Czy sa tu macochy na pelny etat?

30.09.05, 11:58
Witam, ciesze sie ze znalazlam to forum bo moze choc czesciowo znajde
odpowiedz na dreczace mnie problemy.
Poznalam niedawno mezczyzne-miala to byc przyjazn, ale nie jest, no coz. I
wszystko pieknie..tylko jjego przeszlosc. samotnie wychowuje mala coreczke, z
zona w trakcie rozwodu. zona z dzieckiem sie kontaktuje, ale ze wzgledu na
rozne sprawy opiekowac sie nie jest w stanie. No i teraz pytanie..Czy dam
rade?? czy jakikolwiek sens ma ta znajomosc? Bo jak narazie mnnie to
przerasta, nie czuje sie na silach wychowywac dziecko, ktore gdzies tam ma
matke, ktora to matka kontaktowac z corka sie bedzie- wiadomo, ktora jakos
tam bedzie na nia wplywac. Na poczatku moze byc latwo bo dziecko jest male i
slodkie, ale gdy bedzie dorastac?Mam tysiace watpliwosci...Wiem, ze poradzic
musze sobie sama, bo kazda sytuacja jest inna. Ale latwiej mi bedzie podjac
decyzje czy jest sens kontynuowac i rozwijac ta znajomosc wiedzac ze komus
sie udalo, albo wrecz przeciwnie, ze sie nie udalo...Ehhh, skomplikowane to
zycie. Czekam z niecierpliwoscia na odpowiedzi.
    • geos Re: Czy sa tu macochy na pelny etat? 30.09.05, 12:14
      Są macoszki całodobowe
      Ja na przykład.
      Też sie bałam, ale jakos idzie. Myślę, ze nie ma co gdybac co do przyszłośi
      Nigdy nie wiadomo jak bedzie. JA mimo, że stosunki z pasierbami mam bardzo dobre
      nie mam pewności, że jak zaczną dojrzewac to nie usłyszę, że nie jestem ich
      matką. To jednak zależy jak bedziemy ich z M. wychowywać. NIe jest to sytuacja
      niemożliwa do pokonania. NIe przeczę, że pierwsze pół roku było trudne. Wsztscy
      sie dogadywaliśmy. Poznawaliśmy. Ja się uczyłąm postępować z dziećmi, dzieci
      uczyły sie ufac mi. NA dziś moge powiedzieć, że dogadujemy się, nie ma juz
      sytuacji które kiedyś powodowały stres i nerwy. Jest w porządku. Teraz zaczyna
      się dojrzewanie. To jest dopiero wyzwanie :o)
      Trzymam kciuki i pozdrawiam
      • aniama6 Re: Czy sa tu macochy na pelny etat? 30.09.05, 12:26
        Dziekuje za krzepiaca odpowiedzsmileZ tym gdybaniem chyba masz racje, ale ja
        niestety naleze do takich osob ktore to robia, wszystko ostroznie i
        przemyslaniewinkTego ze uslysze ze nie jestem jej matka akurat sie nie boje, no
        bo nie jestem, matke juz ma. Tego ze nie poradze sobie gdybym juz wlasne dzieci
        miala tez sie nie boje, bo jesli sie chce to z wszystkim mozna sobie poradzic.
        Boje sie tylko relacji z eks, tego ze bedzie niszczyc wszystko co my w stosunku
        do dziecka osiagniemy. juz teraz noz mi sie w kieszeni otwiera jak widze jak
        ona sie zachowuje. Za nic ma dobro dziecka, mysli tylko o sobie. Niestety nie
        jest to osoba zupelnioe zdrowa i tego sie wlasnie boje, ze mieszac bedzie w
        moim zyciu tak ze tego nie wytrzymam. a jak to jest u was?U ciebie goes? jak
        dogadujecie sie z eks?? heh chyba za bardzo znoww gdybie i w przyszlosc
        wybiegam ale ttaka moja natura.
        • lilith76 Re: Czy sa tu macochy na pelny etat? 30.09.05, 13:12
          z pewnym względów zapewne, nie piszesz dlaczego dziecko jest z ojcem i co
          takiego robi matka.
          poszukaj w wyszukiwarce starych wątków m-m-m (ostatnio nie ma jej w necie) -
          ona jest macochą całodobową nastolatka, którego matka ma odebrane prawa
          rodzicielskie i kiedyś wchodziła w ich życie. może ona sama się odezwie.
        • geos Re: Czy sa tu macochy na pelny etat? 30.09.05, 15:46
          U ciebie goes? jak
          > dogadujecie sie z eks??


          Ano my nie mamy Eks bo.. matka dzieci po prostu nie zyje.
          Za to była teściowa mojego Niemęża też na m daje popalić. Tyle tylko że to
          innego rodzaju ataki.

          Pamietam jak poznałam NIemęża to tez wylałam tony łez ze strachu czy to ma sens
          czy przetrwa i takie tam różne wybieganie w przyszłośc. Płakałam koleżance w
          rękaw i nie wiedziałam czy decyzja na tak nie przyniesie rozczarowań. Tym
          bardziej, że przede mna był roczny wyjad za granice i to na dośc daleko do
          krajugdzie kontak z bliskimi w Europie jest dośc utrudniony.
          Ale.. udało się. I ... własnie prasujemy śłubne ubrania na jutro :o)
          Więc pozdrawiam i powodzenia
    • sara98 Re: Czy sa tu macochy na pelny etat? 30.09.05, 14:55
      Witaj koleżanko
      Z Twojego listu wnioskuje, ze jesteśmy prawie na tym samym etapie znajmości i
      w podobnej sytuacji. Ja mojego Miśka poznałam rok temu, kiedy dowiedziałam się
      że jest wdowcem z 2 dzieci,też za wszelką cenę chciałam aby ta znajomość była
      jedynie przyjaźnią. Cóż skoro okazało sie że na 99 % jesteśmy 2 połówkami tej
      samej pomarańczy, stało się...Bałam sie piekielnie spotkania z dziećmi
      (niestety one są już prawie dorosłe 10 i 12 lat, a ja własnego nie posiadam
      więc 0 doswiadczeń macierzyńskich), jak sie potem okazało one też sie
      obawiały. Teraz potrafimy żartować na temat bajek o macochach. Nie staram sie
      próbować zastąpic im matki a raczej rozmawiać z nimi, okazać, że maja we mnie
      bratnią duszę.
      Twoja sytuacja jest o wiele bardziej korzystna, córeczka Twojego mężczyzny jest
      mała myślę, że o wiele łatwiej będzie Ci zbudować z nią emocjonalną więź.
      Pomimo, że mój facet niedawno podjął brzemienną decyzję, przeprowadził sie aby
      był bliżej mnie i ułatwić wzajemne poznawanie się, nadal miewam chwile
      zwątpienia. Myślę, że jest to właściwe dla "trudnych związków".
      Jednak podobno jak sie chce i jeszcze sie coś robi aby te wolę zrealizować to
      i "górę moznaby przenieść". Dużo zależy tez od tego jak układają sie Twoje
      relacje z facetem, czy pomaga Ci, wspiera, czy snujecie plany...
      Zyczę powodzenia
      Pozdrawiam
      • aniama6 Re: Czy sa tu macochy na pelny etat? 30.09.05, 18:47
        Dziekuje wam bardzo dziewczyny. wasze wypowiedzi jakby nie bylo sa pozytywne.
        Wprawdzie takiej sytuacji ze eks gdzies tam jest i miesza wam w zyciu nie
        macie, ale ja tez nie mamwinkja sie tylko obawiam jak narazie. Moze rzeczywiscie
        za wczesnie, bo co bedzie nie wiadomo. Dzis chyba przez ta pogode mam jakis
        dzien przemyslen i dochodze do wniosku ze jedyne czego pewna jestem to Jego
        uczuc do mnie. W druga strone juz nie do konca. jesli macie jeszcze jakies
        doswiadczenia w podobnych sytuacjach piszcie prosze. jakos od razu lzej mi na
        duszysmile
        • gosza26 Re: Czy sa tu macochy na pelny etat? 01.10.05, 13:11
          czy eks nie będzie mieszać, to już inna sprawa, bo jeśli dziewczynka jest z
          ojcem, to ta druga może się ocknąć i zażądać swojej obecności w życiu dziecka.
          Tu się mogą zacząć schody...
          Bardzo duzo będzie zależało od tego jak nawiążesz relacje z dzieckiem. Tylko ty
          i ona, a niezbędnym elementem będzie stosunek ojca dziewczynki do Was.

          Mnie na początku (czyli jakieś 5 lat temu), wydawało się co najmniej dziwne,że
          dla chłopca będe kimś więcej niż ,,bratnią duszą,,. Choć wiedziałam co ja
          czuje,musiałam czekać,aż do pewnych decyzji dojdzie Młody.
          No ale to u Ciebie dosyć odległa przyszłośći wcale niekonieczna.

          Powiem Ci tak, nie można przewidzieć jak się potoczy.
          Jestem właśnie po rozmowie z macoszka forumową i odkryłam,że stosunek rodziców
          do pozostawionych dzieci przed laty jest bardzo różny:od zachowania jakby nic
          sie nie stało, po chęć całkowietego wyrzeczenia się.I co tu duzo kryc wtedy
          możesz stać z boku.

          jedno jest pewne, tak jak będziecie pracować nad związkiem , będziecie musieli
          w to włączyć dziecko.Spacery i randki też mogą być rzadszewink
          A ty nawet jesli matką nie jesteś(nie będziesz chicała) to pewne rzeczy (dla
          dobra Was wszystkich)będziesz musiała wypośrodkować, bo jakby na to nie patrzeć
          to jest dziewczynka. I jej czasami będzie bliżej nawet do obcej kobiety, bo
          zawsze to ta sama płećwink niż do ojca.

          Dobrze jesli pewne zasady ułozycie na samym początku. To przy odrobinie
          konsekwencji da sie przeżyć.

          pozdrawiam
          • bei 50%..albo 75%..:):):) 01.10.05, 15:17
            ...to mój udział smilesmile

            moze nie myśl o przyszłosci....ani o przeszłosci ( łatwo powiedziecsmilesmile

            tylko staraj się, by teraźniejszosc była jak- najpozytywniejsza....

            Dzieci nie muszą spełniać naszych oczekiwań, ani biologiczne..ani te
            niebiologicznesmile

        • sara98 Re: Czy sa tu macochy na pelny etat? 04.10.05, 15:52
          Napisałaś: dochodze do wniosku ze jedyne czego pewna jestem to Jego
          > uczuc do mnie. W druga strone juz nie do konca".
          Niestety podzielam po części Twoje przemyślenia ale nie do końca. Kocham
          mojego faceta, "nadajemy na jednej fali",mamy podobne podejście do
          życia "rozumiemy sie w lot", albo też z pasją i zaciętością toczymy dysputy na
          różne temety. Jest pewna, ze mam do niego zaufanie jak do tej pory do żadnego
          meżczyzny (a byłam z kimś 7 lat), ale... Jest niestety pewne ale, często i
          gęsto myśle stereotypowo i (niestety) dzielę sie natychamiast z nim swoimi
          wnioskami, typu: mogłoby być dobrze i szczęśliwie gdybyśmy sie spotkali xy lat
          temu i wtedy bezapelacyjnie bym mogła powiedzieć że z Tobą chce spedzic swoje
          dalsze dni. Fakt, ze posiada on 2 dzieci w "takim wieku" w połączeniu z
          informacjami, które mi przekazał o swoim poprzednim związku (podobno kompletna
          porażka i trwanie dla dobra dzieci, niejasne sa pobudki zawiazania tego
          małżeństwa) sprawia, że bardzo często pytam sie czy ma to sens. Myślę, że czas
          pokaże. Ale również mnie to męczy, czasem bardzo.
          Pozdrawiam
          Ps. chyba mamy podobny sposób myślenia op "tej" sprawie
          • aniama6 Re: Czy sa tu macochy na pelny etat? 04.10.05, 18:10
            No chyba rzeczywiscie podobnie myslimysmileMoze zle sie wyrazilam o tej mojej
            niepewnosci uczuc, moze to bardziej strach przed tym ze jednak jest to ten moj
            jedyny. Hmm glupio brzmi, ale coz, zycie ciagle nas zaaskakuje, i pare
            miesiecy ttemu nie pomyslalabym ze bede takie rzeczy mowic.
            Podczas weekendu spedzonego na wyjezdzie do przyjacio(sama) myslalam wiele i
            doszlam do wniosku ze najlepsze wyjscie to nie myslec, nie roztrzasac, cieszyc
            sie chwila. I juz sie ciesze ze jutro sie z Nim spotkam. Nieskladnie pisze bo
            zza duzo mysli a za malo czasusmileChyba musze czesciej posty pisac bo jak cos
            wywale z siebie to mi sie wszystko w glowie uklada.
Pełna wersja