wspólne mieszkanie a ślub

22.05.05, 09:12
Czy decydując się na zamieszkanie razem z M. rozmawialiście o ślubie. M. z
przeszłością niechętnie wchodzą w związki małżeńskie po raz drugi. Dla mnie
wspólne mieszkanie jest niemożliwe, gdy brak wiary we wspólną przyszłość. Mie
uznaję podejścia, że jakoś to będzie, albo zobaczymy za jakiś czas. Jak to
było u Was ?

Golden fish
    • chalsia Re: wspólne mieszkanie a ślub 22.05.05, 12:52
      Ja się też zastanawiam - akurat pod kątem swojego eks. Jest z next już ze 3
      lata, mają 1,5 roczne dziecko. Next jest katoliczką - chyba praktykującą
      (ochrzcili swoje dziecko, a eks do wierzących raczej się nie zalicza).
      Przeszkód co do ślubu kościelnego nie mają.
      Więc czemu nie są małżeństwem? I albo jest tak jak piszesz, że facet z
      przeszłością nie jest chętny do zawierania ponownie związku małżeńskiego, bo mu
      się to "źle kojarzy", albo w tym konkretnym przypadku oboje (albo ona) uznali,
      że się kalkuluje finansowo niezawieranie małżeństwa, bo ona może się rozliczać
      jako samotna matka (choć razem mieszkają).
      Chalsia
      • mamaadama4 Re: wspólne mieszkanie a ślub 22.05.05, 12:59
        My pobraliśmy się po 7 latach wspólnego mieszkania i rok po urodzeniu Adasia.
        Hehe, ale to ja zwlekałam.
        • mamaadama4 Re: wspólne mieszkanie a ślub 22.05.05, 13:04
          Dla mnie argumentem za była wyraźna korzyść finansowa ze wspólnego rozliczania
          się. Nie jestem przeciw płaceniu podatków, ale lubię wiedzieć, że są rozsądnie
          wykorzystywane.
    • cymbeline Re: wspólne mieszkanie a ślub 22.05.05, 13:24
      Wiesz,ja jestem osobą, która lubi jasne sytuacje i lubię wiedzieć na czym stoję.
      Od początku (no,oczywiscie nie od pierwszego spotkania)mówiłam,że jeśli mamy być
      na prawdę razem to dla mnie konkubinat nie wchodzi w grę,a ja chce miec też
      nasze wspólne dziecko i chcę je urodzić po naszym ślubie. Tak wiec mój M musiał
      się zdeklarować czy chce założyć ze mną rodzinę i przynajmniej jedno dziecko,
      jeśli nie,to nie mogłabym być z nim,bo da mnie małzeństwo i dziecko to najwyzsze
      priorytety. Uwazam,że jeśli facetowi zależy na kobiecie to wziecie slubu z nią
      nie jest dla niego problemem i dla mojego M nie było to problemem.
      Ale teraz powtarza,że jeśli nam by nie wyszło (tfu,tfu..wink to trzeci raz już na
      pewno żenić się nie bedziesmile
      My rozmawialismy o naszym wspólnym ślubie już po kilku miesiącach znajomości.
      Problemem u nas wtedy była sytuacja finansowa dlatego slub wzięlismy dopiero w
      tamtym roku,po 3 latach bycia razem.
      Mojego M poznalam świeżo po rozpadzie jego pierwszego małżeństwa i obawiałam
      się,ze właśnie dlatego nie będzie chciał pakować się od razu w drugi slub.
      Pomimo tego,dużo rozmawialiśmy o naszym przyszłym małżeństwie,jak co obie
      wyobrażamy,czego oczekujemy od siebie,jak ma wyglądać nasze małzeństwo,jaka moja
      rola w nim,jaka jego,jak powoli oswajać jego synka z tą sytuacją itp.
      Naprawdę wiele czasu przegadalismy na ten temat jak również na temat jego
      pierwszego małżeństwa,jakie jego zdaniem były przyczyny rozpadu tamtego związku.
      Myślę,że mojego meża życie już wielu rzeczy nauczyło,dostał trochę od życia po
      dupsku,ale uwazam,że wyszło mu to na dobre.Myślę nawet,ze gdybym poznała go
      przed jego piewszą zoną,to na pewno nie bylibyśmy razem.Pierwsze małżeństwo dużo
      go nauczyło.
      Nie wiem jaki "układ sił" jest w waszym zwiazku.U nas jest tak,że ja jestem
      "dominanta",oczywiście w sprawach na ktorych mi zależy i to ja od początku
      stawiałam wymagania i warunki a on mógł sie zgodzić lub nie.Troszke docieraliśmy
      sie ale sie udało. Dodam,że być moze dlatego jest taki układ u nas,bo ja od
      początku pomogłam dużo mojemu M,zarówno psychicznie podnieść się z teo jak i
      finansowo.On wie,że zawsze może na mnie liczyć,a ja też mam do niego zaufanie.
      Aczkolwiek zasada główna jest taka,że żadne z nas nic nie robi bez wiedzy
      drugiego,a kasę mamy wspólną od początku związku.

      Myśle,że powinnaś porozmawiać ze swoim M,co on myśli o waszym zwiazku i jak
      sobie wyobraża waszą przyszłość,małżeństwo,dziecki itp.

      Pozdrawiam serdecznie i daj znaka jak podejmiecie decyzję o ślubie,wiadomości
      typu "ślub" i "ciaża" są bardzo optymistyczniesmile)))
      • golden_fish Re: wspólne mieszkanie a ślub 22.05.05, 15:41
        Na tyle jestem asertywna, iż wyraźnie nie zgadzam się na kocia łapę, i na tyle
        idealistyczna, żeby nie zmuszać M. do ślubu. Na co mi facet, który godzi się na
        ślub, którgo nie chce sam z siebie. Na dziecko nie mam wciąż ochoty, więc
        tryb "przyspieszony" odrzucam. Pozostaje mi więc rozmowa o wspólnej
        przyszłości, do której się zbieram od jakiegoś czasu, bo mam świadomość że ślub
        w niczym nie przeszkadza, jeśli się kogoś kocha. Po dwóch latach związku, w
        którym widzimy się co dzień i jest bardzo blisko, i ciepło, tylko nie potrafi
        się konkretnie zdeklarować. Pewnie trzeba mu to ułatwić ..
        • cymbeline Re: wspólne mieszkanie a ślub 22.05.05, 16:57
          Oczywiście zmuszanie do ślubu nie ma najmniejszego sensu,nie to miałam na myśli.
          Nie miałam zamiaru zmuszać mojego M do ślubu,sam wyradził chęć i dobrze,że tak
          sie stało.Mam nadzieje,że nie zrobił tego pod moją presją.Ja uznaje szczerość w
          związku jako jedną z najwazniejszych wartości i dlatego też mówiłam mu o swoich
          oczekiwaniach.
          Nie można nic na siłę robić,bo nie tędy droga,ale jak sama mówisz "trzeba mu to
          ułatwić..."smile))

          Dla mnie ślub jest bardzo ważny,szczególnie,że ja do tego związku weszłam bez
          "przeszłości" i może dlatego gdyby mój M nie chciał się żenić ponownie,to bym
          tego nie zrozumiała. Zawsze marzyłam o ślubie w Kościele (i nadal mam nadzieję,
          że może kiedyś...)ale skoro nie mogliśmy wziąć slubu przed Bogiem to chciałam
          mieć ślub cywilny,równie ważny dla mnie.
          Wiesz,mnie w pewnym momencie bardzo męczyło mówienie o moim M
          ;narzeczony,chłopak itp.Inny przykład to nasze wspólne wyjazdy z jego synkiem i
          dziwne spojrzenia pań w hotelowej recepcji:Ja inne nazwisko a chłopaki inne,
          Młody do mnie "ciociu" albo po imieniu.Zdziwienie ludzi, ktorych spotykaliśmy w
          hotelu czy na posiłkach ze nie jestem mamą chłopca i wiele innych podobnych
          sytuacji.Dla mnie mimo wszystko był to duży stres,czułam się jak jakaś małolata
          siejąca zgorszenie,bo zadająca sie z facetem z dzieckiem....
          Ale ja już taka chyba dziwna jestem,za dużo analizujęsmile))) Może dlatego,że w
          mojej rodzinie na początku nie miałam lekkiego życia.A niektóre moje
          przyjaciółki (tak wtedy o nich myślałam) tylko czekały kiedy zgodnie z ich
          przepowiedniami,chłop mnie wykorzysta i rzuci.
          Teraz bedąc żoną mojego M jest mi z tym BARDZO DOBRZE,ja tego po prostu
          potrzebowałam.Znalazłam też w końcu swoje miejsce w naszym trójkącie:
          ja-mąż-Młody i już jest dobrze,bo wszystko poukładalam sobie w głowie,a długo
          miałam z tym problem,czułam się gorsza od innych...
          To forum bardzo mi pomogło,głównie czytanie problemów innych dziewczyn,które
          pokrywały się z tym co ja przeżywałam.Ciężko samemu,a wśród znajomych nie mialam
          zadnych wzorców,a już na pewno pozytywnych.

          Zawsze uwazałam,że tylko szczere rozmowy i jeszcze raz szczere rozmowy. A skoro
          jestescie już tyle ze sobą i z każdym dniem jest cudowniej,to myślę,że to tylko
          kwestia czasu kiedy Twój M przybiegnie z pierscionkiemsmile)))
          A pomóc mu w podjeciu decyzji nigdy nie zaszkodzi....i utwierdzenie go,ż lepszej
          podjąć nie mógłsmile)))

          • golden_fish Re: wspólne mieszkanie a ślub 22.05.05, 18:54
            Dzięki za dobre słowo. Ja to jestem taka pani inżynier, że wszystkie uczucia
            muszę sobie nazwać i je poukładać. Nie lubię chaosu. Szczerość jest niezbędna,
            aby uporządkować sobie życie. Nie chodzi tu nawet o dziecko M., o to kim
            jestem dla niego, o wspólne rozliczenia podatkowe, ale poczucie stałości,
            bezpieczeństwa, wspólnoty dusz.
            • cymbeline Re: wspólne mieszkanie a ślub 22.05.05, 20:32
              Wiesz,ja jestem pedantką i w dodatku ksiegową i też lubię wszystko jasne,bez
              niedomówień,których nie znoszę.Dlatego tez uważam,że temat ślubu to taki sam
              temat jak wiele innych które "obgadałam" z moim M. Może to,że myślę i robię tak
              jak robię jest spowodowane moimi doświadczeniami z życia sprzed poznania M.
              Wtedy nie umiałam rozmawiać prawie w ogóle,a juz o ważnych dla mnie sprawach
              wcale. Przez to straciłam dwie miłości mojego życia,faceci w ogóle mnie nie
              rozumieli,zachowywałam się irracjonalnie,jak niedojrzała małolata,a potem
              cierpiały obie strony.W pewnym momencie przeanalizowałam moje
              życie,postanowiłam,ze jesli poznam jeszcze fajnego faceta to tym razem nie
              "zmaszczę sprawy".I tak się stało,od początku jasno i wyraźnie mówiłam co mi się
              podoba a co nie itp.Miałam z tym duże problemy,ale mój M też,bo on w poprzednim
              małżeństwie też nie był nauczony rozmawiać,ani też niestety słuchać drugiej
              strony.No i tak jakoś docieralismy.W ramch anegdoty powiem Ci,że w związku z
              dużą odległością miedzy naszymi miastami,dużo rozmawialiśmy przez internet i dla
              mnie była to dużo łatwiejsza forma,bo jeszcze nie umiałam wielu rzeczy
              wyartykułować,a napisać było dużo łatwiej.Na początku nie umiałam też od razu
              mówić co mnie boli i co mi się nie podoba,czasem musiało upłynąc kilka dni zebym
              poruszyła jakiś temat.No i tradycją sie stało w pewnym momencie,że w każdy
              poniedziałek siadałam przed netem i pisałm M co mnie w ostatnim tygodniu
              wkurzyło u niego,czego nie rozumiem w jego zachowaniu,dlaczego ja zachowuje sie
              tak a nie inaczej...Teraz śmiejemy się z tych "pogadanek poniedziałkowych"smile
              Ale w naszym przypadku były bardzo potrzebne i pozwoliły nam się dobrze poznać,
              oczywiście zasada szczerości obowiązywała,nawet jeśli ta szczerość mialaby
              zranić drugą stronę.(pewnie dlatego,że ja w zyciu też zostałam bardzo zraniona i
              to nie raz wiec wolałam szczerość i najgorszą prawdę ponad wszystko)
              Dlatego dobrze Cię rozumiem,bo ja też nie lubię chaosu,też muszę mieć wszystko
              poukładane w głowie i nazwane po imieniu a ślub z moim M spowodował,że naprawde
              jesteśmy sobie bliżsi z każdym dniem.Mnie to było potrzebne,mam to co chciałam i
              jestem z tym szcześliwa czego i Tobie życzę!

              Jedni potrzebują ślubu inni wrecz przeciwnie,dla mnie nie ma znaczenia czy ktoś
              żyje po ślubie czy na kocią łapę..Znaczenie ma czy podejmując decyzję jak
              będziemy żyć,jesteśmy szcześliwi i tyle,bo dla każdego szczeście oznacza co
              innego.Wyznaję zasadę: Żyj i pozwól żyć innymsmile
    • triss.m Re: wspólne mieszkanie a ślub 22.05.05, 13:34
      tak, decydujac sie na wspolne zamieszkanie wiedzielismy, ze to tylko pewien
      etap 'bycia razem'. u mojego M nie zauwazylam jakis specjalnych ansow co do
      ponownego malzenstwa wink to ja sie dluuugo zastanawialam, ale to dlatego, ze
      dla mnie to pierwszy raz wink
      • bei Re: wspólne mieszkanie a ślub 22.05.05, 17:43
        mój Pan nalega- jest tradycjonalistą- jeśli chodzi o formalizowanie więzi....

        a ja...

        ja jeszcze nie chcę.......
    • lilith76 Re: wspólne mieszkanie a ślub 22.05.05, 19:08
      to ja będę jakaś dziwna smile
      M nie ma ochoty na kolejny ślub (ale kiedyś zaznaczył, że gdybym naciskała, to by się zgodził). zawsze miał niechętny stosunek do instytucji małżeństwa, a w poprzedni związek wszedł "bo był idiotą i tchórzem".
      ja nie mam, na razie, ochoty na małżeństwo - jest dobrze tak jak jest. dla wielu z was zabrzmii to dziwacznie, ale brak papierka daje mi... poczucie bezpieczestwa! kiedy mamy jakieś tarcia, kryzys, świadomość, że mogę w każdej chwili spakowac walizki i wyjść przynosi ulgę. w sformalizowanym związku poczułabym się jak zatrzaśnięta w pułapce - rozstanie nie jest wtedy takie proste, czlowiek ma wrażenie, że ta druga osoba nie będzie miała zamiaru się zmieniać, bo po co (stosunkowo niewiele kobiet opuszcza mężów).
      i tak zawsze się dogadujemy, rozmawiamy, dochodzimy do porozumienia, więc niby przeszkód nie ma. ja się tylko boję tego, co się rodzi w mojej głowie w czasie kryzysów.

      sytuacja kompletnie się zmieni, kiedy pojawi się dziecko - ono łączy ludzi silniej niż papierek z USC. wtedy nie można w kilka godzin spakować się i po prostu odejść. wtedy małżeństwo już nic bardzo nie zmienia.

      gdyby M się oświadczył zastanowiłabym się. nie wyobrażam sobie, ze to JA zagajam o ślubie, namawiam i przekonuje, a on się zgadza dla mojego szczęścia! dziękuję!

      > Dla mnie
      > wspólne mieszkanie jest niemożliwe, gdy brak wiary we wspólną przyszłość

      wychowałam się wśród kłótni i awantur rodziców utrzymujących małżeństwo "dla dobra dzieci". nie wierzę w miłość po grób. dla mnie graniczną data jest przyszły rok. za rok przedłużę ją o rok, potem o kolejny, i kolejny, i kolejny (to chyba Krystyna Kofta napisała, że ludzie powinni brać slub na 5 lat, a potem ten termin świadomie przedłużać). jeśli okaże się, że spędziliśmy razem całe życie, to cudownie.
    • wipsania Re: wspólne mieszkanie a ślub 23.05.05, 00:10
      No dobrze - teraz ja.
      Z moich doświadczeń wynika, że z facetami bywa różnie.
      Ex (niemąż) był rozwiedziony i tłumaczył mi, że zraził się do instytucji
      małżeństwa, w związku z czym nie bardzo mu się uśmiecha ponowne zawieranie
      związku. Ale dodawał przy tym, że gdybym bardzo chciała, to ostatecznie....
      Podobnie zresztą było w temacie potomstwa - ja nie chcę, ale gdyby tobie tak
      strasznie zależało....
      Nie zależało mi - wtedy i z nim.
      Potem nastał M. Jeszcze kiedy spotykaliśmy się ukradkiem - bo nie potrafiliśmy
      tak od razu spalić za sobą wszystkich mostów - M. bez przerwy mówił o tym, że
      się pobierzemy, będziemy mieli mnóstwo dzieci o czarnych oczach (jak moje niby,
      ale są piwne) i przeżyjemy razem sto lat.
      Potem M. jakoś nie szło z rozwodem - nie to, że nie chciał. Raczej bał się, że
      eksia, która też niby chciała się rozwieść, może w ostatniej chwili coś wywinąć
      i rozwód będzie z jego winy.
      Najlepiej byłoby, gdybym ja go rozwiodła i już.
      A potem - kiedyś już o tym pisałam.... Zastanawialiśmy się nad terminem ślubu,
      kiedy nagle przyszła propozycja wyjazdu za granicę. Już, zaraz.
      No to ślub, szybko - właściwie formalność. Przecież mieszkamy razem, nic się
      tak naprawdę nie zmieni.
      I coś się zmieniło.... Było tak jakoś ciepło, czule, blisko....
      Wracając do rema - wspólna przyszłość była "w temacie" od samego początku.
      zupełnie inaczej niż z exem - tem było jakieś takie "macanie", próbowanie -
      wyjdzie, nie wyjdzie.
      • ania_rosa Re: wspólne mieszkanie a ślub 23.05.05, 01:43
        Jestem chyba rekordzistką (przynajmniej do tej pory w tym wątku) jesli idzie o
        szybkość decyzji. Z Niemężem zamieszkałam po trzech miesiącach znajomości, co
        dziś wydaje mi się lekką głupotą. Na szczęście miałam szczęściewink
        Wychodziłam wtedy z założenia, że jako samotna matka nie zamierzam inwestować w
        wieloletni związek, który po latach może się okazać nieporozumieniem. Natomiast
        wspólne zamieszkanie wydawało mi się dobrym i w miarę szybkim probierzem. Jakby
        coś miało zgrzytać, to przekonam się o tym w ciągu mniej więcej roku, co
        oszczędzi mi czasu i złudzeń.
        Oczywiście moje rozumowanie można łatwo obalić, z czego zdaję sobie sprawę.
        Jakby ktoś wpadł na równie genialny pomysł, co ja wtedy, to odradzam przede
        wszytskim z uwagi na dziecko. Ja byłam chyba na tyle zakochana, że ten argument
        nie przyszedł mi do głowy. Tak że w sumie mieliśmy więcej szczęscia niż rozumu,
        ze nam się udało, że zaskoczyło i że poszło bezkolizyjnie jeśli chodzi o mojego
        syna. POnieważ jednak równie dobrze mogła wyjść z tego katastrofa, to nie
        polecam takich rozwiązań innym.
        Myślę jednak, że jeśli w grę nie wchodzą dzieci (tzn. wchodzą na przykład
        weekendowi pasierbowie) to szybkie zamieszkanie razem jest dobrym pomysłem. Jak
        nie wyjdzie- to oberwą po głowie tylko dorosli, a na nich rany goją się szybko.
        W każdym razie ma to ten plus, że błyskawicznie wiemy, czy coś z tego związku
        będzie w sensie długofalowym, czy też jest to wiele hałasu o nic.

        Jeśli idzie o wybór między "zmuszać", a "czekać aż sam dojrzeje" to najlepszym
        wyjściem wydaje mi się opcja pośrednia. Nie wiem, czy się ze mną zgodzicie, ale
        sądzę, że to co uchodzi na początku związku potem jest o wiele trudniej
        załatwić. Dlatego ja postawiłam sprawę jasno i zakomunikowałam, że wieloletnie
        konkubinaty mnie nie interesują. Gdybym teraz miała podchodzić do tematu ślubu
        to myślę, że miałabym z tym większe problemy. Uważam po prostu, że kwestie
        priorytetów najlepiej załatwić jak najwczesniej z uwagi na małe koszta własne,
        które rosną z czasem. Tak więc Niemąz miał pełną świadomośc moich planów
        prokreacyjnych, zyciowych i małżeńskich. Jego sprawą było, jak się do tego
        ustosunkuje. Gdyby wtedy się wycofał prawdopodobnie pogodziłabym się z tym
        łatwiej. Gdyby przyszło nam o tym dyskutować teraz, to byłoby mi o wiele
        trudniej pogodzić się z porazką- bo sporo zdążyłam już zainwestować w nasz związek.
        A jeśli idzie o mężczyzn po przejściach i ich stosunek do kolejnych małżeństw-
        jest chyba podobnie, jak z kobietami po przejściach. Z jednej strony większa
        ostrożnośc, z drugiej- większa determinacja do walki o związek. Kwestia tego, co
        przeważy szalę.

        Rosa
    • pom Re: wspólne mieszkanie a ślub 23.05.05, 09:45
      No to jeszcze ja.smile
      mieszkamy razem z M od ponad roku. Kwesie ślubu są mgliste i niezdeklarowane
      ostatecznie (termin, ect.), co nie przeszkadza nam mysleć o dzidzi w najblizszej
      przyszłości, planować wybudowanie wspólnego domu i tak dalej.

      Pewnie M za jakiś czas uznałby, że "mozna by". Prawdę mówiąc legalizacja związku
      sama w sobie nie jest dla mnie priorytetem wyższego rzędu.
      Śmieję się, że jak bedę chciała się z M chajtnąć, to sama Mu sie oświadczę.smile
    • balladynka Re: wspólne mieszkanie a ślub 23.05.05, 09:57
      My zamieszkaliśmy razem po dwóch latach bycia razem , bez specjalnych planów na
      przyszłość, tzn. ja te plany miałam jak najbardziej sprecyzowane tylko jakoś
      nie przyszło mi do głowy poinformować o tym M a teraz znacznie trudniej o tym
      rozmawiać, bo faceci, i pewnie szczególnie dotyczy to tych po przejściach, ale
      nie tylko, oni są ogólnie dość odporni czasami na większe deklaracje skoro
      dobrze jest jak jest. Z perspektywy czasu i obserwacji związków moich koleżanek
      nie zdecydowałabym się na ten krok właśnie bez jakichś konkretniejszych ustaleń
      co do przyszłości. Myślałam, że jestem taka nowoczesna i wszystko przyjdzie z
      czasem w sposób naturalny ale te prababki chyba wiedziały co robią dawkując
      umiejętnie i dozując napięciesmile

      Tak więc przed zamieszkaniem razem jak najbardziej wydaje mi się rozsądne
      pogadać i sprecyzować dalsze plany żeby obie strony miały jasność czego od
      siebie oczekują. Jednakże samo zamieszkanie przed ślubem polecam jak
      najbardziej bo nic tak nie pozwala poznać człowieka jak proza codzienności.
      Taki ostateczny sprawdzian.

      Pozdrawiam i życzę powodzenia!
    • yokono Re: wspólne mieszkanie a ślub 23.05.05, 13:49
      chyba jestem staroswiecka , bo zamieszkalismy razem dopiero po slubie.
      przed znalismy sie pol roku
    • capa_negra U mnie na odwrót 24.05.05, 12:17
      To mąz chciał slubu, a to on był ten z przeszłością ...
      Najpierw zamieszkaliśmy bez slubu u niego , a ja u siebie bywałam - podlac
      kwiatki, garderobę podmienić.... trwało to pół roku
      Potem zamieszkaliś my u mnie, a on wpadał do siebie - podlac kwiatki, garderobe
      podmienic....
      I zaczeło nas to męczyc.
      Postanowiliśmy na jednych wakacjach pobrac sie na wiosnę ( nastepna w domysle)
      ale bez ustalania terminu.
      On zlikwidowal swoje mieszkanie i całym dobrodzieństwem inwentarza wprowadził
      sie do mnie...
      I tak nam sie fajnie nastepne pół roku mieszkało....
      A potem zaczeły sie jaja .
      Impreza "u nas" to bylismy traktowani jak "rodzina" i niekomu nie wadziło, że
      razem jemy, razem spimy .., ale jak przychodziło gdzies oficjalnie jechac typu
      na Wszystkich Świetych to mój ojciec dostawał "małpiego rozumu" i zaczynał sie
      pytac : a J to w jakiej roli pojedzie...nie mąz, nawet nie nażeczony...
      I poszło...
      W grudniu zaręczyny, w kwietniu slub i dobrze, ze mąz z odzysku to przynajmniej
      nie musialm sie tłumaczyc czego kościelnego nie biore i czego firanki na głowe
      nie chce zakładac smile

      Mam nadzieje, że dziewczyny, które marzą o koscielnym wybacza mi te podłowate
      stwierdzenia, ale ogólnie jest wiadomym, ze ja jeśli chodzi o religie i wiare
      to niezazbytnio.
    • ashan Re: wspólne mieszkanie a ślub 24.05.05, 12:22
      zamieszkaliśmy razem po zaręczynach, po ustaleniu daty ślubu, głównie ze
      względu na dzieci. To mój mąż nalegał na szybki ślub, ja się nieopacznie
      zgodziłam i dalej już pooooszło smile
      a.
      • carmella Re: wspólne mieszkanie a ślub 24.05.05, 12:35
        zamieszkalam z M, bo mialo byc tak, ze jak sie juz przeniosle do niego (inne
        miasto) to potem bedzie ciag dalszy, slub. Wiele razy kiedys rozmawialismy o
        dzieciach (no przynajmniej o jednym dziecku)
        Ja weszlam w ten zwiazek bez przeszlosci, na tym, zeby miec rodzine bardzo mi
        zalezalo i dalej zalezy. niestety mijaja juz dwa lata i jakos zero powrotu do
        tematu. Moje napmykania na temat "i co dalej?" koncza sie odburknieciem, haslami
        typu "nie dzis" i tak w kolko.
        Powinnam chyba bardziej na powaznie wziazc sobie jego ulubione haselko "obiecac
        to nie grzech" do serca.
        teraz czeka mnie niestety powazna rozmowa, na ostrzu noza. A jak odpowiedzi
        dalej nie bedzie to niestety ciezka decyzja, co dalej...
    • golden_fish Re: wspólne mieszkanie a ślub 24.05.05, 12:59
      Dziewczyny, dziękuję Wam z całego serca za odpowiedzi. Ślub nie dla każdego
      jest ważny i niezbędny do szczęścia, ale dla mnie jest. Wychowałam się w
      rodzinie, gdzie nie było zdrad, awantur i rozwodów, a moim rodzice obchodzą w
      tym roku 37 rocznicę ślubu. Dlategoteż wierzę w instutycję małżenstwa,
      tymbardziej, że nie mam bagażu, w postaci nieudanego małżeństwa. Mój M,
      obiecuje mi ślub, dwa razy zabierał się za oświadczyny, ale stchórzył, bo się
      boi. Mam już dosyć randek, telefonów jego matki,która musi wiedzieć czy
      synusiowi, (który teoretycznie mieszka wciąż u niej) nic się stało, czy cały,
      czy dobre było itp. itd. Moi rodzice są raczej tradycjonalni i traktują M. jak
      jakiegoś mojego znajomego, bo to przecież nie rodzina. Każdy związek przechodzi
      etapy rozwoju i ja najwyraźniej dojrzałam, by ustabilizować mój z M. Skoro nie
      będzie chciał, to będę musiała z ciężkim sercem, ale się wycofać. Nie chcę
      stawiać mu ultimatum, ale sądzę iż, powinnam dyplomatycznie zapytać go co sądzi
      o naszej przyszłości. Konkubinat unieszczęśliwiłby mnie na wiele dłużej, niż
      czas żałoby po związku, który mi nie odpowiada z przyczyn zasadniczych.
      • carmella Re: wspólne mieszkanie a ślub 24.05.05, 14:07
        golden_fish napisała:

        > będę musiała z ciężkim sercem, ale się wycofać. Nie chcę
        > stawiać mu ultimatum, ale sądzę iż, powinnam dyplomatycznie zapytać go co sądzi
        >
        > o naszej przyszłości. Konkubinat unieszczęśliwiłby mnie na wiele dłużej, niż
        > czas żałoby po związku, który mi nie odpowiada z przyczyn zasadniczych.


        bedziesz umiala, bedziesz miala tyle sily?
        Skad ja wziazc??
        • golden_fish Re: wspólne mieszkanie a ślub 24.05.05, 15:08
          To co piszę dotyczy tylko, tych osób , ktore mają podejście do związków męsko-
          damskich takie jak ja. To proste. Jeśli nie szanujesz samej siebie, to nikt
          inny bardziej Ciebie nie uszanuje. Nic nie poradzę na to, że mam zasady i ich
          przestrzegam. Wole być sama, niż z niezdecydowanym facetem. Nie uznaję wersji
          erzac. Jeśli ma być nie to, nie tak, to po co w to gnać, iśc pod wiatr, gniazdo
          wić niby ptak,jeśli ma być nie tak ...
          • carmella Re: wspólne mieszkanie a ślub 24.05.05, 15:11
            golden_fish napisała:

            > To co piszę dotyczy tylko, tych osób , ktore mają podejście do związków męsko-
            > damskich takie jak ja. To proste. Jeśli nie szanujesz samej siebie, to nikt
            > inny bardziej Ciebie nie uszanuje. Nic nie poradzę na to, że mam zasady i ich
            > przestrzegam. Wole być sama, niż z niezdecydowanym facetem. Nie uznaję wersji
            > erzac. Jeśli ma być nie to, nie tak, to po co w to gnać, iśc pod wiatr, gniazdo
            >
            > wić niby ptak,jeśli ma być nie tak ...


            wiesz ja uznaje wersje zycia na kocia lape - jak ktos takl chce to prosze
            bardzo. mnie juz zaczyna to, no moz enie meczyc, po porstu czuje ze chce isc
            dalej, zawsze chcialam , mysle ze to juz TEN czas. A facet, nie wiem czego cche,
            bo rozmowy z nim to nie rozmowy (przynajmniej w tym temacie)
            ale z drugiej strony go kocham. I wiem, ze on tez mnie kocha.
            po prostu jak rozdzielic serce od rozumu??
            • golden_fish Re: wspólne mieszkanie a ślub 24.05.05, 15:28
              Trudno radzić, ustal sama z sobą co jest dla Ciebie ważne, czego pragniesz,
              czego oczekujesz od M. (najlepiej niczego, to się nie rozczarujeszsmile. Uruchom
              wyobraźnię, jak może wyglądać Wasz związek za 5 lat. Mnie taka terapia bardzo
              pomogła. Rzeczy nie zawsze są takimi, jak je widzimy.
              Pozdrawiam,
              Rybka
    • maja2611 Re: wspólne mieszkanie a ślub 24.05.05, 13:02
      Ostatnio poruszyłam ten temat... nie nachalnie, bez żadnych żądań... Chciałam
      tylko znać plany mojego M.... Nie było miło...Po dwóch latach znajomości, po
      pół roku mieszkania razem usłyszałam, że musi mnie lepiej poznać. Po tych
      wszystkich wcześniejszych słowach o miłości, uwielbieniu, przyjaźni jestem
      lekko "skołowana"... Nie jestem osoba zbyt wylewną, ale jesli mówię, że jest mi
      z kimś doskonale to tak poprostu jest i tak czuję... ale jak widac nie każdy ma
      takie podejście do wagi wypowiadanych słów. Przykre to wszystko...
      • milcha1 Re: wspólne mieszkanie a ślub 25.05.05, 20:13
        Po czterech miesiącach znajomości zamieszkaliśmy razem, po półtora roku
        mieszkania razem był ślub. Mój mąż był rozwodnikiem ale nie miał "wstrętu" do
        instytucji małżeństwa. Ślub był konsekwencją bycia razem.
    • golden_fish Do odważnych świat należy 30.05.05, 09:41
      Porozmawiałam z M., na początku był zaskoczony, zdziwiony, a potem zaraz się
      zdecydował i wygląda na najbardziej szczęśliwego faceta na świecie. Data
      jeszcze nie ustalona, ale pewnie za jakieś pół roku.
      • aga2811 Re: Do odważnych świat należy 30.05.05, 10:31
        Gratuluję decyzji. Ja próbuję od dłuższego czasu doprowadzić do tego by mój
        partner się oswiadczył i niestety powoli trace nadzieję. Chce być ze mną,chce
        dziecka (jestesmy w trakcie starań) ale ślubu nie chce, jak mówi na razie. Ja
        jednak bardzo tego potrzebuję...Jeszcze raz gratuluję. Pozdrawiam.
      • maja2611 Re: Do odważnych świat należy 30.05.05, 11:14
        no to gratuluję smile i nie ukrywam, że zazdroszczę troszkę... ja również
        dojrzałam do tego etapu, ale niestety sama...
    • ciemnanocka Re: wspólne mieszkanie a ślub 30.05.05, 11:14
      hmm, a ja powiedzialam, ze zamieszkam z nim dopiero po slubie...
      • milcha1 Re: wspólne mieszkanie a ślub 30.05.05, 17:48
        zawyżyłaś poprzeczkę. A dlaczego dopiero po ślubie?
        • carmella Re: wspólne mieszkanie a ślub 31.05.05, 17:42
          goldenka smile ja tez po rozmowie smile i jestem pozytywnie nastawiona smile
Pełna wersja