wiem,czego się boję...

04.12.05, 11:26
Za każdym razem, jak mój M jedzie na spotkanie, bardzo źle znosze to
psychicznie... Kłotnie są często nieuniknione, chociaż, uwierzcie, staram
się,żeby nie byuło tak. starałam się spotykać z nimi,ale jak pisałam
wcześniej, było kiepsko. M. rozpieszcza dziecko, pozwala mu na wszystko,
dzieciak jest niegrzeczny,agresywny,ma co chce,ja tego psychicznie nie
znosze. Dziś znów pojechał. i Wiecie co mnie boli?
że on je zostawił, a ja czuję,że on musi z nim być. Rodzina dla mnie jest
czyms tak ważnym! jestem wychowana w kochającej,cudownej rodzinie,rodzice
nigdy mnie nie opuścili,a on... a jamyślę Że jestem przeszkodą.nie zostawił
ich dla mnie, spotkaliśmy się jak już dawno nie byli razem (mieszkał z nimi
ok.roku,wyprowadził się...długa historia, nie kochali się podobno, to była
wpadka,zamieszkali razem z poczucia obowiazku).
Ale ja czuję, że nie powinno mnie tu być. Że on powinien być z nią i
dzieckiem. Że coś do niej musi czuć, tak mi się wydaje. Że to matka jego
dziecka, a ja jestem NIKIM. Że nie mam z nim dziecka, więc jestem gorsza. Mam
żal do M, że tak postąpił. Że skrzwydził dziecko. Że to samo może zrobić ze
mną. Że zostawi mnie, tak jak zostawił ich, boję się. Coraz gorzej z moją
psychą. Nie chcę odejść,nie mogę,nie potrafię,kocham.Mimo wszystko.Ale za
każdym razem jak on jedzie do dziecka, to staje się obcą osobą. Na ten jeden
dzień go nie kocham. Na ten jeden dzień chcę o nim zapomnieć. Jestm mi
strasznie ciężko i źle. Mam silną depresję... bardzo potrzebuję wsparcia... a
go nie mam... i nie wiem,co mam robić. Czy on do niej wróci? Dlaczego ja
czuję się przeszkodą...? Dziś poprosilam,żeby wrócił godzinę wcześniej,to
była awantura... a i tak miał byc o 16,wróci o 19,poprosilam,żeby chociaż o
18... wszystko się nie układa. bardzo mi źle.
pozdrawiam
    • nangaparbat3 Re: wiem,czego się boję... 04.12.05, 15:19
      Daj spokój. Jesli nie Ty spowodowałaś, że się rozstali, a przecież nie miałaś
      na to żadnego, ale to żadnego wpływu, nie powinnaś czuć się winna.
      Jestem rozwiedzioną, samotną matką i uważam, ze nieskończenie lepsze jest i dla
      mnie i dla dziecka zycie osobno niż w związku, w którym nie było dobrze.
      Przypuszczam, ze wychowałaś się w rodzinie, w której rozwód był postrzegany
      jako tragedia, życiowa katastrofa, a główną, a może nawet jedyną istotną
      funkcją rodziny było wychowanie dzieci. Stąd Twoje problemy, stąd poczucie
      winy, które powoduje, że kiedy on idzie do dziecka Ty czujesz sie opuszczona,
      porzucona. Ale przecież on Ciebie wybrał, z Tobą chce być - byc może wysatrczy,
      byś w to naprawdę uwierzyła, a wszystko się poukłada.
      Tak praktycznie, to na Twoim miejscu znalazłabym soibie jakies zajecie na ten
      czas, kiedy on idzie do dziecka. Wydaje mi się, że jestes
      kobietą "macierzyńskiego typu" - gdybyś na przykład w tym czasie pracowała jako
      wolontariuszka w domu dziecka? To by troche odwróciło Twoją "emocjonalną uwagę"
      od niego, łatwiej by było oddychać i Tobie, i jemu.

      • kleo1 Re: wiem,czego się boję... 04.12.05, 15:36
        nangaparbat3 napisała:
        > byś w to naprawdę uwierzyła, a wszystko się poukłada.
        > Tak praktycznie, to na Twoim miejscu znalazłabym soibie jakies zajecie na ten
        > czas, kiedy on idzie do dziecka. Wydaje mi się, że jestes
        > kobietą "macierzyńskiego typu" - gdybyś na przykład w tym czasie pracowała
        jako
        >
        > wolontariuszka w domu dziecka? To by troche odwróciło Twoją "emocjonalną
        uwagę"



        Co do domu dziecka, raz organizowaliśmy gwiazdke dla domu dziecka(dla takich
        maluszków kilkuletnich). Te dzieci są tak spragnione miłości, że serduszko
        pęka. Naprawdę. Trzeba zajmować sie wszystkimi, nie wybierać jednego ulubionego
        bo potem poczują się znowu porzucone. Niektóre dzieci trafiły tam bo matki nie
        mogą ich utrzymać ale je odwiedzają, inne tez nigdy nie będa adoptowane, bo
        matka w ciąży złożyła jeden podpis, po urodzeniu nie mogła, nie chciała i
        uciekła i taki maluszek tam zostanie do pełnoletności. Myślę, że serce by pekło
        założycielce wątku tak samo jak mnie było przykro. Kupcie sobie pieska, to
        straszny obowiązek, będziesz miała zajęcie.
        • niunka24 Re: wiem,czego się boję... 04.12.05, 15:48
          Z tym domem dziecka to nie wiem. Boję się,że nie dam rady psychicznie,naprawdę.
          jestem za słaba. poza tym, dzieci mnie trochę przerażają,nie mam z nimi dobrego
          kontaktu.lepiej czuję się wśród osób starszych,chorych,cierpiących na
          alzheimera,itp.
          pies jest lepszym rozwiązaniem,ale w tej chwili nie mogę sobie na niego
          pozwolićsmile)
          • nangaparbat3 Re: wiem,czego się boję... 04.12.05, 21:56
            niunka24 napisała:

            > Z tym domem dziecka to nie wiem. Boję się,że nie dam rady
            psychicznie,naprawdę.
            >
            > jestem za słaba. poza tym, dzieci mnie trochę przerażają,nie mam z nimi
            dobrego
            >
            > kontaktu.lepiej czuję się wśród osób starszych,chorych,cierpiących na
            > alzheimera,itp.
          • nangaparbat3 Re: wiem,czego się boję... 04.12.05, 21:57
            niunka24 napisała:

            > Z tym domem dziecka to nie wiem. Boję się,że nie dam rady
            psychicznie,naprawdę.
            >
            > jestem za słaba. poza tym, dzieci mnie trochę przerażają,nie mam z nimi
            dobrego
            >
            > kontaktu.lepiej czuję się wśród osób starszych,chorych,cierpiących na
            > alzheimera,itp.


            To odwiedzaj w te dni staruszków, naprawdę. Wszystko lepsze od siedzenia w domu
            i czekania, kiedy on przyjdzie, liczenia mu, ile sie spóźnił.
            Wiem co mowię, bo też tak robiłam - skutki zawsze są opłakane, a tak i sobie
            dobrze zrobisz, i jeszcze staruszkom.
      • niunka24 Re: wiem,czego się boję... 04.12.05, 15:46
        chodziłam do hospicjum jako wolontariusz,ale odkąd umarł jeden z moich
        podopiecznych, nie potrafię....

        Jak oni są razem,staram się spędzać czas z rodzicami,których kocham bardzo.

        Rozwód nie był tragedią w mojej rodzinie,bo go nie byłowink nie było o nim mowy.
        Zawsze byliśmy RAZEM. Wspieraliśmy się i dalej się wspieramy. Nie potrafię
        zrozumieć,jak można odejść od swojego dziecka... Bardzo mnie to wszystko męczy.
        Wiem,że dla dziecka jest lepiej,że oni nie są razem,że nie kłócą się,nie
        wyzywają (zresztą,jak rozmawiają przez tel,czy nawet przy młodym to się zawsze
        kłócą). Wiem,ale jednak... Nie jestem matką,a bardzo,bardzo chce nią być. nie
        wiem,czy będę mogła być w ciąży,bo mam coraz poważniejsze problemy z jajnikami.
        Znów czuję się gorsza,niepotrzebna,itd. Jednak wiem,że jakbym miała dziecko,to
        nigdy nie mogłabym go zostawić. Wiem,że mężczyźni inaczej to odbierają. że dla
        kobiety dziecko znaczy coś innego niż dla faceta. Matka nigdy nie odejdzie od
        swojego dziecka, tak mi się zdaje...
        Mój M też byl wychowywany bez ojca. jesteśmy z dwóch różnych światów. Czay te
        światy dadzą się pogodzić? Czy to normalne,że boję się,że jak ja urodzę jego
        dziecko,to od nas też odejdzie? Ja pragnę normalnej,zdrowej rodziny.Coraz
        bardziej żal mi Młodego,który takiej nie ma. Ojciec raz w tygodniu, albo i
        rzadziej? Dla mnie to parodia ojcostwa... przepraszam,jeśli kogoś uraziłam. Po
        prostu zawsze najgorzej wychodzą na tym dzieci. A ja nie chcę,żeby moje
        dziecko,jeśli w ogole będę je mieć, miało ojca weekendowego... Poza tym,
        obarczam M winą,bo to on odszedł... Podświadomie mam do niego żal za to
        wszystko, co się stało. I za to,że ja cierpię też. Bo on będąc z NIM jest obcy.
        Jest inny. Nie jest mój. Chcę,żeby tam jeździł,ale wtedy sama siebie niszczę...
        Nie chcę być egoistką. pewnie jestem...Gdybym mogła być z nimi razem,byłoby
        łatwiej... Zresztą,to śmieszne.Jak nie ma M, jestem na chwilę z młodym
        sama,dogadujemy się w miare dobrze. Tylko przychodzi M, Młody się zmienia, ja
        staje się sztywna i przerażona.... Nie poproszę przecież M,żeby jedno spotkanie
        z Mlodym oddał mismile) to głupiesmile)

        Bardzo to wszystko ciężkie. Tym bardziej,że teraz jestem chora, kiepsko się
        czuję. a psycha siada...nie mogę brać leków antydepresyjnych i jest mi
        dużo,dużo gorzej... Boże,jak ja bym chciała mieć dziecko... ale w moim stanie i
        fizycznym i psychicznym to chyba złe rozwiązaniecrying
        • kleo1 Re: wiem,czego się boję... 04.12.05, 15:57
          Jak pies odpada to proponuję zwierzątko akwariowe. Jak się nie brzydzisz, to
          kup szczurzycę-dziewczynke bo samce znaczą moczem teren. Ja miałam kilka ale
          najlepiej pamiętam Maję, na cmokanie wchodziła do klatki. Szczury sa bardzo
          mądre. Króliki to wredne bestie, świnki morskie się wydzierają, chomiki sa
          jakieś takie, cały dzień śpią, japońskie myszki są małe... szczurki są super smile
        • kleo1 Re: wiem,czego się boję... 04.12.05, 15:58
          a co do strachu, też mam gorsze dni, i sobie głupotki wymyślam ,ale pamiętaj ON
          CIĘ KOCHA! rozmawiajcie dużo, to pomaga smile
          • niunka24 Re: wiem,czego się boję... 04.12.05, 16:56
            mam dwa okropne szczurywink)))
            są wielkie, sprytne.. jeden gryzie, skubaniec, a drugi jest tchórz.
            serio, to są super,ale jakoś mi nie wystarczają...
            mam dużo gorszy dzień dziś... dzieki za pocieszenie!smile
            • nangaparbat3 Re: wiem,czego się boję... 04.12.05, 22:22
              Kiedys mi pokazano szczura, pamietam, że miał cudowne pazurki.
              Przeczytałam Twoj długi post i wiesz - jeszcze zanim doczytałam do końca,
              zaczęłam się zastanawiac, czy aby nie masz depresji. Jeśli są Ci potrzebne leki
              antydepresyjne, to może jednak dałoby sie dobrać coś, co mogłabys brać. Bo
              wyglada na to, ze naprawdę jesteś w niezłym dole, ze widzisz wszystko o wiele
              bardziej czarno, niż jest. A moze magnez z witaminą B6? Jesli chorowałaś i
              brałaś antybiotyki, taka kuracja jest praktycznie niezbedna. Albo orzechy
              laskowe w czarnej czekoladzie, też stawiają na nogi, naprawdę.
              Wydaje mi się z tego co piszesz, że w Twojej rodzinie rozwód był tabu, a to
              jeszcze gorzej, niz gdyby go potępiano otwarcie. Pamiętaj, ze Twój M nie
              porzucił syna, tylko jego matkę. A moze jej nie porzucił, tylko ona go
              pogoniła?
              Nie mozesz mieć żadnej gwarancji, ze Twój mąż - czy bedzie nim aktualny M czy
              ktoś inny - nie odejdzie od Ciebie i Waszego dziecka. Nawet najbardziej
              bogobojni czlonkowie ZChNu robili takie rzeczy, nawet pastorzy sie rozwodzą.
              Gwarancji nikt Ci nie da.
              Ale wiele kobiet moze Ci gwarantować, że można byc szczęsliwą matką i osobą po
              rozwodzie, a dziecko może się dobrze i szczęsliwie wychowywać. Wszystko zależy
              od tego, jak sie do tego podejdzie. Rozwód naprawde ni musi byc końcem świata
              dla nikogo.
              Oczywiście gorąco Ci życzę, żeby Cię to ominęło.
              Jeśli jednak tak bardzo sie tego boisz, musisz sobie jakos z tym strachem
              poradzić ZANIM zdecydujesz sie na slub i dziecko. Ja sobie w podobnych
              sytuacjach radzę w ten sposó, ze wyobrażam sobie, że to najgorsze własnie sie
              wydarzyło i zastanawiam sie, co dalej. I zawsze wtedy wychodzi, że zyć się
              dalej da, i wtedy strach - nawet jesli nie mija, traci nade mną władzę. A to
              jest najwazniejsze, tego Ci zyczę.

    • niunka24 Re: wiem,czego się boję... 04.12.05, 23:05
      szczury są fajnewink
      seriowink
      Na razie staruszkowie nic ze mnie nie będą mieć,bo sama jestem chora i ledwo
      radzę sobie z tym wszystkim...
      Faktycznie, witaminy to jest jakiś pomysł,póki nie mogę brac antydepresantów.
      Jesli chodzi o M,to ona go w to dziecko "wrobiła", przynajmniej, tak wynika z
      jego opowieści i jej sms'ow też... Nie ważne..
      Kupiłam Młodemu prezent na Mikołajki.nic takiego.Ale M zapomniał.
      Jakoś tak...poczułam się bardzo fajniewink
      Rozmawialiśmy dziś długo,M też zauważył,że Młody stał się bardzo rozwydrzonym
      dzieckiem,więc to nie moje zwidy i widzimisie...
      Chaotycznie piszę,przepraszam...
      Depresja jest taką podłą chorobą,że ze stanu doła wpada się w euforię.
      Znów mam pokaleczone ręce.cholera.muszę iść do lekarza..
      pozdrawiam
      • chalsia Re: wiem,czego się boję... 05.12.05, 00:07
        > Depresja jest taką podłą chorobą,że ze stanu doła wpada się w euforię.

        To w takim razie nie jest depresja tylko psychoza afektywna dwubiegunowa - czy
        też jakoś tak podobnie. Jest nawet na gazecie forum dla osób dotkniętych tych
        schorzeniem.
        Ewentualnie - euforia po depresji może świadczyć o nienajlepszym dopbieraniu
        leków/dawki przez lekarza - jest to błąd lekarza.
        Chalsia
      • lilith76 Re: wiem,czego się boję... 05.12.05, 00:14
        poczytaj forum "samodzielna mama" i tam poznasz profile facetów, których powinnaś unikać jak ognia - nie widujących dziecka latami, nie płacących złotówki.
        z tego co piszesz, to on jest mądrym, kochającym, odpowiedzialnym ojcem. jak można opuścić własne dziecko? a jak można opuszczać je i biec do ukochanej kobiety w depresji???
        opuścił dziecko - to źle.
        stara się wynagrodzić dziecku dzieciństwo w niepełnej rodzinie - to źle, bo ty czujesz się samotna, opuszczona i mniej kochana.

        KTO TU JEST DZIECKIEM?

        niunka, skoro nie możesz brać antydepresantów, a sytuacja coraz bardziej się pogarsza (do tego stopnia, że się samookaleczasz?), to biegnij do lekarza, psychologa, psychiatry!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

        cokolwiek twój facet nie zrobi będzie źle, bo problem tkwi w tobie.

        nie piszę tego by cię kopać dodatkowo - nie marynuj się w tym bólu i smutku, działaj. proszę.
        • ajmj Re: wiem,czego się boję... 05.12.05, 07:04
          Niuńka. Tez bardzo kocham szczury, miałam kilka, ale krótko żyja i po "smierci"
          rozpaczałam tak strasznie, że już nie chce miec nastepnego, one sa jak psy -
          takie kochanesmile

          Niuńka a na temat. Uczucia, któe opisujesz były mi znane bardzo dokładnie. Tez
          obwiniałam siebie za wszystko, doszło do tego, że katastrofa gdzies tam to tez
          uważałam, że to moja wina.winkUczucia egozimu, nienawiści sa mi doskonale znane.
          Sprzeczne uczucia. Na to trzeba czasu. Na to trzeba Ogromnej miłości M, na to
          trzeba poczucia bezpieczeństwa (tak, abys w tym związku poprostu czuła się w
          miarę bezpiecznie)a gdybanie co się stanie kiedyś... Do tej pory tak gdybam, z
          tym, że staram się nie zadręczać. Bo to nic nie da. Co ma byc to będzie. I na
          co mamy wpływ to mamy i mozemy zmienić, a niektóre sprawy poprostu nie.
        • kleo1 Re: wiem,czego się boję... 05.12.05, 08:03
          lilith76 napisała:

          > poczytaj forum "samodzielna mama" i tam poznasz profile facetów, których
          >powinnaś unikać jak ognia - nie widujących dziecka latami, nie płacących
          >złotówki.

          Przepraszam, nie chcę wywołac żadnej wojny, ale zdaje mi się że na tamtyn forum
          niemal każdy facet jest zły! zły!! zły!!!, skrzywdzone/"szkrzywdzone" kobiety
          patrzą poprzez gniew i nienawiść. Owszem istnieją faceci na których nawet
          splunąć nie warto, istnieją ex które naprawdę są złe, istnieją next, które są
          złe, istnieja też spoko faceci, spoko ex i spoko next, na obu forach(SM i "M")
          znalazły się osoby tzreźwo patrzące na świat, ale przeważnie oba fora są
          przepełnione nienawiścią pozostałą po krzywdach/"krzywdach" ze strony exa, exi,
          next dla exi, exi dla next. Zapewne sama wiesz, jakich facetów unikać, ale
          człowiek często ukrywa swą zła naturę, przykład facetów, którzy maja żony,
          twierdzą, że je kochaja a podrywają wszystko co ma cycki, bądż chodzą do domu
          publicznego(niestety znam takiego jednego delikwenta). Przede wszystkim należy
          rozpatrywać jego dziś, to jak postępuje, bo z perspektywy przeszłości, to każdy
          mężczyzna i każda kobieta opuszczająca swoją rodzinę/"rodzinę"(nie każdy uważał
          się za rodzinę) jest złą osobą bo jak tak można?! - swego czasu w Polsce rozwód
          był patologią.
          Trochę się rozpisałam, przepraszam, zaziębiłam się i zawsze wtedy strasznie
          smęcę. tongue_out
          Założycielka wątku powinna udać się do porządnego lekarza. Może raz warto wydać
          50 zł za wizytę ale mieć pewnośc, że na pewno dostanie się porządne leki? Mało
          tego, chyba psycholog też by się przydał.. sama kiedyś chciałam póujść, ale ja
          ogólnie to hipohondryk jestem i zaraz bym łaziła po wszystkich lekarzach,
          psychologach i psychiatrach-na szczęście mnie nie stać, o sobie wtedy kupiłam
          deprim lekko antydepresyjny.
          Dobra kończe bo Was zagadam! Buziaki kiss cudowne Kobiety! kiss
          • lilith76 Re: wiem,czego się boję... 05.12.05, 09:25
            nie chcę generalizować, choć mogło to tak wyglądać.
            niektóre matki z SM (trochę ten skrót jak Sado Macho wygląda) nie mają fajnej
            sytuacji i ich wątki, wypowiedzi dominują. inne świetnie dogadują się z byłymi
            partnerami, ale nie widzą sensu w chwaleniu się tym. bo ja wszystko gra, to po
            co pisać.
            niestety, tamto forum zdominował bezużyteczny ping pong słowny.
    • m-m-m Re: wiem,czego się boję... 05.12.05, 08:36
      Założycielka wątku powinna udać się do porządnego lekarza. Może raz warto wydać
      50 zł za wizytę ale mieć pewnośc, że na pewno dostanie się porządne leki? Mało
      tego, chyba psycholog też by się przydał.. sama kiedyś chciałam póujść, ale ja
      ogólnie to hipohondryk jestem i zaraz bym łaziła po wszystkich lekarzach,
      psychologach i psychiatrach-na szczęście mnie nie stać, o sobie wtedy kupiłam
      deprim lekko antydepresyjny.



      Dobra psychoterapia wraz z leczeniem depresji kosztuje i to nie 50 zł. Min. 100
      za godzinę, ale jest absolutnie skuteczna. Depresja jest wyleczalna całkowicie.
      Ksiązkowo to jest ok. 3 m-cy leczenia.
      Nigdy nie kupuj leków "na nerwy" takich jak kupiła je koleżanka.
      Z antydepresantami nie ma żartów. Takie, które działają od razu zwykle
      uzależniają. Nie uzależniają te, których efekt działania jest widoczny
      najwcześniej po dwóch tygodniach od pierwszej dawki.
      Ja widzę tu inny problem: autorka wątku stale jest DZIECKIEM w tym układzie.
      Stale oczekuje miłości i wsparcia jakiego potrzebuje dziecko.
      Koniecznie trzeba coś z tym zrobić, ale nie lekami od kolezanki i nie tanio.
      • kleo1 Re: wiem,czego się boję... 05.12.05, 10:39
        m-m-m napisała:
        > Dobra psychoterapia wraz z leczeniem depresji kosztuje i to nie 50 zł. Min.
        100
        >
        > za godzinę, ale jest absolutnie skuteczna. Depresja jest wyleczalna
        całkowicie.
        > Ksiązkowo to jest ok. 3 m-cy leczenia.
        > Nigdy nie kupuj leków "na nerwy" takich jak kupiła je koleżanka.
        > Z antydepresantami nie ma żartów. Takie, które działają od razu zwykle
        > uzależniają. Nie uzależniają te, których efekt działania jest widoczny
        > najwcześniej po dwóch tygodniach od pierwszej dawki.
        > Ja widzę tu inny problem: autorka wątku stale jest DZIECKIEM w tym układzie.
        > Stale oczekuje miłości i wsparcia jakiego potrzebuje dziecko.
        > Koniecznie trzeba coś z tym zrobić, ale nie lekami od kolezanki i nie tanio.

        Kleo: Absolutnie nie proponuję kupować takich leków, to lek ziołowy, raczej
        była to kwestia wmówienia sobie, że to mi pomoże i niby pomagało. m-m-m ma
        rację, niestety żadne nasze porady nie pomogą, TYLKO LEKARZ SPECJALISTA. Idź
        nim będzie za późno, zdrowie fizyczne i psychiczne jest najważniejsze!

        A co do bycia DZIECKIEM to strach, miałam to, ale Mój M mi pomógł, został, nie
        okłamuje, KOCHA!
        • niunka24 Re: wiem,czego się boję... 05.12.05, 12:46
          mówicie,że jestem dzieckiem,że do psychologa..
          nie wiem,czy jestem dzieckiem.
          Jestem chora, na pewno.ale Czy potrzeba miłości oznacza bycie dzieckiem?
          Czy tylko dziecko ma prawo czuć się zagubione w świecie?
          Czy wszystkie uczucia jak niepewność, zagubienie,strach i pragnienie miłości
          zarezerwowane są dla dzieci? Nie zgadzam się z Wami pod tym względem, ale to
          tylko kwestia nazwania.
          Aha, i nie wymagam od mojego faceta,żeby uciekał od dziecka do mnie,bo mam
          doławink chce,żeby tam jeździł,chociaz umieram jak tam jest...boje się!

          Nie wiem,czy mam depresję,czy jest to coś innego. Nie ważne. Nie wierzę w
          wyleczenie w 3 miesiące,leczę się kilka lat...i na terapie wydałam już
          tysiące,nie setki... teraz akurat leczę co innego,więc na depresję nie mam
          czasu,chęci,ani pieniędzy.po prostu nie mam tych dodatkowych 50 zł
          tygodniowo,żeby je wydać na terapię. Nawet jakbym nie wiem,jak mocno chciała,to
          nie mam.
          Nie jest łatwo wyjść z depresji.
          • done2 Re: wiem,czego się boję... 05.12.05, 14:06
            A może jednak wzięłabyś malutką sunieczkę albo pieska skrzywdzonego przez
            życie? Niektóre psiaki są takie malutkie - właśnie wielkości królika.
            Fajnie jest czuć się potrzebnym i kochanym.
            Z całym szacunkiem dla szczurów - nie ma to jednak jak pies.
            Kilkukrotnie już pisałam jak dobrze mieć takiego przyjaciela.
            Trzeba się zmobilizować i wyjść na spacer. I to kilka razy dziennie.
            Na spacerku - zawsze spotkasz miłych ludzi ze swoimi pupilami.
            O jedzeniu dla siebie - można czasem zapomnieć, ale o jedzonku dla psa - trzeba
            zawsze pamiętać.
            Jak go coś boli, trzeba pędzić do weterynarza.
            Jak masz doła - masz się do kogoś przytulić.
            A przede wszystkim - to stworzenie, które (w przeciwieństwie do mężówwink zawsze
            się cieszy kiedy wracasz do domu. Nawet, gdybyś przed wyjściem z domu
            ochrzaniła go za zjedzonego buta.
            I masz pewność, że będzie Cię kochać do końca swojego życia. I będzie Ci wierny!
            No, to klikaj i wybieraj:
          • m-m-m Re: wiem,czego się boję... 05.12.05, 14:18
            Skoro leczysz depresję kilka lat to sa dwa wyjścia:
            a) jesteś źle leczona;
            b) nie jest to depresja.


            Ja nie muszę wierzyć lub nie w leczenie depresji w 3 m-ce, bo sama ją tak
            wyleczyłam. Miałam doskonały duet psychiatra i psycholog kliniczny.
            DEPRESJA JEST CAŁKOWICIE WYLECZALNA, ten, kto leczy ją dłużej (pow. 6 mc-y)
            jest zwyczajnie naciągany, a nie leczony.


            Co do Twojej potrzeby miłości: nie chcę być zbyt niegrzeczna, ale wygląda
            ona...przesadnie w stosunku do sytuacji jaka przedstawiłaś w poście.
            Jak na osobę całkowicie dorosłą, wychowaną w pełnej miłości rodzinie nie
            powinnaś takiego głodu miłości mieć. Oczywiście każdy człowiek potrzebuje
            miłości, ale są jej różne odmiany. Z miłości dziecko-rodzice wyrasta się, w
            każdym razie powinno. Przychodzi miłośc partnerska, która nie powinna być
            jakimś krzykiem rozpaczy o miłość w ogóle.
            • niunka24 Re: wiem,czego się boję... 05.12.05, 14:30
              ale ja nie krzycze o miłość,skąd takie wnioski?

              Ja jestem kochana i tej miłości potrzebuję,bez niej żyć nie mogę,
              ale czy ja o nią krzyczę? Nie. ja jej potrzebuję, jak każdy.
              I w moim wątku niekoniecznie o nią chodzi,ale o strach, o moje odczucia,w
              stosunku do M,ktorych się boję. Dlaczego znów ktoś na mnie zaczyna najeżdzac,
              przepraszam,ale ja tego naprawdę nie potrzebuję! przesadna potrzeba miłości?
              Skąd ten wniosek? Dlaczego ja prosząc o pomoc muszę się teraz tłumaczyć?

              nie wiem,czy jestem źle leczona czy nie jest to depresja. Byłam u naprawdę
              dobrych lekarzy i oni twierdzą,że to jest depresja. Nieprawda,że nie może trwać
              dłużej niż 6 miesięcy. niektózy cierpią na nią kilka lat, czasami,całe życie.
              uwierz mi,że zbyt wiele o niej czytałam,ze zbyt wieloma lekarzami rozmawiałam i
              zbyt wielu mam takich znajomych,żeby tego nie wiedzieć...Moja babcia ma
              depresję, jest leczona i szpitalnie i lekami i depresja wraca. To jest
              choroba,która wraca, zostawia ślad i nie zgadzam się,że jest wyleczalna 100%.
              Sezonowa może tak. Ale odmian depresji jest tak wiele,że nie wolno w ten sposób
              gereralizować....

              Co do pieska,nie mam warunków. po prostu w tej chwili nie jest to możliwe...
              Dzięki
              pozdrawiam,
              • m-m-m Re: wiem,czego się boję... 05.12.05, 14:47
                ale ja nie krzycze o miłość,skąd takie wnioski?


                Ano stąd: bez niej żyć nie mogę


                Dlaczego znów ktoś na mnie zaczyna najeżdzac


                Nie zamierzam Ci dokuczać, ani na Ciebie najeżdżać. Napisałam jak to widzę na
                podstawie Twojego postu.


                To jest
                > choroba,która wraca, zostawia ślad i nie zgadzam się,że jest wyleczalna 100%

                Nieprawda. Nie wyleczona do końca wraca i owszem. Takie opinie przedstawiają
                Ci, którzy właśnie naciągają na dłuuugie leczenie, bo inaczej wyschłoby źródło
                pieniędzy. Ja miałam nie sezonową. Miałam potężną depresję żałobną oraz poważny
                konflikt z moimi rozwiedzionymi (ale już nie żyjącymi, czyli BEZ możliwości
                konfrontacji i rozmowy) rodzicami. To był zestaw wagi ciężkiej.
                No, ale nie zamierzam Cię przekonywać, bo moje doświadczenia są takie, że po
                skutecznym leczeniu jest się nawet silniejszym niż przed, ale też trzeba samemu
                chcieć i nie dawawać sobie wmowić, że to wróci, lub zostawia jakieś tam ślady.
              • lilith76 Re: wiem,czego się boję... 05.12.05, 14:52
                niunka, uwierz (sama to przerabiałam) depresja, dołki emocjonalne kompletnie
                zmieniają optykę, przez którą patrzy się na świat. wtedy drobnostki urastają do
                rangi problemów nie do przekroczenia, albo przychodzi przesadny strach przed
                czymś co prawdopodobnie się nie wydarzy. nawet uwagi innych przyjmuje się hajby
                to były jakieś razy albo kopniaki, szpilki. taki człowiek jest jak ślimak
                wyciągnięty ze skorupy i przeciągnięty po żwirowej ścieżce. muśnięcie boli.

                wszyscy tylko piszemy tu spokojnie, jak to wygląda z naszej strony.

                masz swoje lęki, obawy, ale pamiętaj, że one mogą skutecznie zatruć związek, bo
                facet nie będzie w nieskończoność udowadniał swojej miłości (co będzie pewnie
                robił skoro ty się boisz, że kiedyś cię zostawi).

                człowiek dorosły siłę czerpie głównie z siebie, ze środka, nie z miłości
                drugiej osoby do niego.

                PS: to pewnie nie na ten wątek, nie znamy twojego życia, ale może kiedyś
                wydarzyło się coś w dzieciństwie, młodości co pozostawiło w tobie głęboki brak
                poczucia bezpieczeństwa, dlatego dziś drobiazg zabiera ci spokój ducha.
                • m-m-m Re: wiem,czego się boję... 05.12.05, 14:55
                  człowiek dorosły siłę czerpie głównie z siebie, ze środka, nie z miłości
                  drugiej osoby do niego.


                  Popieram Lilith smile
    • wipsania Re: wiem,czego się boję... 10.12.05, 01:54
      Niunia - wyluzuj. Ja, stara macocha ci to mówię.
      1. Po pierwsze primo
      Przykro mi, jesteś chora - oby poszło w jak najleszym kierunku.
      2. Po drugie primo
      JESTEM MACOCHĄ
      • wipsania Re: wiem,czego się boję... 10.12.05, 01:55
        cóś się wysłało!
Pełna wersja