oj, chyba do Was nie dolacze...

03.01.06, 12:38
Moj kandydat na kandydata okazal sie chyba zbyt skomplikowany dla mnie. Przy
pierwszym spotkaniu omawial ze mna plany zyciowe (wiec dwojka dzieci - bo on
zawsze chcial miec 5, pracowac nie musze - on mnie bedzie utrzymywal,
bedziemy mieszkac tu i tu, itd. itp). Nie zwazal na to, ze takie deklaracje
odstrasza kazdego, nie tylko mnie - po traumatycznych przejsciach
poprzedniego zwiazku, dwa miesiace po rozstaniu. Dzien po naszym spotkaniu
pisal, ze chce mnie "wiecej", ze musi (!!!) mnie zobaczyc, dwa dni pozniej
nazywal mnie swoim kochaniem, a tydzien pozniej zadal deklaracji (przez sms-
a), gdzie jestem w moim zyciu i gdzie on w nim jest, bo jezeli chodzi o niego
to on sie zakochal, chce tylko mnie. Przez trzy tygodnie przekladalam
spotkanie (kompletnie niegotowa, na dodatek leczylam tradzik, ktory mi sie
pojawil po rozstaniu, wiec poczucie wlasnej wartosci - zero). W koncu on
zaplanowal, ze wyjedziemy gdzies razem (ciagle na bazie tego pierwszego
spotkania), ze przegadamy kilka dni i nocy i ze wtedy okresle sie, czy chce
byc jego dziewczyna (w domysle - kandydatka na zone). Na sama mysl o tym
dostalam wysypki na tle nerwowym, znalazlam sie w szpitalu. Przedtem jednak
zadzwonilam do niego i powiedzialam, ze nie wyobrazam sobie dalszych spotkan.
Podalam fakt glupi, bo zamiast normalnie porozmawiac o tym co naprawde mnie w
nim drazni (apodyktycznosc, nieliczenie sie z moimi uczuciami, zapatrzenie
tylko w siebie), to ja powiedzialam mu, ze nie wyobrazam sobie zycia z
facetem z trojka dzieci. Nie trafialy do mnie argumenty, ze mieszkaja daleko,
ze widzi je cztery razy do roku, ze zawsze odwiedzalibysmy je razem. Jak male
dziecko powtarzalam nie i nie. W efekcie urazilam jego meska i ojcowska dume,
spowodowalam, ze poczul sie "stary i zuzyty" (jak sie sam okreslil w
pozegnalnym sms-sie. O na tym by sie skonczylo, gdyby nie fakt, ze ... nie
moge o nim zapomniec, mam do niego cos wiecej niz tylko sympatie, brakuje mi
go i caly czas o nim mysle. Oczywiscie, bardzo szybko probowalam odkrecic to,
on niby pisze ze teskni, ze planuje spotkanie na ktorym... no wlasnie, to
samo: mamy rozmawiac o przyszlosci, mam sie zdecydowac, itp. Chyba nic do
niego nie dotarlo?.. Z jednej strony glupio mi, ze tak sie zachowalam, wiem,
ze moglabym spokojnie akceptowac jego dziewczynki (o ile nie zachowywalyby
sie jak rozkapryszone ksiezniczki), a z drugiej strony denerwuje mnie, ze
traktuje mnie jak kandydatke do klatki, nie daje mi czasu na zastanowienie
sie, nie liczy sie z tym, co ja czuje i przezywam. Nie wiem, czy to ma sens,
ale chce sie z nim spotkac. Tylko w glowie jakies takie siwatelko czerwone mi
sie pali, bo ten pospiech jakis taki dziwnie podejrzany jest...
    • johana2 Re: oj, chyba do Was nie dolacze... 03.01.06, 13:05
      Moim zdaniem facet jest po prostu zakochany i napalony. Zobaczył w Tobie ideał
      na który czekał i nie chce Cię stracić. Oczywistym jest, ze przez swój pośpiech
      i zmuszanie Cię do natychmiastowego określenia robi błąd. Szkoda, bo jeśli Ci w
      jakimś stopniu pasuje, to moglibyście stworzyć fajny związek. Z drugiej strony
      rozumiem Cię - sama nie lubiłam nigdy takich natarczywych facetów i żeby nie
      wiem jak mi się na początku podobali, to po takim zachowaniu zupełnie się
      zniechęcałam. Może po prostu porozmawiaj z nim o tym, że dla Ciebie wszystko
      toczy się za szybko, że to poważne decyzje, musisz mieć czas itp. Żeby po
      prostu dał Ci odpocząć od siebie i pozwolił przemysleć. Nie ma co go zwodzić
      inaczej. Tak myslę...
      johana
      • mala_paskuda1 Re: oj, chyba do Was nie dolacze... 03.01.06, 13:14
        Powiedzialam mu, ze potrzebuje czasu, on to uszanowal. Do tego stopnia, ze
        melduje sie sporadycznie (raz w tygodniu), co doprowadza mnie do bialej
        goraczki. Teraz ja zaczynam szalec za nim. Gdyby nie te deklaracje, to bylby
        idealem, zarowno z urody, wyksztalcenia jak i wspolnych zainteresowan (o ile
        mozna to wysnuc na podstawie 10 godzin spedzonych razem przy pierwszym
        spotkaniu). A ja tez jestem dziwna, niby mnie to denerwuje, a tak naprawde
        strasznie mi to zaimponowalo, ze ktos tak o mnie walczy smile Boje sie tylko, co z
        ta jego ojcowska duma, on jest za tymi corkami strasznie, a ja tu mu tak rabie
        prsoto z mostu NIET. No nic, moze sie ulozy, tylko bede sie musiala bardziej
        starac... A czas dla siebie rzeczywiscie potrzebowalam, bo zachowywalam sie co
        najmniej dziwnie (na pierwszym spotkaniu zameczalam go opowiesciami o eksie
        np.)...
      • kateusia Re: oj, chyba do Was nie dolacze... 03.01.06, 13:18
        Też uważam, że powinnaś porozmawiać z nim i przedstawić jak się czujesz. Po
        prostu powiedz,że potrzebujesz czasu, że pośpiech Cię zniechęca. Na co sobie
        pozwolisz teraz to będziesz mieć później. Powinien wiedzieć że musi uszanować
        Twoje zdanie i liczyć się z nim. Jeśli go kochasz będzie Ci ciężko zapomnieć.
        Pozdrawiam.
        • mala_paskuda1 Re: oj, chyba do Was nie dolacze... 03.01.06, 13:23
          Dziekuje! mam nadzieje, ze to dziala w dwie strony i jezeli to prawdziwe
          uczucie, to on mnie tez nie zapomni... Inaczej nawet nie bede zalowac...
    • lilith76 Re: oj, chyba do Was nie dolacze... 03.01.06, 13:17
      zdarzają się takie pary, co to na drugiej randce wybierają imiona na swoich
      dzieci i biorą ślub w 100 dni po pierwszym poznaniu. to takie romantyczne.

      ale ludzie są różni. może napisz do niego długi list, gdzie wszystko
      tłumaczysz - to szybkie tempo, urządzanie wam życia, poczucie osaczenia,
      zaproponuj podzielenie znajomości na etapy czasowe (czas poznawania się, czas
      deklaracji, czas budowania domu, itp).
      jeśli nie jest stalkerem/nękaczem, to zrozumie. gorzej jeśli to symptomy czegoś
      głębszego.
      • mala_paskuda1 Re: oj, chyba do Was nie dolacze... 03.01.06, 13:22
        Wiesz, ja zawsze marzylam o czyms tak romantycznym, ale ta milosc przyszla w
        momencie gdy zupelnie sie jej nie spodziewalam, nie zakonczylam jeszcze pewnego
        etapu w moim zyciu zwiazanego z eksem i chcialam to sobie jakos dla siebie
        poukladac. mielismy wspolne plany, marzenia a tu nagle okazalo sie, ze zyje z
        czlowiekiem o dwu twarzach... to ja zerwalam, bo on chcial kolejnej szansy.
        rownoczesnie stracilam prace (z innych powodow) i poczulam sie co najmniej jak
        przypadek socjalny. nowy o tym nie wiedzial, ale deklaracja, ze bedzie mnie
        utrzymywal urazil moja dume. nie jestem zabawka ani kawalkiem miesa, ktory sie
        kupuje i ma na wlasnosc...
    • mala_paskuda1 mam pytanie 03.01.06, 13:28
      uwazacie, ze powinnam do niego sie odezwac i to wytlumaczyc, czy cierpliwie
      czekac na jego znak? wszystko wisi w powietrzu i nie powiem, zebym sie czula
      komfortowo z ta sytuacja... juz napisalam mu, ze chce sie spotkac szybko, ze
      nie chce juz czekac, ale chyba nie zabrzmialo to zbyt przekonywujaco. z drugiej
      strony nie chce, zeby pomyslal, ze go atakuje, ze teraz ja popedzam... moze on
      sie teraz wycofal i chce sobie pewne rzeczy przemyslec... ta upartosc w zwiazku
      z dziecmi strasznie go zabolala... i chyba do konca zycia bedzie mu przykro...
      a tu zbliza sie bardzo wazny dla mnie bal, na ktory chcialam isc z nim. nie
      chce tam isc z kims innym...
      • kateusia Re: mam pytanie 03.01.06, 13:52
        Myślę,że powinnaś wytłumaczyć dlaczego użyłaś takiego argumentu, skoro Ci na
        nim zależy powinnaś być z nim całkowicie szczera, to naprawdę popłaca. Ja z
        moim M nie mamy przed sobą żadnej tajemnicy, KAŻDA decyzja jest wspólna i
        pewnie temu tak dobrze się dogadujemy i rozumiemy. Trzymam kciuki.
    • marynia144 Re: oj, chyba do Was nie dolacze... 03.01.06, 13:43
      Wydaje mi się, ze zapaliła się u Ciebie czerwona lampka i to bardzo jaskrawym
      światłem, dowodem tego była choćby nerwowa wysypkawink) jeszcze z gościem nie
      jesteś a już przez niego szpital zaliczony, toż to woła o pomstę do niebawink)! A
      tak poważnie, to ja bym radziła nie zlekceważyć intuicji, ja osobiście w nią
      bardzo wierzę.
      Pozdrawiam serdecznie
    • babe007 Re: oj, chyba do Was nie dolacze... 03.01.06, 15:02
      Z tego co czytam wygląda na to, że poznaliście sie przez net, mam rację? Sorki,
      że Cię sprowadzę na ziemię, ale trafienie na normalnego faceta w necie nie
      jest może niemozliwe, ale napewno baaaardzo trudne, a Twój adorator zachowuje
      się, hmmmm, dosyć nietypowo. Szczerze - to on mi wygląda na lekko
      niezrównoważonego. Ja bym się go bała...
      • mala_paskuda1 Re: oj, chyba do Was nie dolacze... 03.01.06, 16:01
        sama nie wiem, ja tez chyba niezrownowazona jestem skoro sie w nim na pierwszej
        randce zakochalam. ale po rozstaniu tak niesamowicie wbilam sobie do glowy, ze
        chce byc dlugo sama - zeby mnie nikt nie zranil, ze zupelnie nie przwidzialam
        takiego scenariusza. zanim nabralam zaufania, narobilam juz cala mase glupstw.
        zreszta, nie jestem jedyna, ktora na takiego faceta patrzylaby podejrzliwie...
        boje sie takich szybkich deklaracji, chociaz zawsze marzylam o tym, by zakochac
        sie od pierwszego wejrzenia (ex przez rok mnie urabial, zanim poczulam ze to
        jest "to").
    • johana2 Re: oj, chyba do Was nie dolacze... 03.01.06, 15:39
      No z tym netem to różnie bywa. Ja też x lat temu poznałam gościa przez net,
      który oświadczył mi się na trzeciej randce. A ja zakochałam się już na
      pierwszej. Zupełnie nie do pomyślenia. I tak od 7 lat jesteśmy razem he he
      • babe007 Re: oj, chyba do Was nie dolacze... 03.01.06, 15:43
        To tez nie napisałam, że niemożliwe, tylko, że trudne. No i, że czujnym trzeba
        być! A swoją drogą trochę zazdroszczę wink.
    • mala_paskuda1 Re: oj, chyba do Was nie dolacze... 03.01.06, 15:59
      trudno mu widywac czesciej, skoro mieszkaja w Ameryce, a ex ulozyla sobie zycie
      z kims innym. Zabiera je na kazde wakacje, Wielkanoc i Wigilie tez razem
      spedzaja. problem wynikl w trakcie pierwszego spotkania, kiedy on poinformowal
      mnie, ze w przyszlosci zamier´za spedzac 4 miesiace w roku w Ameryce (niby ze
      mna). o ile moge zaakceptowac fakt, ze dzieciaki sa daleko, to takie bytowanie
      z nimi w jednym miescie przekracza granice mojej wyobrazni (mozliwe, ze jestem
      egoistyczna, ale uwazam ze cos mi sie od zycia nalezy i nie musze sie zgadzac
      na gotowe scenariusze). a z utrzymaniem piatki nie bedzie mial zadnych
      problemow, stac go na to. najgorsze to planowanie za mnie, jak ja tego nie
      cierpie... i nigdy sie na to nie zgodze... uwielbiam swoja prace.
    • pom Re: oj, chyba do Was nie dolacze... 03.01.06, 17:55
      Dla mnie facet nie jest do końca zrównoważony i pachnie mi popaprańcem na
      kilometr. Te lampki zapaliły Ci się nie bez powodu i nie lekcewazyłabym tego.
      Zastanów się, czy chcesz się z nim spotykać, bo czujesz sie samotna, czy to
      naprawdę zakochanie.
      W tym wypadku chyba lepiej, żebyś się jednak nie zakochiwała.
      • mrs_ka Re: oj, chyba do Was nie dolacze... 04.01.06, 00:58
        Przeczytałam wątek dziś po południu, ale wstrzymywałam się z postem, bo byłam
        ciekawa reakcji forumowiczek.
        Przepraszam, jeśli uznacie, że się wyjadawiam (ciekawy neologizm, nie?), ale
        sytuacja trąca mi takim purnonsensem, że nawet człek z absurdalnym poczuciem
        humoru (czyli ja) poczuł odpływ weny twórczej i przypływ bezradności.
        Pisze tu kandydatka na macochę, która widziała swoją ljubow przez kilka godzin w
        życiu, a jednocześnie zastanawia się, czy rozważać myśl o zamążpójściu (sic!)
        oraz czuje się przyciskana przez tę ljubow do jakichś deklaracji.
        Ja bardzo przepraszam, ale zastanawia mnie, czemu zwyczajny flirt internetowy ma
        kogoś skłaniać do tak daleko posuniętych rozważań? Kobieto, spotkałaś się z
        facetem RAZ. Gadałaś z nim kilka godzin. Nie Wiesz o nim nic poza tym, co był Ci
        uprzejmy powiedzieć. Nie Wiesz, ile czasu zajmuje mu poranna toaleta, jakiego
        szamponu uzywa, czy umie zrobić kanapkę, kim jest jego mamusia, czy nie jest
        impotentem, czy umie obsłużyć pralkę i jaką markę piwa preferuje ( o ile nie
        jest abstynentem). Względnie część z tych rzeczy Wiesz, bo napisał Ci w mailu.
        To są pierdoły, wiem.
        Ale niezrównoważenie kogoś, kto po pierwszym spotkaniu dopomina się deklaracji
        jest proporcjonalne do naiwności kogoś, kto bierze to na serio.
        Przepraszam, że walę Ci tak prosto z mostu, ale powiedzmy, że jako wirtualna
        mężatka (bo tez poznałam chłopa via net) mam jakieś pojęcie o wyobrażeniu. I to
        wszystko kupy mi się nie trzyma.
        Przede wszystkim- o ile można radzić- zdystansuj się troszkę. Na razie to nie
        Jesteś macochą, ba- nie Jesteś nawet kandydatką na macochę. To nie są
        złośliwości, to są fakty. I niepokoi mnie nieco, że Ty się tym zdajesz powaznie
        przejmować. W sensie jego oczekiwań, niedzwonienia czy chęci pójścia z nim na bal.
        Kobity mają to do siebie, że przy odpowiednich bodźcach (nachalne telefony,
        postawa Mężnego Rycerza, opowieści o pierścionkach) zaczynają sobie tworzyć w
        głowach romantyczne scenariusze, a nie mają tak naprawdę podstawowych danych,
        które mogłyby je ukorzenić w rzeczywistości. Jak dla mnie to ten pan nieźle
        namieszał Ci w głowie i trzeba mu oddać uznanie dla znajomości psychologicznej
        manipulacji.
        Ochłoń trochę i najpierw pomyśl może o drugim, trzecim, czwartym
        NIEZOBOWIĄZUJĄCYM spotkaniu, potem spędź z nim noc ( o ile dopuszczasz do siebie
        myśl o seksie przedślubnym), potem pospotykaj się znowu, może wyjedź na weekend,
        może pomieszkaj z nim jakiś czas i dopiero wtedy zadaj sobie pytanie, czy z tej
        mąki będzie chleb. Bo na razie to zboże jeszcze nie wzeszło, a Ty już myślisz o
        bochenkach.
        Wybacz, jeśli zabrzmiało to tak ostro, ale dobre intencje mi przyświecały, uwierz.
        a.
    • mala_paskuda1 :( 05.01.06, 13:12
      nie odzywa sie juz od Sylwestra, wiec chyba wiekszosc tu wypowiadajacych sie
      miala racje - nie byla to ta "wielka milosc", przynajmniej nie z jego strony...
      mimo wszystko dziekuje za wszelkie komentarze i czasowe przygarniecie mnie do
      Waszego forum, choc jak przytomnie zauwazyla jedna z Was - do Macochy mi
      jeszcze daleko smile) Smutno mi jakos z tego powodu, chyba po prostu za duzo
      myslalam, zamiast dac sie poniesc fali uczucia... nawet gdyby to miala byc
      przygoda na jedna noc...
    • mala_paskuda1 jestem w szoku 09.01.06, 21:04
      mielismy sie jutro spotkac i porozmawiac, mniej wiecej w polowie drogi od
      naszych miejsc zamieszkania, wszystko bylo zaplanowane. dzisiaj dostaje sms-a,
      ze gosposia zachorowala, on nie moze zostawic domu samego i czy ewentualnie
      mozemy przelozyc na przyszly tydzien. na bal tez ze mna nie pojdzie, bo to zbyt
      krotkoterminowe. napisalam mu niemalze cynicznie, ze skoro przeklada, musi miec
      wazne powody i ze mam nadzieje, ze jest szczery. okazalo sie, ze od swiat
      mieszka u niego takze srednie dziecko (o tym, ze od kilku tygodni mieszka
      najmlodsze nie poinformowal mnie), ze zostana u niego jeszcze trzy lata i ze
      jak juz bede jego partnerka, to bede stala w centrum, wiec zebym sie nie
      martwila. i ostatecznie dotarlo do mnie, ze ten facet ma jakies skrzywione
      myslenie... zegnam mile panie i zycze duzo powodzenia w wychowywaniu cudzych
      dzieci, ja sie nie pisze...
      • mikawi Re: jestem w szoku 10.01.06, 09:19
        a może on nie szuka partnerki/żony/kobiety życia tylko zastępczej matki dla
        swoich dzieci, z którą będzie mógł dzielić trud ich wychowania?
        • mala_paskuda1 Re: jestem w szoku 10.01.06, 10:40
          tego sie wlasnie obawiam, poniekad tlumaczyloby to ten pospiech i dziwne
          deklaracje. ale znam siebie i wiem, ze nigdy nie odnalazlabym sie w takim
          zwiazku. do tej pory pracowalam i studiowalam, teraz zaplanowalam sobie, ze
          bede korzystac z zycia, szalone wypady tu czy tam, romantyczne weekendy,
          spontaniczne decyzje. potrzebuje faceta tylko dla siebie, a nie tatusia, ktory
          spod prysznica bedzie dzwonil do coreczek, czy zjadly kolacje i umyly zabki.
          albo co gorsza, zabieral coreczki na romantyczne weekendy, bo przeciez sa takie
          slodkie i zupelnie nie przeszkadzaja...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja