anthonka
03.09.05, 12:16
M pojechał zobaczyć się z Małym. Podczas badania w RODK-u udało mu się
wynegocjować wizyty raz w miesiącu w miejscu zamieszkania Małego. Pierwsza
wynegocjowana wizyta odbyła się w miarę zgodnie z ustaleniami (pominąwszy
draki i wyrzuty ze strony eksi i jej rodzinki), drugą mu eksia skróciła o
godzinę, bo za pierwszym razem zasiedział się z dzieckiem o 20 minut za
długo. Tym razem przejechał się na drugi koniec Polski po to, żeby usłyszeć,
że nie zobaczy się z dzieckiem bo eksia nie ma życzenia, żeby ją nachodzić w
jej własnym domu (!). Dodam, że wizyty nie są niespodziewane, bo M zawsze
dzwoni uzgodnić i potwierdzić swoją obecnośćw umówionym terminie.
Ręce mi opadają i trafia mnie szlag z bezsilności!! Rozwód ciągnie się w
nieskończoność i nie ma wyroku regulującego kontakty z dzieckiem, więc
rozumiem, że na razie zgoda na wizyty zależy od dobrej woli eksi, tak? Czy
jest może jakaś prawna możliwość wyegzekwowania wizyt?
A do tego dochodzą wątpliwości czy należy bezwzględnie i konsekwentnie
wymuszać te wizyty. Eksia wywołuje wszystkie draki w obecności Małego (a
awanturować to ona się potrafi - korepetycji by mogła udzielać w tej
dziedzinie), co na pewno nie wpływa dobrze na jego psychikę. Z drugiej strony
zaniechanie wizyt spowoduje, że eksia zrobi dziecku wodę z mózgu i postara
się, żeby nastawił się negatywnie do ojca albo najlepiej w ogóle o nim
zapomniał.
Bardzo martwię się o M, bo jest kłębkiem nerwów, miota się strasznie i
bardzo tęskni za Małym.