teatr i brak mi sil

02.06.05, 21:53
Teatr super, usmialam sie ku mojemu zaskoczeniu...
a po teatrze?
M nie przyszedl do mnie, "bo co tu wyjasniac", mimo iz wysmarowalam maila
dlugiego, z mysle logicznymi argumentami.
A jutro tez nie przyjdzie, bo "byc moze" ma meskie spotkanie. No jak nie
bedzie mial - to pewnie przyjdzie.
W weekend tez nie porozmawiamy, bo jest u niego corka i wiecie co, to ja juz
wole sie nie spotykac z nim i z nia w weekend, bo pewne sprawy w moim
odczuciu sa nie pozalatwiane...

i co ja mam robic?
Ja boje sie, ze mi brak sily na taki zwiazek... Tu chyba nie tylko sprawa
kluczy, ale czasem podejscia do wielu drobiazgow, ktore sie skladaja na
zycie? Kocham go, ale moze my po prostu do siebie nie pasujemy?
Tak, tak wiem ze dostane @ i jakis humor tez mi sie przplatal, ale chyba
chwilowo sil mi brak...

Dziewuchy, co ja mam robic?
do milosci nikogo nie zmusze, wiem ze on mnie kocha napewno, wiem ze chce ze
mna byc, ale bycie z nim tylko i wylacznie na jego zasadach jest dla mnie
trudne.
On nie zdaje sobie chyba sprawy, ze jest zle pomiedzy nami...
Co ja mam kurcze zrobic, by go w tym uswiadomic?
Naprawde nie wiem.
Jak nawet nie mam kiedy z nim pogadac.
Ten tydzien wyjatkowo zapracowany, w niedziele imieniny mialam, byla mala
kameralna imprezka, byl z corka, potem mial ja odwiezc i do mnie na noc
przyjechac. wyszedl i czekam, czekam... a okazalo sie, ze on wyszedl jeszcze
z mojej imprezy i poszedl z mala na rower na chwile... ok, wkurzylo mnie -
ale coz jestem jeszcze w stanie zrozumiec obowiazki. Chociaz egoistycznie
chcialam, by byl to moj dzien.
na noc nie przyszedl - wiedzialam juz to wczesniej, bo mial robote.
potem pracowal, w srode byl dzien dziecka, wiec sie nie widzielismy, dzis
bylismy w teatrze, nawet nie wszedl na herbate.
Jutro to "meskie spotkanie"
kurde, ja wiem ze on duzo pracuje, ale jakos ja chyba za wiele sie dla niego
nie licze.
Nie chce mu zrzedzic caly czas, bo kazdego cholera by wziela.
Moze po prostu odejsc i dac jemu swiety spokoj...
co mam robic? dzwonic? odbierac telefony?
w weekend nie pojde z nim na spacer i z dzieckiem. Po prostu nie mam na to
ochoty. Moze wredna jetem egoistka, ale nie mam chwilowo silysad
co ja kurde mam robic, by bylo dobrze?
    • bet66 Chcesz porady, czy się 02.06.05, 21:58
      wypłakać?
      • ciemnanocka Re: Chcesz porady, czy się 02.06.05, 22:02
        no rycze ryczesad(
        • bet66 Re: Chcesz porady, czy się 02.06.05, 22:04
          ciemnanocka napisała:
          > no rycze ryczesad(
          ----------------------------------------

          Płacz, płacz.
          To nic nie będę pisała, bo to trzeba czytać na "SUCHO".
          • ciemnanocka Re: Chcesz porady, czy się 02.06.05, 22:07
            lepiej pisz. jutro sobie przeczytam na sucho.
            bet, ja nie mowie ze jestem idealna przeciez. kazdy z nas cos zle robi, a kazdy
            chce by bylo dobrze. A jak nie zlosliwisz, to madrze gadaszwink
      • ciemnanocka chce 02.06.05, 22:03
        daj mi porade, ale prosze nie oceniaj mnie, tylko poradz cos...
        • bet66 Re: chce 02.06.05, 22:07
          Pierwsza rzecz , jaka nasuwa się po tym , co przeczytałam, ze facetowi zależy
          na Tobie, ale on się boi.
          Czego?
          - swoich uczuć, nowej sytuacji w jakiej sie znalazł i tego, ze musi podjąć
          decyzję w związku z Twoją osobą. cdn...jutro.
    • jayin Re: teatr i brak mi sil 02.06.05, 22:06
      Nocko. Co ja ci mogę napisać...
      Nie zawsze uczucia wystarczą. Jak nie ma chęci do zmian, to ciężko.. Jak on nie chce iść na kompromis (juz pal licho te klucze, bo pewnie nie one sa clou problemu) - i nie zmieni nic - to cieżko...

      U mnie nie było sprawy kluczy. Była sprawa pracy.
      I się skończyło moją wyprowadzką - raus, weg, gdziekolwiek. Każdy ma swoją wytrzymałośc i każdy chce być "zaopiekowany" tak jak potrzebuje tego. Jak się nie dostaje tego, czego nam potrzeba - to się to kończy. A jak się nie kończy - to się męczymy. Co nie zmienia faktu, że uczucia zostały po mojej wyprowadzce. Ale nie dało się ustawić tego wszystkiego na właściwym kursie. Wiesz - można mieć fajną łódkę, za którą życie oddasz, któa znaczy dla siebi e bardzo wiele - ale jak masz tzw. wmordewind ciągle, to nijak do brzegu nie dobijesz. I w końcu, albo dryfujesz i tęsknisz za normalnym brzegiem, albo wyskakujesz z łódki i wpław do tego brzegu... Się chlupiesz... I albo na dno, albo dopłyniesz. A ludzie mają diabelnie silną wolę przeżycia - więc się wymęczą, ale dopłyną. Szkoda łódki, ale... Trzeba płynąć żeby życ, navigare necesse est i tak dalej.

      Sorry, ze tak żeglarsko, ale właśnie mam tu na żywo transmisje z koncertu szantowegosmile

      Nie martw się. Będzie jak ma być. Co możesz zrobić? Nic więcej. Teraz poczekaj trochę na reakcję zjego strony. Daj mu powiedzmy miesiąc na to. Jak nic się nie zmieni, a będzie jeszcze gorzej - wtedy myśl, co dalej z sobą zrobić...

      Jak chcesz - to reszę napiszę ci na priva.
      • ciemnanocka masz @ 02.06.05, 22:35
        @
        • jayin Re: masz @ 02.06.05, 22:52
          Juz odpisałam. Z bonusem smile
          sciskam cieplo

          J.
    • szymon00 Re: teatr i brak mi sil 02.06.05, 22:46
      ciemnanocka napisała:

      > Dziewuchy, co ja mam robic?

      to ja facet, i daję radę: zająć się sobą a nie ganiać za jakimś rozwodnikiem,
      który nie umie się okreslić, nie masz ważniejszych rzeczy do roboty tylko pchać
      się bagno i w chory związek.

      pozdrawiam
      • jayin Popieram. Dobrze pisze. Piwa mu dać.[n/txt] 02.06.05, 22:53
      • ciemnanocka Re: teatr i brak mi sil 02.06.05, 23:05
        ech to ide sie soba zajmowac.
        najpierw spac.
        i niezadzwonieniezadzwonienezadzwoniesad
        • jayin Re: teatr i brak mi sil 02.06.05, 23:16
          ciemnanocka napisała:

          > ech to ide sie soba zajmowac.
          > najpierw spac.
          > i niezadzwonieniezadzwonienezadzwoniesad

          niedzwonniedzwoniedznow...smile twarda bądź.
    • nangaparbat3 Re: teatr i brak mi sil 02.06.05, 23:34
      Dobry wieczór, Ciemnanocko!
      Po pierwsze - od polowy cyklu trzeba łykac witaminę b6 albo pić drożdże albo
      b6+ magnez - i wtedy naprawdę nie daje tak popalic, sprawdziłam.
      po drugie - skoro Ty go kochasz, a on Ciebie, to trzeba moze powalczyć, zawsze
      szkoda, żeby sie miłość miała marnować.
      Ja myslę, ze on ma poczucie winy wobec dziecka (chyba nie do unikniecia, nawet
      gdyby eksia była w 100% winna rozwodu, miałby wobec dziecka poczucie winy, o
      ile jest w miarę normalny), ze bardzo chce byc ojcem z prawdziwego zdarzenia,
      choc moze jest w tym z lekka nieporadny.
      Myslę też, ze Ty jestes o małą troszke zazdrosna, ze chciałabyś sama trochę być
      jego małą dziewczynką. Jak długo bedziesz o nia zazdrosna, nic dobrego z tego
      wszystkiego nie wyniknie.
      Lekarz to nie rękawiczki, nie powinno sie go zmieniać, no chyba ze nie mamy
      zaufania. A jesli mamy, to taki lekarz to skarb. One mieszkają 30 km od lekarza
      i od ojca. To duzo, jak na małe dziecko. Czy eksia ma swoje auto? Jesli nie,
      takie głupie 30 km to cała wyprawa. Więc moze te klucze nie sa takie
      bezzasadne, na pewno w jego przeżartym wyrzutami sumienia umysle. (To
      oczywiscie moje fantazje, ale sądzę, że nie takie znowu absurdalne).
      Jesli sie wiążesz z facetem z dzieckiem, to albo to jest jakiś popapraniec,
      albo zawsze bedzie to dziecko - dzieci - kochał bardziej niz Ciebie (no moze
      jak dorosną, ale na pewno nie wtedy, jak mają kilka lat). Ktoraś z MAcoch
      zresztą kiedys coś takiego właśnie napisała. I nie ma w tym nic złego, możecie
      być pewnie udana parą, jesli to zaakceptujesz. I jesli bedziesz pamietać, że
      ona ma 4 lata, a Ty troche wiecej, i nie ma nic, ale to absolutnie nic złego ze
      on wychodzi z imprezy na jakiś czas pojeździc z nia na rowerze. Ale niepokojace
      jest, ze nie mówi tego wprost. Przypuszczam, ze nie mówi, bo sie boi, ze sprawi
      Ci tym przykrość.
      POzdrawiam serdecznie
      N.
      • ania_rosa Re: teatr i brak mi sil 03.06.05, 00:14
        Hej
        POlecę anegdotą z zycia, ok?
        Znałam kiedyś pewną dziewczynę, która była po rozwodzie. Tam układ sił był nieco
        inny- ona z dzieckiem, a on (facet, którego poznała) rozwodnik z dorosłym synem.
        Układało im się świetnie. Namiętny seks, super prezenty, przegadane noce, on
        wyznał jej, ze czekał na nią całe zycie i szlag go brał, kiedy wychodziła za mąz
        parę lat wczesniej. Podobała mu się od dawna. Poznał jej syna, spotykali się i
        tak dalej. POnieważ takie układy nie mogą trwać w nieskończonośc (zwłaszcza,
        kiedy wszystko idzie ku dobremu) po pewnym czasie wyszła kwestia wspólnego
        mieszkania, a w domysle małżeństwa (tzn. moja koleżanka miała takie domysływink
        I wielka dupa. Wtedy wyszło, że on zasadniczo nei czuje się gotowy do związku
        typu wspólne mieszkanie, że była żona dała mu w kość, że się boi itd.
        Gdyby coś im się sypało, to interpretacja byłaby prosta- facet chce się wycofac
        rakiem.
        Ale najdziwniejsze było to, że on ją naprawdę kochał, zależało mu na niej, tyle
        że zatrzymał się w pół kroku i dalej ani dudu. Nie było na niego sposobu. A
        dziewczyna była po trzydziestce, konkubinat by nawet zaakceptowała, ale co z
        dziećmi? Co z jej własnym synem- ma mieć ojczyma na dochodne? Sytuacja stała się
        z lekka groteskowa. Były rozmowy, potem stawianie spraw na ostrzu noża. W koncu
        sobie odpuściła i odeszła. Teraz jest w nowym, bardzo fajnym związku, ale epilog
        jest najlepszy- otóż Pan Były Kochanek do dziś wypłakuje się przyjaciołom w
        mankiet, że dziewczyna go zostawiła! Że była miłością jego życia, że bez niej
        wszystko jest do kitu, że, że, że.... I naprawdę było to dla niego dramatem
        zyciowym, że się rozstali.
        Czasem ludzie postępują irracjonalnie i nie ma sposobu, aby im pomóc. I nie
        zawsze chodzi o miłośc, bo ten pan kochał ją szczerze. Po prostu był na tyle
        zwichrowany zyciowo, że zachowywał się jak pies ogrodnika. Zależało mu
        cholernie, ale nie na tyle, aby popracował nad sobą.
        Myslę tez, że gdyby ona swego czasu przystała na taki układ, to do dziś byliby
        razem. I tworzyliby zgodny związek- niezwiązek. Taki ni pies, ni wydra.
        Tak więc Nocko- ja tam nie wiem, co Tobie i Twojemu Panu w duszach gra, ale
        zycie jest naprawdę pełne niespodzianek. Jego zachowanie nie musi wcale
        świadczyć o tym, że mu nie zależy, ale czasem o czyny chodzi, a nie o
        przemyslenia, prawda?
        Rób tak, żeby Ci było dobrze. Czasem ludzie się odnajdują w przedziwnych
        kofiguracjach- od trójkątów poprzez osobno mieszkające małżeństwa, aż do
        "związków, których niby nie ma, ale są". Nie ma reguły na związek. To tak jak z
        butami- każdy ma swój rozmiar. Jeśli Ty się w tym potrafisz znaleźć, to nie
        sugeruj się Józią, która ma pięcioro dzieci i tego samego męza od lat. Tobie
        może być pisane coś zupełnie innego, a mimo to fajnego.

        Rosa
        • ajmj Re: teatr i brak mi sil 03.06.05, 08:44
          Ja jak czytam Twoje zwierzenia Ciemnanocko to mnie jakoś cholera bierze (na
          Twojego chłopa rzecz jasna). Pisałam kiedyś na forum, ze ze mnie niezły raptus.
          Ja musze mieć wszystko albo nic i nie jestem wogóle cierpliwym człowiekiem. Nie
          wyobrażam sobie, abym długo wytrzymała bez jakiejś karczemnej awantury i
          postawieniu wszystkiego na ostrzu noża gdybym była na Twoim miejscu. Bo dla
          mnie Twoje opisywane problemy nie są wbrew pozorom malutkie i bez znaczenia,
          uwierz, ze i mi nie dawałyby spać spokojnie. I na dłuższę metę nie wiem czy
          wytrzymałabym ... Ja wychodze z założenia, że jeśli decydujemy sie na związek
          to takze musimy miec świadomośc, ze nasze zycie nie będzie juz takie samo jakie
          było w pojedynkę i w jakiś sposób jesteśmy "podporządkowani" tej drugiej osobie
          i na odwrót. Związek to kompromisy. To wspólne decyzje. Zresztą wiesz to
          wszystko dobrze. U nas początki były straszne i choć w wielu bardzo ważnych
          kwestiach zgadzalismy się w 100 % to nie obyło sie bez trudów docierania się.
          Mamy całkiem inne charaktery. Jakbys nas zobaczyła to On: poważny,
          dystyngowany, dojrzały, a ja? taka dziewczyneczka, śmieszka, roztrzepaniec
          wielki.smile(a to tak na marginesie)
    • anulka_1983 Re: teatr i brak mi sil 03.06.05, 09:40
      wiem, ze kochasz, ze Ci zalezy.. ze On kocha, ale obie tez wiemy, ze masz
      momentami za małą samoocenę, że myslisz sama o sobie , ze jesteś już stara[a
      wcale nie jesteś!], że już sobie nie znajdziesz faceta.. moze po czesci dlatego
      jeszcze to wszystko wytrzymujesz.. przeciez sa sytuacje po ktorych placzesz, bo
      martwisz sie o wszystko i zabija cie po malutku to, ze On bagatelizuje sprawy
      dla Ciebie wazne.
      Zdaje sobie sprawe, ze zwiazek nie sklada sie tylko z zycia uslanego rozami, ze
      na wszystko trzeba czasu, ze trzeba sie dotrzeć.. Kochanie wypisz sobie
      wszystkie za i przeciw.. wszystko co nie pasowalo do tej pory, przez ten rok..
      i moze wypisz to co udalo ci sie "zmienic w Nim", moze On jest po prostu mniej
      reformowalny niż inni mężczyźni.. moze mysli tak jak mi mowilas, ze jak sie
      nagnie to Ty pozniej to wykorzystasz.. zapewne tak mu sie tam poukladalo.
      Niestety nie siedze w jego psychice i nie jestem w stanie Ci powiedzieć co
      chodzi po jego głowie,jakie On ma do tego podejscie.. chociaz moze On sam nie
      wie i zapewne nie zdaje sobie sprawy, ze z Twojej strony to nie jest juz tak
      pieknie wygladajacy zwiazek, Ty cierpisz.. i tylko czekasz na kazda chwile w
      ktorej bedzie ten przeblysk tego wszystkiego co w Nim dobre.
      To nie jest zly mezczyzna, ale nie mozemy być z kims tylko dlatego, ze nie jest
      zly, ze to dobry facet, kochany, ze Kochamy.. chciałam napisać "czuły", ale
      wcisnełam Back Space..
      M.. szkoda, ze nie moge w ten weekend przyjechac i tak na spokojnie z Toba
      porozmawiać.. dodać Ci troche wiecej pozytywnej energii niż jej teraz masz..
      mysle ze powinnas przemyslec wszystko, wszystko co pisaly Ci tutaj madre
      kobiety i mezczyzna..
      ze to jest bardziej obiektywne niz Ty sama.. bo Ty w tej sytuacji nie mozesz
      podejsc do tego zupelnie trzezwo.. Ty czujesz.. my nie kochamy Twojego faceta i
      jest nam latwiej spojrzec trzezwo na ta sytuacje, chociaz nie jest powiedziane
      ze to my mamy miec racje..
      wolalabym zebys byla szczesliwa z Nim bo go kochasz, ale jesli masz byc
      szczesliwa w przeblyskach to lepiej wcale.. albo pozniej z kims zupelnie innym..

      ktos madry mi kiedys wytlumaczyl, ze jesli chcemy dopuscic dp swojego zycia
      Nowa osobe to musimy pozwolic odejsc starej.. to moze nie tak doslownie.. ale
      duzo w tym prawdy.. niestety.

Pełna wersja