Kwestia slubu.

27.03.06, 13:18
Razem z M mamy juz wyznaczona date slubu. Oboje ustalilismy,ze slub bedzie
tylko cywilny i tzw. cichy (bez przyjecia czy chocby jakiegos uroczystego
obiadu dla gosci) Ja jestem za tym,aby byli tylko swiadkowie (juz mamy
wyznaczonych)-moj M sie z tym zgadza,ale chce,zeby dodatkowo byla jeszcze
jego corka.Ja sie z tym nie zgadzam-mniejsza juz z tym,ze ja nie lubie,ale po
co ona?? Nie bedzie swiadkiem,nie bedziemy robic zadnego przyjecia,chocby
najskromniejszego,wiec jaki jest sens jej zapraszania do USC?? Czy
uwazacie,ze ten pomysl nie jest najlepszy? Poza tym on tez mial skromny slub
ze swoja zmarla zona ( tylko ona i swiadkowie,corki na tym slubie nie
bylo,skoro tak to dlaczego nie moze byc tak na naszym)?
    • wipsania Re: Kwestia slubu. 27.03.06, 13:38
      Czy dobrze rozumiem, że z Twojej strony nie będzie nikogo z rodziny? Rodziców,
      rodzeństwa?
      Jeżeli tak ustaliliście, że wyłącznie świadkowie i ani żywej duszy, to
      narzeczony też powinien się tego trzymać.
      A swoją drogą w USC można chyba zaprosić obecnych na kieliszek szampana.....
      • sadelko_pimpka Re: Kwestia slubu. 27.03.06, 16:53
        Ode mnie-rzecz jasna,tez nie bedzie nikogo-tylko my i swiadkowie(moja
        przyjaciolka i jego kolega)
        • mrs_ka Re: Kwestia slubu. 27.03.06, 17:08
          a to wycofuję sie- skoro 4 osoby to 4 osoby.

          a.
    • karla78 Re: Kwestia slubu. 27.03.06, 15:27
      Jak nie chcesz to tak powinno być. To Wasz ślub i już!
      Była już dyskusja na temat ślubu u ciemnejnocki. Także mam nadzieję, ze na
      Ciebie gromy się nie posypią wink Trzymaj się i powinno być tak jak chcesz - to
      Wasz dzień, a potem mozecie gdzieś "zniknąć" na romantyczny wieczór smile
      • mrs_ka Re: Kwestia slubu. 27.03.06, 15:44
        Sadełko, to już kolejny post, którego ukrytą bohaterką jest Twoja
        pasierbica-niepasierbica. Widzę, że problem Cię nurtuje.
        W zwiazku z powyższym sugeruję umówić się ze wspomnianą wyżej na kawę, wygarnąć
        jej jasno, jakim to jest dnem i dlaczego nigdy nie zostanie Twoją znajomą, a
        zobaczysz, że Ci ulży.

        Się tak głowię od dłuższego czasu, aby namierzyć sedno problemu. Tu na przykład
        za cholerę nie widzę, jakim problemem jest szarpnięcie się na 50ml Sowietskoje
        Isgirstoje i wychylenie toastu z pasierbicą. Pakt podpisujesz krwią swą
        serdeczną? Kredyt żyrujesz? Dzieci z nią płodzisz?
        Mam dziwne wrażenie, że pasierbica nie poświęca kwestii Twojego istnienia nawet
        1/4 części czasu, który Ty jej poświęcasz.
        Kiedy mówisz "dzień dobry" dozorczyni to zakładam, że nei wykonujesz głebokich
        czynności intelektualnych, diagnozowania sajko dozorczyni, jej postawy wobec
        życia i otoczenia. Podejrzewam nawet, że częściej sie spotykasz z dozorczynią
        niż pasierbicą. Nie możesz zatem podejśc do sprawy z większym dystansem i
        wykonać minimum normy określanej jako "dobre obyczaje międzyludzkie"?

        a.
        • weronka77 Re: Kwestia slubu. 29.03.06, 00:25
          Dokładnie.POwiedz jej że jej nie lubisz i będzie po wszystkim raz na
          zawsze.Wyjaśnisz tym samym wszelkie przyszłe kwestie.U NAs taka rozmowa miała
          miejsce niedawno i o dziwo ulżyło obu stronomwinkTeraz i ja i ona wiemy na czym
          stoimy i o to chodziło.Jak to się mówi-"krótka piłka" i od razu atmosfera
          została oczyszczona.Pozdrawiam.
      • kasia_kasia13 Re: Kwestia slubu. 27.03.06, 16:16
        karla78 napisała:

        > Jak nie chcesz to tak powinno być. To Wasz ślub i już!

        No wlasnie, to ich slub, a nie tylko sadelka. Zdanie meza chyba tez sie liczy?
        Zreszta chyba ludzie, ktorzy planuja sie pobrac i razem zyc, powinni byc w
        stanie osiagnac kompromis w tej kwesti?

        > Była już dyskusja na temat ślubu u ciemnejnocki

        Sytuacja jest zupelnia inna. Przede wszytskim tutaj problem jest w tym, ze
        sadelko i jej narzeczony maja inny poglad na sprawe slubu i nie potrafia sie
        dogadac.
        Po drugie, faktycznie wersja, ze z rodziny jest tylko pasierbica, byla dla mnie
        dziwna. Jak cichy slub ze swiadkami, to tylko w 4 osoby. Jesli zapraszac
        bliskich, to zapraszac wszystkich bliskich z obu stron, rodzicow, rodzenstwo a
        nie tylko corke partnera.
    • lilith76 Re: Kwestia slubu. 28.03.06, 10:05
      zaproponuj mu dwie wersje:
      albo
      2 + 2
      albo
      dorzucacie do listy najbliższe osoby z rodziny

      jak on tłumaczy fakt, że jego pasierbica zasługuje na większe względy niż już
      prawie teściowie???
      podejrzewam, że narzeczony skłoni się ku opcji drugiej i będziesz mieć znowu
      rebusik smile
      • sadelko_pimpka Re: Kwestia slubu. 28.03.06, 11:31
        Na szczescie juz doszlismy do zgody pod tym wzgledemsmile
        • ciemnanocka Re: Kwestia slubu. 28.03.06, 11:52
          i jakie rezultaty?smile
          • kleo1 Re: Kwestia slubu. 28.03.06, 12:12
            no właśnie jakie? nie wypowiadałam się, bo mam takie samo zdanie, ze skoro były
            takie ustalenia itd... więc ciekawa jestem w jaki sposób się dogadaliście?

            smile
            • sadelko_pimpka Re: Kwestia slubu. 28.03.06, 15:34
              Skoro rzeczywiscie ma byc to tylko slub my plus swiadkowie to on sie nie upiera
              (podalam przyklad jego slubu,gdzie byli tez tylko swiadkowie a nie bylo jego
              pasierbicy,pomimo,ze mial z nia lepszy kontakt)
    • bemari Re: Kwestia slubu. 29.03.06, 22:01
      A mnie by było przykro, gdyby ojciec na ślub mnie nie zaprosił.Mam wrażenie, że
      ty Pimpku drogi za wszelką cenę szukasz konfliktu.Co ty chcesz osiągnąć?Pokazać
      swoją przewagę?A może czujesz się niepewnie i boisz po prostu?
      • sadelko_pimpka Re: Kwestia slubu. 30.03.06, 11:56

        • bemari Re: Kwestia slubu. 30.03.06, 16:33
          Skoro decyzję podjęliście wspólnie...Można i tak.Ślub to jednak krótka chwila,
          potem zaczyna się prawdziwe życie.Życzę Ci, żebyś ze swoją pasierbicą jednak
          coś wspólnego znalazła.Ona nie zniknie.Po co konflikty? Patrzę ze swojego
          punktu widzenia - dla mnie moja macocha, gdyby nie chciała nas dzieci - na
          ślubie ojca, stałaby się wrogiem numer jeden.Weszła w nasze życie i uważa, że
          ma prawo niszczyć wcześniejsze układy - tak byśmy to odebrali.Wiem, że teraz
          jest w życiu mojego ojca najważniejsza, ale my też jesteśmy w nim obecni.Obie
          strony muszą to zrozumieć i pójść na ustępstwa.
          Na szczęście ja i Alicja to potrafimy.Doceniam, jak bardzo się stara - wiele
          lat żyła samotnie, bez bliskiej rodziny.A tu cały ten rodzinny zamęt.
          W sumie uważam, że trafiła mi się bardzo fajna macoszka.Szanuję ją.Lubię nawet
          jej ekstrawagancje.Może Ty też masz szansę na takie relacje? Nie przekonasz
          się, jeśli nie spróbujesz.
          • lilith76 Re: Kwestia slubu. 30.03.06, 16:43
            dla mnie moja macocha, gdyby nie chciała nas dzieci - na
            > ślubie ojca, stałaby się wrogiem numer jeden

            nawet jeśli to ślub czteroosobowy???
            to raczej nie ślub tylko intymna ceremonia i trzeba uszanować decyzję młodej
            pary.
            • miyo5 Re: Kwestia slubu. 30.03.06, 16:52
              My zaprosilismy meza dzieci na nasz slub. Nie przyszly, nie zlozyly zyczen -
              czy moge ich uwazac za wrogow nr jeden czy tez sytuacja nie jest analogiczna?
              Dwa lata poznie poprosilismy, by byli chrzestnymi naszej corki - tez nie.
              Dzieci meza mialy wtedy 23 i 27 lat.
              • bemari Re: Kwestia slubu. 30.03.06, 17:25
                Ja piszę teoretycznie - moi od kilunastu lat żyją w wolnym związku i ślubu brać
                nie chcą.Oboje są wdowcami.My jednak jesteśmy bardzo tradycyjną rodziną -
                śluby, chrzciny, komunie to okazja do spotkań.Mój ojciec byłby obrażony, gdybym
                ślub wzięła bez niego, albo nie zaprosiła go na święta.Dlatego w drugą stronę
                działa tak samo.W naszej rodzinie taki ślub dla dwojga byłby ostentacyjnym
                odcięciem od tradycji. W naszej, podkreślam.Dlatego odebrałabym to jako otwartą
                wrogość.Każda rodzina jest inna, ale zawsze warto brać pod uwagę odczucia
                najbliższych.
                • lilith76 Re: Kwestia slubu. 31.03.06, 09:35
                  bemari, zauważ, że pierwszy ślub tego mężczyzny także odbył się w
                  czteroosobowym składzie, więc ten pomysł nie jest fanaberią pimka wymierzoną
                  przeciw pasierbicy.

                  śluby bywają różne, ale dla mnie w pierwszej kolejności to ceremonia młodej
                  pary, rodzina, jej poglądy i kaprysy jest daleko, daleko dalej.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja