wiola101
03.03.06, 14:49
No właśnie. a oczywiście chodzi o syna mojego M. Od 1,5 roku toczy się sprawa
o przejęcie opieki nad młodym przez mojego M. Szanse są i to myśle że nie
małe poniwaz mama jak niekóre wiedzą z moich poprzednich postów jest
narkomanką. Ja mimo wielu obaw dotyczących podjęcia się opieki nad
dorastających chłopcem podjęłam decyzję wspierania mojego M. i oczywiście
zadeklarowałam swoją pomoc bo wiem że to dziecko bardzo potrzebuje
stabilizacji, miłości i spokoju czego przy matce nie miał. Ale problem
dotyczy moich rodziców a szczególnie mojej mamy. To dobry człowiek, bardzo mi
pomaga, opiekuje się naszymi dziećmi i naprawdę jest nieoceniona ale- nie
nawidzi bo chyba tak to trzeba nazwać dziecka mojego M. nie chce o nim
rozmawiać, nie chce nawet o nim słyszeć a co za tym idzie nie życzy sobie go
w swoim domu. Mieszkamy razem i rozpoczeliśmy rozbudowę domu rodziców ale
zanim sie tam wprowadzimy minie pewnie z rok. Jest mi wstyd przed M. za moją
matkę i jesj stosunek do młodego. To naprawdę miły dzieciak jednak ona przy
nim zamienia się w zupełne przeciwieństwo niż jest na co dzień. Jutro M. chce
przywieźć młodego bo dawno się z nim nie widział. A że młody mieszka ponad
100 km od nas chce go przywieźć na noc. Ja też chętnie bym sie z nim spotkała
bo naprawdę go lubie ale jak pomyśle o tym jak będzie zachowywać się moja
mama i wiem że mi się zbierze zaraz niezły opierdziel to aż mnie ciary
przechodzą. Zacznie znów mi truć że kocham obcego bachora bardziej niz matkę
która dla mnie tyle robi, że jak go wezmę to ona nie dotknie się palcem do
moich dzieci i będę musiała zrezygnować z pracy, że ona nie życzy sobie jego
odiedzin w swoim domu itd. Wyprowadzka z tamtąd nie wchodzi w grę ponieważ
rozpoczeliśmy wspomianą wcześniej budowę, mamy wzięty dosyć duży kredyt
hipoteczny, no i musimy pracowac oboje aby go spłacić.Nie wiem jak mam
dotrzec do jej serca aby zmieniła zdanie - no i weekend dla mnie napewno nie
będzie odpoczynkiem.