maxxi26
14.11.05, 14:13
świadome samotne macierzyństwo EDIPRESSE
/wklejam z forum - "my dzieci z niepełnych rodzin"
Ktoś może czytał? Dla mnie ciekawie nakreślona problematyta. szczególnie
uwzględniając "mój przypadek"
Od początku nie była przekonana do tego związku, ale liczyła na to, że może
wszystko się ułoży. Dziewczyna z popegeerowskiej wsi jest w kolejnej ciąży.
Nie
wie na pewno, kto jest ojcem dziecka, ale wierzy, że dzieciaki jakoś się
wychowają przy jej rodzicach i licznym rodzeństwie. Trzydziestosiedmioletnia
kobieta sukcesu po kilku nieudanych związkach decyduje się na ciążę z
przypadkowym partnerem i urodzenie dziecka „tylko dla siebie".
Niegdysiejsze stwierdzenie polityka, że samotne macierzyństwo to patologia
wywołało burzliwą dyskusję, w której powoływano się na opinię psychologów. W
tej
akurat sprawie zdecydowana większość psychologów ma podobne zdanie, co więcej,
ich opinia zgadza się ze zdrowym rozsądkiem i społecznymi odczuciami.
Przypomnijmy rzeczy oczywiste. Dziecko pojawia się w rezultacie bliskiego,
intymnego związku kobiety i mężczyzny. Gdy jest małe, opiekuje się nim jedno z
rodziców (częściej matka), a drugie (częściej ojciec) pomaga w tym i troszczy
się o oboje – na przykład zapewniając środki utrzymania. Aby te funkcje były
dobrze pełnione, potrzeba zaangażowania obojga rodziców – w stosunku do
dziecka
i do siebie nawzajem. Optymalne środowisko rozwojowe dla dziecka to dwoje
heteroseksualnych rodziców w stabilnym, emocjonalnie pozytywnym związku.
Samotne macierzyństwo jest zatem odstępstwem od tego wzorca. Oczywiście
odstępstwem jest również związek pełen nienawiści małżonków syczących na
siebie
przez zęby nad głowami dzieci; odstępstwem jest rodzina, w której normą jest
katowanie dziecka. Wychowanie tylko przez matkę nie jest ani jedynym, ani
największym utrudnieniem rozwojowym, jakie może przytrafić się dziecku.
Są tu dwa skrajne stanowiska: tradycyjne i awangardowe. Tradycjonaliści
głoszą,
że największą wartością jest rodzina pełna. Rodzicom należy się szacunek,
niezależnie od tego, jacy są, a kobieta ma zrobić wszystko, by utrzymać męża
przy sobie, bo bez ojca dziecko się nie wychowa. Zgodnie z tym stanowiskiem,
państwo nie powinno wspierać akcji zwalczających przemoc w rodzinie ani
pomagać
samotnym matkom, bo prowadzi to do destabilizacji instytucji małżeństwa. Wedle
poglądu awangardowego samotne macierzyństwo to pomysł tak samo dobry jak inne
rozwiązania. To suwerenna decyzja kobiety. Państwo powinno wspierać samotne
matki, a gdyby system opieki społecznej byłby dobrze zorganizowany, rodzina
złożona z matki i dziecka (dzieci) byłaby nie gorszym środowiskiem rozwojowym
niż rodzina pełna.
Stanowisko tradycyjne wraz ze zmianą pokoleniową systematycznie traci
zwolenników i odchodzi w przeszłość. Więcej uwagi warto zatem poświęcić
awangardzie. Niepokoi mnie banalizacja samotnego macierzyństwa w środkach
masowego przekazu, gdyż może ona być odczytywane jako przyzwolenie na coś, co
zawsze jest osobistym dramatem, wyrazem trudności lub obciążeniem wymagającym
niezwykłej świadomości i uwagi.
Jest różnica między matką osamotnioną z wyroku losu (śmierć męża, rozstanie z
poważnych powodów po latach dość udanego związku) a matką, której sytuacja
jest
skutkiem pozornie świadomej decyzji („urodzę sobie dziecko") lub błędu (ciąża
z
nieodpowiednim do roli ojca partnerem). Ta pierwsza potrafiła wybrać
odpowiedniego partnera, zbudować i utrzymać z nim, choćby przez pewien czas,
dość dobry związek. Dzieci mogą zachować pozytywny obraz ojca – mężczyzny,
mimo
jego fizycznej nieobecności.
Dziecko kobiety, która nie zbudowała dobrej i w miarę trwałej więzi z
mężczyzną,
jest w trudnej z punktu widzenia psychologii sytuacji. Takie samotne
macierzyństwo nie jest świadomym wyborem, ale wyrazem niemożności albo
niedojrzałości. Można się zastanawiać, czy osoba, która boi się, nie może albo
nie potrafi wytrwać w bliskim związku, będzie dobrą współtwórczynią więzi ze
swoim dzieckiem. Kobieta nie musi żyć z mężczyzną – mężem czy konkubentem.
Jeśli
jednak jej psychiczna konstrukcja uniemożliwia taki związek,
najprawdopodobniej
zaburzy ona również jej matczyne zachowanie wobec dziecka, które jest w końcu
owocem związku mężczyzny i kobiety, a nie klonowania.
Gdy kobieta jest wroga mężczyznom i nie potrafi (często woli myśleć, że „nie
chce") z żadnym być, jej dziecko będzie się musiało zmierzyć z wyjątkowym
wyzwaniem. Jeśli jest chłopcem – musi stać się dla swojej mamy dziwnym,
„niemęskim” rodzajem mężczyzny, bo zwykłych mężczyzn mama nie lubi. Jeśli jest
dziewczynką – na złość mamie ukrywa lub przesadnie wyolbrzymia swoje naturalne
zainteresowanie chłopcami. W obu przypadkach musi poradzić sobie emocjonalnie
z
faktem, że począł je mężczyzna.
Dziecko samotnej matki z jednej strony bywa przez nią traktowane nadopiekuńczo
(„przecież to wszystko, co mam"), z drugiej zaś jak dorosły partner. Może stać
się stałym towarzyszem matczynych kontaktów kulturalnych i towarzyskich,
powiernikiem nieodpowiednich dla siebie sekretów. Mama może chcieć chodzić z
dorastającą córką na jej imprezy („bo jesteśmy ze sobą tak blisko"). Tym samym
naruszona zostaje niezbędna w rozwoju dziecka granica międzypokoleniowa.
W innej sytuacji jest dziecko matki, która popełniła błąd życiowy i
zdecydowała
się na dziecko z mężczyzną nieodpowiednim na ojca. Często słyszy się, że nie
ma
co mówić, bo był to jedynie niefortunny przypadek – ale przecież uprawianie
seksu bez odpowiedniego zabezpieczenia to także decyzja, choćby przelotna i
nieprzemyślana. W rezultacie takiej błędnej decyzji kobieta zostaje samotną
matką. Co ma robić, aby macierzyństwo nie stało się katastrofą dla niej i jej
dziecka?
Dobra samotna matka dostrzega swoją odpowiedzialność za to, co jej się
przydarzyło, nie obwinia wyłącznie ojca dziecka lub całego świata. Nie żywi
niechęci i uprzedzenia do innych ludzi, w tym do mężczyzn; dba o to, żeby jej
dziecko miało jak najlepszy(zważywszy okoliczności) obraz ojca i kontakt z
nim.
Ma bliskich ludzi i dopuszcza możliwość kolejnego związku, ale nie zadaje się
z
mężczyznami niszczącymi. Nie traktuje dziecka ani jako swojej własności, ani
jako dorosłego partnera, nie zamyka się z nim w symbiotycznej klatce.
Brzmi to tak, jakby cały ciężar trudnej sytuacji spadał na matkę. Co z
nieodpowiedzialnymi ojcami? - mógłby ktoś zapytać. Biologia powoduje, że to
kobiecie, a nie mężczyźnie, przysługuje ryzykowna decyzja urodzenia dziecka
„tylko dla siebie"; to kobieta jest w ciąży, to ona na ogół zajmie się
przypadkowo poczętym dzieckiem. Dlatego więcej sensu ma namawianie kobiet
(matek
i kandydatek na matki) do odpowiedzialności za swoje życie niż perswadowanie
mężczyznom, że powinni poważnie podchodzić do ojcostwa. Warto zwracać się
przede
wszystkim do kobiet, bo ich stan świadomości w tej sprawie jest znacznie
ważniejszy.
Powyższy tekst stanowi fragment najnowszej książki autorstwa znanej psycholog
i
psychoterapeutki Zofii Milskiej-Wrzosińskiej "Para z dzieckiem", wydanej przez
wyd. Jacek Santorski & Co Agencja Wydawnicza.
Zofia Milska-Wrzosińska "Para z dzieckiem", wyd. Jacek Santorski & Co Agencja
Wydawnicza, Warszawa 2005