problem z dziećmi

15.03.06, 11:38
Witam.
Dołączam do grona macoch i cieszę się, że znalazłam forum z innymi macoszkami.
Zawsze to jakoś pewniej tak człowiekowi i raźniej w grupie, a i poradzić się
można i ...pożalić..
Ja poznałam swojego M. 3 latka temu i tyle też znam Jego dzieci. Córkę i
syna. Początkowo było świetnie. Dogadywaliśmy się, nawet między mną a córką
zawiązała się jakaś nić porozumienia..tak mi się zdawało..Żyliśmy jak w
rodzinie, bez większych problemów..No ale..dzieci lekko rozpieszczone
zaczęły "rozpychać się" i "wchodzić mi na głowę". Córka stała się zazdrosna i
zaczęła ze mną rywalizować. Dodam, że dojrzewa ma 12 lat. Traktuje mnie jak
rówieśnicę- jeśli chodzi o odzywki, docinki, kłótnie. Aż w końcu nadszedł
dzień, że "przegieła". Tata kazał mnie przeprosić a ona się obraziła i
przestała przyjeżdżać obrażona już nie tylko na mnie ale i na tatę.
Oczywiście po 2 miesiącach jej trochę przeszło i zaczęła rozmawiać z ojcem,
jednak wciąż z warkotem. Ze mną niestety nie. Zaczęła mnie nienawidzić tak z
niczego i oznajmiła, że będzie przyjeżdżać jeśli mnie nie będzie..Oczywiście
zaczęła podjudzać swojego brata- 9 lat., z którym do tej pory układało mi się
dobrze i Mały też zaczął mi robić przykrości z okazji wizyt. Np. że Młoda
życzy mi szpitala i że jego zdaniem będzie wielkim pechem jak się ożenię z
tatą. Postanowiłam porozmawiać z córką M. jedyną możliwocią było gg. Pisałam
jej, że tata ją kocha i że tęskni za nią, że może zawsze do nas przyjść i
będzie mile widziana, przeprosiłam ją jeśli kiedyś byłam niemiła do niej i
poprosiłam tylko by traktowała mnie jak dorosłą kobietę, jak mamę, ciocię czy
nauczycielkę a nie rówieśniczkę swoją. ( dodam, że jestem od niej starsza o
18 lat). Młoda się "zacięła" i nadal jest niemiła, nadal obwinia mnie za
wszystkie grzechy świata i nadal mnie nienawidzi.
Nie wiem co robić..
Mamy być przecież rodziną i nie chciałabym by trwało to zawsze.

    • sadelko_pimpka Re: problem z dziećmi 15.03.06, 11:49
      Nie rozumiem-juz drugi dosc podobny watek-w pierwszym macocha tez sie stara,17-
      latka tworzy bardzo niemila atmosfere a macoszka jeszcze ja przeprasza(chyba za
      to,ze w ogole istnieje)-Ty tez przepraszasz chociaz (chyba) w niczym nie
      zawinilas-to jest jakies chore-nie dajmy tym rozpuszczonym malolatom wyjsc
      sobie na glowe i jeszcze przepraszac za niewiadomo co.Co prawda nie mam
      doswiadczenia z dziecmi (moja,,pasierbica,, ma 20-pare lat),ale ja bym olala
      gowniare-chce sie spotkac z ojcem,gdy Ciebie nie ma to niech sie spotyka,nie
      daj z siebie zrobic kozla ofiarnego dla dojrzewajacej pannicy,nie wszyscy Cie
      musza lubic-ale szanowac ta gowniara Cie powinna,ale o tym najlepiej
      porozmawial ze swoim facetem-za tekst o szpitalu powinna dostac solidnie w
      dupsko( i za kazdy inny chamski tekst pod Twoim adresem tez ) Co to za facet co
      pozwala,aby jego dzieci Ci tak dokuczaly.
      • m-m-m Re: problem z dziećmi 15.03.06, 11:59
        Co to za facet co
        pozwala,aby jego dzieci Ci tak dokuczaly.



        I tu jest clou problemu: co robił tatus dla poprawy sytuacji? Jak na razie to
        widzę tylko Twoje przepychanki z 12-latką.
        • macosik Re: problem z dziećmi 15.03.06, 13:01
          początkowo mój M. nie dostrzegał problemu. Jak zaczynały się kłótnie starał się
          to zostawić nam i nie wtrącać się. Dzieci były wychowywane w sposób partnerski
          stąd brak szacunku dla dorosłych natomiast mnie wychowywano w "tradycyjny"
          sposób i nie potrafiłam jakoś w tej sytuacji się odnaleść. Nie chciałam
          początkowo za bardzo "narzucać" swego stylu wychowania, jednak czasem nie
          wytrzymywałam, np. jak Młoda nas rozdzielała w kinie, robiła fochy bo nie
          chciała iść na spacer i wyjść z samochodu czy pojechać z nami do sklepu. Wtedy
          powiem szczerze nie wytrzymywałam i np. gdy dzieci siedziały w samochodzie i
          nie chciały wyjść proszone i namawiane przez ojca trzasnęłam drzwiami zamykając
          je i mówiąc że jak chcą siedzieć to niech siedzą. Robiła się z tego póżniej
          afera, dzieci uważały że się rządzę i traktuję ich jak obcych a to ja musiałam
          wciąż zmagać się z brakiem ich akceptacji, próbować przejąć ich dotychczasowy
          styl panujący w rodzinie i ..było mi trudno. Mój M. czasem po moich żalach
          próbował dostrzec w porę zachowanie Młodej i stanowczo mówił, że to jest
          niewłaściwe. Jednak to "stanowczo" było łagodne..wydaje mi się że M. bał się
          zrazić dzieci, chciał wynagrodzić im to że je opuścił ( dodam że to było prawie
          9 lat temu więc dzieci do takiej sytuacji mogły już się przyzwyczaić).Zresztą
          bardzo chciał by była zgoda między nami i byśmy się wszyscy traktowali jak
          rodzina. Jednak ja gubiłam się w tym wszystkim bo sama musiałam stawiać
          czoło "zaczepkom" Młodej i to spowodowało, że zaczęłam się denerwować przed
          przyjazdami dzieci, "nakręcałam się" i z reguły kończyło się to płaczem w
          łazience. Czasem próbowałam rozmawiać z Młodą, zresztą kiedyś dobrze nam to
          wychodziło. Ona przytulała się do mnie i mówiła że mnie kocha. Wiem że to takie
          dziecinne mówienie ale myślałam, że dzieci mnie zaakceptowały w rodzinie.
          Jednak nie potrafię ich nauczyć szacunku do mnie jak do osoby dorosłej..zresztą
          Młoda nie ma go do innych dorosłych też więc może nie powinnam się tak tym
          przejmować.
          Mój M. zrozumiał, że popełnił błąd wychowawczy. Jest mu ciężko i również nie
          wie jak to rozwiązać. Okazał sie stanowczy dla Młodej a ona "ukarała" Go
          brakiem spotkań. Wiem, że moglibyśmy pomyśleć że "gówniara się rządzi i robi
          fochy więc niej jej tak będzie i zostawić ją w spokoju". Jednak myślę, że
          trzeba to jakoś naprawiać. Przecież to w jakiś sposób bliskie nam osoby.
          Ale jak nauczyć dzieci by traktowali dorosłych- mnie- jak należy. By odnosiły
          się z pewnym szacunkiem.
          Mój M. ma się spotkać z Młodą i jeśli ona nie będzie przyjeżdżać to chce się
          umówić na spotkania osobne, gdzieś poza domem z nią.
          Ale co z wakacjami?
          hmmm...ciężkie to wszystko
          • m-m-m Re: problem z dziećmi 15.03.06, 13:33
            Nie chciałam
            > początkowo za bardzo "narzucać" swego stylu wychowania, jednak czasem nie
            > wytrzymywałam, np. jak Młoda nas rozdzielała w kinie, robiła fochy bo nie
            > chciała iść na spacer i wyjść z samochodu czy pojechać z nami do sklepu.
            Wtedy
            > powiem szczerze nie wytrzymywałam i np. gdy dzieci siedziały w samochodzie i
            > nie chciały wyjść proszone i namawiane przez ojca trzasnęłam drzwiami
            zamykając
            >
            > je i mówiąc że jak chcą siedzieć to niech siedzą. Robiła się z tego póżniej
            > afera, dzieci uważały że się rządzę


            Obiektywnie? Bo tak było, probowalas je wychowywać, a to błąd.
            Od zwracania im uwagi, egzekwoawania poleceń JEST RODZIC, a nie macocha/ojczym.
            Od egzekwowania szacunku dla partnera rodzica JEST RODZIC.



            Ale jak nauczyć dzieci by traktowali dorosłych- mnie- jak należy. By odnosiły
            > się z pewnym szacunkiem.
            > Mój M. ma się spotkać z Młodą i jeśli ona nie będzie przyjeżdżać to chce się
            > umówić na spotkania osobne, gdzieś poza domem z nią.
            > Ale co z wakacjami?



            To nie Twój ból głowy jak ich nauczyć czegokolwiek. Od tego JEST RODZIC i z
            tego tyułu spotkania sam na sam ojca z córką stanowią doskonałą okazję ku temu.
            12-latka to jeszcze podstwówka, nauczenie jej szcunku do straszych jest jak
            najbardziej możliwe.
            A ja jak słysze o bezstresowym wychowaniu to przypomina mi się kawał, jak to w
            tramwaju siedziała matka z dzieckiem na kolanach i dziecko fikało nogami kopiąc
            pasażerów. Pani ta na uwagę o złym zachowaniu dziecka stwierdziła, że dziecko
            jest wychowywane bezstresowo. Na co młody czlowiek, który stał niepopodal wyjął
            gumę z ust i przykleił ją na czole owej mamusi z tekstem, że on też był
            bezstresowo wychowywany.
            To doskonałe motto dla każdego rodzica wychowującego po "partnersku" dziecko.


            Jednak nie potrafię ich nauczyć szacunku do mnie jak do osoby dorosłej


            To Ci się nie uda. Od tego JEST RODZIC.
            • tarzynka Re: problem z dziećmi 15.03.06, 14:28
              > > powiem szczerze nie wytrzymywałam i np. gdy dzieci siedziały w samochodzi
              > e i
              > > nie chciały wyjść proszone i namawiane przez ojca trzasnęłam drzwiami
              > zamykając
              > >
              > > je i mówiąc że jak chcą siedzieć to niech siedzą.Robiła się z tego póżni
              > ej
              > > afera, dzieci uważały że się rządzę
              >
              >
              > Obiektywnie? Bo tak było, probowalas je wychowywać, a to błąd.
              > Od zwracania im uwagi, egzekwoawania poleceń JEST RODZIC, a nie macocha/ojczym.
              > Od egzekwowania szacunku dla partnera rodzica JEST RODZIC.
              >
              No nie wiem, wyjście z samochodu i powiedzenie, że jak chcą siedzieć, to niech
              siedzą nie jest wg. mnie jakimś strasznym wchodzeniem w kompetencje rodziców
              dzieci. Nie dajmy się zwariować, w końcu dzieci nadal siedziały w tym
              samochodzie. Pewnie, że zaogniło to sytuację między macosik i jej mężem, pewnie,
              że było niewygodne i dla dzieci, bo tata pewnie się jednak opowiedział po jej
              stronie i był na nie zły. Ale ile można siedzieć w samochodzie i wysłuchiwać
              marudzenia i próby sił między ojcem i dziećmi. Tak naprawdę, było to (niewygodne
              dla taty i dzieci) pokazanie konsekwencji ich zachowania - ktoś może mieć go
              dość. Co z tym zrobili, to już ich (taty i dzieci) problem.
              • poxywka Re: problem z dziećmi 15.03.06, 14:48
                wyjscie z samochodu trzaskajac drzwiami i zapewne podnoszac glos w
                zdenerwowaniu moze jest i naturalnym odruchem ale nie przynosi nic dobrego poza
                eskalacja konfliktu - zwlaszcza jak nie jest sie rodzicem; nie mozna dac sobie
                wejsc na glowe ale tez trzeba uwazac niestety na swoje odruchy - nie da sie zyc
                jak w stnadardowej rodzinie i tu wszyscy musza wlozyc wiecej pracy w utrzymanie
                poprawnych stosunkow; to ze dzieci siedzialy i marudzily nie jest niczym
                wyjatkowym natomiast zanim macosik wyszla z siebie maz powinien zareagowac a
                ona sie nie odzywac; mogla wyjsc i tyle; moj Niemaz jakos instynktownie od
                poczatku czul, ze to ja mam karac mlodego i jak byl bardzo zdenerwowany to
                wychodzil bez slowa a ja nawijalam makaron na uszy; mimo ze dziecko male; teraz
                moj syn slucha Niemeza tak jak i mnie, ale co bedzie jak podrosnie? jesli
                zaczna sie konflikty znow wrocimy do tej zasady - on sie usuwa a ja biore
                mlodego na bok i wyuszczam jak nalezy sie zachowywac, dlaczego nie wolno
                sprawiac przykrosci; i to jest moj problem, nie mojego Niemeza;
                mnie o tyle latwiej ukieorunkwoac mlodego, ze jestesmy z dzieckiem codziennie a
                nie raz na tydzien wiec Niemaz jest dla niego znacznie blizsza osoba niz np
                nexia, ktora lubi ale widuje rzadko
                pozdrawiam
                poxywka
                • tarzynka Re: problem z dziećmi 15.03.06, 14:59
                  zgoda, że lepiej wychodzić nie w zdenerwowaniu, nie trzaskając drzwiami. Ale
                  macochy też mają swoje uczucia. To po pierwsze (czytuję to forum i czasami mam
                  wrażenie, że sobie prawo do tych uczuć i emocji w imię dobra pasierbów odbieramy).
                  Po drugie: ja tak mam, że w sytuacjach mocno stresowych robię się strasznie
                  spokojna. Ostatnio zauważyłam, że drugą stronę konfliktu (akurat nie piszę o
                  konfliktach z dziećmi) doprowadza to do białej gorączki. Wcale więc nie wiem
                  (podkreślam: nie wiem), czy w kontaktach z dziećmi/pasierbami czasami nie należy
                  zdenerwowania okazać. Takie doświadczenie życiowe, że moje zachowanie powoduje
                  sytuacje nieprzyjemne. Oczywiście przesadzić nie można.
                  • m-m-m Re: problem z dziećmi 15.03.06, 15:10
                    Ostatnio zauważyłam, że drugą stronę konfliktu (akurat nie piszę o
                    konfliktach z dziećmi) doprowadza to do białej gorączki. Wcale więc nie wiem
                    (podkreślam: nie wiem), czy w kontaktach z dziećmi/pasierbami czasami nie należy
                    zdenerwowania okazać.


                    Zawsze tam, gdzie macocha nie jest bezpośrednio zaatakowana przez złe
                    zachowanie pasierba absolutnie nie powinna się wtrącać. Konflikt w samochodzie
                    był konfliktem między dziećmi, a ojcem, a macocha tylko widownią.


                    To po pierwsze (czytuję to forum i czasami mam
                    > wrażenie, że sobie prawo do tych uczuć i emocji w imię dobra pasierbów
                    odbieram

                    To nie w imię dobra pasierbów, to jest wejście w rolę rodzica, który w tym
                    momencie reaguje niadekwatnie (czyli bezskutecznie) na zachowanie dzieci. I to
                    by było do przyjęcia w wypadku normalnej rodziny, gdyby osoba widza była matką
                    dzieci. Wtedy takie jej zachowanie, czyli wejście w konflikt między dzieci a
                    ojca jest traktowane jako naturalne. Skoro ojciec sobie nie radzi to ona
                    pokazuje swoje zniecierpliwienie i irytację. Niestety jest to przywilej matki,
                    a nie macochy. Rzadko które dziecko daje takie prawo ojczymowi/macosze.
                    • tarzynka Re: problem z dziećmi 15.03.06, 16:17
                      > by było do przyjęcia w wypadku normalnej rodziny, gdyby osoba widza była matką
                      > dzieci. Wtedy takie jej zachowanie, czyli wejście w konflikt między dzieci a
                      > ojca jest traktowane jako naturalne. Skoro ojciec sobie nie radzi to ona
                      > pokazuje swoje zniecierpliwienie i irytację. Niestety jest to przywilej matki,
                      > a nie macochy. Rzadko które dziecko daje takie prawo ojczymowi/macosze.

                      Gdyby to była matka, to całkiem naturalne byłoby właczenie się do rozwiązania
                      tego konfliktu. Nie okazanie irytacji i wyjście.
                      Oczywiście, że dzieci nie dają prawa ojczymowi/macosze wtrącania się w ich
                      życie, nie dają prawa także do bycia zirytowanym. Pewnie najchętniej nie dałyby
                      prawa do istnienia przy boku rodzica. I to jest jak najbardziej zrozumiałe. Nie
                      twierdzę, że trzaśnięcie drzwiami w tej sytuacji było dobrym wyjściem z
                      sytuacji, ale daję też macochom prawo to bycia zirytowaną i okazania tego. Bo
                      uważam, że na dłuższą metę skrywanie swoich uczuć wcale nie przynosi dobrych
                      rezultatów. Wiem, dzieci nie są winne rozwodu rodziców. Tylko to nie jest taka
                      prosta sytuacja, że jest to dziecko sąsiada i jest się tylko widzem. Jeśli
                      decydujemy się na wspólne spędzanie czasu, to niestety musimy iść wszyscy na
                      ustępstwa. W rodzinie biologicznej, ale w rodzinie z pasierbami również. Gdyby
                      sytuacja "trzaskania drzwiami" była powtarzającą się sytuacją, to byłoby bardzo
                      źle. Ale jeśli się zdarzyła, jeśli spowodowała rozmowę i dojście do tego, jak na
                      przyszłość podobnych unikać, to wydaje mi się, że była jak najbardziej
                      dopuszczalna. Chciałam napisać
                      • tarzynka Re: problem z dziećmi 15.03.06, 17:10
                        za wcześnie mi wysłało. To jeszcze dokończę. Tak więc macocha miała prawo się
                        zirytować i trzasnąć drzwiami. Dzieci i ich tata mieli prawo mieć do niej o to
                        pretensję. Tak się dzieje między ludźmi. Ważne, żeby Ci ludzie po takiej scysji
                        potrafili dojść do porozumienia i określić akceptowane przez wszystkich zasady.
                        Niezależnie od tego, czy dzieci są pasierbami. Wydaje mi się, że nic złego się
                        nie dzieje jeśli do takiej rozmowy dochodzi, pod warunkiem, że dzieci traktuje
                        się w niej jako równorzędnych partnerów do wyrażania swojego zdania i potrzeb.
                        Jeśli wszyscy mają razem ze sobą spędzać czas, to źle się dzieje jeśli jedna
                        osoba depcze swoje uczucia i się usuwa, bo prędzej czy później ten układ runie.
                        • m-m-m Re: problem z dziećmi 15.03.06, 18:38
                          Tak się dzieje między ludźmi. Ważne, żeby Ci ludzie po takiej scysji
                          potrafili dojść do porozumienia i określić akceptowane przez wszystkich zasady.
                          Niezależnie od tego, czy dzieci są pasierbami. Wydaje mi się, że nic złego się
                          nie dzieje jeśli do takiej rozmowy dochodzi, pod warunkiem, że dzieci traktuje
                          się w niej jako równorzędnych partnerów do wyrażania swojego zdania i potrzeb


                          Tak się dzieje w biologicznej rodzinie jeśli wszyscy ze soba rozmawiają i
                          komunikacja nie jest niczym zakłócona. Przenosisz schemat z bilogicznej na
                          rekonstruowaną.
                          Moja praktyka jest inna i doświadczenie wskazuje, że nie jest to tak jak
                          piszesz.
                          Dobrze, napiszę Ci z punktu widzenia pasierba: siedzimy w samochoedzie: ja
                          (pasierbica, lat 13), moja mama i jej mąż,(mój ojczym). Powstaje problem moich
                          fochów, nagle ojczym się zrywa i trzaska drzwiami. Moje myśli: co za wstrętny
                          facet, jakiś wariat; moje oczekiwania: no, mama zrób z nim porządek; rezultat:
                          dalej siedzę w samochodzie, mama każe mi się uspokoić, wychodzi do ojczyma na
                          rozmowę; moje myśli: mam nadzieję, że się rozstaną, nie będę mieszkała z takim
                          dziadem.
                          Tarzynka -to była moja rekonstrukcja, bo odczucia jakie się ma wobec nie
                          panującego nad soba partnera rodzica są mi znane z autopsji. Tyle, że w realu
                          moja mama ustawiała obie osoby: mnie i ojczyma. Potrafiła mu pokazać, że nie
                          jest moim ojcem i nie jego blaszka co ja robię i za to jestem jej wdzięczna.
                          Inaczej byłoby mnóstwo konfliktów, a to, że ja kiedykolwiek na gniew ojczyma
                          miałabym zareagować - to jego niedoczekanie. Nigdy nie dałam mu prawa do
                          wychowywania mojej osoby.
                          Nigdzie nie jest napisane, że rola macochy to cud miód. To naprawdę wielki
                          stres i niestety poświęcenie własnej ekspresji na rzecz budowania jako takich
                          relacji z pasierbami. Macocha musi być opanowana, jeśli nie wytrzymuje tego
                          napięcia niestety sypie się jej kontakt z pasierbami.
                          Macocha ma daleko wyzej ustawiona poprzeczkę niż matka. Dlatego tak trudno nią
                          być.
                          • lilith76 Re: problem z dziećmi 16.03.06, 10:14
                            > Macocha ma daleko wyzej ustawiona poprzeczkę niż matka. Dlatego tak trudno
                            nią
                            > być.

                            chyba sobię w sygnaturkę wrzucę smile
                            • m-m-m Re: problem z dziećmi 16.03.06, 10:38
                              Tylko proszę Lilith - bez copywright smile))
                          • tarzynka Re: problem z dziećmi 16.03.06, 14:40
                            No to tak naprawdę się zgadzamy. Ja po prostu daję macosze/ojczymowi czasem
                            prawo do wybuchu. Co do rozmowy, to już rola biologicznego rodzica. I twoja mama
                            to robiła. Nie mam doświadczeń bycia pasierbicą, pewnie mi to trochę utrudnia
                            zrozumienie. Ale mam doświadczenia bycia macochą i bycia matką dzieci mających
                            ojczyma. W sytuacji ze sklepem nikt by dzieci nie zmuszał do pojechania do
                            niego, miałyby u nas wybór. Jeśli jednak wszyscy decydujemy się jechać, to nie
                            daję młodym prawa do fochów, że nie chcą wysiąść. Pewnie, że lepiej by było,
                            gdyby mój partner się nie zdenerwował w takiej sytuacji, ale gdy to zrobi, to do
                            dzieci idzie informacja, że nie wiem, co chciały osiągnąć, ale takie zachowanie
                            jest denerwujące, ja jestem mamusia i moje łaskawe oczy mają więcej
                            cierpliwości, a innych ich zachowanie może zdenerwować i mogą nie chcieć
                            uczestniczyć w naszych przepychankach. I dzieciaki mają tak nie robić, bo ich
                            zachowanie wg. mnie jest niewłaściwe, a nie akurat dlatego, że ktoś się
                            zdenerwował. Szanuję ich uczucia, ale też szanuję uczucia mojego partnera,
                            zdecydowałam się wspólnie ze wszystkimi żyć i moja w tym broszka, żeby prawa i
                            moich dzieci i mojego partnera były respektowane. Tak to przynajmniej widzę.
                            A z Twoich m-m-m wypowiedzi (nie tylko w tym wątku) sporo się nauczyłam i je
                            cenię. Choć nie zawsze do końca się zgadzam.
                            Pozdrawiam
                            tarzynka
              • m-m-m Re: problem z dziećmi 15.03.06, 14:58
                Ale ile można siedzieć w samochodzie i wysłuchiwać
                marudzenia i próby sił między ojcem i dziećmi.


                Na pewno nie trwałoby to godzinę, a brak cierpliwosci macochy spowodował
                naprawdę poważną zadrę między nią a dziećmi.
                Ja wiem jak to trudno czasem się opanowac i trzymac język za zębami, dodatkowo
                wzmaga to poczucie bezsilności, ale naprawdę w takim momencie warto się
                uszczypnąć i pomyśleć o tym, że nie jest się rodzicem, pomyśleć, że sytuacja
                jest taka jakbyśmy były w towarzystwie sąsiada i jego dzieci, albo jako widz w
                kinie - to co widzimy, czyli brak stosownego zachowania dzieci na polecenia
                ojca jest jak film, w którym nie gramy jako aktorki, a tylko jako widownia.
                Branie sprawy w swoje ręce powoduje zadrażnienia: rzadko które dzieci reagują
                pozytywnie na uwagi zwracane im przez kogoś innego poza rodzicem.
    • mamaika Re: problem z dziećmi 15.03.06, 16:08
      Odpuśc sobie, choć się nie da smile.Natomiast też jestem zdania,że od
      wychowywania pasierbów i pasierbic są ich rodzice, natomiast nie przychylam się
      do opinii,że to tylko dzieci i tłumaczenie ich zachowan traumą porozwodową.
      Prawda jest taka,że i pasierbice i pasierbowie co niektórzy wredni naturalnie i
      charakteriologicznie smileMacochy też ludzie i też mają prawo mieć czasem
      zwyczajnie dość.A przepraszać? a za co ? nie widzę,żebyś miała jakiś powód. Nie
      chce przyjeżdzać trudno,u mnie też tak jest, a od młodszej M dowiedział się
      przypadkowo,że fakt iż jej nie przeszkadza moja obecność i przyjeżdzą do nas
      wynika cytuję " bo jest mała i jeszcze nic nie rozumie " . Dodam,że mlodsza ma
      13 a starsza 15 lat. Ciekawe tylko kto taką "madrość" jej przekazał. Zresztą
      jeżeli czytałaś posty dziewczyn, to wiesz,że różnie się tu nam układa, jednym
      świetnie,innym gorzej a niektórym totalnie żle. Osobiście jestem zdania,że w
      dużej mierze zależy to również i od postawy eksi, jak i zwyczajnie od
      wychowania dzieci. Dobre chęci i pozytywne nastawienie ze strony macochy
      efektów nie przynoszą .
      • m-m-m Re: problem z dziećmi 15.03.06, 16:24
        natomiast nie przychylam się
        do opinii,że to tylko dzieci i tłumaczenie ich zachowania traumą porozwodową.


        Jeśli są to małe dzieci (mniej więcej do 7 roku życia) to owszem do tego się
        przychylam. Czym strasze tym większy udział jest owego wrednego charakteru +
        dojrzewanie + błędy wychowawcze rodziców robią mieszankę wybuchową.
        • mamaika Re: problem z dziećmi 15.03.06, 16:44
          I ja Ci m-m-m wierzę, bo sobie bardzo cenię Twoje opinie , niemniej moje były
          ciut większe, najstarsza zresztą o której z reguły nie piszę, bo dorosła i
          samodzielna tym bardziej ( aczkolwiek z nią stosunki mam nijakie lecz bardzo
          poprawne ). Często jest tak,że jak w moim przypadku najpierw Tatuś zgadzał się
          na wszystko i tolerował wszysko ( zresztą postępowałam tak samo jak i on ja -
          zanik rozumu i zdrowego rozsądku bo totalne zidiocenie żle brzmi smile ).Skutek
          opłakany , a proces normalizacji długotrwały.
          • kasia_kasia13 Re: problem z dziećmi 15.03.06, 16:54
            Często jest tak,że jak w moim przypadku najpierw Tatuś zgadzał się
            > na wszystko i tolerował wszysko ( zresztą postępowałam tak samo jak i on ja -
            > zanik rozumu i zdrowego rozsądku bo totalne zidiocenie żle brzmi smile ).Skutek
            > opłakany , a proces normalizacji długotrwały.


            Czyli jednak nie wrodzona wredota dzieci, tylko bledy wychowawcze: "Tatus
            zgadzał się na wszystko i tolerował wszysko"
            • mamaika Re: problem z dziećmi 15.03.06, 17:22
              Droga Kasiu odnosiłam to ogólnie do szerokiego grona pasierbic i pasierbów. Co
              do moich osobistych to jak najbardziej jest to wina ich OBOJGA rodziców ,
              aczkolwiek w przypadku 15-latki i okres dojrzewania i niestety wredota
              charakteru ( to nie tylko moja subiektywna rzecz jasna opinia ale i ich bardzo
              kochających dziadków ) Co do braków w wychowaniu w tym i bardzo elementarnych
              to w przypadku każdego człowieka czy to neksi czy eksi czy pasierbów/pasierbic
              i osób nie będących w wyżej wymienionych grupach skutkuje to niestety złym
              zachowaniem i jest uciążliwe a czasem przykre do zniesienia dla innych osób.
              Wracając do "moich" dziewczyn ja sama popełniłam niejeden błąd i pewnie
              popełnię jeszcze , ale wychowywać ich w zaden sposób nie zamierzam , natomiast
              z M rozmawiamy dość często co nam się podoba a co nie , a na ewidentnie
              niegrzeczne a wręcz chamskie zachowanie wobec mnie reagowałam natychmiast więc
              też się uspokoiło. Kiedyś pisałam już ,że starałam się, starałam a teraz
              zwyczajnie mi się już nie chce. Któraś z samodzielnych napisała mi wtedy,że nie
              trzeba się starać tylko być ( miłą,serdeczną,etc ), nie życzę aby kiedykolwiek
              musiała się przekonać jak czasami trudno nawet się starać, bo być to w ogóle
              się nie chce smile.Obecnie mam etap czasem mi sie chce a czasem nie.Czyli ewoluję
              w dobrym kierunku smile.A jak będzie czas pokaże.
              • m-m-m Re: problem z dziećmi 15.03.06, 17:52
                Kiedyś pisałam już ,że starałam się, starałam a teraz
                zwyczajnie mi się już nie chce. Któraś z samodzielnych napisała mi wtedy,że nie
                trzeba się starać tylko być ( miłą,serdeczną,etc



                Dobre...nastolatek może dowolnie pokazywać Ci swoje chumory, a Ty masz być miła
                i serdeczna...
              • kasia_kasia13 Re: problem z dziećmi 16.03.06, 09:46
                mamaika napisała:

                > Droga Kasiu odnosiłam to ogólnie do szerokiego grona pasierbic i pasierbów.
                Co
                > do moich osobistych to jak najbardziej jest to wina ich OBOJGA rodziców ,
                > aczkolwiek w przypadku 15-latki i okres dojrzewania i niestety wredota
                > charakteru ( to nie tylko moja subiektywna rzecz jasna opinia ale i ich
                bardzo
                > kochających dziadków )

                Wiesz, jednak bledy wychowawcze przede wszystkim. Tak mi sie wydaje. Jesli sie
                dziecku pozwala na wszystko, niczego mu nie zbrania, pozwoli mu wejsc na glowe,
                to uwazam, ze prawie KAZDE dziecko z tego z tego skorzysta i rodzicowi na glowe
                wejdzie. A potem wyrosnie faktycznie na paskudnego nastolatka o wrednym
                charakterze. Sam mam corke, i gdybym jej pozwalala na wszystko, to podejrzewam,
                ze teraz bylaby juz nie do opanowania.
    • weronka77 Re: problem z dziećmi 16.03.06, 00:06
      KObitki stop!!Przestańmy się wzajemnie pouczać,strofować.Nie o to tutaj
      chodzi.To jest forum dla macoszek które się powinny wspierać a nie
      pogrążać.Bardzo Was też proszę nie kierujcie złych epitetów pod adresem
      danego,męskiego przypadku.Nawet jesli niejednokrotnie uważacie że jest on
      beznadziejny-zachowajcie tą opinię dla siebie.Przecież autorka wątku kocha
      swojego partnera,męża i jest jej po porstu przykro jak czyta że jest
      nieudacznikiem,dupa,etc...Dzieciaki prawie w 90 procentach będą zawsze dawały
      popalić nowej partnerce męza bo tak już było,jest i będziewink I można próbować
      jeśli jest dobra wola z obu stron,chęci ,nić porozumienia.Jesli nie -to należy
      przywyknąć do sytuacji,nie rwać włosów z głowy,przepraszać,obwiniać i drążyć
      problemu.Nic na siłę,Syzyfa i Siłączkę już przerabialiśmywink Potrzebny jest
      zdrowy dystans do całej sytuacji i optymizm.Tak też da się zyć-nie to
      nie,trudno i już.Pozdrawiam Was kobitkiwink
      • weronka77 Re: problem z dziećmi 16.03.06, 00:16
        Co to są wogóle za porządki żeby dzieciaki Naszych partnerów były powodem
        stresu,smutku i bezsennych nocy? Jakoś nie mogę natknąć się na forum na którym
        pasierbowie prowadzą taka dyskusję.Jeśli już to na pewno nie w takim jak My
        tutaj tonie-wręcz przeciwnie,glównie pretensje,oskarżenia i nawet obelgi.A z
        jakiej racji mają Nas żle traktować i wyładowywac swoje humory i frustracje?Bo
        zasłużyłyśmy czy jak?Jesteśmy ich workiem treningowym bo macocha wszystko
        zniesie,bo ma poczucie winy? Niby dlaczego mają Nas nie szanować?Chyba trzeba
        postawić sprawę jasno i taktownie ale stanowczo pewne rzeczy sobie wyjaśnić.W
        przeciwnym razie niestety wejdą Nam na głowę i wtedy sytuacja jest przegrana na
        zawsze.Zdenerwowałam się aż bo sądzę że żadna z Was tutaj sobie na takie
        impertynencje nie zasłuzyła po prostu.
        • poxywka Re: problem z dziećmi 16.03.06, 09:23
          weronka forum nie jest do glaskania po glowie ale do rozwiazywania problemow
          nie sadze abys tu znalazla poklask dla swoich propozycji
          z czasem sie pewnie przyzwyczaisz do tych kublow zimnej wody - kazdy na
          poczatku czuje sie troche nieswojo
          pozdrawiam
          poxywka
          • weronka77 Re: problem z dziećmi 16.03.06, 17:48
            Spokojniewink Ja sobie poradziłam z pasierbami i poradzę zawszewink
        • m-m-m Re: problem z dziećmi 16.03.06, 10:06
          A z
          > jakiej racji mają Nas żle traktować i wyładowywac swoje humory i frustracje


          Nikt tego tutaj nie popiera, ja niejdenokrotnie mówiłam, że bezpośredni atak na
          macochę musi być odparty przez nia samą i dodatkowo wzmocniony przez ojca.


          Jesteśmy ich workiem treningowym bo macocha wszystko
          > zniesie,bo ma poczucie winy?


          Tego też nikt tu nie propaguje, wręcz przeciwnie ja zawsze namaiwiam wszystkie
          macochy do szanowania godności własnej i egzekwowania od M. tego szacunku od
          pasierbów.


          Jakoś nie mogę natknąć się na forum na którym
          > pasierbowie prowadzą taka dyskusję.


          Byłam na takim forum. Beznadzieja wione od pierwszego do ostatnieo postu. Tam
          są ludzie, którzy nigdy nie pogodzili się z rozwodem rodziców i nie przeszli
          psychoterapii. Osobiście nie mam tam czego szukać.
      • m-m-m Re: problem z dziećmi 16.03.06, 10:20
        KObitki stop!!Przestańmy się wzajemnie pouczać,strofować


        Forum słuzy pomocą. Niekoniecznie ta pomoc musi byc wyrażana ładnymi i
        okrągłymi zdaniami, aby nikogo nie urazić. Tu są prezentowane różńe punkty
        widzenia i one jako przyklad (a nie forma) maja pomóc macosze zmierzyć sie z
        tym co widzi i czuje. Każda kuracja nie jest przyjemna, ważne są jednak efekty.


        Bardzo Was też proszę nie kierujcie złych epitetów pod adresem
        > danego,męskiego przypadku.Nawet jesli niejednokrotnie uważacie że jest on
        > beznadziejny-zachowajcie tą opinię dla siebie.


        Nie, bo celem tego forum jest pomoc, a pomoc to znalezienie źródła konfliktu i
        metody naprawczej. Niesty źródlem czesto jest niwudolnośc wychowawcza ojca u i
        to jego trzeba pogonić.


        Przecież autorka wątku kocha
        > swojego partnera,męża i jest jej po porstu przykro jak czyta że jest
        > nieudacznikiem,dupa,etc...


        To, że kocha nie oznacza, że my też go kochamy. Pokzaujemy jej jak to wygląda z
        boku.




        Dzieciaki prawie w 90 procentach będą zawsze dawały
        > popalić nowej partnerce męza bo tak już było,jest i będziewink I można
        próbować
        > jeśli jest dobra wola z obu stron,chęci ,nić porozumienia.Jesli nie -to
        należy
        > przywyknąć do sytuacji,nie rwać włosów z głowy,przepraszać,obwiniać i drążyć
        > problemu.Nic na siłę,Syzyfa i Siłączkę już przerabialiśmywink



        Nie uważam za normalne "popalnie" macosze/ojczymowi.
        Oczywiście nic na siłę, ALE jednak niejednokrotnie jestesmy w ogniu walk
        rodzicielsko-dzieciowych i na dłuższą mete nie jest to przyjemne.


        Potrzebny jest
        > zdrowy dystans do całej sytuacji i optymizm.Tak też da się zyć-nie to
        > nie,trudno i już.


        Nie każda macocha ma taki "luksus" jak Ty by odizowlowaść od siebie problem,
        nie wpuszczać do domu pasierbów, bo rzadko który M., czy macocha dysponują
        własnym dodatkowym lokum, gdzie na czas wizyt dzieci z ojcem mogliby sobie
        pójść.
        • sadelko_pimpka Re: problem z dziećmi 16.03.06, 10:34
          Uff.Jaka ulga,ze moja pasierbica jest juz usamodzielniona i mieszka w innym
          miescie.
          • mrs_ka Re: problem z dziećmi 16.03.06, 11:50
            Ja tak ogólnie, z uwagą przeczytałam wypowiedzi m.m.m. Jak zwykle się oczywiście
            nie zgadzam z calością, ale zauwazyłam, że w miarę czasu powiększa się część, z
            ktorą się zgadzamwink Czyli ewoluujęwink
            Mnie zastanowił ustęp o szacunku w postach Autorki. Bez rozstrząsania
            kompetencji ojca, matki, macochy itd. zaczęłam się zastanawiać nad tym, co
            powoduje, że dochodzimy do wniosku o braku szacunku lub szacunku.
            Roboczo i wstępnie sądzę, że niekoniecznie musi tu chodzić o brak szacunku, a
            czasem tylko o odmienny styl wychowawczy. Jesli ktoś był wychowywany w duchu
            tradycyjnym, model partnerski (zwłaszcza w odniesieniu do cudzych dzieci) może
            generować takie odczucia.
            Byłam wychowywana teoretycznie tradycyjnie, praktycznie partnersko. Wraz ze
            zwracaniem się na Ty, wyrażaniem własnych opinii, do dzis nie mam skrupułów
            przed ostrym objechaniem matki/ojca. Wiem, że dla większości osób postronnych
            było to odczuwane jako skrajny brak szacunku. Jest inaczej. Rzucam to tylko
            gwoli pokazania drugiej strony tematu.

            Poza tym wszystko zalezy nie od prawd obiektywnych, a od tego, jakiego typu
            relacje ktoś chce budowac z pasierbem- czy będą to relacje zdystansowane,
            przyjazne, bardziej przypominające relacje w pełnej rodzinie (to w przypadku np.
            macoch mieszkających z pasierbami czy ojczymów), czy też w ogóle ich nie będzie,
            jak w przypadku dwoch wypowiadających sie tu macoch. Sadze, że ogólnego wzoru
            nie ma, a model preferowany przez m.m.m jest tylko jedną z mozliwości, notabene
            nie najgorszą, ale tez nie jedyną.

            a.
            • m-m-m Re: problem z dziećmi 16.03.06, 12:38
              He, He...ja nigdy nie twierdziałam, że mam patent na jedynie słuszny wizerunek
              macochy.
              Moje spostrzeżenie jest też takie, że macocha o ile ma częste kontakty z
              pasierbem też zmienia swoje postępowanie wraz z wiekiem pasierba. Ja to robię w
              każdym razie. Inny był mój pasierbik lat 9, a zupełnie inny jest mój pasierb
              lat 17.
              Kiedyś bardziej mu matkowałam, teraz wraz z wiekiem i jego dojrzewaniem moja
              rola się zmienia - bardziej stoję z boku , bo widzę, że moja ingrerencja nie
              bylaby dobrze widziana prze niego.
              Są dzieci, które naprwdę potrzebują zastępczego ojca/matki, a są i takie, które
              idealizują matkę/ojca biologicznego i nie dopuszczają innych osób, które
              mogłyby pełnić taką funkcję.
              Co do szacunku: jednak ja uważam, że zwracanie się do macochy jak do koleżanki
              nie jest dobre, to może spowodować, że dziecko traktuje osobę dorosłą jako
              równą sobie. I tu widzę błąd macoch-kunmpelek. O ile dorosły pasierb to z
              reguły może być kolega (ale wtedy jest dwoje dorosłych) o tyle bycie koleżanką
              dla dziecka niweluje owy szacunek niejako na samą prośbę macochy.
              I tu zapewne ten błąd zrobiła autorka wątku: pozwoliła dziewczynce zwracać się
              do siebie jak do koleżanki - pewenie w intencji dobrych stosunków z młodą, a
              obróciło się to przeciwko niej.
              Model wychowawczy jest jak najbardziej też punktem spornym, gdzyż tak jak
              macosze trudno przyjąć do wiedzy, że jednak nie jest matką i nie wszystkie jej
              podjete działania jako macocha przejdą tak gładko jak przeszłyby matce - tak
              samo paiserbowie przenoszą swój partnerski stosunek do własntch rodziców na na
              macochę/ojczyma. Czyli skoro mogę mówić do własnej matki jak chcę, to i do
              macochy też mogę . I tu jest zarzewie konfliktu, bo to że dziecku wolno tak
              zwracać się do rodzica - nie oznacza automatyczbnie, że i do jego partnera też.
              Rolą rodzica jest wyjaśnienie dziecku takiej subtelności. Nie jesteś moim
              tatusiem! Ale i ojczym może powiedzieć: nie jesteś moją córką! Czyli prawo do
              zwracania uwagi pasierbicy przez ojczyma nie jest mu dane przez pasierbicę, ale
              i pasierbicy nie jest dane przez ojczyma prawo do mówienia i tarktowania
              partera rodzica jak tego rodzica, czyli powiem co uważam, bo ten ojczym nie ma
              takiej cierpliwosci jak rodzic.
              Czyli, jeśli dziecko nie chce by macocha wchodziła w rolę matki to ta sama
              zasada winna obowiązyawać i dziecko: ono też nie powinno wchodzic w rolę
              dziecka bilogicznego macochy i oczekiwac takiego samego tarktowania jak od
              matki.
        • claairee Re: problem z dziećmi 16.03.06, 14:07
          m-m-m napisała:

          >Forum słuzy pomocą. Niekoniecznie ta pomoc musi byc wyrażana ładnymi i
          > okrągłymi zdaniami, aby nikogo nie urazić. Tu są prezentowane różńe punkty
          > widzenia i one jako przyklad (a nie forma) maja pomóc macosze zmierzyć sie z
          > tym co widzi i czuje. Każda kuracja nie jest przyjemna, ważne są jednak efekty.
          >
          >Popieram w 100%. Cieszę sie , ze tu trafilam. Mało piszę, ale czytam pilnie i
          korzystam bardzo.
          pozdrawiam
          >
          • weronka77 Re: problem z dziećmi 17.03.06, 00:39
            To ja zapraszam do siebiewink Jeśli nie ma dokąd wyjść jak zjawiają się
            pasierbowie to wpadnijcie do mnie na kawkę i plotywinkJak jeszcze mieszkaliśmy
            nie u mnie to mąż umawiał się z dzieciakami w mieście-kino,obiad itp.Były i są
            zadowolone bo potem zawsze udaje się tatę na coś extra "naciągnąć"(sama ten
            numer praktykowałam jakieś 20 lat temu) a w domu to obejrzeliby film na
            dvd,zjedli pierogi albo pizzę(na gotowanie jestem " za cienka")i potem by je
            odwiózł do domów.A tak i wilk zadowolony i owca cała.JAk już koniecznie chciali
            posiedzieć w domu to ja jechałam z wizytą do babci,prababci i wracałam
            już "po"wink Pozdrawiam kobitkiwink
    • macosik Re: problem z dziećmi 20.03.06, 15:39
      Dziękuję za Wasze wypowiedzi. Jako Macosze bardzo mi jest trudno wyplenić u
      siebie zazdrość o dzieci, świadomość tego, że mój M. był i kochał kiedyś inną
      kobietę, z którą będzie na zawsze poprzez nie złączony. Ciężko jest czasami
      poświęcić swój czas i wysiłek opiekę nad nimi. Gdzieś w środku rodzi się bunt,
      pytania - a po co mi to, przecież one są nie moje, niech rodzice ich się
      starają. Z drugiej strony to są dzieci, tak samo pogubione w tym wszystkim, tak
      samo zazdrosne i niepotrafiące sobie poradzić z pewnymi sytuacjami. Mam
      świadomość tego, że czeka mnie jeszcze wiele pracy nad sobą- przede wszystkim
      zmianą swego stosunku do nich. Wydaje mi się, że tu jest główna przyczyna
      naszych nieporozumień i kłótni. Czasem jestem słaba jak wszyscy i ponosi mnie.
      Czasem chciałabm mieć je na wyłączność bo wtedy ( tak mi się wydaje ) inaczej
      układałyby się nasze relacje. I tak miotam się w myślach i pewnie one robią to
      samo.
      Ostatnio, po buncie Młodej- braku jej wizyt u Nas- mój M. odbył z nią pogawędkę
      sam na sam. Okazało się, że ona tęskni, też jest pogubiona i ma żale do mnie.
      Już jej prawie przeszło i nawet...skłonna jest mnie przeprosić..Mam z nią
      pogadać we wtorek sam na sam.
      Mam nadzieję, że ta rozmowa trochę pomoże w naszych stosunkach. Zawsze byłam
      zwolenniczką wyjaśniania sobie wszystkiego. Zresztą z Młodą już takie rozmowy
      przeprowadzanłam. No może na inne tematy. Jednak myślę, że jeśli uzewnętrznimy
      swoje obawy, żale, wyjaśnimy sobie jak czujemy się w tym wszystkim i kiedy
      podkreślę, że zależy mi na nich, to oczyści to trochę atmosferę... Zobaczymy..
      • m-m-m Re: problem z dziećmi 20.03.06, 21:52
        Jednak myślę, że jeśli uzewnętrznimy
        swoje obawy, żale, wyjaśnimy sobie jak czujemy się w tym wszystkim i kiedy
        podkreślę, że zależy mi na nich, to oczyści to trochę atmosferę... Zobaczymy..



        To bardzo partnerskie podejście, wymaga dojrzałości obu stron, kiedy tu tylko
        jedna taka jest. Obawiam się, że takie potraktowanie jej po dorosłemu
        niekoniecznie przyniesie pozytywny skutek.
        Rozmawiać - oczywiście, ale jednak nie być na równi z dzieckiem. Już
        przykład "parnerstwa" miałaś: przestała się liczyć z Tobą w ogóle.
        Nie jest błędem zrobić błąd, błędem jest go powtórzyć.
        • macosik Re: problem z dziećmi 21.03.06, 11:42
          Droga m-m-m masz rację...nawet jeśli rozmowa przyniesie pozytywny skutek to
          znów mogą pojawić się problemy z jej "równorzędnym" mnie traktowaniem. Sama
          będę sobie winna. Hmmm, zawsze się uzewnętrzniam jak mam jakiś problem i nie
          wiem sama jak tą rozmowę przeprowadzić. Jestem świadoma błędów jakie popełniłam
          w przeszłości i tego, że czasem mogłam ich w jakiś sposób skrzywdzić słowem.
          Przecież to nie jest tak, że dzieci się "naburmuszają i postanawiają nielubić
          swoich macoch". Wydaje mi się, że wynika to raczej z błędów obu stron,
          nieporozumień, nieznajomości i braku zaufania.
          Jednak jak łagodnie przeprowadzić rozmowę, by nie zrazić Młodej a zarazem
          podkreślić, że jako starszej - dorosłej należy mi się odpowiednie traktowanie?
          Raczej nie da się rozmawiać z Nią partnersko i nakłaniać Ją by traktowała mnie
          jak dorosłą.
          Może sama nie dorosłam by tworzyć relacje między mną a dziećmi jak przystało
          dorosłemu?
          Trudne to...
          • m-m-m Re: problem z dziećmi 21.03.06, 12:53
            Bierzesz to na siebie. Bierzesz na siebie odpowiedzialność za Twoje kontakty z
            nią. Moim zdaniem - wyluzuj i pogoń tatusia by z nią rozmawiał. Dlaczego masz
            być odpowiedzialna za chumory czyjegoś dziecka?
          • tarzynka Re: problem z dziećmi 21.03.06, 16:32
            Partnerskie traktowanie dzieci się sprawdza, nie należy tylko tego mylić z
            traktowaniem jak kolegę/koleżankę.
            Mówienie o swoich uczuciach, o tym, że czasami trudno, że ma się wady, że czasem
            brakuje cierpliwości, że robi się rzeczy, które są błędem i potem żałuje, ale że
            zależy na dzieciach też się sprawdza. I to nie tylko w rodzinach biologicznych,
            w macoszych także. Swoim dzieciom (biologicznym) w momentach, gdy przekroczą
            pewne granice, mówię, że traktuję je z szacunkiem, nie odzywam się do nich, tak
            jak one przed chwilą do mnie i oczekuję takiego samego traktowania. Sprawdza mi
            się. Z pasierbami nie było takich problemów w stosunku do mnie, ale myślę, że
            ich tata zareagowałby podobnie do tego, co ja mówię swoim. Ja się staram być
            kimś, na kogo pasierbowie mogą liczyć, przyjacielem. Broń Boże nie rodzicem (w
            tym m-m-m ma całkowitą rację, do macochy/ojczyma nie należy wychowywanie nie
            swoich dzieci). Nie zawsze mi to wychodzi, robię błędy, czasami jest nam trudno.
            Mam taką intuicję, że jeśli dzieci się arogancko zachowują, to nie jest
            spełnione ich poczucie bezpieczeństwa, ważności dla rodzica i w ten sposób
            zwracają na siebie uwagę. Tak naprawdę z tego co macosik napisałaś, to w tym
            wypadku też tak jest. Cieszę się, że tata z Młodą doszedł do porozumienia. Łatwo
            radzić z daleka, ale nie wracaj do tego co było i nie staraj jej się
            przekazywać, że należy Ci się jakieś traktowanie, zaufaj swojemu partnerowi, że
            to załatwił. I nie wymagaj przeprosin, czasami trudno przechodzą przez gardło.
            Raczej porozmawiajcie, jakbyście chciały, żeby Wasze kontakty wyglądały.
            • macosik Re: problem z dziećmi 28.03.06, 12:37
              hmmm... miało dojść do rozmowy i nie doszło. Młoda "nie chce na razie".
              WIdocznie jej nie zależy.. co mnie boli trochę. Myślałam, że w jakiś sosób
              wszystko się poukłada bo męczy mnie ta sytuacja. Z drugiej strony przykro mi,że
              ona nie czuje potrzeby by pogodzić się ze mną - i znów czuję się obco. Chyba za
              dużo o tym wszystkim myślę.. Już sobie uświadomiłam, że najzdrowiej dla mnie
              będzie jak zacznę być bardziej obojętna na dzieci.
              • m-m-m Re: problem z dziećmi 28.03.06, 12:45
                Już sobie uświadomiłam, że najzdrowiej dla mnie
                będzie jak zacznę być bardziej obojętna na dzieci.



                Ja do tego próbowałam Cię namówić. Dobrze, że sama to widzisz smile
              • tarzynka Re: problem z dziećmi 28.03.06, 14:25
                > hmmm... miało dojść do rozmowy i nie doszło. Młoda "nie chce na razie".
                no i dobrze. Myślę, że częstym błędem jest oczekiwanie, że będziemy tworzyć
                rodzinę. A tu nikt nie musi się lubić, ani kochać. Tu są tak naprawdę dwie
                rodziny: Twoja i Twojego męża, oraz jego i dzieci. Wspaniale by było, żeby się
                lubiły, całkiem dobrze, gdy się tolerują.
                Jak sobie odpuścisz dzieci, jak uznasz, że Ty tak naprawdę też nie musisz (tu
                sobie wstaw, co chcesz: kochać, lubić, być dla nich opoką), to będzie łatwiej.
                Dużo lepiej, gdy takie uczucia same przychodzą. Albo zostaje obojętność. Dużo
                gorzej jak jest wrogość. Tak się wymądrzam, a właśnie się bujam z tym, że
                pasierb odmówił przyjeżdżania do nas, bo taką straszną macochą jestem. Wcale nie
                jest to łatwe. Myślę, że zrobiłam podobne błędy do Twoich i zbieram ich owoce.
                Trzymam kciuki, żeby Ci się ułozyło.
                • m-m-m Re: problem z dziećmi 28.03.06, 14:38
                  Wspaniale by było, żeby się
                  lubiły, całkiem dobrze, gdy się tolerują.


                  Tak jest.
                  No, cieszy mnie, że widzicie, że propagowany przeze mnie dystans do pasierbów
                  ma swoje uzasadnienie. I nie oznacza on zimnego stosunku do pasierba. Nie
                  oznacza on też automatycznego przejścia na kumplowską stopę z dzicćmi. Oznacza
                  on NIE wchodzenie w role matki, bo ona kończy się porażką.
                  Najbliżej widzę rolę macochy jako życzliwej cioci (życzliwej nie oznacza
                  pobłażającej).
                  • tarzynka Re: problem z dziećmi 28.03.06, 15:00
                    No, cieszy mnie, że widzicie, że propagowany przeze mnie dystans do pasierbów
                    > ma swoje uzasadnienie.
                    Widzisz m-m-m, generalnie tak. To, że nie muszę kochać ani lubić, wiedziałam od
                    początku. Gorzej jest ze szczegółami. Z tego, co czytam, to Twoja sytuacja jest
                    prostsza, bo jest tylko jeden pasierb. U mnie są jeszcze moje dzieci, w podobnym
                    wieku, co pasierbowie. Dużej ekwilibrystyki i współpracy mojej i mojego M.
                    wymaga uznawanie w praktyce praw i obowiązków wszystkich dzieci (coby młodzi się
                    tolerowali chociaż), niejednakowych przecież, część z nami mieszka, część bywa.
                    Jest jeszcze niestety wtrącająca swoje trzy grosze w imię dobra jej dzieci eksia
                    mojego męża. M. się nie daje, ale to co ona namiesza i napsuje (na szczęście
                    stosunkowo niewiele), też utrudnia. Ale jakoś się to wszystko toczy na szczęście
                    wink.
                    • m-m-m Re: problem z dziećmi 28.03.06, 15:19
                      No tak, ja mam tylko jednego pasierba i brak dzieci własnych. A czasem mam
                      wrażenie, że mam tabun pasierbów jak młody coś zmaluje smile
                      • tarzynka Re: problem z dziećmi 28.03.06, 15:50
                        Napisałam prostsza, bo nie musisz dbać o tolerowanie się małolatów. Nie oznacza
                        to, że prosta ani łatwa. Z racji wieku pasierba, to dużo trudniejsza wink. MOje
                        dopiero wchodzą w okres nastoletni, wszystko przed nami.
Pełna wersja