Dodaj do ulubionych

Sporadycznie...

19.10.05, 20:43
otóż mój Niemąż dał mi do zrozumienia, że nie mogę zwracać uwagi jego córce
np. że nie umyła naczyń, bo córka (16-latka) może się na mnie pogniewać, może
uznać, że nie mam prawa do zwracania jej uwagi i nie będzie przychodziła w
odwiedziny do ojca. Lepiej by to on zwracał jej uwagę niż ja, co najwyżej
mogę to zrobić sporadcznie... Mieszkamy u jego rodziców, ja sama mam córkę,
którą wspólnie wchowujemy i w sumie po 3 latach bycia razem zrozumiałam, że
nie mam nic do powiedzenia, i otaczam się jakąś fikcją. Cały absurd tej
sytuacji spowodował we mnie bunt, którego nie jestem w stanie opanować.
Powiedziałam głośno co o tm myślę, i odnosłam wrażenie, że on nie bardzo
rozumie moje wzburzenie. Jak ma wglądać ta "niby rodzina"? Skoro w jego
mniemaniu nie mogę nic powiedzieć jego córce, to jak ma wyglądać kwestia jego
stosunków z moją córką?? Czy widzicie jakieś rozwiązanie? A może to ja mam
jakies wypaczone pojęcie o wspólnym życiu??
Obserwuj wątek
    • wipsania Re: Sporadycznie... 19.10.05, 21:38
      Wiesz, sytuacja jest o tyle różna - mam na myśli jego córkę i Twoją, że tamta
      przychodzi w odwiedziny. Gościa w końcu traktuje się trochę inaczej.
      Ja zwracałam uwagę, gdy Młody naruszał jakiś normy współżycia - np hałasował,
      niszczył coś niechcący itp, ale to było rzadko.
      A jeśli chodzi o jego stosunki z Twoją córką - powinno być tak, jak Ty
      zdecydujesz i na ile mu pozwolisz. Czy między nimi jest jakiś konflikt? Bo
      jeśli nie, to ja bym jego córce odpuściła...
      • covery Re: Sporadycznie... 20.10.05, 09:37
        Tu nie chodzi o naczynia... chodzi o to bym sporadycznie zwaracała jej uwagę na
        cokolwiek czy bedą to upaprane buciory rzucone w kąt, czy porozrzucane ciuchy w
        pokoju, czy impreza o której nie wiem... Chodzi o zasadę, mam siedzieć cicho...
        • lilith76 Re: Sporadycznie... 20.10.05, 10:16
          domyślam się, że nie nieumyte naczynia tu są najistotniejsze.
          zdystansuj się. dobrze, że z wami nie mieszka - wtedy sytuacja byłaby gorsza.
          wszelkie uwagi przekazuj przez usta M, albo proś go o rozmowę z córką.

          > Chodzi o zasadę, mam siedzieć cicho...

          tylko w przypadku dziecka, które w sumie jest ci obce. nadal masz wpływ na
          wasze wspólne dziecko, wasz dom, wasze plany. mam nadzieję. na
          polu "pasierbica" możesz dać spokój.

          jeśli chcesz by coś zrobiła, trzeba po niej posprzątać - wyręczaj się jej
          ojcem. bardzo szybko odnajdzie w sobie pokłady ojcowskiej perswazji byle tylko
          samemu się nie spocić smile
          • covery Re: Sporadycznie... 20.10.05, 10:31
            czyli jednym słowem nan odpuścić? Niemąż uzasadnił to słowami, iż jego córka
            mogłaby się poczuć urażona, że jej zwracam uwagę i mogłaby już więcej do ojca
            nie przychodzić.
            jak mam odnieść to wszystko do wychowywania mojej córki? Czy też mam mu
            powiedzieć, by nie zwracał jej uwagi bo się obrazi??
            • ajmj Re: Sporadycznie... 20.10.05, 10:40
              Może pomoże cos gdy np: córka jego nie będzie miała ochoty poukładać ciuchów,
              umyć naczyń, to Ty spokojnie powiedz M, aby zrobił to za córeczkę. Po jakimś
              czasie może będzie sam ją gonił do sprzątania po sobie.
              I ja moze jestem wredna, ale jesli mój M powiedziałby mi, że mam siedziec cicho
              i sie nie wtrącać, po pierwszej zwróconej uwadze mojemu synowi, usłyszałby to
              samo.
              I napewno sa różnice w relacjach gdy dzieci mieszkaja z nami , a inne z
              dziećmi, które są tylko raz na jakiś czas(wtedy na więcej sie im pozwala i
              pobłaza)Ale nie uważam to za dobre.
              • ajmj Re: Sporadycznie... 20.10.05, 10:45
                Powinne byc traktowane podobnie.
                I raczej znając mój chrakter napewno wtrącałabym się i nie pozwoliłabym na
                pyskowanie i olewanie mojej osoby.
                Choc jesli miałabym uwagi, czy jakieś prośby w stosunku do córki mojego M,
                starałabym się własnie w delikatny, spokojny sposób przekazywać ewentualne
                polecenia posprzatania zabawek itp, itd.
            • jayin Re: Sporadycznie... 20.10.05, 18:27
              covery napisała:

              > czyli jednym słowem nan odpuścić? Niemąż uzasadnił to słowami, iż jego córka
              > mogłaby się poczuć urażona, że jej zwracam uwagę i mogłaby już więcej do ojca
              > nie przychodzić.
              > jak mam odnieść to wszystko do wychowywania mojej córki? Czy też mam mu
              > powiedzieć, by nie zwracał jej uwagi bo się obrazi??

              1. Co to znaczy, że "masz nie zwracać jej uwagi"? To znaczy, że masz jej nie mówić: "Ale ty jesteś nieporządna... Lepiej byś posprzatała po sobie, niż leciała na imprezę"? Czy moze masz "szlaban" na "Mogłabyś schować swoje buty do szafki?". Bo jeśli to drugie, to.. zależy od tego jakie ukłądy panują między tobą a jego córką. 16-latka to nie pięciolatka, za którą tata czy mama musi wszystko załatwiać, czy stawac w obronie przed "narzekającymi na ich wychowanie" :=) 16-latka sama sobie poradzi z ustalaniem kontaktów i ustawianiem dorosłych "na pozycjach: co komu wolno". Zwróciłaś jej kiedyś uwagę, że robi bałagan, a ona odpyskowała, czy się obraziła, że twój Niemąż tak się tego obawia?

              Takie NORMALNE zwracanie uwagi we WŁASNYM domu (o ile czujesz się tam jak "w domu", bo to róznie bywa, można gdzieś mieszkac długo i się nie czuć...) to nic zdrożnego. Masz prawo się złościć nawet, jak w twoim posprzątanym kawałku mieszkalnym walają się brudne buty czyjeś. Nieważne czyje, czy babci, czy ciotki, czy rodziców, czy Niemęża, czy twojej córki, czy jego córki. Jak na "waszym wspólnym terenie" ona robi coś, co niespecjalnie ci siępodoba, to zwróć uwagę. Ale bez podtekstu "złośliwości" czy "niechęci". Tylko tak normalnie. Najwyżej odmówi. A Niemąż to raczej nie ma co się wtrącać do tego wg mnie. Jego córka jest już prawie dorosła i wasze kontakty/układy (twoje i jej) to wasza sprawa. No, chyba, że już jego córka powiedziała wam/jemu, że nie podoba jej się jak zwracasz jej uwagę i masz jej dać spokój - to sobie odpuść i niech Niemąż załatwia "sporne akcje" - tylko nie zapomnij mu mówić, żeby sprzątnał jej brudne buty, albo ją do tego zmobilizował..;=). Ale jeśli tak twierdzi tylko twoj Niemąż - a jego córka nie widzi problemu i jak dotąd się nie obraziła na śmierć i nadal was odwiedza - to chyba zrobiłabym "konfrontację" ty-Niemąż-Córka - i po prostu spytała się jej, w jego obecności (żeby nie wymyślał później dziwnych powodów swoich "meNSkich" decyzji rodzinnych), czy nie ma nic przeciwko jeśli będziesz jej mówić o takich ZWYKŁYCH rzeczach i żeby nie odbierała tego negatywnie, tylko NORMALNIE. Jak odmówi, to trudno. Alle.. to już zalezy od tego na jakim "zakresie" obie teraz funkcjonujecie w tej rodzinie. Czy się tolerujecie, czy nie itd...

              A jak Niemąż będzie mimo wszystko nieprzejednany, to sugerowałabym użycie metody "równowaga w przyrodzie musi byc". czyli dostaje tyle samo dostępu do decyzji twoich i dotyczących twojego dziecka, ile daje tobie, w temacie jego spraw i jego córki. inaczej on będzie miał dostęp "decyzyjny" do wszystkiego, a ty do połowy. I nie będzie ci z tym wygodnie i przyjemnie, a po jakims czasie zacznie to tak uwierać, że będzie jakis dziwny kryzys. A tak... Będzie wszystko jasne. Takie reguły. Życia. Bez wyrzutów sumienia - bo przecież "rownowaga musi byc":=) dla zdrowotnosci. twojej.

              pozdr.

              J
          • zonka77 Re: Sporadycznie... 20.10.05, 10:36
            oooo a ja się nie zgodzę smile
            U nas córka M nie mieszka ale jest często. Nie ma statutu "gościa"
            Jest włączona w obowiązki domowe kiedy jest z nami jak każdy inny członek
            rodziny, między innymi po to aby też czuła się jej członkiem.
            Nie widzę powodu dla którego tatuś miałby zmywać po niej jeśli u nas każdy
            drobne rzeczy myje po sobie. Młoda sprząta na spółę z moją córcią kiedy się
            razem bawią, sprząta swoje rzeczy kiedy nabałagani. Jest traktowana tak jak
            moja córka. I to bardzo często ja jej "zlecam" zadania które wspólnie z mężem
            ustaliliśmy że dzieci adekwatnie do swojego wieku powinny wykonywać. W końcu
            jestem w swoim domku a córka M nie jest z nami często gęsto i nie chcę robić
            róznic między dziećmi takich że jedno może sobie siedzieć z założonymi rączkami
            a drugie ma sprzątać. Jaki mój M miałby mieć wpływ na wychowanie córki jeśliby
            była traktowana jak gość? Nasz dom to po prostui drugi dom tego dziecka a nie
            miejsce wizyt.
            • zonka77 Re: Sporadycznie... 20.10.05, 10:39
              Ja równiez nie potrafiłabym odnieść takiego "nietykalstwa" do wychowania naszej
              wspólnej córki, dlatego dzieci są traktowane po równo. I myślę że to ma dobry
              wpływ na córkę M i my wcale nie chcemy żeby czuła się u nas gościem!
            • kasia_kasia13 Re: Sporadycznie... 20.10.05, 16:44
              zonka77 napisała:

              > oooo a ja się nie zgodzę smile
              > U nas córka M nie mieszka ale jest często. Nie ma statutu "gościa"
              > Jest włączona w obowiązki domowe kiedy jest z nami jak każdy inny członek
              > rodziny, między innymi po to aby też czuła się jej członkiem.

              Naprawde fajne podejscie, aby dziecko mialo poczucie, ze bedac u ojca jest
              jakby u siebie. Mam tylko jedno pytanie. Czy oprocz tego, ze dziecko jest
              wlaczone w obowiazki na rownie z pozostalymi dziecmi, ma tez rowne prawa? Czy
              ma swoj "kacik" w tym domu, nie pytam czy pokoj bo znam realia, ale lozko,
              miejsce na swoje ubranka, zabawki? Czy jesli jest troche starsza to ma tez
              klucze do domu? Czy moze (pomijajac ewentualne ograniczenia ze strony matki)
              przychodzic do Was tak czesto jak chce i zostawac tak dlugo, jak chce? Pytam,
              bo takie rzeczy sa rowniez wazne, jak jej status (gosc czy domownik) jest
              odbierany przez nia sama.
              • zonka77 Re: Sporadycznie... 20.10.05, 21:20
                Ma swoją szafkę, śpi z siostrą w łóżku (specjalnie kupiliśmy rozkładaną kanapę
                dla małej bo na 2 łóżka miejsca nie ma) ma swoją pościel, swoją szczoteczkę i
                wieszak w łazience, swoje rzeczy i jest u nas jak często się da(ograniczeniem
                jest mama, szkoła i zajęcia) i zawsze kiedy chce.Czyli w co drugi weekend,
                często w tygodniu kiedy się da i długo w święta i wakacje, widzimy się co kilka
                dni czasem jest parę dni pod rząd. Myślimy o tym żeby w konkretne dni nauczyła
                się sama do nas przyjeżdżać autobusem (kiedy ma basen to z tamtąd ma niezły
                dojazd) i wtedy zostawałaby regularnie na noc raz lub nawet dwa w tygodniu
                Prawa ma takie sama jak nasza córka, tzn taki sam czas na komp, tv itd, tylko
                spać może chodzić później niż nasza mała bo jest starsza i oglądać w tv trochę
                poważniejsze rzeczy niż nasza 4latka smile
                Wymagamy od dziewczyn tyle samo - tzn grzeczności, szacunku, sprzątania po sobie.
                Szanuję prawa młodej, nie musi się na siłę bawić z małą, nie ma obowiązku się
                nią w domu zajmować, na szczęście po prostu lubi się jeszcze bawić i lubi się
                zajmować siostrą, kiedy jesteśmy poza domem sama z siebie się opiekuje małą,
                kiedy zostają gdzieś same bez nas wtedy młoda ma przykaz zająć się małą bo jest
                starszą siostrą a nas nie ma w pobliżu.
        • sonrisa3 Re: Sporadycznie... 21.10.05, 00:54
          Mnie się wydaje, że jak najbardziej masz prawo jej zwrócić uwagę na temat
          "przewinień", które godzą w Twój dom, np te rozrzucone w przedpokoju buty.
          Ale - co do imprezy, o której nie wiesz - o ile ona nie jest organizowana w
          Twoim domu pood Twoją nieobecność, to już sprawa jej rodziców.
          Możesz wymagać od niej tego samego, czego wymagasz od innych osób odwiedzających
          Twój dom, czyli respektowania zwyczajów panujacych w Twoim domu.
          Ale jednak od wychowania są rodzice.
          Co do stosunków między Twoją córką a Twoim "panem" - to chyba inna sytuacjia -
          tworzycie rodzinę, mieszkacie pod jednym dachem - to jakby z automatu daje
          wiecej praw, bo każdy domownik ma prawo wymagac od innego "współ-domownika"
          pewnych rzeczy, które ułatwiają wspólne życie.
          Może się mylę,ja wszak tylko ex bez next na horyzoncie jestem a w moim domu -
          póki co, tylko ja i synsmile
    • edytek1909 Re: Sporadycznie... 20.10.05, 10:50
      Bardzo dobrze Cie rozumiem.Moj niemaz tez uwaza nie mam prawa wtracac sie " w
      jego zycie tj. dzieci" on sam natomiast ma bardzo duzo do powiedzenia w kwestii
      wychowania mojej corki.Na chwile obecna odpuscila bo wyjechal do pracy jednakze
      mam zamiar sytuacje wyjasnic jak wroci.Tak byc nie moze.Bo jako kto wystepuje w
      tej rodzinie?Jako kochanka, sprzataczka, kucharka??A jak sa problemy a z jego
      dziecmi sa to mam sie nie odzywac?Przeciez to dotyczy naszego wspolnego
      zycia.Cala sytuacja ma wplyw na moje dziecko.Nie pozwol by tak bylo!!To nie
      fair!!
      E.
    • covery Re: Sporadycznie... 20.10.05, 11:05
      Niemąż bardzo chętnie będzie wyręczał swoje 16-letnie dziecko w myciu naczyń,
      w sprzątaniu, w ścieleniu łózka i wielu innych rzeczach. Uważa, że skoro
      przychodzi to należy traktować ją jako gościa, na co ja mam odmienne zdanie.
      Jednocześnie zarzuca córce lenistwo.. czyli przeczy sam sobie...
      • kasia_kasia13 Re: Sporadycznie... 20.10.05, 16:48

        > Niemąż bardzo chętnie będzie wyręczał swoje 16-letnie dziecko w myciu naczyń,
        > w sprzątaniu, w ścieleniu łózka i wielu innych rzeczach.

        Jesli niemaz bedzie myl te naczynia, to w czym tkwi TWOJ problem? Naczynia beda
        umyte, lozko poscielone.
        Nie pytam, w czym tkwi problem (mozliwe, ze faktycznie leniwa dziewczyna i
        tatus ja wyreczajacy we wszytkim) tylko w czym tkwi TWOJ problem.

        >Uważa, że skoro
        > przychodzi to należy traktować ją jako gościa, na co ja mam odmienne zdanie

        Ale to jego corka i ona przychodzi do niego. Nie do Ciebie. Jesli on "bierze"
        na siebie te brudne naczynia, to chyba to juz naprawde sprawa stosunkow miedzy
        nimi.
        • jayin Re: Sporadycznie... 20.10.05, 18:31
          kasia_kasia13 napisała:
          > Jesli on "bierze" na siebie te brudne naczynia, to chyba to juz naprawde sprawa stosunkow miedzy nimi.

          Dokładnie.

          Tylko później nie daj sobie wejśc na głowę, jak on bedzie sie na starosc uzalal, że ma niedobre i leniwe dziecko - a nie daj Boziu, jak bedzie narzekał, ze TY nic nie robilas, zeby mu pomoc ją WYCHOWAĆ. Jego problem. I powtarzaj mu to czasem, że jak ją wychowa, tak będzie miał pożytek i pociechę z dziecka w pozniejszych latach.

          Moze prewencyjnie każ mu napisać i podpisac jakiś akt Zwolnienia Ciebie Od Wszelakiej Odpowiedzialnosci Za Wychowanie Jego Córki i Skutki Tego Wychowania w Przyszłości? smile
    • judytak Re: Sporadycznie... 20.10.05, 12:07
      wiesz co, ta dziewczyna ma 16 lat
      i to jest tu główną przesłanką
      bo jakby miała 6, to co innego ;o)

      wyobraź sobie, że to jest np. młodsza siostra twojego męża ;o)

      mój mąż miał takie duże córki (teraz już są dorosłe)
      kiedy przychodziły ot tak, w odwiedziny, to je traktowałam, jako gości (czyli,
      wiadomo: nie brudzić, nie niszczyć, jak chcesz jeść poza posiłkami, to sobie
      zrób, ale: obiad podany, zmywanie nie twoja rzecz, a jak chcę, żebyś np. poszła
      do sklepu po mleko, to pytam grzecznie, czy byś nie chciała)

      a kiedy mieszkały u nas (np. w wakacje, ale jedna mieszkała chyba 2 lata w
      jednym ciągu), no to zasady, jak dla domownika...

      zresztą, ja dla własnej wygody zostawiałam wszelkie konflikty dla tatusia,
      niech się ćwiczy, ja grałam tylko rolę trenera ;o)

      pozdrawiam
      Judyta
      • zonka77 Re: Sporadycznie... 20.10.05, 13:23
        oj lepiej Nie wyobrażaj sobie że to jest młodzsza siostra Twojego M. Bo to jest
        jego córka i również 16 latkę trzeba wychowywać.
        Nie rozumiem o co chodzi z tym traktowaniem dziecka jak gościa i w związku z
        tym pobłażanie mu...wydaje mi się że to bardzo negatywnie wpłynie na jego
        wychowanie.
        Jak często jest córka M u was? Jesli raz na miesiąc to rozumiem jeszcze
        traktowanie jak gościa. Jeśli jest kilka razy w tygodniu i ma u was "drugi dom"
        To chyba by mnie szlag trafił na Twoim miejscu gdybym musiała ją obchodzić z
        daleka, nie mogła o nic poprosić ani zwrócić uwagi...
        Nie sądzę żeby włączenie dziecka M w normalną domową strukturę było czymś złym.
        Wręcz odwrotnie, niewłaśiwe wydaje mi się traktowanie dziecka jak jakiejś
        księżniczki żeby przypadkiem się nie obraziło...
        No ale ja ogólnie chyba mam staromodne podejście do tematu wychowywania
        dzieci... ;P
        • balladynka Re: Sporadycznie... 20.10.05, 13:48
          A ja tam się z Tobą zgadzamsmile Szlag by mnie trafił na miejscu, może to i dobre
          dla dziecka z rozbitego domu na początku i stosunków pasierb-macocha (choć mam
          tu podobne wątpliwości co i Ty) ale tak się na dłuższą metę nie da żyć. Może i
          wzajemne stosunku będą mniej napięte ale czy bardziej ludzkie i długoterminowo
          faktycznie lepsze dla dziecka (i dla zdrowia psychicznego macochysmile to nie
          jestem przekonana. Mnie tam ostatnio prawie 6-letnia młoda zwróciłą uwagę,
          żebym jej piżamkę miała zawsze wyprasowaną bo ostatnio była wymiętasmile (tatuś ją
          był lobem wrzucił do szafy i słuch wszelki o niej zaginął do tej wizyty) i
          jakoś mi korona z głowy nie spadłasmile Nie miałabym też nic przeciwko, żeby młody
          zwrócił się do mnie bezpośrednio a nie przez tatusia: Słuchaj stara, przycisz
          to radio bo się na lekcjach skupić nie mogę. I podobnie powinno być według mnie
          w drugą stronę. A jak dziecku albo tacie nie pasuje? No cóż, na taki tekst, że
          się królewna może obrazić za zwrócenie przez macochę uwagi (zakładam
          sprawiedliwie i w słusznej sprawie) i więcej u ojca nie pojawić to bym
          powiedziała, że skoro tak, to niech sobie idą do hotelu albo do restauracji -
          tam nie trzeba po sobie zmywać i łóżek słać. Mnie tam rybka. Tylko, że jak jej
          tam jakaś obca baba zwróci uwagę, że na korytarzu się papierków nie rozrzuca,
          muzyki głośno w godzinach takich a śmakich nie słucha itd i się na nich zbrazi
          to już nie mam pomysłu gdzie jeszcze mogliby pójść.
        • judytak Re: Sporadycznie... 21.10.05, 15:20
          zonka77 napisała:

          > oj lepiej Nie wyobrażaj sobie że to jest młodzsza siostra Twojego M.

          ja dobrze na tym wyszłam, one też, dlatego radziłam to z całego serca
          wiadomo, że nikt nie musi :o)

          Bo to jest
          >
          > jego córka i również 16 latkę trzeba wychowywać.

          jest jego córka - dla niego
          a dla mnie - jest jego bliską rodziną, tak, jak jego matka czy siostra
          od tego, że wyszłam za mąż, nie stałam się tożsamą z moim mężem ;o)

          > Nie rozumiem o co chodzi z tym traktowaniem dziecka jak gościa i w związku z
          > tym pobłażanie mu...wydaje mi się że to bardzo negatywnie wpłynie na jego
          > wychowanie.

          dokładnie napisałam, o co chodzi, więc wystarczy przeczytać
          i nie ma w tym absolutnie żadnego pobłażania
          jeśli moja matka przychodzi do mnie w gości, to nie żeyczę sobie, żeby zmywała,
          tak samo, jeśli przychodzi w gości ktokolwiek inny

          a jeśli chodzi o wychowanie, to od wieku ok. 14 lat tylko zbieramy owoce naszej
          wcześniejszej pracy wychowawczej...

          > To chyba by mnie szlag trafił na Twoim miejscu gdybym musiała ją obchodzić z
          > daleka, nie mogła o nic poprosić ani zwrócić uwagi...

          zdaje się, że nie o to chodziło...
          przynajmniej ja nic takiego nigdy nie robiłam
          po prostu nie zadałam sobie trudu ustalania, "kto zmywa i kto wynosi śmieci" w
          odnoszeniu do osoby, która raz przychodzi na godzinę w niedzielę, a innym razem
          siedzi po kilka godzin co drugi dzień, i nie jest to do przewidzenia (chyba w
          wieku 16 lat to dość normalne...)

          > Nie sądzę żeby włączenie dziecka M w normalną domową strukturę było czymś
          złym.

          jw. włączenie w tych warunkach jest niemożliwe i bezcelowe.

          > Wręcz odwrotnie, niewłaśiwe wydaje mi się traktowanie dziecka jak jakiejś
          > księżniczki żeby przypadkiem się nie obraziło...

          jeśli chodzi o mnie, nic takiego nigdy nie miało miejsca...

          > No ale ja ogólnie chyba mam staromodne podejście do tematu wychowywania
          > dzieci... ;P

          ja też ;o)
          pozdrawiam
          Judyta

          • zonka77 Re: Sporadycznie... 21.10.05, 23:50
            judyto są różne modele życia. Wyobraź sobie że ja u mojej mamy często zmywam a i
            moja mama u mnie smileJakoś jesteśmy bardzo blisko rodzinnie i jak moja mama
            przyjeżdża lub jak my jedziemy do niej (100 km) czujemy się jak u siebie i
            chętnie pomagamy jak i ona u nas. Ot taki mamy sposób byciasmile
            Ja myślę że jesteśmy z M 2 połówkami całości, M też jest tego zdania. Może to
            wynik tego że jesteśmy wierzącymi ludźmi i jak mówi biblia kiedy wyszłam za
            niego staliśmy się jednym ciałem smile
            Jeśli pasierb/pasierbica jest raz na 2 tygodnie przez 2 godziny w domu ojca to
            jestto inna sytuacja. U nas młoda jesto wiele wiele częściej. Zresztą nie o
            śmieci tu chodzi i nie o naczynia. A o stosunek pasierbicy do macochy i o
            miejsce dziecka jednego z małżonków we wspólnym życiu rodziny. nie za fajnie
            jest jeśli to miejsce to tylko posadka gościa raz na 2 tyg na dwie godziny.
            Jeśli tak jest to smutne...może nie da się inaczej ale to nie jest chyba super
            sytuacja...
            A co do tych nieszczęsnych śmieci i naczyń - w ostatni weekend sprzątałam i
            potrzebowałam pomocy. Poprosiłam młodą o pomoc w odkurzaniu i o wyrzucenie
            śmieci, byłyśmy same, M poszedł coś załatwić i potrzebowałam pomocy i młoda
            nader chetnie mi pomogla i nie czuję się jak wstretna czarownica która
            wykorzystała biedne dziecko wink
      • kasia_kasia13 Re: Sporadycznie... 20.10.05, 16:38
        Zgadzam sie z Toba. 16 lat to juz duza panna pozno na wychowywanie, _zwlaszcza_
        przez macoche. I zalezy jak sie to wszystko odbywa. Jesli dziewczyna przychodzi
        do ojca raz na jakis czas, w odwiedziny to zaganianie jej do mycia naczyn jest
        nie na miejscu. Jak ktos do mnie przyjdzie na obiad czy kawe to nie zaganiam go
        do kuchni aby umyl po sobie filizanke (dobra, teraz i tak mam zmywarke, ale
        wczesniej po gosciach sama mylam).
    • m-m-m Re: Sporadycznie... 20.10.05, 21:47
      Jak zrozumiałam z Twojego postu nie jesteś byłą pasierbicą. A to ułatwiloby Ci
      zrozumienie pozycji niemęża.

      Dziewczyna ma 16 lat i jeśli stosuje się do Twoich poleceń to jest pasierbicą
      doskonałą...jak sobie przypomnę siebie z tego okresu...no, niechby mi ojczym
      próbował cokolwiek powiedzieć, albo mnie pouczyć...no...już ja bym mu urządzia
      bal.

      Skoro niemąż prosi Cię o sporadyczne zwracanie jej uwagi, to dla swojego dobra -
      zastosuj się. Nie Twoją rolą jest wychowywanie jej. Ona ma ojca i matkę.
      To, ze Ty zgadzasz się na ingerencje wychowawcze niemęża w wychowanie Twojej
      córki (i Twoja córka zgadza się na taka jego interwencję) wcale nie oznacza,
      że każdy rodzic lub jego dziecko taki układ zaakceptuje.

      Ty możesz ją poprosić i słusznie radziły dziewczyny: zapędzić do pracy tatusia,
      a nie ją.

      Moja droga to nie jest klasyczna rodzina. Niestety, gdy pasierbowie są już
      nastolatkami szanse na taką rodzinę są znikome. Masz idealistyczne założenie,
      że "wszystkie dzieci nasze są", ale nie wszystkie dzieci uważają, że "cudzy
      rodzic i moim jest".

      Z reguły pasierbowie nie stawiają na równi rodzica i jego partnera, nie uznają
      jego autorytetu i tyle.



      i w sumie po 3 latach bycia razem zrozumiałam, że
      > nie mam nic do powiedzenia, i otaczam się jakąś fikcją. Cały absurd tej
      > sytuacji spowodował we mnie bunt, którego nie jestem w stanie opanować


      Tak. Otaczałaś się fikcją, że masz autorytet równy jej matce. Nie masz.
      A przeciwko czemu się buntujesz? Że dziecko M. nie zamierza być dla Ciebie jak
      córka?


      Z punktu widzenia psychologii dziecka ludzi rozwiedzionych to żadna nowina. To
      norma.


      Jeszcze raz pokreślam: buntowanie się nic nie da. Pogorszysz sobie tylko
      relacje z dorastająca nastolatką Twojego M.


    • wipsania Wspólne życie 21.10.05, 02:38
      Co to znaczy....
      Od kiedy bywanie w domu ojca w weekendy (często co drugie) nazywamy wspólnym
      życiem?
      Moją opinię opieram na własnych doświadczeniach ale też na wypowiedziach wielu
      dziewczyn z tego forum.
      Kilka z nich jest z dziećmi mężów/niemężów na stałe - to nie ten temat.

      1.Dziecko ma jeden dom. Ten, w którym mieszka na stałe, w którym ma swój pokój
      albo chociaż łóżko, gdzie śpi codzienie. Ma tam biurko, książki i podręczniki
      do szkoły, szafę z ubraniami. Szczoteczkę do zębów i zapasową bieliznę może
      mieć w kilku miejscach - u rozwiedzionego ojca, babci, u której nocuje, kiedy
      mama wyjedzie itp. Mój pasierb miał różwnież szczoteczkę do zębów u mojej mamy,
      ponieważ od czasu do czasu spędzaliśmy tam wspólnie weekendy. Co nie znaczy, że
      to był jego dom.... (BTW lubiłam, jak o naszym mieszkaniu mówił "u nas" ale to
      nie ma nic do rzeczy)
      2. To co napisałam powyżej jest normą jak najbardziej pożądaną - dziecko
      powinno mieć stały punkt odniesienia, jakieś miejsce zakotwiczenia, do którego
      wraca i gdzie czuje się na swoim miejscu. Nie mówię o sytuacjach
      patologicznych - mieszkaniu w melinie, gdzie żeby odrobić lekcje musi odsunąć z
      kawałka stołu musztardówki i papier po kaszance, chociaż podobno w kwestii
      uczuć i więzi też w takich sytuacjach bywa różnie.
      3. Podobne pytanie czy punkty stawiała kasia_kasia, z którą generalnie się
      tutaj zgadzam.
      4. 16-latka jest jak najbardziej młodzieżą do wychowywania, ale przez mamusię i
      tatusia. To nie jest rola macochy i jak spróbowałam przez chwilę postawić się w
      odwrotnej sytuacji tzn ex, której dziecko odwiedza swojego ojca a tam jakaś
      baba co chwilę ma coś za złe, to bym się chyba lekko spieniła. Pomijając fakt,
      że liczyłabym iż moje dziecko jest w miarę nieźle wychowane przez takiego
      ideała jak JA, to na "wychowywanie" w kwestii buciorów, naczyń czy innych
      takich niemal krymianalnych postępków wezwałabym ojca dziecka.
      I tylko jego.
      5.Jako że jestem wredną macochą, popierałam starania mojego M. o jak najlepszy
      kontakt z jego synem. I naprawdę nie chciałbym, żeby tu zaszkodziły nie umyte
      naczynia. Nadal twierdzę, że dziecko M., które przychodzi w najlepszym razie na
      łykendy, jest czyms w rodzaju gościa.
      Trochę domownik, trochę gość - ni pies ni wydra, jak mawiali nasi wielcy
      myśliciele...
      16 lat (i 7 dniwink) - przecież za chwilę ta panienka nie będzie miała wolnych
      chwil. Może nie będzie chciała przychodzić do taty, tylko spędzać czas z
      kolażankami w jakichś tam center handlowych?
      Covery droga! Ile to jest 16 lat w stosunku do wieczności? Potem zazwyczaj
      jest z górki. Ja macochuję 18 rok, ale nie życia Młodego tylko naszej
      pewnej "wspólnoty". Rozumiem, że masz trudną sytuację, bo mieszkacie u teściów
      i szczerze - nie chciałabym być na twoim miejscu.
      Tak jak Ci radziły dziewczyny - spróbuj cos wymyślić, żeby mieć odskocznię dla
      siebie i córki a wychowanie pasierbicy zostaw rodzicom. Nie Twój zając, nie
      Twoje buraczki////
      • balladynka Re: Wspólne życie 21.10.05, 12:54
        wipsania napisała:

        16-latka jest jak najbardziej młodzieżą do wychowywania, ale przez mamusię i
        tatusia. To nie jest rola macochy i jak spróbowałam przez chwilę postawić się w
        odwrotnej sytuacji tzn ex, której dziecko odwiedza swojego ojca a tam jakaś
        baba co chwilę ma coś za złe, to bym się chyba lekko spieniła. Pomijając fakt,
        że liczyłabym iż moje dziecko jest w miarę nieźle wychowane przez takiego
        ideała jak JA, to na "wychowywanie" w kwestii buciorów, naczyń czy innych
        takich niemal krymianalnych postępków wezwałabym ojca dziecka.
        I tylko jego.

        Wipsania, i przez osiemnaście lat ani razu nie poprosiłaś młodego o odniesienie
        kubka do zlewu po wypiciu herbaty tylko prosiłaś o to męża albo sama
        sprzątałaś? Ani razu nie powiedziałaś, że trzeba umyć ręce przed jedzeniem? Ani
        razu nie poprosiłaś żeby schował zabawki po skończeniu zabawy i nie pokazałaś
        mu gdzie jest jego szafeczka tylko prosiłaś o ich posprzątanie męża? W głowie
        mi się to nie mieści. Dla mnie to naturalne.
        • m-m-m Re: Wspólne życie 21.10.05, 18:03
          No, niby nie do mnie, ale się wtrącę.
          Przypuszczam, ze Wipsna nie miała na myśli próśb kierowanych do dziecka M.
          Pewnie ojciec dziewczyny z wątku też nie.

          Tu ważna rolę odgrywa ton głosu i forma w jakiej taka prośbę do dorastającej
          nastolatki się kieruje.

          Jeśli jest to prośba i wypowiedziane jest to spokojnym, nie poddenerwowanym
          głosem to co innego. Jeśli dziewczyna prośby tak sformułowanej nie spełni to
          też jej prawo: prośba nie jest rozkazem i istnieje możliwość nie zastosowania
          się do tej prośby. Może być odrzucona i o to nie powinna mieć macocha
          pretensji. Wtedy należy zwrócić się do ojca dziewczyny (i o to on sam prosił) o
          załatwienie tej sprawy.
          • balladynka Re: Wspólne życie 22.10.05, 12:39
            m-m-m napisała:

            > Tu ważna rolę odgrywa ton głosu i forma w jakiej taka prośbę do dorastającej
            > nastolatki się kieruje.
            >
            > Jeśli jest to prośba i wypowiedziane jest to spokojnym, nie poddenerwowanym
            > głosem to co innego. Jeśli dziewczyna prośby tak sformułowanej nie spełni to
            > też jej prawo: prośba nie jest rozkazem i istnieje możliwość nie zastosowania
            > się do tej prośby. Może być odrzucona i o to nie powinna mieć macocha
            > pretensji. Wtedy należy zwrócić się do ojca dziewczyny (i o to on sam prosił)
            o
            >
            > załatwienie tej sprawy.

            No to mi ulzylo bo juz myslalam, ze w ogole mi sie nie wolno odezwacsmile Czyli
            rozumiem, ze prosic moge ale jak mnie oleje to nie nalezy strofowac, karac etc
            i popadac w tzw. konflikty tylko przekazac sprawe rodzicowi. Ale m-m-m czy nie
            uwazasz, ze jak nie zalatwie sama tej sprawy tylko pojde z tym do M to tez mi
            sie to moze odbic czkawka bo taki nastolatek po pierwsze bedzie mial do mnie
            pretensje, ze zawiodlam jego zaufanie i kabluje na niego ojcusmile a po drugie,
            jesli ojciec interweniuje i zwroci mu uwage pokrywajaca sie z tym co wczesniej
            mowila macocha, to dziecko ma poczucie, ze ojciec go "zdradza", stanal po
            stronie macochy i tak naprawde to jego poczucie rozzalenia moze byc jeszcze
            wieksze niz gdybym probowala jakos te kwestie rozwiazac miedzy nami (mna a
            pasierbem)? Od razu dodam, ze nie mam zdania w tej kwestii bo guzik o tym wiem
            dlatego pytamsmile
    • covery Re: Sporadycznie... 21.10.05, 09:25
      Dziękuję Wam za wypowiedzi i ciepłe rady.
      Macie rację, że nie jest rolą wychowywanie 16-letniej pannicy przez macochę, ma
      od tego rodziców, ale ja do tego nie dążę i nie będę dążyła. Sądziłam, że mam
      możliwość powiedzenia stop czy też zwrócenia uwagi na rzeczy, które mi
      najzwyczajniej przeszkadzają. I to nie na zasadzie wbicia jej noża w plecy tylko
      tak jak to napisała jayi najzupełniej normalnie. Nie wyobrażam sobie by
      16-letnia dziewczyna mogła mi wejśc na głowę i totalnie mieć gdzieś moje zdanie.
      Nie mówię tu o jakiś poleceniach czy nakazach, ale o zwróceniu uwagi na
      zachowanie czy uwagę zwróconą niekoniecznie w moją stronę. Wipsano masz rację...
      dziewczę już nie ma czasu dla ojca, woli centra handlowe, pogaduchy z
      koleżankami i mimo tego, że nakłaniam tak jak i Ty do częstszego kontaktu ojca z
      córką efekty są mizerne. Nie chce uważać jego córki jako gościa, jest częscią
      rodziny, która wygląda tak jak wygląda, ale jednak. Wszyscy wokół dmuchają i
      chuchają, wyręczają, a mi opadają ręce, ale niczego nie sugeruję, niczego nie
      narzucam, stoję obok...
      • zonka77 Wpisania... 21.10.05, 11:35
        Napisałam o co drugich weekendach ale to nie jest jedyny czas jaki Młoda
        spędza z nami.Co drugi weekend to stała rzecz, pozostałe dwa w miesiącu jej
        mama chce mieć córkę w domu. Poza tymi weekendami są dni powszednie w które
        często młoda jest u nas, śpi u nas i jednak śmiem stwierdzić że ma u nas drugi
        dom. Ma tu tatę i siostrę i jest częścią naszego zycia bardzo mocno. Nie
        wyobarażam sobie żebym kilka razy w tygodniu miała w domu dziecko któremu nie
        mogę nic powiedzieć. Ani moje dziecko ani żadne inne nie wlezie mi na głowę.
        Młoda nie jest gościem, jakąś kuzynką która przyjechała nas odwiedzić czy
        ciocią która wpadła na kawę.
        Dzieci (mała i młoda) traktują się jak rodzeństwo normalne. Obie pilnują jedna
        drugiej żeby ta druga nie mogła więcej albo nie zrobiła mniej. Na porządku
        dziennym są krzyki: "mammmo a jak K może to czemu ja nie mogę" albo "tataaaa
        ale N ma to więc ja też chce" albo "mamooo ale ja nie będę sprzątać sama bo
        sama się nie bawiłam"
        Nawet jak moja siostra do nas na kilka dni przyjeżdża (jest dokładnie w wieku
        młodej 13l) to po sobie posprząta bo tak jest nauczona. Ja też jak jeżdże w
        odwiedziny do rodziców to pomagam mamie i po sobie sprzątam tak jak i mój M.
        Jak idziemy do babci którejś to ja lecę robić herbatę - wiem gdzie wszystko
        jest i chcę pomóc bom młodsza.
        I wiesz dlaczego tak jest? Bo jesteśmy rodziną. Nie obcymi którzy w odwiedziny
        na kawkę przychodzą, nie dalekimi krewnymi którzy się raz na pół roku spotykają.
        Ja w moim domku chcę się czuć jak w domku. Nie chcę co parę dni mieć gościa
        który będzie mną dyrygował. I to że młoda jest włączona na poważnie w naszą
        rodzinę to nie tylko obowiązki czy wymagania. Nigdy, przenigdy nie starałam się
        zastąpić młodej w żaden sposób matki. Ma mamę. Ja tez jestem mamą i dlatego nie
        próbuję być mamą nie swojego dziecka. Ale nie mam zamiaru stać z boku i
        schodzić z drogi dziecku. Nie jestem jakąś dokładką do życia jej taty. Jestem
        jego żoną, macochą młodej, mamą jej siostry i osobą dorosłą. A dom mojego M
        jest też i moim domem.
        Z córką M mam dobry kontakt bo staram się mieć. Nie "mamuję" jej ale spędzamy
        razem dużo czasu i robimy razem fajne rzeczy. Pomagam jej często w tym co mogę
        (jestem grafikiem, umime rysować, robimy razem duzo fajnych plastycznych rzeczy)
        Zalezy mi na kontakcie z młodą mimo że nie jest moim dzieckiem. Bo całe życie
        będzie częścią mojego życia a ja jej, bo ja jestem blisko jej ojca i siostry.
        tak już jest i koniec.
        Dlatego ten kontakt i jak najwięcej normalności w tym wszystkim mają dla mnie
        ogromne znaczenie, również dlatego że mam swoje dziecko do wychowania które
        bardzo buntuje się na przy robieniu jakichkolwiek różnic między nią i jej
        siostrą, odwrotnie zresztą też.
        Ufff dużo bym mogła pisać. Nie wiem jak to jest u covery, Jak często jest tam
        córka jej M, od jak dawna covery jest żoną i jaki ma kontakt z pasierbicą. Ja
        opisuję jak jest u mnie bo może taki przykład coś covery pomoże w
        przemyśleniach.
        Nie zgadzam się z tym że macocha ma być kimś obcym stojącym z boku nie mającym
        prawa głosu jeśli chodzi o to co się dzieje w również JEJ domu. I to że ktoś
        chce się czuć swobodnie w swoim własnym domu to nie znaczy że ma zakusy na
        matkowanie i wychowywanie. To znaczy że w stosunku do siebie ma prawo wymagać
        odpowiedniego zachowania i wcale nie musi pęłnić roli sprzątaczki i kucharki
        dla dziecka któremu się nie chce butów za sobą odstawić. Dla mnie to jest świat
        postawiony na głowie - usługiwać dziecku i bać się zwrócić mu uwagi. Ja byłam
        inaczej wychowana.
        do tego trzeba dodać całą machinę włączenia dziecka w rodzinę, również
        nawiązanie z dzieckiem fajnego kontaktu, spędzenie trochę czasu wspólnie.
        Naprawdę uważam że warto i że to wyjdzie dziecku na wielki plus jeśli nie
        bedzie się czuło u taty gościem.
        Czy w wypadku 16 latki to ma jeszcze sens i jest to możliwe (włączenie jej w
        rodzinę) nie wiem. Ale napewno nie jest niczym złym żeby covery mogłą czuć się
        w swoim domu swobodnie. Mówienie dorosłemu "nie zwracaj dziecku uwagi bo
        się obrazi" to dla mnie absurd, bardzo niewychowawcza rzecz. młoda będzie
        wiedzieć że może sobie pozwolić na wszystko i że kiedy jest w domu ojca to
        macocha nie ma nic do gadania. Zgadzam się że tu sprawę z wychowywaniem córki
        musi załatwić jej tata ale napewno nie tak że to Covery ma siedzieć pod miotłą
        • zonka77 i jeszcze Wpisania... 21.10.05, 11:43
          uderzyło mnie to co napisałaś, że dziecko może mieć zapasowe rzeczy
          u "rozwiadzionego" ojca, babci itd. Przepraszam ale nie porównywałabym nigdy
          przebywania młodej u nas a u babci, to nie jest ani ten poziom rodziny ani tez
          nie ta ilość czasu i nie ten związek uczuciowy.
          To Dziecko mieszka u "rozwiedzionej" matki i pomieszkuje u "rozwiedzionego"
          ojca a do babci, cioci czy innych członków rodziny jeżdzi czasem na noc.
          Zresztą swojej córce wbijam do głowy że jak jest u babci też ma się zachowywać
          grzecznie, pomóc babci, posprzątać za sobą i zachowywać się jak w domku. Kurczę
          sprzątania za sobą i grzecznego zachowania się w stosunku do dorosłych i dzieci
          to ja od niej wymagam nawet kiedy do koleżanki idzie się bawić!
        • covery Zonka77 21.10.05, 12:16
          Zonko77
          zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości. Nie do zaakceptowania jest dla mnie
          fakt, by usługiwać dziecku i bać się zwrócić mu uwagi. Mogłabym obiema rękami
          podpisać się pod tym co poza tym napisałaś. Nie ukrywam jest mi trudno, bo nie
          mieszkam u siebie, bo dla rodziców Niemęża to jest jedyna wnuczka, bo dziewczyny
          (moja córka i niemęża) nie mają ze sobą wspólnego języka. (mogłabym nawet uznać,
          że dla jego córki moja jest powietrzem..., z pewnością nie traktują się jak
          siostry), bo jestem oceniana przez jego rodziców i ocenie podlega również mój
          stosunek do pasierbicy. Zazdroszczę Ci takich wzajemnych relacji jakie masz, ja
          do tego dążę i przy trudnościach, które się pojawiają te moje dążenia są coraz
          bardziej nierealne. Rozmawialismy wczoraj z Niemężem o tej całej sytuacji i z
          ręką na sercu przeprosił mnie za swoje "propozycje". Nie zaprzeczę, że zabolało
          mnie całe to podejście, ale rozmowa pozbawiona niepotrzebnych emocji przyniosła
          pozytywny skutek. Może Niemąż pozbawiony możliwości przebywania z córką, kiedy
          tylko by chciał, jest skłonny na wszelkie ustępstwa, by ta okazała mu choć
          odrobinę zainteresowania... nie chcę negować ani usprawiedliwiać takiej postawy,
          ale przecież tworzymy rodzinę i jak w każdej są obowiązki i powinności i w końcu
          gdy ktoś wychowuje i jest wychowywany..., lecz jak zaznaczyłam wcześniej nie
          przez macochę... Pozdrawiam
        • kasia_kasia13 Re: Wpisania... 21.10.05, 16:37
          Zonka,
          W tej calej sytuacji masz bardzooooooooo duze szczescie (moze nie tylko
          szczescie, postaralas sie tez o to), ze Mloda Cie polubila i zaakceptowala.
          Inaczej byloby duzo ciezej.
          • zonka77 Re: Wpisania... 21.10.05, 16:46
            Od samiutkiego początku potraktowałam sprawę bardzo poważnie, połaziłam też do
            mądrzejszych odemnie po poradę i opłaciło się.Wiedziałam że pakuję się w trudny
            związek, miałam świadomość że nie będzie łatwo. Dużo pracy kosztowało mnie i M
            ułożenie wszystkiego i poskładanie naszej rodzinki ale staramy się i będziemy
            się starać bo samo się nie poukłada. Covery - rozmowa rozmowa i jeszcze raz
            rozmowa z M. I byc może z córką M też.I naprawdę nieoceniona może być pomoc
            psychologa. Wiem bo skorzystałam!
            rodzinkap.blox.pl
            • zonka77 Re: Wpisania... 21.10.05, 17:11
              jesli chodzi o kontakty z córką M to może trochę szczęście ale bardziej
              starania. Od początku starałam się jednocześnie żeby mnie polubiła ale i żebym
              zyskała jej szacunek, ponieważ młoda była dzieckiem nienauczonym szacunku do
              dorosłych i jeśli jej się pozwoliło to była bardzo nieprzyjemnym stworzonkiem.
              Zaznaczam jeszcze raz że dobry kontakt z młodą to nie próba bycia mamą. Mamę ma
              i nie usiłuję zrobić z niej swojej córki.
              Rozmawiam z młodą dużo. Interesuję się jej sprawami, szkołą, podchwytuję jej
              zainteresowania i często proponuję "zróbmy coś razem" A że mam takie zdolności
              jakie mam to razem i śpiewamy i rysujemy i siedzimy przy komputerze.
              Staramy się też robić dużo razem w czwórkę. Na każde święta kilka dni robimy
              pisanki (M też!) albo kartki BN (M też!) teraz będziemy np robić stadko
              stworzeń z kasztanów, w zimie będę z dziewczynami lepić bałwany i zwierzęta ze
              śniegu, będziemy na sankach jeździć. Czasem to "razem" to po prostu zakupy a
              czasem rozmowa w domu. Chwalę ją jak coś fajnie zrobi, tłumaczę jak coś zrobi
              źle. Jeśli jest niegrzeczna to jej tłumaczę że nie może się tak zachowywać bo
              to i tamto.(to wszystko kiedy jest ze mną i robi coś przy mnie) Mam siostrę w
              jej wieku więc może to mi pomaga się wczuć. Z siostrą też mam bardzo fajny
              kontakt.
              Z młodą gadamy na gg, przez skypea. Często jak jestem w pracy a ona przychodzi
              wcześnie ze szkoły sama do mnie pisze "co tam słychac" bo ma coś do
              opowiedzenia i nie ma komu bo mama w delegacji, tata na spotkaniu i na gg
              jestem ja. Cieszę się i doceniam to bo młoda nie jest typem dziecka takim jak
              moja córcia czyli pełnym uczuć i wylewnym w ich okazywaniu. Młoda z charakteru
              jest bardzo powściągliwa, niełatwo do niej dotrzeć.
              Ja staram się zachowywać naturalnie. Jestem z nią szczera. Jak coś mi się
              podoba to mówię, jak mi się nie podoba to też mówię i wyjaśniam dlaczego. Nie
              zastanawiam się co mogę a czego nie moge powiedzieć bo to nie moje dziecko.
              Jeśli widzę że Młoda ma jakieś grubsze pytanie czy problem odsyłam ją do M lub
              do jej mamy, problemy o których z nią rozmawiam to te które dotyczą zachowania
              wobec mnie lub małej.Czasem kiedy jestem sama z młodą i stanie się coś co
              wymaga interwencji dorosłego to interweniuję. Kiedy jest M ja się nie wtrącam o
              ile sprawa nie dotyczy bezpośredni mnie lub małej
            • m-m-m Re: Wpisania... 21.10.05, 18:44
              połaziłam też do
              mądrzejszych odemnie po poradę


              I co? Poradzili ci byś uzurpowała sobie prawo do wychowywania pasierbicy?
              Jeszce raz podkreslam: mialas duzo sczęścia.
              Przy takiej pasierbicy jak ja mogłabyś sobie chdzić po poradę i do samego
              diabła. Nic byś nie wskórała, zapewniam Cię.
              • zonka77 Re: Wpisania... 21.10.05, 23:56
                a tak z ciekawości - byłaś po taką poradę? Rozmawiałaś z psychologiem? Ty i Twój
                M? Jeśli tak było i nie podziałało nic a nic to przykro mi ale może to nie ja
                mam szczęście a ty pecha??
                Każdy z nas patrzy ze swojego punktu widzenia smile
                • m-m-m Re: Wpisania... 22.10.05, 11:54
                  Bylismy u kilku psychologów, lae z innymi porblemami, bo mój pasierb wobec mnie
                  agresywny nie był i nie jest (też mam szczęście).

                  Ja pecha nie mam, bo mój M. baardzo sie angażował i angażuje wychowawczo, więc
                  problemów z pasierbem nie mam, ale...przytoczyłam Ci przyklad swój (a nie
                  mojego pasierba), kiedy to moja śp. mama też prowadziła mnie do psychologa i
                  NIC owi psycholodzy nie wskórali. Potem, po kilku takich spotkaniach każdy z
                  tych psychologów przyznawał, że niezwykle żadko udaje się naklonić nastolatka
                  do zmainy postawy i że normą u dzieci ludzi rozwiedzionych jest niechęć do
                  macochy/ojczyma.


                  Dopiero dorosłą będąc juz po śmierci mojej mamy udałam się na terapię i
                  pogodziłam się z rozwodem rodziców. Ale zaznaczam: byłam juz dorosła i sama
                  tego chciałam.
                  O ile pamiętam czas nastolatkowy testowanie ojczyma było moja rozrywką i
                  odegraniem się za nieudane małżeństwo moich rodziców.


                  Mój pasierb to zupełnie inna sytuacja i historia.
                  On swojej matki nie chce widzieć na oczy, natomiast ja miałam ojca, z którym w
                  tym czasie utzrymywałam stałe kontakty i zwyczajnie na jakiegoś tam ojczyma
                  miejsca nie było.

                  Więc nadal uważam, ze masz szczęście tak jak i ja, bo tak naprawdę "średnia
                  krajowa" dzieci ludzi rozwiedzionych nie ma nastawienia pozytywnego wobec
                  nowego partnera rodzica i żaden psycholog nie jest w stanie sobie z tym
                  poradzić o ile samo dziecko nie będzie chciało. Z tym, że z reguly wie, ze chce
                  już po fakcie, czyli jak jest dorosłym człowiekiem.


          • m-m-m Re: Wpisania... 21.10.05, 18:41
            popieram kasiu_kasiu,
            zonka ma duuuuuuzo szczęścia

            Ale to jest w stanie ocenic tylko ten, kto sam był pasierbem/paiserbicą i wie
            co pasierb potrafi zrobić by pozbyć się nie chcianej macochy/ojczyma.


            To nie jest standard, by pasierb bez gadania stosował się do poleceń macochy, o
            nie.
              • kasia_kasia13 Re: Wpisania... 24.10.05, 11:11
                zonka77 napisała:

                > To nie jest standart że pasierbica nie lubi macochy! Przykro mi że tak miałas
                > ale to nie jest wcale standart!


                Z moich obserwacji wynika, ze to jest standard. Ja swojej nie lubilam, podobnie
                jak moi znajomi z rozwiedzionych domow nie lubili a juz na pewno nie sluchali
                swoich macoch/ojczymow. Tylko jedna znajoma lubila swoja, a mial ona wlasnie
                macoche nie wtracajaca sie w jej zycie.
                Naprawde doceniam Twoje i meza starania, sprawiasz wrazenie sympatycznej osoby,
                ktora naprawde lubi pasierbice. Ale jeszcze raz napisze, mialas szczescie.
                Gdyby paiserbica Cie nie polubila, zaden psycholog by nie pomogl. Po prostu
                dlatego, ze nie da sie kogos zmusisz czy sklonic do lubienia (czy kochania).
                Dziecko kocha rodzicow, a juz z reszty rodziny jedna ciotke ubostwia a drugiej
                nieznosi (nawet gdy obiektywnie nie ma powodow) i daje jej popalic.
        • m-m-m Re: Wpisania... 21.10.05, 18:33
          Nie zgadzam się z tym że macocha ma być kimś obcym stojącym z boku nie mającym
          prawa głosu jeśli chodzi o to co się dzieje w również JEJ domu.


          Widzisz to co ty piszesz ma zastosowanie do dzieci młodszych. 16-latka juz
          swoje wie, jest doatkowo w trudnuym wiekiu (to naprawde ogromna różnica w tym
          czasie: 13-ae, a 16-e lat) i i winteresie macochy jest zrzucac obowiazki
          wychowawcze na ojca dziewczyny.

          Nie chcę co parę dni mieć gościa
          > który będzie mną dyrygował. I


          To skrajność. Autorka watku jak mniemam nie jest "dyrygowana" przez pasierbice
          tylko próbuje dyrygować pasierbicą. Sama. Nie prosząc o to jej ojca . to
          naprawde duzy błąd.

          Naprawde nie wszystkie dzieci akceptuja uwagi obcych. Ja w kazdym razie nie
          akceptowalam. I nie bylo takiej siły, by mi ojczym próbował cos nakzywać.
          No, ale moze ja wyjątkowo krnąbrna pasierbica byłam.



          covery jest żoną


          Nie jest żona, mieszka u rodziców M. ze swoim dzieckiem z poprzedniego związku.
          jej prawa w tym domu w sposób naturalny sa ograniczone. Nie jest u siebie.
          • covery Droga m-m-m.... 24.10.05, 08:20
            "Autorka watku jak mniemam nie jest "dyrygowana" przez pasierbice
            tylko próbuje dyrygować pasierbicą. Sama. Nie prosząc o to jej ojca . to
            naprawde duzy błąd."
            Droga m-m-m nie zrozumiałaś, albo nie doczytałaś moich słów. Otóż nie jest, nie
            było i nie będzie w moim zamiarze dyrygowanie pasierbicą. Nie mam zamiaru
            wchodzić w "kompetencje" jej rodziców i wyręczać ich w swojej roli wychowawczej.
            Nie pozwolę sobie natomiast na stanie z boku i spokojne patrzenie jak
            dorastająca młodzież wchodzi mi na głowę, jawnie mnie ignoruje, pozwala sobie na
            pyskówki wobec mnie czy mojego dziecka. Raz jeszcze powtórzę, że nie moją rolą i
            chęcią jest wychowywać pasierbicę. Pozdrawiam
            • kasia_kasia13 Re: Droga m-m-m.... 24.10.05, 11:03
              Hej, nie odpowiedzialas mi na moj post, o co Ci wlasciwie chodzi:

              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=30677101&a=30720677
              > Nie pozwolę sobie natomiast na stanie z boku i spokojne patrzenie jak
              > dorastająca młodzież wchodzi mi na głowę, jawnie mnie ignoruje, pozwala sobie
              n
              > a
              > pyskówki wobec mnie czy mojego dziecka. Raz jeszcze powtórzę, że nie moją
              rolą
              > i
              > chęcią jest wychowywać pasierbicę. Pozdrawiam


              To zupelnie naturalne, ze ona Cie ignoruje. Ona ma 16 lat a Twoj autorytet jako
              macochy jest zerowy. I chocbys stawala na glowie, to tego nie zmienisz. Mozesz
              natomiast swoim zachowaniem wplywnac na pogorszenie sie stosunkow, nie tylko
              miedzy nia a ojcem ale tez miedzy Toba a Twoim mezem. Ondosze wrazenie, ze
              chodzi Ci mniej o te brudne szklanki czy porozrzucane ubrania (bo to sprzatnie
              maz), tylko bardziej Cie boli ambicjonalnie, ze pasierbica Cie nie slucha.
              • covery Kasiu-Kasiu13 24.10.05, 11:38
                Nie miałam w ciągu mojego bycia z Niemężem spięcia z pasierbicą. Chodzi mi
                jedynie o sytuację, w której będę zmuszona lub nie do zwrócenia jej uwagi, ale
                powiedzianej tonem niczego nie nakazującym np. czy mogłabyś poskładać swoje
                rzeczy? Uważam, że mycie naczyń, sprzątanie po 16-letniej pannicy to przesada. I
                zostawiam ten fakt do rozwiązania jej ojcu, jesli chce niech zmywa i niech
                sprząta. A późniejsze narzekania skierowane ku mojej osobie kazałam przemilczeć.
                Owszem mam tą wiedzę, że przychodzi ona do swojego ojca, a nie do mnie i moja
                ambicja na tym nie cierpi. Natomiast nigdy do niczego pomiędzy nimi- nią, ojecm
                i matką się nie wtrącałam i wtrącac nie będę. Te nieumyte naczynia, porozrzucane
                ciuchy... to oczywiście tylko przykłady, ale z takich zachowań można wiele
                wywnioskować. Może to kwestia wychowania albo też i pobłaźliwości na zachowania
                i brak reakcji ze strony osób, które dziecko wychowują. Owszem nie muszę się z
                tym zgadzać, ale nie mam prawa w to ingerować. I uwierz nie ingeruję, niczego
                nie narzucam i nie wymuszam...
      • m-m-m Re: Sporadycznie... 21.10.05, 18:23
        Nie wyobrażam sobie by
        16-letnia dziewczyna mogła mi wejśc na głowę i totalnie mieć gdzieś moje zdanie.


        A powiedz mi, czemu uważasz, że ona ma obowiązek liczyć się z Twoim zdaniem?
        Kim ważnym dla niej jesteś?

        Wiesz co, ja macochuje 7-y rok pod jednym dachem obecnie już także 16-latkowi,
        którego ojciec naprawdę wkłada w niego ogrom pracy wychowawczej, a nigdy ja
        jako macocha nie pozwoliłabym sobie na oczekiwanie od mojego pasierba, że
        będzie dla mnie taki jak dla matki (choć swojej matki nie cierpi i widzieć jej
        nie chce).

        Wielkorotnie, przez tyle lat moja strategia, iż od wychowania są rodzice, a nie
        macocha/ojczym sprawdziła się. Uniknęłam dzięki temu wielu zadrażnień i
        kłopotów z młodym.


        Poza tym co to znaczy, wejść na głowę? Czy to znaczy, że ma wykonywać Twoje
        polecenia tak samo jak wykonuje te wydane przez matkę?


        Wszyscy wokół dmuchają i
        > chuchają, wyręczają, a mi opadają ręce


        A co to Ciebe obchodzi?


        jest częscią
        > rodziny, która wygląda tak jak wygląda


        To znaczy jak? Wyglada inaczej, tak po prostu INACZEJ niż rodzina pełna i
        tradycyjna. Inaczej, nie znaczy gorzej. To prawdziwy poligon do doświdczeń
        zyciowych. Dziecko, które samo ma rodziców rozwiedzionych i pogodziło się z tym
        ich rozwodem - wręcz w dorosłym życiu docenia taki układ. Ja dzieki temu, że
        miałam ojczyma i na nim "wyćwiczyłam" moje umiejetności społeczne (no, jasne,
        nie było to dla niego przyjemne), dziś rozumiem wiele zachowań mojego pasierba,
        które zapewne tak jak Ty negowałabym lub próbowałabym z nimi walczyć. A tak to,
        no, może to śmiesznie zabrzmi - jestem macocha z wyboru i wiedziałam co mnie
        czeka. Niewiele mnie zaskoczyło.

        Taka posklejana rodzina jest trudna, ale ile się po latach ma satysfakcji, że
        pomimo niesprzyjających warunków jakoś udało się przetrwać.

        • zonka77 mmm 21.10.05, 21:52
          Ty przykładasz sój szablon do wszystkiego. Przykro mi że jako pasierbica miałaś
          złe doświadczenia. Nie znaczy to jednak że zawsze tak jest, że pasierbice i
          pasierbowie z zasady nie znoszą macoch/ojczymów.
          Wiesz co ty masz swój sposób i ok, wg Ciebie się sprawdza. A ja mam swój sposób
          i wiesz co - wg mnie też sprawdza się naprawdę świetnie.
          Wyjaśnie ci coś:
          nie uzurpuje sobie prawa do wychowania cudzego dziecka. Natomiast mam prawo
          wymagać od tego dziecka dobrego zachowania wobec mnie i mojego dziecka u mnie w
          domu. Napisałam że jeśli zwracam uwagę młodej to na tematy dotyczące
          bezpośrednio mnie i mojego dziecka.
          Nie wymagam też i nie pisałam że wymagam aby młoda mnie traktowała jak matkę, w
          życiu tego po prostu nie chcę, nie jestem jej matką!
          Nie znaczy to że mam być dla niej powietrzem a ona ma być powietrzem dla mnie.
          Nie znaczy to również że nie mogę na nic zwrócić jej uwagi ani że nie mogę mieć
          z nią miłej i dobrej relacji!
          Kim dla niej jestem? Choćby matką jej siostry. Choćby żoną jej ojca. Choćby
          dorosłą osobą w której domu często przebywa. Pozatym zwyczjnie CHCĘ żeby mnie
          lubila bo nie wyobrażam sobie spędzenia życia z moim M odcinając się od jego
          dziecka. Nie pojmuję dlaczego tak podkreślasz że to nie moje sprawa. Przecież to
          dziecko JEST częścią MOJEJ rodziny i spędza z nami dużo czasu, czemu mam się od
          niej izolować i izolować ją od mojej rodziny.
          Widzisz mmm mój sposób naprawdę działa. I nie sądzę że to kwestia szczęścia. I
          tak, fachowiec psycholog poradził mi kilka rzeczy które się sprawdziły i
          działają dobrze. I nie ma ŻADNYCH spięć na lini Ja-pasierbica czy Mąż - jego
          córka, ani nasza córka-jego córka i przypisuję to pracy i naszemu posobowi
          podejścia do sprawy. To po prostu działa i to bardzo dobrze. Taki sposób popiera
          mój M i nawet ex!
          Jak chcesz spędzać życie OBOK swojego pasierba dzieląc dom na TY I MĄŻ i MĄŻ I
          JEGO DZIECKO to Twoja sprawa. Ja tak nie robię i jak się okazuje jest to
          skuteczne. Młoda z radością przychodzi do nas. nie ma między nami żadnych
          relacji mogących zagrozić jej mamie i ona o tym wie (ex)
          Jest wzajemna sympatia w dużej ilości, szacunek i tak normalne i szczere relacje
          jak tylko się da.
          To że ty byłaś nieszczęśliwą pasierbicą i że ty masz taki sposób na życie jaki
          masz nie sprawia ze wszystkie inne dzieci na świecie będą odczuwały tak jak ty
          czułaś. I myślę że to co czują dzieci to też kwestia tego jak je się prowadzi.
          Myślę że młoda nie czuje się zagrożona, lubi mnie. Myślę że gdybym była wobec
          niej obojętna i pokazywałabym jej że mnie nie obchodzi co mówi i robi w stosunku
          do mnie i unikała wszelkich rozmów z nią to bym jej tylko dała poczucie że w
          naszym domu jest kimś obcym, gościem i że nie jest częścią rodziny.
          A tymczasem młoda bardzo chętnie i dużo jest z nami, lubi z nami być lubi ze mną
          rozmawiać...
          MMM nie przelewaj swoich nieszczęść na cały świat. Wcale nie musi to tak
          wyglądać jak opisujesz tylko wymaga to sporo pracy i chęci.
          Zresztą smile psycholog a właściwie psychologowie u których bywałam swojego czasu
          często, latami zgłębiali psychologię rodzinną i dzieciącą i cieszę się
          niezmiernie że skorzystałam z rad jakich mi udzielili bo to po prostu działa smile smile
          pozdrawiam!
          • m-m-m Re: mmm 22.10.05, 12:29
            Po pierwsze:
            nie przelewam swoich żalów z dawnych lat. Ja mam swoje sprawy załatwione dawno,
            jak pisałam Ci wyżej.
            Pokazuję Ci, że pozytywne nastawienie wobec pasierba /pasierbicy NIE MUSI
            ODBIĆ SIĘ TYM SAMYM. I tu masz i Ty i ja szczęście.
            Osobiście nic złego na dzień dzisiejszy o moim byłym ojczymie powiedzieć nie
            mogę, ale wtedy, gdy sma miałam 16-e lat...no cóż nie było takiego psychologoa,
            który zmieniłby moje postępowanie. W tym wieku wpływ "prowadzenia rodzica" jak
            to ujęłaś jest już znikomy.


            Ty przykładasz sój szablon do wszystkiego


            Nie, daję Ci swój przykład z tym, że na tym forum jest tylko kilka macoch,
            które same miały podobne doświadczenia z dzieciństwa (czyli same były
            pasierbicami, a dziś są macochami), więc trudno by mój przykład nie był na tym
            forum odosobnionym.
            Zajrzyj na forum dzieci ludzi rozwiedzionych (a takowe jest) i tam przykładów
            negatywizmu wobec macochy/ojczyma jest bez liku. Czyli zależy co, kto i gdzie
            pisze.



            Jak chcesz spędzać życie OBOK swojego pasierba dzieląc dom na TY I MĄŻ i MĄŻ I
            > JEGO DZIECKO to Twoja sprawa



            Nie, ja tak nie robię, ale cały czas mam poczucie, że się nie rozumiemy, ja NIE
            PRZEKŁADAM MOJEJ OBECNEJ ROLI MACOCHY NA TO CO MIAŁAM WCZESNIEJ, W DZIECIŃSTWIE.


            Chcę Ci tylko pokazać, że na nastolatka nie ma mocnych psychologów. Twoja
            psierbica jest jeszcze stosunkowo mała, ma dopiero 13-e lat. Ustawienie takiego
            dziecka jest stosunkowo proste, gorzej później : u 16-latka to nierelane i
            żaden psycholog Ci nie pomoże.


            Kim dla niej jestem? Choćby matką jej siostry. Choćby żoną jej ojca


            To argument dla człowieka dorsłego. Dla mnie w czasach mojego ojczyma, to, że
            on był mężem mojej mamy nie oznaczało wcale, że ja miałam czuć się jego rodziną.
            Natomiast do mojego Taty chodzę regularnie na cmentarz.


            Tak, że nie jest oczywistym, iż jesteś żoną jej ojca i matką jej przyrodniej
            siostry ona ma czuć się jako Twoja rodzina. Jeśli tak się czuje to bardzo
            dobrze dla Ciebie, ale to nie jest oczywiste.



            To że ty byłaś nieszczęśliwą pasierbicą i że ty masz taki sposób na życie jaki
            > masz nie sprawia ze wszystkie inne dzieci na świecie będą odczuwały tak jak ty
            > czułaś. I myślę że to co czują dzieci to też kwestia tego jak je się prowadzi



            Nie mówię, ze WSZYSTKIE DZIECI NA ŚWIECIE, mówię, że WIĘKSZOŚĆ dzieci ludzi
            rozwiedzionych, zdecydowana większość nie jest zachwycona posiadaniem
            macochy/ojczyma.
            Prowadzić możesz sobie jak chcesz, ale nastolatkowi już sobie możesz...
            Zaznaczam jeszcze raz: 16-latek z reguły wie, kto jest dla niego kim i nie da
            sobą łatwo manipulowac jakimś tam psychologom, macochom, czy innym "oświeconym"
            dorosłym. Sam musi chceć zmienić swoje nastawienie.

            Podkreślam jeszcze raz: Ty masz wyjątkowe szczęście i ja też jej mam do
            pasierbów, szczęście też w tym, że dzieci przez nas poznane były małe, przed
            wejściem w wiek dojrzewania, a autorka tego wątku próbuje zmienić, czy mieć
            rolę kogoś kim nigdy wcześniej dla córki jej faceta nie była, a ma już
            dziewczyna 16-lat, a nie 10, czy 13-e.
            • covery Re: mmm 24.10.05, 08:35
              a autorka tego wątku próbuje zmienić, czy mieć
              > rolę kogoś kim nigdy wcześniej dla córki jej faceta nie była, a ma już
              > dziewczyna 16-lat, a nie 10, czy 13-e.

              MMM nie zgodzę się tutaj z Tobą, jak wczesniej napisałam nie uzurpuję sobie
              prawa do wychowywania cudzego dziecka. To, że wymagam odpowiedniego zachowania
              się wobec mnie czy nawet wobec osób trzecich nie przesądza przecież o narzucaniu
              komuś mojego zdania. Mam prawo je wypowiedzieć. Pozdrawiam
              • m-m-m Re: mmm 24.10.05, 12:34
                To, że wymagam odpowiedniego zachowania
                się wobec mnie czy nawet wobec osób trzecich nie przesądza przecież o narzucaniu
                komuś mojego zdania


                Jeśli wymagasz od 16-latki odpowiedniego zachowania wobec osób trzecich to jest
                to wychowanie.
                Wymagać możesz wyłącznie od włsnej córki, a skargi na zachowanie pasierbicy
                kierować do jej ojca lub matki, bo to oni są od stawiania wymagań co do jej
                zachowania wobec np. sąsiadki.
    • lilith76 Re: Sporadycznie... 21.10.05, 09:53
      ja covery odrobinę rozumiem. kiedy dzieci przyjeżdżają na wizytę do ojca,
      wszystko skupione jest na nich, zostaje zaburzony ustalony rytm dnia i życia
      pary/rodziny. kobieta ma prawo poczuć, że traci kontrolę nad domem/otoczeniem,
      albo zaczyna być zbędnym elementem, czuć "więź genów" przy których ona
      jest "innym zestawem".
      nie piszę tu negatywnie, nie oceniam!
      • zonka77 Re: Sporadycznie... 24.10.05, 12:02
        mmm
        1.Covery nie chce wychowywać pasierbicy ani jej matkować ani nią rządzić.
        Zastanawiała się czy może zwrócić jej uwagę lub o coś poprosić. I zdecydowanie
        uważam że jak najbardziej ma prawo i nie musi się zwracać do tej prawie
        dorosłej osoby przez jej ojca i bać sie czy się nie obrazi.I nie ma to nic
        wspólnego z wychowaniem i matkowaniem ani rządzeniem.

        2.Ja też nie oczekuję od swojej pasierbicy że będzie zachowywać się jak moja
        córka ani że będzie traktować mnie jak matkę. Natomiast jako osoba dorosłą nie
        pozwolę sobie na niegrzeczne zachowanie WOBEC MNIE ani dziecku w wieku 5 ani 10
        ani 15 ani 18 lat. Takie mam poglądy na zycie i już.

        3.Co do relacji z pasierbicą to myslę tak. Mam taką jaką mam bo nad tym pracuję.
        Nawet z 16 latką można próbować się dogadać. Jesli nie Tworzysz i nie chcesz
        relacji to jej nie ma. Nie widzę potrzeby tworzenia sztucznych granic i
        oddzielania się od dziecka mojego M "bo to nie moje dziecko". Jestem przekonana
        że jeśli ja bym się od niej odcinała ona czułaby się w naszym domu obco i źle.
        Jeśli ja nie okazałabym jej sympatii ona nie okaże sympatii mnie. Staram się
        pracować na to aby mieć autorytet w oczach tego dziecka. Nie autorytet MATKI
        ale osoby dorosłej z którą często przebywa i nie chcę być przez nią traktowana
        jak koleżanka do bicia, tym bardziej że mam córcię małą, dla której starsza
        siostra jest ogromnym idolem i mała naśladuje ją we wszystkim, rownież w tym co
        niegrzeczne.

        3. Jak miałabym poradzić sobie z młodą kiedy nie ma jej taty z nami jeśli
        musiałabym z kazdym problemem biegać do niego "na skargę"?
        Jak czułaby się młoda jeślibym nie umiała się zwrócić do niej bezpośrednio
        tylko przez ojca. Np scena: jesteśmy wszyscy w mieszkaniu. Potrzebuję żeby ktoś
        pomógł mi obierać ziemniaki. Młoda jest w kuchni i gada ze mną. I ja wtedy
        gromkim głosem wołam przez pół mieszkania do M "czy mógłbyś poprosić swoją
        córkę żeby pomogła mi obrac ziemniaki?" PO CO?
        Albo inna scena. Młoda przychodzi i rzuca obłocone buty na środek świeżo
        wyodkurzanej podłogi. I wtedy ja muszę lecieć na skargę do taty i przez niego
        prosić młodą żeby nuty wytarła i położyła gdzie ich miejsce bo inaczej się
        obrazi??. No wybaczcie drogie Panie ale nigdt w zyciu. Po dwóch tygodniach
        młoda zapyskowałaby mnie na śmierć i musiałabym za nią chodzić i sprzątać smile

        Zaraz napiszę Wam pewną historię z mojego zycia która świetnie obrazuje to co
        chę przekazać
        • zonka77 Re: Sporadycznie... 24.10.05, 12:26
          A oto historia.
          Mając 17 lat pojechałam na 2 miesiące do szwecji, do rodziny. Miałam sobie
          dorobić jako opiekunka dwójki kuzynów - kuzyn lat 9 i kuzyneczka lat 4
          Po przyjeździe na miejsce okazało się że oboje to rozpieszczone dzieciaczki.
          Miłe ale rozpieszczone ponad miarę. Kuzyn 9 latek nie umiał sam sobie cherbatki
          zrobić, kanapki masłem posmarować, poskładać spodni do szfy.Byłam w szoku
          ponieważ w ja w tym wieku sama sobie robiłam śniadanie do szkoły, to ja robiłam
          mamie i tacie cherbatę i to ja sprzątałam po sobie i często po innych jeśli
          takie miałam zadanie.
          Już w pierwszym dniu kiedy zostałam z dzieciakami sama zaczęło się przy
          śniadaniu. "Zrób mi cherbatę, posmaruj kanapke itd..."
          Powiedziałam - kochany W, masz rączki dwie sprawne, jesteś dużym chłopakiem i
          to wstyd żebyś nie umiał sobie sam kanapki posmarować"
          Od kanapki doszliśmy do samodzielnego sprzątania i pomocy młodszej siostrze w
          ubueraniu. Chłopak był w szoku. Ktoś od niego WYMAGAŁ ale i ktoś chwalił i
          traktował jak dużego faceta.
          Kiedy po dwóch miesiącach jechałam do polski dzieci ryczały.
          Ja nie zastąpiłam mu mamy którą uwielbiał i uwielbia. Ja nie pozwoliłam się
          wykorzystywac i sprawiłam że dzieci miały do mnie szacunek i mnie polubiły,
          poczuły się ważne i traktowane poważnie. Zostawałam z nimi codziennie na parę
          godzin i musiałam sprawić żeby mnie słuchały i one to wyobraźcie sobie LUBIŁY.
          wy pewnie powiedziałybyście że wtrąciłam się w ich wychowanie i weszlam w rolę
          matki. Ja zaś nie usiłowałam ich wychowywać, zrobiłam coś naturalnie i w
          sytuacjach odnoszących się do mojej osoby. Jeśli mama chce robić za dziecko
          wszystko to ok, ale ja nie muszę.
          W mojej rodzinie do dzisiaj krąży legenda jaka ze mnie była fajna opiekunka wink
          A kuzyn do dzisiaj mi przysyla listy i kartki
          Mówicie że pasierbowie zwykle nie lubią swoich macoch i ojczymów.
          A ile z tych macoch i ojczymów stara sie traktować te dzieci dobrze, naturalnie
          i nie odcina się od nich. Ile ulega stereotypowi jaki głosi mmm czyli "nie
          twoje dziecko to trzymaj się z daleka" Jak u licha można polubić osobę która
          się pilnuje żeby ci nie zwracać uwagi, zeby się zanadto nie zblizyć?
          Dzieci w większości testują dorosłych na ile można sobie pozwolić. O ile są
          dobrze wychowane to nie będą pyskować i bałaganić macosze, najwyżej nie będą
          jej lubić bo się trzyma z daleka. Te mniej wychowane będą robić to na co im się
          pozwoli tracąc szacunek dla osoby która pozwala na wszystko i leci najwyżej na
          skargę do tatusia lub mamusi.
          I jeśli ty nie okażesz trochę serca z jednej strony a z drugiej nie wyrobisz
          sobie szacunku to dziecko nie będzie cię lubiło ani szanowało.
          To się odnosi nawet do dobrej nauczycielki w szkole i nie ma NIC WSPÓLNEGO Z
          MATKOWANIEM, I WPYCHANIEM SIĘ NA MIEJCE MATKI
          smile
          • m-m-m Re: Sporadycznie... 24.10.05, 12:58
            Ja nie pozwoliłam się
            wykorzystywac i sprawiłam że dzieci miały do mnie szacunek i mnie polubiły,
            poczuły się ważne i traktowane poważnie. Zostawałam z nimi codziennie na parę
            godzin i musiałam sprawić żeby mnie słuchały i one to wyobraźcie sobie LUBIŁY


            Tak. Dzieci były mała lat 4 i 9. Nie jestem przekonana, czy to udałoby Ci się
            np. z 15-latką i 17-latkiem.


            O ile są
            > dobrze wychowane to nie będą pyskować i bałaganić macosze, najwyżej nie będą
            > jej lubić bo się trzyma z daleka. Te mniej wychowane będą robić to na co im
            się
            >
            > pozwoli tracąc szacunek dla osoby która pozwala na wszystko i leci najwyżej
            na
            > skargę do tatusia lub mamusi.



            Pyskowanie macocsze to nie objaw złego wychowania, ale objaw niezgody dziecka
            na wychowywanie go przez obcego.
            To informacja: Tobie macosze NIE POZWALAM na pouczanie mnie, bo Ty nie jestes
            moim rodzicem.

            Szacunku u pasierba nie wyrobi się pokazywaiem mu swoich granic, jeśli nie
            popiera Cię rodzic, bo on i tak ma głęboko w nosie Twoje uwagi na jego temat.
        • m-m-m Re: Sporadycznie... 24.10.05, 12:50
          Covery nie chce wychowywać pasierbicy


          Chce, bo wymaga od niej odpowiedniego zachowania, nie tylko wobec siebie, ale i
          wobec osób trzecich.
          Skargi na zachowanie pssierbicy wobec osób trzecich powinna kierować do
          rodziców pasierbicy, anie sama zwracać jej uwagę.


          Nawet z 16 latką można próbować się dogadać


          Ano włśnie: "próbować", ale nie oczekiwać, że cokolwiek się w tej materii uda.
          Jak się uda dogadac to swietnie, ale liczyć się trzeba z niedogadaniem się i
          tyle.



          Natomiast jako osoba dorosłą nie
          > pozwolę sobie na niegrzeczne zachowanie WOBEC MNIE ani dziecku w wieku 5 ani
          10
          > ani 15 ani 18 lat. Takie mam poglądy na zycie i już.


          To znaczy co jej zrobisz? Zrugasz ją?

          Tak sobie wyobrażam, że to ja jestem ta pasierbicą. Jeśli spróbowałabyś mi
          zwrócic uwagę, bym Cię wyśmiała i wykpiła (a mając lat 16-e robiłam to często z
          moim ojczymem) i co byś mi zrobiła?
          Jedyne co moglabyś wtedy zrobić, to poprosić któregoś z moich rodziców o
          interwencję, a i tak oni nie zawsze byliby w stanie sobie ze mna poradzić, bo
          za skarżypyctwo jeździłabym po Tobie równo. Uprzykrzyłabym Ci życie skutecznie.
          Tylko dyplomatycznie i apelując do moich rodziców ewentualnie mogłabyś wpłynąć
          na moją osobę.




          jesteśmy wszyscy w mieszkaniu. Potrzebuję żeby ktoś
          >
          > pomógł mi obierać ziemniaki. Młoda jest w kuchni i gada ze mną. I ja wtedy
          > gromkim głosem wołam przez pół mieszkania do M "czy mógłbyś poprosić swoją
          > córkę żeby pomogła mi obrac ziemniaki?" PO CO?
          > Albo inna scena. Młoda przychodzi i rzuca obłocone buty na środek świeżo
          > wyodkurzanej podłogi. I wtedy ja muszę lecieć na skargę do taty i przez niego
          > prosić młodą żeby nuty wytarła i położyła gdzie ich miejsce bo inaczej się
          > obrazi??. No wybaczcie drogie Panie ale nigdt w zyciu.



          Zależy jakim tonem byś to powiedziała i musisz się liczyć, że pasierbica się
          nie zastosuje do Twoich próśb, bo np. jej się nie chce.
          I z taka ewentualnościa trzeba się liczyc, że pasierbica Ci odmówi i guzik
          możesz jej zrobić.
          • zonka77 Re: Sporadycznie... 24.10.05, 13:20
            No więc jeśli pasierbica się do mnie odezwie hamsko, brzydko i niegrzecznie
            tak, ochrzanię ją za to równo. Ochrzani ją również mój M i pewnie jeszcze ex.
            Bo przez wszystkich jest uczona że tak się nie robi.
            Jesli ja sobie nie poradzę z uzyskaniem autorytetu to mój M ani nikt inny tego
            młodej nie narzuci na siłę, to moje zadanie aby młoda miała do mnie szacunek.
            Dlatego poza ewentualnym,i wymaganiami mam tez dla niej dobre słowo, sympatię i
            zainteresowanie.
            Nie bardzo Cię rozumiem mmm. Więc 16 latek ma prawo do pyskowania i bycia
            niegrzecznym? Za to macocha ma się go bać i nawet rodzicom nie może nic
            powiedzieć bo jeszcze gorzej będzie?
            Dla mnie nastolatek jakiego opisujesz to dziecko nad którym nikt nie ma
            kontroli i które nie ma autorytetu nad sobą a to nie jest ani dobre ani
            normalne, nie powinno być.
            Tak wiem że pasierbica może mi odmówić pomocy. Powiem wtedy że mi przykro i
            koniec. Jeśli będzie niegrzeczna złośliwa itd to już co innego. Wtedy będę się
            bronić, jak nie dam rady sama to zaangazuję tatę.
            Przypominam cały czas że mówię tu o sytuacjach dotyczących mnie u mnie w domu a
            nie o ogólnym zachowaniu wobec świata. To zostawiam jej tacie, który tak przy
            okazji się mnie często radzi co zrobić i ja mu mówię co bym zrobiła ale tak że
            młoda tego nie słyszy i mówię zawsze na zasadzie "moim zdaniem" i to jest do
            przemyślenia dla mojegop M.
            On nie miał wzorca dobrego taty w domu więc czasem się gubie. Zresztą co dwie
            głowy...
            No nie wiem mmm może ja żyję w innym świecie. Uważam że w polskich domach za
            mało jest rozmowy i otwartości, za dużo stereotypów i zamknięcia w sobie.
            Dzieciaki mają z rodzicami słaby kontakt, nawet małżonkowie między sobą za mało
            romawiają. Ale to nie jest dobre i nie nalezy tak postępować bo wszyscy tak
            robią i już.
            Może mam taki charakter że radze sobie z dziećmi. Uczyłam w szkole przez
            chwilę, uczyłam prywatnie, zawsze się dogadywalam z dziećmi bo wychodziłam z
            założenia że trzeba je traktować serio, uczciwie i poważnie , trzeba lubić ale
            też wymagać.Trzeba rozmawiać, nawet z tymi niegrzecznymi i upartymi. Trzeba
            wyjść do dziecka a nie odtrącać je. Trzeba pokazać ze ci zależy ale tez że jest
            się silnym.
            No jakoś to jednam działa mmm. Jak uczę grupe dzieciaków w moim zborze do
            przedstawienia na BN to mam grupę od 4 - 16 i muszę sobie poradzić z nimi bez
            rodziców. I działając tak jak opisywałam sobie naprawdę radzę! Dzieci lubią
            wiedzieć gdzie są granice. Moją najulubieńszą nauczycielką ze szkoły była pani
            której nikt nie odważył się odpyskować. Największe klasowe cwaniaki kłaniały
            się jej na ulicy. Jednocześnie nikt nas tak nie lubił i nie bronił jak ona,
            nikt nas tak dorośle nie traktował jeśli zachowywaliśmy się dorośle.
            I to że lubiłam to panią (niestety już nie zyjesad ) to nie znaczy że miała
            większy autorytet niż moja mama (której zresztą do dzisiaj mówię "mamusiu" i
            którą kocham bardzo)Ale po prostu ją lubiłam i szanowałam i to właśnie chcę
            uzyskać od mojej pasierbicy, nic więcej.
            • zonka77 Re: Sporadycznie... 24.10.05, 13:23
              Oczywiście że poparcie rodzica jest niezbędne.
              Pyskowanie wcale nie musi być odpowiedzią na jakiekolwiek wymagania. Tak jak i
              brudzenie czy złośliwość czy brak szacunku i dla mnie jest to objaw złego
              wychowania.
              • zonka77 Re: Sporadycznie... 24.10.05, 14:00
                Ja bym jednak z taką 16 latką porozmawiała szczerze parę razy. Poweidziałabym
                jej otwarcie co myślę i co czuję i o co ją proszę i dlaczego. 16 latki to nie
                potwory w końcu i mają swój mózg i potrafią myśleć. Potrafią też może docenić
                że traktuje się je powaznie.
                Ja bym nie wytrzymała w takiej rodzinie gdzie jedni sobie, drudzy sobie i
                nawzajem siebie nie znoszą. Zrobiłabym wszystko żeby to ulozyć jakoś dobrze a
                jeśliby mi nie wyszło to dopiero na końcu bym powiedziala że się nie dało.
                m-m-m nie wiem czy mogę zapytać ale ciekawi mnie czy ty swojego ojczyma
                niecierpiałaś tylko dlatego że był? Był np fajnym facete okazującym Ci
                sympatię, dobrym dla Twojej mamy i ciebie, chcącym się z tobą dogadać a ty go
                nie cierpiałaś i już?
                Czy nie sądzisz że pasierbowie często nie lubią swoich macoch/ojczymów bo 1.
                macochy/ojczymowie nie potrafią zaakceptować dzieci współmałzonków, widzą w
                nich zagrożenie i wydatek i nie chcą się dogadać i dać polubić, 2.Bo drugi
                rodzic tego dziecka nie lubi nowego partnera ex męża/ex żony i nastawia lub
                nieswiadomie przekazuje swoją niechęć dziecku?
                3.Bo macocha/ojczym odcinają się od pasierba mówiąc "nie jesteś mój więc mam
                cię gdzieś
                Ja te swoje przekonania o rozmawianiu i staraniu się wcieliłam w zycie z dobrym
                skutkiem dlatego tak w to wierzę. Startowałam do dorosłego życia z pozycji
                którą wszyscy uznali za przegraną a udało się to wszystko zmienić

                rodzinkap.blox.pl
                • kasia_kasia13 Re: Sporadycznie... 24.10.05, 14:14
                  Zonka, oczywiscie, ze z 16-latka mozna sprobowac porozmawiac szczerze. I ze
                  jest szansa, ze sie uda. Ale jest tez duza szansa, ze sie nie uda. Ale mozna
                  porozmawiac, probowac do niej dotrzec ale jako macocha nie mozna jej do niczego
                  zmusic.
                  U Was sie udalo. Bo Ty wykazalas duzo dobrej woli, bo mialas popracie dla
                  swoich dzialan zarowno ze strony ojca jak i matki dziewczynki, dziewczynka byla
                  mala i udalo Ci sie zdobyc jej sympatie.
                  Pasierbowie nie lubia macochy czesto na starcie, bo obwiniaja ja za rozpad
                  zwiazku ich rodzicow (nawet jesli tak nie jest). Nie lubia tez, z tych powodow
                  co wymienilas. Czasem tez nie lubia po prostu jako osoby. Zeby sie udalo
                  potrzeba dobrej woli ze strony wszystkich zainteresowanych (ojca, ex, next i
                  pasierba) i napisze jeszcze raz... szczescia.
                    • zonka77 Re: Kasiu-Kasiu13 24.10.05, 15:46
                      co innego zmuszać do wykonania polecenia a co innego zwrócić uwagę .No przecież
                      covery nie weźmie pasierbicy na kolano i tyłka jej nie spierze. I nie powinna.
                      nie znaczy to jednak że ma biernie pozwalać na niegrzeczność w swoim kierunku i
                      głaskać po głowie za bałaganiarstwo.
                      Moja pasierbica ma do mnie szacunek nie dla tego że jej tatuś kazał. Tego się
                      nie da nakazać, to trzeba sobie wyrobić.
                      Z młodą jest taka sytuacja że wraz z nią i jej mamą mieszka babcia. Kobieta
                      niezwykle niekonsekwetnta, o słabym charakterze. Młoda jeździ po niej jak chce
                      pomimo wielu rozmów z mamą i tatą. Babcia się jej autentycznie boi. Oczywiście
                      jest to porażka rodziców bo za długo pozwalali na ten stan. Ale jest to również
                      porażka babci która jako dorosła osoba pozwoliła sobie na to żeby stać się
                      sprzątaczką, wycieraczką i posługaczką dziecka. Był czas kiedy chodziłam do
                      domu młodej pomagać jej w nauce gry na pianinie. Pierwsza lekcja była pęłna
                      jęków, bo ją palec boli, bo jej się nie chce, wygłupy, jęczenie - ogólnie
                      badała co ja zrobię. Powiem tyle - to była pierwsza i ostatnia taka lekcja.
                      Potem było siadanie przy pianinie, granie bez gadania godzinę albo i dwie i na
                      koniec dziękuję i pogadałyśmy chwilkę.
                      Babci była w cięzkim szoku jak ja umiem sobie z młodą tak poradzić. Przy czym
                      wyglądało to tak że młoda jednocześnie dla mnie chodziła jak zegarek a babcią
                      pomiatała wszerz i wzdłóż.
                      Przyznam że parę razy nie wytrzymałam i powiedziałam jej parę słów.
                      Np scena: przychodzę do młodej, jestem ja, młoda i babcia. Żadnego z rodziców w
                      domu nie ma. Młoda lezy rozparta na kanapie i krzyczy: "babciaaaaa zrób
                      cherbatę" za chwilę: "babciaaaaa przynieś mi pantofle" Babcia oczywiście leci i
                      robi wszystko. W końcu "Babciaaaaaa przynieś mi nuty" I wtedy wymiękłam i się
                      odezwałam żeby sobie sama te nuty przyniosła a nie goniła babcię bo jest
                      młodsza i ma więcej siły na bieganie po schodach. Młoda wstała i przyniosła
                      nuty więcej tego dnia na babcię przy mnie nie krzyczała. Oczywiście gdyby była
                      mama młodej na miejscu albo mój M siedziałabym cicho - są rodzice, niech onie
                      reagują.
                  • m-m-m Re: Sporadycznie... 24.10.05, 15:43
                    Pasierbowie nie lubia macochy czesto na starcie, bo obwiniaja ja za rozpad
                    zwiazku ich rodzicow


                    Albo tak jak to było w moim wypadku: ojczym to dowód, że rodzice już nigdy nie
                    będą razem, a takie marzenie ma większość dzieci ludzi rozwiedzionych.
                • m-m-m Re: Sporadycznie... 24.10.05, 15:45
                  Był np fajnym facete okazującym Ci
                  sympatię, dobrym dla Twojej mamy i ciebie, chcącym się z tobą dogadać a ty go
                  nie cierpiałaś i już?



                  A mnie wisiała równo jego fajnośc, czy niefajnośc, bo najważniejszym dla mnie
                  był mój ojciec i to jego chciałam widziec u boku mamy.
                  • zonka77 Re: Sporadycznie... 24.10.05, 16:01
                    I uważsz że skoro ty sobie nabiłaś głowę nierealnymi życzeniami to Twoja mama
                    miała być całe życie sama albo Twój ojczym miał ci zchodzić z drogi ile mógł a
                    nie że rodzice powinni z tobą rozmawiać i tłumaczyć że razem nie są i nigdy nie
                    będą bo się nie kochają i żaden ojczym czy macocha nie ma nic do tego?
                    Dlalej nie znosisz ojczyma? Bo Twoja mama nie miała prawa wg Ciebie do tego
                    żeby nie być samotną? Myślisz że żaden 16 latek nie jest w stanie zrozumieć
                    potrzeb swojego rodzica jeśli mu się je przedstawi szczerze? No kurczę ja żyję
                    w innym świecie. Mam kuzyna (32 lata teraz ma) którego rodzice się rozwiedli
                    jak on miał 17 lat. Mama się związała z kimś na stałe, tata do dzisiaj ma coraz
                    to inną panią. Kuzyn na początku nie lubił ojczyma (pamiętam co o nim mówił)
                    ale się dogadali i teraz wiem że się przyjaźnią bardzo. Ojczym się starał i nie
                    stał biernie z boku.Pamietam jak byłam kilka tygodni u cioci i kuzyn się
                    pieklił na ojczyma (było świezo po slubie) a ten go i tak zabierał na ryby i
                    czasem się kłócili ale facet ewidentnie nie stał z boku tylko chciał się
                    włączyć w rodzinę i mu się to udało. Teraz kuzyn się cieszy że jego matka nie
                    jest sama. A tatę kocha ale jego pań to nikt nie zdąży polubić bo się za
                    szybko zmieniają smileWujek to mimo wieku atrakcyjny pan, artysta i ma kasę więc
                    ma wzięcie wink
                    Matka mojego kuzyna jest baaardzo mądrą i fajną babką. Moja mama mi opowiadała
                    kilka razy że kiedyś pobyt u niej (3 miesiące - ta rodzina też mieszka za
                    granicą)bardzo jej pomógł bo ciocia jej tłukła do głowy że trzeba rozmawiać i
                    rozwiązywać problemy.
                    Nie wiem, tam jakoś inaczej ludzie podchodzą do zycia. Przynajmniej Ci których
                    znam a mam sporo rodziny w szwecji. nie ma tam sztywnych podziałów i ludzie
                    więcej rozmawiają ze sobą
                    • m-m-m Re: Sporadycznie... 24.10.05, 16:14
                      uważsz że skoro ty sobie nabiłaś głowę nierealnymi życzeniami to Twoja mama
                      > miała być całe życie sama albo Twój ojczym miał ci zchodzić z drogi ile mógł
                      a
                      > nie że rodzice powinni z tobą rozmawiać i tłumaczyć że razem nie są i nigdy
                      nie
                      >
                      > będą bo się nie kochają i żaden ojczym czy macocha nie ma nic do tego?
                      > Dlalej nie znosisz ojczyma?



                      Przyjmijmy pewne fakty: ja ojczyma już nie mam, bo po śmierci mamy nie
                      utrzymywałam i nie utrzymuję z nim kontaktu.

                      Oczywiście, ze możesz próbować z 16-latkiem rozmawaiać o jego mrzonkach.
                      Powodzenia w tłumaczeniu.

                      Ja pogodziłam się z rozwodem rodziców jako osoba dawno dorosła, po
                      psychoterapii i niestety dopiero po ich śmierci.

                      Na ojczymie mi nie zależy, chyba jest w USA, ale tego nie wiem dokładnie.


                      Dla szczegółu: mama pochowana jest pod swoim pierwszym nazwiskiem (z czasów
                      związku z moim ojcem), a nie pod ojczymowym.
                      Zdjęcia ojczyma usunęłam z domu zraz po jej pogrzebie...a potem udałam się do
                      psychoterapeuty, ale: pomimo pogodzenia się z przeszłością rodziców, nie żałuję:
                      a)usunietych zdjęć ojczyma;
                      b)nazwiska na grobie matki z czasów "przedojczymowych".
                      • zonka77 na koniec 24.10.05, 17:59
                        mmm ja ze swojej strony kończę. To co chciałabym napisać może wchodzić już na
                        zbyt osobisty czy bolesny Twój obszar a nie mam zamiaru Cię urazić.
                        Covery, ja w mojej sytuacji stawiam na naturalność i wyczucie. Sama jestem matką
                        i zawsze myśę z dwóch stron - z jednej to co ja bym chciała dla swojego dziecka
                        gdyby było w sytuacji mojej pasierbicy czyli czego oczekiwałabym po macosze. Z
                        drugiej czego się powinno od dziecka wymagać i czego może potrzebować dziecko
                        żeby czuć się bezpiecznie i dobrze w domu jednego z rodziców. Ja uważam że
                        warunkiem takiego dobrego samopoczucia jest włączenie dziecka w rodzinę w sposób
                        jak najbardziej naturalny i nie stawianie sztucznych granic. Ale też nic na siłę.
                        Do tego dodaję zdrowy rozsądek osoby dorosłej czyli to jak zachowałabym się w
                        stosunku do jakiegokolwiek dziecka czyli "pewnych granic przekroczyć nie wolno"
                        Tych granic nie przekraczam ani ja ani moja pasierbica.
                        Życzę powodzenia i wielu rozmów z mężem i naprawdę jeszcze raz polecam
                        psychologa. To nieprawda że nie ma skuteczności i nic się nie da zrobić bo to 16
                        latka. Nie wierzą w to. Sama mmm pisze że pogodziła się z rozwodem rodziców
                        właśnie dzięki psychoterapii i nie widzę powodu dla którego dobry psycholog nie
                        mógłby pomagać i dziecku i rodzicom.
                        Mnie pomógł, mojemu M pomógł, a młoda też była u dziecięcego psychologa na
                        początku kilka razy razem z M i jego ex i myślę że to też bardzo pomogło jej
                        poukładać sobie w głowie jakoś to co się stało w jej rodzinie.
                        Pozdrawiam serdecznie
                        • m-m-m Re: na koniec 24.10.05, 19:37
                          co chciałabym napisać może wchodzić już na
                          zbyt osobisty czy bolesny Twój obszar a nie mam zamiaru Cię urazić.


                          Nie. Nie urazisz mnie niczym, bo uważam, że ojczym nie był fair wobec mojej
                          mamy. I to nie ma nic do rzeczy, że miałam swoje mrzonki związane z rozwodem
                          rodziców, który im wybaczyłam. Ojczymowi nie wybaczyłam pewnych konkretnych
                          zachowań wobec mamy. I tyle.



                          Sama mmm pisze że pogodziła się z rozwodem rodziców
                          > właśnie dzięki psychoterapii i nie widzę powodu dla którego dobry psycholog
                          nie
                          > mógłby pomagać i dziecku i rodzicom.

                          Sens psychoterapii jest wtedy, kiedy człowiek tego chce.
                          Moja śp. prowadzała mnie po psychologach, którzy NIC nie wskórali, bo zmian
                          trzeba chceieć samemu, a nastolatek już tak łatwo gadki psychologa nie przyjmie
                          jak dziecko np. lat 10.


                          Być może moje opisy czasów mojego pasierbowania wyglądają tak jakbym dalej
                          miała z tym problem. Otóż nie. Nie mam.
                          Przedstawiam je, bo jestem nieliczną macochą i to taką jak to się
                          dowiedziałam "prawdziwą", bo uczestniczę w wychowaniu młodego i z nim tyle lat
                          mieszkam, która sama ma doświadczenia dziecka ludzi rozwiedzionych i w chwili
                          obecnej znam obie strony barykady z autopsji.
                          Z tego względu nie mogę się zgodzić, że na pewno na każde dziecko, a na pewno
                          na nastolatka wpłynąć można rozmową, tłumaczeniem, czy psychologiem, że każde
                          nagnie się do tych działań.
                          Zresztą ja uważam, że punkt widzenia nielicznych pasierbic na tym forum
                          powinien byc szanowany, bo zdecydowałay sie one na wypowiedzi, aby macochy
                          lepiej zrozumiały jak widzi to dziecko M., bo jak sądzę nie ma tu macoch, które
                          nie chciałyby mieć dobrych kontaktów z tymi dziećmi.
                • m-m-m Re: Sporadycznie... 24.10.05, 15:58
                  Czy nie sądzisz że pasierbowie często nie lubią swoich macoch/ojczymów bo 1.
                  macochy/ojczymowie nie potrafią zaakceptować dzieci współmałzonków, widzą w
                  nich zagrożenie i wydatek i nie chcą się dogadać i dać polubić, 2.Bo drugi
                  rodzic tego dziecka nie lubi nowego partnera ex męża/ex żony i nastawia lub
                  nieswiadomie przekazuje swoją niechęć dziecku?
                  3.Bo macocha/ojczym odcinają się od pasierba mówiąc "nie jesteś mój więc mam
                  cię gdzieś



                  Punkt pierwszy:
                  zależy od potrzeb dziecka, dziecku może wisieć opinia ojczyma/macochy na jego
                  temat.

                  Punkt drugi:
                  Niestety bardzo popularny, moja mama nie pozwoliła na mojego ojca powiedzieć
                  ani słowa złego, miała klasę, umiała schować swoje urazy do niego w mojej
                  obecności, ale to jak czytam był wyjątek wśród samodzielnych matek i za to ją
                  dziś niezwykle szanuję, bo wiem , że mogła mi zrobic wodę z mózgu, a jednak
                  tego nie uczyniła.


                  Punkt trzeci:
                  Zależy od pootrzeb dziecka. Ja miałam tatę i z nim doskonałe stosunki i nie
                  zalezało mi na czymkolwiek ze strony ojczyma poza tym, by poszedł sobie w
                  diabły i i w ten spodsób umożliwił ponowny związek moim rodzicom.
                • m-m-m Re: Sporadycznie... 24.10.05, 16:03
                  Ja te swoje przekonania o rozmawianiu i staraniu się wcieliłam w zycie z dobrym
                  skutkiem dlatego tak w to wierzę


                  I owszem - trafiłaś na poddatny grunt.
                  To tak samo jak ja wierzę, że jednak większość pasierbów nie znosi swoich
                  macoch/ojczymów, bo są dowodami nieodwracalnego końca związku ich rodziców, to
                  tym razem ja wcieliłam w życie. I tu nic nie zmieni staranie się tychże
                  macoch/ojczymów jesli samo dziecko nie porzuci swoich iluzji o ponownym związku
                  między jego rodzicami.
          • covery MMM 24.10.05, 13:50
            m-m-m napisała:

            > "Covery nie chce wychowywać pasierbicy
            >
            >
            > Chce, bo wymaga od niej odpowiedniego zachowania, nie tylko wobec siebie, ale i
            >
            > wobec osób trzecich.
            > Skargi na zachowanie pssierbicy wobec osób trzecich powinna kierować do
            > rodziców pasierbicy, anie sama zwracać jej uwagę."

            Nie bardzo rozumiem co masz na myśli. Gdzie narzucam wychowanie w sytuacji gdy
            proszę o pozbieranie np. rzeczy? Czy pyskująca mi 16-latka to powód bym uznała,
            że ma do tego prawo? Mam wtedy grzecznie się wycofać?? Jeśli odpyskuje mi to mam
            ją za to pogłaskać po głowie? Nie rozumiem tego co piszesz. Wynika z tego, że
            cokolwiek zrobi czy powie będzie uznane za święte i nikt tego nie może podważyć.
            Mam inne zdanie na ten temat. Pozdrawiam
            • kasia_kasia13 Re: MMM 24.10.05, 14:05
              > Nie bardzo rozumiem co masz na myśli. Gdzie narzucam wychowanie w sytuacji gdy
              > proszę o pozbieranie np. rzeczy?

              Tak, narzucasz wychowanie.
              Po pierwsze, sa ta cudze rzeczy (pasierbicy) w CUDZYM (tesciow) mieszkaniu.
              Chcesz miec wiecej do powiedzenia, wyprowadzcie sie na SWOJE.
              Po drugie, ojciec pasierbicy ma inne poglady na ta sprawe, nie zyczy sobie abys
              zwracala uwage jego corce.
              Po trzecie, ojciec jest gotowy sam posprzatc te rzeczy. Wiec nie bedzie
              balaganu, bo ktos to sprzatnie. Ty chcesz, zeby to pasierbica sprzatala po
              sobie. Nie odpowiada Ci sposob, w jaki wychowuje ja ojciec. Ty chcesz ja
              wychowac inaczej.


              >Czy pyskująca mi 16-latka to powód bym uznała,
              > że ma do tego prawo? Mam wtedy grzecznie się wycofać?? Jeśli odpyskuje mi to
              ma
              > m
              > ją za to pogłaskać po głowie? Nie rozumiem tego co piszesz. Wynika z tego, że
              > cokolwiek zrobi czy powie będzie uznane za święte i nikt tego nie może
              podważyć


              Jesli 16 latka Ci "pyskuje" masz zasygnalizowac problem jej ojcu. Jesli chcesz,
              to mozesz jej "odpyskowac" tylko... niczego tym nie osiagniesz.
              • zonka77 Świat na głowie 24.10.05, 14:14
                A dla mnie to co pisze mmm i kasia_kasia13 to świat postawiony na głowie smile
                Covery nie nabaw się nerwicy i nie bój się do pasierbicy odezwać.
                Z tego co zauważyłam to M tez nie pochwala zachowania swojej córki a jedyne co
                mu przeszkadzało to fakt że covery zwróciła jej uwagę i to nie dlatego że uwaga
                była niesłuszna i nie dlatego że sam chce ją zwrócić a dlatego że boi się żeby
                się córka NIE OBRAZIŁA. Z tego powodu zdaje się również być gotowy na
                sprzątanie za nią i znoszenie jej fochów.
                No nie, dla mnie to świat w tej rodzinie stoi na głowie i już
                I nie chodzi tu raczej o miejsce gdzie się mieszka a o to jakie są stosunki i
                zachowania w rodzinie. Swoją drogą życzę covery własnego kąta z mężem bo tak
                zawsze jest łatwiej. Bo dla teściów pomiedzy covery i jej M miejsca nie powinno
                być a o to najłatwiej jest jeśli ma się swoje lokum smile
                • kasia_kasia13 Re: Świat na głowie 24.10.05, 14:34
                  >Z tego co zauważyłam to M tez nie pochwala zachowania swojej córki a jedyne co
                  > mu przeszkadzało to fakt że covery zwróciła jej uwagę i to nie dlatego że
                  uwaga
                  >
                  > była niesłuszna i nie dlatego że sam chce ją zwrócić a dlatego że boi się
                  żeby
                  > się córka NIE OBRAZIŁA. Z tego powodu zdaje się również być gotowy na
                  > sprzątanie za nią i znoszenie jej fochów.

                  Ale nie uwazasz, ze to sa problemy miedzy ojcem a corka? I w zaden sposob nie
                  dotycza macochy?
                  Ja nie twierdze, ze ojciec powinien sprzatac po niechlujnej nastolatce. Ale to
                  ICH stosunki, jakby chore by nie byly. Ja tylko uwazam, ze jakiekolwiek
                  dzialania wychowawcze podjete przez macoche beda nieskuteczne. 16-latka na
                  polecenia macochy (i przy braku takich polecen ze strony ojca) NIE zacznie
                  sprzatac po sobie.

                  • natasza39 Re: Świat na głowie 24.10.05, 15:50
                    Ja to moge opisac ze strony matki, mieszkajacej z nastolatkiem i "macochem".
                    Kiedy mój młody nie zrobi tego czy tamtego M nigdy nie zwraca mu uwagi, tylko
                    przyłazi z tym do mnie. A moje dziecko jest w domu cały czas, a nie na zasadzie
                    dochodzącego goscia.
                    Jesli zatem Twój M robi za córke rzeczy, które powinna w pełnej rodzinie
                    wykonywac córka, to jest tylko i wyłacznie jego sprawa. Wiem że trudno się z
                    tym pogodzic, ale taka jest niestety prawda. wtracanie swoich 3 groszy pomiędzy
                    pasierbicę a ojca, tylko zaogni sytuację.
                    Inna sprawa, to "pyskowanie". Jestes osoba starszą i już przez samo to nie
                    wypada, aby gówniara, obojętnie czy pasierbica, czy własna córka, czy tez obca
                    pannica pyskowała Ci.
                    I wydaje mi się, że roziazanie tej sprawy będzie o wiele trudniejsze.

                    Ponadto nie zazdroszczę dyskonfortu, który wynika z zamieszkiwania w domu
                    teściów. Nie będąc niejako na swoim terenie, siła rzeczy nie możesz na pewne
                    rzeczy pozwolic sobie.

                    Ale to juz problem chyba małorozwiązywalny w Twoim przypadku, prawda?
                    • m-m-m Re: Świat na głowie 24.10.05, 16:04
                      Jesli zatem Twój M robi za córke rzeczy, które powinna w pełnej rodzinie
                      wykonywac córka, to jest tylko i wyłacznie jego sprawa. Wiem że trudno się z
                      tym pogodzic, ale taka jest niestety prawda. wtracanie swoich 3 groszy pomiędzy
                      pasierbicę a ojca, tylko zaogni sytuację.


                      Oczywiście.
                    • covery Nataszo 24.10.05, 16:12
                      natasza39 napisała:


                      > Jesli zatem Twój M robi za córke rzeczy, które powinna w pełnej rodzinie
                      > wykonywac córka, to jest tylko i wyłacznie jego sprawa. Wiem że trudno się z
                      > tym pogodzic, ale taka jest niestety prawda. wtracanie swoich 3 groszy pomiędzy
                      >
                      > pasierbicę a ojca, tylko zaogni sytuację.
                      >
                      > Nie wtrącam się tam gdzie nie powinnam, przedmiotem tej dyskusji jest pytanie
                      czy pownnam SPORADYCZNIE zwrócić uwagę pannicy by umyła po sobie brudne
                      naczynia, czy też wykonała inną czynność, którą należałoby wykonac w sposób
                      naturalny, wynikający z siebie, bez przymusu i zbędnych próśb, by panna się NIE
                      OBRAZIŁA. Nie neguję tego co robi jej ojciec, ale to jego sprawa. Moja opinia
                      jest na ten temat inna i on ją zna. Nigdy nie rozmawiamy o sprawach dzieci przy
                      dzieciach i raz jescze powtarzam, nie mam zamiaru wchodzić w "kompetencje" jej
                      rodziców.
                      • kasia_kasia13 Covery-pytanie 24.10.05, 17:07
                        > Nie wtrącam się tam gdzie nie powinnam, przedmiotem tej dyskusji jest pyt
                        > anie
                        > czy pownnam SPORADYCZNIE zwrócić uwagę pannicy by umyła po sobie brudne
                        > naczynia, czy też wykonała inną czynność, którą należałoby wykonac w sposób
                        > naturalny, wynikający z siebie, bez przymusu i zbędnych próśb, by panna się
                        NIE
                        > OBRAZIŁA.

                        A moje pytanie brzmi. Czy do rozwiazania problemu POWINNO sie stosowac metode,
                        ktora okazala sie nieskuteczna? Czy moze rozsadniejsze jest szukanie innych,
                        bardziej SKUTECZNYCH metod?
                        • covery Re: Covery-pytanie 24.10.05, 17:20
                          A moje pytanie brzmi. Czy do rozwiazania problemu POWINNO sie stosowac metode,
                          > ktora okazala sie nieskuteczna? Czy moze rozsadniejsze jest szukanie innych,
                          > bardziej SKUTECZNYCH metod?

                          Kasiu masz rację, powinno się szukać innych metod. Ale przyznam się szczerze, że
                          ja nawet nie poznałam tej jednej. Nie wiem czy w moim przypadku zwrócenie uwagi
                          pasierbicy będzie metodą bezskuteczną. Nie uważam natomiast by było to coś
                          złego. Niespełnienie prośby pozostanie po stronie pasierbicy, a uważam, że nie
                          jest niczym złym poprosić ją o cokowiek. Pozdrawiam
                          • m-m-m Re: Covery-pytanie 24.10.05, 20:06
                            Niespełnienie prośby pozostanie po stronie pasierbicy, a uważam, że nie
                            jest niczym złym poprosić ją o cokowiek.


                            Ale będzie Ci przykro jeśli ona nie zrobi tego, o co ją prosisz, dodatkowo
                            poczujesz swoją bezsilnośc w tej sytuacji, bo też masz swoje racje, a to nie są
                            dobre emocje. Nie ma to sensu, jeśli ojciec za nią posprząta lub coklwiek robi -
                            jego sprawa.
                  • m-m-m Re: Świat na głowie 24.10.05, 15:51
                    Ja tylko uwazam, ze jakiekolwiek
                    dzialania wychowawcze podjete przez macoche beda nieskuteczne. 16-latka na
                    polecenia macochy (i przy braku takich polecen ze strony ojca) NIE zacznie
                    sprzatac po sobie.



                    Popieram i podpisuje sie obiema rekoma i ...nogami.
            • m-m-m Re: MMM 24.10.05, 15:46
              Czy pyskująca mi 16-latka to powód bym uznała,
              > że ma do tego prawo?

              To nie jej prawo, tylko informacja dla Ciebie, że nie jesteś dla niejważna.
              • covery Re: MMM 24.10.05, 16:04
                m-m-m napisała:

                > Czy pyskująca mi 16-latka to powód bym uznała,
                > > że ma do tego prawo?
                >
                > To nie jej prawo, tylko informacja dla Ciebie, że nie jesteś dla niejważna.

                Rany boskie, ale ja nie chcę być dla niej najważniejsza!!
                  • covery Re: MMM 24.10.05, 16:28
                    m-m-m napisała:

                    > żle napisałamsmile
                    >
                    > pyskujaca 16-latka pasierbica to informacja, że nie jestes dla niej w ogóle
                    > ważna.

                    Wiem i zdaję sobie z tego sprawę. Ale wiem, że tutaj tatko przejąby inicjatywę
                    bez moich próśbsmile
                    • m-m-m Re: MMM 24.10.05, 19:54
                      Wiem i zdaję sobie z tego sprawę. Ale wiem, że tutaj tatko przejąby inicjatywę
                      > bez moich próśbsmile


                      No i o to mi chodzi: by sprawy z nią załatwiał ojciec.
                      Narobisz sobie kłopotów i wroga, tym bardziej, że panna lat 16-e ma jeszcze
                      dodatkowo muchy w nosie z powodu dojrzewania.
                      Jest gościem u dziadków i ojca, więc daj sobie spokój z jej naczyniami, czy
                      butami.
                      Nerwy zostaw na sprawy dla Ciebie ważne i nie myśl, ze taka posklejana rodzina
                      jest zła. Jest inna. O tym zresztą już Ci pisałam.
                      W Twoim wątku byłam pasierbicą. Nie macochą, tylko własnie pasierbicą, by
                      pokazać Ci jak to być może z jej punktu widzenia, co nie oznacza, że ja chwalę
                      lub ganię. Ja ją rozumiem, że nie chce byś Ty zwracała jej uwage i tyle.
                      Jeszcze trochę, a odejdzie ona do swojego dorosłego świata i być może dojrzeje,
                      właśnie zapisze się na psychotaerpię i rozwiąze swoje wewnętrzne problemy, a
                      kontakty na lini: Twoja córka i ona mogą w przyszłości być dobre.

                      Widzisz, rozwód rodziców jest potężną raną, ale aby ją zagoić trzeba najpierw
                      ją oczyścić.
                      W rodzinie mojego M. pojawiła się sytuacja teraz, że jeden z synów nie chce
                      opiekować się starą i schorowaną matką uważając, że ona nie była dla niego
                      dobrym rodzicem. Ten człowiek jest dziś po 50-ątce, a zobacz: urazy sprzed 40
                      lat pamięta jakby to bylo wczoraj. Nie przeszedł psychoterapii. Nie chciał się
                      pogodzić z matką i nadal zachowuje się jak wtedy: opuszczony nastolatek, bo ten
                      demon ciągle zatruwa mu życie i dziś wręcz jego "zemstą" na tej starej matce
                      będzie brak opieki nad nią na starość.

                      Opisując Ci ten przykład chciałam Ci pokazać jak bardzo takie sprawy ważą na
                      życiu ludzi i jak trudnym jest proces przebaczenia rodzicowi.
    • covery Sporadycznie... na koniec 25.10.05, 08:19
      Z pewnością skorzystam z Waszych doświadczeń i wniosków z nich wypływających.
      Postaram się na odrobinę dyplomacji i wyczucia sytuacji, by nie przekraczać tego
      czego nie powinnam. Być może w przyszłości zaowocuje to znakomitym porozumieniem
      pomiędzy mną, a pasierbicą, przyniesie lepsze kontakty niż są dotychczas.
      Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję za ożywioną dyskusję. MMM dziękuję Ci za
      "wczucie" mnie i pokazanie mi sytuacji widzianych oczami pasierbicy-to
      poczucająca lekcja dla kogoś kto miał pełną rodzinę, Zonko 77 dziękuję za
      zrozumienie i zgodę w wielu kwestiach-faktycznie masz szczęście, ale też i dużo
      samozaparcia w sobie.
      Pozdrawiam ciepłowink

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka