pamig
13.04.06, 20:20
Witam serdecznie wszystkie forumowiczki po raz pierwszy. Od dłuższego czasu
wczytuje się w Wasze posty i mocno angażuję się w problemy "macoszek", choć
nie jestem jeszcze jedną z Was, ale może wkrótce...Przedstawię się zatem:
Wiadomo jak to się zaczęło

- zakochalam się w mężczyżnie o 10 lat starszym,
on we mnie, jesteśmy ze soba ponad pół roku, niedawno zaczęliśmy mieszkać
razem - wiązemy ze soba przyszłość. Ja mam 26 lat i dwa nieudane związki, on -
nieudane małżeństwo (jest w trakcie rozwodu)i córeczkę 11 letnią, z którą jest
związany emocjonalnie. Jest miedzy nami dobrze, czulam od początku, że
trafiłam na odpowiednią osobę, ale trudno jest mi uporać sobie z jego
przesżłoscią (no i faktem, ze jest dziecko z poprzedniego związku). Jeszcze
nie poznałam jego dziecka, ale nie bardzo chcę tego, boję sie. Boje się, że
ona będzie mnie obwiniać. Na samym poczatku kiedy się poznaliśmy znałam
sytuację i wiedziałam w jaki układ się angażuje. Byłam pełna optymizmu,że
założymy normalną rodzinę i że kiedyś urodzę ukochanemu meżczyźnie dziecko
(tylko szkoda, ze dla niego drugie...). Zastanawiam się - niektórym z Was jest
łatwiej zaakceptować dziecko naszego partnera, niektórym trudniej, ale czy to
ma związek z doświadczeniami z dzieciństwa? Ja ojca swojego prawie nie znałam,
(rodzice rozwiedli się jak miałam 2 latka - nie widzialam go 10 lat), a kiedy
zalozył druga rodzinę po prostu zerwał ze mną kontakty. Mam takie poczucie, że
nie chcę budować swojego szczęścia na cierpieniu tej dziewczynki, która
chcialaby widywać się z ojcem częściej niż raz na tydzień... Czy któraś z Was
miała kiedyś podobne odczucie?