Dodaj do ulubionych

skąd się biorą takie "pasierbice" ;(

13.03.06, 09:31
w ostatnich Wysokich Obcasach był list pewnej dziewczyny - odpowiedź na
wcześniej drukowany list macochy. jestem w szoku.

dziewczyna przeżyła romans ojca i prawie rozwód rodziców - było to dla nije
okropnym szokiem.

ale najbardziej wstrząsnęły mnie jej wnioski, co do macoch:
- nawet jeśli to nie ona była powodem rozstania rodziców zawsze będzie
intruzem, złodziejką miłości ojca (a ja, głupia, myślałam, że miłość można
dzielić, ale widocznie córeczka woli całkowite oddanie tatusia niekochającego
już żonę, niż tatusia szczęśliwego),
- nie wierzy, że macocha kieruje się wyłącznie miłością (bez komentarza);
- ona nie życzy sobie by maoccha wiedziała cokolwiek o pasierbicy,

czyli jeśli zdarzy się jakaś idiotka, która wchodzi w rodzinę z otwartym
sercem, to dostaje po łapach, bo nikt nie musi być dla niej miły. "przyszła
na gotowe" - pytam się gotowe co? problemy emocjonalne dorastających
dziewcząt? ktoś się pytał tu skąd się biorą złe macochy??? one tylko
spełniają życzenia swoich pasierbic.

nie potrafię zrozumieć jak ktoś znajduje obiekt zastępczy swoich problemów,
zranień, traum młodości - bo tym był właśnie ten list.

przestaję się dziwić kobietom, które piszą na tym forum, że ledwie znoszą
dzieci partnera, jeśli te dzieci na powitanie przyjęły taką postawę.

ja też chyba jestem jakąś Pollyanną.
Obserwuj wątek
    • m-m-m Re: skąd się biorą takie "pasierbice" ;( 13.03.06, 10:06
      Lilith, ja tu trąbię wszem i wobec, jako była pasierbica, że wszelka nienawiść
      ze strony pasierbów to niezgoda na rozstanie rodzicow. To poczucie zgrożenia,
      że ten drugi intruz zabierze Ci rodzica, że trzeba się tym rodzicem podzielić
      dosłownie i w przenośni. Jest to poczucie utraty trwałości rodziny (bez względu
      na wiek pasierba). Niestty jest to do wyleczenia wyłacznie psychoterapią i
      naprawdę trzeba chcieć się pogodzić z rozwodem rodziców, to wymaga pracy i
      wysiłku. To wymaga dojrzałości i widzenia rodzica nie z perspektywy dziecka,
      tylko drugiego dorosłego już człowieka, to wymaga potraktowania rodzica jako
      rónożędnego partnera, a nie tylko osoby wobec której kieruje się roszczenia.
    • kasia_kasia13 Re: skąd się biorą takie "pasierbice" ;( 13.03.06, 10:23
      Czy ten list jest w wyadaniu internetowym?

      > dziewczyna przeżyła romans ojca i prawie rozwód rodziców - było to dla nije
      > okropnym szokiem.

      Moze wlasnie stad sie wziely jej poglady? Bo dzieci przezywaja rozstanie
      rodzicow i naprawde nie umieja sobie z tym same poradzic. Rodzice powinni sie
      tym po rozwodzie zajac takim dziecko, pomoc mu jakos to sobie poukladac, jesli
      sami nie umieja to zostaje psycholog. Jesli tego zabraklo, to masz wlasnie do
      czynienia z taka osoba. Nie mowie, ze sie zgadzam z jej pogladami, ale
      rozumiem, skad sie mogly wziac. Acha, zaznaczam, ze jej listu nie czytalam,
      odnosze sie do Twojego streszczenia.


      >ktoś się pytał tu skąd się biorą złe macochy??? one tylko
      > spełniają życzenia swoich pasierbic.

      Naprawde tak uwazasz? Ze WSZYSKIE macochy sa dobre staraja sie, a jesli sa zle,
      to tylko przez swoje pasierbice? Gratuluje. Robisz dokladnie to samo, co owa
      pasierbica. Na podstawie jednego wydarzenia (dla niej romans ojca, dla ciebie
      przeczytanie listu w WO) zaczynasz przypisywac negetywne cechy grupie osob (ona
      macochom, ty pasierbicom)

      >przestaję się dziwić kobietom, które piszą na tym forum, że ledwie znoszą
      > dzieci partnera, jeśli te dzieci na powitanie przyjęły taką postawę.


      Pytanie, czy dzieci na powitanie przyjely taka postawe. Dzieci sa rozne,
      macochy tez. Zreszta na tym forum mamy idealny "przekroj" macoch, od bardzo
      fajnych kobietek do macoszek ze zlej bajki.
      • lilith76 Re: skąd się biorą takie "pasierbice" ;( 13.03.06, 10:37
        listów od czytelników nie ma w wydaniu internetowym, a nie wiedziałam, czy
        wypada go przepisywać. rozumiem, że dziewczyna przeżyła coś, co pogruchotało ją
        emocjonalnie. jej rodzice zostali razem. co by było gdyby się rozwiedli...

        > Naprawde tak uwazasz? Ze WSZYSKIE macochy sa dobre staraja sie, a jesli sa
        zle,
        >
        > to tylko przez swoje pasierbice?

        niekoniecznie. chodzi mi o to, że trudno być dobrą jeśli na wstępie ktoś cię
        gryzie i kąsa, uznaje, że przyszłaś się dorobić na cudzej krzywdzie. to jest
        jakieś wytłumaczenie NIEKTÓRYCH macoch.
        • kasia_kasia13 Re: skąd się biorą takie "pasierbice" ;( 13.03.06, 10:46

          > niekoniecznie. chodzi mi o to, że trudno być dobrą jeśli na wstępie ktoś cię
          > gryzie i kąsa, uznaje, że przyszłaś się dorobić na cudzej krzywdzie. to jest
          > jakieś wytłumaczenie NIEKTÓRYCH macoch.

          Tu sie zgadzam. Ale jesli dziecko "gryzie i kasa" to ja tu wiedze duzo roboty
          dla rodzicow i psychologa.
        • m-m-m Re: skąd się biorą takie "pasierbice" ;( 13.03.06, 10:49
          że trudno być dobrą jeśli na wstępie ktoś cię
          gryzie i kąsa, uznaje, że przyszłaś się dorobić na cudzej krzywdzie


          Dlatego naprwdę konieczna jest dla każdej macochy/ojczyma wiedza o tym, że
          rozwod rodzicw pozostawia ślady. By nie patrzeć na pasierba, że kąsa bo to
          macocha jest zła. Kąsa, bo sam sobie nie radzi w nowej sytuacji. Ta wiedza
          powinna ułatwić macosze tolerancęe oraz oczywiście zmobilizowac rodzica do
          działań wychowawczych, a jeśli pasierb jest dorosły to do konieczności
          zalatwienia psychoterapii.
          • weronka77 Re: skąd się biorą takie "pasierbice" ;( 13.03.06, 14:19
            Problem będzie powracał jeszcze kilka razy i myślę że do każdego przypadku
            należy podchodzić indywidualnie,nie generalizować.Zdarzają sie i macochy dobre
            jak i niedobre,podobnie jest z pasierbami i pasierbicami.Nie wnikam jaką jestem
            macochą i czy nią wogóle jestem,ponieważ na skutek różnych mniej lub bardziej
            ważnych incydentów zdecydowaliśmy rozgraniczyć nasze relacje.Ja nie istnieję w
            życiu pasierbów( mają do tego stosunek ambiwalentny),podobnie jak oni w moim(
            też nie rwę włosó z głowy z tego powodu).Ojciec spotyka się z nimi raz na jakiś
            czas i to im wystarcza.NIe zabieają o większą częstotliwość-wręcz przeciwnie,to
            on dzowniu co tydzień zapytać czy znajdą dla niego czas.Wszystko odbywa się
            zgiodnie z ich życzeniami.I taki model mnie,męzowi i im najbardziej
            odpowiada.Ale nie twierdzę że to jedyne wyjściewink
    • kicia031 Re: skąd się biorą takie "pasierbice" ;( 14.03.06, 09:28
      Przeczytalam caly list w Wysokich Obcasach. I szczerze powiem, ze nie wiem,
      czym się dziwicie. Dziewczyna ma takie uczucia jakie ma, i nie dziwie się, ze
      je ma. Ktos rozbil małżeństwo jej rodzicow, zburzyl jej swiat i odebral
      codzienna obecność ojca. Ma prawo tej osoby nie znosic. I zauwazcie, ze list
      jest w sumie wywazony, nie ma tam propozycji: pojde i natrzepie babe parasolka,
      tylko niechęć.
      Wiem, ze zaraz będziecie pisac, ze to nie macocha rozbila małżeństwo, ze
      musialo się zle dziac, ze ona była tylko „katalizatorem”. Może i tak, ale gdyby
      nie było tego katalizatora, to dziewczyna miałaby nadal pelna rodzine. A
      niestety, sa takie kobiety, które z pelna świadomością decyduja się rozbic
      rodzine, by zaspokoic swoja potrzebe zalozenia wlasnej. Sama mam koleżankę,
      która widzialam w akcji nie raz – jak sobie upatrzy faceta – a zawsze upatruje
      sobie żonatych – to nie ma przepros. Tak dlugo będzie zabiegac, stwarzac
      sprzyjające sytuacje, organizowac wspolne wyjazdy na delegacje itp. az dopnie
      swego. Na szczescie udalo się jej rozbic tylko jedna rodzine ( rozstali się po
      3 latach, bo nie radzila sobie z zazdrością o była zone i kontakty z dziecmi),
      ale zniszczenia jakich dokonala wśród paru innych małżeństw sa znaczace.
      Nawiasem mówiąc, sama pochodzi z rozbitek rodziny i chyba chce ta
      droga”odzyskac tatusia”.
      I jeszcze jedno – nie stawiajcie równości miedzy uczuciami dziecka i uczuciami
      rodzicow i macochy. To dorośli maja obowiązek rozważać skutki swojego
      postepowania i brac za nie odpowiedzialność, a nie dzieci. To dorośli maja
      obowiązek kontrolowac swoje emocje, dzieci dopiero się tego ucza. Pisanie o
      dobrej lub niedobrej pasierbicy to pomylka, chyba ze jest ona dorosla i
      dojrzala. Ale ocenianie w ten sposób dzicie czy nastolatkow wydaje mi się jakas
      wielka pomylka.
      • weronka77 Re: skąd się biorą takie "pasierbice" ;( 14.03.06, 09:58
        Rację masz absolutną.Nasz stosunek do macoch,ojczymów kształtują Nasi rodzice i
        w zasadzie to oni też ponoszą odpowiedzialność za to jak ich traktujemy.Dla
        mnie zachowanie polegające na emanowaniu nienawiścią do neksi to kosmos.MOja
        matka nigdy nie wyraziła się w sposób nieodpowieni,zły o drugiej zonie
        taty.NIgdy nie narzekała,nie żaliłą się ani nie obarczała ją odpowiedzialnością
        za to co się stało.Być może w sercu czuła inaczej,ale to bardzo mądra i
        inteligentna kobieta która miałą świdomośc tego jak wpływ na mój stosunek do
        next miałyby jej negatywne odczucia.SAma byłam zdziwiona,że szanuje
        tękobietę,nie nastawia mnie przeciwko ojcu ijego nowej rodzinie.Zawsze prosiłą
        żebym zachowywała się tak aby nie sprawić jej przykrości i zawodu.I szczerze
        przyznam że choć miałąm nie raz i nie dwa ochotę wyciąć jakiś numer nowej żonie
        to chyba by mi było głupio.W stosunku do mamy.Może się niektórzy oburzą ale
        myślę że trzeba mieć pewną klasę i charakter żeby być prawdziwą ekswink
        • m-m-m Re: skąd się biorą takie "pasierbice" ;( 14.03.06, 10:44
          Może się niektórzy oburzą ale
          > myślę że trzeba mieć pewną klasę i charakter żeby być prawdziwą ekswink



          Tak, trzeba mieć klasę. Wiem, bo moja mama też była ex i choć nie miałam
          macochy (ojciec z nikim po rozwodzie z mamą się już nie związał i niedługo
          potem zresztą umarł) to miałam ojczyma i jak najbardziej postawa mamy ważyla na
          moim kontakcie z ojczymem. Była tym hamulcowym bezwzględnie, bo pasierbicą
          słodką dla ojczuma nie byłam, oj, nie.
            • ajmj Re: skąd się biorą takie "pasierbice" ;( 14.03.06, 11:25
              ha, widze, ze duzo tu osób piszących ma "pokopane" zyciorysywink
              Ja i miałam Ojczyma i mam i miałam Macochęsmile
              Rodzice rozwiedli się jak miałam lat 6. Pamiętam nawet cząstkowo badania w RODK-
              uwink
              "Macocha" starsza ode mnie o lat 10 nigdy nie próbowała sama nawiazać
              kontaktów, a to z racji podejścia mojego Ojca. Ojciec chwile po rozwodzie
              skupił sie juz tylko do płacenia alimentów na mnie. W momencie gdy stałam się
              panienką tak około 14 roku zycia, zaczełam sama chodzic do taty i próbowałam
              nawiązać jakieś relacje z Ojcem i jego nową rodziną (mam brata). NIGDY mi przez
              mysl nie przeszło, aby kogokolwiek obwiniac za rozpad mojej rodziny. Czy to
              Ojczyma, który niejako był (co dowiedziałam sie później "katalizatorkiem")czy
              to Macoszki. Zreszta życie potem pokazało, ze własnie ta Macoszka miała więcej
              serca dla mnie niż rodzony Ojciecsad I powiem Wam, że do tej pory wspominam ją
              bardzo ciepło.
    • cogita Re: skąd się biorą takie "pasierbice" ;( 14.03.06, 13:00
      dlaczego lilith, odmawiasz autorce listu prawa do takich odczuć i takiej oceny
      swojej sytuacji?
      Dziewczyna ma chyba jakieś podstawy, aby tak a nie inaczej to widzieć.
      Dlaczego ją potepiasz i kpisz z jej przemysleń.
      Skąd sie wziął w społeczeństwie stereotyp "złej macochy"?
      Z postawy samych macoch, oczywiscie z wyjątkami, jak to w zyciu bywa.
      • m-m-m Re: skąd się biorą takie "pasierbice" ;( 14.03.06, 13:15
        Nie, cogita. Ja pamiętam, że moja postawa wobec ojczyma nie miała związku z
        jego postwa tylko ze stresem związanym ze stratą tzw. penej rodziny i tak
        naprawdę chciałam by moi rodzice byli razem. Postawę wobec ojczyma temperowała
        moja mama. I to od rodziców oraz od samego dziecka zależy postawa wobec
        ojczyma/maocochy. Macocha/ojczym w skrajnych przypadkach nie chcą dobrych
        kontktów z pasierbami. Okoniem stają właśnie pasierbowie oraz rodzice, którzy
        sami boją się utraty pozycji swojej na rzecz nowego partnera.
        • kasia_kasia13 Re: skąd się biorą takie "pasierbice" ;( 14.03.06, 13:33
          Ty piszesz przez pryzmat swoich doswiadczen. Ja mialam i macoche i ojczyma. Na
          moj stosunek do nich najwiekszy wplyw mieli oni sami. Macochy nie polubilam, bo
          trafila mi sie wredna. Zaakcetowalam ja jako nowa partnerke ojca, ale nie dalo
          sie jej polubic. Wiem, ze gdybym spotkala ja w innej sytuacj tzn. nie jako moja
          macoche nie polubilabym jej rowniez. Bywa tak, nie kazdego w zyiu lubimy.
          Natomiast mojego ojczyma polubilam od samego poczatku i mialam z nim naprawde
          super uklady. Po prostu fajny facet byl (i jest) z niego.
          Ja akurat stoje na stanowisku, ze dzieci same wybieraja, kogo lubia lub nie i
          czuja, jaki druga osoba ma stosunek do nich.
          • m-m-m Re: skąd się biorą takie "pasierbice" ;( 14.03.06, 13:45
            Ja akurat stoje na stanowisku, ze dzieci same wybieraja, kogo lubia lub nie i
            czuja, jaki druga osoba ma stosunek do nich.

            Ja się tym nie do końca zgadzam. Jest to teoria wygodna, bo pozwala zwalić
            odpowiedzialnośc na zupełnie obcą osobę ojczma/macochy. Natomiast wyklucza
            charakter i zachowanie dziecka oraz wpływ jego rodziców na nową sytuacje.
            • kasia_kasia13 Re: skąd się biorą takie "pasierbice" ;( 14.03.06, 13:51
              Ja się tym nie do końca zgadzam. Jest to teoria wygodna, bo pozwala zwalić
              > odpowiedzialnośc na zupełnie obcą osobę ojczma/macochy. Natomiast wyklucza
              > charakter i zachowanie dziecka oraz wpływ jego rodziców na nową sytuacje.


              To nie jest kwestia zwalenia dopowiedzialnosci. Za wychowanie dziecka
              odpowiadaja rodzice. Za to, zeby dziecko poradzilo sobie z rozwodem, rowniez.
              Ale to, jakie stosunki beda mialy z macocha lub ojczymem, zalezy juz od dziecka
              i macochy/ojczyma. Za to czesto widze zwalanie odpowiedzialnosic za te
              stosunki na ex partnera, a jesli sie nie ukladaja obarczanie go wina, patrz
              teksty pt. "ex nastawia dziecko przeciwko mnie".
              • m-m-m Re: skąd się biorą takie "pasierbice" ;( 14.03.06, 13:57
                Kasia, czasem jest konflikt lojalności wobec rodzica, z którym dziecko jest na
                co dzień. Dziecko może podświadomie odczuwać dobre kontakty z macochą jako złe
                dla jego kontaktów z matką. Tak jakby "zdradzało" matkę. Naprawdę niewiele jest
                kobiet, które z klasą potrafią się zachować i nie rzucać oskarżeń (nie ważne
                czy bezpodstwanych, czy prawdziwych) na nowa partnerkę ojca i takie sytuacje,
                gdy ex nastawia dziecko przeciwko macosze nie należą do rzadkości.
      • lilith76 Re: skąd się biorą takie "pasierbice" ;( 14.03.06, 13:46
        nie odmawiam jej, rozumiem jej szok i ból - ma do tego prawo, NIE KPIĘ.
        to, że w dzieciństwie zostałam pogryziona przez kilka psów nie oznacza, że ich
        nienawidzę.

        tylko ona swoją niechęć PRZENOSI NA WSZYTKIE DRUGIE PARTNERKI. niezależnie, czy
        rozbiły rodzinę. pisze to wyraźnie (nie ma dziś przy sobie gazety): "nawet
        jeśli nie rozbiłaś rodziny, to...".
        dla niej z założenia kolejna partnerka mężczyzny, to złodziejka uczuć,
        interesowna osoba, wścibska.
        • kammik Re: skąd się biorą takie "pasierbice" ;( 14.03.06, 14:04
          > tylko ona swoją niechęć PRZENOSI NA WSZYTKIE DRUGIE PARTNERKI. niezależnie,
          czy
          >
          > rozbiły rodzinę. pisze to wyraźnie (nie ma dziś przy sobie gazety): "nawet
          > jeśli nie rozbiłaś rodziny, to...".

          Jej list byl odpowiedzia na inny, zamieszczony w ktoryms z wczesniejszych
          numerow list "tej trzeciej", ktora żaliła się na ciezkie zycie tajniaczącej
          się "partnerki" zonatego czlowieka.
          • cogita Re: skąd się biorą takie "pasierbice" ;( 14.03.06, 14:20
            siegnęłam teraz do W.O. , aby uwazniej przeczytac ten list. Autorka pisze, jako
            30 letnia córka , której ojciec o "mały włos nie zostawił matki dla innej
            kobiety ".
            Zadaje ona w tym liscie pytania jakieś nexi pseudonim "samotna":
            Cytuje.
            1. Czy uwazasz, ze mąż powinien dzielić się z toba sprawami dzieci (
            dorosłych !! ), ktore nie maja z toba nic wspólnego?
            2. czemu dziwisz sie, ze dzieci zabezpieczają swój spadek? Wszak tego majatku
            dorobił się twój mąż z ich matką?
            3.Dlaczego nexia sądzi, ze dzieci partnera okaleczone rozwodem będą się z nią
            przyjaźnić?

              • lilith76 Re: skąd się biorą takie "pasierbice" ;( 14.03.06, 15:18
                kasiu,
                pisałam, że nie wiem, czy wypada przepisywać cudze listy, nawet wydrukowane w
                gazecie, ale mogę poszperać (jeszcze WO nie oddałam przyjaciółce do poczytania)
                i przepisać oba listy.
                tylko nie wiem kiedy, bo dostęp do netu mam tylko w pracy, a zarobiona jestem.

                PS: sądzę, że każda z nas widzi co innego w tym liście, co innego przykuwa jej
                uwagę.
                • cogita Niestety, lilith 14.03.06, 15:31
                  twój pierwszy wątek zupełnie nie był odzwierciedleniem tego co jest w W.O.
                  To nie prawda, ze kazda widzi co innego w tym liście.
                  Moze jest tak, ze tylko TY to widzisz i dopasowujesz do swojej teorii o "złych
                  i niewdzięcznych pasierbicach".
                  • lilith76 Re: Niestety, lilith 14.03.06, 15:58
                    niestety, nie mam swojej teorii o "złych i niewidzięcznych pasierbicach", bo
                    sama posiadam dobrą i wdzięczną pasierbicę i znam dorosłą dobrą i wdzięczną
                    pasierbicę dla której macocha jest "drugą matką" (cytat). sądzę, że jest ich
                    sporo.
                    zdarzają się i inne.

                    > Moze jest tak, ze tylko TY to widzisz i dopasowujesz

                    vice versa
                      • m-m-m Re: Niestety, lilith 14.03.06, 16:31
                        A co tej "dorosłej" to jeden przypadek wiosny nie czyni.


                        Oczywiście, że nie, bo w Polsce jeszcze nie jest rozpowszechnione chodzenie z
                        bagażem rozwodu rodziców na psychoterapię.
                      • lilith76 Re: Niestety, lilith 14.03.06, 16:40
                        > twoja pasierbica jest jeszcze dziekiem

                        tu nie chodzi o to, czy ona jest dzieckiem, czy nastolatką, czy bywa i przez
                        kogo manipulowana - to dobre dziecko i już. jak jej się zmieni to trudno, ja
                        też nie byłam święta w wieku dojrzewania.

                        > A co tej "dorosłej" to jeden przypadek wiosny nie czyni.

                        ja mam naiwną nadzieję, że to nie przypadek i więcej jest takich dziewczyn,
                        kobiet.
                        ja mam naiwną nadzieję, że dziewczyna w listu (jej stosunek do problemu next)
                        jest przypadkiem, który jeszcze zimy nie czyni i nie jest to generalny trend,
                        którego pasierbica powinna się trzymać (chyba, że sama macocha ma ją w głębokim
                        poważaniu).
          • lilith76 Re: skąd się biorą takie "pasierbice" ;( 14.03.06, 14:59
            > Jej list byl odpowiedzia na inny, zamieszczony w ktoryms z wczesniejszych
            > numerow list "tej trzeciej", ktora żaliła się na ciezkie zycie tajniaczącej
            > się "partnerki" zonatego czlowieka.

            nie będę się spierać, ale wydaje mi się że pamiętam list tamtej next - nie była
            katalizatorem, a je głównym żalem było to, że mąż najzwyklej w świecie nie
            zwierza jej się ze swoich planów, czy działań finansowych wobec poprzedniej
            rodziny. dyskusyjne, ale do zrouzmienia.
        • wipsania Re: skąd się biorą takie "pasierbice" ;( 14.03.06, 14:15
          A ja dodam , że autorka listu mówi o wszystkich drugich partnerkach, iż są to
          osoby dużo młodsze i dlatego nie można dać wiary w ich bezinteresowną miłość. I
          jeszcze pisze to wszystko w takim tonie, jakby działała w imieniu wszystkich
          córek.
          Jak na osobę 30 letnią jest to szalenie powierzchowne spojrzenie na
          rzeczywistość. Stawianie tez na podstawie pojedynczego przypadku.
          Gdyby miała lat 13, to jeszcze....
          Zastanawiam się tylko, jaki jest teraz jej stosunek do ojca, bo o tym nie
          wspomina. Pewnie to jakiś sposób - przeniesienie żalu, urazy, pretensji z niego
          na tamtą i przy okazji wszystkie next świata.
          I nie dziwię się Lilith, bo ja też nienajlepiej odebrałam ten list - jako osoby
          wprost chorej z nienawiści. Do której każdy ma prawo, jak również mamy prawo do
          skomentowania opublikowanego listu.
    • wipsania Re: skąd się biorą takie "pasierbice" ;( 14.03.06, 16:48
      Cytuję całość:
      >List "samotnej" "tajemnicze sprawy męża" (WO nr 358) trochęmnie rozśmieszył a
      trochę zdenerwował. Jestem 30 letnią córką mężczyzny, który o mały włos nie
      zostawił mojej Mamy dla innej kobiety. "Znajomość" Ojca była dla mnie ciosem.
      Pękła bezpieczna doniczka, z której wyrosłam, paliło do żywego upokorzenie i
      smutek Mamy. "Ją" najchętniej bym zabiła. W myślach wydrapywałam jej oczy i
      przepuszczałam przez maszynkę do mięsa. Przez te kilka miesięcy wyobrażałam
      sobie różna scenariusze, jak będą wyglądały moje kontakty z Tatą i ze "znajomą".
      Otóż, droga samotna, nawet jeśli nie przez ciebie rozpadło się małżeństwo
      Twojego męża, dla nas, córek, będziesz intruzem, który ukradł serce Ojca.
      Zazwyczaj jesteś tylko trochę od nas starsza i nie wierzę, że kierujesz się
      wyłącznie miłością. Czemu uważasz, że mąż powinien dzielić się z Tobą sprawami
      dzieci, które nie mają z Tobą nic wspólnego? My, córki, nie życzymy sobie,
      żebyś o nas cokolwiek wiedziała. Czemu się dziwisz, że zabezpieczamy swój
      spadek? Wszak tego majątku Twój mąż dorobił się z ich matką.
      Dziwię się, że dorosła i niezależna kobieta myśli, że dzieci partnera,
      okaleczone rozwodem, będą się z nią przyjaźnić. Przyszłaś na "gotowe" i chcesz,
      aby wszyscy byli dla ciebie mili. Jak wychodzisz za człowieka z przeszłością,
      musisz liczyć się z tym, że będziesz go musiała z nią dzielić, a nie dzielić ją
      z nim.
      Córka

      Uffff...
      Głupiego robota - przepisywanie. Ale może niech Cogita napisze, co tu Lilith
      źle zinterpretowała.
    • lilith76 list Samotnej 15.03.06, 09:16
      na ten list odpowiedzią był list pasierbicy, który zrobił na mnie takie
      wrażenie (WO, 25 lutego):


      "Męża poznałam po rozpadzie jego pierwszego małżeństwa. Ma z poprzedniego
      związku dorosłe już córki - 30 i 25 lat. Można by sądzić, że nasze małżeństwo
      będzie udane. Jednak mój mąż ma swoje i tylko "swoje" sprawy z córkami. Chodzi
      o sprawy majątkowe.
      Jako małżeństwo mamy oddzielne finanse. Mąż tak chciał, a ja się zgodziłam.
      Uważałam, że tak będzie słusznie, żeby dzieci nie sądziły, że zależy mi na jego
      majątku. Jestem niezależna finansowo. Jest mi jednak niesłychanie przykro, że
      wiele spraw męża trzymanych jest w tajemnicy przede mną. Boleśnie odczuwam
      odcięcie mnie od jego spraw rodzinnych. W efekcie zostają nam do wspólnego
      życia telewizor, pies i menu.
      Mąż uparcie twierdzi, że nic mi nie mówi o tych rzeczach, bo mnie to denerwuje.
      I że nielubię jego dzieci. Ale jak mam lubić, skoro gdy córki telefonują do
      męża, a ja odbieram, słyszę tylko: "Cześć, mogę prosić ojca?". Skoro nie
      składają mi życzeń imieninowych, urodzinowych, a wchodząć do nszego domu,
      rzucają tylko zdawkowe "cześć", dosłownie jak do ściany. Po naszym ślubie
      doradziły mężowi, żebyśmy sporządzili doumenty notarialne, w którym zrzekam się
      prawa do zachowku po mężu. Sytuacja jest na tyle stresująca, że poważnie
      zastanawiam się, czy ma sens trwanie w związku, który nie łączy lecz dzieli. Ta
      cała moda na partnerskie związki jest przereklamowana. Ludzie są po to razem,
      by dzielić życie, radości i smutki. A podejście, że ty masz swoje życie, a ja
      swoje to nie jest związek. Ciekawa jestem, jak inne kobiety w podobnej sytuacji
      radzą sobie z doroslymi dziećmi partnerów?"


      szkoda, że nie trafiła na to forum smile
      dowiedziałaby się, że w sumie to ma piękne życie.
      pasierbica w odpowiedzi rzeczowo przedstawiła ja sprawa wygląda z drugiej
      strony, ale zrobiła to w jakiś napastliwy, oskarżający sposób.
      • ajmj Re: list Samotnej 15.03.06, 10:12
        No więc moim zdaniem ta kobieta ma chory układ ze swoim męzem. Myslę, ze moim
        męzem ten facet napewno by nie był. W momencie gdy zakłada się rodzinę DLA mnie
        nie ma MOICH i JEGO spraw,a są WSPÓLNE.
        • wipsania Re: list Samotnej 15.03.06, 10:40
          Ja również uważam, że sprawy powinny być wspólne nawet jeśli finanse wspólne
          nie są.
          Natomiast żądanie zrzeczenia się prawa do zachowku to już przegięcie. Przecież
          teoretycznie to drugie małżeństwo może przeżyć ze sobą nawet 30 lat, być może
          więcej niż w pierwszym związku męża. Nawet przy rozdzielności majątkowej jest
          wspólne gospodarstwo, wspieranie się w zdrowiu i chorobie itd
          Teraz ta kobieta jest samowystarczalna finansowo ale przecież wszystko zdarzyć
          się może i dlaczego nie wolno jej dziedziczyć części majątku po mężu, nawet
          części tego, czego dorobił (bądź dorobi) się żyjąc z nią?
          • cogita Re: list Samotnej 15.03.06, 11:44
            Jak samotna zgodziła się na rozdzielność majątkową to nie moze mieć pretensji ,
            ze te sprawy nie są wspólne. Skoro on nie ingeruje w jej finanse, ona nie
            powinna w jego.
            Inne sprawy tez nie muszą byc wspólne, skoro jego dzieci utrzymują z nią
            chłodne stosunki to widocznie mają swoje powody i do tego mają prawo.
            Jak można dorosłych ludzi zmuszać do "rodzinnej sielanki"?
            • balladynka Re: list Samotnej 15.03.06, 16:14
              cogita napisała:

              skoro jego dzieci utrzymują z nią
              > chłodne stosunki to widocznie mają swoje powody i do tego mają prawo.
              > Jak można dorosłych ludzi zmuszać do "rodzinnej sielanki"?

              He he, boskie, zapamiętam to sobiesmile Następnym razem jak jakaś okrutna macocha
              napisze, że nie ma ochoty specjalnie na kontakty z pasierbami będzie jak
              znalazł! Na pewno będzie miała ku temu swoje powody oraz prawo. Prawda?
              • kasia_kasia13 Re: list Samotnej 15.03.06, 16:43
                > He he, boskie, zapamiętam to sobiesmile Następnym razem jak jakaś okrutna
                macocha
                > napisze, że nie ma ochoty specjalnie na kontakty z pasierbami będzie jak
                > znalazł!



                Na pewno będzie miała ku temu swoje powody oraz prawo. Prawda?

                Swieta prawda. Macocha nie musi miec ochoty na kontakty z pasierbami. Jedyne
                czego nie powinna robic, to przeszkadzac ojcu w jego kontaktach z dziecmi.
                Widzisz roznice?


                Jednoczesnie nie powinna zbyt wiele oczekiwac. Ma prawo oczekiwac kulturalnego
                zachowania w stosunku do siebie, zaakceptowania jej jako nowej partnerki ojca.
                Ale przyjazni ze strony pasierbow juz nie, tak samo jak i pasierbowie nie
                oczekuja z jej strony matczynej milosci. Szanowanie sie nawzajem i akceptowanie
                swojego istnienia z zyciu jednego mezczyzny to podstawa, ktora wystarcza.
                Przyjazn niekoniecznie musi sie rozwinac. Macocha nie musi pamietac o
                urodzinach pasierbow (pamietac powinien ich ojciec!), ale tez nie miec
                pretensji, ze pasierbowie nie pamietaja o jej urodzinach. "Samotna" ma o to
                pretensje. Pojawila sie w zyiu pasierbic, kiedy one sa dorosle, maja pewnie
                swoje zycie, moze i dzieci, oboje rodzicow, przyjaciol i nie wiem, i nie musza
                specjalnie zaprzyjazniac sie z macocha.
                A pretensje o sprawy finansowe powinna kierowac do swojego meza, jesli
                rozdzielnosc majatkowa jej nie odpowiada, nie rozumiem dlaczego sie na nia
                zgodzila.
                • balladynka Re: list Samotnej 15.03.06, 18:36
                  Kasiu_kasiu, daj pokój, bo ja jestem strasznie wypluta dzisiaj, do toalety
                  ledwo co miałam czas iść w pracy w ciągu dnia a jeszcze trzeba na minimum się
                  zdobyć dziś wieczorem i to cześć do pasierbów powiedzieć, no a potem to już
                  luzik, będzie można się zrelaksować i generalnie olać więzi pasierbowo-macosze
                  bez zbytnich dyskusyjek. Gadu-gadu to ja mam na kompie. Popracuję też usilnie
                  nad zdematerializowaniem się ale to już nie wiem czy się uda bo mi w polu
                  dematerializacyjnym młody zamek z lego zbudował i mogę nie mieć dziś dostępu.

                  Swoją drogą jak Ty masz wszystko przemyślane i na ostatni guziczek zapięte.
                  Żadnych wątpliwości, żadnych ale, żadnych wahań, generalnie kasia_kasia nabiera
                  łyka kawusi, zakasuje rękawy i stuka, stuka zawzięcie przyjmując autorytarny i
                  nie znoszący sprzeciwu ton wypowiedzi, ma wszystko obcykane jak się patrzy i
                  mogłaby z powodzeniem iść do Szczygła do tokszołu, gdyby takowy jeszcze był na
                  antenie. W charakterze eksperta. Z braku stosownego medium zawitałaś do nas.
                  Stenkju for that.

                  Masz rację, ta Samotna to jakaś małpa wredna. Dobrze, że ją pasierbica-
                  czytelnica do pionu ustawiła bo jednakowoż jak tak można!
                  • kasia_kasia13 Re: list Samotnej 15.03.06, 18:41
                    >Masz rację, ta Samotna to jakaś małpa wredna. Dobrze, że ją pasierbica-
                    > czytelnica do pionu ustawiła bo jednakowoż jak tak można!

                    Dlaczego wredna malpa? Czy ja tak napisalam?
                    Tylko niepotrzebnie oczekuje przyjazni od pasierbic.
                    • ajmj Re: list Samotnej 16.03.06, 07:59
                      Bosze, alez z pasierbami można żyć w przyjaźni. Jesli ktos wychodzi do drugiego
                      człowieka z przyjaźnie wystawioną ręką, ma prawo chyba oczekiwać tego samego?
                      BO ZA CO maja jej nie lubić?Tylko za to, ze istnieje?
                      Wyobraź sobie sytuację. Poznajesz koleżankę. Jestes dla niej miła, grzeczna,
                      chcesz ją bliżej poznać itd, a ona nie wiadomo dlaczego ciągle odtrąca Ci rękę
                      i jest dla Ciebie poprostu niemiła. Nie jest Ci przykro? Mi byłoby napewno.
                      Nawet wczoraj w autobusie uśmiechnęła się do mnie Kobiecina i ja nie
                      odpowiedziałam jej skrzywioną miną tylko ten usmiech odwzajemniłam. A co
                      pasierbowie to nie ludzie? Ludzie. Taki sam człowiek jak każdy.
                      • kasia_kasia13 Re: list Samotnej 16.03.06, 09:37
                        >Bosze, alez z pasierbami można żyć w przyjaźni

                        Oczywiscie, ze z pasierbami zmozna zyc w porzyjazni. I bywa, ze tak jest.

                        >Jesli ktos wychodzi do drugiego
                        >
                        > człowieka z przyjaźnie wystawioną ręką, ma prawo chyba oczekiwać tego samego?

                        Niekoniecznie. Bo z przyjaznia jest jak z miloscia, obie strony musza chciec.

                        > BO ZA CO maja jej nie lubić?Tylko za to, ze istnieje?

                        Ale chyba maja prawo byc obejetne?

                        > Wyobraź sobie sytuację. Poznajesz koleżankę. Jestes dla niej miła, grzeczna,
                        > chcesz ją bliżej poznać itd, a ona nie wiadomo dlaczego ciągle odtrąca Ci
                        rękę
                        > i jest dla Ciebie poprostu niemiła. Nie jest Ci przykro?

                        Jest mi przykro, ale szanuje jej decyzje i nie mam do niej pretensji. Bo nie
                        uwazam, ze caly swiat mnie musi lubic. Inny czlowiek ma prawo stwierdzic, ze
                        nie chce mnie miec wsrod swoich przyjaciol i nie odwzajemniac moich prob
                        blizszego poznania.


                        > co
                        > pasierbowie to nie ludzie? Ludzie. Taki sam człowiek jak każdy.

                        No wlasnie ludzie, tacy sami jak inni. Pozanja macoche, albo sie nawzajem z nia
                        polubia, albo nie. Wazne, ze jesli sie nie polubia, aby zachywac sie w stosunku
                        do siebie kulturalnie i zaakceptowac sie nawzajem.

                        • ajmj Re: list Samotnej 16.03.06, 10:08
                          No w sumie to zgadzam się z Tobą.
                          Bo jest tak często jak piszesz. I ja jako Macocha, załóżmy starałabym sie, aby
                          mnie pasierbowie polubili i jesli oni mimo wszystko nie chcieli/nie czuli tego
                          co ja. To:
                          Byłoby mi i tak przykro-jednak
                          Przyjęłabym jednak fakt do wiadomości bo głową muru nie przebiję. I jesli ktos
                          nie chce, siłą nikogo do lubienia przeciez nie zmuszę.
                          • ajmj Re: list Samotnej 16.03.06, 10:30
                            I znów dam przykład z mojego życia. Mam syna, który ma Ojca i Ojczymawinki nawet
                            wczoraj po pyskówce, która urządził mój syn do tegoz właśnie drugiego,
                            powiedziałam, ze Kochac go nie musi, lubić tez nie(choć NORMALNE jest, ze z
                            tego faktu cieszyłabym sie bardzo, i mój M -też), ale szanować to juz tak.
                            Więc nawet z tego powodu ja sobie nie pozwole, aby mój syn lekceważył,
                            ignorował, zle się odzywał, pyskował do mojego Partnera. I nawet jak będzie
                            dorosły i jesli w jakiś sposób zachowa się nie tak w stosunku do niego-napewno
                            nie byłabym na to obojętna.
                        • wipsania Re: list Samotnej 16.03.06, 10:10
                          kasia_kasia13 napisała:
                          Wazne, ze jesli sie nie polubia, aby zachywac sie w stosunku
                          > do siebie kulturalnie i zaakceptowac sie nawzajem.
                          >
                          No właśnie. Dla mnie kulturalnym zachowaniem jest przywitanie się po wejściu do
                          czyjegoś domu i wymienienie 2-3 zdań na temat pogody, ptasiej grypy czy komisji
                          śledczych. Rzucenie "cześć" i totalny ignor z tym się kłóci.
          • m-m-m Re: list Samotnej 15.03.06, 12:11
            Nawet przy rozdzielności majątkowej jest
            > wspólne gospodarstwo, wspieranie się w zdrowiu i chorobie itd


            Tak jest. Ja bym nigdy pasierbowi takiego zrzeczenia się nie podpisała.

            Natomiast myślę, że owe dorosłe dzieci maja swój świat, do któreo żona ojca nie
            ma wstepu i nie ma co się o to obrażać. Nie chcą kontaktów to nie, łaski bez.
            • ajmj Re: list Samotnej 15.03.06, 12:51
              Zapewne podpisała, bo jak sama napisała chciała tym samym pokazac, ze nie
              zależy jej na pieniądzach męza. Ja miałabym w tyłku co myśleliby o mnie w tej
              materii TACY pasierbowie jak jej, którzy też mieli by swoja macochę głęboko w
              poważaniu. A i moim zdaniem, postępowanie tych pasierbów nie uważam za własciwe-
              niestety. Kobietę, która im nic nie zrobiła - traktują jak powietrze. Nawet
              sąsiadowi mówimy :dzień dobry i nieraz zamówimy z nim kilka słów.
              • karrolina1 Re: list Samotnej 15.03.06, 14:45
                > niestety. Kobietę, która im nic nie zrobiła - traktują jak powietrze. Nawet
                > sąsiadowi mówimy :dzień dobry i nieraz zamówimy z nim kilka słów.

                Ale w czym problem? Przeciez w liscie jest wyraznie napisane, ze mowia
                jej "czesc".
              • kasia_kasia13 Re: list Samotnej 15.03.06, 16:50
                >Ja miałabym w tyłku co myśleliby o mnie w tej
                > materii TACY pasierbowie jak jej, którzy też mieli by swoja macochę głęboko w
                > poważaniu. A i moim zdaniem, postępowanie tych pasierbów nie uważam za
                własciwe
                > -
                > niestety. Kobietę, która im nic nie zrobiła - traktują jak powietrze. Nawet
                > sąsiadowi mówimy :dzień dobry i nieraz zamówimy z nim kilka słów

                Przeciez one mowia jej dzien dobry! A pokochac jej juz nie musza.
                Nie przesadzasz z okreskleniem TACY pasierbowie? Dorosle pasierbice zajete
                wlasnym zyciem i _obojetne_ wobec macochy. Tysiac razy lepsze niz majace
                _negetywny_ stosunek do macochy pasierbowie w wieku nastoletnim. W jej ukladzie
                mozna sobie po prostu nazwajem nie wchodzic w droge i zero stresow.
                • lilith76 Re: list Samotnej 16.03.06, 10:07
                  biorąc po uwagę TEN przypadek relacji macocha-pasierbice zgadzam się z
                  kasia_kasią13.
                  kobiety mają swoje własne życie, sprawy, do żony ojca nie odnoszą się z
                  niechęcią, tylko z obojętnością. nie dogryzają jej, nie prawią przykrości.
                  walczą o majątek po ojcu, ale Samotna sama pozwala sobie w tym przypadku wejść
                  na głowę. one nie mają potrzeby zacieśniania więzów, a - być może - Samotna ma
                  wizję bliskiej, kochającej się rodziny. nie można wymagać żeby wszyscy tak
                  chcieli.
    • ywwy Re: pasierbica 15.03.06, 16:05
      Uważam ,że jeżeli dorosła kobieta nadal obwinia tą trzecią za problemy małż.
      swoich rodziców to jest to dziecinada. Tak rozumuje dziecko ! Prawdziwy powód
      wygaśnięcia zwiazku tkwi w samym związku.
      Dzieciom należy się prawo do nie radzenia sobie z pewnymi sytuacjami, do nich
      niewątpliwie należy rozwód , ponowne małżeństwo. Dorosła kobieta winna
      rozumować inaczej. Czy ona pomyślała o szczęściu swojego ojca? Czy tylko
      potrafi myśleć o swoich sprawach?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka