next, koszty dziecka a budżet domowy

30.03.06, 14:23
mam dziecko, lat 8 (tatuś alimentów nie płaci) i od roku jest next (ma córkę,
na którą płaci alimenty)
oboje zarabiamy podobne kwoty, przy czym ja regularnie, a on raz więcej, raz
mniej, do tej pory budżet domowy był budowany intuicyjnie, ale narosło już
tyle wzajemnych pretenscji, że potrzebne są wreszcie konkretne ustalenia
ja 2/3, a on 1/3, bo ja wnoszę 2 osoby do rodziny, czy po połowie, bo 2
dorosłe osoby zarabiają i utrzymują rodzinę? jak to u was bylo, bądź jest?
jak byłoby sprawiedliwie?
    • kasia_kasia13 Re: next, koszty dziecka a budżet domowy 30.03.06, 14:34
      Sprawiedliwie byloby przede wszytskim, gdybys dosatwala alimenty na swoje
      dziecko.
    • m-m-m Re: next, koszty dziecka a budżet domowy 30.03.06, 14:34
      Jeśli on nie jest ojcem Twojego dziecka to Ty masz obowiązek utrzymać to
      dziecko i żądac finansów od ojca dziecka (lub jego dalszej rodziny), a nie
      oczkiwać finansowania ze strony ojczyma.
      Dla mnie zupełnie oczywiste jest, że mój M. całkowicie finansuje swojego syna i
      bierze na niego alimenty od jego matki. Ja płacę za siebie i jeśli chcę
      dobrowolnie kupuję różne rzeczy pasierbowi.
    • ajmj Re: next, koszty dziecka a budżet domowy 30.03.06, 14:38
      Moim zdaniem sprawiedliwie jest wtedy, kiedy dwie osoby ustalajac budzet
      domowy uważaja i tak jest, ze tak prowadzony - jest dla nich najlepszy i nie
      powoduje spięcwinkNa forum jedynie dadza Ci Dziewczyny przykłady jak to
      funcjonuje u nich, i co jest dobre dla nich/mnie niekoniecznie musi i będzie
      dobre dla Ciebie.
      My mamy wspólną kasę. A ja nią zarządzamsmileNie ma żdanych podziałów. Wszystkie
      nasz edzieci są wspólne nawet te nie wspólnewinkprzynajmniej pod względem
      finansów.
      • kasia_kasia13 Re: next, koszty dziecka a budżet domowy 31.03.06, 09:18

        > Moim zdaniem sprawiedliwie jest wtedy, kiedy dwie osoby ustalajac budzet
        > domowy uważaja i tak jest, ze tak prowadzony - jest dla nich najlepszy i nie
        > powoduje spięcwinkNa forum jedynie dadza Ci Dziewczyny przykłady jak to
        > funcjonuje u nich, i co jest dobre dla nich/mnie niekoniecznie musi i będzie
        > dobre dla Ciebie

        Dokladnie. U nas jest wspolna kasa, ale tez mamy jedno (wspolnesmile dziecko, i
        wiec nie zadnych problemow z ewentualnym finansowaniem nieswojego dziecka.
        Trudno mi sobie wyobrazic, dziele pieniedzy na moje/twoje.
    • claairee Re: next, koszty dziecka a budżet domowy 30.03.06, 14:46
      No własnie, a jakie rozwiązania przyjęłybyście/przyjełyscie, gdy każde z
      partnerów ma dzieci, a dochody wraz alimentami ich dzieci, są bardzo zróżnicowane.
    • an-da Re: next, koszty dziecka a budżet domowy 30.03.06, 14:55
      chyba źle napisałam, wszystkie koszty osobiste syna (ksiązki, szkoła,
      kieszonkowe, pobyt na wspólnych wyjazdach) pokrywam ja, pytam o koszty wspólne,
      czy lepiej pół na pół, czy ja 2/3, a on 1/3. Na razie wyglada to tak, że
      mieszkamy w moim mieszkaniu, ja płacę kredyt 2000 + wszystkie opłaty 1500, on
      płaci 500 "za wynajem", on robi zbiorcze zakupy w Macro, ja drobne na bazarku,
      wszystko byłoby OK, gdyby nie to, że mojej kasy na tyle po prostu nie starcza
      źle się z tym czyję i chcę czystej uregulowanej sytuacji, wiem ile mam, wiem
      ile wydaję i wiem na co mnie stać, na pewno do tej pory nie było mnie stać na
      szczerą rozmowę o pieniądzach, chcę się do niej po prostu przygotować
      • lilith76 Re: next, koszty dziecka a budżet domowy 30.03.06, 15:11
        największym chyba dla ciebie obiążeniem jest spłata rat kredytu, ale to kredyt
        za TWOJE mieszkanie (chyba, że next jest w papierach współwłaścicielem), nie ma
        co oczekiwać, że facet będzie finansował nie swoje lokum.
        co do 1500 zł opłat - to czemu, u licha, nie miałyby być płacone po połowie?
        chyba, że on nie zużywa prądu, nie myje się, jada na mieście, więc nie gotuje,
        nie generuje śmieci.

        no i najważniejsze - alimenty na twoje dziecko. nie da się ukryć, że trudna
        sytuacja to po trochu wynik ich braku. czy next ma być temu winien,
        szczególnie, że on się wywiązuje?
      • ajmj Re: next, koszty dziecka a budżet domowy 30.03.06, 15:14
        Ja w ogóle nie zgodziałbym się na taki układ jaki masz. Kasa u mnie(nas)
        musiałaby byc wspólna-i jest, jak pisałam wyzej.
        Ale jak wynika z Twojego postu, mniej więcej wiedziałaś,ze Twój Partner ma
        takie a nie inne zdanie na temat podziału kasy, to uważam, ze w porządku byłoby
        gdybyście po połowie płacili za koszty zwiazane z opłatami, wyżywieniem.
        • ajmj Re: next, koszty dziecka a budżet domowy 30.03.06, 15:16
          a lilith ma rację jesli chodzi o rate kredytu. O tym zapomaniałam. Kredyt Twój,
          ale i mieszkanie będzie tylko Twoje po jego spłacie.
    • an-da Re: next, koszty dziecka a budżet domowy 30.03.06, 16:06
      ale pytanie moje dotyczyło udziału dziecka w kosztach wspólnych? czyli czy ja
      2/3, czy po połowie?
      teraz kwestia kredytu, niby tak, kredyt jest tylko mój, tylko że jeśli w
      przyszłości zamieszkamy w domu zbudowanych z pieniędzy M., to za co ja powinnam
      płacić?
      a jeżeli teraz nie stać mnie na spłatę tego cholernego mieszkania i je
      sprzedam, spłacę kredyt i wynajmiemy mieszkanie, to mnie zostaje w kieszeni
      2000 więcej, a za wynajem mamy płacić po połowie?

      po prostu w zależności od podejcia do tematu, zupełnie inaczej rozkładają się
      koszty i inne pieniądze zostaja w kieszeni osobistej.

      wspólna kasa
      czy macie wspólną kasę niezależnie od różnicy dochodów i uważacie, że tak
      powinno być w związku?
      • mangolda Re: next, koszty dziecka a budżet domowy 30.03.06, 18:42
        zainteresowała mnie pozycja "rata za wynajem". w jaki sposób ustalono jej
        wysokość? czy to jest cena wolnorynkowa? ratę kredytu masz wysoką 2000 ? opłaty
        masz wysokie 1500 ? wygląda więc na to, że standard waszego mieszkania nie jest
        niski. 5 stowek płaci sie babci za obskurną stancję.
        na Twoim miejcu podniosłabym ratę za wynajem do 1750 zl (50% wszystkich opłat
        stałych) jako właściciel ustalasz cenę, a jak mu się nie podoba to wynocha.
        skoro liczycie się jak żydzi, mieszkacie razem razem, a tylko TOBIE jest ciężko,
        a on trzyma robi ze swoją forsą co chce bycząc się w luksusach na TWOJ koszt to
        podwyzszenie raty za wynajem jest jak najbardziej na miejscu. jak nie to droga
        wolna, ciekawe gdzie on zamieszka ze te swoje 5 stówek. wyhodowałaś sobie
        pasożyta koleżanko.
        • m-m-m Re: next, koszty dziecka a budżet domowy 30.03.06, 18:56
          Twoim miejcu podniosłabym ratę za wynajem do 1750 zl (50% wszystkich opłat
          stałych) jako właściciel ustalasz cenę, a jak mu się nie podoba to wynocha


          He, he... cene jako właściciel ustalsz jaką chcesz, nawet z kosmosu. Tyle, że
          ten najem nie jest wart tyle ile zaśpiewa sobie właściciel, tylko tyle ile za
          takie konkretne lokum (zaznaczyć trzeba: nie samodzielne, tylko z właścicielem
          pod jednym dachem na co dzień!) ktoś będzie chciał sam zapłacić. Czyli cenę
          ustala rynek, a nie właściciel.
      • m-m-m Re: next, koszty dziecka a budżet domowy 30.03.06, 18:51
        To jest Twoje dziecko i jak najbardziej zgodnie z prawem Ty musisz całkowicie
        je utrzymać. Czyli Ty na czynsz, wyżywienie i opłaty za siebie i dzicko płacisz
        sama. Czyli Ty 2/3, bo dziecko to nie jego zobowiązanie i nie ma powodów by
        dokładał do niego złotówkę. Chyba, że dobrowolnie.
        I moim zdaniem Ty zawsze w tej sytuacji powinnaś płacić 2/3, czy to dotyczy
        najmu, czy wyżywienia i zacząć ścigać rodzinę ojca dziecka o alimenty na nie.


        wspólna kasa
        > czy macie wspólną kasę niezależnie od różnicy dochodów i uważacie, że tak
        > powinno być w związku?



        Nie, bo w moim wypadkiu wiązłoby się to z ewidentnym zwolnieniem matki pasierba
        z obowiązków alimentacyjnych. Nie zamierzam płacić jej rachunków i zobowiązań,
        a do takich należą alimenty na jej syna, a mojego pasierba.



        teraz kwestia kredytu, niby tak, kredyt jest tylko mój, tylko że jeśli w
        > przyszłości zamieszkamy w domu zbudowanych z pieniędzy M.,

        Ryzykowne. W związku może być różnie i nagle nie będziesz miała gdzie się
        podziać jeśli związek nie wypali na dłuższą metę. Że nie nie wspomnę, iż
        mieszkanie czy dom po nexie dziedziczy jego dziecko z pierwszego związku.
        • an-da Re: next, koszty dziecka a budżet domowy 31.03.06, 10:55
          wiesz, przekonałaś mnie, ja mam taki obowiązek, a on dobrowolnie może się
          deklarować
          czyli ja powinnam wyjść z propozycją 2/3,
          tylko, że to prowadzi w naszej sytuacji do absurdu

          1. ja biorę na siebie 2/3, w związku z tym muszę sprzedać mieszkanie i po
          spłacie kredytu kupuję ok. 30 m2. Nikomu z naszej 3-ki nie będzie się to
          podobało
          2. zostaje jak jest, ale ja jestem na minusie i zaciskam pasa, zero wyjazdów,
          kina, ubrań, jedzenie b.skromne, on moze sobie na to wszystko pozwolić i co
          dalej?
          a.on wyjeżdża sam, a do kina chodzi z kolegą?
          b.on mi wszystko sponsoruje, a ja czuję się jak utrzymanka, a on żyłowany?
          • m-m-m Re: next, koszty dziecka a budżet domowy 03.04.06, 12:48
            Nie wiem dlaczego nie zamierzasz uzyskac alimentów na dziecko od ojca dziecka,
            lub jego rodziny. Na pewno samotne macierzyństwo + kredyty to bardzo duże
            obciążeni finansowe, ale czemu tamtym darujesz to nie mam pojęcia.
            Nie mam dobrego rozwiazania na te sytuację, nie wiem na ile jestes zaangażowana
            w ten związek i na ile on.
            Jeśli nie jest to zwiazek trwały na 100% to niestety na Twoim miejscu jednak
            zdecydowałabym się na mniejsze lokum przede wszystkim po to by uzyskać płynność
            finansową. Dziś on jest jutro może go nie być, a Twoje długi dalej zostają z
            Tobą.
            Rozmawiałaś z nim o swoich rozterkach?
      • ajmj Re: next, koszty dziecka a budżet domowy 30.03.06, 19:48
        Jeszcze raz Ci napiszęsmile
        Tak, my mamy wspólna kase. Nie wyobrazam sobie U NAS inaczej, i co
        najwazniejsze mój Partner też. Ja nie pracuję, na dzień dziesiejszy zajmuje sie
        małą córeczka, co nie znaczy, ze pracować nie chcę, czy nie mam ochotywink
        Własnie wczoraj nawet byłam na stresującej rozmowie kwalifikacyjnej, wrrr....wink
        Moim zdaniem powinna byc wspólna kasa. Bez rozgraniczeń, moje, twoje.
        • natasza39 Re: next, koszty dziecka a budżet domowy 30.03.06, 21:37
          Ja jestem kasie wspólnej przeciwna.
          Przerabiałam to po prostu w małzeństwie i nigdy juz nie dam się namówic na
          wspólne konto.
          Myslę, ze najuczciwszym układem jest układ taki, że partnerzy wspólnie fifty-
          fifty partycypuja w kosztach stałych + jedzenie podstawowe.
          Wyjazdy dziecka, jego ciuchy, extra jedzeniowe zachcianki (np. mój młody pozera
          niemiłosierne ilosci owoców i to przewaznie tych które akurat sa najdrozsze-
          aktualnie żarłby non-stop winogrona), ciuchy młodego, jego ksiązki, kosmetyki,
          wycieczki, komitety itp. - płacę ja. Tak jak uwazam, ze na swoje dzieci płaci
          on, tak uwazam, ze na swoje dziecko płacę ja.
          Extrasy kazdy płaci sobie sam, albo funduje drugiemu, jak ma "lewą kase", tak
          aby nie było to kosztem jednych, czy drugich dzieci.
          On np. ładuje forsę w swoje "motocykle" a ja swoja w ciuchy, kosmetyki itp.
          Ponadto umawiamy sie co do wydatków na "wspólna przyszłośc".
          I to tyle.
          Układ wspólnej kasy jest nie dla mnie.
          W przypadku, gdy natomiast jedno z partnerów nie pracuje (z róznych przyczyn)
          uwazam, ze wtedy drugie-pracujace oczywiście powinno czasowo przejac ciezar
          wydatków domowych. Jednak wtedy trudno tutaj mówic o "wspólnej kasie".
          Pojecie "wspólnej kasy" moim zdaniem jest wtedy gdy oboje tam dokładają.
          Jak zarabia tylko jedno to mozna mówić co najwyżej o "jednej kasie"
          • m-m-m Re: next, koszty dziecka a budżet domowy 31.03.06, 07:55
            Pojecie "wspólnej kasy" moim zdaniem jest wtedy gdy oboje tam dokładają.
            Jak zarabia tylko jedno to mozna mówić co najwyżej o "jednej kasie"


            Natasza, narażasz się róznym konserwatystom: zaraz będzie krzyk, że przecież
            jak ktoś nie pracuje tylko siedzi w domu z dziećmi to też pracuje, wytwarza
            dobro w postaci wychowania przyszłych pokoleń wink
            • natasza39 Re: next, koszty dziecka a budżet domowy 31.03.06, 08:10
              m-m-m napisała:
              > Natasza, narażasz się róznym konserwatystom: zaraz będzie krzyk, że przecież
              > jak ktoś nie pracuje tylko siedzi w domu z dziećmi to też pracuje,

              Nigdy nie byłam "politycznie poprawna"
              Mam nadzieję, że konserwatyści ze zrozumieniem wyczytają o tym, że chodzi
              o "zarabianie pieniędzy", a nie o "pracę".
              Nie twierdzę, że tzw. "siedzenie w domu" gotowanie obiadków, prasowanie,
              sprzątanie i wychowywanie dzieci praca nie jest. Tym niemniej do tej pory tylko
              jeden chyba mąz wpisał to do zeznania "jako aktywa", ale też nie wyliczył ile
              to może kosztowaćsmile
          • e_r_i_n Re: next, koszty dziecka a budżet domowy 31.03.06, 08:48
            natasza39 napisała:

            > Przerabiałam to po prostu w małzeństwie i nigdy juz nie dam się namówic na
            > wspólne konto.

            Wspolna kasa nie musi sie rownac posiadaniu wspolnego konta smile
            Dla mnie wspolna kasa to sytuacja, gdy sumuje sie dochody i na ich podstawie
            ustawia wydatki (oczywiscie zostawiajac kazdej ze stron jakas czesc tejze kasy
            na wlasne wydatki). Nie 'zrzutka' na koszty wspolne, tylko wspolne
            gospodarowanie (prawie) caloscia pieniedzy.
            • natasza39 Re: next, koszty dziecka a budżet domowy 31.03.06, 08:55
              e_r_i_n napisała:

              > Wspolna kasa nie musi sie rownac posiadaniu wspolnego konta smile

              Owszem, jak wspólnosć, to wspólność. We wszystkich tego rodzaju aspektach, a
              nie w wyrywkowych.
              Ponadto podkreślam, że "wspólna" to wtedy jak się oboje dokładają, "jedna" to
              jak jedno zarabia, a decyzdują w dwójkę.
              Wiesz chyba co mam na myslismile
              • e_r_i_n Re: next, koszty dziecka a budżet domowy 31.03.06, 08:59
                natasza39 napisała:

                > Owszem, jak wspólnosć, to wspólność. We wszystkich tego rodzaju aspektach, a
                > nie w wyrywkowych.

                No cóz, nie uwazam, zeby posiadanie wspolnego konta musialo byc wyznacznikiem
                wspolnej kasy. My konta wspolnego nie posiadamy, a kase mamy wspolna, bo wiemy,
                ile tej kasy jest i wspolnie decydujemy o jej wydatkowaniu. To, ze fizycznie
                znajduje sie w roznych bankach, temu nie przeczy.

                > Ponadto podkreślam, że "wspólna" to wtedy jak się oboje dokładają, "jedna" to
                > jak jedno zarabia, a decyzdują w dwójkę.
                > Wiesz chyba co mam na myslismile

                Nie, nie wiem. Uwazam też, ze wspolna kasa jest niezaleznie od tego, czy i ile
                ktoras ze stron zarabia.
                • natasza39 Re: next, koszty dziecka a budżet domowy 31.03.06, 09:47
                  e_r_i_n napisała:

                  >Uwazam też, ze wspolna kasa jest niezaleznie od tego, czy i ile
                  > ktoras ze stron zarabia.


                  JAk jeden z partnerów zarabia "0" a drugi "100 tys" to wspólnie zarabiaja 100
                  tys? Fajnie!!!
                  Tyle tylko, ze mentalnosć większości żon dotyczy tej "wspólności" w przyoadku
                  wkładu własnego na poziomie "0".
                  Gdy proporcje się zmieniają, jakoś "wspólność" zastępowana jest przez słowa "ja
                  zarabiam na potrzeby domu".
                  To tylko taka moja dygresja, bo na wszelkich "forach" czytam właśnie takie
                  posty.
                  Niepracujące kobitki piszą o "wspólnej" kasie.
                  Jak się jednak sytuacja odwraca to mówia o "mojej" kasie"
                  • e_r_i_n Re: next, koszty dziecka a budżet domowy 31.03.06, 09:51
                    natasza39 napisała:

                    > JAk jeden z partnerów zarabia "0" a drugi "100 tys" to wspólnie zarabiaja 100
                    > tys? Fajnie!!!

                    Nie wspolnie zarabiaja, tylko maja wspolne 100 tys do dyspozycji.
                    Jesli OBOJGU to pasuje.

                    > Tyle tylko, ze mentalnosć większości żon dotyczy tej "wspólności" w przyoadku
                    > wkładu własnego na poziomie "0".

                    No cóz, ja wypowiadam sie z mojego punktu widzenia, a ze nie jestem
                    reprezentantka takiej mentalnosci, o jakiej piszesz, to i zdanie mam takie,
                    jakie mam smile

                    > Gdy proporcje się zmieniają, jakoś "wspólność" zastępowana jest przez
                    > słowa "ja zarabiam na potrzeby domu".

                    j/w
                  • kini_m Re: next, koszty dziecka a budżet domowy 01.04.06, 20:30
                    natasza39 napisała:
                    > Tyle tylko, ze mentalnosć większości żon dotyczy tej "wspólności" w przyoadku
                    > wkładu własnego na poziomie "0". Gdy proporcje się zmieniają,
                    > jakoś "wspólność" zastępowana jest przez słowa "ja zarabiam na potrzeby domu".
                    > To tylko taka moja dygresja, bo na wszelkich "forach" czytam właśnie takie
                    > posty. Niepracujące kobitki piszą o "wspólnej" kasie.
                    > Jak się jednak sytuacja odwraca to mówia o "mojej" kasie"
                    Natasza, to nie dotyczy tylko części kobitek, ale także teściów.
                    Teść (jako świadek) na sali sądowej moment kiedy byłem bez pracy nazwał
                    wprost: "on nie chciał utrzymywać dziecka". I w takiej rodzinie jest
                    wychowywana moja córka.
      • e_r_i_n Re: next, koszty dziecka a budżet domowy 31.03.06, 08:42
        an-da napisała:

        > czy macie wspólną kasę niezależnie od różnicy dochodów i uważacie, że tak
        > powinno być w związku?

        Tak, mamy wspolną kasę.
        Mój mąż, jako ze ma dziecko z pierwszego malżenstwa, od swojej kasy 'odciaga'
        alimenty, resztę wrzucamy do wspolnej puli i z niej wydajemy na wspolne (i nie
        tylko) rzeczy.
        • m-jak-magi Re: next, koszty dziecka a budżet domowy 04.05.06, 12:47
          anda, skoro tak jest to masz bardzo proste wylicznie. macie wspolna kase (
          kazde z was te sama kwote wklada do wspolnegpo budzetu ) on odejmuje kwote jaka
          placi na swoje dziecko, ty wobec tego odejmuj kwote jaka wydajesz miesiecznie
          na swoje dziecko ( skoro twoj maz w zadnym stopniu nie chce w tym partycypowac)
          ( mysle ze powinny to byc wydatki na szkole, zajecia dodatkowe itd ) po odjeciu
          tych kosztow pozostanie wam kwota do wspolnego wydatkowania. jesli nie bedzie
          ona wystarczajaca to kazde z was bedzie musialo wniesc do wspolnego budzetu
          wiecej. co do kredytu mieszkaniowego to mysle ze powinnas dowiedziec sie czy
          nie mozesz go refinanswoac. sprawdz czy inne banki nie oferuja nizszych stawek
          i przenies kredyt do innego banku.
    • lilith76 Re: next, koszty dziecka a budżet domowy 31.03.06, 09:50
      my mamy oddzielną kasę. opłaty za czynsz i liczniki płacimy po połowie, zakupy
      na zmianę (z czego supermarketowe opłaca on), częściej jednak zdarza się, że to
      on płaci w sklepach.
      książki, wyjazdy, warsztaty, ubrania, kosmetyki i inne kaprysy opłacam sobie
      sama.
      jednak jako, że zarabiam sporo mniej, to mi czasami zdarza się czyste konto -
      wtedy mój facet przemuje płatności w sklepach. są niekiedy spięcia, ale bywają
      i wtedy gdy kasa jest wspólna (moi rodzice mieli wspólną i matka często słyszła
      jaka to niegospodarna, ciekawe, że forsa topniała tak samo szybko jak wściekła
      oddała ją na tydzień ojcu).
      mój facet zarabia więcej, ale ma do opłacenia alimenty, kupuje doraźnie coś
      dzieciom i - choć stanowczo zaprzecza - żre trzy razy więcej, bardziej
      nieoszczędnie ode mnie (zamiast domowego obiadku funduje sobie pizze + obiad w
      domu).
      • ciemnanocka Re: next, koszty dziecka a budżet domowy 31.03.06, 10:02
        I to chyba jest najlepszy system... My teraz jestesmy w trakcie nad
        zastanawianiem sie nad swoimwink))
        • lilith76 Re: next, koszty dziecka a budżet domowy 31.03.06, 10:14
          tylko, że ten system wali się w gruzy, gdy rodzi się dziecko i kobieta zostaje
          w domu bez własnych dochodów. nie wyobrażam sobie proszenia o pieniądze, nawet
          gdy będą dawane bez dyskusji. przeraża mnie to. wtedy trzeba wypracowac sobie
          inne zasady.

          wychowałam się w domu, gdzie mężczyzna oddaje kobiecie wszystkie pieniądze i ma
          psychiczny luzik. ona się męczy, kombinuje jak przeżyć do pierwszego, wszystko
          opłacić - to skraca życie o kilka lat smile
          im wyższe zarobki faceta, tym on bardziej negatywnie nastawiony do tego modelu,
          bo przeżycie do końca miesiąca to nie jest już łamigłówka godna mistrzowskiego
          sudoku big_grin
    • kicia031 Re: next, koszty dziecka a budżet domowy 31.03.06, 09:51
      Hmm, my mamy dosc podobne sytuacje, ale niestety jest kilka roznic, ktore bym
      ci rekomendowala. Mój chlop teoretycznie zarabia mniej wiecej tyle co ja, pisze
      teoretycznie, bo pracuje w branzy w której za prace placi się po wielu
      miesiącach, jeśli w ogole. Tak wiec codzienne utrzymanie rodziny spada na mnie.
      Wprawdzie chlop jak ma jakis wiekszy wpływ to przynosi i wplaca do mnie na
      konto, ale często jest tak, ze przez kilka miesięcy zarabia tylko tyle co na
      alimenty na swoja córkę, benzyne i inne swoje drobiazgi. Obecnie kupiliśmy
      mieszkanie, które jest na mnie, podobnie jak kredyt, choc chlop ma się
      regularnie dokładać do jego splaty…
      Nie wiem, na ile bliskie sa twoje relacje z next – my tez dochodziliśmy do
      wzajemnego zaufania finasowego przez kilka lat i jeszcze nie do konca udalo się
      nam ustalic pryncypia.I niestety jest tak, ze ja wiecej wkladam do tego
      interesu, zwłaszcza odkad urodzil się nasz wspolny synek – choc, z 2 strony,
      chlop tez wklada tyle ile może. Ale nie wyobrażam sobie, ze mialby placic czesc
      czynszu i czuc się zwolniony z myslenia o rodzinie jako całości.
      A po za tym mimo mojego feminizmu jest zwolenniczka staroświeckiego pogladu, ze
      maz powinien zonie przynieść wyplate, ewentualnie zostawiając sobie pare zloty
      na drobne wydatki. Tak wlasnie teraz do mnie dotarlo, co w tej sytuacji wydaje
      mi się nie halo – twój partner nie musi oczywiście finasowac twojego dziecka,
      ale dziwi mnie ze wydaje mu się, ze dolozy 1/3 do wydatkow i jest OK. Przeciez
      jestes jeszcze ty, jego ukochana kobieta, dlaczego nie poczuwa się do tego, by
      TOBIE ulżyć finansowo? Jak człowiek z którym połączyła cie milosc może liczyc
      się z toba jak współlokator w wynajmowanym mieszkaniu? Ja bym się dobrze
      zastanowila nad jego uczuciami do ciebie…
      Ale jeszcze jedna sparawa: koniecznie musisz naproztowac kwestie alimentow na
      swoje dziecko!!!!!!! Nie piszesz nic o swojej sytuacji w tej materii (może nie
      chcesz, zreszta nie musisz) ale moim zdaniem to jest sprawa w tej chwili
      najwazniejsza! Bo obecnie wszystko spoczywa na tobie całość kosztow utrzymania
      i siebie i dziecka i nic dziwnego ze czujesz się tym przytloczona. Ojciec
      dziecka na nie nie lozy, twój obecny partner, zamiast Ce wspierac, rozlicza się
      z toba jak lichwiarz, nie dziwie się, ze masz dosyc!


      • an-da Re: next, koszty dziecka a budżet domowy 31.03.06, 10:45
        nawet nie to, że mam dosyć, ja już po prostu nie wyrabiam finansowo,
        sprawa jak zwykle ma szerszy kontekst w naszym przypadku, ale chciałam też
        takich ogólnych informacji, jak to się rozkłada w innych rodzinach. I nie mówię
        o rodzinie pierwotnej, ani o takiej, której jedno z dorosłych zarabia, bo to są
        dość proste przypadki.
        natomiast te rodziny drugie, z dziećmi wcześniejszymi...
        nie chodzi mi o, żeby pogonić dziada, bo nie pogonię wink)), ale żeby się dobrze
        czuć w związku.
        Masz rację, dzięki za przypomnienie, że zaufanie do drugiego człowieka, w tym
        finansowe, buduje się przez parę lat i pewnie za parę lat będzie lepiej. Ale
        już dziś trzeba coś ustalić w sprawie zakupów.
        Ja, lat 40, wszystkiego się sama dorobiłam (o alimentach zapomnijmy), nawet nie
        zadawałam sobie sprawy, jak bardzo jestem przyzwyczajona do posiadania i
        dysponowania własnymi pieniędzmi.
        On, lat 52, własna firma, wyszedł ze związku, w którym żona zarabiała tylko na
        waciki, w związku z czym on jest przyzwyczajony do decydowania, dysponowania i
        zarządzania pieniędzmi (żona: "rób, jak uważasz")
        Wszystko byłoby OK, gdybyśmy mieli nadmiar pieniędzy, najwyżej się rezygnuje z
        jakiejś przyjemności, ale ja bez podwyżki od 10 lat, zjadłam już wszystkie
        oszczędności, zrobiłam odchudzenie budżetu osobistego i zaczynam nie wyrabiać
        od 1 do 1-go, on - załamanie rynku i firmy, co jakiś czas kolejne naruszenie
        żelaznych zapasów, no i teraz trzeba coś ustalić...

        dzięki za wszystkie odpowiedzi,
        teraz wiem, że już się chyba nie nadaję do wspólnej kasy, którą (w domyśle) on
        by rządził, bo jest do tego przyzwyczajony
        nie chodzi też o to, że liczymy się "jak żydzi", chodzi o to, że żadne z nas
        nie chce zrobić drugiemu krzywdy, a nie bardzo jest z czego dołożyć

        dzięki kicia - nic od razu, dogadamy się

        powiem wam o co poszła cała awantura:
        nie mamy wspólnego konta, ja nawet nie wiem, ile i na co wydaje, on moje
        dochody i wydatki zna.
        wspólny wyjazd w góry, on płacił w czasie pobytu nasze wydatki, pod koniec ja
        płacę za spanie, dałam pieniądze koleżance do zapłacenia gospodyni, ona
        przynosi resztę 200 zł i mówi, że pani nam taniej policzyła, którą to resztę on
        zgarnia do swojej kieszeni
        po powrocie do domu on mi oddaje jakieś pieniądze, a ja na to, że jeszcze ta
        reszta...
        no i się zaczęło
        żeby było jasne o co mi poszło, o tą drobnostkę, to są moje pieniądze i ja chcę
        nimi zadysponować, nawet jak mam mu je z powrotem oddać

        naprawdę wcześniej nie zdawałam sobie sprawy, jakie to dla mnie ważne wink)





        • kicia031 Re: next, koszty dziecka a budżet domowy 31.03.06, 11:10
          No kurcze coraz wiecej widze podobienstw! Jesteście może troche starsi od nas i
          jeszcze trudniej jest się wam przestawic, chociaz i ja i mój chlop byliśmy sami
          przez wiele lat i przyzwyczailiśmy się do samodzielnego dysponowania swoimi
          pieniędzmi. Ale ja staram się z nim konsultowac swoje wydatki, a on jeszcze
          często ze mna nie – np. podjal się dodatkowo, oprocz alimentow, placic za
          lekcje tenisa swojej corki. Nie zaluje dziecku tych lekcji tenisa, ale uwazam,
          ze powinien ze mna swój plan skonsultowac, (choc i tak bym powiedzila tak, bo
          co bym miala powiedziec?) a nie ze ja się o tym dowiaduje po kilku miesiącach
          przypadkowo…
          Takie rzeczy mnie wpieniaja wiec cie doskonale rozumiem. Niby powoli robi się
          lepiej, ale kurcze, to jest bardzo powoli…
          Tutaj chyba nie da się znaleźć prostego rozwiązanie, tylko rozmawiac,
          rozmawiac, rozmawiac… jeśli się kochacie i staracie porozumiec, to na pewno
          jest pierwszy krok do celu. Nawet jeśli wypracujecie sobie bardzo
          niestandardowe rozwiązanie, wazne byscie byli z niego oboje zadowoleni.
          No i jeszcze raz wroce do tych nieszczesnych alimentow: to naprawde wazne.
          Wprawdzie mój chlop nie kwestionuje nigdy moich wydatkow na moje dziecko ( a sa
          one spore, chyba troche przesadzam), ale może wlasnie powtrzymuje go to, ze mój
          ex placi przyzwoite alimenty, a ja mu na początku wytłumaczyłam, ze placac
          takie alimenty ex ma prawo oczekiwac, ze dziecko będzie mialo zapewniony pewien
          poziom swiadczen.
          Tak mi się tez wydaje, ze waszym problemem jest troche to, ze dochody sa
          niewystarczające w stosunku do potrzeb, wyputalisce się z oszczędności i teraz
          w ogole nie macie poczucia finasowego bezpieczeństwa. Le o tym tez trzeba
          rozmawiac, rozmawiac, az do znudzenia..

          Powoli sobie cos wypracujecie….
        • mangolda Re: next, koszty dziecka a budżet domowy 31.03.06, 11:25
          > teraz wiem, że już się chyba nie nadaję do wspólnej kasy, którą (w domyśle) on
          > by rządził, bo jest do tego przyzwyczajony

          mieszkasz z tyranem
          i w dodatku doplacasz do niego; jeszcze raz podkreslam: gdzie on sie zakwateruje
          za 500 zl?
      • mangolda Re: next, koszty dziecka a budżet domowy 31.03.06, 11:16
        Tak wlasnie teraz do mnie dotarlo, co w tej sytuacji wydaje
        > mi się nie halo – twój partner nie musi oczywiście finasowac twojego dzie
        > cka,
        > ale dziwi mnie ze wydaje mu się, ze dolozy 1/3 do wydatkow i jest OK. Przeciez
        > jestes jeszcze ty, jego ukochana kobieta, dlaczego nie poczuwa się do tego, by
        > TOBIE ulżyć finansowo? Jak człowiek z którym połączyła cie milosc może liczyc
        > się z toba jak współlokator w wynajmowanym mieszkaniu? Ja bym się dobrze
        > zastanowila nad jego uczuciami do ciebie…

        Kicia masz 100% racji
        ich kohabitacja jest na takich zasadach, ze lepiej aby żyli oddzielnie
    • majka1970 Re: next, koszty dziecka a budżet domowy 31.03.06, 10:28
      U nas funkcjonuje podobny system jak u ajmj- wszystko wrzucamy do wspólnego
      wora- na początku m-ca płacimy alimenty+rachunki, tym, co pozostaje
      gospodarujemy wspólnie.Pracujemy oboje i oboje jesteśmy zaangazowani w
      obowiązki domowe.Taki system- o ile pasuje obu stronom- ma tę zaletę, ze nigdy
      nie wiadomo, jak się życie ułoży. Były lata, że ja zarabiałąm duzo wiecej od
      M., był czas,że on był bezrobotny i z mojej pensji utrzymywalismy dom i
      płacilismy alimenty ( było ciezko), ale teraz moje zarobki stanęły w
      miejscu ,za to M. po przekwalifikowaniu się- zarabia więcej ode mnie.
      • an-da Re: next, koszty dziecka a budżet domowy 31.03.06, 10:47
        w sumie to też by mi to odpowiadało
        a powiedz od ilu lat jesteście w związku i czy tak było od początku?
        • majka1970 Re: next, koszty dziecka a budżet domowy 31.03.06, 11:05
          Jesteśmy razem 10 lat.Po rozwodzie M. spłacał wszystkie kredyty, ponieważ były
          na niego ( ex nie pracowała)wiec mimo, iż zarabiał praktycznie nic nie wnosił.
          Potem starcił pracę, wiec utrzymywalismy się z mojej pensji z niej
          regulowalismy alimenty na pasierba.Nie ukrywam ,ze było cieżko.Potem zaszłam w
          ciazę, M. był bez pracy, ale znalazł po jakims czasie- dalej zarabiał mniej niz
          ja, ale zarabiał. Potem juz zawodowo szło lepiej i lepiej, az w koncu doszło do
          punktu, że zarabia duzo wiecej niż ja. On wie, ze moze na mnie liczyć, ja wiem,
          ze mogę na niego.Ponieważ jestem przewlekle chora, nie wiem, jak długo bedę
          czynna zawdowo, więc wtedy pewnie M. będzie nas utrzymywał. Pozdrawiam.Majka
          • an-da Re: next, koszty dziecka a budżet domowy 31.03.06, 12:12
            byłaś go tak pewna od początku, że finansowałaś wasz związek?
            we wmnie jeszcze się odzywa czasami myśl, że oprócz realizowania siebie poprzez
            swoją miłość z M, to mam jeszcze dziecko, które ma tylko mnie, a ja zamiast
            odkładać na jego przyszłość, to finansuję faceta, czyli przejściowy kaprys...
            oczywiście planujemy razem wspólną przyszłość, ale już raz tak planowałam...i
            pikuś, jeszcze musiałam odzyskiwać pieniądze przez firmę windykacyjną
            • majka1970 Re: next, koszty dziecka a budżet domowy 31.03.06, 12:39
              Wiesz- nie kalkulowałam w ten sposób.Może dlatego, że na początku nie było
              naszego dziecka. Miałam gdzie mieszkać, miałam pracę i dwie sprawne ręce.Nie da
              sie wszystkiego przewidzieć naprzód.Moze byc, ze teraz ty go finansujesz, a za
              parę lat on bedzie finansował Ciebie i twoje dziecko.Chyba wszystko zalezy od
              waszego wzajemnego stosunku, czy serio wiążecie ze soba dalsze plany zyciowe,
              czy jestescie z sobą tak tylko w oczekiwaniu na "lepszą okazję".Twoje sytuacja
              jest z pewnoscia bardziej skomplikowana z uwagi na twoje dziecko.Powinnas
              podjąć próbę ściagniecia alimentów, bo to się twojemu dziecku po prostu należy.
          • mangolda Re: next, koszty dziecka a budżet domowy 31.03.06, 12:22
            >Ponieważ jestem przewlekle chora, nie wiem, jak długo bedę
            > czynna zawdowo, więc wtedy pewnie M. będzie nas utrzymywał.

            to się dopiero okaze, chociaż zycze ci abys nie musiala tego sprawdzać....
            • majka1970 Re: next, koszty dziecka a budżet domowy 31.03.06, 13:16
              Oczywiscie,że się okaże. Może się też okazać, że cmoknę go rano przed wyściem
              do pracy w czółko, a gdy wróci zastanie puste mieszkanie i pozew, a mnie w
              nowym mieszkanku z nowym kochasiem.Tak, jak zrobiła jego exsmile
Inne wątki na temat:
Pełna wersja