co zrobić?

09.01.06, 15:41
Trudno jest mi zwalczyć w sobie olbrzymią niechę ( ny nie napisać nienawiść)
do eks mojego mężczyzny. Do tego stopia, ze z trudem toleruję dzieci z
tamtego związku. Może napiszecie mi coś co pozwoli spojrezeć inaczej na to w
czym tkwię ( póki co na własne życzenie i z nieprzymuszonej woli).
    • nini6 Re: co zrobić? 09.01.06, 16:00
      Napisz coś więcej o Was, ile jesteście razem, w jakim wieku są dzieci...
      Pozdrawiam.
    • mikawi Re: co zrobić? 09.01.06, 16:01
      spróbuj oddzielić obraz dzieci od osoby eksi - to są odrębne byty smile i spójrz
      na nie jak na "część" człowieka którego kochasz. Daleka jestem od głoszenia
      prawd, że next powinna pokochać dzieci partnera skoro kocha ich ojca, ale też
      nie ma powodu aby patrzeć na dzieci przez pryzmat ich matki. Niechęć do dzieci
      można czuć jak się te dzieci pozna i stwierdzi że ich zachowanie jest dalekie
      od akceptowalnego przez nas. Ale niechęć dla samej niechęci bo to dzieci
      jakiejś eks? Zdaję sobie sprawę że łatwo powiedzieć, itd. ale spróbuj. Spróbuj
      spojrzeć na te dzieci jak na każde inne dzieci, poznać je, ich zainteresowania
      itp. Wtedy być może zauważysz że to fajne osóbki smile
    • lilith76 Re: co zrobić? 09.01.06, 16:13
      mikawi ma rację, te dzieci to też część twojego mężczyzny. nienawidząc je
      nienawidzisz jakąś cząstkę jego. a nie o to chodziło.
      trudno coś ci bardziej doradzić, bo nie wiemy dlaczego twoje relacje, czy
      stosunek do eks jest taki zły. co się wydarzyło? czy dzieci są pod wpływem
      matki i zaczynają stanowić z nią wspólny front przeciw tobie?
      • elf28 Re: co zrobić? 09.01.06, 18:14
        Ostatnio przeczytałam, że jeśli samotna lwica z potomstwem spotka lwa, z którym
        się złączy, to lew pierwszą rzeczą jaką robi, to zagryzienie potomstwa lwicy.

        No cóż, byłam w lekkim szoku, tym bardziej że przyczytałam o tym w książce
        Wiśniewskiego (znany terapeuta) i Grocholi właśnie w temacie ojczyma i macochy
        (związki i rozwiązki).

        Temat niewątpliwie bardzo trudny. Trzeba nauczyć się stawiać swoje granice i
        oddzielać uczucia. Wiem coś o tym, bo sama dokładnie przez tą sytuację
        przechdziłam i przechodzę. To racja, co wyżej napisały dzieczyny. Niestety
        jednak na to potrzeba czasu i poczucia bezpieczeństwa w związku.
    • pom Re: co zrobić? 09.01.06, 19:27
      Myśle, że każda macocha przechodziła przez ten etap. W zalezności od stopnia
      poczucia bezpieczeństwa w związku i jej zestawu cech indywidualnych przechodzi
      go w różnym natężeniu i czasie.
      Mi pomogła przede wszystkim myśl, iż dzieci to jedno a eks to drugie. Że
      jakkolwiek dzieci są owocem ich związku, to nie ma to wpływu na mój obecny
      związek z M. Tamten BYŁ a ten JEST. Dzieci potraktowałam jak rodzinę M - mógł
      mieć kuzynów, braci, wujków, z którymi musiałabym czasem sie widywać i
      uwzgledniać w rozkładzie naszego życia. A tak są dzieci i mysl o tym, że sa one
      cześcią jego rodziny jako całości daje mi przeogromny spokój.
      Zaś ex stanowi zamknięty rozdział życia. Ja także jakieś rozdziały pozamykałam,
      miałam innego partnera, którego kochałam, więc nic dziwnego, że jakaś eks istnieje.
      Dzieci, tak jak dziewczyny napisały, to odrębne byty, niezalezne od ich matki.
      Kiedy ich ojciec się spotyka z ich matką, to tylko po to, żeby omówić ich sprawy
      - bo oboje są za te dzieci odpowiedzialni. Ale to nie ma NIC wspólnego z waszym
      uczuciem. Absolutnie NIC.
      Głowa do góry, poradzisz sobie. Może to potrwać ale w końcu się wyciszysz, jeśli
      tylko będziesz czuła się w związku bezpieczna. Pamiętam swoja szarpanine z
      własnymi emocjami a dziś dawnej pom nie rozumiem, co jej po głowie chodziło.smile
      Ty też do tego dojdziesz, czego Ci życze.
      • mooonia Re: co zrobić? 10.01.06, 09:58
        Bardzo dziękuję za wszystkie słowa, które napisaliście. To bardzo trudne być
        macochą, hmm.. dobrą macochą. Mam nadzieję, że ten etap niechęci szybko minie.
        Nie chciałabym nikomu zrobić krzywdy swoim zachowaniem. Boli mnie jednak to, ze
        eks uważa iż to ja byłam powodem rozpadu tego związku i rozpowiada jaka to jest
        biedna i porzucona prz wyrodnego mężczyznę dla młodszej kobiety. ( nie wiele
        wie, bo ja jestem od niej starsza i pojawiłam się jak już było po wszystkim).
        Niestety jest rówież według mojej oceny bardzo niestabilna emocjonalnie i cały
        czas manipuluje uczuciami moje mężczyzny ( szczególnie tymi związanymi z
        dziećmi). Pewnie napiszecie, że tak jest w każdym przypadku. Związałam się z
        mężczyzną, którego kocham i w nadbagażu dostaję rozdygotaną emocjonalnie
        eks....świetnie, można napisać taka "karma", czegoś mam się nawyraźniej
        nauczyć. Bardzo fajnie jest móc się tu z wami spotkać, trochę mi lżej, choć
        pewnie targana emocjami jeszcze nie raz zapytam " co zrobić?".
        • lilith76 Re: co zrobić? 10.01.06, 11:49
          może twoje pojawienie się było dla niej sygnałem, że odejście męża jest
          nieodwołalne i nie ma szans na sklejenie rodziny.
          oby doszła do siebie i zajęła się własnym życiem.
          • mooonia Re: co zrobić? 10.01.06, 12:53
            Swoją drogą ciekawi mnie czy jest ktoś na tym forum, kto może dobrze napisać o
            eks swojego partnera. Przeczytałam kiedyś książkę Wiśniewskiego, Grocholi i
            jeszcze kogoś o związkach i rozwiązkach. Był tam nakreślony sielankowy obraz
            idealnego układu "po", Kiedy obie strony mogą spokojnie rozmawiać o przyszłości
            dzieci, spędzają razem święta... i takie tam. Pięknie brzmiało, tak dojrzale i
            wogóle.. szkoda, że rzeczywistość jest inna.
            Wtedy przez chwilę łudziłam się, ze może tak być... a potem poznałam eks i
            poznałam sie na ekswink
            • lilith76 Re: co zrobić? 10.01.06, 13:35
              eks mojego partnera nie jest idealna, ma wady jak każda kobieta, ale nie wtrąca
              się w nasze życie, nie utrudnia kontaktów z dziećmi, jest w stosunku do mnie
              uprzejma (jakby to było jakieś duże osiągnięcie u pań eks).
              nie sielanka, ale normalne życie.
              a to ja byłam katalizatorem.
              nie wiem, czy to dowód na jej klasę, czy na to, że ten związek dawno był
              wypalony i najlepszym wyjściem było pozostanie w przyjaźni.

              pewnie jest sporo takich eks, ale wtedy ich next nie odczuwają potrzeby
              zaglądania na to forum.
              • mooonia Re: co zrobić? 10.01.06, 14:14
                Przez rok tu nie zaglądałam ( wczesniej nic nie pisałam), ale teraz chyba
                rzeczywiście zaczynają sie MOJE problemy z eks. Bo zamieszkałam razem z M i to
                ją zaczyna boleć, tak bardzo jej życzę by "miałą klasę", tak samo jak sobie.
                To, że twoja eks się nie wtraca, to bardzo dużo, zaczynam Ci zazdrościćsmile.
                Ja teraz słyszę, że chce większych alimentów, choć jak dla mnie są bardzo
                wysokie. Ciekawe ile sąd może zasądzić alimentów, ona wymyśla ciągle jakieś
                roszczenia, wynajmuje opiekunki 24 godziny na dobę,wyjazdy, korepetycje itd. to
                pewnie kosztuje, ale w ten sposób wogóle nie zajmuje sie dziećmi, tzn.
                organizuje im czas w najbardziej kosztowny sposób, czy mój M ma za to wszystko
                płaćić. Jak to wyglada w sądzie?
            • nini6 Re: co zrobić? 10.01.06, 14:01
              mooonia napisała:

              > Swoją drogą ciekawi mnie czy jest ktoś na tym forum, kto może dobrze napisać
              o
              > eks swojego partnera.

              Jest-złota rybka.... smile)
            • balladynka Re: co zrobić? 10.01.06, 14:06
              mooonia napisała:

              > Swoją drogą ciekawi mnie czy jest ktoś na tym forum, kto może dobrze napisać
              o
              > eks swojego partnera.

              Wiesz co, że ja chyba mogęsmile Uważam, i mówię to mojemu M, że jak na sytuację w
              jakiej się znaleźli to w porównaniu z obserwowanymi chociażby na forum
              niektórymi przypadkami "nasza" eksia nie jest najgorsza, naprawdę. Nie nachodzi
              mnie w domusmile, dzieci są zadbane, nie wchodzimy sobie w drogę, NIGDY nie
              odczułam, że nastawia dzieci przeciwko mnie, NIGDY nie ograniczała kontaktu M z
              dziećmi albo ze mną, choć wiem ile ją może kosztować wysłuchiwanie od dzieci,
              że zrobiły ze mną to czy tamto i w ogóle to jestem fajna. Nic przyjemnego
              zapewne dla niej. Oczywiście, że nie wszystko jest idealnie, każdy ma swoje
              wady, eksia też, mam swoje zdanie na pewne sprawy z nią związane ale ogólnie
              mogłoby być gorzej. Czasem ponoszą ją emocje i mamy różne kwiatki ale i mnie
              nie są one obce więc staram się zrozumieć. Więc mogę o niej napisać i dobre
              rzeczy i parę złych. Ale nie tylko same złe.
              Takie układy o jakich piszesz możliwe są w momencie gdy nie ma żadnych emocji
              po żadnej ze stron. Ale to jest bardzo rzadkie kiedy w grę wchodzi jeden facet,
              dwie baby, seks i pieniądzesmile)
              • pom Re: co zrobić? 10.01.06, 15:27
                Też wypowiadać się o eks pozytywnie. Nie jątrzy, dzieci nie nastawia źle, mam
                wrażenie, że jest wręcz przeciwnie. Nie włazi z butami do naszego życia, przez
                telefon jest uprzejma i nie narzuca się ze swoją osobą w żaden sposób.
                Oczywiście jest człowiekiem z całym pakietem zarówno zalet jak i wad ale nawet
                nie miałam okazji poznać jej w pełnej krasie bo nie było ku temu okazji wskutek
                braku bliższego kontaktu.
                Mam wrażenie, że wszystkie strony tego układu wylądowały bardzo miękko i cieszą
                się, że tak właśnie się stało, nie chcąc po drodze tego stracić dbają o
                wypracowane status quo.
              • nini6 Re: co zrobić? 10.01.06, 15:37
                > mooonia napisała:
                >
                > > Swoją drogą ciekawi mnie czy jest ktoś na tym forum, kto może dobrze napi
                > sać
                > o
                > > eks swojego partnera.


                Myślę, że już niepisanie żle o eks jest pisaniem o niej dobrze.
        • magret65 Re: co zrobić? 10.01.06, 17:28
          No cóż, uzbroić się w cierpliwość i myśleć pozytywnie. Na pewno dobrze, że eks,
          pomimo wymyślanych przez siebie oszczerstw, nie zabrania dzieciom kontaktu z
          ojcem i...... nie robi mu cyrków w pracy!
          My tak właśnie mieliśmy! Eks najpierw rozstała się z moim M. Przez 2 lata
          utrzymywała, że chce rozwodu, a jak po pewnym czasie my ułożyliśmy sobie życie
          i ja pojechałam z moim M, aby poznać jego córeczkę, to zaczęły się szopki z
          dzieckiem! Kontakty się urwały, a mała wrogo nastawiona z głową negatywnych
          informacji i wypaczonym obrazem ojca!
          Tak jak radzą inne panie, myślę, że łatwiej Ci będzie zaakceptować dzieci męża,
          gdy będziesz patrzyła na nie pod kątem jego, a nie byłej! A ile one mają
          dokładnie lat? Czy planujecie też własne?
          Powodzenia!
          • nina73 Re: co zrobić? 11.01.06, 08:37
            Mam podobne odczucia, jak autorka wątku. Nie zawsze, ale są takie chwile
            brrrrr.
            Eksia ma przyznaną opiekę nad dzieckiem (16lat), dziecko mieszka z nami bo mama
            ma inne życiowe plany, a cały czas jest podburzane przeciw ojcu i mnie.Im
            czesciej sie widzi z mamą tym gorzej. Nie jestem przyczyna rozpadu tego
            małżeństwa (są 11 lat po rozwodzie, a moj M właśnie usłyszał ze ma kupowac
            dziecku cholernie drogie rzeczy (tu nie wymienie co) bo musi mu zrekompensowac
            rozbicie rodziny. Tu pozwole sobie dodac że alimenty na dziecko dostaje eksia i
            to wysokie.I tu nie chodzi o te drogie rzeczy, ma kasę niech kupuje w końcu to
            jego dziecko - tylko o podejscie do sprawy. Do mnie dziecko M sie wogole nie
            odzywa od 3 lat, do mojego dziecka tez. Chodzi nadete i wiecznie obrażone z
            pretensją do ojca. Mówiłam sobie ze to nie moj problem i nie moje dziecko, ale
            jak na to patrze to ciezko nie nazwac mi go bachorem. Problem polega na tym że
            eksia kilka lat temu chiciala wrócic do byłego męża ale on sie nie zgodził,
            oczywiscie dziecko zostałoprzez nią poinformowane że wracają do tatusia. W
            związku z tym to tatuś jest winien rozpadowi rodziny. Jak byście sie
            zachowywały w mojej sytuacji bo ja juz trace cierpliowść?
            • m-m-m Re: co zrobić? 11.01.06, 09:27
              Eksia ma przyznaną opiekę nad dzieckiem (16lat), dziecko mieszka z nami


              Skoro taki jest stan faktyczny, to ojciec powinien zlożyć do sądu o opiekę nad
              młodym i wtedy ex będzie musiała płacić alimenty. Na to ona się nie zgodzi i
              szybko młodego do siebie zabierze.

              Do mnie dziecko M sie wogole nie
              > odzywa od 3 lat, do mojego dziecka tez. Chodzi nadete i wiecznie obrażone z
              > pretensją do ojca. Mówiłam sobie ze to nie moj problem i nie moje dziecko,
              ale
              > jak na to patrze to ciezko nie nazwac mi go bachorem. Problem polega na tym
              że
              > eksia kilka lat temu chiciala wrócic do byłego męża ale on sie nie zgodził,
              > oczywiscie dziecko zostałoprzez nią poinformowane że wracają do tatusia. W
              > związku z tym to tatuś jest winien rozpadowi rodziny. Jak byście sie
              > zachowywały w mojej sytuacji bo ja juz trace cierpliowść?


              Tu za mało jest rozmów między ojcem, a dzieckiem. To nawet już nie dziecko,
              tylko młodzież i to w bardzo trudnym wieku dojrzewania.
              Koniecznie ojciec powinien poświęcic mu jak najwiecej czasu na rozmowę i stałe
              wyjaśnianie tej sytuacji. Koniecznie trzeba ustalić, kto dla dziecka jest teraz
              autorytetem: matka, czy ojciec, od tego zależy stwierdzenie wobec kogo
              młodzienieniec ma konflikt lojalności. Z przedstawionych przez Ciebie faktów
              wynika, że wobec matki, czyli trzyma jej stronę i z nią się indentyfikuje.
              Niestety jest to bardzo poważny problem każdego dziecka rozwiedzionych
              rodziców: zawsze ta druga jest doskonałym workiem do bicia, bo przez to, że ona
              jest jego rodzice nie będą razem. Dziecko, czy młodzieniec nie bierze pod
              uwagę, że Ci rodzice i tak razem by nie byli, bo własnie już jedno z nich
              zwyczajnie nie chce być z drugim. Tego pasierb nie dopuszcza do wiadomości z
              dwóch powodów: po pierwsze z powodu tego, że utraciłby wyidealizowany obraz
              rodziców, po drugie, bo legły by w gruzach jego marzenia o tym, by rodzice
              znowu byli razem, a o tym marzy kazde dziecko ludzi rozwiedzionych.
              Jedyna na to rada: to a) przejecie opieki nad młodym formalnie; b) nie
              poddawanie się nawet jeśli rozmowy z nim wydadzą się być beznadziejne; c)
              szukanie psychoterapeuty dla młodego i z min rozpracowywanie problemu.
              • nina73 Re: co zrobić? 11.01.06, 10:28
                Masz rację m-m-m tyle ze w to musi swoja prace włożyć mój M, a tu jest problem.
                Dziecko traktuje go jak chodzący bankomat, i on o tym wie (tylko raz powiedział
                to głośno). Generalnie jego postawa jest taka że nie powie dziecku niczego co
                by mu sie nie spodobało, bo jeszcze sie wyprowadzi do mamy i nie będzie się
                chciał z nim widywać(i znając życie tak bedzie). Szantarz emocjonalny na całej
                linii. Żeby nie było że jestem wredna next, to jestem też ex i nie przyszło mi
                do głowy podburzac mojego dziecka przeciw mojej next z 1 małżeństwa (mimo że
                romans z nią był przyczyną rozwodu, ale było minęło). Mam świadomość tego że
                gdyby mi sie coś stało to ojciec mojego dziecka bedzie sie nim zajmował razem
                ze swoją partnerką. Dlatego nie rozmumiem tak niedojrzałej, ale też wygodniej
                życiowo postawy eksi jaką jest zmanipulowanie dziecka dla własnych potrzeb.
                To jest postawa typu "tata rozwiódł się z nami" to niech za to do końca życia
                płaci -dodam ze to ona złożyła pozew żeby "nastraszyć" męża, innej kobiety w
                tym nie było; "mamusia jest przez tatusia nieszczęśliwa" - 11 lat po rozwodzie
                żadnego stąłego związku bo to musi być "ktoś na poziomie" (dodam że finansowym)
                i wiele takich postaw, "mamusia do takiej pracy nie pójdzie- bo za 4tys to się
                nie opłaca z łóżka wstawać".Dodam że po rozwodzie została majątkowo
                zabezpieczona ze względu na dziecko przez mojego M.
                Dzieciakowi jest w to wszystko wygodnie wierzyć, upatrzył dla siebie korzyści z
                takiego stanu rzeczy i na tym bazuje (choć mi go czasem szkoda bo to jednak
                manipulowane dziecko). Mój Pan niczego nie zrobi z tym układem, bo boi sie
                utraty kontaktu z dzieckiem. Tylko ja sie zastanawiam co ja w tym szystkim
                robię bo im dalej tym gorzej (tzn z czasem sytacja staje sie coraz
                bardziej "jaskrawa"). I czy wogóle coś robić? Czy poczekać aż sie M otworzą
                oczy? Może jednak odpuścić i poczekać aż "dziecko" dorośnie w końcu za 3 lata
                pójdzie na studia?
                • balladynka Re: co zrobić? 11.01.06, 12:17
                  Nino, to co opisujesz jest dla mnie chore po prostu. Nie wyobrażam sobie żyć
                  pod jednym dachem z kimś kto się do mnie i do mojego dziecka od 3 lat nie
                  odzywa. Ja cierpię straszne męki jak mamy z M ciche dni, nie umiem żyć w
                  konflikcie i zaraz chcę się pogodzić i żeby wszystko było w porządku. Po prostu
                  nie wyobrażam sobie tego jak żyjecie a jak próbuję sobie to wyobrazić to mi
                  włos na głowie dęba staje.

                  Trauma traumą, marzenia dziecka rozwiedzionych rodziców marzeniami ale zwykła
                  kultura ludzka wymaga jako takich poprawnych stosunków wśród domowników pod
                  jednym dachem a ktoś kto mieszka z Tobą i Cię tak jawnie ignoruje jest po
                  prostu burakiem. Małoletnim, ale jednak burakiem. Sorry. Za przeproszeniem,
                  dupę podcierać srajtaśmą kupioną przez Ciebie można ale otworzyć gębę jak do
                  człowieka już nie? Duża tu zasługa tatusia niestety, może eksi też ale to jego
                  dom i on powinien dbać aby jego domownicy okazywali sobie może nie sympatię
                  jakąś wielką ale przynajmniej szacunek.
                  Nie wiem na ile jesteś zdeterminowana żeby coś zmienić bo pewnie po paru latach
                  takich atrakcji masz to też wszystko głęboko. Ja bym zrobiła następujące rzeczy:

                  - Mówiłabym do dziecka i mówiłabym nie zważając na brak jakiejkolwiek reakcji.
                  O wszystkim, jaki oglądamy kanał w TV, jak było w szkole, że muszę iść dziś do
                  fryzjera, że tata wróci później, próbowałabym wciągać dziecko w nasze z M
                  wspólne rozmowy i patrzyła i pozwalałabym M patrzeć jak się zachowuje. Może
                  konsekwentnym otwarciem się na dziecko i pokazaniem mu, że jego fochy Ty
                  zupełnie zlewasz i jesteś ponad to doprowadziłabyś do sytuacji że w końcu
                  byłoby mu głupio, że się tak zachowuje. Każdy przecież wie kiedy zachowuje się
                  ładnie a kiedy nie i jest nadzieja, że dokona odpowiedniego wyboru w którymś
                  momencie - nikt nie lubi być burakiemsmile A teraz pewnie oboje już się mijacie
                  szerokim łukiem.

                  - Upewniłabym się, że dziecko faktycznie jest domownikiem w domu bo może czuje
                  się w jakiś sposób nie jego częścią a jakimś zbędnym dodatkiem i stąd taka
                  reakcja obronna. Mama nie za bardzo chciała się nim opiekować na co dzień, a u
                  ojca też może czuje się kątem i nie u siebie. Co mi przychodzi do głowy to
                  organizowanie wspólnych spraw np. gra w monopol do którego potrzeba „czwartego”
                  i prośba aby z Wami zagrało, wspólne podejmowanie decyzji w kwestiach domowych
                  np. wybór sofy do pokoju, nałożenie paru obowiązków, gdzie bez jego udziału
                  świat się normalnie zawali i nie będzie mleka w domu tak, żeby czuło się
                  potrzebne, odpowiedzialne i doceniane za swój wkład w życie domowe.

                  - Po trzecie wysłałabym M na jakieś wczasy na parę dni (ale to może być już
                  zbyt drastyczny pomysł) i została sama z jego dzieckiem zachowując się jak
                  najbardziej naturalnie, interesując się tym co robi, tak, żeby wiedziało, że
                  pod nieobecność ojca interesuje mnie jego los i może na mnie w razie czego
                  liczyć. Nie narzucać się ale okazać życzliwe zainteresowanie. Po paru dniach w
                  końcu musiałoby się do mnie odezwać chociażby po to, żeby spytać gdzie co jest.
                  Nie pamiętam czy to chłopiec czy dziewczynka ale postarałabym się znaleźć jakiś
                  wspólne fajne zajęcie z nim, nie wiem, jak dziewczynka to zaproponowalabym jej
                  wspólny wieczór dla urody albo wspólne oglądanie romantycznych komedii albo
                  pomalowanie pokoju dziennego na zielono, albo wyprawienie imprezy dla
                  rówieśnikow. Cokolwiek w czym uczestnictwo mogłoby być dla dziecka miłe. Takie
                  rzeczy zbliżają i może gdyby się udało nawiązać jakiś kontakt to potem poszłoby
                  łatwiej.

                  - Rozmawiałabym też do oporu z M, niech się wreszcie obudzi i zastanowi w czym
                  tkwi. Choć z doświadczenia i obserwacji zachowań rozwodników z syndromem
                  paraliżującego poczucia winy i obawy przed utratą kontaktu z dziećmi
                  podejrzewam, że szybciej odniesiesz sukces i normalizację stosunków oddziałując
                  bezpośrednio na dziecko niż na swojego M.

                  Wydaje mi się, że jest możliwe, że dziecku M też nie jest najlepiej w tym
                  układzie i tak się już zagalopowało w tej swojej nienawiści, że teraz nie za
                  bardzo wie, jak to odkręcić a przecież ta sytuacja musi być męcząca i dla
                  niego. I być może cierpliwością i okazaniem, że nie chowasz urazy, jesteś
                  otwarta na zmianę tych stosunków i niech się już wreszcie do cholery przestanie
                  wygłupiać, otworzysz jakąś furtkę. Ale rozumiem, jak Ci się już nie będzie
                  chciało zaciskać zębów i udawać niewzruszoną tak jawną wrogością i będziesz po
                  prostu omijać dziecię szerokim łukiem nie chcąc się narażać na kolejne
                  afronty.
                  Pozdrawiam.
    • leeya Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 11.01.06, 09:51
      "nienawidze swojej ex", "jak mam wykreslic ex z naszego zycia", "co zrobic,
      zeby ex nie byla obecna w naszym zyciu", "jak zaakceptowac dzieci M i ex"..

      To samo, w kolko to samo.. Zawsze jest jakas nowa next dzieciatego faceta i
      zawsze te same problemy i dylematy, nieprawdaz?? Przechodzace nierzadko wrecz w
      pretensje, ze ta ex i jej dzieci istnieja. I jeszcze duzo kasy ciagna, bo
      przeciez exia ma swoje zachcianki, a biedny M powinien, oczywiscie wedlug
      mniemania harpiowatej ex, kupowac im drogie rzeczy, zeby wynagrodzic dzieciakom
      traume rozstania. No i oczywiscie do tego wszystkiego wredna ex blokuje
      spotkania M z dziecmi dodatkowonastawiajac je wogo do wlasnego ojca i, tu
      najwieksza zgroza, do nowej partnerki ojca. Jak widze nowy nick na forum i
      watek zalozony przez ten nick, to nawet nie otwierajac takiego postu spodziewam
      sie polowy ww zarzutow w pierwszym wpisie, a druga polowa dochodzi w postach
      ponizej. I zawsze zastanawiam sie, dlaczego tak jest? Nie przecze, ze sa rozne
      exie, ale jednostki posiadajacej caly zestaw cech negatywnych jeszcze nie
      spotkalam. Ani jako ex ani jako next. A czasem z postow na tym forum wynika, ze
      jest wiele takich exi (tzn. posiadajacych caly zestaw negatywnych cech
      wymienionych przeze mnie). I wkurza mnie to, tak po prostu i po ludzku
      wkurzabig_grinbig_grin Nie sadze, ze jest zawsze i w 100% tak jak piszeciebig_grin Mysle, ze jest
      to czesto bardzo emocjonalna interpretacja informacji, ktore przekazuje Wam M,
      a nie Wasza osobista przykrosc spowodowana dzialalnoscia ex wobec Was
      bezposrednio. Bo jakos nie wyobrazam nawet sobie exi lecacej do nexi z
      wrzaskiem "ja Wam alimenty podwyzsze!!" tudziez z innym tekstem. Chociaz
      mowiaca nexi, ze jest wredna suka ex juz sobie wyobrazambig_grin Bo dwie baby za leb
      sie moga wziac, tym bardziej jezeli chodzi o zranione uczucie. Jednak sobie nie
      wyobrazam jednego, o czym napisala moonia. Jak to "pojechalas ze swoim M poznac
      jego corke"?? I co, wlazlas do domu exi?? Jakby cos takiego mi moj ex
      zafundowal, to nie dosc, ze bym do domu nie wpuscila, to jeszcze przez tydzien,
      albo dwa, nie pozwolila mu na spotkania z corka. Tak dla zasady, zeby
      zrozumial, ze moj dom, to moj dom, a jak chce nowa pania przedtawiac corce, to
      niech to robi na terenie neutralnym lub u siebie. Heh.. na szczescie moj ex juz
      zaczal myslec i takich problemow nie mam. I tu jest, wydaje mi sie, cale sedno
      sprawy. To facet powinien tak dzialac w tym trojkacie interesow, zeby next nie
      poczula sie zagrozona, ex nie zaskakiwana a on sam mial dobry kontakt z
      dziecmi. Tylko, ze do tego trzeba madrosci... Ale na pocieszenie dodam, ze
      faceci czasem dorastajabig_grinbig_grinbig_grin

      Wredna exia
      Leeya
      • e_r_i_n Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 11.01.06, 10:02
        leeya napisała:

        > Nie sadze, ze jest zawsze i w 100% tak jak piszeciebig_grin

        Alez oczywiscie, ze nie jest to 100% prawdy. Tak samo jak wersje eks sa tylko
        i wylacznieb ich interpretacjami (sama o tym BARDZO DOBRZE wiem).
        Stad zawsze ciagnace sie dyskusje i zarzuty, ze moze wcale nie jest tak,
        jak ktos pisze.
      • mikawi Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 11.01.06, 10:11
        wiesz leeya - podobnie można napisac o samodzielnych - > To samo, w kolko to
        samo.. Zawsze jest jakas nowa eks i zawsze te same problemy i dylematy,
        nieprawdaz?? Jaki wredny ten eks mąż, skurwiel i nieudacznik, kasy nie
        płaci/płaci ochłapy/, dziecka nie odwiedza w ogóle/chce odzwiedzać aż za
        często.*** > Nie sadze, ze jest zawsze i w 100% tak jak pisząbig_grin Mysle, ze jest
        to czesto bardzo emocjonalna interpretacja faktów. > Jak widze nowy nick na
        forum i watek zalozony przez ten nick, to nawet nie otwierajac takiego postu
        spodziewam sie polowy ww zarzutow w pierwszym wpisie, a druga polowa dochodzi w
        postach ponizej.

        ***) niepotrzebne skreślić
        • leeya Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 11.01.06, 11:16
          mikawi napisała:

          > wiesz leeya - podobnie można napisac o samodzielnych
          --------------------
          Hmm... nie sadze Mikawi, nie sadze...


          - > To samo, w kolko t
          > o
          > samo.. Zawsze jest jakas nowa eks i zawsze te same problemy i dylematy,
          > nieprawdaz?? Jaki wredny ten eks mąż, skurwiel i nieudacznik, kasy nie
          > płaci/płaci ochłapy/, dziecka nie odwiedza w ogóle/chce odzwiedzać aż za
          > często.***
          --------------------
          Mimo skreslenia odpowiednich zwrotow, problem, oczywiscie w moim
          swiatopogladzie jasnieobiawionym i jedynie slusznym, jak to ladnie okreslila
          Erinka, jest zupelnie inny. Bo exia wyplakujaca sie na samomamie ma pretensje
          do FACETA, ktory ja lub dziecko krzywdzi (tymi wlasnie sprawami, ktore bylas
          laskawa wymienic). Konkretnego, osobiscie znanego, i... ups... kiedys kochanego
          i kochajacego faceta. A nexie, czasem na wyrost nazywajace siebie macochami, do
          kogo maja pretensje? Kogo nienawidza? Zwykle nieznana sobie osobiscie, a
          jedynie znana z opowiadan swojego M kobiete. Widzisz roznice?? Bo ja tak.

          Leeya
          • mikawi Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 11.01.06, 11:36
            mylisz się - daleko nie muszę szukać - eks mojego M. - książkę można napisać o
            jej głupocie. I zdziwisz się ale mój M. nie powiedział nigdy o niej złego
            słowa, więc mit opowieści o złym wilku upada. Sama sobie wyrobiłam zdanie na
            jej temat - i nie musiałam jej poznawać osobiście - wystarczają mi jej pomysły
            na życie które obwieszcza co jakiś czas. Niektóre niestety wpływają na NASZE
            życie bezpośrednio. I trudno abym miała pretensje do M. że eksia wpadła na
            kolejny "genialny" pomysł i jest jaka jest. Tak samo dziewczyny które pisza na
            tym forum - większości problemów byc może by nie było, gdyby eks żony ich męzów
            były kobietami z którymi da się cokolwiek uzgodnić, dla których nie stanowi
            satysfakcji jak dopier.... byłemu męzowi i jego next. Czytasz samodzielne - ile
            razy padły tam drwiące sformułowania na temat drugiej żony eksa? mam ci
            cytować? Więc nie rób z samodzielnych świętszych od papieża. Są normalne babki
            po obu stronach, sama przyjaźnię się z samodzielną matką. Są (też po obu
            stronach) takie taborety, że ręce opadają - i next zazdrosne o dzieci i eksie
            dla których dzieci są karta przetargową i głęboko w d... mają ich rzeczywiste
            dobro, mimo że tak ochoczo to wszem i wobec deklarują (a szczególnie na
            anonimowym w końcu forum). Jasne że faceta rolą jest prznajmniej starać się
            wszystko unormować, ale wybacz - jego wpływ na eks żonę, zwłaszcza ogarniętą
            chęcią dowalenia - jest naprawdę znikomy.
            • leeya Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 11.01.06, 12:05
              Mikawi,

              Pewnie o mojej glupocie moja next tez moze ksiazke napisac. Wlasnie na
              podstawie moich pomyslow na zycie, ktore czasem tez wplywaja na ICH zycia.
              Przyklad? Ostatnio sie dowiedzialam, ze glupota jest przeprowadzanie z Kulka do
              domku, ktory kupilam. Dlaczego? Bo jest 20 km od Gdanska i ex bedzie musial
              duzo czasu tracic na dojazd. Az zalowalam, ze nie kupilam domku oddalonego od
              Gdanska o co najmniej 50 km. No a poza tym, to "oporzadzanie" takiego domu
              wymaga silnej, meskiej reki, wiec pewnie se faceta znajde, zajde w ciaze i bede
              chciala podniesienia alimentow. I mnozyc moge w cholere takie przejawy "troski"
              o moj styl zycia ze strony exa, extesciow i nexi. Zgadzam sie, ze wyrobu
              czlowiekopodobne sa po obu stronach. Co wiecej, uwazam, ze kazdy z nas czasem
              ma zagrywki na takim wlasnie poziomie. I nie nalezy oceniac czlowieka po
              poronionych pomyslach. No chyb, ze prezentuje je bez wzgledu na okolicznosci i
              w kazdej dziedzinie zycia. Juz kilka razu pisalam, ze wspolczuje Ci exi. Tobie
              trafil sie wyrob czlowiekopodobny. Ale czy kazdej nexi trafia sie taki
              egzamplarz? Nie sadze Mikawi, nie sadze... I NIGDY nie robilam z samodzielnych
              swietszych od papieza. Powiedzialam tylko, ze jadem pluja na konkretnych,
              znanych ze swojego lozka i domu facetow. I do nich kieruja pretensje i
              nienawisc, w przeciwienstwie do nexi, ktore te negatywne uczucia kieruja pod
              adresem CZESTO znanych tylko z opowiadan kobiet. Z reszta ustosunkowalam sie do
              podanego przez CIEBIE przykladu. Nic wiecej. A ze na samomamie wypowiadaja sie
              drwiaco o nexiach? Tak, wypowiadaja sie. Ale wydaje mi sie, ze jest to na
              prawde mniejszy procent ogolu tam piszacych niz nexi wyrazajacych sie w podobny
              sposob lub gorszy o swoich ex, a piszacych na tym forum.

              Leeya

              PS. Acha.. jedna tylko uwaga.. Jak zauwazylas, a pewnie zauwazylas, moja
              aktywnosc na samomamie spada praktycznie do 0.. Mi tez sie nie podoba "grupa
              trzymajaca wladze" na tamtym forum. Chociaz powinnam powiedziec grupa
              <rotf>lowa wszystkowiedzaca negujaca wszystko, co nie jest napisane przez
              uznane czlonkinie. Tyle w temacie samomamy.
              • mikawi Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 11.01.06, 12:32
                leeya - nie zamierzam się licytować z pomysłów eksi, bynajmniej to nie ten
                kaliber, o którym ty piszesz.

                > Ale czy kazdej nexi trafia sie taki
                > egzamplarz? Nie sadze Mikawi, nie sadze...

                i Bogu dzięki, zauważ jednak ze forum jest głównie dla tych, którym się taki
                egzemplarz trafił i które chcą się wyżalić, wygadać, poradzić etc. I one tez
                jadem plują na te konkretne, "swoje" eks.

                > PS. Acha.. jedna tylko uwaga.. Jak zauwazylas, a pewnie zauwazylas, moja
                > aktywnosc na samomamie spada praktycznie do 0.. Mi tez sie nie podoba "grupa
                > trzymajaca wladze" na tamtym forum. Chociaz powinnam powiedziec grupa
                > <rotf>lowa wszystkowiedzaca negujaca wszystko, co nie jest napisane prz
                > ez
                > uznane czlonkinie. Tyle w temacie samomamy.


                i chwała Ci za to, jako nielicznej która zachowała zdolnośc logicznego
                myślenia smile

                pozdrawiam
      • mooonia Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 11.01.06, 10:28
        Myślę, że trudno jest podchodzić do sprawy inaczej niż emocjonalnie, kiedy się
        tkwi w samym środku. Natomiast z całej trójki M, Eks, Neks zawsze ktoś będzie
        mniej dojrzały i problemy będą. To, że powracają te same wątki to przecież woda
        na młyn tego forum. Być może jestem egoistką, podobnie jak część tu obecnych i
        z tego powodu mam różne problemy z eskalacją żądań eks. Czasami
        myślę, "przecież saługuję na mężczyznę wolnego, bez zobowiązań, zasługuję na
        wszystko co najlepsze" i co.... muszę sie liczyć z zachciankami i humorami
        innej kobiety, tylko dlatego, że się zakochałam w mężczyźnie z odzysku, który
        jest bardziej dojrzały niź każdy, kto nie miał rozwodu i nie na eks.
        Swoją drogą czy nie zauważyłaś, że wątki może są te same, ale odpowiedzi i
        podpowiedzi dojrzewają wraz z ich autorami, a to pomaga wszystkim: piszącym,
        odpowiadającym, krytykujacym.
        Pozdrawiam.
        • e_r_i_n Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 11.01.06, 10:40
          mooonia napisała:

          > Swoją drogą czy nie zauważyłaś, że wątki może są te same, ale odpowiedzi i
          > podpowiedzi dojrzewają wraz z ich autorami, a to pomaga wszystkim: piszącym,
          > odpowiadającym, krytykujacym.

          Z tym sie zgodze. Czlowiek weryfikuje swoje poglady, sa wydarzenia, ktore je
          wywracaja na druga strone.
          A forum po to jest, zeby pisac o tym, co nas gnebi. Nawet jesli gnebi nas to
          samo, co x osob wczesniej.
          Przymusu czytania nie ma. Odpowiadania tym bardziej.
          Szczegolnie, jak sie staje osoba prezentujaca prawde objawiona wink
          • leeya Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 11.01.06, 11:09
            > Szczegolnie, jak sie staje osoba prezentujaca prawde objawiona wink
            ----------------------------
            Erinko,
            Prawda objawiona w moim widzeniu jest taka, ze zaczac porzadki nalezy od
            wlasnego gniazdka swiezo uwitego. Czyli, abym nie musiala sie powtarzac: od
            wziecia faceta za jaja, coby sytuacje uporzadkowal. Bo nie zawsze i nie za
            wszystko exia jest odpowiedzialna. A nawet jak jest to niech FACET sytuacje
            unormuje, bo to JEGO problem, JEGO exia i JEGO dzieci. Tylko, za
            przeproszeniem, ofiara losu przerzuca SWOJE problemy na obecny zwiazek, bo sam
            sobie nie potrafi z nimi poradzic. Wsparcie od obecnej partnerki - jak
            najbardziej tak, ale po jaka cholere przerzucac zle emocje dotyczace
            poprzedniego zwiazku na obecny zwiazek doprowadzajac do nagromadzenia
            negatywnych uczuc do bylej partnerki w obecnej partnerce?? Przeciez to jest
            strzelanie gola do wlasnej bramki, bo pozniej, jak widac z wypowiedzi mooni,
            obecna partnerka ma klopoty z akceptacja dzieci tegoz M, bo sa rowniez dziecmi
            znienawidzonej exi. Sorry, ale od faceta majacego dzieci z poprzedniego zwiazku
            wymagam wiecej dojrzalosci i madrosci niz od faceta wolnego od takowego bagazu.
            Ale to tylko takie moje male, pewnie ubzdurane wymaganie.

            Leeya
            • nina73 Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 11.01.06, 11:13
              I tu obawiam się że niestety Leeya ma rację. Niestety.....
              • leeya Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 11.01.06, 11:19
                nina73 napisała:

                > I tu obawiam się że niestety Leeya ma rację. Niestety.....
                --------------------
                Leeya wie, ze ma racjebig_grinbig_grinbig_grinbig_grin
            • e_r_i_n Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 11.01.06, 11:46
              leeya napisała:

              > Tylko, za przeproszeniem, ofiara losu przerzuca SWOJE problemy na obecny
              > zwiazek, bo sam sobie nie potrafi z nimi poradzic.

              Chyba masz wiec jakies skrzywione pojecie na temat zwiazkow...
              W NORMALNYM zwiazku jasne jest, ze wszelkie problemy jednej z osob staja sie
              mniej lub bardziej problemami tej drugiej.
              Owszem, problemy bezposrednio sa faceta, ale to, jak wplywaja na jego emocje
              itd MA WPLYW, czy tego facet chce, czy nie chce, na jego obecne zycie.
              I nie mowie tu wcale o wylewaniu swoich zalow na eks zone do obecnej partnerki
              czy tez przerzucaniu na nia jakichs obowiazkow czy czegokolwiek zwiazanego
              z eks i/lub dzieckiem.
              Dokladnie to samo tyczy sie chociazby alimentow - obowiazek faceta, ale ma
              BEZPOSREDNI wplyw na budzet nowej rodziny.
              Nie da sie porobic osobnych szufladek w emocjach tak, aby sprawy nie nakladaly
              sie na siebie.
              Jak czlowieka wkurza cos w pracy, to wchodzac do domu nie przestawia sie na
              taki tryb, ze o sprawie nie pamieta. Nie jest to rownoznaczne z wyzywaniem sie
              na rodzinie za niepowodzenia w pracy, ale emocje sa. Tak samo jest z innymi
              sferami zycia.
              I jak moj maz po rozmowie z eks jest wsciekly, to ja to wiem i to czuje.
              I tez mnie to 'rusza'. Ja sprawy nie rozwiaze, ale nie udaje, ze problemu nie
              ma.
              • kasia_kasia13 Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 11.01.06, 12:19
                Dochodze do wniosku, ze wiele problemow na lini ex-next bierze sie stad, ze
                next zaczyna uwazac, ze problemy miedzy bylymi malzonkami sa tez jej problemami
                i zaczyna sie w ich uklad wtracac.

                • nina73 Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 11.01.06, 12:35
                  A nie są Kasiu? Szczególnie jesli dziecko ze zwiazku M mieszka z nami (w tym z
                  moim dzieckiem)i co raz to przynosi jakieś rewelacje tworzone przez eksie????
                  Które to rewelacje ostatecznie odbijaja sie na wszystkich domownikach?? Mam
                  wrażenie że burzenie na wiele możliwych sposobów życia domowego to jej hobby,
                  na zasadzie "ja jestem nieszczesliwa to mój ex też nie ma prawa byc szcześliwy"
                • e_r_i_n Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 11.01.06, 12:36
                  kasia_kasia13 napisała:

                  > Dochodze do wniosku, ze wiele problemow na lini ex-next bierze sie stad, ze
                  > next zaczyna uwazac, ze problemy miedzy bylymi malzonkami sa tez jej
                  > problemami i zaczyna sie w ich uklad wtracac.

                  No coz, POŚREDNIO sa tez jej problemami, bo dotycza JEJ meża. A, jesli nie
                  wiesz, malżenstwa ZAZWYCZAJ zawiera sie z milosci - a jakie to ma konsekwencje,
                  mam nadzieje (szczerze) wiesz.
                  O wtracaniu sie w ukladu nie pisze. Bo nie wiem, jak ono mogloby wygladac - nie
                  sadze, zeby jakas next wydzwaniala do ex w sprawach faceta. W odwrotna strone
                  czesciej sie to zdarza.
                • natasza39 Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 11.01.06, 23:11
                  kasia_kasia13 napisała:

                  > Dochodze do wniosku, ze wiele problemow na lini ex-next bierze sie stad, ze
                  > next zaczyna uwazac, ze problemy miedzy bylymi malzonkami sa tez jej
                  problemami
                  >
                  > i zaczyna sie w ich uklad wtracac.

                  chyba jednak do złych doszłaś wniosków.
                  Jesli kontakty ex z byłym małzonkiem dotcza dzieci i tylko dzieci (bo po
                  rozwodzie ty juz tylko ex małzonków powinno łaczyć) to next faktycznie nie
                  powinna się, a nawet nie ma prawa sie do tego wtracać.
                  Np. Jesli byli małzonkowie konfliktuja się na temat metod wychowania (powtarzam
                  wychowania, a nie "chowu" czy rozpiesczania dziecka), tego z kim dziecku ma
                  spedzic wakacje, to next gówno to powinno obchodzic.
                  Ot normalna rozmowa dwóch rodziców na temat dziecka.
                  Ale jesli exia podejmuje działania, które maja bezposredni wpływ równiez na
                  next np. wmawia dziecku, że jego nowy brat przyrodni to "bachor", z którym
                  dzieciak nie musi sie liczyć, albo prowadzi działania podjazdowe burzace
                  porządek życia nexi to jak najbardziej next ma prawo sie wtracać.
                  Ja się nie wtracam jak mnie nikt nie "trąca", ale jak mnie "trąci", to moge
                  przypieprzyć i to z siłą wiekszą.
                  Więc generalnie to nie jest tak, ze ex jest święta krowa a next ma to znosić.
                  To samo zreszta tyczy się odwrotnej strony.
                  Gówno do tego nexi, gdzie sie ex przeprowadza i gówno jej do tego, co i za ile
                  ojciec kupuje dziecku i gówno jej do tego jak matka wychowuje dziecko.
                  Ale jesli matka, co sie bardzo często zdarza, chce dokopac exowi, bo jej samej
                  się zycie po rozwodzie nie układa, to next jak najbardziej upowazniona do tego
                  zeby sie na ten temat wypowiadac i się w to "wtracać", bo to ona z M zyje i
                  prawda jest taka, ze obca baba (ex po rozwodzie taka jest) kopie faceta który
                  dla next jest w tym momencie najblizsza rodzina.
                  • e_r_i_n Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 12.01.06, 08:40
                    natasza39 napisała:

                    > gówno jej do tego, co i za ile ojciec kupuje dziecku

                    Zgadzam sie z całą wypowiedzią, poza tą częścią. Next ma prawo glosu w sprawie
                    za ile facet ZE WSPÓLNEJ KASY kupuje dziecku.
                    • leeya Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 12.01.06, 08:46
                      Bogu dzieki, ze ja zawsze mam swoje pieniadze i zarabianych przez faceta
                      pozostajacego ze mna w zwiazku nigdy nie musialam nazywac wspolnymi. I lubie
                      ten swoj materializm polegajacy na oddzielnych kontach i zrzutce na wspolne
                      zycie. Sprawdzal sie, nawet w obliczu alimentow na exie...

                      Leeya
                      • e_r_i_n Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 12.01.06, 08:48
                        Nie kazdy jest tak idealny, jak Ty smile
                        • leeya Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 12.01.06, 08:56
                          e_r_i_n napisała:

                          > Nie kazdy jest tak idealny, jak Ty smile
                          ------------------------
                          Wiem, ze nie kazdy jest taki idealny jak ja.

                          Wycieczki personalne i probe osmieszenia moglabys sobie darowac. A moze
                          dyskusja dla Ciebie zawsze musi zawierac tego rodzaju "prztyczki"?

                          Leeya
                          • e_r_i_n Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 12.01.06, 09:04
                            Alez skad. Po prostu Twoj model chociazby ukladow finansowych nie jest jedynym
                            obowiazujacych. To, ze Tobie pasuje 'wszystko oddzielnie' (w zwiazku),
                            nie znaczy, ze innym musi.
                            I fakt posiadania wspolnej kasy NIE MUSI spedzac snu z powiek, bo moze to byc
                            WSPOLNA (trudne slowo, wiec) decyzja.
                            Mi osobiscie bardzo pasuje, ze moj maz uwaza, ze wszystko, co sie w jego zyciu
                            dzieje jest nasza WSPOLNA sprawa. I to on, Z WŁASNEJ WOLI, wszelkie istotne
                            sprawy i decyzje ze mna konsultuje. Ja sie mu odwdzieczam tym samym.
                            To NAM pasuje - i kpiny pt. "jak to dobrze miec oddzielna kase", ktore
                            uskuteczniasz, sa wlasnie proba osmieszenia i prztyczkiem, ktore mi probujesz
                            wytykac. Bycie samodzielna i niezalezna nie jest rownoznaczne z bezwzglednym
                            rozdzieleniem kasy.
                            No ale zapewne Ty to wiesz - w koncu to takie oczywistosci...
                            • kasia_kasia13 Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 12.01.06, 11:31
                              Z tego co wiem, kase macie wspolna, bo jak na razie nie zarabiasz. Jesli
                              zaczniesz pracowac, chcesz miec ze swoim mezem rozdzielnosc majatkowa.
                              W kazdym razie tak pisalas kiedys:
                              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=26680351&a=26797727
                              Czy dalej bedziesz uwazala, ze alimenty to Wasza wspolna sprawa?
                              • e_r_i_n Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 12.01.06, 11:54
                                kasia_kasia13 napisała:

                                > Czy dalej bedziesz uwazala, ze alimenty to Wasza wspolna sprawa?

                                Tak.
                              • natasza39 Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 12.01.06, 15:23
                                kasia_kasia13 napisała:

                                > Z tego co wiem, kase macie wspolna, bo jak na razie nie zarabiasz. Jesli
                                > zaczniesz pracowac, chcesz miec ze swoim mezem rozdzielnosc majatkowa.
                                > W kazdym razie tak pisalas kiedys:
                                > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=26680351&a=26797727
                                > Czy dalej bedziesz uwazala, ze alimenty to Wasza wspolna sprawa?


                                A ja nawet o alimentach nie pisałam, bo to jest chyba poza dyskusją, tylko o
                                tym jak ojciec chce coś od siebie za swoje pieniądze zarobione kupić dziecku
                                dodatkowo.
                                • kasia_kasia13 Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 12.01.06, 15:33
                                  > A ja nawet o alimentach nie pisałam, bo to jest chyba poza dyskusją, tylko o
                                  > tym jak ojciec chce coś od siebie za swoje pieniądze zarobione kupić dziecku
                                  > dodatkowo

                                  Natasza, moj post o alimentach byl skierowany do erin.
                      • e_r_i_n Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 12.01.06, 09:20
                        leeya napisała:

                        > Bogu dzieki, ze ja zawsze mam swoje pieniadze i zarabianych przez faceta
                        > pozostajacego ze mna w zwiazku nigdy nie musialam nazywac wspolnymi.

                        Swoja droga uwazaj z tymi twardymi kwantyfikatorami w stylu 'nigdy'

                        "Do czasu, kiedy mielismy wspolna kase splacal swoich rodzicow"

                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=17484479&a=17501317
                        I rozumiem Twoje przeczulenie - skoro trafiłas na naciagacza. Ale nie kazdy
                        facet taki jest, a w razie czego kase zawsze mozna rozdzielic.
                        • leeya Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 12.01.06, 09:37
                          Wyszukiwarka gora. Wiec jak widzisz, napisalam, ze NIGDY nie nazywalam kasy
                          zarabianej przez faceta pozostajacego ze mna w zwiaku wspolna, bo to raczej On
                          korzystal z moich pieniedzy a nie ja z niego.

                          I Erin, wyobraz sobie, ze nie jestes "pempkiem" swiata i nie kazdy komentarz na
                          forum, nawet moj, dotyczy Ciebie. Nie przyszlo Ci przeciez do glowy, ze tamten
                          moj post mogl sie odnosic do mojej obecnej sytuacji? I tego, ze dzieki takiemu
                          a nie innemu rozwiazaniu nie boli mnie glowa za ile On kupuje swojemu dziecku
                          prezenty? I ze nie musi zemna ustalac wydatkow na wlasne dziecko? Oczywiscie,
                          ze Ci nie przyszlo do glowy.. To, ze Twoj maz i Ty macie taka a nie inna
                          polityke finansowa jest jak najbardziej OK, ja prowdze inna i smiem twierdzic,
                          ze miedzy mna a exia obecnego nie bedzie napiecia, przynajmniej pt "pieniadze".
                          A moj obecny nie musi czuc niesmaku z powodu "relatywnie niskich" alimentow,
                          sporadycznych odwiedzin (mimo, ze jest marynarzem) czy zlych kontaktow ze swoja
                          ex. I nawet to, ze sobie zafundowal nexie w mojej postaci nie pogorszylo jego
                          kontaktow z dzieckiem i jego matka.

                          I tak, teraz byl przytyk personalny.

                          Leeya

                          PS> Co do trafienia na naciagacza, to sie juz nie wypowiem, chociaz zlosliwosci
                          kilka by Ci sie nalezalo. A nawet zjadliwosci. Ale sorry, szkoda mi na Ciebie
                          czasu i energii.
                          • e_r_i_n Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 12.01.06, 09:49
                            leeya napisała:

                            > Wyszukiwarka gora.

                            Owszem.

                            > Wiec jak widzisz, napisalam, ze NIGDY nie nazywalam kasy zarabianej przez
                            > faceta pozostajacego ze mna w zwiaku wspolna, bo to raczej On korzystal z
                            > moich pieniedzy a nie ja z niego.

                            Jak zwał, tak zwał smile

                            > I Erin, wyobraz sobie, ze nie jestes "pempkiem" swiata i nie kazdy komentarz
                            > na forum, nawet moj, dotyczy Ciebie.

                            Skoro jest pod MOIM postem i nawiazuje do tresci MOJEGO posta, moge sadzic,
                            ze to odpowiedz do mnie. No ale pewnie przypadkiem sie znalazl akurat pod moja
                            wypowiedzia smile. Logika tutaj wchodzi w gre, nie uwazanie sie za pĘpek swiata smile.

                            > I tego, ze dzieki takiemu a nie innemu rozwiazaniu nie boli mnie glowa za ile
                            > On kupuje swojemu dziecku prezenty? I ze nie musi zemna ustalac wydatkow na
                            > wlasne dziecko? Oczywiscie, ze Ci nie przyszlo do glowy.. To, ze Twoj maz i
                            > Ty macie taka a nie inna polityke finansowa jest jak najbardziej OK, ja
                            > prowdze inna i smiem twierdzic, ze miedzy mna a exia obecnego nie bedzie
                            > napiecia, przynajmniej pt "pieniadze".

                            Mnie tez glowa nie boli. Za to fakt, ze moj maz ze mna ustala istotne sprawy
                            bardzo mi pasuje. Wiesz, lubie miec wszystko pod kontrola smile

                            > I tak, teraz byl przytyk personalny.

                            Nie zauwazylam. Pewnie dlatego, ze wypowiedzi samodzielnych mam znajac 'całą
                            prawdę' mnie nie ruszają...

                            > Ale sorry, szkoda mi na Ciebie czasu i energii.

                            No tak, zauwazylam - wczoraj i dzisiaj. W koncu od dawna masz mnie wygaszona smile
                            • e_r_i_n Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 12.01.06, 09:50
                              e_r_i_n napisała:

                              > Pewnie dlatego, ze wypowiedzi samodzielnych mam znajacYCH 'całą prawdę' mnie
                              > nie ruszają...
                            • leeya Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 12.01.06, 10:18
                              e_r_i_n napisała:

                              > Skoro jest pod MOIM postem i nawiazuje do tresci MOJEGO posta, moge sadzic,
                              > ze to odpowiedz do mnie. No ale pewnie przypadkiem sie znalazl akurat pod
                              moja
                              > wypowiedzia smile. Logika tutaj wchodzi w gre, nie uwazanie sie za pĘpek
                              swiata smile
                              ---------------------
                              Gdybym chciala napisac, ze jestes pepkiem swiata to bym napisala bez
                              cudzyslowu. A zdaje sie, ze bylo w cudzyslowie, prawda?

                              A odpowiedz tyczyla sie slow w poscie, zgadza sie, ale nie CIEBIE personalnie.
                              Slow, ktore napisalas. Pojmujesz roznice?


                              > Mnie tez glowa nie boli. Za to fakt, ze moj maz ze mna ustala istotne sprawy
                              > bardzo mi pasuje. Wiesz, lubie miec wszystko pod kontrola smile
                              --------------------
                              Powodzenia zycze w kontrolowaniu wszystkiego. I kultywowania nadal idealnego
                              zwiazku, gdzie idealny maz omawia z Toba wszystkie sprawy. Mi akurat nic do
                              tego czy moj facet daje na swoje dziecko 2000PLN czy 2500PLN. Czy kupi rower za
                              1000PLN czy za 5000PLN. Jak go stac, prosze bardzo. W koncu nie po to tak
                              ciezko pracuje, zeby odmawiac najblizszym przyjemnosci. Ale to JEGO pieniadze i
                              glupio bym sie czula, gdyby spytal mnie, za ile moze kupic dziecku rower.. Tak
                              samo, jak ja sie nie pytam go za ile kupic cos Kulce. Po prostu ze swoja kasa
                              robimy co uwazamy za stosowne.

                              > Nie zauwazylam. Pewnie dlatego, ze wypowiedzi samodzielnych mam znajac 'całą
                              > prawdę' mnie nie ruszają...
                              --------------------
                              "relatywnie niskie" alimenty to byl cytat z Ciebie. Wyszukiwarki nie mam czasu
                              uzywac.

                              Jak to jest Erin, ze z normalnej, rzeczowej dyskusji w ktorej biore udzial
                              ZAWSZE musisz zrobic magiel? ZAWSZE musisz pojechac tekstem o mojej idealnosci?
                              Tak Ci przeszkadza, ze tu pisze? I ze mam cos do powiedzenia? I ze kurde nawet
                              czasem to co mowie nie jest az tak glupie?

                              Leeya
                              • elf28 Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 12.01.06, 10:27
                                Leeya, bardzo cenię Twój punkt widzenia i trzeźwość myślenia, nie mogę się
                                jednak zgodzić z tym, co napisałaś w kwestii kasy. Z punktu widzenia next jest
                                tak, że to teraz ona stwarza facetowi warunki, żeby dobrze zarabiał, rozwijał
                                się zawodowo, etc. Skoro tak jest, to trudno, żeby nie wtrącała się w ilość
                                pieniędzy dawanych na pierwsze dziecko (oprócz alimentów oczywiście). I
                                niestety ma prawo również decydować o tym, czy rower będzie za 200 czy za 1500
                                zł. Bo w jakimś sensie pieniądze zaraiane przez jej M to również jej pieniądze.
                                Podobnie działa to w drugą stronę. Dla mnie i mojego M jest to oczywiste i
                                pewnie moja uwaga związana z pieniędzmi wzmoży się, kiedy na świecie pojawi się
                                nasze wspólne dziecko.

                                Pozdrawiam ciepło.
                                • leeya Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 12.01.06, 12:07
                                  Elfie,

                                  Ja pisalam tylko i wylacznie o mojej sytuacji, jaka mam obecnie. Fakt jest
                                  faktem, ze dzieci wspolnych nie mamy. Co do mieszkania wspolnego, to mieszkamy
                                  razem i nie mieszkamysmile Z racji tego, ze jest marynarzem i kontrakt ma
                                  podpisany 12 tygodni (w morzu) na 6 tygodni (na ladzie) w domu bywa raczej
                                  rzadko. Jednak swoje mieszkanie teraz wynajmuje, a wszystkie jego rzeczy sa u
                                  mnie, wiec chyba mieszkamy razembig_grin Mimo, ze jest to 1,5 miesiaca co 3 miesiace.
                                  dlatego moze nie dotyka mnie tak bardzo, ze swojemu dziecku kupuje drogie
                                  prezenty. Co miesiac wplywa na wspolne konto kwota, jaka ustalilismy na
                                  miesieczne wydatki i reszta mnie na prawde nie obchodzi.. Tak samo, jak jego
                                  ustalenia z exia dotyczace kwoty alimentow. Ciekawostka, ze nie maja zadnego
                                  wyroku sadowego dotyczacego alimentow, po prostu jak podpisuje nowy kontrakt
                                  jedzie do exi i ustalaja, jaka kwote bedzie placil na dziecko. Ona wie, jaka
                                  jest wysokosc jego kontraktow, a ja niebig_grinbig_grinbig_grinbig_grin I jakos ten fakt nie spedza mi
                                  snu z powiek. Pewnie, ze jak sie sytuacja zmieni, nie wiem, zajde w ciaze,
                                  strace prace, choroba mnie do konca rozlozy, to bedziemy inaczej rozmawiac o
                                  podziale kosztow utrzymania domu, moze nawet On w calosci przejmie ten
                                  obowiazek.. Ale to sa sprawy jak na razie hipotetyczne, chociaz nie mowie,
                                  rozmawialismy tez na ten temat. Ale nadal wtedy nie bede ingerowac w jego
                                  wydatki na alimenty. To jego problem, zeby poukladal wszystko tak, zeby budzet
                                  sie dopinal. Na szczescie trafilam na czlowieka, ktory rozumie moje podejscie
                                  do zycia i chociaz moja niezaleznosc i samodzielnosc (szczegolnie finansowa) Go
                                  bawi, to jednak akceptuja ja.. I tak, jest lekko moim podejsciem do zycia
                                  zdziwionysmile Tyle, ze nasza sytuacja jest inna niz wiekszosci z macoch tu
                                  obecnych. Ja mam swoje dziecko, On ma swoje. Mieszkajac z moim dzieckiem sila
                                  rzeczy dokladalby sie do utrzymania Kuleczki, na co ja nie chce sie zgodzic, bo
                                  Kuleczke powinnismy utrzymywac ja i jej tata. Dlatego wole te oddzielne konta i
                                  zrzutke comiesieczna na wspolne wydatki. Zakrecone? Moze? Ale mi z tym
                                  dobrzebig_grinbig_grinbig_grin

                                  Leeya
                                  • elf28 Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 12.01.06, 12:29
                                    Nie, to nie jest zakręcone. Myślę że bardzo zdrowo i sensownie myślisz.
                                    Czytając Twój post zupełnie nie 'zaskoczyłam' że chodzi o Twojego faceta.
                                    Zrozumiałam, że bardziej pisałaś o swoim Ex big_grin

                                    Widzisz, już wielokrotnie tu pisałam że punkt widzenia zależy od punktu
                                    siedzenia. A najważniejsze jest, że obie strony powinny się na te ustalenia
                                    zgadzać. Jeśli im to pasuje, to najważniejsze. Gorzej tylko jeśli rozwiązania
                                    odpowiadają tylko jednej ze stron...

                                    No ale przecież dobrze wiemy, że ile sytuacji tyle różnych rozwiązań.
                                    • leeya Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 12.01.06, 13:06
                                      Hihihihihihihi.. Wydawalo mi sie, ze pomyslalas, ze ja o swoim ex mowiebig_grin Nie,
                                      nie o exie bylo, a o obecnymbig_grin Co do exa, to wazne jest, zeby nie zapominal z
                                      wywiazywania sie z obowiazkow wobec Kulki. Na razie sie wywiazuje, chociaz co i
                                      rusz zalicza poslizg, co mnie za bardzo nie rusza. Nie przypominam mu o
                                      placeniu, raczej on sam uwaza za stosowne sie wytlumaczyc. A to, czy kupi cos
                                      Kulce dodatkowo oprocz alimentow czy nie, to juz jego sprawa i ja nie wymagam
                                      od niego dodatkowych nakladow. Wiem, ze na stanie ma niepracujaca neksie z
                                      dwojgiem dzieci (na ktore alimenty placi ich ojciec), a poza tym alimenty sa na
                                      tyle wysokie, ze zaspokajalyby polowe wydatkow na Kulke, wiec czego moge wiecej
                                      wymagac? Na extrasy dla Kulki mnie sama stac, wiec nie widze na prawde zadnego
                                      problemu, tym bardziej, ze bez extrasow Mala tez moze przezyc.

                                      Leeya
                                  • mikawi Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 12.01.06, 12:33
                                    leeya - dokladnie tak jak piszesz "Pewnie, ze jak sie sytuacja zmieni (...)"
                                    Nie bądź pewna czy nie zareagujesz jak się okaże że następnego kontraktu może
                                    nie byc długi czas albo stanie się to w sytuacji gdy będziecie mieli wspólne
                                    dziecko. I może wtedy eksia tak ugodowa wcale nie będzie tylko w sądzie uzyska
                                    zagwarantowaną wyrokiem kwotę którą do tej pory jej płacił. Wysoką kwotę. I co
                                    wtedy? Pewnie że to rola faceta zadbać o dom, ale nie pisz że cię to nie będzie
                                    obchodzić gdy jej będzie MUSIAŁ płacić a na wasze wspólne konto nie będzie miał
                                    co przelewać. I nie będzie miał nic do gadania w tej kwestii bo wyrok to wyrok.
                                    Albo w takiej sytuacji uzna że jeszcze kupi swojemu dziecku z I małzeństwa
                                    zajebisty prezent i to nie twoja sprawa ile wydaje na dziecko.

                                    Jak kasa jest to nigdy problemu nie ma - ani z eksią ani z nexią. One się
                                    zaczynają jak jej zaczyna brakować.
                                    • leeya Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 12.01.06, 13:19
                                      mikawi napisała:

                                      > Jak kasa jest to nigdy problemu nie ma - ani z eksią ani z nexią. One się
                                      > zaczynają jak jej zaczyna brakować.
                                      ---------------------
                                      Fakt bezsprzecznybig_grin Z tym ze akurat moim szczesciem jest to, ze jego exia jest
                                      czlowiekiem, z ktorym mozna sie dogadac. Co wiem oczywiscie ZE SLYSZENIA, bo
                                      sie nie poznalysmy osobisciebig_grinbig_grinbig_grin Byly juz takie okresy, ze placil 400PLN
                                      alimentow, kiedy po wypadku na statku przez pol roku nie mogl plywac.
                                      Zrozumiala i przeczekala. I zdaje sie, ze na dobre jej wyszlo bycie normalna
                                      wobec niego, bo On tez stara sie byc w porzadku wobec niej i wobec dziecka. Jak
                                      na razie zlego slowa nie moge powiedziec ani o Nim ani o jego exi, jezeli
                                      chodzi o uklad exiowo-dzieciowy. Moze dlatego wlasnie, ze sie nie zaglebiam,
                                      nie wnikam i nie wtracam swojego za dlugiego, ostatnimi czasy coraz bardziej
                                      macoszego, nosa?smile

                                      Leeya
                                      • e_r_i_n Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 12.01.06, 13:26
                                        leeya napisała:

                                        > Moze dlatego wlasnie, ze sie nie zaglebiam, nie wnikam i nie wtracam swojego
                                        > za dlugiego, ostatnimi czasy coraz bardziej macoszego, nosa?smile

                                        A brodawki tez zaczely Ci juz wyskakiwac? smile
                                      • lilith76 Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 12.01.06, 13:51
                                        leeya, to porób trochę swoim przykładem dobrego PR nexiom na "samodzielnej" smile
                                        • leeya Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 12.01.06, 14:07
                                          Jakby sie dowiedzialy, ze ja macocha, to by mnie ukaminowalybig_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grin

                                          A poza tym na samomamie ja juz od dluzszego czasu nie pisze. Z powodow zdaje
                                          sie jasnych i juz przeze mnie w tym watku prezentowanych. A do klubu
                                          <rotf>lowego mnie nie ciagnie, jakos nie zalezy mi na ich uznaniu czy poklasku.

                                          Leeya
                                          • mikawi Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 12.01.06, 14:10
                                            > A poza tym na samomamie ja juz od dluzszego czasu nie pisze. Z powodow zdaje
                                            > sie jasnych i juz przeze mnie w tym watku prezentowanych. A do klubu
                                            > <rotf>lowego mnie nie ciagnie, jakos nie zalezy mi na ich uznaniu czy p
                                            > oklasku.

                                            za moment to ci prawowite użytkowniczki tamtego forum napiszą że nie dla ciebie
                                            jest SM tongue_out
                                            • leeya Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 12.01.06, 14:15
                                              mikawi napisała:

                                              > za moment to ci prawowite użytkowniczki tamtego forum napiszą że nie dla
                                              ciebie
                                              >
                                              > jest SM tongue_out
                                              ----------------------------
                                              Coz, tego sie tez spodziewam.. Juz dostalam maila na priva z wyrazami oburzenia
                                              nt. czepiania sie i stawania nie po tej, co powinnam, stronie barykady. Wiec
                                              pewnie moj pierwszy wpis na SM bedzie w ten wlasnie sposob, jak napisalas,
                                              skomentowany. Trudno.. Przezyje, zdazaja sie gorsze tragedie w zyciu.

                                              Leeya
                                              • mikawi Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 12.01.06, 14:28
                                                leeya - otwórz Samodzielną i zaśpiewaj do monitora "łubu dubu, łubu dubu, niech
                                                nam żyje prezes naszego klubu" - może grupa trzymająca władzę to doceni? smile))
                                          • e_r_i_n Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 12.01.06, 14:10
                                            leeya napisała:

                                            > Jakby sie dowiedzialy, ze ja macocha, to by mnie ukaminowalybig_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grin

                                            Pewnie juz wiedza - bo jakos dziwnym trafem nie wierze w ich zapewnienia,
                                            ze macoch nie czytaja.
                                      • nina73 Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 12.01.06, 14:10
                                        Tu sie nie zgodze,w naszym przypadku akurat na dzieci kasy nie brakuje.
                                        Problemem jest zawiść, że jemu sie udało jakoś bez niej (eksi) życie ułożyć, a
                                        miał wracać na kolach. Wiec dokopuje sie mu manipulujac dzieckiem i utrzymujac
                                        w przekonaniu jaki tata jest zły,a mama dobra. Dziecko co chce to ma
                                        z "funduszu pozalimentacjnego" bo te trafiają na konto mamy, czasem aż do
                                        przesady bo go to psuje.
                              • e_r_i_n Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 12.01.06, 10:33
                                leeya napisała:

                                > Po prostu ze swoja kasa robimy co uwazamy za stosowne.

                                Chyba jednak Wasza sytuacja (chociazby etap zwiazku, na ktorym jestescie),
                                jest inna troche, niz moja. Na przyklad - nie macie wspolnego dziecka i domu
                                (przynajmniej z tego, co mi wiadomo). Zyjecie niejako oddzielnie, wiec sila
                                rzeczy i kase chociazby macie oddzielna. Ja i moj maz zyjemy i mieszkamy
                                wspolnie. I zdecydowalismy, ze mamy tez wspolna kase. I dobrze nam z tym - ale
                                oczywiscie swojej wersji zycia nikomu nie narzucam. I bylabym wdzieczna za to
                                samo (a narzucaniem niejako jest moim zdaniem uwazanie, ze wersja inna niz
                                Twoja jest gorsza; a nie jest. Jest INNA).

                                > "relatywnie niskie" alimenty to byl cytat z Ciebie. Wyszukiwarki nie mam
                                > czasu uzywac.

                                Byc moze. I co w zwiazku z tym? Nie wiesz jakie emocje budza w moim mezu sprawy
                                zwiazane z jego eks i dzieckiem, wiec wszelkie proby dokopania mi (swoja droga
                                idiotyczne troche - ja eks zony i dziecka z poprzedniego zwiazku nie mam)
                                spalaja na panewce. NIE RUSZAJA MNIE najzwyczajniej w swiecie.

                                > Jak to jest Erin, ze z normalnej, rzeczowej dyskusji w ktorej biore udzial
                                > ZAWSZE musisz zrobic magiel?

                                Oczywiscie - ja robie magiel. W koncu zasuwam monologami, Ty nie odpowiadasz,
                                a jesli juz odpowiedzi sa pozbawione prztyczkow osobistych.

                                > ZAWSZE musisz pojechac tekstem o mojej idealnosci?

                                Zawsze? Chyba nie. A ze za kazdym razem ton Twojej wypowiedzi do takiego
                                komentarza prowokuje? Coz, silniejsze to ode mnie, przepraszam smile

                                > Tak Ci przeszkadza, ze tu pisze? I ze mam cos do powiedzenia? I ze kurde
                                > nawet czasem to co mowie nie jest az tak glupie?

                                Alez skad, wcale mi nie przeszkadza. Jakby mi przeszkadzalo, to bym sobie
                                Ciebie wygasila i nie odpowiadala na Twoje posty (tak jak Ty zrobilas, co widac
                                na zalaczonym obrazku wink). A poza trescia, wazna jest forma wypowiedzi.
                                A ze Twoja jest dla mnie wyjatkowo irytujaca, to odpowiadam.
                                Ale chyba Ci to nie przeszkadza - w koncu moich postow nie widzisz smile.
                                • mooonia Re: w sensie, że...cooo? 12.01.06, 10:53
                                  Rozumiem, że temet "ten sam temat" dotyczył mojego postu, bo jestem tu nowa,
                                  ale z całej tej dyskusji wynika, że robicie do siebie "osobiste wycieczki" i
                                  pewnie dalsza część "te same problemy" przewidywała, ze wywiąże się taka
                                  dyskuja 3-2 osób.
                                  Nie wiem czy odważę sie jeszcze o coś zaptyaćwink
                                  • lilith76 Re: w sensie, że...cooo? 12.01.06, 10:56
                                    mooonia, to częste.
                                    nie przejmuj się.
                                    jak idzie bardzo na noże, to jayin tnie posty wink
                                    • mikawi Re: w sensie, że...cooo? 12.01.06, 11:07
                                      hihi, dokladnie smile potraktuj to jak chrzest forumowy; i ciesz się że nie
                                      zostałaś zlinczowana przez niektóre samodzielne mamy jak to dawniej bywało smile

                                      i oczywiście pytaj dalej, więcej luzu dziewczyno smile
                                      • mooonia Re: w sensie, że...cooo? 12.01.06, 11:21
                                        dzięki za wszytskowink)
                                        Zanisi się, ze jednak trochę pobedę weekendową macochą.
                    • natasza39 Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 12.01.06, 15:31
                      e_r_i_n napisała:

                      > natasza39 napisała:
                      >
                      > > gówno jej do tego, co i za ile ojciec kupuje dziecku
                      >
                      > Zgadzam sie z całą wypowiedzią, poza tą częścią. Next ma prawo glosu w
                      sprawie
                      > za ile facet ZE WSPÓLNEJ KASY kupuje dziecku.


                      Nie wszystkie pieniądze zarobione przez małzonków powinny być wspólne.
                      Owszem powinien być tzw. budźet domowy i o jego dysponowaniu się decyzduje
                      wspólnie, ale jak sa extra pieniadze to gówno nexi do tego, że ojciec kupi coś
                      extra dziecku swojemu za to, tak jak gówno do tego exi, że kupi za te pieniądze
                      seksowna bieliznę dla nexi.
                      Oczywiście pod warunkiem, że potrzeby podstawowe dziecka i następnej rodziny sa
                      zaspokajane.
                      Nie mówie tu o sytuacjach kiedy dziecko nie ma butów na zimę a ojciec kupuje
                      nexi owa bieliznę, albo nexia nie ma na chlep, a ojciec kupuje dziecku następna
                      strzelankę na kompa.
                      Jak zaczniesz sama zarabiać, to tez by cie wkurzało, jakby cała kasa była
                      wspólna.
                      O częsci zarobków napewno chciałabyś decyzdować sama na co je przeznaczyć.
                      Szczególnie jak się zarabia więcej od faceta, to jest ważne.
                      Dla ciebie jak na razie wspólnota budzetu to to co "ma" M.
                      Jak zaczniesz mieć naprawdę wspólne dochody i np. M bedzie zarabiac 2 tys, a ty
                      4tys, to nie będziesz taka skora do podziału fifty-fifty i obie kończyny
                      przednie a nawet dolne mogę sobie dać uciać, że zmienisz zdanie.
                  • kasia_kasia13 Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 12.01.06, 11:35
                    Oczywiscie, ze to co napisalam, dotyczy obu stron. Ex i next nie powinny
                    wchodzic nawzajem w swoje zycie. Tylko moim zdaniem, czesto to wchodzenie w
                    zycie przez ex jest wyimaginowane. Sam fakt, ze dziecko istnieje, ze tata sie
                    co jakis czas nim zajmie, ze musi placic alimnety dla niektorych jest
                    ingerowaniem w ich zycie przez ex. Wydaje mi (na podtawie wlasnych i nie tylko
                    doswiadczen) sie, ze duzo rzadziej niz pisza next, dziecko jest nastawianie
                    przez matke negatywne. Dzieci czesto maja negatywny srosunek do machoc i do
                    przyrodniego rozdzenstwa, same z siebie, bez niczyjego nastawiania.
                    • m-m-m Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 12.01.06, 11:57
                      Dzieci czesto maja negatywny srosunek do machoc i do
                      przyrodniego rozdzenstwa, same z siebie, bez niczyjego nastawiania.

                      Negatywny stosunek do macochy/ojczyma lub przyrodniego rodzeństwa wynika często
                      z konfliktu lojalności wobec rodzica, z którym dziecko jest bardziej związane
                      oraz z powodu tego, że zaakceptowanie tego, że rodzice nie są i nigdy już razem
                      nie będą oznacza, że takie dziecko musi się pogodzić z tym, że jego marzenia o
                      rodzinie z jego mamą i tatą nigdy się nie ziszczą.
                      Dziecko zawsze broni rodzica jaki by on nie był, dlatego uderza w sposób
                      najbardziej dla niego oczywisty: w macochę/ojczyma, gdyż wydaje mu się, że w
                      ten sposób usunie przeszkodę i rodzice znowu się zejdą. Macocha/ojczym to dowód
                      na to, że tak nie będzie.



                      ze duzo rzadziej niz pisza next, dziecko jest nastawianie
                      > przez matke negatywne.


                      Tak jak dużo rzadziej niż to wynika z forum sąsiedniego są problemy z
                      nieodpowiedzialnymi tatusiami.
              • leeya Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 11.01.06, 12:22
                Erin, jak ja uwielbiam Twoje wyrywanie pojedynczych zdanbig_grin Nie ma jak wziecie
                jednego zdania z czyjejs wypowiedzi i prezentowanie na jego podstawie swojej
                jedynej i slusznej opinii. Teraz pozwolisz, ze dokleje to, co napisalam dalej,
                a wtedy bede mogla sie ustosunkowac do Twojej wypowiedzi, OK??


                e_r_i_n napisała:

                > leeya napisała:
                >
                > > Tylko, za przeproszeniem, ofiara losu przerzuca SWOJE problemy na obecny
                > > zwiazek, bo sam sobie nie potrafi z nimi poradzic.
                Wsparcie od obecnej partnerki - jak
                najbardziej tak, ale po jaka cholere przerzucac zle emocje dotyczace
                poprzedniego zwiazku na obecny zwiazek doprowadzajac do nagromadzenia
                negatywnych uczuc do bylej partnerki w obecnej partnerce??


                Teraz sie moge ustosunkowac do Twojej wypowiedzi.

                >
                > Chyba masz wiec jakies skrzywione pojecie na temat zwiazkow...
                ----------------------------
                Pewnie mam, dwa nieudane za soba, wiec pewnie cos ze mna nie tak.

                > W NORMALNYM zwiazku jasne jest, ze wszelkie problemy jednej z osob staja sie
                > mniej lub bardziej problemami tej drugiej.
                > Owszem, problemy bezposrednio sa faceta, ale to, jak wplywaja na jego emocje
                > itd MA WPLYW, czy tego facet chce, czy nie chce, na jego obecne zycie.
                > I nie mowie tu wcale o wylewaniu swoich zalow na eks zone do obecnej
                partnerki
                > czy tez przerzucaniu na nia jakichs obowiazkow czy czegokolwiek zwiazanego
                > z eks i/lub dzieckiem.
                --------------------------------
                Jako komentarz moge jedynie wkleic pominiete przez Ciebie moje slowa:
                "Wsparcie od obecnej partnerki - jak
                najbardziej tak, ale po jaka cholere przerzucac zle emocje dotyczace
                poprzedniego zwiazku na obecny zwiazek doprowadzajac do nagromadzenia
                negatywnych uczuc do bylej partnerki w obecnej partnerce??"
                Nie mam nic ponadto do dodania w tej kwestii.


                > Dokladnie to samo tyczy sie chociazby alimentow - obowiazek faceta, ale ma
                > BEZPOSREDNI wplyw na budzet nowej rodziny.
                -------------------------
                Przestan w koncu wszystko sprowadzac do kwestii alimentow. Tu chodzi o uczucia
                a nie o pieniadze. Nigdzie nie napisalam o kasie i nawet nie zamierzam tego
                robic, bo znow watek-tasiemiec sie zrobi. Tak lubisz magiel??


                > Nie da sie porobic osobnych szufladek w emocjach tak, aby sprawy nie
                nakladaly
                > sie na siebie.
                > Jak czlowieka wkurza cos w pracy, to wchodzac do domu nie przestawia sie na
                > taki tryb, ze o sprawie nie pamieta. Nie jest to rownoznaczne z wyzywaniem
                sie
                > na rodzinie za niepowodzenia w pracy, ale emocje sa. Tak samo jest z innymi
                > sferami zycia.
                -----------------------------
                Coz, hmmm... Pewnie jestem cyborgiem, bo potrafie oddzielic problemu w pracy od
                zycia domowego. Lata wprawy po prostu. Chociaz bardziej stawiam na joge
                cwiczona 2 razy w tygodniu o 7.00 rano. Tak samo jak oddzielam moje uczucia do
                ex od uczuc do Kulki. Widac z szufladkami emocjonalnymi lepiej sie zyje i mniej
                krzywdy wyrzadza.


                > I jak moj maz po rozmowie z eks jest wsciekly, to ja to wiem i to czuje.
                > I tez mnie to 'rusza'. Ja sprawy nie rozwiaze, ale nie udaje, ze problemu nie
                > ma.
                ------------------------------
                Nikt Ci nie kaze udawac, ze nie ma sprawy. Nikt Ci nie kaze rozwiazywac sprawy.
                Wspieraj, prosze Cie bardzo. Ale, sorry, dalej uwazam, ze facet przerzucajacy
                zle emocje zwiazane z ex na aktualny zwiazek to ofiara losu.

                Leeya
                • e_r_i_n Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 11.01.06, 12:33
                  leeya napisała:

                  > Przestan w koncu wszystko sprowadzac do kwestii alimentow. Tu chodzi o
                  > uczucia a nie o pieniadze. Nigdzie nie napisalam o kasie i nawet nie
                  > zamierzam tego robic, bo znow watek-tasiemiec sie zrobi. Tak lubisz magiel??

                  Nie sprowadzam wszystkiego do alimentow. Napisalam (skoro juz o takim
                  umilowaniu do slow dyskutanta mowimy), ze TAK SAMO jest z alimentami.
                  Ze niewazne, jak bardzo samodzielne mamy beda krzyczaly, ze alimenty w zaden
                  sposob nie dotycza nowego zwiazku ich ex meza, zwiazek ten bedzie.

                  > Widac z szufladkami emocjonalnymi lepiej sie zyje i mniej krzywdy wyrzadza.

                  A ja w szufladki emocjonalne nie wierze. Tzn. nie wierze, ze jedna na druga nie
                  ma W OGÓLE wplywu. No ale to juz tylko moj poglad.

                  > Ale, sorry, dalej uwazam, ze facet przerzucajacy zle emocje zwiazane z ex na
                  > aktualny zwiazek to ofiara losu.

                  No dobrze, to moze zacznijmy od poczatku - co, wg Ciebie, jest owym
                  przerzucaniem emocji na aktualny zwiazek? Czy to, ze czlowiek po jakims
                  stresujacym wydarzeniu zwiazanym z ex czy dzieckiem (nie wiem, sprawa w sadzie)
                  odczuwa emocje, a ze mieszka z next, to ta next WIDZI te emocje, a ze kocha
                  tego faceta, to sie martwi, ze on owe emocje przezywa?
                  Bo ja wlasnie o tym mowie - o takim wplywie poprzedniego zycia faceta na obecne
                  (gdy emocje chodzi).
                  • leeya Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 11.01.06, 13:09
                    Przed odpisaniem chcialam Cie zapytac, czy mam odpisywac ogolnie czy moge sobie
                    pozwolic na komentarze ad personum. Ale, jako ze mam dzis dobry humor (udalomi
                    sie zestrzelic mnostwo plemnikow i w ciaze nie zajsc na grzeda.pl) z osobistych
                    przytykow zrezygnuje.

                    e_r_i_n napisała:

                    > Napisalam (skoro juz o takim
                    > umilowaniu do slow dyskutanta mowimy), ze TAK SAMO jest z alimentami.
                    > Ze niewazne, jak bardzo samodzielne mamy beda krzyczaly, ze alimenty w zaden
                    > sposob nie dotycza nowego zwiazku ich ex meza, zwiazek ten bedzie.
                    ----------------------------
                    Nie bede komentowala tego kawalka Twojej wypowiedzi, bo nie chce robic magla. A
                    moje zdanie w tej kwestii znasz doskonale, bo nie raz sie starlysmy slownie na
                    polu "alimenty".



                    > A ja w szufladki emocjonalne nie wierze. Tzn. nie wierze, ze jedna na druga
                    nie
                    >
                    > ma W OGÓLE wplywu. No ale to juz tylko moj poglad.
                    ---------------------------------
                    Masz swoje zdanie i OK. Tragedia byloby, gdyby u mnie emocje zwiazane z praca
                    rzutowalyby na zycie rodzinne. Moja siostra pewnie juz dawno by sie
                    wyprowadzila zabierajac Kulke, w celu unikniecia smierci. Albo po klotni z
                    ojcem Kulki powinnam warczec na nia albo dla przykladu nie dac jej jesc, bo jej
                    tata mnie wqrzyl? Sorry Erin, za bardzo kocham moja rodzine, zeby przerzucac na
                    nia moje frustracje spowodowane praca czy tym, ze ex mnie irytuje. Na szczescie
                    mamy inne podejscie do swoich emocji. Ja je umiem kontrolowac. Ale ja zimna
                    suka jestem... znaczy tego... umysl analityczny.


                    > No dobrze, to moze zacznijmy od poczatku - co, wg Ciebie, jest owym
                    > przerzucaniem emocji na aktualny zwiazek? Czy to, ze czlowiek po jakims
                    > stresujacym wydarzeniu zwiazanym z ex czy dzieckiem (nie wiem, sprawa w
                    sadzie)
                    >
                    > odczuwa emocje, a ze mieszka z next, to ta next WIDZI te emocje, a ze kocha
                    > tego faceta, to sie martwi, ze on owe emocje przezywa?
                    > Bo ja wlasnie o tym mowie - o takim wplywie poprzedniego zycia faceta na
                    obecne
                    >
                    > (gdy emocje chodzi).
                    -----------------------------
                    A kto tu mowi o sporadycznym, bo takim jest wedlug mnie sprawa sadowa,
                    wywolywaniu zlych emocji?? Ja mowie o czestym podkrecamiu atmosferki pt. "ta
                    zla exia" i o tym, ze facet nie umie sobie poradzic w zyciu codzinnym z
                    obciazeniem w postaci dwoch kobiet i jeszcze dzieci. Jak ex mnie wkurza to nie
                    obciazam tym domownikow. To moj problem, a nie osob trzecich, a takimi wlasnie
                    dla exi, faceta i ich dzieci powinny byc nexie. Prosciej nie potrafie
                    powiedziec, ale sprobuje... Tak jak od exi wymaga sie nienastawiania dziecka
                    przeciwko drugiemu rodzicowi, tak, moim skromnym zdaniem, powinno sie wymagac
                    od faceta nienastawiania partnerki aktualnej przeciwko exi, bo istnieje
                    niebezpieczenstwo, ze przeniesie te negatywne uczucia na dzieci.

                    Leeya
                    (wymeczona kompletnie szukaniem prostych wyjasnien do oczywistych spraw, ale
                    czego sie nie robi dla Erinki!!)
                    • e_r_i_n Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 11.01.06, 13:20
                      leeya napisała:

                      > Albo po klotni z ojcem Kulki powinnam warczec na nia albo dla przykladu nie
                      > dac jej jesc, bo jej tata mnie wqrzyl? Sorry Erin, za bardzo kocham moja
                      > rodzine, zeby przerzucac na nia moje frustracje spowodowane praca czy tym,
                      > ze ex mnie irytuje.

                      Jednak miałam rację, ze trzeba było dyskusję zacząć od wymiany interpretacji
                      pewnych sformułowan.
                      Dla mnie swego rodzaju przerzuceniem negatywnych emocji (geneza w tej chwili
                      bez znaczenia) jest to, ze zly humor nie przechodzi jak za dotknieciem
                      czarodziejskiej rozdzki i mimo wszystko mniej lub bardziej jest widoczny
                      w tym 'przyjaznym' otoczeniu. Co NIE JEST ROWNOZNACZNE z wyzywaniem sie na
                      dziecku na przyklad, bo w pracy cos nie wyszlo.


                      > Na szczescie mamy inne podejscie do swoich emocji. Ja je umiem kontrolowac.

                      Mamy tzn. kto?

                      > A kto tu mowi o sporadycznym, bo takim jest wedlug mnie sprawa sadowa,
                      > wywolywaniu zlych emocji?? Ja mowie o czestym podkrecamiu atmosferki pt. "ta
                      > zla exia" i o tym, ze facet nie umie sobie poradzic w zyciu codzinnym z
                      > obciazeniem w postaci dwoch kobiet i jeszcze dzieci.

                      A ja wlasnie mowie o takich sporadycznych, wywolujacy emocje sytuacjach. I ich
                      wplywie na obecne zycie faceta (i jego next).
                      Kolejny dowod na to, ze dyskusje powinna miec instrukcje obslugi i jak w
                      ustawie kawalek pt. "ilekroc w poscie pojawia sie tekst "...", chodzi o "...".
                      Myslisz, ze faceci (czy exie) przez cale dnie (czy chociaz ich czesc, ale
                      codzinnie) mysla i mowia o swoim zyciu? I 'umilaja' tymi opowiesciami zycie
                      otoczenia? Jesli takie egzemplarze sie trafiaja, to sa to ofiary losu, zgadzam
                      sie. Ale tyczy to nie tylko faceta - kobieta tez jest wtedy osoba z problemem.

                      > Jak ex mnie wkurza to nie obciazam tym domownikow. To moj problem, a nie osob
                      > trzecich, a takimi wlasnie dla exi, faceta i ich dzieci powinny byc nexie.

                      No tak... szczegolnie dla faceta jego eks jest blizej nie okreslona osoba
                      trzecia smile

                      > Tak jak od exi wymaga sie nienastawiania dziecka przeciwko drugiemu
                      > rodzicowi, tak, moim skromnym zdaniem, powinno sie wymagac od faceta
                      > nienastawiania partnerki aktualnej przeciwko exi, bo istnieje
                      > niebezpieczenstwo, ze przeniesie te negatywne uczucia na dzieci.

                      Z tym sie zgadzam. Istnieje tylko małe 'ale' - dorosli latwiej wyciagaja
                      wnioski z tego, co sie dzieje wokol i nawet nie naladowany negatywnymi emocjami
                      opis 'wyczynu' eks moze spowodowac, ze taka next WYROBI SOBIE SAMA negatywne
                      zdanie o eks. Jedyne wyjscie to nie poruszanie spraw eks i dzieci przez faceta
                      w towarzystwie next. Ale chyba nie na tym zwiazek polega...

                      > (wymeczona kompletnie szukaniem prostych wyjasnien do oczywistych spraw, ale
                      > czego sie nie robi dla Erinki!!)

                      Skoro te sprawy sa takie oczywiste (a jak widac interpretacja jest podstawa
                      zrozumienia), to chyba ich wyjasnienie nie sprawia az takiego trudu smile
                      • e_r_i_n Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 11.01.06, 13:21
                        e_r_i_n napisała:

                        > No tak... szczegolnie dla faceta jego eks jest blizej nie okreslona osoba
                        > trzecia smile

                        Hehe, no pieknie mi to wyszlo smile Next mialam na mysli, oczywiscie smile
                    • lilith76 Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 11.01.06, 13:44
                      Ale, jako ze mam dzis dobry humor (udalomi
                      > sie zestrzelic mnostwo plemnikow i w ciaze nie zajsc na grzeda.pl) z
                      osobistych
                      >

                      ja, na początku marca, będę na grzendzie mamą Józia big_grin
                      kiepska jestem w strzelankach smile
              • kasia_kasia13 Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 11.01.06, 12:42
                Sorry leylaa, bedzie o alimentach smile Ale krotko.

                > Dokladnie to samo tyczy sie chociazby alimentow - obowiazek faceta, ale ma
                > BEZPOSREDNI wplyw na budzet nowej rodziny.

                Oczywiscie, ze maja. Podobnie jak ma wplyw wyskosc zarobkow faceta, podatki,
                splata zaciagnietych kredytow itd. Generalnie, im wiecej fecet zarabia, a im
                mniej ma zobowiazan, tym wiecej zostaje w domowym budzecie. Eureka!
                Tylko niestey, ale jesli te zobowiazania sa (kredyty, alimenty itd) to jedyne,
                co mozna zrobic, to poszukac lepiej platnej pracy.
                • e_r_i_n Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 11.01.06, 12:50
                  No niesamowite. Dziekuje, ze mi to napisalas smile
                • lilith76 Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 11.01.06, 14:10
                  kasia_kasia13, dokonujesz tak wzruszających nadinterpretacji, że mogłabyś
                  zrobić karierę w polityce.
                • balladynka Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 11.01.06, 14:56
                  Widzę, że obce jest Ci pojęcie i techniki zarządzania finansami ale widać
                  jesteś humanistką. Generalnie i w wielkim skrócie obejmuje ono oprócz
                  konsumowania i inwestowania nadwyżek finansowych w dobie prosperity również
                  oszczędzanie i minimalizowanie kosztów np. związanych z obsługą zobowiązań w
                  czasach chudych. Stąd tak popularne oferty bankowe polegające np. na
                  przewalutowywaniu kredytów czy zmianie banku obsługującego kredyt hipoteczny
                  klienta na inny, oferujący korzystniejsze warunki finansowe a nawet, jeszcze u
                  nas mało popularne, kredyty konsolidacyjne które pozwalają na skonsolidowanie
                  kilku zobowiązań w jednej racie i tym samym obniżenie kosztów związanych z ich
                  obsługą. Eureka.
                  Pozostaje ocena moralna rozpoczęcia tego oszczędzania od obniżania alimentów,
                  ale jeśli stanowi ono jeden z ostatnich elementów poszukiwania rozwiązań w
                  cięższej sytuacji finansowej to za równie niemoralne uważam utrzymanie ich na
                  dotychczasowym poziomie bez względu na znaczące obniżenie się sytuacji
                  finansowej rodzica alimentującego. Podane przez Ciebie rozwiązanie jest po
                  prostu super. Proponuję zawrzeć takie złote myśli w poniedziałkowym wydaniu
                  Wyborczej, ludzie poszukujący pracy a obciążeni kredytami i innymi
                  zobowiązaniami na pewno się bardzo ucieszą, że takie przed nimi leży zajebiste
                  rozwiązanie po prostu jak znalazł i na wyciągnięcie ręki.
                  • e_r_i_n Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 11.01.06, 14:59
                    balladynka napisała:

                    > Proponuję zawrzeć takie złote myśli w poniedziałkowym wydaniu Wyborczej,
                    > ludzie poszukujący pracy a obciążeni kredytami i innymi zobowiązaniami na
                    > pewno się bardzo ucieszą, że takie przed nimi leży zajebiste rozwiązanie po
                    > prostu jak znalazł i na wyciągnięcie ręki.

                    Dokładnie tak. Proste to jak drut - pewnie wiekszosc tych, ktorzy po zasilki
                    i inne takie ida (oraz zwiekszaja alimenty, a jakze), na to nie wpadla.
                    Dlatego tez kasia bez skrepowania moze zakrzyknac 'eureka' smile.
                    • kasia_kasia13 Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 11.01.06, 15:10
                      > Dokładnie tak. Proste to jak drut - pewnie wiekszosc tych, ktorzy po zasilki
                      > i inne takie ida (oraz zwiekszaja alimenty, a jakze), na to nie wpadla.
                      > Dlatego tez kasia bez skrepowania moze zakrzyknac 'eureka' smile.

                      Droga erin, alez ja na to "wpadlam" pod wplywem lektury Twoich postow! Wszak to
                      Ty zawsze radzisz szukajacym pomocy samotnym matkom "ruszenie d..y do roboty".
                      • e_r_i_n Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 11.01.06, 15:12
                        Tak, zawsze. Mam to w sygranturce smile
                        Miłego dnia, miła Kasiu smile
        • nina73 Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 11.01.06, 10:41
          Ja nie oczekuję faceta bez zobowizań, bo sama jestem z "odzysku" i " bagazem".
          Nie jest to też mój pierwszy związek od rozpadu mojego małżeństwa. Miałam już 2
          w miarę stałe eksie, o żadnej z nich złego słowa nie powiem(znałam obydwie i
          dzieci też, ale tez żadna z nich nie manipulowała dziećmi dla swoich korzyści.
          Leeya nie chodzi też o kwestie finansow ojciec ma dzieci to ma na nie płacić.
          Tylko że ma płacić bo je kocha i ma wobec nich zobowiązania, a nie dlatego że
          mama jest nieszczęśliwa. Może dlatego jest mi trudno zrozumieć obecną eksię że
          tamte poprzednie eksie były normalne. Również chciały coś uzyskać dla siebie,
          ale nie kosztem dzieci.
        • leeya Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 11.01.06, 11:32
          mooonia napisała:

          > Myślę, że trudno jest podchodzić do sprawy inaczej niż emocjonalnie, kiedy
          się
          > tkwi w samym środku. Natomiast z całej trójki M, Eks, Neks zawsze ktoś będzie
          > mniej dojrzały i problemy będą.
          ------------------------
          Moonia, ja tez tkwie w samym srodku takiego ukladu. Jestem ex, ktora jej facet
          rzucil dla next, kiedy bylam w ciazy. Emocje byly, sa i beda. Z tym, ze po
          okresie szarpania sie, raczej krotszym niz dluzszym, potrafilismy wypracowac
          konsensus zadowalajacy wszystkie strony tego ukladu. Ale jak mowie, duzo zalezy
          od faceta. I tak, uwazam, ze sprawy sa poukladane tak, jak ja tego chcialam,
          tzn. tata spotyka sie z Kulka w okreslonych dniach dopasowanych do jego
          rozkladu tygodnia, placi na mala alimenty, nie wtraca sie do mojego zycia, a ja
          mu sie rewanzuje tym samym. Po prostu za wiele nie oczekiwalam.


          > Być może jestem egoistką, podobnie jak część tu obecnych i
          > z tego powodu mam różne problemy z eskalacją żądań eks. Czasami
          > myślę, "przecież saługuję na mężczyznę wolnego, bez zobowiązań, zasługuję na
          > wszystko co najlepsze" i co.... muszę sie liczyć z zachciankami i humorami
          > innej kobiety, tylko dlatego, że się zakochałam w mężczyźnie z odzysku, który
          > jest bardziej dojrzały niź każdy, kto nie miał rozwodu i nie na eks.
          --------------------------
          Nie znam Twojego faceta, nie znam Ciebie i nie bede tu oceniac czy jest
          dojrzaly czy nie oraz czy jestes egoistka czy nie. Prawda jest tylko taka, ze
          nie TY musisz sie liczyc z zachciankami i humorami tej kobiety, a Twoj facet.
          Naprawde tego nie rozumiesz?


          > Swoją drogą czy nie zauważyłaś, że wątki może są te same, ale odpowiedzi i
          > podpowiedzi dojrzewają wraz z ich autorami, a to pomaga wszystkim: piszącym,
          > odpowiadającym, krytykujacym.
          ---------------------------
          Nie zauwazylambig_grin Moze dlatego, ze nie prowadze akt o tym kto co i kiedy myslal,
          oraz jak wyglada ewolucja jego pogladowtongue_out Za malo czasu, niestety...


          > Pozdrawiam.
          --------------
          Rowniez.

          Leeya
        • elf28 Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 12.01.06, 10:20
          Moooniu, ja myślę, że każda z nas chciałaby związać się z wolnym facetem i
          każda z nas chciałaby go mieć na wyłączność. I każda z nas w mniejszym lub
          większym stopniu jest egoistką. Wydaje mi się, że Matkę Teresę nie tylko trudno
          w śród nas znaleźć, ale tak ogólnie 'w świecie' też.

          Ale prawda jest taka, że nie musisz się liczyć z zachciankami eks. Ani z jej
          pomysłami. Niestety to rola faceta, żeby poustawiał to tak, aby Wasz związek
          przez to nie cierpiał. Ja raz zgodziłam się na pomoc eks (co wydawało i się
          naturalne i oczywiste). Niestety było jak w przysłowiu: daj palec,to utną Ci
          rękę. I więcej się nie zgodzę. Dlatego bardzo ważne jest - zwłaszcza w takm
          układzie - stawianie swoich granic i niepozwalanie na przekraczanie ich.
      • kasia_kasia13 Re: Ten sam dylemat.. Te same pretensje.. 11.01.06, 11:59

        > To samo, w kolko to samo.. Zawsze jest jakas nowa next dzieciatego faceta i
        > zawsze te same problemy i dylematy, nieprawdaz?? Przechodzace nierzadko wrecz
        w
        >
        > pretensje, ze ta ex i jej dzieci istnieja. I jeszcze duzo kasy ciagna, bo
        > przeciez exia ma swoje zachcianki, a biedny M powinien, oczywiscie wedlug
        > mniemania harpiowatej ex, kupowac im drogie rzeczy, zeby wynagrodzic
        dzieciakom
        >
        > traume rozstania. No i oczywiscie do tego wszystkiego wredna ex blokuje
        > spotkania M z dziecmi dodatkowonastawiajac je wogo do wlasnego ojca i, tu
        > najwieksza zgroza, do nowej partnerki ojca.

        No i wiekszosc dzieci traktuje ojca jak "chodzacy bankomat". Oczywiscie, to
        dlatego, ze matka=ex tak je nauczyla, bo tata idealnym tata jest.
    • ciemnanocka Re: co zrobić? 11.01.06, 12:57
      Ale sie dyskusja wywiazala.
      Ja powiem tak. Nie mam zadnego w zasadzie kontaktu z ex, ale mi osobiscie nic
      zlego nie zrobila. Dziwie sie niektorym zachowaniom jej i wcale ich nie
      rozumiem...
      Moj chlop i ona ustalili ze mala jest u niego na kazdy weekend. Jedzie po nia
      rano w sobote i odwozi w niedziele wieczorem. I do tej pory tak bylo. Jak mogl
      ją wziąc na jeden dzien dluzej, jak nie mogl, jakos sie dogadywali.
      Ostatnio wzial ja juz w piatek, bo mial wiecej czasu i uslyszal, ze "ten dzien
      ma zaliczony", bo okazalo sie, ze kiedys tam, w jakis weekend malej nie wzial.
      I mnie osobiscie to przeraza. Takie przepychanki...
      Najgorsze jest to, ze exia mowi to przy malej i potem ona moze sobie myslec, ze
      nikt jej nie chce, ani tata, ani mama...
      Oczywiscie te slowa sa mojego chlopa, ale wiem, ze obowiazki i przyjemnosci
      rodzicielskie wykonuje on tak dobrze, na ile obecna sytuacja pozwala...
      I... zastanawiamy sie powoli, ze jak u nas sytuacja sie ulozy to chyba bedziemy
      powazniej myslec, zeby moze mala jeszcze czesciej u nas byla...

      A z drugiej beczki, to przeciez kobity maja czesto w sobie cos takiego, ze chca
      byc duzo lepsze od tej, co byla przed nami, a w przypadku exi - tej co byla po
      nas. Moze moj przypadek nie jest taki przykry dlatego, ze to ona zostawila
      mojego chlopa, ze ona zdecydowala zakonczyc zwiazek i sie wyprowadzic.
      Na razie ex nie wie o naszym slubie. Nie wiem, moze jak sie dowie bedzie
      inaczej reagowac?
      ale miejmy nadzieje, ze pozostanie tak samo, czyli biernie.
      Ja kontaktowac sie z nia nie musze na razie i mam nadzieje, ze tak dlugo
      zostanie.

      a co do dziecka mojego chlopa, to ją bardzo lubie, ale czasem jestem bardzo,
      bardzo zazdrosna, ze jest jakas inna kobieta z ktora ma dziecko, a ja z nim nie
      mam jeszcze. Mam nadzieje, ze po slubie szybko sie to zmieni i pozbede sie tej
      wscieklej zazdroscismile
    • kasia-j Re: co zrobić? 12.01.06, 22:40
      Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. I wg mnie dużo w tym Twojej i M. winy.
      Twojej, że się na takie coś zgadzasz (i to bagatelka od 3 lat), a M. że na
      takie traktowanie pozwala. I nie zwalałabym całej winy na Ex - taki młodzieniec
      ma też swój rozum. Przed Tobą chyba poważna razmowa z M.....
Inne wątki na temat:
Pełna wersja