posłalam dziecko z Macochą

18.07.05, 16:41
na wakacje, do rodziny Macochy. Specyfika sytuacji polega na tym, że Ex
zapracowany i z nimi nie jedzie, więc one dwie i Maleństwo.
Nie radzi sobie z tym tylko mój tata, który uważa, że zła Macocha wykorzysta
jego wnuczkę do cięzkich prac domowych, no pośle boso w śnieg po chrust do
lasuwink No ale dziadzio juz jest naprawdę stary i niestety należy do tych, co
nie mogą pojąć, ze mozna sie rozstawać w zgodzie.
A ja szczerze mowiąc drżę ze strachu, ze to zbyt piekne, i strasznie się
boję, żeby sie coś nie popsuło, cos nagle nie okazało. Nie zebym sie obawiała
jakiejś podwojnej gry ze strony Macochy, absolutnie nie, ale jakieś zbiegi
okolicznosci, nieprzewidziane zdarzenia etc., juz ich sporo w zyciu doznałam
i czuję sie chyba zmeczona niespodziankami ze strony losu.
Pozdrawiam wszystkie - n.
    • e_r_i_n Re: posłalam dziecko z Macochą 18.07.05, 16:50
      Ja trzymam kciuki, zeby bylo ok.
      Moze jednak ta macocha taka zła nie bedzie smile
    • m-m-m Re: posłalam dziecko z Macochą 18.07.05, 16:50
      Odważna ta macocha.
      Ja bym sama z pasierbem nigdy nie pojechała.
      • nangaparbat3 Re: posłalam dziecko z Macochą 19.07.05, 00:20
        m-m-m napisała:

        > Odważna ta macocha.
        > Ja bym sama z pasierbem nigdy nie pojechała.

        Nie trzeba byc odważną, zeby jechać z mmłodą. Jest naprawdę w porządku smile
        Macocha tez w porządku, więc pewnie niepotrzebnie sie martwię, zresztą nie
        martwię sie o ich relacje, tylko o nieprzewidziane wypadki, bez sensu, wiem,
        moze mi przejdzie.
        • e_r_i_n Re: posłalam dziecko z Macochą 19.07.05, 07:37
          nangaparbat3 napisała:

          > tylko o nieprzewidziane wypadki

          Nieprzewidziane wypadki zdarzyc sie moga zawsze. Problem nie w macosze, tylko
          w rozstaniu z dzieckiem, prawda? smile
          • nangaparbat3 Re: posłalam dziecko z Macochą 19.07.05, 09:30
            No właśnie. Zawsze jest ten margines. Na 1 Listopada Ex jechał z córką do
            Warszawy, w drodze powrotnej mieli dość poważny wypadek, facet wyjechał na
            czerwonym, Ex świetnie prowadzi i na szczęście ani córce, ani jemu nic sie nie
            stało, ale została wiedza, ze takie rzeczy się zdarzają.
        • m-m-m Re: posłalam dziecko z Macochą 19.07.05, 09:04
          NIe, dla mnie to byłaby za duża odpowiedzialność. Ja bym sobie tego na głowę
          nie brała. Nigdy nie wiadomo co dziecko może zmalować.
          • e_r_i_n Re: posłalam dziecko z Macochą 19.07.05, 09:08
            Kazde dziecko moze cos zmalowac. Jesli jest dobry kontakt, to nie widze klopotu
            z wzieciem pod opieke czy to pasierba, czy jakiegos innego dziecka.
            • m-m-m Re: posłalam dziecko z Macochą 19.07.05, 10:02
              Ja widzę, po prostu nie mam ochoty brać odpowiedzialności za cudze dziecko i
              tyle, dlatego ja nigdy sama z pasierbem nigdzie nie byłam i nie będę.
              • pelaga Re: posłalam dziecko z Macochą 19.07.05, 11:05
                Twoj pasierb musi miec ciezkie zycie, zyjac pod jednym dachem z osoba, dla
                ktorej jest tylko cudzym dzieckiem, wobec ktorego nie masz zadnych obowiazkow,
                dla ktorej jest tylko klopotem i odpowiedzialnoscia, ktorej nie warto brac na
                glowe. Bardzo wspolczuje temu dziecku sad Nie dosc, ze matka go opuscila i
                okazala sie fatalna, to jeszcze ojciec na swoja partnerke wybral osobe, od
                ktorej wije chlodem na kilometr.
                Nie jestem macocha, ale wielokrotnie przyjezdza do mnie moj bratanek i nie mam
                dylematow podobnych do Twoich. Jest to odpowiedzialnosc, ale nie przerastajaca
                moje mozliwosci. I tez nie mam obowiazku, ale mam serce, a nie oblodzony
                kamyczek i lubie kiedy dzieci sie wyszaleja razem. Jestem w stanie sie oderwac
                od swojego rytmu dnia, poswiecic im wiecej uwagi, zeby mialy przyjemnosc.
                Sprawianie ludziom przyjemnosci tez sprawia przyjemnosc.
                • nangaparbat3 Re: posłalam dziecko z Macochą 19.07.05, 11:45
                  Zatkało mnie. Nie przyszło mi do głowy, ze ten pasierb mieszka z m-m-m pod
                  jednym dachem. To mnie zdecydowanie przerasta.
                  • m-m-m Re: posłalam dziecko z Macochą 19.07.05, 12:00
                    Nie będę polemizowała z moim własnym sposobem wypowiedzi, z którego ponoć wieje
                    chłodem. Nie będę też udawadniała, że nie jestem wielbłądem.
                    Myślcie sobie o mnie co chcecie, dynda mi to i powiewa. To Wasz problem, Wasz
                    odbiór moich postów.
                    Psy szczekają , karawana idzie dalej.
                    Pociesza mnie to, że jak ostatnio byłam na spotkaniu macoch, zrobiłam zupełnie
                    inne wrażenie smile



                    Ps.1 Mieszkam z nim pod jednym dachem 7-y rok. Ostatno zwraca się tylko do
                    mnie, bo z ojcem ja kto dojrzewajacy nastolatek ma na pieńku. Facet ma 16-e
                    lat, wąsy, brodę i dziewczynę...a przychodzi co wieczór dać mi buzi na dobranoc
                    (a nie musi), dziś prosił mnie o jedną rzecz. Prosi często, bo jak sam mówi "Ty
                    pamiętasz, a ojciec zaraz zapomni".
                    Do mnie też zwraca się z każdą chorobą, skaleczeniem, czy jedzeniem.


                    Ps. 2 Sposobu wypowiedzi nie zmienię, bez względu na czyjekolwiek uwagi w tym
                    temacie.

                    Myślcie sobie o mnie co chcecie, dynda mi to i powiewa. to wasz problem,
                    • pelaga Re: posłalam dziecko z Macochą 19.07.05, 12:18
                      Komentujemy tutaj wypowiedzi, bo to forum jest. To, co napisalam, to Twoje
                      slowa, przeciez ich nie wymyslilam, moze niedokladnie zacytowane, ale jakby
                      pokopac w archiwum, to mozna znalezc cytaty. Takie sa Twoje poglady.

                      > Ps.1 Mieszkam z nim pod jednym dachem 7-y rok. Ostatno zwraca się tylko do
                      > mnie, bo z ojcem ja kto dojrzewajacy nastolatek ma na pieńku. Facet ma 16-e
                      > lat, wąsy, brodę i dziewczynę...a przychodzi co wieczór dać mi buzi na
                      > dobranoc

                      Tym bardziej dziwi Twoj chlod i podejscie do tematu "pasierb". Dziecko, KAZDE,
                      nawet 16-letnie z broda i wasami potrzebuje ciepla, potrzebuje nie czuc sie
                      ciezarem, kula u nogi, obowiazkiem li i jedynie, po prostu chce byc kochane.

                      Ja nie neguje tego, ze Ty NIE MUSISZ, nie, oczywiscie, ze nie musisz. Mozesz, a
                      w niektorych sytuacjach powinnas chciec. Tylko z Twoich wypowiedzi wylania sie
                      przeslanie, ze Ty NIE CHCESZ.
                      A jednak jest roznica mieszkac z pasierbem i nie chciec, a nie mieszkac i nie
                      chciec. Wiekszosc pelnoetatowych macoch jednak chce (np.: Lideczka, Gosza) i
                      dla mnie to jest naturalne. Dla mnie jesli ktos wkracza na pelny etat
                      na "stanowisko" ojczyma, czy macochy powinien chciec. Ale to moje poglady.
                      Wszystkie moje komentarze to moje subiektywne zdanie.

                      > Myślcie sobie o mnie co chcecie, dynda mi to i powiewa. to wasz problem

                      Czyzby?
                      • m-m-m Re: posłalam dziecko z Macochą 19.07.05, 12:27
                        Mozesz, a
                        >
                        > w niektorych sytuacjach powinnas chciec.


                        Nic nie powinnam i nic nie muszę.



                        Tylko z Twoich wypowiedzi wylania sie
                        > przeslanie, ze Ty NIE CHCESZ.

                        Takie moje prawo.


                        Wiekszosc pelnoetatowych macoch jednak chce (np.: Lideczka, Gosza

                        Ich wola nie równa się, że ja też muszę cokolwiek.


                        Myślcie sobie o mnie co chcecie, dynda mi to i powiewa.

                        A mnie wsio rawno, a mnie wsio rawno...
                        • pelaga Re: posłalam dziecko z Macochą 19.07.05, 12:47

                          > Tylko z Twoich wypowiedzi wylania sie
                          > przeslanie, ze Ty NIE CHCESZ.
                          >
                          > Takie moje prawo.

                          Dokladnie takie Twoje prawo, co nie znaczy, ze ja musze Ci przyklaskiwac. Mnie
                          sie Twoje podejscie nie podoba i dlatego to napisalam, bo to jest moj podlad,
                          moje zdanie.
                          • m-m-m Re: posłalam dziecko z Macochą 19.07.05, 12:52
                            . Mnie
                            sie Twoje podejscie nie podoba i dlatego to napisalam, bo to jest moj podlad,



                            Mnie na Twoich oklaskach nie zależy, tak jak i na Twoim zdaniu.
                • m-m-m To znowu ja - zimna macocha 19.07.05, 12:23
                  Twoj pasierb musi miec ciezkie zycie

                  Jakoś ma on inne zdanie, co potwierdziło kilku psychologów po rozmowie z nim
                  sam na sam.



                  cudzym dzieckiem, wobec ktorego nie masz zadnych obowiazkow

                  Bo tak jest: dziecko nie moje, nie moje też obowiązki. Wszystko co robię dla
                  niego jest DOBROWOLNE.



                  to jeszcze ojciec na swoja partnerke wybral osobe, od
                  > ktorej wije chlodem na kilometr.


                  Cha, cha , cha, powiedz to mojemu M. Wyśmiałby Cię z mety.
                  Zawsze podkreśla, że lepszej kobiety dla nich dwóch nie ma na świecie. On mnie
                  zna osobiście, a Ty tylko z postów w necie.


                  Nie jestem macocha

                  i słusznie, bo byłabyś zapewne czarownicą z bagien bez charakteryzacji



                  Jest to odpowiedzialnosc, ale nie przerastajaca
                  > moje mozliwosci. I tez nie mam obowiazku, ale mam serce


                  To z Twoich postów nie wynika, wrecz przeciwnie...


                  Jestem w stanie sie oderwac
                  > od swojego rytmu dnia, poswiecic im wiecej uwagi, zeby mialy przyjemnosc.
                  > Sprawianie ludziom przyjemnosci tez sprawia przyjemnosc.



                  Popracuj po 12-13 ha na dobę i spróbuj wyjaśnić mojemu szefostwu, że chcesz sie
                  oderwaC od rytmu dnia, by dzieciom sprawić przyjemność. Lądowanie na bruku
                  gwarantowane. Pracy nie zmienię, bo choć absorbująca czasowo - daje mi kasę i
                  poczucie spełnienia zawodowego.
                  • pelaga Re: To znowu ja - zimna macocha 19.07.05, 12:46
                    > Zawsze podkreśla, że lepszej kobiety dla nich dwóch nie ma na świecie. On
                    > mnie zna osobiście, a Ty tylko z postów w necie.

                    To raczej nie moja wina, ze Twoj wizerunek netowy jest taki, jaki sobie
                    tworzysz. Ale nie sadze, zebys nagle pogladyw zyciu zmieniala, przeciez nie
                    masz obowiazku, to cudze dziecko i NIC tego nie zmieni, nawet 100 lat pod
                    wspolnym dachem.

                    > i słusznie, bo byłabyś zapewne czarownicą z bagien bez charakteryzacji

                    Jakiez to pelne klasy, doprawdy!

                    > To z Twoich postów nie wynika, wrecz przeciwnie...

                    A z ktorych? Poprosze o cytaty. Z ktorych postow wynika, ze nie mam serca?

                    > Popracuj po 12-13 ha na dobę

                    Czasami tyle pracuje, ale nie codziennie, bo jestem MATKA, wiec MUSZE poswiecac
                    czas WLASNEMU dziecku. A gosci, duzych i malych przyjmuje w weekendy, choc nie
                    musze, moglabym wtedy odpoczywac.

                    Najwidoczniej zdanie ludzi nie jest Ci obojetne, bo wlasnie tymi postami
                    probujesz udowodnic, ze nie jestes taka zla. Tylko po co? Poglady swoje
                    wyrazalas wielokrotnie, ja nie musze sie z nimi zgadzac i sie nie zgadzam,
                    wyrazilam swoje zdanie, mam do tego prawo. Ty nie musisz sie zgadzac z moim
                    zdaniem i sie nie zgadzasz, nie skacze Ci z tego powodu do gardla i nie nasylam
                    opieki spolecznej, wiec po coz to wzburzenie?
                    • m-m-m Re: To znowu ja - zimna macocha 19.07.05, 13:01
                      To raczej nie moja wina, ze Twoj wizerunek netowy jest taki, jaki sobie
                      tworzysz.


                      Mnie to nie przeszkadza.



                      Jakiez to pelne klasy, doprawdy!

                      Zgodne z wizerunkiem Twoim w necie.




                      Najwidoczniej zdanie ludzi nie jest Ci obojetne, bo wlasnie tymi postami
                      > probujesz udowodnic, ze nie jestes taka zla. Tylko po co? Poglady swoje
                      > wyrazalas wielokrotnie, ja nie musze sie z nimi zgadzac i sie nie zgadzam,
                      > wyrazilam swoje zdanie, mam do tego prawo. Ty nie musisz sie zgadzac z moim
                      > zdaniem i sie nie zgadzasz, nie skacze Ci z tego powodu do gardla i nie
                      nasylam
                      >
                      > opieki spolecznej, wiec po coz to wzburzenie?



                      A po co Twoje wzburzenie, że ja jestem Twoim zdaniem taka, czy siaka?
                      Piszesz w sposób rozkazujący i narzucający mi jakieś Twoim zdaniem ważne zmiany.
                      Taki masz styl - rozkazujący i narzucający, tak jak moim stylem jest owe zimno.
                      • pelaga Re: To znowu ja - zimna macocha 19.07.05, 13:33
                        Probujesz mnie obrazic, bo napisalam cos, co Ci sie nie spodobalo.
                        Ja sie nie wzburzylam, ani przez chwilke. Nie narzucam tez Ci zadnych zmian,
                        komentuje Twoje poglady, do tego sluzy forum.
                        I to tyle. Mnie sie z Toba tez milo rozmawialo.
                • e_r_i_n Re: posłalam dziecko z Macochą 19.07.05, 13:00
                  pelaga napisała:

                  > Twoj pasierb musi miec ciezkie zycie, zyjac pod jednym dachem z osoba, dla
                  > ktorej jest tylko cudzym dzieckiem, wobec ktorego nie masz zadnych
                  > obowiazkow, dla ktorej jest tylko klopotem i odpowiedzialnoscia, ktorej nie
                  > warto brac na glowe. Bardzo wspolczuje temu dziecku sad

                  A ja nie wspolczuje, bo moze dzieki m-m-m wyjdzie na ludzi.

                  > Nie dosc, ze matka go opuscila i okazala sie fatalna, to jeszcze ojciec na
                  > swoja partnerke wybral osobe, od ktorej wije chlodem na kilometr.

                  Zapewne sama wiesz, ze słowa stanowia tylko jakies 30% przekazu. Reszta to tzw.
                  komunikacja niewerbalna. Ty tylko czystach suche posty. A ze styl m-m-m jest
                  taki, jaki jest, to i odbior jest zachwiany. Mnie tez czasami drazni jej
                  zasadniczosc, ale biore na styl poprawke, bo mialam okazje poznac jej prawdziwe
                  oblicze, to jakie na codzien widzi jej pasierb. I mysle, ze zle z nia ma.
                  A ze jemu silnej reki trzeba, to juz inna sprawa i tylko na dobre na tym
                  wyjdzie (lepiej, niz na glaskaniu po glowce i pilotowaniu do konca zycia -
                  z Twoich postow wynika, ze Ty takie podejscie prezentujesz, co nie znaczy,
                  ze jest to uniwersalne i najlepsze).
                  • m-m-m Re: posłalam dziecko z Macochą 19.07.05, 13:14
                    Ty tylko czystach suche posty. A ze styl m-m-m jest
                    taki, jaki jest, to i odbior jest zachwiany. Mnie tez czasami drazni jej
                    zasadniczosc, ale biore na styl poprawke, bo mialam okazje poznac jej prawdziwe
                    oblicze, to jakie na codzien widzi jej pasierb. I mysle, ze zle z nia ma.
                    A ze jemu silnej reki trzeba, to juz inna sprawa i tylko na dobre na tym
                    wyjdzie (lepiej, niz na glaskaniu po glowce i pilotowaniu do konca zycia -
                    z Twoich postow wynika, ze Ty takie podejscie prezentujesz, co nie znaczy,
                    ze jest to uniwersalne i najlepsze).



                    Erin, nie broń mnie (choć to miłe), to naprawdę nie mój problem odbiór moich
                    postów.


                    Co do dzieci: nia mam swoich właśnie ze względu na pasierba, bo uważam, że
                    nasiliłyby się problemy wychowawcze. Zawsze też pamiętam o tym, ze gdyby mnie
                    któreś z rodziców obdarzyło rodzeństwem przyrodnim, gdy miałam lat 16-e - oj
                    mieliby rozkurz.
                    Dziecko ludzi rozwiedzionych ma zaburzone poczucie bezpieczeństwa. Jest
                    potwornie zazdrosne o rodzica (boi się jakiejś irracjonalnej utraty tegoż
                    rodzica), chce mieć go tylko dla siebie, jakikolwiek doatkowy konkutent w
                    postaci innego dziecka jest katasrofą. Nie wiem jak Ci to wyjaśnić.
                    Dopiero, gdy dorośnie uwalnia rodzica: daje mu czas na kolejnego potomka.
                    Naprawdę.
                    Nie chcę tego zrobić pasierbowi: by poczuł dyskomfort konkurenta, szczególnie
                    teraz, gdy z ojcem mają na pieńku i on liczy tylko na moje zrozumienie. Dziecko
                    własne odebrałoby pasierbowi mnie i moje zainteresowanie. Młody poczułby się
                    całkiem odrzucony: z ojcem dogać się nie może, z matką w ogóle nie ma o czym
                    gadać, a macocha ma SWOJE dziecko. On jest więc niepotrzebny.
                    Taką sytuacje przwiduję i dlatego dzieci wspólnych z M. nie mamy.
                    • e_r_i_n Re: posłalam dziecko z Macochą 19.07.05, 13:27
                      M-m-m, to nie tyle obrona Ciebie, co zwrócenie Peladze uwagi, ze wydawanie
                      opinii tylko na podstawie suchych postow to zbyt daleko idace uproszczenie.
                      Na podstawie jej postow jej nalezaloby mocno niepozytywna latke przypiac,
                      a poki co nikt tego raczej nie zrobil.

                      Co do dzieci - to juz kiedys pisalas, dlaczego ich nie mamy. I ja nie o tym.
                      Raczej probowalam Ci napisac, skad moim skromnym zdaniem moze brac sie Twoj
                      opor przed braniem pod samodzielna opieke jakiegokolwiek dziecka.
                      • m-m-m Re: posłalam dziecko z Macochą 19.07.05, 13:31
                        Co do dzieci - to juz kiedys pisalas, dlaczego ich nie mamy. I ja nie o tym.
                        > Raczej probowalam Ci napisac, skad moim skromnym zdaniem moze brac sie Twoj
                        > opor przed braniem pod samodzielna opieke jakiegokolwiek dziecka.



                        Taka przyczyna też być może smile


                        zwrócenie Peladze uwagi, ze wydawanie
                        > opinii tylko na podstawie suchych postow to zbyt daleko idace uproszczenie.
                        > Na podstawie jej postow jej nalezaloby mocno niepozytywna latke przypiac


                        Oj tak, tak...
                      • pelaga Re: posłalam dziecko z Macochą 19.07.05, 13:47
                        Droga Domali to jest INTERNET piszemy na podstawie tego, co przeczytamy,
                        komentujemy to, co ktos napisze, na tym polega wirtualna rzeczywistosc.
                        Mnie nie obchodzi jak mozna sie zmienic w realu i czy ktoras z Was jest
                        zupelnie inna. Mam tez prawo watpic w te cudowne przemiany. Tutaj prezentowane
                        sa poglady i tutaj sa komentowane.

                        > Na podstawie jej postow jej nalezaloby mocno niepozytywna latke przypiac,
                        > a poki co nikt tego raczej nie zrobil.

                        Wlasnie obie panie to robia, choc wydaje im sie, ze nie. Kilku ojcow juz tez to
                        zrobilo. Macie niepozytywne zdanie o mnie i to jest Wasze prawo, prosze bardzo.
                        Ja swoje poglady mam, bronie ich i tez mam do tego prawo. Czesto spotykam sie z
                        krytyka na tym i tamtym forum. Kazdy, kto pisze musi liczyc sie z krytyka
                        swoich pogladow. I jak w zyciu sa osoby, ktore lubimy, a sa osoby, na ktore
                        reagujemy alergicznie. Ja osobiscie reaguje alergicznie np. na m-m-m i na
                        Ciebie Domali, a Wy obie na mnie, ale to nie jest chyba powod zeby nie wolno
                        bylo mi komentowac Waszych wypowiedzi? Nie wydaje mi sie tez, zebym napisala
                        cos, co nie bylo prawda, poglady, ktore komentowalam u m-m-m sa jej pogladami i
                        je potwierdza, ja ich nie akceptuje, wiec krytykuje, coz w tym dziwnego?
                        Jednak nie przypominam sobie, zebym wyzwala kogos od czarownic.

                        Urocza jest Twoja solidarnosc Domali smile
                        Milego dnia zycze obu Paniom smile
                        • e_r_i_n Re: posłalam dziecko z Macochą 19.07.05, 13:51
                          Pelaga napisała:

                          > Wlasnie obie panie to robia, choc wydaje im sie, ze nie.

                          Nie moja droga, nie robie tego i nie zrobie. Tym sie roznimy, na szczescie.

                          A to, co Ty nazywasz solidarnoscia wynika z szerszego, niz Twoj, pogladu na
                          swiat.
                          • pelaga Re: posłalam dziecko z Macochą 19.07.05, 14:08
                            > A to, co Ty nazywasz solidarnoscia wynika z szerszego, niz Twoj, pogladu na
                            > swiat.

                            Ludzie inteligentni nie musze sie dowartosciowywac udawadniajac innym brak
                            szerokosci pogladu na swiat Moja Droga Domali smile
                            • e_r_i_n Re: posłalam dziecko z Macochą 19.07.05, 14:11
                              A ludzie szczesliwi nie musza o tym pisac, zeby samemu, dzieki licznym
                              powtorzeniom, w to uwierzyc smile

                              Pozdrawiam i mam nadzieje, ze juz Ci lepiej. Troche radosci nikomu nie
                              zaszkodzi smile
                        • m-m-m Re: posłalam dziecko z Macochą 19.07.05, 13:55
                          Jednak nie przypominam sobie, zebym wyzwala kogos od czarownic.



                          Ja Cię nie wyzywam: spójrz w swoje posty (jak w lustro).



                          Ja osobiscie reaguje alergicznie np. na m-m-m i na
                          > Ciebie Domali, a Wy obie na mnie, ale to nie jest chyba powod zeby nie wolno
                          > bylo mi komentowac Waszych wypowiedzi?


                          Ja nie komentuję wypowiedzi osób, na które reaguję alergicznie. Z reguły na
                          Twoje posty nie odpowiadam, chyba, że bezpośrednio mnie zaczepisz jak teraz, w
                          tym wątku.
                    • poxywka Re: posłalam dziecko z Macochą 19.07.05, 13:30
                      m-m-m zapewne te dzieci moga reagowac ostrzej, ale nie znam porzadnych
                      statystyk na ten temat; jednak znam zwyczajnych jedynakow, ktorzy zareagowali
                      panicznie na rodzenstwo wiec wiele zalezy od konkretnego dziecka i sposobu jego
                      wychowywania;

                      z jednej strony piszesz o pasierbie glownie przez pryzmat obowiazkow a z
                      drugiej tak bardzo sie poswiecasz rezygnujac ze swojego dziecka dla dobra
                      pasierba ? moze ono po prostu nie jest Ci az tak potrzebne do szczescia ? bo
                      dla mnie osobiscie byloby to chyba jedno z najwiekszych wyrzeczen w zyciu;
                      znacznie wieksze niz np pomoc pasierbowi gdyby zdarzyla mu sie 'wpadka'
                      pozdrawiam
                      poxywka
                      • m-m-m Re: posłalam dziecko z Macochą 19.07.05, 13:40
                        dla mnie osobiscie byloby to chyba jedno z najwiekszych wyrzeczen w zyciu;


                        I dla mnie takim jest, ale jest to całkowicie dobrowolne. Może , gdyby młody w
                        chwili, gdy stałam sie jego macochą miał 2-5 lat - to zdecydowałabym się na
                        dziecko, bo wychowywałabym ich równolegle. Ja jednak poznałam go w ieku lat 8-
                        u, gdy już pewne podstawy życiowe miał (gorsze, czy lepsze, ale miał)
                        Ale nie robię z tego tragedii - wiedziałam od początku, że takie poświęcenie
                        jest konieczne, jeśli mam być z nimi oboma i mam coś trwałego zbudować.
                        Nie musiałm być z M. - wybrałam jego, bo wziął na siebie odpowiedzialność i
                        walczył w sądzie jak lew o opiekę nad synem.
                        • rrhadane Re: posłalam dziecko z Macochą 19.07.05, 14:30
                          > Nie musiałm być z M. - wybrałam jego, bo wziął na siebie odpowiedzialność i
                          > walczył w sądzie jak lew o opiekę nad synem.
                        • rrhadane jeszcze raz, bo coś sknociłam 19.07.05, 14:32
                          > Nie musiałm być z M. - wybrałam jego, bo wziął na siebie odpowiedzialność i
                          > walczył w sądzie jak lew o opiekę nad synem.
                          Skoro tak, to wychodząc za M wiedziałaś, że bedzie z Wami dziecko. A skoro tak,
                          upada jedyny argument przeciw Twoim zobowiazaniom wobec pasierba.
                          • rrhadane i jeszcze 19.07.05, 14:33
                            to ja, nangaparbat, mam dwa nicki, pomyliło mi sie , przepraszam
                          • m-m-m Re: jeszcze raz, bo coś sknociłam 19.07.05, 14:45
                            Skoro tak, to wychodząc za M wiedziałaś, że bedzie z Wami dziecko. A skoro tak,
                            upada jedyny argument przeciw Twoim zobowiazaniom wobec pasierba.

                            To nie jest argument, tak jest w prawie: macocha/ojczym NIE otrzymują żadnych
                            obowiązków względem dzieci partnera: to, że jestem żoną ojca, nie oznacza, że
                            mam prawa rodzicielskie i takież obowiązki. Aby je mieć musiałabym w sądzie
                            przysposobić pasierba (adoptować) i wtedy wszystkie obowiązki związane z
                            rodzicielstwem należą do mnie. Nie zrobiłam tego jednak.
                            To, że jestem żoną ojca nie oznacza, że mam obowiązek pasierba utrzymywać: to
                            robią cały czas jego rodzice: ojciec, u którego mieszka o raz matka płacąc
                            alimenty ojcu.
                            W przyszłosci, gdy pasierb będzie dorosły jego ojciec i matka mogą zarządać od
                            niego alimentów na siebie, jeśli znajdą się w niedostatku. Ja takiego
                            przywileju nie otrzymam, czyli nie mam teraz obowiązku, a w przyszłości on nie
                            będzie miał obowiązku względem mnie. Tak jest w prawie.
                            • nangaparbat3 Re: jeszcze raz, bo coś sknociłam 19.07.05, 15:07
                              Tak jest w prawie

                              To prawda. Ale prawo reguluje stosunki rodzinne wtedy, kiedy cos jest nie tak.
                              I robi to bardzo niedoskonale. Są jeszcze zobowiązania moralne i wobec innych
                              ludzi i prawo nic do tego może nie mieć, a one są.
                              • m-m-m Re: jeszcze raz, bo coś sknociłam 19.07.05, 15:17
                                Zobowiazań moralnych też nie mam. Bo jakież mogę mieć wobec pasierba? Co mu
                                zawdzięczam? Wszystko co robię dla pasierba teraz jest DOBROWOLNE.
                                Wiem, że jako ex wolałabyś, bym jak jako macocha miała to obciążenie: mam
                                faceta z dzieckiem to niech je współutrzymuję z facetem. Tak nie jest i nie
                                tylko w prawie, ale i właśnie moralnie: niby z jakiej racji? Gdyby moralne
                                zobowiązania były brane pod uwagę w sądzie, to ex nie płaciłaby alimentów,
                                tylko ja przejęłabym te obowiązki z automatu. Nie. Tak nie jest.
                                Dlatego moją dobrą wolą (a nie moralnym obowiązkiem) byłoby wzięcie na siebie
                                odpowiedzialności za nie moje dziecko i jechanie z nim na wakacje bez jego ojca.
                                • nangaparbat3 Re: jeszcze raz, bo coś sknociłam 19.07.05, 17:26

                                  > Zobowiazań moralnych też nie mam. Bo jakież mogę mieć wobec pasierba? Co mu
                                  > zawdzięczam? Wszystko co robię dla pasierba teraz jest DOBROWOLNE.


                                  No widzisz - w tym miejscu chyba się zupełnie nie rozumiemy. Bo co ma
                                  zawdzięczanie komus czegoś lub nie do zobowiazań moralnych? Dla mnie jest tak,
                                  ze mam zobowiazania wobec tych, od których jestem mądrzejsza, silniejsza,
                                  szczęśliwsza. Nie traktuje ich jako uciążliwości czy przykrego obowiazku. Nie
                                  wiem, skąd sie wzięło we mnie przekonanie, ze jesli mi dano, to po to, bym sama
                                  dawała. Cos w tym stylu jest chyba w Ewangelii, ale ja pochodzę z ateistycznej
                                  rodziny.
                                  Wiem, że jako ex wolałabyś, bym jak jako macocha miała to obciążenie: mam
                                  > faceta z dzieckiem to niech je współutrzymuję z facetem

                                  Nie wiem, skąd to wiesz. Imputujesz mi cheć dokopania wszystkim macochom, bo
                                  jestem ex?
                                  Mnie w ogóle nie chodzi o kwestie finansowe, choc jest oczywistością, że w
                                  sytuacji wspólnoty majatkowej macocha czy ojczym zawsze w jakis sposób
                                  partycypują w utrzymaniu pasierba, podobnie jak trzymanego w domu psa, kota czy
                                  pajaka. Ale mnie chodziło o sposob, w jaki piszesz o pasierbie, tak jakby było
                                  to zupełnie obce dziecko, którego nie znasz, które Cie nie obchodzi, którego
                                  sie obawiasz i znać nie chcesz. Moze to Twój sposob pisania, a rzeczywistość
                                  jest inna, ale my się tylko z pisania znamy.

                                  • m-m-m Re: jeszcze raz, bo coś sknociłam 19.07.05, 18:06
                                    Dla mnie jest tak,
                                    > ze mam zobowiazania wobec tych, od których jestem mądrzejsza, silniejsza,
                                    > szczęśliwsza. Nie traktuje ich jako uciążliwości czy przykrego obowiazku. Nie
                                    > wiem, skąd sie wzięło we mnie przekonanie, ze jesli mi dano, to po to, bym
                                    sama
                                    >
                                    > dawała.



                                    To grunt na którym się faktycznie różnimy. Ja uważam, że dać mogę, ale nie
                                    muszę, tak jak nie muszę oddac połowy swojej pensji bezrobotnemu, bo on nie
                                    dojada. Nie czuję, bym z powodu posiadania pracy miała zobowiązania do żywienia
                                    bezrobotnych.


                                    Nie wiem, skąd to wiesz. Imputujesz mi cheć dokopania wszystkim macochom, bo
                                    > jestem ex?


                                    Jakoś tak to odebrałam, moze źle faktycznie.



                                    . Ale mnie chodziło o sposob, w jaki piszesz o pasierbie, tak jakby było
                                    > to zupełnie obce dziecko, którego nie znasz, które Cie nie obchodzi, którego
                                    > sie obawiasz i znać nie chcesz.



                                    A dyć już pisałam, że stylu nie zmienię wink
                                    Chciałm pokazać, ze nic nie muszę wobec pasierba, ze nie jest to mój obowiązek
                                    tylko dlatego, że jestem żoną jego ojca, to co robię - robię dobrowolnie, bo
                                    chcę.
                                    Nie podoba mi się, że ktokolwiek chciałby wywrzeć na mnie presję, bym uznała za
                                    swoje obowiązki coś, co nimi nie jest, bo tak chce otoczenie, jakieś moralne
                                    obowiązki, czy sąsiad z przeciwka.
                                    I takie jest prawo każdej macochy/ojczyma: nie utrzymywać pasierba, nie
                                    ponosić obowiązków rodzicielskich rodzicem nie będąc.
                                    Nie oznacza to, że mam pasierba w poważaniu: dlatego, że jest z ojcem, ja
                                    jestem z nimi: to dla mnie dowód jakim ojcem jest M. i dowód, ze gdybyśmy z M.
                                    mieli dziecko, a mnie nie stałoby na świecie M. wychowywał by je jak umie
                                    najlepiej.
                                    • nangaparbat3 Re: jeszcze raz, bo coś sknociłam 19.07.05, 19:29
                                      Nie oznacza to, że mam pasierba w poważaniu: dlatego, że jest z ojcem, ja
                                      > jestem z nimi: to dla mnie dowód jakim ojcem jest M. i dowód, ze gdybyśmy z
                                      M.
                                      > mieli dziecko, a mnie nie stałoby na świecie M. wychowywał by je jak umie
                                      > najlepiej

                                      A gdyby M zabrakło - co zrobiłabyś z pasierbem?
                                      • natasza39 Re: jeszcze raz, bo coś sknociłam 20.07.05, 00:03
                                        nangaparbat3 napisała:
                                        > A gdyby M zabrakło - co zrobiłabyś z pasierbem?

                                        Bardzo ciekawe pytanie. Z wszystkich "macoch" tu piszących tylko co do lideczki
                                        i bei jestem pewna, że nadal czułyby się w obowiązku wychowywać pasierba.
                                        Przepraszam za te które być może skrzywdziłam....
                                        • e_r_i_n Re: jeszcze raz, bo coś sknociłam 20.07.05, 08:00
                                          Mysle, ze podstawowym pytaniem byłoby - co sąd by w tej sytuacji zadecydował.
                                          Szczególnie, że żadne z tych dzieci nie jest przez macochę przysposobione.
                                        • m-m-m Re: jeszcze raz, bo coś sknociłam 20.07.05, 09:13
                                          Przepraszam za te które być może skrzywdziłam....

                                          Ja się nie obrażam, uważam, że nie poradziłabym sobie z wychowaniem nastolatka
                                          pasierba i tyle. On chodzi na "krótkim pasku" u M. i tylko dlatego jeszcze nie
                                          zadał się z największymi łobuzami na osiedlu. Bo cały czas boi sie M, bo wie,
                                          ze ojcu nie podskoczy i koledzy nie maja szans w zderzeniu z autorytetem M.
                                          W tym wieku u chłopaków bardzo ważna jest hierarchia: jesli ojciec jest słaby -
                                          chłopak ma go za nic i robi co chce, a tak to musi się słuchać i zawsze
                                          polecenie ojca jest ważniejsze niż kolegów zdanie. To wielka sztuka ze strony
                                          ojca byc wazniejszym niz grupa kolegów, naturalne jest, że nastolatki poszukują
                                          innych wzorców i rodzice traca wczesniejszą pozycję. Dlatego ja M. podziwiam,
                                          że jednak umiał te pozycję zachować.
                                        • elf28 Re: jeszcze raz, bo coś sknociłam 20.07.05, 09:18
                                          nie obrażam się, bo nie mam za co.
                                          Nie wiem jakbym się zachowała. Wiele zależałoby od sytuacji i od moich uczuć
                                          względem dziecka M.
                                      • m-m-m Re: jeszcze raz, bo coś sknociłam 20.07.05, 08:53
                                        gdyby M zabrakło - co zrobiłabyś z pasierbem?



                                        Rozmawiałam o tym kiedyś z M.
                                        On jako ojciec chciałby by w takim wypadku opiekę nad młodym przejął starszy
                                        brat M.
                                        On uważa, ze dojrzewającemu vchłopakowi potrzebna jest twarda ręka, a nie
                                        babskie wychowanie, dlatego, ani ja ani teściowa (babcia młodego) nie wchodzimy
                                        w rachubę w takim wypadku.
              • e_r_i_n Re: posłalam dziecko z Macochą 19.07.05, 12:56
                Wiesz m-m-m, ja mysle, ze to Twoje podejscie jest troche spowodowane tym,
                ze nie masz swoich dzieci (mam nadzieje, ze sie nie obrazisz). Po prostu pewne
                sprawy inaczej sie 'przełyka' czy widzi, jak sie ma swoje wlasne dziecka,
                z ktorym relacja jest zupełnie inna niż z pasierbem. Moze to tez kwestia tego,
                ze ja wiem, ze jestem odpowiedzialna za dziecko (Ty jestes, ale tak nie do
                konca - co sama podkreslasz), wiec i opieka nad innym dzieckiem nie jest takim
                problemem. I wyobrazam sobie wyjazd z pasierbem, wyobrazam tez wziecie pod
                opieke innych dzieci (mialam okazje zostawac z cala gromada, bo moi rodzice
                i ciotki gdzies tam sobie jechali).
    • kicia031 Re: posłalam dziecko z Macochą 18.07.05, 17:11
      Ja tez wyjezdzalam z moja pasierbica i w tym roku tez planujemy taki wyjazd.
      Chyba dziecku sie podobalo, skoro chce powtarzac te doswiadczenia rok w rok.
      Pozdrowienia
      Kicia
    • capa_negra Re: posłalam dziecko z Macochą 18.07.05, 21:41
      A ja sądze, ze macocha twojego dziecka to na uszach stanie, zeby tylko było
      wszystko ok i w najlepszym porzadku.
      W moim odczuciu wziąc na wkazcje dziecko byłej zony to taka zwielokrotniona
      odpowiedzialnośc.
      I wierze, że wszystko bedzie dobrze.
      Zreszta pomyśl - gdyby ona czy jej rodzina miały w temacie dziecko jakies
      negatywne emocje to czy wogóle taki wyjazd mógłby sie odbyc????
      Niesądze....
      Na pewno wszystko gra - uszy do góry smile
      • mamaadama4 Re: posłalam dziecko z Macochą 18.07.05, 23:25
        Wczoraj wróciłam z wyjazdu na którym byłam z jednym z synów mojego męża.
        Wcześniej takie wyjazdy już mi się zdarzały. Na uszach nie stawałam smile))
      • nangaparbat3 Re: posłalam dziecko z Macochą 19.07.05, 00:18
        Nie wiem, czy na uszach stanie, nie musi, bo w ogóle jest w porządku i córka
        woli jechac z nią niz tylko z ojcem (tez w porządku, ale mało komunikatywny).
        Rodzina Macochy super, córka dwa razy "zadawała się" z jej rodzicami, i
        przepada za nimi. Tak więc w tym sensie nie boje się. Własciwie nie wiem, czego
        sie boję, to zupełnie irracjonalne, moze po prostu dlatego, ze daleko i tęsknię
        zwyczajnie?
    • bei Re: posłalam dziecko z Macochą 19.07.05, 10:12
      od pieciu lat spędzam wakacje z Psmilesmile...świetnie jestsmile
    • triss.m Re: posłalam dziecko z Macochą 19.07.05, 13:41
      bedzie dobrze smile my za tydzien jedziemy po bable, juz odliczaja dni wink w
      zeszlym roku byly pierwszy raz na dluzej u nas (u mnie) w domu. drzalam, bo
      starszy ma tendencje do lamania reki (2 razy ta sama)i roznych takich.., ale
      nic sie nie stalo, na szczescie smile jest to odpowiedzialnosc, co tu kryc..
      dlatego chyba sama bym ich nie zabrala na wakacje, to zreszta zalezy od
      sytuacji. z tego co zaobserwowalam po dzieciakach, one sie wyrabiaja..
      przyzwyczajaja do nowych ludzi, innych zwyczajow.. sa bardziej obyte, zeby nie
      rzec 'swiatowe' hehe. chodzi mi o to, ze zamiast przezywac traume rozwodowa
      wink, staja bardziej otwarte i odwazne.
Pełna wersja