trudna sprawa

12.07.05, 22:49
Od okolo 3 lat jestem z mezczyzna po przejsciach, ktory mial zone, urodzilo
mu sie dziecko ale zwiazek sie rozpadl. Gdy odchodzil od zony, a wlasciwie
gdy juz z nia nie byl okazalo sie, ze ona jest w 3 miesiacu ciazy. Urodzila
im coreczke, ktra w tej chwili ma 4,5 roku. Jest sliczna, madra dziewczynka,
on kocha ja nad zycie, ale w zwiazku z sytuacja jest weekendowym tata. Pol
roku temu urodzila nam sie coreczka. Pierwsza corka nie wie ze tata ma nowa
rodzine, ba! jego zona- bo formalnie nadal jest jego zona- tez o niczym nie
wie, bo moj partner boi sie jej reakcji i tego jak wiadomosc o tym moze
wplynac po 1 na zone a co za tym idzie na corke. Corka juz zaczyna widziec ze
cos jest nie tak w jej rodzinie, zaczyna wypytywac dlaczego tata nie zostanie
na noc, mowi do niego tatusiu dlaczego ty tak duzo pracujesz ze ciagle nie ma
cie w domu etc. Mnie tez zaczyna ta sytuacja meczyc, bo chcialabym miec
wreszcie normalna rodzine, a nie cos takiego. Godze sie na to wszystko tylko
ze wzgledu na dobro starszej corki, ale zaczynam sie zastanawiac do czego
taka sytuacja moze dorowadzic. Czy ktoras z was byla w podobnej sytuacji.
prosze doradzcie mi co mozna zrobic zeby dziecko z pierwszego malzenstwa i to
tak male dziecko zostalo jak najmniej skrzywdzone. nasz corka ma pelna
rodzine, ma tate na codzien, dlatego tymbardziej czuje sie winn krywdy
pierwszego dziecka, choc w rozpadzie tamtego malzenstwa nie ma mojej winy, my
poznalismy sie jakis czas po ich rozstaniu...jest to wszystko dla mnie bardzo
trudne, chcialabym miec normalna rodzine, ale wiem tez, ze na czyims
nieszczesciu nie mozna zbudowac szczescia dlatego prosze o pomoc, jak mozna
ta sytuacje rozwiazac jak najmniej raniac pierwsze dziecko, bo, ze bedzie
bolalo to wiadomosad.
Moze ktoras z pan zna jakiegos dobrego psychologa, sama nie wiem...
bede wdzieczna za wszystkie porady!
    • natasza39 Re: trudna sprawa 12.07.05, 23:47
      O Jejku! Dostanie Ci sie zaraz, ale nie ode mnie....
      Niech no tylko Wielka Inkwizaycja w osobie niejakiej bet dorwie sie do kompa!

      A teraz na temat.
      Owszem wiem co przeżywasz. Ja byłam, a zasadniczo jestem jeszcze w podobnej
      sytuacji. Tyle tylko, że nie zdecydowałam sie na posiadanie dziecka w takim
      układzie.
      Było tu już 100 tys wypowiedzi na temat tego że najpierw powinno sie skończyć
      jedno, a zaczać drugie, ale teraz to juz musztarda po obiedzie raczej.
      Nie rozumiem takich facetów jak twój M, tak jak nie rozumiałam mojego faceta.
      Utrzymywanie pozorów przez iles tam lat. Czemu to ma służyć? Jesli nie mieszka
      już z żoną, nie są ze soba razem, to po cholere utrzymywać taka fikcję? Dla
      dzieci? Przeciez to bez sensu. Jesli jest tak jak mówisz i nie ma szans na
      utrzymanie małżeństwa to raz przeciać ten wrzód, a nie wmawiać sobie, dziecku i
      wszystkim naookoło, że to nie jest gangrena tylko zwykłe skaleczenie.
      A tak nawiasem, posiadanie pozamałżeńskiego dziecka jest świetnym powodem do
      rozwodu z wyłącznej winy Twojego M. Ach ci faceci, czasem myslę, że oni nigdy
      nie dorastaja.
      • ania_rosa Re: trudna sprawa 13.07.05, 00:36
        Tak, tak, Natasza, spieszmy się zanim Bet przybędziewink Jest szansa, że te dwa
        posty autorka jeszcze przeczyta, bo potem może rozpętać się jatka (jak zawsze
        ostatnimi czasy).
        Dobra, podsumujmy. Jest zona i córka 4,5 roku. Małżeństwo istnieje formalnie,
        nieformalnie dawno go nie ma. Ojciec kocha córkę i ma z nią kontakt. Ojciec ma
        drugie dziecko z Tobą, to dziecko ma pół roku. Starsze dziecko nie ma pojęcia o
        rodzenstwie, formalna żona też nie. Czy dobrze zrozumiałam?
        Kilka pytań i wiążących się z nimi kwestii:

        1. Odsuwanie wiadomości o rodzeństwie nie jest działaniem na korzyśc starszej
        córki. Prędzej czy później sprawa się wyda, a dziecko straci do ojca zaufanie.
        Może to się odbić na Tobie, a mam tu na myśli Twoje przyszłe relacje pasierbica-
        macocha.
        2. Formalna zona poczuje się zrobiona w konia- niestety słusznie. Rana jest po
        to, aby mogła się zagoić. Gdybyście powiedzieli jej, jak wygląda sytuacja, to
        prawdopodobnie na dzień dzisiejszy najgorszy okres byłby już za Wami. Ponieważ
        poczuje sie zrobiona w konia, przeto istnieje spora szansa, że podzieli się tym
        uczuciem z córką. Dodaj dwa do jednego i wyjdzie Ci trzy: tatuś nie powiedział
        jej o siostrzyczce, mamusia jest zła na tatusia= tatuś nie jest osobą
        wiarygodną, a ta trzecia pani jest przyczyną, dla której rodzice nie są razem.
        Skutki trudne do przewidzenia, a na pewno negatywne dla Was wszystkich z
        pasierbicą na czele.
        3. O kogo tak naprawdę chodzi? O córkę czy o żonę? Dla córki ukrywanie prawdy
        jest krzywdą: tu nie chodzi o grypę, która szybko minie, tylko o nową rodzinę
        ojca, która juz nie zniknie. Natomiast ukrywanie prawdy przed żoną ma pewne
        plusy, niestety te plusy są krótkoterminowe. Po pierwsze i tak to się wyda. PO
        drugie nie rozumiem, czemu się zgadzasz na partyzantkę i konspirację, skoro masz
        prawo żyć normalnie, poznać swoją pasierbicę i ułozyć sobie zycie? PO trzecie:
        jeśli żona się wkurzy ( a to prawdopodobne- i nie chodzi tu o fakt zaistnienia
        związku między Tobą, a jej formalnym mężem, a o to, że nikt nie lubi być
        traktowany jak debil i dowiadywać się o wszystkim ostatni. Takie traktowanie
        rodzi poczucie upokorzenia, a to niebezpieczna emocja) to uzyska rozwód z
        orzeczeniem o winie. I niestety ma argumenty w garści, a koronnym jest Wasze
        dziecko- dowód zdrady. PO jaką cholerę żeście się ukrywali? Na wrzodzie dokonuje
        się resekcji, a nie czeka na gangrenę. Natasza ma 100% racji.
        4. Dla dziecka wiadomośc o rodzeństwie nei jest szokiem. Szokiem może być
        natomiast świadomośc, że rodzic je oszukał. Przedłużając tę sytuację igracie z
        ogniem. Zaufanie dziecka jest wartością, której nie można nadwerężać.

        Reasumując: jeżeli interesuje Cię moja rada, to brzmi ona następująco. Pogadaj z
        facetem. Dziecku trzeba powiedzieć o siostrze. Żonie trzeba powiedzieć o
        sytuacji. Pewne sprawy trzeba powyjaśniać, bo możecie oberwać bolesnym
        rykosztetem. Jesteście razem, co nie jest powodem do wstydu. Jeśli zona jest
        sensowna to rozpościera się pole do negocjacji i dyskusji. Dobre stosunki są
        jeszcze możliwe, ale wszystko tu zalezy od klasy i odwagi Twojego faceta. Miejmy
        nadzieję, że nie jest on typem chowającym głowę w piasek, choć niestety trudno
        mi inaczej wytłumaczyć tę sytuację i to, czemu zabrnęła ona tak daleko.
        Pamiętaj, że Jesteś rzecznikiem interesu własnego dziecka- Twoja córka ma prawo
        znać siostrę. Ty masz prawo żyć normalnie i nie chować się po lasach. Ludzie
        uwielbiają chlapać ozorami i zona prędzej czy później o wszystkim się dowie,
        więc poznanie przez nią prawdy jest kwestią czasu. Zraniona i upokorzona kobieta
        jest groźnym przeciwnikiem. Dlatego informacja powinna wyjść od męza, a nie
        życzliwych donosicieli.
        Rozwód jest koniecznością- rozwiąże wam formalne sprawy i pozwoli na ich regulację.
        Przedłużanie tej sytuacji jest niekorzystne dla wszystkich stron.

        Rosa
        • m-m-m Re: trudna sprawa 13.07.05, 07:37
          Ania Rosa i Natasza wszystko juz napisały, ja oczywiście przychylam się do ich
          wypowiedzi: rozwód, rozwód jak najszybciej, póki obecna żona nie wie o Twoim i
          nowego dziecka istnieniu, bo drogo za ten rozwód Twój superman zapłaci.
          Dziecko i tak prędzej czy później dowie sie prawdy, a tej fikcji nie da się
          utrzymać...
        • e_r_i_n Re: trudna sprawa 13.07.05, 08:26
          Ja tylko o jednym - czyli o rozwodzie z orzeczeniem o winie.
          To, ze jest dziecko z drugiego zwiazku nie musi byc rownoznaczne z orzeczeniem
          winy faceta. Zgodnie ze zdaniem Sadu Najwyzszego zwiazanie sie jednego
          z malzonkow z kims innym po faktycznym rozsatniu, nawet jesli rozwod jeszcze
          nie rozstal orzeczony, nie jest podstawa do orzeczenia winy tej osoby.
      • aggata78 do pani bet 13.07.05, 09:33
        no wlasnie- CZYTANIE ZE ZROZUMIENIEM!!!!
        nie wiem jak ty to zrozumialas, ale on nie mieszka z zona, corka tylko mysli ze
        on nie przychodzac do domu w ktorym one mieszkaja siedzi w pracy. On widuje sie
        z mala w weekendy. Zona wie ze on kogos ma nie wie tylko ze to wszystko tak
        daleko zaszlo. To tyle. Masz jeszcze jakies pytania? Sugestie? Podpucha...ech,
        kobieto, myslisz, ze pisalalbym to wszystko gdybym chciala sie pobawic???
        • bet66 Re: do pani bet 13.07.05, 10:19
          aggata78 napisała:
          > nie wiem jak ty to zrozumialas, ale on nie mieszka z zona, corka tylko mysli
          ze on nie przychodzac do domu w ktorym one mieszkaja siedzi w pracy. On widuje
          sie z mala w weekendy. Zona wie ze on kogos ma nie wie tylko ze to wszystko tak
          > daleko zaszlo. To tyle. Masz jeszcze jakies pytania? Sugestie?
          ________________________________________________________________________________

          Kobieto, najpierw piszesz, ze on w domu nie nocuje, bo "idzie" do pracy.....
          potem piszesz, ze on w domu bywa tylko w weekendy...
          Najpierw piszesz,ze zona nie wie, ze on kogoś ma ...teraz piszesz, ze żona wie.

          Zdecyduj się w końcu na jakąś wersję, bo się plączesz w zeznaniach......
    • bet66 czytanie ze zrozumieniem 13.07.05, 08:13
      drogie panie przeczytajcie sobie ten post jeszcze raz zdanie po zdaniu i
      zobaczycie , ze ta historia KUPY się nie trzyma.
      1. związek się rzekomo rozpadł a się NIE ROZPADŁ
      2.on "miał zonę"pisze autorka i nadal ma zonę i na dodatek ta zona o niczym
      nie wie.
      3. Tatuś w nocy pracuje????? a zona niczego się nie domyśla i nie wie!!1
      4. jej- autorki - córeczka ma "pełną rodzinę"???? z tym facetem , ktory ma
      jeszcze zonę i drugie dziecko////hahahaha

      To jedna wielka podpucha!!!!
      • natasza39 Re: czytanie ze zrozumieniem 13.07.05, 09:09
        bet66 napisała:

        > drogie panie przeczytajcie sobie ten post jeszcze raz zdanie po zdaniu i
        > zobaczycie , ze ta historia KUPY się nie trzyma.
        > 1. związek się rzekomo rozpadł a się NIE ROZPADŁ
        > 2.on "miał zonę"pisze autorka i nadal ma zonę i na dodatek ta zona o niczym
        > nie wie.
        > 3. Tatuś w nocy pracuje????? a zona niczego się nie domyśla i nie wie!!1
        > 4. jej- autorki - córeczka ma "pełną rodzinę"???? z tym facetem , ktory ma
        > jeszcze zonę i drugie dziecko////hahahaha
        >
        > To jedna wielka podpucha!!!!


        Tiaaa... i jak się domyślam autorką tej "podpuchy" jesteś ty, aby nam pokazać
        jaka ty entelegentna jesteś.
        Nie wiem jak ty, ale ja lepsze historie znam i to z życia wzięte, a nie z
        amerykańsko-brazylijskich seriali rodem.
        • bet66 wow natasza 13.07.05, 09:17
          przeciez ty dobrze wiesz, ze na wymyslenie TAKIEJ historyjki to mnie nie stac...
      • e_r_i_n Re: czytanie ze zrozumieniem 13.07.05, 12:23
        "Pierwsza corka nie wie ze tata ma nowa rodzine, ba! jego zona- bo formalnie
        nadal jest jego zona- tez o niczym nie wie, bo moj partner boi sie jej reakcji
        i tego jak wiadomosc o tym moze wplynac po 1 na zone a co za tym idzie na
        corke."

        Przeczytaj ze trzy razy. To nie jest takie trudne smile
    • aggata78 Re: trudna sprawa 13.07.05, 09:29
      po pierwsze dziekuje za Wasze sugestie. Macie racje, ja to wszystko przemysllam
      i uwazam dokladnie tak jak wy, problem w tym, ze ja nie umiem przetlumaczyc
      tego mojemu M. Za kazdym razem jak poruszam ten temat zaczyna sie wojna, on
      mowi, ze najwazniejsze jest dobro jego dziecka i jesli ja tego nie jestem w
      stanie zrozumiec to on nic na to nie poradzi, mowi tez, ze to nie moja sprawa,
      ze nie znam jego zony, ani jego dziecka ni ukladow meidzy nimi etc i nie mnie
      osadzac co on powinien zrobic...wiem - teraz powiecie ze jak ja sobie wyobrazam
      zycie z kims takim? no wyobrazam sobie, teraz nawet jesli bym nie chciala,
      to "musze" sobie wyobrazac, bo nie chce zeby moja corka przechodzila to samo co
      ta pierwsza. Z reszta to nie jest tak do konca zly facet.
      Po drugie to nie jest podpucha- ot! moje zycie, a ze jak w telenoweli
      brazylijskiej to ja nic na to nie moge poradzic. Sytuacja jest trudna i nie
      wiem jak sie skonczy, ale ja jestem na wyczerpaniu...wierzcie mi!
      • elf28 Tak myślę 13.07.05, 09:48
        Aggata,
        Byłam w podobnej sytuacji. Mój M, miał problem, z powiedzeniem o nas dziecku
        (7lat) i żonie, od której dawno odszedł, ale nie ma z nią jeszcze rozwodu.
        Dla mnie taka sytuacja nie była do zaakceptowania. Po pierwsze dlatego, że to
        wobec mnie i naszego związku nie było uczciwe, tak samo z resztą jak i w
        stosunku do dziecka. Po drugie, nie widziałam powodu do życia w trójkącie i
        ukryciu. I po trzecie w końcu, chciałam poznać jego dziecko.
        M się ociągał, temat był drażliwy, etc. Koniec końców postawiłam sprawę na
        ostrzu noża - to znaczy zawalczyłam o bycie w prawdzie ze sobą. Dałam mu czas
        na przemyślenie sprawy (z daleka ode mnie) i rozważenie tej sytuacji. Na
        decyzję nie musiałam długo czekać. Jakoś dało się powiedzieć dziecku (dzisiaj
        jego syn mnie uwielbia - jak sam mówi) i żonie. Wnioskuję więc, że niektórzy
        mężczyźni mogą mieć problem z załatwianiem takich spraw, bo zwyczajnie się tego
        boją: bo jak żona zacznie robić awantury, a jak będzie mu utrudniać kontakty z
        dzieckiem, a jak dziecko się od niego odwróci, a jak go matka zacznie nastawiać
        przeciwko ojcu, etc. Mogłabym jeszcze wymieniać i wymieniać.

        Niestety smutna prawda jest taka: musisz zawalczyć o siebie i swój związek i
        być w tym konsekwentna. Niestety jego dziecku trzeba powiedzieć prawdę: tato ma
        teraz nową rodzinę, której Ty tak samo jesteś członkiem. To, że rodzice nie są
        razem, nie znaczy to, że tato Cię nie kocha (tak doradził terapeuta mojemu M,
        kiedy miał podobne dylematy). Nie ma innej rady wg mnie. Jeśli pokażesz swojemu
        M brak konsekwencji, to on nigdy tej sytuacji nie rozwiąże. I tak będzie już ze
        wszystkim.
        Co wypracujesz sobie dzisiaj, będzie w przyszłości procentowało. I nie ma, że
        boli, że się awanturuje, że mówi że to nie Twoja sprawa. To jest TWOJA sprawa.
        Masz prawo wiedzieć i się wtrącać, jeśli to dotyczy Ciebie i WASZEGO dziecka.
        • m-m-m Re: Tak myślę 13.07.05, 10:03
          Ja jeszcze może dodam od siebie, że Twój M. stosuje tu emocjonalny szantaż:
          utrzymuje fikcję, żeby dziecko się nie dowedziało, bo źle zareaguje, więc
          poświeca Ciebie i Wasze dziecko. To okropne.
          To Ciebie dotyczy jak najbardziej: jak on sobie to wyobraża: cały czas jest w
          formalnym związku małżeńskim, rozumiem, że ma wspólnotę małżeńską ze swoją
          żoną, po jego śmierci dziedziczy...połowę żona, a po 1/4 każde z dzieci. I
          nagle pojawiasz się Ty z dzieckiem - pretendentem do spadku po ojcu, on naraża
          Cię w tej sytuacji na potężne problemy i nieprzyjemności.


      • done2 Re: trudna sprawa 13.07.05, 09:56
        Popieram zdanie Bet66.
        Ten gość jest po prostu niesamowity!!! Wszystko podciąga pod miłość do 1-szej
        córki. Cwaniak aż miło.

        "jest weekendowym tata."
        - czyli co, na noc na weekend jeździ do żony? Ale się ustawił. 5 dni jedna (ta
        mniej ważna bo nielegalna), 2 dni druga - legalna.

        "dlaczego tata nie zostanie
        na noc, mowi do niego tatusiu dlaczego ty tak duzo pracujesz ze ciagle nie ma
        cie w domu" - ciekawe, co Twoja córka powie jak zacznie mówić? Tatusiu, ty tak
        ciężko pracujesz w soboty i niedziele?

        "Mnie tez zaczyna ta sytuacja meczyc"

        - no coś Ty, przecież to dopiero 4 lata! Ludzie ukrywają się często dłużej (np.
        podzas II wojny światowej)

        "Godze sie na to wszystko tylko ze wzgledu na dobro starszej corki"

        Współczuję młodszej córce - czyli Twojej. Być na drugim planie (czyli tą mniej
        kochaną córeczką tatusia) - nieciekawa sytuacja. Bo tatuś pewnie nie bierze pod
        uwagę że np. za 3 lata dziecko pójdzie do przedszkola - i przez przypadek się
        dowie że ma siostrę...

        "zaczyna sie wojna, on mowi, ze najwazniejsze jest dobro jego dziecka i jesli
        ja tego nie jestem w stanie zrozumiec to on nic na to nie poradzi, mowi tez, ze
        to nie moja sprawa, ze nie znam jego zony, ani jego dziecka ni ukladow meidzy
        nimi etc i nie mnie osadzac co on powinien zrobic"

        Nie chciałam tego komentować bo ręce mi opadły, powiem krótko - być może dobrze
        gotujesz, bo partnerką życiową to Ty dla niego nie jesteś.

        "ni ukladow meidzy nimi" - układów towarzyskich, miłosnych czy jakich do jasnej
        ch...?!

        Dziewczyno, no nie rób z siebie takiego balona. Tupnij nogą, zażądaj rozwodu
        ale już!!! I wyjaśnienia wszystkim sytuacji.


        Im lepiej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta
      • lilith76 Re: trudna sprawa 13.07.05, 10:14
        Za kazdym razem jak poruszam ten temat zaczyna sie wojna, on
        > mowi, ze najwazniejsze jest dobro jego dziecka i jesli ja tego nie jestem w
        > stanie zrozumiec to on nic na to nie poradzi, mowi tez, ze to nie moja
        sprawa,
        > ze nie znam jego zony, ani jego dziecka ni ukladow meidzy nimi etc i nie mnie
        > osadzac co on powinien zrobic

        tzn. że wasze wspólne dziecko to nie jest "jego dziecko" i jego dobro -
        informacja o starszej siostrze, kontakty z nią, unormowana sytuacja rodzinna
        taty - nie są istotne???
        skoro żyjecie razem, sypiacie razem, planujecie razem TO JEST WASZA WSPÓLNA
        SPRAWA.
        jego teksty wskazują raczej na to, że facet kompletnie nie ma pojęcia jak wyjsć
        z sytuacji i każdą uwagę na ten temat traktuje jak atak na siebie.

        PS: jak widzę twój wpis to jednak myślę, że mój M nie jest taki najgorszy -
        choć się jeszcze nie rozwiódł, to dzieci i formalna żona mnie znają. mimo to
        zakaskakuje mnie ta "strusia polityka" niektórych facetów - jeżli coś przykryją
        ścierką, to już tego nie ma, albo przynajmniej chwilowo...
      • balladynka Re: trudna sprawa 13.07.05, 10:27
        aggata78 napisała:

        > po pierwsze dziekuje za Wasze sugestie. Macie racje, ja to wszystko
        przemysllam
        >
        > i uwazam dokladnie tak jak wy, problem w tym, ze ja nie umiem przetlumaczyc
        > tego mojemu M. Za kazdym razem jak poruszam ten temat zaczyna sie wojna, on
        > mowi, ze najwazniejsze jest dobro jego dziecka i jesli ja tego nie jestem w
        > stanie zrozumiec to on nic na to nie poradzi

        Na takie dictum wypada tylko odpowiedzieć, że skoro on tak stawia sprawę to Ty
        czujesz się w obowiązku stwierdzić, że jeśli chodzi o Ciebie to dla Ciebie
        najważniejsze jest dobro TWOJEGO dziecka a gdyby nie zauważył to jest ono
        również jego, co, mam nadzieję, wynika również z dokumentów. Zresztą co
        dziewczyny już słusznie zauważyły SWOJEMU dziecku też robi całą tą sytuacją
        raczej niedźwiedzią przysługę.
        Jest to jak najbardziej Twoja sprawa i masz prawo wyrazić swoją opinię jako, że
        to co on proponuje odbije się czkawką Wam wszystkim, jemu, jego żonie, jego obu
        dzieciom oraz Tobie. Ale zupełnie nie wiem co Ci doradzić skoro rozmowy nie
        skutkująsad
      • jayin Re: trudna sprawa 13.07.05, 10:28
        > Po drugie to nie jest podpucha- ot! moje zycie, a ze jak w telenoweli
        > brazylijskiej to ja nic na to nie moge poradzic. Sytuacja jest trudna i nie
        > wiem jak sie skonczy, ale ja jestem na wyczerpaniu...wierzcie mi!

        Telenowele SKĄDŚ się biorą smile Tzn. te scenariusze. Życie bywa pokręcone gorzej od filmów czasami.

        A, że sytuacja trudna - to wierzę. Głównie dla ciebie. Bo z tego co czytam to twój facet lawiruje sobie między jedną a drugą "rodziną" - i jest z tego zadowolony, bo ma wszystko, a nic nie traci.

        Szczerze mówiąc - nie będę komentować jego zachowania, bo bym zaczęła się "wyrażać"smile No, sorry, ale jak facet ma żonę, dzieci, a do tego kobietę drugą i kolejne dziecko - i żona nic o tym jego "drugim życiu" nie wie, a nadal jest żoną, ale (niby) się rozstali... Trochę nie halo, nie sądzisz?...

        Ja mam wątpliwości, czy oni się faktycznie rozeszli na dobre. Gdyby tak było, nie miałby obaw przed poinformowaniem żony choćby o tym, że ma kogoś. A już tym bardziej, że jest kolejne dziecko. Trochę to naciągane.. z jego strony. I wtedy szkoda, że tak bardzo się w to zaangażowałaś, bo w takich dziwnych układach, gdzie niby wszystko jasne, ale nikt nic nie wie (czeski film zupełnie) - to kiepsko się żyje. Głównie tej drugiej kobiecie. Bo facet robi jak chce, żona i tak nic nie wie - a ty wiesz i nie jest ci z tym wygodnie.

        Ale to tylko teoria. Może jest inaczej. Albo i tak jak piszesz. Że nie mówi jej, bo coś tam.. i jeszcze coś tam... Nie sposób zrozumieć motywów działania niektórych chuopów wink

        A jak to się skończy?...
        Nie chcę źle prorokować, bo miło życzyć komuś wszystkiego najlepszego i potem widzieć, że się mu wspaniale układa w życiu... Ale tutaj... Wydajem i się, że to się skończy... Po prostu. Ile dasz radę żyć w takim "związku" na dwa fronty tak naprawdę? Ciągle w ukryciu praktycznie (żeby żona nie dowiedziała się), w stresie, że nie dostajesz od faceta tego, co powinnaś - psychicznie.

        Ja bym nie potrafiła...

        Pozdr.

        Joanna
        • edzieckokarenina Re: trudna sprawa 13.07.05, 13:59
          Ja mam wątpliwości, czy oni się faktycznie rozeszli na dobre. Gdyby tak było,
          nie miałby obaw przed poinformowaniem żony choćby o
          tym, że ma kogoś. A już tym bardziej, że jest kolejne dziecko. Trochę to
          naciągane.. z jego strony. I wtedy szkoda, że tak bardzo
          się w to zaangażowałaś, bo w takich dziwnych układach, gdzie niby wszystko
          jasne, ale nikt nic nie wie (czeski film zupełnie) - to
          kiepsko się żyje. Głównie tej drugiej kobiecie. Bo facet robi jak chce, żona i
          tak nic nie wie - a ty wiesz i nie jest ci z tym
          wygodnie.
          ****
          zgadzam się z tym.Wiadomo,że już siedzisz "po uszy" w tej sytuacji, więc jak
          ktoś powiedział "musztarda po obiedzie"...ale mi się na 99% zdaje ,że facet
          zrobił sobie dobrze i tyle, a żona nic nie wie że "się rozstali".Ma dwie
          rodziny.Raz jest na łonie jednej rodzinki, raz na drugiej- istny rajwink
          pozdrawiam i współczuję
          • done2 Re: do Aggaty 13.07.05, 14:08
            A w jaki sposób od tak długiego czasu kiedy jesteście razem zachowujecie się na
            zewnątrz? W sklepie, w kinie, na imprezie? Zachowujecie się jakbyście się nie
            znali (bo może ktoś doniesie żonie), czy po prostu nigdzie nie wychodzicie?
    • leeya Re: trudna sprawa 13.07.05, 10:25
      aggata78 napisała:

      > Gdy odchodzil od zony, a wlasciwie
      > gdy juz z nia nie byl okazalo sie, ze ona jest w 3 miesiacu ciazy. Urodzila
      > im coreczke, ktra w tej chwili ma 4,5 roku.(...) Corka juz zaczyna widziec
      ze
      > cos jest nie tak w jej rodzinie, zaczyna wypytywac dlaczego tata nie zostanie
      > na noc, mowi do niego tatusiu dlaczego ty tak duzo pracujesz ze ciagle nie ma
      > cie w domu etc.
      ------------------------
      No dobra, pewnie bede teraz wredna.

      Co ten Twoj M kombinuje????!!!! Rozstal sie z zona, kiedy byla w 3 miesiacu
      ciazy i teraz takie wciskanie kitu dziecku??? Ze Tata pracuje??? Po co sprawiac
      dziecku dodatkowy bol, kiedy juz rodzice postanowia poinformowac dziecko, ze
      sie "rozstaja"??

      Irytuje sie tak, bo sama rozstalam sie z ojcem dziecka, kiedy bylam w ciazy. I
      nawet mi nie zaswitala w glowie mysl, zeby utrzymywac FIKCJE dla dziecka, ze
      Mama i Tata sa razem, ale Tata duzo pracuje. Przeciez to chore! Swiadome
      narazanie dziecka na pozniejsze klopoty czy bol, kiedy rodzice zechca laskawie
      je poinformowac, ze tak na prawde to nie jestesmy razem. Chronic dziecko to nie
      znaczy OKLAMYWAC dziecko, tym bardziej w tak fundamentalnej kwestii jak
      rodzina.

      Agata,
      Ja Cie najmocniej przepraszam, ale jest rzeczywiscie tak jak opisalas (a nie
      mam powodu nie wierzyc, choc mi sie ten uklad w glowie nie miesci) to zwiazalas
      sie z facetem, ktoremu kompletnie brak wyobrazni i (sorry) szacunku do wlasnej
      rodziny (tak do Ciebie i Waszego Malenstwa, jak i do swojej starszej corki)

      Leeya

      PS. Czasem mam ochote kupic sobie kagance na palcesmile
    • aggata78 Re: trudna sprawa 13.07.05, 15:49
      Drogie Panie,
      przejechalyscie po mnie tak, ze ledwo zyje...
      ta sytuacja naprawde nie jest dla mnie latwa. Wiem, ze macie racje, wiem ze
      powinnam tupnac noga, ale sek w tym, ze ja juz probowalam wszystkich sposobow,
      tupalam nogami, ryczalam, prosilam, tlumaczylam etc i nie pomaga, on uwaza, ze
      tylko on wie co dobre, mowi ze to zmieni, ze tylko czeka na dobra chwile...Jak
      zaszlam w ciaze to mi sie to wszystko juz srednio podobalo, a teraz gdy nasze
      dziecko ma 6 miesiecy poprostu nie mam juz sily walczyc. Odejsc nie moge, nie
      bede tlumaczyc dlaczego bo to zbyt skomplikowane. Musze pogodzic sie z tym
      takim jakie jest i jedyne co mi zostaje to czekac.
      On nie prowadzi podwojnego zycia, co do tego mam pewnosc, to nie jest czlowiek
      tego typu, z reszta wszystko na to wskazuje. Mieszka z nami, do corki jezdzi w
      niedziele na pare godzin, mysle, ze to troche malo, ale on naprawde nie ma
      czasu, jest bardzo zapracowanym czlowiekiem- tak tak tlumacze go, moze i tak...
      A co do pytania czy sie kryjemy- nie, nie kryjemy sie, jego znajomi o nas
      wiedza, razem wychodzimy do knajp, na imprezy, do kina. Mysle, ze jesli ktos
      zyczliwy jej nie doniosl to napewno lada chwila to sie stanie, i ja tez jestem
      zdania ze to bedzie gorsze niz jesli sam by ja o wszystkim poinformowal,
      szczegolnie, ze do jasnej cholery ma prawo do sczescia i ma prawo zalozyc nowa
      rodzine. A corki nie poinien oklamywac bo predzej czy pozniej wyjdzie szydlo z
      worka...ja to wszystko wiem, ale co z tego???
      • jayin Re: trudna sprawa 13.07.05, 16:05
        aggata78 napisała:

        > sek w tym, ze ja juz probowalam wszystkich sposobow,
        > tupalam nogami, ryczalam, prosilam, tlumaczylam etc i nie pomaga, on uwaza, ze tylko on wie co dobre, mowi ze to zmieni, ze tylko czeka na dobra chwile...

        Standard.
        Uwierz mi. Znam to z autopsji wink NIE ZMIENI.


        > Odejsc nie moge, nie bede tlumaczyc dlaczego bo to zbyt skomplikowane. Musze pogodzic sie z tym takim jakie jest i jedyne co mi zostaje to czekac.

        Skoro nie możesz - to nie masz wyboru zbyt wielkiego. Ale czekanie w nieskończonośc odbije się na zdrowiu. Naprawdę. Psychicznym, potem fizycznym. Zastanów się, czy warto...?

        > On nie prowadzi podwojnego zycia, co do tego mam pewnosc, to nie jest czlowiek tego typu, z reszta wszystko na to wskazuje.

        Mam taką nadzieję, ze względu na ciebie.
        Sęk w tym, że ZWYKLE nic na to nie wskazuje, że facet prowadzi podwójne życie. Objawy pojawiają się po długim czasie. A i to przez przypadek. A kobiecie w głowie się nie mieści, że on mógł ją okłamać i - "no jak to? ale przecież można było mu ufać, był taki przekonujący i nie zawiódł mnie nigdy, no jak to??" :=)


        > ale on naprawde nie ma czasu, jest bardzo zapracowanym czlowiekiem- tak tak tlumacze go, moze i tak...

        Dokładnie...wink

        Gdyby nie dziecko wasze - powiedziałabym, że to identyczna sytuacja do mojej swego czasu. Też tak kiedyś byłam/żyłam/święcie przekonana, że można mu wierzyć. Też zapracowany jak nie wiem co, też nigdy mnie nie zawiódł i nie okłamał (co najwyżej COŚ PRZEMILCZAŁ, ale OKŁAMAĆ??...wink Neee...) - też wiedział co jest najlepsze DLA MNIE, też potrzebował czasu, bo chwila nieodpowiednia... Itd itp... To chyba dośc pospolita historia ludzka. Tylko, że ja w pewnym momencie dałam sobie spokój z takim życiem-nieżyciem. Zmęczyło i wykończyło mnie czekanie. No i do dziś dnia jeszcze mnie BARDZO zastanawia, jak ja mogłam być taka naiwna Penelopa... Aż mi głupio i wolę sobie tego nie przypominać. A Odys się bujał po świecie i robił co chciał. Ach, ta miłość... Jednostronna..wink

        > predzej czy pozniej wyjdzie szydlo z worka...

        Dokładnie. Albo się okaże, że on mówi prawdę i będziecie mieli "rozwiązany problem" informacyjny, albo się okaże, że ty się pomyliłaś co do niego - i w sumie też sytuacja się rozwiąże, jeśli zrobisz to co będzie najlepsze wtedy dla ciebie.

        > ja to wszystko wiem, ale co z tego???

        NIC. Doskonale wiem, że nic z tego. Wiesz i .. tyle dobrego.
        Będziesz czekać na zmiany na lepsze tak długo, dopóki nie zaczniesz dogorywać w tym związku a psychika i zdrowie powiedzą ci "Veto!" - wtedy albo się wykończysz zostając z nim, albo uciekniesz, lub też dopóki sytuacja sama nie da ci kopa do odejścia z tego związku - np. okaże się, że się myliłaś co do faceta. Lub też dopóki - tu wersja optymistycznasmile - te zmiany na lepsze nie nastąpią. Zależy co stanie się jako pierwsze.

        Ściskam ciepło

        J.
      • elf28 Re: trudna sprawa 13.07.05, 16:22
        Aggato, skoro tak to sama skazujesz się na takie życie jak dotychczas.
        Uwierz - tak jak pisała Jayin - on NIE zmieni niczego dopóki nie zostanie do
        tego zmuszony. Twoje życie należy do Ciebie. Jak sobie pościelisz, tak się
        wyśpisz. Jeśli nie dla siebie, to zrób to dla dziecka.

        I jeszcze jedno: nie krzykiem, pretensję, etc. Tylko spokojem, zdecydowaniem i
        konsekwencją. Tylko tak.
        • szymon00 Re: trudna sprawa 13.07.05, 18:03
          elf28 napisała:

          > I jeszcze jedno: nie krzykiem, pretensję, etc. Tylko spokojem, zdecydowaniem
          > i konsekwencją. Tylko tak.

          hehehe, czy Ty nie widzisz, że Ona siedzi już po uszy w bagnie, nie może za
          bardzo podskoczyć, najpierw zadała się z żonatym facetem jest jego kochanką bo
          rodziną to trudno nazwać, rodzina to mąż, żona i dzieci a nie żonaty, kochanka
          i dziecko; walnęła sobie z nim dzidziusia co przypieczętowało wszystko i musi
          się zgadzać na jego kaprysy.

          Naprawdę gratuluję rozumu autorce wątku, chyba naprawdę wyobraźni brakuje nie
          którym ludziom. współczuję

          • e_r_i_n Re: trudna sprawa 13.07.05, 18:10
            I w zwiazku z tym, ze sytuacja nieciekawa, powinna harakiri popełnic,
            czy w imie solidarnosci z papierowa zona swojego faceta tez sie z nim rozstac
            i kolejnemu dziecku zafundowac rozbita rodzine?

            Posty jedynie wytykajace cos, czego sie zmienic nie da, a nie wnoszace nic
            do dyskusji, sa bez sensu, wiesz?
            • edzieckokarenina Re: trudna sprawa 13.07.05, 20:57
              I w zwiazku z tym, ze sytuacja nieciekawa, powinna harakiri popełnic,
              czy w imie solidarnosci z papierowa zona swojego faceta tez sie z nim rozstac
              i kolejnemu dziecku zafundowac rozbita rodzine?

              Posty jedynie wytykajace cos, czego sie zmienic nie da, a nie wnoszace nic
              do dyskusji, sa bez sensu, wiesz
              ******
              nie wiem skąd wysnułaś wniosek że to małżeństwo jest papierowe?wink
              raczj wygląda na całkiem zwyczjne małżeńswo- żona nic nie wie o autorce wątku,
              nic nie wie o dziecku, a wspólne dziecko żony i gościa uważa że wszystko jest
              ok.
              • e_r_i_n Re: trudna sprawa 13.07.05, 21:15
                edzieckokarenina napisała:

                > raczj wygląda na całkiem zwyczjne małżeńswo

                No tak, facet bedacy w domu pare godzin tylko w niedziele to normalny maz i
                ojciec w normalnej rodzinie.
                • jayin Re: trudna sprawa 14.07.05, 00:24
                  e_r_i_n napisała:

                  > edzieckokarenina napisała:
                  > No tak, facet bedacy w domu pare godzin tylko w niedziele to normalny maz i
                  > ojciec w normalnej rodzinie.

                  W normalnej może nie...
                  Ale.. Dominika.. UWIERZ.. że można tak sobie ustawić "pracę", żeby bywać nawet raz na dwa tygodnie w domu.. albo i rzadziej :=) I wszystko wydaje się dla żony/kobiety OK. Bo niektórzy faktycznie tak pracują. Więc dlaczego on tak nie miałby "pracować"...

                  Wot. Wyższa technologia gmatwania.
                  • ajmj Re: trudna sprawa 14.07.05, 08:52
                    Dziewczyny mają racje. Musisz zrobic WSZYSTKO aby byc niezależną. Wtedy postaw
                    warunki. Albo tak, albo siak. Nie mozesz tak zyć jak do tej pory, bo wykończysz
                    się psychicznie, a masz prawo chcieć żyć NORMALNIE.
                    Zrób wszystko, abyś była szczęsliwa i Twoje dziecko.
                  • edzieckokarenina Re: trudna sprawa 14.07.05, 09:37
                    jayin napisała:

                    > e_r_i_n napisała:
                    >
                    > > edzieckokarenina napisała:
                    > > No tak, facet bedacy w domu pare godzin tylko w niedziele to normalny maz
                    > i
                    > > ojciec w normalnej rodzinie.
                    >
                    > W normalnej może nie...
                    > Ale.. Dominika.. UWIERZ.. że można tak sobie ustawić "pracę", żeby bywać
                    nawet
                    > raz na dwa tygodnie w domu.. albo i rzadziej :=) I wszystko wydaje się dla
                    żony
                    > /kobiety OK. Bo niektórzy faktycznie tak pracują. Więc dlaczego on tak nie
                    miał
                    > by "pracować"...
                    >
                    > Wot. Wyższa technologia gmatwania.
                    ****
                    no właśnie, o to mi mniej więcej chodziło.Ja z Twojego postu wywnioskowałam że
                    TY i Twoje dziecko jesteście jakby w "ukryciu", żona o Was nie wie, pierwsze
                    dziecko uważa że ma normalną rodzinę.To dziecko ma już 4,5 roku i uwierz mi że
                    dzieci nie są takie głupie.Mój syn ma ponad dwa latka a doskonale kojarzy pewne
                    fakty z życia dorosłych.Córka Twojego faceta widocznie ma jakieś przesłanki
                    żeby po swojemu ocenić że ma i tatusia i mamusię-którzy są w związku!bo ta mała
                    tak myśli-że rodzice są razem.Na pewno nie miała by takich przekonań gdyby to
                    było kilka godzin w niedzielę.Tobie tylko współczuję, bo wchodząc w związek
                    myślałaś że facet zakończy poprzedni..ale teraz musisz wziąść się w garść i
                    zawalczyć o swoje
              • natasza39 Re: trudna sprawa 13.07.05, 21:40
                edzieckokarenina napisała:
                > nie wiem skąd wysnułaś wniosek że to małżeństwo jest papierowe?wink
                > raczj wygląda na całkiem zwyczjne małżeńswo

                Łomatkoboska!!!!
                Jak to jest "całkiem zwyczajne małżeństwo", to chyba lepiej być "całkiem
                zwyczajnym konkubinatem", gdzie może przed światem jest się nie fair, ale
                przynajmniej w stosunku do siebie samego szczerym!

                To już chyba lepiej żyć przez 3 lata ze świadomoscia, że facet znika na 4
                godziny w niedzielę, gdzie udaje "meża", niż nie dopuszczać do świadomości
                faktu, że "zabawa w teatrzyk" przed dzieckiem raz w tygodniu jest "normalna".

                Wybacz ale to nie jest "normalne małżeństwo" tylko zwiazek dwóch ludzi żyjących
                w zakłamaniu i wygłupiajacych się chyba juz tylko dla świata, bo więzi to ja tu
                nie widzę żadnych!
                • edzieckokarenina Re: trudna sprawa 13.07.05, 21:51
                  Wybacz ale to nie jest "normalne małżeństwo" tylko zwiazek dwóch ludzi żyjących
                  w zakłamaniu i wygłupiajacych się chyba juz tylko dla świata, bo więzi to ja tu
                  nie widzę żadnych!
                  *********
                  no coż...chyba będę musiała wybaczyćwinkhehe
                  ważne żeby autorka watku wybaczyła facetowiwink
          • jayin Re: trudna sprawa 13.07.05, 18:13
            szymon00 napisał(a):

            > hehehe, czy Ty nie widzisz, że Ona siedzi już po uszy w bagnie, nie może za
            > bardzo podskoczyć, najpierw zadała się z żonatym facetem jest jego kochanką bo rodziną to trudno nazwać, rodzina to mąż, żona i dzieci a nie żonaty, kochanka i dziecko;

            w kwestii rodziny się wypowiadałam (rodzice+dziecko - małżeństwo nie ma tu nic do rzeczy).

            fakt - z tym facetem się nie dogada. najwyraźniej jemu jest dobrze jak jest. i wygląda na to, że to typ taki, co prędzej wymusi na dziewczynie to, że ona odejdzie (bo jej będzie obrzydzał życie, niby nieświadomie i niechcący - psychikę zepsuje, a na koniec wyjdzie, że to ona była niedobra, bo go zostawiła, a on będzie miał ręce czyste, bo on chciał z nią być, ale ona no.. nie wytrzymała presjii i nie chciała czekać... żuczek biedny...) niż się zmieni.

            > walnęła sobie z nim dzidziusia

            Taaa.. Bo dzieci to są poczynane na żądanie... A pieniądze biorą się na pstryknięcie palcem.
            Szymon, no proszę cię...;=)))) TROCHĘ ROZUMU.


            > co przypieczętowało wszystko i musi się zgadzać na jego kaprysy.

            Nie musi. Ale jest na etapie, że JESZCZE chce.

            > Naprawdę gratuluję rozumu autorce wątku, chyba naprawdę wyobraźni brakuje nie
            > którym ludziom. współczuję

            Czasem rozum znika. Wyobraźnia też. Są rózne sytuacje. Emocje/hormony/nowości - czasem potrafią zdominować tak psychikę, że nie dociera do nas żadna logika, żaden rozsądek, nawet podany przed nos na talerzu. Nie każdy potrafi zanalizować ROZSĄDNIE sytuacje w którą się pakuje. Dopiero POTEM (choc i nie zawsze) potrafi się przyznac, ze poleciał jak ćma w ogien i NA DRUGI raz zrobiłby zupełnie inaczej.

            Teraz to i tak musztarda po obiedzie. Teraz wypada życzyć, aby ten rozsądek zwyciężył uzależnienie od tego faceta (u niej) albo wygodnictwo-lawirujące (u faceta). Inaczej będzie faktycznie bagienko coraz głębsze.
    • oledzga Aggata !! 13.07.05, 18:07
      nie przejmuj sie bett66 ona mi tez dogryzała , zatruwała zycie .... olej ja
      samej jej sie to znudzi.
      a co do twojej sytuacji to nie wiem co moge Tobie poradzic bo sama mam problem
      z synem mojeg faceta tylko młody ma prawie 18 a nie 4,5 lat....
      • ciemnanocka Re: Aggata !! 14.07.05, 00:18
        A jak mi bet zycie zatruwalawink
    • natasza39 Re: trudna sprawa 13.07.05, 18:48
      Wiesz kochana, o tym wszystkim, ja wiem o tym, że wiesz.
      Napisałaś, aby to z siebie wyrzucić, bo Ci jest z tym żle po prostu, tak po
      ludzku. Nie jest łatwo żyć w układzie, gdzie jest sie petentem. Wiem to
      doskonale. Ja może mam łatwiej, bo nie jestem zagmatwana układami z dziećmi
      wspólnymi. Doskonale dawałam sobie radę sama i jakby co bedę żyła dalej.
      Inaczej zatem rozmawia się z pozycji "równego". Inaczej natomiast, gdy
      rozmawiasz z pozycji "petenta".
      A zatem pozostaje Ci rozwiazanie, które być może prowadzi do końca dłuższą
      drogą, ale pozwoli Ci rozmawiać z pozycji "równego".
      Nie wiem jak przedstawia się sytuacja twojego bytu, pracy, mieszkania. Jak
      przypuszczam jesteś tutaj niejako uzalezniona trochę od Twojego faceta, Zrób
      zatem wszystko, aby tą sytuację zmienić. Pzowoli Ci to na lepsza pozycje w
      ewentualnych "negocjacjach".
      Ja wiem, że na poczatku wystarczaja nam "gatki" facetów o tym, że tamto co było
      nie istnieje i ważne jest to co jest. Dopóki zwiazek traktuje się w charakterze
      terażniejszości i tymczasowości nie przeszkadza nam zasadniczo sytucja formalno-
      prawna naszego M. Ale w przypadku gdy na świecie pojawia się dziecko juz jest
      inaczej. Wiąże się z facetem plany na przyszłość i nierozerwalnie staje się on
      cześcia tej przyszłości. Faceci sa tępi jesli chodzi o te sprawy. Często
      uciekaja jak strusie, chowajac głowę w piasek. Uważają, że jak się o czymś nie
      mówi to tego nie ma. To dziecinne, ale niestety tak już czesto maja.
      Nie wiem co ci poradzić, aby zmusić go do podjęcia decyzji "wóz albo przewóz",
      Twojego konkretnie M, ale myślę, że trwanie w tym układzie ani Tobie, ani
      wazemu, ani jemu dziecku nie wyjdzie na dobre. Ani on nie mąż dla swojej żony,
      ani "mąż" dla Ciebie. Tylko jak sobie to uświadomi to podejmie jakaś decyzję.
      Nic innego nie możesz zrobić, jak uświadamiać mu to każdego dnia oraz zacząć
      myśleć i robić coś dla siebie samej. To walka każdego dnia.
      Pozdrawiam i zyczę cierpliwości.
    • aggata78 czuje sie jakby mnie przejechal czolg! 13.07.05, 22:44
      zaluje, ze to wszystko napiusalam, czuje sie jakby nademna usiadlo stado krukow
      i rozdziobalo mi serce...otworzylam rane i teraz saczy sie z nij cos okropnego.
      zakonczmy ten watek bo nie wytrzymam!
      • e_r_i_n Re: czuje sie jakby mnie przejechal czolg! 13.07.05, 22:47
        Aggata, spokojnie. To niestety 'zasady' forum. Jest pare osob, ktorych
        priorytetem w bytnosci tutaj jest wlasnie takie 'przejezdzanie czolgiem'.
        Pomysl sobie, ze ich zdanie i tak nie ma znaczenia dla Twojego zycia
        i po prostu zignoruj.
        I trzymaj sie.
      • lilith76 Re: czuje sie jakby mnie przejechal czolg! 13.07.05, 22:53
        nie dramatyzuj smile
        może to co przeczytałaś budzi w tobie bunt lub sprzeciw, bo jest w tym trochę prawdy której się boisz.
        na razie staraj się dotrzeć do faceta i poukładać wasze wspólne życie.
        • aggata78 Re: czuje sie jakby mnie przejechal czolg! 13.07.05, 22:55
          wlasnie o to chodzi ze uswiadomilo mi to wszystkoe jeszcze bardziej, ze juz mi
          sie nie chce...
          szkoda mi tylko naszego dziecka, ona tak go kochasad
          • e_r_i_n Re: czuje sie jakby mnie przejechal czolg! 13.07.05, 22:57
            Aaa, myslalam, ze dola masz w zwiazku z forma wypowiedzi, nie trescia smile
            A co do faceta, to moze w koncu jasno mu zakomunikuj, ze albo, albo. I byc moze
            trzeba bedzie podjac kiepska decyzje.
            A nawet rozstanie nie musi dla dziecka znaczyc mniejszej ilosci spotkan z ojcem
            i zerwania tej wiezi, ktora istnieje.
            • aggata78 Re: czuje sie jakby mnie przejechal czolg! 13.07.05, 23:14
              napisze szczerze,
              jestem w pelni od niego zalezna finansowo. tak sobie pieknie spieprzylam zycie,
              ze nie mam ani kasy ani pracy i na razie siedze w wynajectym przez niego
              mieszkaniu i wychowuje nasza corke. Tylko ona daje mi sile na to zeby rano
              wstac, zeby cieszyc sie kazdym dniem, zeby posprzatac, wyjsc do ludzi zadbac o
              siebie...gdyby nie ona nie wiem co by bylo. Zrobie wszystko zeby od niego
              odejsc bo nie wierze, ze z jego strony cokolwiek sie zmieni, choc kocham go,
              tak ja glupia w swojej naiwnosci nadal jeszcze troszke wierze i kocham go !ot
              co!glupia baba!
              • e_r_i_n Re: czuje sie jakby mnie przejechal czolg! 13.07.05, 23:15
                No to rzeczywiscie nieciekawie uncertain
              • ciemnanocka Re: czuje sie jakby mnie przejechal czolg! 14.07.05, 00:16
                Agatko trzymaj sie...
                Na razie to niestety przypomina bigamie, ale wiem, ze mezczyzni robia rozne
                rzeczy dla dobra dziecka, takie ze az cholera bierze... Moj chlop po rozwodzie,
                ex wie ze on kogos ma, ale jak bysmy mieli slub brac jestem ciekawa, czy on nie
                sciagalby obraczki przed kazda wizyta u niej... hmmm. moze zle mysle, ale
                ciekawa jestem.
                skoro jestes zalezna od niego - moze wrednie powiem, ale wykorzystaj ten czas w
                pelni tak, bys mogla w razie czego - a mam nadzieje ze sytuacja sie polepszy-
                uniezaleznic sie od niego. Bys mogla za jakis czas rozpoczac prace i miec
                pieniadze na trzymanie siebie i dziecka.
                nie wiem jaki masz zawod, nie wiem co potrafisz - ale pamietaj, chocaz
                wykorzystaj czas kiedy z dzieckiem jestes do nauki jezyka, czy czegokolwiek
                innego. Czegos, co Cie poprowadzi droga do celu, jakim jest uniezaleznienie.
                Wiesz, jezeli bedzie dobrze - czego wam zycze - to nie odejdziesz, ale musisz
                wyrobic sobie swiadomosc, ze jak odejdziesz to dasz sobie rade!!!
                I wtedy musisz mezczyznie powiedziec, niech sie zastanowi czy mu na Tobie
                zalezy. Bo Ty nie mozesz tak zyc. Jako nic nie warta, jako ta druga. Odchodzac
                od zony liczyl sie z tym, ze dziecko bedzie mialo niepelna rodzine. Niestety.
                Podjal taka decyzje wiedzac o konsekwencjach. Zatem niech jasno stanie twarza w
                twarz z ta sytuacja! a nie opiera sie na dwoch roznych krancach i dziala na 2
                frontach!
                pozdrawiam Cie i nie dawaj sie krytyce tylko dzialaj! Wykorzystaj ten czas!
                • done2 Re: czuje sie jakby mnie przejechal czolg! 14.07.05, 09:48
                  Popieram, popieram.
                  Uniezależnij się od swojego pana, to jest dla Ciebie i Twojego samopoczucia
                  najważniejsze!!!


                  Im lepiej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta
          • lilith76 Re: czuje sie jakby mnie przejechal czolg! 13.07.05, 23:13
            a może właśnie twoja stanowcza decyzja go ocuci i da mu kopa do działania.
            może wystarczy tylko zasygnalizować mu, że jesteś do czegoś takiego zdolna?
            decyzja ryzykowana, bo po jej podjęciu nie będzie odwrotu.

      • oledzga Re: czuje sie jakby mnie przejechal czolg! 13.07.05, 23:18
        agata nie załamuj sie ... po mnie tez jechały z gory na dol , ale tylko Ty
        wiesz jaka decyzja bedzie najlepsza dla Ciebie i dziecka ...
        wiec głowa do gory !
Pełna wersja