List w WO - klasyka

27.03.06, 16:38
Ona była przez cztery lata kochanką swojego szefa - " miłość bezgraniczna ".
Ona ma 40 lat, 17 letnią córkę z pierwszego związku i z kochankiem jest w
ciąży. On ją porzucił w czwartym miesiącu ciąży.
Ona pisze cyt.
"...ich małżenstwo było czystym układem. On dawał pieniądze, robił zakupy -
ona rządziła domem. Nie ma tam miłości, tylko poczucie obowiązku. Dom dziwny
i zimny. On zapragnął ciepła, które ja mogłam dać i chętnie dałam. Idylla,
wspólne wyjazdy, zakupy i oczywiscie seks - tak było porzez cztery lata. I
stało się nieszczęście. Zaszłam w ciązę"......" Moja rozpacz jest ogromna.
Przez cztery lata mój kochanek mnie utrzymywał, zapomniałam , jak trudno jest
zyć z jednej pensji. Stać mnie było na wiele. Nagle straciłam wszystko. Liczę
każdy grosz. ....dziecko najprawdopodobnie będę musiała oddać do adopcji? Co
z pracą, którą pewnie stracę? Jak osadzić człowieka, którego znało się cztery
lata i nagle okazał się malutkim człowieczkiem, który zniszczył mój świat,
wiedząc, ze nie mam żadnej rodziny ani bliskich, którzy mogliby mnie wspomóc?
Podobno jest głęboko wierzacy, co niedziela chodzi do kościoła i się modli.
Czy swoje dorosłe juz dzieci wychował w wierze, która okazała się fałszywa?"
    • mikawi Re: List w WO - klasyka 27.03.06, 16:47
      ale o co dokładnie chodzi? masz jakiś problem, którym chciałaś się podzielić?
      czy tylko kaganek oświaty niesiesz macochom z forum
      które_zapewne_są_lub_były_kochankami?
      • cogita Re: List w WO - klasyka 27.03.06, 16:55
        Co sadzić o 40 letniej kobiecie , która sobie tak "ułożyła życie", bo, ze
        facet jest świnią to dyskusji nie podlega?
        A jak "pieknie" podsumowała jego postawę. Oczywiście , ona jest biedna,
        pokrzywdzona przez los sierotka, która nie wiedziała, ze tego typu historia
        mają też TAKIE zakończenie.
    • mangolda nie rozumiem..... 27.03.06, 16:49
      Jesli i tak chcesz oddać do adpocji co wam przeszkadza nadal być razem? Nic się
      przecież nie zmieni.
      • cogita Re: nie rozumiem..... 27.03.06, 16:50
        on z nią zerwał i już nie chce być z nią.
    • sadelko_pimpka Re: List w WO - klasyka 27.03.06, 16:51
      Ta babka co pisala ten list to jakas bezczelna-powoluje sie na wiare swojego
      faceta i na kosciol a sama bzykala sie z czyims mezem. No i utrzymankawink
      • zawsze-w-drodze Re: List w WO - klasyka 27.03.06, 19:48
        Zaraz,zaraz Cogita! eżeli już cytujesz to cytuj całość a nie wybrane fragmenty,
        zatajając te równie istotne - "Po wielu rozmowach postanowiliśmy ciążę
        utrzymać. On miał sprawić, by naszemu dziecku wiodło się w życiu dobrze. Miał
        ponieść wszystkie koszty związane z ciążą, porodem i wychowaniem dziecka, ja
        miałam je wychowywać. Plany na przyszłość wspaniałe. I ostatnia szansa na
        dziecko. Ale się skończyło! Kochanek stchórzył! Gdy byłam w czwartym miesiącu
        ciąży po prostu mnie porzucił. Nawet nie porozmawiał - przysłał SMS (...)" To
        chyba zmienia postać rzeczy - brak tego środkowego fragmentu wypacza sens
        listu. Oj Cogita - nieładnie...
        • kasia_kasia13 Re: List w WO - klasyka 27.03.06, 20:51
          Dlaczego wypacza? Z obu fragmetow wychodzi na to samo. Facet ma zone i
          kochanke. W domu ma zapewne cieple gniazdko, a kochance opowiada, ze "zona go
          nie rozumie, ze wcale ze soba nie spia". I pewnie wciska kit, ze kiedys
          odejdzie od zony ale wynajduje tysiac powodow, dlaczego jeszcze tego nie robi.
          Podobny kit wciska na poczatku ciazy z ta opieka nad dzieckiem. Faktycznie
          klasyka gatunku.
          • zawsze-w-drodze Re: List w WO - klasyka 27.03.06, 22:26
            Wypacza, bo, zauważ WSPÓLNIE zdecydowali o utrzymaniu ciąży. Co oznacza, że
            kobieta miała wątpliwości i, być może, gdyby wiedziała, że on jej nie pomoże,
            wybrała by inną drogę. Ciekawe zresztą dlaczego rozmyślił się właśnie w 4
            miesiącu - czyli wtedy, gdy aborcja jest już praktycznie niemożliwa - czyżby ze
            względu na katolicyzm... Zatem nie jest to klasyczne "łapanie na dzidziusia" -
            podjął decyzję i wycofał się z niej jak szczeniak. Poza tym - autorka listu nie
            pisze słowa o ślubie, rozwodzie i wspólnym życiu na codzień - pisze wyraźnie -
            on utrzymuje - ja wychowuje - czyli jednak osobno...
            • kasia_kasia13 Re: List w WO - klasyka 27.03.06, 22:43
              Zatem nie jest to klasyczne "łapanie na dzidziusia" -
              > podjął decyzję i wycofał się z niej jak szczeniak. Poza tym - autorka listu
              nie
              >
              > pisze słowa o ślubie, rozwodzie i wspólnym życiu na codzień - pisze wyraźnie -

              > on utrzymuje - ja wychowuje - czyli jednak osobno...

              Ja nie pisze o klasycznym lapaniu na dzidziusia ze strony autorki. Ja pisze o
              klasycznym s...e faceta. I o klasycznej naiwnosci ze strony autorki, o godzeniu
              sie na bycie "ta druga" itd.
    • ciemnanocka Re: List w WO - klasyka 27.03.06, 22:45
      A ja sie wkurzam jak slysze takie historie. Kurde. Nigdy ne rozumialam
      instytucji "kochanki" i tu bynajmniej nie chodzi mi o kochanke w formalnym
      znaczeniu, to znaczy facet w separacji, czy "prawie" rozwiedziony, w kazdym
      badz razie taki, gdzie pozycie ustalo.
      Ale nie mam za grosz szacunku do facetow, ktorzy zalozmy przez 4 lata utrzymują
      pozorne malzenstwo, w tym czasie za przeproszeniem bzykając się z kobietą,
      ktora caly czas ma nadzieję, ze to cos powaznego...
      Bo to to jest po prostu poligamia.
      Jak juz sie facet zakocha w kims innym to albo w te - albo we wte.
      A przezywanie na boku romansu czteroletniego to swinstwo. Taka jest moja
      opinia, moze chaotyczna ale sie zestresowalamsmile
      • ajmj Re: List w WO - klasyka 28.03.06, 07:42
        ciemnanocka napisała:

        > A ja sie wkurzam jak slysze takie historie. Kurde. Nigdy ne rozumialam
        > instytucji "kochanki" i tu bynajmniej nie chodzi mi o kochanke w formalnym
        > znaczeniu, to znaczy facet w separacji, czy "prawie" rozwiedziony, w kazdym
        > badz razie taki, gdzie pozycie ustalo.
        > Ale nie mam za grosz szacunku do facetow, ktorzy zalozmy przez 4 lata
        utrzymują
        >
        > pozorne malzenstwo, w tym czasie za przeproszeniem bzykając się z kobietą,
        > ktora caly czas ma nadzieję, ze to cos powaznego...
        > Bo to to jest po prostu poligamia.
        > Jak juz sie facet zakocha w kims innym to albo w te - albo we wte.
        > A przezywanie na boku romansu czteroletniego to swinstwo. Taka jest moja
        > opinia, moze chaotyczna ale sie zestresowalamsmile

        Zgadzam się z tym. Albo w jedna stronę albo w drugą. Nie potrafię zrozumieć,
        jak facet moze powiedziec kocham kochance/zonie, bzykając je dwie przez wiele
        lat.
        • jayin Re: List w WO - klasyka 28.03.06, 19:05
          ajmj napisała:

          > jak facet moze powiedziec kocham kochance/zonie, bzykając je dwie przez wiele
          > lat.


          ...ma wybitnie podzielną uwagę wink)
    • weronka77 Re: List w WO - klasyka 28.03.06, 01:12
      Czytałam list o też mnie poruszyło.nie oceniam tej kobiety bo nie mam prawa do
      tego-wiem tyle ile i Wy wszystkie na podstawie listu.Ale jeśli ustali ojcostwo
      to raczej nie będzie problemu z alimentami na dziecko-takiej informacji
      udzieliła mi dzisiaj pracownica krakowskiego wydziału spraw rodzinnych(zasiłki)
      Urzędu Miasta Krakowa.
    • cogita "Plany na przyszłość wspaniałe" 28.03.06, 09:28
      napisała autorka listu. Ona, on i dzidziuś.
      Dlaczego stara baba zachodzi w ciążę z kochankiem?
      Bo liczy na to, ze ciąza przyspieszy jego rozwód z tą wyrachowaną, zimną żoną.
      Dlaczego stara baba nie stosuje antykoncepcji?
      Bo liczy na to, ze jak zajdzie w ciążę , to on związe się z nią na stałe.
      I co? Przeliczyła się, przekombinowała i teraz płaci za swoją głupotę.
      Oczywiscie całą winę zrzuca na faceta, bo tak najprościej, najłatwiej. A o
      tym , ze ona świadomie brnęła w tę sytuację , zapomina. Wiedziała przecież z
      kim się związała...tylko , ze zakładała dla siebie wariant optymistyczny . O
      naiwności ludzka !
      Nie zal mi takich kobiet.
    • lilith76 Re: List w WO - klasyka 28.03.06, 09:58
      > "...ich małżenstwo było czystym układem. On dawał pieniądze, robił zakupy -
      > ona rządziła domem. Nie ma tam miłości, tylko poczucie obowiązku. Dom dziwny
      > i zimny. On zapragnął ciepła, które ja mogłam dać i chętnie dałam

      okazuje się, że to nie dom był taki zimny, tylko facet...
      bycie kochanką wymaga większego intelektu od bycia żoną, bo trzeba się
      przygotować na twarde lądowanie na dupie.
      szkoda tylko tej nastolatki, która zaraz zobaczy efekty niefrasobliwości matki.
      • weronka77 Re: List w WO - klasyka 28.03.06, 16:57
        Spokojnie.Wygra sprawę o alimenty i choziać tyle jej.A jestem pewna że żona
        tego faceta prędzej czy póżniej pozbędzie się go z domu.Ja chcę tej kobiecie
        pomóc i spróbuję bo jest mi jej szczerze żal i współczuję.
        • exiara Re: List w WO - klasyka 28.03.06, 20:57
          A mnie jej nie zal. Była czyjąś kochanka 4 lata. Zaszła w ciążę, facet wybrał
          zone. Może mogła się nad tym zastanowić zanim weszła w taki związek. Raz sie
          udaje raz nie. Ryzyko kazdej kochanki. Dostanie alimenty i zajmie się
          dzieckiem. Miała pecha, źle ulokowała uczucia ale zrobiła to całkiem swiadoma
          sytuacji wktóra sie pakuje. Gdyby nie ciąża byłaby ta kochanka jeszcze pewnie
          kilka lat. Czemu nie żal Ci zony, która teraz pewnie o wszystkim sie dowie i to
          dpiero będzie dla niej szok.
          • weronka77 Re: List w WO - klasyka 28.03.06, 22:35
            Żona przez4 lata nie wiedziała o romasie męża?Mieszkali w innych miastach?
            Chyba nie.Doskonale zdawala sobie sprawę z zachowania męża ale przystała na to
            mając na uwadze względy jej samej wiadome.Tak to już bardzo często jest że żona
            zgadza się na coraz to liczniejsze romanse męża ponieważ łączy ich układ
            handlowy(firma,finanse itp).Potępiam takich facetów ponieważ sa niereformowalni
            i mogę się założyć że to nie ostatni jego "skok w bok".Przyjdą
            kolejne,młodsze,sprytniejsze-kwestia czasu i jego wybór.Niestety nie mogę
            obdarzyć szacunkiem jego żony i kobiet którew podobny sposób mniej lub bardziej
            świadomie przyzwalają na takie traktowanie.Czyli lekceważenie
            ich przez mężów,kpinę i poniżenie.Dla pieniędzy? fikcji rodziny i idealnego
            małżeństwa? Takich gagatków nalezy natychmiast od siebie
            odstawiać,wyegzekwować nalezną częsć majątku i alimenty.Facet nie zmieni sie
            już nigdy,co najwyżej na gorsze.To Tylko my-kobiety mamy wyrzuty
            sumienia,staramy sięnaprawić sytuację,wybaczamy i chcemy ratować
            rodzinę.Facetowi nie zalezało i nie zależy ani na żonie ani na kochance.Ma
            świadomość bezkarności dlatego moim zdaniem obie Panie powinny go wykreślić z
            planów
            życia-żeby uniknąć rozczarowania i poniżenia.Ale znając zycie żona go
            przyjmie,wybaczy,da się przeprosić.Będzie spokój przez kilka miesięcy.Potem
            cała zabawa zacznie się na nowo-kwestia czasu.Smutne ale prawdziwe.
          • natasza39 Re: List w WO - klasyka 28.03.06, 23:14
            exiara napisała:

            > A mnie jej nie zal. Była czyjąś kochanka 4 lata. Zaszła w ciążę, facet wybrał
            > zone. Może mogła się nad tym zastanowić zanim weszła w taki związek. Raz sie
            > udaje raz nie. Ryzyko kazdej kochanki. Dostanie alimenty i zajmie się
            > dzieckiem. Miała pecha, źle ulokowała uczucia ale zrobiła to całkiem swiadoma
            > sytuacji wktóra sie pakuje. Gdyby nie ciąża byłaby ta kochanka jeszcze pewnie
            > kilka lat. Czemu nie żal Ci zony, która teraz pewnie o wszystkim sie dowie i
            to
            >
            > dpiero będzie dla niej szok.


            Mnie nie zal ani żony ani kochanki.
            Żony mi nie żal, bo jesli romans trwa tyle lat, to albo jest skończona idiotką,
            ze nie widziała co jest grane i wtedy nie ma jej co żałowac, bo idioci maja
            własny świat i zawsze sobie umieja wytłumaczyc takie rzeczy.
            Albo też jest wyrafinowaną suką, której wystarczy bycie czyjaś żoną, ze wzgledu
            na kwestoe materialne. A dla mnie takie tkwienie w zwiazku dla zysto
            materialnych kwestii jest wyrafinowana prostytucja, tyle, ze zgodna z prawem.

            Kochanki mi tez nie zal, bo po pierwsze godziła się przez wiele lat na to, że
            facet żyje na dwa fronty. Nie wyezekwowała zeby załatwił kwestie swojego
            malzeństwa w jedna, badź druga stronę.
            Po drugie zaszła w ciażę bezmyslnie skazujac swoje dziecko na wychowywanie się
            w niepełnej rodzinie. Jesli ciaza próbowała wymóc na facecie rozwód to jest dla
            mnie śmieciem. Szafowanie czyims zyciem, a tym bardziej zyciem i przyszłościa
            własnego dziecka jest dla mnie poniżej krytyki.

            W całym układzie, najbardzeij zal mi dzieci.
            Wszystkie mają tatusia, który mysli fiutem i bezmyslne mamusie.
            Po prostu zgroza.
            • weronka77 Re: List w WO - klasyka 29.03.06, 00:14
              I tutaj Nataszo całkowicie się z Tobą zgadzam.
            • claairee Re: List w WO - klasyka 29.03.06, 10:07
              natasza39 napisała:


              > Mnie nie zal ani żony ani kochanki.
              > Żony mi nie żal, bo jesli romans trwa tyle lat, to albo jest skończona idiotką,
              >
              > ze nie widziała co jest grane i wtedy nie ma jej co żałowac, bo idioci maja
              > własny świat i zawsze sobie umieja wytłumaczyc takie rzeczy.
              > Albo też jest wyrafinowaną suką, której wystarczy bycie czyjaś żoną, ze wzgledu
              >
              > na kwestoe materialne. A dla mnie takie tkwienie w zwiazku dla zysto
              > materialnych kwestii jest wyrafinowana prostytucja, tyle, ze zgodna z prawem.
              >
              > A moze go kocha po prostu i wierzy w to co on mówi. Czasem osobie uczciwej ,
              niezdolnej do zdrady, cieżko jest podważać wersję wspólmałzonka, bo po prostu
              nie wyobraża sobie , ze mozna tak bezczelnie kłamać.
              • weronka77 Re: List w WO - klasyka 29.03.06, 10:52
                I to że mu wierzy jest jej tragedią i klęską.Takie jesteśmy MY kobiety.Niestety
                pora zdac sobie sprawę z tego że mężczyzna to podgatunek.I dlatego dla swjego
                dobra,spokojnego życia i sumienia powinna wywalić szmaciarza za drzwi.Poboli
                ale przestanie.W przeciwnym razie będzie taką sytuację przyżywała jeszcze nie
                raz i nie dwa.Myślę że to rozsądna kobieta któa w końcu przejży na oczy.
                • m-m-m Re: List w WO - klasyka 29.03.06, 11:04
                  że mężczyzna to podgatunek

                  Zdecydowanie nie każdy jest brakującym ogniwem w teorii Darwina : )
                  Mój należy do gatunku ludzkiego.
                  • weronka77 Re: List w WO - klasyka 29.03.06, 11:07
                    Mój też wyobraż sobiewink Ale to nie znaczy niestety że nigdy nie wiadomo co się
                    może wydarzyć i Nas w życiu spotkać więc lepiej być czujnymwink
                    • m-m-m Re: List w WO - klasyka 29.03.06, 11:28
                      No nie wiadomo, ale to nie powód do stałej podejrzliwości i zabawy w szpiega z
                      Krainy Deszczowców.
            • cogita Brawo Natasza 29.03.06, 11:46
              natasza39 napisała:
              > Mnie nie zal ani żony ani kochanki.
              > Żony mi nie żal, bo jesli romans trwa tyle lat, to albo jest skończona
              idiotką,ze nie widziała co jest grane i wtedy nie ma jej co żałowac, bo idioci
              maja własny świat i zawsze sobie umieja wytłumaczyc takie rzeczy.
              > Albo też jest wyrafinowaną suką, której wystarczy bycie czyjaś żoną, ze
              wzgledu na kwestoe materialne. A dla mnie takie tkwienie w zwiazku dla zysto
              > materialnych kwestii jest wyrafinowana prostytucja, tyle, ze zgodna z prawem.




              No tak , żona to " wyrafinowana suka" "uprawiajaca wyrafinowaną prostytucję" "
              tkwiaca w zwiazku z czysto materialnych powodów".

              Szlachetna żona powinna opakować w celofan faceta, obwiązać kokardką i z całym
              swoim dorobkiem małżeńskim odesłać w prezencie kochance. Sama złożyć pozew o
              rozwód z własnej winny, bo jest wyrafinowaną suką, która doprowadziła do zdrady
              męża. Potem zaś biczować się do krwi i umartwiać , jak to z jej winy
              nieszczęśni kochankowie nie mogli się wczesniej połączyć świętym węzłem
              małżeńskim. Pobłogosławić nowożeńców i dac im krzyzyk na nowa drogę zycia.
              Wtedy dopiero zyskałaby uznanie w oczach pind podobnych do opisywanej tu
              kochanki.


              • cogita Re: Brawo Natasza 29.03.06, 12:28
                A jak okreslić kochankę, która przez 4 lata żyła z żonatym szefem ?
                Skoro zona uprawia "wyrafinowaną prostytucję," to co uprawia kochanka czerpiąc
                z tego, jak sama pisała profity ?
                • weronka77 Re: Brawo Natasza 29.03.06, 16:26
                  Żona z klasą powinna go odesłać tam gdzie pieprz rośnie.Podobnie i kochanka.Ale
                  najwidoczniej obu im brak klasy,honoru i charakteru.Niestety.
                  • cogita Re: Brawo Natasza 29.03.06, 16:33
                    weronka77 napisała:
                    > Żona z klasą powinna go odesłać tam gdzie pieprz rośnie.Podobnie i
                    kochanka.Ale najwidoczniej obu im brak klasy,honoru i charakteru.Niestety.



                    Zonie szczególnie brak klasy, bo nie widziała o zdradzie i romansie męza.
                    Kochanka zaś ma klasę, honor i charakter przez cztery lata łajdaczyć się z
                    zonatym facetem.
                    • weronka77 Re: Brawo Natasza 29.03.06, 16:44
                      Oj to żonie brak nie tylko klasy jak i rozumu oraz wyobrażniwink Mam wrażenie że
                      jesteś podobnie doświadfczona obesrwując Twoje posty odnośnie wielu wątkó i
                      dyskusji.Dlatego polemizować nie będę ponieważ to raczej bez sensu.Szanuję
                      Twoje zdanie ale nie zamienię ze swoimwink Zyczę więcej uśmiechu i luzu przede
                      wszystkim.POzdrawiam
                      • weronka77 Re: Brawo Natasza 29.03.06, 16:51
                        Czasem lepiej dokładnie i w całości przeczytać artykuły,felietony oraz posty
                        innych macoszech w celu prawidłowego ich zrozumienia.Ja napisałam że kochanka
                        klasy NIE MA,ale najwidoczniej przeczytałaś tylko pierwszą częśc wypowiedzi i
                        byłaś w trakcie pisania komentarzawink
                        • cogita Re: Brawo Natasza 30.03.06, 09:19
                          weronka77 napisała:
                          > Czasem lepiej dokładnie i w całości przeczytać artykuły,felietony oraz posty
                          > innych macoszech w celu prawidłowego ich zrozumienia.Ja napisałam że kochanka
                          > klasy NIE MA,ale najwidoczniej przeczytałaś tylko pierwszą częśc wypowiedzi i
                          > byłaś w trakcie pisania komentarzawink



                          umię czytać ze zrozumieniem, to ty nie potrafisz czytac między wierszami i
                          zrozumieć mój przekorny post.
                          • weronka77 Re: Brawo Natasza 30.03.06, 20:45
                            Dobrze,ale wybacz że nie będę się Tobie dokładnie przysłuchiwaławink
              • lilith76 Re: Brawo Natasza 29.03.06, 13:48
                > No tak , żona to " wyrafinowana suka" "uprawiajaca wyrafinowaną
                prostytucję" "
                > tkwiaca w zwiazku z czysto materialnych powodów".
                >
                > Szlachetna żona powinna opakować w celofan faceta, obwiązać kokardką i z całym
                >
                > swoim dorobkiem małżeńskim odesłać w prezencie kochance. Sama złożyć pozew o
                > rozwód z własnej winny, bo jest wyrafinowaną suką, która doprowadziła do
                zdrady
                >
                > męża. Potem zaś biczować się do krwi i umartwiać , jak to z jej winy
                > nieszczęśni kochankowie nie mogli się wczesniej połączyć świętym węzłem
                > małżeńskim. Pobłogosławić nowożeńców i dac im krzyzyk na nowa drogę zycia.
                > Wtedy dopiero zyskałaby uznanie w oczach pind podobnych do opisywanej tu
                > kochanki

                umiejetność korzystania z internetu nie chroni przed wtórnym analfabetyzmem...
              • natasza39 Re: Brawo Natasza 29.03.06, 17:13
                cogita napisała:
                > Szlachetna żona powinna opakować w celofan faceta, obwiązać kokardką i z całym
                >
                > swoim dorobkiem małżeńskim odesłać w prezencie kochance. Sama złożyć pozew o
                > rozwód z własnej winny, bo jest wyrafinowaną suką, która doprowadziła do
                zdrady
                >
                > męża. Potem zaś biczować się do krwi i umartwiać , jak to z jej winy
                > nieszczęśni kochankowie nie mogli się wczesniej połączyć świętym węzłem
                > małżeńskim.


                Przeczytałas wybiórczo i zrozumiałaś z tego to co chciałaś.
                Niektórzy tak maja, więc trudno miec do Ciebie pretensje, bo ponoć coraz więcej
                ludzi ma kłopoty ze zrozumieniem tego co czytaja i dlatego dociera do nich
                tylko to co sami chca usłyszeć, ewentualnie tylko to co sa w stanie zrozumieć.

                A co do meritum, twojej w.cyt. wypowiedzi, to wyjasniam, że żona, która siedzi
                z facetem, dla materialnej wygody, przymykajac oczy na jego zdrady
                bynajmniej "nie podzieli sie dorobkiem zycia", z prostek przyczyny, bo ona juz
                nie jest żoną-partnerka, tylko stróżem owego majątku. Stąd własnie obecnosc
                takiej kobiety w związku. Ja taka postawe rozumiem, w końcu nikt nie lubi sie
                dzielić (hehehehe), ale wcale mi jej nie jest żal, co własnie podkresliłam w
                swoim poście, bo to o to własnie chodziło o żal nad "biedna zdradzona i
                nieswiadomą przez tyle lat zonka"
                Ty oczywiście musiałaś dorobić dupie uszy, bo przeciez w zdradach małzeńskich
                chodzi o to, aby wszystko zwalić, na ta trzecią.
                Nie na biednego misiaczka, czy biedna zone, tylko na "zdzire".
                A ja nie wiem czyja tu była wina.
                Robienie ze wszystkich zdradanych zon nieswiadomych Matek-Teresek jest obłudne
                po prostu.

                • kasia_kasia13 Re: Brawo Natasza 29.03.06, 17:39
                  Natasza, nie kazda zona jest "biedna zdradzona i nieswiadomą przez tyle lat
                  zonka". Moze wiedziala o zdradach meza, a moze nie. Moze wiedziala, a nie
                  umiala odejsc. Powinna byla odejsc, ale latwo na forum dawac rady typu "zostaw
                  go/kopnij gnojka w d..e" a czasem trudno zakochanej kobiecie to zrobic. Nie
                  wiemy.
                  Kochanka (a wlasciwie utrzymanka) natomiast o zonie na 100% wiedziala. Ciagnela
                  sprawe przez 4 lata. I albo liczyla na wiecej (rozwod) albo nie (tylko, jesli
                  nie, czemu skazala swoje dziecko na niepelna rodzine?).

                  >bynajmniej "nie podzieli sie dorobkiem zycia", z prostek przyczyny, bo ona juz

                  > nie jest żoną-partnerka, tylko stróżem owego majątku. Stąd własnie obecnosc
                  > takiej kobiety w związku.

                  Oj, nie bylabym taka pewna. Bo ten facet to moim zdaniem typowy przyklad
                  kurwiarza, ktory bedzie w domu gral przykladowego meza i ojca, i zawsze mial
                  kogos na boku. A jak kochanka zaczyna sprawiac problemy (ciaza) to sie ja
                  zostawia i szuka nowej. Sa tacy goscie. Gdyby mu z zona faktycznie bylo zle, i
                  pojawienie sie kochanki bylo tego skutkiem, to prawdopodobnie jednak z zona by
                  sie rozwiodl, nie sadzisz?
                  • natasza39 Re: Brawo Natasza 29.03.06, 18:10
                    kasia_kasia13 napisała:
                    > Natasza, nie kazda zona jest "biedna zdradzona i nieswiadomą przez tyle lat
                    > zonka". Moze wiedziala o zdradach meza, a moze nie. Moze wiedziala, a nie
                    > umiala odejsc. Powinna byla odejsc, ale latwo na forum dawac rady
                    typu "zostaw
                    > go/kopnij gnojka w d..e" a czasem trudno zakochanej kobiecie to zrobic. Nie
                    > wiemy.

                    Ja tez nie wiem. Ja sobie tylko nie moge wyobrazić, jak mozna się przez cztery
                    lata nie kapnac, że facet mnie puszcza w rogi.Ani ja (od razu wiedziałam po
                    pierwszym razie, że mnie zdradził, dowodu nie miałam, ale wiedziałam), ani
                    zadna ze znanych mi w realu kobiet nie była taka tępa!
                    Tepaków mi nie żal.
                    Nawet jak nie wiem jak jest zakochana, to w końcu znajdzie się "życzliwy" i jej
                    to powie po takim czasie.
                    Miałam jeden, jedyny taki przypadek wśró swoich znajomych. Była to zdradzana z
                    kim popadnie zona znanego ginekologa. Była z nim jednak, bo miała przy nim kase
                    i pozycję. Będąc nawet zdradzaną zoną nadal była pania-doktorową, a bedąc
                    rozwódką byłaby tylko zwykłą niedokończoną pielegnirką, która była za "panny".
                    Raczej nie było mi jej żal. Płaciła cenę za pozycję społeczną. Większość
                    właśnie traktowała ją jako tą-biedną, która "żyje w nieświadomości" bo jest
                    zakochana w męży dziwkarzu. Ona jednak o wszystkim wiedziała. Nie była wcale
                    biedną-nieuświadomiona ofiarą.
                    A dleczego maz od niej nie odchodził?
                    Cóż, bo jest własnie, taka jak pisałaś, istnieje gatunek faceta dziwkarza. Tacy
                    nie odchodzą od zon, bo po co?
                    Maja cistko i jedzą ciastko.
                    Ciaho zaślubione jest w domu i tworzy "rodzinę", a na boku dugie zakochane i
                    wpatrzone w gnojka ciaho wielbi go i kocha albo jest sposnsorowane dodatkowo
                    przez kurwiarza, czyli tez ma interes własny.
                    Dlatego kochanka to tez debil, albo wyrafinowana suka, która przeliczyła się w
                    swych kalkulacjach. Jak mozna byc z facetem który jedna noga jest w jednym
                    zwiazku, a druga noga w drugim?
                    Jak trwa to cztery lata i "liczy się na wiecej", to trzeba powiedzieć wóz albo
                    przewóz, ona tego nie powiedziała.

                    Nie żal mi ani jednej, ani drugiej.
                    A i jeszcze jedno....
                    Z tym odchodzeniem od "zdrajcy". Wiem, że to trudne jest, bo równiez
                    przerabiłam na własnej skórze dlatego wiem, że w 99 przypadkach na 100 nie
                    warto przebaczać.
                    Byc może ten jeden przypadek wróci nawrócony i oczyszczony, ale 99 pozostałych
                    albo zrobi to po raz kolejny, albo po prostu będzie miał dosc "wzmozonej
                    czujności" i oświadczy pewnego pieknego dnia bo się będzie w związku "dusić"(
                    jedno z ulubionych powiedzeń facetów na "do widzenia").
                    A do zonki co przebacza za każdym razem facet zawsze wróci.
                    Głupich nie sieja i jak juz znalazł taki egzemplarz to napewno nie odpuści i
                    nie zostawi. Po co?
                    Jak chcecie to załujcie zdradzanych przez lata żony, które daja na to
                    mezom "ciche" przyzwolenie. Mi takich bab nie jest ŻAL I NIGDY ŻAL NIE
                    BĘDZIE!!!
                    • weronka77 Re: Brawo Natasza 29.03.06, 22:39
                      No i po raz kolejny napiszę Nataszo że masz rację.POzdrawiamwink
                    • kasia_kasia13 Re: Brawo Natasza 30.03.06, 11:49
                      Moze patrzysz na to przez pryzmat tego przypadku, ktory znasz? Tej zony
                      ginekologa? Ale jak napisalam, nie mam doswiadczenia w temacie zdrad. Nie wiem,
                      jak sie odkrywa, ze maz zdradza i ile przeietnie potrzeba czasu, aby sie
                      zorientowac.
                    • cogita Re: Brawo Natasza 30.03.06, 14:14
                      To , ze zona ginekologa godzi się na zdrady męza, to jej osobista sprawa i
                      decyzja. Nikomu tym krzywdy nie robi !!!
                • cogita Re: Brawo Natasza 30.03.06, 09:30
                  A gdzie jest napisane, ze zona wiedziała o romansie, jakie sa dowody na to, ze
                  jest z nim dla kasy?
                  To twoja nadinterpretacja, nataszo, spowodowana , jak mniemam osobistymi
                  urazami i przykrymi doswiadczeniami zyciowymi.
                  Dlaczego wrzucasz wszystkie żony do jednego worka z napisem " wyrafinowane
                  suki" "stróze majątku" ?
                  Dlaczego zona nie ma dbać i pilnować tego, czego się wspolnie z męzem dorobiła?
                  Zony to też kobiety wykształcone, pracujące, zarabiające na wspolny dom.
                  W twoim zas mniemaniu to kury domowe całkowicie uzaleznione od męza. Może tam,
                  gdzie mieszkasz taki model rodziny dominuje, moze sama reprezentujesz taki typ
                  kobiety.

                  W tej całej historii ewidentna wina spoczywa na kochanku i kochance, a nie na
                  żonie !!!
                  • claairee Re: Brawo Natasza 30.03.06, 10:06
                    Czasem , jest tak , że żona nie pracuje, bo tak sie umówili, co do podzialu ról
                    - on robi kariere, ona wychowuje dzieci i pilnuje domowego ogniska - czy to ma
                    znaczyc, ze ona wisi na mężu , jest ograniczona i nic jej sie ze wspolnego
                    majątku nie należy?
                    • ajmj Re: Brawo Natasza 30.03.06, 13:29
                      claairee napisała:

                      > Czasem , jest tak , że żona nie pracuje, bo tak sie umówili, co do podzialu
                      ról
                      > - on robi kariere, ona wychowuje dzieci i pilnuje domowego ogniska - czy to ma
                      > znaczyc, ze ona wisi na mężu , jest ograniczona i nic jej sie ze wspolnego
                      > majątku nie należy?


                      Jesli tak wczesniej razem sie umówili, była to ich wspólna decyzja, to ja nie
                      uważam, aby taka zona wisiała na mezu, poniewaz praca w domu, same wiecie
                      zwłaszcza jak sa dzieci, jest bardzo ciezka. Dla mnie oni razem, (ona pracując
                      w domu, on -zarobkowo) przyczynili sie do powstania jakiegos tam mjatku, który
                      po rozstaniu jest dzielony zazwyczaj na pól. I to jest uczciwe.
            • kasia_kasia13 Re: List w WO - klasyka 29.03.06, 14:12

              > Żony mi nie żal, bo jesli romans trwa tyle lat, to albo jest skończona
              idiotką,
              >
              > ze nie widziała co jest grane i wtedy nie ma jej co żałowac, bo idioci maja
              > własny świat i zawsze sobie umieja wytłumaczyc takie rzeczy.
              > Albo też jest wyrafinowaną suką, której wystarczy bycie czyjaś żoną, ze
              wzgledu
              >
              > na kwestoe materialne. A dla mnie takie tkwienie w zwiazku dla zysto
              > materialnych kwestii jest wyrafinowana prostytucja, tyle, ze zgodna z prawem.

              A moze go kocha, mu wierzy i jest naiwna? Tak sobie mysle, ze niektorzy faceci
              moga sie calkiem dobrze skrywac. Np. jesli weekendy, swieta, wakacje spedzaja
              zawsze z zona i dziecmi a spotkania z kochanka sa krotkie, w tygodniu, seks na
              delegacjach (on byl jej szefem). Jesli zona z gatunku tych niepodejrzliwych,
              nie szpiegujacych, nie czytajacych mezowskich sms-ow i nie przeszukujacych mu
              kieszeni, moze i mogla sie nie zorientowac. Nie wiem, przyznam szczerze, ze nie
              ma w tym temacie doswiadczenia. A moze, hm, powinnam pojechac dzisiaj do meza
              do pracy na kontrole? Zapowiadal, ze ma jutro jakies deadline i moze wrocic
              troche pozniej...
              • weronka77 Re: List w WO - klasyka 29.03.06, 16:27
                Ostatnio badzo popularny jest bajer w stylu"trenuję tenis"winkTobardzo
                wyczerpujący sport i brzemienny w skutkiwink
    • claairee Re: List w WO - klasyka 29.03.06, 12:25
      Pani , żyła w związku z mężczyzną, który oszukiwał i zdradzał inną kobietę,
      naiwnie myślała, ze w ich relacji będzie inny - uczciwy, odpowiedzialny.
      Trudno jej żałować.

      • weronka77 Re: List w WO - klasyka 29.03.06, 16:28
        Indyk tez myślał.Podobno.Niestety bardzo dużo jest takich kobiet które mydlą
        sobie i innym oczy wspomnieniami przeszłości oraz przekonaniem że mąż to Anioł.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja