nareene
15.05.05, 17:40
Żegnam się z wami powolutku. Dziekuję Wam za wszystko: za rady, za miło
spędzony czas w Waszym gronie. Dowiedziałam się od Was tyle pożytecznych
rzeczy, nie tylko o "macochowaniu" ale i o związkach, relacjach
międzyludzkich, macierzyństwie. Za to jestem bardzo wdzięczna. Ale niestety,
życie jest zyciem. Czasami coś nie wychodzi. Czasem tego typu zwiazki
rozpadaja się pod wpływem narastających problemów z ex, z pieniędzmi itp. My
mieliśmy sytuacje komfortową niemal. Ex nie wcinała sie w nasze sprawy,
dzieciaki mnie polubiły, rodzice M. też. Nasz związek rozleciał się przez nas
samych. Kłotnie o drobiazgi, niezdecydowanie, jeżdżenie po emocjach. Ja
potrzebowałam stabilnego gruntu a M. zafundował mi huśtawkę. Popełniłam
wielki błąd - od początku bałam się wymagać. Byłam zabaweczką, po którą mógł
w każdej chwili sięgnąć. Gdy odstawiał mnie na półkę nie pokazywałam łez. To
moja wina, że dałam się tak upokorzyć... Czuję się teraz, jakby ziemia
osunęła mi sie spod stóp. Ale wiem, że sobie poradzę.
Na pewno będę jeszcze zaglądać na forum, ale już niestety nie czynnie. Życzę
Wam wszystkim dużo szczęścia, na tej drodze, którą wybrałyście, dużo spokoju
i radosnych chwil.
Już-nie-"macocha" Nareene