ograniczanie kontaktów

04.03.06, 16:36
Hej, dziewczyny!
Mówi się dużo o ograniczaniu kontaktów przez eks, a wiele samotnych matek
twierdzi, że to NIEPRAWDA, bo to sami ojcowie, szczególnie, gdy zakładają
nowe rodziny, nie chcą już swoich pociech widywać, a tylko udają, że tak
jest, a tak naprawdę to tylko chodzi o pieniądze, aby płacić jak najmniej na
dziecko, które zostało przy matce!
Co wy o takiej opinii sądzicie? Czy jak Wasi M założyli nowe rodziny, to
zaczęli unikać swoich pierworodnych? Czy są może wśród Was takie, których
mężowie, pomimo niechęci eks do kontaktów z dziećmi, wyegzekwowali swoje
prawo do widzenia z dziecka? A może udalo się któremuś przekonać żle
nastawioną matkę, że dla dziecka to lepiej, że spotyka się z ojcem i z jego
rodziną? A może sądzicie, że ojciec powinien się widywać tylko sam ze swoją
pociechą gdzieś w terenie neutralnym, lub u niego w domu?! Czy dobrze jest
wprowadzać dziecko do nowej rodziny ojca? Czy Waszym zdaniem matka ma prawo
nie życzyć sobie i zabraniać dziecku kontaktów z jego przyrodnim rodzeństwem
i np. z dziadkami ze strony ojca? Napiszcie też szczerze, jak Wy podchodzicie
do dzieci swoich mężów z wcześniejszych związków! Pozdr. M
    • lilith76 Re: ograniczanie kontaktów 06.03.06, 10:15
      Niemąż nie unika kontaktu z dziećmi, wręcz przeciwnie bał się, że może osłabnąć.
      Ex nie zabrania mu kontaktów z dziećmi, wręcz przeciwnie - walczyłaby aby był
      jak najczęstszy gdyby zaszła taka potrzeba.
      Do jego dzieci podchodzę normalnie.

      Ale znam przypadek, gdy matka negatywnie nastawia dzieci przeciw ojcu.
      Znam też przypadek, gdy ojciec zerwał kontakt z dzieckiem, płaci mu przez
      komornika, a wszystko co ma przepisał na matkę i next.

      Życie bywa różne.
    • exiara Re: ograniczanie kontaktów 06.03.06, 10:57
      Mój eks widywał syna przez półtora roku od naszego rozstania (będąc już z moją
      next). Miesiąc po ich ślubie, przyszedł i powiedział, że rozpoczął nowe życie i
      więcej się z synem nie spotka. Trzeba przyznać, że jest konsekwentny. Minęło
      już parę lat i nawet nigdy nie zadzwonił.
    • e_r_i_n Re: ograniczanie kontaktów 06.03.06, 12:34
      Kontakty mojego meza z synem nie byly najlepsze, ale akurat nasze malzenstwo
      nie mialo nic do rzeczy.
      Eks uwaza, ze kontaktow nie utrudnia w swoim mniemaniu, ale uklady sa takie,
      jakie sa - a to na spotkania dobrze nie wplywa.

      > A może sądzicie, że ojciec powinien się widywać tylko sam ze swoją
      > pociechą gdzieś w terenie neutralnym, lub u niego w domu?! Czy dobrze jest
      > wprowadzać dziecko do nowej rodziny ojca?

      Wydaje mi sie, ze spotkania na neutralnym terenie sprawiac moga, ze dziecko
      czuje sie 'na bocznym planie' - a nie jako osoba bliska ojcu.
      Moim zdaniem dziecko powinno znac nowa rodzine ojca (przynajmniej dzieci -
      macochy niekoniecznie, chociaz zazwyczaj naturalne jest, ze ja poznaje podczas
      wizyt u ojca).

      > Czy Waszym zdaniem matka ma prawo nie życzyć sobie i zabraniać dziecku
      > kontaktów z jego przyrodnim rodzeństwem i np. z dziadkami ze strony ojca?

      Moim zdaniem nie ma prawa - ewentualny sprzeciw ojca dotyczacy kontaktow
      dziecka z rodzenstwem przyrodnim z nowego zwiazku matki pewnie nie byloby
      uwzglednione
      Jesli chodzi o kontakty z dziadkami, tez uwazam, ze nie ma prawa zabraniac tych
      kontaktow, ale zdarza sie, ze to robi. Moj maz ma zakaz zabierania swojego syna
      do swoich rodzicow.

      > Napiszcie też szczerze, jak Wy podchodzicie do dzieci swoich mężów z
      > wcześniejszych związków!

      Normalnie. Juz kiedys pisalam, ze moj stosunek do syna mojego meza jest
      neutralny, z przechyłem w kierunku pozytywnego. Wizyty dziecka u nas nie sa dla
      mnie problemem.
    • magret65 Re: ograniczanie kontaktów 06.03.06, 16:55
      Dzięki za szczre podejście do tematu! Mój M od lat próbuje wyegzekwować
      kontakty, ale nic mu z tego nie wychodzi. A teraz to chyba nawet sama jego
      nastoletnia córka nie wie, czy już w ogóle tego chce, czy nie. Tak naprawdę, to
      bardzo chce zadowolić mamę, która jest zdecydowanie przeciw. Skoro ją
      wychowała, to nic dziwnego, że dziewczynka tak naprawdę jest związana tylko z
      nią i z jej rodzicami, a ojciec-przykro to stwierdzić, ale dla niej obcy facet!
      Mój jednak ma nadzieję, że może jak sama będzie dojrzalsza i zacznie myśleć
      samodzielnie, to będzie chciała zbliżyć się do niego, do dziadków i dalszej
      rodziny.
      • ajmj Re: ograniczanie kontaktów 06.03.06, 20:50
        Tyle się napisałam, ale wcięło, a moze dobrzewinkJutro jak będę miała wenę, to
        znów spróbuję moze tym razem sie uda i mój post nie znikniewink
        • magret65 Re: ograniczanie kontaktów 06.03.06, 23:22
          Bardzo się cieszę, że jeszcze się odezwiesz! Mnie ten temat naprawdę
          interesuje! Też miałam kilka razy problem z wysłaniem wiadomości. Po prostu nie
          zostały wysłane i znikły!Dlatego teraz krótko. Pozdr. M
    • ajmj Re: ograniczanie kontaktów 07.03.06, 13:24
      Może w gwoli ciekawostki i "kwiatka" Eksi.
      W pozwie do Sądu pisze:"Konkubina utrudnia kontakty Ojca z córką"
      A za chwilę na sprawie odnośnie uregulowania kontaktów mówi tej samej
      Sędzinie:"Uważam, ze to Konkubina dązy do tego, aby nawiązać kontakty z
      dzieckiem"wink
      W zależności od potrzeb mówi co jej zdaniem osiągnie zamierzony efekt,

      Mówi się dużo o ograniczaniu kontaktów przez eks, a wiele samotnych matek
      > twierdzi, że to NIEPRAWDA, bo to sami ojcowie, szczególnie, gdy zakładają
      > nowe rodziny, nie chcą już swoich pociech widywać, a tylko udają, że tak
      > jest, a tak naprawdę to tylko chodzi o pieniądze, aby płacić jak najmniej na
      > dziecko, które zostało przy matce!

      Więc u nas to EKS utrudnia te kontakty, To Eks zrobiła już tyle „dobrego”, ze
      dziecko od kilku miesięcy znać Ojca nie chce. M zarzuca sobie, ze wczesniej
      wniosku o uregulowanie kontaktów nie złożył do Sądu, łudząc się, ze czas zrobi
      swoje i pewne emocje opadną i pewna pani pójdzie po rozum do głowy i będzie dla
      niej ważne dobro dziecka, a nie własne korzyści i negatywne uczucia i chęc
      zemsty za wszelką cenę, nawet kosztem zdrowia psychicznego dziecka.

      Co wy o takiej opinii sądzicie? Czy jak Wasi M założyli nowe rodziny, to
      > zaczęli unikać swoich pierworodnych? Czy są może wśród Was takie, których
      > mężowie, pomimo niechęci eks do kontaktów z dziećmi, wyegzekwowali swoje
      > prawo do widzenia z dziecka? A może udalo się któremuś przekonać żle
      > nastawioną matkę, że dla dziecka to lepiej, że spotyka się z ojcem i z jego
      > rodziną? A może sądzicie, że ojciec powinien się widywać tylko sam ze swoją
      > pociechą gdzieś w terenie neutralnym, lub u niego w domu?! Czy dobrze jest

      Tej kobiety przekonać się nie da. Wszyscy próbowali łacznie z jej własną
      rodziną, która jesli chodzi o sprawy związane z Dzieckiem stanęli po stronie
      mojego M, przyznając mu rację.

      Ojciec powiennien stopniowo i za zgoda dziecka zabierac je do swojego domu,
      gdzie dziecko takie będzie miało swoje miejsce, gdzie będzie czuło się dobrze i
      przede wszystkim kochane i chciane. Ale, aby to osiągnąc zdaniem Sędziny, która
      prowadziła ich sprawę, musi być:"konieczna jest aprobata matki-w przeciwnym
      razie dziecko stanie się uczestnikim konfliktu pomiędzy rodzicami i zostanie
      zmuszone do opowiadania się po jednej ze stron". Niestety Eks robi wszystko
      tylko w odwrotnym kierunkuwink

      Czy Waszym zdaniem matka ma prawo
      > nie życzyć sobie i zabraniać dziecku kontaktów z jego przyrodnim rodzeństwem
      > i np. z dziadkami ze strony ojca? Napiszcie też szczerze, jak Wy podchodzicie
      > do dzieci swoich mężów z wcześniejszych związków! Pozdr. M

      Nie ma takiego prawa. Jesli w ten sposób robi nie jest godna byc matką. Bo
      zrozumiem matki, które tych kontaktów nie chcą, ponieważ rodzina męża jest
      Patologiczna to i owszem, ale jesli Ojciec jest normalnym facetem i ma normalną
      rodzinę to jak wyżej.


      Napiszcie też szczerze, jak Wy podchodzicie
      > do dzieci swoich mężów z wcześniejszych związków! Pozdr. M


      Na dzień dzisiejszy jest mi tej Dziewczynki bardzo szkoda...
      Bo została bez Ojca. Bo nie wie, jak bardzo ją Ojciec kocha, bo nie wie, jak
      bardzo do niej tęskni. Bo myśli, ze to JĄ porzucił, że jej nie chciał.
      A wiem jak cięzko zyć z taką swiadomościa...
      I NIKT im tych lat nie zwróci. Z małej Dziewczynki przeistoczy się z Panienkę,
      potem w Kobietę, no...i ciągle będzie miała w sercu uraz i zadrę. A wystarczy
      tylko zmiana postawy Eks…
      • magret65 Re: ograniczanie kontaktów 08.03.06, 00:15
        "Na dzień dzisiejszy jest mi tej Dziewczynki bardzo szkoda...
        Bo została bez Ojca. Bo nie wie, jak bardzo ją Ojciec kocha, bo nie wie, jak
        bardzo do niej tęskni. Bo myśli, ze to JĄ porzucił, że jej nie chciał.
        A wiem jak cięzko zyć z taką swiadomościa...
        I NIKT im tych lat nie zwróci. Z małej Dziewczynki przeistoczy się z Panienkę,
        potem w Kobietę, no...i ciągle będzie miała w sercu uraz i zadrę. A wystarczy
        tylko zmiana postawy Eks…" - Ajmj, dzięki za te słowa! Dokładnie tak myślę!
        Córka mojego M ma już 14 lat. Jest żal, że tak to wszystko wyszło, że mogło być
        inaczej, ale .... Myślę, że jego eks NIGDY nie zmieni swej postawy, bo ona nie
        widzi żadnego problemu, że w życiu córki nie ma ojca. JEJ zdaniem tak jest
        najlepiej, bo to przecież JEJ dziecko! Smutne, ale prawdziwe! Trzymajcie się
        wszyscy cieplutko! M
    • weronka77 Re: ograniczanie kontaktów 09.03.06, 02:20
      Ja nie przepadam za dzieciakami Mojego.Dwa małżeństwa,dwoje dzieci.POprzednie
      zony tez nie lubiły dzieci poprzedniczek więc czuję się rozgrzeszonawink
      Smarkaczy nie trawię-dopiero jak dowiedziały sie o istnieniu moim a potem
      Juleczki-przypomniały sobie o ojcu.Wczesniej najwazniejsza była kasa która
      posyłał.Jegop święta spędzane samotnie,czekanie na telefon od któregokolwiek z
      nich,tęsknota-nie były dla nich ważne.Teraz kiedy ułożył sobie życie i ma
      dom,spokój- włażą z butami w Nasze życie.Wyprosiłam sobie kontakty z NImi-nie
      widzę powodu do obcowania z obcymi dziećmi.Tak lepiej i mniej stresu..
      • mrs_ka Re: ograniczanie kontaktów 09.03.06, 02:25
        Weronka, Ty prawdziwa Jesteś? Własnie przeczytałam Twoje trzy ostatnie wpisy w
        trzech topikach i tak se myślę, że wolę podbarwioną rzeczywistośc z bloga Twojej
        eksi niż Twoją brutalną prawdę, która jest po prostu...kompromitująca?
        A Juleczka to też smarkacz czy raczej bachor?

        a.

        ps. a ja po wielomiesięcznej (czy może już wieloletniej) lekturze tego forum
        zdązyłam się przyzwyczaić, że definicja "macochy" jest księżycowa, bo większość
        pań dobry PR zrobiło określeniu Neksia.
        • weronka77 Re: ograniczanie kontaktów 09.03.06, 02:41
          W opinii eksi dwóch i ich latorośli jak najbardziejwink Ale nie przejmuję się
          tym,ponieważ bardzo starałam się na początku,żeby wszytko było ok,dzieciaki
          czuły się dobrze.No i jedyne na co mogłąm się im przydać to zmywanie po nich
          naczyńpo wspólnym obiedzie.SYn do dzisiaj jak przychodzi "wycina" różne numery-
          ostatnio nie spuścił wody w toalecie.NIe miej mi więc za złe że jestem tym
          poirytowana i stąd ton mojej wypowiedzi.
          • weronka77 Re: ograniczanie kontaktów 09.03.06, 02:48
            Bardzo mi było przykro kiedy na wspólnych wypadach kiedy byłam w ciąży dzieci
            albo krzyczały że chcą do domu jak tylko się zdrzemnęłam,protestowały przeciwko
            jedzeniu obiadu kiedy zaproponowałam,ale nie protestowały kiedy kupowałam
            drobiazgi z okazji wizyt u Nas(głupia jestem wiem).nie zawsze jest różówo i
            szczerze zazdroszcze tym których eksie i dzieciaki są fajne.Ale widocznie u Nas
            to rodzinne-syn z pierwszego małżeństwa mojego ojczyma daje popalic mojej mamie
            do dziśwink
            • m-m-m Re: ograniczanie kontaktów 09.03.06, 11:56
              Ale widocznie u Nas
              to rodzinne-syn z pierwszego małżeństwa mojego ojczyma daje popalic mojej mamie
              do dziśwink


              A przepraszam, że się wtrącę: ile lat ma syn Twojego ojczyma? I czy mieszka z
              Twoją mamą na co dzień?
              I ten ojczym nic z tym nie robi?


              Bardzo mi było przykro kiedy na wspólnych wypadach kiedy byłam w ciąży dzieci
              > albo krzyczały że chcą do domu jak tylko się zdrzemnęłam,protestowały
              przeciwko
              >
              > jedzeniu obiadu kiedy zaproponowałam,ale nie protestowały kiedy kupowałam
              > drobiazgi z okazji wizyt u


              A co na to ojciec dzieci?
              Nic z tym nie zrobił?
              Poza tym trochę przesadzasz z tym, że te dzieci miałyby interesować się Twoją
              ciążą i chodzić wokół Ciebie na palcach. Co je to obchodzi?
              Moim zdaniem tu szwankuje rola wychowawcza M. To samo dotyczy spuszczania wody
              w toalecie. To też jego zadanie, aby zadbać o jej spuszczanie (albo robi to za
              chłopaka, albo każe mu dokonać tej czynności samodzielnie zapowiadając, że w
              domu każdy po sobie ma obowiązek łazienkę zostawić czystą).
              • weronka77 Re: ograniczanie kontaktów 09.03.06, 20:37
                Syn ojczyma ma teraz 38 lat i zachowywał się żle w stosunku do mojej mamy za
                każdym razem kiedy Nas odwiedzał.Dlatego bardzo rzadko dochodzi do takich
                spotkań z inicjatywy ojczyma który wytłumaczył synowi że nie zgadza się na
                lekceważenie swojej żony.Syn mojego męża nie mieszka z Nami ale odwiedzał Nas
                co niedzielę.Piszę w czasie przeszłym ponieważ po incydencie o którym
                wspomniałam ojciec zadecydował że będzie się spotykał z nim poza domem.Chłopak
                jest agresywny,nawet w stosunku do ojca.Poza tym mąż stwierdził że szkoda się
                nim przejmować i użerać-facet jest niereformowalny.Uznałam ta argumantację i
                przestałam o tym myślec.nie wymagałam szczególnej atencji w czasie ciązy
                jedynie zwykłego szacunku i liczenia się z drugą osobą.Skoro obcy ludzie w
                tramwaju każdej z Nas kiedy była w ciąży ustępowali miejsca,puszczali
                przodem,starali się pomóc to chyba nic dziwnego że oczekiwałam tego od 13latki?
                To jest dziecko nie tylko oje ale i jej ojca-czy jej się to podoba czy
                nie.Kiedy byłam w ciąży "niechcąco" mnie popchnęła ale zbagatelizowałam.POdczas
                pierwszej wizyty u nowonarodzonej siostry wzięła ją na ręce i też "niby
                przypadkiem" rzuciłą na łóżko bo "była taka cięzka".Możecie uznać że sie
                czepiam ale uważam że 13 latka jest zdolna do oceny sytuacji i tego że z
                noworodkiem należy się ostroznie obchodzić.Na szczęscie interweniował mąż-ku
                jej zdziwieniu.Podobnie jak syn,już Nas nie odwiedza..
        • ajmj Re: ograniczanie kontaktów 09.03.06, 10:13
          "ps. a ja po wielomiesięcznej (czy może już wieloletniej) lekturze tego forum
          zdązyłam się przyzwyczaić, że definicja "macochy" jest księżycowa, bo większość
          pań dobry PR zrobiło określeniu Neksia."

          Może głupia jestem, ale nie do końca to zrozumiałam. Można jaśniej?
          Dziękuję.
          • mrs_ka Re: ograniczanie kontaktów 13.03.06, 02:33
            no co, dobry PR, jasna sprawa- nie taka macocha straszna, jak ją malują, poznaj
            aby zrozumieć itd. Na tym tle posty Weronki wypadają zjawiskowo, ale nie jest to
            zjawisko, jakiego życzyłabym przyjacielowi przed snem wink

            a.
            • weronka77 Re: ograniczanie kontaktów 13.03.06, 14:11
              No to Dobrej Nockiwink ja już też spokojnie sypiam odkąd "nie grożą" mi te
              wizytywink Pozdrawiam serdeczniewink
              Mąz też jakby lepiej się czujewink
              • m-m-m Re: ograniczanie kontaktów 13.03.06, 14:34
                Mąz też jakby lepiej się czujewink



                Na pewno takie to dla niego normalne, że te dzieci wzajemnie się nie znają?
                Odsunął od siebie problem, co nie oznacza, że nie wypłynie on w nowej postaci
                za kilka lat. Sprawa jest nie załatwiona, to tylko chwilowe zgaszenie pożaru, a
                nie rozwiązanie kompleksowe.
                • weronka77 Re: ograniczanie kontaktów 14.03.06, 00:16
                  Dzieci poznać się nie chciały..Jedno wspólne spotkanie zakończyło się atakiem
                  wściekłości u 13latki.Nie chcą o sobie rozmawiać ani nie interesują sie
                  nawzajem sobą.Naprawdę sądzisz że to jedynie wina męża?Na jakiej podstawie?
                  Izolacja syna z pierwszego małżeństwa była kategorycznym żadaniem drugiej żony
                  która uznałą go za nieodpowiednie towarzystwo dla córki.Zawinili wszyscy,w
                  równym stopniu.NIe będę potępiała i rozliczała człowieka z którym jestem za
                  winy z przeszłości bo to absurd.Dzieciaki żyją własnym życiem,każde w innym
                  mieście,otoczeniu.Nie cierpią na skutek zaistniełej sytuacji,a raczej wręcz
                  przeciwnie-są radosne,mają swój świat w któym ojciec pojawia się raz na tydzień
                  albo dwa.Ale do niego nie należy.ZArówno ona jak i on mają tego
                  świadomośc.Pozdrawiam serdecznie.
        • babe007 Do mrs_ka 09.03.06, 11:30
          Podobnie jak Ciebie zniesmaczają mnie posty Weronki. I chociaż religijna nie
          jestem, to chyba pójdę do kościoła pomodlić się w intencji co by moim dzieciom
          się taka macocha nie trafiła. Brrrrr.
          • weronka77 Re: Do mrs_ka 09.03.06, 20:40
            Rozumiem że zakładamy że winę ponoszą zawsze kolejne partnerki naszych
            mężczyzn.Dzieci są wyrozumiałe,ciepłe i do nowej kobiety w życiu ich ojca
            podchodzą z otwartymi ramionami.Otóż niestety nie zawsze tak jest.Nastolatki na
            wiedzą dokładnie jak postępować jeśli chcą uprzykrzyć życie.I mimo
            najszczerszych chęci niejedna z was po prostu by nie wytrzymała w pewnym
            momencie.
            • babe007 Re: Do mrs_ka 10.03.06, 09:18
              Tylko widzisz, ja mam trochę więcej niż 13-lat i w związku z tym więcej
              doświadczenia, życiowej mądrości. I (wydaje mi się), że nie traktowałabym
              13ltniego dziecka (bo to ciągle jest dziecko) jako partnera do kłótni, wojen
              podjazdowych, czy złośliwości. BTW mam jedenastoletniego syna i jemu też zdarzy
              się nie spuścić wody, nie opuścić klapy, czy zostawić porozrzucane ciuchy.
              Tylko, że ja nie upatruję w każdym takim fakcie złośliwości i chęci sprawienia
              mi przykrości. Pewnie dlatego, że to moje dziecko, a może dlatego, że nie
              uważam, że cały świat kręci sie wokół mojej osoby i wszysto co robią inni robią
              albo po to, żeby sprawić mi przyjemność lub przykrość. Na moje oko (na
              podstawie tego co przeczytałam) jesteś przewrażliwiona i mało dojrzała. A
              takiej macochy nie życzę nikomu - szczególnie własnym dzieciom.
            • m-m-m Re: Do mrs_ka 10.03.06, 10:26
              Rozumiem że zakładamy że winę ponoszą zawsze kolejne partnerki naszych
              > mężczyzn.


              Nie, winę ponosi niudolny wychowawczo ojciec.

              Dzieci są wyrozumiałe,ciepłe i do nowej kobiety w życiu ich ojca
              > podchodzą z otwartymi ramionami.Otóż niestety nie zawsze tak jest.Nastolatki
              na
              >
              > wiedzą dokładnie jak postępować jeśli chcą uprzykrzyć życie.I mimo
              > najszczerszych chęci niejedna z was po prostu by nie wytrzymała w pewnym
              > momencie.


              Oczywście, że nastolatki nie są łatwe, sama mieszkam z takim 17-mnasto latkiem
              pod jednym dachem, ale to nie ja mam za zadanie temperowanie jego zachowania.
              Nie oznacza to, że pozwolę wejść sobie na głowę, ale to jego ojciec ma
              obowiązek brać go za rogi i tego od jego ojca wymagam.
              • weronka77 Re: Do mrs_ka 10.03.06, 17:20
                Racja jest pewnie po środku jak zawsze.Niemniej jednak nie widzę powodu do
                tolerowania takiego zachowania w domu kt ory tak się składa jest moją
                własnością.Dlatego też mam taki przywilej że nie muszę w nim przyjmować tych
                którzy nie szanują reguł w nim panujących.Dlatego dzieci będą się spotykały z
                ojcem w jego mieszkaniu.Mnie szczerze mówiąc już przestało zależeć na
                kontaktach z Nimi a już tym bardziej na ich opinii o mnie.Ich problemwink
                • zonka77 Re: Do mrs_ka 14.03.06, 07:03
                  weronka i ojcu też to odpowiada? Taki jest zadowolony że ma poszatkowaną rodzinę
                  -jedno dziecko nie zna drugiego a i trzecie nie będzie znało pozostałych dwojga?
                  Wiesz co ja też mam pasierbicę 13 latke. Ma dni kiedy jest sympatyczna i jest
                  najlepszą siostrą na świecie dla naszej córki. Ale sądni jak np ostatnia
                  niedziela kiedy cały dzień chodzi obrażona, małą odpycha a do nas potrafi walnąc
                  nieprzyjemny tekst. Ma 13 lat - widać po niej jak na dłoni że hormony już
                  pracują. Raz jest szczęśliwa a raz niemal płacze a wszystko z błahych powodów.
                  Zgadzam się że ojciec MUSI reagować. Ale reakcją nie może być na litość boską
                  odsunięcie dzieciaków ale reakcją powinno być ich wychowywanie - porozmawianie
                  wytłumaczenie i wyegzekwowanie dobrego zachowania!
                  Tak przy okazji to przez te parę lat mojej psierbicy tez się zdarzyło nie
                  spuścić wody kilka razy. Moja córka zapomina non stop ale jako że ma 5 lat
                  jeszcze jakoś jej wybaczam chociaż zawsze musi sama wrócić i spuścić.
                  Podobny przypadek "rodzinny" jest u mojego M w rodzinie. Jego wójek ma trzecią
                  żonę. Z pierwszą ma syna - niemal go nie zna, z drugą córkę - nawet nie widział
                  chyba swoich wnuków, a trzecia żona ma swoją córkę ale dla niego nagle ta
                  dziewczyna stała się ważna i jej "tatuje"Co ciekawe ta córka trzeciej żony jest
                  niezwykle wrednego charakteru kobietą i nienawidzi dzieci ojczyma, wypowiada się
                  o nich z wielką pogardą(taka jak i jej matka)
                  Niby fajny człowiek z tego wójka - dla nas bardzo sympatyczny i uczynny. Ale
                  znam jego córkę, kuzynkę mojego M. Kobieta ma już troje dzieci i męża i fajną
                  rodzinę ale dalej nosi wielki żal i uraz do taty.
                  Znając sytuację nigdy nie uwierzę tej jego sympatycznej pozie. Dla mnie to kawał
                  gnojka i tyle. Olał dwoje dzieci, jedno w innym mieście, drugie w innym - a on
                  wyechał za granicę i problem z głowy. Dla mnie to kawał drania i tyle.
                  Dobrze że Twój M się przynajmniej z tymi dzieciakami spotyka
                  Ale i tak smutne to że się nie znają dzieci i że mają tatę tylko z doskoku.
                  A czy to Twoja wina? Nie sądzę - myślę że Twojego M i jego byłych żon. Ale
                  poraża mnie wesołość i obojętność z jaką o tej sytuacji piszesz. Myślę że nie
                  zdajesz sobie sprawy kopmletnie z tego co się w głowach tych dzieci musi dziać.
                  Z drugiej strony jeśli poznałaś ich już jako nastolatków to może trudno byłoby
                  Ci do nich dotrzeć żeby jednak trochę ocieplić sytuację. Mam jednak wrażenie że
                  nie bardzo próbowałaś.
                  a ten argument z niespuszczeniem wody to naprawdę...wybacz...ale głupi.
                  • zonka77 Re: Do mrs_ka 14.03.06, 07:11
                    i jeszcze jedno - jeśli córce mojego M cos się odmieni i stanie się niemiła i
                    niesympatyczna z racji nastolatkowego buntu będę pierwsza żeby uspokoić nerwy M
                    i wytłumaczyć mu że dziewczyny tak mają - sama tak miałam. Tak jak w ostatnią
                    niedzielę - M się wkurzył w końcu ostro na młodą. ALe wieczorem porozmawialiśmy
                    i przedstawiłam mu mój punkt widzenia który przemyślał i przestał się wsciekać a
                    postanowił porozmawiać z córką dłużej i poważniej. (nie chodzi tu tylko o zły
                    humor jaki miała ale i o kilka rzeczy nieprzyjemnych które powiedziała do
                    wszystkich)
                    No bo jakoś mi siętak wydaje że rodzic powinie problemy ROZWIĄZYWAĆ a nie
                    odpychać. W sumie to idąc Twoim tokiem rozumowania po takiej niedzieli powinnam
                    sobie zażyczyć żeby pasoerbica do nas nie przychodziła bo mam prawo w własnym
                    domu czuć się swobodnie i nie znosić jej fochów.
                    Wiesz co? Czułabym się jak naprawdę wredna macocha jakbym coś takiego zrobiła a
                    mojemu M zrobiłabym straszną przykrość, nie sądzę też żeby się na coś takiego
                    zgodził kiedykolwiek i bardzo dobrze.Widząc jakim jest ojcem dla starszej córki
                    wiem że nasza córka będzie miała zawsze dobrego tatę
                    • zonka77 Re: Do mrs_ka 14.03.06, 07:20
                      a co do opisywanej niedzieli to przy córce M nie komentowałam zbytnio bo
                      wiedziałam że i tak nic do niej nie dotze w tym dniu. Z M porozmawiałam na jej
                      temat bo znam go i wiem że pewnych rzeczy nie rozumie bo jest facetem i jeśli
                      zareaguje dużą złością to pogorszy sprawę, poradziłam mu żeby powiedział wprost
                      do mlodej że sprawiła mu dużą przykrość i żeby nie udawał że jest mu z tym ok
                      ale żeby też nie obrażał się na nią tylko usiadl i powaznie pogadał czy to co
                      mówiła było tylko wynikiem złego dnia (ja tak uważam bo ją już na tyle znam że
                      wiem że czasem palnie coś a potem żałuje) czy tez coś więcej siedzi w jej głowie
                      (może się mylę i coś jej lezy na sercu i tata powinie z niej to wyciągnąć i
                      wytłumaczyć)
                      W takiej sytuacji jeślibym ja odwróciła się od pasierbicy i nie chciała jej
                      więcej u siebie a M by się powkurzał na nią a potem rzeczyiście jej do nas nie
                      przyprowadzał to jedynym efektem mogłaby być totalna nienawiść pasierbicy do mnie.
                      Zresztą myślę że gdybym narzekała na nią i na każdym kroku dopatrywała się
                      złośliwości i z najmniejszych uchybień robiła aferę to młoda by mnie po prostu
                      nie lubila a ze potrafi być bardzo złośliwa zapewne bym to ostro odczuła.
                      Też byłam w ciąży też młoda rozrabiała, albo ja jej zwracałam uwagę albo M
                      pracował nad jej zachowaniem (głównie on) Nigdy nie przyszło mi do glowy aby
                      "pozbyć się" problemu i zabronić jej przychodzić
                      Jakoś mi się to w głowie nie mieści
                      • m-m-m Re: Do mrs_ka 14.03.06, 08:32
                        No, Zonka - lepiej tego nikt napisać nie mógł smile Poieram każde Twoje słowo w
                        Twoich postach do Weronki.
                        • weronka77 Re: Do mrs_ka 14.03.06, 09:18
                          Ale u Nas jest właśnie tak i tak już zostanie.Nie będę spierała się z nikim u
                          siebie w domu.Po prostu nie chcę nerwowej atmosfery,przykrości i koniec.O wiele
                          lepsze są relacje odkąd każdy spotyka się tak gdzie i chce i z kim chce.Ja w
                          życiu dzieci nie istnieję i one w moim też.I nikt z tego tragedii nie robi i
                          robił nie będzie.Tak też się w życiu zdarza-bez względu na opinie innych.Prop-
                          onuję mnie ukamieniować,co?wink POzdrawiam
                          • weronka77 Re: Do mrs_ka 14.03.06, 09:28
                            Poza tym nie jestem w stanie wyprostować choćby w najmniejszym stopniu zdania
                            dziewczynki o jej ojcu,o mnie i Naszym dziecku.Przez cały tydzień mama pracuje
                            nad tym wytrwale i osiąga znakomite efektywinkNie będę sie porywać z motyką na
                            słońce-niech tkwią w swoich racjach i przekonaniach,jeśli im to odpowiada.To
                            nie jest moja rodzina i nie muszę tego znosić.Mam swój dom,dziecko,rodzinę i
                            nie pozwolę sobie tego zniszczyć tylko dlatego że ktoś ma na to ochotę.Niech
                            się zadziobią w swoich pretensjach,frustracjach i żalach.Ale mnie w to już nie
                            wciągną ponieważ nie mam na to ochoty.Taka już jestem wredna morda i nikt mnie
                            do tego nie zmusi.
                            • m-m-m Re: Do mrs_ka 14.03.06, 09:52
                              Cały czas nie chcesz przyjąć do wiedzy, że to wina nieudolności wychowawczej
                              Twojego męża. I nie mów, że masz SWOJĄ rodzinę. Pasierbowie od dnia ślubu
                              Twojego z M. TEŻ są formalnie Twoją rodziną, czy to Ci się podba, czy nie, są
                              Twoimi POWINOWATYMI (a bliskimi KREWNYMI w linii prostej Twojego męża).
                              Pamiętaj też, że może nadejść dzień, że i Twoja córka być może będzie się
                              zadziobywała w nienawiści, bo nigdzie nie jest napisane, że Twój mąż będzie
                              zawsze Twoim mężem i że nie będzie miała nastepnych dzieci z kolejnymi paniami.
                              • weronka77 Re: Do mrs_ka 14.03.06, 10:07
                                Z pewnością nie będę w niej podsycać nienawiści i wylewać wiadra pomyj na jej
                                ojca bo wyszłabym na kretynkę skoro z nim byłam a teraz uważam go za
                                skończonego...Jeśli ktoś potrafi jedynie jątrzyć i cały czs poświęca na to
                                jak "dołożyć" eks męzowi i jego nowej rodzinie to należy mu tylko
                                współczuć.POjawił się ciekawy wątek na temat kształtowania stosunku do macoch i
                                ojczymów przez rodziców właśnie.Nie kwestionuję braku winy męża-nie napisałąm
                                niczego takiego.Jedynie to że nie widzę uzasadnienia dla którego powinnam
                                ponosić konsekwencje czyjejś nieudolności wychowawczej i pełnić rolę Siłaczki.W
                                tym przypadku wina nie jest TYLKO mojego męża ale i szanownych EKS razy 2.
                                • weronka77 Re: Do mrs_ka 14.03.06, 10:13
                                  Pierwsza eks nie może poradzić sobie z wyzwiskami 17 latka i jego skandalicznym
                                  zachowaniem więc proponuje żeby wprowadził się do mojego domu;druga narzeka
                                  na "humory" i brak postępów w nauce 13latki i propozycję ma taką samą bo akurat
                                  jest w ciąży i nie ma siły do córki.Ktoś chyba zwariował,nie sądzicie?
                                  • m-m-m Re: Do mrs_ka 14.03.06, 10:36
                                    A nie, no oczywiście, że pasierbowie mają mieszkćc u matek swoich i tyle, tym
                                    bardziej, że ich ojciec nie mieszka u siebie, więc do nie swojego domu zabierać
                                    pasierbów nie musi. Tu się jak najbardziej zgadzam.
                                    Co do skandalicznego zachowania nastolataka lat 17: mój pasierb jest w takim
                                    wieku i też próbuje pokazać ojcu na co go stać. Ojciec jednak nie pozwala sobie
                                    i trzyma go na krótkim pasku. Ja sobie nie wyobrażam, że miało by być inaczej -
                                    ja od razu zabrałabym nogi za pas i tyle by mnie widzieli, bo na pewno nie
                                    brałlabym na siebie chamstwa pasierba. To wykluczone.
                                    • weronka77 Re: Do mrs_ka 14.03.06, 10:44
                                      No widzisz..Mnie się słabo zrobiło po "Spierdalaj po twojej śmierci i tak
                                      wszystko będzie moje"reakcja pasierba na odmowę kupna samochodu.Ja by,
                                      wytrzaskała po pysku,ojciec zachował stoicki spokój i nie powiedział ani
                                      słowa.To też jest metoda bo chłopaka zatkało-myślał że się bić będą albo
                                      co..Natomiast na na stwierdzenie uśmiechniętej 13letniej blondyneczki"szkoda
                                      właściwie że Julka(nasza córeczka) jest...mam nadzieję że nie będziecie mieli
                                      więcej dzieci" zareagowałam natychmiast.Kazałam pakować manatki i wyjechać z
                                      domu moich rodziców gdzie gościła na wakacjach.Są pewne granice.
                                      • m-m-m Re: Do mrs_ka 14.03.06, 10:59
                                        No, niestety takie chamstwo tez bywa. I gdybyś od razu napisała jakie jest
                                        podłoże Twojej niecheci wobec nich to nie robiłabym tu krucjaty w obronie
                                        pokrzywdzonych żuczków rozwiedzionych rodziców. Jak najbardziej są granice, i
                                        żadne nawet najgorsze przeżycia z dziecinstwa nie dają taryfy ulgowej. W życiu
                                        tak jest, że nikt nie ma wytapetowane na czole, że jest dzieckiem
                                        rozwiedzionych rodziców i że w związku z tym należą mu się inne prawa: np. do
                                        bezkarnego obrażania innych czy ustawiania ich pod swoim kątem.
                                        Ja patrzę na dziecko rozwiedzionych rodziców jako na osobę, na której
                                        zwielokrotniły się błędy wychowawcze tychże rodziców, gdyż komunikacja między
                                        nimi i tak nie istnieje w ogóle lub jest szczątkowa. Nie oznacza to jednak
                                        pobłażania dla chamstwa wobec wszystkich innych ludzi.
                                      • zonka77 Re: Do mrs_ka 14.03.06, 11:13
                                        a czego się spodziewasz po tej dziewczynie?? Że będzie was kochać i lubić i
                                        szanować? Przy takim podejściu??
                                        Co do pasierba to wybacz ale naprawdę Twój M jest po prostu nieudolny jako
                                        ojciec. Kurczę mam starszego brata - nie odważyłby się tak powiedzieć do ojca.
                                        Córka M też by się nie odważyła, nie przeszłoby jej to przez gardło - bo jest
                                        w y c h o w y w a n a. I nie ma tak do końca usprawiedliwienia że to exje tak
                                        wychowały.Bo gdzie był tatuś? Mój M też ma czasem sporo zastrzeżeń do tego co
                                        przekazuje jego córce ex, ale właśnie dlatego spędza z córką jak najwięcej czasu
                                        i rozmawia z nią jak widzi że coś jest nie tak.
                                        A takie słowa od syna są oznaką chyba niemal nienawiści, niechęci i jak
                                        najbardziej złości i rozżalenia. Też bym była mocno rozżalona mając tatę który
                                        jest tylko malutkim dodtkiem do mojego życia sad
                                        Smutne to wszystko...
                                        może z 17 latkiem bardzo trudno byłoby coś zdziałać ale z 13 latką byłaby
                                        jeszcze szansa. Tyle że nie macie jej do zaoferowania ani akceptacji ani miłości
                                        ani autorytetu - dla niej ty jesteś złą macochą która jej nie cierpi i robi
                                        wszystko żeby miała jak najmniej ojca a tenże ojciec jest słabym raz na czas
                                        widywanym człowiekiem który na życzenie nowej żony spotyka się z nią poza domem.
                                        A wasza córka? To pewnie przedmiot największej niechęci bo ona ma uczucia taty,
                                        ma czas taty, ma tatę kochającego jak rozumiem. A druga córka tego nie ma - jak
                                        myślicz co będzie czuła do tego malucha? Naprawdę sądzisz że to 13 letnie
                                        dziecko powinno być takie mądre i dorosłe że samo z siebie ma zapałać miłością
                                        akceptacją i wybaczeniem?
                                        Ok, może ty niewiele możesz zmienić i nie to że nic nie robisz z tym mnie tak
                                        zastanawia. Nie wiem co ja bym zrobila, czy powinnam, czy dałabyum radę - nie
                                        wiem, nie jestem w takiej sytuacji bo od początku nie chciałam w takiej być, ani
                                        ja ani mój M ani cokolwiek by nie powiedzieć - na szczęście i exja.
                                        Najbardziej mnie zastanawia że ty nie masz kompletnie zrozumienia dla tych
                                        dzieciaków - dla ciebie są zbędnym dodatkiem do życia M, problem którego
                                        chciałabyś się pozbyć. A przecież to SĄ dzieci Twojego męża, żywi młodzi ludzie
                                        z kupą problemów i skopanym dzieciństwem. I nie rozwód rodziców skopał to
                                        dzieciństwo tylko to co zrobili ci rodzice a raczej czego nie zrobili potem.
                                        To co opisujesz na temat dzieci M brzmi rzeczywiście niefajnie. Ale w tej
                                        sytuacji jest mi żal bardziej tych dzieci niż ciebie a ich ojca żal mi najmniej
                                        - kurczę, żeby mieć dzieci powinno się dorosnąć. Może przy Twojej córce dorośnie
                                        i będzie potrafił być ojcem z prawdziwego zdażenia. Wybacz szczerość ale tak
                                        właśnie myślę.
                                        • m-m-m Re: Do mrs_ka 14.03.06, 11:20
                                          A przecież to SĄ dzieci Twojego męża, żywi młodzi ludzie
                                          z kupą problemów i skopanym dzieciństwem. I nie rozwód rodziców skopał to
                                          dzieciństwo tylko to co zrobili ci rodzice a raczej czego nie zrobili potem.


                                          Zonka, wszelkie zrozmienie ma też swoje granice.
                                          Ja rozumiem skąd biorą sie niektóre zachowania mojego pasierba co nie oznacza,
                                          że gdyby jego ojciec nie brał go za rogi to robiłbym to ja. Na pewno nie.
                                          Odpuściłabym sobie w 100%.
                                          • zonka77 Re: Do mrs_ka 14.03.06, 11:28
                                            Ale Twój mąż chyba bierze syna za rogi a ty co prawda sięnie wtrącasz ale też i
                                            nie wyrzucasz pasierba z domu tylko wymagasz od męża reakcji.
                                            Jeszcze raz powtarzam - największym nieudacznikiem jawi mi sięten ojciec, przykro mi
                                            • ajmj Re: Do mrs_ka 14.03.06, 11:36

                                              • ajmj Re: . 14.03.06, 11:37
                                                za szybko wcisnełam.
                                                a mi niestety najbardziej te matki. Poniewaz gro czasu te dzieci spedzają z
                                                matką a nie z Ojcem. Trudno jest wychowywać na odległość.
                                                • ajmj Re: . 14.03.06, 11:39
                                                  A widze to po moim synu. Ja mu przekazuje najważniejsze rzeczy, a jego Ojciec z
                                                  racji tego, iż z nami nie mieszka jest w stanie tylko mi w tym pomóc.
                                                  • chalsia Re: . 14.03.06, 11:46
                                                    ale pomaga, co nie ma miejsca w przypadku męza Weronki.
                                                    Chalsia
                                                  • ajmj Re: . 14.03.06, 11:48
                                                    nie wiemy. mamy tylko tak naprawde szczątkową wiedzę na ten temat.
                                            • m-m-m Re: Do mrs_ka 14.03.06, 11:41
                                              Wymagam, ALE gdybym widziała, że M. się nie kwapi - to obejrzałby mi numer
                                              buta, a nie brałabym na siebie chamstwa cudzego dziecka.

                                              nie wyrzucasz pasierba z domu


                                              Gdybyśmy mieszkali w MOIM domu (a nie u M.) to też postawiłabym swoje
                                              weronkopodobne waruki. Cały czas trzymam swoje mieszkanie w odwodzie i M . wie,
                                              że całe życie z pasierbem pod jednym dachem mieszkała nie będę.
                                              Jeśli M. chce utrzymać związek ze mna MUSI młodego za rogi trzymać
                                              • zonka77 Re: Do mrs_ka 14.03.06, 12:06
                                                ojej. Takie życie na "warunkach" byłoby dla mnie nie do zniesienia!
                                                I trzymanie w odwodzie mieszkania też - w takim wypadku jedna iskra i już można
                                                się pożegnać
                                                m-m-m nie chcę Ciebie do swoich racji przekonywać bo to jest niemożliwe. Mamy
                                                inne podejście do życia i inne charaktery. Ja myślę że jeśli jest coś w czym
                                                mogę pomóc żeby dziecko było szczęśliwe to zrobię to nawet jeśli będzie to
                                                naprawdę obce dziecko a co dopiero córka mojego męża. Nie potrafiłabym
                                                powiedzieć że mam to w d...nie potrafiłabym stawiać mężowi warunków. Jeśliby on
                                                nie działał wychowawczo na pewno nie stałabym biernie ale raczej sama broniła
                                                swoich praw i przekonywała M żeby zaczął wychowywać córkę niż odeszła od niego.
                                                Bo go po prostu kocham i nie wyobrażam sobie naszego rozstania. Wiem ze jestem
                                                mu potrzebna jako kobieta przy tym wychowywaniu bo jak młoda jest u nas to
                                                czasem potrzebne jest kobiece zdanie - mężczyzna widzi pewne sprawy zupełnie
                                                inaczej. Z ex czasem M rozmawia na tematy wychowawcze ale od jakiegoś czasu
                                                niestety ona najczęściej popada w skrajność typu "ja wspaniała matka a ty zły
                                                ojcieć. Zawsze chce postawić na swoim, nie słucha i ciężko się ogólnie rozmawia
                                                z kimś kto zawsze wie lepiej. Do tego dochodzą różnice w pojęciu wychowania -
                                                często spore. Więc wychodzi na to że u nas to ja spełniam tą rolę "kobiecego
                                                punktu widzenia". Staram się nie rozmawiać z M przy młodej na jej temat, zawsze
                                                na osobności, zawsze spokojnie. Nie zawsze mam rację.Ale powiem co mam
                                                powiedzieć a M zawsze to przemyśli
                                                On nie zawsze był taki. Kiedyś nie widział żadnych wad u swojego dziecka. Był
                                                bezkrytyczny - chciał małej wynagrodzić że nie ma go na codzień i bał się
                                                zwracać jej uwagę, zawsze "wymiękał" Dla mnie takie wychowanie było szokiem. Ale
                                                zamiast kopnąć M w d... i olać sprawę bo to nie moje dziecko zrobiłam tę swoją
                                                krucjatę i mi wyszła zdecydowanie na plus smile
                                                NIE WIEM czy tak samo by było gdybym nie miała z nim dziecka! Gdybym sama nie
                                                została mamą - bo odkąd jestem mamą to na każde dziecko patrzę inaczej niż
                                                przedtem, widzę jak bardzo moja córka potrzebuje nas, rodziców i zawsze jak
                                                widzę inne dziecko to sobie wyobrażam jakby to było gdyby moja córka była na
                                                miejscu tego dziecka. Trochęto kłopotliwe bywa bo ryczę jak głupia na widok
                                                każdego programu o dzieciach nieszczęśliwych lub na wieść o chorobie czy śmierci
                                                dziecka ale tak już mam.
                                                Ty m-m-m nie masz dziecka z M (o ile dobrze rozumiem) więc i ta różnica między
                                                nami jest też ogromna. Zawsze dodatkową motywacją dla mnie jest stworzenie jak
                                                najlepszej rodziny dla mojej córki a że ona kocha siostrę bezgranicznie to też
                                                nie jest dla mnie bez znaczenia napewno.
                                                to tyle, już zamknę buzię w tym temacie, wszyscy wszystko wiedzą i rzeczywiście
                                                czas skończyć kruszenie kopii big_grin
                                                • m-m-m Re: Do mrs_ka 14.03.06, 12:22
                                                  Wiesz, ja wychodęe z założenia, że wszystko ma swoje granice: ile można mówić i
                                                  poganiać M.?
                                                  To też kosztuje nerwy i to nie małe.
                                                  W imię czego mialabym tak się poświęcać.
                                                  Nie, nie mamy dzieci z M. I mówiąc szczerze patrząc na pasierba to mi się
                                                  odechciewa totalnie, bo dziecko może być różne: nawet najlepszy wkład
                                                  wychowawczy może byc orką na ugorze, bo charakter trafi sie paskudny jakby
                                                  ojcem był gargamel, a matką czarownica z bagien.
                                                  • zonka77 Re: Do mrs_ka 14.03.06, 12:33
                                                    W moim przypadku w sumie od początku aż było naprawdę dobrze to ze dwa lata, nie
                                                    wiem czy to dla ciebie dużo czy mało.
                                                    A w imię czego? W imię głupiej miłości m-m-m smile
                                                    ale nie żałuję. Każdy ma jakieś problemy a każde małżeństwo musi się "dotrzeć"
                                                    Nie ma chyba takich cudów żeby było wspaniale i idealnie - my mieliśmy swoje
                                                    problemy i przebrneliśmy przez nie bo chcieliśmy i się kochamy i teraz jest
                                                    naprawdę dobrze
                                                  • m-m-m Re: Do mrs_ka 14.03.06, 13:18
                                                    A w imię czego? W imię głupiej miłości m-m-m smile


                                                    Nie wiem, czy głupiej, czy mądrej, w każdym razie na pewno wszystko ma swoje
                                                    granice. W imie miłości tez do pewnego czasu. My docieraliśmy się 3 lata, a
                                                    razem jestesmy już 8.
                                          • kasia_kasia13 Re: Do mrs_ka 14.03.06, 12:39

                                            >
                                            > Zonka, wszelkie zrozmienie ma też swoje granice.
                                            > Ja rozumiem skąd biorą sie niektóre zachowania mojego pasierba co nie
                                            oznacza,
                                            > że gdyby jego ojciec nie brał go za rogi to robiłbym to ja. Na pewno nie.
                                            > Odpuściłabym sobie w 100%.

                                            Ty bys sobie mogla odpuscic, bo to nie twoje dziecko. Tylko tutaj to tatus
                                            sobie odpuscil, on chyba nawet tych dzieci nie "bral za rogi" albo raz
                                            sprobowal, nie udalo sie, wiec wychowanie zcedowal na matke.
                                            • m-m-m Re: Do mrs_ka 14.03.06, 13:19
                                              Tylko tutaj to tatus
                                              sobie odpuscil, on chyba nawet tych dzieci nie "bral za rogi" albo raz
                                              sprobowal, nie udalo sie, wiec wychowanie zcedowal na matke.



                                              Kasia, tu już było powiedziane i nikt nie kwestionował nieudolności
                                              wychowawczej tegoż tatusia.
                                  • zonka77 Re: Do mrs_ka 14.03.06, 10:50
                                    weronka nie ma sensu ciebie przekonywać jak widzę. Myślę że to bardzo wygodny
                                    układ i dla Ciebie i dla Twojego M. Myślę że mówiąc że taki układ jest dobry dla
                                    dzieci i one są z tym szczęśliwe bardzo się mylisz. Ale zmiana tego jak jest
                                    wymagałaby ogromnego wysiłku Twojego M i Twojego - być może psychologa, na pewno
                                    poważnej rozmowy z exjami - i napewno dużo czasu spędzonego z dziećmi - no a
                                    przecież nie podejmiesz wysiłku dla "obcych" dzieci a i Twój M najwyraźniej nie
                                    czuje takiej potrzeby. Pozostaje mi życzyć Tobie zeby Twój M nie okazał się
                                    takim samym wspaniałym tatą dla waszej córki jakim jest dla swoich pozostałych
                                    dzieci i są to życzenia szczere bo żadne dziecko nie powinno cierpieć.
                                    • weronka77 Re: Do mrs_ka 14.03.06, 11:01
                                      Nie będę brałą udziału w pyskówkach z eks.Nie mają na to najmniejszej ochoty a
                                      swojego zdania raczej nie zmienią.13 latka kocha nowego partnera mamy i z
                                      niecierpliwością czeka na nowego braciszka;17latek pozostaje bez komentarza.Mam
                                      dość dużo stresów związanych z pracą i staram się każdą wolną chwilę spędzać z
                                      córeczką.Dlatego przykro mi ale nie będę dokładała starań ani zabiegała o
                                      terapię,rozmowy,spotkania bo to jest bez sensu.Do tanga trzeba dwojga.A ani
                                      eksie ani dzieciaki raczej już nie chcą współpracować.Myślę że jest dobrym tatą-
                                      zawsze przecież można wogóle odmówić spotkań,zerwać kontakty no i wykręcić się
                                      od płacenia alimentów,no nie? Mój tata tak się zachował a przypadków podobnych
                                      jest wiele.Mąż co tydzień dzwoni,spotyka się,spełnia życzenia.Mimo że ja czasme
                                      się dziwię że po takim traktowaniu jak niejednokrotnie od latorośli otrzymał to
                                      jeszcze mu się chce..On na to że jest ich ojcem i że mimo iż nie jest
                                      ich "fanem" to zawsze pozostaną jego dziećmi.ALe łajdak,co?wink
                                      • karrolina1 Re: Do mrs_ka 14.03.06, 11:04
                                        > ich "fanem" to zawsze pozostaną jego dziećmi.ALe łajdak,co?wink

                                        Nie łajdak tylko zwykła dupa wołowa - łatwiej jest dzwonić, spełniać życzenia i
                                        udawać ofiarę losu niż wziąć na siebie część odpowiedzialności za wychowywanie
                                        dziecka.
                                        • weronka77 Re: Do mrs_ka 14.03.06, 11:12
                                          Aha.To może ja teraz pójdę złożyć pozew rozwodowy co?winkI tak żle i tak
                                          niedobrze.NIe płaci-łajdak,płaci-dupa.To potwierdza moje macoszki drogie ze
                                          niestety większość facetów jest do dupywinkI dlatego trzeba zebrać szyki i
                                          trzymać się razem na wypadek kolejnej "afery".A nie "naskakiwać".Ja
                                          przynajmniej jestem takiego zdania i żadego męża ani macochy nie krytykuję bo
                                          jedynym żródłem wiedzy o nich jest kilka zdań wypisanych na forumwinkA to za
                                          małowink
                                      • lilith76 Re: Do mrs_ka 14.03.06, 13:28
                                        z
                                        > niecierpliwością czeka na nowego braciszka;

                                        dla mnie to ciekawe - dziewczyna czeka na przyrodnie rodzeństwo urodzone przez
                                        matkę, ale żałuje narodzenia tego spłodzonego przez ojca. gdzie tu różnica???
                                        hmm.
                                        • kasia_kasia13 Re: Do mrs_ka 14.03.06, 13:35
                                          lilith76 napisała:

                                          > z
                                          > > niecierpliwością czeka na nowego braciszka;
                                          >
                                          > dla mnie to ciekawe - dziewczyna czeka na przyrodnie rodzeństwo urodzone
                                          przez
                                          > matkę, ale żałuje narodzenia tego spłodzonego przez ojca. gdzie tu różnica???
                                          > hmm.
                                          >

                                          Tez na to zwrocilam uwage.
                                          • m-m-m Re: Do mrs_ka 14.03.06, 13:52
                                            Bo do matki ma stosunek pozytywny i wszystko co matki dotyczy jest ok. Do ojca
                                            ma negatywny (zawiniony przez niego samego, czy też "urobiony" przez matkę - w
                                            to nie wnikam).
                                    • m-m-m Re: Do mrs_ka 14.03.06, 11:14
                                      Ale zmiana tego jak jest
                                      wymagałaby ogromnego wysiłku Twojego M i Twojego - być może psychologa, na pewno
                                      poważnej rozmowy z exjami - i napewno dużo czasu spędzonego z dziećmi - no a
                                      przecież nie podejmiesz wysiłku dla "obcych" dzieci


                                      Zonka, nie gniewaj sie, ale naprawęe nie ma o co kopii kruszyć. W imęe czego
                                      ktoś ma dążyć do dobra cudzych dzieci skoro te dzieci nic nie obchodzą ich
                                      łasnych rodziców?'
                                      Po co być mężęm opatrznościowym dążącym do siłowego naprawianaia stosunkow
                                      pomiędzy dziećmi, a ich rodzicami? Uszczęśliwianie na siłę nie ma sensu
                                      zupełnie.
                                      Dlaczego kolejna żona ma być obrczona obowiązkami wychowawczymi i brać na
                                      siebie odpowiedzilność za zachowanie nastlotenich cudzych dzieci?
                                      Powiem Ci tak, że gdyby mój M. nie trzymał krotko pasierba ja na pewno nie
                                      zabiegałabym o jego względy i na pewno nie bralabym na siebie tego. Niby w imie
                                      czego?
                                      Zonka, próbki chamskiego zachowania mojego pasierba mam w domu, więc nie dziwę
                                      się weronce, że ma gówniarza gdzieś. Ma znosić jego chamstwo, bo rodzice go nie
                                      kochali jak trzeba? A kogo to obchodzi? Mnie np. guzik.
                                      Taki 17 latek nparwęe potrafi nawywijać - nie wie nic o tym ten, kto tego sam
                                      na swojej skórze od takie nastolatka nie doświadczył, naprawdę.
                                      • zonka77 Re: Do mrs_ka 14.03.06, 11:26
                                        Wiesz co mmm mnie by to obchodziło. Znam pasierbicę od 6 lat, bywa u nas bardzo
                                        często, jest córką mojego M. siostrą mojej córki i niestety czy to dobrze czy
                                        źle - obchodzi mnie to dzieko i nic na to nie poradzę.
                                        Wiem ze nie ma o co kruszyć kopii. Nie twierdzę że to weronka powinna wystąpić o
                                        poprawę sytuaji, tak jak pisałam myslę że wina leży po stronie jej M i jego
                                        byłych żon. W Weronce uderza mnie tylko kompletna obojętność, pewnie to różnica
                                        charakterów pomiędzy nami. Nawijanie nastolatka przerabiałam w domu przy
                                        starszym bracie - aczkolwiek na taki tekst jak pasierb weronki w życiu by się
                                        nie odważył i tutaj widzę totalny brak wychowania. Ja usiłuję weronce
                                        uzmysłowić co mogą czuć te dzieci czy też ci nastolatkowie. Myślę że ich
                                        zachowanie w stosunku do ojca nie jest takie dziwne mmm. On nie ma autorytetu,
                                        to taki typowy weekendowy tatuś. A w stosunku do macochy ich zachowanie jest
                                        wręcz klasyczne - dalczego mają ją choćby lubić jeśli ona ich nawet nie akceptuje?
                                        Ktoś tu jest dorosły i mógłby mieć więcej rozumu.
                                        A w złości mówi się różne rzeczy i nie oznacza to że tak się do końca myśli -
                                        nie sądzisz mmm? Nigdy nie powiedziałaś nic takiego? Ja powiedziałam. I cieszę
                                        się że mój M się nie rozwiódł ze mną przez to. A do weronki mam jeszcze jedną uwagę:

                                        >"Myślę że jest dobrym tatą-
                                        >zawsze przecież można wogóle odmówić spotkań,zerwać kontakty no i wykręcić się
                                        >od płacenia alimentów,no nie? Mój tata tak się zachował a przypadków podobnych
                                        >jest wiele.Mąż co tydzień dzwoni,spotyka się,spełnia życzenia "

                                        Weronko, nie żartuj że tak widzisz rolę ojca i że uważasz że taki tata który
                                        zadzwoni i spęłni życzenia to dobry tata. I że to że sięnie wykręca od płacenia
                                        sprawia że jest dobrym tatą.
                                        Dla mnie to tak jak by ktoś powiedział "nie kradnę nie zabijam i chodzę do
                                        kościoła - to jestem dobry"
                                        • m-m-m Re: Do mrs_ka 14.03.06, 11:36
                                          A w stosunku do macochy ich zachowanie jest
                                          wręcz klasyczne - dalczego mają ją choćby lubić jeśli ona ich nawet nie
                                          akceptuje?
                                          Ktoś tu jest dorosły i mógłby mieć więcej rozumu.


                                          Brat to brat, a cudze dziecko to cudze dziecko.
                                          Chłopak lat 17-e wie co robi, szczegółnie jeśli zachowania te powtarzają się i
                                          nie ma powodu by dawać mu jakąkolwiek tryfę ulgową.
                                          Tu już orzekłyśmy, że ojciec jest wespół z exiami jak najbardziej winny tej
                                          sytuacji, ale nie wymagaj by naprawiała ją macocha. Bo niby w imię czego?
                                          Macocha może ewentualnie wskazać ojcu jego nieprwidłowości w zachowaniu jego
                                          dzieci, ale tak naparwdę to to nie jej obowiązek, tylko dobra wola.
                                          Myślę, że weronka już zrozumiała odloże zachowań dziecka ludzi rozwiedzionych,
                                          ale walczyć z wiatrakami nie chce i jej takie prawo.
                                        • tarzynka Re: Do mrs_ka 14.03.06, 11:55
                                          A ja myślę, że Weronkę obchodzi. Starała się nawiązać kontakty z pasierbami. Nie
                                          wyszło. To tak naprawdę jest porażka, być może nie przez nią zawiniona, nie
                                          zmienia faktu, że boli. Weronka odsuwa od siebie problem, bo ją przerasta. I
                                          rzeczywiście przerasta, bo jest to problem 2*eksi i M. Ona może jedynie
                                          wspierać M. Myślę, że rodzice pasierbów sobie tak naprawdę nie radzą. Pewnie
                                          potrzeba by było kogoś z zewnątrz, aby się dogadali i stworzyli wspólny front
                                          dla dobra dzieci (jej, jak ja nie lubię tego określenia 'dla dobra dzieci'). No
                                          ale żeby to wyszło, to muszą zauważać problem i chcieć tego oboje. Co się dzieje
                                          w mózgach nastolatków, to głowa mała. Nawet te bez problemów z rodzicami,
                                          najpierw coś robią a potem myślą. Nawet im wstyd, ale ciężko już wybrnąć z
                                          sytuacji i brnął dalej. Pasierbowie Weronki mają w sobie olbrzymi żal i wychodzi
                                          on w formie agresji. Agresja, złe zachowanie jest próbą zwrócenia na siebie
                                          uwagi. Mam zakodowane, że dzieci (dorośli pewnie też, ale się hamują) tak mają.
                                          Trudno sobie z nią radzić, trzeba mnóstwo wyczucia i taktu, żeby nie dać sobie
                                          wejść na głowę i nie odpowiedzieć pięknym za nadobne. Bardzo możliwe, że decyzja
                                          o spotykaniu się poza domem jest w tym wypadku słuszna. Daje czas do wyciszenia
                                          się, ułożenia sobie wszystkiego. Ja bym tylko na miejscu Weronki nie zamykała
                                          definitywnie domu przed pasierbami (to pewnie boli M.), może kiedyś wszyscy
                                          dojdą do wniosku, że warto spróbować wznowić te wizyty. Takie słowa, że mają
                                          zakaz bardzo ranią i przeszkadzają później. No i nastawiła się, że może na
                                          spotkania z pasierbami M. będzie chciał zabierać najmłodszą, to w końcu jego
                                          dziecko i ich siostra i dobrze by było stworzyć więzy między rodzeństwem.
    • ajmj Re: ograniczanie kontaktów 14.03.06, 11:49
      na temat oczywiście męza Weronki.
Pełna wersja