Słusznie prawią...

22.08.05, 13:36
przeglądam forum SM, znalazłam kilka ciekawych wypowiedzi, nie wiem, czy
przeglądacie to forum wszystkie, pozwolę sobie zamieścić 2 linki do ciekawych
postów smile)


forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=571&w=27909721&a=28001269
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=571&w=27748631&a=27975140
    • lilith76 Re: Słusznie prawią... 22.08.05, 14:16
      w pierwszej chwili jak spojrzałam na skrót SM to pomyślałam o jakimś forum Sado-
      Maso...
      a tu jednak nie.
      przeglądam czasami, bo chciałabym wiedzieć co może czuć była partnerka mojego
      faceta.
      patrząc na historie niektórych kobiet człowiek zaczyna się zastanawiać, kto do
      cholery wychował takich mężczyzn?
      • kleo1 Re: Słusznie prawią... 22.08.05, 14:23
        Ale musimy brać pod uwagę, że często prawda leży gdzies po środku.. tak to
        jest, różnie to bywa, ludzie się nienawidzą i wymyślają, niestety osobiście
        znam przynajmniej ze 3 kobiety, które jak coś chcą to są miłe, ale jak juz nic
        nie potrzebuja to mają wszystkich w D... naturalnie nie mówie, że wszyscy
        faceci są bez winy, bo sa tacy damsy bokserzy, sa tacy co to z jedną kobieta
        wyżyć nie mogą, mają ich 2, 3... ale sa i spoko goście. Podobało mi sie jednak
        stwierdzenie, że po prostu jak facet nie chce to choćby skały sr*ły to nie
        zdradzi i tyle...
        • lilith76 Re: Słusznie prawią... 22.08.05, 15:00
          Podobało mi sie jednak
          > stwierdzenie, że po prostu jak facet nie chce to choćby skały sr*ły to nie
          > zdradzi i tyle...

          o to chodzi.

          nie chciałbym też żeby tak bardzo doszukiwać się w kimkolwiek winy (za fatalny
          stan związku w momencie pojawienia się innej osoby) - czasami po prostu ludzie
          są niedobrani, niedopasowani, zgrzyta choć próbują budować związek.
        • saskia69 Re: Słusznie prawią... 22.08.05, 15:30
          kleo1 napisała:

          > stwierdzenie, że po prostu jak facet nie chce to choćby skały sr*ły to nie
          > zdradzi i tyle...

          Swieta racjasmile Jak pies nie chce,pies nie wezmie (nawiazujac do gdzies tam
          zauwazonego na niektorych forach tekstu o sukach). I zaznaczam,ze nie
          przekonuja mnie zadne wolania o to,ze zaden facet nie POTRAFI byc
          monogamista,ze kazdy facet poleci na babke,jak ta tylko bedzie chetna i bedzie
          go mamic i czarowac (taniec brzucha i inne metody naszych prababek). Inna
          sprawa,ze ogolnie faceci sa przystosowani do zycia innego niz my. Ale na tyle
          swiat sie ucywilizowal,ze sie zyje wg zasad jakichs. czyli na
          przyklad "kochanie,przyjmujemy od dzis zasade monogamii" (w chwili decydowania
          sie o zawarciu zwiazku,niekoniecznie malzenskiego).No, albo poligamii-jak ktos
          wolismile i wszystko jasne wtedy. A to,ze ktos nie umie/nie chce dotrzymywac
          takich ustalen-nie zalezy od plci,tylko od czlowieka.I tak jak znam facetow,
          ktorzy wierni sa jak te psy (trzymajac sie terminologiismile-znam tez calkiem
          sporo babeczek,co mimo zaanektowania meza wedlug prawa,czy kosciola-znajduja
          czas na "tych trzecich" albo zmieniaja zdanie/zasady-i meza zostawiaja
          dla "tego trzeciego".

          Nie wiem dlaczego w dobie halasowania o rownouprawnienie odsadza sie facetow od
          `prawa do bycia normalnym`-jak niektore kobietki.Atawizm,kazacy uznawac kazdego
          posiadacza penisa za rozbuchanego seksmaniaka jest nietrafiony.Tak samo jakby
          uznawac by sie mialo kazda kobiete za zrodlo nieustajacej czulosci i milosci
          wobec dzieci (jak to opisala kiedys pani Samozwaniec: "kapie z tej kobiety ta
          macierzynska milosc jak z dziurawego garnczka z mlekiem")-tylko na takiej
          podstawie,ze rzeczona ma dwie piersi i dwa chromosomy X u zarania dziejow.

          Ja sobie na przykladnie wyobrazam,zebym miala romansowac z jakims facetem,albo
          sie znim przespac,bo akurat jest pod reka i namolnie mnie czaruje i podrywa i
          namawia,a ja akurat nie mam ochoty ani na romanse ani na niegosmileNa sile nie
          zdradzilabym meza/faceta.Zupelnie inna sprawa,gdybym taka ochote miala.Wtedy
          znaczy,ze cos nie halo w zwiazku,skoro do tej pory bylo ok i nie mialam potrzeb
          romansowania na boku-no i jasne jest,ze jak nie halo i nagle ta potrzebe i
          ochote na "tego trzeciego" mam,to zakusy "trzeciego" w tym wypadku zapewne sa
          bardziej przychylnie odbierane przez tego,kto ma ochote na odskok od malzenstwa.

          No i nie znam nikogo,kto by sie "puscil" w bok ze zmeczenia zalotami
          tej "trzeciej" czy "trzeciego",dla swietego spokoju, bo juz nie ma ochoty
          patrzec na tego trzeciego/ta trzecia i jego czarymary i podrywy. Nawet jesli
          ten trzeci/ta trzecia molestuja swoja osoba biednego malzonka czy tez partnera
          lub biedna malzonke albo partnerke nawet po pare lat (tak jak u mnie). Jak sie
          ten,co ma byc wierny, nie zdecyduje na wpuszczenie trzeciego do lozka, to
          trzeci nie wejdzie. I tyle. A jak bedzie chcial wpuscic - to powiem wam,ze ja
          bym takiego faceta w domu trzymac dluzej nie chciala.Po pierwszym objawieniu
          jego checi do skakania.Zoo nie zakladam.Kozki i motylki to nie do mojej
          hodowlismile

          A czasem to nie ma nawet co szukac winnych. Bo sie nie znajduje ich
          jednoznacznie. Dlaczego?Bo nikt nie widzi winy w sobie i szuka wylacznie w
          innychsmileA wtedy latwo o wysnucie zadziwiajaco logicznych teorii.Jak w swiecie
          polskich politykow przed wyborami.

          • kleo1 Re: Słusznie prawią... 22.08.05, 15:51
            Racja całkowita, o to mi chodziło smile Tylko aż tak obrazowo nie umiałam tego
            opisać tongue_out

            -------------------
            Cokolwiek pomiędzy ludźmi kończy się, znaczy nigdy się nie zaczęło.
            Co było a nie jest nie pisze się w rejestr.
          • suka_forumowa Re: Słusznie prawią... 22.08.05, 20:38
            Mówią, że pies nie weźmie jak suka nie da....
            Może to i prawda jeśli pies ma faktycznie doczynienia z suka, która daje dla
            przyjemności dawania bez przejmowanie sie konsekwencjami , które moga z tego
            faktu wypłynąc i dla niej i dla innych.
            Natomiast kiedy pojawi sie miłośc przez duże M to przysłowie o psie i suce nie
            ma zastosowania.
            Kiedys o sobie napisze ....
            • saskia69 Re: Słusznie prawią... 22.08.05, 21:00
              suka_forumowa napisała:

              > Natomiast kiedy pojawi sie miłośc przez duże M to przysłowie o psie i suce
              nie
              > ma zastosowania.

              Nie ma.Tyle ze wtedy i on chce i ona cchce.Obie strony chca sie angazowac
              uczuciowo.Co innego,jak on chce i ona chce wylacznie dla sportu sobie poskakac
              na boku.Jak dla mnie lepiej takim ludziom zostawac kawalerami i pannami,bo to
              juz cecha charakteru i nie wyniknie wylacznie z kryzysu w malzenstwie ot, tak
              nagle.
            • kleo1 Re: Słusznie prawią... 22.08.05, 21:24
              suka_forumowa napisała:

              > Kiedys o sobie napisze ....
              >
              Jestem coraz bardziej ciekawa, tym bardziej, że masz taki nick jaki masz... tongue_out
              • suka_forumowa Było to tak.... 23.08.05, 10:48
                Na taki , a nie inny nick natchnął mnie gad_forumowy - ukłony dla gada.
                Chciałam jedynie podkreslic, że jestem płci żenskiej - mogłam co prawda wybrac
                nick gadzina_forumowa , ale wtedy o pomyke osób byłoby łatwo.

                A w temacie zdrady,brania i dawania.
                Opisze wam historie - nie domniemujcie czy to o mnie bo i tak nie powiem.
                Ona (X) 23 lat on(Y) 21.
                Zakochali sie w sobie, całe wakacje byli razem , ale ona studiowała daleko i
                musiała wyjechac, a on lubił lekkie zycie.
                Gdy wróciła do domu on juz był z inna 18 letnia siksa ( Z) , która sie do niego
                wprowadziła.
                Nie wiedziała X czy żalowac, że się z nim nie przespała zanim wyjechała czy się
                cieszyć...
                X dała sobie spokój z Y mimo, że bolało bardzo i całkiem unikac sie Y nie dało
                bo mieszkali w sąsiedztwie, a do tego Y przyjaźnił sie z jej bratem.
                Mijały lata Y i Z pobrali się, urodziło im sie dziecko, X była z innym facetem.
                Po paru latach wzajemnego unikania się X i Y udało się spotkac zupełnie
                przypadkiem, na neutralnym gruncie i spokojnie porozmawiać.

                X była nieszczęsliwa w swoim związku i miała poczucie, ze stoi w miejscu.
                Y tez nie miał sie czym pochwalic - o szczęściu małzeńskim nie bylo mowy - gdy
                skończyły sie imprezy, a zaczeła zwykła szarówka nic juz nie było takie fajne.
                Przez pól roku X i Y spotykali sie czasami - zupełnie po przyjacielsku, bez
                podtekstów - wiedzieli o sobie i swoich połowkach wszystko.
                Y i Z urodziło sie drugie dziecko
                Mieli wtedy X - 29 lat, Y - 27, Z - 23.

                X i Z szczerze sie nienawidziły ....
                X nienawidziła Z za całokształt ( tzw ukwiał) , a Z nie nawidziła X bo
                wiedziała, że kiedyś Y za nia latał i dalej się przyjaźnią

                I wtedy X i Y niewiadomo jak i niewiadomo kiedy związali sie ze sobą...jak
                zgodnie ustalili bez zobowiązań - potrzebowali sie nawzajem, ale nie chceli
                niszczyc swoich związków.
                Po 3 latach Y powiedzil X magiczne słowo "Kocham cię"
                Z sie domyślała, ale pewności nie miała
                Zaczeli planowac wspólne zycie - Y przepisał na Z mieszkanie, żeby dzieci były
                zabezpieczone i zbierał się do rozmowy z Z , kiedy okazalo sie, że młodsze
                dziecko Y i Z jest chore podejrzenie były rózne od głuchoty po autyzm.
                X załatwiała dla dziecka Y i Z skierowania na badania, konsultacje etc.
                Poprostu miała takie możliwości i chęci.
                Trwali tak jeszcze 5 lat ukrywając sie skrupulatnie.
                Stali w miejscu - Y był zainteresowany utrzymaniem stanu rzeczy.
                Z jednej strony Z i dzieci z drugiej ciepła przystań u X.
                X miała dośc - czuła jak zycie ucieka jej przez palce.
                Y któregoś pieknego dnia obudził się z ręka w nocniku i nie mógł uwierzyc, że
                to koniec.
                Po czasie okazało się , że Z też nie była "czysta"

                X nie wie co od 3 lat słychać u Y i Z - zerwała wszelki kontakt i zyje
                normalnie.
                Morał ????
                Niech kazdy wyciagnie go sam dla siebie.
                kto winny??
                kto swinia???
                kto bardziej???


                • kleo1 Re: Było to tak.... 23.08.05, 11:04
                  suka_forumowa napisała:
                  > (...)
                  u ale historia, jak z telenoweli, cóż mogę rzec, na początku pojawienie się Z
                  jak X pojechała na studia, trochę wydaje mi się było to chamskie... , ale jak
                  sama napisałaś, Y obudził się z ręką w nocniku, tzn. że teraz Twoje życie się
                  teraz zupełnie odmieniło?
                  • suka_forumowa Re: Było to tak.... 23.08.05, 11:16
                    Nie łącz tej historii z moja osobą - prosze smile
                    Tak jak napisałam nie potwierdze i nie zaprzecze czy to było "o mnie" czy tylko
                    działo sie "koło mnie"

                    A historia jest w 100 % prawdziwa - zycie czasami jest lepsze od brazylijskiego
                    serialu.

                    Tak jak napisałam X ma się dobrze nawet bardzo tylko czasami żal jej
                    straconych lat.

                    Y i Z sa razem - na ile zyja, a na ile trwaja tego X nie wie

                    Opisałam ją ( ta historię) bo sama nie potrafie udzielic sobie jednoznacznej
                    odpowiedzi na pytania zadane na końcu - kto winny i kto bardziej???
                    Życie?? Przewrotny los???
                    Nieszcześliwy zbieg okoliczności???
                    Głupota i niedojrzałość faceta, ktory najpierw nie docenil tego co miał a potem
                    pluł sobie w brode i nie wiedział jak wybrnąc z sytuacji raniąc wszystki
                    dookoła??
                    Ślepe zapatrzenie kobiet ???
                    Miłośc ktora przyszła nie wporę ???

                    W temcie zdrada nic nie jest białe albo czarne.
                    Nie ma całkowicie winnych i bezwzglednie niewinnych.
                    • kleo1 Re: Było to tak.... 23.08.05, 11:24
                      suka_forumowa napisała:

                      > Nie łącz tej historii z moja osobą - prosze smile
                      Miałam napisać, czy X jest teraz szczęsliwa, nie Ty tongue_out od początku to było
                      pogmatwane i tak było dalej. Naważniejsze, by X ułożyła sobie życie(nie sa to
                      stracone lata, bo na pewno coś z tego wszystkiego wyniosła, to czego chce a
                      czego nie). Ja się nauczyłam, że skoro coś się stało tak, miało tak być, by
                      potem było lepiej, na pewno X spotka kogoś wspaniałego i będzie dobrze(podobnie
                      jak Y i Z-kto wie)
      • jayin Re: Słusznie prawią... 22.08.05, 16:21
        lilith76 napisała:

        > w pierwszej chwili jak spojrzałam na skrót SM to pomyślałam o jakimś forum Sado-Maso...

        smile)

        A mi się to skojarzyło jak zwykle ze Spółdzielnią Mieszkaniową. Nie wiedzieć czemu smile
    • mietowe_loczki Re: Słusznie prawią... 22.08.05, 22:04
      Kleo, skopiowałaś link z jednego forum na drugie, czego zabrania netykieta, w
      dodatku z otwartego na półzamknięte, co w ogóle jest ciosem poniżej pasa. Jeśli
      już musisz powoływać się na czyjeś poglądy, nie ważne, czy się z nimi zgadzasz,
      czy nie, upewnij się, że ich autorka (bo drugi link mnie nie obchodzi) ma prawo
      pisać na tym drugim forum. W tym wypadku jest to możliwe tylko i wyłącznie
      dlatego, że Jayin pozwoliła mi tu wejść i napisać ten post.

      Nie mam już zamiaru ciągnąć tematu "tej trzeciej," ale nie wyobrażam sobie,
      żeby poprzez zwykłe przeklejenie linka na TO forum temat ZNOWU sprowadził się
      do stawiania sprawy na dwóch biegunach: macochy vs samodzielne. Wyobraź sobie,
      że można nie być ani macochą ani samodzielną, a mieć takie czy inne spojrzenie
      na kwestię zdrady, a to, że będzie one zbieżne z Twoim, nie upoważnia Ciebie do
      wykorzystywania tego w tylko Tobie wiadomym celu. Bo jaki jest, sama wiesz
      najlepiej.

      Powiedziałam w tej sprawie wszystko, co miałam do powiedzenia, mając nadzieję,
      że po prostu przyjmiesz do wiadomości moje życzenie.
      • lilith76 Re: Słusznie prawią... 23.08.05, 09:50
        > Kleo, skopiowałaś link z jednego forum na drugie, czego zabrania netykieta, w
        > dodatku z otwartego na półzamknięte, co w ogóle jest ciosem poniżej pasa

        za to wyciąganie historii z tego forum i robienie z nich żartobliwych notatek w
        zabawnym wątku jest fair zagraniem.
        kleo nie zorbiła tego w złych intencjach.
        ale wolno nam zakładać wątki o podobnej tematyce co tam, czy są jakieś
        zabronione?
        • e_r_i_n Re: Słusznie prawią... 23.08.05, 10:25
          lilith76 napisała:

          > za to wyciąganie historii z tego forum i robienie z nich żartobliwych notatek
          > w zabawnym wątku jest fair zagraniem.

          Bo wiesz Lilith, co wolno wojewodzie...
    • kleo1 PRZEPRASZAM 23.08.05, 10:18
      skruszenie, nie miałam nic złego na myśli, chciałam tylko pokazać ciekawe i jak
      mi się zdawało słuszne posty, ale skoro zaistniała taka sytuacja to po prostu
      Szefowa może(proszę) skasować wątek i tyle. I to chyba będzie najlepsze
      wyjście.
      • e_r_i_n Re: PRZEPRASZAM 23.08.05, 10:23
        Ja mysle, ze post mietowych_loczkow mialby sens, gdybys podpierala jej postem
        swoje poglady lub tez sie nasmiewala/krytykowala.
        Zamieszczenie linku do ciekawej z takich czy innych powodow dyskusji jest moim
        zdaniem ok i nie widze powodu, zeby ten watek usuwac.
        • kleo1 Re: PRZEPRASZAM 23.08.05, 10:29
          e_r_i_n napisała:

          > Ja mysle, ze post mietowych_loczkow mialby sens, gdybys podpierala jej postem
          > swoje poglady lub tez sie nasmiewala/krytykowala.
          > Zamieszczenie linku do ciekawej z takich czy innych powodow dyskusji jest
          moim
          > zdaniem ok i nie widze powodu, zeby ten watek usuwac.

          Hmm, no a to? forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?
          f=14479&w=28005723&a=28008152 heh...
          • kleo1 Coś mi się popsuło.. 23.08.05, 10:30
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=28005723&a=28008152
            chodziło mi o mój drugi post w tym temacie... tongue_out
Inne wątki na temat:
Pełna wersja