"granie" dziećmi.

06.07.05, 23:08
Na samomamie jest taki watek o tym jak ojciec gra na uczuciach dziecka i
wybiela sie w jego oczach.
Niestety kobiety chyba równie często siegaja po ta broń.
"Granie" dziećmi jest dla mnie obrzydliwe, ale jak sie przed tym bronić?
Macie jakies pomysły?
Może coś uda się wykorzystać w naszym przypadku, bo mnie ręce opadają jak
widzę bezsilność mojego M.
    • ania_rosa Re: "granie" dziećmi. 07.07.05, 02:01
      Widzę, że czytałysmy ten sam wątek. Na Samodzielnej się nie dopisywałam, bo
      przygniotła mnie postawa Eksa tej dziewczyny. Co tu doradzać, jesli pierwszą
      myslą jest zatłuc sukinkota? No, a w każdym razie mocno nim potrząsnąć.
      Myslę jednak, że przed brudnymi grami drugiej strony nie można się obronić.
      Można jedynie podjąc walkę lub się odciąć. Każde z tych wyjść sprawdza się w
      części przypadków i nie jest niestety uniwersalne.
      Guru teorii gier czyli Eric Berne uważa, iż obrona przed grą polega na odmowie
      grania. Teza brzmi szalenie logicznie, bo jasne jest, że do tanga trzeba dwojga.
      Są jednak gry, w których uczestniczą dzieci (a raczej są wciągane) i brak
      reakcji na grę nic tu nie da, bo gra się rozegra poza nami- w tym przypadku
      między ojcem i synem. Pewnie będzie to jakiś wariant gry pod tytułem "gdyby nie
      postawa twojej matki, to wszystko byłoby inne i lepsze". Kobiety też w to czasem
      grają, ale brak mi pomysłów na jakieś rozwiązanie.
      Mozna jednak mierzyć się z tematem imając się przeróżnych środków.
      Po pierwsze celem każdej gry jest osiągnięcie pewnej korzyści. Na przykład tatuś
      wykorzystuje dziecko do dokopania matce, której nie znosi. Pewnie można by
      spróbować jakiegoś masochistycznego rozwiązania typu umożliwienie ojcu wylewania
      swojej frustracji poza dzieckiem. To oznaczałoby wystawienie się na linii
      strzału. Względnie mozna iść sladem teorii "nie drażnić lwa" i zgadzac się na
      wszelkie ustępstwa w imię ochrony psychiki dziecka.
      Oczywiście to są głupie rozwiązania, ale być może skuteczne- nie wiem.
      Ale już na przykład mediacja jest dobrym wyjściem, bo pogrywająca osoba może
      upuścić swoje żale przed obcą osobą (zostanie wysłuchana, a to wazne), a
      jednoczesnie ta trzecia osoba nie będzie dążyć do rozstrzygania racji, tylko do
      znalezienia kompromisu między stronami.
      Brutalną metodą ( i tez nie wiem, czy dobrą, bo na pewno nie uniwersalną) jest
      pójście na noże i wystąpienie o odebranie praw rodzicielskich. Wprawdzie jest
      duża szansa, że zyskamy we własnym dziecku wroga, bo odbierzemy mu ojca, ale
      może jest to mniejsze zło? Dzieci jednak nie są skłonne do wybaczania takich
      decyzji...
      Inne metody, które przychodzą mi na myśl (ale też są bardzo mało przydatne, bo
      wymagają odpowiednich okoliczności, nastawienia i charakteru) to np. odwoływac
      się do autorytetów typu rodzic czy przyjaciel brużdżącej strony. Czasem może to
      przynieść efekt.
      W przypadku osób mocno wierzących mozna pokusić sie o wciągnięcie w sprawę
      księdza lub parafialnego psychologa.
      Względnie ostra linia ofensywy typu pozwy i wykańczanie przeciwnika na gruncie
      prawnym, albo granie równie brudnymi kartami typu szantaż.

      Ogólnie jednak czuję się wyjałowiona z pomysłow i nie chciałabym się znaleźć w
      skórze takiego rodzica, który walczy z krecią robotą drugiego rodzica.
      Poza tym klasyczne wyjście czyli rozmowy z dzieckiem tez sa mało pragmatycznym
      sposobem. Czasem dziecko jest zbyt małe, aby je wtajemniczać w częśc spraw. W
      dodatku dyskutując z dzieckiem dajemy się wciągac w tę kołomyję, jeśli jednak
      zachowamy biernośc to będzie to oddanie meczu walkowerem...
      Cóż, sama nie wiem, ale chętnie poczytam o cudzych pomysłach, bo może jest
      jakieś rozsądne rozwiązanie, tylko ja na nie nie wpadłam.
      Rosa
      • capa_negra Re: "granie" dziećmi. 07.07.05, 09:34
        Problem jest dośc obrzydliwy.
        Przerobiłam na własnej skórze gdy rodzice sie rozwodzili.
        Ja sie nie dałam - miałam 18 lat i "swoje sprawy i poglady na sprawy"
        Natomiast widziałam jak matka manipulowała moim wówczas 10 letnim bratem.
        Do tego mój ojciec jesli chodzi o obrzydliwe zachowania był i jest kompletne
        ciele - zupełnie nie umie sie bronic.
        Trwało to dopuki brat nie zaczął dorastac i nie zaczął miec " swoich spraw i
        swojego pogladu na sprawy" .
        Skończyło się gdy ja jako swiadek poszłam na sprawe rozwodowa - rozwodzili sie
        kilka lat wiec miałam czas dojrzec ..w szerokim tego słowa znaczeniu.
        Wygrani??? brak..
        Matka "nie ma dzieci"
        Ja ..nie rozmawiam z nia od 20 lat
        Brat - zero chęci na "stabilizacje zyciowa" taki zamkniety w sobie "wolny ptak"
        Tato - zszargane nerwy i samotnośc - po "takim" rozwodzie nie ma sie ochoty na
        zaczynanie nowego zycia z jakąkolwiek inna kobietą.

        I nawet nie ma sie co pytac - czy warto było???
        Odpowiedź zawsze brzmi NIE - jedyna niewiadoma to kiedy pogrywający sie o tym
        przekona.
        Szkoda tylko, że to nie on, ale wszyscy ponosza przez lata konsekwencje tego
        pogrywania
        • ajmj Re: "granie" dziećmi. 07.07.05, 09:43
          capa_negra właśnie, powiedzcie mi, dlaczego ludzie nie potrafią z klasa się
          rozstać?
          Czy to dlatego, iż tak bardzoe czują się zranieni? Mają poprostu taki WREDNY
          charakter?
          Ale czy to upoważnia do CHAMSTWA, PROSTACTWA???
          a najbardziej cierpią dzieci...
          • leeya Re: "granie" dziećmi. 07.07.05, 09:56
            Echhh... Ja mysle, ze to wszystko jest wynik charakteru, pewnych cech. Ale
            chyba przede wszystkim egoizmu. JA cierpie, MI jest zle, to teraz zobaczysz, ja
            CI dam popalic. I nie ma tu roznicy czy chodzi o zranione uczucia czy o kase.
            Niezaleznie jakim kosztem, a ze dzieci sie w to wlacza? Tak.. Znamy bylo nie
            bylo partnera i wiemy jak zagrac na jego uczuciach, jak przylozyc, zeby bolalo.
            I to wszystko tylko i wylacznie w celu zaspokojonie wlasnego EGO czy
            zaspokojeniu niezdrowej checi posiadania/dopieprzenia. Jak z tym walczyc? Zdaje
            sie, ze sie nie da. Chyba, ze dziecko jest na tyle duze, ze rozumie pewne
            sprawy. Ale zawsze to sie odbija na psychice dziecka. Nalezaloby
            takiemu "manipulantowi" uswiadomic, ze krzywdzi nie partnera, a przede
            wszystkim dziecko. Ale czy to ma sens? Czy zrozumie? Hmmm.. Nie sadze, przeciez
            tu nie chodzi o niego a kogos innego. Egoizm nie rozposciera sie na innych,
            nawet na wlasne dzieckosad

            Leeya
            • e_r_i_n Re: "granie" dziećmi. 07.07.05, 09:58
              Leeya, zgadzam sie z Twoim postem w całej rozciągłości.
            • elf28 Re: "granie" dziećmi. 07.07.05, 10:32
              Otóż to, dokładnie mój M jest w takiej sytuacji. Dziecko ma problemy, M chce
              zabrać je do psychologa, ale Eksa się nie zgadza. Dlaczego? BO NIE. I to jest
              przykład kiedy cierpi dziecko, bo matka nie jest w stanie zrezygnować z
              własnych ambicji dla jego dobra.
          • capa_negra Nie wiem 07.07.05, 10:15
            Po tylu latach nie wiem.

            Mysle, że wiele spraw na to sie składa .
            - ile "włozylismy" w to małżenstwo wysiłku, nadzieji, miłości...
            - ile w nas jest samozadowolenia/jadowitości
            - ile jest w nas tolerancji
            - ile jest w nas zawiedzionych nadzieji/niespełnienia
            - jesteśmy waleczni/ugodzowi
            - ambicja róznie ukierunkowana - albo postawa " mam to w ch..u i nie będe sie
            z toba szarpac" , albo " czekaj ch...u z gardła ci to wyjme"

            Kombinacja tych czynników i przede wszystkim ich procentowy udział w całości u
            każdej ze stron powoduja, ze rozstanie przebiega tak a nie inaczej.
            U mnie był to magiel po jednej stronie i głeboka chęc jak naszybszego
            zakończenia sprawy po drugiej.
            Niestety kazda ugodowa propozycja kończyła się " daj kurze grzęde, a ja wyzej
            siędę"
            No wiec sady miały "ubaw" przez prawie 10 lat - ja "w międzyczasie" zdarzyłam
            skończyć studia i 2 x zmienic prace smile)
    • e_r_i_n Re: "granie" dziećmi. 07.07.05, 09:40
      Wszystko zależy od wieku dziecka.
      Jesli jest juz wieksze (nie 3 czy 4 latek), to mysle, ze najlepszy sposob to
      szczerosc. Dziecko pyta, dlaczego nie moze przyjechac/spotkac
      sie/wyjsc/wyjechac? Nie sciemniac, ze czas, kasa itd, tylko mowic, ze mama nie
      pozwala ('bo mama powiedziala, ze ty mnie nie chcesz brac/widziec). Oczywiscie
      dziecko moze miec problem, komu wierzyc, ale w takim ukladzie warto komunikowac,
      ze probuje sie cos z drugim rodzicem ustalic - zeby bylo wiadomo, kto i jak jest
      zaangazowany w taka, a nie inna decyzje.
      • megan58 Re: "granie" dziećmi. 07.07.05, 09:52
        Erin ty nawet na urlopie czlowiek wkurzssz.

        Tak mOj eks tez taki szczery .
        tat kup mi leda - nie boi mama nie pozwla - szczerze - przecierz to ja
        zabaranim jesz lody i nabiał..
        Wiec jako DORBY tata kupił loda i powiedział -Ale mamie nie mow -
        Wiec dzieki temu ja miuałam nocne wymity - SUPER UKŁAD.. Mowie wam . Szczerosc
        to jest to , tylko czy to szczerosc ???
        • e_r_i_n Re: "granie" dziećmi. 07.07.05, 09:54
          Wiesz, akurat zakup loda to inny kaliber, szczegolnie ze tu o zdrowie chodzi,
          nie Twoja zlosliwosc.
          Czym innym natomiast jest wlasnie 'granie' dzieckiem w celu dokopania drugiemu
          rodzicowi - a czyms takim w tym watku mowimy.
          • megan58 Re: "granie" dziećmi. 07.07.05, 10:00
            Ale włsanie o tym mowwa.
            Jak mowie dziecku - bedz co bądz własne interpetacje ustalen z rdrugim
            rodzicem - to wciagam w to dziecku.
            "ja chce ci wziaśc.." , "ja chce Ci kupic>>"- to Onanie daje( w podteksie i
            dosc jasno ta zła niedobra""
            To jest własnie nastawien i granie dziecmi. Aby tego nie robic trzeba sie od
            takichj metod odcinac.. To jest jedyna droga .
            I musze powiedziec , ze wlasnie odcieciu sie od takich metod i dzieki
            witrwałosci - choc czasem noz w kieszeni sie otwierał - udało mi sie .
            • e_r_i_n Re: "granie" dziećmi. 07.07.05, 10:02
              Wybacz, ale niebardzo rozumiem. Jeden rodzic ma brac na siebie odpowiedzialnosc
              w oczach dziecka za rozgrywki przy pomocy rzeczonego dziecka, ktorych dopuszcza
              sie drugi rodzic?
              • megan58 Re: "granie" dziećmi. 07.07.05, 10:07
                Widzisz - ty nie rozumiesz - dlatego ze dla Ciebie wazne jest czy ojciec
                czymatak wygra- a dla mnie dziecko..
                Wiec cierpliwie przeczekiwałam takie teksty.
                Jak przezyło noc pełna wymiotów bo najadło sie niewadomo czego u ojca to
                mowiłam"Kochanie musisz pamietac , ze nie wolno Ci jesc ( i tu lista), bo potem
                chorujesz... . Jesli nie bedziesz tego pilnował to bedziesz chorował i takich
                nocy bedzie wiecej . Nic na temat drugije strony....I trak da sie ze wszystkim
                sprawami. Tylko nie trzeba patrzec kto w tej chwili wytłumaczy sie lepiej przed
                dzieckiem...

                To była krotka sprawa , miałam i dluzsze i teraz moj syn nie da sobie wmowic
                byle czego.
                • e_r_i_n Re: "granie" dziećmi. 07.07.05, 10:09
                  megan58 napisała:

                  > Widzisz - ty nie rozumiesz - dlatego ze dla Ciebie wazne jest czy ojciec
                  > czymatak wygra- a dla mnie dziecko..

                  Nie, nie jest dla mnie wazne, kto wygra. Wazne jest, zeby dziecko wiedzialo,
                  dlaczego czegos, co chce, nie moze robic (mowie tu o sprawach spotkan na
                  przyklad, nie jedzenia tego czy tamtego, bo powoduje problemy zdrowotne - tak
                  jak powiedzialam, nie ten kaliber problemu).

                  Ale jesli dziecko wyraznie sygnalizuje, ze czegos chce, jeden rodzic sie na to
                  godzi, drugi nie - mimo, ze nie jest to skakanie przez ogien - i nie dlatego,
                  ze jest to zle/niebezpieczne dla dziecka, tylko w ramach zasady 'nie, bo nie' -
                  to dziecko, moim zdaniem, powinno o tym wiedziec.
                  • e_r_i_n Re: "granie" dziećmi. 07.07.05, 10:10
                    I zaznaczam - nie na zasadzie - mama/tata jest niedobra, bo cos tam, tylko nie
                    robimy tego, bo mama/tata nie chce/nie pozwala. Ocene sytuacji pozostawic nalezy
                    dziecku - predzej czy pozniej bedzie umialo wartosciowac takie rzeczy.
                    • megan58 Re: "granie" dziećmi. 07.07.05, 10:16
                      Wiesz to tak jak z tym lodem. Nie bo mama nie pozwala - ale - przeciez to nie
                      do konca tak i co nie jest to nastawianie?? Jest

                      Kazdy taki tekst powowdu probe natsawienie dziecka - bo ma wydziwek negatywny .
                      Niestty - bedac dzieckiem - bardzo czego chcesz, nie znasz closci sytuacji i
                      wszelkich problemow wz tym zwiaznych - to jesli czegos chcesz to zawsze
                      pozytywna jets ta strona ktora sie na to zgadza wa wine za brak rwalizachj
                      zrzuca na druga..
                      Ty nie czujesz tej roznuicy - bo własnie -sama to napisałas, najwazniejsze jest
                      dlkaCiebie wybielenie sie w oczach dziecka- wytłumaczenie sie. A dla mnie
                      najwaznijesz ejet nawet nie to co On w tej chwili (rozgorycznie - ze nie dam mu
                      tego loda mmysli o mniue) ale to co dla niego jest dobre,

                      Widzisz rowniez bez uczuc niejeden eks powiedziałaby.Tata z nami nie mieszka -
                      ja chciałam ale on wolał inna paina z nia teraz mieszka. To to samo ERIN. Jak
                      myslisz co poczuje dziecko do ojca itej kobiety???

                      To jest nastawianie i to jest wciaganie dzieck aw dorosłych porblemy i siwat.
                      Dziecka ktore tego nie rozumie i nie zna relaiow. Nie robi sie partenra z
                      dziecka w sprawach dorosłych
                      • e_r_i_n Re: "granie" dziećmi. 07.07.05, 10:20
                        megan58 napisała:

                        > Wiesz to tak jak z tym lodem. Nie bo mama nie pozwala

                        Nie 'bo mama nie pozwala', tylko 'nie, bo bedziesz mial problemy z brzuchem'.
                        Jesli nie moze dziecko przyjechac w danym terminie/spotkac sie kiedys tam, bo
                        JEST POWOD - to nie mowi sie, ze mama nie pozwala, tylko dlatego, ze (wyjazd,
                        urodziny, lekarz, cokolwiek). Ale jesli powodu racjonalnego nie ma, to uwazam,
                        ze informacja, ze to dlatego, ze mama/tata nie pozwala/nie chce, jest
                        odpowiednia odpowiedzia.

                        Bo powiedz szczerze, co ma powiedziec dziecku facet na pytanie: 'dlaczego nie
                        bywam u Ciebie, chociaz wczesniej bywalem', gdy powodem jest zakaz matki.
                        Konkretnej odpowiedzi oczekuje. Co powiedziec w takiej sytuacji?

                        I nie o wybielenie chodzi, tylko o to, zeby dziecko za lat kilka nie
                        powiedzialo: 'ty nie chciales', 'nie starales sie' itd.
                        • megan58 Re: "granie" dziećmi. 07.07.05, 10:26
                          Ty ciagle skupiasz sie na tym jak w danym momencie ocnei to dziecko a nie na
                          tym co jest dla tego dziecka dobre..
                          Co powiedziec - prawde 0
                          • e_r_i_n Re: "granie" dziećmi. 07.07.05, 10:29
                            megan58 napisała:

                            > Ty ciagle skupiasz sie na tym jak w danym momencie ocnei to dziecko a nie na
                            > tym co jest dla tego dziecka dobre..

                            Jasne - dobre dla dziecka jest to, ze nie moze zrealizowac tego, co bardzo by
                            chcialo.
                            Ech, nie dojdziemy do porozumienia, bo ja o jednym pisze, Ty o drugim.

                            > Co powiedziec - prawde 0
                            • megan58 Re: "granie" dziećmi. 07.07.05, 10:31
                              Isc do sadu po ustalenie kontaktów.
                              • e_r_i_n Re: "granie" dziećmi. 07.07.05, 10:33
                                Docelowo - tak, to jedyne rozwiazanie. Ale co odpowiedziec dziecku, dlaczego
                                wymigujesz sie od udzielenia mi odpowiedzi - co powiedziec?
                                • megan58 Re: "granie" dziećmi. 07.07.05, 10:34
                                  Odpowiedziałam. - Mowisz starma sie dogadc z mama - Bo my dorosli musimyto
                                  ustalic a mamy z tym kłopot. To jest odpowiadz. B1.Bo mamy kłopot.
                                  2. Ide do sadu po pomoc w ustaleniech - tehgo juz mowic nie musisz.
                                  Jasno - dobra prawdziwa odpowiedz.,
                            • megan58 Re: "granie" dziećmi. 07.07.05, 10:33
                              Jasne - dobre dla dziecka jest to, ze nie moze zrealizowac tego, co bardzo by
                              > chcialo.
                              Widzisz - dzieci bardzo czetsonie moga realizwoac tego co chca..Uwierz. Chyba
                              nbie raz zakazujesz czegos swojemu dziecku????


                              Ale czy jesli dokopiesz mu nastawiajac przeciwko drugiemu rodzicowi - to juz
                              bedzie mogł. Czy chcodzi ci tylko o wywywłanie u dzieka konfliktu lojalnosci,
                              złosci i ninawisci...

                              Bo rozumiem , ze jesli powiesz to dziecku- to to dalej niczego nie zmieni...
                              • e_r_i_n Re: "granie" dziećmi. 07.07.05, 10:41
                                megan58 napisała:

                                > Widzisz - dzieci bardzo czetsonie moga realizwoac tego co chca..Uwierz. Chyba
                                > nbie raz zakazujesz czegos swojemu dziecku????

                                Bodajze Pelaga napisala kiedys, ze ona na wszystko, czego dziecko chcialo,
                                jesli chodzi o spotkania z ojcem, sie godzila - bo to o dziecko chodzilo.
                                Oczywiscie nie mowie tu o rezygnowaniu z wlasnych planow zwiazanych z dzieckiem
                                - jesli jest RACJONALNY POWOD, zeby sie na spotkani na przyklad nie zgodzic, to
                                ok. Mowimy o zakazach na zasadzie 'nie, bo nie'. I prosze, miej to na uwadze,
                                bo inaczej dyskusja traci sens.
                                I tak, zakazuje mojemu dziecku wychylania sie z okna, dotykania goracego
                                piekarnika, szalenia przy ulicy.
                                Ale nie wyobrazam sobie zakazania spotkania z ojcem, babcia czy kims innym
                                z rodziny, jesli dziecko tego bardzo chce.
                                I nie jest to dziecko trzyletnie, ktore zmienia zdanie w 2 minuty.
                                I powtarza te chec z duza czestotliwoscia.

                                > Ale czy jesli dokopiesz mu nastawiajac przeciwko drugiemu rodzicowi - to juz
                                > bedzie mogł. Czy chcodzi ci tylko o wywywłanie u dzieka konfliktu lojalnosci,
                                > złosci i ninawisci...

                                Nie widze tu nastawiania. Jest to prosty komunikat - kto jest odpowiedzialny za
                                taka, a nie inna decyzje. Nie 'mama jest ble, bo nie pozwala', tylko 'nie
                                idziemy, bo mama nie pozwala - jak chcesz wiedziec, dlaczego, to ja zapytaj'.

                                I w danej chwili prawdziwa odpowiedz moze nic nie zmienic - ale moze dziecku uda
                                sie wplynac w przyszlosci na matke, zeby pewne decyzje z nim konsultowala.
                                • megan58 Re: "granie" dziećmi. 07.07.05, 10:44
                                  Patrz posty nizej - swietnie wytłumaczone - lepiej nie potrafi - chba ze dla
                                  ciebie bardziej sie liczy kjak oceni to dziecko niz - co dobre dla dziecka..

                                  Co do spotkan- to sad. A dziecki 7 i 8 i 15 letnie p[otrafia zmieniac zdanie w
                                  ciagu 5 minut...
                                • jo.an.na Re: "granie" dziećmi. 08.07.05, 01:55
                                  > Nie widze tu nastawiania. Jest to prosty komunikat - kto jest odpowiedzialny
                                  za
                                  > taka, a nie inna decyzje. Nie 'mama jest ble, bo nie pozwala', tylko 'nie
                                  > idziemy, bo mama nie pozwala - jak chcesz wiedziec, dlaczego, to ja zapytaj'.

                                  > I w danej chwili prawdziwa odpowiedz moze nic nie zmienic - ale moze dziecku
                                  ud
                                  > a
                                  > sie wplynac w przyszlosci na matke, zeby pewne decyzje z nim konsultowala.



                                  I to jest wlsanie granie dzieckim. Chcesz, aby dziecko "wplynelo" na matke w
                                  sprawie, w ktorej rodzice powinni dogadac sie miedzy soba a jelsi nie umieja to
                                  sadownie.

                        • poxywka Re: "granie" dziećmi. 07.07.05, 10:39
                          e_r_i_n z jednej strony czlowiek chce wyjasnic dziecku, ze ma dobre chceci a ta
                          druga strona ich nie posiada; jednak jesli zaczniesz temat 'mama nie pozwala'
                          ono jej zapyta dlaczego; byc moze mama odpowie 'bo tata to...' i tu padna
                          oskarzenia (uprzedzam, ze teoretyzuje); dziecko, ktore za skarby swiata nie
                          potrafi tego pojac zostanie postawione przed koniecznoscia oceny kto ma racje;
                          nie powinno miec takich dylematow jeszcze; dobrze jest poszukac jakiejs innej
                          odpowiedzi, ktora zasugeruje ze ojciec chcialby bardzo ale nie moze; nie mowie,
                          ze to latwe; moze nadal nalezy prowadzic negocjacje dla dobra tego dziecka;
                          u mnie np ex nie moze przychodzic do dziecka i sie z nim bawic w domu (oprocz
                          choroby) - z pewnych powodow; a byl czas ze dziecko bardzo chcialo wiec na
                          pytanie dlaczego nie ex wyjasnil, ze ja nie pozwalam - zgodnie z prawda; ale to
                          ze ja nie pozwalam, to nie jest wylacznie moje widzimisie ale wynik pewnych
                          okolicznosci; nie wytlumacze ich dziecku bo nie bede z nim rozmawiac na temat
                          moich relacji z exem; ex zrozumial, wypracowalismy jakis kompromis i takie
                          odpowiedzi juz sie nie pojawiaja
                          pozdrawiam
                          poxywka
                          • megan58 Re: "granie" dziećmi. 07.07.05, 10:42
                            Dziekuje Ja nie potrafiłam tego tak ładnie wytłumaczyc - A o to mi chodziło -
                            trzeba chronic dziecko by nie musiało byc sedział pomiedzy rodzicami.
                          • e_r_i_n Re: "granie" dziećmi. 07.07.05, 10:43
                            poxywka napisała:

                            > e_r_i_n z jednej strony czlowiek chce wyjasnic dziecku, ze ma dobre chceci a
                            > ta druga strona ich nie posiada; jednak jesli zaczniesz temat 'mama nie
                            > pozwala' ono jej zapyta dlaczego; byc moze mama odpowie 'bo tata to...' i tu
                            > padna oskarzenia (uprzedzam, ze teoretyzuje);

                            Ja wiem, ze to trudna sytuacja i wierz mi, przez dlugi czas uwazalam, ze nalezy
                            'ogrodkami' pewne sprawy wyjasniac. Ale pod wplywem pewnych zdarzen po prostu
                            swoje poglady zweryfikowalam - i moze sa one bledne, ale moim zdaniem, w takiej,
                            a nie innej sytuacji - jedyne.

                            • megan58 Re: "granie" dziećmi. 07.07.05, 10:45
                              Dla mnie jasne , ze dla takiego kogos bardziej sie liczy to jak jest oceniany i
                              czy wystarczajaco dobry jest w oczach dziecka niz prawdziwe dobro dziecka.
                              I na tym koncze.

                              Jeszcze mam pytanie - czy to co powiesz zmieni cos w kwetsi wizyt?? Chyba nie.
                              • e_r_i_n Re: "granie" dziećmi. 07.07.05, 10:46
                                megan58 napisała:

                                > Jeszcze mam pytanie - czy to co powiesz zmieni cos w kwetsi wizyt?? Chyba nie.

                                Krotkofalowo pewnie nie. Dlugofalowo - moze da impuls do myslenia.
                                • megan58 Re: "granie" dziećmi. 07.07.05, 10:47
                                  Moze tak a moze nie.. Ale jedno jest pewne właczy dziecko w sait wojny dorosych
                                  i to jest granie dzieckiem!
                                  • e_r_i_n Re: "granie" dziećmi. 07.07.05, 10:48
                                    Ze tak powiem - nie z winy strony 'broniacej sie'. Ale ok, skonczmy, bo i tak do
                                    wspolnego zdania nie dojdziemy.
                                    • megan58 Re: "granie" dziećmi. 07.07.05, 10:50
                                      Wiesz mysle , ze dla emocji i psychiki dizeck ai tak to nie ma znaczenia z
                                      czyjej winny .
                                      Wazne ze został wciagniety .
                                      I zazwyczaj dziecko odwraca sie od tego co wciaga w takie rozgrywki =-
                                      wczesniej czy puzniej..
                                      • e_r_i_n Re: "granie" dziećmi. 07.07.05, 10:52
                                        > I zazwyczaj dziecko odwraca sie od tego co wciaga w takie rozgrywki =-
                                        > wczesniej czy puzniej..

                                        Dlatego mysle, ze dobra jest 'moja metoda' - dziecko z perspektywy czasu
                                        zrozumie, ze to matka nie do konca tak, jak trzeba, sie zachowywala. I moze nie
                                        odwroci sie ode niej, tylko da do zrozumienia, ze popelnila blad.
                                        • megan58 Re: "granie" dziećmi. 07.07.05, 10:54
                                          Nie dziecko zrozumie ze zostało wciagniete w sytuacje ktorej nie rzoumiało....
                                          I zrozumie i racje wasze i matki ale zal bedzie mialo do tych co wciagneli i
                                          wtedy kazali ferowac wyroki. Bedzie rozczarowane i zle , ze zabrało sie mu
                                          dziecinstwo satwiaja w takie a nie innych sytułacjach.. Ze przez to moze
                                          momentami czuło sie silen , ale przestało czuc sie dzieckiem.
                                  • megan58 Re: "granie" dziećmi. 07.07.05, 10:49
                                    I nigdy jako matak nie zaryzykowałaby swiatem emocjaonalnym mojego dziecka,
                                    jego psychika i rozwojem - dla wywalczenia tego co moze sie uda badz nie..
                                    • e_r_i_n Re: "granie" dziećmi. 07.07.05, 10:50
                                      Widzisz - Ty nie. Ale sa takie matki, ktore dla rozegrania swojej 'wojny' emocje
                                      dziecka odkladaja na polke. I ja o takich matkach tutaj pisze, nie o Tobie.
                                      • megan58 Re: "granie" dziećmi. 07.07.05, 10:52
                                        Zgadza sie- ale to nie zanczy ze trzeba byc takimn :ojcem: nie staniemy sie
                                        lepsi i nie pomozemy temu dziecku - gdybedziemymu dokładac z drugiej strony. W
                                        koncu powienie miec Przynajmniej JEDENGO moadrego rodzica.. No chba ze sama
                                        wojna jest wazniejsza niz o to o co sie toczy.
                  • megan58 Re: "granie" dziećmi. 07.07.05, 10:11
                    tego co wiem Ty takiego problemu tez nie masz. I ta sprawe tez idzie załatawic
                    bez ataku na druga ososbe.
                    I bez przedstawiania swoje wersji wydarze - BO TO JEST WCIAGANIE DZIECKA W
                    PROBLEMY DOROSŁYCH i jakbycs to nie nzawała tak jest.
                    • e_r_i_n Re: "granie" dziećmi. 07.07.05, 10:12
                      megan58 napisała:

                      > tego co wiem Ty takiego problemu tez nie masz. I ta sprawe tez idzie załatawic
                      > bez ataku na druga ososbe.

                      Jakiego problemu nie mam?
            • pelaga Re: "granie" dziećmi. 07.07.05, 10:51
              > Ale włsanie o tym mowwa.
              > Jak mowie dziecku - bedz co bądz własne interpetacje ustalen z rdrugim
              > rodzicem - to wciagam w to dziecku.
              > To jest własnie nastawien i granie dziecmi.

              Dokladnie zgadzam sie z Megan, ze metoda zaprezentowana przez erin wlasnie
              wyjasnia Ci Nataszo JAK MOZNA grac dzieckiem. Wlasnie tak, jak zaprezentowano.
              Trzeba ZAWSZE udowodnic dziecku, ze druga strona jest WINNA wszystkiemu (ze
              ojciec nie odwiedza, nie placi, ze cos tam jeszcze). I pytanie pozostaje, kiedy
              ta strona zrozumie, ze robi krzywde wlasnie dziecku wciagajac je w ustalanie
              KTO jest winny???? Sa ludzie, ktorzy w swojej nieomylnosci nigdy nie pojma co
              to jest dobro dziecka, mimo geby pelnej frazesow o matkach/ojcach dzialajacych
              na szkode wlasnych dzieci.
              • e_r_i_n Re: "granie" dziećmi. 07.07.05, 10:54
                Ech Pelaga, i Ty mi zarzucasz czytanie miedzy wierszami.
      • jo.an.na Re: "granie" dziećmi. 08.07.05, 01:52
        > Jesli jest juz wieksze (nie 3 czy 4 latek), to mysle, ze najlepszy sposob to
        > szczerosc. Dziecko pyta, dlaczego nie moze przyjechac/spotkac
        > sie/wyjsc/wyjechac? Nie sciemniac, ze czas, kasa itd, tylko mowic, ze mama nie
        > pozwala ('bo mama powiedziala, ze ty mnie nie chcesz brac/widziec).

        Erin ma racje. Nie sciemniac, tylko mowic prawde. Na pytanie, dlaczego tata z
        nami nie mieszka, powiedziec, ze dlatego, ze bzyknal sie z inna pania i
        zaliczyli wpadke. Na pytanie, czemu tata nie odwiedzil dziecka przez kilka lat -
        ze pewnie mu sie nie chcialo i jest nieodpowiedzialnym dupkiem. Na pytanie,
        dlaczego nie ma pieniedzy na cos tam - ze tata od kilku miesiecy zalega z
        alimentami.
        • pelaga Re: "granie" dziećmi. 08.07.05, 06:59
          Hehe wink Wlasnie smile Toz to te same metody, co erin wink
        • e_r_i_n Re: "granie" dziećmi. 08.07.05, 08:49
          Jesli to wszystko prawda - to czemu nie. I jesli dziecko jest w takim wieku,
          ze to wszystko zrozumie.
    • lilith76 Re: "granie" dziećmi. 07.07.05, 11:26
      też czytałam ten wątek i ciśnienie mi skoczyło.
      nawet nie wiadomo co z tym zrobić żeby samej zachować twarz przed dzieckiem.
    • natasza39 DZIEKI DZIEWCZYNY!!! 08.07.05, 00:37
      Dzięki wszystkim co odpisały. Potwierdziło się to co w sumie wiedziałam. Aby
      nie "grać" dziećmi trzeba mieć "klasę".
      Tyle tylko, że to przewaznie kobieta z "klasą" opuszcza męża bez "klasy" i
      potem nie wie co począć jak facet "gra" dzieciakami i na odwrót... facet
      z "klasą" ma dosc baby o mentalności "kucharki" (bez obrazy dla profesji) i
      cierpi że własne dzieci sa karta przetargową.
      Jak facet z "klasą" rozwodzi się z babką z "klasą" to wogóle nie ma problemu,
      bo jest dziciak i oni sa nadal mama i tatą i nic nie jest w stanie tego zmienić.

      Tylko jak walczyć z człowiekeim który co 5 minut zmienia zdanie i choc nie ma
      klasy udaje, że jest "damą"?

      • pelaga Re: DZIEKI DZIEWCZYNY!!! 08.07.05, 07:04
        > Tylko jak walczyć z człowiekeim który co 5 minut zmienia zdanie i choc nie ma
        > klasy udaje, że jest "damą"?

        Niektore nie musza nawet udawac wink)) jako, ze kobiety dzielimy na
        damy
        nie_damy
        nie_kazdemu_damy
        smile)))))))

        A walka z osobami nieodpowiedzialnymi i nieomylnymi to walka z wiatrakami
        niestety sad(( Chyba nie ma na wyglana przepisu, sa sami przegrani sad
      • megan58 Re: DZIEKI DZIEWCZYNY!!! 08.07.05, 08:55
        Natasza a ja wierze , ze jak bedzie koncekwentnie dobrze postepowac - to
        zobaczycie , ze wszystko sie ułozy miedzy wWami a dzieckiem smile
        Wiem , ze nie raz trzeba zacinsać zeby chocby sie chciał tak ajsno
        wyt€maczyc .. ale warto sie zastanowic co ta wiedza dziecku da.. A do prawdy
        dziecko samo dojdzie - dluzej mu to zejdzie , pewnie Was bedzie nie raz bolało -
        ale bedzie to prawdziwe. Trzymam Kciuki.
        • natasza39 Re: DZIEKI DZIEWCZYNY!!! 08.07.05, 10:31
          Dzieki megan. Nie spodli się mój M do tego aby dziećmi pogrywać. Już woli
          być "ten zły". Tak mi wczoraj powiedział i choć w pierwszym momencie byłam zła
          na niego, że jest "miękki", to w sumie za tą cechę go włąśnie kocham
          najbardziej. Za to, że nie potrafi się spodlić, tylko po to aby jego było na
          wierzchu.
          Dzieciaki są zastraszone. Matka im wmówiła, że albo są z nią, albo przeciwko
          niej. JAkikolwiek kontakt z ojcem traktuje jako zdradę własnej osoby.
          Ech jakie to jest dziwne. Częśc tu piszących dałoby wszystko żeby dzieciaki
          miały takiego ojca, a tej jest źle.
          • megan58 Re: DZIEKI DZIEWCZYNY!!! 08.07.05, 11:02
            UWA WAM SIE smile
            Nwet nie przykre to co piszesz.. Zastanawiam sie jak Trudne i jak straszne musi
            byc zycie tej kobiet skor jest pochloniete ciagal walka ...
            Nie chcce zebys uwazała , ze jaj popieram- absolutnie - uwazam ze przez cos co
            stało sie w jej zycu - nie koniecznie małzenstwo jest niepwena, i zyje w
            strachu ze zostawia ja własne dzieci - dlatego potrzebuje powtwierdzenia ich
            miłosc.. i głupiej "lojalnosci".
    • judytak w kwestii prawdomówności 08.07.05, 11:20
      to jakieś typowo polskie odchylenie, te wszystkie eufemizmy, mówienie
      ogródkami, nie nazywanie rzeczy po imieniu...

      owszem uważam, że trzeba dzieciom mówić prawdę
      oczywiście nie używając przy tym żadnych inwektyw

      w zależności od tego, jaka jest prawda, można przecież dziecku powiedzieć
      "nie możesz jeść lody, bo jesteś uczulony"
      "nie kupię ci lody, bo ustaliliśmy z mamą, że lepiej, jak w te wakacje nie
      będziesz jadł lodów, za często ci gardło boli"
      "jak wychodziliśmy, mama powiedziała, żebym nie kupował lodów, może ty wiesz,
      jaka jest przyczyna?"

      w zależności od tego, jaka jest prawda, trzeba też dziecku powiedzieć, że
      "nie mieszkamy razem, bo my z tatą ciągle się kłóciliśmy, już nie dało się tego
      wytrzymać"
      "twój ojciec już nie chce być moim mężem, chce mieszkać gdzie indziej i nie
      lubi się ze mną nawet spotykać"
      "nie chcę już dalej mieszkać z twoim tatą, uważam, że tak będzie lepiej"
      itp.

      albo w sprawie spotkania czy braku spotkań:
      "miałem w ostatnim czasie bardzo dużo pracy, wychodziłem z biura dopiero
      wieczorami, byłem bardzo zmęczony"
      "nie mogliśmy z mamą uzgodnić, jak to ma być, bo tak głupio wypadało, że albo
      ja miałem dyżur w soboty, albo ty wycieczkę ze szkoły"
      "chciałem przyjechać przedwczoraj, ale mama powiedziała mi przez telefon, że
      się nie da"
      itp. itd.

      moim zdaniem wszelkie "okrążenia prawdy" ZAWSZE są grą, czy ktoś chce, czy nie
      chce
      a prawda, nawet brutalna, grą nie jest i służy wyjaśnieniu sytuacji

      pozdrawiam
      Judyta

      P.S.
      dla wyjaśnienia: od 15 lat jestem "macochą" już dorosłych dzieci mojego męża,
      mąż miał rozwód "za porozumieniem stron", żadnych ustaleń sądowych, żadnych
      ograniczeń, złośliwości, gier itp. itd.
      J.
      • megan58 Re: w kwestii prawdomówności 08.07.05, 11:30
        OCZYWISCE Judyta - Zgadzam sie I teksty kótre napisłas sa jak najbardziej ale
        widzisz roznice miedzy tekste >
        "Ja chce Cie wziać , ale mama nie daje " a tekstem :nie mogliśmy z mamą
        uzgodnić, jak to ma być, bo tak głupio wypadało, że albo
        > ja miałem dyżur w soboty, albo ty wycieczkę ze szkoły"
        Bo ja widze .. i o tej roznuicy mowie. Prawde- pamietaj ze bardzo wzgledna
        mozna podac na wiele sposobow..

        • judytak Re: w kwestii prawdomówności 08.07.05, 13:04
          no przykro mi...
          dla mnie rzecz się rozbija o to, jaka jest prawda...
          czyli:
          priorytetem jest, żeby powiedzieć prawdę
          i, o ile to możliwe, nie mówić przy tym źle o nikim

          a nie:
          "najważniejsze, żeby nie mówić źle o nikim,
          jeśli można to zrobić mówiąc prawdę, to dobrze, jak się nie da, to trudno"

          pozdrawiam
          Judyta
          • megan58 Re: w kwestii prawdomówności 08.07.05, 13:07
            Oczywiscie ze prawde. Tylko jaka i czy cała i czy ddurga strona ma dodac wizje
            swojej prawdy ???
            Wiec rozumie ze wywec całe małzentwo przed np 5 dziecko i kazac mu sobie z tym
            poradzic.

            Wiesz Prawdwa jest poand wszystko - tylko pytani czyja i jaka..
            • megan58 Re: w kwestii prawdomówności 08.07.05, 13:14
              Judyta w swiecie prawdy _ mimo moich prosb ocjeic dziecka dawał mu to co
              niewlono i jeszcze uczył malego kłamac( słabo mu to wyszlo)- czy ja powinna to
              powiedziec dziecku??
              To jest prawda- tata dal mu to co nie wolno i co wczensiej przyjał do
              wiadomosci i potwierdził ze rozumie i ze bedzie przetrzegał.
              Wiec jak - prawde o ojcu...?
              • judytak Re: w kwestii prawdomówności 08.07.05, 15:30
                megan58 napisała:

                > To jest prawda- tata dal mu to co nie wolno i co wczensiej przyjał do
                > wiadomosci i potwierdził ze rozumie i ze bedzie przetrzegał.
                > Wiec jak - prawde o ojcu...?

                oczywiście że prawdę
                "wiesz dobrze, że nie możesz jeść lodów (czegośtamkolwiek), pamiętasz, jak
                ostatnio chory byłeś od tego, nie, u ojca też ci nie wolno, nawet jeśli on ci
                daje, bo przecież będziesz chory, ja myślę, że ojciec wie o tym, bo mu o tym
                powiedziałam, nie, nie wiem, dlaczego jednak ci dał, może zapytasz go następnym
                razem"
                ocenę zostaw dziecku, wszak sama nie możesz wiedzieć, czy ojciec mu dał z
                ignorancji, z niedbałości, ze złośliwości...

                pozdrawiam
                Judyta
                • megan58 Re: w kwestii prawdomówności 08.07.05, 15:39
                  Własnie i tu trafiłas w sedno - bo ta odpowiedz nie zawier oceny ...

                  Widzisz w podteksie wypowiedzi ja chce - on nie - jest ocena ..

                  Jednak ja zostane przyswoim . Ja moge wytłumaczy czemu cos np. jedzenie lodów
                  jest złe - i ze nidgdzie nie mozemy ich jesc.... i nie musze kazac dziecku
                  dowoływac sie do ojca..

                  Bo to taka gra pimpomgiem pomiedzy rodzicami a dziecko to piłeczka. Zapytaj
                  taty - powiedz mamai...
                  Wiesz od tego dla mnie sa droosli by zalatwic te sprawy - nie dzieci..Zauwaz ze
                  stwierdzenie "nie wolno - bo ci szkodzi i zaraz po tym stwierdzenie tata ci
                  daje - zaptytaj jego" - wybacz rwywołuje niepotrzebenzabarwienie.. Jak dla
                  mnie. kazdy ze swoim dzieckiem postepuje jak chce.

                  Ja uwazam , ze prawda tak - tylko jak mowie trzeba poamietac ze prawda jest
                  wzgeldna i nie chodzi o to by zabic dziecko ta prawda , ale by mu pomoc ja
                  poznac i smamu ocenic. A nieststy sprzedajc prawde - zazwyczaj gestem, słowem
                  sama barwa głosu - sprzedajemy tez swoja ocene.
                  Moje dziecko samo dojdzie do prawdy i do oceny.
      • ajmj Re: w kwestii prawdomówności 08.07.05, 11:32
        Nataszko. U nas wczoraj miałam podobną rozmowę z M. Załapalismy Eksię na tym,
        iż każe dziecku kłamać jak rozmawia z tatą. Przedwczoraj właśnie była taka
        sytuacja, Młoda się plątała bardzo, potem wyszło dlaczego... Mój nie naciska,
        jesli Młoda kręci - zmienia temat. Eksia przez Młodą wyciąga od M informacje o
        NAS, które potem wykorzystuje i przekręcając wszystko rozpowiada u JEGO
        rodziny, znajomych i tak ponagina wszystkie fakty, że i jego własne dziecko
        zaczyna wierzyc w werję mamusi. Wychodzimy wtedy na tych co to są be. Mój ma
        taką politykę, ze nie dementuje tego, mnie skręca okropnie. Mój mówi, że to
        wszystko obróci się kiedys przeciwko niej. Zaczyna się tak powoli dziać. Szkoda
        tylko, ze Kobieta tego nie widzi...
        • elf28 Re: w kwestii prawdomówności 08.07.05, 13:12
          U nas jest podobnie. Eks wyciąga od młodego wszystko na nasz temat, a potem
          chce odpytywać z tego M. Ciekawa jestem kiedy zacznie wykorzystywać te
          informacje przeciwko własnemu dziecku. żałosne są takie kobiety. Ba, one są
          zwyczajnie GŁUPIE.
      • e_r_i_n Re: w kwestii prawdomówności 08.07.05, 11:34
        Popieram.
      • kammik Re: w kwestii prawdomówności 08.07.05, 13:10
        Judyto, nie do konca sie z toba zgadzam. W kwestii lodow, pierdołów, przyjazdow
        w sobote zamiast w niedziele - jasne, mozna przedstawic dziecku czytelny i
        zgodny z prawda komunikat. Natomiast sa pewne sytuacje, w ktorych wylanie
        dziecku kubla zimnej wody na glowe moze mu tylko zaszkodzic. Zalezy to
        oczywiscie od wieku dziecka, od jego dotychczasowego radzenia sobie z sytuacja.
        Jesli np. moje dziecko pyta mnie: "dlaczego tata od miesiaca do mnie nie
        dzwoni" albo dlaczego nie dotrzymal jakiejs obietnicy to IMHO ja nic innego
        oprocz "nie wiem, zapytaj go przy okazji" powiedziec nie moge. Proba
        wyjasnienia, ze pewnie ma mnostwo zajec, ze nie mial czasu itd. sa zenujace.
        Chce moje dziecko chronic przed negatywnymi komunikatami na temat jego ojca, bo
        nikomu, a juz najmniej dziecku sie tym przysluze.
        Masz racje o tyle, ze pewne sytuacje oczywiscie da sie w racjonalny sposob
        dziecku przedstawic. A innych nie. W swiecie mulow nie ma regulow smile
        • ajmj Re: w kwestii prawdomówności 08.07.05, 13:14
          Dzieci przynajmniej do pewnego wieku, czyli dopóki będą juz i tak same
          wiedziały co i jak, nalezy chronic. One powinne miec wspaniały świat, pełen
          baśni i krasnoludkówwinkna zetknięcie się z brudami tego świata przecież będzie
          jeszcze czas...
          • kammik Re: w kwestii prawdomówności 08.07.05, 13:25
            Wiesz, my etap krasnoludkow i bocianow mamy juz za soba smile Moim zdaniem nie
            kazda wiedza jest dziecku potrzebna, pomijajac fakt ze niektore jej elementy
            nawet mnie nie sa wiadome. Nie wstydze sie powiedziec dziecku "nie wiem, nie
            umiem ci tego wyjasnic". Uwazam, ze takie postawienie sprawy jest uczciwsze i
            łagodniejsze niz przekazywanie dziecku negatywnych komunikatow.
        • judytak Re: w kwestii prawdomówności 08.07.05, 15:51
          kammik napisała:

          > Jesli np. moje dziecko pyta mnie: "dlaczego tata od miesiaca do mnie nie
          > dzwoni" albo dlaczego nie dotrzymal jakiejs obietnicy to IMHO ja nic innego
          > oprocz "nie wiem, zapytaj go przy okazji" powiedziec nie moge.

          oczywiście ja teoretyzuję, więc nie trzeba mnie brać na poważnie :o)
          ale myślę, że często odpowiedź "nie wiem" jest po prostu najbliższa prawdy...
          ale kiedy masz taką pewność, bo np. sam zainteresowany ci o tym powiedział, to
          lepiej dziecku powiedzieć "tata powiedział mi, że inne sprawy są dla niego
          ważniejsze, i że już nie będzie chciał przyjeżdżać, ani dzwonić, ani do mnie,
          ani do ciebie"
          lepsze to, niż ciągle czekać i ciągle się rozczarować...
          a na pytanie "jakie to inne sprawy", pewnie bym powiedziała, że "nie lubię o
          tym rozmawiać, może kiedyś, wiesz, to są raczej sprawy dla dorosłych", no chyba
          że powód byłby łatwy do wytłumaczenia (np. ojciec przenosi się do Argentyny i
          nie widzi sensu utrzymywać kontakty ;o))

          owszem jasny negatywny komunikat boli, ale pozwala na przeżywanie straty i
          ułożenia sobie życia, jak też pozwala na zachowanie zaufania do matki
          tak sobie myślę
          ale ja chyba mam zespół Aspergera...
          pozdrawiam
          Judyta
          • megan58 Re: w kwestii prawdomówności 08.07.05, 15:56
            Judyta
            :tata powiedział mi, że inne sprawy są dla niego
            > ważniejsze, i że już nie będzie chciał przyjeżdżać, ani dzwonić, ani do mnie,
            > ani do ciebie"

            O MRANY JULEK...
            Jedno Ci powiem nie zmieni to ani tesknoty dziecka , jesli była tego jestem
            pewna a ni czekania - jesli czekało ...

            A nie wyobrazam sobie takich słow i pustki ktora moga wyrzadzic...

            Juz zmykam - ja juz wszystko ...
            • kammik Re: w kwestii prawdomówności 08.07.05, 17:16
              No wlasnie, taki tekst zabija na miejscu. Dziecko zawsze bedzie czekac na
              przejaw zainteresowania ze strony rodzica, chocby dostawalo go raz na ruski
              rok. Pomijajac fakt, ze sytuacja "tata powiedzial, ze inne sprawy sa dla niego
              wazniejsze" jest malo prawodpodobna. Ojcowie raczej tego nie komunikuja, nie
              mowia dziecku "nie zadzwonie do ciebie", "nie przyjade", oni po prostu
              zaprzestaja kontaktow (na miesiac, dwa, rok, piec lat) i rzadko kiedy uznaja za
              stosowne odpowiedziec dziecku na pytanie: "dlaczego?", zreszta przeciez na
              takie pytanie odpowiedziec sie nie da, bo i z tej hipotetycznej Argentyny mozna
              zadzwonic, napisac list, maila, cokolwiek.
              • judytak Re: w kwestii prawdomówności 08.07.05, 17:41
                ludzie są różni i różnie uważają
                jedni uważają, że nie powinno się pacjentowi powiedzieć, że ma raka, a inni
                uważają wręcz przeciwnie

                ja osobiście uważam, że taki tekst nie zabija na miejscu, owszem powoduje coś
                jak ciężka żałoba, jednak jak już się taką żałobę "przeboleje", to znów będzie
                słońce świeciło

                pozdrawiam
                Judyta
                • kammik Re: w kwestii prawdomówności 08.07.05, 17:51
                  Tylko widzisz - jesli juz porownujemy do do choroby - w przypadkach medycznych
                  wiesz na czym stoisz. Jest plan terapii, sa rokowania. Chore dziecko nie
                  pomysli, ze to ono jest winne swojej chorobie, dziecko porzucone przez jedno
                  rodzicow zawsze sie bedzie doszukiwalo winy w sobie. Choremu mozesz powiedziec,
                  jakie sa rokowania w jego chorobie, dziecku porzuconemu nie da sie powiedziec,
                  ze jest 10% na to, ze rodzic "wroci", bo nie siedzi sie w glowie drugiego
                  czlowieka.
                  • elf28 Re: w kwestii prawdomówności 08.07.05, 20:49
                    Powiedziałabym tak:
                    prawda ale nie za wszelką cenę i nie zawsze. TAk jak piszą dziewczyny:
                    powiedzenie dziecu, że tata ma inne sprawy byłoby straszne w skutkach. Gdyby
                    taka sytuacja się zdarzyła, pewnie dla emocjonalnego dobra dziecka, broniłabym
                    ojca. Co innego, gdyby ojciec zniknął i przestał się dzieckiem interesować - w
                    tej sytuacji nie wiem co byłoby dobre dla dziecka.

                    Moja mama, nigdy nie powiedziała nic złego o tacie, chociaż ten zostawił ją dla
                    innej kobiety. Zawsze tłumaczyła nam, że tatę ma się jednego - bez względu na
                    wszystko. I chociaż mój ojciec popełnił wiele błędów - to jestem wdzięczna
                    mamie, że przed prawdą nas chroniła. Dziś, jako dorosłej kobiecie z pewnymi
                    faktami jest mi sobie znacznie łatwiej poradzić. Tak samo jak i z "wybaczeniem"
                    ojcu jego nieobecności.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja