A ja chcę tylko dobrze.....

03.03.06, 14:49
No właśnie. a oczywiście chodzi o syna mojego M. Od 1,5 roku toczy się sprawa
o przejęcie opieki nad młodym przez mojego M. Szanse są i to myśle że nie
małe poniwaz mama jak niekóre wiedzą z moich poprzednich postów jest
narkomanką. Ja mimo wielu obaw dotyczących podjęcia się opieki nad
dorastających chłopcem podjęłam decyzję wspierania mojego M. i oczywiście
zadeklarowałam swoją pomoc bo wiem że to dziecko bardzo potrzebuje
stabilizacji, miłości i spokoju czego przy matce nie miał. Ale problem
dotyczy moich rodziców a szczególnie mojej mamy. To dobry człowiek, bardzo mi
pomaga, opiekuje się naszymi dziećmi i naprawdę jest nieoceniona ale- nie
nawidzi bo chyba tak to trzeba nazwać dziecka mojego M. nie chce o nim
rozmawiać, nie chce nawet o nim słyszeć a co za tym idzie nie życzy sobie go
w swoim domu. Mieszkamy razem i rozpoczeliśmy rozbudowę domu rodziców ale
zanim sie tam wprowadzimy minie pewnie z rok. Jest mi wstyd przed M. za moją
matkę i jesj stosunek do młodego. To naprawdę miły dzieciak jednak ona przy
nim zamienia się w zupełne przeciwieństwo niż jest na co dzień. Jutro M. chce
przywieźć młodego bo dawno się z nim nie widział. A że młody mieszka ponad
100 km od nas chce go przywieźć na noc. Ja też chętnie bym sie z nim spotkała
bo naprawdę go lubie ale jak pomyśle o tym jak będzie zachowywać się moja
mama i wiem że mi się zbierze zaraz niezły opierdziel to aż mnie ciary
przechodzą. Zacznie znów mi truć że kocham obcego bachora bardziej niz matkę
która dla mnie tyle robi, że jak go wezmę to ona nie dotknie się palcem do
moich dzieci i będę musiała zrezygnować z pracy, że ona nie życzy sobie jego
odiedzin w swoim domu itd. Wyprowadzka z tamtąd nie wchodzi w grę ponieważ
rozpoczeliśmy wspomianą wcześniej budowę, mamy wzięty dosyć duży kredyt
hipoteczny, no i musimy pracowac oboje aby go spłacić.Nie wiem jak mam
dotrzec do jej serca aby zmieniła zdanie - no i weekend dla mnie napewno nie
będzie odpoczynkiem.
    • barbara001 Re: A ja chcę tylko dobrze..... 03.03.06, 15:06
      Czy znasz przyczyne dla której Twoja matka tak bardzo nienawidzi syna M? Może
      boi sie panicznie, że to syn narkomanki i jego ewentualnego złego genotypu?
      • wiola101 Re: A ja chcę tylko dobrze..... 03.03.06, 15:12
        wiesz , myslę że to nie o to do końca chodzi. Boi się że odpisali nam wszystko
        co mieli i może to w przyszłości pójść w ręce obcego bachora a włożyła tam
        bardzo duzo pracy. Boi sie tego że mi będzie ciężko z trojką dzieci, że może
        młody okazać się niewdzięcznym dzieckiem który będzie mnie źle traktował w
        przyszłości. Boi siętego że w przyszłości może jej wnuczki nie będą miały gdzie
        mieszkać a tu w jej domu będzie mieszkał obcy i jak matka jego tak sie prowadzi
        źle to na starość bedzie chciała przyjść do syna i jak on ją weźmie to ja może
        nie będę miała swojego miejsca. Myslę że sprawy majatkowe najbardziej ja bolą.
        • chalsia Re: A ja chcę tylko dobrze..... 03.03.06, 16:37
          Jesli masz przekonanie, że to są powody, dla których Twoja mama tak się
          zachowuje, to chyba nie pozostaje nic innego,niż wziąć byka za rogi i z nią
          usiąść, zapytać się, czy to co tu napisałaś jest prawdą (tzn czy takie są obawy
          mamy) i ewentualnie uzgodnić z matką takie kroki (np.prawne) ,które ukoją jej
          lęki (np. wyjaśnić jej, że fakt przejęcia opieki nad młodym nie daje mu prawa
          do przejęcia w przyszłości domu, jeśli dom zostanie przepisany tylko na Ciebie,
          a nie na Was dwoje; można z mężem starać się ją przekonać, że dom zostanie w
          spadku tylko wnuczkom - a Twoim dzieciom; że jej pomoc zwłaszcza po przyjęciu
          młodego będzie bardzo potrzebna, etc).
          Chalsia
          PS. współczuję tej sytuacji z matką zwłaszcza wobec faktu, że w zwiazku z
          rozbudową domu nie ma jak rozwiązać to inaczej.
    • lilith76 Re: A ja chcę tylko dobrze..... 03.03.06, 15:09
      a jakoś motywuje swoje zachowanie?
      zawsze możesz przywodzić przykład rodzin, które adoptowały dzieci, "kochaj
      bliźniego jak siebie samego", pytać, czy chciała cię wychować na nieczułą sukę
      dla skrzywdzonego przez los dziecka?
      ale to może nie pomóc. nie lubi dziecka, bo tak.
      wtedy trzeba zacisnąć zęby, przeczekać ten ciężki okres i jakoś łagodzić
      konflikty.
      • wiola101 Re: A ja chcę tylko dobrze..... 03.03.06, 15:43
        Tylko że ten okres juz trwa ponad 2 lata. jest mi ciężko z tym bo wiadomo mam
        obawy co do wychowania młodego, chciałabym porozmawiać o tym z moją matką,
        doradzić się jej czy usłyszec chocby banalnego " nie martw sie jakoś sie
        ułoży". Niestety tak nie jest. Z moimi wątpliwościami mogę udać się do mojej
        teściowej która doskonale mnie rozumie i dzieli ze mną moje niepokoje mimo że
        młody to jej ukochany wnóczek. Przez to że mam dobry kontakt z moją teciową
        moja mama również i jej nie lubi. Twierdzi że to ona dązyła do tego aby młody
        mieszkał z nami i tak mie przekabaciła na swoją stronę że uległam i bardziej
        sie staram o młodego niż mój M. Najgorsze jest to że matka swoje nastroje bez
        żadnych zachamowań okazuje. Jak jest młody to potrafi mu powiedzić że go nie
        lubi i że jest głupi(koszmar), jak przyjeżdza moja tesciowa to albo zaraz
        gdzies wychodzi albo kładzie się spać. - co ja mam z nią począć? Z jednej
        strony jest bardzo wierząca, modli się co wieczór, chodzi do kościoła, psioczy
        na mojego M. że nie chodzi do kościoła i to mówi w tedy kiedy M. specjalnie
        wstaje po to aby zawieźć ją do kościoła. Przez to wszystko coś wypaliło sie we
        mnie do mojej matki i jest mi z tego powodu bardzo smutno.
        • kleo1 Re: A ja chcę tylko dobrze..... 03.03.06, 15:51
          sa ludziektórzy nigdy nie zaakceptuja takich układów i zapewne Twoja Mama jest
          jedną z takich osób, chyba nic nie zrobisz... ale może się mylę, oby...
          • barbara001 Re: A ja chcę tylko dobrze..... 03.03.06, 16:45
            Chalsia ma rację, powinnaś baaardzo szczerze porozmawiac z matką i uregulowac
            prawnie zasady własności i dziedziczenia. Ale podejrzewam, że nie jest to
            jedyna przyczyna jej niechęci. Skoro jest tak głeboko wierzaca, może można by
            poprosic księdza(o ile znacie jakiegoś przyzwoitego)by z nia porozmawiał, choc
            chodzenie do kościoła a prawdziwe wyznawanie wiary to często dwie różne drogi.
            zdaje sie , że i tak nie masz wyjścia, tylko przyjmiesz pod swój dach chłopca (
            w czym Cie popieram)a twoja mama może z czasem przyzwyczai sie do sytuacji.
            Przeciez nie będzie wiecznie bojkotować Was wszystkich za ta decyzję.
    • m-m-m Re: A ja chcę tylko dobrze..... 03.03.06, 17:20
      Powiem Ci tak: mam nieodparte wrażenie, ze jednak racja jest po stronie Twojej
      matki. Ona widzi z tytułu swojego doświadczenia życiowego jaki naprawdę jest
      ten "miły dzieciak" i nie chce brać go do siebie i chce Ciebie uchronić.
      Na Twoim miejscu posłuchałabym jej głosu. Mam przeczucie, że ona działa w Twoim
      interesie.
      Odstaw na bok biedne pokrzywdzone dziecko M., które ma z matką narkomanką. To
      problem M., a nie Twój i jeśli już koniecznie nie chcesz protestować to
      zachowaj pozycję neutrealną wobec tej sytuacji. Niech M. się stara o tę opiekę,
      Ty jednak nie deklaruj swojej pomocy. Ja na Twoim miejscu uwierzyłabym matce.
      • chalsia Re: A ja chcę tylko dobrze..... 03.03.06, 17:34
        No wszystko piknie, tylko jak tu się nie angażować i pozostawać neutralnym,
        jeśli ten właśnie M sprowadzi dziecko do domu matki Wioli.
        Tu się nie da zdystansować i zostawić sprawy własnemu biegowi, bo w domu będzie
        piekło dla wszystkich.
        Chalsia
        • barbara001 Re: A ja chcę tylko dobrze..... 03.03.06, 17:44
          A kto powiedział ze dziecko M i matki narkomanki jest z gruntu złe? Wiola
          wypowiada się o swoim pasierbie całkiem dobrze. Może oczywiscie sie mylę, ale
          jezeli widziałby w tym dzieciaku złe strony to nie obstawałaby tak bardzo za
          przyjeciem go pod swój dach. Ja, jeżeli mam podjac decyzję w sprawie dziecka
          mojego męża a jest to decyzja trudna staram się postawic w jego sytuacji,
          gdybym to ja byla matka dziecka a on tylko ojczymem.
          Wiola, jaki jest twój pasierb i ile ma lat?
          • m-m-m Re: A ja chcę tylko dobrze..... 03.03.06, 17:59
            Nie wiem, czy to dziecko jest dobre czy złe. Przedstwiłam mój punkt widzenia,
            ze mam przeczucie (a przeczucia ie sa na racjonalnych przesłankach zbudowane),
            ze rację mam matka Wioli.
            Na miejscu M. poszukałabym dla niego (czyli dla tego dziecka miejsca u matki
            matki, czyli babki lub ostatecznie u matki ojca, jeśli ona wyrazi taką wolę i
            chęć), bo ten M. nie jest u siebie i nie może swobodnie decydować, gdzie będą
            mieszkać jego dzieci z innych związków.
            • barbara001 Re: A ja chcę tylko dobrze..... 03.03.06, 18:04
              Wiesz, ja myślę, że jeżeli byłoby to takie proste żeby umiesc dziecko u
              dziadków, to nie byłoby problemu kolezanki Wioli.
              I uważam, że jak się przyjmuje człowieka do rodziny i domu to szanuje się
              równiez i jego inwentarz, choc w życiu różnie to bywa.
              • m-m-m Re: A ja chcę tylko dobrze..... 03.03.06, 18:08
                Niechęć do krewnych danej osoby nie oznacza braku szacunku dla tych krewnych,
                bo niechęć ta może wynikać z bardzo różnych przeyczyn. Można kogoś szanować,
                ale niekoniecznie użalać się nad jego losem i brać go pod swój dach.
            • kasia_kasia13 Re: A ja chcę tylko dobrze..... 03.03.06, 18:07
              > Na miejscu M. poszukałabym dla niego (czyli dla tego dziecka miejsca u matki
              > matki, czyli babki lub ostatecznie u matki ojca, jeśli ona wyrazi taką wolę i
              > chęć), bo ten M. nie jest u siebie i nie może swobodnie decydować, gdzie będą
              > mieszkać jego dzieci z innych związków.

              Absolutnie sie zgadzam, ze prawa M. nie bedacego u siebie sa ograniczone.
              Na jego miejscu zrobilabym wszytsko aby mieszkac na swoim, a postawiona miedzy
              wyborem dziecko albo partner (bo tym jest propozycja, aby dziecko "oddac"
              dziadkom) wybralabym swoje dziecko.
              • m-m-m Re: A ja chcę tylko dobrze..... 03.03.06, 18:10
                a postawiona miedzy
                > wyborem dziecko albo partner (bo tym jest propozycja, aby dziecko "oddac"
                > dziadkom) wybralabym swoje dziecko.


                Z tym, że z tym partnerem też ten rodzic ma inne dzieci. Czyli ma dzieci z
                różnych związków, ale nie mieszka u siebie.
                • kasia_kasia13 Re: A ja chcę tylko dobrze..... 03.03.06, 18:18
                  m-m-m napisała:

                  > a postawiona miedzy
                  > > wyborem dziecko albo partner (bo tym jest propozycja, aby dziecko "oddac"
                  >
                  > > dziadkom) wybralabym swoje dziecko.
                  >
                  >
                  > Z tym, że z tym partnerem też ten rodzic ma inne dzieci. Czyli ma dzieci z
                  > różnych związków, ale nie mieszka u siebie.

                  Ja nie zgodzilabym sie na taka sytuacje. I mysle, on robi duzy blad, jesli
                  rozbudowywuje wpolnie z Wiola dom jej rodzicow. Chocby nie wiem, ile czasu i
                  pieniedzy w niego zainwestowal, zawsze bedzie mu chyba podkreslane, ze jest nie
                  u siebie. Sytuacja, gdy dziecko, majac ojca, ktory moze sie nim opiekowac,
                  mieszkaloby z dziadkami, jest dla mnie chora. Gdyby to kobieta tak postapila,
                  zamieszkala u swojego nowego partnera, miala z nim dziecko a swoje "poprzednie"
                  dziecko oddala dziadkom, posypaly sie na gromy jako na wyrodna-matke.
                  Moim zdaniem, jesli M. zalezy na synu i chce z nim mieszkac, zrobil blad
                  wchodzac w taki uklad.
                  • m-m-m Re: A ja chcę tylko dobrze..... 03.03.06, 18:23
                    Gdyby to kobieta tak postapila,
                    zamieszkala u swojego nowego partnera, miala z nim dziecko a swoje "poprzednie"
                    dziecko oddala dziadkom, posypaly sie na gromy jako na wyrodna-matke.



                    Znam z życia takie przypadki. I co ciekawe jakoś nikt tych kobiet jeszcze nie
                    zlinczował...
              • barbara001 Re: A ja chcę tylko dobrze..... 03.03.06, 18:13
                Tyle że tu nie ma mowy o mieszkaniu na swoim. A i nie chodzi tu o ograniczone
                prawa w decyzjach, tylko o to by dac chłopcu szanse na normalny dom. I może to
                infantylne z mojej strony ale jakos dobro dzieci jest dla mnie najważniejsze,
                bo cała dyskusja wynika nie z chciejstwa lub nie Wioli i jej M, tylko z
                niechęci babci, narazie nie wiadomo czym uzasadnionejsmile
                • m-m-m Re: A ja chcę tylko dobrze..... 03.03.06, 18:21
                  Wiola napisała, że uzasadnionejtym (cytat z wioli);

                  Boi się że odpisali nam wszystko
                  co mieli i może to w przyszłości pójść w ręce obcego bachora a włożyła tam
                  bardzo duzo pracy. Boi sie tego że mi będzie ciężko z trojką dzieci, że może
                  młody okazać się niewdzięcznym dzieckiem który będzie mnie źle traktował w
                  przyszłości. Boi siętego że w przyszłości może jej wnuczki nie będą miały gdzie
                  mieszkać a tu w jej domu będzie mieszkał obcy i jak matka jego tak sie prowadzi
                  źle to na starość bedzie chciała przyjść do syna i jak on ją weźmie to ja może
                  nie będę miała swojego miejsca.


                  Ja nie uważam, aby obawy strszej pani były całkowicie bezzasadne. Tak może w
                  przyszłości w istocie być i wcale nie dziwię się jej stanowisku. Pracowała dla
                  SWOICH dzieci, a nie cudzych i ja to rozumiem.
                  A dom dla chłopca...piękne to i szlachetne na pewno, ale strsza pani wie, że na
                  idealiźmie trudno budować trwałe fundamenty.
                  • kasia_kasia13 Re: A ja chcę tylko dobrze..... 03.03.06, 18:27
                    > Ja nie uważam, aby obawy strszej pani były całkowicie bezzasadne. Tak może w
                    > przyszłości w istocie być i wcale nie dziwię się jej stanowisku. Pracowała
                    dla
                    > SWOICH dzieci, a nie cudzych i ja to rozumiem.


                    Ale Wiola pisala tez, ze wspolnie z mezem ten dom robudowuja. Jesli jej maz sie
                    do tego z duzym stopniu doklada, czasowo i finansowo (jesli, bo Wiola nie
                    napisala) to chyba tez nabiera jakis praw do tego domu? Czasem rozbudowa
                    starego domu moze pochlaniac wiecej finasow niz ten dom byl poczatkowo wart.
                    • m-m-m Re: A ja chcę tylko dobrze..... 03.03.06, 18:33
                      do tego z duzym stopniu doklada, czasowo i finansowo (jesli, bo Wiola nie
                      > napisala) to chyba tez nabiera jakis praw do tego domu?

                      Niczego nie nabiera. Jeśli Ty dajmy na to wyremontujesz mieszkanie sąsiadom to
                      nie oznacza to, że masz z nimi współwłsność. Liczy się ten, kto jest zapisany
                      jako właściciel w księdze wieczystej. Jeśli on dokłada do tego domu to jego
                      dobra wola, ale to tak jakby robił prezent osobie, która tego domu jest
                      faktycznym wlaścicielem. Teoretycznie można jakoś dochodzić takich swoich praw
                      (np. o zwrot nakładów w taki dom) z tytułu bezpodstawnego wzbogacenia, ale to
                      jest karkołomna sztuka i raczej mało prawdopodobna.
                      • kasia_kasia13 Re: A ja chcę tylko dobrze..... 03.03.06, 18:40

                        > Niczego nie nabiera. Jeśli Ty dajmy na to wyremontujesz mieszkanie sąsiadom
                        to
                        > nie oznacza to, że masz z nimi współwłsność. Liczy się ten, kto jest zapisany
                        > jako właściciel w księdze wieczystej.
                        >Jeśli on dokłada do tego domu to jego
                        > dobra wola, ale to tak jakby robił prezent osobie, która tego domu jest
                        > faktycznym wlaścicielem. Teoretycznie można jakoś dochodzić takich swoich
                        praw
                        > (np. o zwrot nakładów w taki dom) z tytułu bezpodstawnego wzbogacenia, ale to
                        > jest karkołomna sztuka i raczej mało prawdopodobna.

                        Wiem, ze w sensie prawnym niczego nie nabiera. Mialam na mysli w sensie zwylkej
                        uczciwosci, jesli sie sporo doklada i przy nim pracuje, a nie ma w tym domu
                        zadnych praw, (nie mowiac juz o prawach do domu) to jest naiwny i niezle dal
                        wrobic.
                        • m-m-m Re: A ja chcę tylko dobrze..... 03.03.06, 18:42
                          Jego sprawa, czy dokładał się, czy nie. Jest dorosły i powinien wiedzieć co
                          robi.
                          • kasia_kasia13 Re: A ja chcę tylko dobrze..... 03.03.06, 18:44
                            m-m-m napisała:

                            > Jego sprawa, czy dokładał się, czy nie. Jest dorosły i powinien wiedzieć co
                            > robi.

                            Tu sie zgadzam. Pisalam od siebie, ze ja w taki uklad bym nie weszla.
                            • zonka77 Re: A ja chcę tylko dobrze..... 03.03.06, 21:08
                              Ile lat ma syn M ?
    • magret65 Re: A ja chcę tylko dobrze..... 04.03.06, 15:37
      A mi bardzo szkoda tego dziecka! Czy to jego wina, że ma taką matkę, jaką ma?!
      Sam nie pchał się na ten świat! Wiola wiedziała, że bierze faceta z
      przeszłością i dobrze, że zaakceptowała jego dziecko! Przecież to przyrodni
      braciszek jej dzieci! Nie wiem, czemu jej mama tego nie chce zaakceptować. A
      jak sama by się czuła, gdyby to Wiola miała wcześniej dziecko z innym facetem i
      jej M chcialby się go pozbyć?! Nie znam się na prawach dziedziczenia, ale
      zasady zwykłego współżycia międzyludzkiego są dla mnie jasne. Ja bym przestała
      szanować mojego partnera, gdyby odrzucił moje dziecko tylko dla świętego
      spokoju w rodzinie i kazał mu mieszkać gdzie indziej. Czy nie wystarczy, że
      mały nie tylko w praktyce nie ma matki, to jeszcze pozbawiać go ojca?!
      Niestety, niektórzy starsi ludzie tacy są. Niby do kościoła regularnie chodzą,
      a serce z kamienia! Też bym spróbowała porozmawiać z mamą. Ważny na pewno
      święty spokój, ale nie kosztem dziecka, które przez los i tak już pokrzywdzone!
      A ile właściwie chłopiec ma lat? Z pisma Wioli wynika, że mały ją akceptuje,
      więc z jego asymilacją w tej rodzinie nie powinno być większych kłopotów.
      Pewnie jest spragniony normalnego domu. Jeżeli Wiola nie będzie wspierać męża w
      tej sprawie, to może też stracić sympatię teściowej, która, jak widać, kocha
      wszystkie swoje wnuki. Mój M ma z pierwszego związku 14-latkę. Niestety, przez
      jej matkę nie mają teraz praktycznie żadnego kontaktu, ale ja nie wyobrażam
      sobie, że gdyby jej matki nie stało,to zostawilibyśmy dziecko np. przy
      dziadkach. Pozdr. M
      • wiola101 Re: A ja chcę tylko dobrze..... 06.03.06, 10:38
        Juz wam wszystko pisze bo w weekend nie mogłam. Otóz młody ma 9 lat w tym roku
        bedzie mniał komunię. Ja z mężem od samego początku mieszkamy z rodzicami. Moja
        mama sama dorobiła się niewielkiego domku przy pomocy swojej najbliższej
        rodziny bo na męza niestety nie mogła liczyć. Mój ojciec większość swojego
        życia przepił. W niczym jej nie pomagał bo albo był pijany a do tego nic nie
        potrafi. Gdy my sie wprowadzilismy to na moim mężu mama mogla polegać. To on
        pomagał jej w gospodarstwie, w ciężkich pracach mimo że przyszedł mieszkać na
        wieś z miasta i nie miał pojęcia o czym kolwiek. Mój mąż to dobry, uczynny i
        pracowity człowiek. Moi rodzice mieli niewielkie gospodarstwo i nic więcej więc
        to my w dużej mierze utrzymywaliśmy dom a moja mama opiekowała się naszą córką
        gdy my bylismy w pracy. My tez zaczynalismy od zera ale małymi kroczkami
        zaczelismy sie dorabiać. W tamtym okresie obecność w domu młodego moim rodzicom
        nie przeszkadzała. My ze względu przede wszystkim na mamę postanowilismy zostać
        po to aby między innymi na starość jej pomagać. Ojciec zawsze był agresywny pod
        wpływem alkoholu i wyżywał sie na matce ale jak my zaczelismy mieszkać i mój m.
        nie raz stawał w obronie mojej mamy ojciec zaczął sie go troszke obawiać i był
        spokojniejszy. Gdy weszli w wiek emerytalny to my zaczeliśmy oboje jeżdzić i
        załatwiac wszystkie papierkowe sprawy po o aby mama wkońcu mogła pozbyc się
        ziemi i mieć własne pieniądze. Załatwiania było mnostwo ponieważ mama przez
        ostatnie 15 lat z braku pieniedzy nie opłcała składek KRUS ale udało nam sie
        wszystko wyprostować. Przez 8 lat które tam mieszkamy podwórko po raz pierwszy
        jest ładnie ogrodzone, z ładną przystrzyźoną trawką i z mmałego domku 70
        m.nieotynkowanego domu w tej chwili dzięki naszej pracy a przede wszystkim
        mojego M. stoi przawie 200m dom. 3 lata temu mama przepisała tą działkę tylko
        mnie. Mój m. zrozumiał tą sytuacje i nigdy nie robił z tego problemu. Gdy
        przychodza wakacje to do nas zjeżdzaja dzieci mojej siostry bo niby do babcia
        ale tak naprawdę angazują nas i mojego męża np. do robienia domku, czy
        roztsawiania namiotu, basenu. Mój mąz bardzo lubi te dzieci ale czasem jest
        zmęczony i chciał by odpiocząc. jednak wie że mieszka z teściami i musi
        tolerowac jej wnóczki ale nie może sie pogodzic z tym że moja matka nie
        toleruje jego syna który przez całe wakacje był u nas może z tydzień bo
        niestety zahowanie mojej matki było nie do wytrzymania. Trzeba było chodzic za
        małym krok w krok bo jak go dorwała gdzieś bez nas to przezywała go że jest
        głupim szczylem i że go nie lubi. Ja próbowałam z nia rozmawiać juz nie raz na
        spokojnie ale tez nie obyło się bez kłótni. Po tylu latach gdy moja mama ma
        swoje pieniądze no i mój ojciec juz tak nie pije zrobiła się bardzo nie
        zależna. Mój mąz usłyszał że tylko przynosi mojej matce wstyd bo nie ma czym
        się chwalić że "córka siedzi z chłopem rozwodnikiem który ma jeszcze bachora w
        zanadrzu" i " jak tak bardzo kocha tamto dziecko to mógł je nie zostawiać"
        dodam tylko że mój starszy brat miał również bardzo nie udane małżeństwo i
        niestety skończyło sie tragicznie bo popęłnił samobójstwo.
        • tarzynka Re: A ja chcę tylko dobrze..... 06.03.06, 11:26
          Cóż Wiolu, musi Ci być bardzo ciężko. Masz rację, że wspierasz męża. Z tego, co
          piszesz, to dobry człowiek. Jego dziecko w niczym nie jest winne. Pewnie będzie
          trudniej, jak z Wami zamieszka, bo niedługo wejdzie w wiek nastoletni, a dzieci
          w tym wieku potrzebują mnóstwo wyrozumiałości i cierpliwości. Ja uważam, że
          warto to dziecko do swojego domu przyjąć. I warto mu mówić, że nie jest jego
          winą stosunek Twojej mamy do niego. Rozumiem, że on boli. Jest niesprawiedliwy.
          Może ona się po prostu wstydzi, może dochodzą jakieś takie "co ludzie powiedzą".
          Jak już będzie dziecko M z poprzedniego małżeństwa, to nie da się przed sobą i
          przed otoczeniem udawać, że tego poprzedniego małżeństwa nie było. Wydaje mi
          się, że rozmowa Twojej mamy z rozsądnym księdzem wiele by pomogła. NIe wiem, jak
          jest tam, gdzie mieszkacie, ale zdanie księdza w małych miejscowościach bardzo
          się liczy. Może Twojej matce by pomogła jego akceptacja dla Waszej sytuacji i
          dla syna Twojego męża?
          Tobie pewnie jest stosunkowo najtrudniej, bo jesteś między młotem i kowadłem.
          Moja przyjaciółka w momentach dowalania nam przez otoczenie mawia, że ważne,
          żebyśmy się trzymali razem. Żebyśmy nie pozwolili zniszczyć tego, co jest między
          nami. Myślę, że to ważne, żeby się wspierać wzajemnie.
        • m-m-m Re: A ja chcę tylko dobrze..... 06.03.06, 11:36
          Cały czas obwiniasz mamę za to, że nie lubi cudzego dziecka.
          To nie jest kwestia do zrozumienia lub nie: Twój mąż musi przyjąć to do
          wiadomości i biorąc pod uwage, że jednak nie jest u siebie dostosować się do
          ogólnych wymogów. Rozumniem, że Twoim zdaniem skoro on bronił teściową przed
          teściem to teraz ona jest mu dłużna. Nikt mu nie kazał tego robić i matka ma
          jednak swoje racje. Czystym i jasnym komunikatem z jej strony było zapisanie
          działki tylko Tobie.
          Wobec dzieci siostry masz takie same obowiązki jak ona wobec Twoich: jeśli Ty
          bśs jeździła do niej z dziećmi to ona chodziłaby wokół Ciebie i Twoich dzieci.
          To, że Twój mąż angażuje się w te wizyty to jego dobra wola: nie musi i w
          związku z tym nie ma powodu by oczekiwłl za to gartyfikacji w postaci
          akceptacji jego dziecka z poprzedniego związku.
          Wiolu, żadko która matka jest zadowolona z małżenstwa córki z
          facetem "garbatym", chciałby córce oszczędzić rozczarowań i problemow.
          I nie ważne, czy to matka światowa dama, czy wcielenie pani Dulskiej.
          Matka broni Twoich interesów oraz interesów jej najbliższych krewnych, czyli
          wnuków. Mnie jej postawa nie dziwi, przynajmniej nie udaje miłej, tylko wali
          prosto z mostu co o tym myśli.
          • chalsia Re: A ja chcę tylko dobrze..... 06.03.06, 11:53
            No ale jak widac kwestia majątkowa nie jest tu rzeczywistą przyczyną, bo ziemia
            i dom należą tylko do Wioli - o ile dobrze rozumiem, w związku z czym można to
            tak prawnie załatwić, że dziecko M nigdy nie będzie miało praw do dziedziczenia
            tego majątku. Chyba, że matka Wioli o tym nie wie.
            Chalsia
          • tarzynka Re: A ja chcę tylko dobrze..... 06.03.06, 12:02
            > Matka broni Twoich interesów oraz interesów jej najbliższych krewnych, czyli
            > wnuków. Mnie jej postawa nie dziwi, przynajmniej nie udaje miłej, tylko wali
            > prosto z mostu co o tym myśli.
            NO cóż, rozmowa z córką i jej mężem na temat tego, co myśli, byłaby uczciwa i
            zrozumiała. Byłaby waleniem prosto z mostu, co o tym myśli. Czyhanie po kątach
            na dzieciaka i dogryzanie mu, jest wg. mnie robieniem mu dużej krzywdy, po
            prostu świństwem. W sumie, co on jest winny, że ma nieodpowiedzialną matkę i
            ojca, który związał się z kobietą, której matka go nienawidzi. Ten chłopiec ma 9
            lat, a jest w sytuacji, z którą ciężko sobie poradzić.
            Poza tym jest to życie Wioli, matka może jej doradzić, ale powinna też uszanować
            jej decyzję. Niezależnie od tego, czy mieszkają razem, czy nie.
          • wiola101 Re: A ja chcę tylko dobrze..... 06.03.06, 12:11
            Ok, super że jesteś innego zdania niż większość więc proszę Ci powiedz mi jak
            mam rozwiązać ten problem?. Nie mogę zabronić kochać własnego syna mojemu
            męzowi i nawet tego nie chce bo to miły, sympatyczny chłopiec. Ja nie chce aby
            moja mama go kochała bo to jest obce dziecko dla niej ale tylko chcę żeby
            traktowała go chłodno bez wyzwisk i nie odpowiadania zwykłego dzień dobry. Ja
            ani mój mąz nie oczekuje wdzięczności ale zanim zamierzała mi to odpisać
            powinna jasno i wyraźnie powiedzieć co jej nie pasuje i my byśmy nie wiązali
            sie z tym miejscem. Wzielismy dosyć duzy kredyt i to co już włozyliśmy w budowę
            i remont to byśmy mieli postawiony niewielki domek a napewno piekne mieszkanie
            w bloku. A zostalismy miedzy innymi dlatego że moi rodzice o nic sie nie
            martwią. to my robimy zakupy( do najbliższego miasta jest 10 km), opłacamy
            rachunki załatwiamy wszystkie sprawy po to aby rodzice o nic się nie martwili a
            mojemu ojcu jest ciężko latem skosić trawę. Może to głupie przykłady ale chodzi
            o tzw. relacje międzyludzkie. W ten weekend tez widzielismy sie z małym. Mój M.
            pojechał po niego do Pruszkowa w drodze powrotnej weszli do domu tylko na
            dosłownie 5 min. Ja się ubrałam i dzieci i pojechaliśmy do mojej teściowej na
            cały dzień tylko po to aby nie denerwowac mojej mamy. Wrócilismy późnym
            wieczorem gdy juz moi rodzce spali. W niedziele o 9 wyjechaliśmy już żeby
            małego odwieźć do domu to jeszcze rodzice spali. Matka widziała go góra 15 min.
            i też jest nadąsana. Nierozmawia z nami i jest opbrażona. Nie mówią już o tym
            że przez jej widzimisie nadrobiliśmy prawie 200 km. bo moja teściowa nie
            mieszka blisko, nie wspomnę też że przez to moje dzieci były zmęczona bo
            spędzenie kilku godzin w sam. dla pół rocznego dziecka nie jest niczym
            przyjemnym - ja niestety nie potrafię tego zrozumieć choc bardzo się staram.
            • zonka77 Re: A ja chcę tylko dobrze..... 06.03.06, 12:27
              Dlaczego tak się boisz swojej mamy? Dlaczego stanowczo i konkretnie nie
              przedstawisz jej co myślisz? Bo będzie kłótnia? No i co z tego? Ja bym
              powalczyła - spokojnie ale stanowczo

              >5 min. Ja się ubrałam i dzieci i pojechaliśmy do mojej teściowej na
              > cały dzień tylko po to aby nie denerwowac mojej mamy. Wrócilismy późnym
              > wieczorem gdy juz moi rodzce spali. W niedziele o 9 wyjechaliśmy już żeby
              > małego odwieźć do domu to jeszcze rodzice spali. Matka widziała go góra 15 min.

              Wiesz co, jeśli pozwalacie mamie tak się traktować to się jej nie dziwię. sposób
              jest chyba dosyć prosty - nie uciekać, nie chować się po kątach, rozmawiać,
              mówić co się myśli.

              >i też jest nadąsana. Nierozmawia z nami i jest opbrażona. Nie mówią już o tym
              > że przez jej widzimisie nadrobiliśmy prawie 200 km. bo moja teściowa nie
              > mieszka blisko, nie wspomnę też że przez to moje dzieci były zmęczona bo
              > spędzenie kilku godzin w sam. dla pół rocznego dziecka nie jest niczym
              > przyjemnym - ja niestety nie potrafię tego zrozumieć choc bardzo się staram.

              No i co z tego że jest nadąsana? Jeśli jesteś w stanie wyprawiać tekie cyrki jak
              wyjeżdzanie z dziećmi tylko po to żeby mama nie była nadąsana to naprawdę nie
              wiem czego się spodziewasz...
              Nie rozumiem. Jesteście dorośli a zachowujecie się jak dzieci które sięboją
              mamy...nie rozumiem.
              To co robi Twoja mama to terror a wy się poddajecie
              • wiola101 Re: A ja chcę tylko dobrze..... 06.03.06, 12:55
                My się nie boimy bo i tak robimy swoje. Opisuję to sytuację bo może któraś z
                Was podsunie mi jakis pomysł na rozwiązanie problemu. Przyznaje również że jest
                ilżej jak z Wami pogadam. Dodam jeszcze że jak ja byłam mała i moje rodzeństwo
                moja mama miała również propozycję przysposobienia mojego ciotecznego brata
                ponieważ wychowywała go babcia a moja ciocia. Jego ojciec był lekkoduchem a
                mataka zostawiła go jak był malutki. Ciocia z wiekiem robiła sie starsza i bała
                sie o jego przyszłość.Zaproponowała mojej mamie ponieważ bardzo ja lubiła czy
                by nie mogła zaadoptować Jacka. i wiem że na początku mama się zgodziła a gdy
                już Jacek zaczął u nas pomieszkiwać wycofała się z tego. On wtedy miał jakieś
                12 lat. po tym zdarzeniu kontakt z nim straciliśmy i dopiero ja 2 lata temu po
                jakis 18 latach onalazłam go i utrzymujemy ze sąbą bardzo bliski kontakt.
                • m-m-m Re: A ja chcę tylko dobrze..... 06.03.06, 13:22
                  Zaproponowała mojej mamie ponieważ bardzo ja lubiła czy
                  by nie mogła zaadoptować Jacka. i wiem że na początku mama się zgodziła a gdy
                  już Jacek zaczął u nas pomieszkiwać wycofała się z tego.

                  No widzisz, czyli dobrze wyczułam, że Twoja mama wie z doświadczeń życiowych,
                  że cudze dziecko to jednak nie to co własne i teraz chce Ciebie uchronić.
                  Zapewne sama przekonłla się na sobie, że miała np. mniej cierpliowści do owego
                  Jacka i poczuła, że zwyczajnie go nie kocha, że jest to dzicko już
                  ukształtowane i niewiele da się zrobić dla zmiany tego stanu rzeczy. Adopcja
                  wiązałaby się z ustanowieniem go równym w prawach jak jej dzieci biologiczne, a
                  tego nie chciała. I dobrze zrobiła, że nie ulegla ciotce tylko dlatego, że
                  tamta ją lubiła. To stanowczo za mało, by brać na siebie taki ciężar.
                  Macie z nim dobre kontakty? I ok., ale to nie znaczy, że takie same by były,
                  gdyby on z Tobą razem się wychowywał.
            • m-m-m Re: A ja chcę tylko dobrze..... 06.03.06, 12:40
              Nie ma innej możliwości jak rozdzielnie Was i teściów.
              Darowiznę można cofnąć, gorzej z kredytem.
              Co do mówienia mamie co się myśli: można jej to mówić, ale prawda jest taka, że
              Twój mąż nie jest u siebie. Stawiać swoje warunki można wtedy, gdy jest się u
              siebie. Póki nie jest się to trzeba się dostosować, albo rozdzielić.


              ja niestety nie potrafię tego zrozumieć choc bardzo się staram

              Tu nie ma nic do rozumienia: matka nie chce znać dziecka z poprzedniego związku
              zięcia, bo dba o interesy swoich bliskich. Jej prawo i z tego korzysta.
            • kasia_kasia13 Re: A ja chcę tylko dobrze..... 06.03.06, 12:44
              Gdyby Twoj M. byl macocha wchodzaca w podobny uklad tj. remontowanie domu)
              (praca przy tym, kredyt itd), ktory nie jest jej tylko jej partnera,
              natychmiast dostalby porady, aby tego nie robic. W sumie powinniem myslec
              rowniez o zabezpieczeniu siebie i WSZYSTKICH swoich dzieci a nie ladowac
              pieniadze i enegrie w cos, co nigdy nie bedzie jego. Przeciez jak byscie sie
              rozeszli, to on zostanie bez niczego. Naiwny gosciu.
              • wiola101 Re: A ja chcę tylko dobrze..... 06.03.06, 12:58
                Może i masz racje ale to też świadczy o jego wielkim sercu i tym że nie jest
                interesowny. Po za tym mysle że podjął się tego dlatego że zna mnie i bardzo mi
                ufa. A ja jako żona będe przy nim i będe go wspierać bo mamy tylko siebie i na
                sobie możemy polegać.
                • kasia_kasia13 Re: A ja chcę tylko dobrze..... 06.03.06, 13:06
                  wiola101 napisała:

                  > Może i masz racje ale to też świadczy o jego wielkim sercu i tym że nie jest
                  > interesowny.

                  W to nie watpie. Szkoda tylko, ze przez cale zycie nie bedzie "u siebie", mimo
                  ogromu pracy i pieniedzy, jaki w ow dom wlozyl.
    • lilith76 Re: A ja chcę tylko dobrze..... 06.03.06, 13:35
      jesteś w trochę beznadziejnej sytuacji, bo możesz spokojnie wypunktować mamie,
      to co zrobiliście dla niej, z myślą o niej, ale to niewiele pomoże.
      postawy są tak mocne, że nawet jeśli przesłanki mówią o wadzie tej postawy to
      osoba szybciej jest skłonna znaleźć wyrwę w przesłankach niż zmienić swoją
      postawę.

      m-m-m brutalnie pokazała, że postawiliście na wygodę twojej matki i teraz
      będziecie żyli według jej reguł, na JEJ TERYTORIUM, choć za wasze pieniądze.
Pełna wersja