A ja mieszkam z dziećmi męża

28.09.05, 15:39
Cześć. Piszecie tylko o tym, jak musicie znosić to, że mąż jedzie do eks
odwiedzić ich wspólne dzieci. Ja mam taką sytuację, że mieszkam z 2 dzieci
mojego męża. Z miesiąca na miesiąc jest coraz gorzej, a mieszkamy już 4 lata
pod jednym dachem. I co ja mam powiedzieć???? Kontakt psuje się coraz
bardziej z nimi. Mąż nie chce wozić ich do matki (jeśli już po moich namowach
tam wiezie je to później po nie jedzie, bo nie chce obciążać tym swojej byłej-
10min.samochodem). Denerwuje mnie ta sytuacja. Dodam, że dzieci są
rozwydrzone i nie potrafią razem wspólnie funkcjonować (13 lat). Jestem już
tym zmęczona i zdenerwowana sytuacją. Chcę pobyć też sam na sam z mężęm ale
nie mogę z różnych przyczyn... Mamy wspólne dziecko - 2 lata. Czy ktoś jest
w podobnej sytuacji???
    • lilith76 Re: A ja mieszkam z dziećmi męża 28.09.05, 15:47
      Dodam, że dzieci są
      > rozwydrzone i nie potrafią razem wspólnie funkcjonować (13 lat).

      to jednak sprawa twojego męża - jak wypracować dyscyplinę w domu, autorytet i
      posłuch. żadnym pocieszeniem nie będzie, to że ja i mój młodszy brat przez
      większość dzieciństwa kłóciliśmy się tłukliśmy. to charakterystyczne dla
      większości rodzeństw.

      dlaczego - jeśli wolno zapytać - dzieci nie mieszkają z matką? czy ona nie może
      zabierac ich na weekendy chociaż?
      • bei Re: A ja mieszkam z dziećmi męża 28.09.05, 16:32
        dzieci w tym wikeu przechodza "wiek buntu"...neizależnie od rodziny- pełnej czy
        nowej- to się zdarza.....skoro bardziej wolą Wasz dom- to nie jest im źlesmile


        a moze zorganizowac im jakos czas- moze kino, zoo, no cokolwiek- najlepiej
        dłuzej zajmujacego czas...a We wówczas pomarzycie razem....Lilith dobrze
        radzi...moze je mama na weekend zabierze???
    • geos Re: A ja mieszkam z dziećmi męża 28.09.05, 19:24
      Z miesiąca na miesiąc jest coraz gorzej, a mieszkamy już 4 lata
      > pod jednym dachem. I co ja mam powiedzieć???? Kontakt psuje się coraz
      > bardziej z nimi.


      ja mieszkam z dwojgiem dzieci - za 3 dni już męża- różnie bywa. Z tą różnicą, że
      nie mam eksi, matka dzieci zmarła. Powiem tak to co się czasem w domu dzieje
      trudno nazwać spokojem. Tłuką się ile wlezie, Gwiazdka zaczyna okres dojrzewania
      a ja na własnej skórze przekonuję sie co moja mama przeszła ze mną :o)) Mocnoa
      kobitka była :o)) Ale z tego co widzę takie tłuczenie sie to normalka, w kazdym
      rodzeństwie jest taki okres i nie ma na to rady. Przejdzie im.
      Ale napisz dlaczego uważasz, że kontakty sie psują z dnia n adzień? Co się
      takiego dzieje? Czy to kwestia twojego braku czasu ze względu na maluszka? CZy
      jeszcze coś. Napisz cos więcej.

      Mąż nie chce wozić ich do matki (jeśli już po moich namowach
      > tam wiezie je to później po nie jedzie, bo nie chce obciążać tym swojej byłej-
      > 10min.samochodem).

      A dlazego nie chce by spotykały się z matką, jaka jest ta sytuacja? mimi napisz
      cos więcej.


      Chcę pobyć też sam na sam z mężęm ale
      > nie mogę z różnych przyczyn... Mamy wspólne dziecko - 2 lata.

      ooo to trudne jest ale da się przy dobrej organizacji.
      CZekam na dalsze informacje i ciepłotki ślę, zeby było milej
      • mimi9991 Re: A ja mieszkam z dziećmi męża 29.09.05, 08:51
        Hej. Na rozprawie sądowej sąd przyznał dzieci mojemu mężowi (bo tak chciał),
        tamtej alimenty po 200 zł na dziecko i wspólną opiekę. Ale mój mąż nie chce aby
        one jeździły w odwiedziny do matki, bo jak stwierdził podczas ostatniej
        kłótni "nie po to walczył w sądzie, aby je tam teraz wozić". Ona oczywiście nie
        płaci, bo... nie ma pracy. Wcześniej często razem jeździliśmy do moich rodziców
        na wieś. Ale to co tam się działo to przechodziło ludzkie pojęcie! Dom duży,
        więc dzieci "latały" wkółko z góry na dół, rozbijająć po drodze i rozwalając
        wszystko. NIe mówiąć już o wybitych szybach. Moja matka do spokojnych nie
        należy i nerwowa trochę jest. Wieć to mi zbierał się ochrzan za ich zachowanie.
        Mój mąż niestety nic na to nie mógł poradzić. Czasami zostawiał nas u mojej
        matki, a sam jechał np. do pracy itp.
        Wiec postanowiłam, że najlepiej będzie jak nie będziemy tam jeździć lub bębę
        jeździć sama z synkiem. Na co mąż się obraził, że "jak to moja rodzina go
        traktuje i dzieci??" I jest źle. I kłótnie z tego powodu.
        Chciałabym aby woził je na sobotę i niedzielę do matki, ale on nie chce (dzieci
        chcą ale boja się powiedzieć). Kończe juz te żale, bo to przykra sprawa. W
        poniedziałek dopiero będę - jadę do rodziców zostawić synka, a sama na uczelnię
        do Radomia. To będzie druga noc mojego synka beze mnie i całe 2 dni. Dzieki za
        wsparcie. Pa.
        • mimi9991 Re: A ja mieszkam z dziećmi męża 29.09.05, 08:56
          dopisze jeszcze, że wyprawa do kina itp. wiąże się z kosztami, a mój mąż jest
          zadłużony po uszy. Głównie pożyczki brał na wyjazdy dzieci; zielone szkoła,
          wakacje... z PROVIDENTU!!!! Raty za samochód (bo mój panieński" rozbił), raty
          za mieszkanie (bo była żona nie płaciła przez rok) na życie, itp - nie starcza
          i trzeba co miesiąc pożyczać. Pa
        • lilith76 Re: A ja mieszkam z dziećmi męża 29.09.05, 09:43
          Ale mój mąż nie chce aby
          >
          > one jeździły w odwiedziny do matki, bo jak stwierdził podczas ostatniej
          > kłótni "nie po to walczył w sądzie, aby je tam teraz wozić".

          jak może separować je od matki??? bo sąd przyznał mu prawo do ich wychowywania?
          ale nie odebrał je prawa do ich widywania!!! sprawia wrażenie zatwardziałego
          człowieka. nie za dobrze to o nim świadczy - takie separowanie dzici od
          drugiego rodzica.
          jeśli ex mieszka niedaleko niech może sama po nie przyjeżdża, a wy
          sfinansujecie koszty dojazdu (przy takiej odległości to nie będą wielkie kwoty).

          > Mój mąż niestety nic na to nie mógł poradzić

          to co z niego za ojciec??? jak mu będą wynosić sprzęty z domu do lombardu
          (wybacz porównanie), to też rozłoży ręce? facet nie potrafi wychować dzieci,
          choć o to walczył w sądzie. chyba dla samej satysfakcji wygranej, nie dla ich
          dobra.

          zawikłana sytuacja.

          uniosłam się jak samodzielna smile
          • chalsia Re: A ja mieszkam z dziećmi męża 29.09.05, 11:35
            > uniosłam się jak samodzielna smile

            I słusznie !!!! Z braku czasu nie napiszę ale całkiem podzielam Twoją opinię.
            Chalsia
        • sonrisa3 Re: A ja mieszkam z dziećmi męża 29.09.05, 12:39
          >Ale mój mąż nie chce aby one jeździły w odwiedziny do matki,

          Może spróbuj mu wytłumaczyć, że tu mniej się liczy czego ON chce, a bardziej to,
          czego chcą dzieci. A sama piszesz, ze dzieci chcą się z matką spotykać, tylko
          boją się ojcu o tym powiedzieć. Ja bym na Twoim miejscu powiedziała o tym mężowi.
          Może on mysli, że skoro nie mówią, że chcą, to znaczy, że nie chcą.
          Ile one mają lat?
          • mrs_ka Re: A ja mieszkam z dziećmi męża 29.09.05, 13:33
            13 lat- tak napisała autorka.
            Dla mnie sytuacja jest dziwna. Wydaje mi się, że cenę za ten układ płacisz Ty i
            dzieci z poprzedniego związku. Podusmujmy: facet postawił na tym, aby dzieci z
            nim mieszkały, ale nie ma skrupułów, aby zostawiać je na Twojej głowie. I
            jeszcze żeby to była tylko Twoja głowa- obarcza nimi także Twoją rodzinę, która
            juz nie ma żadnego obowiązku, aby zajmowac się cudzymi dziecmi...
            Jestem całym sercem za tym, aby wypracowywać sobie fajne relacje na linii
            macocha- pasierbowie, ale nie prawem kaduka.
            Kim w ogóle jest matka dzieci?
            Pewnie wyjdę na wredne babsko oceniające wszystkich na podstawie nikłych
            przesłanek, ale wybaczcie, co to za matka, która pozwala zabrac sobie dzieci?
            Czy były w ogóle do tego jakieś podstawy? A może Twój mąż jest typem despoty,
            któremu nikt nie umie się sprzeciwic?
            Żal mi dzieci, ale Ciebie tez rozumiem. Zostaliście zredukowani do roli aktorów,
            którzy mają zagrac w cudzym przedstawieniu. Ty masz się zajmowac cudzymi dziećmi
            i czerpać z tego radość, a dzieci mają się wyrzec kontaktów z matką w imię wizji
            tatusia.
            Nie wiem, co zamierzasz z tym dalej robić, ale racja jest po Twojej stronie.
            Twój mąż zachowuje się apodyktycznie i nie zwraca uwagi na RZECZYWISTE potrzeby
            najbliższych sobie osób: Twoje i własnych dzieci. Nie badź bierna, bo średnio to
            wszystko wygląda.

            ania
    • nangaparbat3 Re: A ja mieszkam z dziećmi męża 29.09.05, 18:09
      To jakas bardzo dziwna sytuacja. Czy matka choruje? Tak mi sie wydaje z tego,
      co piszesz - skoro nie mieszka na drugim końcu Polski i nie robi nic, zeby
      widzieć sie z dziećmi? Najpierw pomyslalam, ze potwor jakiś, ale skoro dzieci
      chcą kontaktu, to może nie jest aż tak źle - ale własciwie co jest grane?
      A czy Ty masz z nia kontakt? Czasem kobietom łatwiej sie dogadać, zwłaszcza w
      takiej sytuacji jak Twoja, gdzie wyraźnie facet uważa, ze może z każdym zrobić,
      co zechce.
    • johana2 Re: A ja mieszkam z dziećmi męża 30.09.05, 11:20
      Przeczytałam post i chwyciłam się za głowę. Bosz!!!! Do tej pory myślałam że to
      ja wdepneła w błotko (żeby nie mówiąc inaczej)z pasierbem na głowie we wspólnym
      mieszkaniu i ukochanym lubiącym bezmyślnie robić długi. No ale przyznaję
      uczciwie: przebiłaś mnie! Pod każdym względem! No cóż. Wiem , że nie można z
      tego wyleźć tak prosto i bezboleśnie. Przede wszsystkim szkoda Ciebie i waszego
      małego dziecka. No cóż - pozostaje Ci przejąć dowodzenie w domu, czyli:
      1).zaprowadzić twardy rygor wobec dzieci, skoro Tata nie potrafi
      2).sama prowadzać je do matki, kiedy tylko chcą, uświadamiając im ciągle, jak
      matka jest ważna i po drodze uświadamiając to swojemu M.
      3) naopowiadać M, jak bardzo marzysz o dawnych romantycznych chwilach i boisz
      się że to nigdy nie powróci, jak bardzo chciałabyś mieć go tylko dla siebie
      chociaż przez 2 dni
      4) jak bardzo potrzebujesz od czasu do czasu pobyć sama z rodzicami ( no i
      swoim dzieckiem)
      itd itp. Jestem całym sercem z Tobą, bo myslę, że wiem co czujesz, a
      przynajmniej potrafię to sobbie wyobrazić, bo przechodziłam podobne chwile
      Pozdrawiam
      • mimi9991 dodajecie mi sił 04.10.05, 10:49
        Hej. Dzięki za wszystkie słowa otychy. Podtrzymałyście mnie na duchu. Podczas
        ostatniej kłótni mój mąż uświadomił mnie, że "widziały gały co brały"!!!! Miłe
        co??? Uważa, że skoro ma nową żone to nie musi wozić dzieci do swojej byłej -
        bo nie ma takiej potrzeby.
        Dodam coś o jego byłej.
        Małżeństwo ich było dziwne - ona mieszkała z ich wspólnymi dziećmi osobno,
        później wracała i tak w kółko. Na koniec gdy dzieci miały ok.6
        lat "puściła"(przepraszam za wyrażenia) się z facetem jakimś i zaszła w ciążę.
        Mój mąż tak ją kochał, że wybaczył skok w bok i znów mieszkali razem. Ale ona
        później odeszła od niego najpierw z dziećmi później sama i znów wróciła i
        urodziła to trzecie-obce. I znów mój mąż ja przygarnął. Później wyrzucił, bo
        znów zaczęła znikać i ... wpadła z kolejnym dzieckiem, które oddała do adopcji.
        Od ok.5 lat mieszka z rodzicami swoimi i tym trzecim-obcym dzieckiem (córka
        mojego męża jest bardzo zrzyta z tym dzieckiem). Przed rodzicami ma respekt.
        Myślę, że dali jej nieźle ognia po tych jej wyczynach. Teraz jest spokojnie.
        Przez przypadek dowiedziałam się, że była esk mojego mężą chce wziąć do siebie
        córkę, bo przeprowadza sie do nowego mieszkania. Mój mąż nie rozmawiał ze mną o
        tym, bo uznał że nie będzie robił mi nadzieji, że wyprowadzi się od nas jego
        córka - z którą mam największy problem. W ogóle ze mną o tym nie rozmawia, a ja
        boję się chyba takich rozmów, boję się, że znów rozmowa przerodzi się w kłótnie
        i bedzie źle. nie mam odwagi o tym mówić ale może powinnam. Dziekuję za
        wysłuchanie mnie. Gorąco pozdrawiam i ściskam. Pa
        • lilith76 Re: dodajecie mi sił 04.10.05, 13:12
          Uważa, że skoro ma nową żone to nie musi wozić dzieci do swojej byłej -
          > bo nie ma takiej potrzeby.

          ale to ich matka!!!
          ty, co byś nie zrobiła nie zastąpisz im rodzonej matki, szczególnie, że
          sytuacja zaczyna cię przerastać. uświadom mu, że nie dasz im tego, co da im
          tamta. nawet nie masz siły już próbować.
          dzieci są jakoś zżyte z matką i przyrodnim rodzeństwem - tym bardziej warto te
          kontakty podtrzymywać.

          wychodzi na to, że jesteś w jego rękach narzędziem do odegrania się na ex za
          upokorzenia i katastrofy w tamtym związku. tylko przeciwko komu się taka zabawa
          obróci. najpierw uderzy w ciebie, potem rykoszetem w niego.

          jeśli twój mąż jest "człowiekiem dyskusji", to wytłumacz mu to spokojnie, nie w
          kłótni.
          jeśli jest zbyt skupiony na sobie i swoich interesach, a ty jesteś od
          bezdyskusyjnego wykonywstwa, to współczuję, bo o zmiany będzie ciężko.
    • m-m-m Re: A ja mieszkam z dziećmi męża 13.10.05, 21:22
      Z tego, co zrozumiałam, to Twój małżonek ma na wskroś wypaczone zrozumienie
      Twojej roli w tym układzie.
      Z wygodnictwa oczekuje, że jako nowa żona będziesz wychowywała dzieci tylko Ty.
      I co ciekawe nie swoje dzieci tylko...jego. Owszem, wyszłaś za mąż za niego,
      zaakceptowałaś istnienie jego dzieci w Waszym życiu, ale on ma nierealne
      oczekiwania, że przejmiesz rolę matki tych dzieci.


      Swoją indolencje wychowawczą tłumaczy ...Twoja niekompetencją, bo niby skoro
      widziałaś kogo bierzesz za męża, to powinnaś stosować się do jego oczekiwań.


      Jak opadną emocje, popróbuj z nim rozmawiac na spokojnie: jakie on ma
      oczekiwania wobec waszego związku i spróbuj mu tłumaczyć, czemu uważasz je za
      bezsensowne.


      Poniekąd Cię rozmumiem, tyle, że ten etap mam parę lat za sobą. Też mam pod
      jednym dachem chłopaka mojego M. i też wiele wody upłynęło w Wiśle, zanim mój
      M. zaakceptował i pogodził się z tym, ze ja nigdy matki jego synowi nie
      zastapię.
      Odnoszę wrażenie, że takie nierealne oczekiwania wobec nowych partnerów mają
      najczęściej Ci rodzice, którzy sami nie są dziećmi ludzi rozwiedzionych i na
      wlasnej skórze nie poznali odczuć takiego dziecka wobec macochy/ojczyma.
      W związku z tym są roszczeniowi i uważają, że to zupełnie oczywiste, iż osoba
      zupełnie obca nagle da jego dzieciom to co daje z definicji rodzic.

      Z mojej praktyki nie polecam jdnak abyś to Ty wzięła w karby te jego dzieci. To
      nie twoja rola. Poniesiesz porażkę, bo dzieci w dodatku w wieku dojrzewania
      zapewne nie dostosują sie do Twoich wymagań. Narobisz sobie tylko kłopotu i
      konfliktów z pasierbami.
      To ojciec powinien je wychowywać, bo one będą się wzorowały na nim, a nie na
      Tobie.
      Mój M. też był święcie przekonany, że nastąpi prosta zamiana "mamuś": tamta zła
      i okrótna została pozbawiona władzy rodzicielskiej, a ja dobra maiałam przejąć
      jej obowiązki.
      Trudno o większy absurd.
      Niestety dopiero teraz M. widzi jak bardzo się mylił i jak wiele ja miałam
      racji.
      Z trudem też porzucił wizję "nowej mamusi", gdyż to wiązało się z większymi
      obowiązkami dla niego, jago małżenstwo ze mną wcale nie zmieniło sytuacji, że
      cały czas był i jest samotnym rodzicem, bo to on jest rodzicem bilogicznym i on
      ma pełnię władzy rodzicielskiej.
      Myślę, że Twój M. - podobnie jak kilka lat temu mój - dlatego ma takie
      stanowiasko, bo jest wygodny i chciałby mieć dzieci, ale też mieć czas dla
      siebe zrzucając obowiązek opieki nad nimi na macochę, tym bardziej, że dzieci
      są w trudnym wieku i wychowanie ich do przyjemności nie należy.
      Na to nie można pozwolić.
      Ale jak mówię: odczekaj trochę i spokojnie, monotonnie i systematycznie
      przekonuj go do swoich racji. To nie będzie łatwe: małżeństwo miało mu życie
      ułatwić (przez co rozmumiał Twóje "obowiązki" wobec jego dzieci), a nie
      utrudnić, czyli utrwalić dotychczasowy układ, gdy sam był (i jest) za dzieci
      odpowiedzialny.
      • mimi9991 Re: A ja mieszkam z dziećmi męża 14.10.05, 10:14
        Dzieki!
        Bardzo pomagają mi te słowa otuchy.
        Jest szansa, że była eks weźmie do siebie córkę mojego męża od nas. Nie ukrywam
        radości,bo to z nią mam największy problem. Pyskata, gburowata, nieuk,
        niechuluj. Cały czas słyszę za plecami jakieś głupie dozywki, prychnięcia itp.
        A jak tatuś przychodzi z pracy to grzeczna się robi, że hej! Jeśli dziecko w
        tym wieku - 13 lat robi jest takie przebiegłe i kombinatorskie, to co będzie
        później...
        Natomiast z synem męża mam dobry kontakt. Bardzo mi pomaga, jest uczynny,
        posprząta, pobawi z się z najmłodszym. Jest o.k.
        Męża córki nie dopuszczam do najmłodszego, ponieważ podczas wyjazdu do szpitala
        na poród znalazłam karteczkę pisaną przez nią (tak była podłożona, że musiałam
        ją znaleźś właśnie ja) "To jest horror.Jak to będzie dziewczynką to dobrze, a
        jak chłopiec to nie wiem co będzie..."
        Od tamtej pory chronię swojego najmłodszego i cały czas przy nim jestem. Jej
        nie pozwalam się zbliżać i tak jest od 2 lat. Nie wiem co siedzi w jej głowie,
        co w danej chwili sobie myśli, co zrobi... Miałam pewien czas temu problemy i
        chodziła do psychologa szkolnego - widziała diabły w chmurach itp.
        Rozmowa z nia nic nie daje. Pytana o coś stoi jak słóp i patrzy w dal.Chce do
        matki, swojej rodzonej matki.
        Mam nadzieję, że niedługo spełni się jej marzenie i moje przy okazji.
        Napisz mi m-m-m jakie Ty miałaś problemy z dzieckiem swojego męża?
        Pozdrawiam
    • dobo4 Re: A ja mieszkam z dziećmi męża 22.11.05, 10:07
      mimi9991 napisała:

      > Cześć. Piszecie tylko o tym, jak musicie znosić to, że mąż jedzie do eks
      > odwiedzić ich wspólne dzieci. Ja mam taką sytuację, że mieszkam z 2 dzieci
      > mojego męża. Z miesiąca na miesiąc jest coraz gorzej, a mieszkamy już 4 lata
      > pod jednym dachem. I co ja mam powiedzieć???? Kontakt psuje się coraz
      > bardziej z nimi. Mąż nie chce wozić ich do matki (jeśli już po moich namowach
      > tam wiezie je to później po nie jedzie, bo nie chce obciążać tym swojej byłej-
      > 10min.samochodem). Denerwuje mnie ta sytuacja. Dodam, że dzieci są
      > rozwydrzone i nie potrafią razem wspólnie funkcjonować (13 lat). Jestem już
      > tym zmęczona i zdenerwowana sytuacją. Chcę pobyć też sam na sam z mężęm ale
      > nie mogę z różnych przyczyn... Mamy wspólne dziecko - 2 lata. Czy ktoś jest
      > w podobnej sytuacji???
      • m-m-m Re: A ja mieszkam z dziećmi męża 22.11.05, 11:05
        'zostawania', rano nie idę na 8 więc zostanę u taty


        Ale ten tato to toleruje, prawda? To by trzeba było najpierw z nim ustalić
        jakie maja być zasady ich pobytu u was. Głodem ich ie bierz, będzies wstretną
        macochą...ale chroń swój budżet. Niech tatuś za ich jedzenie płaci, czyli
        więcej dokłada się do wspólnych z Toba zakupów.
      • mimi9991 Re: A ja mieszkam z dziećmi męża 22.11.05, 20:31
        Część. Dziś rozmawiałam z mężem, aby jego córka jednak zamieszkała ze swoją
        matką i co on o tym myśli. Na to mój mąż: "że stawiam go przed trudnym
        wyborem". Sytuacja z dnia na dzień u nas jest napięta. Na święta ich nie
        zawiezie do matki, na sylwestra również, bo nie, dlatego,że musza spać tam na
        podłodze itp. Taka jest jego odpowiedź. Ja coraz częściej wyjeżdżam do swoich
        rodziców. Oznajmiłam mu również, że zostaję w jego mieszkaniu tylko do lutego -
        to nie jest na moję nerwy.
        dobo, a czy Ty dogadujesz się z dziećmi swojego męża, w jakim są wieku???
        • m-m-m Re: A ja mieszkam z dziećmi męża 23.11.05, 08:10
          Dziś rozmawiałam z mężem, aby jego córka jednak zamieszkała ze swoją
          matką i co on o tym myśli. Na to mój mąż: "że stawiam go przed trudnym
          wyborem".

          On przynajmniej ma wybór, Ty go nie msz wcale, jesteś zmuszona mieszkać z Tą
          córką.
        • dobo4 Re: A ja mieszkam z dziećmi męża 23.11.05, 17:46
          mimi9991 napisała:

          > Część. Dziś rozmawiałam z mężem, aby jego córka jednak zamieszkała ze swoją
          > matką i co on o tym myśli. Na to mój mąż: "że stawiam go przed trudnym
          > wyborem". Sytuacja z dnia na dzień u nas jest napięta. Na święta ich nie
          > zawiezie do matki, na sylwestra również, bo nie, dlatego,że musza spać tam na
          > podłodze itp. Taka jest jego odpowiedź. Ja coraz częściej wyjeżdżam do swoich
          > rodziców. Oznajmiłam mu również, że zostaję w jego mieszkaniu tylko do
          lutego -
          >
          > to nie jest na moję nerwy.
          > dobo, a czy Ty dogadujesz się z dziećmi swojego męża, w jakim są wieku???
    • mamlaury1juli Re: A ja mieszkam z dziećmi męża 01.03.06, 20:28
      To ja mam podobnie jak Ty ciagle konflikty z dzieciakami 10 i 14 lat. Ale
      najbardziej z ojcem dzieci a moim mężem...Mamy jeszcze dwoje maluszków 6 i 1
      rok.Juz teraz wiem dlaczego mówia że macochy są niedobre,sama tego
      doswiadczyłam.Czasami to mam dosyć wszystkiego,te ciagłe afery odbijają się na
      mojej psychice i młodszych dzieciakach.Ale mój m nie widzi sprawy uważa ze się
      czepiam a dzieci są najnormalniejsze na świecie.Sytuacja jest beznadziejna ale
      jakos trzeba żyć i po mału zaczyna mi to być obojetne ,wiem ze mam dla kogo
      jeszcze zyć i maluszki potrzebują mnie teraz najbardziej.Bo chcę im przekazać to
      wszystko co nauczyła mnie moja mama a czego nie udało mi sie wpoić pasierbom.....
      • chalsia Re: A ja mieszkam z dziećmi męża 01.03.06, 21:53
        > mojej psychice i młodszych dzieciakach.Ale mój m nie widzi sprawy uważa ze się
        > czepiam a dzieci są najnormalniejsze na świecie

        > jeszcze zyć i maluszki potrzebują mnie teraz najbardziej.Bo chcę im przekazać
        t
        > o
        > wszystko co nauczyła mnie moja mama a czego nie udało mi sie wpoić
        pasierbom...

        Nie wiem, czy jesteś pełnoetatową macochą (tzn. na stałe mieszkasz z dziećmi
        męża). Jeśli nie - nie jest Twoim zadaniem wpajanie nie swoim dzieciom tego, co
        nauczyła Cie Twoja mama - one mają swoich rodziców. Więc spasowanie jest jak
        najbardziej na miejscu.
        Chalsia
        • mamlaury1juli Re: A ja mieszkam z dziećmi męża 02.03.06, 08:37
          Mnie zawszwe sie wydawało że naucze dzieciaki tego wszystkiego co uczono
          mnie.Jestem pełnoetatową macochą mieszkamy razem już ponad 6 lat.Matka zmarła
          jak byli mali- 2,5 i 6,5 lat. Zajełam sie nimi jak bym zajeła sie swoimi dziećmi
          tylko problem polega na tym że to ja zawsze byłam ta osoba która próbowała
          nauczyć,dobrego zachowania ,porządku ,nauki ,mycia itp wszystkiego a mój mąż
          kładł na to lachę,tak wiec doszło do tego że jak nie mówisz to nie
          zrobią-totalna znieczulica.Ja czasami wcale sie nie odzywam tylko robie co do
          mnie należy,bo paniusia mając 9 lat teraz ma 11,powiedziała że jak skonczy 18
          idzie na swoje....Doszło do tego że dzieci sie nie myją ,nawet kilka dni, lekcje
          oj lepiej nie mówić,,Ale najgorsze jest to że ja mojemu m zawsze to mówiłam a
          on nie zwracał uwagi,a jeszcze potrafi zwracac mi uwage przy
          dzieciach..beznadzieja....
          • m-m-m Re: A ja mieszkam z dziećmi męża 02.03.06, 10:52
            Matka zmarła
            jak byli mali- 2,5 i 6,5 lat. Zajełam sie nimi jak bym zajeła sie swoimi dziećmi
            tylko problem polega na tym że to ja zawsze byłam ta osoba która próbowała
            nauczyć,dobrego zachowania ,porządku ,nauki ,mycia itp wszystkiego a mój mąż
            kładł na to lachę,tak wiec doszło do tego że jak nie mówisz to nie
            zrobią-totalna znieczulica.Ja czasami wcale sie nie odzywam


            Nie martw się. Twój mąż przejrzy na oczy za jakiś czas. Oczywiście będzie za
            późno na jakiekolwiek działania. Zajmij sęe swoimi dziećmi, a pasierbami tyle o
            ile, czyli staraj see poganićc M. do wychowania. Jak on sęe nie kwapi to jego
            problem. Wiem, wyobrażam sobie jaką masz kołomyję, 4-o dzieci w tym dwoje
            cudzych.
            Uleglaś złudzenu,żze cudzemu dzieckiu mżzna przekazać korzenie swojej rodziny.
            Ja temu nie uleglam i wiedziałam z góry, że to sprawa spalona - wiedzialam, bo
            sama psierbicą byłam. Tak naprawdę tylko swoje dzieci możesz nauczyć tego co
            przekazała Ci Twoja mama.
            Dzieci się nie myją? Ich problem.
            Pomśsl o jednym: masz na prawęe tylko dwoje dzieci, swoich dzieci. Inaczej
            zwariujesz i zjedąa Cię nerwy.
            Wiem, że będzie to trudne, taka dysproporja w wychowaniu pod jednym dachem, ale
            innego wyjścia nie ma. Daruj sobie wychowanie pasierbów, acz nie ustawaj w
            ęekaniu M. w tej sprawie.
            Mój M. teraz naprwęe bardzo żąluje, że nie wprowadził moich metod wychowawczych.
            Trudno powiedzieć, że teraz mam poczucie triumfu, żz mialam racęe, aczkolwiek
            to niewątpliwie ułatwia mi bardzo bycie z pasierbem pod jednym dachem.
            • claairee Re: A ja mieszkam z dziećmi męża 02.03.06, 11:08
              Uleglaś złudzenu,żze cudzemu dzieckiu mżzna przekazać korzenie swojej rodziny.
              Ja temu nie uleglam i wiedziałam z góry, że to sprawa spalona - wiedzialam, bo
              sama psierbicą byłam. Tak naprawdę tylko swoje dzieci możesz nauczyć tego co
              przekazała Ci Twoja mama.

              Brzmi to dosyć mało optymistycznie.
              Czy myslisz, ze taka jest reguła, czy to przede wszystkim Twoje doświadczenie,
              na to wskazuje.
              Z tego co piszesz niewiele można dać pasierbom i należy jedynie dążyć do w miarę
              pokojowego wspólistnienia, i nawet to jest trudno osiągnąć.
              • lilith76 Re: A ja mieszkam z dziećmi męża 02.03.06, 11:42
                m-m-m pisze o sytuacji, gdy pasierb to ukształtowana jednostka, z wypracowanym
                charaktertem, temperamentem - a takie bywają już dzieci po 5-6 roku życia.
                podobno do 7 roku życia wkładasz w dziecko, potem już tylko wyjmujesz. każda
                kobieta ma jakieś wyobrażenie dobrego dziecka, a tu nie dość, że konfrontacja z
                rzeczywistością może okazać się bolesna, to nie ma jak już dopasować dziecka do
                swoich standardów.
                pasierbom można dać miłość, szacunek, zainteresowanie, ale trzeba być
                ptzygotowanym, że być może kiedyś dziecko zacznie szukać swoich korzeni i
                odwróci się od macochy.
                • claairee Re: A ja mieszkam z dziećmi męża 02.03.06, 12:04
                  lilith76 napisała:
                  z
                  >
                  > rzeczywistością może okazać się bolesna, to nie ma jak już dopasować dziecka do
                  >
                  > swoich standardów.
                  > pasierbom można dać miłość, szacunek, zainteresowanie, ale trzeba być
                  > ptzygotowanym, że być może kiedyś dziecko zacznie szukać swoich korzeni i
                  > odwróci się od macochy.

                  Myślę, ze w pewnym stopniu, dotyczy to również rodzonych dzieci, a jeszcze
                  bardziej dzieci adoptowanych. Dajemy, kochamy, staramy się i nie zawsze jest tak
                  ze dziecko odpowie tym samym.
                  >
                  • m-m-m Re: A ja mieszkam z dziećmi męża 02.03.06, 12:20
                    Moje doświadczenia osobiste (jako pasierbicy w przeszłości i dzic macochy z
                    prawie 8-o letnim stażem), kontakt z innymi macochami nie tylko poprzez lekturę
                    forum (macochy w różnym wieku...najstarsza mi znana ma dziś 81 lat!), książki
                    (polecałam Ci jedną z nich) wskazują na takie a nie inne wnioski: żeby pozbć
                    się złudzeń co do roli wychowawczej macochy/ojczyma.
                    • claairee Re: A ja mieszkam z dziećmi męża 02.03.06, 12:36
                      Moze jedna jaskólka wiosny nie czyni, ale...
                      Moja dosyc bliska znajoma, męzatka- (wlasne dzieci 7 i 12 lat), tuż po związaniu
                      sie ze swoim mężem, dowiedziala sie , ze kobieta, z którą miał przelotny romans
                      jest w ciąży, urodziły sie bliżnieta.
                      Początkowo mąż płacił alimenty, ale niespecjalnie interesowal sie dziećmi. w
                      pewnym momencie dzieci zapragnęły poznać bliżej tate, z którym nigdy nie mieszkały.
                      Zaczely bywać w ich domu, i tak sie zblizyły z tata i macochą też, ze jedno z
                      nich zapragnęło zamieszkać z ojcem - z ktorym nie mieszkaly nigdy ( ich mama ma
                      wlasną rodzine i to nie żadną patologiczną czy coś w tym stylu).
                      Ponieważ tata jest bardzo zapracowany, najwiekszy trud wychowawczy ponosi
                      własnie macocha - ma dobry z obydwojgiem dzieci - obecnie nastolatków - jedno
                      mieszka z nimi, drugie bardzo czesto przychodzi - rozmawiaja z macochą o zyciu,
                      milości itd, oczekują własnie jej rady i pomocy.
                      • m-m-m Re: A ja mieszkam z dziećmi męża 02.03.06, 12:51
                        rozmawiaja z macochą o zyciu,
                        milości itd, oczekują własnie jej rady i pomocy.


                        Ale to nie dowodzi, że macocha ma wpływ wychowawczy, każdy, kto mieszka z
                        dzieckiem ilśs lat z reguły taki kontakt ma.
                        Nie oznacza to, że macocha/ojczym maja wpływ na całokształt wychowawczy taki,
                        jak ma rodzic.
                        • claairee Re: A ja mieszkam z dziećmi męża 02.03.06, 12:56
                          m-m-m napisała:
                          > Ale to nie dowodzi, że macocha ma wpływ wychowawczy, każdy, kto mieszka z
                          > dzieckiem ilśs lat z reguły taki kontakt ma.
                          > Nie oznacza to, że macocha/ojczym maja wpływ na całokształt wychowawczy taki,
                          > jak ma rodzic.

                          pewnie tak, pewnie tez trudno tak do konca dokladnie rozdzielic te wplywy
                          wychowawcze - geny, srodowisko, rodzina. Zgadzam sie, ze nie ma takiego wpływu
                          jak rodzic, ale czy to oznacza, ze nie powinno sie nawet próbować i lepiej
                          stanąc zupełnie z boku?
                          • m-m-m Re: A ja mieszkam z dziećmi męża 02.03.06, 13:10
                            Chcesz, to spróbuj. Faktem jest, że człowiek najlepiej uczy się na własnej
                            skórze.
                            Masz w sobie idealizm to dobrze, ale moim zadaniem na forum jest pokazanie
                            macochom, że więcej mogę utracić niż zyskać chcąc swoje idealizacyjne wizje
                            wcielić w życie. Moim zadaniem jest przestrzec przed rozczarowaniem, ale
                            oczywiście każdy swoją drogę wybiera sam.
                            • claairee Re: A ja mieszkam z dziećmi męża 02.03.06, 13:17
                              Może to tak wygląda, ze mam jakies bardzo konkretną wizję, jak to wszystko ma
                              wyglądać, ale tak nie jest.
                              Nie wiem dokladnie czego chcę w tej
                              kwestii, na razie próbuje sie czegoś dowiedzieć i wyrobić jakies zdanie, i
                              stworzyc spojną koncepcję, ktora jak myslę będzie ewoluować w zetknięciu z
                              rzeczywistością.

                              Obecnie jestesmy z M na etapie burzliwych dyskusji, na temat naszych dzieci,
                              emocje są takie, że trudno logicznie rozumować, ale próbujemy.
                    • claairee Re: A ja mieszkam z dziećmi męża 02.03.06, 12:43
                      Jesli chodzi o ksiązke - nie do zdobyciasad.
                      • mamlaury1juli Re: A ja mieszkam z dziećmi męża 04.03.06, 08:00
                        Dzieki za słowa otuchy ,raz jest lepiej a raz gorzej.a a Będę tu zagladać
                        cześciej jezeli czas mi tylko pozwoli czworo dzieci i praca zawodowa robią
                        swoje,staram sie nie poddawac i stwozyc w miare normalny dom, ale czasami
                        .....wariatkowo.Moze wiosna jakos doda sił,a swoja drogą podziwiam wszystkie
                        macochy borykajace sie z takimi właśnie problamami ,,,pasierbów,,,nie zdawałam
                        sobie sprawy do końca jakie to moze byc trudne ,może gdyby wczesniej było takie
                        forum?? e tam kazdy uczy sie sam ,na swoich błedach ,pozdrawiam.....mama
    • weronka77 Re: A ja mieszkam z dziećmi męża 09.03.06, 03:10
      Ja miałam( na własne życzenie) w wakacje próbkę jak by to mogło
      być..Obsługiwanie 13-latki,pranie,prasowanie,zywanie po niej-uznała to za coś
      naturalnego zupełnie ku osłupieniu moich rodziców w których domu gościliśmy.Po
      tygodniu bomba wybuchła i wcześniej niżbyło przewidziane odwieziono ją do domu.
      • mimi9991 Re: A ja mieszkam z dziećmi męża 09.03.06, 15:59
        hej
        Dobrze, macoszki, że jesteście...
        Moja historia jak sądzę zakończy się moim powodzeniem. córka mojego m
        przeprowadza się do swojej matki (na szczęście)!!!!
        • weronka77 Re: A ja mieszkam z dziećmi męża 09.03.06, 20:43
          Rozumiem Twoją radość ponieważ myśle że wiem co czułaś.Nie zawsze relacje z
          dziećmi z poprzednich związków są tak kolorowe jak wiele opisywanych tutaj.
          • mimi9991 Re: A ja mieszkam z dziećmi męża 10.03.06, 13:47
            Zaczęłam ten temat i na początku opisałam moją sytuację. Mąż nic nie próbował z
            tym zrobić, a źle się zaczęło dziać między nami. Od około 2 m-cy jest
            spokojnie. Ale relacji między mną, a jego córką nie ma wcale. Bardzo trudno
            mieszkać jest pod jednym dachem z osobą, której się nie akceptuje (ona mnie i
            ja ją), zwłaszcza jeśli jest to niewielkie mieszkanie. Ale pocierpię jeszcze do
            końca roku szkolnego, żeby już nie zmieniała szkoły.
            Cieszę, że mój problem będzie rozwiązany, ale co będzie jak matka się rozmyśli
            i jej nie weźmie do siebie? Niewiem....
            W takim wypadku to ja wyprowadzę się z synkiem z tego mieszkania.
            Pozdrawiam wszystkie cierpiące macoszki i te szczęśliwe również. Pa
            • mamlaury1juli Re: A ja mieszkam z dziećmi męża 10.03.06, 19:28
              To ty masz jeszcze jakąś nadzieje ...a ja wcale, nie maja do kogo isć , matka
              zmarła a rodzice matki olewaja ich na tyle że mieszkajac niedaleko nawet nie
              zadzwonią.Czasami taka sytuacja jest nie do zniesienia ,konflikty narastaja a m
              nic nie robi tylko mi wmawia że to wszystko przeze mnie.Latem chyba miałam cos w
              podobie załamania nerwowego,cała ta sutuacja mnie przerosła, wszystko się
              nawarstwiło że zabrałam dziewczynki i wyjechałam z nimi na wakacje ,a resztę
              oddelegowałam na siłę do babci-ze strony matki -ale wczesniej musiałam jej
              zapłacic za wyzywienie własnych wnuków.A on tez nie zabardzo chciała sie nimi
              zająć bo zapisała ich na lato w mieście zamiast spedzić czas z własnymi wnukami
              ze strony córki ,,,paranoja.....czyli jak widac wcale nie są takie
              dobre......skargi miała zawsze.....
              • m-m-m Re: A ja mieszkam z dziećmi męża 10.03.06, 19:52
                Jeśli by mój M. nie potrafił sobie z synem poradzić to bardzo szybko obejrzałby
                mi mój numer buta... Ja sobie nie wyobrażam, że facet może tak zupełnie nie
                widzieć problemu i jeszcze szukać dodatkowych kozłów ofiarnych.
                Na męczennicę zdecydowanie się nie nadaję.
                • mimi9991 Re: A ja mieszkam z dziećmi męża 10.03.06, 22:09
                  Ja ze swojej strony dodam, że z synem mojego mężą dogaduję się od samego
                  początku. Z nim nie mam żadnych problemów, bardzo pomaga mi przy moim małym
                  synku. Co innego z jego siostrą...
                  Mój mąż właśnie zawiózł ją do jej matki. Jaka ulga, cisza w domu, moje nerwy -
                  jakie nerwy! Teraz to ja odpoczywam fizycznie i psychicznie. Od razu inna
                  atmosfera w domu. Jest przyjemnie.
                  Życzę Wam macoszki spokojnej nocki. Pa!!!!!
              • karrolina1 Re: A ja mieszkam z dziećmi męża 13.03.06, 11:48
                > podobie załamania nerwowego,cała ta sutuacja mnie przerosła, wszystko się
                > nawarstwiło że zabrałam dziewczynki i wyjechałam z nimi na wakacje ,a resztę
                > oddelegowałam na siłę do babci-ze strony matki -ale wczesniej musiałam jej
                > zapłacic za wyzywienie własnych wnuków.A on tez nie zabardzo chciała sie nimi
                > zająć bo zapisała ich na lato w mieście zamiast spedzić czas z własnymi
                wnukami
                > ze strony córki ,,,paranoja.....

                Babcia, w przeciwienstwie do twojego meza, nie ma obowiazku zajmowac sie
                dziecmi, spedzac z nimi calych wakacji i placic za ich wyzywienie.
                • barbara001 Re: A ja mieszkam z dziećmi męża 13.03.06, 18:06
                  Mimi nie oczekuje, że ktoś będzie wyręczał ją w ramach obowiązków w zajmowaniu
                  się pasierbami, raczej oczekiwałaby wsparcia, jak nie ze strony ojca to chociaz
                  babci.
                  • mamlaury1juli Re: A ja mieszkam z dziećmi męża 13.03.06, 20:23
                    Nie
                    • barbara001 Re: A ja mieszkam z dziećmi męża 13.03.06, 20:46
                      Słuchaj, a moze wy moglibyście dzieci wysyłac na obozy i kolonie? Wtedy nie
                      musiałabys prosić się babci o pomoc, tylko sama dałabyś radę od czasu do czasu
                      pozbyć się dzieci, po to by odpocząć? A może jakbyś dobrze z babcią pogadała to
                      dorzucała by się do ich wyjazdów. Trudna sytuacja. A jak czują się dzieci z
                      takim poczuciem, że w domu atmosfera nie taka a jeszcze babcia ma je w nosie?
                      • mamlaury1juli Re: A ja mieszkam z dziećmi męża 14.03.06, 08:23
                        Nie mamay mozliwosci wysłania dzieci na obozy wiadomo kaszty....dokładanie babci
                        tez odpada,to jeszcze ona wymaga płacenia za wyzywienie no ale ok,sama emerytka
                        razwódka .Ale z tego co wiem to dziadek i wujek radzi sobie niezle ale z nimi to
                        juz zadnego kontaktu..A dzieciaki??cisza są dni kiedy wcale nie
                        rozmawiamy...moje rozmowy ograniczyły sie do krótkich wypowiedzi.Nie chce mi sie
                        opowiadać ,ale ostatnio schowałam pasierbicy kurtke zimowa do szafy z mysla żeby
                        juz jej nie zakładała bo jest cieplej to mąż zwróciłmi uwage że sie
                        czepiam,,,przy dzieciach..Wiec jek mam sie czuć? czasami wcale sie nie
                        odzywam,mówiłam mu że -mamy jeszcze dwoje dzieci młodszych --czy oby druga ma ok
                        kurtke przyjzyj sie jej...nie zauwazyłże może ma złą.To tak juz bedzie
                        uswiadomiłam to sobie to nie ja rozgraniczałam dzieci na moje ijego to on wpoił
                        mi to właśnie takim zachowaniem,zwracaniem uwagi...i to nie we mnie tkwi problem
                        tylko w nim.
                      • karrolina1 Re: A ja mieszkam z dziećmi męża 14.03.06, 09:38
                        > pozbyć się dzieci, po to by odpocząć? A może jakbyś dobrze z babcią pogadała
                        to
                        >
                        > dorzucała by się do ich wyjazdów.

                        Nie rozumiem, dlaczego babcia miałaby partycypować w wydatkach na wnuka. A
                        proszenie jej o to wydaje mi się niestosowne.
                    • karrolina1 Re: A ja mieszkam z dziećmi męża 14.03.06, 09:43
                      > sie skonczyło to że żałowałam sie babci i ja wydzwaniałam z zapytaniem czy
                      > dzieci moga przyjechac????? Zadzwonie i niech ich zabiera jatez potrzebuje

                      W tej sytuacji pozostaje mieć nadzieję, że wspomnianej babci nie brakuje
                      asertywności tongue_out.


                      > odpocząć,,,i tyle.przecież ona jest na emeryturze a ja mam prace i
                      > obowiazki.więc jak myslicie co powinnam zrobić?????????????????????

                      Jest na emeryturze i ma prawo sobie odpoczywać i korzystać z życia, a nie
                      wyręczać swojego syna w obowiązkach rodzicielskich. A w ogóle nie rozumiem,
                      czemu tak bardzo się w to angażujesz - jego dzieci, jego(a nie babci) obowiązek.
                      • mamlaury1juli Re: A ja mieszkam z dziećmi męża 15.03.06, 21:26
                        to nie jest babcia ze strony ojca dzieci tylko matki dzieci.....matka zmarła a
                        to sa jej jedyne wnuki....
                        • mimi9991 Re: A ja mieszkam z dziećmi męża 22.03.06, 15:03
                          Hej.
                          Ostatnio była wywiadówka w szkole i mój mąż oczywiście nie był (tylko on chodzi
                          na wywiadówki, ja nie), dlatego że dzieci powiedziały mu o tym 3 godziny
                          przed... Mój mąż był w pracy i nie mógł przyjechać. Zastanawia mnie, czy to
                          normalne aby dzieci były informowane tego samego dnia co jest wywiadówka ( za
                          moich czasów było to około tydzień wczesniej), czy po prostu dzieci mojego męża
                          są tak rozgarnięte, że nie widza potrzeby wczesniej tego zgłosić???????
                          Jak pytam się ich co tam w szkole i jakie macie oceny (6 klasa) -
                          • m-m-m Re: A ja mieszkam z dziećmi męża 22.03.06, 15:13
                            A Ty wierzysz w to, że nastolatki całkiem dobrowolnie powiedzą o wywiadówce w
                            szkole?? No, nie żartuj. Dopóki nasz pasierb chodził do podstawówki i gimnazjum
                            to jego ojcu wpisywałam terminy wszystkich zebrań w szkole do kalendarza. Taki
                            harmonogram co najmniej na jeden semestr jest podawany na pierwszym zebraniu we
                            wrześniu. Poza tym, niejednikrotnie ja dzwoniłam właśnie we wrześniu do szkoły
                            i uprzejme panie w sekretariacie dyktowały mi daty i godziny zaplanowanych
                            wywiadówek.
                            Teraz paiserb w średniej szkole ma jeszcze "gorzej" - ojciec ma dostep do
                            wszystkich jego ocen na bieżąco z dziennika internetowego (po zalogowaniu się),
                            tam też jest z co najmniej dwutygodniowym wyprzedzeniem informacja o planowanej
                            wywiadówce. Harmonogram pracy szkoły w danym semestrze też jest na stronie
                            głównej szkoły i tam wszystkie zebrania z rodzicami są ujęte.
                          • lilith76 Re: A ja mieszkam z dziećmi męża 22.03.06, 15:42
                            Zastanawia mnie, czy to
                            > normalne aby dzieci były informowane tego samego dnia co jest wywiadówka ( za
                            > moich czasów było to około tydzień wczesniej), czy po prostu dzieci mojego
                            męża
                            >
                            > są tak rozgarnięte, że nie widza potrzeby wczesniej tego zgłosić???????


                            > Jak pytam się ich co tam w szkole i jakie macie oceny (6 klasa) -
Pełna wersja