niunka24
13.09.05, 13:03
Ostatnio mi strasznie tego brakuje-wygadać się do kogoś,kto mnie
rozumie...Nie ukrywam,oczekuję jakiegoś małego wsparcia,a moze rady,a moze po
prostu słów,że będzie ok.Chociaż sama w to wierzę,to czasami...Czasami za
bardzo się boję.
Mam cudownego faceta,kocham go.Jesteśmy ok.2lat razem,planujemy przyszłość,od
miesiąca mieszkamy w moim mieszkanku po babci.Bajka prawie,hehe..
Ale. On ma małe dziecko (4-letnie),ja nigdy nie miałam kontaktu z dziećmi i
nie mogę powiedzieć,żebym uwielbiała dzieciaki,raczej odwrotnie

Wiedziałam
od początku,że go ma,ale powiem szczerze-to miał być przelotny
związek,bardziej flirt niż coś poważnego.ale wpadłam.zakochałam się po
uszy,on też...powiem szczerze,tak jak z początku dzieciak mi nie
przeszkadzał,tak jak zaczęłam być z moim ukochanym na poważnie,zaczęło mnie
boleć.Walka o geny?

nie wiem.Zazdrość,strach,uczucie,że nie jestem
najważniejsza...cholera,jak to boli... Do tego moja mama gderajaca mi
ciągle,że to nie facet dla mnie.Chociaż,to śmieszne,lubi mojeog wybranka,ale
nie lubi na tyle,żeby akceptować jako zięcia...Mój strach,moje
dziwne,mieszane uczucia,plus mama, to wszystkjo sprawia,że brak mi
bezpieczeństwa,komfortu i pewności.Mały faceta mieszka kilkadziesiąt km od
nas i zawsze było tak,że zabierał go co jakiś czas na 2-3 dni i ja wtedy
miałam bardzo spieprzone dni..Nie będę ukrywać,ściemniać.Cholera,co ja
robiłam.Mam depresję i chociaż częściowo się wyleczyłam,to wystarczy niewiele
żeby nastąpil nawrót...teraz,jak mieszkamy razem sytuacja stała się chora,bo
jak był dzieciak,to oni byli u mojej przyszłej teściowej,a ja w domu...sama w
domu i ryk w poduszkę... bardzo,bardzo trudna dla mnie sytuacja..Teraz,w
sumie,jak na życzenie,panna EX (nie byli małżeństwem,dziecko to typowa
wpadka) nagle stwierdziła,że przestały się jej podobać weekendowe zabierania
dzieciaka i chce,żeby mój facet jeździł do niego,zabierał na 2-3 godziny na
spacer. I tak 1-2 razy w tyg.Ona,ta ex,wygląda na lekko niezrównoważoną i
ciągle zmienia decyzję,ale spróbujemy się dostosować do jej
pomysłów.Stwierdziłam,że chce jechać do dzieciaka z nim.Nie wiem,czy dobrze
robię.Mam wyrzuty,że zabieram im wspólny czas,ale mój ukochany mówi,że bardzo
chce,żebym była z nimi.Dzieciaka znam,rozpuszczony,ale w miarę
sympatyczny,wprawdzie potrafi być bardzo nieprzyjemny,ale ufam,że my love mu
na to nie pozwoli.. Kiedyś mi się nawet zdarzyło z dzieciakiem
bawić,ogólnie,to była pierwsza moja zabawa z dzieckiem odkąd sama skończyłam
te 14-15 lat.nie było bardzo źle

)Ale teraz jest trochę inna sytuacja.Do
tego potem mój ma dziecko oddać do jej domu,a ja muszę jak debil czekać pod
blokiem,bo ona sobie nie życzy,żeby ktokolwiek przychodzil z moim facetem do
domu. A ja bym ją chciała poznać,może wcale nie taki wilk straszny..Może
jakbym ją poznała,nie miałabym takich potwornych schiz...Ale..to na razie
niemożliwe,więc nie będę marzyć.W każdym razie,jutro razem jedziemy i bardzo
się boję,jak to wszystko będzie wyglądać.I czy zda egzamin tego typu kontak
ojca z dzieckiem...oczywiście będzie się zdarzać,że będzie go zabierać na
jakieś wakacje,czy do siebie do domu,ale dużo rzadziej.To już nie mój
wymysł,ale jego matki.Nie wiem,czy mi pasuje.Ale wiem,że bardzo chcę
zobaczyć,jak wyglądają te ich spotkania,żeby sobie nie wyobrażała Bóg wie
czego...ale czy to zda egzamin?Czy ja dam rad?Czy im nie zepsuję tego
spotkania?Czy dzieciak nie będzie się zachowywał,jak mu się zdarzało,czyli
wyrywanie na chama torebki z reki,krzywe miny,wrzaski,itp...? Dobrze w ogóle
robię...? A tak na marginesie,bardzo chcę mieć NASZE dziecko.I też nie
wiem,czy dobrze,że chcę...eh..pozdrawiam.Mimo wszystko,staram się patrzeć
optymistycznie,bo bardzo się kochamy i to ja jestem kobietą jego życia
Następną może być tylko NASZA córka

)) nie oceniajcie mnie źle... mam
nadzieję,że nie robię jakiegoś wielkiego błędu,ani krzywdy
dziecku,sobie,mojemu facetowi...pozdrawiam!