problem prezentowo wigilijny

19.12.05, 11:22

Mamy z M problem z prezentem wigilijnym. Nie wiem czy pamiętacie naszą
sytuacje bo dawno nie miałam okazji pisać. Więc krótko streszcze.
M odszedł od zony już właściwie ponad 3 lata temu i mieszkamy razem . M ma 2
dzieci syna 10 lat (już właściwie 11 i córkę teraz prawie 18) Właściwie zero
kontaktu mimo ustalonych sądownie wizyt co dwa tygodnie weekend i co drugie
swięta. Jednak dzieci nie chcą spotkań. Spotkania odbywają się sporadycznie a
ich głównym motywem są pieniądze bądź jakieś sprawy dotyczące utrzymania
domu. Wygląda to w ten sposób, że jeśli trzeba dzieciom coś kupić do szkoły
to matka dzwoni drze się na M później on prosi o rozmowę z dziećmi umawia się
na spotkania w postaci wypadu na zakupy, kupuje im to co chcą po czym one
chcą iść do domu i gdy dzwoni na następny dzień one nie chcą z nim rozmawiać,
nie odpowiadają na żaden telefon przez następne 2 miesiące po czym gdy znowu
jest potrzeba pieniedzy nna zakup czegoś historia się powtarza. M płaci
regularnie alimenty w kwocie 2000. Dodatkowo płaci też różne inne nagłe
opłaty. Ostatnio wypadła opłata za ubezpieczenie więc M powiedział synowi że
owszem zapłąci ale on ma spędzić z nim święta. Ubezpieczenie to nie mała
kwota ponad 1000 . Wkażdym razie propozycja została skwitowana przez matkę w
taki sposób że dziecko chce spędzić święta z najblizszymi a ojciec nie jest
już dla niego najblizszą osobą i może sobie tą kasę wsadzić.
No i nasz problem. Dzieci nie chcą się z nim spotkać w swięta. Córka wogóle
się nie odzywa i nawet nie wyraża jakiej kolwiek chęci na kontakt. Czy
powinien kupić im prezent i "przerzucić go przez bramę" Czy powinien to być
drogi prezent czy tylko wyraz chęci.
Zaznaczam, że w tamtym roku kupiła prezenty i poprosił swoją mamę o
przekazanie bo też nie chciały ich odebrać. I jak babcia dała im prezenty -
były to drogie prezentu powyżej 200 zł. stwierdziły a właściwie ich matka
stwierdziła, że dał im takie gówno i że lepiej byłoby gdyby wogóle nic im nie
dawał niż takie gówno.
Więc co robić???
    • judytak Re: problem prezentowo wigilijny 19.12.05, 11:40
      magdalens napisała:

      > Więc co robić???

      wysłać pocztówkę z życzeniami...

      pozdrawiam
      Judyta
      • elf28 Re: problem prezentowo wigilijny 19.12.05, 11:47
        dokładnie tak. I to wszystko.
        Zastanawiam się jak długo jeszcze Twój M da się poniewierać Eksi i dzieciom?
    • madalenka25 Re: problem prezentowo wigilijny 19.12.05, 11:59
      wiesz ja zasadniczo zawsze staje po stronie dzieci ale 18 stoletnia pannica to
      ma juz wlasny rozum a jesli ojca traktuja jak bankomat to zgadzam sie z
      dziewczynami - karte z zyczeniami i pa
      • magdalens Re: problem prezentowo wigilijny 19.12.05, 12:10

        dziewczyny, przecież jak on wyśle kartkę to eksia będzie z tą kartką biegać po
        całym mieście i pokazywać jak M bardzo kocha swoje dzieci, że prazentu im nie
        kupi tylko kartke wysyła. I skwituje to powiedzeniem że lepiej by nic nie
        wysyłał a nie takie gówno i nie zachowywał się jak gówniarz i wogóle tysiąc
        dodatkowych epitetów.
        Problem polega własnie na tym jak zrobić żeby popełnić najmniejsze zło. No i
        szkoda dzieci żeby nie miały tego prezentu święta
        • judytak Re: problem prezentowo wigilijny 19.12.05, 12:52
          bez przesady, przecież mówisz, że w zeszłym roku był prezent, a i tak biegała...

          ale zawsze można kupić prezent, położyć pod choinkę u siebie w domu, i
          serdecznie, ale bez nalegania zapraszać na święta, zaznaczając, że prezent
          czeka pod choinką na prezykład do Nowgo Roku

          zdaje mi się, że mniejszym złem dla dzieci jest, jeśli się naucza, jak można, i
          jak nie można ludzi traktować
          bo niedługo będą chciały w ten sposób się odnosić do innych (kolegów,
          koleżanek, szefów, podwładnych, teściów, itp. itd.) i będzie im bardzo ciężko i
          bardzo boleśnie, jak dostaną po głowie, i nawet nie będą rozumieć, dlaczego...

          pozdrawiam
          Judyta
          • magdalens Re: problem prezentowo wigilijny 19.12.05, 13:02

            nie jest to takie proste,
            w tamtym roku dostały prezenty mikołajkowe które czekały cały miesiąc a i tak
            by ich nie odebrały gdyby nie babcia, która je zaniosła razem z choinkowymi. A
            było wiele krzyczenia że nic nie dał na mikołaja.
            A zasada wychowania o której mówisz - staralismy się mówiąc synowi że owszem
            dostanie kasę na ubezpieczenie jeśli się spotka z ojcem na święta ale niestety
            nie kwalifikuje się do grona osób najbliższych wobec czego kasę może sobie
            wsadzić( a to nie mała kwota)Syn woli stracić ubezpieczenie niż spotkać się z
            ojcem. Ważniejsze dla niego jest nie zranienie matki niż jakie kolwiek
            pieniądze zdobyte nawet nie wielkim kosztem. Zresztą ze spotkań z nim widać że
            jemu nie wolno nawet się uśmiechnąć do ojca. Jak tylko poczuje że jest już zbyt
            luźno albo zaczyna się dobrze bawić to nagle zaczyna milczeć i nie da się go
            niczym rozluźnić. Poprostu mama jest najwazniejsza i nie wolno jej skrzywdzić
            bo przecież tylko ją ma na swiecie.
            • kasia_kasia13 Re: problem prezentowo wigilijny 20.12.05, 15:23
              >staralismy się mówiąc synowi że owszem
              > dostanie kasę na ubezpieczenie jeśli się spotka z ojcem na święta ale
              niestety
              > nie kwalifikuje się do grona osób najbliższych wobec czego kasę może sobie
              > wsadzić( a to nie mała kwota)Syn woli stracić ubezpieczenie niż spotkać się z
              > ojcem.

              To akurat swiadczy o ambicji i poczuciu godnosci u syna. I pokazuje, ze
              zarzuty o pazernosc dzieci sa nieprawdziwe, kasa nie jest dla syna jak widac
              najwazniejsza w relacji z ojcem.
              • magdalens Re: problem prezentowo wigilijny 21.12.05, 09:09

                Jak do tej pory tylko dla kasy spotykały się z ojcem
    • balladynka Re: problem prezentowo wigilijny 19.12.05, 13:17
      Ja bym własnoręcznie uwiła rózgę z zebranych w okolicy gałązek. Tradycyjny,
      niedrogi i właściwy w danej sytuacji prezent z jakże symbolicznym przekazem.
      Może by się towarzystwo opanowało troszeczkę.
      • magdalens Re: problem prezentowo wigilijny 19.12.05, 13:37

        wyobrażam jużsobie eksie jak przyjeżdża z tą rózgą do nas i zdziela nas do
        nieprzytomności smile))))
        Oczywiscie wszystko w obronie jej kochanych niewiniątek
        I tak właśnie macie przykład jak biedne i udręczone eksie opisują swoich
        wstrętnych mężów jak bardzo mszczą sięna własnych dzieciach i jak wielkąim
        krzywde robią i nawet prezentów pod choinkę nie dadzą.

        Acha jeszcze zapomniałam dodać że M pytał siędzieci co chcą dostać pod choinkę
        i nie otrzymał odpowiedzi poprostu zlały to żeby tylko nie dać szansy
        uszczęśliwienia ich.
        • elf28 Re: problem prezentowo wigilijny 19.12.05, 15:21
          Magdalens, jak czytam co piszesz to mam wrażenie, że razem z Twoim M stawiacie
          się w roli ofiary. No sorry bardzo, ale jak smarkacze tak się zachowują to
          trzeba pójść po rozum do głowy. Nie to nie. Prezenty są u taty pod choinką. A
          że Eksia będzie latać i pokazywać kartkę? To trzeba w niej napisać, że bardzo
          mu przykro że nie chcą się z nim widzieć, że się przygotował i że prezenty
          czekają, ale u niego w domu.

          Amen.
          • magdalens Re: problem prezentowo wigilijny 19.12.05, 15:31

            może i dobry pomysł masz. Tyle że M do pisania kartek ciężko zmusić ale
            postaram mu się wytłumaczyć tego sens choć wiem że i tak zrobi jak będzie
            uważał za słuszne.
            • elf28 Re: problem prezentowo wigilijny 19.12.05, 15:57
              Twój M powinien iść na terapię, która go wyzwoli z poczucia winy wobec dzieci.
              Może moglibyście pójść razem? Święta to dobry czas na rozmowę o tym.
              • kasia_kasia13 Re: problem prezentowo wigilijny 20.12.05, 15:21
                Tak, najlepiej na terapie. Wyprowadzil sie 250 km od dzieci, aby zamieszkac ze
                swoja kochanka (nie majac jeszcze rozwodu). Pomimo ustalonych przes sad
                kontaktow z dziecmi nigdy z nich nie korzystal. Wstretne, niewdzieczne bachory.
                • magdalens Re: problem prezentowo wigilijny 21.12.05, 09:08

                  tak, masz racje mieszkając tak daleko i pracując żeby te cudowne dzieci miały
                  za co zjeść i się ubrać, i mimo ustalonych kontaktów jak głupi dzwoni do dzieci
                  żeby się z nimi spotkać a one mówią że nie będą się poniżać spotkaniem z nim
                  albo spotykają się tylko wtedy gdy coś im potrzeba a najczęściej kasy. A jak
                  przyjeżdża do nich to wogóle nie chcą z pokoju wyjść, okłamują że przyjdą na
                  spotkanie po czym nie ma ich w domu a jak do nich dzwoni to się śmieją z niego
                  że im uwierzył że przyjdą. No tak wogóle nie chciał korzystać z kontaktów które
                  mu sąd zasądził.
                • elf28 Re: problem prezentowo wigilijny 21.12.05, 13:31
                  Kasiu, nie masz zielonego pojęcia o tym co piszesz i wypisujesz kompletne
                  głupoty. Jako dziecko rozwiedzionych rodziców powiem, że mój ojciec po
                  rozwodzie ożenił się po raz drugi, wyjechał kilka tysięcy kilometrów dalej i
                  nie przeszkadzało to mi ani mojemu bratu utrzymaywać z tatą kontaktów. Mojej
                  mamie też. Dziś ojciec spędza z nami święta, z mamą - można powiedzieć, że są
                  dobrymi znajomymi.

                  Więc przestań dziewczyno wyzywać od kochanek, tylko zrób porządek ze sobą i daj
                  nam świety spokój.
                  • kasia_kasia13 Re: problem prezentowo wigilijny 21.12.05, 16:41
                    > Więc przestań dziewczyno wyzywać od kochanek, tylko zrób porządek ze sobą i
                    daj
                    >
                    > nam świety spokój.

                    Kochanka nie jest wedlug mnie slowem obrazliwym. Jak mam napisac? Zona?
                    Kolezanka? Jesli ktos to odczuwa jako wyzwisko, oznacza, ze sam temu slowu
                    przypisuje niski status. Ale to juz nie moj problem.
    • lilith76 Re: problem prezentowo wigilijny 19.12.05, 14:11
      niech im założy lokaty w banku. niekoniecznie na dużą sumę.
      za kilka sobie je wypłacą jak minie termin.

      efekt będzie ten sam.
    • natasza39 Popieram lilith! 19.12.05, 21:50
      Niech wysyła kartki, a jak nie chca prezentów, to niech im ojciec ta kasę
      odkłada. Jak zaczna mysleć samodzielnie, a nie rozumem "porzuconej mamusi",
      która aktualnie wciska dzieciom, że tata jest be, bo olał ich mamusię, to może
      kiedyś skorzystaja.
      Tak nawiasem... była kiedys dyskusja, na "samodzielnej" ile to kasy
      powienien "odpalić" zdradzajacy maz zonie, coby było sprawiedliwiej.
      Ilez to prezentów i za ile powinien kupić ojciec dzieciakom, kiedy juz
      przestaje byc męzem ich mamy?
      Jak dla mnie to nie ma ceny i zadne prezenty, nie wiadomo za ile, tego nie
      wynagrodzą. Nie ma co udawać. Twój M zadnymi prezentami im rozbitego domu nie
      wynagrodzi. A moze kiedyś zrozumieja, ze nie zawsze rozbity dom to wina tylko i
      wyłacznie jednej strony. Jak beda chciały dzieciaki o tym kiedys z ojcem
      pogadac, to im wtedy może dac kasę za wszystkie nie dane w Wigilie prezenty.
      Ale jak na razie nie naciskac. Tutaj nie da się pewnych spraw załatwić, jak
      dzieci nie chcą z ojcem się widzieć.
      Gdyby dzieci chciały, a matka nie pozwalała, yo co innego. ale na razie dzieci
      tez nie chcą, więc nie ich co przekupywac prezentami, bo to wychowawcze nie
      jest.

      • magdalens poczucie winy i rozwiązanie 20.12.05, 10:34
        Więc leczenie z poczucia winy napewno by się przydało bo jest dość duże i wcale
        nie chce zmaleć. Z jednej strony to takie nasze usprawiedliwienie przed sobą że
        wcale nie jesteśmy tacy źli bo przecieć czujemy się winni a z drugiej strony to
        ile można się oszukiwać.
        W każdym razie doszliśmy do konkluzji że M zadzwoni do dzieci w piątek i spyta
        się czy pójdą z nim na zakupy świąteczne i prezenty jesli nie będą chciały to
        będzie wiedział że zrobił wszystko co mógł. I tyle. A lokata na dzieci jest
        założona dawno i cały czas coś na nią wpłaca o czym one wiedząi wcale jej nie
        chcą. Bo to przecież nie chodzi o pieniądze dla nich tylko dla najukochańszej
        mamusi.
    • kasia_kasia13 Re: problem prezentowo wigilijny 20.12.05, 15:04
      Zawsze, kiedy czytam o dzieciach traktujacych ojca jak skarbonke, zastanawiam
      sie, jak do tego doszlo. I znalazlam sobie twoj stary watek na temat M. i jego
      dzieci:

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=23677192&a=23678683
      Nie chce powtarzac tego, co wtedy napisaly dziewczyny w komentarzu do Twojego
      watku. Ale padlo tam duzo madrych slow.


      >
      > Mamy z M problem z prezentem wigilijnym. Nie wiem czy pamiętacie naszą
      > sytuacje bo dawno nie miałam okazji pisać. Więc krótko streszcze.
      > M odszedł od zony już właściwie ponad 3 lata temu i mieszkamy razem

      A rozwod juz dostal?

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=23677192&a=23679222
      Nie pytam, zeby Ci dokuczyc. Ale to moze miec wplyw na to, ze dzieci nie chca
      sie z nim (i z Toba) widziec w Swieta.

      >Ostatnio wypadła opłata za ubezpieczenie więc M powiedział synowi że
      > owszem zapłąci ale on ma spędzić z nim święta

      Szantaz? Dam Ci pieniadze jak spedzisz ze mna swieta?

      >Wkażdym razie propozycja została skwitowana przez matkę w
      > taki sposób że dziecko chce spędzić święta z najblizszymi a ojciec nie jest
      > już dla niego najblizszą osobą i może sobie tą kasę wsadzić.

      Jesli moj ojciec (albo matka) powiedzialby mi, ze zaplaci mi ubezpieczenie
      jesli spedze z nim/nia swieta, rowniez poradzilabym mu/jej wsadzenie sobie
      gdzies tej kasy.
      • magdalens Re: problem prezentowo wigilijny 21.12.05, 09:02
        kasia_kasia13 napisała:

        > A rozwod juz dostal?

        Rozwód zmierza ku końcowi i został kupiony za bardzo wysoką cenę. Negocjacje
        odbywały sięna zasadzie nie kocham cię i zostań albo zrób to dla dzieci itp.
        tylko dam ci rozwód za 800 000 i dom. Za to będę mogła już żyć bez ciebie.

        > Nie pytam, zeby Ci dokuczyc. Ale to moze miec wplyw na to, ze dzieci nie chca
        > sie z nim (i z Toba) widziec w Swieta.
        Szantaz? Dam Ci pieniadze jak spedzisz ze mna swieta?
        > Jesli moj ojciec (albo matka) powiedzialby mi, ze zaplaci mi ubezpieczenie
        > jesli spedze z nim/nia swieta, rowniez poradzilabym mu/jej wsadzenie sobie
        > gdzies tej kasy.

        Propozycja była sformułowana w ten sposób. Synu tak mało czasu spędzamy razem
        ostatnie święta i wakacje i wogóle cały czas spędzasz z mamą ja jestem na każde
        twoje zawołanie jak chcesz kupuję ci wszystko co zechcesz a ty nie dajesz mi
        nic z siebie nigdy do mnie nie zadzwoniłeś nigdy bez mojej wyraźnej prośby nie
        spotkałeś się ze mną , bardzo bardzo chce spędzić z tobąświęta powiedz sam czy
        powinienem zapłacić za tą polisę skoro ty wogóle nie chcesz się ze mną spotkać
        ani rozmawiać, podejmij decyzję i pokaż dobrą wolę jeśli poświęcisz mi te kilka
        dni, spędzisz ze mną święta, będę wiedział, że każdą twoją prośbę którą
        spełniam , spełniam dla mojego syna a nie obcej osoby. Podejmij decyzje.

        No i on ją podją.
        • kasia_kasia13 Re: problem prezentowo wigilijny 21.12.05, 11:16
          > Rozwód zmierza ku końcowi

          Czyli, ze go jeszcze nie ma. Wybacz, ale oczekwianie, aby dziecko Swieta
          spedzalo z ojcem i jego kochanka jest smieszne. One sie czuja przez ojca
          opuszczone. Przeczytaj sobie moze jeszcze raz kilka postow innych dziewczyn:

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=23677192&a=23680136
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=23677192&a=23680685
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=23677192&a=23702905

          > Propozycja była sformułowana w ten sposób. Synu tak mało czasu spędzamy razem
          > ostatnie święta i wakacje i wogóle cały czas spędzasz z mamą ja jestem na
          każde
          >
          > twoje zawołanie jak chcesz kupuję ci wszystko co zechcesz a ty nie dajesz mi
          > nic z siebie nigdy do mnie nie zadzwoniłeś nigdy bez mojej wyraźnej prośby
          nie
          > spotkałeś się ze mną , bardzo bardzo chce spędzić z tobąświęta powiedz sam
          czy
          > powinienem zapłacić za tą polisę skoro ty wogóle nie chcesz się ze mną
          spotkać
          > ani rozmawiać, podejmij decyzję i pokaż dobrą wolę jeśli poświęcisz mi te
          kilka
          >
          > dni, spędzisz ze mną święta, będę wiedział, że każdą twoją prośbę którą
          > spełniam , spełniam dla mojego syna a nie obcej osoby. Podejmij decyzje.


          Szantaz w czystej postaci. Na dodatek szantaz finansowy. Macenie 11-letniemu
          dziecku w glowie.

          Uwazam, ze Twoj M. na wlasne zyczenie pospusul sobie stosunki z dziecmi.
          Powinien byl najpierw uregulowac sprawy z zona. Jezdzic na spotkania z dziecmi
          bez Ciebie, wtedy pewnie by sie z nim spotkaly. Nie przeprowadzac sie az 250km,
          bo z takiej odleglosci trudno nawiazywac normalne kontakty z dzieckiem. Usiluje
          spotkania z dziecmi wymusic pieniedzmi. A zwalanie teraz winy za takie a inne
          stosunki na dzieci (i ich matke) jest w tym wszystkim najgorsze. Szkoda slow na
          takie zachowanie.
          • magdalens Re: problem prezentowo wigilijny 21.12.05, 11:31
            > Czyli, ze go jeszcze nie ma. Wybacz, ale oczekwianie, aby dziecko Swieta
            > spedzalo z ojcem i jego kochanka jest smieszne. One sie czuja przez ojca
            > opuszczone.


            Sory ale chyba nie znasz naszej historii kompletnie. Żadne jego spotkanie z
            dziećmi nie odbyło się w mojej obecności i każda propozycja wspólnych wakacji
            ferii czy wogóle odwiedzin zawsze było proponowana tylko dla nich samych nigdy
            ze mną . Zawsze podkreślał, że pojadą sami nigdy nie było mowy żeby chociaż
            miały mnie zobaczyć z daleka. I te święta miał spędzićz nimi beze mnie, być
            tylko z nimi. Więc sory ale nikt nigdy ich nie zmuszał do bycia ze mną. No i
            jeszcze jedno zanim związałam się z M on długo nie mieszkał z nimi w domu.
            Acha a to że wyprowadził się tyle z domu wynikała głównie z tego żeby zarabiać
            pieniądze bo gdyby został w tym samym miejscu to one napewno nie dostawałyby
            2000 a 200 zł. i podejrzewam, że ich nastawienie do niego wogóle by się nie
            zmieniło.

            > Szantaz w czystej postaci. Na dodatek szantaz finansowy. Macenie 11-letniemu
            > dziecku w glowie.
            > Uwazam, ze Twoj M. na wlasne zyczenie pospusul sobie stosunki z dziecmi.
            > Powinien byl najpierw uregulowac sprawy z zona. Jezdzic na spotkania z
            dziecmi
            > bez Ciebie, wtedy pewnie by sie z nim spotkaly. Nie przeprowadzac sie az
            250km,
            > bo z takiej odleglosci trudno nawiazywac normalne kontakty z dzieckiem.
            Usiluje
            > spotkania z dziecmi wymusic pieniedzmi. A zwalanie teraz winy za takie a inne
            > stosunki na dzieci (i ich matke) jest w tym wszystkim najgorsze. Szkoda slow
            na
            > takie zachowanie.


            wytłumaczyłam wyżej powody przeprowadzki i to że nigdy nie proponował spotkania
            ze mną nawet nie przyszło nam to do głowy!!!!!!!!

            A regulowanie spraw z jego żoną trwają kilka lat więc niestety niewielu jest
            facetów którzy mając drugi związek czekają kilka lat aby zakończyć ten pierwszy
            (a zresztą jak zakączysz związek w którym druga strona upiera się, że nigdy na
            to nie pozwoli choćby do końca życia mieli mieszkać sami oddzielnie i nic ich
            nie łączyło a najważniejsze jest to żeby utrudnić tej pierwszej stronie start
            nowego życia.
            Zastanów sięco mówisz bo mam wrażenie że tobie cokolwiek by nie napisał to i
            tak będzie źle.
            • kasia_kasia13 Re: problem prezentowo wigilijny 21.12.05, 11:50

              >Sory ale chyba nie znasz naszej historii kompletnie. Żadne jego spotkanie z
              > dziećmi nie odbyło się w mojej obecności

              Przeczytalam dokladnie tamten watek. Przypomne Ci Twoje wlasne slowa:

              "przyjeżdżamy co 2 tygodnie"

              "Była sprawa w sądzie mój M
              dostał widzenia i mógł zabieraćdzieci do naszego domu ale nigdy tego nie zrobił
              bo ana się nie zgodziła ze względu na mnie."

              (forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=23677192&a=23678683)

              >Acha a to że wyprowadził się tyle z domu wynikała głównie z tego żeby zarabiać
              > pieniądze bo gdyby został w tym samym miejscu to one napewno nie dostawałyby
              > 2000 a 200 zł. i podejrzewam, że ich nastawienie do niego wogóle by się nie
              > zmieniło

              A moze nie? Sama pisalas, ze jak mieszkal obok nich to widywali sie codziennie.
              "Wcześniej mieszkał jednak przez pół roku oddzielnie od nich w domu obok
              ale miał z nimi codzienny "

              (forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=23677192&a=23678683)

              A teraz maja gdzies jego prezenty swiateczne czy ubezpieczenie. Moze to dla
              ojca kasa jest najwazniejsza, i mysli, ze kasa da sie kupic milosc dzieci.

              Poza tym pisalas:

              " Ich
              zachowanie powoduje niechęć do nich u ojca a ja tego nie chcęnie chcę stać
              się faktycznym powodem ich całkowitego rozstania. Wiem że jestem głównym ale
              żeby mieć rodzinę muszą się starać wszystkie strony nie tylko ojciec żeby
              miećdzieci ale i dzieci żeby mieć ojca"
              (forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=23677192&a=23679387)

              Dlaczeo napisalas wtedy, ze jestes glownym powodem ich rozstania?

              > Zastanów sięco mówisz bo mam wrażenie że tobie cokolwiek by nie napisał to i
              > tak będzie źle.

              Bardzo dokladnie sie zastanowilam. Ale w punkcie drugim masz racje. Dla mnie
              zachowanie twojego M. jest niepojete. Ty go wybielasz. Nie zrozumiemy sie.





              • kasia_kasia13 linki 21.12.05, 11:52
                Przez pomylke sie zle wkleily. Powinny byc bez nawiasu na koncu, wtedy beda
                dobrze dzialac.
                • elle75 Re: linki 21.12.05, 13:20
                  kasia 13 - przesadzasz ! Tez moge spojrzec na ta sytuacje z roznych stron. Po
                  pierwsze tez jestem dzieckiem rozwiedzionych rodzicow (mam rodzenstwo, ktore
                  rowniez przechodzilo przez rozwod rodzicow), ja sama jestem rozwiedziona i mam
                  z tego malzenstwa dziecko i wkoncu po trzecie jestem macocha 8-latki. Wiec
                  widzialam i przezylam 3 rozwody - rodzicow, moj i mojego M. I to wlasnie
                  zwiazek moj i M byl powodem rozpadu naszych pierwszych malzenstw. W kazdym z
                  tych zwiazkow sa dzieci. I ani ja, ani moje rodzenstwo, ani moje dziecko z ex,
                  ani dziecko mojego M nigdy tak nie reagowalo jak to opisuje autorka postu. Moje
                  dziecko mieszka z nami i traktuje M jak ojca, jego dziecko bardzo lubi
                  przebywac z nami i nasze wzajemne relacje sa b. dobre. A to wszystko dlatego ze
                  nasi EX ni maca dzieciom w glowie - mimo, ze oboje zostali przez
                  nas "porzuceni" i napewno jakis tam zal do nas maja. Ale przedkladaja zdrowie
                  psychiczne dzieci ponad chec zemsty, czy zrobienia nam na zlosc. I jestem
                  przekonana ze gdyby nie postawa i zlosc matki tychze dzieci ich relacje z ojcem
                  i next bylyby inne.

                  Moja rada dla autorki postu: dzieciom dajcie czas - wkoncu sie przyzwyczaja do
                  tej sytuacji, problemem waszym jest postawa EX - przydalaby sie jej
                  psychoterapia - ale tego musi ona sama chciec, a jej chyba z ta zloscia dobrze.
                  Wiec szanse na poprawe stosunkow marne .... Nie przejmuj sie tak !!!
                  • kasia_kasia13 Re: linki 21.12.05, 16:52
                    > kasia 13 - przesadzasz ! Tez moge spojrzec na ta sytuacje z roznych stron. Po
                    > pierwsze tez jestem dzieckiem rozwiedzionych rodzicow (mam rodzenstwo, ktore
                    > rowniez przechodzilo przez rozwod rodzicow), ja sama jestem rozwiedziona i
                    mam
                    > z tego malzenstwa dziecko i wkoncu po trzecie jestem macocha 8-latki. Wiec
                    > widzialam i przezylam 3 rozwody - rodzicow, moj i mojego M. I to wlasnie
                    > zwiazek moj i M byl powodem rozpadu naszych pierwszych malzenstw. W kazdym z
                    > tych zwiazkow sa dzieci. I ani ja, ani moje rodzenstwo, ani moje dziecko z
                    ex,
                    > ani dziecko mojego M nigdy tak nie reagowalo jak to opisuje autorka postu.
                    Moje
                    >
                    > dziecko mieszka z nami i traktuje M jak ojca, jego dziecko bardzo lubi
                    > przebywac z nami i nasze wzajemne relacje sa b. dobre. A to wszystko dlatego
                    ze
                    >
                    > nasi EX ni maca dzieciom w glowie - mimo, ze oboje zostali przez
                    > nas "porzuceni" i napewno jakis tam zal do nas maja. Ale przedkladaja zdrowie
                    > psychiczne dzieci ponad chec zemsty, czy zrobienia nam na zlosc. I jestem
                    > przekonana ze gdyby nie postawa i zlosc matki tychze dzieci ich relacje z
                    ojcem
                    >
                    > i next bylyby inne.


                    Hej, tez przechodzilam przez rozwod rodzicow. Teraz jestem matka.
                    I z kolei ja nie wierze w podle, zle dzieci, ktore nie chca sie spotykac z
                    ojcem, mimo iz ten byl wspanialym rodzicem. Z reguly ten rodzic cos zawalil.
                    Sama opisujesz sytuacje, w ktorych pomimo rozwodu dzieci maja z ojcami dobre
                    stosunki. Bo tak sie da, trzeba sie o to postarac. Najwazniejsze, dac sygnal
                    dziecku, ze odeszlo sie od jego matki a nie od niego. W tej sytuacji, moim
                    zdaniem, tego starania sie zabraklo.
                    Nie wierze tez, ze dziecmi da sie manipulowac czy nastawic je wrogo przeciwko
                    drugiemu rodzicowi. Tzn. wiem, ze sa matki czy ojcowie, ktorzy probuja tak
                    robic, na dluzsza mete jednak takie nastawianie obraca sie przeciwko nim samym.
                    A 18-letnia corka ma juz wlasna ocene sytuacji.
                    Zwalanie winy na ex i dzieci za zle stosunki z dziecmi jest pojsciem na
                    latwizne. Zamiast zadac sobie pytanie, ze moze ja cos zlego zrobilem badz
                    robie, latwiej stwierdzic, ze to ta wredna ex jest wszystkiemu winna.
                    Za stosunki na linii ojciec-dzieci odpowiada ojciec, a nie matka.
                    • elle75 Re: linki 21.12.05, 17:17
                      zgadzam sie, z tym ze kiedy mamusia codziennie powtarza dzieciom jakim ojciec
                      jest draniem, bo je zostawil, ze napewno juz ich nie kocha i ze dla niego teraz
                      najwazniejsza jest ta .. (odpowiedni epitet), to trudno jest mowic, ze matka
                      nie ma wplywu na ich stosunek do ojca.

                      Nie mowie tu o tej konkretnej sytuacji, bo nie wiem czy tak jest. To tylko
                      rozwazania hipotetyczne, ale wiem, ze czesto rozgoryczone kobiety mowia cos
                      takiego swoim dzieciom. Same nienawidza Ex i wiedza ze to jedyny sposob zeby
                      sie na nim odegrac. Ze szkoda dla dzieci niestety ...

                      A co do tego ubezpieczenia. Nie jest w porzadku stosowanie szantazu wobec
                      dzieci, ale nie jest tez w porzadku oczekiwanie przez te dzieci spelniania
                      wszystkich zachcianek, nie przejawiajac przy okazji minimum dobrej woli.
                      W koncu ten ojciec to tez czlowiek, ktory jak pisze autorka jakos stara sie
                      zadowolic te dzieci. Przeciez moglby np. placic tylko alimenty i nie dawac ani
                      grosza wiecej. Ale wykazuje dobra wole i daje.

                      Wiem, ze w tej sprawie nie chodzi glownie o pieniadze, ale wlasnie tutaj widac,
                      ze czasem jest tak, ze czy ktos daje czy nie to zawsze bedzie najgorszy.
                      • kasia_kasia13 Re: linki 21.12.05, 17:39
                        elle75 napisała:

                        > zgadzam sie, z tym ze kiedy mamusia codziennie powtarza dzieciom jakim ojciec
                        > jest draniem, bo je zostawil, ze napewno juz ich nie kocha i ze dla niego
                        teraz
                        >
                        > najwazniejsza jest ta .. (odpowiedni epitet), to trudno jest mowic, ze matka
                        > nie ma wplywu na ich stosunek do ojca.

                        Owszem, nie ma. Mna probowal tak manipulowac ojciec. Opowiadal mi, ze matka
                        mnie nie kocha, ze jest s..a. Im wiecej zlego mowil mi na matke, tym bardziej
                        rosla moja niechec, ale do niego. Tak to dziala, wierz mi.
                        Z kolei od matki nie uslyszalam nigdy zlego slowa na ojca, a mimo to ojciec do
                        dzis opowiada po swoich znajomych, ze ma zle stosunku ze mna przez moja matke.

                        Poza tym zawsze mnie zastanawia, skad macochy czy ojcowie "wiedza", co dzieciom
                        mowi matka w domu na ich temat. Przeciez z nimi nie mieszkaja.


                        > A co do tego ubezpieczenia. Nie jest w porzadku stosowanie szantazu wobec
                        > dzieci, ale nie jest tez w porzadku oczekiwanie przez te dzieci spelniania
                        > wszystkich zachcianek, nie przejawiajac przy okazji minimum dobrej woli.
                        > W koncu ten ojciec to tez czlowiek, ktory jak pisze autorka jakos stara sie
                        > zadowolic te dzieci. Przeciez moglby np. placic tylko alimenty i nie dawac
                        ani
                        > grosza wiecej. Ale wykazuje dobra wole i daje.

                        Dobra wola ojca najwyrazniej ogranicza sie tu do spraw finasowych.

                        >
                        > Wiem, ze w tej sprawie nie chodzi glownie o pieniadze, ale wlasnie tutaj
                        widac,
                        >
                        > ze czasem jest tak, ze czy ktos daje czy nie to zawsze bedzie najgorszy.

                        Odnosze wraznie, ze wlasnie chodzi o pieniadze. Ojcu. Te wyliczenia, ile ojciec
                        wydal, jak drogie byly prezenty itd. Wyrzuty, ze dzieci nie chca go widziec,
                        choc tyle kasy na nie wydal.


                        A w temacie Swiat. Swieta spedza sie z reguly w domu, z najblizsza rodzina. Dla
                        dzieci, mieszkajcych z matka jest wiec czesto naturalne, ze rowniez Wigilie z
                        nia spedza.
                        Nawet w sytuacji, jesli dziecko ma dobry kontakt z obojgiem rodzicow, nie ma
                        rozliwosci aby w Wigilie sie rozdzielo na pol albo bylo jednoczesnie w dwoch
                        roznych miejscach. Zwlaszcza, jesli rodzice mieszkaja oddaleni o 250 km od
                        siebie. Nie da sie. I czasem trzeba wybrac jednego z rodzicow, i to drugie nie
                        powinno sie o to na dziecko obrazac. Znajoma ma do dzisiaj traume swiateczna,
                        bo jak wybrala Wigilie z matka to ojciec sie na nia obrazal (i za "kare" nie
                        dostawala prezentu), a jak z ojcem to w domu miala "ciche dni". Jak nie
                        zrobila, zawsze bylo zle.

                        • balladynka Re: linki 21.12.05, 17:46
                          kasia_kasia13 napisała:

                          ojciec do
                          > dzis opowiada po swoich znajomych, ze ma zle stosunku ze mna przez moja
                          matke.
                          >
                          > Poza tym zawsze mnie zastanawia, skad macochy czy ojcowie "wiedza", co
                          dzieciom
                          >
                          > mowi matka w domu na ich temat. Przeciez z nimi nie mieszkaja.
                          >

                          Kasia-kasia13, no brawo, brawo. Jak mozesz takie dwa zdania jedno po drugim
                          chlasnac? Ach, zastanawia mnie skad Ty "wiesz" co swoim znajomym mowi Twoj
                          ojciec na temat Twoj i Twojej Mamy. Przeciez Cie tam nie ma.
                          • kasia_kasia13 Re: linki 21.12.05, 17:54
                            > Ach, zastanawia mnie skad Ty "wiesz" co swoim znajomym mowi Twoj
                            > ojciec na temat Twoj i Twojej Mamy. Przeciez Cie tam nie ma.

                            Od tych znajomych. To sa znajomi rodzicow z dawnych czasow, dla mnie
                            prawie "wujkowie" czy "ciocie". Mnie zreszta sam kiedys to zarzucal, lacznie z
                            owczesna macocha (ktora teraz jest rowniez jego ex smile, choc ona odkad przestala
                            byc moja macocha zmienila zdanie na wiele tematow, ale to juz zupelnie inna
                            historia smile
                            • balladynka Re: linki 21.12.05, 18:00
                              No ale czesto sie zdarza ze macochy, a juz zazwyczaj eksowie rowniez maja
                              wspolnych znajomych z Eksiami i moze stad te informacje. Wiec niech Cie to juz
                              tak nie dziwi skoro z doswiadczenia wiesz ze takie przecieki sa mozliwesmile
                              • kasia_kasia13 Re: linki 21.12.05, 18:06
                                balladynka napisała:

                                > No ale czesto sie zdarza ze macochy, a juz zazwyczaj eksowie rowniez maja
                                > wspolnych znajomych z Eksiami i moze stad te informacje

                                Skad Ci wspolni znajomi moga wiedziec, co matka mowi w domu dzieciom?
                                Przeciez nie mieszkaja z exia i z dziecmi.

                                >Wiec niech Cie to juz
                                > tak nie dziwi skoro z doswiadczenia wiesz ze takie przecieki sa mozliwesmile

                                To nie takie przecieki. Wujek moze mi powiedziec, co ojciec mowil _jemu_,
                                poniewaz przy tej rozmowie _byl_. Osobiscie.
                                • balladynka Re: linki 21.12.05, 18:23
                                  > Skad Ci wspolni znajomi moga wiedziec, co matka mowi w domu dzieciom?
                                  > Przeciez nie mieszkaja z exia i z dziecmi.

                                  Bo na przyklad:
                                  a) moze matka nie mowi tego w domu tylko na wspolnych zakupach z psiapsiola w
                                  hipermarkiecie albo w salunie manikiur. Chyba tu chodzi o to co matka mowi
                                  dzieciom a nie gdzie to robi i gdzie kto mieszka, czy ja cos przeoczylam?
                                  b) skoro jednak upieramy sie przy domu to moze psiapsiola uslyszala to i owo
                                  goszczac na imieninowej kawie u eksowej w domu
                                  c) moze matka mowi to psiapsiole_jej_Osobiscie
                                  itd itp. Ale rozumiem, ze jak pisze macocha to wszystko jest niemozliwe,
                                  wyssane z palca, nieprawdopodobne a li i jedynie Twoje informacje oparte
                                  na "faktach autentycznych" sa podstawa do stawiania takich tez i pisania na
                                  forum o tym co_inni_mowia_innym_jak_kasi_kasi_przy_tym_nie_ma. Albo nie
                                  przytaczajmy plot, zadna z nas, albo badz konsekwentna i udziel komus kto pisze
                                  to co Ty kredytu zaufania i zaloz ze daleko od prawdy nie odbiega.
                                  • natasza39 Sie juz balladynka nie wysilaj.... 21.12.05, 19:07
                                    Przeciez to jasne, że faceci opowiadaja o wszystkim co mówia i robia do
                                    wszelkiego asortymentu sasiadek, psiapsiółow, napotkanych mimochodem ludzi, a
                                    kobiety w swych bólach nigdy się nie zdradzą i wszystko w "czterech ścianach
                                    załatwiaja"smile)) hehehehe.

                                    Ja tam baby znam i wiem, że jest dokładnie odwrotnie!!!
                                    • kasia_kasia13 Natasza 21.12.05, 19:13
                                      czytaj uwazniej, prosze.
                                      Nie wiem, czy moja matka wyzala sie po rozwodzie psiapsiolkom. Pisze o tym, ze
                                      wiem o czym moja matka rozmawiala ze _mna_ (a raczej o czym nie rozmawiala). I
                                      mimo wszystko dalej bezczelnie uwazam, ze wiem lepiej niz moj ojciec czy
                                      ktokolwiek inny, na jakie tematy _ja_ rozmawialam z _moja_ matka.
                                      • balladynka Re: Natasza 21.12.05, 19:29
                                        To Ty czytaj uwaznie. Nikt nie twierdzi i nie to mnie sklonilo do podjecia
                                        dyskusji w tym watku, ze Ty i twoja mama nie wiecie najlepiej o czym
                                        rozmawiacie i zaden ojciec ani neksia wiedziec tego lepiej nie beda. ALE. Skoro
                                        twierdzisz ze najlepiej wiedza to osoby bezposrednio przy tym obecne to nie
                                        zadawaj na jednym wdechu klamu temu co pisze magdalens/macochy i jednoczesnie
                                        autorytatywnie nie pisz o tym co opowiada Twoj ojciec swoim znajomym. Sie
                                        zdecyduj na jakas opcje. Albo sie powolujemy na "zaslyszane w kolejce po mieso"
                                        albo przywolujemy tylko to co same widzialysmy i slyszalysmy. A Ty raz tak a
                                        raz tak. Jak Ci pasuje.
                                        • kasia_kasia13 Re: Natasza 22.12.05, 11:19
                                          Moja wina, balladyno. Nie przyszlo mi od glowy, ze owo "manipulowanie dziecmi"
                                          moze odbywac sie przy osobach trzecich.
                                          • balladynka Re: Natasza 22.12.05, 12:31
                                            kasia_kasia13 napisała:

                                            > Moja wina, balladyno. Nie przyszlo mi od glowy, ze owo "manipulowanie
                                            dziecmi"
                                            > moze odbywac sie przy osobach trzecich.

                                            No problemsmile)) Mnie tez rozne rzeczy nie przychodza do glowy a potem sie nie
                                            moge nadziwic.
                                            Ale dlaczego zaraz tak oficjalnie, katarzyno? Ja balladynka jestem.
                                            Przez "k". "K" jak kochanka.
                                            • kasia_kasia13 Re: Natasza 22.12.05, 12:53
                                              >Ale dlaczego zaraz tak oficjalnie, katarzyno? Ja balladynka jestem.
                                              > Przez "k". "K" jak kochanka

                                              Zaraz tam oficjalnie smile Zwykla "palcowka", pisalam szybko i "k" mi sie nie
                                              wcisnelo.
                                  • kasia_kasia13 Re: linki 21.12.05, 19:18
                                    > Bo na przyklad:
                                    a) moze matka nie mowi tego w domu tylko na wspolnych zakupach z psiapsiola w
                                    > hipermarkiecie albo w salunie manikiur. Chyba tu chodzi o to co matka mowi
                                    > dzieciom a nie gdzie to robi i gdzie kto mieszka, czy ja cos przeoczylam?

                                    Cos przeoczylas. Jesli matka mowi cos dzieciom to niewazne gdzie to mowi, ale
                                    musi byc spelniony jeden warunek: dzieci musza byc przy tym obecne!
                                    • balladynka Re: linki 21.12.05, 19:23
                                      A gdzie ja napisalam, ze nie sa?
              • lilith76 Re: problem prezentowo wigilijny 21.12.05, 13:48
                kasia_kasia13, ja w tym wątku widzę tylko tyle, że ojciec chce się spotkać z
                dziećmi, pobyć z nimi, ale one dopuszczają taką krótką możliwość tylko gdy w
                grę wchodzą pieniądze. zapewne kupuje widzenia z nimi za pieniądze, ależ
                oczywiście - gdyby tych pieniędzy nie dawał (nie piszę o alimentach), niczego
                nie kupował, to było by bydle z niego: opuścił mamusię i skąpi ekstra forsy.

                ja akurat znam osobiście taką córkę (moja koleżanka), efekt toksycznego
                rozstania rodziców - z ojcem ma kontakt tylko poprzez przelewy bankowe i
                notariusza, gdy ojciec przepisuje jej kolejne dobra materialne. własną córkę
                wychowuje teraz samotnie w tym samym stylu.
                • kasia_kasia13 Re: problem prezentowo wigilijny 21.12.05, 16:43
                  A jak oceniasz propozycje, ze ojciec nie oplaci synowi ubezpieczenia, jesli ten
                  nie spedzi z nim Swiat?

                  • natasza39 Re: problem prezentowo wigilijny 21.12.05, 18:37
                    kasia_kasia13 napisała:

                    > A jak oceniasz propozycje, ze ojciec nie oplaci synowi ubezpieczenia, jesli
                    ten
                    >
                    > nie spedzi z nim Swiat?

                    Ja myslę, że w tamtej rodzinie wszystko ma swoją cenę po prostu. Pewnie dlatego
                    padła taka propozycja z ust ojca. Skoro matka godzi się na rozwód jak dotanie
                    dobra materialne w zamian, to widac ojciec tak się w życiu ustawił. On płaci, a
                    oni za to cos tam robią w zamian. Nie jest to wychowawcze bynajmniej, ale winna
                    jest tu i ojciec i matka. Nic nie dzieje sie bez przyczyny. Stosunki "coś za
                    coś" musiały tam panowac od dawna.
                    Dla mnie kupowanie rozwodu, czy wizyt dzieci za pieniądze jest równie
                    niedorzeczne jak zgadzanie sie na coś za pieniadze.
                    Tam juz nikt nie walczy o rodzine. Tam się załatwia interesy. Cos za coć
                    przybrało już wymiary monstrualne.
                    Czasem zazdroszcze takim dzieciom "rozbitych domów" moga doić od rodziców
                    kasiorę praktycznie bez ograniczeń. Przypuszczam, że wczesniej też tak było.
                    Ojciec finansował coraz to bardziej rosnące wymagania rodziny, az w końcu
                    powiedział basta!
                    Teraz owa rodzina doi od niego kasę w ramach rekompensaty za "rozbicie"
                    rodziny, która de facto opierała się na zasadzie jeden zarabia, reszta wydaje.

                    W rodzinach gdzie ojciec ma w dupie porzeby finansowe swojej rodziny w trakcie
                    trwania małżeństwa tym bardziej nie będzie kupował dzieci po rozwodzie.
                    W rodzinie gdzie był przyzwyczajony do tego będzie to robił.
                    Ja nie wybielam tutaj M madalenki. Próbuje tylko zwrócic uwagę szacownemu
                    gronu, że istnieje pewna niekonsekwencja w rozważaniach.

                    Jak nie kupowałby tych prezentów na świeta, nie opłacał tych ubezpieczeń byłby
                    beee, nie interesowałyby go potrzeby dzieci. W najgorszym przypadku mamusia
                    kupiłaby dzieciom prezent pod choinkę, rzecz jasna od mamusi, i wliczyłaby jego
                    koszt w kwotę alimentów (watek autentyczny z samodzielnej).
                    Jak natomiast za kase która daje chce chociaz swieta z synem spędzić, to tez
                    jest beeee, bo dzieciaka "przekupuje".
                    I tak źle i tak niedobrze.
                    Jak ktoś szuka dziury w całym nie widzi odcieni szarości i zawsze lituje się
                    nad bidusiami (dzieci z rozbitych rodzin i porzucone dla nexi mamusie), to
                    zawsze będzie źle, chocby nie wiem co.

                    Sa wspaniałe mamy samodzielnie które czekaja aż ojciec zadzwoni, zainteresuje
                    się dzieckiem, kupi tzw, byle co, nawet misia. Byle tylko dziecko nie cierpiało
                    ze wychowuje się bez ojca. Sa tez mamy które razem z ojcem żyja pod jednym
                    dachem zgodnie i przykładnie i w związku z tym że jest jak jest w naszym kraju
                    nie moga kupić dziecku nawet tego misia pod choinke bo ich na niego nie stać.

                    My tu natomiast rozlewamy łzy nad zepsutym gnojkiem który przyzwyczaił się do
                    tego, że ojcec ma dać bo jest od tego jak przysłowiowa "dupa od srania". I
                    niewazne, czy matka knuje cos, czy w takim a nie innym świetle przedstawia ojca
                    wiarołomcę. Ona tak konsumcyjnie te dzieci wychowała, a on się na to przez ileś
                    tam lat godził.
                    Jedno z nich powinno ten paradoks przerwać.
                    Powinien to zrobić M madalenki. I tak jest beeee i miłosci dzieci nie kupi, ale
                    może nauczy ich, że sa rzeczy w życiu, za które nie ma ceny.
                    • kasia_kasia13 Re: problem prezentowo wigilijny 21.12.05, 19:07
                      > Ja myslę, że w tamtej rodzinie wszystko ma swoją cenę po prostu

                      To bardzo mozliwe.

                      > My tu natomiast rozlewamy łzy nad zepsutym gnojkiem który przyzwyczaił się do
                      > tego, że ojcec ma dać bo jest od tego jak przysłowiowa "dupa od srania". I
                      > niewazne, czy matka knuje cos, czy w takim a nie innym świetle przedstawia
                      ojca
                      >
                      > wiarołomcę. Ona tak konsumcyjnie te dzieci wychowała, a on się na to przez
                      ileś
                      >
                      > tam lat godził.

                      Dlaczego piszesz, ze ona je tak wychowala? Skad wiesz, ze nie on?

                      > Jedno z nich powinno ten paradoks przerwać.


                      Moze byc tez inaczej. Rodzice dzieci sie jeszcze nie rozwiedli!!! To wszystko
                      jest wiec swieze, sprawa niezakonczona. Ojciec wyprowadzil sie do magdalens,
                      250 km od nich. Dzieci niekonicznie musza sie byc zepsute, chlopiec
                      niekonicznie jest "gnojkiem", moga sie czuc odepchniete i porzucone. I tak
                      reagowac. A ojciec pownien byl zadbac o dobre kontakty z dziecmi, a nie wymagac
                      od nich, ze to one beda o nie zabiegaly. Bo to sa jego dzieci. Bo to oni (z
                      matka) schrzanili sprawe, wiec oni powinni sie starac co sie da wyprostowac.
                      Poczytaj watek magdalens sprzed kilku miesiecy. Ojciec zrezygnowal z widzen, bo
                      nie mogl zabierac dzieci do swojego domu, gdzie mieszkal z magdalens. Zamiast
                      spotykac sie z dziecmi na neutralnym gruncie, wybral niewidzenie ich wcale.


                      > Powinien to zrobić M madalenki. I tak jest beeee i miłosci dzieci nie kupi,
                      ale
                      >
                      > może nauczy ich, że sa rzeczy w życiu, za które nie ma ceny.
                      >

                      A moze sam sie tego nauczy? Ze bycie ojcem to cos wiecej niz kupowanie prezentu
                      gwiazdkowego za 200zl.


                      > Czasem zazdroszcze takim dzieciom "rozbitych domów" moga doić od rodziców
                      > kasiorę praktycznie bez ograniczeń

                      Chyba nie masz pojecia, co piszesz.


                      > Jak ktoś szuka dziury w całym nie widzi odcieni szarości i zawsze lituje się
                      > nad bidusiami (dzieci z rozbitych rodzin i porzucone dla nexi mamusie), to
                      > zawsze będzie źle, chocby nie wiem co.

                      Faktycznie, dzieci z rozbitych rodzin maja super. Jak slusznie zauwazylas, moga
                      doic kase z biednych tatusiow bez ograniczen. Do tego sa niewdzieczne, bo nie
                      ciesza wspolnie z tata z jego wielkiego szczescia, jakim jest poznanie nowej
                      pani. Zadne z nich tam "bidusie". Najczesciej male cwaniaczki, szybko sie
                      orientuja, jak wykorzystac biednego tatusia.

                      A powaznie, nie zawsze moja sympatia jest po stronie porzuconych exi. Ale
                      owszem, prawie zawsze jest po stronie dzieci. Bo one chyba nic nie zawinily w
                      tej calej sytuacji? No, moze to, ze w ogole sa, bo ta wredna ex na ciaze
                      zlapala.
                      • natasza39 Re: problem prezentowo wigilijny 21.12.05, 19:28
                        Moja sympatia jest tez po stronie dzieci, z tym, że nie zawsze!
                        Tutaj nie mamy do czynienia z małymi przedszkolakami ale nastolatkiem i prawie
                        dorosła panną.
                        Jesli uwazasz je za biedne i opuszczone, to ja znam osobiscie przynajmniej z
                        dychę dzieci z "pełnych rodzin", które chetnie by się z nimi zamieniły.
                        W tej chwili nie będe szukac co madalenka pisała w innych watkach na ten temat.
                        Zreszta sytuacja mogła od tego czasu ulec zmianie.
                        Nie mamy obrazu całej sytuacji, bo wiadomo, ze zona M madalenki sie tu nie
                        wypowiada, ale powtarzam raz jeszcze.
                        Jesli ojciec i tak jest zły i beee, to niech sam przerwie ta paranoję wymiany
                        za srebrniki i przestanie dawać forsę i wychowywać ludzi którzy kiedyś:
                        1. Rozwioda się jak im za to małzonek zapłaci, albo sami uznaja, że za to się
                        płaci.
                        2.Nie zrobia dla nikogo nigdy nic bezinteresownie, bo uznaja, że nic nie ma za
                        darmo.
                        3.Prowadzi to w konsekwencji do tego, że nie ma wartości w zyciu, a wszystko
                        jest tylko kwestia ceny.

                        I jeszcze jedno....
                        JA dokładnie wiem o czym mówię. Moja matka jest córka rodziców, którzy
                        rozwiedli się jak ona miała lat 14. Matka (moja babcia) toczyła jad na dziadka.
                        On był bee i fee i wogóle palant. Przez kilka lat moja matka była uczona co
                        dzień nienawiści do ojca. Moja babcia wsród znajomuch uchodziła za bidulke
                        opuszczona przez męza i pozostawiona z dzieckiem. Wszyscy znajomi się nad nia
                        litowali.
                        Nad moja matka wisiało odium dziecka rozwiedzinych rodziców (to były inne
                        czasy, odium było bardziej bolesne) i to doprowadziło ja do tego, że przez 40
                        lat żyje z moim ojcem, z którym powinna była się rozwieść jakieś ... 39 lat
                        temu...
                        z tym, że dziadek nie dał się szantażować finansowo. Dawał przyzwoite alimenty
                        na matke, ale dopiero jak ona wychodziła za maż wręczył jej pieniadze które
                        składał jej przez ten czas. Matka dopiero jako dorosła kobieta potrafila ocenic
                        obiektywnie jak było naprawdę.
                        I po latach "rozgrzeszyła" go z nexi. Dziadek przynajmniej pozył jak człowiek
                        przez kilka lat przed smiercią.
                        Acha, moja babka tez nie zgadzała się na rozwód.
                        Przez 7 lat dziadek czekał na ten rozwód i się doczekał w końcu, ale jej za
                        niego nie zapłacił.
                        I za to go cenie. Miałam z nim bardzo słaby kontakt. Mieszkał w centralnej
                        Polsce, my w Małopolsce. Choc bardzo kocham moja babcię uwazam, że w stosunku
                        do niego zachowała się podle.
                        Ale na to trzeba czasu, lat.
                        A tak na goraco, to po prostu uważam, że zachowania dzieci sa skandaliczne.
                        Chodzi mi tu o ta kase a nie o to czy chca patrzec na madalenka (kochanke ojca)
                        czy też nie, bo to akurat rozumiem.
                        madalenka twierdzi jednak, że ojciec chciał te swieta spedzic tylko z dziecmi,
                        wiec ja nie widze problemu....
                        Moim zdaniem problemem jest tutaj roszczeniowa matka, która tego dzieci uczy
                        oraz facet-dupa, który nie umie się w tym wszystkim odnaleśc i myśli, że
                        wszelkie wyrzuty sumienia mozna jakoś finansowo zrekompensować
                        3.
                        • balladynka Pilna sprawa!!!! help, help! 21.12.05, 19:39
                          Sorry, dziewczynki, ze tak nie w temacie ale zupe gotuje kalafiorowa i nie wiem
                          czy sie ja jakos zabiela czy nie? Mam dodac smietane czy cus? Plywa
                          wloszczyzna, kalafiorki i ziemniaki juz mieciutkie tylko nie wiem co dalej.
                          Wiec korzystajac z okazji, ze sa babki na forum.... helpsmile
                          • natasza39 Re: Pilna sprawa!!!! help, help! 21.12.05, 19:42
                            Zabiela się dodaj łyżkę masła i śmietanę, wcześniej zahartuj smietanę, szczypta
                            soli i wlej trochę goracej zupy do miseczki w ktorej bedziesz ta smietane
                            bełtać.
                            acha smietana się zabiela jak juz sie skręci gas.
                            Smacznego!
                            • natasza39 Re: Pilna sprawa!!!! help, help! 21.12.05, 19:43
                              Sorry, że tak łopatologicznie!
                            • balladynka Re: Pilna sprawa!!!! help, help! 21.12.05, 19:44
                              Dziekismile To lece!
                        • kasia_kasia13 Re: problem prezentowo wigilijny 22.12.05, 11:18
                          > Tutaj nie mamy do czynienia z małymi przedszkolakami ale nastolatkiem i
                          prawie
                          > dorosła panną.

                          11 lat. To jeszcze dziecko.

                          > Jesli uwazasz je za biedne i opuszczone, to ja znam osobiscie przynajmniej z
                          > dychę dzieci z "pełnych rodzin", które chetnie by się z nimi zamieniły.

                          A ja nie wiem. Nie znamy ich.

                          > W tej chwili nie będe szukac co madalenka pisała w innych watkach na ten
                          temat.
                          > Zreszta sytuacja mogła od tego czasu ulec zmianie.

                          I chyba ulegla zmianie. Na jeszcze gorsze.

                          > Moim zdaniem problemem jest tutaj roszczeniowa matka, która tego dzieci uczy
                          > oraz facet-dupa, który nie umie się w tym wszystkim odnaleśc i myśli, że
                          > wszelkie wyrzuty sumienia mozna jakoś finansowo zrekompensować

                          Czyli mamy zla matke i faceta-dupe. I dalej myslisz, ze dzieci z pelnych rodzin
                          by sie zamienily? smile
                      • magdalens Re: problem prezentowo wigilijny 22.12.05, 09:06

                        kasia_kasia piszesz wierutne bzdury. Mój M nigdy nie zrezygnował z widzeń z
                        dziećmi bo nie chciały do nas przyjechać, nigdy nawet nie złozył takiej
                        propozycji żeby spotkać się w mojej obecności. PISZE CI TO PORAZ KTÓRYŚ Z KOLEI.
                        Nigdy nie kazał im do siebie przyjeżdżać, zawsze sam do nich jeździł i albo
                        stał przed zamknietymi drzwiami albo w drzwiach bo dzieci nie chciały wyjść,
                        albo umawiał się u babci czy na basenie czy gdzie indziej gdzie później okazało
                        się że syn go okłamał i wogóle nie zamierzał przyjść.

                        A teraz skąd wiem że matka tak nastawia dzieci. Po pierwsze urządzała imprezy z
                        ludźmi których zmuszała do przyjścia tzw. pseudo przyjaciele przychodzący na
                        jedzenie i darmowy alkohol, którzy później opowaiadają co się działo na tej
                        imprezie po całym mieście. A relacje były następujące. Exsia po większej dawce
                        alkoholu wzywała synka do siebie i kazała opowiadać mu jak bardzo cierpi po
                        odejściu tatusia a gdy ten przed nią uciekał to mówiła nie wstydź siętego co
                        zrobił ci ten skórwysyn on nigdy was nie chciał gdyby nie ja to zmusiłby mnie
                        do aborcji i nigdy by was nie było na swiecie tylko ja się wami zajmowałam a on
                        jeździł na kurwy. Takie same rzeczy opowiadała przy dziecku matce M a ona ją
                        prosiła żeby nie robiła tego przy dziecku na co exsia mówiła że przecież on wie
                        że ma ojca skurwysyna. Albo przychodziła z dziećmi do firmy M żeby wyciągnąć
                        pieniądze opisując przy pracownikach i przy synu jaki to skurwysyn i jak nigdy
                        ich nie kochał. Albo jak spotkała mnie na mieście idąc z synem a ja szłam z
                        moim synem i stanęła przede mną wykrzykując patrz synu to jest ta kurwa dla
                        której zostawił ciebie twój ojciec teraz kocha jej dziecko a ciebie ma daleko w
                        dupie. To słyszałam na własne uszy.

                        Gdybyś czytała dobrze mój wątek to wiedziałabyś że M przyznaje się do tego że
                        od samego początku popełniał błędy w wychowaniu dzieci. On skupił się na
                        robieniu pieniędzy a dzieci wychowywała matka. I to on dostarcza gotówkę,
                        wychowuje dzieci finansowo do tego ich przyzwyczaił dlatego teraz nie widzą że
                        robi im jakieś extra prezenty bo im się to przecież należy i nie muszą z siebie
                        nic dawać w zamian. Te dzieci nie traktują go tylko teraz tak, zanim odszedł to
                        też zdanie matki było najważniejsze i zawsze dzieci straszyły go że jak nie
                        zrobi dla nich czegoś to powiedzą matce. A jak nie robił i ona się dowiedziała
                        to była kolejna awantura czego krzywdzi biedne dzieci. On sam się przyznaje że
                        to w dużej mierze jego wina bo pozwolił na to dla świętego spokoju, żeby jej
                        nie prowokować do kłótni dawał pieniądze i miał spokój. Rozumiesz. Ale nie
                        wytrzymał, zapewniam cię że ty też byś nie wytrzymała. Zwłaszcza jak widzisz
                        dzieci znajomych które z wdzięcznościąpatrząjak ojciec czy matka kupi im
                        cukierki. A jego dzieci dostając ekstra prezent mówiąże takie gówno im
                        przyniósł. Nigdy słowa dziękuje. Tak to jego wina bo do tego dopuścił. A jego
                        dzieci są biedne i niewinne a najbARDZIEJ JEGO EKS.
                        • magdalens I JESZCZE JEDNO 22.12.05, 09:09
                          I to moja wina bo się k..... obwiniam za to wszystko i za każdym razem proszę
                          żeby dał im jeszcze jedną szanse że zmadrzeją żeby jeszcze to ostatnie kupił,
                          że one napewno docenią, że musi ich zrozumieć.
                          Ale już nigdy nie będę dzięki kasia_kasia dzięki tobie może wylecze się wkońcu
                          z tego chorego poczucia winy wobec nich.

                          • ajmj Re: Magdalens 22.12.05, 09:38
                            Ja już sie wyleczyłam z poczucia winy. Wcześniej tylko SIEBIE obwiniałam o
                            WSZYSTKO. Dosłownie. Nie M, Eks, ich córkę, tylko siebie...
                            Teraz jest inaczej i mam pewne rzeczy poprostu w dupie.smile
                            Bo ja nie jestem winna, ze taki a nie inny charakter ma Eksia
                            Bo nie ja jestem winna, ze tak a nie inaczej postępował M
                            Ja będę tylko odpowiadała za to, co ja ZŁEGO zrobiłam. Nie będę brała winy na
                            SIEBIE za błędy innych.
                            Proste.
                          • poxywka Re: I JESZCZE JEDNO 22.12.05, 10:07
                            wydaje mi sie, ze nie da sie nagle naprawic zaniedban z kilkunastu lat;
                            pomijajac juz fakt, ze dalsze kupowanie prezentow jest jednoznaczne z
                            akceptacja takiego zachowania dzieci mysle,ze jakakolwiek proba ze strony taty
                            nie przyniesie w tej chwili rezultatu jakiego by oczekiwal; jesli przez te x
                            lat dzieci wychowywala matka a ojciec dawal pieniadze to dla mnie ich
                            zachowanie jest przystosowaniem sie do modelu jaki wprowadzili rodzice;
                            wierze, ze tata chcial dobrze ale dajac pieniadze dla swietego spokoju i dla
                            swietego spokoju siedzac cicho aby zona nie robila awantur wycofal sie z zycia
                            dzieci; nie da sie miec z nimi dobrego kontaktu bez aktywnego uczestniczenia w
                            ich zyciu, gdy sa jeszcze male; z moich doswiadczen wynika, ze za kazdym razem
                            gdy sie robi cos dla swietego spokoju placi sie za to okreslona cene;
                            byc moze da sie to zmienic - szczegolnie w przypadku chlopca, ktory ewidentnie
                            jest jeszcze dzieckiem; moze krotki wyjazd na narty ? cokolwiek - cos co
                            chlopaka zainteresuje i co stwarza mozliwosc nawiazania kontaktu
                            pozdrawiam
                            poxywka
                            • magdalens Re: I JESZCZE JEDNO 22.12.05, 10:28

                              Dokładnie tak postanowił, Zero dodatkowej kasy, zero prezentów tylko wtedy gdy
                              same do niego przyjdą spędzą z nim czas i same poproszą nigdy nic więcej
                              jeśli straci kontakt no to cóż nic więcej nie mógł zrobić, a wydaje mi się że
                              najwięcej stracą na tym dzieci ale będzie to spowodowane ich postawą.
                              • kasia_kasia13 Re: I JESZCZE JEDNO 22.12.05, 11:08
                                magdalens napisała:

                                >
                                > Dokładnie tak postanowił, Zero dodatkowej kasy, zero prezentów tylko wtedy
                                gdy
                                > same do niego przyjdą spędzą z nim czas i same poproszą nigdy nic więcej

                                Jesli sie odetnie calkowicie od dzieci i bedzie czekal, az same do niego
                                przyjda to na 100% straci z nimi kontakt.
                                Przekupywanie prezentami powinno sie skonczyc. Zamiast prezentow powinien im
                                zaczac dawac SIEBIE. Ale, podejscie "od te pory zero prezentow" tez mi troche
                                pachnie manipulacja finansowa: "bylyscie niedobre dla tatusia to tatus juz wam
                                nic nie kupi. kupi wam, jak znowu bedziecie grzeczne". Ciag dalszy tego, ze
                                prezenty sie dostaje za cos, a za kare ich nie ma. O urodzinach itd. moim
                                zdaniem warto pamietac, na prezent nie bankrutowac, prezentem moze byc przeciez
                                wspolne wyjscie do kina, na jakis film, o ktorym chlopiec marzy (tylko tata,
                                ktory tylko zarabia, nie wie z reguly, czym sie interesuja i o czym marza jego
                                dzieci).

                                > jeśli straci kontakt no to cóż nic więcej nie mógł zrobić, a wydaje mi się że
                                > najwięcej stracą na tym dzieci ale będzie to spowodowane ich postawą.

                                Straca kontakt na pewno, i najbardziej straca na tym dzieci.
                                • magdalens Re: I JESZCZE JEDNO 22.12.05, 11:19
                                  kasia_kasia13 napisała:

                                  > > Przekupywanie prezentami powinno sie skonczyc. Zamiast prezentow powinien
                                  im
                                  > zaczac dawac SIEBIE.

                                  Zawsze starał siędawać siebie, zawsze starał sięspotykać z nimi dzwonił 1000
                                  razy i tyle samo przychodził i całował klamkę. Więc jak ma im dać siebie?

                                  O urodzinach itd. moim
                                  > zdaniem warto pamietac, na prezent nie bankrutowac, prezentem moze byc
                                  przeciez
                                  > wspolne wyjscie do kina, na jakis film, o ktorym chlopiec marzy (tylko tata,
                                  > ktory tylko zarabia, nie wie z reguly, czym sie interesuja i o czym marza
                                  jego
                                  > dzieci).

                                  W jaki sposób ma z nimi pójść do kina czy kupić im coś o czym marzą jak one za
                                  żadne skarby nie pójdą z nim nigdzie i nigdy nie powiedzą o czym marzą a
                                  spróbuj zgadnąć a nawet jak trafi to one i tak nie pokażą że im się to podoba
                                  tylko powiedząże wcale tego nie chciały i że to gówno.
                                  Więc jakie masz propozycje jak to zrobić?
                                • ajmj Re: I JESZCZE JEDNO 22.12.05, 11:26
                                  tak kasia_kasia masz troszke racji w tym co teraz piszesz, z tym że, jak
                                  czytałaś dzieci M magdalens nie będa chciały iśc do kina czy gdziekolwiek z
                                  ojcem. Więc tak naprawdę straci i tak ten kontakt z nimi. PRAWDOPODOBNIE.
                                  U nas było tak, ze córka M chciała widziec swojego ojca. Bardzo czesto
                                  rozmawiali co będzie i jak bedzie jak MAMA POZWOLI. Mama nie pozwala/pozwalała,
                                  a na dokładkę tak nastawia córkę, że teraz ona już sama nie chce... ciągle
                                  córka ma mówione, ze ojciec jej nie chce, nie kocha, że woli moje dziecko, że
                                  nie obchodzi jego czy mają pieniądze, ze nie dba, nie dbał, ma w dupie w nosie,
                                  i jaki z niego taki i owakismileA skąd wiemy? Bo przychodziła z córką do jego
                                  pracy i przy niej odstawiała szopki i mówiła przy córce to co powyżej, bo
                                  przychodzi codziennie do JEGO brata i żali się Bratowej, która to od czasu do
                                  czasu nam o tym mówi. A trzy lata drązenia w córce głowie robi swoje...
                                  Niestety.
                                  Doskonale sobie zdaję sprawę jaką "moc" posiadają matki. Wiem i jestem pewna,
                                  ze gdybym postepowała tak samo z moim synem, nie chciałby w końcu widzieć
                                  swojego ojca. Gdybym chciała doprowadziłabym do tego. Może skutki kiedyś tam
                                  byłyb dla mnie opłakane, ale tego się nie dowiem i Dzięki Bogu. Bo nie
                                  potrafiłabym tak. I tak MOJE dziecko ma i Matke i Ojca.
                                  • ajmj Re: I JESZCZE JEDNO 22.12.05, 11:30
                                    Więc prawda jest jedna, aby dzieci widziały swojego Ojca (w przypadku gdy on
                                    tego bardzo pragnie-czyli przypadek M magdalens) zależy BARDZO dużo od matki i
                                    samych dzieci. Jeśli Ona nie zmieni swojego postępowania bedzie bardzo trudno.
                                  • kasia_kasia13 Re: I JESZCZE JEDNO 22.12.05, 11:39
                                    > tak kasia_kasia masz troszke racji w tym co teraz piszesz, z tym że, jak
                                    > czytałaś dzieci M magdalens nie będa chciały iśc do kina czy gdziekolwiek z
                                    > ojcem. Więc tak naprawdę straci i tak ten kontakt z nimi. PRAWDOPODOBNIE.

                                    Ale on na ta strate kontaktu sobie rowniez zapracowal.

                                    >Doskonale sobie zdaję sprawę jaką "moc" posiadają matki

                                    Nawet moga wplywac na 18-letnia panne? Nie sadze, naprawde.


                                    • ajmj Re: I JESZCZE JEDNO 22.12.05, 11:43
                                      18 letnia panna. Tu wychodzi już poprostu jej chrakterek. Wiesz, mam syna ma 12
                                      lat i ja nieraz patzrąc na niego zadaję sobie pytanie co z niego wyrośnie? Bo
                                      przy moim ogromnym wysiłku, aby stał się DOBRYM człowiekiem wchodzą jeszcze ZŁE
                                      GENY. Poprostu dziecko moze być normalnie ZŁE i już.
                                      • ajmj Re: . 22.12.05, 11:45
                                        A do tego wszystkiego, brak ojca, "chora" matka i mamy dzieci, które na starośc
                                        szkalnki wody nie podadzą.
                          • kasia_kasia13 Re: I JESZCZE JEDNO 22.12.05, 10:58
                            > I to moja wina bo się k..... obwiniam za to wszystko

                            Nie ma powodu, abys sie obwiniala za to, w jaki sposob Twoj M. i jego ex
                            wychowywali dzieci!

                            i za każdym razem proszę
                            > żeby dał im jeszcze jedną szanse że zmadrzeją żeby jeszcze to ostatnie kupił,
                            > że one napewno docenią, że musi ich zrozumieć.

                            "Dal im ostania szanse" brzmi dosc dziwnie, nie rozumiem tego. To sa jego
                            dzieci, zawsze bedzie ich rodzicem.

                        • kasia_kasia13 Re: problem prezentowo wigilijny 22.12.05, 11:15
                          > A teraz skąd wiem że matka tak nastawia dzieci. Po pierwsze urządzała imprezy
                          z
                          >
                          > ludźmi których zmuszała do przyjścia tzw. pseudo przyjaciele przychodzący na
                          > jedzenie i darmowy alkohol, którzy później opowaiadają co się działo na tej
                          > imprezie po całym mieście. A relacje były następujące. Exsia po większej
                          dawce
                          > alkoholu wzywała synka do siebie i kazała opowiadać mu jak bardzo cierpi po
                          > odejściu tatusia a gdy ten przed nią uciekał to mówiła nie wstydź siętego co
                          > zrobił ci ten skórwysyn on nigdy was nie chciał gdyby nie ja to zmusiłby mnie
                          > do aborcji i nigdy by was nie było na swiecie tylko ja się wami zajmowałam a
                          on
                          >
                          > jeździł na kurwy.

                          Cos mi tu mimo wszystko nie gra. Skoro syn przed matka ucieka, skoro matka
                          urzadza takie pieklo dzieciom, to dlaczego dzieci mimo wszytsko wola matke od
                          ojca???
                          Czy ojciec staral sie w takiej sytuacji o powierzenie mu opieki nad dziecmi?
                          Tym bardziej nie rozumiem, ze sie tak daleko wyprowadzil, zostawiajac swoje
                          dzieci z psychopatyczna (o ile sie faktycznie tak zachowuje) matka. Przeciez
                          pisalas, ze zanim nie wyjechal, mieszkal w tym samym miescie i widywal je
                          codziennie. Pisalas, ze sie przeprowadzil, zeby wiecej zarabiac. Czy nie
                          wazniejsze bylo zostac, miec mozliwosc kontaktu z dziecmi, niz zostawienie ich
                          w takim domu?
                          • magdalens Re: problem prezentowo wigilijny 22.12.05, 11:26

                            Spraw wyglada tak, że matka przedtsawia i wmawia dzieciom, że ojciec nigdy ich
                            nie chciał i one jej wierzą. A istnieją na tym świecie tylko dzięki niej i
                            wszystko mają tylko dzięki niej bo ona wywalczyła, zresztą sama córka tak
                            powiedziała w rozmowie z ojcem po osądzeniu alimentów. Przed alimentami M
                            płacił 2500 i opłacał rachunki, eksia wywalczyła alimenty 2000 i nic więcej i
                            córka stwierdziła, że te pieniadze mają tylko dzięki matce rozumiesz. Dostają
                            duzo mniej a mimo wszystko tylko dzięki matce.

                            Syn poprostu wstydził sięrpzed ludźmi więc uciekał, to nie jest tak że ona się
                            nad nimi wyrzywa, nie ona jest dla nich cudowna zawsze ich broniła zawsze jak
                            ojciec czegoś nie chciał zrobić to skarżyły się matce i on musiał wtedy to
                            robić.
                            Rozumiesz, ona buduje w nich uzaleznienie od siebie, całkowite oddanie.
                            • kasia_kasia13 Re: problem prezentowo wigilijny 22.12.05, 11:35
                              >Syn poprostu wstydził sięrpzed ludźmi więc uciekał,

                              A skad owi znajomi wiedza, ze syn sie wstydzil? Az tak wielki wglad w jego
                              psychike maja?

                              > ojciec czegoś nie chciał zrobić to skarżyły się matce i on musiał wtedy to
                              > robić.

                              Musial?
                              • ajmj Re: problem prezentowo wigilijny 22.12.05, 11:39
                                Sam M magdalens przyznał się do błędów wychowawczych. jednak to nie on robi
                                wszystko, aby dzieci znienawidziły matki. tylko ona.
                                To dzieki niej te dzieci będą prawdopodobnie "skrzywione", nie tyle co przez
                                rozbity dom, co własnie przez ZŁĄ postawę matki.
                                • kasia_kasia13 Re: problem prezentowo wigilijny 22.12.05, 11:57
                                  ajmj:

                                  "
                                  18 letnia panna. Tu wychodzi już poprostu jej chrakterek. Wiesz, mam syna ma 12
                                  lat i ja nieraz patzrąc na niego zadaję sobie pytanie co z niego wyrośnie? Bo
                                  przy moim ogromnym wysiłku, aby stał się DOBRYM człowiekiem wchodzą jeszcze ZŁE
                                  GENY. Poprostu dziecko moze być normalnie ZŁE i już."

                                  > To dzieki niej te dzieci będą prawdopodobnie "skrzywione", nie tyle co przez
                                  > rozbity dom, co własnie przez ZŁĄ postawę matki.
                                  >

                                  Czyli jednak: zla postawa matki i zly charakter dzieci.
                                  • ajmj Re: problem prezentowo wigilijny 22.12.05, 12:13
                                    kasia_kasia13 napisała:

                                    > ajmj:
                                    >
                                    > "
                                    > 18 letnia panna. Tu wychodzi już poprostu jej chrakterek. Wiesz, mam syna ma
                                    12
                                    >
                                    > lat i ja nieraz patzrąc na niego zadaję sobie pytanie co z niego wyrośnie? Bo
                                    > przy moim ogromnym wysiłku, aby stał się DOBRYM człowiekiem wchodzą jeszcze
                                    ZŁE
                                    >
                                    > GENY. Poprostu dziecko moze być normalnie ZŁE i już."
                                    >
                                    > > To dzieki niej te dzieci będą prawdopodobnie "skrzywione", nie tyle co pr
                                    > zez
                                    > > rozbity dom, co własnie przez ZŁĄ postawę matki.
                                    > >
                                    >
                                    > Czyli jednak: zla postawa matki i zly charakter dzieci.

                                    Tak Kasiu MOŻE własnie w tym JEDNYM przypadku tak.
                              • lilith76 Re: problem prezentowo wigilijny 22.12.05, 11:41
                                > A skad owi znajomi wiedza, ze syn sie wstydzil? Az tak wielki wglad w jego
                                > psychike maja?

                                nie mają, bo to nie są znajomi opowiadający ci o twoim ojcu.
                                • kasia_kasia13 Re: problem prezentowo wigilijny 22.12.05, 11:54
                                  lilith76 napisała:

                                  > > A skad owi znajomi wiedza, ze syn sie wstydzil? Az tak wielki wglad w jeg
                                  > o
                                  > > psychike maja?
                                  >
                                  > nie mają, bo to nie są znajomi opowiadający ci o twoim ojcu.
                                  >

                                  To skad wiedza, ze sie wstydzil?
                                  A "argument" ad personam moglas sobie darowac.
                                  • lilith76 Re: problem prezentowo wigilijny 22.12.05, 12:03
                                    nie musiał się wstydzić, mógł być skrępowany, nieśmiały. ale to nie oznacza, że
                                    nie jest związany z matką.

                                    > A "argument" ad personam moglas sobie darowac

                                    przepraszam
                              • magdalens Re: problem prezentowo wigilijny 22.12.05, 11:54

                                wstyd to juższczegół, ale chyba rozróżniż zawstydzone dziecko od szczęsliwego
                                lub obojętnego nie?

                                Musiał bo była awantura że czego dzieciom nie zrobi tego co chcą i jest
                                wyrodnym ojcem itd. Wiem bo zdarzyło się to nie raz w jego biurze przy ludziach
                          • lilith76 Re: problem prezentowo wigilijny 22.12.05, 11:38
                            >
                            > Cos mi tu mimo wszystko nie gra. Skoro syn przed matka ucieka, skoro matka
                            > urzadza takie pieklo dzieciom, to dlaczego dzieci mimo wszytsko wola matke od
                            > ojca???


                            to, że dziecko ucieka przed publicznym praniem brudów na oczach innych ludzie
                            nie musi oznaczać, że nie jest toksycznie związane z matką.

                            kasia, ojciec przed laty pokpił sprawę i pozwolił na rozluźnienie więzów z
                            dziećmi, co skwapliwie wykorzystała jego była żona. jaki sąd dałby mu opiekę
                            nad dziećmi??? ona je tylko uzależniła od siebie, z miłości. a miłość wszystko
                            tłumaczy. jest chmara takich matek - kochającyh, oddanych, czułych, ale
                            niszczacych mimochodem psychikę dziecka.

                            szukasz cały czas dziury w całym. masz na wszytsko kontrargument. czy na serio,
                            nie dopuszczasz, że w tym kraju może być choć jedna chora sytuacja rodzinna???
                            zawsze TY musisz mieć rację???

                            PS: wszystko co piszemy odnosi sie do tego 10-cio letniego chłopca. starsza
                            córka, w wieku buntu, ma swoje lata, swoje przemyślenia, swoje zdanie, decyzje
                            i matka może niewiele mieć tu do czynienia.

                            Polska jest jedynym krajem na świecie, który ma kopię zapasową Prezydenta
                            • kasia_kasia13 Re: problem prezentowo wigilijny 22.12.05, 11:52
                              >sąd dałby mu opiekę
                              > nad dziećmi???

                              Sprobowac zawsze mozna.


                              > nie dopuszczasz, że w tym kraju może być choć jedna chora sytuacja
                              rodzinna???
                              > zawsze TY musisz mieć rację???


                              Dopuszczam, Lilith76. Ta cala sytuacja jest chora, po prostu chora. Tylko nie
                              wybielam i nie usprawiedliwiam faceta. Jesli dzieci maja taka toksyczna matke,
                              to tym bardziej kochajacy? ojciec powinien o nie walczyc. A nie obrazac sie na
                              dzieci, ze nie chca go widziec.
                              Wiesz, ja nie wyobrazam sobie, ze wyjechalabym 250 km od mojego dziecka i
                              zostawila je z ojcem, ktory tak na nie wplywa. Robilabym wszystko aby z
                              dzieckiem miec kontakt, nawet kosztem ulozenia sobie zycia na nowo.

                              > dziećmi, co skwapliwie wykorzystała jego była żona

                              Ta zona jeszcze nie jest byla zona.



                              • magdalens Re: problem prezentowo wigilijny 22.12.05, 11:57
                                kasiu jak już nie bedziesz mogła przyczepić się do kazdego słowa zresztą kilka
                                krotnie i cały czas dostajesz odpowiedź którą już kompletnie ignorujesz, to
                                może będziesz sprawdzać w tekscie literówki.
                                Sory za sarkazm, ale kolejny twój post jest coraz bardziej absurdalny, i cały
                                czas pytasz o to samo a jak dostajesz odpowiedź to kompletnie ją ignorujesz
                                • kasia_kasia13 Re: problem prezentowo wigilijny 22.12.05, 12:02
                                  No dobra, "przekonalas" mnie:

                                  Twoj M. jest fantastycznym ojcem. Zrobil wszystko co mogl, aby miec dobry
                                  kontakt ze swoimi dziecmi. Nie udalo, bo jego zona manipuluje dziecmi. Na
                                  dodatek dzieci maja wstretne charakterki. Pownien o nich zapomniec i zaczac sie
                                  leczyc z nieslusznego poczucia winy wobec nich. Jak dorosna, zrozumieja, jak
                                  bardzo go skrzywdzily.
                              • lilith76 Re: problem prezentowo wigilijny 22.12.05, 12:00
                                nawet z toksyczną matką dziecko może być szczęśliwe. przecież ona to robi
                                wszystko dla szczęścia dziecka. dla sądu to żaden argument, bo ona może się
                                przecież zmienić.

                                > Wiesz, ja nie wyobrazam sobie, ze wyjechalabym 250 km od mojego dziecka i
                                > zostawila je z ojcem, ktory tak na nie wplywa

                                dziś ludzie jada tam gdzie jest praca i pieniądze (np. na alimenty). myślisz,
                                że wiecznie przed Bogiem prawdziwa i autentyczna żona do spólki z komornikiem
                                mielby jakieś srupuły. lepszy ojciec bezrobotny, albo nie zarabiający na
                                alimenty, czy taki, który jest w stanie zapewnić byt dzieciom i wiecznie przed
                                Bogiem prawdziwej i autentycznej żonie?

                                ojcowie wyjeżdżaja 250 kilometrów i mimo to potrafią mieć z dziećmi kontakt i
                                normalne stosunki. to, że ty wyjedziesz tak daleko od swoich rodziców onzacza,
                                że wasza miłość zgasła i nie ma jak jej pielęgnować?
                                • kasia_kasia13 Re: problem prezentowo wigilijny 22.12.05, 12:06
                                  lilith76 napisała:

                                  > nawet z toksyczną matką dziecko może być szczęśliwe.

                                  Naprawde w to wierzysz?

                                  Wracajc do wyjazdu. Nie wiemy, czy byl bezrobotny. A z wyjazdem mozna pocekac,
                                  az sie sytuacja ustabilizuje.


                                  > ojcowie wyjeżdżaja 250 kilometrów i mimo to potrafią mieć z dziećmi kontakt i
                                  > normalne stosunki. to, że ty wyjedziesz tak daleko od swoich rodziców
                                  onzacza,
                                  > że wasza miłość zgasła i nie ma jak jej pielęgnować?

                                  W wieku dojrzewania dziecka trudno jest pielegnowac milosc na odleglosc.
                                  • lilith76 Re: problem prezentowo wigilijny 22.12.05, 12:25
                                    > > nawet z toksyczną matką dziecko może być szczęśliwe.
                                    >
                                    > Naprawde w to wierzysz?

                                    tak jak osoby odcięte od świata w sekcie także czują się szczęśliwe i
                                    spełnione, choć ewidentnie dzieje im się krzywda.

                                    to tylko dziecko. o tym, że tkwiło się w toksycznej relacji z rodzicem człowiek
                                    uświadamia sobie później niż w 10-tym roku życia.
                                    • kasia_kasia13 Re: problem prezentowo wigilijny 22.12.05, 12:58
                                      lilith76 napisała:

                                      > > > nawet z toksyczną matką dziecko może być szczęśliwe.
                                      > >
                                      > > Naprawde w to wierzysz?
                                      >
                                      > tak jak osoby odcięte od świata w sekcie także czują się szczęśliwe i
                                      > spełnione, choć ewidentnie dzieje im się krzywda.

                                      Jesli dzieciom dzieje sie krzywda, tym bardziej drugi rozdzic powinien o nie
                                      dbac. A argument, ze zaden sad by nie dal dzieci jest slaby, jesli sie nigdy
                                      nie sprobowalo.
                                • poxywka Re: problem prezentowo wigilijny 22.12.05, 12:34
                                  to ja jestem widac przewrazliwiona na punkcie dziecka i jego kontaktow z
                                  najblizsza rodzina; w tym momencie jedynie prawidziwa bieda i brak
                                  jakichkolwiek perspektyw moglby mnie zmusic do zamieszkania 250 km od exa;
                                  wiem, ze dla mojego dziecka bylaby to duza strata i ogromne utrudnienie w
                                  kontaktach z ojcem; gdy dziecko jest starsze to latwiej byc moze to przeskoczyc
                                  mam nadzieje,ze ex rowniez nie wpadnie na taki pomysl, bo i tak nie mieszkajac
                                  z synem zna go znacznie gorzej; gdyby widywal sie z nim raz w miesiacu - gora 2
                                  to stalby sie jedynie atrakcja wydzielana od czasu do czasu a nie ojcem;

                                  nie wiem czy w tym wypadku ma to akurat kluczowe znaczenie ale jakies ma
                                  nie wyglada aby ojciec ruszyl w swiat a praca z okazji bycia bezrobotnym
                                  pozdrawiam
                                  poxywka
                                  • kasia_kasia13 Re: problem prezentowo wigilijny 22.12.05, 12:57
                                    poxywka napisała:

                                    > to ja jestem widac przewrazliwiona na punkcie dziecka i jego kontaktow z
                                    > najblizsza rodzina; w tym momencie jedynie prawidziwa bieda i brak
                                    > jakichkolwiek perspektyw moglby mnie zmusic do zamieszkania 250 km od exa;
                                    > wiem, ze dla mojego dziecka bylaby to duza strata i ogromne utrudnienie w
                                    > kontaktach z ojcem; gdy dziecko jest starsze to latwiej byc moze to
                                    przeskoczyc
                                    >
                                    > mam nadzieje,ze ex rowniez nie wpadnie na taki pomysl, bo i tak nie
                                    mieszkajac
                                    > z synem zna go znacznie gorzej; gdyby widywal sie z nim raz w miesiacu - gora
                                    2
                                    >
                                    > to stalby sie jedynie atrakcja wydzielana od czasu do czasu a nie ojcem;

                                    Mam dokladnie tak samo.

                                    > nie wiem czy w tym wypadku ma to akurat kluczowe znaczenie ale jakies ma
                                    > nie wyglada aby ojciec ruszyl w swiat a praca z okazji bycia bezrobotnym

                                    Wlasnie o tym pisze. Na dodatek wyjazd nastapil w trakcie rozwodu, kiedy
                                    mozliwe, ze dzieci potrzebowaly go bardziej niz kiedykolwiek. Jesli matka
                                    powtarza dzieciom, ze ojciec ma je gdzies, to on to tylko potwierdzil w ich
                                    oczach.
                                    • mrs_ka Re: problem prezentowo wigilijny 22.12.05, 13:45
                                      Ja bym chciała około tematu. Chodzi o odwieczny dylemat "czy ktoś, kto nie
                                      utrzymuje kontaktu z dziećmi, albo ma ten kontakt ograniczony, może nazywac się
                                      dobrym ojcem?". Jestem weteranką SamoMamy, na Macochach zdecydowanie krócej. W
                                      tym czasie przeczytałam o tysiącach historii wałkujących ten temat z różnych
                                      stron. Jasnych konkluzji tu nie ma.
                                      Chciałabym jednak zwrócić uwagę na dwa aspekty.
                                      Pierwszy to ten, że dla prawdziwej więzi nie ma przeszkód czasowych i
                                      przestrzennych. Drugi- podważający pierwszy- to ten, że nie można wykopywać
                                      kogoś notorycznie za drzwi, a potem wyrazić oburzenia, że jednak sobie poszedł.
                                      Domagamy się szacunku dla nas samych i traktujemy to jako nasze niezbywalne
                                      prawo. Trudno nam jest jednak zrozumieć, że jeśli będziemy permanentnie
                                      utrudniać kontakty (ojca z dzieckiem- nieważne czy swoim dzieckiem czy
                                      pasierbem) to w końcu czara się przeleje i te kontakty ustaną. Poza tym gdyby
                                      nas ktoś nieustannie kopał w tyłek, uznałybyśmy, że gra jest niewarta świeczki
                                      bez względu na cel. Ojców oceniamy inaczej, prawda? W przypadku ojca
                                      nieutrzymującgo kontaktu z dzieckiem i piszącego, że o to dziecko walczył,
                                      prawie zawsze pojawiają się wypowiedzi podważające takie działanie. Zaczynają
                                      się pytania weryfikujące: na ile mocno? Czy wystarczająco mocno? Jak bardzo
                                      zależało ci na dziecku? Dlaczego nie wystawałeś pod drzwiami, oknem, balkonem?
                                      Dlaczego nie walczyłeś w sądzie, w RODEKu, nie oddałeś sprawy do mediacji? I
                                      poczuwamy się do wysnucia wniosku, że jednak ojciec skrewił, bo gdyby był DOBRYM
                                      ojcem toby nie odpuścił.
                                      Dla przeciwwagi: przeczytajcie sobie czasem SamoMamę. Ile tam postów, w których
                                      autorki piszą "nie mam siły", "przerasta mnie". Z reguły dostają wsparcie,
                                      porady prawne i zrozumienie. A przecież ich niemoc jest dokładnie taka sama (w
                                      sensie jakości psychicznej, a nie sytuacyjnej) jak niemoc ojca, który latami
                                      walczy z niechęcią byłej żony, ustawianiem dzieci i ograniczaniem widzeń.
                                      Powiecie oczywiście, że tu chodzi o dziecko, zaś nieszczęsliwa żona chce się
                                      rozstać z mężem, a nie z dzieckiem. No ale zabiera temu dziecku pełną rodzinę.
                                      Tego nie da się wartościować, ale czasem warto na to popatrzeć i od tej strony.
                                      Od strony wymagań, które stawiamy i wymagań, którym my same nie umiemy sprostać,
                                      choć żądamy tego od drugiej osoby.
                                      Niby hołdujemy zdrowemu egoizmowi, którego najlepszym wyrazem jest wyświechtany
                                      slogan "nieszczęśliwa matka to nieszczęsliwe dziecko". Odmawiamy jednak prawa do
                                      tego samego egoizmu drugiej stronie. MOże więc egoizm- zdrowy czy też nie- nie
                                      jest jednak słuszną drogą?
                                      Mówi się, że miękkie serce wymaga twardego tyłka, co jest prawdą. Myślę jednak,
                                      że warto to miękkie serce ocalić, choćby trzeba było za to płacić więcej, niż
                                      przy zachowaniu egoizmu, cynizmu i dystansu.

                                      To takie moje luźne przemyślenia z okazji tego wątku

                                      a.
                                    • magdalens starał się o opiekę 22.12.05, 14:00

                                      Starał się w sądzie o opiekę dostał kontakty a jeszcze eksia wmówiła dzieciom
                                      że przez to że musiała sobie wziąść adwokata na sprawę to one nie dostaną nic
                                      od mikołaja. Więc staranie się sądowne o kontakty z dzieckiem obruciała przeciw
                                      niemu. I jeszcze się śmiała, że poco to robi przecież one i tak nie będą
                                      chciały się z nim widzieć i żeby się nie ośmieszał.
                                  • magdalens Re: problem prezentowo wigilijny 22.12.05, 13:57

                                    Ojciec ruszył w świat tam gdzie działa jego firma i gdzie jego firma ma duże
                                    problemy, gdyby tego nie zrobił już nie miałby tej firmy i byłby faktycznie
                                    bezrobotny. Tak się nieszczęśliwie złożyło, że poprostu musiał to zrobić.
                                    Kiedyś prosił eks o przeniesienie się tam ale ona się nie zgodziła powiedziała,
                                    że woli żeby jeździł sam niż ona ma zmienić domek.
    • magdalens kasia_kasia każdy twój argument 22.12.05, 14:02

      każdy twój argument i propozycje, spotkań w kinie na basenie, staranie się o
      opiekę w sądzie , spotkania tylko i wyłącznie beze mnie M już dawno próbował i
      nic nie dało
      Żaden twój pomysł nie podziałał więc podaj inne rozwiązanie jak jesteś taka
      mądra!!
      • kasia_kasia13 magdalens 22.12.05, 20:30
        Wiesz co, przestalam wierzyc w to co piszesz.

        W tym watku twierdzisz, ze nie bylas powodem rozstania sie z zona:

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=33709238&a=33812869
        A jakis czas temu pisalas:

        " ja natomiast nie mówię złego
        słowa o niej pewnie z poczucia winy: tak przeze mnie straciła sztuczną rodzinę -
        ale rodzinę i wszyscy widzieli że ona ma męża)."

        "Masz rację nie potrafięwybaczyć sobie tego że rozbiłam czyjąś
        rodzinę."

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=23697625&a=23713983
        To wszystko ma znaczenie, ze nie ma jeszcze rozwodu, ze wyprowadzil sie do
        Ciebie i jestes dla dzieci powodem robicia (w ich odczuciu rodziny). Nic
        dziwnego, ze tak reaguja.
        A co teraz zrobic? Nie wiem, trudno odbudowac zerwane wiezi. Moze powinien isc
        po rade do dobrego psychologa. O ile mu faktycznie zalezy.
      • kasia_kasia13 A ile ma lat 22.12.05, 20:39
        Twoj syn?

        Bo 10.05.05 mial 6 lat:

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=23697625&a=23713983
        A 17.05.05 niecale 3:

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=24038501&a=24039111
        • magdalens Re: A ile ma lat 27.12.05, 15:13

          kasia_kasia linki które przytoczyłaś to były początki mojego funkcjonowania na
          forum i owszem wpisywałam mylne informacje w obawie przed buszowaniem eksi na
          forum.
          Dalsze informacje są już zgdone z prawdą gdyż sprawdziłam nick który cały czas
          ścigał mnie na każdym forum.
          Meritum sprawy jednak to nie zmienia, zresztą cały czas przyznawałam się że
          czuje się winna sytuacji jaka zaistniała miedzy dziećmi M a nim.
          Prosiłąm cię również o podanie mi jakichś rozwiązań dla mojego problemu a
          tyskupiłaś się dalej na wyszukiwaniu mojej winy o co cię wcale nie prosiłam bo
          sama wiem jaka jest tu moja rola.
          Natomiast twoje późniejsze propozycje jak już ci wcześniej tłumaczyłam są nie
          do zrealizowania albo były realizowane tylko z odwrotnym skutkiem.
          Czego nie wyszukasz tych linków w których pisałam o sprawie o kontakty tylko
          wyrzucasz M że nigdy sę o to nie starał ( tego jakoś nie mogłaś znaleźć) Albo
          czego nie wyszukasz linków gdzie opisywałam jak zapraszał dzieci na wyjazd na
          wakacje tylko z nim beze mnie a one go olały tylko wmawiasz, że nic dziwnego że
          nie chcą się spotkać jak ojciec zmusza ich do spotkań ze mną (nic takiego nie
          pisałam ani nie miało miejsca, czego tego nie znalazłaś??)
          Czego nie wyszukałaś moich opisów prób spotkań tego wogóle nie widzisz?
          Szukasz tylko informacji które podkopią mnie i dopisujesz jeszcze swoje chore
          ideologie , które są nie prawdziwe.
          Ja nie mam problemów z moim synem ani moim eks tylko mój M ma problemy ze
          swoimi dziećmi. Czego nie zastanawiasz się nad tym o co cię proszą - ja już
          rozumiem dlaczego bo poprostu nie przyjmujesz do wiadomości , ze dzieci mogą
          się tak zachować i co by ich ojciec nie robił to zawsze będzie zły.Ty snujesz
          tylko swoje teorie o skrzywdzonych dzieciach i najgorszych ojcach i jeszcze
          gorszych ich kochankach.
          Trzymaj tak dalej!
          • kasia_kasia13 Re: A ile ma lat 29.12.05, 14:41
            magdalens napisała:

            >
            > kasia_kasia linki które przytoczyłaś to były początki mojego funkcjonowania
            na
            > forum i owszem wpisywałam mylne informacje w obawie przed buszowaniem eksi na
            > forum.


            Twoje "mylne" informacje spowodowaly rowniez, ze uznalam, ze nie piszesz prawdy
            i nie ma sensu dyskusja.

            > Dalsze informacje są już zgdone z prawdą gdyż sprawdziłam nick który cały
            czas
            > ścigał mnie na każdym forum.

            Moze masz manie przesladowcza?

            > Meritum sprawy jednak to nie zmienia, zresztą cały czas przyznawałam się że
            > czuje się winna sytuacji jaka zaistniała miedzy dziećmi M a nim.
            > Prosiłąm cię również o podanie mi jakichś rozwiązań dla mojego problemu a
            > tyskupiłaś się dalej na wyszukiwaniu mojej winy o co cię wcale nie prosiłam
            bo
            > sama wiem jaka jest tu moja rola.


            Po pierwsze, to jest problem Twojego factea i jego dzieci a nie Twoj. Po
            drugie, nie mam rozwiazan oprocz zmiany priorytetow u tego pana. Jesli Ty
            jestes dla niego wazniejsza niz wlasne dzieci, to sie nic nie zmieni.
            Zasugerowalam rozniez wizyte u psychologa, co raczylas przeoczyc.

            > Natomiast twoje późniejsze propozycje jak już ci wcześniej tłumaczyłam są nie
            > do zrealizowania albo były realizowane tylko z odwrotnym skutkiem.
            > Czego nie wyszukasz tych linków w których pisałam o sprawie o kontakty tylko
            > wyrzucasz M że nigdy sę o to nie starał ( tego jakoś nie mogłaś znaleźć) Albo
            > czego nie wyszukasz linków gdzie opisywałam jak zapraszał dzieci na wyjazd na
            > wakacje tylko z nim beze mnie a one go olały tylko wmawiasz, że nic dziwnego
            że
            >
            > nie chcą się spotkać jak ojciec zmusza ich do spotkań ze mną (nic takiego nie
            > pisałam ani nie miało miejsca, czego tego nie znalazłaś??)

            Nie napisalam, ze ojciec zmuszal dzieci do spotkan z Toba, tylko przytoczylam
            Ci Twoje wlasne slowa, gdzie pisalas, dlaczego kontakty ustaly. Nie zamierzam
            ich wklejac po raz n-ty.

            > Czego nie wyszukałaś moich opisów prób spotkań tego wogóle nie widzisz?


            Alez widze. Ale te proby w calej sytuacji nie robia na mnie wrazenia. Sorry.

            > Szukasz tylko informacji które podkopią mnie

            Czytalam Twoje posty wstecz, aby wyrobic sobie zdanie na temat sytuacji.

            >Czego nie zastanawiasz się nad tym o co cię proszą - ja już
            >rozumiem dlaczego bo poprostu nie przyjmujesz do wiadomości , ze dzieci mogą
            >się tak zachować i co by ich ojciec nie robił to zawsze będzie zły.Ty snujesz
            >tylko swoje teorie o skrzywdzonych dzieciach i najgorszych ojcach i jeszcze
            >gorszych ich kochankach.
            >Trzymaj tak dalej!

            Rowniez zycze Ci szczesliwego Nowego Roku!
            Z mojej strony koniec dyskusji.
    • kicia031 Re: problem prezentowo wigilijny 23.12.05, 11:16
      Dziewczyny, chyba mierzycie dzieci miara przeznaczona nie tylko dla ludzi
      doroslych, ale i dojrzalych. A przeciez to tylko dzieciaki, zwlaszcza mlodszy.
      Porzucone dzieci maja prawo czuc zal do ojca, maja prawo nie chciec sie z nim
      spotykac. To ojciec jest doroslym czlowiekiem, to na nim spoczywaja obowiazki
      zapewniania opieki i milosci dzieciom, nie odwrotnie. Moze mam idealistyczne
      wyobrazenia o byciu rodzicem, ale dla mnie sa to rzeczy ktore sie daje dziecku
      bezinteresownie, nie pod warunkiem, ze przyjdziesz do mnie na Swieta. Dziwie
      sie, jak mozecie w ogole zastanawiac sie nad kupnem dzieciom prezentow.
      W ogole po przeczytaniu calej tej dyskusji mam wrazenie, ze mamy doczynienia z
      5 dzieci i ze nikogo tu nie stac na dorosle i dojrzale zachowanie.
      • lilith76 Re: problem prezentowo wigilijny 23.12.05, 12:44
        > Porzucone dzieci maja prawo czuc zal do ojca, maja prawo nie chciec sie z nim
        > spotykac

        mają prawo

        To ojciec jest doroslym czlowiekiem, to na nim spoczywaja obowiazki
        > zapewniania opieki i milosci dzieciom, nie odwrotnie

        tak. wprawdzie gdy rodzica dopada starość, a dziecko się usamodzielnia wektor
        się zmienia, ale to drobiazg.

        Moze mam idealistyczne
        > wyobrazenia o byciu rodzicem, ale dla mnie sa to rzeczy ktore sie daje
        dziecku
        > bezinteresownie, nie pod warunkiem, ze przyjdziesz do mnie na Swieta

        a czy w idealistycznym wyobrażeniu bycia rodzicem jest punkt o kontaktach z
        dzieckiem??? dajesz dziecku mnóstwo rzeczy bezinteresownie, ale chcesz także
        się z nim spotkać, pogadać. bo wyjdzie na to, że bezkontaktowi tatusiowie, ale
        płacący alimenty, to idealni ojcowie.

        Dziwie
        > sie, jak mozecie w ogole zastanawiac sie nad kupnem dzieciom prezentow

        dostaną te prezenty.

        cały problem w bezsilności.

        czy gdyby twoje dziecko nie chciało się z tobą spotkać, nie chwytałabyś się
        różnych sposobów???
        • chalsia Re: problem prezentowo wigilijny 24.12.05, 01:57
          > czy gdyby twoje dziecko nie chciało się z tobą spotkać, nie chwytałabyś się
          > różnych sposobów???

          Nie. Uszanowałabym zdanie dziecka. I nie pozostałoby mi nic ponad zaciśnięcie
          zębow i tylko wytłumaczenie dziecku, że owszem, jest mi przykro, ale szanuję
          jego decyzję.
          Chalsia
Pełna wersja