Prawda czy udawanie?

24.03.06, 16:58
Witam. Mam problem. Jestem z facetem, który ma dziecko. Nigdy nie ożenił się
z matką dziecka, mieszkają w innychy miastach. On i ona udają rodzinę - ona,
bo chce zatrzymać faceta (złapała go na dziecko), on, bo mu się wydaje, że
udawanie, że są z matką razem, jest dla dobra dziecka. Powiem, że wyjechał z
jednego miasta do drugiego z powodu pracy, ale nie musiał. On uciekał przed
nią. Ja jestem niby tą drugą, ale był ze mną, później ona zaciązyła, bo
widziała, że to juz koniec. Swoje przeszłam po tej zdradzie. Było, minęło.
Zaufałam ponownie. On zapewnia, że jej nie kocha (to oczywsite), żrą się o
byle co, ona gra dzieckiem, ale ostatnio wyszło (on nie wie, że ja wiem),że
czasem uprawiają sobie seks (on jest u dziecka 1 - 2 razy w miesiącu).
Powinnam odejśc. Wiem. Ale nie potrafię ścierpieć, że tylo ja wiecznie się
męczy lam (ona o mnie wiedziała wczesniej, po ciąży myslala, ze on ze mną
zerwał, a jest inaczej, mieszkamy razem od dawna). Nie chce byc zle
zrozumiana. Nie jestem wredną małpą. Czy znacie jakis subtelny sposób,żeby ją
uswiadomic, że nie jest jedyna? Co bedzie potem, to juz inna sprawa...
    • mrs_ka Re: Prawda czy udawanie? 24.03.06, 17:08
      Odpuść sobie. Można powiedzieć, że sprawiedliwość została wymierzona, a trzeci
      (mężczyzna) tylko na tym skorzystał. Potraktuj to jako nauczkę na przyszlość.

      a.
      • pelikano73 Re: Prawda czy udawanie? 24.03.06, 17:15
        Nie rozumiem. Nie mysle zbyt logiczni od wczoraj, ale nie rozumiem. Jest tylko
        jeden facet... I my dwie...
        • miyo5 Re: Prawda czy udawanie? 24.03.06, 17:21
          "Gdzie dwoch sie bije , tam trzeci korzysta"
        • mrs_ka Re: Prawda czy udawanie? 24.03.06, 23:59
          Ujmę rzecz brutalnie, bo jestem po sporej ilości szampana. To, co przezywasz ( z
          całym szacunkiem dla Twoich emocji) dla osoby postronnej stanowi ilustrację
          pojęcia "relatywizm".
          Być drugą- fajnie, ale do momentu, kiedy się jest jedyną. W momencie kiedy
          okazuje się, że pan dysponuje swoim potencjałem rozrodczym również poza nami-
          przestaje być fajnie.
          Można to ując prościej: dla niektórych wiernośc to wiernośc, zdrada to zdrada,
          bycie kochanką to bycie kochanką, a uczciwośc to uczciwość.
          Jesli ktoś jest uczciwy to nie jest "tą drugą", a nawet jeśli- w pomroczności
          jasnej- przez chwilę się nią staje to dąży do wyjasnienia sytuacji i wtedy
          uświadamia "tę pierwszą" co do realiów. Natomiast jeśli ktoś jest "tą drugą" i
          generalnie nie rzutuje mu to na samopoczucie, zaś zaczyna rzutowac kiedy się
          dowiaduje o zdradzie z "tą pierwszą", to wtedy nie mówimy o uczciwości, a
          syndromie psa ogrodnika. Tobie przestało być fajnie, więc wpadłaś na pomysł, aby
          uświadomić "tę pierwszą". Mogłaś to zrobić parę miesięcy temu, ale wtedy nie
          miałaś w tym interesu, czyż nie?
          Idąc dalej- ja Ci współczuję, czemu nie, ale masz to wszystko na wlasne życzenie
          niestety. Obudziłaś się z ręką w nocniku i dopiero teraz widzisz, że Twój
          męzczyzna kiwa Was obie. Z tym że on kiwał już wczesniej, ale nie Ciebie, więc
          Ci to nie przeszkadzało.
          Wyrażenie pokrewne: moralnośc Kalego "kali ukraśc krowę- dobrze; Kalemu ukraść
          krowę- źle".
          Co masz z tym zrobić? Jak dla mnie- nic. Wiekszy problem ma tamta pani, a nie
          Ty, bo ma dziecko z sukinsynem, dla którego pojęcie wierności stanowi pojęcie z
          lamusa. I ona się niestety będzie musiała z nim bujać do usranej śmierci, bo
          zrobiła była sobie z nim dzieciątko. Ty masz carte blanche.
          Jeżeli w dalszym życiu zależy Ci na posiadaniu wiernego partnera to proponuję
          nie wybierac takiego, który całym swoim postępowaniem udowadnia, że moralność
          stanowi dla niego pole do szerokiej interpretacji. Zawsze istnieje ryzyko, że ta
          broń okaże się obosieczna o czym teraz właśnie się boleśnie przekonujesz.

          a.
    • kleo1 Re: Prawda czy udawanie? 24.03.06, 17:40
      Nie wiem czy dobrze zrozumiałam. Byłaś z tym mężczyzną, on Cię ZDRADZIŁ i ma z
      inną dziecko tak? Mówił tamtej kobiecie, że już NIE JESTEŚCIE RAZEM? I on atak
      myśli? Mało tego. UPRAWIAJĄ SEX nadal!?
    • kasia_kasia13 Re: Prawda czy udawanie? 24.03.06, 20:16
      Wiem. Ale nie potrafię ścierpieć, że tylo ja wiecznie się
      > męczy lam (ona o mnie wiedziała wczesniej, po ciąży myslala, ze on ze mną
      > zerwał, a jest inaczej, mieszkamy razem od dawna). Nie chce byc zle
      > zrozumiana. Nie jestem wredną małpą. Czy znacie jakis subtelny sposób,żeby ją
      > uswiadomic, że nie jest jedyna? Co bedzie potem, to juz inna sprawa...

      Nie wiem czy Cie to pocieszy, ale ona sie z nim bedzie w przyszlosci bardziej
      niz Ty meczyc. Ty go mozesz zostawic i zniknie z Twojego zycia. Dla niej
      niestety bedzie zawsze ojcem jej dziecka.
    • jayin Re: Prawda czy udawanie? 24.03.06, 20:41
      pelikano73 napisała:

      > Czy znacie jakis subtelny sposób,żeby ją uswiadomic, że nie jest jedyna?

      Nie ma chyba w tym temacie "subtelnych sposobów"smile

      > Co bedzie potem, to juz inna sprawa...

      Jeśli on powie, że TYM RAZEM to już całkiem przestanie się seksić z matką swojego dziecka, a ty uwierzysz - będziesz z nim nadal.
      Jeśli odpowiada ci taki układ "haremowy" - to będziesz z nim nadal.
      Jeśli jest ci z tym kiepsko i nie widzisz możliwości poprawy w przyszłości - to z nim nie będziesz.

      Sęk w tym, że nie zawsze i nie każdemu warto wierzyć NA SŁOWOsmile Nawet jak ktoś OBIECUJE.
      A poza tym - jedynymi osobami, które wyjdą (wychodzą) na tym układzie źle - jesteście wy dwie. Twój facet ma akurat bardzo przyjemną i wygodną sytuację. Wątpię, żeby chciało mu się to zmieniać. Matce dziecka może to odpowiadać, skoro sytuacja jest jaka jest - tym bardziej, że ona wg twoich słów nie wie, że facet "jest" z tobą. Więc ona też żadnego ruchu nie zrobi w takim układzie. Jeśli ty sama nie podejmiesz decyzji o zmianie - to pozostanie to bez zmian. I będziesz się czuła delikatnie mówiąc...niespecjalnie.

      Zrób coś dobrego dla siebie - i zmień faceta.
      Zrób coś dobrego dla społeczeństwa - i spróbuj porozmawiać z matką jego dziecka. Żadnych dyskusji. Po prostu powiedz jej, że DO TEJ pory nie była sama w tym haremie, ale od tej pory zostaje sama jedna JEDYNA i niech zrobi z tą informacją co chce. Chyba ma prawo wiedzieć. Nawet jeśli to jej "rywalka" ją poinformuje. Inna sprawa, że niekoniecznie ci musi uwierzyć "na słowo", może bardziej będzie wierzyć facetowi :=)

      Jeszcze inna sprawa - że może ona doskonale wie o Tobie.

      pozdr.
      J.
      • barbara001 Re: Prawda czy udawanie? 24.03.06, 21:28
        No właśnie, i jeżeli juz raz zdobyła się na zajście w ciąże w wiadomym celu, to
        kto wie, skoro tak sie sprawy mają, czy nie zdarzy jej się to jeszcze raz.
    • natasza39 Swoja drogą..... 25.03.06, 14:39
      Facet umiał się ustawić....
      Ma harem.
      Powinnyście obie kopnac go w cztery litery, ale w zyciu nie ma tak pięknie.
      M_rska napisała ci wszystko na ten temat.
      Mozecie sie jeszcze o niego pojedynkować w kisielu.
      Ale generalnie ja takiego goscia olałabym.
    • mangolda Re: Prawda czy udawanie? 26.03.06, 19:33
      jeśli zależy ci na facecie powinnaś uświadomić "tę drugą", że nie ustąpisz
      a w ciążę Ty też możesz zajść smile

      • mrs_ka Re: Prawda czy udawanie? 27.03.06, 03:03
        Mangolda, przeczytaj pierwszy post autorki ponownie, ale tak wiesz, ze zrozumieniem.

        a.
    • minikak Re: Prawda czy udawanie? 27.03.06, 08:22
      Witaj
      Rzadko się udzielam na forum, ale twoja historia poprostu mna wstrząsnęła...
      wybacz ale facet to poprostu drań, zgadzam sie z dziewczynami ze założył sobie
      harem,
      powiedz co ci da jeśli on z nią zerwie, skad wiesz ze nie będzie kolejnych?
      on poprostu nie liczy sie z Tobą ani z nią,
      najlepiej zrobisz jeśli poprostu definitywnie z nim zerwiesz
      szanuj siebie, on nie jest wart twoich uczuć...
      będę trzymać za Ciebie kciuki :o)
      M.
      • pelikano73 Re: Prawda czy udawanie? 27.03.06, 15:56
        Dziewczyny, wiem, że to jest takie proste radzic komus w takiej sytuacji, jak
        sie nie czuje tych emocji, stojąc z boku. Tez bym powiedziala komus , olej go,
        nie jest Ciebie wart. Ale co z moją pustką, jak go zostawię? jak poradzić sobie
        z bólem, bólem, który czuję i będę czuła każdym milimetrem ciała? Że myśli o
        nim 24/24 godz. mnie bedą męczyć? Że ciągle będę wspominać? To jest 8 lat! Po 4
        przyszło tamto dziecko. Że będzie mnie męczyć, że tyle na nią nagadał,
        że "zołza", "jędza", "nienormalna", że jej nie chce, nie zależy mu na niej,
        itp. i że do niej "wróci"? Ludzie, ja po prostu nie mam siła ani na to, żeby
        zostać, ani zeby odejśc. Moja wina, że tak go pokochałam i nie może mi to
        przejść? Mam sobie od razu strzelić w głowę, bo ni widzę sensu rano podnosic
        sie z łóżka? Jak zostane z nim - bo wiem juz, jaka jest sytuacja. Jeśli odejdę
        bo zostanę z tym wszystkim SAMA. Każda chwila sama, bez niego. Bez człowieka,
        którego się kochało, zainwestowałao lata miości, uczuć, wspólnych wyjazdów,
        życia, miliona spraw... Wiem,że takie przeżycia mają kobiety po rozstaniach, po
        rozwodach, ale teraz ja martwię się sobą. Co bedzie ze mną? Bo nie mam sił na
        życie...
        • mrs_ka Re: Prawda czy udawanie? 27.03.06, 16:23
          Znasz ten stary, żydowski dowcip o młodzieńcu radzącego się rabina, czy sie
          przechrzcić czy nie? Po piętnastym pytaniu rebe wycedził: "a idź się przechrzcij
          i od tej pory zawracaj d..ę księdzu, a nie mnie"

          No więc o co Ci chodzi? Tak naprawdę?
          Ja nie twierdzę, że jest Ci łatwo. Ja twierdzę, że Cię nie znam, Twoją historię
          przeczytałam na forum, stosunku emocjonalnego do tego nie mam i na tej podstawię
          uważam, że:
          1. zainwestowałaś osiem lat w kogoś, kto nie był tego wart. Sugestia na
          przyszłość: wartościowy człowiek nie ciągnie związku na boku przez osiem lat.
          Nie oszukuje swoich partnerek. Nie zdradza swoich partnerek. Posiada pewne
          zasady. Zlekceważyłaś jasne przesłanie, którym było złamanie tych czterech
          zasad, więc nie dziw się, że świat Ci nie pojaśniał.

          2. NIe Ty, nie ona, to inna. Naprawdę życie kręci się wokół tych samych,
          odwiecznych tematów, a literatura to tylko komentarze i dygresje. Krowa konia
          nie urodzi, mężczyzna z memem poligamii nie stanie się monogamistą. Oczekujesz,
          że napiszę Ci, że żyli długo i szczęsliwie? Mogę Ci tak napisac, o ile pogodzisz
          się, że przy Twoim boku stoi kłamca. Kluczem do szczęścia jest akceptacja stanu
          istniejącego: zaakceptujesz inne kobiety w jego życiu- zyskasz spokój. Radzę tez
          robić sobie co jakiś czas badania na nosicielstwo, bo życie bywa brutalne.

          3. Przez osiem lat kupowałaś teksty o tym, jaką to ta "pierwsza" jest zołzą.
          Łyknęłaś dziecko na boku. Pogodziłaś się ze statusem kochanki. Nie miałaś
          skrupułów, aby tą kochanką się stać i aby ten stan trwał osiem lat.
          Dziewczyno, o czym my tu mówimy teraz? O jakich wymaganiach i względem kogo?
          Spójrz na to realnie: uczciwość jest systemem zero jedynkowym. NIe można przez
          osiem lat robić innej kobiety w konia, robić tego świadomie, wiedzieć o dziecku,
          słuchac pokrętnych tłumaczeń (zołza, ale z łóżka nie wygonił), a na końcu uznać,
          że zostało się skrzywdzonym. Sama siebie skrzywdziłaś już na początku, wszystko
          inne jest konsekwencją.

          4. chcesz walczyć- powalcz o siebie i swoje kolejne osiem lat. A nie o
          sukinsyna, który ma Cię głęboko w zadku. Jesli przez osiem lat sobie tego
          jeszcze nie uświadomiłaś to jest to Twoja sprawa. Z tej mąki jednak chleba nie
          będzie i widać to wyraźnie.

          5. Idź do terapeuty i zajmij się sobą. Wszystko mija, nawet najdłuższa żmija i
          każda rana się kiedyś zasklepia. Gdyby było inaczej połowa z nas leżałaby na
          OIOMie. A jednak żyjemy, przetrwałyśmy i z Tobą też tak będzie. Chyba, że chcesz
          inaczej- Twój wybór.

          a.




          • yuka66 Re: Prawda czy udawanie? 27.03.06, 17:48
            Matka by Ci lepiej nie poradzila !!!!!!!!!!!!!!!!!!
        • chalsia Re: Prawda czy udawanie? 27.03.06, 16:25
          To jak nie masz sił by odejść, to tkwij w tym dalej, tylko NIE NARZEKAJ, że Ci
          to nie odpowiada. Albo rybka albo akwarium.
          A po za tym - jak się będziesz sama stawiała w sytuacji "nie dam rady", to tak
          właśnie będzie. Nie spróbujesz - to się nie dowiesz.
          Owszem - będzie bolało. Ale po rozstaniu ból przejdzie i zmaleje, a jak
          będziesz w tym tkwić, to tak jakbyś codziennie sobie rozdrapywała rany.
          Chalsia
        • jayin Re: Prawda czy udawanie? 27.03.06, 19:00
          > Ale co z moją pustką, jak go zostawię? jak poradzić sobie z bólem, bólem, który czuję i będę czuła każdym milimetrem ciała? Że myśli o nim 24/24 godz. mnie bedą męczyć? Że ciągle będę wspominać? To jest 8 lat! Po 4 przyszło tamto dziecko. Że (...)

          UWIERZ MI - można sobie z tym poradzić. Może nie w 100%, ale w większej części na pewno. A po jakimś czasie poukłada się w twoim życiu inaczej, może nie będziesz już kochać nikogo tak jak jego, ale bedziesz miała ŚWIĘTY SPOKÓJ I ZDROWIE:=) A z drugiej strony - może właśnie spotkasz kogos, kogo pokochasz mocniej i to rozstanie będzie początkiem lepszego czasu dla ciebie? Nigdy nie mów nigdy...

          A wspominać i tak będziesz. Pewnie do końca życia. Tylko z czasem te wspomnienia wyblakną i zostaną przysypane nowymi, wspomnieniami, doświadczeniami, chwilami.

          > Ludzie, ja po prostu nie mam siła ani na to, żeby zostać, ani zeby odejśc.

          W którymś momencie dojdziesz do punktu, gdzie będzie albo wóz albo przewóz. Będziesz miała tak dośc, że cała wielka miłość do niego, nie zatrzyma cię przy nim. O ile OCZYWIŚCIE dojdziesz do wniosku, że TWOJE zdrowie psychiczne i fizyczne (stres potrafi zjeść człowieka okropnie...) jest najważniejsze. A dopiero potem w kolejce ważności stoją jakiekolwiek związki i małżeństwa.

          > Moja wina, że tak go pokochałam i nie może mi to przejść?

          Nie twoja. Niczyja.
          Czasem TAK BYWA.
          Trzeba się nauczyć z takimi uczuciami żyć.
          Zapewniam, że SIĘ DAsmile Tylko trochę cierpliwości i egoizmu.


          > Mam sobie od razu strzelić w głowę, bo ni widzę sensu rano podnosic sie z łóżka? Jak zostane z nim - bo wiem juz, jaka jest sytuacja. Jeśli odejdę bo zostanę z tym wszystkim SAMA. Każda chwila sama, bez niego.

          Coś za coś.
          Albo będziesz z nim i zakładam się o co chcesz, że harem będzie dalej.
          Albo będziesz bez niego, ale przynajmniej zachowaz więcej prywatnej "godności" i poczucia własnej wartości, a w przyszłości ułożysz sobie życie bez niego.

          > Bez człowieka, którego się kochało, zainwestowałao lata miości, uczuć, wspólnych wyjazdów, życia, miliona spraw...

          Wiesz... Jak myślisz w ten sposób, to od razu spytaj się sama siebie: Czy on zrewanżował ci się takim samym uczuciem? Zainwestował w ciebie tyle, co ty w niego? NIE SĄDZĘ. W najlepszym wypadku podzielił to na pół. Dostałaś dużo mniej niż dałaś. Nie czujesz się ani trochę wykorzystana?smile Bądź trochę zła na niego, a nie podświadomie szukasz usprawiedliwienia dla tego co on robi/robił. I zweryfikuj swoje nadzieje i czekanie "aż to się zmieni". Bo się nie zmieni. Może tylko przybierze inną formę. Warto NADAL inwestować siebie w TAKIEGO człowieka?... Miłość miłością - miłość bywa ślepa. Ale BEZ PRZESADY. Pomyśl o tym co dostałaś. Podoba ci się to?smile

          > Wiem,że takie przeżycia mają kobiety po rozstaniach, po rozwodach, ale teraz ja martwię się sobą. Co bedzie ze mną?

          Co będzie... Dobrze będzie.
          Prędzej czy później podziękujesz sobie pewnie za to, że z nim nie jesteś. O ile oczywiście zdecydujesz się od niego odejść.

          Nie będzie tak jak sobie przez te 8 lat marzyłaś i planowałaś. Będzie inaczej.
          Ale to wcale nie znaczy, że okaże się to niemiłe dla ciebie. Życie może mieć dla ciebie w zanadrzu jeszcze wiele niespodzianek. Których zupełnie nie spodziwałabyś się w normalnych okolicznościach.

          > Bo nie mam sił na życie...

          Ależ maszsmile
          Tylko o tym nie wiesz.
          NAPRAWDĘ.
          Z każdym dniem będzie ci łatwiej wstawać z łóżka. CIĘŻKO moze nadal, ale coraz łatwiej. Tylko zrób coś DLA SIEBIE. Zainwestuj w siebie. Swój czas, swoj egoizm, pieniądze, mysli. Bez niego. Warto. Serio.

          A jak on ma być z tobą - to będzie. Może nie teraz, może nie za miesiac. może za 5 lat. Ale podejrzewam, że za te 5 lat to będziesz mieć juz od dawna INNY, SZCZĘŚLIWY związek mesko-damski na własny prywatny użytek...wink
        • lilith76 Re: Prawda czy udawanie? 28.03.06, 10:17
          > To jest 8 lat!

          za rok będzie 9 lat.
          za pięć lat będzie 13 lat.
          za dwadzieścia lat będzie 28 lat.
          w międzyczasie pojawią się nowe płodne roczniki kobiet.
          z miesiąca miesiąc bardziej brniesz w tę sytuację, pogłębiasz swoje problemy.


          Ale co z moją pustką, jak go zostawię? jak poradzić sobie
          >
          > z bólem, bólem, który czuję i będę czuła każdym milimetrem ciała? Że myśli o
          > nim 24/24 godz. mnie bedą męczyć?

          co jeśli on sam dokona takiego wyboru, niekoniecznie na rzecz matki swojego
          dziecka, ale np. innej bez cellulitu? dokonasz widowiskowego samobójstwa?
          nie zakładaj, że będziesz marynować się w bólu i wiecznie rozpamiętywać. masz
          jeszcze przecież jakieś życie. kobieta nie powinna wszystkiego oplatać dookoła
          faceta.

          to luźna dygresja, bo wszystko co ważne napisała mrs_ka.
          • joa_nnap Re: Prawda czy udawanie? 31.03.06, 12:28
            w tej sytuacji chyba najlepsze co możesz zrobić to go rzucić zanim to ty
            zostaniez porzucona.
            ...a takie stany przyzwolenia na brak szacunku wobec nas przez osoby postronne
            kwalifikują się do psychoterapii- i naprawdę nie piszę tego złośliwie.
        • atenais Re: Prawda czy udawanie? 16.05.06, 19:56
          Pelikano kochana!
          Miałam męża i przyjaciółkę... byłam z nim 5 lat (trochę mniej niż Ty, ale też
          sporo). A on koniecznie chciał przyjaciółkę też. Nie ją lub mnie, ale nas
          obie... Zaproponował jej taki układ smile A ja spakowałam się w 5 minut!!! To nie
          był jego pierwszy wyskok. Tacy faceci się nie zmieniają. BOLAŁO - bo musiało.
          Ale teraz mam najcudowniejszego faceta na ziemi, który jest tylko MÓJ, mimo, że
          ma Eks i syna. I nie zamieniłabym go na mojego "pełnoprawnego" męża!!!
          Dasz radę, znajdziesz kogoś, nie marnuj sobie życia!!! Co będzie za kilka lat?
          Za dwadzieścia??? Chcesz tak na zawsze? Na to, że on się zmieni nie licz! Mój
          mąż kłamał mi w oczy, a kiedy odchodziłam to płakał, zaklinał się - gdybym
          została po kilku miesiącach zapomniałby o przsięgach smile
    • luna67 Re: Prawda czy udawanie? 31.03.06, 19:00
      o Boze jakie niektore kobiety sa naiwne i .....sad(((
    • anja07 Re: Prawda czy udawanie? 16.05.06, 19:25
      Kobieto rzuć go jak tylko możesz najszybciej.Daj sobie czas na otrząśnięcie sie
      z tego-zerwij wszekie kontakty i zacznij normalne życie z kimś kto bedzie cie
      szanował!
    • nangaparbat3 Re: Prawda czy udawanie? 16.05.06, 23:34
      "ostatnio wyszło (on nie wie, że ja wiem),że
      czasem uprawiają sobie seks"

      Jakoś malo pojetna jestem. Skąd mozesz wiedzieć, żo oni uprawiają seks, skoro
      robia to w innym miescie, i ani on ani ona nie powiedzieli Ci o tym?
    • magnollia11 Re: Prawda czy udawanie? 17.05.06, 11:54
      a potem będzie tylko gorzej i gorzej....
      • milcha31 Re: Prawda czy udawanie? 19.05.06, 06:02
        Ręce opadają na taką głupotę. Co ty tam jeszcze robisz?
        Facet ma dwójkę dzieci. Do tego potrzebne są dwie osoby. To ty sobie uświadom
        co robisz z własnym życiem i życiem innych ludzi.
Pełna wersja