiś kontakt czy nie? Była sprawa w sądzie mój M
        dostał widzenia i mógł zabieraćdzieci do naszego domu ale nigdy tego nie zrobił
        bo ana się nie zgodziła ze względu na mnie.
        • ania_rosa Re: uzyskać akceptacjęjego dzieci 09.05.05, 14:36
          Przez pół roku mieszkał oddzielnie i bez Ciebie- ok, ale pytanie brzmi, czy ich
          związek rozpadł się przez Ciebie? Można nie mieszkać z kimś, a odejść z
          małżeństwa za jego przyczyną.
          Teraz tak: "ich związek nigdy nie istniał"- tu się nei dojdzie prawdy. Ty znasz
          prawdę tylko od strony swojego partnera. To raz. Dwa: nie do Ciebie nalezy
          wyjaśnianie czegokolwiek. Albo ojcu zalezy na widywaniu się z dziećmi, albo nie
          zależy. Gdybym namąciła w relacjach z byłą zoną, to obchodziłabym się z nią jak
          z jajkiem- przynajmniej przez pierwszy okres. I na pewno nie zabierałabym dzieci
          do nowej pani, skoro ani dzieci, ani Eks (z którą nie ma sensu iść na noże)
          sobie tego nie zyczą.
          Dopóki stawiacie sprawę na zasadzie "chętnie się z wami zobaczymy, ale
          przyjedźcie do nas i spotkajmy się we czwórkę" dopóty komunkat jest jasny: ojcu
          bardziej zależy na satysfakcji nowej partnerki niż na dzieciach. Gdyby mu
          zależało na dzieciach, toby spotykał się z nimi tam, gdzie dzieci chcą. Sytuacja
          jest grzaska i nie nalezy jej zaogniać dodatkowo.
          Po drugie: jeśli relacje ojca z dziećmi się jakoś unormują to to wcale nie
          oznacza, że stworzycie szczęsliwą rodzinę rekonstruowaną. Dzieci nie są małe i
          mają prawo mysleć o Tobie tak, jak chcą. Jesli faktycznie przyczyniłaś się do
          rozpadu małżeństwa ich rodziców, to nie spodziewaj się po nich wyrozumiałości- a
          przynajmniej do czasu, gdy osiągną pełnoletniość. W wieku nastu lat świat ma
          barwy wyłącznie białe i czarne, a pewne sprawy ocenia się ostro. I trudno
          oczekiwac, aby traktowały Cię przyjaźnie.
          Po trzecie: niestety nie masz tu wiele do rzeczy. To są dzieci Twojego partnera
          i jego byłej (bądź obecnej) zony. MOżecie się nigdy nie spotkac, bo czasem i
          tak bywa. Nie do Ciebie należy troska o te kontakty- lepiej niech ojciec dzieci
          da z siebie wszystko, aby tym ojcem być, bo to jego dzieci potrzebują przede
          wszystkim, a nie dobrych układów z macochą.
          Po czwarte: jestem osobą tolerancyjną, co chyba forumowiczki mi przyznają. Ale w
          sytuacji, kiedy sąd komuś przyznaje widzenia z dziećmi, a ten ktoś z nich nie
          korzysta, bo dzieci nie chcą odwiedzać nowej pani tatusia,a tatuś nie jest na
          tyle elastyczny, aby się spotkac z ukochanymi dziecmi poza domem- ciśnie mi się
          na usta jedno pytanie "co to za ojciec?!". Dla mojego eks męza nie istniały
          pojęcia honoru i dumy własnej, kiedy w grę wchodził jego syn. Ojciec to ojciec.
          Albo ktoś te sprawy traktuje powaznie, albo niech nie zawraca głowy.
          Po piąte: przekaz jest bardzo jasny. Co widzą dzieci? Dzieci widza ojca, który
          stawia sprawę na ostrzu noża "albo przyjeżdzacie do mnie i mojej (excuze le mot)
          kochanki, albo się nie widujemy". Niestety ta sytuacja potwierdza relację Eksi,
          któa pakuje dzieciom do głowy, że nie sa już dla ojca ważne. Bo dzieci wiedzą,
          że gdyby były wazne, to ojciec by się z nimi po prostu spotkał. Nieważne czy w
          kinie, czy w parku, czy w dawnym domu, czy na podwórku. Ojciec się jednak nei
          spotyka, a niewypowiedziane zarzuty mkną pod Twój adres. To nie jest sytuacja,
          któa daje Ci szansę ułożenia poprawnych relacji. Bądź w porządku wobec
          pasierbów, a być może wszystko się poukłada.

          Rosa
          • magdalens do ania_rosa 09.05.05, 14:47
            nie wyjaśniłam do końca i od końca. Mój M bardzo stara się o widzenie z dziećmi
            bo chodzi do nich do szkoły dosłownie czycha pod szkołą żeby się z nimi
            zobaczyćone jednak uciekają ( tylko w szkole mam mozliwość rozmowy bo
            wychowaczyni każe - tak to wygląda) Przychodził do domu ale został kilka razy
            pobity przez żonę ( on nie będzie się znią bił bo to bezsensu) Dał synowi
            telefon i dzwonił prawie codziennie ale syn nie odpowiadał a jak to rozmawiał
            przy matce i rozmowy były przez nią dyktowane tzn. dawaj kasęi spadaj. Nigdy
            nie powiedział im że albo spotkaję się ze mną albo wogóle on odpowiadał na
            kazde żądanie ich. Ale dzieci porostu mają go gdzieś co może jeszcze zrobić.
            Ostatnio żeby nie dzwonił matka zmieniła mu numer telefonu i jak mój M poprosił
            syna o numer żeby mógł sięz nim kontaktować ten napisał 888 i zaczął się śmiać
            i powiedział żeby tu dzwonił. To co ma robić ręce opadają. Ja nigdy nie
            naciskałam na spotkanie.
    • ania_rosa Re: uzyskać akceptacjęjego dzieci 09.05.05, 14:05
      A Jesteś źródłem tego nieszczęścia? Bo jesli tak- to możesz zrobić wszystko poza
      zmianą faktów i przeszłości. Jesli nie miałaś nic wspólnego z rozpadem
      małżeństwa swojego partnera to masz przynajmniej na starcie czystszą sytuację.
      Przy dobrej woli i chęci współpracy partnera wszytsko się ułoży.
      Jesli jednak przyczyniłaś się do rozbicia tego związku, to:
      a) trudno się dziwić żonie, ze zywi względem Ciebie negatywne uczucia
      b) jesli zywi takie uczucia, to komplikuje to sytuację na linii ojciec-dzieci i
      ona- ojciec dzieci
      c) dopoki sytuacja między dziećmi, a ojcem się nie unormuje, to musisz poczekać
      z wejściem na scenę

      Poza tym nie napisałaś czy: Twój partner jest rozwiedziony? Czy planuje z Tobą
      przyszłość? W jakiej atmosferze przebiegło ich rozstanie?
      Te wszystkie pytania są żródłem obecnej sytuacji i nie da się jej rozważać czy
      doradzić czegokolwiek bez bliższych danych.
      Rosa
      • magdalens Re: uzyskać akceptacjęjego dzieci 09.05.05, 14:21

        > Poza tym nie napisałaś czy: Twój partner jest rozwiedziony? Czy planuje z Tobą
        > przyszłość? W jakiej atmosferze przebiegło ich rozstanie?
        > Te wszystkie pytania są żródłem obecnej sytuacji i nie da się jej rozważać czy
        > doradzić czegokolwiek bez bliższych danych.
        > Rosa

        On nie jest rozwiedziony jest w trakcie. Nasze plany właściwie weszły już w
        życie bo mieszkamy, pracujemy razem i myślimy o dzieciach naszych własnych ale
        dopiero jak to wszystko się wyjaśni dlatego tak ważny jest dla mnie kontakt i
        akceptacja jego dzieci. Atmosfera rozstania była straszna. Cała wina spadła na
        mnie. Jego żona mieszkając oddzielnie, ciągle kłócąc się i nie utrzymując
        żadnych kontaktów rodzinnych prócz obowiązkowych obiadków nie stwierdziła
        żadnych anomalii od normalnego życia rodzinnego. I uważała że ich pożycie
        rodzinne układa się bardzo dobrze (rozmowy o rozwodzie, wyprowadzka - to według
        niej norma w małżeństwie) On zawsze miał ograniczony kontakt z dziećmi. Tzn
        właściwie dzieci straszyły go że jak zrobi coś nie tak to poskarzą mamie i
        nigdy nic nie zrobiły z nim z własnej inicjatywy bez zgody matki. Wiem że sama
        nie powinnam tak ostro opisywać tego ale byłam swiadkiem takich zdarzeń. Te
        dzieci widziały w ojcu tylko maszynę do robienia pieniędzy. Sytuacja typu :
        pójdę z tobąjak mi coś kupisz albo dasz pieniądze. Wiem że na początku to on
        powinien poprawić swojąpozycjęwśród dzieci ale jego żona jest tak silną osobą
        że nie sądze by ktokolwiek potrafił jej sięoficjalnie przeciwstawić.
    • magdalens Re: uzyskać akceptacjęjego dzieci 09.05.05, 14:24
      Ja nie chcę żeby one mnie pokochały, chodzi o to żeby moja osoba nie stanowiła
      barykady w kontaktach z ojcem. Żeby nie widziały we mnie potwora. Ich
      zachowanie powoduje niechęć do nich u ojca a ja tego nie chcęnie chcęstać
      sięfaktycznym powodem ich całkowitego rozstania. Wiem że jestem głównym ale
      żeby mieć rodzinę musząsięstarać wszystkie strony nie tylko ojciec żeby
      miećdzieci ale i dzieci żeby mieć ojca
      • ania_rosa Re: uzyskać akceptacjęjego dzieci 09.05.05, 14:42
        I przepraszam, ale dodam jedno: nie, dzieci nei muszą się starać, aby mieć ojca.
        I nie muszą się starać, aby mieć matkę. Na miłośc rodzica się nie zasługuje- to
        jednyna na świecie rzecz, która nam sie po prostu nalezy. Świat jest
        skonstruowany (przynajmniej pod tym względem) bardzo prosto: rodzic jest dorosły
        i zawsze jest rodzicem, a dziecko jest dzieckiem. Dziecko nie jest partnerem,
        którego skreslamy z interesu, kiedy zrobi coś nie tak. Z rodzicielstwa nie można
        się wypisac i wykolegować. Przepraszam Cie, ale kiedy czytam słowa "żeby mieć
        rodzinę muszą się starać wszystkie strony nie tylko ojciec żeby
        > mieć dzieci ale i dzieci żeby mieć ojca" nóż mi sie w kieszeni otwiera.
        Jeśli Twój partner naprawdę tak myśli, to radziłabym się wstrzymać z myslami o
        powiększaniu rodziny. Pewien typ ludzi nie dorasta nigdy i nigdy nie pozbywa się
        egoizmu.
        Rosa
        • magdalens do ania_rosa 09.05.05, 14:52
          proszę przeczytaj dalszą część i potwierdź swoje zdanie. Może rzeczywiście ja
          źle myślę. Chcę to zrozumieć nie tylko z mojego puntku widzenia ale i dziecka.
          Dlatego proszę o radę. Nie boję się mocnych komentaży staram się zrozumieć>
          Dziękuję bardzo.
    • kammik Re: uzyskać akceptacjęjego dzieci 09.05.05, 14:46
      Dla mnie - a zapewne i dla dzieci - znamienny jest jeden fakt - wyprowadzil sie
      250km od dzieci po to, aby byc z toba. Dzieciaki w ten sposob uzyskaly - tak mi
      sie wydaje - jasny komunikat "ta pani jest wazniejsza". Trudno, zeby byly z
      tego powodu zachwycone.
      • magdalens Re: uzyskać akceptacjęjego dzieci 09.05.05, 15:00
        przeprowadzka wynika nie tylko z faktu że mieszka akurat ze mną ale i z racji
        miejsca pracy z której dzieci mają pieniądze na dość luksusowe życie.
        Aczkolwiek nie zaprzeczam że przy odpowiednim naświetleniu sprawy przez matkę
        tak to odebrały. Mimo że ojciec cały czas tłumaczył że one są bardzo ważne i
        zawsze będzie ich ojcem i zawsze jak tylko zechcądo nich przyjedzie. Tylko one
        nigdy nie chciały. Tu jest problem
        • kammik Re: uzyskać akceptacjęjego dzieci 09.05.05, 15:09
          > przeprowadzka wynika nie tylko z faktu że mieszka akurat ze mną ale i z racji
          > miejsca pracy z której dzieci mają pieniądze na dość luksusowe życie.

          A to podobno dla dzieci pieniadze wazniejsze..

          > Aczkolwiek nie zaprzeczam że przy odpowiednim naświetleniu sprawy przez matkę
          > tak to odebrały.

          Mnie tam nikt niczego nie naswietlal, a odebralam, jak odebralam.

          > Mimo że ojciec cały czas tłumaczył że one są bardzo ważne i
          > zawsze będzie ich ojcem i zawsze jak tylko zechcądo nich przyjedzie. Tylko
          one
          > nigdy nie chciały. Tu jest problem

          Problem, moim zdaniem, jest taki, ze ojciec za wiele wymaga od dzieci a za malo
          od siebie. Maja pewnie do niego mase pretensji i zalow, czy uzasadnionych - to
          mniej wazne. Ale w tej sytuacji to nie dzieci powinny do ojca wydzwaniac i
          prosic, zeby przyjechal. To on powinien byc na co dzien obecny w ich zyciu i
          prostowac to, co sie popsulo. A przeprowadzka wybitnie to uniemozliwila. No,
          ale to oczywiscie kwestia priorytetow w zyciu.
          • magdalens do kammik 09.05.05, 15:13
            przeczytaj obie moje wypowiedzi "do ania_rosa" i powiedz co można więcej. I czy
            lepiej byłoby dla dzieci mieć ojca który ciągle kłóci się z matką i nie mieć co
            jeść czy sytuacja która jest teraz. Co jest priorytetem?
            • kammik Re: do kammik 09.05.05, 15:20
              Pytasz, co dla mnie jest priorytetem? Moje dziecko. I dlatego, bedac w sytuacji
              rozwiedzionego (mniejsza o to, czy formalnie, czy nie) ojca, staralabym sie byc
              blisko dzieci. Po to, zeby na biezaco byc przy nich, zeby nie dopuscic do
              sytuacji, kiedy nie beda chcialy mnie znac. Pomiedzy rodzicielskim "byciem
              razem" z klotniami itd. a byciem 250km dalej jest kolosalna przepasc. Piszesz,
              ze przez pol roku ojciec mieszkal niedaleko dzieci. Komu ten stan rzeczy
              szkodzil?
              • magdalens Re: do kammik 09.05.05, 15:32
                Myślę że dzieciom nie szkodzi jak matka ciągle wyzywa ojca od najgorszych ( to
                nie działo się zmojego powodu bo było już dużo wcześniej. I nie usłyszałam
                tego od niego tylko od moich i ich znajomych którzy mu współczuli że jest w
                taki sposób traktowany, że nic nie znaczy, że jest tylko maszynką do pieniędzy,
                że cały czas musi matkę i dzieci przekupować itd.) Myślę że nie szkodzi jak
                rozbija mu butelką po wódce plecy i one to widzą. Myślę że jest wszystko w
                porządku jak dziecko ma rodzica które musi się zacząć leczyć. Wiem że z moich
                ust brzmi to bardzo przejaskrawiono ale było jeszcze gorzej. I proszęjeszcze
                powiedzieć czy on może się jeszcze bardziej starać. Co ma więcej robić stać pod
                ich bramą żeby go biły i opluwały bo jest ich ojcem. Chyba wystarczy że czatuje
                pod szkołą żeby je zobaczyć. Nauczyciele już widząże to jest nienormalne.
                Przecież nie może być nachalny co więcej zrobić???
                • kammik Re: do kammik 09.05.05, 15:38
                  Mysle, ze za bardzo skupiasz sie na tym, co bylo (rozumiem, ze znajomi
                  mieszkali razem z twoim facetem i jego zona, skoro znaja takie szczegoly z ich
                  pozycia)a za malo na tym, co jest. ALe chyba juz wiem co chcesz uslyszec, no to
                  prosze bardzo:

                  Ach, to okropne, jak te ohydne bachory podpuszczane przez psychicznie chora
                  matke maltretuja biednego tatusia. Oczywiscie, ze wystarczy czekanie przed
                  brama, moim zdaniem to i tak za duzo. Niech zatem ojciec przestanie juz robic
                  cokolwiek, dzieci dorosna i z pewnoscia zrozumieja, jak fantastycznym jest
                  rodzicem.
                  • magdalens nie nie to chciałam usłyszeć 09.05.05, 15:50
                    nie nie to chciałam usłyszeć. Chciałam się tylko dowiedzieć co mogę sama od
                    siebie zrobić żeby ten kontakt trwał. Czy mam czekać, czy mam rozmawiać, czy
                    mam wogóle nie wspominać. Nie wiem. Ty skupiłaś się na ocenie problemu którego
                    nie da się już odwrócić. Ja może nie udolnie sitarałam się wyjaśnić sytuację.
                    Proszętylko o podpowiedź co mam robić??
                    • kammik Re: nie nie to chciałam usłyszeć 09.05.05, 15:57
                      Ty juz swoje zrobilas <znaczace chrzakniecie>. A sprawa kontaktow ojca z jego
                      dziecmi nie jest twoja sprawa, po prostu. Czy jest jakies rozwiazanie sytuacji?
                      Szczerze powiem, ze nie wiem. Sprawa wydaje sie mocno spieprzona przez ojca od
                      poczatku, a ty sie go starasz na sile wybielic, siłą kontrastu - przez
                      oczernianie dzieci i matki. Rozwalic relacje z dziecmi jest bardzo latwo, to
                      twoj facet juz zrobil. Jesli chce je odbudowac - to moim zdaniem powinien z
                      powrotem sie przeprowadzic, mieszkac blisko nich i codziennie po malym kawalku
                      budowac to, co tak szybko udalo mu sie rozwalic. O ile oczywiscie mu sie chce,
                      bo jesli nie - to niech przestanie zawracac glowe sobie, tobie, innym a
                      zwlaszcza - dzieciom.
                      • magdalens Re: nie nie to chciałam usłyszeć 09.05.05, 16:02
                        ok. dzięki to też jakaś odpowiedź.
                        pzdr.
            • virtual_moth Re: do kammik 09.05.05, 15:32
              Sytuacja bardzo przypomina mi moją: Przez pewien czas mieszkaliśmy z ojcem
              dziecka osobno (okoliczności finansowo-mieszkaniowe). W tym czasie wyszedł na
              jaw jego roczny romans z pewną panią oraz inne miłostki. Byłam skłonna mu
              wybaczyć, oczywiście pod wieloma warunkamiwink On się zgodził. Jego pani
              natomiast była przekonana, że między mną a nim wszystko skończyło się już dawno
              temu, ja to zła kobieta byłam itede.
              Ostatecznie wybrał tamtą. No i git, mieszkał bowiem na tyle blisko, aby mieć
              regularny kontakt z córką. Jego pani niestety mieszkała 300 km dalej, więc po
              kilku miesiącach ojciec mojego dziecka wyprowadził się by być blizej niej. Tym
              samym zamknął sobie praktycznie drogę do tego, aby utrzymywać w miarę regularny
              kontakt z córką. Na własne życzenie.

              No i tu podobieństwa się kończą - jego pani bowiem nie jest głupią gęsią i gdy
              zobaczyła co facet wyprawia, jak traktuje swoje dziecko, to rzuciła go w
              cholerę.
              Przez pewien czas ex mój był nawet gotów przeprowadzić się znów w nasze
              okolice, ale NA PEWNO nie dlatego, aby być bliżej córki, tylko dlatego, aby
              przypodobać się swojej nowej panismile Nic oczywiście z tego nie wyszło.

              Twój M to prawdopodobnie ten sam typ faceta - rozwodząc się z żoną rozwodzi się
              z dziećmi. On moze sobie gadać dużo i namiętnie jak to na dzieciach mu zależy,
              a exia to zła kobieta. Jego czyny jednak mówią zupełnie coś innego - bo ponad
              dzieci stawia inną kobietę (Ciebie). Możesz mu teraz zawracać gitarę, aby
              zamiast gadać też coś zrobił, ale nawet jeśli Cię posłucha to zrobi to dla
              Ciebie, a nie dla dzieci. Na dzieciach to on już dawno "laskę" położył
              przeprowadzając się tak daleko od nich.

              Pzdr
              • magdalens Re: do kammik 09.05.05, 15:41
                to co ma zrobić człowiek który ms dwójkę dzieci i nie kocha żony (totalnie
                przekreślone małżeństwo) a kocha inną kobietę. Ma zostać z żoną, mimo wszystko,
                mimo tych wszystkich strasznych sytuacji. Jest przecież tyle taki
                rekonstruowanych związków które jakoś trwają i to dobrze. Jakie jest
                rozwiązanie. Po dzisiejszym forum chyba się zastanowie nad swoim życiem. Ale ja
                go bardzo kocham. I nie potrafię sobie wyobrazić życia bez niego. Jestem
                egoistką bo są jego dzieci on zresztą teżprzedkładając mnie nad nie. Rozumiem
                ale to do mnie nie dociera. Nie rozumiem tej wyższości dzieci nad rodzicami i
                tego że one decydują mogątobąpomiatać bić a nawet zabić a ty masz się uśmiechać
                nie rozumiem. Nie zrozumcie mnie źle jestem poprostu zdesperowana.
                • virtual_moth Re: do kammik 09.05.05, 20:15
                  Magdalens, ja jakoś Cię tam rozumiem, jak mówiłam w innym wątku jestem w stanie
                  wybaczać i rozumieć naiwność, sama lepsza nie byłamwink

                  Chłop dobrze by zrobił ściagając Cię do siebie, po prostu zrobić wszystko, aby
                  nie wyprowadzać się tak daleko od dzieci. Mógł jeszcze poczekać z rok, dwa,
                  poszukać lepszej pracy na miejscu czy coś.
                  Tak wiele potrafią zrobić dla swoich nowych miłości, a tak mało dla swoich
                  dzieci...

                  Pzdr
      • derena33 Re: uzyskać akceptacjęjego dzieci 09.05.05, 15:16
        Czas goi rany. To co opisujesz wyglada na bardzo swieza sprawe, cos co sie
        stalo niedawno, rozbita rodzina, ojciec z inna kobieta, w innym miescie.
        Im bardziej teraz bedziesz chciala uczestniczyc w tym dramacie rodzinnym tym
        bardziej za kilka lat nie bedzie zadnych wiezi miedzy ojcem a dziecmi, a calym
        zlem bedziesz ty.

        Jezeli twojemu partnerowi naprawde zalezy na dzieciach, to powinien tylko i
        wylacznie sam probowac te kontakty nawiazac, na neutralnym gruncie, bez
        obecnosci osob postronnych. Niech poswieci dzieciom troche czasu, niech pojdzie
        z nimi do zoo, kina,niech pojedzie na wycieczke, bez ciebie.
        Na kontakty z toba przyjdzie czas, jak atmosfera wystygnie.

        No chyba ze ci nie zalezy tak naprawde, co tez jest do zrobienia. Badz zawsze
        z partnerem, nie puszczaj go od siebie nawet na krok, okazujcie sobie
        ostentacyjnie uczucia przy mlodych, niech twoje decyzje beda jedynymi
        niepodwazalnymi, zapros dzieci partnera, powiedz ze to ich kat w twoim domu, a
        potem je tego kata w twoim domu pozbaw.
        Wtracaj sie we wszystko, mow bez przerwy o swoich watpliwosciach,obawach,
        partnerowi ze szczegolnym uwzglednieniem przypominania co zlego dzieci zrobily
        ostatnio, jak sie paskudnie zachowaly wobec niego, przypominaj mu jakie sa
        niewdzieczne i jak brzydko go wykorzystuja ( szczegolnie finansowo)

        Efekt murowany, spokoj z cudzymi dziecmi gwarantowanysmile

        • magdalens Re: uzyskać akceptacjęjego dzieci 09.05.05, 15:23
          właśnie tego nie chcę. Czy mam kompletnie o tym nie wspomonać? teraz tylko
          proszę go o kolejne próby kontaktu z dziećmi jego z dziećmi beze mnie ja wcale
          tego nie pragnę chcę wiedzieć tylko co zrobić żeby te kontakty dzieci z ojcem
          były żebym nie była barierąpretekstem do ich rozstania całkowitego. Jeszcze raz
          cytaty z moich wczesniejszych wypowiedzi " do ania_rosa" Przeczytaj i powiedz
          co ja mogę zrobić mnie nawet przy tym nie było one nigdy nie były nawet
          proszone o kontakt ze mną narazie chodzi tylko o kontakt z ojcem, który bardzo
          naprawdę bardzo się stara. Nigdy mu nie przypominam o ich zachowaniu ani nie
          podkreślam go chcę żeby był cierpliwy i wyrozumiały ale jest wystawiany na
          takie próby, że czasem sięmnie pyta czy sama wieżę w to co mówięże one kiedyśdo
          niego wrócą.
          • lilith76 Re: uzyskać akceptacjęjego dzieci 09.05.05, 15:51
            podtrzymuj jego chęci skontaktowania się z dziećmi. najlepiej żeby na razie
            spotykał się z nimi na neutralnym gruncie. tak na prawdę to wiele nie możesz
            zrobić - cudu nie dokonasz (oprócz ryzykownego pomysłu z przeprowadzką
            spowrotem).
    • m-m-m Re: uzyskać akceptacjęjego dzieci 09.05.05, 15:42
      Dobrze, ja spróbuję coś Ci powiedzieć. Tu, na tym forum występuję pod jednym
      nickiem w dwóch rolach : jako macocha aktualnie 16-latka, z którym mieszkam pod
      jednym dachem od kilku lat oraz jako dziecko ludzi rozwiedzionych.
      Widzę więc problem z jednej i z drugiej strony (czyli dzieci kontra nowi
      partnerzy rodziców).
      Dzieci nie chcą się widzieć z ojcem oraz całą odpowiedzialnością za ten stan
      rzeczy obarczają Ciebie.
      Punkt widzenia dzieci: rozpadła im się rodzina, wchodzi wiec element
      zaprzeczenia sytuacji i poszukiwanie kozła ofiarnego: jesteś nim niestety Ty.
      Ty , bo jesteś dowodem na to, że ich rodzice już razem nie będą, a każde
      dziecko ludzi rozwiedzionych podświadomie marzy o tym by rodzice się ponownie
      zeszli. A Ty jesteś dowodem, że tak nie będzie. Znam to z autopsji, choć moi
      rodzice rozstali się pokojowo, miałam stały kontakt z tatą, to jednak nigdy nie
      zaakceptowałam mojego ojczyma (nawet po śmierci ojca biologicznego, poniosłam
      stratę, ale ojczym nie zostal przeze mnie automatycznie zaakceptowany). Córka
      Twego pana ma już 17 lat - gdyby przyznała ojcu rację i patrzyła na związek
      rodziców chłodnym okiem - być może nie byłoby takich problemów, ale rzecz w
      tym, że ona tak na to nie patrzy: to się w psychologii nazywa konflikt
      lojalności wobec rodzica (w tym wypadku wobec matki).
      Niestety nie mam dla Ciebie dobrych wieści: będziesz przyglądała się temu
      wszystkiemu z boku i co gorsza tylko się przyglądała, bo działań podejmować
      wobec dzieci nie możesz wcale.
      Wiem, chciałabyś by dzieci zrozumiały sytuację, ale one mają ww. konflikt
      lojalności, a poza tym kierują się uczuciami względem rodziców - musiałyby zdać
      sobie sprawę, że padły ostatecznie ich marzenia o wspólnym domu z tatą i mamą.
      To trochę dużo jak na młodego człowieka.
      Takie sprawy nie dzieja się nagle, dziecko musi opanować sytuację to potrwa
      nieraz kilka lat (ja "przebaczyłam" rodzicom rozwód już po ich śmierci i zajęło
      mi to sporo czasu, wielu przemyśleń i odbycia procesu żałoby).
      Narazie trzymaj się mocno...ale pamiętaj, mając dzieci z Twoim panem, kiedyś
      one wszystkie spoykają się choćby na jego pogrzebie i...co wtedy? To będzie
      przyrodnie rodzeństwo do końca życia.
      • magdalens dzięki bardzo 09.05.05, 15:46
        poleciały mi łzy, wiem że tak jest i będzie i że nie ma rozwiązania. Łudziłam
        się że znajdę je tutaj ale niestety. Pozostaje mi tylko czekać i rozumieć.
        Dzięki
        • m-m-m Re: dzięki bardzo 09.05.05, 15:55
          Nie chciałam Cię zdołować, ale tak to niestety wygląda.
          Ale uszy do góry, być może kiedyś dzieci przetrawią tę sytuację, ważne by Twój
          Pan nie ustepował i walczył o spotkania z nimi do skutku. Spotkania muszą
          następować, by dzieci mogły czuć, że mają ojca, ale i żeby on mógł im mówić ze
          swej strony jak najwiecej o tym co przeżywał i o tym, że je (czyli swoje
          dzieci) rozumie, ale że zwiazek jego z ich matką nie miał sensu. To potrwa, ale
          jest do załatwienia, trzymam kciuki za Ciebie.
          • magdalens Re: dzięki bardzo 09.05.05, 16:00
            problem jest też w tym że on nie chce mówić nic złego o matce swoim dzieciom a
            tylko tak może to wyjaśnić ( ja też tak uważam ) więc właściwie wyjaśnianie
            czegokolwiek dzieciom jest nie możliwe. My poprostu przyjęliśmy winę na siebie.
            A ich mama nigdy nie została przeze mnie ani przez mojego M w jakikolwiek
            sposób obrażona czy oskarżana. Ona jest ofiarą i może tu robimy błąd nie
            tłumacząc prawdy, tylko przyjmując winę na siebie. Nie wiem teraz jest już za
            późno. Czekam na zrozumienie z ich strony. Dzięki Pzdr.
            • m-m-m Re: dzięki bardzo 09.05.05, 16:08
              I robi bardzo dobrze, że o matce nie mówi źle. To nic nie da, a tylko
              pogłębiłoby jego konflikty z dziećmi.
              Nic nie jest dane na zawsze, nie jest za późno. Dzieci mają jeszcze
              nieustabilizowana psychikę toteż zrozumienia u nich nie znajdziecie. Koniecznie
              ojciec musi z nimi rozmawiać. Mówiąc, że z ich matką nie mógł dojśc do
              porozumienia, nie obraża uczuć dzieci. Gdyby mówił, że jest ona złą, perfidną
              etc. kobietą to bylyby inwektywy i nic by nie osiągnął, a mówiąc, że np. tak to
              sie ułożyło, że z ich matką nie mogą dojśc do porozumienia, że ich cele życiowe
              się rozeszły daje im rzeczową informację, bez nienawiści wobec byłej żony, a
              tym samym nie podsyca konnfliktu lojalności u swych dzieci.
    • magdalens nie szukam usprawiedliwienia 09.05.05, 15:55
      Chcę wiedzieć na podstawie waszych przykładów. Co mogę zrobić żeby dzieci
      chciały widzieć ojca? Nie zależy mi żeby zaakceptowały mnie. Zależy mi żebym
      nie była pretekstem do braku kontaktu. Teraz wiem że nie mogę nic zrobić bo
      wszystko co zrobię jest złe nawet to że nic nie zrobię. I to jest patowa
      sytuacja która jest efektem decyzji podjetej rok temu o odejściu. Wiem że nie
      znajdę zrozumienia u większości z was. Nawet często sama siebie nie rozumiem i
      potępiam ale kocham go i chcę mu pomóc. Nawet jeśli tym mam zaszkodzić samej
      sobie.
      • m-m-m Re: nie szukam usprawiedliwienia 09.05.05, 15:59
        Wspierać go, by sie nie zniechęcał i ciągle o nie walczył, nawet jesli chwilami
        walka ta bedzie wygladała na beznadziejną.
        • jayin Re: nie szukam usprawiedliwienia 09.05.05, 17:05
          m-m-m napisała:

          > Wspierać go, by sie nie zniechęcał i ciągle o nie walczył, nawet jesli chwilami walka ta bedzie wygladała na beznadziejną.

          Dokładnie tak.

          Czasem dzieci, nawet wołające głośno, że nie chcą widzieć ojca, gdzieś tam w środku tak naprawdę tego potrzebują i chcą, a ich "NIE" wynika z pretensji/żalu jakie do niego mają. Jeśli ojciec sobie odpuści, będą miały potwierdzenie słusznosci swoich żalów i złości na niego isytuacja będzie gorsza. Jeśli będzie mimo wszystko zabiegał o kontakty i nie zrażał się ich niechęcią - to jest szansa na to, że po jakimś czasie dzieci będą inaczej go traktować. Ale to kwestia czasu. Czasem kilku miesięcy, czasem bardzo wielu lat. A czasem w ogóle. Ale jeśli on nie będzie się starał o kontakty z dziećmi, to ma z góry przegrane. A tak przynajmniej jest SZANSA, że kiedyś będzie normalnie na linii ojciec-dzieci.

          pozdrawiam

          J.
          • milcha1 Re: nie szukam usprawiedliwienia 09.05.05, 17:18
            To do ojca należy dbanie o uczucia i więzi z dziećmi. Z tobą one nie muszą
            mieć kontaktu zwłaszcza, że zapewne przyczyniłaś się do rozbicia rodziny skoro
            twój partner nie jest rozwiedziony.
            "Nie kochanie" żony to naprawdę mało aby rozbić rodzinę i skazać dzieci
            półsieroctwo. Trzeba zawsze próbować wszystkiego zanim podejmie się ostateczną
            decyzję a twój partner nawet nie uporządkował sobie życia tylko elegancko
            przeszedł do następnej partnerki.
            Wyjechał bardzo daleko. Dzieci mają żal do niego i pretensje. I mają prawo tak
            się czuć. Ojciec powienien starać zminimalizować ich straty w psychice.
            Najwięcej zależy teraz od niego.
            Z twocih wypowiedzi wnioskuję , że jesteś dość młoda. Prawdę o ich małżeństwie
            znasz z relacji partnera, niekoniecznie musiało to tak wyglądać.
            Wydakje mi się, że powinnaś usunąć się na dalszy plan i pozwolić aby ojciec
            dogadał się z matką dzieci i samymi dziećmi co do jego roli w ich dalszym życiu.
    • leeya No to ja wredna tez cos dodam... 09.05.05, 22:05
      Przeczytalam wszystkie Twoje wypowiedzi. I w sumie za bardzo Cie nie rozumiem.
      A wlasciwie nie rozumiem, czego nie rozumieszsmile Ale do rzeczy:

      Rok temu sie rozstali. Ojciec przez pol roku mieszkal w bloku obok i bylo OK.
      Zrozumiale, bo dzieci mialy go "pod reka" i exia tez. Dlaczego wspominam o exi?
      Bo niekoniecznie jest tak z ta exia, jak tu przedstawiasz. Bo Twoja wersja
      zdarzen jest wersja tego mezczyzny, z ktorym sie zwiazalas. Nie znasz opinii
      drugiej strony. A ze znajomi mowia cos tam o ich zyciu? Hmmm.. Kammik dobrze to
      skomentowala: pewnie z nimi mieszkali, ze tak dobrze sytuacje znaja. To, co on
      Ci mowi, to moga byc jedynie jego pobozne zyczenia. I tylko nie pisz, ze on by
      Cie nie oklamal, prosze, bo zalicze smiechnokaut, a dzis nie odkurzalam i sie
      jeszcze w kudlach kota wytarzam. Wyjezdzajac do CIEBIE dal jasny sygnal swojej
      JESZCZE rodzinie: NIE WY JESTESCIE WAZNI. Zrozum, postawil na pierwszym miejscu
      KOCHANKE a nie RODZINE. (za kochanke sorry, ale jak mozna ten stan rzeczy
      inaczej nazwac?) Czy jestes w stanie zrozumiec zal, upokorzenie a wrecz
      wscieklosc dzieci i exi w tym momencie? Wiec czemu sie dziwisz, ze corka 17
      letnia nie chce sie z ojcem widziec? Fakt, postapiliscie bardzo egoistycznie
      stawiajac wasze uczucia na pierwszym miejscu. Teraz sama odpowiedz: Kto za to
      ponosi najwieksza kare? Ty? On? A moze jednak dzieci? Widzisz, czasem egoizm
      jest bardzo zly... Ale mniejsza z tym.

      Na koniec jeszcze dwie sprawy:
      1. Widzisz, raz piszesz, ze chcesz, aby dzieci Cie zaakceptowaly, a potem, ze
      juz Ci na tym nie zalezy, byleby tylko z ojcem sie widywaly. Hmmm... Juz nie
      wiem, czego Ty chcesz. Ale... Skoro exia nie zyczy sobie, zebys miala kontakt z
      dziecmi, to moze by sie do tego dostosowac? No wiesz... Wykazac sie odrobina
      zrozumienia uczuc i odczuc innych? A tata dalby sygnal dzieciom w ten sposob,
      ze mimo wszystko sa dla niego wazne? Ja juz z reszta zalozylam tu watek o
      podobnej problematyce "male pytanko", poczytaj sobie, polecam.
      2. Widzisz, jestescie DOPIERO rok ze soba. Nie wiesz, jak sie to dalej potoczy.
      Prawdziwa "twarz" faceta poznasz po 3 latach. I mam nadzieje, ze bedzie warto
      siac takie spustoszenie dookola dla niego.

      I taka mala rada na koniec: Jedyne co mozesz zrobic, to wspierac faceta w
      NIEUSTAJACEJ walce o odbudowanie wiezi z dziecmi. Nie masz prawa ingerowac w to
      osobiscie. Jestes obca osoba ODPOWIEDZIALNA po czesci za terazniejszy stan
      rzeczy.

      Leeya
      • magdalens do leeya 10.05.05, 09:10
        acha jeszcze jedno bo reszta jest w poście o "stosunku do dzieci" - proszęnie
        zrozum mnie źle.
        W każdym razie znam bardzo dobrze jego domową sytuacjębo z nim pracowałam i
        mieszkałam blisko i byłam na imprezach z nią i z nim i znam badzo dobrze ludzi
        którzy są z niąw bliskich kontaktach. W momencie kiedy osoby które sięnie
        znająna wzajem mająidentyczne opinie o jednej osobie i było tych osób wiele to
        chyba ta opinia nie może się różnić zbytnio od rzeczywistości. No i ostatecznie
        przecież cały post nie był o niej tylko o nim i dzieciach. I czy powinnam
        chciećich akceptacji czy nie? Dostała odpowiedź powinnam się usunąć z tych
        relacji i uważam że to najlepsze rozwiązanie.
        Pzdr.
        • leeya Re: do leeya 10.05.05, 13:11
          Nie mam zadnego powodu, zeby Cie zle zrozumiec. Czasem nie zgadzam sie z
          postepowaniem innych, ale to juz moje zdanie. Ty musisz sie jakos odnalesc, a
          najlepiej, zebys umiala schowac do kieszeni wszystkie poczucia winy, dume itp i
          tylko wspierala faceta, zeby jednak odbudowal kontakty z dziecmi. Z czasem Ty
          tez bedziesz mogla w nie wkroczyc. Jak troche przyschna zle uczucia. Ale na to
          czas jest potrzebny..

          A co do zycia z exia... Echhhhh....

          Z wlasnego podworka. Nikt nie wirzy, jak mowie, co przezywalam z exem. On byl
          spokojnym czlowiekiem, bardzo kulturalnym, wyksztalconym, zapatrzonym we mnie
          jak w obrazek.. Same zaletysmile Wszyscy powtarzali, ze jak sie ten zwiazek
          rozwali, to z mojego powodu. Taaa... Ale to ON mial kochanki, dziewczeta nawet
          o 18 lat mlodsze od siebie. I byl... zabrzmi to nieprawdopodobnie w swietle
          tego co napisalam, tyranem domowym. Nigdy nie uderzyl, to ponizej jego
          godnosci, to ja rzucalam talerzami i kubkami w niego. Ale dreczenie psychiczne
          opanowal do perfekcji.. Do tej pory probuje, niestety jestem juz uodporniona na
          tosmile

          Tak wiec nie zawsze jest tak, jak widac na zewnatrz. Nie wiesz co sie dzialo,
          kiedy sie drzwi za nimi zamykaly, kiedy zostawali w gronie rodziny. Dlatego nie
          oceniaj az tak pochopnie. No i przypomne Ci jeszcze prawde stara jak swiat: za
          rozpad zwiazku nie jest winna tylko jedna osoba...

          Leeya
          • magdalens Re: do leeya 10.05.05, 14:14
            dokładnie tak!!! Przepraszam trochę mnie zdenerwowały twoje wcześniejsze
            wypowiedzi ale to dlatego że tak usilnie chce sobie pomóc i wszystkim dookoła.
            Ok daje sobie spokój i niech życie siętoczy dalej. Kocham go bardzo mocno i
            jestem z nim szczęśliwa i zrobiętyle ile sięda żeby utrzymać i pomagaćmu w
            kontaktach z dziećmi ale tylko kiedy będzie tego chciał i tylko "niewidocznie".
            Tak będzie najlepiej. Aczkolwiek nie przecze że jest to dla mnie bardzo
            drażliwy temat. I muszę się mocno hamować od wydawania opinii. Są napełnione
            emocjami dlatego wyglądają tak naiwnie. Mam nadzieję że mój przykład komuś
            pomoże bo mi bardzo pomaga czytanie na forum takich historii - dużo się uczę.
            Dzięki Pzdr.
            • milcha1 Re: do leeya 10.05.05, 18:17
              Skoro byłaś z nimi w aż tak zażyłych stosunkach tym bardziej boli Ex to co
              zrobił jej mąż.
              Zakochana kobieta zrobi wszystko żeby wybielić faceta.
            • leeya Re: do leeya 11.05.05, 09:59
              smile))))

              Magdalens,

              Najbardziej niedoceniana i "brudna" robota Cie czeka niestety. Wspieranie,
              podnoszenie na duchu, zachecanie, wysluchiwanie zali i pretensji, a mimo
              wszystko i tak bedziesz (przenajmniej na razie) ta zla. Niestety jest to
              konsekwencja sytuacji.

              Trzymaj sie i zycze powodzeniasmile

              Leeya

              PS. a tak juz obok tematu, jak sie ukladaja relacje Twojego dziecka z jego
              ojcem?
              • magdalens Re: do leeya 11.05.05, 11:19
                układ jest zdrowy on bardzo kocha ojca. A ja cały czas mu powtarzam że dla
                taty jest najważniejszy i jak tylko zechce to zaraz do niego przyjedzie. Często
                ze sobą rozmawiająprzez telefon. Jestem zadowolona o ile można być zadowolonym
                z tej sytuacji. Jego dziewczynę też lubi choć mnie to czasem wkurza ale nie
                daję tego po sobie poznać. I jakoś leci. Ja na szczęście nie mam z nimi
                częstych kontaktów. To chyba mnie ratuje. Nie dojrzałam jeszcze do takich
                bliskich kontaktów zwłaszcza że cały czas mam problem z moim M i jego Ex.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja