kryzys

15.09.05, 00:10
do diabłą z wszystkimcrying
Mam kryzys...Też się to Wam zdarza?
Chcę normalności... chcę zwiazku z PRZYSZŁOŚCIĄ, a nie przeszłością...
spotkałam się z NIMI... Mały,chociaż rozpieszczony i nieposłuszny,jest
całkiem miływink w sumie, to wcześniej też się z nimi widywalam,ale dziś na
mniej neutralnym gruncie...no i pierwszy raz od dwóch miesięcy, więc sporo
czasu minęło i zdążyłam się jeszcze mocniej zaangażowaćuncertain

Ale co z tego, że dziecko jest "nie takie straszne jak..smile " i całkiem
fajne, to przecież JEGO dziecko, to boli, o kurde,jak boli...jak widzę ich
razem, to... ah...

rzucić w diabły... stracić wielką miłość... stracić super związek..
ale zyskać wolność, wiarę w przyszłość, nadzieję..co robić? Kurde,
słaba jestem, cholernie słaba dziś jestem. nienawidzę takich dni! Dziś
wszystko wydaje się przegrane. nie chcę nikogo krzywdzić. siebie też nie..
pozdrawiam,
życzę siływink
    • natasza39 Re: kryzys 15.09.05, 00:29
      Każda ma kryzys...
      W przypadku gdy kobieta wiąże sie z "dzieciatym" facetem "po przejsciach"
      krysys ma bardziej jaskrawe barwy.
      Powtórze moze banał, który kiedys "szymon" napisał, ale to fakt...
      Dla dziewczyny, która nie ma własnych dzieci, nie ma wspomnień o własnym
      przegranym etapie życia, jest badziej ten kryzys bolesny i bardziej "pytajacy"
      o to czy warto? Przeciez tylu wokół facetów "bez bagażu"...
      Gdybym miała 20 lub pare jeszcze lat pewnie nie pakowałbym się w taki zwiazek,
      ale czy on, "po prejsciach" gorszy jest od tego co nic nie przezył?

      Pewnie nie. Tylko czasem trudniej to pogodzić.
      Z drugiej strony czy ten z "czystym" kontem byłby lepszy?
      Zrób rachunek "plusów" i "minusów" takl jak u Chmielewskiej na krtce
      podzielonej na pół.
      • ania_rosa Re: kryzys 15.09.05, 02:10
        Hmm, zadziwiające jest to, że po obu stronach barykady jest pełno udręki, przy
        czym każda ze stron uważa, że to ona ma gorzejwink To kiepskie porównanie dotyczy
        sytuacji na linii Next- Ex- (w co czasem wlicza się także biednego żuczka
        zwanego również Męskim Pucharem Przechodnim).
        Eksia ma schizy, bo wszystkie macochy są wredne, więc jej dziecko ma
        przechlapane. POza tym macocha na pewno będzie chciała zmniejszyć alimenty,
        ograniczyć kontakt z ojcem dziecka, a na końcu poda dzieciątku zatrute jabłko (
        w wersji softowej: zimną kaszę na gazecie).
        Neksia szaleje, bo M. często spotyka się z eksią podczas wizyt u dzieci, i co
        oni, u diabła, tyle czasu robią razem? Ano zapewne kopulują radośnie w ciągu
        tych pięciu minut, które dzielą wejście faceta do mieszkania, od wyjścia faceta
        z mieszkania. A dzieci im biją brawa. Eksia ponadto za często dzwoni i narusza
        ich spokój, a w dodatku Eksia i M. mają wspólne dziecko, co nasuwa na myśl
        podejrzenie, że, ojezusiemaryjo, prawdopodobnie uprawiali kiedyś seks. Ale tylko
        jeden razwink)) A tak w ogóle to "to dziecko" na pewno będzie niefajne i podobne
        do mamusi, więc tym bardziej niefajne.

        Ten szyderczy opis ma tylko jeden cel: wszystkie stresujemy się niepotrzebnie.
        Macochy na ogól nie są takie straszne, a eksie nie są na tyle wyposzczone, aby
        na biedne żuczki się rzucać i gwałcić już na progu.
        Brutalna prawda jest zarazem straszna i ...nudna.
        Żadna Eksia nie liczy namiętnych nocy z przeszłości i nie rozpamiętuje
        straconych zachodów miłości. W każdym razie ja nie znam takiej Eksi. Tak
        naprawdę tego tematu nie ma.
        Ja, owszem, mam syna. Podejrzewam, że - aby go w ogóle począć- musiałam iśc z
        jego ojcem do łóżka. Ale tylko podejrzewam, bo tak naprawdę nie pamiętam. Mogę
        godzinami gadac o swoim mężu- o eksie mam do opowiedzenia tylko garść anegdotek,
        które opowiada się o znajomych. Lubię swojego eksa i uważam, że to w porzadku.
        Kiedy był jeszcze moim męzem wcale, a wcale go nie lubiłamsmile I na odwrót. Teraz
        możemy spokojnie się przyjaźnić i dzieje się tak własnie dlatego, bo nie
        postrzegamy się już w kategoriach erotyczno-płciowo- związkowych. POstrzegamy
        siebie jako aseksualnych rodziców tego samego dziecka. Czasem nawet wydaje mi
        się, że urodziłam Młodego w wyniku niepokalanego poczęciawink
        Tematy takie jak seks, drżenie serc i rąk, motyle w brzuchu itd. są absorbujące
        i poruszające jedynie dla tego, kto aktualnie przeżywa taki stan. Taka zakochana
        Neksia nie jest w stanie nawet przypuścić, że istnieje baba, dla której Ukochany
        M. nie jest już ukochanym i budzi uczucia zgoła obojętnewink
        Eksia na ogół nie widzi w Eksie gieroja i łamacza damskich serc, a tylko takiego
        sobie Adasia czy Krzysia, który kieeedyś tam był jej partnerem. Po prostu facet,
        jakich tysiące. Zaś Eks z ulgą wraca na łono swojej Neksi, bo to ona jest
        kobietą, którą kocha.
        Przeszłośc potrafi stać się dla kogoś koszmarem, ale...to tylko przeszłość. To
        już nie istnieje. Rzewne wspomnienia naprawdę ulatują z pamięci i stają się
        całkowicie nieistotne, spłowiałe, wyprane z emocji. Ja pamiętam tylko jedną
        swoją miłość- tę obecną. Bo tylko ona się liczy, ona trwa. Ona oznacza dla mnie
        zarówno teraźniejszośc, jak i przyszłość. Wszyscy byli partnerzy zlali się dla
        mnie w bezkształtną masę nieokreślonych wspomnień.

        A Ty, Nunka, musisz po prostu okrzepnąć nieco. Zarówno związkowo, jak i życiowo.
        Ból istnienia z powodu istnieniawink cudzego dziecka, którego ojcem jest Twoj M.
        jest tylko Twoim bólem. To tak, jakby odczuwac ból fantomowy: operacja była już
        tak dawno, że rana się zabliźniła, a ból jest tylko jakimś powidokiem,
        wspomnieniem po bólu raczej. Dotrze to do Ciebie, kiedy się dotrzesz ze swoim
        eMemwink
        Naprawdę, w życiu jest tyle realnych przeszkód, że po co sobie zawracać
        dodatkowo głowę tymi nierealnymi?
        Pomyśl spokojnie: co jest bardziej rzeczywiste- to, że M. zapała nagle wielką
        liubow do eksi, bo uniesie go fala nostalgii; czy to, że będziesz musiała się
        rozliczyć rocznie z urzedem skarbowym i zapłacić mu haracz? No.
        Jesli już coś Cię wk..wia i smuci, to przynajmniej niech będzie to uzasadnione
        wk..wienie i smutekwink

        pzdr
        Rosa
        • chalsia Re: kryzys 15.09.05, 02:33
          Samo życie.
          Ale szkoda,że tak jest wink)))
          Chalsia
        • natasza39 Re: kryzys 15.09.05, 06:23
          Masz racje ania!
          Mój mąż po tym jak podjęłam decyzje o "niebyciu" był dla mnie najbardziej
          aseksualnym facetem na swiecie, zaraz po moim ojcu i bracie.
          Dopiero długo, długo po jego smierci zdołałam sobie przypomnieć chwile uniesień
          z nim, ale też było to na zasadzie wspomnienia w czystej formie, bez zadnego
          łomotu serca.
          Te exie które ja znam (a kilka oich przyjaciółek jest exiami) traktuja swoich
          byłych jak powietrze zepsute, a nie obiekt westchnień.

          Wydaje mi się jednak, że autorka postu nie jest "zazdosna" o exie tylko o
          uczucia ojca do dziecka. To siły tej miłosci sie obawia...
          • niunka24 Re: kryzys 15.09.05, 10:28
            ano...
            nie o Ex jestem zazdrosna. nie o przeszłość... Nie wiem,jaka ona jest,
            fakt,czasem się zastanawiam,ale jak słyszę,w jaki sposób odnosi się do mojego
            partnera, jak drze się na niego przez telefon i jakich słów używa,żeby mu
            dopieprzyć..wkurzają mnie jej telefony,ale,paradoksalnie,wzmacniają mnie,bo
            wiem,że jak sie wtedy do mojego przytulę,to cholernie dużo dla niego znaczy.że
            ja jestem po jego stronie.Że nie będę się na nim wyżywać,że nie powiem mu,że
            jest beznadziejny,nieodpowiedzialny.Ex jest popieprzona,mówi Małemu,że tatuś go
            okłamuje,ale na szczęście,dziecko tego jeszcze nie rozumie,tatusia lubi,chociaż
            trochę za mamą piszczy jak jest z nim,ale ogólnie dzieciak wyluzowanywink Daj
            cukierka,uśmiechnij się, zainteresuj się tym,co mówi i już jest ok, to
            najważniejsze. Oczywiście bywa dużo gorzej,nie daj mu cukierka,o matko
            boska...ale nawet nie płacze,jak go się do przedszkola odstawia.przyzwyczaił
            się może,że tatuś jest tylko czasami,dla niego tak było zawsze.współczuję
            Małemu,bo sama miałam ciepłą,kochającą,dobrą rodzinę i chociaż ma pewne
            minusy,to jednak wiem,jak wiele znaczy taki dom.Tylko proszę,nie mówcie,że ja
            mam stworzyć mu taki dom,bo przysięgam,nie stać mnie w tej chwili na taki
            gest,na razie,ja próbuję się z nim oswoić,zrozumieć,że swoim byciem nie zabiera
            mi miłości mojego faceta..lubię być z tym dzieckiem sam na sam. nie lubię być z
            nim i moim facetem. spinam się,patrzę,czy na pewno nie są podobni (nie są),czy
            nie zrobię jakiejś głupoty,czy nie powiem dziecku czegoś,czego on nie
            zrozumie,nie wiem,jak powinnam się zachowywać i czy mam prawo np.ostro
            powiedzieć mu przy ojcu NIE,kiedy mały drze się wyrywając mi z rąk siatkę,albo
            coś w tym stylusmile

            ja się cholernie boję przyszłości. że kiedyś będę bardzo ptorzebować mojego
            faceta, a jego nie będzie. raz tak było,byłam w strasznym stanie,byłam
            sama,bardzo chora,a on był z dzieckiem i to było bardzo,bardzo ciężkie. nie
            wympoimanm mu tego,ale pamiętam i boli. boję się,że kiedyś mi powie,że nie
            jedziemy na wakacje,bo "ja muszę z nim,a urlop mam tylko jeden,a chcę być sam z
            dzieckiem".boję się,że odszedł od niej,bo bal się odpowiedzialności i ode mnie
            tez odejdzie(irracjonalny strach,ale jest), boję się,że kiedy mały dorośnie
            będzie więcej problemów,boję sie,że się z Eks nigdy nie dogadają,skończy się na
            sprawach w sądzie,że wieczne kłotnie i bójki z nią wymęczą mojego faceta..i
            mnie.Boję się,że NASZE dziecko nie będzie przez niego kochane,że będzie tylko
            zastępwstem tamtego,jak często traktuje się dzieci urodzone po śmierci
            poprzedniego... (nie oszukujmy się,co to za ojcostwo raz na jakiś czas na kilka
            godzin... )boję się o finansowe sprawy też ....i tak kurde dalej. a życia nie
            znam, młoda jestem i mam przed sobą sporo latek. co robić teraz? Czy moja mama
            nie ma racji, że z moim M je zmarnuję? W co ja się pakuję. jest mi z nim
            dobrze. rozumiemy się. śmiejemy się zs tych samych rzeczy. pomaga mi,jest mi
            potrzebny, jestem przy nim w 100% sobą, nie myślę będąc z nim ciągle o dziecku,
            on o nim nie mówi, i wtedy jest naprawdę prawie bajka. kłócimy się czasami,
            zaraz się godzimy, zawsze mamy o czym pogadać, on ma ciekawe hobby, którym mnie
            powoli zaraża, zna się na wielu rzeczach, jest interesujacym,do tego
            przystojnym facetem. jest fajnie zazdrosny,kocha mnie jak szaleniec,zrobi
            wszystko,żeby być ze mną, tęskni,jak mnie nie ma dwóch dni przy nim, ja za nim
            też. ale ile to wszystko jest warte? ile będzie za kilka lat? Wy jesteście
            mądrzejsze, bardziej doświadczone. Wiecie, czy można znaleźć drugą taką miłość,
            wiecie, ile należy cenić siebie, ile związek, ja chyba nie do końca.
            Przepraszam, że tyle napisałam. ale tak,jak kilka dni temu byłam w euforii, tak
            teraz.... nagle stanęłam w dziwnym miejscu w życiu. dokąd iść? co dalej? dzięki
            pozdrawiam,
            • johana2 Re: kryzys 15.09.05, 11:44
              Moja droga biedna zagubiona Niunko24! Kiedyś kiedyś miałam bardzo podobne
              wątpliwości do Twoich. Nieraz euforia opadała i docierały do mnie różne
              niebezpieczeństwa jakie niosą ze sobą związki z facetami z "przeszłością" i
              dodatkowym bagażem. U mnie było trochę inaczej - nie wiem czy lepiej czy
              gorzej - trzeba było zamieszkać razem z dorastającym pasierbem, który nigdy nie
              miał łatwego charakteru. Prawie wszyscy mi mówili, zebym się w to nie pakowała.
              Wszyscy oprócz moich dwóch przyjaciółek, które wiedziały, jak dla mnie ten
              związek jest ważny. Dziś po 7 latach dziękuję im i sobie, że to właśnie je,
              będące w zdecydowanej mniejszości, posłuchałam. Mimo, ze z pasierbem nadal jest
              bardzo nijako, to wszystko inne ułożyło się. A wierz mi, były jeszcze gorsze
              przeszkody, o których tu nie piszę. Wiedziałam jednak że trafiłam na faceta
              mojego życia i zdecydowałam, że nic mi nie przeszkodzi w tym, żeby z nim być.
              Dzisiaj ciągle mówię z czystym sumieniem: jestem szczęśliwa (mimo wszystko) i
              wiem że zrobiłam wtedy dobrze. Nie namawiam Cię do niczego. Ja po prostu
              poszłam za głosem serca. Życzę dobrego wyboru
            • poxywka Re: kryzys 15.09.05, 12:51
              mam wrazenie ze czlowiek gdy jest bardzo mlody ma tendencje do bycia zaborczym;
              chociaz oczywiscie niektorzy utrzymuja te cechce na stalym, wysokim poziomie do
              poznej starosci; a im wczesniej sie uda tego pozbyc tym lepiej dla siebie i dla
              zwiazku; takie problemy jak Ty moze miec chocby osoba,ktorej partner ma np
              matke wymagajaca czestej opieki; to ze wspolmaloznek nie bedzie przy nas zawsze
              gdy tego potrzebujemy zdarza sie w wielu zwiazkach; milo jest liczyc na kogos i
              miec w nim oparcie ale osobiscie daze do tego aby traktowac to jak bonus i
              liczyc glownie na siebie; ale doszlam do tego pozniej niz w wieku
              dwudziestukilku lat smile wiadomo ze im bardziej zniewoli sie druga osobe tym
              wieksze zagrozenie, ze kiedys obroci sie to przeciw nam; potraktuj wiec to jego
              dziecko jako pierwszy krok do dania partnerowi wolnosci, ktora mu jest
              potrzebna; jesli bedziesz dla niego tak samo wazna jak dziecko nie spedzi swego
              jedynego urlopu bez Ciebie; ja sobie szczerze powiem nie wyobrazam powiedziec
              Niemezowi, ze chce spedzic urlop tylko z moim synem;
              nikt nie wie czy zmarnujesz te lata czy nie; Twoja mama takze; jak wejdziesz
              na 'samodzielna' to znajdziesz sporo takich co zmarnowaly lata z chlopem bez
              przeszlosci; i jak sadze procentowo jest ich znacznie wiecej nich tych co pluja
              sobie w brode po zwiazkach z dzieciatym; a ludzie po przejsciach miewaja pewne
              zalety smile - wiedza jakie sa konsekwencje pewnych bledow; chociaz oczywiscie w
              zamian dostali i jakies urazy; ale jak on reaguje na Twoje kryzysy ? chce Ci
              pomoc? moze jest Ci ciezko bo nie rozmawiasz o tym z nim?
              pozdrawiam
              poxywka
              • j_o_l_a Re: kryzys 15.09.05, 13:45
                Twoje słowa przepełnione są niezwykłą życiową mądrością...
                Czasami rzeczywiście zadręczamy sie, bo nie potrafimy powiedzieć do końca, co
                nas boli, ja tak robię....dlaczego? hmmmmm jakiś wewnętrzny strach jest w
                środku....czego się boję? hmmmm nie wiem, a moze nie chcę wiedzieć...
                Pewne jest jedno. Nie można mieć nikogo na własność, na każde skinienie, na
                bycie w każdej chwili razem. Jeżeli nie nauczymy się radzenia sobie w różnych
                sytuacjach i będziemy czekały,aż nasz wybranek pozałatwia każdy nasz problem,
                to nawet jak bedzie ciągle obok, może go to zmęczyć!
                Akceptacja sytuacji, nie tylko pogodzenie się z faktem istnienia Jego dziecka,
                ale akceptacja takiej sytuacji to jest jeden z kroków, by umieć się cieszyć
                związkiem...czy ja to potrafię? Chyba nie do końca....i dlatego czasami zalewam
                się w skrytości morzem łez.....
              • niunka24 Re: kryzys 15.09.05, 13:54
                poxywka,dziękuję za dobre słowa.innym zresztą też-wielkie dzięki za wsparcie.
                Młoda jestem i być może za dużo wymagam od życia,ale czy to grzech chcieć
                czerpać pełnymi garściami, w końcu życie mamy jedno...nie chce go spieprzyć
                sobie i komuś...
                Mój facet wie o kryzysie.. ciężko nam się rozmawia. on wczoraj przez ok.15
                min.wygłosil monolog, z którego wynikało tyle tylko,że jemu też nie jest łatwo
                i niewiele więcej,oprócz większego doła nic z tego,co mi powiedział nie miałam.
                on pewnych rzeczy nie rozumie... nie rozumie,że się boję o przyszłość,dla niego
                jest jasne,że mnie nigdy nie zostawi i że nigdy nie będę na drugim miejscu,że
                wszystkie plany będzie ustalał ze mną,nigdy sam(tak mówi),nie rozumie,że ja się
                boję,że to się zmieni,nie rozumie,że mogę się bać,że zostawi mnie z
                dzieciakiem,jak tamtą... bo jemu wydaje się,że to,że on WIE, że,jak mówi,ja
                jestem dla niego cholernie ważna i wszystko będzie robił tak,żebym była
                szczęśliwa,wcale nie znaczy,że ja też to wiem. powiedział mi,że spotyka się z
                dzieckiem,bo nie chce mu spieprzyć dzieciństwa tak jak on miał spieprzone..ale
                przecież poniekąd już to zrobił.czasem mam do niego żal (ale jestem durna),że
                odszedł od dziecka, ja nie wyobrażam sobie zostawić dziecko i widzieć je raz na
                dwa tygodnie.potem mam żal,że się ze mną związał,że obarczył mnie tym
                wszystkim,żal mam do siebie,że się dałam wrobić,a potem dziękuję Bogu za
                takiego faceta obok siebie...ja też go nie rozumiem,widzicie...kiedyś chodziłam
                do psycholożki,ona mówiła,że mężczyźni zupelnie inaczej odbierają ojcostwo niż
                kobiety,stąd tez nasze nieporozumienia....o cholera,jakie życie jest kurde
                pokręcone. cieszę się,że jesteściesmile
        • be.em pięknie napisane!!! 15.09.05, 13:31
          chyba sobie wydrukuję i powieszę nad łóżkiemwink)) cała prawda całą dobęwink
        • be.em to było do rosy 15.09.05, 13:31

          • natasza39 Re: to było do rosy 15.09.05, 15:39
            ani_rosy posty zazwyczaj nadaja się w całości do oprawiania w ramkismile
            Madra z niej babeczka!
        • agusia.26 Re: kryzys 15.09.05, 18:23
          Mądra z Ciebie Babka, z takiej pozycji problem wydaje się mniejszy
          pozdr
Pełna wersja