Next a dziecko

02.12.05, 10:50
Witam serdecznie i od razu na wstepie pozwole sobie zacytowac:

A jesli chodzi o dziecko Twojego mezczyzny to wspolczuje, bo musisz wiedziec
o tym, ze ono zawsze bedzie na pierwszym miejscu, zawsze bedzie
najwazniejsze... (...) I musze Ci powiedziec jeszcze jedno, ja nigdy nie
zwiazalabym sie z facetem, ktory ma dziecko, bo umarlabym z zazdrosci o to
dziecko...
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12264&w=28829151&a=32879233
Zastanawiam sie, jak to jest i czy autorka powyzszego ma racje... Czy Wy
takze czujescie sie na drugim miejscu w Waszym zwiazku? Kilka slow o mnie -
jestem tu nowa, okolo 30-tki, formalnie jeszcze nie naleze do Waszego grona -
przede mna trudna decyzja co do wejscia w zwiazek z facetem z trojka dzieci
(dziewczynki - 11, 14 i 16), on dwa lata po rozwodzie, starszy 16 lat, dzieci
widzi 4-5 razy do roku bo mieszkaja tysiace kilometrow stad. Na razie to
fascynacja, zauroczenie, z jego strony - chyba cos wiecej. I tu zaczyna sie
problem. Od dziecka rywalizowalam z mlodsza o 5 lat siostra o uczucia
rodzicow (popelnili blad wychowawczy, gdy urodzila sie im druga corka,
odstawili mnie emocjonalnie na pewien czas, co bardzo mocno odczulam). W
doroslym zyciu powraca to nieraz w kontaktach miedzyludzkich, probowalam
rozmawiac z psychologiem, ale niewiele mogla mi pomoc, poza uswiaomieniem
tego problemu. Boje sie, ze wiazac sie z "dzieciatym" facetem zawsze bede sie
czula gorsza, mniej kochana niz jego biologiczne dzieci. I chociaz wiem, ze
tych dwoch rodzajow milosci nie da sie porownac, to obaiam sie tu
potencjalnego zrodla moich depresji, lekow, a w rezultacie - przyczyny
rozpadu tego zwiazku. Dodam tylko, ze bardzo dobrze mi z tym facetem, i o ile
tylko nie mysle o jego przeszlosci, jestem w stanie wyobrazic sobie
szczesliwy zwiazek. Uff.. rozpisalam sie... A chcialam tylko zapytac: jak wy
radzicie sobie z podobna hierarchia, co myslicie o zdaniu autorki z
zacytowanego powyzej postu...
    • m-m-m Re: Next a dziecko 02.12.05, 11:02
      Popatrz na podobny w temacie wątek niżej...
      • mala_paskuda1 Re: Next a dziecko 02.12.05, 11:06
        Czytalam caly ten watek, ale nie znalazlam zbyt wielu opinii na tak postawione
        pytanie. Chodzi mi glownie o emocjonalna hierarchie w zwiazku, czy nowa kobieta
        automatycznie musi czuc sie gorsza / kochana inaczej niz przez faceta wolnego,
        bez dzieci... Jak Wy sobie z tym radzicie... Przepraszam, jezeli mimowolnie
        powielam tematy...
    • escribir Re: Next a dziecko 02.12.05, 11:18
      Nie jestem macochą, ale mój mąż jest "macochem" wink wiec pozwolę sobie wpisać
      parę słówek.
      Uczucie do dzieci a uczucie do partnera to dwie zupełnie inne bajki- takie jest
      moje zdanie. Poza tym wiadomo że każdy rodzic za dzieckiem by w ogień skoczył-
      każdy normalny rodzic oczywiście.
      Mój mąż wie że dzieci są dla mnie bardzo ważne. Nie można powiedzieć że
      ważniejsze od męża, bo to inny rodzaj ważności. Gdybym jednak MUSIAŁA przypisać
      im konkretne miejsca, to dla mnie na pierwszym byłyby dzieci, na drugim mąż. A
      dlaczego? Bo dzieciom jestem bardziej potrzebna- fizycznie i emocjonalnie.
      Jestem za nie odpowiedzialna bo to ja przyczyniłam się do ich istnienia. Mówiąc
      brzydko "one się na świat nie prosiły". Oczywiście staramy się tak zorganizowac
      by nikt nie czuł się odtrącony. Uważam że na tym polega dojrzałość nas,
      dorosłych.
      Dobrze jednak zdawać sobie sprawę, że ktoś nie byłby w stanie "dzielić się"
      partnerem. Wtedy wszystko jest jasne i nie wchodzi się w związki bez
      przyszłości.


      Oczywiście jest to moje zdanie z którym nikt nie mósi się zgodzić.
    • elle75 Re: Next a dziecko 02.12.05, 11:27
      Nie przejmuj sie tak. Nie ma zasady. Ja jestem z moim M od 3 lat. On ma dziecko
      z pierwszego malzenstwa. Oczywiscie kocha corke itd, ale NIGDY, powtarzam NIGDY
      nie czulam, zeby byla wazniejsza ode mnie. Mysle, ze to sa dwa zupelnie rozne
      rodzaje milosci (choc nie twierdze ze na poczatku nie bylam zazdrosna - ale
      potem przekonalam sie ze to tylko moja wybujala wyobraznia i ze dla niego
      jestem najwazniejsza). Teraz mamy wspolne dziecko i jest podobnie - M jest
      wspanialym ojcem, ale rowniez wiem, ze ta milosc jest inna, niz ta ktora czuje
      do mnie. Wiesz - kobieta wzbudza wiecej emocji i uczuc - kobiete sie kocha,
      mozna byc nia zafascynowanym, pozadac, byc zazdrosnym itp. a dziecko sie po
      prostu KOCHA. Wiem, ze w niektorych watkach matki by mnie "zakrakaly" ze jak
      to ? facet stawia next przed dzieckiem ? co to za facet ? a ja odpowiadam -
      normalny, zdrowy facet !! Zarowno dla swojej corki, mojego dziecka z 1
      malzenstwa i naszego wspolnego dziecka jest swietnym ojcem, ale jest rowniez
      zakochanym facetem, ktory zrobilby dla mnie wszystko.
      • m-m-m Re: Next a dziecko 02.12.05, 11:42
        Z psychologicznego punktu widzenia najważniejszy jest związek.
        I tu nie maja nic do rzeczy dzieci z poprzednich lub z obecnego związku.
        Wiadomo, że już jak się dzieci ma, to z reguły się je kocha i o nie sie dba. To
        jest trwałe. Natomiast o związek next i M. oni muszą dbać szczególnie: po
        pierwsze jest on trudny, po drugie i tak dzieci z racji pokrewieństwa są na
        stałe wpisane w życie rodzica, więc o ich pozycje w tym układzie nie trzeba się
        martwić. Natomiast dbać trzeba o siłę związku. Dzieci kiedyś dorosną, założą
        lub i nie swoje rodziny, ale życie będą miały swoje. Ich stała zależnośc od
        rodzica jest tylko etapem w życiu i rodzica i dzieci. Jeśli na tym etapie
        dzieci będą ważniejsze, a nie równoważne, to żaden zwiazek się nie utrzyma.
        • elle75 Re: Next a dziecko 02.12.05, 11:50
          popieram calkowicie m-m-m !!
          • zonka77 Re: Next a dziecko 02.12.05, 11:56
            I ja dorzucęcoś od siebie.
            Nie czuję się mniej ważna. Nie czuję wogóle żadnej heirarchii ważności u mojego
            M tak jak ja jej nie tworzę np dla naszego dziecka i mojego M, oboje są dla mnie
            najważniejsi i już.
            Nie zawsze tak było, Wszystko się jednak poukładało i uważam że tak jak jest
            teraz jest normalnie i dobrze smile
        • adwokatdiabla Re: Next a dziecko 02.12.05, 11:58
          hej,jestem, ze tak to ujme w gorszej niz Ty sytuacji, bo dzieci MM mieszkaja z
          Nim, ale powiem tak:
          gdybym czula sie mniej wazna niz Jego Dzieci, nie bylibysmy razem a jakis czas
          juz to trwa...i wtedy nie mialabym dylematow. jestem jedynaczka, no i nie
          ukrywajac egoistka...
          • m-m-m Re: Next a dziecko 02.12.05, 12:13
            Jedynactwo nie oznacza egoizmu, wręcz przeciwnie: najwiekszymi egoistami są
            dzieci mające rodzeństwo: myślisz, że jak jest jeden kawałek tortu to np.
            trójka rodzeństwa sie nim podzieli dobrowolnie? Nie! Każde z tychh dzieci
            będzie walczyło o CAŁY kawałek tortu dla siebie! I do rodziców należy, by ich
            sprawiedliwie podzielić. Spróbuj zabrać jedynakowi taki kawałek tortu, on na
            pewno nie będzie umiał z Tobą o ten kawałek zawalczyć - on sie co najwyzej
            obrazi. On go najpewniej odda bez walki.
            • pom Re: Next a dziecko 02.12.05, 12:16
              Zgadzam sie w 100% z M-m-m jeśli chodzi o egozim wśród rodzeństwa!
              • m-m-m Re: Next a dziecko 02.12.05, 12:20
                Ależ Pom, ja nie pisałam tego na poparcie mojego jedynactwa, ale to kiedyś
                powiedziała mi moją własna przyjaciółka posiadczka dwóch braci smile
              • adwokatdiabla Re: Next a dziecko 02.12.05, 12:30
                z tym ze niekonieczniesmile))
                • m-m-m Re: Next a dziecko 02.12.05, 12:31
                  A dlaczego niekoniecznie się z tym zgadzasz?
                  • zonka77 Re: Next a dziecko 02.12.05, 18:16
                    z tym egoizmem wśród rodzeństwa to się nie zgodzę absolunie. Jako dziecko
                    dzieliłam się z bratem wszystkim, tak byłam nauczona i w głowie mi się nie
                    mieściło żeby zahapać wszystko dla siebie. z siostrą tym bardziej się dzieliłam
                    ale tu już trudno się dziwić jak ona się urodziła miałam już 15 lat wink
                    Moja córka również pilnuje nas żeby zawsze było wszystko też dla jej ukochanej
                    siostry (córki M)- np ciastka, czekoladki, cokolwiek...
                    Młoda też nauczyła się dzielić ale kiedy ją poznałam była jedynaczką, dzieckiem
                    które dostawało tabliczkę czekolady rozpakowywało w towarzystwie gości i
                    zżerało w ciągu 5 minut całą nie pytając nikogo czy nie ma ochoty się poczęstować.
                    Oczywiście dużo zależy od wychowania więc i tu i tu zapewne może być różnie. Ja
                    znam akurat takie przykłady
                    • m-m-m Re: Next a dziecko 05.12.05, 08:05
                      tak byłam nauczona


                      Ano właaśnie, tak byłas NAUCZONA, ale to nie wynikało z samej Ciebie, to nie
                      przeczy mojej opinii. Ja pokazałam sytuację na surowo, czyli instynkty
                      pierwotne, tak jest, że najpierw jest egizm, a dopiero potem jego temperowanie
                      lub nie.
              • lideczka_27 Re: Next a dziecko 02.12.05, 12:46
                A ja absolutnie nie. Nie wiem czyja to sprawka, pewnie kwestia wychowania. Mam
                dwie siostry, gdy byłyśmy małe, mama nam wszystko dzieliła i obywało się to -
                tu mocno zaznaczam - BEZ PROTESTÓW z naszej strony. Później NATURALNYM dla nas
                było, że dzieliłyśmy (już same) wszystko na trzy i żadna za kotarą się nie
                ukryła celem zjedzenia czekolady wink. Teraz mam trójkę własnych, najmłodsza
                jeszcze nie pod wszystkie podziały podpada, ale dwójka starszaków tak. I tu z
                dumą stwierdzam: mój DWULATEK (dokładnie 2.5 roku), gdy o coś prosi (np.
                mambę wink a ja mu daję, to prosi o drugą dla siostry i ją jej niesie. Jeszcze
                dobrze gadać nie umie a sprawiedliwości się domaga winkGdy dostaje ona - upomina
                się o dolę brata. Gdy jest jedna sztuka czegoś tam, to ich dzielę. Z M
                przyjaźnimy się z małżeństwem, którzy mają jedynaka - rówieśnika naszego syna.
                Chłopiec potrafi (dosłownie) chrupki kukurydziane mojemu z buzi wyciągać choć
                przed nim stoi pełna micha. To mój syn stoi jak zaklęty i nie wie co zrobić w
                takiej sytuacji. Co do jedynaków - znam dwa rodzaje (miałam szczęście lub
                nieszczęście wiązac się z jedynakami) - albo byli okropnymi egoistami albo
                przeciwnie - lgnęli do towarzystwa, byli bardzo uczynni, chcieli się dzielić
                i... marzyli o kilkorgu dzieciach wink

                Nie twierdzę, że m-m-m kłamie, zwyczajnie ma inne doświadczenia, ja też dlatego
                myślę, że zbyt kategorycznie tu omawiana jest ta kwestia wink
                • m-m-m Re: Next a dziecko 02.12.05, 12:53
                  mama nam wszystko dzieliła


                  Lideczko to się nie wyklucza wzajemnie: ja zaznaczyłam, że do rodziców należy
                  dzielenie sprawiedliwie pomiędzy rodzeństwo. Twoja mama zawczasu takich
                  podziałów dokonywała, więc i sytuacja podziału była dla Ciebie i Twojego
                  rodzeństwa niejako naturalna.
                  • lilith76 Re: Next a dziecko 02.12.05, 13:38
                    a ja się pozwolę z m-m-m i pom, w kwestii rodzeństwa i jedynactwa, nie zgodzić.
                    oczywiście, posiadanie rodzeństwa to niezła szkoła życia, walki o swoje,
                    negocjacji, nauki trików, manipulacji. moi rodzice nauczyli mnie i brata, że
                    wszystko się dzieli. potem nawet jak oni tego nie widzieli, my odruchowo
                    wszystko dzieliliśmy i każde chomikowało swoje. odruch pozostaje do końca życia.

                    zaś jedynacy mają trudności z dzieleniem, bo nigdy tego nie robili, nawet im do
                    głowy nie przyjdzie, że mogą/powinni. taki konstrukt myślowy w ich głowie nigdy
                    nie powstał. jak czegoś nie ma w języku, tego nie ma w rzeczywistości - jak u
                    Orwella. nie potrafią walczyć, negocjować, rozwiązywać konfliktów - bo z kim
                    niby mieli to robić, na kim mieli to ćwiczyć???

                    ważna jest postawa rodziców - jedni rodzeństwo napuszczą na siebie jak wściekłe
                    psy, inni wychowają jedynaka w ciągłym nawyku dzielenia się z innymi (dziećmi
                    na podwórku, w szkole).
                    • m-m-m Re: Next a dziecko 02.12.05, 14:44
                      ważna jest postawa rodziców - jedni rodzeństwo napuszczą na siebie jak wściekłe
                      psy, inni wychowają jedynaka w ciągłym nawyku dzielenia się z innymi (dziećmi
                      na podwórku, w szkole).



                      Jeszcze zależy na czym to dzilenie się jedynaka z koleżankami z podwórka ma
                      polegać. Bo jeśli np. na tym, że robi się kanapki swojemu jedynakowi do szkoły,
                      a on rozda to kolegom z czego sam zje tylko trochę, to nie wiem , czy to dla
                      budżetu domowego takie obojętne. Żarcie jest drogie, i np. ja nie byłabym
                      zachwycona, gdyby pasierb rozdawał kolegom swoje kanapki. Raz na jakiś czas
                      mógłby dać kawałek jakiegos batonika, ale jestem przeciwna żywieniu jego
                      kolegów.
                    • m-m-m Re: Next a dziecko 02.12.05, 14:46
                      zaś jedynacy mają trudności z dzieleniem, bo nigdy tego nie robili, nawet im do
                      głowy nie przyjdzie, że mogą/powinni. taki konstrukt myślowy w ich głowie nigdy
                      nie powstał. jak czegoś nie ma w języku, tego nie ma w rzeczywistości - jak u
                      Orwella. nie potrafią walczyć, negocjować, rozwiązywać konfliktów - bo z kim
                      niby mieli to robić, na kim mieli to ćwiczyć???



                      No więc tu się Lilith mylisz, ja ćwiczyłam na koleżankach z podwórka.
                      • pom Re: Next a dziecko 03.12.05, 13:38
                        Moje wnioski wysnuwam na podstawie dzieci M. Dla nich zawsze jest
                        niesprawiedliwie, bo za mało dla każdego z nich. Wiedzą, że trzeba sie dzielić i
                        to jest od nich wymagane (sprawa wychowania) ale jakby tego nie kontrolować, to
                        za przeproszeniem, łby by sobie pourywali. Oczywiście nie zawsze takjest: jeśli
                        jeden jest w sklepie i kupuje paczke chipsów, to kupi także dla drugiego. Ale
                        jak tylko jest rzecz jedna i do podzielenia to zawsze będzie "niesprawiedliwość
                        na świecie".
                        Długo byłam jedynaczką (10 lat), potem pojawiła się siostra. Nie pamietam, żebym
                        jakos boleśnie odczuła że muszę się z nią dzielić, może dlatego, że była jeszcze
                        malutka, więc te proporcje rozkładały sie inaczej.
                        Ale jak patrzę czasem na chłopców M, których dzieli niewielka różnica wieku, to
                        czasem włos mi się na głowie jeży. To jest ustawiczna walka o swoje. Na
                        wszelkich płaszczynach.
                        • m-m-m Re: Next a dziecko 05.12.05, 08:09
                          Dla nich zawsze jest
                          niesprawiedliwie, bo za mało dla każdego z nich. Wiedzą, że trzeba sie dzielić i
                          to jest od nich wymagane (sprawa wychowania) ale jakby tego nie kontrolować, to
                          za przeproszeniem, łby by sobie pourywali.
                          Ale jak patrzę czasem na chłopców M, których dzieli niewielka różnica wieku, to
                          > czasem włos mi się na głowie jeży. To jest ustawiczna walka o swoje. Na
                          > wszelkich płaszczynach.



                          I o to mi chodzi Pom. Nieważne jsk daleko ingerują rodzice. Walka jest zawsze,
                          tyle, że z czasem coraz bardziej zaowalona no i proces wychowawczy robi swoje.
                          Uważam, że spostrzeżenia i ocena mojej przyjaciłóki posiadaczki owych dwóch
                          braci, gdzie cała trójka jest w zbliżonym wieku są prawdziwe.
    • lideczka_27 Re: Next a dziecko 02.12.05, 12:54
      Paskuda, zazdrość niektóre neksie dopada, ale zaryzykuję stwierdzenie, że to
      przejściowe. I powiem jeszcze jedno - w wielkiej mierze to od faceta zależy,
      czy jego partnerka się drugoplanowo poczuje, czy nie - to wiem z własnego
      doświadczenia. Mój mąż raz w życiu zrobił błąd, gdy poczułam się gorsza i
      drugoplanowa - tak samo jak nasz wówczas jeszcze nienarodzony syn. Nie była to
      wina jego córki ani eksi, tylko jego. Nie chce mi się historii opisywać, cała
      sprawa była nieco rozdmuchana przez moje hormony ciążowe i brak taktu M czy
      raczej jego "męską logikę" - on nieświadomie zrobił mi przykrość a gdy o tym
      pogadaliśmy to był zdziwiony, że tak go odebrałam. Było to raz, generalnie
      facet umie się zachować przez co ani dzieci ani ja nie mamy wątpliwości, że nas
      kocha a że błędy różne popełnia to już inna historia wink
    • adwokatdiabla Re: Next a dziecko 02.12.05, 12:55
      to ni, ze powinnam dawno byc w samochodzie smile dlatego, ze tak sie zlozylo, ze
      mam kuzynke w tym samym wieku tez jedynaczke i jestesmy kompletnie rozne. ja
      dzielilam sie wszystkim ze wszystkimi. gul mi skakal ale mamusia tak nauczyla
      to trzeba bylo. tylko,ze zawsze do czasu. a moja kuzynka... zabierala slodycze
      i zabawki innym dzieciom. kiedy pojechalaysmy razem na oboz poczekala az
      wszyscy zasna i wyjela spod poduszki wafelki, zeby zjesc je sama. miala pecha -
      nie spalam.do dzis jestesmy kompletnie rozne. ja mam duzo znajomych, pare
      oddanych przyjaciol, ona co roku ma nowa paczke "bo w tamtej ludzie okazali sie
      do d...". jej zwiazki wygladaja tak, ze poznaje faceta i go totalnie osacza, w
      koncu ten ja zawsze zostawia, a ona dzwoni do niego itd.no ale nie o tym mialo
      bycsmile
      • m-m-m Re: Next a dziecko 02.12.05, 12:59
        zabierala slodycze
        i zabawki innym dzieciom


        Tu rodzice kuzynki powinni byli zdwoić wysiłki wychowawcze wobec niej w tamtym
        okresie, ale często rodzice tego nie widzą, albo nie chcą widzieć, że poza ich
        dzieckiem i inni ludzie też są na świecie.
    • lilith76 Re: Next a dziecko 02.12.05, 13:32
      wszystko zależy od typu kobiety.
      jeśli to bluszcz, "niunia", "dzidzia" (nie urażając) - to może być wściekle
      zazdrosna o dziecko. bo sama w związku jest dzieckiem.
      jeśli jest niezależna, ma własny świat, życie - to widzi, że są dwie,
      nieporównywalne sfery uczuć.
      jeśli ma nierozwiązane problemy z dzieciństwa - to prędzej czy później to może
      wyjść na wierzch. ważne aby umieć to sobie uświadomić.
      • zonka77 Re: Next a dziecko 02.12.05, 18:28
        hmmm Lilith czy ja wiem...
        Ja kiedy poznałam M byłam psychicznie dzieciakiem - przytulakiem a zazdrość o
        uczucia a właściwie żal o traktowanie mnie jak kogoś gorszej kategorii pojawił
        się dopiero kiedy mój M zaczął się zachowywać naprawdę paskudnie (po tym jak
        zaszłam w ciążę). Na początku jak i po rozwiązaniu problemów z M (nie z dzieckom
        podkreślam a z M) nie żywiłam zazdrości w stosunku do córki M mimo że niezależna
        jestem od 2 lat może(na 6 znajomości i 5 małżeństwa)
        Zresztą niezależna - co to znaczy? Finansowo poradziłabym sobie bez M ale
        psychicznie żyć bez niego nie mogę wink Nie mam własnego życia - mamy wspólne
        życie i wspólne wszystko i oplatamy się nawzajem jak bluszcze - milutkie i
        mięciutkie bluszcze smilesmile
        A córke M lubię i to bardzo i nie jestem o nią absolutnie zazdrosna
        • lilith76 Re: Next a dziecko 03.12.05, 16:26
          właściwie żal o traktowanie mnie jak kogoś gorszej kategorii pojawił
          > się dopiero kiedy mój M zaczął się zachowywać naprawdę paskudnie (po tym jak
          > zaszłam w ciążę)

          okres ciąży nawet dla kobiety, która jest związana z "nie garbatym" jest czasem emocji, pragnienia bycia pod szczególną ochroną i opieką. dla każdej kobiety to bywa chyba trudny czas.
    • e_r_i_n Re: Next a dziecko 02.12.05, 18:19
      mala_paskuda1 napisała:

      > Czy Wy takze czujescie sie na drugim miejscu w Waszym zwiazku?

      Nie, nie czuje sie na drugim miejscu. Nigdy tak sie nie czulam i mysle, ze czuc
      nie bede. Moje zdanie jest wazne, brane pod uwage. Nie jestem kims na drugim
      planie. Nasze wspolne dziecko tez nie.
    • ola-p Re: Next a dziecko 08.12.05, 15:58
      jestem drugą kobietą mojego faceta, ze swoją ex ona ma 11 letniego synka. My
      jesteśmy razem od 8 lat. Nie czuje się gorsza. Czuje, że jestem najważniejsza
      dla mojego faceta na świecie. I czuje że nasze wspólne dziecko też jest dla
      niego naj naj. Jego syn mieszka teraz z ex 500 km od nas. Widujemy go w wakacje
      i ferie. Ale mogę powiedzieć Ci jedno. Z mojej już 8 letniej perspektywy.
      Gdybym miała cofnąć czas - nie zdecydowałabym się na związek z rozwiedzionym
      facetem, który ma dziecko. A co dopiero troje dzieci!!! Nie wiem, mimo, że
      wszystko jest super, jest coś! Coś co powoduje że czasem czuje coś niefajnego.
      I dlatego ja bym się już nie zakochała w facecie z dzieckim.
    • mala_paskuda1 dziekuje... 16.12.05, 10:37
      za wszystkie opinie i komentarze. Dalej mam mieszane uczucia, podobnie jak
      mieszane uczucia przebijaly z Waszych odpowiedzi. Najczesciej jestescie
      szczesliwe, ale z dzisiejsza wiedza nie podjelybyscie jeszcze raz tej samej
      decyzji. Mowi samo za siebie, nieprawdaz?.. Hm... sytuacja niemalze jak w
      antycznym dramacie, powiedzmy takiej Antygonie. Cokolwiek sie nie zrobi, i tak
      bedzie zle. Pozwolic odejsc facetowi, na ktorym nam zalezy, tylko dlatego ze ma
      1 /2 /3 dzieci? Czy wdepnac w ten zwiazek i meczyc sie psychicznie z jego
      dzieciakami a potem wnukami, ktore pewnie urodza sie w tym samym czasie co moje
      z nim dzieci (jezeli w ogole...) Eh...
      • cymbeline To jeszcze ja się dopiszę:) 16.12.05, 21:39
        Jestem drugą żona mojego meża,który ma już prawie 8-letniego syna, jestsmy ze
        sobą prawie 5 lat,a małżeństwem od 1,5 roku,wlasnych dzieci jeszcze nie mamy.
        A odpowiedź na Twoje pytanie;
        nie wiem czy wyszłabym ponownie za mąż na rozwodnika z dzieckiem/dziećmi,ale
        dzisiaj wiem już na pewno,ze za mojego obecnego męża wyszłabym za mąż nawet
        jeszcze kilka razysmile Początki są trudne,szczególnie dla dziewczyny-panienki bez
        zobowiązań,tak przynajmniej było ze mną,miałam na początku poczucie
        niższości,ale wzgledem jego ex,bałam sie,ze jednak posiadanie z nią dziecka
        spowoduje,ze jednak będzie chciał do niej wrócić,zresztą wszystkie "the best
        friends" mi to powtarzały w kółko:zobaczysz,w końcu Cie zostawi...no i miałam
        wrazenie,ze nawet niektóre z nich czekają na to...A tu taka dla nich
        niespodzianka,maż mnie nie zostawił,kocha mnie,kocha swoje dziecko,ja uwielniam
        jego dziecko a ono mnie,i nawet kontakty z jego ex są poprawne,a własciwie
        znikome,komunukujemy się ze sobą tylko wtedy kiedy jest taka potrzeba i tyle.
        Zazdrosna o dziecko nigdy nie byłam,ale to moze dlatego,ze ja kocham dzieci,
        nieważne czyjesmile i mam z Młodym dobry kontakt,o który od początku dbałam i mnie
        się udało.Jestem teraz naprawdę szczęsliwą mężatką i macoszką i teraz nawet
        sobie nie wyobrażam,ze Młodego nie byłoby w moim życiu,on po prostu wnosi do
        mojego życia bardzo dużo radości i bardzo tesknię za nim,bo niestety nie widuję
        go tak często jakbym chciała.
        Powtórzę pewnie za dziewczynami, które tu już pisały;wiele zależy od faceta, ale
        Żeby on wiedział ile zależy od niego to należy go o tym informować. Mam na myśli
        rozmowy o wszystkim co kobietę trapi,ja na początku nie umiałam rozmawiać o tym
        co mnie boli,ale w końcu sie nauczyłam i ponad wszystko cenię sobie własnie to w
        moim małzeństwie,ze wszystkie nieporozumienia rozwiazujemy wyjaśniając sobie
        wszystko aż do bólusmile
        Pozdrawiam i życzę podjecia tej dobrej dezycji,jaka by ona nie byłasmile
        Jedno jest pewne,chyba trzeba jednak być silną kobietą i umieć sobie wszystko w
        głowie ułozyć.A co do poczucia bycia gorszą, u mnie to były kompleksy oraz moje
        poprzednie nieudane związki z facetami....akurat samymi kawalerami bez
        zobowiazań i za tą z dużą kasą. Czyli wszystko na odwrót niż u mojego męża byłosmile)))
        • mala_paskuda1 PYTANIE do cymbeline 16.12.05, 22:28
          a jak reagowal na Twoje rozterki? Dal Ci prawo do watpliowsci, czekal
          cierpliwie, czy ponaglal, popedzal?... Ciekawi mnie, jaki stosunek do siebie
          maja tacy dzieciaci panowie. Czy jak im powiedziec, ze nie sa taka wspaniala
          partia, to sie obrazaja i odchodza, jak moj?..
          • cymbeline odpowiedź dla małej:) 17.12.05, 14:31
            Nie wiem jaki stosunek mają na mnie tacy panowie z dziećmi,bo mój mąż to
            pierwszy taki "ciężki" przypadek w moim życiu i nie zdawałam sobie sprawy,że
            bycie z takim facetem przynajmniej na początku (a poczaetk troszkę trwałsmile) jest
            naprawdę trudne dla kobiety, szczególnie takiej,ktora wcześniej była
            wolna,niezależna,bez przeszłości i bez zobowiązań. Wiesz,ja poznałam mojego meża
            to był w bardzo złym stanie psychicznym,bardzo przeżył rozwod i rozstanie z
            synem,gdyż zeniąc sie ze swoją pierwszą zoną naprawdę bardzo ja kochał i wcale
            nie krył tego przede mną, zresztą ja chciałam prawdy,chociaż bardzo bolała
            czasami.I właśnie najbardziej chyba bolało mnie to,że on ją naprawdę kochał, nie
            wciskał mi kiku w stylu,ze to była wpadka i musiał się żenić,ani też,ze nie
            chcial sie zenić,ale tak wyszło itp. U nich wszystko było "po bożemu" czyli
            najpierw kilka lat chodzenia ze sobą, potem planowanie ślubu, potem zaplanowana
            ciąża i wyczekiwany syn. Tylko potem jakoś tak szybko to małzeństwo się
            rozpadło... Był w szoku,nie mógł uwierzyć,ze kobieta,którą kocha podziekowała mu
            za współpracę...Był bardzo niedowartościowany jak go poznałam,nie sądził,ze
            będzie kiedykolwiek rozwodnikiem,zresztą nikt tego nie zakłada wchodząc w
            małzeństwo.Na początku nie rozumieliśmy się zupełnie,on opacznie rozumiał
            wszystko co robiłam i mówiłam,a ja dokładnie tak samo.Wiele godzin,czasem
            dziennie przegadaliśmy czy raczej przekłóciliśmy się,ja musiałam mu proste
            zreczy tłumaczyć jak dziecku,a on mnie musiał caly czas zapewniać o swoich
            uczuciach,o tym,ze nie chce wracać do żony,ze to na pewno skończony rozdział w
            jego życiu.Oczywiście czesto sie irytował,o uważał,że skoro raz mi powiedzial,ze
            mnie kocha i chce byc ze mną to powinno mi to wystarczyć do końca zycia,no,a
            mnie nie wystarczałosmile Widział,ze bardzo źle reaguję jak jego ex dzwoni do niego
            wiec starał sie mi tego oszczędzić,krył sie z tym,zeby mnie nie draznić. Ja po
            prostu miałam wielki problem na początku z zaakceptowaniem jego ex. On mnie nie
            popędzał,ale widziałam,że jest mu strasznie smutno widząc jak ja się motam,ale
            to ja sama musiałam się uporać z własnymi uczuciami i w końcu sie uporałam,ale
            trochę to trwało,wiele razy wydawało mi się,że jednak nie umiem żyć bez slubu
            kościelnego,że nie umiem żyć z facetem,który posiada jakąś ex,ze nie umiem zyc z
            facetem,który posiada dziecko nie moje,bo ja bardzo chcialam,zeby Młody był mój.
            Nie umialam odnależć swojej roli w tym wszystkim:no bo mamą jego syna nie jestem
            i nie bedę nigdy,a z drugiej strony nie umiałam udawać,ze tego dziecka nie ma,
            bo naprawdę od początku bardzo polubiłam go i w tym też tkwił mój problem. Byo
            super jak byliśmy gdzieś w trójkę,ale jak tylko zadzwoniła w tym czasie ex,to
            czar pryskał i zachowywałam się nieznośnie.Widziałam czasem,ze mój maż ma też
            chyba czasami dość.Tłumaczył mi,żebym się dobrze zastanowiła czy chcę być z nim,
            bo niestety on nie umie sprawić,zeby jego przeszłość znikneła,już zawsze bedzie
            facetem po rozwodzie z dzieckiem i zebym go nie dręczyła,bo tego zmienić się nie
            da,a decyzja należy do mnie.Chcialam z nim być,jestem z nim i nie załuję tego,
            nigdy tego nie żałowałam.Zaczełam sie stawiać w jego sytuacji,jak ja bym się
            czuła gdybym była rozwódką z dzieckiem,miałabym faceta,kóry mówi,ze mnie kocha
            ale nie moze sie zdecydować,bo mam jakiegoś exa i dziecko i wstydzi się mnie.
            No i chyba to pomagało,bo jak nie mozna czegoś zmienić to należy po prostu
            przyjąc daną sytuacje do wiadomości i tyle,nie ma co rozpatrywać przeszłości
            tylko żyć przyszłoscią. Swterdziłam,ze skoro mój facet pomimo tego co przezył
            chce się ze mną ozenić i to całkiem szybko,chce mieć ze mną dziecko/dzieci,
            normalną rodzinę to chyba jednak wszystko z nim w porzadkusmile
            U nas dodatkowym problemem była kasa,i to dużym problemem,bo mój maż dostał na
            nową droge zycia kilka kredytów do spłacenia a z pracą miał wtedy krucho. Nikomu
            nie życzę,zeby przeszedł taką szkolę życia jaką ja przeszłam.Oczywiscie nie
            odbyło się bez skutków uboczych typu nerwica u mnie,ale na to złożyły się tez
            inne kłopoty typu,brak akceptacji mojego meża przez moją mamę itp.
            Trzeba wykazać się dużą wyrozumiałością,ale też trzeba mieć swoje wymagania i
            swoje życie.No i chyba obie strony naprawdę muszą chcieć być ze sobą i dać sobie
            czas,czasem dużo czasu,cierpliwości i duuuużżżżżoooooo rozmawiać.

            Pozdrawiam serdeczniesmile
            Jeśli masz jakieś pytania,a nie chcesz na forum,to pytaj na maila gazetowego.
            • konkubinka Re: odpowiedź dla małej:) 21.12.05, 16:00
              po pierwsze:
              nie widze zadnego zwiazku miedzy posiadaniem rodzenstwa lub nieposiadaniem a
              byciem egoista.
              Po drugie wedlug mnie trzeba byc swiadomym wlasnej wartosci i nie szukac sie na
              zadnym miejscu.
              Po trzecie wydaje mi sie , ze trzeba wiedziec gdzie powinna byc granica miedzy
              zdrowa zazdroscia a chorobliwa.Zazdrosc o dziecko jest dla mnie zazdroscia
              chorobliwa.
              A na koniec dodam , ze nie czuje sie gorsza ani od ex ani od next .Jestem
              poprostu inna .
              Wsciekam sie tylko wtedy gdy widze jak moj partner doszukuje sie w moim
              zachowaniu tego co doprowadzilo jego zwiazek z eks do ruiny.To jest dla mnie
              obrazliwe i wtedy wlasnie mam wrazenie ze jestem do niej porownywana.Podam
              przyklad: poniewaz eks go notorycznie zdradzala on wciaz doszukuje sie w moim
              zyciu sytuacji , ktore by mnie do tego sklonily.Mimo, ze wie , ze jestem inna
              niz eks i to do mnie niepodobne insynuuje mi cos zupelnie niemozliwego-np
              podejrzane jest gdy wychodze wieczorem na zakupy (ona wieczorem wychodzila z
              psem i wtedy spotykala sie z kochankiem).Jednoczesnie wtedy gdy naprawde moze
              byc zazdrosny wcale ne jest, bo nie ma porownania (w ogole nic nie podejrzewa
              gdy w nocy slecze przy kompie a przeciez predzej wtedy moge romansowac niz w
              tym głupim spozywczymsmile
              • mikawi OT 21.12.05, 16:09
                konkubinko - co u Ciebie w ogóle?
                • konkubinka Re: OT 22.12.05, 12:08
                  jakos lecismilepewnie w najblizszym czasie skrobne cos na priv ale ciagle nie mam
                  czasu.Pozdrawiam
    • mala_paskuda1 do konkubinki i cymbeline 22.12.05, 13:51
      dziewczyny, dzieki za odpowiedzi. juz sie niemal wycofalam, ale sprobuje
      jeszcze raz (na szczescie ON jest cierpliwy i wyrozumialy i chyba naprawde
      zaangazowany). zobaczymy. wydaje mi sie, ze moje poczatkowe obawy wywolane byly
      dojsciem do glosu dziecka w kobiecie smile oczywiscie, chce zachowac swoja
      dzieciecosc (a nie dziecinnosc, jak podkresla X. Twardowski), no ale bez
      przesady: zeby 29-letnia kobieta "bila sie" z dziewczynkami o uczucia... i tak
      najwiecej zalezy od partnera. na razie troszeczke zwolnilismy tempo poznawania
      sie i spotkamy sie dopiero za czas jakis (bo juz "zajaczek" nie nadazal
      nawiewac przed napalonym mysliwym).
    • kateusia Re: Next a dziecko 22.12.05, 15:56
      Ja też uważam, że to jest zależne od podejścia faceta do tej sytuacji.
      Przyznam, że podejmując decyzję o bycie z moim ówczas nM nie wiedziałam, że
      jego syn będzie mieszkał z nami (on też tego nie wiedział), na początku czułam
      lekką zazdrość o syna,ale nie okazywałam tego. Z czasem to minęło i teraz już
      tego nie ma, wogóle, w żadnej sytuacji. Mamy teraz córęczkę i zrozumiałam, że
      miłości macierzyńskiej czy ojcowskiej nie można porównywać do miłości między
      kobietą a mężczyzną. Teraz sama jestem za tym, aby M poświęcił więcej czasu
      synowi. Powiem jeszcze,że gdybym miała podjąć decyzję jeszcze raz NIE
      ZASTANAWIAŁABYM SIĘ. Chociaż syn nie jest łatwym dzieckiem (ma ADHD, wymaga
      ciągłej kontroli mimo wieku 11 lat). Jak się kochacie naprawdę, nie powinnaś
      się bać. Trzymam kciuki. Pozdrawiamsmile
Inne wątki na temat:
Pełna wersja