Dodaj do ulubionych

Pomóżcie, bo mnie szlag jasny trafi :( / dlugie

02.06.05, 15:10
Opisywałam kiedyś swoją historię - on 43 lata, ja - 30, jego dziecko - 23
lata. Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze.

Facet zarabia średnio, ja zarabiam średnio - razem mamy dużo jak na dwie
dorosłe osoby. To znaczy, tak mi się wydawało, że mamy. Jakieś kilka miesięcy
temu, mój pan dostał - nawet nie wiem czego - wyrzutów sumienia? Owe wyrzuty
skłaniają go do odpalania 1/4 (wersja oficjalna) pensji swojej córce. Wersja
nieoficjalna to tyle, że w połowie miesiąca kończy mu się kasa (po tym jak
zrobi ze mną zrzutkę na wynajęte mieszkanie) i jedynym zakupem sa papierosy i
jakieś drobne kwoty płacone kartą w markecie. Opłacenie rachunku na kwotę np.
300 zł traktowane jest w kategoriach nadludzkiego wyczynu. Szlag mnie trafia
z kilku powodów: on nawet nie raczył zapytać, czy NAS stać na taki spory i
dosyć regularny wydatek. Myśle, że nas nie stać, ale to jego dziecko, więc
niech płaci. Uświadomiło mi to, że zyjemy razem, ale obok siebie. Z drugiej
strony kazdy mój wydatek kończy się tym, że sobie odpuszczam, bo pod jego
argumentacją moja chęć zakupów topnieje. Od paru lat przekładam z miesiąca na
miesiąc kupno aparatu fotograficznego (może wymysł, ale mi zalezy),
zarabiając powyżej średniej krajowej jakieś dwa lata temu zapomniałam, co to
są "perfumy" itp. Myślę, że jego uciśnione dziecko, właśnie sobie
przypomniało (panna jest na utrzymaniu matki, dodatkowo normalnie pracuje, i
nieźle kosi ojca). Jeśli chodzi o wspólne wakacje - Sea odkłada (on nie ma z
czego, bo życie tyle kosztuje! to już było bezczelne sad, raty - Sea niech
weźmie, może zacznijmy odkładać na zakup mieszkania? "Ja nie mam z czego, ale
TY możesz". Zaczynam na niego patrzeć jak na kogoś całkiem pozbawionego
ambicji.

Kompletnie nie wiem, jak mam poruszyć ten temat. Jakakolwiek dyskusja na
temat kasy wywołuje burzę. Temat jego dziecka go dołuje, więc również go nie
ma. Mnie dołuje temat rachunków, które trzeba zapłacić. I dołuje mnie również
to, że na koniec miesiąca zostaje mi puste konto. Nie wiem co mam robić.
Facet zachowuje się w taki sposób, jakby mnie karał za to, że go wyciągnęłam
z ramion familii. Za lepszą praca też raczej sie nie rozejrzy. On problemu
nie widzi żadnego, ja czuję, że lada dzień wybuchnę. Gdyby to było małe
dziecko nie poruszałabym nawet tego tematu, ale ona jest niewiele młodsza ode
mnie, choć na tyle młodsza, żeby wyczaić, że jej się "należy" (mam młodszych
braci więc wiem, jak to działa). Czuję się jak stara złośliwa ciotka,
najgorsze jest to, że gdy się poznawaliśmy zachowywał się w stosunku do mnie
o 180% inaczej. Być może dlatego teraz tak boli.

Tylko błagam, niech nikt mi nie pisze, ze to jakaś konsekwencja brania sobie
na kark faceta z przychówkiem. Ja też jestem dzieckiem swoich rodziców, ale
kurcze mój ojciec nigdy nie dostawał takiej palmy, zeby mi oddawać połowę
zarobków. Jestem wstanie sie utrzymać sama, ale nie widze powodu, żeby
utrzymywać dorosłego faceta, bo on z kolei utrzymuje dorosłe dziecko.

Może napisałam nieskładnie, ale wszystko to, co na watrobie mi leży.

pozdrawiam i czekam na Wasze opinie...
Sea
Obserwuj wątek
      • sea_dog Re: Pomóżcie, bo mnie szlag jasny trafi :( / dlug 02.06.05, 15:28
        Próbowałam namówić go na wspólne oszczędzanie na trzecim koncie. Pomysł jednak
        upadł, gdyz stwierdził, że nie ma z czego odkładać (było to przed tym, zanim
        zaczął dawać pieniądze). Po tym więc, jak zaczął to swoiste "oszczędzanie"
        zrobiło mi się jakoś tak.... Może mam głupi charakter, ale jak ja zacznę
        wykładać tyle kasy, ile on, to włożymy zęby w ścianę. Głupio mi się przyznać,
        ale zarabiam więcej niż on. Czasem dużo więcej. Jemu jest chyba wygodnie.

        Odp na drugiego posta - to nie są alimenty, tylko taki dobrowolny datek.

        ashan napisała:

        > jedyny sposób to odłożenie na poczatku miesiąca takiej samej kwoty przez Was
        > obydwoje na wspólne życie, reszta Twoich pieniędzy pozostaje na Twoim koncie
        i
        > tyle. Trudne to i wymaga zaciśnięcia zębów, ale to chyba jedyne wyjście.
        > a.
          • sea_dog Re: Pomóżcie, bo mnie szlag jasny trafi :( / dlug 02.06.05, 15:34
            No właśnie tak robimy, - każde z nas robi z kasą co chce. On głównie finansuje
            córkę, a ja marzę o butelce perfum. Wiesz, co jest najgorsze? Ze chyba jak
            sporej części kobiet starszy wiek faceta pomylił mi się z takimi cechami jak
            odpowiedzialność, opiekuńczość, zaradność itp. Jedna wielka kupa z tego
            wychodzi.

            e_r_i_n napisała:

            > To nie oszczedzajcie na trzecim koncie, tylko z niego finansujcie zycie -
            tzn.
            > wplacacie tam na poczatku miesiaca kase na mieszkanie, jedzenie i juz. A co
            > zrobicie z reszta (on swoja, Ty swoja, to juz Wasza sprawa). Moze gdy
            > stwierdzi, ze nie ma na jedzenie, to sie opamieta.
              • sea_dog Re: Pomóżcie, bo mnie szlag jasny trafi :( / dlug 02.06.05, 15:39
                Ja mu nie mówię o tej córce, tzn dawno przestałam, bo boję się, że on mi coś
                wygarnie (nie wiem co, po prostu coś) i wogóle nie będę wiedzieć ile jej daje.
                Ale masz rację, kupię sobie te cholerne perfumy.

                e_r_i_n napisała:

                > No to dlaczego sobie tej butelki perfum nie kupisz? A na wyrzuty reaguj tak,
                > jak on na Twoje uwagi na temat 'prezentu' dla córki.
                • jayin Re: Pomóżcie, bo mnie szlag jasny trafi :( / dlug 02.06.05, 15:40
                  sea_dog napisała:

                  > Ja mu nie mówię o tej córce, tzn dawno przestałam, bo boję się, że on mi coś
                  > wygarnie (nie wiem co, po prostu coś) i wogóle nie będę wiedzieć ile jej daje.
                  > Ale masz rację, kupię sobie te cholerne perfumy.

                  smile
                  KUP.
                  I postaw W BARDZO WIDOCZNYM miejscu.
                  • done2 Re: Pomóżcie, bo mnie szlag jasny trafi :( / dlug 02.06.05, 15:44
                    A najlepiej idź na 2 miesiące na dietę (a przynajmniej tak mu powiedz). W
                    markecie kup trochę sucharkó i sałatę. Jak on coś chce lepszego (mięsko) niech
                    kupuje sam. Żeby go nie "urazić" powiedz, że nie kupisz mu "przy okazji" bo
                    jesteś zbyt głodna na tej diecie i będzie to dla Ciebie męczące.
                    W międzyczasie - jeśli jesteś szczupłą osobą - przekąszaj coś "na mieście".
                    Nie daj się kobieto i grzej po te perfumy!!!
                    • sea_dog Re: Pomóżcie, bo mnie szlag jasny trafi :( / dlug 02.06.05, 15:51
                      smile tak też kiedyś zrobiłam (faktycznie mam na czym usiąść, więc było
                      uzasadnienie) ale i tak się zgięłam przy kasie, i do kiełkow poszła połowa
                      sklepu smile

                      done2 napisała:

                      > A najlepiej idź na 2 miesiące na dietę (a przynajmniej tak mu powiedz). W
                      > markecie kup trochę sucharkó i sałatę. Jak on coś chce lepszego (mięsko)
                      niech
                      > kupuje sam. Żeby go nie "urazić" powiedz, że nie kupisz mu "przy okazji" bo
                      > jesteś zbyt głodna na tej diecie i będzie to dla Ciebie męczące.
                      > W międzyczasie - jeśli jesteś szczupłą osobą - przekąszaj coś "na mieście".
                      > Nie daj się kobieto i grzej po te perfumy!!!
        • jayin Re: Pomóżcie, bo mnie szlag jasny trafi :( / dlug 02.06.05, 15:39
          sea_dog napisała:

          > Próbowałam namówić go na wspólne oszczędzanie na trzecim koncie. Pomysł jednak upadł, gdyz stwierdził, że nie ma z czego odkładać (było to przed tym, zanim zaczął dawać pieniądze). Po tym więc, jak zaczął to swoiste "oszczędzanie" zrobiło mi się jakoś tak.... Może mam głupi charakter, ale jak ja zacznę wykładać tyle kasy, ile on, to włożymy zęby w ścianę. Głupio mi się przyznać, ale zarabiam więcej niż on. Czasem dużo więcej. Jemu jest chyba wygodnie.

          Mhm...
          to moze w druga strone - jak pisalam. Tyle ile on daje corce - tyle samo odkladaj TYLKO DLA SIEBIE. i wydawaj TYLKO NA SIEBIE. A to co ci zostanie wrzucaj do wspolnego "worka" domowego - nadal to bedzie wiecej niz on da na dom wprawdzie - ale tak czasem bywa - ze jedno zarabia wiecej w domu, drugie mniej - i nikt nikomu nie wypomina (najczesciejsuspicious) ile kto daje na dom, bo daje tyle ile ma.

          Potraktuj ta sume "na corke" jako jego "wydatki na przyjemnosci". I na swoje konto wrzucaj co miesiac tyle samo. Na twoje przyjemnosci. Tak chyba najzdrowiej i nie bedziesz sie czula "pokrzywdzona".

          J.

          • sea_dog jayin 02.06.05, 15:41
            To naprawdę bardzo dobry pomysł smile Naprawdę. Bo masz rację - ja czuję się
            pokrzywdzona. Zupełnie jak dziecko.

            jayin napisała:

            > sea_dog napisała:
            >
            > > Próbowałam namówić go na wspólne oszczędzanie na trzecim koncie. Pomysł j
            > ednak upadł, gdyz stwierdził, że nie ma z czego odkładać (było to przed tym,
            za
            > nim zaczął dawać pieniądze). Po tym więc, jak zaczął to
            swoiste "oszczędzanie"
            > zrobiło mi się jakoś tak.... Może mam głupi charakter, ale jak ja zacznę
            wykład
            > ać tyle kasy, ile on, to włożymy zęby w ścianę. Głupio mi się przyznać, ale
            zar
            > abiam więcej niż on. Czasem dużo więcej. Jemu jest chyba wygodnie.
            >
            > Mhm...
            > to moze w druga strone - jak pisalam. Tyle ile on daje corce - tyle samo
            odklad
            > aj TYLKO DLA SIEBIE. i wydawaj TYLKO NA SIEBIE. A to co ci zostanie wrzucaj
            do
            > wspolnego "worka" domowego - nadal to bedzie wiecej niz on da na dom
            wprawdzie
            > - ale tak czasem bywa - ze jedno zarabia wiecej w domu, drugie mniej - i nikt
            n
            > ikomu nie wypomina (najczesciejsuspicious) ile kto daje na dom, bo daje tyle ile ma
            > .
            >
            > Potraktuj ta sume "na corke" jako jego "wydatki na przyjemnosci". I na swoje
            ko
            > nto wrzucaj co miesiac tyle samo. Na twoje przyjemnosci. Tak chyba
            najzdrowiej
            > i nie bedziesz sie czula "pokrzywdzona".
            >
            > J.
            >
            • jayin Re: jayin 02.06.05, 15:49
              sea_dog napisała:

              > To naprawdę bardzo dobry pomysł smile Naprawdę. Bo masz rację - ja czuję się
              > pokrzywdzona. Zupełnie jak dziecko.

              Wiem. Też bym była.
              Dasz radę. Jak facet nie słucha, to trzeba go sposobem...wink
    • done2 Re: Pomóżcie, bo mnie szlag jasny trafi :( / dlug 02.06.05, 15:28
      Czyli co, macie wspólną kasę czy oddzielną. Jeżeli wspólną - to dawaj do
      spólnego worka tyle, ile Twój M. Za resztę - kupuj perfumy. Jeżeli oddzielną -
      to od połowy miesiąca nie pomagaj mu w zakupach! Wtedy sam stwierdzi że musi
      inaczej rozłożyć kasę. Moim zdaniem nie masz obowiązku pracować na 23-letnią,
      pracującą kobietę.
      • mikawi Re: Pomóżcie, bo mnie szlag jasny trafi :( / dlug 02.06.05, 15:36
        dokładnie tak - przez 2-3 miesiące zapisuj wasze wydatki - zrób rubryki typu -
        mieszkanie, rachunek taki, śmaki i owaki, jedzenie, środki czystości,
        komunikacja, prasa i na co tam jeszcze wydajecie - mam na myśli STAŁE wydatki.
        Potem mu to pokaż i powiedz że chyba uczciwe by bylo gdybyście dzielili się
        kosztami WASZEGO utrzymania po połowie. Czyli wychodzi kwota x którą i ty i on
        przelewacie na początku miesiąca na wspólne konto. Z reszty która każdemu was
        zostanie ty finansujesz swój aparat, on swoją córkę.
      • sea_dog Re: Pomóżcie, bo mnie szlag jasny trafi :( / dlug 02.06.05, 15:38
        Nie mamy wspólnej kasy. Na początku miesiąca robimy zrzutkę na mieszkanie,
        kiedyś robiliśmy na raty. Chodząc do sklepu raz płaciłam ja, raz on. I to BYŁO
        OK. Ja mu nie zaglądałam do portfela, a on mnie. Jednak z każdym miesiącem jest
        coraz gorzej. Mieszkanie tak, ale rachunki już BE. Sklep - do 50 dych on,
        powyżej ja ( a już zwłaszcza, jak wybije na kasie dwie stówy). Jezu, nie
        przypuszczałam, że to napiszę!!!!!!!!! Nie potrafię pogodzić się z jego .... no
        właśnie - z czym? Brakiem zaradności? Gestem?

        done2 napisała:

        > Czyli co, macie wspólną kasę czy oddzielną. Jeżeli wspólną - to dawaj do
        > spólnego worka tyle, ile Twój M. Za resztę - kupuj perfumy. Jeżeli oddzielną -

        > to od połowy miesiąca nie pomagaj mu w zakupach! Wtedy sam stwierdzi że musi
        > inaczej rozłożyć kasę. Moim zdaniem nie masz obowiązku pracować na 23-letnią,
        > pracującą kobietę.
        • jayin Re: Pomóżcie, bo mnie szlag jasny trafi :( / dlug 02.06.05, 16:06
          sea_dog napisała:

          > Nie mamy wspólnej kasy. Na początku miesiąca robimy zrzutkę na mieszkanie,
          > kiedyś robiliśmy na raty. Chodząc do sklepu raz płaciłam ja, raz on. I to BYŁO OK. Ja mu nie zaglądałam do portfela, a on mnie. Jednak z każdym miesiącem jest coraz gorzej. Mieszkanie tak, ale rachunki już BE. Sklep - do 50 dych on,
          > powyżej ja ( a już zwłaszcza, jak wybije na kasie dwie stówy). Jezu, nie
          > przypuszczałam, że to napiszę!!!!!!!!! Nie potrafię pogodzić się z jego .... no właśnie - z czym? Brakiem zaradności? Gestem?

          ... BRAKIEM PROPORCJI?
          W wydawaniu na "swoje sprawy" (córka) a na "wasze sprawy" (dom i życie).
    • sea_dog Re: Pomóżcie, bo mnie szlag jasny trafi :( / dlug 02.06.05, 15:31
      No właśnie - to o nim chyba dobrze świadczy, powinnam się cieszyć, ale jakoś
      się nie cieszę. Problem w tym, ze jak zrobię tak jak piszesz, to wyjdę na
      materialistkę, taką jak wszystkie baby itp itd. Zeby było jasne - nie mam
      problemu z kasą, nie jestem dusigroszem, jestem w pełni niezależna. Tylko ta
      niezależność zamienia się w zależność od jego gestu. Nie chcę zeby wyszło, że
      chodzi mi tylko o pieniądze. Jak zaczynam temat oszczędzania, to on się robi
      nerwowy "to oszczędzajmy! zacznijmy jesć, to co wszyscy, zadnych wakacji" i
      robi mi się głupio.

      ciemnanocka napisała:

      > Ja mam wspanialy sposob, ale niestety wymaga nieco wysilku.
      > zapisuj przez kilka miesiecy w excelu dokladnie wszystko na co wydajesz kase.
      > i zapisuj to na co on wydaje.
      > a potem przedstaw mu - nie zlosliwie, ale obiektywnie, ze jest wam ciezko...
      > moze wyjdzie?
      >
      > kiedys moj M mial strasznie ciezka sytuacje materialna i do dzis wszystko
      > zapisuje. na poczatku sie z tego smialamsmile ale to nie ma w zasadzie na celu
      > ograniczenia wydatkow, a kontroli nad tymi wydatkami. powiem Ci, ze tak
      > naprawde czlowiek sobie nie zdaje sprawy...
      > ja tez zapisywalam kazde glupie 50 groszy. i zbiera sie ach zbierasad
      > musisz z nim pogadac.
      > ale jak wiemy - faceci jezeli chodzi o dzieci sa niereformowalnisad ale
      niestety
      >
      > moze to o nich dobrze swiadczy.
      • jayin Re: Pomóżcie, bo mnie szlag jasny trafi :( / dlug 02.06.05, 15:47
        sea_dog napisała:

        > No właśnie - to o nim chyba dobrze świadczy, powinnam się cieszyć, ale jakoś
        > się nie cieszę.

        Dobrze o nim świadczy jako o OJCU. Może przesadza z tą dobrocią, ale jako OJCIEC jest dla córki więcej niż OK w takiej sytuacji. Ale jak świadczy to o nim jako o partnerze twoim?... Może dlatego się nie cieszysz...


        > Problem w tym, ze jak zrobię tak jak piszesz, to wyjdę na
        > materialistkę, taką jak wszystkie baby itp itd. Zeby było jasne - nie mam
        > problemu z kasą, nie jestem dusigroszem, jestem w pełni niezależna. Tylko ta
        > niezależność zamienia się w zależność od jego gestu. Nie chcę zeby wyszło, że
        > chodzi mi tylko o pieniądze. Jak zaczynam temat oszczędzania, to on się robi
        > nerwowy "to oszczędzajmy! zacznijmy jesć, to co wszyscy, zadnych wakacji" i
        > robi mi się głupio.

        Emocjonalny szantażyk?smile cos w stylu: "A idź sobie z kolegami na to piwo, a mnie zostaw samą, BIEDNĄ, SMUTNĄ, POZOSTAWIONĄ NA ŁASCE LOSU w domu... A idź, a co! NIE ZABRANIAM CI!!" smile ?

        Niech ci nie będzie głupio. Zapewniam cię, że teraz tak mówi, bo to on wydaje na to co chce swoje pieniadze i nie liczy sie tak z wydatkami na dom. Gdyby to on mial w lwiej czesci dom utrzymywa c - tak jak ty teraz, a ty bys wydawala 1/4 pensji na cos, na co masz ochote albo kaprys, albo nie wiem... na działalnosc charytatywną.. albo bys dawala swoim rodzicom... to nie byłby już taki "hej do przodu" i pewnie by z kolei narzekał, że jestes malo oszczedna, ze wydajesz nie wiadomo po co, ze utrzymujesz kogos, zamiast utrzymywac wasz dom, ze jestes nieodpowiedzialna i w ogole on ma dosc i masz to zmienic..
        smile
        I podejrzewam, ze jemu by wcale glupio nie bylo wtedy.

        A facet jak mowi: "jestes taka sama jak wszystkie baby" - tzn, ze nie ma rozsadnych argumentowtongue_outPP A jaka masz byc? JAK WSZYSCY MĘŻCZYZNI?... Ech, ech... Ci meNSZczyźni..wink
        • sea_dog Re: Pomóżcie, bo mnie szlag jasny trafi :( / dlug 02.06.05, 15:54
          Kiedyś, zanim zaczęłam porządnie zarabiać, miałąm ładnych parę lat finansowego
          doła. Zostało mi takie przyzwyczajenie "nie wydawać na zbytki, bo będzie
          problem" i "czyszczenie co miesiąc konta do zera to normalka". Nie wydaję więc
          na siebie zbyt dużo (wyrzuty sumienia), i nie czuję się dziwnie wydajac całą
          kase z konta (to znaczy czuje sie dziwnie potem). Jak wydaję na NAS wydaje mi
          się to takie oczywiste. A potem cholera mnie bierze.

          jayin napisała:

          > sea_dog napisała:
          >
          > > No właśnie - to o nim chyba dobrze świadczy, powinnam się cieszyć, ale ja
          > koś
          > > się nie cieszę.
          >
          > Dobrze o nim świadczy jako o OJCU. Może przesadza z tą dobrocią, ale jako
          OJCIE
          > C jest dla córki więcej niż OK w takiej sytuacji. Ale jak świadczy to o nim
          jak
          > o o partnerze twoim?... Może dlatego się nie cieszysz...
          >
          >
          > > Problem w tym, ze jak zrobię tak jak piszesz, to wyjdę na
          > > materialistkę, taką jak wszystkie baby itp itd. Zeby było jasne - nie mam
          >
          > > problemu z kasą, nie jestem dusigroszem, jestem w pełni niezależna. Tylko
          > ta
          > > niezależność zamienia się w zależność od jego gestu. Nie chcę zeby wyszło
          > , że
          > > chodzi mi tylko o pieniądze. Jak zaczynam temat oszczędzania, to on się r
          > obi
          > > nerwowy "to oszczędzajmy! zacznijmy jesć, to co wszyscy, zadnych wakacji"
          > i
          > > robi mi się głupio.
          >
          > Emocjonalny szantażyk?smile cos w stylu: "A idź sobie z kolegami na to piwo, a
          mni
          > e zostaw samą, BIEDNĄ, SMUTNĄ, POZOSTAWIONĄ NA ŁASCE LOSU w domu... A idź, a
          co
          > ! NIE ZABRANIAM CI!!" smile ?
          >
          > Niech ci nie będzie głupio. Zapewniam cię, że teraz tak mówi, bo to on wydaje
          n
          > a to co chce swoje pieniadze i nie liczy sie tak z wydatkami na dom. Gdyby to
          o
          > n mial w lwiej czesci dom utrzymywa c - tak jak ty teraz, a ty bys wydawala
          1/4
          > pensji na cos, na co masz ochote albo kaprys, albo nie wiem... na
          działalnosc
          > charytatywną.. albo bys dawala swoim rodzicom... to nie byłby już taki "hej
          do
          > przodu" i pewnie by z kolei narzekał, że jestes malo oszczedna, ze wydajesz
          nie
          > wiadomo po co, ze utrzymujesz kogos, zamiast utrzymywac wasz dom, ze jestes
          ni
          > eodpowiedzialna i w ogole on ma dosc i masz to zmienic..
          > smile
          > I podejrzewam, ze jemu by wcale glupio nie bylo wtedy.
          >
          > A facet jak mowi: "jestes taka sama jak wszystkie baby" - tzn, ze nie ma
          rozsad
          > nych argumentowtongue_outPP A jaka masz byc? JAK WSZYSCY MĘŻCZYZNI?... Ech, ech... Ci
          m
          > eNSZczyźni..wink
          >
          • jayin Re: Pomóżcie, bo mnie szlag jasny trafi :( / dlug 02.06.05, 16:05
            sea_dog napisała:

            > Kiedyś, zanim zaczęłam porządnie zarabiać, miałąm ładnych parę lat
            > finansowego doła. Zostało mi takie przyzwyczajenie "nie wydawać na zbytki, bo > będzie problem" i "czyszczenie co miesiąc konta do zera to normalka". Nie
            > wydaję więc na siebie zbyt dużo (wyrzuty sumienia), i nie czuję się dziwnie
            > wydajac całą kase z konta (to znaczy czuje sie dziwnie potem).

            Ja najpierw mialam niezla prace, potem zrobil sie dol, ktorego do niedawna mialam. Teraz powoli wychodze...smile I tez mam to przyzwyczajenie.

            > Jak wydaję na NAS wydaje mi się to takie oczywiste. A potem cholera mnie
            > bierze.

            Dla mnie tez oczywiste jest, ze jak mam kasę, to idę i kupuję, co chcę i co - jak mysle - chcialby miec/zjeść/obejrzeć moj mężczyzna. Normalne i ludzkie. Myslisz o kims w kategorii: "jest ze mną, zadbam o niego tak jak o siebie" - i nie wyliczasz mu co i na co wydajesz dla niego. A potem robi sie dziwnie, jak stwierdzasz, ze nie otrzymujesz od niego tego samego w zamian... I że on woli wydac pieniadze na swoje "widzimisię", a na wspolne zycie mu potem brakuje... Tak jakby bylo to malo wazne i nie czulby sie odpowiedzialny az tak za to...

            A niech by dawał córce i 20 000 miesięcznie. Fajnie. Ślicznie. Ale niech jest w stanie poza tym utrzymwac wraz z toba wasz wspolny dom i nie "wisiec" na twoim portfelu, tylko dlatego, ze swoje "juz wydal" na cos nie zwiazanego z wami i na dobra sprawe - nie będącego koniecznością (gdyby jego córka potrzebowala pieniedzy bo nie ma pracy, nie ma gdzie mieszkac, jest chora, albo chce pozyczyc kase - OK.. Ale w tej sytuacji... NIE OK.)
            • sea_dog Re: Pomóżcie, bo mnie szlag jasny trafi :( / dlug 02.06.05, 16:12
              wyjęłaś mi to z ust, naprawdę. Niech jej kupi złoty pałac, naprawdę jest mi to
              obojetne. Tylko niech się poczuwa.

              Mądre z Was kobiety, od razu mi lepiej, dzięki smile

              jayin napisała:

              > >
              > A niech by dawał córce i 20 000 miesięcznie. Fajnie. Ślicznie. Ale niech jest
              w
              > stanie poza tym utrzymwac wraz z toba wasz wspolny dom i nie "wisiec" na
              twoim
              > portfelu, tylko dlatego, ze swoje "juz wydal" na cos nie zwiazanego z wami i
              n
              > a dobra sprawe - nie będącego koniecznością (gdyby jego córka potrzebowala
              pien
              > iedzy bo nie ma pracy, nie ma gdzie mieszkac, jest chora, albo chce pozyczyc
              ka
              > se - OK.. Ale w tej sytuacji... NIE OK.)
              >
              >
              >
              >
    • jayin Re: Pomóżcie, bo mnie szlag jasny trafi :( / dlug 02.06.05, 15:35
      sea_dog napisała:

      > Tylko błagam, niech nikt mi nie pisze, ze to jakaś konsekwencja brania sobie
      > na kark faceta z przychówkiem. Ja też jestem dzieckiem swoich rodziców, ale
      > kurcze mój ojciec nigdy nie dostawał takiej palmy, zeby mi oddawać połowę
      > zarobków. Jestem wstanie sie utrzymać sama, ale nie widze powodu, żeby
      > utrzymywać dorosłego faceta, bo on z kolei utrzymuje dorosłe dziecko.

      Może powiedz mu, że od dziś macie w takim razie osobną kasę. I już. Skoro swoich wydatków na taką skalę, jak 1/4 pensji nie konsultuje z tobą, to wspólne mieszkanie razem to raczej współlokatorskie jest, nie partnerskie. Nie widzę powodu więc, żebyś ty musiała konsultować z nim swoje wydatki - odkładaj więc sobie 1/4 tego co ty zarabiasz, albo tyle samo, co on daje córce - na SWOJE KONTO odkładaj i niech to się nie wlicza do budzetu domowego. Ja tak bym zrobiła na twoim miejscu. A za to co zostaje - żyjecie caly miesiąc. To, co sobei odlozysz - wydawaj TYLKO na siebie - kup sobie w koncu ten aparat i perfumy. Nie wyobrazam sobie, zeby zarabiajac dosc dobrze, nie stac mnie bylo na moje własne przyjemnosci, bo w domowym budzecie malo pieneidzy sie robi i musze z tego co ja zarbioe dokladac lwią część do utrzymania faceta - dlatego, że moj facet oddaje swoje pieniadze dorosłemu dziecku, w ktorego wieku ja studiowalam i pracowalam jednoczesnie i do glowy by mi nie przyszlo, zeby ciagnac kase od rodzicow - chociaz, nie ukrywam, byloby to bardzo wygodnesmile

      Alimenty - to jedna sprawa. Gdyby M placil alimenty, dziecko by naprawde trzeba bylo utrzymywac, bo samo nie daje rady - i z tego powodu musialby oddac np. polowe tego co zarabia - to ja nie mam nic przeciwko temu, zeby za moje pieniadze utrzymywac dom nasz wspolny. Wtedy OK. Ale dawanie takiej "pensji" dorosłej pannie, ktora z tego co rozumiem nie jest chora, albo nie ma niczego co by jej uniemozliwialo prace, czy dorabianie gdziekolwiek na wlasne potrzeby
      (argument: "o prace nie jest tak latwo!" jest mi dobrze znany i duzo w tym prawdy, jesli chodzi o prace na etat, ale po pierwsze: trzeba szukac tej pracy i jak nie ma tej wymarzonej, to starac sie robic cos innego, zeby sie utrzymac, albo - jak faktycznie nie mozna pracy znalezc - to nie mozna zyc ponad stan - swoj - i trzeba ograniczyc potrzeby do minimum, po prostu... przyjemnosci tez:])

      Rozumiem - podrzucic corce - nawet doroslej - czasem troche kasy, jak rodzicow stac. To jest OK. Ale regularne wpływy na konto...? Bez przesadyzmususpicious Pomijajac, ze to mało wychowawcze i rozleniwia taką dziewczynę, bo ma swiadomosc, ze nie musi pracowac, bo "rodzice dadzą pieniążki"...

      Jasne, że najlepiej by było mieć partnerstwo i w życiu i finansach - ale jak nie ma, to trzeba chłopa otrzeźwić odcieciem dopływu 1/4 twoich pieniedzy i albo mu się odmieni, albo nie - jak ty bedziesz miala na swoje przyjemnosci albo oszczednosci, a on nie.
      I nie dalabym sie w takiej sytuacji "wkręcić" w jakies kredyty.. Bo pewnie i tak sama bedziesz je splacac...
      • sea_dog Re: Pomóżcie, bo mnie szlag jasny trafi :( / dlug 02.06.05, 15:50
        Rozmowa o pieniądzach jest naprawdę bardzo trudna. Nawet pisząc o tym Wam
        tutaj, czuje sie jak podła materialsityczna swinka. Cały problem wynika chyba z
        tego, że nie tyle, że MAMY wspólna kasę i on ją trwoni, ale z tego, że jej NIE
        MAMY. On chyba uważa, że ja zawsze mam, albo że powinnam mieć. Jak tak o tym
        myślę - on nie też nie jest sknerą, i chętnie się dzieli, tylko ostatnio jakoś
        opornie mu to idzie.
        Córka studiuje zaocznie i płatnie. Śmieszne, ale jeszcze nie tak dawno, obie
        studowałyśmy płatnie. Tylko mój wydatek na czesne, to był mój wydatek, a jej -
        chyba nasz. Było mi jej szkoda (ja w jej wieku tez zachrzaniałam) bo wiem, ile
        się trzeba natyrać mając dzieścia lat, żeby zarobić na szkołę. Zgubiła mnie
        chyba zbytnia empatia. Jest śmiesznie - wziął sobie babę niewiele starszą od
        dziecka (chyba nawet mamy wspólnych znajomych z uczelni), i problemów jednej
        nie dostrzega, tylko dlatego, ze ta nie mówi o nich głośno.

        jayin napisała:

        > sea_dog napisała:
        >
        > > Tylko błagam, niech nikt mi nie pisze, ze to jakaś konsekwencja brania so
        > bie
        > > na kark faceta z przychówkiem. Ja też jestem dzieckiem swoich rodziców, a
        > le
        > > kurcze mój ojciec nigdy nie dostawał takiej palmy, zeby mi oddawać połowę
        >
        > > zarobków. Jestem wstanie sie utrzymać sama, ale nie widze powodu, żeby
        > > utrzymywać dorosłego faceta, bo on z kolei utrzymuje dorosłe dziecko.
        >
        > Może powiedz mu, że od dziś macie w takim razie osobną kasę. I już. Skoro
        swoic
        > h wydatków na taką skalę, jak 1/4 pensji nie konsultuje z tobą, to wspólne
        mies
        > zkanie razem to raczej współlokatorskie jest, nie partnerskie. Nie widzę
        powodu
        > więc, żebyś ty musiała konsultować z nim swoje wydatki - odkładaj więc sobie
        1
        > /4 tego co ty zarabiasz, albo tyle samo, co on daje córce - na SWOJE KONTO
        odkł
        > adaj i niech to się nie wlicza do budzetu domowego. Ja tak bym zrobiła na
        twoim
        > miejscu. A za to co zostaje - żyjecie caly miesiąc. To, co sobei odlozysz -
        wy
        > dawaj TYLKO na siebie - kup sobie w koncu ten aparat i perfumy. Nie wyobrazam
        s
        > obie, zeby zarabiajac dosc dobrze, nie stac mnie bylo na moje własne
        przyjemnos
        > ci, bo w domowym budzecie malo pieneidzy sie robi i musze z tego co ja
        zarbioe
        > dokladac lwią część do utrzymania faceta - dlatego, że moj facet oddaje swoje
        p
        > ieniadze dorosłemu dziecku, w ktorego wieku ja studiowalam i pracowalam
        jednocz
        > esnie i do glowy by mi nie przyszlo, zeby ciagnac kase od rodzicow - chociaz,
        n
        > ie ukrywam, byloby to bardzo wygodnesmile
        >
        > Alimenty - to jedna sprawa. Gdyby M placil alimenty, dziecko by naprawde
        trzeba
        > bylo utrzymywac, bo samo nie daje rady - i z tego powodu musialby oddac np.
        po
        > lowe tego co zarabia - to ja nie mam nic przeciwko temu, zeby za moje
        pieniadze
        > utrzymywac dom nasz wspolny. Wtedy OK. Ale dawanie takiej "pensji" dorosłej
        pa
        > nnie, ktora z tego co rozumiem nie jest chora, albo nie ma niczego co by jej
        un
        > iemozliwialo prace, czy dorabianie gdziekolwiek na wlasne potrzeby
        > (argument: "o prace nie jest tak latwo!" jest mi dobrze znany i duzo w tym
        pra
        > wdy, jesli chodzi o prace na etat, ale po pierwsze: trzeba szukac tej pracy i
        j
        > ak nie ma tej wymarzonej, to starac sie robic cos innego, zeby sie utrzymac,
        al
        > bo - jak faktycznie nie mozna pracy znalezc - to nie mozna zyc ponad stan -
        swo
        > j - i trzeba ograniczyc potrzeby do minimum, po prostu... przyjemnosci tez:])
        >
        > Rozumiem - podrzucic corce - nawet doroslej - czasem troche kasy, jak
        rodzicow
        > stac. To jest OK. Ale regularne wpływy na konto...? Bez przesadyzmususpicious Pomij
        > ajac, ze to mało wychowawcze i rozleniwia taką dziewczynę, bo ma swiadomosc,
        ze
        > nie musi pracowac, bo "rodzice dadzą pieniążki"...
        >
        > Jasne, że najlepiej by było mieć partnerstwo i w życiu i finansach - ale jak
        ni
        > e ma, to trzeba chłopa otrzeźwić odcieciem dopływu 1/4 twoich pieniedzy i
        albo
        > mu się odmieni, albo nie - jak ty bedziesz miala na swoje przyjemnosci albo
        osz
        > czednosci, a on nie.
        > I nie dalabym sie w takiej sytuacji "wkręcić" w jakies kredyty.. Bo pewnie i
        ta
        > k sama bedziesz je splacac...
        >
        >
        • jayin Re: Pomóżcie, bo mnie szlag jasny trafi :( / dlug 02.06.05, 15:58
          sea_dog napisała:

          > Rozmowa o pieniądzach jest naprawdę bardzo trudna. Nawet pisząc o tym Wam
          > tutaj, czuje sie jak podła materialsityczna swinka.

          Wiesz, dla mnie rozmowy o pieniądzach są ZAWSZE trudne. Bo ja nie lubie o pieniadzach rozmawiac. BARDZO NIE LUBIEsmile Chyba, ze z panią z Banku, ktora ma mi wyplacic z konta np. ładną sumkę wink))

          Tzn. o sprawach materialnych - spokojnie. Nie mam oporow. Bo wtedy np. wiem ze mowie o MOICH PIENIADZACH. Ale jesli w gre wchodzi "wspolne zycie" i "wspolna kasa" - i mam sie wypowiadac na temat CZYICHS pieniedzy pod kątem MOICH potrzeb - to nie potrafie. Tez mam taka blokade: "nie być materialistyczną świnią". Ale chyba to aż przesada i wyolbrzymiam to. Ale nie potrafie inaczej... No, NIE UMIEM i juz. Jakbym musiala prosic faceta o pieniadze na cos co chcialabym kupic, to chyba wolalabym pozyczyc od sasiada... Albo gdybym miala z nim zaczac rozmowe o tym, ile i na co on konkretnie wydaje i mowic mu co ma robic ze swoimi pieniedzmi... Ja srednio jestem przyzwyczajona do "wspolnego gospodarowania" - bo zwykle sama zarabiałam i sama wydawałam i zwykle osobna kasa była... Nawyk taki mam do dzis... wiec rozumiem cie doskonale w tym wzgledziesmile

          > i problemów jednej
          > nie dostrzega, tylko dlatego, ze ta nie mówi o nich głośno.

          ...a jak będziesz milczec, to ktoregos dnia i tak nie wytrzymasz i za rok, dwa.. wiecej.. wygarniesz mu prosto z mostu to wszystko... i on bedzie wielce zdziwiony, ze "przeciez wtedy ci to nie przeszkadzalo???"suspicious Lepiej mowic. Od razu. Nawet jak rozmowy sa trudne - to trzeba. Najlepiej na poczatku. Ustalic zasady. Ja tak robie. A jak zasady sie zmieniaja - to tez trzeba rozmawiac. Stawianie kogos przed faktem dokonanym jest... nie fair. Szczegolnie w finansach.
    • bet66 Pieniądze poróżniły już 02.06.05, 15:48
      niejednego.
      Nie dyskutuj z nim na ten temat skoro i tak nic to nie daje.
      Załóż oddzielne konto , odkładaj okreslona sumę opieniędzy, kupuj to czego
      potrzebujesz, nie musisz ani go pytać o zdanie, ani o zgodę...Twoje pieniadze i
      tyle. Facet nawet nie zauwazy, ze masz mową sukienke, czy perfumy.

      Wkładaj tyle w wasze wspólne potrzeby tyle ile uwazasz za stosowne, resztę
      pozostawiając jemu.
      "Jak chce być mężczyzną, niech weźmie łuk,dzidę i maczugę i uda się na
      polowanie, aby zapewnić swojej kobiecie byt."
      Jeżeli on stwierdzi, ze mu czegos brakuje , to niech dokłada ze swoich i
      tyle....moze wtedy sam zweryfikuje sumę przeznaczaną córce.
    • virtual_moth Re: Pomóżcie, bo mnie szlag jasny trafi :( / dlug 02.06.05, 16:35
      Z perspektywy czasu (a miałam podobne problemy z nieodpowiedzialnością i
      rozrzutnością faceta), to kazałabym mu trzymać całą kasę i niech on się martwi
      o zakupy, rachunki, alimenty i oczywiście oszczędności. Zostawiałabyś sobie na
      początku tylko jakąś sumę na waciki co miesiąc (no i gdybyś zarobiła więcej, to
      masz więcej na swoje potrzeby, a mężowi dajesz stałą kwotę).
      Naprawdę bym tak postawiła sprawę.

      Pzdr
    • ciemnanocka jeszcze jedno 02.06.05, 16:53
      Jeszcze jedno zanim do teatru pojde - z M chyba wojna bo nie dzwoni, ale
      umowieni jestesmy.

      wiesz co, przypomina mi sie sytuacja sprzed kilku lat jak bylam na studiach.
      Mialam wspanialego faceta, pierwsza milosc zwiazek zakonczylam, zalowalam
      potem, ale nie o tymwink

      jak kobieta kocha to jest za dobra.
      ja pamietam jak on kasy nie mial - nie pracowal, ja zawsze jakas prace
      podlapywalam, to promocja w sklepie, to korepetycje... On nic.
      Ja chcialam chodzic chociazby do pubu na piwo, nie chodzilismy nigdzie, bo on
      nie mial kasy. W koncu jak gdzies poszlismy - pytam "co chcesz zjesc/wypic" on
      na to ze nie jest glodny. Dla mnie jedzenie/picie w samotnosci bylo bez sensu,
      wiec mu kupowalam.
      a nie musialam, prawda?
      mialam samochod za benzyne placilam. codziennie po niego podjezdzalam na
      studia - nadrabialam droge. A w budzecie studenta benzyna na samochod palacy
      13litrow na 100 to byl wydatek.
      nie narzekalam i teraz jak o tym mysle, ze wam mowie - nczuje niesmak... no bo
      sama chcialam przeciez...

      i same sie wrabiamy. Od samego poczatku. Na poczatku chcemy pomagac, jestesmy
      takie dobre, a potem na dluzsza mete nam to przeszkadza... Takie jakies
      przemyslenia...
      bo jak kochamy - to nam odbija.

      i takie przemyslenia.
      trzymajcie za mnie kciuki, Ty Bet rowniez, bym rozsadna w tym dzisiejszym
      spotkaniu byla i by mnie cholera nie wziela oraz bym mego chlopa nie rzucilasmile
      • monik1981 Re: jeszcze jedno 02.06.05, 17:13
        ciemnanocka napisała:

        > wiesz co, przypomina mi sie sytuacja sprzed kilku lat jak bylam na studiach.
        > Mialam wspanialego faceta, pierwsza milosc zwiazek zakonczylam, zalowalam
        > potem, ale nie o tymwink
        >
        > jak kobieta kocha to jest za dobra.
        > ja pamietam jak on kasy nie mial - nie pracowal, ja zawsze jakas prace
        > podlapywalam, to promocja w sklepie, to korepetycje... On nic.
        > Ja chcialam chodzic chociazby do pubu na piwo, nie chodzilismy nigdzie, bo on
        > nie mial kasy. W koncu jak gdzies poszlismy - pytam "co chcesz zjesc/wypic"
        on
        > na to ze nie jest glodny. Dla mnie jedzenie/picie w samotnosci bylo bez
        sensu,
        > wiec mu kupowalam.
        > a nie musialam, prawda?
        > mialam samochod za benzyne placilam. codziennie po niego podjezdzalam na
        > studia - nadrabialam droge. A w budzecie studenta benzyna na samochod palacy
        > 13litrow na 100 to byl wydatek.
        > nie narzekalam i teraz jak o tym mysle, ze wam mowie - nczuje niesmak...

        O poczulam sie jakby ktos opisal moj poprzedni zwiazeksmile Tak faktycznie same
        sie wrabiamy i ciesze sie ze juz w tym zwiazku nie jestem.

        Co do głownego watku, to tak mnie zastanowilo czy gdyby M Sea - dog byl sam i
        sam sie utrzymywal to tez by oddawal 1/4 pensi dla corki???? Mysle ze nie.A tak
        ma u kogo (prezepraszam za stwierdzenie) siedziec w kieszeni i jest mu ok bo go
        zawsze ktos poratuje.
        Tak wiec jak radza dziweczyny, przeznacz czesc tylko dla siebie( moze 1/4
        swojej pensji) i kup za to perfumy, aparat i w kolejnych miesiacach inne
        rzeczy, ktore sprawia Ci przyjemnosc.
        Pozdrawiam i zycze powodzonka
      • jayin Re: jeszcze jedno 02.06.05, 17:19
        ciemnanocka napisała:

        > i same sie wrabiamy. Od samego poczatku. Na poczatku chcemy pomagac, jestesmy
        > takie dobre, a potem na dluzsza mete nam to przeszkadza...

        Nocko - wg mnie - jest tak jak piszesz - tyle, że... Przeszkadza dopiero wtedy, kiedy nie dostajemy nic w zamian. Nie chodzi o materialne rzeczy nawet. Ale o samo podejście tego naszego "kochanego" do nas samych, do naszych starań itd.
        Jak facet sie przyzwyczaja i uwaza to za naturalne i w koncu uwaza, ze mu sie nalezy - to kobieta traci motywacje. Bo co to za przyjemnosc - wykonywac "OBOWIĄZEK".



        ...Trzymam kciuki smile

        (ło, jezu.. dawno nie byłam w teatrze... Ostatnio to chyba na "Nocy Helvera" w Poznaniu... Ech...)
      • sea_dog Re: Pomóżcie, bo mnie szlag jasny trafi :( / dlug 02.06.05, 18:09
        Nie obrażę się, bo takie myśli chodzą mi po głowie. Pamiętam nasze pierwsze
        spotkania, kiedy on mówił, że jestem "taka inna", pełna zrozumienia, tolerancji
        i wogóle. Myślę, ze sama ukręciłam sobie bat na własny tyłek. Zamiast być
        odpowiedzialną powinnam wesoło trwonić każdą złotówkę - wtedy facet byłby
        facetem, bo musiałby się martwić za nas dwoje. On naprawdę bardzo dużo mi daje -
        lubię spędzać z nim czas itp. Zastanawiam się tylko, czy więcej jest w nim
        tego, co kocham, czy tego, od czego mną rzuca.

        Tak a propos, czy wy też tak macie, że facet po przejściach Wam mówi, że nie
        będzie robić tego czy śmego, bo JUZ to ROBIŁ w życiu?? Chyba zmieniam temat,
        ale mi się zebrało sad

        ma.pi napisała:

        > A mi przyszlo tylko jedno do glowy (nie obraz sie), ze facet sie po prostu
        > niezle ustawil. ;o(.
        >
        > I jeszcze probuje wpedzic Cie w poczucie winy i jak widac niezle mu sie to
        tez
        > udaje.
        >
        > Pozdr.
        >
        • e_r_i_n Re: Pomóżcie, bo mnie szlag jasny trafi :( / dlug 02.06.05, 18:12
          Nic poza tym, co juz napisalam, nie wymysle. Nie mam na szczescie takich
          problemow, bo kasa jest wspolna i wszelkie wydatki sa wspolne.

          sea_dog napisała:

          > Tak a propos, czy wy też tak macie, że facet po przejściach Wam mówi, że nie
          > będzie robić tego czy śmego, bo JUZ to ROBIŁ w życiu??

          Nie, nigdy czegos takiego nie uslyszalam. Nie mam nigdy wrazenia, ze jestem
          druga, kolejna zona.
          • sea_dog Re: Pomóżcie, bo mnie szlag jasny trafi :( / dlug 02.06.05, 18:18
            On nie tyle mówi o ex, co o sobie: "pomyślałas o tym, jak ja mam się w TYM
            WIEKU po raz drugi dorabiac i wszystko zaczynac od początku?" Gada, tak jak by
            się czegoś w życiu dorobił. Śmiech na sali...

            >
            > Nie, nigdy czegos takiego nie uslyszalam. Nie mam nigdy wrazenia, ze jestem
            > druga, kolejna zona.
            >
            • jayin Re: Pomóżcie, bo mnie szlag jasny trafi :( / dlug 02.06.05, 18:44
              sea_dog napisała:

              > On nie tyle mówi o ex, co o sobie: "pomyślałas o tym, jak ja mam się w TYM
              > WIEKU po raz drugi dorabiac i wszystko zaczynac od początku?"

              Sea - no co.. W TYM WIEKU to faktycznie - już nic niech nie robi, nic go nie czeka, niech idzie na emeryturę, albo od razu się położy do trumny.. Co se tak będzie egzystował bez dalszego sensu "cokolwiekrobienia"...smile

              Uch. Udusiłabym takiego chłopa. Ale ja to cholera jestem.
              (nie obraź się, Seasmile
        • wipsania Re: Pomóżcie, bo mnie szlag jasny trafi :( / dlug 02.06.05, 18:28
          sea_dog napisała:

          Tak a propos, czy wy też tak macie, że facet po przejściach Wam mówi, że nie
          > będzie robić tego czy śmego, bo JUZ to ROBIŁ w życiu?? Chyba zmieniam temat,
          > ale mi się zebrało sad

          Dobry tekst.
          Facet nie, ale jego matka. Najpierw dużo opowiadała o tym, jak to ona uwielbia
          małe dzieci a potem, kiedy syn prosił ja o trochę pomocy przy wnuczce (wyjść co
          jakiś czas na spacer, żebym mogła pozałatwiać to i owo) powiedziała, że ONA już
          jednego wnuka wychowała i teraz kolej mojej matki.
          Która mieszkała i pracowała w innym mieście.
    • bet66 Sea_dog 02.06.05, 18:27
      kobieto narzekasz na faceta. PO CO BRAŁAŚ TAKIE CUDO?
      Co ten facet ma takiego wspaniałego w sobie, ze tak się z nim męczysz?
      Czy widzisz , jakąś szansę na poprawę tej sytuacji?
      • sea_dog Re: Sea_dog 03.06.05, 10:35
        Bo na pocżatku było jak w bajce, dopiero po czasie sytuacja zaczęła się
        zmieniać. Najpierw niezauważalnie, a potem już - całkiem znacznie. Nie jestem
        masochistką! Gdyby tak było od POCZĄTKU, nie weszłabym w ten układ.

        bet66 napisała:

        > kobieto narzekasz na faceta. PO CO BRAŁAŚ TAKIE CUDO?
        > Co ten facet ma takiego wspaniałego w sobie, ze tak się z nim męczysz?
        > Czy widzisz , jakąś szansę na poprawę tej sytuacji?
    • kkokos wiecie co 03.06.05, 15:44
      Tak sobie myślę, że jak zwykle nie owijająca w bawełnę pelaga ma rację: facet
      najzwyczajniej w świecie żeruje na sea.
      Jego sukcesem życiowym, którym można się chwalić na prawo i lewo, jest o tyle
      lat młodsza narzeczona, no niemal jak koleżanka córki. Klasyczna zewnętrzna
      oznaka sukcesu dla faceta z czterdziestką, czyż nie? (jak byłam dużo młodsza,
      to myślałam, ze to mit, ale rozmawiałam ostatnio z kumplem nie widzianym
      daaawno - facet 39 lat, magiczna 40stka na karku i on mi wymienia swoje
      sukcesy, jednym ciągiem: "pracę mam fantastyczną, od poniedziałku do środy za 4
      tys., bo za mniej bym z domu nie wyszedł, dom wykańczam, mam o 10 lat młodszą
      narzeczoną".... sorry za długi wtręt.)

      Z drugiej strony, skoro ta młódka (nie obraź się seasmile) jeszcze go utrzymuje,
      no to sukces (tym razem już nie publiczny) podwójny. KOlejny sukces publiczny
      to odpalanie dużych kwot córce - wszyscy widzą, że ma chłopak gest!

      NO bardzo wygodnie się facet ustawił. A córka? No cóż, wykorzystuje sytuację. I
      wcale niekoniecznie dlatego, że jest wredna, tylko dlatego, że większość ludzi
      jak im dać, to wezmą smile)
    • m-m-m Re: Pomóżcie, bo mnie szlag jasny trafi :( / dlug 03.06.05, 19:32
      Ja Cie rozmumiem, bo sama na początku mojego związku z M. miałam opory jak z
      niego wyciągnąć jego część na życie. Zawsze do tej pory miałam swoje pieniądze,
      nikt mi ich nie wydzielał i jednocześnie nigdy o pieniądze nikogo nie prosiłam.
      W zasadzie do dziś mam blokadę na proszenie M. o pieniądze. Nie umiem, ale
      widząc co się dzieje jednak powoli i sytematycznie wprowadziłam pewne reguły:
      powiedziałam mu, że zarabiam tyle, a tyle, ale nie wszystkie te pieniądze pójdą
      na nasze utrzymanie: mieszkanie + opłaty od osoby kosztują X, jedzenie Y, leki
      Z itd. M. próbował mówić mi, że on nie zarabia regularnej pensji, ma takie to,
      a nie inne wydatki i nie może mi zagwarantować określonej kwoty co miesiąc.
      Odpaliłam, że to nierealne, bo je co miesiąc, mieszka co miesiąc, jego syn też
      je co miesiąc, mieszka co miesiąc, więc nie widzę powodu dla jakiego wzorem
      jego matki miałabym ich utrzymywać.
      Tu był błąd jego matki: ona go przyzwyczaiła, że gotuje, kupuje jedzenie (on
      jakoś nie pytał za ile), a i ona uważała, że to jest ok.
      Jak się poznaliśmy to sytuacja była nieciekawa: ja nie nauczona brania od
      kogolowiek pieniędzy i on nauczony brania w "towarze", czyli wiktu i opierunku.
      Idealny układ, bym to ja przejęła rolę jego mamusi i utrzymywała go w całości.
      Wreszcie powiedziałam basta.
      Od tamtej pory M. reguluje wszelkie płatności, daje pieniądze na utrzymanie bez
      gadania, ale prawdą jest, że po 7-u latach małżeństwa to ja poszłabym z
      torbami, a pan by tylko z otwartm dziobem czekał na "należną" mu daninę.
      Musisz ze swoim M. - tak jak radziły Ci tu dziewczyny - podzielić wasze wydatki
      na pół. Jeśli pan jest niedowierzający - zbieraj rachunki, rób zestawienia.
      Ty nie jesteś jego mamusią i od Ciebie nie należy mu się utrzymanie.
    • chalsia Wzajemność i liczenie na siebie 04.06.05, 00:17
      Ciemnanocka napisała:
      jak kobieta kocha to jest za dobra.
      ja pamietam jak on kasy nie mial - nie pracowal, ja zawsze jakas prace
      podlapywalam, to promocja w sklepie, to korepetycje... On nic.
      Ja chcialam chodzic chociazby do pubu na piwo, nie chodzilismy nigdzie, bo on
      nie mial kasy. W koncu jak gdzies poszlismy - pytam "co chcesz zjesc/wypic" on
      na to ze nie jest glodny. Dla mnie jedzenie/picie w samotnosci bylo bez sensu,
      wiec mu kupowalam.
      a nie musialam, prawda?
      mialam samochod za benzyne placilam. codziennie po niego podjezdzalam na
      studia - nadrabialam droge. A w budzecie studenta benzyna na samochod palacy
      13litrow na 100 to byl wydatek.
      nie narzekalam i teraz jak o tym mysle, ze wam mowie - nczuje niesmak... no bo
      sama chcialam przeciez...

      i same sie wrabiamy. Od samego poczatku. Na poczatku chcemy pomagac, jestesmy
      takie dobre, a potem na dluzsza mete nam to przeszkadza... Takie jakies
      przemyslenia...
      bo jak kochamy - to nam odbija.
      __________-

      No właśnie. Liczy się wzajemność i to, że można na siebie liczyć. Jak to
      mówią "mądry polak po szkodzie".
      U mnie było tak samo. Jak eks służbowo pociągiem wyjeżdżał i umawialiśmy się,
      że po niego na dworzec przyjadę, to byłam punktualnie, może kilka razy mi się
      trafiło 10-cio minutowe spóźnienie - a jechałam zawsze na dworzec z miejsca
      oddalonego o ponad 50 km. Jak eks miewał służbowe kolacje, to nie raz wieczorm
      dzwonił bym po niego przyjechała, bo on po alkoholu i prowadzić nie może. Było
      tak, gdy mieszkaliśmy w miescie, i wtedy gdy mieszkaliśmy dzieści km od miasta
      (więc dla mnie to była wycieczka wieczorna rzędu 70 km w obie strony, no i
      oczywiście, jak po niego przyjeżdżałam, to i tak jeszcze trzeba było chwilę z
      goścmi przy stole pogadać - ile razy zresztą wstyd mi było wobec obcych za jego
      zachowanie w takich sytuacjach).
      Ale jak kiedyś doznałam wieczorem kontuzji i dowlekłam się zbolała do domu i
      zadzwoniłam by wrócił do mnie do domu ze spotkania absolwentów (wszystcy wysoko
      postawieni), to nie - przyjechał po północy. Albo jak w ciązy duzo latałam,
      iumawialiśmy się, że odbierze mnie z lotniska, to może kilka razy się mu udało
      na czas przyjechać. Z reguły nie widząc go na lotnisku, dzwoniłam do niego, a
      on jeszcze w pracy "ale już wychodzi" - i 20 min czekania. A kilka razy
      czekałam i 40 min ( z bagażem, z dużym brzuchem i bardzo zmęczona).
      Nie dość, ze wzajemności nie było, to i nie mogłam na niego liczyć. Co gorsza -
      wiedziałam o tym wszystkim (tzn. jaki jest) od dawna (przed zajściem w ciążę
      też) - ale miłość czyni kobietę ślepą, a po za tym ja wieczna optymistka jestem
      i wierzę w lepsze jutro, więc nadzieja moją matką była.

      Wydaje mi się, że trudno jest po prostu nagle wycofać się z tego co się do tej
      pory dobrego dla kogoś robiło. A postawienie granic i wymagań na samym poczatku
      też jest trudne, bo nikt nie chce robić wrażenia "egoistycznie nastawionej".
      Chalsia
      • natasza39 Re: Wzajemność i liczenie na siebie 04.06.05, 00:36
        chalsia napisała:

        >miłość czyni kobietę ślepą, a po za tym ja wieczna optymistka jestem<

        Chalsia, czy ja Ci już pisałam, że jesteś mądrą kobietą?
        Bo jak nie to sorry!

        A tak nawiasem i w nawiązaniu...
        Chyba każda ma takie doświadczenia, a jak nie ma to będzie miała.
        Byle tylko przy tym następnym tego samego błędu nie popełnić...
            • sea_dog Jestem kretynką czyli ciąg dalszy 06.06.05, 09:41
              W sobotę odniosłam mały sukces - na nieco innym polu niż prywatne, więc okazja
              warta uczczenia. Dlatego dzwoni do mnie M. i mówi, że z racji tego, że "wisi"
              mi prezent imieninowy (tradycyjna gadka; teraz nie mam ale jak tylko bedę miał,
              to Ci coś kupię) to żebym weszła do sklepu i kupiła sobie perfumy czy coś, a on
              w domu mi odda. Trochę mnie wcięlo, bo nie byłam przygotowana mentalnie na taką
              akcję, on dał mi na kupno pół godziny, i zanim cokolwiek kupiłam, to on już
              trąbił pod sklepem. Nic jednak - akcja została przełożona na dzień nastepny.
              Coś mnie jednak tknęło... W skrócie - wyszło na to, że jak da mi kasę na
              perfumy, to nie da mi na rachunki. Rozumiecie? To chyba wiec bez różnicy, czy
              on mi je kupi, czy kupię je sobie sama. Rachunki, bagatela - na 3 razy większą
              kwotę niż flaszka perfum. I czuje się jak kretynka bo:

              - może powinnam złapac w sklepie cokolwiek (nie było tego, co chciałam) i
              cieszyć się "sukcesem"?
              - może powinnam wziąc od niego kasę na prezent i sama zaplacic rachunki?
              - a moze tez powinnam zaplacic za jedno i drugie?
              - a może też powinnam jemu coś kupić, bo taki biedny jest?
              - może kupić flaszkę perfum jego córce?!

              Oj ciężko będzie, mówię wam. Na razie jesteśmy na etapie targowania się o 100
              zł na te cholerne faktury.
              • leeya Re: Jestem kretynką czyli ciąg dalszy 06.06.05, 10:41
                Przeczytalam wszystko i... ech... CHyba wtrace swoje 3 groszesmile

                Moj byly tez uwazal, ze ja zawsze "mam". I bezczelnie z tego korzystal. Zakupy
                do domu? Zapomnialem karty. Rachunki? zaplace, zaplace, potem i tak ja
                placilam. Jakis wyjazd? ojej, ile ta benzyna kosztuje.

                Ale sie zbiesilam w koncu. Nie robilam tabelek, nie pokazywalam wydatkow. Po
                prostu postawilam sprawe tak: jeden miesiac ja utrzymuje dom, nastepny miesiac
                Ty. W danym misiacu Ty kupujesz to co lubisz, placisz za zamowione jedzenie lub
                wizyty w restauracji, w nastepnym miesiacu ja. Moglam tak postawic sprawe,
                bo "podobno" kazde z nas mialo odlozone pieniadze. Najpierw bylo "OK, tak
                bedzie uczciwiej", potem niestety i tak sie dokladalam, ale i tak zaczal
                cokolwiek wkladac we wspolne gospodarstwosmile

                pozdr,

                Leeya
              • jayin Re: Jestem kretynką czyli ciąg dalszy 06.06.05, 10:51
                Przepraszam, sea - ale... Jak to TRĄBI?tongue_out Nie dość, że nie popisuje się na polu domowo-finansowym to jeszcze ci wylicza ile czasu masz być w sklepie? No, chyba, że się gdzieś spieszył, ale wtedy to do sklepu wybrałabym się na twoim miejscu sama, bez niego... A z perfumami to już przesada. Jak go nie stać na kupienie tobie czegoś - no to trudno. Ale pogrywanie "kup, a ja ci oddam" - z podtekstem "...oddam moje ostatnie grosze i nie dam ci w takim razie na rachunki, ale prezent ode mnie mieć będziesz" - to już jakieś marne jest. Jak już chciał ci sprawić przyjemność i uczcić sukces - to sa inne sposoby niż wydawanie pieniedzy, ktorych się nie ma...

                Ciężki przypadek, ten twój chuop, Sea:=)

                Powodzenia życze w pertraktacjach fakturowych.
                Ściskam ciepło.

                J.
                  • jayin Re: Jestem kretynką czyli ciąg dalszy 06.06.05, 11:32
                    ciemnanocka napisała:

                    > ale to zabrzmialo. jakbym sie cieszyla z Twoich klopotow ech.
                    > musisz z nim pogadac i powiedziec, ze ci przykro...

                    właśnie.. czekanie, aż facet sam się domyśli, albo uzna, że to ważne i potrzebne - jest z góry skazane na niepowodzenie. trudno oczekiwać od mężczyzn, żeby "wyczuwali" aktualne zapotrzebowania kobiety bez słowa, tylko "telepatycznie" - jak to niedawno było w "Rodzinie zastępczej" z Alutką i Jędrulą...wink Swoją drogą on ma do niej nieziemską cierpliwośćsmile)
                    • sea_dog Re: Jestem kretynką czyli ciąg dalszy 06.06.05, 13:16
                      Mój pan ma niestety krótką pamięć, to po pierwsze, więc nawet jak już załapał,
                      że prezent kupuje się przed, a nie po, to do kolejnej okazji zdążył zapomnieć.
                      Po drugie nijak nie może sobie zakodować, że jak sie chce na coś uzbierać, to
                      nalezy np odkładać 10 zł miesięcznie przez rok. Kupuje wtedy, kiedy "ma", a że
                      nie ma, to już zupełnie inna bajka. Wiem, ze zaden facet nie jest (niestety)
                      jasnowidzem, ale coś mi mówi, że taka ostateczna otwarta rozmowa w tym temacie
                      może skończyć się nienajlepiej... Jestem już jednak na skraju swojej złości i
                      wzburzenia, ale co mi tam - najwyżej wyjdę na potwora.


                      jayin napisała:

                      > ciemnanocka napisała:
                      >
                      > > ale to zabrzmialo. jakbym sie cieszyla z Twoich klopotow ech.
                      > > musisz z nim pogadac i powiedziec, ze ci przykro...
                      >
                      > właśnie.. czekanie, aż facet sam się domyśli, albo uzna, że to ważne i
                      potrzebn
                      > e - jest z góry skazane na niepowodzenie. trudno oczekiwać od mężczyzn,
                      żeby "w
                      > yczuwali" aktualne zapotrzebowania kobiety bez słowa, tylko "telepatycznie" -
                      j
                      > ak to niedawno było w "Rodzinie zastępczej" z Alutką i Jędrulą...wink Swoją
                      drog
                      > ą on ma do niej nieziemską cierpliwośćsmile)
                      • jayin Re: Jestem kretynką czyli ciąg dalszy 06.06.05, 13:22
                        sea_dog napisała:

                        > Mój pan ma niestety krótką pamięć, to po pierwsze, więc nawet jak już załapał,
                        > że prezent kupuje się przed, a nie po, to do kolejnej okazji zdążył zapomnieć. Po drugie nijak nie może sobie zakodować, że jak sie chce na coś uzbierać, to nalezy np odkładać 10 zł miesięcznie przez rok. Kupuje wtedy, kiedy "ma", a że nie ma, to już zupełnie inna bajka. Wiem, ze zaden facet nie jest (niestety) jasnowidzem, ale coś mi mówi, że taka ostateczna otwarta rozmowa w tym temacie może skończyć się nienajlepiej... Jestem już jednak na skraju swojej złości i wzburzenia, ale co mi tam - najwyżej wyjdę na potwora.
                        >

                        Eee.. Nie desperuj.
                        Skoro SZCZERA rozmowa jest ryzykowna, to jest coś nie tak... Jak w związku z facetem będąc, nie można z nim szczerze i otwarcie pogadać, to znaczy, że ta "związkowa" komunikacja padła na pysk leciutko... niestety... A to nigdy dobrze nie wróży. Trzeba starać się, pracować nad tym, jeśli zależy obojgu oczywiście na poprawie tego...

                        Porozmawiaj. I wcale nie wyjdziesz na potwora. Wyjdziesz na normalną kobietę, która wie czego chce i umie to zakomunikować. A, że twój M będzie miał najprawdopodobniej inne zdanie.. No cóż... Jego problem. Lepiej być szczerą i wygarnąć czasami wszystko, niż unikać tematu dla świętego spokoju. Naprawdę. Bo to się mści w przyszłości. To unikanie.
                      • ciemnanocka Re: Jestem kretynką czyli ciąg dalszy 06.06.05, 13:44
                        a ja zawsze przypominam niestety.
                        Bo stwierdzilam juz dawno, dawno temu ze lepiej przypomniec, niz potem siedziec
                        z mina cierpietnicy i by mi bylo przykro, ze ktos zapomnial o moich
                        uroczystosciach.
                        Druga sprawa, to taka ze lubie male przyjecia wydawac, na ciasto, kawke itp
                        zapraszac bliskich, wiec nie sposob by sie ukryl ten fakt przed mezczyznawink
                        ale lepiej trabic o tym glosnosmile
                        smiac mi sie chcialo, jak moj mezczyzna sie nieco zdenerwowal, jak przed
                        walentynkami rano do niego zadzwonilam zeby wstawal i obmyslal niespodzianke na
                        walentynki dla mnie, ale wtedy dobrze wiedzialam, ze juz cos obmyslilwink
                        generalnie ja z tych co obchodza wszystko co sie dawink urodziny, imieniny,
                        walentynki... tylko do Heloween jakos sie przekonac nie moge...
                        Ale faktycznie - trzeba mowic.
                        Moj brat kiedys do mnie zadzwonil w imieniny, a wiedzialam ze o nich nie
                        pamieta. Nie dalam mu dojsc do slowa i stwierdzilam, ze och jak milo dzwoni, by
                        mi zyczenia zlozycwink no i stwierdzil ze smiechem, ze wlasnie po to dzwonismile
                        Niektorzy tak maja - pamietaja, a niektorzy niewink I znowu moj umysl z lekka
                        scisly poleca outlooka, czy inne przypominaczewink
                        • m-m-m Re: Jestem kretynką czyli ciąg dalszy 06.06.05, 14:35
                          A mój M. dla świętego spokoju ustawił sobie przypominacze w kompie i w
                          telefonie. . No i ja też na tydzień wcześniej mu trąbię o wszelkich rocznicach,
                          tak, że niestety nawet jakby chciał to zapominiec nie może.


                          Co do rozmowy z niepokornym M.: trzeba rozmawiać. I żadną wstrętną babą z tego
                          tytułu nie będziesz. Będzie sie wił jak piskorz i tłumaczył, że to tak
                          naprawdę ... Twoja wina i że to Twój wręcz obowiazek wspierać go, ale tym się
                          nie przejmuj. Powiedz mu od razu, że jego matką nie jesteś i obowiązków
                          alimentacyjnych wobec niego nie masz.
                          Ja to mam wrażenie, że on sprawdza na jak dużo może sobie pozwolić, po drodze
                          wzbudzając w Tobie poczucie winy (przecież go nie zostawisz ?!).
              • natasza39 Re: Wódka! 08.06.05, 00:05
                chalsia napisała:

                > A owszem, pijam smile
                > Tylko jak mam pić po za własnym domem, to potrzebuję noclegu smile
                > Chalsia


                Jesli o nocleg chodzi, to nie ma problema!!!!
    • bet66 sea_dog 06.06.05, 14:52
      Po co dalej ciągnąć ten układ? Nie będzie lepiej tylko gorzej.
      Chyba nie masz zamiaru jeszcze miec z nim dzieci?
      • olcia3221 Re: sea_dog 07.06.05, 01:57
        jak wezmiesz wypłate pędz po aparat fotograficzny i perfumy a napewno poprawisz
        sobie humor ale pytanie czy on powinien byc na zdjęciach i upajac sie zapachem
        twoich nowych perfum!???
        • sea_dog No i nie wytrzymałam 09.06.05, 12:13
          Powód - kolejna przedłużająca się gadka na temat, czy stac nas na takie wakacje
          Nie wytrzymałam więc i powiedziałam, że o ile on znów nie planuje jakiś
          sporych "wydatków" i w końcu się dowiem, ile ma kasy, to pewnie ustalimy czy
          nas stać. No i poszło.

          Wiecie co, z jednej strony ciesze się, ze mam to z głowy (wyrzuciłam to z
          siebie), ale z drugiej czuję się fatalnie. Czuję się winna, że mam czelność
          czepiać się o takie rzeczy. Rozmowa była bez sensu i w stylu "to co, mam jej
          dawać pięć dych na lody" i "czy masz jakieś rozwiązanie?" (ja??? ja mam mieć
          rozwiązanie?)

          Jest mi źle, jest mi smutno, nie chcę żadnych perfum ani aparatu - mam dziś
          wszystkiego dosyć sad
          • mikawi Re: No i nie wytrzymałam 09.06.05, 12:49
            najważniejsze że powiedziałaś otwarcie co ci w duszy grało; ja rozumiem chęć
            pomocy własnej córce, nawet dorosłej ale pod warunkiem że na tę pomoc kogoś
            stać, a nie robienie tego kosztem żerowania na tobie. I jeśli na więcej go nie
            stać to tak - niech daje jej 50 zł (na lody, na lizaki, na wesołe miasteczko -
            jeśli w takich kategoriach postrzega 23 latkę).
            A rozwiązanie jest bardzo proste - nasze życie io rachunki kosztują miesięcznie
            tyle, twoja połowa to tyle, z resztą rób co chcesz. A jak ta reszta to będzie
            50 zł to juz twój problem.
          • lilith76 Re: No i nie wytrzymałam 09.06.05, 14:07
            > ale z drugiej czuję się fatalnie. Czuję się winna, że mam czelność

            masz nie czuć się winna!!! kobiety chyba dostają to z podwójnym XX - poczucie
            winy, tam gdzie same bywają poszkodowane.

            > Rozmowa była bez sensu i w stylu "to co, mam jej
            > dawać pięć dych na lody" i

            23 latka sama już powinna zarabiać na większość swoich potrzeb.
            • sea_dog Re: No i nie wytrzymałam 09.06.05, 15:02
              Masz rację, to takie typowo kobiecie - ciągłe poczucie winy w chwilach, kiedy
              powinno być na odwrót. Powinna zarabiać, ale nie zarabia. Miała jakąś tam
              pracę - nie wiem, czy sama zrezygnowała czy też ją wylali, w każdym bądź razie
              nie pracuje i jest na etapie odbywania półrocznej bezpłatnej praktyki
              potrzebnej na studia (zaoczne). Myślę jednak, że dopóki jej ojciec będzie jej
              wypłacał zasiłek dla bezrobotnych, dopóty ona niczego sobie nie znajdzie ("bo
              sytuacja cięzka na rynku i pracy nie ma"). Być może chciała zostać prezesem
              banku narodowego, a były tylko oferty z warzywniaka smile


              lilith76 napisała:

              > > ale z drugiej czuję się fatalnie. Czuję się winna, że mam czelność
              >
              > masz nie czuć się winna!!! kobiety chyba dostają to z podwójnym XX - poczucie
              > winy, tam gdzie same bywają poszkodowane.
              >
              > > Rozmowa była bez sensu i w stylu "to co, mam jej
              > > dawać pięć dych na lody" i
              >
              > 23 latka sama już powinna zarabiać na większość swoich potrzeb.
                  • natasza39 Re: No i nie wytrzymałam 09.06.05, 15:36
                    Nie jest za stara, do 25 lat sie płaci, jak dziecko studiuje.
                    A jesli chodzi o dobrowolne datki, to ja bym po prostu pewnego pięknego dnia
                    dała mu rachunki d płacenia, nie kupiła nic do żarcia, nie kupiła proszku, jak
                    zabraknie i nie wyprała brudów, po czym powiedzialbym, że dałam cała pensje na
                    rzecz biednych dzieci w Korei Północnej i jeszcze bym dodała: "Cieszę się
                    kochanie, czuję sie teraz taka spełniona. Ty mnie napewno pieseczku zrozumiesz,
                    ty tez jestes taki dobry i lubisz sie dzielic. Tyle dobrego sie od ciebie
                    nauczyłam. Teraz juz co miesiąc bedziemy wszystko rozdawać, a sami będziemy żyć
                    miłościa."
                    Uwierz mi, że albo po takim tekscie padnie, albo zrozumie co robi

                    • bet66 Re: No i nie wytrzymałam 09.06.05, 15:46
                      bez przesady, natasza,
                      Co innego jest wspomagać własne dziecko , a co innego prowadzić działalność
                      charytatywną.....tego sie nie porównuje. On inwestuje w swoje geny i uwaza , ze
                      robi słusznie, jest dobrym i troskliwym ojcem...moze w ten sposób leczy
                      moralnego kaca.
                      Autorka wiedziała z jakim facetem się wiąże i ponosi tego konsekwencje.
                      • natasza39 Re: No i nie wytrzymałam 09.06.05, 16:00
                        bet66 napisała:

                        > bez przesady, natasza,
                        > Co innego jest wspomagać własne dziecko , a co innego prowadzić działalność
                        > charytatywną.....tego sie nie porównuje. On inwestuje w swoje geny i uwaza ,
                        ze
                        >
                        > robi słusznie, jest dobrym i troskliwym ojcem...moze w ten sposób leczy
                        > moralnego kaca.
                        > Autorka wiedziała z jakim facetem się wiąże i ponosi tego konsekwencje.

                        No bez przesady bet!!!
                        Jakie konsekwencje? Czego?
                        Jak sie wiążesz z facetem, który ma dzieci co sie uczą, nie pracują, bo nie
                        moga, to ja rozumiem, że konsekwencja planowania budźetu domowego jest również
                        zaplanowanie pozycji - alimenty.

                        Ale tu?
                        Nieełnosprawna ta córka? Rak i nóg nie ma?
                        Od kiedy to w pełnych rodzinach, niepracujacym, dorosłym pannica wypłaca się
                        pensje?
                        Przecież to jest szkodliwe społecznie. Teraz doi ojca, a potem bedzie doic meża!

                        Inwestować w swoje geny mozna w ten sposób, że się najpierw kupuje pieluchy i
                        odzywki, potem ksiażki i zeszyty, finansuje naukę!
                        A potem do pracy, żyj i koniec.
                        To w Polsce jest jakies takie głupie "prawo moralne" i to od niedawna, ze
                        rodzice utrzymują dorosłych synków i córki, kupuja mieszkania, samochody ,
                        domy, meble.
                        Jak sie nie nauczy sama o siebie dbać w tym wieku to wyrosnie pasożyt jakiś.
                        JAk sie ojcu noga podwinie i nie bedzie miał na te wypłaty to do ZUS-u po
                        rentkę?
                        Jakby mój syn sie nie uczył w tym wieku nie dostałby ode mnie ani złotówki!
                        Pensja?
                        Kurde, a za co?
                        • bet66 Re: No i nie wytrzymałam 09.06.05, 16:10
                          No cóż Natasza , mozesz jeszcze długo takie wywody snuć.....a fakty mówia same
                          za siebie...to z faktami trzeba się zmierzyć , a nie z dywagacjami " co by
                          było, gdyby?".
                          Ty swojego syna mozesz i na ulicę wyrzucić o głodzie i chłodzie...Twoja
                          sprawa ....inni pomagają swoim dzieciom tak długo, dopóki ich na to stać.
                            • bet66 Re: No i nie wytrzymałam 09.06.05, 16:15
                              lilith76 napisała:
                              > tylko, że partnera sea_dog nie za bardzo już stać...
                              ----------------------------------------------------------
                              Znalazł sobie naiwną, która go sponsoruje, więc uważa, ze go stać.
                              • natasza39 Re: No i nie wytrzymałam 09.06.05, 16:34
                                bet66 napisała:

                                > lilith76 napisała:
                                > > tylko, że partnera sea_dog nie za bardzo już stać...
                                > ----------------------------------------------------------
                                > Znalazł sobie naiwną, która go sponsoruje, więc uważa, ze go stać.


                                Ale z Ciebie jest niekonsekwentna osoba bet!!!
                                No to w końcu ta biedna sea ma sie z tym pogodzić, czy ma być naiwna?


                                BTW. Ja nic nie mówiłam o wyrzucaniu dzieci na ulicę tylko o wypłacaniu pensji
                                nierobom za to tylko, że noszą moje geny (i to tylko połowę, bo druga połowa
                                nie zawsze jest przystajaca).

                                Idąc Twoim tokiem myslenia mozna oczywiście widzieć coś dobrego w tym, że
                                zchorowani, starzy rodzice daja swojej dorosłej córce, zdrowej i nieuczacej sie
                                i nie pracujacej na tzw. "waciki", a sami suchy chleb wpieprzaja i na leki nie
                                maja, ale czy to jest wychowacze i społecznie poprawne to juz inna inszość!

                                Ostatnio, mój kumpel z pracy (lat 37, zona 2-ka dzieci) obraził sie na ojca i
                                nie odwiedza go juz, bo ojciec zachował sie jak cham (to jego slowa) i nie
                                opłaca mu już czynszu za mieszkanie a obiecał, że będzie.
                                Czasem w chęci pomagania własnym dzieciom zatracamy własne ja i nieświadomie
                                robimy im krzywdę, bo mojemu kumplowi jakos dziwnie nikt nie współczuł, a
                                pewnie powinien, wg ciebie, no nie?

                                • derena33 Nie rozumiem was 09.06.05, 17:35
                                  Przeciez dog wyraznie pisze ze dziewczyna studiuje ( ma 23 lata) to nawet
                                  dziennych studiow nie skonczylaby,do tej pory pracowala, a teraz odbywa
                                  bezplatna praktyke potrzebna do kontynuacji dalszych studiow, to w ktorym
                                  miejscu ona jest leserem?
                                  Ojciec winien jej placic normalne alimenty, bez zadnej laski.

                                  A to jak sie zachowuje wobec sea_ to jest zupelnie inna inkszosc.
                                    • derena33 Re: Nie rozumiem was 10.06.05, 08:20
                                      Moze to niepopularne szczegolnie tutaj co powiem, ale z punktu widzenia prawa,
                                      jezeli dziecko uczy sie, obojetnie jakim trybem, a nie pracuje,rodzice
                                      obowiazani sa do placenia alimentow do 25 roku zycia a w szczegolnych
                                      przypadkach do 26 roku. Kazdy sad taka alimentacje przyklepie. I mozna tu wiele
                                      gadac o niesprawiedliwosci, roszczeniach itp. Ale tak jest i juz.
                                      • e_r_i_n Re: Nie rozumiem was 10.06.05, 08:32
                                        Ba, nawet jak sie nie uczy, ale i nie pracuje, a ma lat 30, to moze wywalczyc
                                        alimenty. I co w zwiazku z tym? To znaczy, ze nalezy takie roszczeniowe postawy
                                        usprawiedliwiac, bo prawo na to pozwala?
                                        • m-m-m Re: Nie rozumiem was 10.06.05, 08:42
                                          Ale te drugie alimenty, po 30-e są jakby z innego "nadania" - dotyczą szeroko
                                          pojętego niedostatku i w związku z tym sąd przyznaje je bardzo rzadko. Osoba po
                                          30-e musi uargumentować czemu nie może się sama utrzymać. I nie mogą to byc
                                          argumenty typu: trudny rynek, pracy nie ma. Ma szzkołę skończoną, ma zawód -
                                          to ma pracować. I to nie są odosobnione przypadki, gdy sąd takie pozwy odrzuca.

                                          W wypadku osoby studiującej (w założeniu, ze po drodze np.nie skończyła żadnej
                                          szkoły policealnej i nie ma zawodu, albo np. nie uzyskała licencjatu, który też
                                          daje konkretny zawód - czyli, że studiuje "starym" trybem: 5 lat jednolitych
                                          studiów magisterskich -takie alimenty należą sie jakby była np. uczniem szkoły
                                          średniej. W wypadku posiadania juz zawodu - sprawa wygląda inaczej i z reguły
                                          dwa lata magisterki zaocznej i posiadanym licencjacie - sąd uznaje taka naukę
                                          za dokształcanie zawodowe i nie zwalnia dorosłego dziecka z obowiązku
                                          samodzielnego utrzymania się.
                                          • e_r_i_n Re: Nie rozumiem was 10.06.05, 08:45
                                            Wiesz m-m-m, kiedys gdzies ktos podrzucił link do strony, gdzie opisana była
                                            sytuacja absolwentki studiów, która w zwiazku z brakiem pracy (no po prostu nie
                                            mogla jej znalezc - wysokie bezrobocie) dostala alimenty od rodzicow.
                                            • m-m-m Re: Nie rozumiem was 10.06.05, 08:53
                                              Ja nie wykluczam, że tak też bywa. To zależy jakich argumentów użyła w sądzie.
                                              Nasze prawo jest w duzej części uznaniowe: jest przepis, ale sąd określa, czy
                                              gozinterpretuje tak, czy inaczej. Sąd osądza, że w danym przypadku akurat
                                              argumentacja była klarowna.
                                              Oczywiście mamy wyrok sądu, że z "powodu braku pracy", ale jakich argumentów
                                              użyto - nie wiemy. Znamy to z opisu.
                                              Ja jestem przeciwniczką utrzymywania dorosłych dzieci na studiach zaocznych,
                                              ale prawo jest rodem z PRL-u, kiedy to praca rzekomo była (bezrobocie tzw.
                                              ukryte), a wszyscy są równi (solidaryzm społeczny).
                          • golden_fish oSkubani Rodzice 09.06.05, 16:25
                            Pozwalam zabrać głos w dyskusji, gdyż zdecydowanie uważam, iż pomaganie
                            dzieciom forever doprowadza do trwałej niesamodzielności dzieci i w efekcie
                            końcowym robienia im krzywdy. Oskubani przez własne dzieci rodzice uważają, że
                            obowiązkiem rodzica jest "pomagać" i zapadają we frustrację, żeby chcieli
                            pomóc, a nie ma z czego. Bet, powodzenia !!
          • wipsania Zaraz, zaraz 09.06.05, 16:32
            Sea_dog napisała dzisiaj, że dziewczyna nie pracuje - odbywa bezpłatne praktyki
            obowiązkowe przed dalszą edukacją. I nie wie, w jaki sposób i dlaczego straciła
            pracę, którą miała przedtem.
            Ja bym tak w czambuł tego faceta nie potępiała.
            Nie wiemy (ja nie wiem, w każdym razie - może nie doczytałam) jak wygląda
            sytuacja finansowa córki tak w ogóle - może matka mało zarabia i nie ma tam za
            bardzo czego dzielić. Ile to jest 1/4 pensji M. itd itd
            Nasz Młody był na normalnych, dziennych studiach i przez cały czas oboje
            rodzice go finansowali - w granicach rozsądku. Dorabiał korepetycjami na ekstra
            wydatki.
            Mój M.dawał mu 500 miesięcznie alimentów (kwoty zawsze były bez udziału sądu).
            Młody po skończeniu studiów od razu miał pracę i gdzieś po 2-3 miesiącach M.
            zagadnął go, czy już stoi sam na nogach. Okazało się, że Młody będzie już
            utrzymywał się sam. Akurat w jego przypadku "sam" znaczy z również pracującą
            żoną, więc im łatwiej.
            Ale gdyby było potrzeba - np. dodatkowe studia, ale nie jako widzimisię tylko
            uzupełnienie wykształcenia, specjalizacja itp na pewno byśmy mu pomagali,
            oczekując jednocześnie, że sam choć trochę dorobi.

            Inaczej mówiąc - jako ojciec się sprawdza, jako partner Sea_dog jest
            beznadziejny, bo powinien porozmawiać o tym z nią, wytłumaczyć swój punkt
            widzenia, jak to dalej widzi, no i coś zrobić, żeby go dziewczyna nie musiała
            utrzymywać.
            Spróbować znaleźć to rozwiązanie, o które ją zapytał
            pzdr

    • karola.v Re: Sea_dog... 10.06.05, 10:10
      przepraszam że wtracę swoje trzy grosze w temacie bo ani ze mnie ex ani next smile,
      ale jak tak czytam o tym twoim facecie sea,to stwierdzam jednoznaczenie,ze taki
      chłop w domu/życiu/zwiazku to PORAŻKA!
      a ze ludzie się nie zmieniają(zwłaszcza na starość)to będzie tylko gorzej...
      Zmykaj z tego zwiazku,im szybciej tym lepiej smile
      pozdrawiam
      • sea_dog Chcecie wiedzieć jak się to skończyło? 10.06.05, 15:17
        Po wczorajszej eksplozji jest mi o niebo lepiej, gorzej natomiast z M.
        Wylądował dzisiaj na lekarskiej kozetce z cisnieniem prawie zawałowym. Myślę,
        że to efekt ostatniego starcia i myślę tez sobie, że chyba nie było warto.

        Dziękuję Wam wszystkim za wypowiedzi. Nie ma chyba uniwersalnej recepty na
        opisany problem. Może nucąc sobie pod nosem "róbmy swoje" ja będę robic swoje,
        a M też będzie robić swoje, i jeśli któreś z nas nie zejdzie na zawał, to jakoś
        to życie będzie się toczyć. W dalszym ciągu uważam jednak, że każdy powinien
        życ na tyle, na ile go stać. Wczoraj nie zdążyłam dopytać M, czy gdybym
        zarabiała tysiąc złotych miesięcznie, to również byłby taki hojny? Dzisiaj
        myślę, że i dobrze, bo "nie" oznaczałoby, że obecnie każdą złotówkę ponad to,
        na co go stać - wypłacam ja.

        A propos którejś z wypowiedzi - studia zaoczne z założenia są dla ludzi
        PRACUJĄCYCH, i w poczet studenckich praktyk zaliczana jest zazwyczaj praca
        (nawet nie mająca logicznego związku z kierunkiem uczelni). Jak można nie
        pracować mając zajęte dwa weekendy w miesiącu? Chyba tylko wtedy, kiedy się nie
        musi.

        pozdrawiam
        sea
        • chalsia Rodzice a dzieci 11.06.05, 02:44
          Mo rodzice mają normalne emerytury (= dość niskie) i muszą wydawać naprawdę
          krocie na leki dla siebie.
          Mimo tego,że zarabiam sporo ponad średnią krajową, dokładają do mnie - będąc u
          mnie robią np. zakupy żywnościowe, a przede wszystkim - kupuja różności dla
          ukochanego, jedynego wnuczka. I nic nie zmieni tej sytuacji. W związku z tym co
          jakiś czas zailam ich konto. A oni mają mi to w pewnym sensie za złe.
          Tak to napisałam by każdy sobie własne przemyślenia robił.
          Chalsia
        • m-m-m Re: Chcecie wiedzieć jak się to skończyło? 11.06.05, 10:12
          studia zaoczne z założenia są dla ludzi
          > PRACUJĄCYCH,


          To tylko założenie. Tak bylo za PRL-u.
          Teraz studia zaoczne są dla wszystkich, także tych , którzy nie dostali sie w
          trybie egzaminów wstępnych na dzienne (dotyczy oczywiście uczelni państwowoych).
          Ale stare prawo w KRiOz czasów PRL-u pozostało:czyli nieważny jest tryb
          studiów, ważne, że dziecko ma np. dopiero 23 lata i kontynuuje naukę na
          jednolitych pięcioletnich studiach magisterskich (nieważne, czy dziennie, czy
          zaocznie). zgodnie z tym prawem należą się alimenty od rodziców do ukończenia
          przez dziecko nauki, czyli do 26 roku życia włącznie, bo dziecko lat 23
          studiuje, ale nie ma zawodu (np. ukończyło ogólniak, a nie jakieś technikum).



          Po wczorajszej eksplozji jest mi o niebo lepiej, gorzej natomiast z M.
          > Wylądował dzisiaj na lekarskiej kozetce z cisnieniem prawie zawałowym


          Ok. Znałam taka parę , gdy tylko zaczynały się kłótnie z winy pana, ten kładł
          się na kanapie i mówił, że ma migotanie przedsionków komory serca. Pani wzywała
          karetkę i udzielano mu pomocy.
          Wszystko dobrze i nie uważam, że Twój M. stanu przedzawałowego nie przeszedł,
          na pewno przenosi on jakieś stresy. Jednakowoż zwróć uwagę, iż może to być
          rodzaj szantażu (juz teraz mówisz, ze może nie było warto podnosic tej
          kwestii): nie mówić nic , bo pan źle się poczuje, a przeciez nie chcesz by
          zszedł z tego świata?
          To też nie jest metoda, blokuke Ci jakiekolwiek działanie i fakt chorego serca
          nie usprawiedliwia życia za Twoją kasę.
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka