Dodaj do ulubionych

Dziewczyny pomóżcie...mam czasem już dość

04.08.05, 20:59
Wiem,że jestem egoistyczna świnka,ale czasem już poprostu nie mam na nic siły.
Wiele nerwów mnie/nas z M kosztowały przepychanki z ex.
Czasem żałuje,że wybrałam faceta z przeszłością-ale chodzi tylko przeszłość
bo facet jako facet jest skarb.
Bujam sie tak z tym wszystkim od 2 lat.Na początku to była nowość, byłam
dumna kiedy szliśmy z młodym na spacer.Ale im dalej tym gorzej.
Mam dość nerwów średnio 1-2 w miesiącu widząc kolejnego sms w sprawie kasy.M
płaci tyle ile ma płacić, nie spóźnia się. Ale ex ciągle coś wymyśla. To co
będę pisać to moje przemyślenia i zdaje sobie,że są bardzo egoistyczne,ale
piszę tutaj bo mogę to wszystko z siebie wyrzucić.Możecie mnie potępić i tak
mi już wszystko jedno.
Ciągle wurzuty,że młody wraca od nas chory- dajemy lody-jak to dziecko chce,
bo ciepło, bo smaczne.I później pretensje,że młody chory,że nie ma kasy na
leki,żeby "tatuś" dał bo ona wydała na solarium.Wk...wia mnie to totalnie.
Czasem jest pięknie u nas.Jest spokój i w domu i w naszym życiu.A czasem mam
wrażenie,że ktoś wchrzania się z butami do naszego życia.
Jak młody przyjeżdża to zero spokoju,w wolne weekendy chce odpocząć,a tu
pobudka o 7 i ryk bo młody chce do naszego łóżka.Mam wtedy ochotę wyjść z
domu i trzasnąć drzwiami i uciec gdzieś gdzie będę sama.
Nie chce już tak.Mam ochotę ryczeć bo nie mam faceta tylko "dla siebie" dla
nas.
Ciagle musimy się zastanawiać czy mozemy sobie na coś pozwolić bo jak ex
zobaczy to zacznie straszyć podwyższeniem alimentów.
Własnego dziecka już mi się odechciało jak poczytałam,że musi mieć i jedno i
drugie takie same warunki.A co mnie tamto dziecko obchodzi.W dumie to ja mogę
więcej dawać naszemu dziecku a nie ojciec.
Ja nie wiem czy tak dalej wytrzymam.Mam dość tego dziecka, mam dość nerwów,
mam dość udawania przed M,że wszystko jest OK. Zmeczona jestem tym
wszystkim.Ale co mam zrobić?Odejść?Kocham Go,więc nie mogę.
Spalcie mnie na stosie za takie podejście ,ale rycze i pisze to.Nie mam z kim
o tym pogadać, bo niby z kim?Nie chcecie nie komentujcie,chcecie to proszę.
Zmęczona tym jestem wszystkim, nie potrafię wszystkiego olać jak mi radzi
M,On sie już przyzwyczaił i większość ignoruje.

Obserwuj wątek
    • kai_30 Re: Dziewczyny pomóżcie...mam czasem już dość 04.08.05, 21:11
      Oj...

      Palic Cie na stosie to ja nie bede, ale czarno widze przyszlosc Waszego zwiazku...

      Stosunki z eks to jedna sprawa, masz pelne prawo sie wkurzac i jej nie cierpiec.
      Ma Cie tez prawo nie obchodzic to, ze wymysla jakies zadania czy ma pretensje,
      nie Twoja broszka. Ale dziecko z jego zycia nie zniknie. Nigdy.

      Tak naprawde, wyjscia sa dwa - albo sprobujesz jakos to zaakceptowac (moze
      psycholog?), albo - daj sobie spokoj. Nie mozesz miec go na wlasnosc, tylko dla
      siebie. I tak juz pozostanie...
      • siostraemka Re: Dziewczyny pomóżcie...mam czasem już dość 04.08.05, 21:27
        "Problem" w tym,że nie można tak sobie odejść jak to już mąż.
        Ja do dziecka właściwie nic nie mam poza tym,że czasem jest męczące.
        A to jaki mam stosunek do ex odbija się na dziecku.
        Chciałabym ucieć gdzie na trochę,odpocząć.
        Przeczytałam jeden z postów o syndromie tej drugiej żony.Czasem też mam takie
        wrażenie,że mam gorzej.Tamto dziecko wpadka,mieszkanie z teściami,teraz trzeba
        poczekać aż się wyprowadzą,bo dziecka na głowe im rodzić nie będziemy.
        Nie mam nic własnego w życiu, nie mam nawet psa,jest tesciów-tylko on mnie
        rozumie smile)).
        E tam.


        Pytanie z innej beczki.
        kupiliśmy samochód-na kogo jest lepiej zarejestrować?Na mnie? Na nas?Nie mamy
        jeszcze rozdzielności majątkowej.Nie chce jej mieć,bo z M chce sie dzielić
        wszystkim,ale jak sobie pomyślę,że dobrać się do tego może wredne babsko ex to
        mnie skręca
        • mamaadama4 Re: Dziewczyny pomóżcie...mam czasem już dość 04.08.05, 21:34
          Kai, z racji posiadania normalnej eksi (jakiś wyjątek potwierdzający regułę)
          masz idealistyczne podejście do układu dzieckowo-macochowo-eksiowego itd.
          Siostraemka powiem ci tylko tyle, że wszystko zalezy od eksi, jej podejścia do
          życia, dzieci, kasy, tego czy jest zadowoloną z życia kobieta czy pop..ą
          frustratką.
          Co mozna zrobić - nie wiem, ja się tak bujam 10,5 roku. Dużo by pisać, ale wróg
          czuwa. smile))
            • siostraemka Re: Dziewczyny pomóżcie...mam czasem już dość 04.08.05, 21:45
              Rodzinka...właśnia.
              Exia traktowana jest dalej jak członek rodziny.Boli mnie to.Teście mają do niej
              pozytywny stosunek chociaż ostatnio po wizycie ex teściowa podsumowała,że to
              mnie woli jako synową.
              Ale ja zawsze będę się czuć jako ta druga.Nie potrafię wszystkiego olać,
              ignorować.Spotkania rodzinne typu komunia,urodzinki mnie tam nie będzie,a oni
              będą sie świetnie bawić bo to ich pierworodny wnuk.
              Zawsze byłam rozpieszczana,byłam oczkiem w głowie rodziców mimo,ze nie jestem
              jedynaczką i tak mi się to teraz odbija w życiu dorosłym.
              Egoistyczne podchodzenie do życia i do ludzi.
              Mój M się za mną wstawia,ale czasem i On nie ma już do mnie siły smile.
              Z czasem będzie lepiej, to wiem.
              Rodzice się wyprowadzą,ex nie będzie miała wstępu do naszego domu,a teraz to ja
              moge sobie natrukać nie wiem w co,zeby się sprzeciwić jej wizytom z mlodym.
              Wyć mi się chce.
              • natasza39 Re: Dziewczyny pomóżcie...mam czasem już dość 04.08.05, 22:23
                cholera, nie wiem co ci powiedzieć, ale jedyne co mi sie nasuwa, to to co
                kiedyś napisal szymon.... Do dupy jest zwiazek młodej dziewczyny bez zobowiazań
                z facetem który ma "garba".
                Ja mam "garba" przez duże "G" i trudno mi sie z tym pogodzić, a co dopiero ktoś
                kto był przez całe zycie dotychczasowe traktowany jako ktos wyjatkowy, a tu
                nagle sie okazuje, że jest tym "drugim" a nawet "trzecim", po ex, po dziecku....
                Oprócz tego, że w życiu bywa jeszcze gorzej nic więcej ci powiedziec nie
                potrafię.
                Albo pogodzisz się z tym że on ma przeszłość i juz nigdy nie będziesz dla niego
                sensem życia jedynym, bo on ma dziecko i to ono jest dla niego sensem (jesli
                jest zdrowym, normalnym ojcem), albo musisz odejsc i znalesć kogoś kto bedzie
                traktował cie jak księzniczkę.
                Mogę cie pocieszyć tylko w tym, że wszystkie dzieci pchaja się rano do łóżka, a
                nawet spac w nocy nie daja i czasem jak sa chore, czy marudzą po nocach nie ma
                mowy o snie, seksie, czy o odespaniu w sobote całego tygodnia.
                Tyle tylko, że własne dzieci wydaja sie nam w tych "wadach" urocze, a cudze
                budza czasem mordercze instynkta.
                Odczucia masz subiektywnie rzecz biorac zdrowe, obiektywnie rzecz biorac nie do
                przyjęcia egoistyczne.
                Spróbuj to przemysleć i zastanowić się na jakie ustepstwa jesteś gotowa i
                przedyskutuj to z nim, jak przemyslisz.
                Jesli ustępstwa będą dla niego i dla Ciebie nie do przyjęcia, to lepiej daj
                sobie spokój.
                Może facet jest w porzo, ale wszystko co go otacza wkurza Cie niepomiernie. Ale
                nikt w prózni nie zyje.
          • kai_30 Re: Dziewczyny pomóżcie...mam czasem już dość 04.08.05, 22:46
            No tak, ja mam generalnie do zycia idealistyczne podejscie. A ta nasza eksia
            wcale nie taka normalna, z tym ze na mnie sie to nie odbija.

            To nie jest tak, ze mam zycie jak w Madrycie z moim M, z moimi dziecmi, z jego
            dziecmi i z eksia. Tez mnie szlag czesto trafia. Ale gdybym sie miala przejmowac
            rzeczami, na ktore NIc nie moge poradzic, to bym juz dawno osiwiala.

            Wiem, ze latwo sie mowi. W praktyce wcale tak latwo nie jest.
            • mamaadama4 Re: Dziewczyny pomóżcie...mam czasem już dość 04.08.05, 23:51
              kai_30 napisała:

              > No tak, ja mam generalnie do zycia idealistyczne podejscie. A ta nasza eksia
              > wcale nie taka normalna, z tym ze na mnie sie to nie odbija.
              >
              I tu jest pies pogrzebany. A raczej s..a - chciałoby sie powiedzieć. Póki się
              nie odbija na macoszce to niech sobie eksia będzie jakakolwiek. Niestety tak
              dobrze nie bywa zbyt częst. Ech, zycie....
              • siostraemka Re: Dziewczyny pomóżcie...mam czasem już dość 05.08.05, 07:30
                Lepiej mi jak to wszystko z siebie wyrzuciłam.
                Czasem jak się zapre i zaczynam o tym wszystkim sztucznie pozytywnie o tym
                myśleć to jest lepiej. Ale tak jest bardzo żadko.Częściej nachodzą mnie te
                czarne myśli.
                Ciesze sie,że jednak nie jestem sama to ma takiego garba przez duże G.
                Niektóre macoszki moim zdaniem, aż zbyt idealistycznie opisują swoja sytuację.
                Może rzeczywiscie tak jest-nie zaprzeczam, ale w pewnym momencie pomyślałam,że
                może to ja się czepiam, w świat wokół mnie jest całkiem normalny.
                Jedyna rada dla samej siebie jaka mi sie teraz nasuwa to odizolować się na jakiś
                czas zupełnie od tej sprawy.

                Aaa, przypomniało mi się jeszcze coś apropos żalenia się;kilka dni przed ślubem
                kiedy przywieźliśmy sukienke żebym mogła się wyszykować w dniu ślubu w ich domu,
                teściówka skomentowała to jednoznacznie (nie przy mnie,do M tak
                powiedziała)chyba nie mam zamiaru z bloku wychodzić w sukience?(wyjaśnienie:co
                ludzie powiedzą,że ich syn sprawił sobie nową żonę)-jakoś to przeszło u mnie, bo
                były nerwy z innego powodu i się nie przejęłam,ale teraz jak sobie pomyślę to ech.

                Teściowie za mną przepadają, nie da sie ukryć,ale... szlag mnie trafia,że z ex
                mają za dobry układ (zdaniem moim i M)-tłumaczą to kontaktami z młodym,oby im
                nie zabroniła jego odwiedzin.
                Staram się kochać mlodego-nie na siłe,fajny dzieciak,czasem upierdliwy.Staram
                się go kochać bo jest częścią moje ukochanego,ale przez tą ...... czasem tudno mi.
                Cały czas mam obawy czy,któregoś pięknego dnia nie przyjdzie wezwanie do sądu o
                podwyższenie alimentów...

                Lepiej mi jak to wszystko wyrzuciłam z siebie.
                Chyba tego mi było trzeba, za długo to w sobie dusiłam
                Dzięki wam stokrotne, że nie naskoczyłyście na mnie-czytałam wcześniej podobny
                wątek i jedyne co przeczytałam to:zostaw go, jakim prawem nie lubisz
                dziecka,lepiej żeby next zostawił a nie dziecko.

                Jeszcze raz dzięki za wsparcie.
                Buziaki
              • kai_30 Re: Dziewczyny pomóżcie...mam czasem już dość 05.08.05, 07:37
                "Nie odbija sie", w tym sensie, ze jej nie znam, na oczach mi nie siedzi i jej
                "uprzejmosci" wysluchiwac nie musze. Musze za to uspokajac mojego M, jak od niej
                wraca, balansowac miedzy mlotem a kowadlem, jak starsza corka M skarzy sie na
                matke i tez musze znosic to, ze eksia w zyciu mojego M obecna bedzie juz zawsze.

                Ale wiecie co, ja do tego podchodze jak do istnienia tesciowej w "bezgarbnych"
                zwiazkach. Tesciowa tez czesto miesza, czepia sie, czesto krytykuje to, jak
                prowadzisz dom i WYDAJE jej sie, ze ma do M wieksze prawa.
                I tez jej obecnosc trzeba czasem znosic z zacisnietymi zebami i falszywym
                usmiechem na mordzie. Mozna sie buntowac, a jakze. Mozna plakac, czuc sie
                gorsza, mozna chciec, zeby ja szlag trafil i na zawsze z Waszego zycia zniknela.
                Ale nie zniknie! Wiec zeby zachowac zdrowe zmysly trzeba sobie wymyslec jakis
                sposob radzenia sobie z tym problemem. Podejscie typu: "Jej czas juz minal,
                teraz jestem JA" jest chyba zdrowsze. To ze mna jest moj M, do niej by nie
                wrocil, nawet gdyby mu doplacali.

                Z dziecmi sprawa "gorsza" o tyle, ze dzieci nigdy nie przestana byc wazne.
                Dzieci trzeba zaakceptowac (niekoniecznie pokochac) i zgodzic sie na ich
                obecnosc w codziennym / coweekendowym zyciu. Ale to wcale nie znaczy, ze trzeba
                je traktowac jak kochane aniolki i popadac w poczucie winy, ze dziecko mnie
                denerwuje, bo wrzeszczy albo sie zle zachowuje. Mnie moje wlasne diably
                doprowadzaja do szalu czasem, a na wlasne ma sie przeciez wieksza tolerancje smile

                Z tym, ze nie ma nic zlego w tym, ze jakies konkretne zachowania dzieci sa
                wkurzajace i trudne do zniesienia. Jesli dziecko denerwuje samym swoim "byciem"
                - zle. Bo mozna jak najbardziej dazyc do eliminacji zlych zachowan - nie mozna
                dazyc do eliminacji dzieci.

                Tak sobie mysle, ze garbatym kobietom chyba faktycznie latwiej. Zwlaszcza
                samodzielnym. Latwiej spojrzec na to z punktu widzenia drugiej strony - ja musze
                znosic obecnosc jego dzieci, a on musi jakos sobie radzic z obecnoscia moich. W
                jego zyciu jest eksia - w moim eks. Panuje mniej wiecej rownowaga. Latwiej o
                tolerancje i kompromisy. A jesli sie jest samemu "nieobciazonym genetycznie" to
                mozna miec podswiadome poczucie krzywdy... Mozna. Tyle, ze to jest prosta droga
                do rozpadu zwiazku.
    • maxxi26 Re: Dziewczyny pomóżcie...mam czasem już dość 05.08.05, 07:56
      Siostraemka świetnie Cię rozumiem. Zderzenie rzeczywistości z wyobrażeniami
      (pewnie w duzej mierze wynikającymi z hurra-optymistycznych amerykańskiech
      filmów "moje twoje nasze")jest porażające. Przeżyłam dokładnie na początku to
      samo ze swoim. POczątkowo chęć wspólnych spacerków, jakoś damy sobie rade, a
      potem zmęczenie i irytacja 'dlaczego do cholery tak jest".

      Ja przez długi czas zmagałam sie własnym poczuciem winy, ze nieszczególnie mam
      ochotę na spotkania z dzieckiem, szukałam powodów, zwalałam wszytsko na egoizm.
      Oj długo zabrało mi począdkowanie własnych uczuć. W końcu dałam sobie szansę na
      egoizm. Stwierdziałm że robienie dobrej miny do złej gry jest bezsensowne a
      spotkania wspólne z silącą się na uprzejmości osobą nikomu nic nie da. Jako
      niestety tez osoba nadwrażliwa, spotkania okupowalam za każdym razem ciezką
      migreną (nawet organizm sam protestował). Obecnie bez kontaktu i bardzo jestem
      zadowolona z takiej sytuacji. A mój ma przykaz, że nie ma mi opowiadać, bo tez
      nie potrafiłam się "wyluzować". Nie chcę wiedzieć i już. Kwestia alimentów,
      zmagania z "jednorazową babą" są jego. Mnie nie ma obciażać tym. mOże to też
      byłoby korzystne dla Ciebie. Odsuń sie trochę od jego problemów, poproś, zeby
      Cię nie informował o kolejnych jej żadaniach i żeby załatwiali to między sobą.
      Pewnie że w małżeństwie trudno odseparować się od problemów partnera, bo chce
      sie z nim być "na dobre i złe", ale jeżeli jest to tak trudne dla Ciebie, to
      powinnań ns pewnien powiedziec, że to jego problemy .
      • kai_30 Re: Dziewczyny pomóżcie...mam czasem już dość 05.08.05, 08:04
        maxxi26 napisała:

        A mój ma przykaz, że nie ma mi opowiadać, bo tez
        > nie potrafiłam się "wyluzować". Nie chcę wiedzieć i już. Kwestia alimentów,
        > zmagania z "jednorazową babą" są jego. Mnie nie ma obciażać tym. mOże to też
        > byłoby korzystne dla Ciebie. Odsuń sie trochę od jego problemów, poproś, zeby
        > Cię nie informował o kolejnych jej żadaniach i żeby załatwiali to między sobą.

        I to jeast chyba baaardzo zdrowe podejscie. A wyobrazanie sobie eksi jako
        upierdliwej tesciowej, ktorej czas juz minal, tez bardzo, bardzo pomaga smile
    • m-m-m Re: Dziewczyny pomóżcie...mam czasem już dość 05.08.05, 08:23
      Wiem,że jestem egoistyczna świnka,ale czasem już poprostu nie mam na nic siły.



      Nie jests egoistyczna. Po prostu miara się przebrała i włączył Ci się instynkt
      samoazachowawczy.


      Dobrze Ci maxii powiedziała: odetnij sie od jego problemów z exową.


      Co do dziecka i jego bezkarnego wchodzenia do łóżka: ile ten chłopak ma lat?
      Nasz miał prawie dziewięć, gdy próbował zkłócac nam sen. Którejś jednak
      niedzieli M. zerwał się na równe nogi i poweidział młodemu , że sobie tego nie
      życzy, bo my też mamy prawo ODPOCZĄC. I o ile dla niego, młodego godz. 8-a w
      niedzielę jest późna to dla nas wczesną. Miał wstać, umyć się i zając zabawą
      lub odrabianem lekcji. NIE PRZESZKADZAJĄC nam odpocząć. I od tamtej pory
      spokój. Młody już nigdy nie zakłócił nam porannego snu.

      To co Ty nazywasz egoizmem ja okręsliłabym jako obrona własnych granic.
      Wszystko ma swoje granice: nie jestś tylko od dawania i tolerowania.


      Co do irytacji dzieckiem. To wymaga czasu.
      Jeśli nie czujesz tego, nie wmawiaj sobie, że kochasz to dziecko. To Twoje
      prawo: nie kochać cudzego dziecka, czyli nie miec poczucia, że cokolwiek musisz
      i że powinnaś poświęćić mu wszystko. NIE i koniec.

      Faktem jednak jest, ze predzej czy później zaakceptować je musisz. Ale na to
      trzeba czasu.
      Za bardzo się angazujesz w sprawy finansowe M. i jego byłej żony. Zrób jednak
      intercyzę. Chyba, że chcesz współfinansować pasierba. A te wydatki będą rosły:
      wiadomo - małe dziecko mały kłopot, duże dziecko duży kłopot.

      Broń swoich granic, to nie jest egoizm.
    • kotka.na.dachu Re: Dziewczyny pomóżcie...mam czasem już dość 05.08.05, 08:48
      Teraz będzie jedynie coraz gorzej (aż do 25 lat dziecka). Dzieci mają coraz
      więcej wymagań. Skoro jego matka jest samotna, to trudno - nie ma wiele kasy i
      nie stać jej na wiele.
      Co do sprawy ryku o 7 rano. Pociesz się tym, że exia ma tak na codzień. Poza
      tym jak dzieciak jest chory, to ona prawie nie sypia.
      Czy odejść od faceta, którego kochasz? Zależy, czy go naprawdę kochasz. Na to
      pytanie tylko sama przed sobą możesz sobie odpowiedzieć.
    • elf28 Re: Dziewczyny pomóżcie...mam czasem już dość 05.08.05, 09:31


      Podpisuję się pod tym co napisały: maxi i mmm.
      To o czym piszesz znam z autopsji. To o czym napisała maxi doświadczyłam na
      własnej skórze. Ale od początku:
      - po pierwsze ustaw swoje granice: nie musisz mieć ochoty na spotkania z
      dzieckiem, masz prawo nie chcieć żeby dzieciak właził wam do łóżka. Jeśli to Ci
      nie odpowiada, powiedz o tym swojemu M. Ale bez krygowania się: jasno i
      klarownie.
      - po drugie: lepiej dla Ciebie gdybyś zaakceptowała fakt, że dziecko jest i
      będzie. Nie musisz jednak widywać się z jego dzieckiem. To jest Twoje święte
      prawo. Do Twojego męża należy takie pogodzenie tych światów, żeby Cię to aż w
      takim stopniu nie dotykało.
      - co do eksi: to jest problem faceta, nie Twój. Ja stanowczo poprosiłam, żeby
      mnie od niej odciął, że nie życzę sobie telefonów ranną porą ani żadną inną.
      Sprawy z nią niech załatwia poza mną. Chcę tylko wiedzieć o podstawowych
      ustaleniach, które będą mnie dotyczyć. Oczywiście nie ma tak, żeby coś było
      ustalane poza moją wiedzą i bez wcześniejszej konsultacji ze mną. Zanim coś z
      nią ustali, najpierw konsultuje ze mną.
      - wychodzę z założenia, że jego związek ze mną (czyli kobietą bez przeszłości)
      był jego wyborem, więc musi się liczyć z pewnymi konsekwencjami. To przede
      wszystkim on ma obowiązek uporządkowania swojego życia, a nie Ty. Chęć
      wynagrodzenia dziecku czegokolwiek jest całkowicie złudna: teraz ma nową
      rodzinę i na tym niech się skupi. Dziecko jest nie mniej ważne, ale Wasz
      związek powinien być najważniejszy. Najpierw WY, potem dziecko (to akurat nie
      mój wymysł, ale psychologia w czystej postaci; tak samo powinno być również
      w "normalnej" rodzinie: najpierw związek rodziców, potem dzieci - nigdy
      odwrotnie).
      - a co do bycia księżniczką: no tutaj masz problem. Trzeba się niestety
      obudzić, bo to już dorosłe życie. Nie jesteś już małą dziewczynką i trzeba
      stawić czoło codzienności. Pamiętaj, że Ty również wybrałaś takiego a nie
      innego mężczyznę.

      Tak więc moja droga: weź M do galopu: ustal swoje granice i konsekwentnie je
      egzekwuj. A teściowie powinni mieć zakaz wtrącania się w wasze ustalenia.
      Uwierz, to jest do zrobienia. Sama przez to przeszłam.
      • e_r_i_n Re: Dziewczyny pomóżcie...mam czasem już dość 06.08.05, 00:19
        elf28 napisała:

        > Dziecko jest nie mniej ważne, ale Wasz związek powinien być najważniejszy.
        > Najpierw WY, potem dziecko (to akurat nie mój wymysł, ale psychologia w
        > czystej postaci; tak samo powinno być również w "normalnej" rodzinie:
        > najpierw związek rodziców, potem dzieci - nigdy odwrotnie).

        Pierwsze słysze. Szczerze. I nie wiem, co to za psychologia tak uwaza.
        I NIE ZGADZAM SIE.
        Nie powinno byc i nie ma w normalnej rodzinie stopniowania - najpierw
        malzenstwo, potem dzieci, albo najpierw dzieci, potem malzenstwo. Nie ma i nie
        moze byc.
        Rodzina to malzenstwo + dzieci - i te relacje sa rownie wazne. Nie moze odbywac
        sie cos kosztem czegos. Relacje dziecko - rodzic wplywaja na relacje miedzy
        malzonkami i odrotnie. To naczynia polaczone.
        A jako matka mowie z cala stanowczoscia, chociaz kocham swoich facetow tak samo
        mocno (choc inna miloscia) - dziecko jest ZAWSZE na pierwszym miejscu.
        Wybor w jakiejs trudnej do wyobrazenia sytuacji, gdzie dobro malzenstwa nie
        byloby kompatybilne smile z dobrem dziecka, dla mnie jest oczywisty - dobro
        dziecka na pierwszym miejscu.
        Trudno to opisac slowami - to trzeba czuc po prostu.
    • poxywka Re: Dziewczyny pomóżcie...mam czasem już dość 05.08.05, 09:44
      problemy z exia na pewno M powinien zalatwiac sam; ja dosc sporadycznie
      rozmawiam z moim Niemezem o negocjacjach z exem; to nie jest dobry temat i
      jedynie informuje go o ustaleniach koncowych; jednak w takim przypadku trzeba
      sie pogodzic z brakiem wplywu na te ustalenia i moze sie okazac, ze ktoregos
      nie akceptujesz; wtedy partner Twoj stoi miedzy mlotem a kowadlem bo musi
      negocjowac z dwiema stronami co naprawde moze dac w kosc;
      jesli ma sie jakies zasady, zakladamy, ze sa one w miare rozsadne, to nalezy
      sie ich trzymac bardzo konsekwentnie; jesli staracie sie 'nie dac' exi ale
      kilka razy odpuszczacie dla swietego spokoju efekt jest dokladnie odwrotny;
      sama sie tylko zastanawiam jak byc po prostu ludzkim a jednoczesnie nie dac sie
      wykorzystywac;
      co do mlodego - nie wyobrazam sobie jak moglabys sie odciac od dziecka; gdyby
      moj Niemaz tak zrobil nasz zwiazek by raczej nie przetrwal - nie potrafilabym
      zniesc takiej sytuacji; nie musisz udawac, ze go kochasz ani angazowac sie jak
      rodzic ale faceta nie bedziesz miec dla siebie i albo sie z tym pogodzisz albo
      sie zadreczysz; to jest po prostu niemozliwe; sama chcialabym miec wiecej czasu
      na bycie tylko we dwoje, ale szkoda tracic czas na myslenie o czyms co jest
      nierealne; skoro nie mieszkacie z dzieckiem to chyba nie jest az tak zle ??

      ja tez jestem exia, z ktora tesciowie utrzymuja ciagly kontakt i deklaruja, ze
      mnie lubia; zzylam sie z nimi przez wiele lat i to z exem biore rozwod a nie z
      nimi; jednak zadne rodzinne uroczystosci nie wchodza w gre i nie poszlabym na
      takowe; bedac nexia zaprotestowalabym glosno gdyby moj maz chodzil na nie z
      exia a nie ze mna; nie widze sensu udawania szczesliwej rodzinki, ktorej nie ma
      i wmawiania, ze to dla dziecka; jeli wszyscy sie zgadzaja zapraszamy exie,
      jesli nie exia nie przychodzi; ale Ty powinnas byc obowiazkowo; zakladanie, ze
      inaczej exia zabroni kontaktow z dzieckiem jest stawianiem sie w roli ofiary na
      wlasna prosbe albo po prostu wygodna wymowka

      pozdrawiam
      poxywka
    • leeya Re: Dziewczyny pomóżcie...mam czasem już dość 05.08.05, 10:17
      Wiesz, a ja tak chyba delikatnie musze Ci powiedziec, ze chyba przesadzaszsmile
      Podejrzewam, ze to natlok pewnych zdarzen spowodowal, ze nie wytrzymalas. Ale
      czy tak jest na co dzien? Chyba niesmile Zgadzam sie z dziewczynami, ze musisz
      okreslic granice i pilnowac ich, czasem nawet podgryzajac lub warczac na
      intruza/intruzowsmile Odrobina egoizmu nikomu nie zaszkodzila, a raczej na zdrowie
      wyszlatongue_out Co do kontaktow z ex to zgadzam sie w calej rozciaglosci.. Niech sobie
      Twoj M walczy i Cie w to nie wciaga. Powiadomic o ustaleniach i owszem, ale po
      co Twoje nerwy..??
      Ale co do kontaktow z dzieckiem smiem sie nie zgodzic. Jezeli powiesz, ze nie
      chcesz widziec dziecka, to automatycznie czas, jaki z nim spedza Twoj M bedzie
      ograniczony. Ale ja patrze na to z pozycji exi, ktorej zalezy na jak
      najwiekszym kontakcie corki i ojca. I pewnie dlatego sie nie zgadzam z takim a
      nie innym stwierdzeniem.

      Leeya
    • lilith76 Re: Dziewczyny pomóżcie...mam czasem już dość 05.08.05, 10:30
      co do pieniędzy nie mam takich problemów - M i eks rozwiązują to pomiędzy sobą,
      ja nawet nie wiem ile daje na dzieci, czy dorzuca coś extra (wiem tyl ile
      dowiem się przypadkiem). on mi nic nie mówi uznając, że to jego dzieci i jego
      sprawa. zarabia dobrze więc na naszym domu się to nie odbija. wcześniej miałam
      do niego żal za takie odseparowanie mnie od tych informacji, ale zaczynam to
      doceniać. mniej nerwów.

      > Jak młody przyjeżdża to zero spokoju,w wolne weekendy chce odpocząć,a tu
      > pobudka o 7 i ryk bo młody chce do naszego łóżka.Mam wtedy ochotę wyjść z
      > domu i trzasnąć drzwiami i uciec gdzieś gdzie będę sama.
      > Nie chce już tak.Mam ochotę ryczeć bo nie mam faceta tylko "dla siebie" dla
      > nas.

      doskonale cię rozumiem!
      weekendy, kiedy dzieci przyjeżdżają do M traktuje jako przedłużenie tygodnia
      pracy, albo inaczej (w poniedziałek idę do pracy odpocząć). dwoje
      przedszkolaków ruchliwych i głośnych jakby do płatków śniadaniowych dosypywano
      im koki. nie jestem specjalną fanką porządków, ale brudzą tak że odzywa się we
      mnie patologiczna pedantka. ale ładnie sprzątają po sobie. męczy mnie to,
      irytuje, ale też - jak ktoś pisał tu wcześniej - pocieszam się, że ich matka ma
      to na codzień, za co ją gorąco podziwiam.
      mam czasami poczucie winy, że nie czekam już z zachwytem na ich przyjazd, ale z
      drugiej strony cieszę się, że M zależy na ich obecności. pocieszam się, że
      urosną i się wyciszą, nabiorą rozumu (już widzę, że uśmieszki macoszek i matek
      nastolatków...)
      to całkiem niezły środek antykoncepcyjny - zastanawiam się czy własnego
      dziecka, które odziedziczy po rodzinie ojca ruchliwość i pobudliwość nie
      zaduszę gołymi rękoma.

      siostraemka, ŻADKO twoje ludzi bywa w związku małżeńskim bez widowmi. dla
      ciebie irytującą widownią jest eks, dla innej teściowa wtrącająca się,
      kwestionująca jej działanie, dla jeszcze innej własna matka krytykująca za nic.

      to, że teściowie dobrze traktują poprzednią żonę swojego syna dobrze świadczy o
      ich klasie i kulturze. powinnaś się z tego cieszyć.

      > bo facet jako facet jest skarb

      no właśnie!!! inna wzięła bez "garba", ale alkoholika, socjopatę, pracoholika
      itp, itd.

      ważne, że wywaliłaś to z siebie.
    • ola-p Re: Dziewczyny pomóżcie...mam czasem już dość 05.08.05, 12:29
      też miałam podobne odczucia do Ciebie. Na moje szczęście eksia wyjechala z
      małym na drugi koniec Polski i widujemy go miesiąc w wakacje i tydzień w ferie
      zimowe. No i ten miesiąc w wakacje jest dla mnie zawsze cięzkim okresem. Wkurza
      mnie też to, że koszty przyjazdu małego są zawsze po naszej stronie, chociaż to
      ona się wyprowadziła. Ma tu rodziców, wiec mogłaby czasem sama go przywieźć i
      odwiedzić ich przy okazji nie. Poza tym jeszcze jedno. Młody przyjeżdża do nas
      z ciuchami, które naszym zdaniem nadają się tylko do jednego - na śmietnik!
      Wstyd nam chodzić z nim w takich ciuchać, butach (często są to trampki z
      podartą podeszwą!!) więc zaczynamy od kupienia mu kompletu nowych cicuhów. Że o
      bieliźnie osobistej nie wspomne! Mój M regularnie płaci na małego i na
      wszystkie możliwe okazje, oprócz prezentów dostaje jakieś ciuchy. od nas, od
      dziadków, od siostry mojego M, ktra przysyła mu ciuchy ze stanów. Jakoś dziwnie
      tych ciuchów naszych on nigdy nie ma ze sobą!. Kiedyś wkurzało mnie to
      strasznie! i miałam podobne doły do Twoich. Skończyło się to w momencie, kiedy
      urodziłam swoje dziecko. Teraz ta cała reszta jest poza mną. Zajmuje się swoim
      dzieckiem. Pilnuję, żeby jej niczego nie zabrakło a całą resztę mam w d...
      Moje doły zniknęły i chociaż wejście do naszego domuna miesiąc małego jest z
      lekka zakłóceniem naszego życia, nie wkurzam się już tym już. Zaakceptowałam i
      czekam na czas, kiedy mały wydorośleje i już przestanie ptzyjeżdżac na
      wakacje smile)
      • siostraemka Re: Dziewczyny pomóżcie...mam czasem już dość 05.08.05, 13:03
        Aż miło poczytać,że nie tylko ja mam takie obawy przed tym wszystkim.
        Przyznaje racje,że musze się od tego wszystkiego odseparować.
        M zawsze sie mnie pyta czy nie będę miała nic przeciwko jak mlody przyjedzie do
        nas na weekend.Może raz odmówiłam, bo mieliśmy zaganiany weekend,ale inaczej nie
        potrafię,nie chce wyjść na zołze,zgadzam się, bo nie chce ograniczać kontaktów z
        6-letnim synem.
        A poza tym jak mogę sie nie zgodzić-na razie mieszkamy z rodzicam M i nie
        wyobrażam sobie z drugiej strony aby zabronić ojcu i dziadkom widzenia młodego.
        Po ostatniej wizycie ex z mlodym wywiązała sie mała kłótnia a to tylko
        dlatego,że teściowa nie wiedziała,że pogorszyły się stosunki moje i ex.
        Zatrzęsło mna jak weszłam do domu i ją zobaczyłam.Zamknęłam sie w swoim
        pokoju,strzeliłam focha,ale tylko po to by M uświadomił teściowej,że nie życzymy
        sobie jej odwiedzin.Zobaczymy jak będzie dalej.


        A co do odwożenia i przywożenia młodego.Czy to zawsze wasz M sie tym zajmuje? Ja
        mojemu próbuje wytłumaczyć,że jej też jest na rękę pozbyć sie dziecka na weekend
        i ma go poprostu przywieźć.Nie wiem czy wszyscy faceci są tacy ulegli wobec
        matek swoich dzieci?
        Zapowiedziałam mu już nie raz,jeżeli będzie wypełniał moje prośby o załatwienie
        czegoś to i ja nie będę miała nic przeciwko żeby jeździł po małego albo coś tam
        dla niego załatwił.Nie pozwole żeby nasz związek,nasze,moje sprawy ucierpiały bo
        ex nie chce sie d... ruszyć z domu.Nie wiem czy coś pojął do końca,ale się
        stara.Facet musi w końcu zrozumieć co jest dla niego ważniejsze-rodzina obecna
        czy dziecko weekendowe.Dlaczego ja mam z tego powodu cierpieć?Ja wiem kogo
        wybrałam-faceta z dzieckiem,ale jest to nowe doświadczenie i nie wiedziałam,że
        to będzie czasem takie trudne i komentarz w stylu "Wiedziałaś na co się
        decydujesz" jest chyba nie na miejscu?
        Mój M uważa,że wyolbrzymiam.Może ma racje,może to moje schizy bo wcześniej na za
        dużo pozwoliłam.
        Na początku jak młody przyjeżdżał robiłam przy nim wszystko. Teraz mam to
        gdzieś, nie moje dziecko,ja mu pupy myć nie będę, nie będę karmić i
        ubierać-chyba,że chce.M zauważył moją zmianę,była pretensja a jakże,a ja na
        to,ze to Twoje dziecko i jak się zdecydowałeś na jego wizytę to zadbaj o
        niego,nie zapominając o mnie.
        Oboje musimy się nauczyć żyć z tym garbem,ale wiem jedno więcej nie dam sobie
        wejść na głowe.MOże nie jest jeszcze za późno by zaznaczyć swoje miejsce w tym
        związku.
        Dzięki za rady,wykorzystam je napewno w realu.

        Czasem mam ochotę wyprostować exie i dać jej do zrozumienia,że ona już nie jest
        jego żoną a tylko matką jego dziecka i jego ojciec będzie sezonowo w jego życiu.
        Ona by chciała by niemalże codziennie przyjeżał do dziecka nie zważając na to,że
        ma swoje życie.
        Ale nic zrobić nie mogę bo to moje sprawy.
        Rozbawiło mnie jakiś czas temu jej wproszenie sie na nasz ślub.Bo ona musi
        młodym zaopiekować sie na uroczystości i na weselu.Myślałam,że umre ze śmiechu
        jak stwierdziła,że tylko w sumie będzie na uroczystości i nie chce by ktoś ją
        namawiał na pozostanie na weselu.Beszczelna.Podobała mi się reakcja M.Wyśmiał
        ją.Młody był, świetnie się bawił,ale wrócił do domu później niż mamusia kazała i
        było awanti.
          • siostraemka Re: Dziewczyny pomóżcie...mam czasem już dość 05.08.05, 13:24
            Na początku to była dla mnie nowość. Chciałam zobaczyć jak to jest mieć
            dziecko.I zobaczyłam, na razie mam serdecznie dość.
            Teraz babcia się nim zajmuje.Tatuś prawie nic nie robi przy nim,co najwyzej z
            nim np.zabawy itp,ale też żadko.Nie wiem z czego to wynika.Nie potrafię sie go
            zapytać czy to tylko formalność odwiedziny młodego?Na pokaz babci i ex?Zapytałam
            czy naszym dzieckiem będzie się zajmować, czy będzie je kochać.Odparł,że o
            niczym innym nie marzy jak o naszym wspólnym dziecku.
            Może z młodym wygasa więź,moze nie chce bym była zazdrosna jak oni razem sie
            bawią bo tak fajnie wyglądają.Wielokrotnie mówiłam już jak bardzo bym chciała by
            z naszą dzidzią się tak bawił...nie wiem.Jest wobec młodego czasem obojętny.
            Boję sie,że z naszym może być podobnie?Z drugiej stony widzę błysk w jego oku
            jak rozmawiamy o naszej przyszłej Oleńce.
        • kai_30 Re: Dziewczyny pomóżcie...mam czasem już dość 05.08.05, 13:24
          siostraemka napisała:


          Facet musi w końcu zrozumieć co jest dla niego ważniejsze-rodzina obecna
          > czy dziecko weekendowe.

          >
          jego ojciec będzie sezonowo w jego życiu

          > .
          > Ona by chciała by niemalże codziennie przyjeżał do dziecka nie zważając na
          to,że ma swoje życie.


          Dochodze do wniosku, ze to jednak ja jestem nienormalna.

          Mialam sie nie denerwowac, ale to skomentuje jednak. Ty jestes tylko jego zona -
          kolejna, moze nie ostatnia. Dziecko bedzie jego dzieckiem zawsze. I nie jest to
          dziecko "weekendowe" albo "sezonowe", mniej wazne i gorsze niz obecna rodzina -
          to jest po prostu JEGO dziecko!

          Gdyby moj M przeobrazil sie w ojca "sezonowego" stracilabym dla niego polowe
          szacunku.

          Ale pewnie bardziej w tej chwili przemawia przeze mnie samodzielna, niz macocha.

        • poxywka Re: Dziewczyny pomóżcie...mam czasem już dość 05.08.05, 13:40
          oczywiscie ze nie wiedzialas w co sie pakujesz, bo nikt nie wie; natomiast
          niewatpliwie musisz poniesc konsekwencje i one wlasnie polegaja na utrzymywaniu
          kontaktu z dzieckiem; nie wiem jak czesto pasierb bywa u Was - jesli ojciec
          widuje sie z nim prawie codziennie a dziecko jest u Was w kazdy weekend to
          rozumiem Twoje rozdraznienie; jesli jednak nie jest to kazdy weekend, to
          dziecko ma prawo do tych odwiedzin w domu ojca; i oczywiscie ten ojciec ma
          obowiazek sie nim zajac a nie Ty; kurcze ja sobie nie wyobrazam aby Niemaz
          probowal mi ograniczyc kontakty z dzieckiem bo on ma dosc; jesli on ma dosc to
          on wychodzi i tyle, bo ja rozumiem, ze dla cudzego dziecka nie ma sie tych
          uczuc co dla wlasnego; chociaz znam mezczyzn w pelnych, przykladnych rodzinach,
          ktorzy dla wlasnych tez nie maja

          powiem Ci, ze ja rowniez nalegam aby ex sam zabieral dziecko i je odwozil -
          chociaz czasem spotykamy sie w polowie drogi i uwazam to za moja dobra wole; ex
          troche to rozumie, bo jezdze nie raz nie dwa w drugi koniec miasta do lekarza z
          mlodym (a dziecko w przedszkolu choruuuuuje) i wydaje na to calkiem sporo
          pieniedzy a co gorsza nie raz musze sie zwolnic z pracy; tak czy inaczej
          ponosze wiecej kosztow - nie tylko w czystej gotowce
          pozdrawiam
          poxywka
          • siostraemka Re: Dziewczyny pomóżcie...mam czasem już dość 05.08.05, 13:51
            Dziecko nie bywa codziennie i co każdy weekend i dlatego duszę w sobie swój
            sprzeciw,wychodzę z domu,albo się wyłaczam czasowo, bo aż tak wredna nie jestem
            i nie chce by M musiał wybierać między mną a dzieckiem.Czasem trzeba zacisnąć zęby.
            Codzień w jakiejś sprawie tak robimy a tutaj na szczęście tylko czasami
            • poxywka Re: Dziewczyny pomóżcie...mam czasem już dość 05.08.05, 14:01
              byc moze jak urodzisz wlasne bedzie Ci latwiej zaakceptowac pasierba; punkt
              widzenia zmienia sie ogromnie odkad zostanie sie matka; chociaz oczywiscie i
              charakter ma znaczenie; tylko pytanie czy bedzie Ci latwiej zyc - bo jakos nie
              chce mi sie wierzyc aby ojciec chcial sie z ochota zajmowac jednym swoim
              dzieckiem podczas gdy drugim mu sie nie chce wcale; jak sadze w obu przypadkach
              bedziesz musiala nad nim niezle popracowac
              pozdrawiam
              poxywka
              • m-m-m Re: Dziewczyny pomóżcie...mam czasem już dość 05.08.05, 14:12
                aby ojciec chcial sie z ochota zajmowac jednym swoim
                dzieckiem podczas gdy drugim mu sie nie chce wcale; jak sadze w obu przypadkach
                bedziesz musiala nad nim niezle popracowac


                Tak, to jest racja, z brakiem zainteresowania drugim dzieckiem w takim wypadku
                też trzeba się liczyć.
        • kasia_kasia13 Re: Dziewczyny pomóżcie...mam czasem już dość 05.08.05, 20:57
          A poza tym jak mogę sie nie zgodzić-na razie mieszkamy z rodzicam M i nie
          > wyobrażam sobie z drugiej strony aby zabronić ojcu i dziadkom widzenia
          młodego.
          > Po ostatniej wizycie ex z mlodym wywiązała sie mała kłótnia a to tylko
          > dlatego,że teściowa nie wiedziała,że pogorszyły się stosunki moje i ex.
          > Zatrzęsło mna jak weszłam do domu i ją zobaczyłam.Zamknęłam sie w swoim
          > pokoju,strzeliłam focha,ale tylko po to by M uświadomił teściowej,że nie
          życzym
          > y
          > sobie jej odwiedzin.Zobaczymy jak będzie dalej.

          Niesmialo spytam, mozliwe, ze wczesniej nie doczytalam, do kogo nalezy
          mieszkanie w ktorym mieszkacie razem z teciami? Pytanie jest wazne, bo jesli
          mieszkacie u rodzicow Twojego M. to maja oni prawo zapraszac do siebie w gosci
          kogo chca.

          >Ona by chciała by niemalże codziennie przyjeżał do dziecka

          To wspaniale. Tyle sie pisze o exiach utrudniajacych ojcu kontaktu z dzieckiem
          a tu prosze, wcale tak nie musi byc.

          >Facet musi w końcu zrozumieć co jest dla niego ważniejsze-rodzina obecna
          > czy dziecko weekendowe

          Mam nadzieje, ze "dzieko weekendowe" to tylko nieudolny skrot myslowy.

    • leeya Re: Dziewczyny pomóżcie...mam czasem już dość 05.08.05, 14:00
      Dobra, nie wytrzymalam. Ugryze sie w paluszki jak juz wysle...

      siostraemka napisała:

      > Wiem,że jestem egoistyczna świnka,ale czasem już poprostu nie mam na nic siły.
      > Wiele nerwów mnie/nas z M kosztowały przepychanki z ex.
      ----------------------
      To mnie czy nas??? "Mnie" w ogole nie rozumiem. Co Ty masz do ex? z Toba
      wszystkie sprawy dotyczace dziecka zalatwia? Niech zalatwia ze swoim bylym
      mezem a nie z Toba. Nas? To odetnij sie od spraw z ex i nie bedziesz miala
      problemow.


      > Czasem żałuje,że wybrałam faceta z przeszłością-ale chodzi tylko przeszłość
      > bo facet jako facet jest skarb.
      -------------------
      No to Ty odetnij Go od przeszlosci. Bedziesz miala czysty skarb bez skazy w
      domu. Twoj wybor, Twoja decyzja, Twoje konsekwencje.

      > Bujam sie tak z tym wszystkim od 2 lat.Na początku to była nowość, byłam
      > dumna kiedy szliśmy z młodym na spacer.Ale im dalej tym gorzej.
      ---------------------
      Bo to tak fajnie przeparadowac sie z odchowanym dzieciaczkiem po ulicy z M pod
      raczke, nie? No nie watpie ze im dalej tym gorzej. Obowiazki sie zaczely, a nie
      tylko parady?


      > Mam dość nerwów średnio 1-2 w miesiącu widząc kolejnego sms w sprawie kasy.M
      > płaci tyle ile ma płacić, nie spóźnia się.
      -------------------
      To niech sie nie spoznia i nie bedzie smsow. Albo niech uprzedza.

      > Ale ex ciągle coś wymyśla.
      ----------------------
      Strrrraszne.

      > Ciągle wurzuty,że młody wraca od nas chory- dajemy lody-jak to dziecko chce,
      > bo ciepło, bo smaczne.I później pretensje,że młody chory,że nie ma kasy na
      > leki,żeby "tatuś" dał bo ona wydała na solarium.Wk...wia mnie to totalnie.
      -------------------
      Buahahahah... mowi do bylego "daj kase na leki, bo juz wydalam na solarium" Nie
      wierze. To jest Twoje dopowiedzenie. A o dziecko trzeba dbac, jak jest pod ojca
      opieka. A nawet odmowic lodow. Ale co tam, niech sie exia z choroba dzieciaka
      buja.


      > Czasem jest pięknie u nas.Jest spokój i w domu i w naszym życiu.A czasem mam
      > wrażenie,że ktoś wchrzania się z butami do naszego życia.
      --------------------
      A konkretnie kto sie wchrzania z butami??

      > Jak młody przyjeżdża to zero spokoju,w wolne weekendy chce odpocząć,a tu
      > pobudka o 7 i ryk bo młody chce do naszego łóżka.
      --------------------
      Aaaaa.... Mlody sie wchrzania? Zaraz zaraz, a to nie syn Twojego M? I nie jest
      w ten weekend, zeby spedzic z ojcem troche czasu? Nawet o 7.00, co dla dziecka
      jest normalna pora?? Taaa.. exia ma to na co dzien. Tatulek moze miec w
      coktorys tam weekend.

      > Mam wtedy ochotę wyjść z
      > domu i trzasnąć drzwiami i uciec gdzieś gdzie będę sama.
      ------------------
      Hmmm.. Ktos Cie trzyma? Kajdankami przykuta jestes? Troche samotnosci kazdemu
      dobrze robi, wiec nie widze problemu.

      > Nie chce już tak.Mam ochotę ryczeć bo nie mam faceta tylko "dla siebie" dla
      > nas.
      -----------------------
      Sorry.. Bo nie jest TYLKO Twoj ten facet. ON MA DZIECKO. Krew z krwi i kosc z
      kosci swojej. I co, ma je odrzucic, bo Ty chcesz miec Go tylko dla siebie?


      > Ciagle musimy się zastanawiać czy mozemy sobie na coś pozwolić bo jak ex
      > zobaczy to zacznie straszyć podwyższeniem alimentów.
      --------------------------
      To nie zastanawiajcie sie, tylko dbajcie o swoja wygode. Jak zlozy wniosek o
      podwyzszenie alimentow to dostanie je, jezeli bedzie to uzasadnione. Jezeli
      bedzie nieuzasadnione, to nie dostanie. Proste chyba, nie?

      > Własnego dziecka już mi się odechciało jak poczytałam,że musi mieć i jedno i
      > drugie takie same warunki.A co mnie tamto dziecko obchodzi.W dumie to ja mogę
      > więcej dawać naszemu dziecku a nie ojciec.
      ---------------------------
      No widze wlasnie, ze Cie TAMTO dziecko nie interesuje. I luzik. Tak jak exi nie
      bedzie interesowalo Twoje. To Twojego M ma interesowac i TAMTO i TWOJE dziecko
      a nie Ciebie. Ciebie ma interesowac TYLKO TWOJE dziecko.


      > Ja nie wiem czy tak dalej wytrzymam.Mam dość tego dziecka, mam dość nerwów,
      > mam dość udawania przed M,że wszystko jest OK. Zmeczona jestem tym
      > wszystkim.Ale co mam zrobić?Odejść?Kocham Go,więc nie mogę.
      > Spalcie mnie na stosie za takie podejście ,ale rycze i pisze to.Nie mam z kim
      > o tym pogadać, bo niby z kim?Nie chcecie nie komentujcie,chcecie to proszę.
      > Zmęczona tym jestem wszystkim, nie potrafię wszystkiego olać jak mi radzi
      > M,On sie już przyzwyczaił i większość ignoruje.
      -------------------------
      Bierz przyklad z Twojego M. Jak nie umiesz, to mecz sie dalej z migrenami.

      Pozdr,
      Leeya
        • leeya Re: Dziewczyny pomóżcie...mam czasem już dość 05.08.05, 14:17
          m-m-m napisała:

          > To nie są obowiązki macochy. Macocha jeśli chce może być tylko od parady.
          -------------------
          Jak dla mnie to macocha ma nie byc od niczego. To dziecko M i to ON ma sie nim
          zajmowac. Nie znioslabym, jakby jakies babsko mi sie wtracalo do wychowania
          dziecka. Wychowywac dziecko maja rodzice, a nie zona ojca. Takie moje zdanie.
          Dlatego jak dla mnie to macocha ma sie trzymac z daleka i od obowiazkow i od
          przyjemnosci zwiazanych z nie ze swoim dzieckim.

          Leeya
        • kai_30 Re: Dziewczyny pomóżcie...mam czasem już dość 05.08.05, 14:41
          m-m-m napisała:

          > Obowiazki sie zaczely, a nie
          > tylko parady?
          >
          >
          > To nie są obowiązki macochy. Macocha jeśli chce może być tylko od parady.

          Moze. I szczerze powiem, ze nie rozumiem tego, co napisala siostraemka o tym
          podcieraniu pupy itd itp. Ja nie mam zadnych obowiazkow zwiazanych z
          "pielegnacja" pasierbow (no fakt, trudno czternastolatce tylek podcierac),
          owszem, dostaja obiad, ale ten obiad gotuje tak czy owak. A jesli nie ugotuje,
          bo mi sie na ten przyklad nie chce, to juz moja sprawa, i sprawa mojego M, zeby
          swoim dzieciom jesc dal. Dalej - jesli dziecko jest niegrzeczne MOZNA wymagac,
          zeby pod moim dachem dostosowywalo sie do panujacych regul. Ale znow - w tej
          kwestii miedzy mna i M panuje zgoda, nie musze reagowac, bo on to robi pierwszy.

          Mnie sie podejscie autorki nie podoba najbardziej wlasnie z powodu tego, co
          podchwycila leeya - fajnie bylo na poczatku tak "poudawac", ze sie ma dziecko,
          nie? "Pomamusiowac" troche, tak naprobe przed wlasnym. A jak sie okazalo, ze
          dziecko to jednak nie taki miod, to sie wypinamy. No i fajnie, ale POD
          WARUNKIEM, ze sie do tego umie podejsc normalnie - nie moja brocha, stoje z
          boku, jego dziecko, jego eksia, jego problem. A siostraemka najwyrazniej tak nie
          potrafi. Moze to kwestia dojrzalosci?
            • kai_30 Re: Dziewczyny pomóżcie...mam czasem już dość 05.08.05, 15:16
              m-m-m napisała:

              > Nie. To kwestia bycia poczatkującą macochą.

              Mowisz o mnie, czy o autorce watku? Ja "macochuje" rok, siostraemka - dwa lata,
              u gory jak byk napisane jest.

              W pierwszym poscie napisane jak byk, ze dwa lata sie buja z tym wszystkim. A
              dopiero teraz dochodzi do odkryc typu: "przy najbliższej okazji zapytam M
              dlaczego nie zajmuje się dzieckiem". No sorrrrry, ale mnie by nie gralo od
              poczatku, jakby facet przywozil mi do domu dziecko po to, zebym JA sie nim
              zajmowala.
                • kai_30 Re: Dziewczyny pomóżcie...mam czasem już dość 05.08.05, 15:25
                  siostraemka napisała:

                  > Może wcześniej nie miałam odwagi się o to zapytać bo jestem początkujacą
                  > macochą,moze muszę do tego wszystkiego dojrzeć,tak trudno to zrozumieć?

                  Ekhem... A iloletni staz macochowania trzeba miec, zeby nie byc poczatkujaca?
                  Wiesz, jedna z pierwszych rzeczy, jakie omowilam z moim M byla kwestia dzieci i
                  naszych z nimi relacji. Bo to bylo najwazniejsze, i potencjalnie tu mogla sie
                  kryc najwieksza trudnosc naszego zwiazku. (I tak bylo zreszta)

                  Co do dojrzewania - rozumiem w pelni. Wlasnie o dojrzalosci pisalam w poprzednim
                  poscie.
                • leeya Re: Dziewczyny pomóżcie...mam czasem już dość 05.08.05, 14:48
                  elf28 napisała:

                  > nie, jest to różnica między punktem widzenia macochy, która może nie mieć
                  > ochoty widywać pasierba, a samodzielnej, która swoje dziecko uważa za 8 cud
                  > świata (bez wad i pęknięć w marmurze).
                  -----------------------
                  Moje dziecko jest idealem. Grzeczne, malo marudzi, caly czas usmiechniete. Nie
                  kaze MACOSZE sie nad tym rozplywac. Jak dla mnie to ona sie moze z moim
                  dzieckiem w ogole nie spotykac. Bylabym bardzo z tego zadowolona. Ale ona chce.
                  I ex tez chce, zeby ona sie widywala. Nie wnikam w te uklady i nie zabraniam,
                  bo znow by mnie oszukal i zabral Kulke do niej.

                  A teraz Cie zapytam Elfie. Ma ojciec wyrok w lapie na ktorym jak byk napisane:
                  co drugi weekend z ojcem. Macocha nie chce widziec pasierba. Weekend w hotelu?
                  U exi? Czy moze zrezygnowac? A potem pitolenie, ze wredna exia ogranicza
                  kontakty? Achhh... Brak mi sil i nerwow jak cos takiego czytam. No ale czekam
                  na recepte lub przepis jak ten cholerny wyrok zrealizowac.

                  Leeya
                  • kai_30 Re: Dziewczyny pomóżcie...mam czasem już dość 05.08.05, 15:22
                    leeya napisała:

                    > -----------------------
                    > Moje dziecko jest idealem. Grzeczne, malo marudzi, caly czas usmiechniete.

                    Moje dzieci idealami nie sa. Typowe, rozbrykane przedszkolaki. Potrafia wkurzyc.
                    Ale ja TEZ nie kaze mojemu M sie nad nimi rozplywac w zachwytach, to raz, a dwa
                    - granice stawiam dokladnie takie same wobec moich dzieci, jak i wobec jego. Po
                    obiedzie naczynia sie wklada do zlewu, rano trzeba bawic sie po cichu, dopoki
                    nie wstaniemy, je sie sztuccami, a nie lapami itd itp.

                    ZADNE dziecko nie jest lepsze, bo MOJE.
                • leeya Re: Dziewczyny pomóżcie...mam czasem już dość 05.08.05, 14:53
                  m-m-m napisała:

                  > Wobec własnych dzieci brak egoizmu jest normą, wobec cudzych - niekoniecznie.
                  ------------------------
                  No sorry m-m-m. Ja to rozumiem, Ty to rozumiesz, ale niech jeszcze autorka
                  watku zrozumie. Odsunac sie i stac z boku. Nie jej dziecko, nie jej problem. Ja
                  na prawde nie widze tu zadnego klopotu. Postawic granice i ich pilnowac. I
                  powiedziec wyraznie co denerwuje a co nie swojemu M, zeby jak najmniej cichych
                  dni bylo.

                  Leeya
          • megan58 Lea 05.08.05, 14:20
            Lea zostaw - to sie tak fajnie czyta smile
            Po co dyskutowac ??? Nic nie zmienisz i nie udowodnisz !
            Denerwować sie tez nie denerwuj. Bo czym..????

      • siostraemka Re: Dziewczyny pomóżcie...mam czasem już dość 05.08.05, 14:13
        > Bo to tak fajnie przeparadowac sie z odchowanym dzieciaczkiem po ulicy z M pod
        > raczke, nie? No nie watpie ze im dalej tym gorzej. Obowiazki sie zaczely, a nie
        >
        > tylko parady?


        Mnie tam wszystko jedno czy fajnie czy nie przeparadować się,z drugiej strony
        było mi to nie na rękę jakby ktoś pomyślał,że to moje,takie duże :p.O
        obowiązkach wiedziałam od razu.I to o jego obowiązkach a nie o moich.


        > > Mam dość nerwów średnio 1-2 w miesiącu widząc kolejnego sms w sprawie kas
        > y.M
        > > płaci tyle ile ma płacić, nie spóźnia się.
        > -------------------
        > To niech sie nie spoznia i nie bedzie smsow. Albo niech uprzedza.


        Nie spóźnia się i nigdy nie spóźnił.Exia trochę nerwowa jest,i jak nie wyślę
        przypominacza nie czuje,że żyje



        > > Ciągle wurzuty,że młody wraca od nas chory- dajemy lody-jak to dziecko ch
        > ce,
        > > bo ciepło, bo smaczne.I później pretensje,że młody chory,że nie ma kasy n
        > a
        > > leki,żeby "tatuś" dał bo ona wydała na solarium.Wk...wia mnie to totalnie
        > .
        > -------------------
        > Buahahahah... mowi do bylego "daj kase na leki, bo juz wydalam na solarium" Nie
        >
        > wierze. To jest Twoje dopowiedzenie. A o dziecko trzeba dbac, jak jest pod ojca
        >
        > opieka. A nawet odmowic lodow. Ale co tam, niech sie exia z choroba dzieciaka
        > buja.


        NIe napisałam,że ona mówi "daj kase na leki, bo juz wydalam na solarium"-to
        m.in. opinia M,tak było wcześniej jeszcze przede mną.Mamusia zdbana chodzi nad
        wyraz więc skoro stać ją na solarium to niech konsultuje wydatki z ojcem z
        wyprzedzeniem a nie już potrzebuje i już daj na zachciankę dla dziecka.



        > > Jak młody przyjeżdża to zero spokoju,w wolne weekendy chce odpocząć,a tu
        > > pobudka o 7 i ryk bo młody chce do naszego łóżka.
        > --------------------
        > Aaaaa.... Mlody sie wchrzania? Zaraz zaraz, a to nie syn Twojego M? I nie jest
        > w ten weekend, zeby spedzic z ojcem troche czasu? Nawet o 7.00, co dla dziecka
        > jest normalna pora?? Taaa.. exia ma to na co dzien. Tatulek moze miec w
        > coktorys tam weekend.


        A dlaczego mam sie nie sprzeciwić i M też?A moze akurat mamy ochotę odpocząć?To
        co mam się dostosować do dziecka czy dziecko do nas?Ty się dostosowywałaś do
        rodziców czy oni do Ciebie?



        Reszty nie mam ochoty komentować bo szkoda mi czasu.



            • magdalens Re: Dziewczyny pomóżcie...mam czasem już dość 05.08.05, 14:30
              dziewczyny prosze to nie tak - ręce mi opadają
              to dziecko czy dzieci z poprzedniego małżeństwa nie są ważniejsze i nie powinny
              być faworyzowane - one powinny być tak samo traktowane jak wasze własne tak
              samo!!! Nie mogą być gorsze - gdy wasze dzieci dają wam w kość to przecież też
              doprowadzacie je do porządku, ale nie można odsyłać problemów z dzieckiem tylko
              i wyłącznie do eksa - bo teraz to wy stanowicie rodzinę i jakąś całość więc
              trzeba wspólnie rozwiązywać problemy.
              I uważam że M zawsze będzie miał dług winy wobec swoich dzieci i powinien robić
              jak najwięcej żeby im to wynagrodzić a ja zawsze będę starać sięmu w tym
              pomagać. Oczywiście do granic przyzwoitości bo rozpieszczanie dziecka może być
              większąszkodą dla niego .
        • leeya Re: Dziewczyny pomóżcie...mam czasem już dość 05.08.05, 14:27
          siostraemka napisała:

          > Mnie tam wszystko jedno czy fajnie czy nie przeparadować się,z drugiej strony
          > było mi to nie na rękę jakby ktoś pomyślał,że to moje,takie duże :p.O
          > obowiązkach wiedziałam od razu.I to o jego obowiązkach a nie o moich.
          ------------------------
          No to egzekwuj od Twojego M te obowiazki. Nie widze problemu zadnego.


          >
          > Nie spóźnia się i nigdy nie spóźnił.Exia trochę nerwowa jest,i jak nie wyślę
          > przypominacza nie czuje,że żyje
          -------------------------
          To wiecie przynajmniej, ze nie umarla. A przypominacz boli? I na Twoja komore
          przychodzi? "Misiaczku, nie chce wiedziec, jakie sa Twoje umowy z exia. Nie
          chce o niej w ogole slyszec" I masz spokoj.


          > NIe napisałam,że ona mówi "daj kase na leki, bo juz wydalam na solarium"-to
          > m.in. opinia M,tak było wcześniej jeszcze przede mną.Mamusia zdbana chodzi nad
          > wyraz więc skoro stać ją na solarium to niech konsultuje wydatki z ojcem z
          > wyprzedzeniem a nie już potrzebuje i już daj na zachciankę dla dziecka.
          ----------------------
          Zabko... Zrozum jedno. Mamusia i Tatus WSPOLNIE utrzymuja dziecko. Np. po
          polowie. Jezeli kasy z alimentow Twojego M i kasy (przypuscmy takiej samej) od
          exi nie starcza na leki, wiec dzwoni i sie dopomina. A co zrobi z reszta kasy
          SWOJEJ to jej prywatna sprawa, tak jak Twojego M jest prywatna sprawa to, co
          robi z reszta kasy po zaplaceniu alimentow. No chyba, ze Twoj M bedzie tez z
          nia konsultowal swoje wydatki prywatne. Wqrza mnie podejscie: exia ma starczyc
          to co ma. Nie zawsze starcza. I nikt nie bedzie konsultowal wydatkow z
          prywatnej kasy!!!! No chyba, ze exi cala kasa jest dla dziecka, a Tatuska tylko
          alimenty?


          > A dlaczego mam sie nie sprzeciwić i M też?A moze akurat mamy ochotę odpocząć?
          To
          > co mam się dostosować do dziecka czy dziecko do nas?Ty się dostosowywałaś do
          > rodziców czy oni do Ciebie?
          -------------------------
          Moi rodzice dostosowywali sie do mnie w weekendy, bo to byl jedyny czas, jaki
          spedzalismy razem. A jak Ci przeszkadza dzieciak rano w lozku, to spijcie
          oddzielnie, pojdzie do OJCA a Ty sie wyspisz. Kiedy dziecko spedza z Ojcem tak
          malo czasu, to mozna sie dostosowac raz na jakis czas. Moj ex jakos nie ma
          problemu z dostosowywaniem sie do corki.

          > Reszty nie mam ochoty komentować bo szkoda mi czasu.
          ------------------------
          Nie ma obowiazku.

          Leeya


          >
          >
          >
    • ludwinia Re: Dziewczyny pomóżcie...mam czasem już dość 05.08.05, 15:41
      Ja podpisze sie pod postami maxi, mmm i elf28.
      Bardzo dobrze Cie rozumie. Okreslenie granic, dystans i zajecie sie soba to
      najlepsze rozwiazanie dla Ciebie.
      Niestety u mnie sie to do konca nie udalo. Ja moge popracowac nad soba ale
      niestety nie moge byc odpowiedzialna za innych.
      Co do swierdzenia - ze dziecko jest na zawsze jego a zona mozna byc jedna z
      kolejnych – to bardzo sie z tym nie zgadzam. Nie mam jeszcze wlasnych dzieci
      urodzonych ale jestem w ciazy i nadal moje nienarodzone jeszcze dziecko nie
      jest wazniejsze od mojego meza. Ja zakladam ze z M chce byc do konca naszych
      dni i dlatego zalezy mi na najlepszych z nim spedzonych latach a nasze dziecko
      (dzieci) jest tylko dopelnieniem tego szczescia. Nie potrafie pomyslec ze
      dziecko bedzie zawsze moje a meza moge zmienic. Dzieci szybko dorastaja i
      zakladaja swoje rodziny i maja swoje zycie.
      Co do dzieci z rozbitych rodzin to maja „inne“ zycie i nie da sie tego niczym
      zastapic, wynagrodzic i nigdy nie beda mialy normalnego zycie.
      To z mojego doswiadczenia z dzieckiem mojego M: sytuacja jest nienormalna i
      wszystkim potrzeba dobrego terapeuty (szczegolnie dziadka z jednej i drugiej
      strony). Ich postawa „uklepywania g…a zeby nie smierdzialo“ nikomu na dobre nie
      wyszlo.
      A to moje subiektywne wnioski z sytuacji mojego M ,jego bylej zony i ich
      dziecka – jesli ona juz byla w ciazy (obydwoje byli w bardzo mlodym wieku) to
      rodzice nie powinni dozyc do ich slubu (bardzo krotko byli malzenstwem), kazdy
      z nich jeszcze wtedy mogl zapomniec o sobie i poukladac sobie na nowo zycie a
      wtedy i dziecko moze mialoby normalna rodzine i tatusia na codzien (moze nie
      biologicznego ale znal by go od niemowlaka) a tak to mieszaja calymi rodzinami
      w tym kociolku juz od 10 lat a z dziecka nie wiadomo co jeszcze wyrosnie.

      PS: jakby kogos interesowalo: wtedy tylko sie starsznie przestraszylam i
      ochronilam siebie (nie szarpiac pasierba tak jak to niektore sugerowaly).
      Brzusio mam juz ogromny, dzidzio OK, wyjechalam i szczesliwie oczekuje
      rozwiazania (to do watku „klamstewko...“ bei)
    • chalsia Jakim jest ojcem ... 05.08.05, 16:29
      Siostroeremka,

      Ja tylko o jednej sprawie.
      Niestety z Twoich opisów tego, jak Twój M zwala zajmowanie się dzieckiem na
      innych (kiedyś Ty, teraz babcia), jak żadko się z nim bawi, etc, wynika, że
      takim samym ojcem będzie dla Waszego dziecka.
      Pisałaś, że on bardzo z Tobą chce miec dziecko i aż mu oczy błyszczą gdy o tym
      rozmawiacie. Jednak to, że tak postępuje w stosunku do swojego pierwszego
      dziecka nie znaczy, że go nie kocha.

      Musisz być swiadoma, że on Ci nie będzie pomagał przy dziecku, wszystko będzie
      na Twojej głowie, i dużo go będziesz się musiała naprosić by Ci pomógł przy
      dziecku. I skoro nie umie się z dzieckiem bawić, to i z drugim nie będzie umiał.

      Chalsia

      PS. Ludwiniu - choćbyś się nie zgadzała z opinią, że dziecko jest na zawsze, a
      męża/żonę można zmienić, to jednak taka jest prawda. Rodzicem jest się zawsze
      dożywotnio (dzieckiem zresztą też - dla swoich rodziców), a mężem/żoną NIE
      zawsze dożywotnio.
      • chalsia Re: Jakim jest ojcem ... 05.08.05, 16:39
        a co do odbierania i odwożenia dzieci przez ojca to uważam, ze tak własnie
        powinno być. Oczywiście w sytuacjach podbramkowych mogę to zrobić ja (np.
        samochód mu się zepsuł nagle) jak również wtedy, gdy pasuje to do moich planów.
        Dlaczego ojciec powinien dzieci odbierać/odwozić?
        Ponieważ moim obowiązkiem jako matki jest umożliwiać/nie utrudniać uzgodnionych
        kontaktów między ojcem a dziećmi, ale nie spoczywa na mnie odpowiedzialność za
        ich "wykonanie".
        Chalsia
    • cymbeline Re: Dziewczyny pomóżcie...mam czasem już dość 05.08.05, 20:49
      No to może ja dodam swoje "5 groszy", choć w sumie rzadko coś komentuję,ale tym
      razem chyba muszę,bo mnie też "zaswędziały paluszki" smile))
      Jestem macochą od 4 lat,dla chłopca który ma teraz 7 lat,mieszkamy z mężem ponad
      300 km od miejsca zamieszkania Młodego z jego mamą i jej facetem.Nie mam swoich
      dzieci ani wspólnych z moim mężem.To tytułem wstępu dla autorki wątku.
      A teraz konkrety:

      Mam dość nerwów średnio 1-2 w miesiącu widząc kolejnego sms w sprawie kasy.M
      > płaci tyle ile ma płacić, nie spóźnia się. Ale ex ciągle coś wymyśla.
      --------------------------------
      Też miałam podobne spojrzenie ma sprawę na początku,ale u mnie to spowodowane
      było tym,że ex puściła mojego męża w skarpetkach i z kupą ich wspólnych długów,
      które my (czyli ja i mój mąż,a na początku tylko ja..) do tej pory jeszcze
      spłacamy,a uważałam,że to powinna ex z moim mężem spłacać na spółkę.Jednak z
      czasem zrozumiałam,ze ex pewnie zrobiła to dla dobra dziecka mysląc o
      zabezpieczeniu dziecku bytu (być może będąc na jej miejscu zrobiłabym to samo..)
      a mój mąż dla dobra dziecka i po to,żeby nie odbijało się to na jego kontaktach
      z synem,bo tak na początku bywało.Ja to zaakceptowałam,choć nie było mi łatwo.
      Oprócz alimentów,które placimy regularnie,jesli ex potrzebuje czegoś dla Młodego
      to informuje nas o tym a my jak do tej pory dajemy,ale muszę przyznać,że jest to
      w granicach rosądku, np. zrzucamy się po połowie na komputer dla Młodego,albo my
      kupujemy mu wyprawdę do szkoły,to,co mozemy kupić "na pałę". Zdarzyło się razy
      kilka,że ex zadzwoniła do mojego męża z prośbą,aby kupił dla syna lekarstwa i
      było to dla mnie normalne.Oprócz tego ja bardzo lubię zakupy i często kupuję
      jakieś ciuchy dla Młodego,i sprawia mi to frajdę,chociaż finanse u nas jeszcze
      pozostawiają dużo do życzenia.Przyznaję,że alimenty mąż płaci nie duże więc
      staramy się kupować potrzebne rzeczy Młodemu.Ale w sprawie finansów,to muszę
      przyznać,że ex jest jak na razie taktowna i nie nachalna,ja to doceniam i może
      dlatego jakoś się coraz lepiej dogadujemy.....a może dlatego,że ex układa się
      jej osobiste życie coraz lepiej...tego nie wie niktsmile))

      Jak młody przyjeżdża to zero spokoju,w wolne weekendy chce odpocząć,a tu
      > pobudka o 7 i ryk bo młody chce do naszego łóżka.
      ----------------------------------------------------
      Nasz Młody robi nam pobudki o 6 ranosmile))) Znaleźliśmy na to sposób,wymęczamy
      Młodego na maxa w ciagu dnia i do późna,to wtedy jest szansa,że do 8 pośpismile
      Młody lubi rano przyjść do nas d łożka i się poprzytulać.Mnie osobiście to nie
      przeszkadza,wręcz lubię powygłupiać się z Młodym w łóżku,a zauważyłam u Młodego,
      że on ma dużą potrzebę ciepła,przytulania się i do męża i do mnie.Myślę,że jest
      to naturalnie,szczególnie w przypadku,gdy dziecko nie ma jednego rodzica na
      codzień i dlatego nie wyobrażam sobie,że mogłabym mu tego zabronić. Zdaża się
      też czasem,że Młody dzwoni na moją komórkę o "dziwnych" godzinach i ja mu tego
      nie zabraniam,bo skoro dzwoni to znaczy,że ma dla nas (jego zdaniem) coś ważnego
      do powiedzenia co nie może poczekać,nie przeszkadza mi to,bo rzadko się zdarza a
      my staramy się Młodego pokazać,że on jest dla nas bardzo ważny a wiec też jego
      problemy.Oczywiście tłumaczymy,żeby dzwonił o innych porach i Młody zrozumiał
      bez problemusmile Zawsze spędzamy wolny czas razem w trójkę,chyba,że ja z różnych
      względów nie dam rady to wtedy chłopaki spędzają czas tylko ze sobą.

      Ciagle musimy się zastanawiać czy mozemy sobie na coś pozwolić bo jak ex
      > zobaczy to zacznie straszyć podwyższeniem alimentów.
      > Własnego dziecka już mi się odechciało jak poczytałam,że musi mieć i jedno i
      > drugie takie same warunki.A co mnie tamto dziecko obchodzi.W dumie to ja mogę
      > więcej dawać naszemu dziecku a nie ojciec.
      -------------------------------------------------
      Też się tego na początku obawiałam wiec postawiłam sprawe jasno juz na początku:
      zaraz po ślubie podpisaliśmy intercyzę,bo ja chcę miec dziecko i chcę żeby ono
      miało przyzwoity byt.Mój mąż nie miał nic przeciwko.Dodam,że intercyza tak
      naprawdę w naszym codziennym życiu niczego nie zmnieniła,nadal wszystko razem
      planujemy i ja nadal kupuję różne rzeczy dla Młodego,ale robię to bo mam taką
      ochotę,a nie dlatego,że mi sąd zasądził.Uważam,że to dobre rozwiązanie,bo exi
      nic do tego co ja sobie kupuję.Zresztą ani ja do niej do domu nie chodzie,ani
      ona do nas wiec nie mam tego problemu.

      A co do zabierania dziecka to mam zdanie jak Chałsia. To my chcemy się spotkać z
      dzieckiem więc to normalne,że po nie przyjeżdzamy i potem je odwozimy,bo w końcu
      nikomu łaski nie robimy.Mój mąż chce widywać dziecko i mieć wpływ na jego życie
      a ja to popieram.Nie mogłabym żyć z facetem,który swoje własne dziecko traktuje
      jak "weekendowy i wakacyjny nadbagaż".
      Niedawno ex poprosiła,żebym to ja sama przyjechała po jej syna,uzgodniłysmy
      szczegóły i pojechałam pociągiem 300 km w jedną stronę żeby "zgarnąć" Młodego z
      peronu i wsiadłam z nim w powrotny pociąg,tylko dlatego,że obiecałam temu
      dziecku wspólny weekend i widziałam jak on to przeżywa.Więc nie rozumiem, jak
      ktoś może napisać,że musiał jechać po dziecko na drugi koniec miasta,w dodatku
      samochodem,czyli ile km, 10, 20...???? Faktycznie, straszne poświęcenie dla
      dziecka....sad

      Siostraemka,
      nie chcę żebyś mój post potraktowała jak atak na Ciebie,ja chciałam wyrazić MOJE
      zdanie w tym temacie.
      Uwierz mi,że naprawdę rozumię Cię,bo sama długo miałam mętlik w głowie i z
      wieloma rzeczami i sytuacjami sobie nie radziłam i pewnie wciąż ze wszystkim
      sobie nie radzę,ale postawiłam sobie priorytety,często starałam sie wyobrazić
      siebie na miejscu dziecka czy ex i zastanawiałam się,jak ja bym sie zachowała w
      danej sytacji,co bym czuła itp. Na pewno też ciężko było mi na początku
      zaakceptować fakt,ze mój mąż nie jest tylko moim mężem,ale ma dziecko i to nie
      moje dziecko,to mnie bardzo bolało,ale wytłumaczyłam sobie,że to dziecko
      niczemyu nie winne,że rodzice mu zgotowali taki los.....

      Wiesz,mnie udało się w końcu jakoś poukładać wszystko w mojej głowie.Także
      stosunki z ex określam, że mam poprawne a nawet dobre,jak na razie i nie
      ukrywam,że wszystkim lepiej się żyje,ja przyjeżdzam z mężem po Młodego,ex
      schodzi z synem przed blok,wymieniamy pozdrowienia,kilka zdań i do widzenia. Tak
      jest dobrze i całkiem sympatycznie,ale też nic wiecej.
      Musisz sama przed sobą odpowiedzieć sobie na pytanie,co jest dla Ciebie
      najważniejsze a co nie,no i niestety czy chcesz czy nie, Twój mąż ma syna, jest
      to fakt niezaprzeczalny i to sie nigdy nie zmieni.Może się tylko zmnienić Twój
      stosunek do całej tej sytuacji,tak,żeby Tobie i innym lepiej się żyło.

      Myślę,że może za dużo na głowę w krótkim czasie Ci spadło i stąd taka reakcja na
      wszystkowink)))
      Życzę powodzenia i nabrania zdrowego dystansu do całej tej sytuacji,a wszystko
      się powoli ułożysmile

      Pozdrawiam
      C.

      P.S. A co do podcierania tyłka dziecku,to zdarzyło mi się nie raz i też nie był
      to dla mnie problem,że akurat na mnie padłosmile))



      • lilith76 Re: Dziewczyny pomóżcie...mam czasem już dość 05.08.05, 21:03
        > P.S. A co do podcierania tyłka dziecku,to zdarzyło mi się nie raz i też nie był
        > to dla mnie problem,że akurat na mnie padłosmile))

        kurczę, mnie też się zdarzyło, bo M był w sklepie, a 5-cio letni Mały wołał. a w kilka minut potem dowiedziałam się od M, że Mały własnie się nauczył, tylko pewnie mu się nie chciało samemu smile
        • cymbeline Re: Dziewczyny pomóżcie...mam czasem już dość 05.08.05, 21:26
          Powiem więcej, nasz Młody miał w jeden dzień problemy żołądkowe no i
          przeczyściło go dwa razy tak,że nie zdażył do ubikacji,a upapramy był od stóp do
          głów. Mojego męża akurat nie było w tej chwili więc miałam dwie opcje:
          1) wybrać Młodego sama
          2) poczekać jak wróci ojciec,bo to jego problem...
          Wybrałam opcję nr 1. w dodatku oprócz "wyprania" Młodego wyprałam też ubranie,
          bo się bałam,że jak za długo to będzie leżało w pokoju to mi sie zlecą wszystkie
          muchy z okolicysmile
          Nie minęło 15 minut od pierwszej akcji,a Młody wraca do domu i "powtórka z
          rozrywki"....po prostu jak zobaczyłam jego niepewną minę jak wchodził do domu to
          już wiedziałam co sie stało i myślałam,że umrę ze smiechu,tak wiec kolejne pół
          godziny śmialiśmy się z Młodym jak głuptasy z całej tej sytuacji,ale też żeby
          jednak nie powtarzać sytuacji po raz kolejny,Młody dostał "nakaz" siedzenia w
          ubikacji przez dłuższy czas,aż wszystko sie uspokoi i brzuszek przestanie boleć.
          No i było po sprawie.
          Dodam,że Młody też umie sam sie podcierać,ale z różnym skutkiem,wiec wolę czasem
          sprawdzić jak mu idzie,a on lubi jak ja czasem się nim zajmuje,no i wszyscy są
          szcześliwismile)))
        • kai_30 Re: Dziewczyny pomóżcie...mam czasem już dość 05.08.05, 21:29
          lilith76 napisała:

          > > P.S. A co do podcierania tyłka dziecku,to zdarzyło mi się nie raz i też n
          > ie był
          > > to dla mnie problem,że akurat na mnie padłosmile))
          >
          > kurczę, mnie też się zdarzyło, bo M był w sklepie, a 5-cio letni Mały wołał. a
          > w kilka minut potem dowiedziałam się od M, że Mały własnie się nauczył, tylko p
          > ewnie mu się nie chciało samemu smile

          Ale to inna historia, lilith, siostraemka podcierala ZAMIAST swojego M. Czyli
          wyreczala go w jego obowiazkach. A teraz podciera babcia. (Znaczy podciera w
          przenosni, rzecz jasna)
          • cymbeline Re: Dziewczyny pomóżcie...mam czasem już dość 05.08.05, 21:36
            kai_30 napisała:

            > Ale to inna historia, lilith, siostraemka podcierala ZAMIAST swojego M. Czyli
            > wyreczala go w jego obowiazkach. A teraz podciera babcia. (Znaczy podciera w
            > przenosni, rzecz jasna)
            ---------------------------------

            Wiesz Kai,ja też nie popieram wyręczania ojca w ojcowskich obowiązkach,ale
            spędzając czas w trójkę zdarza mi się,że to ja coś robię z Młodym, np. czytam mu
            bajkę na dobranoc,albo przutulam do snu,bawie sie z nim itp...ale zawsze to
            wynika z chęci Młodego,to on czasem chce coś zrobić z ojcem a czsem tylko ze mną
            i mnie to nie przeszkadza.Trzeba tylko umiaru we wszystkimsmile))
            • kai_30 Re: Dziewczyny pomóżcie...mam czasem już dość 05.08.05, 21:48
              cymbeline napisała:

              > kai_30 napisała:
              >
              > > Ale to inna historia, lilith, siostraemka podcierala ZAMIAST swojego M. C
              > zyli
              > > wyreczala go w jego obowiazkach. A teraz podciera babcia. (Znaczy podcier
              > a w
              > > przenosni, rzecz jasna)
              > ---------------------------------
              >
              > Wiesz Kai,ja też nie popieram wyręczania ojca w ojcowskich obowiązkach,ale
              > spędzając czas w trójkę zdarza mi się,że to ja coś robię z Młodym, np. czytam m
              > u
              > bajkę na dobranoc,albo przutulam do snu,bawie sie z nim itp...ale zawsze to
              > wynika z chęci Młodego,to on czasem chce coś zrobić z ojcem a czsem tylko ze mn
              > ą
              > i mnie to nie przeszkadza.Trzeba tylko umiaru we wszystkimsmile))

              No i to jest podejscie normalne. Masz ochote - bawisz sie, bajki opoiwadasz itd
              itp. A nie ZMUSZASZ sie do robienia czegos, co powienien robic ojciec, a potem
              masz pretensje.
              • cymbeline Re: Dziewczyny pomóżcie...mam czasem już dość 05.08.05, 22:08
                kai_30 napisała:

                >
                > No i to jest podejscie normalne. Masz ochote - bawisz sie, bajki opoiwadasz itd
                > itp. A nie ZMUSZASZ sie do robienia czegos, co powienien robic ojciec, a potem
                > masz pretensje.
                ----------------------
                Dokładnie to miałam na myśli,nie rozumiem jak można w takiej sutyacji robić coś
                wbrew sobie,przecież dziecko i tak wyczuje ze macocha szczera nie jest i wtedy
                faktycznie ciężko mieć dobre/poprawne relacje z dzieckiem męża.Jeśli ktoś ma aż
                taką wielką niechęć do pasierba to faktycznie może dla wszystkich będzie
                najlepszym rozwiązaniem jak macocha usunie się z relacji mąż-syn. Chociaż ja
                osobiście nie rozumiem takiej sutuacji,ale może dlatego,że ja mam dobry kontakt
                z Młodym,chciałam tego od początku,ale na niego tez musiałam sobie zapracować.
          • lilith76 Re: Dziewczyny pomóżcie...mam czasem już dość 06.08.05, 12:23
            > Ale to inna historia, lilith, siostraemka podcierala ZAMIAST swojego M. Czyli
            > wyreczala go w jego obowiazkach. A teraz podciera babcia. (Znaczy podciera w
            > przenosni, rzecz jasna)

            wiesz, mój M jest wypadkową dwóch modeli ojca - tego sprzed kilkudziesięciu lat, który wracał z pracy i walił się z gazetą na wersalkę i tego dziesiejszego, który przewija, karmii, przytula, uczestniczy czynnie w życiu dzieci. pewnie czasami tęsknie spogląda na staroświecki model, bo to takie kuszące (dziś ekwiwalentem gazety i wersalki jest komputer). część to też moja praca i uwagi żeby poświęcał dzieciom więcej czasu (nie tylko robienie posiłków, kąpanie, paranie, prasowanie, bo to robi bez dyskusji), choć kończyło to się ze dwa razy poważną sprzeczką. ale zmienia się jego zachowanie.
            siostraemka powinna trochę pod tym kątem spojrzeć na swojego faceta i trochę postymulować go do większego wkładu w zajmowanie się dzieckiem. może za kilka lat napisze post - podobny kiedyś tu był - iż ma wrażenie, że jej facet więcej czasu poświęca dziecku z poprzedniego małżeństwa, a temu które jest w domu na codzień prawie nic.
    • nangaparbat3 Re: Dziewczyny pomóżcie...mam czasem już dość 06.08.05, 18:55
      Dzień dobry, nie mogłam wcześniej, ale mam pomysł, który w naszym przypadku
      okazał sie bardzo skuteczny. Ponieważ nienawidze jak mnie ktoś budzi, kiedy
      córka miała jakieś 4 lata zaczęłam jej przed pójsciem spac wręczać budzik,
      prosząc, zeby mnie zbudziła jak długa wskazówka będzie tu, a krotka tu. Bardzo
      prosilam, zeby nie zapomniała. działało doskonale, przypuszczam że dlatego,ze
      czuła, ze cos od niej zależy. Życzę dobrego wysypiania się, wtedy wszystko
      okazuje sie łatwiejsze.
    • sacreble Re: Dziewczyny pomóżcie...mam czasem już dość 06.08.05, 20:49
      Dziewczyno, nie on jeden taki "czudny". Maprawde NIE MA ludzi niezastapionych.
      Teraz tylko Ci sie tak wydaje, bo sie zadurzyłas. Zacznij stawiać swoje warunki
      i przestan dopasowywac swoje plany do cudzych. I wiesz co? to SWIETNIE ze masz
      w sobie troche egoizmu. Pomysl, ze takie przeypchanki moga i pewnie beda czekac
      Cie prawie całe zycie. Na cholere Ci to? Kopnij w dupe takie pseudo-zycie i
      poszukaj sobie mena bez bagazu, dzieciaka i ex. Na serio!
      • siostraemka Re: Dziewczyny pomóżcie...mam czasem już dość 06.08.05, 23:34
        sacreble to nie jest takie łatwe i każda dobrze o tym wiem.
        Myślisz,że pewnego dnia się spakuje i wyjdę kochając go i wiedząc,że on mnie
        również kocha.To nie miałoby sensu.
        Łatwiej chyba będzie wyjść z domu w sytuacji kiedy będzie mnie coś męczyć-
        zawsze można coś w tym czasie załatwić.
        Na razie warunków stawiać nie mogę odnośnie wizyt ex,ale myślę,że ich już nie
        będzie,teściówka już wie jaką "sympatią" ją darzę.
        Na razie jest spokój, chyba oboje gdzieś wyjechali-nie wiem nie interesuje
        mnie,ale od 2 tygodni nie słychać ani jej, ani o nich.

        A ta depresja to chyba efekt pogody. Nie tylko przez to poczułam się źle...
        Może jak jutro zaświeci słońce będzie lepiej, albo znów przyjdę się wam
        wypłakjać w monitor

        pozdrówka
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka