nasza kultura a pozycja dziecka w rodzinie

09.05.05, 20:19
Dlaczego we wszystkich kulturach wschodu, kulturach afryki nawet ameryki
dzieci nie mają tak wysokiej pozycji jak u nas w Polsce?
W afryce córeczkie w wieku 8 lat są wydawane za mąż sprzedawane są elementem
handlu i nikt się nie martwi o ich psychikę. Nie wspominając kultur
arabskich - dzielenia się dziećmi między żonami męża czy sprzedawaniem dzieci
na narządy w Rosji. A co w jednym z najbardziej cywilizowanym kraju gdzie
dzieci mają prawo przebywać w domu rodzinnym do 18 roku a później rodziców
nic nie obchodzi - jak sobie pościelesz tak się wyśpisz!
W Polsce dzieci żyją u rodziców do 40 roku życia i rodzice nie mają prawa się
skarżyć. Dlaczego?
    • kammik Re: nasza kultura a pozycja dziecka w rodzinie 09.05.05, 20:29
      Co do pierwszej czesci twojego postu: przeczytaj definicje slowa "cywilizacja".
      Co do ostatniego zdania - nie znam czterdziestolatkow utrzymywanych przez
      rodzicow ani kraju, w ktorym po skonczeniu 18 lat dziecko staje sie obcym
      czlowiekiem i wywalane na bruk.
      • virtual_moth Re: nasza kultura a pozycja dziecka w rodzinie 09.05.05, 20:36
        kammik napisała:

        nie znam czterdziestolatkow utrzymywanych przez
        > rodzicow

        heh, ja też nie znam, ale znam jednego trzydziestolatkawink A nawet dwóch, bo
        mnie też połowicznie mamusia utrzymuje. Na razie, hehewink

        Podobno we Włoszech 30-latki na garnuszku u mamusi to norma. Tak się pocieszam,
        Włochy to w sumie dość cywilizowany krajwink

        Pzdr
    • derena33 Re: nasza kultura a pozycja dziecka w rodzinie 09.05.05, 20:33
      magdalens napisała:

      > czy sprzedawaniem dzieci
      > na narządy w Rosji.

      ---------------------------------------
      Ten pomysl mnie najbardziej zachwycil. Niepotrzebne dzieci, moze sie komus
      przydadza na czesci zamienne.. takie na przyklad niewdzieczne co nie chca
      kochac bezwarunkowo swoich tatusiow.
      ---------------------------------------

      A co w jednym z najbardziej cywilizowanym kraju gdzie
      > dzieci mają prawo przebywać w domu rodzinnym do 18 roku a później rodziców
      > nic nie obchodzi - jak sobie pościelesz tak się wyśpisz!
      --------------------
      W USA? chyba za duzo amerykanskich filmow sie naogladalas. A ogladalas tez
      takie filmy gdzie jak ktos straszy umiera, to dopiero smrod z apartamentu,
      powoduje,ze sasiedzi zawiadamiaja policje, a ta rodzine mieszkajaca 2000km
      dalej, ze stary tatus czy tez mamusia umarli w samotnosci i trzeba ich pochowac?
      ------------------

      > W Polsce dzieci żyją u rodziców do 40 roku życia i rodzice nie mają prawa się
      > skarżyć. Dlaczego?
      ----------------------

      Znasz wiele takich rodzin? czy tez moze obracasz sie w patolgicznych
      srodowiskach, gdzie mama staruszka ma na utrzymaniu 40letniego syna alkoholika.




      • magdalens dlaczego tak ostro to tylko przenośnie 09.05.05, 20:46
        to było tylko zachęcenie do dyskusji i jak zwykle każdy czepia się słów
        analizując każde z osobna a mi chodzi tylko o sens wypowiedzi można
        odpowiedzieć że tak nie jest albo jest a nie wyliczać błędy stylistyczne itp.
        A propo nikt nie czepił się Afryki!!
        • derena33 Dyskusja 09.05.05, 20:54
          Ale na jaki temat mamy dyskutowac?

          Czy na ten, ze slusznym jest wydawac za maz 8 letnie pannice, a moze o hodowli
          dzieci na czesci zamienne?
          Zapomnialas jeszcze o skosnookich 4-latkach pracujacych w azjatyckich
          fabrykach, i o 12letnich azjatyckich dziewczynkach prostytuujacych sie za
          dolara.




          • magdalens Re: Dyskusja 09.05.05, 21:00
            o dokładnie o tym, że tak naprawdę w Polsce dziecko jest świętością. I każdy
            tłumaczy sens własnego istnienia dla dziecka ale z czego to się wywodzi skoro
            tak wiele się "słyszy" i nie tylko w amerykańskich serialach tylko poprostu w
            wiadomościach i innych programach naukowych ( zresztą nie chodzi chyba o to
            żeby dowodzić swojej wiedzy o świecie) o tym że życie ludzkie nie jest aż tak
            bardzo cenione. Zwłaszcza życie dziecka.
            • kammik Re: Dyskusja 09.05.05, 21:53
              Nie wydaje mi sie, zeby "swietosc" dziecka byla jakas specjalna slowianska
              cecha, to jeden z wyznaczników rozowju cywilizacji, ktorej wzorce ewoluują od
              czasow, kiedy dziadek neandertalczyk przyniosl samicy upolowanego bizona
              tudziez innego mamuta. Oczywiscie, mozna twierdzic, ze idealem spoleczenstwa
              byla Sparta z jej zrzucaniem "niepelnowartosciowych" noworodkow ze skaly. Tyle,
              ze takie praktyki sa obecnie karalne.
              Nie ogladam "wiadomosci i innych programow naukowych", jak i telewizji w ogole,
              ale nie zauwazylam, zeby wartosc ludzkiego zycia jakos gwaltownie spadla
              ostatnimi czasy.
              I owszem, przedziwne sie nasuwają refleksje, kiedy sie porownuje tresc twoich
              obu dzisiejszych watkow.
        • virtual_moth Re: dlaczego tak ostro to tylko przenośnie 09.05.05, 20:57
          Nie dziw się ostrej reakcji - w świetle Twojego poprzedniego watku narzekanie
          na nadopiekuńczość wobec dzieci w Polsce wygląda baaaaaardzo podejrzanie, hehe;-
          ) Ma się wrażenie, że Twoja troska o to, aby Twój M miał dobry kontakt z
          dziećmi jest podyktowana raczej wyrachowaniem, a nie dobrocią sercawink Bo z
          drugiej strony masz pretensje o jakieś sprawy finansowe wynikające z
          konieczności utrzymywania dzieci (do exi??? - nie wiem). Ogólnie wieje
          smrodkiemwink

          Oczywiście mogłaś napisać tego posta o utrzymywaniu dorosłych dzieci zupełnie w
          oderwaniu od Twoich spraw, ale któż w to uwierzy. Ja Ci jednak wierzę,
          wyglądasz na nieźle naiwniutkie dziewczęwink

          Pzdr
          • magdalens Re: dlaczego tak ostro to tylko przenośnie 09.05.05, 21:07
            dzięki za ocenę naiwności. Jeśli chodzi o tamten wątek to sytuacja jest dużo
            bardziej skomplikowana i nie chodziło tylko o niego ale i o mnie ( ciężko
            wytłumaczyć) jeśli chodzi o kasę to alimenty 2500 dla nauczycielki chyba nie są
            małe. Wycieczki, kasa na święta i inne podarki ale wszystko na odległość na
            zasadzie dawaj i spier. Oni nigdy nie mieli tak dużo może problem jest że jest
            za dużo ale to jego sprawa ja się w to nie mieszam choć w związku raczej
            powinno dzielić się wszystkimi problemami. Mi raczej chodziło o to jak ja mam
            się zachować - ale mało kto zrozumiał o co chodzi jak zwykle.
            Najlepiej jest powiedzieć ale jesteś naiwniutka.
            A dzisiejszy temat był raczej na podstawie programu w telewizji. Z racji
            znanego problemu bardzo zwrócił moją uwagę.
            Dzięki mimo wszystko najgorsza odpowiedź to żadna.
            • ania_rosa Re: dlaczego tak ostro to tylko przenośnie 09.05.05, 21:45
              Po pierwsze nie jest prawdą, że w żadnej kulturze dzieci nie mają tak wysokiego
              statusu, jak w POlsce. Kultura jest dynamiczna i działa na zasadzie zapadki:
              asymiluje to, co było wczesniej; klasyfikuje treści danej epoki i wybiera z nich
              treści pożądane; rozwija się stale bazując na przeszłości, biorąc pod uwagę
              teraźniejszość i mysląc o przyszłości. Az do wieku XIX status dzieci w Europie
              był porównywalny ze statusem dzieci w obecnej Afryce czy Azji. Przyczyniła się
              do tego wysoka śmiertelnośc dzieci, nikła wiedza psychologiczna oraz- przede
              wszystkim- przekonanie, że "człowiek" zaczyna się od adolescencji. Nie jest
              przypadkiem, ze początek zmian w mentalności i postrzeganiu dziecka dokonał się
              wraz z rozwojem teorii Freuda. On pierwszy zwrócił uwagę, że dzieciństwo jest
              rezerwuarem dorosłości i tam nalezy szukac żródeł wielu dorosłych problemów-
              jest to zatem okres, którego nie nalezy lekceważyć i który posiada doniosłą
              wagę. Wiek XIX to także początek gwałtownego rozwoju nauki, raczkowania wielu
              współczesnych dziedzin wiedzy (psychologia, antropologia, socjologia itd.). To
              wszystko- wraz z rozwojem badań- wpływało na zmianę postrzegania dzieciństwa.
              Dołóżmy do tego przemiany literackie, a więc położenie nacisku na "arkadię
              dzieciństwa" i powieści pozytywistyczne, realistyczne i naturalistyczne, że o
              romantyzmie nie wspomnę. Wszystko to zebrane razem doprowadziło do zrewidowania
              poglądu o dzieciach jako istotach niemyslących, nieodczuwających, a więc takich,
              którym nie przysługiwało jeszcze miano "ludzi". Dzieciństwo bardzo długo było
              uważane za stan graniczny, kiedy to miano do czynienia z bytem pośrednim między
              człowiekiem, a zwierzęciem. Analogie między statusem dziecka, niewolnika i
              kobiety są dośc łatwe do zaobserwowania, więc nie rozwijam tego wątku.
              To był krótki i siłą rzeczy uproszczony zarys ewolucji pojęcia "dziecko" w
              kulturze europejskiej.
              Teraz odpowiadam na pytania Magdalens:
              A zatem o co konkretnie Ci chodzi? O nostalgię za czasami, w których kulturowo,
              cywilizacyjnie i humanistycznie byliśmy daleko w tyle w porównaniu do czasów
              obecnych? Status dzieci w innych kulturach jest tematem daleko bardziej
              rozległym od "sprzedawania dzieci na organy" czy "młode afrykańskie zony-
              elementem handlu". Na przykład w kulturze arabskiej dzieci mają wysoki status-
              mowa tu o Afryce Północnej. Obrzezanie dziewcząt jest tylko marginesem tego
              nurtu. Podobnie wysoką pozycję mają dzieci w Indiach, co nie zmienia faktu
              istnienia dziecięcej prostytucji w Kalkucie. Kultura jest o wiele bardziej
              pojemna, niz jedno, przypadkowo wybrane zjawisko.
              Jesli o Europę czy Amerykę Północną chodzi: nacisk na wczesne usamodzielnianie
              się dzieci jest wynikiem rozkwitu zjawiska zwanego wychowywaniem do egoizmu, co
              zresztą obraca sie przeciwko rodzicom. W Polsce to zjawisko nei jest jeszcze tak
              powszechne, bo mamy zupełnie inną tradycję, której silnym elementem jest kultura
              chrześcijańska, imperatyw ochrony ludzi starych i dobrze rozwinięta tradycja
              więzi rodzinnych. Z tego względu na publiczny ostracyzm narażeni są zarówno ci,
              którzy odmawiają opieki nad niedołężnymi rodzicami, jak i ci, którzy nie
              wywiązują się z rodzicielskich obowiązków. Polski etos rodziny ma się bardzo
              dobrze i osobiście nie uważam tego za klęskę, a wręcz przeciwnie. Nalezy także
              pamiętać o 40letniej kulturze PRLu, która także wywarła swoje psychologiczne i
              socjologiczne piętno.

              Uważam jednak, że z Twojego postu przebija się pytanie o społeczną
              sprawiedliwośc, co wyraziłaś juz w jednym z poprzednich postów: mianowicie czemu
              rodzice mają troszczyć się o dzieci, skoro dzieci nie troszczą się o rodziców?
              Odpowiem więc na to pytanie. Dzieje się tak, bo żyjemy w wieku XXI, a nie XVIII.
              Dzieje się tak, bo wiemy wiele na temat ludzkiej psychiki, potrzeb emocjonalnych
              dziecka i obowiązków człowieka dorosłego. Dzieje się też tak na mocy odwiecznego
              prawa, które mówi o zaciąganiu długu u własnych rodziców i spłacaniu go wobec
              własnych dzieci. Dzieje się tak, bo gdyby działo się inaczej nie przetrwałoby
              żadne społeczeństwo, żadna kultura i wyobrażenie o nas samych jako o istotach
              myslących i czujących.
              Na razie nie masz własnych dzieci i osmielę się stwierdzić, że to wiele zmienia.
              Sprawiedliwośc dziejowa jest relatywna, bo nie polega na rozdawaniu wedle
              buchalteryjnych wyliczeń, a wedle historii, statusu (rodzic lub dziecko), praw
              do godnego zycia i paru innych rzeczy. Ludzie powołujący na świat nowych ludzi
              mają szereg praw, ale i obowiązków. Jednym z nich jest obowiązek opieki nad
              potomstwem,który bardzo ułatwia rozwój antykoncepcji: ci, którzy nie powinni być
              rodzicami nie muszą nimi być. Ci, którzy nimi zostają automatycznie są włączani
              w odwieczny łańcuch pewnych zalezności. Od tego łańcucha nie sposób się
              wykręcić, bo nawet zapomnienie o własnym dziecku nie sprawi, że to dziecko zniknie.
              Reasumując: stosunek człowieka do własnego dziecka/dzieci jest miarą jego
              dojrzałości, dorosłości i godności ludzkiej. Dzieci się na świat nie proszą- to
              my je zapraszamy i ponosimy za to dożywotnią odpowiedzialność. Komu się to nie
              podoba, ten dzieci mieć nie musi, bo nie ma takiego obowiązku. Między
              człowiekiem dorosłym, a dzieckiem nie ma znaku równości w sensie psychologicznym
              , ekonomicznym i społecznym. Istnieje znak równości w sensie egzystencjalnym,
              filozoficznym i ludzkim.
              Kończę, bo wyjdzie za długo, choć wiele bym miała do dodania.
              Rosa
              • magdalens Re: dlaczego tak ostro to tylko przenośnie 09.05.05, 21:51
                jestem pod wrażeniem i chylę czoła.
                To wystarczające wyjaśnienie - dzięki
                Myślę że bardzo dużo się nauczyłam i spoglądam na to z dużo innej strony
            • virtual_moth Re: dlaczego tak ostro to tylko przenośnie 09.05.05, 22:06
              magdalens napisała:

              > dzięki za ocenę naiwności.

              Powiedzieć o Tobie "naiwna" w Towjej sytuacji to WYSOKIEJ rangi komplement,
              może raczyłabyś to wreszcie zauwazyć.

              > jeśli chodzi o kasę to alimenty 2500 dla nauczycielki chyba nie są
              > małe.

              Miałam rację. Jesteś w najlepszym razie naiwna i ktoś powinien przywrócić Cię
              do pionu. To nie są pieniądze MATKI, tylko DZIECI ojca. Jeśli uważasz, że są za
              wysokie, powiedz to M, niech wystąpi o zmniejszenie. Moim zdaniem jest to
              moralnie uzasadnione, jeśli po opłaceniu alimentów nie macie z czego żyć.

              > Oni nigdy nie mieli tak dużo może problem jest że jest
              > za dużo ale to jego sprawa ja się w to nie mieszam choć w związku raczej
              > powinno dzielić się wszystkimi problemami.

              Widzisz, nie musisz się wstydzic tego, że Ci to przeszkadza. Nie o to chodzi.
              Powiedz M co Ci lezy na wątrobie, a on oceni czy sprawa o obniżenie alimentów w
              ogóle ma rację bytuwink

              > Mi raczej chodziło o to jak ja mam
              > się zachować - ale mało kto zrozumiał o co chodzi jak zwykle.

              Bo trudno cokolwiek doradzić. Najlepiej albo nabyc whikuł czasu, albo rzucić
              chłopa.

              > Najlepiej jest powiedzieć ale jesteś naiwniutka.

              No, to prawda. Ja, jako była naiwniutka robię to ze zdwojoną przyjemnościąwink

              Mam nadzieję, że umiarkowane milczenie macoch i wyważone (w miaręwink zdanie
              samodzielnych da Ci coś do myślenia.
              Ja chciałabym, abyś zrozumiała, że:
              - powinnaś się pogodzić z wysokimi alimentami jeśli są w miarę sprawiedliwe, a
              jeśli nie są, wnieść o obniżenie.
              - powinnaś pogodzić się z tym, że Twój M jest miernym ojcem dla swoich dzieci
              - powinnaś zająć się sobą. Po cholerę Ty w ogóle się tym przejmujesz? Po co Ci
              facet, który połowę wolnego czasu poświęca nie Twoim dzieciom? Ja wolę
              pogodzone z niedoskonałością swoich M kobiety niż te, które staraniem o
              kontakty z nieswoimi dziećmi próbują go wybielać w oczach gawiedzi. Wyluzuj.

              Pzdr
            • pelaga Re: dlaczego tak ostro to tylko przenośnie 10.05.05, 09:11
              > jeśli chodzi o kasę to alimenty 2500 dla nauczycielki chyba nie są małe

              Na nauczycielke te alimenty??? Czy na dzieci??? A czy gdyby byla dyrektorem
              wielkiej fabryki, a nie nauczucielka, to te alimenty bylyby juz male???
              Pokretna logika.
    • leeya Re: nasza kultura a pozycja dziecka w rodzinie 09.05.05, 22:27
      No to podsuwam Ci nastepne pytanie lub problem, jak kto woli. Jak te kobiety
      moga byc takie wyemancypowane, zeby nie rzec przesiakniete feminizmem. Przeciez
      w krajach islamskich sa one wlasnoscia meza. I co to za pomysl, zeby
      pracowaly!! Przeciez w krajach bardzo rozwinietych, do ktorych statusu dazymy
      (USA), wiekszosc zon zajmuje sie prowadzeniem domu, a nie praca zarobkowa. I w
      dodatku pozwalaja sobie na odslanianie ciala w tak duzym zakresie!!
      Niedopuszczalne!! Kto by dzis chcial miec corke. Madrzy Ci japonczycy, bo
      wykonuja aborcje dziewczynek.

      (powyzej jest oczywiscie belkot taki sam, jak w Twoim poscie)

      Nie masz dzieci. I za szybko sie o nie nie staraj. Ludzie, ktorzy za bardzo
      kochaja siebie nie powinni miec dzieci.

      A co do naiwnosci... Wydaje mi sie, ze nie jestes naiwna, a po prostu jeszcze
      niedojrzala. Wynika to najpewniej z mlodego wieku.

      Mam jeszcze pytanko nasuwajace sie po lekturze obu Twoich postow. Nie
      odpowiadaj, jezeli nie chcesz.
      Wydaje mi sie , ze facet z ktorym jestes zwiazana ma okolo 40, Ty jestes od
      niego nascie lat mlodsza. Zakochana, jak sama juz napisalas, egoistyczna
      miloscia. Jestes tez przyczyna rozpadu malzenstwa swojego faceta. Poza tym nie
      masz rodzenstwa albo masz rodzenstwo z duza roznica wieku. Dobrze oceniam
      sytuacje??

      Leeya
      • virtual_moth Re: nasza kultura a pozycja dziecka w rodzinie 09.05.05, 22:42
        leeya napisała:

        Dobrze oceniam
        > sytuacje??

        Leeya, w Twojej rodzinie kobiety zwykły zajmować się domem. Owszem, jest pewnie
        ciotka wyłamująca się ze schematu, ewentualnie odpowiednia lekturawink Za swój
        sukces życiowy uważasz to, że się samodzielnie utrzymujesz i na każdym kroku to
        powtarzasz.
        Ewentualnie - wywodzisz się z rodziny kobieco wyemancypowanej, jednak
        matka/ciotka pokładały w Tobie słabe nadzieje. Teraz chcesz wykrzyczeć
        wszystkim, że się myliływink

        Dobrze oceniam sytuację?wink

        Pzdr

        P.S. Ktoś w końcu musiał napisac ten postwink
        • leeya Re: nasza kultura a pozycja dziecka w rodzinie 09.05.05, 22:49
          virtual_moth napisała:

          > Leeya, w Twojej rodzinie kobiety zwykły zajmować się domem. Owszem, jest
          pewnie
          >
          > ciotka wyłamująca się ze schematu, ewentualnie odpowiednia lekturawink
          -----------------------
          O cholerka, nie, u mnie wszystkie kobiety pracuja, nawet babcia pracowala do 65
          roku zyciatongue_out


          > Za swój
          > sukces życiowy uważasz to, że się samodzielnie utrzymujesz i na każdym kroku
          to
          >
          > powtarzasz.
          ------------------------
          Tez, ale bardziej dumnam z tego, ze stoje na "nogach" (tak psychicznych jak i
          finansowych) mimo wszystko (znaczy porzucenie przez exa).

          > Ewentualnie - wywodzisz się z rodziny kobieco wyemancypowanej, jednak
          > matka/ciotka pokładały w Tobie słabe nadzieje. Teraz chcesz wykrzyczeć
          > wszystkim, że się myliływink
          -------------------------
          O to to to. Tylko, ze u mnie w rodzinie zawsze kobiety decydowaly. Mama i
          babcia ze wszystkimi ciociami stwierdzily, ze ja mam robic kariere naukowa, a
          nie zarabiac pieniadze. Zawiodlam je. I teraz jestem "wykleta" smile

          >
          > P.S. Ktoś w końcu musiał napisac ten postwink
          --------------------------
          Nalezalo mi siebig_grin

          Leeya
          • virtual_moth Re: nasza kultura a pozycja dziecka w rodzinie 09.05.05, 23:07
            leeya napisała:

            > bardziej dumnam z tego, ze stoje na "nogach" (tak psychicznych jak i
            > finansowych) mimo wszystko (znaczy porzucenie przez exa).

            Najdziwnijesze jest to, że KAŻDA z nas na tych nogach, prędzej czy później,
            staje. Nie jest to niczym chwalebnym wśród samodzielnych, ot, normalka. Nie
            mamy innego wyjścia.

            Bardzo miłe jest to, gdy samodzielna pisze o swoim sukcesie. Miłe jest nawet
            to, że pisze o nim po raz 10 z rzędu. Jednak jakoś umniejsza tym samym wiarę
            innych, że ten sukces miał miejscewink

            Tyle prywaty. Bądź ostrożniejsza w ocenianiu innych, bo ktoś może ocenić
            Ciebie. No, chyba że tak jak ja, nie masz sobie nic do zarzuceniawink))

            Pzdr
            • leeya Re: nasza kultura a pozycja dziecka w rodzinie 09.05.05, 23:26
              Virtual,

              Ano wlasnie nie mam za bardzo sobie nic do zarzucenia w zwiazku z
              moim "samodzielnym macierzynstwem". Z wczesniejszym czasem mam i to duzo.
              Przede wszystkim naiwnosc i slepotesmile)

              Czasem mnie lapki swedza na niektore posty. Ale OK, juz nie bede oceniacsmile

              Leeya

              PS. A swoim "sukcesie" pisalam dopiero jakies 8 razytongue_out
              • virtual_moth Re: nasza kultura a pozycja dziecka w rodzinie 09.05.05, 23:36
                leeya napisała:

                > PS. A swoim "sukcesie" pisalam dopiero jakies 8 razytongue_out

                OK, jeszcze tylko 2 i bastawink

                Bądź pewniejsza siebie. Udowodnij mi, że możesz pisać i 100 razy, albo napisz,
                że nie musisz niczego udowadniaćwink Więcej werwy, Leeya, no, i wyciągnij z
                niego maksimum kasywink Pamiętaj, że prawdziwe doskonałe exsiary są wredne.

                Pzdr
    • jayin Re: nasza kultura a pozycja dziecka w rodzinie 09.05.05, 22:55
      Ja chyba dziwna jestem, bo nie odczytałam w twoim poście aż takich tragicznych anty-dzieciowych nastrojów jak inne forumkismile

      Tak sobie czytam twój post.. I tak sobie właśnie próbowałam dzisiaj "przelecieć" niektóre kultury, społeczeństwa na świecie... I teraz, i kiedyś...

      Faktycznie. W Polsce dzieci są hołubione zazwyczaj, kochane, rodzice i całe rodziny dbają o nie - oczywiście z wyjątkami, żeby nie było:]niestetyuncertain - ale taki ogólny trend jest społeczny "Dzieci przyszłoscią narodu" - rodzice karzą, krzyczą, twardą ręką nierzadko wychowują, ale dbają, starają się, by ich dzieci miały lepsze życie, wykształcenie, a jeśli same sobie nie radzą - to są gotowi pomóc. Zazwyczaj. Taki trend społeczny. Może to wpływ katolicyzmu? Może kultury jako takiej? Nie wiem.. pomyślę, jak znajdę więcej czasu smile z pewnością jest pełno rozprawek na ten temat, w temacie socjologii rodziny itd.

      W innych krajach jakoś srednio widzę tą prodziecięcą socjologię - np. u Niemców (to z autopsji) albo Szwedów (a to z opowiadań mieszkających tam znajomych).


      Coś w tym jest, o czym piszesz. Coś w tym jest.
      I nie żeby to było negatywne. Wręcz przeciwnie.

      J.
      • ania_rosa Re: nasza kultura a pozycja dziecka w rodzinie 10.05.05, 01:41
        Cały problem polega na tym, że jako Polki mamy największe kompetencje do
        wypowiadania się na temat naszej rodzimej kultury, zaś obserwacje "zza węgła"
        kultur ościennych naprawdę nie są miarodajne.
        Podtrzymuję zdanie o monolicie europejskim, bo wszyscy podlegamy kontynentalnym
        wpływom, choć każda kultura różnicuje ten wpływ stosownie do własnego kontekstu,
        historii i upodobań. Jesteśmy częścią całości, choć oczywiście jako część mamy
        prawo do niepowtarzalnego charakteru.
        Jesli przyjrzeć się bliżej stosunkowi do dzieci w Europie(mam tu na mysli całośc
        zagadnień począwszy od pedagogiki aż po edukację) to naturalnie widac pewne
        różnice. Przykładem może być okrojenie kompetencji rodzicielskich w Szwecji
        (karalność kar cielesnych), wprowadzenie innego systemu podziału władzy
        rodzicielskiej (też Szwecja), popularność szkół z internatem w Wielkiej
        Brytanii (będąca bezpośrednim skutkiem zupełnie odmiennego podejścia do
        pedagogiki, niz ma to miejsce w Polsce). Przykłady mozna by mnożyć.
        Jednak wspólną częścią dla wszystkich europejskich kultur jest przestrzeganie
        praw człowieka i postrzeganie dziecka jako człowieka. Dalej: dzięki
        zmniejszającej się dzietności i spopularyzowanej kontroli poczęć bardziej cenimy
        macierzyństwo i ojcostwo. Decydujemy się zazwyczaj na okrojenie ilości na rzecz
        jakości (cecha charakterystyczna dla całości naszego kontynentu z drobnymi
        wyjątkami). Wychowanie dziecka pojmujemy ogólnie w kategoriach inwestycji
        (zapewnienie szans rozumianych jako dostęp do edukacji, opieki medycznej i
        utrzymania rodziny na przeciętnym/powyzej przeciętnego poziomie), a nie w
        kategoriach dostarczania taniej siły roboczej, żywicieli rodziny lub naturalnego
        efektu współżycia. Kolejne podobieństwa: systemy prawne naszych krajów
        uwzględniają bądź koncentrują się na egzekwowaniu praw dziecka. Postrzegamy
        dzieci jako pełnoprawnych członków społeczeństw i potepiamy wyzysk ekonomiczny i
        seksualny dzieci. Granica formalnej dojrzałości prawnej jest u nas wyższa niż w
        krajach azjatyckich, adrykańskich czy krajach Ameryki Płd. Przesuwamy granice
        (to także ogólnoeuropejska tendencja) egyzstencjalnej inicjacji- że tak to
        roboczo nazwę. 18letni członek społeczności masajskiej jest w pełni
        ukształtowanym dorosłym gotowym do założenia rodziny i przekazania mu okreslonej
        roli społecznej. W Europie- poprzez rozbudowany system edukacyjny, etos
        dzieciństwa i kilka innych czynników- równieśnik tego Masaja jest jeszcze
        dzieckiem. Kryzys egyzstencjalny będący elementem finalnego kształtowania się
        dorosłego człowieka przesunął się w naszej kulturze o jakieś 10 do 20 lat. I
        odnosi się to zarówno do Polski, jak i do Niemiec i do każdego innego kraju. Tu
        istotna uwaga: usamodzielnienie się finansowe nie jest równoznaczne z inicjacją
        egzystencjalną. Brytyjskie nastolatki opuszczają rodzinne domy wczesniej niż ich
        polscy rówieśnicy, ale to nie oznacza, że idzie to w parze z kształtowaniem się
        dojrzałej, świadomej osobowości człowieka dorosłego. Zaryzykowałabym nawet
        twierdzenie, ze polskie natolatki mimo opiekuńczości rodziców dorastają szybciej
        do podjęcia obowiązków społecznych, niż ich rówieśnicy z zachodnich krajów.
        Trend "dzieci przyszłością narodu" jest obecny w całej kulturze
        euroamerykańskiej, tyle że poszczególne kraje przesuwają nieznacznie akcenty.
        Mówimy jednak o całości zjawisk, a nie kolorytach lokalnych.
        Rosa
        • magdalens do leeya - zawiodę cię 10.05.05, 08:49
          może jestem naiwna, ale tak jak mówiłam wcześniej nie wiesz o mnie wszystkiego.
          Więc żeby ostatecznie wyjaśnić to: mam 34 lata i 6 letniego syna. Rozstałam się
          z mężem który żyje teraz w związku z inną kobietą - fajną zresztą i utrzymujemy
          w miarę normalny kontakt, który wytworzył się dopiero po długich staraniach i
          obopólnej chęci porozumienia. Mój M niestety ma za żonę potwora ( zrozumiałe że
          tak myślę zwłaszcza że jestem ciągle obrażana - ja natomiast nie mówię złego
          słowa o niej pewnie z poczucia winy: tak przeze mnie straciła sztuczną rodzinę -
          ale rodzinę i wszyscy widzieli że ona ma męża). I proszę nie widzieć w tym
          poszukiwania faceta bo mnie zostawił mąż - ten związek powstał strasznie głupio
          i bezmyślnie) Mój M ma 36 lat i może przez to że sama przeszłam to co on teraz
          staram się mu pomóc. Tylko u mnie dziecko było mniejsze i ja może bardziej
          wyrozumiała. Masz rację nie potrafięwybaczyć sobie tego że rozbiłam czyjąś
          rodzinę. Myślę że jestem chodzącym fatum, które niszczy wszystko co spotka.
          Zresztą to się zawsze potwierdza. Często rozmawiam o tym z moim M. A jeśli
          chodzi o alimenty to dla mnie może oddawać nawet wszystko tylko żeby otrzymał
          za to choć uśmiech albo mały gest. Tylko tyle, żeby widział sens. No ale dobrze
          może nie powinnam siętak nad tym rozwodzić. Widzętylko jego cierpienie gdy mój
          syn tuli się do mnie i mówi mi że mnie kocha i nie raz widziałam jego łzy, że
          tyle lat poświęcił dla swoich dzieci i teraz nic dla nich nie znaczy okazało
          się że jedna decyzja ( może własny egoizm) ale powodujęutratęwszystkiego co
          sięprzez tyle lat budowało. To wszystko okazuje siędziś byćjakąś straszną
          pomyłką i nie wiem co mam jeszcze powiedzieć.
          • m-m-m Re: do leeya - zawiodę cię 10.05.05, 10:01
            tyle lat poświęcił dla swoich dzieci i teraz nic dla nich nie znaczy okazało
            > się że jedna decyzja ( może własny egoizm) ale powodujęutratęwszystkiego co
            > sięprzez tyle lat budowało. To wszystko okazuje siędziś byćjakąś straszną
            > pomyłką i nie wiem co mam jeszcze powiedzieć.



            Ale co jest pomyłką?
            Mój M. też uważa, że poświęcił synowi tyle lat, a wyniki wychowawcze ma mierne:
            chłopak nie uczy sie jak należy, jest roszczeniowy, nauczony tylko brania. To
            błędy wychowawcze M., które poełnił w czasach dzieciństwa syna: babcia (mataka
            M.) wszystko za nich obu robiła, koleżanki babci ciągle mu coś przynosiły - nie
            dziwne więc teraz, że młody uważa, ze wszystko mu się teraz należy.
            Jak mocny był to wpływ, jeśli ja nastałam, gdy pasierb miał 8 lat i od tamtej
            chwili udało mi się dokonać korekt, ale była to orka na ugorze. Po prostu
            przyzwyczajenia i wygodnictwo z wczesnego dzieciństwa tak się w nim
            zakorzeniły, że on nie chce zmienić nic, bo to wygodne. M. walczy z nim cały
            czas, ale rezultaty są mierne.
            Dzieci mają swoje charaktery, a także naważniejsze jest kilka pierwszych lat
            życia, potem jak widzę coraz trudniej cokolwiek zmienić.
            Przypuszczam, że Twój M. jak każdy rodzic poczynił jakieś błędy wychowawcze i w
            sytuacji obecnej odbijają się one w dwójnasób.
            Ale nie ma co robić z siebie cierpiętnika, najlepiej zaakceptować to co jest,
            wspierać M.
    • lilith76 Re: nasza kultura a pozycja dziecka w rodzinie 10.05.05, 12:03
      czytam ten wątek i jestem w lekkim szoku. jedynie ania_rosa i jain odniosły się
      do tematu merytorycznie (i dołączam się do ich wyjasnień), a reszta naskoczyła
      na autorkę.
      czy już nie można założyć żadnego wątku nawiązującego do dzieci (choćby
      antropologicznego, historycznego!!!) żeby nie było rozpatrywane na tym forum w
      kontekście życia osobistego autorki i to przez forumowiczki z forum sąsiedniego?
      • leeya Re: nasza kultura a pozycja dziecka w rodzinie 10.05.05, 12:59
        To do mniesmile

        A nawet jezeli nie tylko do mnie, to nozyce sie odzywaja.

        Tak, naskoczylam na autorke watku. Przeprazam solennie, ale jakos mnie takie
        wypowiedzi denerwuja. Dziecko jest (oczywiscie wedlug mnie) najwyzsza wartoscia
        w zyciu czlowieka. Dlatego, ze:
        - To nie ono sie pchalo na swiat, to JA je powolalam.
        - Jest bezbronna istotka, ktora ksztaltujemy MY, rodzice. Wiec marudzenie na
        zachowanie dziecka proponuje kierowac do wychowawcow tego dziecka (rodzicow)
        - Jako osoba wychowana w religii katolickiej mam zakorzenione, ze dziecko ze
        wzgledu na swa bezbronnosc i niewinnosc jest najwazniejsze. w spoleczenstwie.

        Patologie sie zdarzaja, ale mowic o nich jako o normie to chyba przesada.

        A w powiazaniu z poprzednim watkiem autorki zrobilo mi sie lekko nieprzyjemnie.
        Stad moja reakcja.

        Leeya
        • magdalens Re: nasza kultura a pozycja dziecka w rodzinie 10.05.05, 13:07
          nie zawsze my rodzice mamy wpływ na wychowanie dziecka . Bo czasem partner jest
          tak silną osobowością, że starania drugiego partnera spełzają na niczym
          • leeya Re: nasza kultura a pozycja dziecka w rodzinie 10.05.05, 13:17
            Hmmmm...
            Nie zgodze siesmile

            Bylam wychowywana przez diabelnie silna osobowosc. Moja Mame. Kobiete z
            zasadami, czasem dziwnymi i trudnymi do zaakceptowania. No i przez Tate,
            ktoremu odpowiadalo podporzadkowanie sie tej silnej osobowosci. Tata poswiecil
            sie pracy, pracowal po 10-12 godzin na dobe. Niewiele mial w zwiazku z tym
            czasu na wychowywanie mnie. Ale jednak znajdowal ten czas, rzadko to rzadko, na
            spacer, rozmowe, wyklad przy sniadaniu. I o dziwo, w niczym nie przypominam
            Mamy. Nie jestem tak przebojowa i pewna siebie jak ona, moj system wartosci
            jest dokladna kopia systemu wartosci mojego Taty...

            Takze gorzka prawda sie klania: wszystko zalezy od checi, moj Tata mial te
            checi.

            Leeya

            PS. Jeszcze w moje wychowanie miala wklad moja prababcia Klarcia, ale tu juz
            nie ma miejsca na hymny pochwalne dla tej wspanialej kobietysmile
            • lilith76 Re: nasza kultura a pozycja dziecka w rodzinie 10.05.05, 13:27
              leeya, personalnie to nie było. pozytywny stosunek do dziecka jest akurat tą
              zdobyczą cywilizacyjną, którą sobie cenię smile
              tylko, że na niektórych forach to jakiś temat tabu wywołujący burze. nikt tu
              nie nawoływał do powrotu do czasów "przedoświeceniowych", ani zapożyczania
              pewnych rozwiązań z innych współczesnych nam kultur.
              • leeya Re: nasza kultura a pozycja dziecka w rodzinie 10.05.05, 13:30
                Luzik, moze byc personalnie, dla mnie nie ma sprawy:0

                To po co bylo pytanie, czy w Polsce nie za bardzo holubimy dzieci (kurka, nie
                wiem, jak sie to piszesmile )??

                Leeya
                • lilith76 Re: nasza kultura a pozycja dziecka w rodzinie 10.05.05, 14:06
                  uproszczenia i skróty myślowe, niestety. dlatego np. mam podziw dla ani_rosy,
                  że - w samym temacie - odpowiedziała tak rozlegle.
                  to mi przyponiało, że mam poszukać "Historii dzieciństwa" Ariesa.
Pełna wersja