Ciekawe...

14.11.05, 14:13
świadome samotne macierzyństwo EDIPRESSE
/wklejam z forum - "my dzieci z niepełnych rodzin"

Ktoś może czytał? Dla mnie ciekawie nakreślona problematyta. szczególnie
uwzględniając "mój przypadek"

Od początku nie była przekonana do tego związku, ale liczyła na to, że może
wszystko się ułoży. Dziewczyna z popegeerowskiej wsi jest w kolejnej ciąży.
Nie
wie na pewno, kto jest ojcem dziecka, ale wierzy, że dzieciaki jakoś się
wychowają przy jej rodzicach i licznym rodzeństwie. Trzydziestosiedmioletnia
kobieta sukcesu po kilku nieudanych związkach decyduje się na ciążę z
przypadkowym partnerem i urodzenie dziecka „tylko dla siebie".

Niegdysiejsze stwierdzenie polityka, że samotne macierzyństwo to patologia
wywołało burzliwą dyskusję, w której powoływano się na opinię psychologów. W
tej
akurat sprawie zdecydowana większość psychologów ma podobne zdanie, co więcej,
ich opinia zgadza się ze zdrowym rozsądkiem i społecznymi odczuciami.
Przypomnijmy rzeczy oczywiste. Dziecko pojawia się w rezultacie bliskiego,
intymnego związku kobiety i mężczyzny. Gdy jest małe, opiekuje się nim jedno z
rodziców (częściej matka), a drugie (częściej ojciec) pomaga w tym i troszczy
się o oboje – na przykład zapewniając środki utrzymania. Aby te funkcje były
dobrze pełnione, potrzeba zaangażowania obojga rodziców – w stosunku do
dziecka
i do siebie nawzajem. Optymalne środowisko rozwojowe dla dziecka to dwoje
heteroseksualnych rodziców w stabilnym, emocjonalnie pozytywnym związku.
Samotne macierzyństwo jest zatem odstępstwem od tego wzorca. Oczywiście
odstępstwem jest również związek pełen nienawiści małżonków syczących na
siebie
przez zęby nad głowami dzieci; odstępstwem jest rodzina, w której normą jest
katowanie dziecka. Wychowanie tylko przez matkę nie jest ani jedynym, ani
największym utrudnieniem rozwojowym, jakie może przytrafić się dziecku.

Są tu dwa skrajne stanowiska: tradycyjne i awangardowe. Tradycjonaliści
głoszą,
że największą wartością jest rodzina pełna. Rodzicom należy się szacunek,
niezależnie od tego, jacy są, a kobieta ma zrobić wszystko, by utrzymać męża
przy sobie, bo bez ojca dziecko się nie wychowa. Zgodnie z tym stanowiskiem,
państwo nie powinno wspierać akcji zwalczających przemoc w rodzinie ani
pomagać
samotnym matkom, bo prowadzi to do destabilizacji instytucji małżeństwa. Wedle
poglądu awangardowego samotne macierzyństwo to pomysł tak samo dobry jak inne
rozwiązania. To suwerenna decyzja kobiety. Państwo powinno wspierać samotne
matki, a gdyby system opieki społecznej byłby dobrze zorganizowany, rodzina
złożona z matki i dziecka (dzieci) byłaby nie gorszym środowiskiem rozwojowym
niż rodzina pełna.
Stanowisko tradycyjne wraz ze zmianą pokoleniową systematycznie traci
zwolenników i odchodzi w przeszłość. Więcej uwagi warto zatem poświęcić
awangardzie. Niepokoi mnie banalizacja samotnego macierzyństwa w środkach
masowego przekazu, gdyż może ona być odczytywane jako przyzwolenie na coś, co
zawsze jest osobistym dramatem, wyrazem trudności lub obciążeniem wymagającym
niezwykłej świadomości i uwagi.
Jest różnica między matką osamotnioną z wyroku losu (śmierć męża, rozstanie z
poważnych powodów po latach dość udanego związku) a matką, której sytuacja
jest
skutkiem pozornie świadomej decyzji („urodzę sobie dziecko") lub błędu (ciąża
z
nieodpowiednim do roli ojca partnerem). Ta pierwsza potrafiła wybrać
odpowiedniego partnera, zbudować i utrzymać z nim, choćby przez pewien czas,
dość dobry związek. Dzieci mogą zachować pozytywny obraz ojca – mężczyzny,
mimo
jego fizycznej nieobecności.
Dziecko kobiety, która nie zbudowała dobrej i w miarę trwałej więzi z
mężczyzną,
jest w trudnej z punktu widzenia psychologii sytuacji. Takie samotne
macierzyństwo nie jest świadomym wyborem, ale wyrazem niemożności albo
niedojrzałości. Można się zastanawiać, czy osoba, która boi się, nie może albo
nie potrafi wytrwać w bliskim związku, będzie dobrą współtwórczynią więzi ze
swoim dzieckiem. Kobieta nie musi żyć z mężczyzną – mężem czy konkubentem.
Jeśli
jednak jej psychiczna konstrukcja uniemożliwia taki związek,
najprawdopodobniej
zaburzy ona również jej matczyne zachowanie wobec dziecka, które jest w końcu
owocem związku mężczyzny i kobiety, a nie klonowania.
Gdy kobieta jest wroga mężczyznom i nie potrafi (często woli myśleć, że „nie
chce") z żadnym być, jej dziecko będzie się musiało zmierzyć z wyjątkowym
wyzwaniem. Jeśli jest chłopcem – musi stać się dla swojej mamy dziwnym,
„niemęskim” rodzajem mężczyzny, bo zwykłych mężczyzn mama nie lubi. Jeśli jest
dziewczynką – na złość mamie ukrywa lub przesadnie wyolbrzymia swoje naturalne
zainteresowanie chłopcami. W obu przypadkach musi poradzić sobie emocjonalnie
z
faktem, że począł je mężczyzna.
Dziecko samotnej matki z jednej strony bywa przez nią traktowane nadopiekuńczo
(„przecież to wszystko, co mam"), z drugiej zaś jak dorosły partner. Może stać
się stałym towarzyszem matczynych kontaktów kulturalnych i towarzyskich,
powiernikiem nieodpowiednich dla siebie sekretów. Mama może chcieć chodzić z
dorastającą córką na jej imprezy („bo jesteśmy ze sobą tak blisko"). Tym samym
naruszona zostaje niezbędna w rozwoju dziecka granica międzypokoleniowa.
W innej sytuacji jest dziecko matki, która popełniła błąd życiowy i
zdecydowała
się na dziecko z mężczyzną nieodpowiednim na ojca. Często słyszy się, że nie
ma
co mówić, bo był to jedynie niefortunny przypadek – ale przecież uprawianie
seksu bez odpowiedniego zabezpieczenia to także decyzja, choćby przelotna i
nieprzemyślana. W rezultacie takiej błędnej decyzji kobieta zostaje samotną
matką. Co ma robić, aby macierzyństwo nie stało się katastrofą dla niej i jej
dziecka?
Dobra samotna matka dostrzega swoją odpowiedzialność za to, co jej się
przydarzyło, nie obwinia wyłącznie ojca dziecka lub całego świata. Nie żywi
niechęci i uprzedzenia do innych ludzi, w tym do mężczyzn; dba o to, żeby jej
dziecko miało jak najlepszy(zważywszy okoliczności) obraz ojca i kontakt z
nim.
Ma bliskich ludzi i dopuszcza możliwość kolejnego związku, ale nie zadaje się
z
mężczyznami niszczącymi. Nie traktuje dziecka ani jako swojej własności, ani
jako dorosłego partnera, nie zamyka się z nim w symbiotycznej klatce.
Brzmi to tak, jakby cały ciężar trudnej sytuacji spadał na matkę. Co z
nieodpowiedzialnymi ojcami? - mógłby ktoś zapytać. Biologia powoduje, że to
kobiecie, a nie mężczyźnie, przysługuje ryzykowna decyzja urodzenia dziecka
„tylko dla siebie"; to kobieta jest w ciąży, to ona na ogół zajmie się
przypadkowo poczętym dzieckiem. Dlatego więcej sensu ma namawianie kobiet
(matek
i kandydatek na matki) do odpowiedzialności za swoje życie niż perswadowanie
mężczyznom, że powinni poważnie podchodzić do ojcostwa. Warto zwracać się
przede
wszystkim do kobiet, bo ich stan świadomości w tej sprawie jest znacznie
ważniejszy.

Powyższy tekst stanowi fragment najnowszej książki autorstwa znanej psycholog
i
psychoterapeutki Zofii Milskiej-Wrzosińskiej "Para z dzieckiem", wydanej przez
wyd. Jacek Santorski & Co Agencja Wydawnicza.


Zofia Milska-Wrzosińska "Para z dzieckiem", wyd. Jacek Santorski & Co Agencja
Wydawnicza, Warszawa 2005

    • chalsia Jeszcze ciekawsze 14.11.05, 14:43
      z tego samego forum. Chalsia


      • Ograniczenie macoch i ojczymów
      sloggi 09.11.05, 12:12 + odpowiedz


      Wczoraj podczas wieczornej rozmowy doszliśmy z przyjaciółmi do wniosku, że
      największy problem w kontaktach z "oddomowionym" rodzicem stanowią ich obecni
      partnerzy życiowi. Niestety często są zwyczajnie zazdrośni o ex-małżonków, ale
      też i o dzieci. W kwestii dzieci to chyba jest tak, że "będzie je kochał
      bardziej niż te z obecnego związku".
      • e_r_i_n Re: Jeszcze ciekawsze 14.11.05, 14:48
        Hehe, dobre smile Jakie fajne i wcale nie uogolnione wnioski smile
      • lilith76 Re: Jeszcze ciekawsze 14.11.05, 15:00
        >
        > Wczoraj podczas wieczornej rozmowy doszliśmy z przyjaciółmi do wniosku, że
        > największy problem w kontaktach z "oddomowionym" rodzicem stanowią ich obecni
        > partnerzy życiowi. Niestety często są zwyczajnie zazdrośni o ex-małżonków, ale
        > też i o dzieci. W kwestii dzieci to chyba jest tak, że "będzie je kochał
        > bardziej niż te z obecnego związku".


        ja tu widzę zazdrość o drugą rodzinę i zaintersowanie tam skupione.
        jak Kalemu zazdrościć to być głupi i zły, jak Kali zazdrościć to temat do
        głębokich dyskusji.
    • lilith76 Re: Ciekawe... 14.11.05, 14:53
      częściej się z Milską - Wrzosinską nie zgadzam niż podobają mi się jej
      wnioski smile

      zapewne wiele lat temu gorąco bym polemizowała z jej tezami, bo dopuszczałam
      myśl o zdecydowaniu się na dziecko bez związku z kimkolwiek.
      teraz wiem, że jeśli nie potrafi się zbudować relacji w związku, nie próbuje
      nawet, to świadoma decyzja o dziecku jest trochę infantylna.

      w tekście, który wkleiłaś widzę pewien dylemat: najlepiej głośmy, że tylko
      pełna, heteroseksulana rodzina jest dobra dla dziecka, a wszystko co poza tym
      krzywdzi je emocjonalnie, ale nie wypada wbijać noża w plecy tym matkom
      maltretowanych w związku, czy porzuconym jakby ich dzieci były z góry skazane
      na terapię u psychologa. czyli zdrowe emocjonalnie dziecko tylko w pełnej
      rodzinie, ale jak jest w niepełnej to też.

      co z kobietą, która stworzyła udany, dobry związek, który się tragicznie
      skończył (śmierć partnera)? jeśli zostaje wdową z dzieckiem w brzuchu, to dla
      pani Milskiej dobrze. jeśli zachodzi w ciążę po pogrzebie, bo po prostu chce
      być matką (nie wnikając w kwestie techniczne jak i z kim), to fatalnie.

      ja bym jednak niektóre takie kobiety broniła.
      • maxxi26 Re: Ciekawe... 14.11.05, 15:26
        Ja również z pogladami tej Pani częściej się nie zgadzałam. A tu parę rzeczy
        mnie jednak zaciekawiło. Rozróżniła jednak pare przypadków samodzielnego
        macierzyństwa. Pisze o konkretnych problemach i sposobie radzenia sobie z nimi.
        A może jak uniknąć określonych błędów. Ale niestety tych człowiek uczy się na
        na własnych doświadczeniach. Inaczej ich nie czuje po prostu. Mnie też dotknęła
        zmiana podejscia do życia i zmierzenia z własnymi poglądami, które okazały się
        być w praktyce całkowicie inne, niż głosiłam sobie teoretycznie. Nie okazałam
        sie tak wspaniałomyślna, żeby mieć ochotę na poświęcenie własnej osoby,
        szczególnie w perspektywie czynów pewnych osób z przeszłości. Chyba nie da się
        po prostu oddzielić czynów z przeszłości. Uczyć np dziecka moralności, gdy
        pochodzi jest owocem romansu. Niuanse wielu sytuacji poznaje sie dopiero w
        określonej sytuacji. Nikt nie chce być potepiony. Chciałby usłyszeć poklepanie
        po główce za wiele swoich postepków. A moralność sie w tym wszystki jakoś gubi.
        • nangaparbat3 Re: Ciekawe... 14.11.05, 18:21
          maxxi26 napisała:
          Chyba nie da się
          > po prostu oddzielić czynów z przeszłości. Uczyć np dziecka moralności, gdy
          > pochodzi jest owocem romansu.

          Czy ja snię? Czy Ty naprawde tak myslisz? Po pierwsze: sprowadzasz moralność do
          moralnosci seksualnej? Po drugie: uważasz, że dziecka "bedącego owocem romansu"
          (chyba powinno być "zepsutym" owocem albo coś w tym stylu, o, "zatrutym
          owocem") nie ma co uczyc moralnosci, bo i tak niemoralne będzie?
    • leeya Re: Ciekawe... 14.11.05, 15:24
      A dla mnie to po prostu cos, czego oczekiwalam. Witajcie w Ciemnogrodzie
      Kaczym!! Jeszcze tylko 23 letni wszechpolacy doprowadza do calkowitego zakazu
      aborcji i bedzie superasnie...

      Boszszsze... Chyba sobie zaraz kupie worek pokutny z napisem "patologia -
      samotna matka", zwolnie sie z pracy, oddam Kulke na wychowanie jakijkolwiek
      pelnej rodzinie, bo ojciec nie chce i won pod Ostra Brame pokutowac.

      Leeya
    • nangaparbat3 Re: Ciekawe... 14.11.05, 18:14
      a to dobre! Jeszcze zanim skończyłam czytać, pomyslałam - musi Milska-
      Wrzosińska. I jak widać nie pomyliłam się.
      Ta pani - niestety psycholog - ma zacięcie moralistki.
      Czytałam kiedyś jej książkę "bezradnik małżeński" (albo podobnie). Książka
      mniej więcej taka: jak się dojrzały facet zeni z niedojrzałą kobitą i ją
      zostawi, jej wina, bo niedojrzała. Jak się dojrzała kobita wyda za
      niedojrzałego - jej wina, bo źle wybrała. I tak dalej.
      No dobrze, to pierwsza reakcja, wracam teraz czytac cały wątek.
    • kasia_kasia13 Re: Ciekawe... 14.11.05, 20:59
      Najpiekniejsze jest zakonczenie:


      > Brzmi to tak, jakby cały ciężar trudnej sytuacji spadał na matkę. Co z
      > nieodpowiedzialnymi ojcami? - mógłby ktoś zapytać. Biologia powoduje, że to
      > kobiecie, a nie mężczyźnie, przysługuje ryzykowna decyzja urodzenia dziecka
      > „tylko dla siebie"; to kobieta jest w ciąży, to ona na ogół zajmie się
      > przypadkowo poczętym dzieckiem.

      A ma go usunac czy sie nim zajmowac? Przypadkowo poczetym, tatusia przy tym nie
      bylo?

      > Dlatego więcej sensu ma namawianie kobiet
      > (matek
      > i kandydatek na matki) do odpowiedzialności za swoje życie niż perswadowanie
      > mężczyznom, że powinni poważnie podchodzić do ojcostwa. Warto zwracać się
      > przede
      > wszystkim do kobiet, bo ich stan świadomości w tej sprawie jest znacznie
      > ważniejszy.

      Jak zwykle, panowie to biedne zuczki, bezmyslne a wlasciwie myslace tylko
      rozporkiem.
    • pom Re: Ciekawe... 15.11.05, 13:12
      A mnie już męczą te tematy, wybaczcie.
      Samotne matki będą, patologiczne rodziny będą. Macochy i ojczymowie też będą jak
      swiat światem.
      A w tym wszystkim będą dzieci.
      Co lepsze, co zdrowsze, co właściwe... świata idealnego nie ma i nie będzie.
      Zobaczcie jak wzrastaja dzieci np. w Iraku, gdzie broń to zabawka a śmierć to
      chleb powszedni.
    • gad_forumowy Olać! 20.11.05, 03:12
      Gdzieś czytałem podobne podejście do "problemu" homoseksualizmu - jakoś tak
      mocno trąciło ideologią faszystowską. Naprawdę, nie warto czytać. Olać, ominąć
      szerokim łukiem.
Pełna wersja