Do leeya w sprawie winy i kary

24.06.05, 08:56
leeya to nie jest utopia
Ja wiele razy uspokajałam M po sms i rozmowach Ex ( tych z wyzwiskami) po
komornikach itd. Tłumacząc - słuchaj przecież sami sobie tego piwa
naważyliśmy. Ona bardzo cierpi dla niej to strata wszystkiego męża, rodziny
no i majątku - poprostu świat jej się zawalił. Nie potrafi tak poprostu żyć
dalej, udawaćże nic się nie stało i ma prawo wyładować swój żal na nas.
Dlatego bardzo często zaciskałam zęby jak robiła mi sceny, jak wyżywała się
na mnie i na moim synu, jak spiskowała z moim ex i robiła tysiące
obrzydliwych rzeczy - ale wszystko to zrzuciłam na jej prawo do zemsty na
nas. Tylko widzisz leeya czasami człowiek nie wytrzymuje zaczyna zastanawiać
się dlaczego ma jeszcze to wszystko znosić czy może już wystarczy, czy może
już trzeba zacząć nowe życie i starać się zapomnieć. Życie przeszłością to
chyba niezbyt udany przepis na szczęście.
M wniósł sprawę o rozwód to będzie dla niej kolejny cios. Wydaje mi sięże
wybrał bardzo mądrego adwokata. Zaczął od stwierdzenia: wie Pan rozwód to po
śmierci najgorsza rzecz dla człowieka. Pana żona ma jak najbardziej prawo do
takiego zachowania jak pan opowiada. ( acha jak mu opowiadał całą historię co
trwało 2 godziny to on skwitował: wie Pan to przedstawia Pan ze swojej strony
i nie jest to obiektywna ocena bo Pana żona widzi to kompletnie inaczej i w
rozmowach z panem tak jak pan nie wierzy jej w żadne słowo tak ona nie wierzy
Panu wam potrzebny jest mediator - człowiek któremu będzie mogła i ona i pan
zaufać ktoś kto przekaże wasze zdania na ten temat i będzie to wiarygodne)
Adwokat upewnił sięczy M chce zabezpieczyć finansowo żonę - na co on odparł
że oczywiście chce zostawić jej wszystko - dom, place, udziały chce dbać o to
żeby kobieta była zabezpieczona do końca życia ( jest nauczycielką i z tej
pensji nie będzie w stanie żyć na poziomie jaki dawał jej M a on wcale nie
chce tego zmieniać, chce przyjąć rozwód ze swojej winy i nawet płacić jej
alimenty na nią )
Była też mowa o określaniu winy co też wydało mi się bardzo mądre: Adwokat
uważa że nie ma tu mowy o określaniu faktycznej winy - bo jest to określenie
wyłącznie sądowe natomiast w rzeczywistości trudno stwierdzić czy ktoś był
winny czy też był niewinny, bo są różne sytuacje życiowe przykład ( kogo
winić gdy mąż chrapie w nocy żone że nie może tego znieść czy męża że
chrapie) To jest tak że związek się rozpad i szukanie w tym czyjejś winy jest
błądnym kołem do niczego nie prowadzącym. Określenie winy w sprawie
rozwodowej to satysfakcja lub zabezpieczenie finansowe i tyle.
Powiedział też że trzeba przygotować sie na serial brazylijski bo z tego co
mówimy to ona będzie bardzo walczyć, będzie mnóstwo swiadków i jeden wielki
koszmar - tylko trzeba się zastanowić po co jak i tak kulminacją całej sprawy
będzie handel pod tytułem ile dasz za ten rozwód, dam ci tyle i tyle , nie
daj jeszcze to , ok, no to rozwód. To jest real opisany z doświadczenia
adwokata.
    • edzieckokarenina Re: Do leeya w sprawie winy i kary 24.06.05, 10:09
      Powiedział też że trzeba przygotować sie na serial brazylijski bo z tego co
      mówimy to ona będzie bardzo walczyć, będzie mnóstwo swiadków i jeden wielki
      koszmar - tylko trzeba się zastanowić po co jak i tak kulminacją całej sprawy
      będzie handel pod tytułem ile dasz za ten rozwód, dam ci tyle i tyle , nie
      daj jeszcze to , ok, no to rozwód. To jest real opisany z doświadczenia
      adwokata.
      ***
      no takie jest życie.Nie słyszłam jeszcze o kulturalnym rozwodzie(choć pewnie
      wyjątki się zdarzają).Moja koleżanka pracowała w sądzie jako protokolantka i
      powiedziała że nigdy nie wyjdzie za mąż po tym czego byla świadkiem i czego
      słuchaławinkMówiła,że ludzie (obie strony) robią sobie niesamowite świństwa.
      Żona Twojego faceta to nie jest ex-i dlatego pewnie tak się zachowuje(tak -
      znaczy się nie pow waszej myśli).Widać nadal coś czuje do męża , czuje teże
      pewnie żal i nienawiść.Wszystko z czasem minie i myślę że nie ma się czemu
      dziwić
      • magdalens Re: Do leeya w sprawie winy i kary 24.06.05, 10:25
        zgadza się co do żalu i nienawiści wzięłabym pod lupę uczucia ( to są historie
        między nimi i niech tak zostanie - kiedyś gdy starałam się to po części opisać
        to dostałam riposte, że przecież mnie tam nie było a opowiadania M wcale nie
        muszą być obiektywne tak to widział tylko an Ona może trochę inaczej - co
        przyjęłam za dobry komentarz i ostatni raz do tego wracam)

        Zastanawiam się tylko po co to wszystko?
        Po co tak strasznie rujnować sobie życie?
        Po co udowadniać na sprawie rozwodowej komuś że był zły skoro on i tak chce
        przyjąć winę na siebie?
        Po co robić takie przedstawienie i samej cierpieć przy tym najbardziej?
        Czy gdyby facet przyszedł do was i powiedział słuchaj, weźmy rozwód z mojej
        winy, zostawiam ci wszystko: dom, samochód, place , dostaniesz spore alimenty -
        czy wy mimo wszystko chciałybyście tej całej szopki, tego roztrząsania?
        Jaki w tym jest cel?
        • capa_negra Re: Do leeya w sprawie winy i kary 24.06.05, 10:40
          >Zastanawiam się tylko po co to wszystko?
          >Po co tak strasznie rujnować sobie życie?



          Gdybym rozmawiała z moja matka to chetnie bym jej zadała to pytanie.
          Zapytałabym jeszcze: czy było warto???

          Moi rodzice rozwodzili sie w czasach gdy rozwód był prowadzony przez sąd
          rejonowy, a dopiero potem wojewódzki.
          I serial brazylijski sie do ich rozwodu nie umywa - trwał 10 lat - najpierw był
          bez orzekania o winie - zaskarzony przez mamuske, potem z ozekaniem - wspólwina
          zreszta tez zaskarzona do wyższej instancji..
          Skończyło sie to dla niej eksmisja z domu i ograniczeniem praw rodzicielskich
          nad bratem.
          Teraz ma 63 lata - od 20 lat "nie znaja jej" własne dzieci.
          od 20 lat nie zamieniły z nia słowa
          od 20 lat mijamy sie jak obycy - ostatni raz przedwczoraj ...mąż miał okazję
          popatrzec na "teściową" - pierwszy raz w zyciu
          Nigdy nie pozna swoich wnuków, ziecia/synowej i pare innych spraw będących
          konsekwencja jej wyboru/jadu/złości z przed 20 lat tez nigdy sie nie zdarzy.
          Zapytam jeszcze raz
          Warto było ??????
          • magdalens Re: Do leeya w sprawie winy i kary 24.06.05, 11:03
            to smutne,
            a czy ty teraz nie możesz do niej wysunąć dłoń - wybaczyć, może jakoś nadrobić
            stracony czas, zapomnieć?
            Może warto.
            • capa_negra Re: Do leeya w sprawie winy i kary 24.06.05, 11:13
              Nigdy w zyciu.
              Sa sprawy, których nie jestem wstanie ani wybaczyc, ani zapomniec.
        • ajmj Re: Do leeya w sprawie winy i kary 24.06.05, 10:41
          chyba aby cierpiał... aby miał na to na co zasłużył jej zdaniem. aby żałował...
          aby i aby...
          Naszej Eks tez nie do końca rozumiem... Pewne zachowania i owszem, ale inne...
          Jak jej własna rodzina odwróciła sie od niej i stwierdziła, ze wszystko,
          wszystkim ale przegina bardzo...
      • kicia031 Re: Do leeya w sprawie winy i kary 24.06.05, 15:47
        No coz, to masz szanse uslyszec I raz o kulturalnym rozwodzie wink)). Po
        koszmarze mojego malzenstwa, zdradach, przemocy psychicznej nasz rozwod nie byl
        wcale zly. Moze dlatego, ze odczekalismy 2 lata od rozstania, moze dlatego, ze
        ja rzeczywiscie potraktowalam to handlowo - oczekiwalam zabezpieczenia
        przyszlosci dziecka w zamian za rozwod bez orzekania winy, a adwokat mojego exa
        uprzytomnila mu, ze moje oczekiwania sa skromne i ze jesli pojdzie ze mna na
        wojne, to wyjdzie na tym duzo gorzej. I chociaz mam do exa duzo zastrzezen jako
        do ojca, to musze przyznac, ze nie jest zlym bylym mezem. Choc tez ja nie
        jestem zla exia, choc wspolczuje jego zonie, bo wiem, ze w swoim nowym
        malzenstwie wdraza te same zachowania, ktore rozbily nasz zwiazek... Ale to juz
        nie moja sprawa wink)
      • lideczka_27 Re: Do leeya w sprawie winy i kary 24.06.05, 22:12
        I ja jestem dowodem żywym, że rozówd da się przeżyć bez nerw wink

        Mój rozwód od początku do końca to pełna kulturka. Ja
        wnosiłam pozew, napisałam w swoim stylu - czyli obiektywnie, ale zdecydowanie.
        Ogólne wrażenie było takie, że nas po prostu nic już ze sobą nie łączy,
        nastąpił całkowity rozkład pożycia (seks, sprawy ekonomiczne, emocjonalne), ale
        oboje darzymy się szacunkiem. Na rozprawie musiałam to samo mniej więcej
        powiedzieć, eks potakiwał. Oboje nie zgodziliśmy się na pojednanie, on dostał
        pozew do ręki, druga sprawa za 2 tygodnie. Dostaliśmy starą sędzinę, maglowała
        nas 45 minut, bo na silę chciała wyciągnąć ode mnie, że pewnie mnie zdradził i
        dlaczego ja się tak upieram, że nie chcę zgody, skoro mówię, że to nie jest zły
        człowiek wink Powiedziałam jej, że bardzo nam obojgu zależy, by na tej sali padły
        sprawy tylko najistotniejsze, bo to nasze prywatne sprawy i ze względu na
        przeszłość nie chcielibyśmy siebie oczerniać. Sędzina wymiękła. Ławnik
        bezpośrednio wypalił, czy on ma kochankę - po prostu nie mogli przeżyć, że
        jestem bezrobotna i wracam do rodziców na garnek, na drugi koniec Polski, bez
        mieszkania, dobytku, a on zarabia taka kupę kasy. Przekonywali mnie nawet,
        żebym została, bo jak w przyszłości ciężko zachoruję, to on mi leczenie
        zapewni wink)) W końcu orzekli o rozwodzie, dlatego, że ja ponoć w sposób
        kategoryczny się wyrażałam, że nie ma czego sklejać (dosłownie powiedziałam, że
        jeśli rozwodu nie otrzymam, to to niczego nie zmieni, wyjeżdżam i do męża nigdy
        już nie wrócę). Później poszliśmy na pożegnalny obiad i gudbaj.
    • agamagda Re: Do leeya w sprawie winy i kary 24.06.05, 11:34
      Dzisiaj wszyscy znajomi i ci moi i ci wspólni i ci ex męża - gratulują mojemu
      Ex i mi "udanego" rozwodu. Stosunki mamy poprawne, żadngo chamstwa, nie ma
      problemu z alimentami, "wydawaniem " dziecka, mały kocha nas oboje i akceptuje
      naszych nowych partnerów. Komunia dziecka była super. Komuniant pośrodku ja z
      męzem z jednej stronu z drugie ex z partnerka. Po prostu sielankawink))
      A rozwód był koszmarny, serial brazylijski, to mało powiedziane. Mąż nie chciał
      się rozwodzić,a zresztą ni chce mi się do tego wracać.
      Co na to wpłynęło? Przede wszystkim po jakimś czasie opadają emocje i czas
      leczy rany - o tym nigdy nie można zapomnieć i uzbroić się w trochę
      cierpliwości. Ale co, chyba jeszcze wazniejsze, Wg mnie przede wszystkim
      kultura osobista (wiem, wiem mówię też o sobie - ale przeczytajcie), dokładne i
      ścisłe wypełnianie zobowiązań przez obie strony, dobra wola i... odcięcie
      nowego partnera od spraw między ex-małżonkami.
      Nam się udało. Moze tobie tez sie uda.
      • derena33 Re: Do leeya w sprawie winy i kary 24.06.05, 11:57
        Ha, to ja sie pochwalesmile)
        Moj rozwod byl kulturalny, po nim poszlismy z exem na ostatnia wspolna kawe.
        Ale moj rozwod odbyl sie dwa lata po rozstaniu, gdzie emocje troche sie
        uspokoily.
        Wszystkie seriale brazylijskie odbyly sie przed rozwodem a nie po.
        Po rozwodzie odbywaly sie jedynie ciezkie rozmowy na temat uczestniczenia exa a
        raczej braku w wychowywaniu nastolatka.
        Ale moj ex mimo swinstwa jakie zrobil, we wszystkich innych kwestiach staral
        sie po dzentelmensku pozalatwiac sprawy. I nigdy nie obrzucil mnie zadnym
        blotem, nie oskarzal mnie o nic i wytrzymywal moja rozpacz, dawal mi sie po
        prostu wygadac i wykrzyczec, wiedzial ze mam do tego prawo.
        Bo do tego by sie rozwodzic dzentelmensko, potrzeba dzentelmenerii ze strony
        osoby, ktora opuszcza druga osobe.
        • edzieckokarenina Re: Do leeya w sprawie winy i kary 24.06.05, 12:06
          Bo do tego by sie rozwodzic dzentelmensko, potrzeba dzentelmenerii ze strony
          osoby, ktora opuszcza druga osobe.
          ****
          100% racja, zgadzam się
          • magdalens pytanie do edzieckokarenina i derena33 24.06.05, 12:30
            to prosze mi doradzić w czym M zachowuje się niedżentelmeńsko - odwołując się
            do początku postu. ( to jest oczywiście opis subiektywny na tyle informacji ile
            mam i przeżyłam)
            • edzieckokarenina Re: pytanie do edzieckokarenina i derena33 24.06.05, 12:44
              magdalens napisała:

              > to prosze mi doradzić w czym M zachowuje się niedżentelmeńsko - odwołując się
              > do początku postu. ( to jest oczywiście opis subiektywny na tyle informacji
              ile
              >
              > mam i przeżyłam)
              ****
              no wiesz, jak jest malżeństwo-są lepsze i gorsze dni.Bywa i tak(ja w Twoim
              przypadku-z tego co pisałaś) że są takie kryzysy że jedno się na jakiś czas
              wyprowadza,żeby odpocząć od siebie i ochłonąć-przemyśleć parę spraw.
              Ale zupełnie inną sytuacją jest kiedy jeden z malżonków dowiaduje się że drugi
              jest z kimś w związkuwinkczy druga strona nie ma prawa czuć się oszukaną?nawet
              jeśli nie mieszkali ze sobą w danym momencie.
              Wyobraź sobie że Ty masz męża-macie kryzys, on się wyprowadza, emocje opadają-
              potem on przychodzi i oznajmia ci że wszystko skończone i że kocha inną i z nią
              żyje.No wybacz,ale chyba nie przyjmiesz takiej wiadomości spokojnie?
              • magdalens Re: pytanie do edzieckokarenina i derena33 24.06.05, 12:54
                no nie to troszke inaczej było.
                Oni już długo nie mieszkali razem.
                Mieszkali w oddzielnych domach jeszcze zanim my zamieszkaliśmy razem i
                wyprowadziliśmy się do innego miasta - jednym z powodów było jej zachowanie i
                potrzeba wyciszenia emocji ( nie chcieliśmy żeby ciągle nas widziała itd)
          • emikk Re: Do leeya w sprawie winy i kary 24.06.05, 12:35
            Nie tylko. Mój facet rozwodził sie po dżentelmeńsku, wziął winę na siebie,
            zostawił wszystko ex, kupił wszystko co chciała, zgodził sie płacić alimenty
            jakie chciała, a ona i tak w trakcie sprawy wstała i zaczęła robić aferę o
            rachunek na torebkę damską, jaki znalała w jego portfelu. Uspokoiła sie dopiero
            jak adwokat mojego M spytał skąd ma ten rachunek ,skoro od półtora roku nie
            mieszkają razem - zamilkła, trudno się było przyznać, że przyjechała do M do
            pracy, ukradla mu klucze z marynarki, pojechała do wynajmowanego przez niego
            mieszkania, wszystko przeszukała, porobiła zdjęcia, ukradła naszą
            korespondencję itp. Do tanga, niestety, trzeba na dwojga. A może na szczęście.
            • derena33 Re: Do leeya w sprawie winy i kary 24.06.05, 12:47
              Sorry. Ale mysle, ze wasi faceci nie okazali sie dzentelmenami, skoro wy
              uczestniczycie w zakonczeniu ich malzenstw. Bo wedlug mnie dzentelmen takie
              sprawy sam zalatwia, nie mieszajac do tego swojej nowej kobiety.
              • magdalens Re: Do leeya w sprawie winy i kary 24.06.05, 13:06
                trudno nie uczestniczyć jak złość "prawie ex" skupia się głównie na mnie i moim
                dziecku które jej przecież nic nie zrobiło.
                No i jeszcze podstawowa sprawa jesteśmy partnerami w zyciu więc jesteśmy też
                partnerami w problemach- ciężko żebym go nie wysłuchała i nie uspokajała bo
                samemu byłoby mu dużo ciężej.
            • ania_rosa Re: Do leeya w sprawie winy i kary 24.06.05, 12:52
              Magdalens- Twój facet zachował się niedzentelmeńsko, bo zdradził żonę. Ja jednak
              kamieniem w niego nie rzucę, bo sama zrobiłam to samo swojemu męzowi. I nam
              udało się rozstać kulturalnie.
              Różnica między nami a Wami polega na tym, że Twoja Eks nie jest mną, a mój Eks
              nie jest Twoim partnerem. Ja także miałam wielkie wyrzuty sumienia prowadzące do
              skrajnej ugodowości wobec Eksa. I co by mi ludzie nie mówili, to uważam, że
              postąpiłam słusznie. Kiedy się robi człowiekowi świństwo to nie ma co odwracac
              kota ogonem, tylko trzeba ponieśc konsekwencje. Ja je poniosłam i- jak widzę-
              Twój Eks także. Nic więcej poza dobrą wolą, żalem za niesmak rozstania i chęcią
              doprowadzenia stosunków do poprawnych nie da się zrobić.
              Przepraszam- da się zrobić jeszcze jedną rzecz. Zabrzmi to wywrotowo, wiem.
              Warto poprosić zdradzoną stronę o wybaczenie. Nie przeprosić, a poprosić o
              wybaczenie. Nawet nie Wiesz, jak wiele to zmienia z punktu widzenia osoby
              zdradzonej. Przywraca jej się ta prośbą godność. Prośba o wybaczenie nie
              oznacza, że chcemy cofnąc czas, jest tylko powiedzeniem "niezależnie od tego,
              jak fatalny był nasz związek i jak bardzo nie chcieliśmy go ciągnąc, to
              wyrządziłam ci krzywdę zdradzając cię. Bo nikt na zdradę nie zasłużył".
              To są słowa, które leczą, uwierz. Leczą przede wszystkim rany zdradzonej strony
              i sprawiają, że pojednanie, czy choćby szacunek, stają się całkowicie możliwe.
              Jeżeli ta prośba jest szczera, to przyniesie owoce, gwarantuję.
              Jeśli więc oczekujesz rady, to właśnie ją dostałaś.

              pozdrawiam serdecznie
              Rosa
              • derena33 Re: Do leeya w sprawie winy i kary 24.06.05, 12:57
                Dobrze Aniu prawiszsmile

                ..moj ex mnie poprosil o wybaczenie. Powiedzial ze nie potrafil inaczej,ze sie
                staral ale sie zakochal i ze bardzo zaluje, ze z jego winy nam sie nie udalo.

                W moim wypadku to zadzialo cuda..
              • magdalens Re: Do leeya w sprawie winy i kary 24.06.05, 13:03
                trafiony zatopiony.
                Prośba o wybaczenie była składana tysiące razy z przyznaniem się do winy itp.
                Odpowiedź: taki skur. jak ty nigdy nie dostanie wybaczenia
                Czy uważasz że zrozumiała?
                On się denerwował tysiące razy ale zawsze uspokajam go - to nasza wina i musisz
                to przyjąć i nie mieć pretensji (poprostu matka teresa)
                • edzieckokarenina Re: Do leeya w sprawie winy i kary 24.06.05, 13:09
                  magdalens napisała:

                  > trafiony zatopiony.
                  > Prośba o wybaczenie była składana tysiące razy z przyznaniem się do winy itp.
                  > Odpowiedź: taki skur. jak ty nigdy nie dostanie wybaczenia
                  > Czy uważasz że zrozumiała?
                  > On się denerwował tysiące razy ale zawsze uspokajam go - to nasza wina i
                  musisz
                  >
                  > to przyjąć i nie mieć pretensji (poprostu matka teresa)

                  ****
                  widać ona potrzebuje więcej czasu na dojście do siebie niżbyście tego
                  oczekiwali.
                  Dopóki nie minie jej żal, złość itp emocje dopóty tak będzie,a wy po prostu
                  musicie czekać-ale w zasadzie na co?wink przecież i tak jesteście razem.
                  Najlepsze w tej sytuacji jest jak najszybsze przeprowadzenie rozwodu
                  • magdalens Re: Do leeya w sprawie winy i kary 24.06.05, 13:55
                    no właśnie - tylko ona powiedziała nigdy!!!
                    • edzieckokarenina Re: Do leeya w sprawie winy i kary 24.06.05, 14:02
                      magdalens napisała:

                      > no właśnie - tylko ona powiedziała nigdy!!!
                      ***
                      i ty w to wierzesz?wink
                      • magdalens Re: Do leeya w sprawie winy i kary 24.06.05, 14:04
                        czy wierze jej?
                        Czy w to że tak powiedziała? ( to słyszałam sama )
    • virtual_moth Re: Do leeya w sprawie winy i kary 24.06.05, 15:13
      magdalens napisała:

      > Adwokat
      > uważa że nie ma tu mowy o określaniu faktycznej winy - bo jest to określenie
      > wyłącznie sądowe natomiast w rzeczywistości trudno stwierdzić czy ktoś był
      > winny czy też był niewinny, bo są różne sytuacje życiowe


      Jestem ciekawa, co powiedziałby ów adwokat na temat winy i kary, gdyby jego
      klientką była jakaś zdradzana żonauncertain//

      Adwokat plecie to, co chce usłyszeć klient. Adwokat nie jest psychologiem,
      stwierdzać czy winę za rozpad małżeństwa da się moralnie określić, czy nie.
      Adwokat reprezentuje interesy klienta, więc nie będzie mu przecież psuł morale
      twierdzac, że często winę da się po prostu przypisać jednej ze stron. Jeszcze
      by się klient załamał psychiczne lub, co gorsza, zmienił adwokatawink

      Pzdr
    • leeya moja pokretna logika:) 24.06.05, 15:18
      Wywolana bezposrednio do tablicy odpowiadamsmile

      Magdalens,
      Ja mam bardzo przejrzyste i jasne widzenie swiata. Takze ukladow
      miedzyludzkich. Pisalam juz o tym kilkakrotnie, ale napisze jeszcze raz. I od
      razu mowie, ze nie bede gdybala, a pisze o tym, co sama przezylam i na ile sama
      siebie sprawdzilam.

      Wedlug mnie najwazniejsza jest uczciwosc pomiedzy partnerami. Bylo nie bylo,
      zakochanie to tez pewne procesy chemiczne zachodzace w organizmie czlowieka i z
      czasem traca na swej intensywnosci. Wazne jest, aby w czasie ich mocnego
      dzialania tak ulozyc sobie relacje z partnerem, aby moc mu zaufac. Ja jestem
      dziwny przypadek i obdarzam zaufaniem dopiero wtedy, gdy sie przekonam, ze
      moge. Na jakiej zasadzie to dziala i jakie sa kryteria nie umiem jasno okreslic
      i tylesmile Dlatego uwazam, ze jesli nie uklada sie w zwiazku, to trzeba o tym
      rozmawiac. Kiedy rozmowy nic nie daja, czujemy sie zle w zwiazku, nalezy ten
      zwiazek zakonczyc. Nikt nie jest meczennikiem, aby trwac w nieatrakcyjnym dla
      siebie ukladzie na sile. Ale zakonczyc ten uklad uczciwie. Bez wsparcia
      zewnetrznego w postaci czekajacego/cej gdzies w poblizu nastepcy/nastepczyni.
      Dlaczego? To bardzo proste, po co narazac kogokolwiek innego na nienawisc, zle
      traktowanie, zemste partnera, ktorego wlasnie opuszczamy? Tego teraz Ty
      doswiadczasz wlasnie ze strony "jeszcze zony" Twojego M. I akurat do "jeszcze
      zony" czy "jeszcze meza" to ja mam olewczy stosuneksmile Bo to, ze ktos pozostaje
      w zwiazku malzenskim nic dla mnie nie znaczy = nic dla mnie nie znaczy ten
      papierek ich laczacy, kiedy miedzy ludzmi jest wyjasniona i jasna sytuacja. Jak
      juz wczesniej mowilam, znam kilka malzenstw, ktore mimo tego, ze od lat nie sa
      razem nie biora rozwodu i jest OK. Wiedza, ze ich zwiazku juz nie ma i nie
      bedzie. Ale rozwod nie jest im potrzebny lub maja wspolne zobowiazania/interesy
      ktorym rozwod by zaszkodzil i po prostu zyja bez tego rozwodu. I dla mnie jest
      to calkowicie w porzadku. Doszli do porozumienia, maja jasna sytuacje i zyja
      tak a nie inaczej.

      Natomiast, jezeli jedno z partnerow nagle sie wypisuje z
      malzenstwa/konkubinatu, bo jest tam ktos w tle, to jest to dla mnie nieuczciwe.
      No przepraszam, ale tak wlasnie uwazam. I uwazam, ze mimo wszystko, czyli mimo
      klopotow, jakie byly w tym malzenstwie/konkubinacie powinno sie dac szanse
      partnerowi, ktorego sie zostawia, na oswojenie sie z sytuacja. Czasem to trwa
      miesiac, czasem rok, czasem nawet kilka lat, to zalezy jak bardzo opuszczony
      partner byl zaangazowany w ten zwiazek. I nie mam na mysli tylko uczuc. Czasem
      w gre wchodzi czas poswiecony temu zwiazkowi, pieniadze etc. Co zwiazek to inny
      uklad miedzy ludzmi, nie chce teraz gdybac. Wiem, ze moze niezgrabnie to
      napisalam, ale podam na przykladzie: oboje partnerzy pracuja, rodzi sie
      dziecko, ona zostaje w domu i wychowuje dziecko. Rok. On przyzwyczail sie do
      takiego stanu rzeczy, pasuje mu i chce by tak bylo. Obiadki, dzieci zadbane
      itd. Wiec ona rezygnuje z kariery i siedzi w domu. On ja zostawia dla innej.
      Zostawia ja bez niczego. Uczciwe?? Ano nie i ma prawo czuc sie ta porzucona
      poszkodowana. W zyciowym tego slowa znaczeniu: zrezygnowala ze swojej kariery,
      teraz jest juz starsza, ma przerwe w pracy i trudnosci w znalezieniu nowej
      posady.

      Co do zachowan ex. No tak, to jest temat rzekasmile Jedne wydzwaniaja po nocach,
      inne szukaja na sile kontaktu, innne jeszcze wyszarpuja ile sie da zaslaniajac
      sie dzieckim i jednoczesnie nastawiajac dziecko przeciw ojcu. Przyklady mozna
      mnozycsmile Wiem, ze czasem strasznie trudno zrozumiec exie. Szczegolnie, kiedy
      zachowuja sie tak a nie inaczej. Ale moze warto? Moze choc starac sie? Swoja
      droga, to uwazam, ze zadna nexia nie powinna byc mieszana do spraw miedzy ex
      malzonkami. Ale to juz facet decyduje, jak sie zachowac i jak to ulozycsmile Ja z
      kolei moglabym napisac epopeje o zachowaniach nexi, tez niezbyt pochwalnasmile Ale
      wychodze z zalozenia, ze ta kobieta to nie moj problem a mojego exa. W razie,
      gdy mi w ten czy inny sposob przeszkadza mowie o tym exowi, a on niech sobie z
      nia zalatwia i tylesmile I mowie tez wprost: nie staram sie jej zrozumiec, bo dla
      mnie, jako czlowieka, ta kobieta jest nieistotna, mam do niej stosunek
      ambiwalentnysmile Ja nie mam o czym z ta kobieta rozmawiac, nie chce jej poznac,
      bo mi to do szczescia nie jest potrzebne. Exa tez nie atakuje smsami po nocach
      a tym bardziej telefonami. Jedyny wyjatek to gdyby (a mialam nie gdybacsmile ) cos
      sie Julce stalo tfu tfu. Bo mam swiadomosc, ze mnie z exem laczy juz tulko
      Julka i nic wiecej. Mam jasny obraz sytuacji. Dlatego tez nie rozumiem czasem
      zazdrosci nexi o exie ale to juz temat na inny elaborat.

      OK, rozpisalam sie, ale chyba wszystko jasno wylozylam w koncusmile

      Leeya

      PS. A co do tego, co napisala ania_rosa to podpisuje sie nogami i rekami.
      Czasem taka prosba o wybaczenie dziala cudasmile I na pewno jest potzrebna do
      tworzenia normalnych ukladow miedzyludzkich. Tym bardziej, ze sa dziecismile
      • leeya Re: moja pokretna logika:) 24.06.05, 15:31
        Aha Magalens,

        Co do Twojego konkretnego przypadku, to wydaje mi sie, ze Twoj facet troche
        zawalil sprawe od poczatkusmile O ile latwiej by bylo, gdyby jasno
        powiedzial: "Mam dosc, juz nie wytrzymuje..... i chce odejsc. Wnosze sprawe o
        rozwod" w miejsce kropek wstawic odpowiednie fakty. Ale gdzies tam w tle czy
        jakos niedlugo Ty sie pojawilas. No i kobita poczula sie zagrozona. A moze
        poczula zagrozenie dla swojego statusu materialnego, nie wiem, ale teraz
        reaguje tak jak reaguje. A wiadomo, ze faceta po lbie za bardzo "bic" nie
        mozna, bo moze jeszcze zechce wrocic i jak to kolezankom/rodzinie wtedy
        wytlumaczyc. Wiec najprostsza metoda: "ta K...a jest winna, ona go zbalamcila"
        I wtedy kolezanki biegna ze slowami otuchy: "zobaczysz, on jeszcze zmadrzeje,
        wroci". Dlatego cala zlosc i frustracja jest wyladowywana na Tobie. A ze
        jeszcze kobita ma taki a nie inny charakter... Coz...

        Pisze oczywiscie na podstawie Twoich postow, bo nie znam sytuacji, znacie ja
        tylko Wy.

        Jaka rada w tej sytuacji?? Przeczekac?? Unikac kontaktu z ex?? Echhhh... Na to
        madrego nie masmile Ale z czasem to sie uspokoi, a przynajmniej zwykle tak bywa.

        Leeya
    • natasza39 Jak to jest? 25.06.05, 12:47
      No niestety tak juz jest, że czasem trudniej jest sie nam rozstać, choć ani my
      juz nie czujemy nic do osoby, która nas opuszcza, ani ona nas już nie chce.
      To chyba kwestia charakteru. Jest typ ludzi, którzy uważaja, że to cały świat
      sie na nich uwział, oni sa niewinni i na stwierdzenie: ja juz z Toba nie chcę
      być- mówią: "A gówno! To ja Ci teraz pokaże!".
      Z własnego zycia mogę powiedzieć, że zasadniczo nie pcham sie nigdy tam gdzie
      mnie nie chca. Dotyczy to przede wszystkim facetów. Ale nie wszystkie baby
      takie sa. Może szanowna małzonka twojego M to typ kobiety bluszcza, który lubi
      owijac sie wokół faceta jak wokół palika. W tym miejscu nie jest wazne czy
      palik chce nadal pełnić te rolę. Ważne jest że ona napisała sobie własny
      scenariusz zycia i on własnie taka role w nim pełni.
      Przyzwuczaila sie do zycia na pewnym poziomie, który on jej zapewniał i teraz
      trudno z tego zrezygnować po prostu. Dzieci, o los których jako matka boi sie,
      stanowia tutaj swoistą kartę przetargową. Z tych sms-ów które mu przysyła,
      wynika jasno, że dzieci sa swoista karta przetargowa. Zauważ, że nie pisze do
      niego :"Miałeś wspaniała rodzine, zonę i rzucasz to". Ona pisze "miasles
      wspaniałe dzieci". W domysle teraz ich juz nie będziesz miał za karę, że nie
      chcesz robić za ten pal.

      Rozwiązania, o których pisza dziewczyny, sa piękne, ale w przypadku, gdy ludzie
      umieja sie w jakikolwiek sposób porozumieć.
      Sa jednak osobniki płci róznej, z którymi nie da sie porozumieć w jakimkolwiek
      temacie. Przerabiałam to w swoim małzeństwie. Jakakolwiek wspólna decyzja była
      niemozliwa, bo jak była dobra to on był jej ojcem, a jak cos nie wyszło, to
      zawsze ja byłam winna.
      Po za tym zmieniał zdanie co 5 minut. Chciał mieć jabłko i zjeść jabłko i winił
      cały świat, tylko nie siebie.
      A dawanie "szans" zwiazkowi, też ma swoje granice. Jak po 100 razach wzajemnego
      wybaczania, człowiek za 101 razem przekonuje sie, że to kicha, to ma dosć
      wszystkiego.

      Nie zgodzę sie do końca z ania_rosa. Nie kazdego opłaca sie prosic o
      przebaczenie. Po pierwsze niektórzy traktuja to jako następny atut w ręce i
      pozwala im to robić z siebie samego ofiare losu. Po drugie sa rzeczy gorsze,
      niz zdrada, które mozna zrobić drugiej osobie, a jakos tak emocji nie wyzwalaja.

      Przypomnijcie sobie słowa przysięgi małżeńskiej:
      Tam jest jak wół: "Miłość, wierność i uczciwosc małżeńska"
      Na pierwszym miejscu jest miłość.
      Jak ta osoba która się ponoć "zdradza" nie kocha cie to sie jej nie zdradza.
      A co z uczciwościa małżeńską? Jakże częstop sie o niej zapomina.
      To nie jest uczciwe jak facet traktuje zonę wyłacznie jako praczkę, kucharkę i
      niańke swoich dzieci.
      To nie jest uczciwe jak kobieta traktuje faceta wyłacznie jak maszynke do
      robienia pieniedzy.
      A zatem za "zdradę" można przepraszac i prosic o przebaczenie wyłacznie jak
      osoba która sie zdradziło kocha Cie i była w stosunku do Ciebie uczciwa.

      Zreszta mój małzonek po zdradzie prosił mnie o przebaczenie. Zadnej satysfakcji
      mi to bynajmniej nie przyniosło.
      Natomiast nigdy nie przeprosił mnie za to, że w stosunku do mnie był
      nieuczciwy. Ze mnie kłamał, że nie traktował mnie jak przyjaciela, że
      wykorzystywał moje slabości, dobre serce i że nigdy jak był mi potrzebny nie
      było go przy mnie. Za to mnie nigdy nie przeprosił.
      A tego własnie oczekiwalam.
      Zdrada akurat, była kropelka w tym związku. Gdyby cała reszta była fair
      rozstalibyśmy się jak przyjaciele.
      • ania_rosa Re: Jak to jest? 25.06.05, 13:27
        IMHO Natasza o przebaczenie się nie prosi dla doraźnych korzyści, ale żeby w
        lustro patrzeć spokojnie. I uważam, że powinno się tak zrobić, bo korona z głowy
        nie spada, a ulga jest wielka. I to dla obu stron. Jeżeli Tobie to ulgi nie
        przyniosło to sama wiesz czemu, bo napisałaś to w swoim poście. Bo chodziło o
        wiele więcej rzeczy niż sama zdrada, a za te inne rzeczy nikt Cię nie
        przeprosił. Patrzmy więc na wybaczenie ogólnie i nie odnośmy go tylko do
        zdrady. Myślę, że ten sam mechanizm można zastosowac po prostu przy każdym
        świństwie, jakie się robi: czy będzie to olanie dziecka (co wyzwoliło w drugiej
        stronie mordercze instynkty), czy narobienie długów (znam taką sytuację- zona
        dowiedziała się o długach męza, kiedy do domu przyszedł komornik i zabrał jej
        meble), czy zdrada, czy jakakolwiek rzecz tak grubego kalibru. Ludzie nie zawsze
        wybaczają od razu, ale na dłuższą metę ważna staje się dla nich świadomośc, że
        druga strona dojrzała do przyznania się do błędu. A to już tworzy pewien grunt
        do porozumienia. Że o korzyściach duchowych nie wspomnę.
        Rosa
        Prosząc o wybaczenie nic nie tracimy.
        • natasza39 Re: Jak to jest? 25.06.05, 14:03
          ania_rosa napisała:

          >Prosząc o wybaczenie nic nie tracimy.<

          Oczywiście zgadzam się, ale w zasadach ogólnych jak najbardziej.
          W moim poście nawiązuję jednak do przypadków, kiedy skutków tego gestu i tak
          nie ma.
          Prośba o przebaczenie jesli trafia w pustkę daje chwilę satysfakcji z tego że
          jest się fair osobie o przebaczenie proszącej. Jesli druga strona przez ta
          prośbę utwierdza sie w przekonaniu, że pomimo tego co sama zrobiła jest Matka
          Teresą i wykorzystuje to jako atut" Patrzcie ludziska, jaki jestem biedny i
          prawy, ten gnojek prosi mnie o przebaczenie, bo wie ze skrzywdził anioła", to
          proszenie o przebaczenie takiej osoby nic nie daje.
          Odsłaniasz podbrzusze, a i tak nic to nie da.
          Tym niemniej z sama zasada zgadzam sie jak najbardziej.
          Umiejętność przepraszania za własne błędy i świństewka jest cecha nadzwyczaj
          żadką.
          Transponując do własnego żywota, bo uważam, że tylko tak mogę tu pisać, to za
          zdradzenie mojego małzonka wcale bym go nie przepraszała, bo to świństewnko w
          porównaniu z tym co on wyprawiał byłoby pryszczem.
          To tak jakby żydzi przepraszali Hitlera za to że jakiś ich ziomek oszukał go
          swojego czasu w geszewcie.

        • virtual_moth Re: Jak to jest? 26.06.05, 00:21
          ania_rosa napisała:

          > IMHO Natasza o przebaczenie się nie prosi dla doraźnych korzyści, ale żeby w
          > lustro patrzeć spokojnie.

          Rosa. Ale przecież o przebaczenie prosi się dla doraźnych korzyści. Czyli po
          to, aby ex się odczepiła, a nie po to, aby odbudować związekuncertain Kogo obchodzą
          takie przeprosiny? Chyba tylko nas, dyskutantów.

          Mnie ex przepraszał multum razy. Jestem widać bardzo wredna, bo to mi nie
          wystarcza, hehehehsmile

          Co mi po słowie: "przepraszam"?
          Nic, kompletnie nic.

          Być może next magdalens czuje podobnie.

          Ona (exowa magdalens) jest w ogóle jakas dziwna. Czepia się o to, że jej były
          (?) mąż związał się z kobietą. No przeca to normalne - skoro jest były, to ma
          prawo. A ona (eksowa) jak ta osa upierdliwa. Psychiczna, jednym słowem. A on
          przecież prosił ją o wybaczenie! Skoro prosił, to przecież nie powinno być
          problemu.

          Normalnie wredna eksiarawink
          • natasza39 Re: Jak to jest? 26.06.05, 09:38
            virtual_moth napisała:
            > Ona (exowa magdalens) jest w ogóle jakas dziwna. Czepia się o to, że jej były
            > (?) mąż związał się z kobietą. No przeca to normalne - skoro jest były, to ma
            > prawo. A ona (eksowa) jak ta osa upierdliwa. Psychiczna, jednym słowem. A on
            > przecież prosił ją o wybaczenie! Skoro prosił, to przecież nie powinno być
            > problemu.
            >
            > Normalnie wredna eksiarawink


            Virtual, ok. Może być baba wpieniona. Ale pytanie jest takie. Co jej daje takie
            zachowanie? może ja jestem jakaś dziwna, ale wypisywanie sms-ów do byłego, czy
            tz jeszcze męża, o treściach, które cytowała magdalenas jest moim zdaniem bez
            sensu.
            Wróci ten chłop do niej po tych sms-ach? A może wzruszy się? A może sumienie go
            ruszy?
            No nie wiem, jak dla mnie to one nie maja najmniejszego sensu.
            O zwiazek trzeba walczyć.
            Ale jak się przegrywa, to trzeba umieć podpisać taki akt pokojowy, aby było
            najmniej ofiar po obu stronach.
            Ludzie którzy nie umieja pogodzić się z porażką są na dłuższą metę żałośni.


            Przykład z mojego życia. Kobieta w mojej rodzinie (bardzo mi bliska zresztą)
            jest po rozwodzie ze swoim mężem ponad 40 lat.
            Jej chłopu nie było się z nia łatwo rozwiesc. To były inne czasy i rozwodził
            się chłopina przez lat 5.Nie było wtedy sms-ów bo pewnie też pisałaby do niego
            zjadliwe strofy, ale uzywała wielu innych perfidnych metod, np.robiła mu gnój w
            pracy.
            Chłop uciekł na drugi koniec Polski.
            I co jej to dało?
            On i tak nie wrócił do niej.
            Ona na poczatku litosc wzbudzała. Ot biedna baba porzucona z dzieckiem przez
            dziwkarza.
            Ale po czasie ludzie mieli jej dosć. Ile można wysłuchiwać o mężu - świni.
            Dzisiaj ma lat 88. On nie żyje od lat 30. A ona do dziś dnia, choć jego kości
            dawno zbielały, mówi o nim z nienawiścią.
            I choć ja bardzo wszyscy kochamy, to jak o nim zaczyna mówić, to człowiek nie
            dziwi sie niewiernemu małzonkowi.
            Piszę o mojej babci.
            Dziadka znam tylko z jej opowieści i mojej mamy, która wspomina swojego ojca
            bardzo ciepło.
            Kocham ją bardzo, jako babcię, ale nie chciałabym aby taki typ był moją żoną,
            czy mężem.
            To juz nie o przebaczanie chodzi...
            Po prostu trzeba wiedzieć kiedy sobie nalezy odpuscić.
            • edzieckokarenina Re: Jak to jest? 26.06.05, 10:26
              Dzisiaj ma lat 88. On nie żyje od lat 30. A ona do dziś dnia, choć jego kości
              dawno zbielały, mówi o nim z nienawiścią.
              ****
              a ironia losu jest taka-że ta nienawiść szkodzi tylko osobie nienawidzącej-tej
              drugiej stronie jest to obojętne.Więc im szybciej się zapomni tym lepiej.
              Było tu zadawane pytanei jaki to ma sens?(sms-ki ,złosliwości itp), jasne że
              nie ma to żadnego sensu i wydaje mi się że osoba która robi takie "numery" tak
              na prawdę też nie chce powrotu wiarołomnej osoby.Tu bardziej chodzi o POCZUCIE
              ŻALU i KRZYWDY -a zwłaszcza krzywdy.I nie mówie tu o krzywdzie faktycznej ale
              właśnie o poczuciu że się jest baaardzo skrzywdzonym.Dopóki taka osoba nosi w
              sobie takie uczucia dopóty będą te złośliwości, sms-y itp bo jest to zwyczajnie
              ludzka chęć zemsty.Swoją drogą-jest głupota i strata czasu, ale to już musi
              zrozumieć konkretna osoba
            • ajmj Re: Jak to jest? 27.06.05, 08:37
              Natasza ma rację. Ponieważ taka nienawiść nic nie daje. Naprawde nic. I trudno
              mi zrozumieć kobiety, które tylko nakręcają CAŁY CZAS się pod pretekstem: bo On
              kawał skurw... jest, bo odszedł.
              Ok. Rozumiem. w pierwszym okresie musi być to straszne przeżycie, z różnych
              względów. Bo może taka zona naprawdę kochała,a moze chodzi jej tylko o poziom
              zycia, który sie pogorszy, może dzieci... Ale po czasie jakimś trzeba do
              cholery dla dobra swojego ZDROWIA PSYCHICZNEGO powiedziec : stop. Trzeba zyć
              dalej i zacząć nowe zycie: bo jestem atrakcyjną, wspaniałą kobietą itp, itd. a
              jeśli ten skur.... mąż jest taki, z którym dogadać się można. To i On zadba o
              to, abym nie była pokrzywdzona. Bo i dom/mieszkanie zostawi, bo cały majątek w
              tej chałupie, bo i kasę odpowiednią dla dzieciaków będzie płacił.
              A nasza Eks?
              Jej nienawiśc już odwraca sie przeciwko niej.
              Dlaczego?
              Bo jej własna rodzina w rozmowie telefonicznej z Moim M powiedzieli, że On jest
              im bliższy niż rodzona siostra...
          • chalsia Re: Jak to jest? 26.06.05, 14:37
            Virtual,
            nie doczytałaś chyba postu Ani_Rosy. Ona dokładnie tam wyjaśniała, że NIE
            CHODZI o przeprosiny i słowo przepraszam.
            Przeprosiny z wybaczeniem nie są tym samym, a nawet bym powiedziała, że miewają
            daleko do siebie.
            Przeprosić jest stosunkowo łatwo, przyjać przeprosiny zresztą też. ALe prosić o
            wybaczenie i wybaczyć, to już inna, trudniejsza, sprawa.
            Chalsia
          • magdalens Re: Jak to jest? 27.06.05, 08:19
            ty jesteś bardzo dobrym odzwierciedleniem zachowania prawie ex mojego M.
            Proszę bardzo co zrobić żeby virtual_moth nawet nie wybaczyła ale poprostu
            rozstała się i dała spokój swojemu zdradzającemu małżonkowi?
            1. Poprosić o wybaczenie?- absolutnie nie bo przecież zrobię to dla własnej
            satysfakcji a nie dla jej
            2. Przyznać jej racje że bardzo cierpi i że jest przykro że tak się stało? -
            absolutnie nie bo ona wcale tego nie chce - chce żeby dalej grać tego
            najgorszego dziwkarza żeby ona miała pretekst do wyżywania się.
            3. Pytać się co jej potrzeba, zgadzać się na alimenty i inną pomoc? -
            absolutnie nie bo przecież to jej się należy i pytanie o to miało by oznaki
            łaski czego by nie zniosła.
            5. Myśleć o zabezpieczeniu jej przyszłości ( tak jak zastanawiał się adwokat) -
            absolutnie nie bo jeszcze przyjdzie do ciebie i ci nawkłada że jesteś adwokatem
            takiego skur.
            ROZWIĄZANIE: zachować się jak ostatni skur. po to żeby ex mogła do woli sobie
            używać i żeby nikt jej nie powiedział: Słuchaj kobieto opanuj się przecież
            facet chce zapewnić ci przyszłość, chce przeprosić martwi się o ciebie i
            dzieci? Nie takiej sytuacji być nie może musi być cudowna i pokrzywdzona ex i
            ten wstrętny zdradzający skur. I wtedy jest dobrze!!!

            Virtual powiedz czego ty chcesz???
            • virtual_moth Re: Jak to jest? 27.06.05, 10:51
              magdalens napisała:

              > ty jesteś bardzo dobrym odzwierciedleniem zachowania prawie ex mojego M.
              > Proszę bardzo co zrobić żeby virtual_moth nawet nie wybaczyła ale poprostu
              > rozstała się i dała spokój swojemu zdradzającemu małżonkowi?
              > 1. Poprosić o wybaczenie?- absolutnie nie bo przecież zrobię to dla własnej
              > satysfakcji a nie dla jej
              > 2. Przyznać jej racje że bardzo cierpi i że jest przykro że tak się stało? -
              > absolutnie nie bo ona wcale tego nie chce - chce żeby dalej grać tego
              > najgorszego dziwkarza żeby ona miała pretekst do wyżywania się.
              > 3. Pytać się co jej potrzeba, zgadzać się na alimenty i inną pomoc? -
              > absolutnie nie bo przecież to jej się należy i pytanie o to miało by oznaki
              > łaski czego by nie zniosła.
              > 5. Myśleć o zabezpieczeniu jej przyszłości ( tak jak zastanawiał się
              adwokat) -
              > absolutnie nie bo jeszcze przyjdzie do ciebie i ci nawkłada że jesteś
              adwokatem
              >
              > takiego skur.
              > ROZWIĄZANIE: zachować się jak ostatni skur. po to żeby ex mogła do woli sobie
              > używać i żeby nikt jej nie powiedział: Słuchaj kobieto opanuj się przecież
              > facet chce zapewnić ci przyszłość, chce przeprosić martwi się o ciebie i
              > dzieci? Nie takiej sytuacji być nie może musi być cudowna i pokrzywdzona ex i
              > ten wstrętny zdradzający skur. I wtedy jest dobrze!!!
              >
              > Virtual powiedz czego ty chcesz???

              Magdalens, uwierz, nie jestem żoną Twojego facetawink
              A czego chcę? Moge napisać, ale to by było bardzo nie na tematwink

              Zastanawiam się tylko, co za choroba psychiczna kieruje tą kobieta, skoro ma
              żal do męża, że sobie wziął kochankę, mimo tego, że ich związek i tak dawno
              temu już przestał istnieć. Może to syndrom psa ogrodnika, a może istnieje
              rozbieżność co do opinii dwóch stron na temat tego, kiedy i dlaczego nastąpił
              rozpad związku małżenskiegowink

              Przyznaję Ci zatem rację: żona Twojego faceta jest po prostu niezrównoważona
              emocjonalnie.

              Pzdr
              • magdalens Re: Jak to jest? 27.06.05, 11:59
                dzięki za odpowiedź, i przepraszam że tak naskoczyłam

                pozdrawiam
      • leeya Re: Jak to jest? 25.06.05, 16:27
        Tak sobie jeszcze myslalam ogolnie nad swoim bylym zwiazkiem. I powiem
        szczerze, ze rozpatrywalam go pod wzgledem winy i karysmile No wlasnie...

        Wiem, jakie bledy popelilam w czasie trwania zwiazku z moim exem. Zdaje sobie
        sprawe z kazdego najdrobniejszego szczegolu, gestu, niepotrzebnego slowa,
        decyzji, ktora byla bledem w tym akurat zwiazku. W konfiguracji dowolnych
        inneych dwoch osob te same zdarzenia czy fakty nie bylyby bledem. Tylko, ze
        swiadomosc tego przyszla do mnie po rozstaniu. Oczywiscie, ze w momencie
        naszego rozstania to ja bylam ta biedna poszkodowana, ktora zostawil facet, gdy
        jest w osmym miesiacu ciazysmile No moze popelnilam jakis blad, ale on podyktowany
        ogolnym dobrem zwiazku. Tak, usprawiedliwialam sie! Tak, chcialam zeby mnie
        poglaskano po glowce i powiedziano, ze jestem taka biedniutka. Bo bylam. Fakt
        jest faktem, ze moj ex postapil niesprawiedliwie wobec mnie, coz, zachowal sie
        jak ostatni cham. Ale tym, co zrobil wyrzadzil mi nieslychana przyslugesmile
        Dojscie do tego zajelo mi 2 miesiace. Z tym,ze wybral sobie na odejscie
        baaardzo glupi moment. Rozumiem, gdybysmy wpadli, dziecko byloby dla niego
        zaskoczeniem... Ale w tym przypadku nie bylo tak. Potem te jego teksty o
        zrzeczeniu sie praw i wladzy rodzicielskiej... Echhhh... Nie ulatwial mi,
        niestetysmile Ale moze wlasnie dzieki temu szybciej do mnie dotarlo, ze nie chce
        juz miec z tym facetem nic do czynienia. Mowie JA, a nie MY. No i te jazdy z
        jakas panienka podajaca sie za jego nexiesmile Ja w tym wszystkim czulam sie
        okropnie, ale nigdy nie posunelam sie do wysylania mu smsow czy dzwonienia po
        nocach. A sorry, raz zadzwonilam w nocy, zeby powiedziec, ze chyba rodzesmile
        Rzeczywiscie wtedy rodzilamsmile Za to on bez krepacji, bedac u mnie szczebiotal
        do sluchawki "sloneczko, teraz jestem zajety, zadzwonie pozniej, tak tak,
        kocham cie".

        No wlasnie, czyja jest w tym wszystkim wina? Mysle, ze w duzej mierze moja, bo
        nie postapilam zgodnie ze swoimi przekonaniami i pozwolilam na powrot exa do
        mnie po pierwszej zdradzie. Reszta, lacznie z tym, ze jestem teraz sama z
        Julka, jest konsekwencja mojej decyzji. Ale podjelam decyzje o "sprobowaniu" i
        nie chcialam potem sobie miec cokolwiek do zarzucenia, ze nie staralam sie zbyt
        mocno. Poswiecilam ratowaniu zwiazku wiele wysilku, czasu, rozmow. Ale widac
        osoba, ktora nalegala na te probe, tak na prawde nie przemyslala do konca
        swojej decyzji. Czemy? tego nie wiem i nigdy sie nie dowiem, bo nie bede exa o
        to pytala. Moze myslal, ze po prostu wroci i bedzie cacy. A tu ja nagle
        zaczelam mowic wprost co mi sie nie podoba, wyrazac na glos swoje obawy i
        niepokoje, zaproponowalam terapie u psychologa. Postawilam swoje warunki, od
        ktorych odejsc nie zamierzalam (glownie finansowe). Tylko, ze dialogu nie bylo.
        Bo jak ktos powiedzial, do dialogu potrzebne sa dwie osoby.

        A kto ponosi kare za to wszystko? Hmmmm... Wydaje mi sie, ze glownie Julka. Bo
        wychowuje sie w rodzinie niepelnej. Mam nadzieje, ze moje wysilki, aby miala
        jak najszczesliwsze dziecinstwo i nie miala kompleksu braku pelnej rodziny
        powioda siesmile

        Leeya
Pełna wersja