praca a dzieci

10.05.05, 14:52
Powoli od niedawna zaczynałam się oswajać z myślą i decyzją o dziecku.
Starania mieliśmy rozpocząć od jesieni. A tu proszę - niespodzianka -
dostałam się do wymarzonej pracy. Jedno z pytanio-stwierdzeń oczywiście
brzmiało: "chyba pani nie zamierza w najbliższym czasie iść na urlop..." No i
co w takiej sytuacji. Co jest ważniejsze. I czy dobra praca i jednocześnie
odłożenie "na poźniej" dziecka jest egoizmem czy smutną rzeczywistoscia
rynkową. Bo w końcu wolałabym nie być zależna nigdy od faceta, który zawsze
moze mieć ochotę następnie wymienić dany egzemplarz na "lepszy model". Ech...
Nie wiem co robić. Juz i tak nie zdążę z dzieckiem przed trzydziestką. Ale i
tak nie żałuję decyzji, ze nie decydowałam się wczesniej na dziecko. Dopiero
teraz czuję się dojrzała. Ale cóż z tego Moje Drogie Panie...

    • triss.m Re: praca a dzieci 10.05.05, 15:43
      ja niestety musialam odlozyc decyzje o dziecku.. jestem juz po 30tce (lekko ;-
      P) wiec liczy sie kazdy rok ??!! poza tym musialam sie dobrze przyjrzec
      facetowi z ktorym zamierzam sie zwiazac i tak mi zlecialo 3 lata
      wspolnego 'bycia razem'smile zdecydowalismy sie na slub w tym roku a dziecko - w
      przyszlym, a przeciagnelo sie bo - podyplomowka i awans w pracy.. mam nadzieje,
      ze nie ma tego zlego coby na dobre .. Maxxi zastanow sie przed podjeciem
      decyzji, na ile musialabys odlozyc swoje plany? rok, dwa? i powodzenia.
      pozdrawiam
    • m-m-m Re: praca a dzieci 10.05.05, 15:44
      Moja teoria (bo w praktyce tego nie stosowałam) oparta na obserwacji innych,
      których dzieci sa w wieku dorastania jest taka:
      Dziecko wymaga poświęcenia części kariery chociaż na jakiś czas. Ideałem byłoby
      3 lata poświęcić tylko jemu, a potem pracować na pół etatu do ukończenia
      pzrzezeń gimnazjum (czyli do 16 roku życia). Niestety wiąże się to z
      uzależnieniem ekonomicznym od faceta i oczywiście z spadkiem atrakcyjności na
      rynku pracy.
      Moja znajoma tak właśnie zrobiła: dziś chłopak ma 19 lat (studiuje w innym
      kraju), z przyjemnością się z nim rozmawia, ma rozległą wiedzę, ale wiem, że w
      lwiej częći dzięki tej matce: ona go uczyła wszystkiego, pokazywała mu świat.
      Przykro mi to powiedzieć, ale mój pasierb jest jego przeciwieństwem. M.
      niestety nie umiał tak się nim opiekować, pracuje do późna, po trosze bywał z
      babcią a po trosze ze mną. Ani mnie, ani jego babci nie udało się tak na niego
      wpłynąć jak tej matce na syna.
      Ta znajoma wsadziła weń mnóstwo energii własnej i to naprawdę dziś procentuje.
      Jestem daleka od myślenia w kategorii patriachalnej rodziny, ale aby z dziecka
      coś wyciągnąć w przyszłości trzeba sie dlań poświęcić. Znajoma ta dalej
      pracuje, niestety nie udało jej się teraz przejść na cały etat (bo syna już
      wychowała) i gdyby nie świetnie zarabiający mąż miałaby naprawdę kiepską
      sytację matrialną. Nieraz mówiła mi, że źle czuje się z tą zależnością
      ekonomiczną, ale to kwestia jej wzcześnijeszych wyborów, czyli właścnie
      wychowywania tego syna i poświęcenia mu naprawdę kawału czasu z życia, kosztem
      siebie.
      Zaznaczam, że nie jest to osoba ślepo w synu zakochana, gotowa pędzić na każde
      jego skinienie. Udało jej się zachować tę równowagę między pracą na pół etatu,
      a poświęceniem i mówiąc szczerze mnie by to też jak najbardziej odpowidało, ale
      jednak widmo zależności ekonomicznej od M. i poczucie "co będzie, gdy" nie
      pozwalają mi na taki układ.
      • e_r_i_n Re: praca a dzieci 10.05.05, 15:55
        m-m-m napisała:

        > Ideałem byłoby 3 lata poświęcić tylko jemu, a potem pracować na pół etatu do
        > ukończenia pzrzezeń gimnazjum (czyli do 16 roku życia).

        Wydaje mi sie, ze jednak nie idealem. Oczywiscie tez to takie moje gdybanie (bo
        na razie mam trzylatka - i nie uwazam, ze bycie z dzieckiem przez pierwsze
        3 lata jest konieczne, moim zdaniem optimum to rok - półtora), ale patrzac na
        otaczajace mnie rodziny mysle, ze przesadna opieka tez nie jest dobra.
        I nie mowie tu o nadopiekunczosci czy byciu na kazde zawolanie dziecka, a o
        pozniejszej nauce samodzielnosci.
        Mozna pracowac i na caly etat i odpowiednio uksztaltowac dziecko, jak rowniez
        nie pracowac w ogole i dziecku nie zapewnic ani odrobiny rozwoju.
        Mysle, ze w wychowaniu dzieci nie ma czegos takiego, jak idealne rozwiazanie,
        bo to zbyt subiektywna sprawa.
        • naturella Re: praca a dzieci 10.05.05, 16:55
          No cóż, ja planowałam dziecko od ponad roku, a myślałam o tym od czterech lat.
          na początku oczywiście możliwości nie było wcale - praca, finanse i takie tamsad
          W zeszłym roku sytuacja zaczęła sie krystalizować, zaczęłam robic badania i tak
          rok zleciał. Teraz jestem w 12 tygodniu i myślę, że dobrze wybrałam czas. W
          obecnej firmie pracuję prawie trzy lata, poświęciłam jej bardzo wiele i czas
          pomyśleć o sobie. Nie zdecydowałabym się na dziecko, gdybym dopiero zaczęła tu
          pracę, co więcej, nie zdecydowałabym się też, gdybym miała rezygnować z
          doskonale zaczynającej sie kariery zawodowej itpsmile Chciałam mieć poczucie
          zrealizowania w sferze zawodowej po to, żeby potem nie mieć dołów typu "tyle
          poświęciłam dziecku". Nie wiem, czy dobrze byłoby być sfrustrowaną, zaganiana
          matką z poczuciem "do niczego nie doszłam, bo mam dziecko". Cieszę się, że
          udało mi się tyle rzeczy zrobić, zanim się zdecydowałam - skończyłam studia,
          nacieszyłam się i randkami i mężem, zdobyłam dośc spore doświadczenie zawodowe
          w branży, która się nie starzeje i w której nie przestanę być atrakcyjna po pół
          roku macierzyńsko-wychowawczego. Każdy musi sam zdecydować, co dla niego w
          życiu ważne, ale myślę, że dobrze jest wypośrodkować wszystko (o ile się da).
    • balladynka Re: praca a dzieci 10.05.05, 16:55
      Niestety, czasy w jakich żyjemy powodują takie dylematy a na nie nie ma chyba
      jednoznacznej odpowiedzi. Jednym z moich najlepszych pracowników jest matka
      dwojga małych dzieci i nie zamieniłabym jej na nikogo innego. Pamiętam jak
      przyszła do mnie ze łzami w oczach z informacją o drugiej ciąży która
      przytrafiła się bardzo szybko po pierwszej i jak bardzo winna się z tego powodu
      czuła. Jednakże te kilka miesięcy które przepracowała udowodniły mi, że warto
      na nią czekać jako na pracownika i nigdy nie przyszłoby mi do głowy (ani mojemu
      szefowi-mężczyźnie też nie) żeby ją z tego powodu traktować gorzej od innych
      pracowników. Owszem są to koszty, niemniej jednak w ogólnym rozrachunku
      ekonomicznym pracodawca bierze też pod uwagę umiejętności zawodowe, cechy
      osobowościowe i całe spektrum kryteriów, które są dla niego istotne. Myślę, że
      czasem za bardzo się przejmujemy pewnymi konsekwencjami, które wcale nie muszą
      nas spotkać i warto pójść na żywioł. Przecież masz już jakieś wykształcenie i
      doświadczenie, na pewno coś znajdziesz jeśli będziesz chciała. Ja bym zmieniła
      pracę, postarała się wykazać a w międzyczasie próbowałasmile W końcu jaką masz
      gwarancję, że jak pracy nie zmienisz a zajdziesz w ciążę Twój obecny pracodawca
      zareaguje lepiej niż zareagowałby nowy? Tak czy inaczej ryzyko, a może być
      przecież OK.

      Problemem jest raczej to czy to matka będzie chciała wrócić do pracy po
      urodzeniu dziecka, jeśli oczywiście mogą sobie pozwolić na życie z jednej
      pensji i mają tu w ogóle alternatywę. Osobiście wybrałabym powrót do pracy bo
      też nie chciałabym być na czyimś utrzymaniu, jakoś już się przyzwyczaiłam, że
      nie muszę nikogo prosić o drobne na kosmetyki czy chleb i chciałabym aby tak
      pozostało. Uważam też, że przy dzisiejszych obyczajach jest to zbyt ryzykowne
      dla kobiety i nie rozumiem tych, które się na to decydują, tzn, rozumiem że
      chcą spędzić więcej czasu z dzieckiem w początkowym okresie jego rozwoju tylko
      to dla mnie trochę kamikadze. Poza tym lubię swoją pracę, w domu bym się
      udusiła, bałabym się też zdziadzieć pozostając w domu i zajmując się tylko
      dzieckiem i domem. Wiem, że po pewnym czasie brakowałoby mi życia pozadomowego.
      Poza tym różne są koleje losu i partnera może zabraknąć nie dlatego, że wymieni
      mnie na lepszy model tylko po prostu może odejść z tego padołu. My kobiety i
      tak żyjemy dłużej. Trzeba sobie zapewnić jakiś byt.
      Celem minimalizacji ryzyka należałoby więc te dwie role pogodzić, co też ciężko
      zrobić. Nie dotarły jeszcze do nas udogodnienia typu żlobki przyzakładowe,
      praca w domu czy na pół etatu i takie tam różne. Tatusiowie też się rzadko
      poczuwają do pomocy. A zatem nie ma innego wyjścia niż się rozdwoićsmile Ale chyba
      warto, co pewnie potwierdzą mamy z tego forumsmile
      BTW, właśnie się dowiedziałam, że mamy następną ciężarówkę w firmie. Otwieramy
      szampanasmile
    • nareene Re: praca a dzieci 10.05.05, 17:32
      Ech, gdybysmy żyły w innym kraju to nie byłoby aż takich dylematów. Jak
      zobaczyłam jak rozwinieta jest opieka społeczna w Szwecji np to żal mi serce
      ścisnął. Kobieta jest w stanie utrzymać siebie, dziecko, mieszkanie i jeszcze
      zyć sobie całkiem nieźle z samego zasiłku przysługujacego matkom. Jeżeli chce
      wrócić do pracy albo rozpocząć nową to nie ma sprawy, nikt problemów żadnych
      nie robi bo przecież to naturalne, że kobieta rodzi i zajmuje się dziećmi. A te
      ich przedszkola... Coś pięknego. Już półtorarocznego malucha można zostawić
      spokojnie pod opieką sztabu wykwalifikowanych pań w prawie domowych warunkach.
      Dzieciaki cały weekend nie mogą sie doczekać pójścia do przedszkola. A u nas...
      Posiadanie dziecka można zestawić znakiem równości ze znacznym pogorszeniem
      waruków życia, miedzy innymi z powodu szykanów w pracy. A chyba nie chodzi o
      to, żeby wykrzyczeć kiedyś w złości dziecku w twarz "życie przez ciebie
      zmarnowałam!". Nie wyobrażam sobie też, jak można dopuścić do tego, żeby
      kobieta była zmuszona zostawić trzymiesięczne maleństwo z kimś obcym i lecieć z
      wywieszonym ozorem z powrotem do pracy, żeby nikt stołka nie zajął. To chore.
      Kariera, realizowanie się w pracy to coś bardzo ważnego. Ale są rzeczy
      ważniejsze. Nie wolno stracić ich z oczu w tym szalonym wyścigu szczurów. Bo
      potem może być za poźno... Spójrzmy prawdzie w oczy - jaki sens ma nasze życie
      bez potomstwa? Zrozumiałam to w dość smutnych okolicznościach, gdy dowiedziałam
      się, że sama prawdopodobnie nie zaznam macierzyństwa. Teraz mogę sobie tą całą
      makulaturę: dyplomy i inne swistki ze studiów, podyplomówek, szkoleń nawet
      zjeść a i tak niewiele to pomoże. Nie, nie jestem calkowicie bez szansy ale
      musiałabym właśnie rozpocząć leczenie i starania bo każdy miesiąc od tej szansy
      mnie oddala. Tylko właśnie zaczęłam swoją karierę zawodową a wysokie bezrobocie
      mobilizuje mnie do kurczowego trzymania się stołka. Jak stracę pracę jaki
      poziom zycia będę mogła zaoferować dziecku? Podarte rajstopki i chleb ze
      smalcem? Błędne koło sad
    • capa_negra Re: praca a dzieci 10.05.05, 19:26
      Jedno z pytanio-stwierdzeń oczywiście
      > brzmiało: "chyba pani nie zamierza w najbliższym czasie iść na urlop..."


      Moja droga - takie pytanio-stwierdzenie ze strony pracodawcy to poprostu
      chamstwo
      Nikt nie ma prawa wnikać w twoje maciezyńskie plany.
      Mi sie w takich sytuacjach włacza najwyższy poziom wredody i na takie
      stwierdzenie odpowiadam innym : " cóz gdybym mogła miec dzieci to juz bym je do
      tej pory miała" - każdego to zamyka....a że potem ewentualnie bym zaszła......
      no cóż - cuda w medycynie się zdarzają.

      I żebym była dobrze zrozumiana - nie popieram zagrań typu : zatrudnie sie i
      zajdę, zaje i pójde na 9 m-cy na zwolnienie mimo, że sie dobrze czuje.
      Ostatecznie jest to zwykłe chamstwo tym razem wobec pracodawcy, ale pracodawca
      powinien sobie zdawac sprawę że prokreacja nie jest sprawa która mozna w 100 %
      zaplanowac wiec zdarzaja się wpadki, stany wyzszej koniecznośći ( lekarz
      powie : jesli chce miec pani dziecko to teraz jedyna okazja)i ...cuda medycy -
      w przypadku tych najbardziej chamskich dla odmiany pracodawców.
      • magdalens Re: praca a dzieci 10.05.05, 19:43
        Pada ci firma jesteś w krytycznej sytuacji. Zatrudniasz kogoś w kim widzisz
        nadzieję na przyszłość i pytasz sięotwarcie czy będzie mobilny??? Bo jeśli nie
        to koniec rozmowy bo jak ty pójdziesz na macierzyńskie to reszta firmy na
        bezrobocie. Czy dalej uważasz że takie pytanie to chamstwo???
        • kammik Re: praca a dzieci 10.05.05, 20:18
          Się tak nie gorączkuj. Pytanie potencjalnego pracownika o stan rodzinny,
          posiadanie lub planowanie dzieci jest po prostu niezgodne z prawem, nie tylko
          chamskie.
          Co do twojego przykladu: dosc mizerna to musi byc firemka, skoro brak jednej
          osoby przez 4 miesiace uniemozliwi jej funkcjonowanie.
        • capa_negra Tak, dalej tak uważam, że to chamstwo 11.05.05, 09:58
          Sama zatrudniałam ludzi, w tym młode dziewczyny czy młode męzatki.
          I nigdy nie zapytałabym sie o to czy aby zamierzaja zajśc w ciąze.
          Pytania o dyspozycyjnośc czyli ewentualne pozostawanie po godzinach, czy
          wyjazdy w delegacje jak najbardziej.
          A twój argument o celowości takiego pytania w przypadku gdy stan firmy jest
          krytyczny jest bez sensu.
          Gdy stan firmy jest krytyczny to przede wszystkim redukuje sie koszty i szuka
          oszczędności wiec o zatrudnianiu kogokolwiek nie ma mowy.
          Szczególnie gdy jest to mała firma.
          W przypadku dużej firmy jedna w ta czy w tamtą na macierzyńskim nie robi
          róznicy.
          A i nie ma ludzi niezastąpionych.
          Już dawno mineły czasy kiedy pracownik był przypisany tylko do jednego
          stanowiska, wiec w takim przypadku inny pracownik firmy jest w stanie zastapic
          nieobecną - dziewczyny w ksiegowości dziela sie jej praca, czy kadrówka siada w
          sekretariacie lub na odwrót, a handlowiec jest w stanie przejąc obowiązki
          zaopatrzeniowca.
          Istenieje równiez w KP forma umowy "na zastępstwo"
          Nie demonizujmy wiec trudności jakie to niby sprawia pracodawcy kobieta w ciązy
          czy matka.
          Oczywiście nie mówię tu o tych które naduzywają prawa i czuja sie szczegolnie
          uprzywilejowane z tego tytułu co sie objawia np. 9-miesiecznym zwolnieniem
          lekarskim w czasie ciązy, niestety często nieuzasadnionym.
          Mowie o normalnych kobietach, które chca miec dziecko i chca pogodzic
          macierzyństwo z pracą zawodową.
      • magdalens Re: praca a dzieci 10.05.05, 19:45
        sory trochę literówek trochę mnie to zdenerwowałosmile
        • ania_rosa Re: praca a dzieci 10.05.05, 21:16
          Teoria swoje, a zycie swoje. Nikt nie ma prawa, seksizm, dyskryminacja w miejscu
          pracy, fafa rafa, a o stołek każdy się boi, bo teorią nie napełni się żołądków
          rodziny ani nie zapłaci czynszu.
          Swego czasu popełniłam długi post na Samodzielnej na powyższy temat. Dyskutował
          tam ze mną ostro P_wrzes (Domali zresztą też), a niestety obserwacje codzienne,
          lektura prasy (ubiegłotygodniowy Newsweek chociażby) oraz przedmiot
          zainteresowań moich studiów jasno mówią, że ten luby duet nie miał racji.
          Ja jednak dałam sobie spokój z polemiką, bo nie mam zamiaru rozbijać swojej
          kształtnej głowy o mur czyichś świętych przekonań.
          Powiem tak: urodziłam dziecko na studiach, co ma swoje plusy i minusy. Kolejne
          dziecko zamierzam urodzić w przyszłym roku i jest to- z punktu widzenia mojej
          kariery naukowej, zawodowej i ekonomicznej- świadome samobójstwo. Tak się jednak
          składa, że mój syn ma już 4 lata i nie będę czekać dłużej, chodzi mi głownie o
          róznicę wieku. Poza tym pogodziłam się juz z myślą, że w najbliższych latach
          zacznę się dorabiać na swoim i zainwestuję we własną firmę. Biorąc pod uwagę
          sytuację w naszym kraju jest to jedyne mozliwe i sensowne dla mnie wyjście, a
          jednoczesnie kompromis między moimi potrzebami biologicznymi, a nieludzkim
          rynkiem pracy. Trzeba powiedziec sobie jasno, że nikt nam tu niczego nie ułatwi-
          nad czym zresztą szczerze ubolewam, ale czekać na zmianę sytuacji nie będę, bo
          nie zmieni się to wczesniej niz za 10 lat.
          Co do chamskich pracodawców- takie jest panie, zycie. Nie podoba mi się to,
          irytuje mnie to, moge podpisywac petycje w sprawie zmian prawa pracy, ale na
          razie jest, jak jest.
          Kiedy jest dobry moment na dziecko? O ile nie jestesmy rentierkami bądź córkami
          Kulczyka- nie ma dobrego momentu. Matkom w naszym kraju niczego się nie ułatwia.
          System urlopów wychowawczych i opiekuńczych dla ojców leży. Brak dotacji dla
          żłobków i przedszkoli, godziny funkcjonowania tych placówek są kpiną.
          Za 30 lat rozlegną się w Polsce gremialne głosy oburzenia, że młodzi ludzie nie
          zyczą sobie pracować na armię emerytów. Niestety będa na nich pracowac, chyba że
          wprowadzimy eutanazję osób powyżej 60tego roku zycia. Albo tez zaczną na nas
          zarabiać Azjaci lub Szwedzi.
          Rosa
          • pwrzes Re: praca a dzieci 10.05.05, 22:42
            ania_rosa napisała:

            > Swego czasu popełniłam długi post na Samodzielnej na powyższy temat.
            Dyskutował
            > tam ze mną ostro P_wrzes (Domali zresztą też), a niestety obserwacje
            codzienne,
            > lektura prasy (ubiegłotygodniowy Newsweek chociażby) oraz przedmiot
            > zainteresowań moich studiów jasno mówią, że ten luby duet nie miał racji.

            Newsweek zrodlem naukowym? ROTFL, ty masz racje bo - masz racje ROTFL. Moze tak
            mnie zadufania i arogancji w sobie?

            > Ja jednak dałam sobie spokój z polemiką, bo nie mam zamiaru rozbijać swojej
            > kształtnej głowy o mur czyichś świętych przekonań.

            No tak, ania_rosa WIE bo studiuje (ale nic wspolnego z ekonomia), inni maja
            swiete przekonania. To moze jak tyle wiesz, podyskutujesz na temat teorii
            racjonalnych wyborow pracodawcy, czym sie kieruja przy podejmowaniu takich a
            nie innych decyzji, przed kim odpowiadaja za swoje decyzje. Moze najpierw
            popracuj na stanowisku, gdzie od twoich decyzji zalezy czasem byc albo nie byc
            tysiecy osob i ich rodzin (pracownikow i klientow) a potem dopiero mow, co
            wydaje ci sie ze wiesz. Moze najpierw poszukaj wysokowykwalifikowanych
            specjalistow, gdy jeden nagle ci odchodzi - a potem wypowiadaj sie na temat
            procesu zatrudnienia (tak, tak, w kraju niby takiego wysokiego bezrobocia
            specjalistow sie szuka miesiacami).

            Pisanie saznistych postow na temat funkcjonowania firm i zachowania pracodawcow
            (i co stoi za ich decyzjami) na podstawie ksiazek (ekonomicznych chociaz?) i
            Newsweeka jest ... smieszne i aroganckie.

            M.
            PS. Na podstawie codziennych obserwacji moge stwierdzic, ze w Polsce nie ma
            problemu przestepczosci poza drobnymi wykroczeniami drogowymi.
            --
            • ania_rosa Re: praca a dzieci 10.05.05, 23:08
              Drogi Pwrzes
              Nieczęsto o to proszę, ale tym razem poproszę: bądź uprzejmy nie wchodzić ze mną
              w polemikę, bo primo przyjemności z tego nie mam żadnej, a secundo: nie sądzę,
              aby urodził się taki, który by mysli Twe nieuczesane w jeden rządek logiczny
              ułożył. Przynajmniej ja takiej wirtualnej istoty nie spotkałam.
              Newsweek nie jest źródłem naukowym, jest jednak jednym ze mediów, które mają
              prawo pisać o różnych zjawiskach. I nie widzę żadnej ujmy w fakcie, iż ktoś
              czyta Rzepę, Politykę czy Newsweeka. A także, że wywołuje w nim to jakieś
              refleksje.
              Pisałam Ci już wcześniej, ze punkt widzenia pracodawcy ma swoje niepodwazalne
              argumenty. Mnie jednak interesuje odpowiedź na pytanie, jak mój kraj będzie
              wyglądał za lat 30, kiedy to już poszczególni pracodawcy przejdą na emeryturę. I
              znam odpowiedź: będzie wyglądał nieszczególnie. Pieniądze to naprawdę nie
              wszystko. A to, na co zwracam uwagę w postach na powyższe tematy to punkt
              widzenia socjologa, antropologa, psychologa, wreszcie: normalnego obywatela.
              Obywatela, od którego wymaga się dostarczania nowych obywateli, a w zamian rzuca
              mu się kłody pod nogi.
              I nie pisz mi prosze o arogancji, bo trudniej byłoby znaleźć bardziej dosadny
              przykład niż większośc Twoich postów.
              Ale ja mam chyba za słabe nerwy na dyskusje z Tobą, więc pozostawiam ten
              zaszczyt odporniejszym. I jesli mozna prosić- wnoszę o potraktowanie mnie w ten
              sam sposób (wzajemne ignorowanie się)
              Rosa
              • pwrzes Re: praca a dzieci 11.05.05, 15:29
                ania_rosa napisała:

                > Drogi Pwrzes
                > Nieczęsto o to proszę, ale tym razem poproszę: bądź uprzejmy nie wchodzić ze
                mn
                > ą
                > w polemikę, bo primo przyjemności z tego nie mam żadnej, a secundo: nie sądzę,
                > aby urodził się taki, który by mysli Twe nieuczesane w jeden rządek logiczny
                > ułożył.

                A brak argumentow, to zaczynamy ad personam o braku logiki? To ty nie potrafisz
                zrozumiec, czym sie kieruje pracodawca. Dla ciebie panstwo ma
                dac/zapewnic/wymusic na pracodawcy zachowania tobie wygodne. Bo ma byc tak jak
                ania_rosa mowi i juz, bo ona studiuje. Zaloz wlasna firme, zatrudnij ludzi - to
                potem pogadamy, bo na razie wiesz o prowadzeniu dzialalnosci gospodarczej jedno
                wielkie NIC.

                > znam odpowiedź: będzie wyglądał nieszczególnie. Pieniądze to naprawdę nie
                > wszystko. A to, na co zwracam uwagę w postach na powyższe tematy to punkt
                > widzenia socjologa, antropologa, psychologa, wreszcie: normalnego obywatela.

                Na razie nie jestes ani socjologiem, ani psychologiem, ani antropologiem -
                jedynie naczytalas sie paru ksiazek na ten temat.

                > Obywatela, od którego wymaga się dostarczania nowych obywateli, a w zamian
                rzuc
                > a
                > mu się kłody pod nogi.

                Wymaga? Gdzie, gdzie wymaga? Jakies prawo nakazuje miec co najmniej 2 dzieci,
                bo jak nie to ... - i ktos tu mowi o braku logiki.

                M.
                • mikawi Re: praca a dzieci 11.05.05, 16:50
                  > Wymaga? Gdzie, gdzie wymaga? Jakies prawo nakazuje miec co najmniej 2 dzieci,
                  > bo jak nie to ... - i ktos tu mowi o braku logiki.

                  Prawo nie nakazuje mieć co najmniej 2 dzieci, prawo zabrania pytania kobiety na
                  rozmowie kwalifikacyjnej o jej plany macierzyńskie. Ale prawo prawem a fakty sa
                  właśnie takie, że kobiety boją się zachodzić w ciążę w obawie przed utratą
                  pracy (i są to obawy uzasadnione w naszej rzeczywistości), obawiają sie
                  dyskryminacji w zatrudnianiu jako młode matki (i są to obawy uzasadnione w
                  naszej rzeczywistości), etc. Państwo niczego nie musi DAWAĆ w związku z
                  powiększaniem rodziny, państwo NIE POWINNO utrudniać powiększania tej rodziny.
                  Chore jest państwo i jego prawo, jesli urodzenie dziecka przez kobietę zaczyna
                  być luksusem i taka kobieta - dotąd ceniony pracownik - zaczyna być
                  pracownikiem kategorii B i zastanawia się czy będzie miała dokąd wracać po
                  urlopie macierzyńskim (o wychowawczym nie wspominajac, tym bardziej trzyletnim -
                  MIMO że ma do niego prawo; znowu to puste słowo się pojawia). I nie trzeba być
                  wielkim, nieskończenie mądrym ekonomistą aby przewidzieć, że w perspektywie
                  czasu taka "polityka" obróci się właśnie przeciwko państwu, bo nie będzie komu
                  zarabiac w przyszłości na podatki.
                  • wipsania Re: praca a dzieci 11.05.05, 20:17
                    Żadne prawo nie "nakazuje" mieć dzieci, ale mądre państwo powinno podejmować
                    działania zapobiegające ujemnemu przyrostowi naturalnemu. Któś już wspomniał
                    wcześniej o być może czekającej nas przyszłości, kiedy garstka młodych będzie
                    musiała pracować na rzesze staruszków-emerytów. I w tym kontekście prokreacja
                    (ulubione przez niektórych słowo wink), nie jest tylko osobistą sprawą dwojga
                    ludzi albo ich złośliwością wobec pracodawcy, ale ma wymiar wielokroć szerszy.
                    A u nas, jak świetnie wiecie, polityka prorodzinna zawsze była pod psem, zaś
                    teraz jest jeszcze gorzej niż bywało.
                    Jestem pracodawcą, ale nie pytam kandydatów o ich plany w tym zakresie - może
                    dlatego, że pracują u nas głównie faceci.
                    Dziewczyny też są, bardzo cenne dla firmy, ale jeśli zechcą się rozmnożyć, na
                    co się na razie nie zanosi, bo samotne (samodzielne) póki co. Gdyby to jednak
                    nastąpiło - trzeba będzie je jakoś zastąpić, "wychować" następców i tyle.
            • monik1981 Re: praca a dzieci 11.05.05, 09:07
              Tak sie sklada, ze biore i bralam udzial w rekrutacji pracownikow juz w kilku
              firmach. I nigdy nie padlo pytania o planowane ciaze. Jest to zwykle
              chamstwo!!!
              Jak ktos jest wykwalifikowanym specjalista to juz nie ma prawa miec dzieci??
              Przeciez to smieszne. W firmach, ktorych byłam juz nie raz spotkalam sie ze
              specjalitami (odpowiadaly za polityke persoanlna w calej firmie itp,)szly na
              urlop juz od 1miesiaca ciazy, z reguly nie bylo ich rok i jakos te firmy
              funkcjonowaly...
              Co do tego ze specjalistow szuka sie miesiacami to sie zgadzam, ale to nie
              znaczy, ze na tych stanowiskach specjalistow nie mozna zatrudniac kobiet ( bo
              moze zajda w ciaze).
              I jeszcze dodam ze u mnie w firmie wlasnie miesiac temu szukalismy
              wysokowykwalifikowanego specjalisty - bo poprzedniczka odeszla na rok na urlop -
              i znalezlismysmile
              Moj post nie jest na podstawie ksiazek i prasysmile
              Pozdrawiam
              • naturella Re: praca a dzieci 11.05.05, 09:12
                Czy to jest chamstwo, czy nie, to i tak z tym zrobić nic nie możemy. Można
                najwyżej zaprotestować, podnosząc się z godnością i wychodząc z rozmowy
                kwalifikacyjnej - ale w takiej sytuacji zawsze bardziej stratny jest ewentualny
                pracownik, a nie pracodawcasad Podobnie z sytuacją na rynku pracy i tym, że
                trzeba dokonywac wyboru - praca czy dziecko. Jest to niedobre,nie powinno tak
                być, ale poza protestami niewiele można zrobić. Można się jeszcze obrazić,
                urodzić szóstkę dzieci i dopiero potem się martwić, czym się je nakarmisad
                • e_r_i_n Re: praca a dzieci 11.05.05, 09:18
                  naturella napisała:

                  > Jest to niedobre,nie powinno tak być, ale poza protestami niewiele można
                  > zrobić.

                  Można coś z tym zrobić. Można na przykład wybrac na posłów ludzi, którzy rokują
                  jakieś szanse zmian w tym, jak sie traktuje pracodawcow. Oczywiscie jak zwykle
                  gwarancji, ze sie cos zmieni, nigdy nie ma, ale nadzieje mozna miec smile
                  • naturella Re: praca a dzieci 11.05.05, 10:34
                    Tia, co cztery lata usiłuję na takich trafić... smile))
              • magdalens Re: praca a dzieci 11.05.05, 09:15
                a ile kosztowało poszukiwanie nowego specjalisty, jego etat i opłacanie etatu
                specjalisty byłego który poszedł na urlop???
                O to właśnie chodzi!! Pracodawca nie musi być chamem jak sięo to pyta. Poprostu
                jest szczery, szuka specjalisty i chce żeby przez pewien czas był mobilny co
                wcale nie oznacza, że później zabroni kobiecie zajść w ciąże. Przecież nie o to
                chodzi. Jak poszukujesz specjalisty to nie po to żeby za miesiąc poszedł na
                urlop i musisz szukać nowego? Strata czasu i pieniędzy. Jak specjalista okaże
                się prawdziwym specjalistą to pracodawca wytrzyma jej urlop ale najpierw chyba
                musi sięwykazać i nie zrobi tego w miesiąc czy rok!!!!
                pzdr
          • e_r_i_n Re: praca a dzieci 11.05.05, 09:16
            ania_rosa napisała:

            > Swego czasu popełniłam długi post na Samodzielnej na powyższy temat.
            > Dyskutował tam ze mną ostro P_wrzes (Domali zresztą też), a niestety
            > obserwacje codzienne, lektura prasy (ubiegłotygodniowy Newsweek chociażby)
            > oraz przedmiot zainteresowań moich studiów jasno mówią, że ten luby duet nie
            > miał racji.

            Duet jak duet, ale z lubym to mi proszę nie wyjeżdzac. Nie w tym przypadku smile

            A powaznie - mogę prosić o Twój punkt widzenia, chociazby na priva?

            > Ja jednak dałam sobie spokój z polemiką, bo nie mam zamiaru rozbijać swojej
            > kształtnej głowy o mur czyichś świętych przekonań.

            A tu chyba nie chodzi o rozbijanie głowy, bo to, ze ktos swoich przekonan broni
            zaciekle, nie znaczy, ze jest 'betonem'. Ja tez mam je poparte obserwacjami
            zycia codzinnego i tym, czego sie ucze na studiach smile
    • maxxi26 Re: praca a dzieci 10.05.05, 22:58
      Wiecie, to zadane pytanie nawet mnie nie oburzyło. NIe dziwię się bowiem wcale,
      ze pracodawca też niestety musi myśleć o własnych potrzebach. Dodatkowo umiem
      walczyć o swoje prawa, wiem że tego typu pytania są wbrew prawu a i pytający
      był prawnikiem i miał tego świadomość. Ale i tak dylematy wyborów pozostają.
      Wymarzona praca, działka prawa w której zawsze chciałam pracować duże
      perspektywy a i moze mój wymarzony doktorat. Gdzie tu miejsce na dziecko
      cholera? Przy sześćdziesiątce chyba smile. Niestety nie jestem rentierką a o
      własnym utrzymaniu muszę myśleć sama bo rodzice już jedną samodzielną na swoim
      utrzymaniu mają. Paskudne czasy. Ale poczekam z rok. Oswoję nową pracę i
      zobaczy się co dalej. Pewnie też to będzie dla mnie zawodowe samobójstwo. Ale
      już wiem, że i o ciąże łatwo nie będzie...
      • derena33 Re: praca a dzieci 11.05.05, 09:38
        W mojej firmie, teoretycznie jest ok, oficjalnie nie mowy o jakiejs antybaby
        polityce zatrudnieniowej, ale szef przy zatrudnianiu wybiera kobiety w wieku ze
        tak powiem poprodukcyjnym ( czyli w okolicach 40) lub mlode osoby bez
        zobowiazan, motywujac to dyspozycyjnoscia. Tak jest jezeli chodzi o kobiety.
        Natomiast w przypadku mezczyzn, widac wyraznie ze nie ma tego
        kryterium "dyspozycyjnosci" natomiast nie zatrudnia facetow po 40, zawsze
        mlodszych. Mysle ze to wynika z postawy "roszczeniowej" takich facetow,po
        prostu checi robienia kariery, awansu, nie mowie o finansach, my kobiety
        zadowolimy sie mniejszym, niestety.
        Mowie tu o stanowiskach handlowcow i przedstawicieli a nie o ksiegowosci
        tradycyjnie sfeminizowanej.

        W praktyce wyglada to tak, ze jak pracuje w tej firmie od ponad 3 lat, to 6-ro
        dzieci sie urodzilu moim kolegom, a tylko jedna kolezanka jest w ciazy, blad
        prezesa? ze ja zatrudnil, ale wtedy byla panna bez zobowiazansmile
        W ciagu tych trzech lat przyjeto do pracy okolo 12 osob.



      • alfa36 Re: praca a dzieci 11.05.05, 09:43
        U mnie sprawa wyglądała w ten sposób, ze miałam niby ustabilizowaną sytuację w
        pracy. Stanowisko kierownicze od czerwca zeszłego roku, wczesniej sumienna
        pracownica, bez zwolnień lekarskich, nawet gdy kichała i smarkała. Teraz jestem
        w ciąży, we wrzesniu juz do pracy nie wrócę, bo to będzie 9 miesiąc (o ile
        oczywiście uda mi sie do tego momentu pracować). No i cóż, pracodawca
        niezadowolony, a teraz goni mnie do roboty jak nigdy wczesniej. Jestem tym
        wszystkim zmęczona, ale ponieważ juz czuje sie dobrze (wczesniej rożnie bywała,
        ale udało mi się być tylko 2 niezbędne tygodnie na zwolnieniu), to do pracy
        jednak biegam. Poza tym mniej sie tu mimo wszusyko denerwuję. Podsumowując
        stwierdzam, ze dla pracodawcy zaden moment nie jest właściwy (a ja też
        odkładałam decyzje na później).
      • leeya Re: praca a dzieci 11.05.05, 09:51
        Troche boje sie odpowiadac, bo mnie znow Virtual skarcismile

        Maxxi26,

        Nie wiem, czy pytanie bylo chamskie, czy na;ezy je rozumiec, ale wiem, ze bylo
        niezgodne z prawem. Przyjmujac pracownika do pracy pracodawca ponosi ryzyko
        urlopu, ciazy, zwolnienia lekarskiego. Ostatnio przyjelismy do pracy chlopaka,
        ktory pierwszego dnia mial wypadek na rolkach i trafil do szpitala ze
        wstrzesieniem mozgu, potem poszedl na 2 miesiace zwolnienia. Przepraszam, czy
        teraz wszystkich kandydatow do pracy mam pytac jaki sport uprawiaja i zadac od
        nich, zeby nie uprawiali ekstremalnych (hehehe rolki sportem extremalnym) lub
        po prostu takich ludzi nie przyjmowac do pracy? Bezsens. W dodatku bezsens
        niezgodny z prawem. Tylko, ze wlascicielem mojej firmy jest amerykanin i on
        raczej kieruje sie prawem pracy obowiazujacym w USA. Dziwia Go niektore
        wymagania (jak to, ze 3 umowa o prace musi byc juz na czas nieograniczony) oraz
        oslony pracownikow (chodzi o okres wypowiedzenia). I tak mamy zakaz palenia na
        terenie firmy, mimo, ze w Polsce nie mozna tego zakazu stosowac, ale pale tylko
        ja, wiec nie ma problemu. Mamy tez dodatkowe bonusy jak silownia czy boisko do
        kosza w pracy, z ktorych MOZEMY korzystac w czasie GODZIN PRACY. Bo praca
        chlopakow jest praca typowo intelektualna a wysilek fizyczny czasem pomaga.
        Itd, itp. Pamietam jedno zdarzenie, kiedys jezdzac po Gdansku i zalatwajac
        sprawy firmowe uleglam... hmmmm.... lekkiemu wypadkowi w komunikacji miejskiej,
        przycielo mi noge w drzwiach. Wlasciciel, bojac sie mojego pozwu do sadu
        przeciwko firmie, kupil mi samochod sluzbowy. Ale tak to wlasnie funkcjonuje u
        niego. Dopiero pozniej ja sama mu wyjasnilam, ze moze i prawo bym mila (chociaz
        nie wiem jakiesmile ) aby podac do sadu firme, ale i tak sprawa by tyle trwala a
        ja uzyskalabym tak nikle odszkodowanie, ze nie byloby sensu. Byl zaszokowany. W
        USA za cos takiego odszkodowanie szlo by w grube tysiace. Ale do czego
        zmierzam... Maxxi, dobry pomysl z "oswojeniem" nowej pracy. Poza tym bedziesz
        mogla sie zorientowac w polityce firmy. Moze jest to jedna z
        tych "prospolecznych", gdzie idzie sie na reke pracownikowi i otacza Go opieka
        socjalnasmile A jezeli to jedna z tych "szczurzych" (od wyscigu szczurow), gdzie
        swietnie placa, ale w razie czego "von", to przynajmniej odlozysz pieniadze na
        pierwsze miesiace z maluszkiem... A pozniej znow walka na rynku pracy...

        Pozdrawiam,
        Leeya
      • chalsia Re: praca a dzieci 13.05.05, 01:26
        Świetnie rozumiem Twoje dylematy.
        Cóz, pragmatycznie na to patrząc zrobiłabym tak - przyjęłabym nową pracę (nawet
        odpowiadając przyszłemu szefowi, ze nie mam planów macierzyńskich - skoro nie
        powinien pytać a pyta, to ma taką odpowiedź jak chciał) a potem "robiłabym"
        swoje w kwestiach macierzyńskich.
        Zawsze można potem szefowi powiedziec, ze oprócz sterylizacji nie ma 100%
        pewnych środków antykoncepcyjnych.
        A jak to się ułoży po urodzeniu dziecka - tego nikt nie wie.
        Chalsia

        PS. ja akurat w sytuacji starania się o dziecko przyjęłam zupełnie nową
        funkcję, związaną z bardzo dużą ilością podróży, ale miałam szczęście, że na
        tym nowym stanowisku miałam też nowego szefa - mianowicie obywatelkę kraju EU,
        króra sama została matką w dość późnym wieku, również działając w binesie, w
        związku z czym miałam komfortową sytuację, bo bardzo mnie wspierała (i przyjęła
        mnie na tą funkcję, wiedząc, ze staram się o dziecko - powiedziała jakoś
        tak "jak zajdziesz w ciążę, to poukładamy to odpowiednio do sytuacji, w ogóle
        się tym nie przejmuj").
    • madalenka25 Re: praca a dzieci 11.05.05, 20:45
      czyli coś kosztem czegoś - trudna decyzja

      pamietam jak ja zaczynałam swoja pierwszą prace i miałam wtedy w firmie umowe
      zlecenie i przed podopisaniem umowy o prace okazało się ze jestem w ciązy i tu
      straszny dylemat - powiedzieć czy nie - powiedziałam i tu miłe zaskoczenie bo
      natychmiast podpisano ze mna umowe na czas nieokreślony i zatrudniono stażystkę
      by mi pomogła - fakt ciąze zniosłam bardzo dobrze, w czasie macierzyńskiego
      papiery robiłam w domu i potem bez problemów wróciłam na swoje stanowisko

      a kiedy teraz w firmie wspomniałam o ciązy - to szef spytał się czy dam radę
      pracować w domu albo przyjeżdzać do pracy w pasujących mi godzinach ale była i
      mała dygresja że ma tylko nadzieje , że nie planuje rodzić co rok smile) a kiedy
      mnie przyjmowali to też padło pytanie czy zamierzam w najblizszym czasie
      powiększyc rodzinę

      Maxi - będzie dobrze a życie samo "rozwiąże" Twoje wątpliwości tylko troszkę
      cierpliwości
    • maxxi26 Re: praca a dzieci 19.05.05, 18:17
      Wielkie dzięki Dziewczęta za komentarze, uwagi i cenne wskazówki. Ano zrobię
      tak, ze zobaczę jak to w tej nowej pracy wygląda a potem oczywiście zrobię
      swoje (jeśli się da smile. Coś pierwotne instynkty ostatnio biorą górę w tych
      moich odczuciach. Naprawdę zadziwiające smile. Czyżby magia trzydziestki?

      Pozdrawiam
      • wipsania Re: praca a dzieci 19.05.05, 21:55
        To ja dołączę komentarz - a propos tego, że często nie wiemy, jak się to dalej
        potoczy.
        Byłam w 3 miesiącu ciąży i nie pracowałam. No i nagle otrzymałam propozycję
        zatrudnienia w MSZ (bardzo dobry znajomy został tam ważną figurą i dobierał
        sobie zespół zaufanych współpracowników). Przyznam, że miałam wielką ochotę
        spróbować, ale odmówiłam mu, bo wiedziałam, że zależy mu na mojej pracy a nie
        żeby figurowała tam jako zatrudniona.
        Dzięki temu po 2 latach założyliśmy z mężem firmę, która (odpukać) wciąż się
        rozwija. Ten znajomy odszedł z MSZ już dawno, bo rządy przejęła opcja
        polityczna, która mu nie odpowiadała. Mnie w takim wypadku nie pozostawałoby
        nic innego.
        Moje ulubione przysłowie to: "nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło"
        Pozdrawiam
        PS
        Nie wiem, czy to wynika z mojego postu, ale chciałam powtórzyć za Tobą - rób
        swoje.
Pełna wersja