jo_ela
28.07.05, 08:22
Witam.
Niedawno odkryłam Wasze forum i postanowiłam się przyłączyć.
Sama macochą jeszcze nie jestem, ale mój narzeczony ma 8letniego syna, więc
będę, w perspektywie.
Ale od początku. Znamy się jakieś 2,5 roku, o jego dziecku dowiedziałam się
po mniej więcej dwóch miesiącach spotykania regularnego. Facet nigdy nie był
mężem matki dziecka, choć mieszkali razem, zostawił ją... Ona szybko poznała
kogoś nowego i teraz ma już dwoje dzieci z dwoma facetami, obaj ją rzucili,
jest niewykształcona, pracuje dorywczo.
Mój facet zajmuje się synem 3 dni w tygodniu, mały ma u niego swój pokój.
Płaci na niego i bierze udział w wychowaniu, ba , własciwie on go wychowuje,
bo matka, choć kocha, raczej pozwala małemu na wszystko.
Poznałam dziecko i jak na razie stosunki są dobre, zaryzykowałabym
stwierdzenie, że mnie lubi... no, ale na razie nie mieszkam z jego tatą i nie
wie o planowanym slubie.
W czym problem? Moja rodzina, a głównie Mama... Jest silną kobietą, zawsze
opanowaną, a odkąd (dopiero niedawno, bo pracuję w innym niż rodzice
mieszkają mieście, poza tym nie chcieli poznać narzeczonego) przyjechałam do
domu przedstawic narzeczonego zaczęła urządzać histeryczne sceny. Próbuje mną
manipulować wydzwaniając i narzekając jak źle mnie wychowała, jak na starośc
będzie wraz z ojcem samotna bo raczej nie będzie na mnie liczyć (nigdy nie
dałam powodu do takich stwierdzen, w domu jestem w co drugi weekend, a miasta
dzieli około 200 km). Najgorsze, że zawsze byłyśmy na stopie przyjacielskiej,
a teraz czuję wrogośc, agresję... mam dość ciągłego gadania, że jestem jak
ćma co leci w ogień, a mój facet nie jest żadnym cudem (znaczy mogę jeszcze
znaleźć lepszego). To ja go kocham i będe ponosic konsekwencje moich decyzji,
mam 28 lat, pracuję, nie jestm dzieckiem, którym można rządzić... Poza tym
nie chcę się kłócić, więc nie wdaję się w dyskusje, dla spokoju, bo nie będę
walczyć z matką, którą kocham i z któerą chcę zyć w harmonii.
Na razie wystarczy rozpisywania. Mam pytanie - jak było z Wami i waszymi
rodzinami? Czy czas tu pomoże? Nie chcę całe życie słuchać, że zmarnowałam je
sobie. Ech...
No - a w ogóle pozdrawiam Forumowiczki!