Dodaj do ulubionych

Czy tak mozna?

24.04.06, 17:32
Problem nie dotyczy mnie, ale mojej bliskiej kolezanki, zwiazanej z dzieciatym
rozwodnikiem (10letnia corka). Eksia postanowila wyjechac na roczne stypendium
do Stanow. Corki nie chce zabrac glownie ze wzgledu na szkole, ale mala tez
nie za bardzo ma ochote jechac. W zwiazku z tym eksia poinformowala bylego
meza, ze na ten rok przekazuje mu opieke nad corka. Kolezance perspektywa
zamieszkania z pasierbica i macochowania 24h na dobe raczej sie nie usmiecha.
I zastanawialysmy sie, czy matka w ogole moze tak zrobic? Ma prawo po prostu
wyjechac i zwalic dziecko ojcu na glowe bez pytania go o zdanie? Dodam, ze
miejsce pobytu dziecka jest ustalone przy matce, facetplaci zasadzone alimenty
i widuje sie z corka w miare mozliwosci czasowych.
Obserwuj wątek
    • atenais Re: Czy tak mozna? 24.04.06, 18:16
      Generalnie kwestia uzgodnienia - wypadałoby porozmawiać wczesniej z byłym mezem,
      a on powinien zaptać Twoja kolezanke, co ona na to. Moze jest to szansa na
      nawiazanie z mala lepszego kontaktu (ma 10 lat, wiec jest jeszcze plastyczna).
      Ja bym sie zgodzila, aby Mlody byl u nas.
    • m-m-m Re: Czy tak mozna? 24.04.06, 18:55
      Ma prawo po prostu
      > wyjechac i zwalic dziecko ojcu na glowe bez pytania go o zdanie? Dodam, ze
      > miejsce pobytu dziecka jest ustalone przy matce, facetplaci zasadzone alimenty
      > i widuje sie z corka w miare mozliwosci czasowych.


      Tę sprawę trzeba załatwić formalnie i myślę, że zadecyduje o tym sąd: po
      pierwsze zmienić miejsce pobytu dziecka, ustalić jakie alimanty na czas pobytu
      córki u ojca matka będzie płciła (a ojciec w tym momencie przestaje płacić
      matce), ustalić jak na czas jej wyjazdu ma być rozwiązane decydowanie o
      dziecku, gdyby była np. potrzbna nagła operacja, a drugiego rodzica nie ma w
      kraju i nie może on od ręki podpisać zgody na takową.
      Podejrzewam, że sąd przychyli się ku temu by dziecko zostalo w Polsce ze
      względu na otoczenie, dalszą rodzinę (dziadkowie, ciotki, wujkowie),
      rówieśników i szkołę (zawsze takie zmiany są dla dziecka niekorzystne).
      Co do pytania ojca o zdanie czy chce się córka zajmować, przejąC opiekę: ma on
      pełnię władzy rodzicielskiej, a więc i wręcz takowy obowiązek jeśli zajdzie
      taka potrzeba. Jeśli sąd uzna, że to jest zasadne to ojciec opiekę otrzyma. Nie
      sądzę by brał pod uwagę muchy w nosie partnerki ojca.
    • magret65 Re: Czy tak mozna? 24.04.06, 18:59
      Ja też bym się zgodziła.Tym bardziej, że różnie to w życiu bywa! Gdyby matki
      zabrakło, to dziewczynka na pewno też zostałaby z ojcem. Gdy kobieta decyduje
      się na "faceta z odzysku", to, moim zdaniem, bierze go z całym bagażem i
      przeszłością! Ja nie miałabym po prostu serca nie przyjąć dziecka, które
      przecież na tak długi okres straci matkę! Na pewno nie będzie łatwo i na to
      trzeba się przygotować. A co ma powiedzieć tak małe dziecko, które będzie w
      zupełnie nowym dla siebie środowisku?! Jej też trzeba jakoś wytłumaczyć, że
      mamusia na tak długo ją zostawia!A do tego koleżanka nie najlepiej do małej
      nastawiona! Czy oni mają już też swoje dzieci?
      Inna sprawa, że matka powinna była najpierw wszystko omówić z ojcem dziecka, a
      on z Twoją koleżanką. Dla mnie jednak to forma. Jaka by nie była postawa matki,
      dziecko musi mieć godziwe warunki i czuć się bezpieczne i kochane! To nie
      piesek, czy kotek, które komukolwiek można ewentualnie oddać na przechowanie.
      Jednak, patrząc trzeźwo na życie, oczekiwałabym, że matka dołoży się do
      utrzymania małej, a więc zostawi jakieś pieniądze lub będzie miesięcznie coś
      wysyłała, aby nie było, że dziecko utrzymuje tylko jedna strona!
      Gdyby to Twoja koleżanka miała swoje dziecko, to pewnie wiążąc się z facetem
      uznałaby za naturalny fakt, że jej pociecha wchodzi po prostu do rodziny i -
      ale to moje osobiste zdanie! - w ten sam sposób powinna potraktować dziecko
      swojego partnera, czy męża! Przypuszczam Julio, że się przyjaźnicie, więc radzę
      jeszcze raz przedyskutować wszystko na spokojnie! A może z małą uchwyci
      naprawdę dobry kontakt i nie będzie źle?! Facet na pewno będzie wdzięczny!
      Wydaje mi się, że to prawdziwy gest miłości, gdy kochając faceta akceptujemy
      też jego dzieci. Pomyśl, ta mała dziewczynka będzie przecież przyrodnią siostrą
      dzieci Twojej koleżanki, gdy rodzina im się powiększy! Trzymaj się cieplutko! M
      • kasia_kasia13 Re: Czy tak mozna? 24.04.06, 19:07
        >Inna sprawa, że matka powinna była najpierw wszystko omówić z ojcem dziecka, a
        > on z Twoją koleżanką.

        Dlaczego uwazasz, ze matka powinna to omowic z ojcem dziecka? I co omowic?
        Spytac sie go o pozwolenie czy jak? Czy ojcowie, ktorzy (z roznych wzgledow)
        przeprowadzaja sie po rozwodzie do innego miasta, w jakikolwiek sposob omawiaja
        to ze swoimi ex?


        Dla mnie jednak to forma. Jaka by nie była postawa matki,
        >
        > dziecko musi mieć godziwe warunki i czuć się bezpieczne i kochane! To nie
        > piesek, czy kotek, które komukolwiek można ewentualnie oddać na przechowanie.

        Nie "komus" tylko ojcu. I jesli ten ojciec jest ojcem z prawdziwego zdarzenia,
        to nie rozumiem, dlaczego dziecko mialoby sie nie czuc przy nim bezpiecznie i
        kochane. Chyba, ze nie jest...
        • e_r_i_n Re: Czy tak mozna? 24.04.06, 19:10
          kasia_kasia13 napisała:

          > Czy ojcowie, ktorzy (z roznych wzgledow) przeprowadzaja sie po rozwodzie do
          > innego miasta, w jakikolwiek sposob omawiaja to ze swoimi ex?

          Taka przeprowadzka tak bardzo, jak w tym przypadku, nie przestawia zycia,
          prawda?
          • kasia_kasia13 Re: Czy tak mozna? 24.04.06, 19:12
            >
            > Taka przeprowadzka tak bardzo, jak w tym przypadku, nie przestawia zycia,
            > prawda?

            Oczywiscie, ze nie. Bo dziecko i tak mieszka z matka (tatus je "tylko" bedzie
            rzadziej odwiedzal) i to sie nie zmieni. Innymi slowy, ojcowie maja pelna
            swobode poruszania sie po swiecie, matki musza wciaz kazdy swoj ruch uzgadniac
            i omawiac ze swoimi ex.
            • e_r_i_n Re: Czy tak mozna? 24.04.06, 19:13
              kasia_kasia13 napisała:

              > Innymi slowy, ojcowie maja pelna swobode poruszania sie po swiecie, matki
              > musza wciaz kazdy swoj ruch uzgadniac i omawiac ze swoimi ex.

              Dokladnie tak. To jest koszt przyznania opieki nad dzieckiem.
        • magret65 Re: Czy tak mozna? 24.04.06, 22:52
          Kasiu! Uważam, że rodzice, dla dobra dziecka, powinni omawiać wspólnie
          WSZYSTKIE sprawy, także np. przeprowadzkę ojca do innego miasta, o której
          piszesz!
          Nie wiadomo, jak często dziecko do tej pory przebywało z ojcem. W końcu jego
          dom jest jednak przy matce. Jak wynika z postu, tato dziewczynki żyje teraz z
          obcą dla niej kobietą. Na tej podstawie więc sądzę,/ nawet jeżeli ojciec bardzo
          ją kocha, o czym się tu nie pisze/ że dziecku nie będzie łatwo! Jeżeli ojca
          widuje np. tylko w weekendy, to nie może mieć z nim niestety aż tak dobrych
          relacji, jak z mamą -już przez sam fakt, że zbyt rzadkie są to widzenia. To
          oczywiście tylko moje prywatne zdanie. Ty masz prawo mieć inne!
          To" komuś" odnosiło się do pieska lub kotka, które oddaje się pod opiekę
          jakiejś zaufanej, ale obcej osobie. 100% się z Tobą zgadzam, że ojciec to
          nie "ktoś", ale to najbliższa dziecku i najbardziej kompetentna osoba, która
          powinna się małą zająć, jeżeli matka rzeczywiście wyjedzie.
          Nie moje prawo osądzać matkę i naprawdę nie chcę tego robić,bo wiem, że w życiu
          bywa różnie i różne są motywacje. Jednak ja nie mogłabym sobie wyobrazić, że na
          cały rok zostawiłabym tak małe dziecko!Do tego wiedząc, że eks mieszka z inną,
          niechętną dziecku kobietą! Pozdr. M
        • damiri Re: Czy tak mozna? 25.04.06, 18:55
          Czyli ty nie uwazasz, ze jest tu cokolwiek do omawiania? Matka ma po prostu w
          drodze na lotnisko niespodziewanie podrzucic dziecko ojcu? Kazda wieksza zmiana
          sytuacji powinna byc omowiona z drugim rodzicem przed faktem.
      • e_r_i_n Re: Czy tak mozna? 24.04.06, 19:12
        magret65 napisała:

        > Gdy kobieta decyduje się na "faceta z odzysku", to, moim zdaniem, bierze go z
        > całym bagażem i przeszłością!

        Kobieta wiaze sie z facetem, ktory z dzieckiem nie mieszka. I na takie sie
        decyduje. Byc moze, gdyby dziecko mieszkalo z ojcem, zwiazku z ta kobieta by
        nie bylo.
        Oczywiscie jest prawdopodobne, ze kiedys moze sytuacja sie zmienic
        i dziecko zamieszka z ojcem, ale decyzje podejmuje sie na podstawie
        terazniejszosci - trudno sobie wyobrazic swoje zachowanie w obliczu zmiany, o
        jakiej pisze.
        • kasia_kasia13 Re: Czy tak mozna? 24.04.06, 19:15
          > Oczywiscie jest prawdopodobne, ze kiedys moze sytuacja sie zmienic
          > i dziecko zamieszka z ojcem, ale decyzje podejmuje sie na podstawie
          > terazniejszosci

          Myslacy czlowiek stara sie jeszcze przewidywac pewne sytuacje.
          • e_r_i_n Re: Czy tak mozna? 24.04.06, 19:17
            Ale myslacy czlowiek wie, ze nie moze przewidziec, jak sie zachowac w sytuacji,
            w ktorej nigdy nie byl. I sie moze zarzekac, ze bez watpliwosci zgodzilby sie
            na zamieszkanie dziecka meza, co nie zmienia faktu, ze w obliczu faktycznej
            decyzji watpliwosci moglyby sie pojawic.
        • mangolda Re: Czy tak mozna? 24.04.06, 20:47
          e_r_i_n napisała:


          > Kobieta wiaze sie z facetem, ktory z dzieckiem nie mieszka. I na takie sie
          > decyduje. Byc moze, gdyby dziecko mieszkalo z ojcem, zwiazku z ta kobieta by
          > nie bylo.

          masz rację Erin, tez nie przyjelabym pod swoj dach żadnego z eksiowych dzieci,
          wiążac się z M. godzilam sie na alimenty i na NIC wiecej. nie wyobrazam sobie,
          ze ktos tak drastycznie ingeruje w moje poukladane życie.
            • mangolda Re: Czy tak mozna? 24.04.06, 21:23

              > Czy to oznacza, że rozwiodłabyś się z M.,

              nie mogę rozwiesć się z M., ponieważ mamy ślub kościelny smile
              a poza tym rodzina jest dla nas warością

              > gdyby taka sytuacja jak obecność
              > dzieci pod jednym dachem z Tobą miała nastąpić?

              zapewniam cie, ze taka sytuacja nie nastąpi, ponieważ w wiadomej kwestii poglądy
              moje i M. są identyczne; on paci na tamte dzieci dopóki musi, ale nie mieszka z
              nimi i koniec.
              • m-m-m Re: Czy tak mozna? 24.04.06, 21:29
                I dla Ciebie do pogodzenia są wartości chrześcijańskie z odrzuceniem jego
                dzieci z poprzedniego związku?

                zapewniam cie, ze taka sytuacja nie nastąpi

                Nigdy nie mów nigdy. Matka dzieci może np. nagle umrzeć i co wtedy?
                • mangolda Re: Czy tak mozna? 24.04.06, 21:50

                  > I dla Ciebie do pogodzenia są wartości chrześcijańskie z odrzuceniem jego
                  > dzieci z poprzedniego związku?

                  kościol nie uznaje rozwodow i dzieci z poprzednich "związkow"
                  tylko ze mną M. ma ślub kościelny
                  tamte "związki" są wiec nie ważne

                  > zapewniam cie, ze taka sytuacja nie nastąpi
                  >
                  > Nigdy nie mów nigdy. Matka dzieci może np. nagle umrzeć i co wtedy?

                  M. partycypuje w opiece nad dziecmi lożąc na nie i nic sie w tej kwestii nie
                  zmieni, chyba że po mojej śmierci wink
                  • m-m-m Re: Czy tak mozna? 25.04.06, 07:28
                    kościol nie uznaje dzieci z poprzednich "związkow"

                    A cóż to za fantastyczne curiosum???Od kiedy to Kościół nie uznaje dzieci z
                    innych związków???? To znaczy jak nie uznaje? Nie chrzci ich? Nie uważa ich za
                    ludzi godnych zbawienia? Nie uważa, że takie dziecko ma ojca i matkę? I ma
                    prawo do rodziny???

                    Brudnego cyganiaka przyniosę księdzu do kościoła i on ma obowiązek (podkreślam
                    OBOWIĄZEK) go ochrzcić!

                    To co Ty napislaś to jakies bzdury rodem z XIX-wiecznego ciemnogrodu!


                    M. partycypuje w opiece nad dziecmi lożąc na nie i nic sie w tej kwestii nie
                    > zmieni, chyba że po mojej śmierci wink



                    I uważasz, z inni krewni dzieci wezmą je do siebie po smierci ich matki
                    wiedząc, ze jest całkowicie zdolny do opieki ojciec? I to dla Ciebie nie jest
                    problem moralny? Czujesz sie rozgrzeszona, bo ubzdurałaś sobie, że Kościół nie
                    uznaje dziecci z innych zwiazków? Który ksiąz Ci takich bzdur nagadał????


                    Mr-ska, pomocy!!!
                    Znasz się doskonale na przepisach kościelnych, pomóż tu!
    • mangolda Re: Czy tak mozna? 24.04.06, 19:28
      Mala ma chyba jakąś rodzinę - babcię, dziadka, ciotkę, są jeszcze znajomi,
      sąsiedzi, mozna starać się o umieszczenie dziecka w rodzinie zastępczej,
      pogotowiu opiekuńczym domu dziecka, a nie od razu wywracać do góry nogami życie
      obcych ludzi. Z resztą kto to widzial, zeby matka latala po swiecie, a dziecko
      bez opieki.
        • mangolda Re: Czy tak mozna? 24.04.06, 20:00
          m-m-m napisała:

          > Jakich obcych??? Przecież to małej ojciec, a nie sąsiad zza ściany!

          zapomnilas o jego nowej zonie, ona jest obca dla tego dziecka i wiąząc sie z
          facetem zgadzala sie na odwiedziny, a nie na wspolne zamieszkanie. z reszta
          zauwaz: mieszkanie nalezy do niej, wiec ona tu decyduje, czy chce przyjac pod
          swoj dach obca osobe.
          • m-m-m Re: Czy tak mozna? 24.04.06, 20:08
            No więc ku ścisłości: czym się różni przebywanie dziecka u znajomych, a czym u
            ojca i macochy? Ano tym, że dziecko ma rodzica o pełej władzy rodzicielskiej i
            niestety to owa druga żona musiała wiedzieć wcześniej i musiała liczyć się z
            tym, że sytuacja pobytu z pasierbicą pod jednym dachem kiedyś może nastąpić.
            Dziecko to ma dwoje rodziców i absurdem jest by było przez rok u dziadków, bo
            tatuś ma drugą żonę.
            Jeśli mieszkanie należy do niej to na ten rok ojciec powinien poszukać dla
            siebie i dziecka innego lokum skoro macocha nie zgadza się na pobyt pasierbicy.
            • jula55 Re: Czy tak mozna? 24.04.06, 20:15
              > Jeśli mieszkanie należy do niej to na ten rok ojciec powinien poszukać dla
              > siebie i dziecka innego lokum skoro macocha nie zgadza się na pobyt pasierbicy.

              Teoretycznie tak. W praktyce bariera sa finanse. Facet nie zarabia duzo, dlatego
              do tej pory placil stosunkowo niskie alimenty. Jesli teraz eksia zlosliwie
              proponuje mu identyczna sume (przy znacznie wyzszych zarobkach), oznacza to, ze
              bedzie musial wydawac na dziecko wiecej niz do tej pory. Do tego dochodza koszty
              wynajmu mieszkania.
              Zreszta to nie jest jedyny powod - oni mieszkaja razem kilka lat. Chcialabys
              przez rok byc zmuszona do mieszkania oddzielnie?
              • m-m-m Re: Czy tak mozna? 24.04.06, 20:23
                Ale kto mówi, że on by cokolwiek płacił exowej mając małą u siebie? Wtedy, po
                sądowym ustaleniu miejsca pobytu dziecka pzry ojcu, to exowa bylaby zobowiazana
                do alimentacji na rzecz dziecka.


                Zreszta to nie jest jedyny powod - oni mieszkaja razem kilka lat. Chcialabys
                > przez rok byc zmuszona do mieszkania oddzielnie?


                Patrzę na to z perspaktywy pasierbicy, którą kiedyś byłam: ja doskonale
                pamiętam co to znaczy, gdy rodzice się rozwodzą i wiem jaki to jest strach
                przed utratą któregoś z nich. W tej historii żadne z nich dziecka nie chce. To
                straszne.
                Zreszta to tylko rok, nawet nie cały bo 10 m-cy, koleżanka może niech jednak
                spróbuje postawić się w sytuacji tego dzieciaka.
                • jula55 Re: Czy tak mozna? 24.04.06, 21:04
                  Nie zrozumialas. On do tej pory placil niewielkie alimenty ze wzgledu na niskie
                  zarobki. Reszte dokladala eksia, ktora miala nieporownanie lepsza sytuacje
                  finansowa. Eksia pokrywala wiecej niz 50% wydatkow. Teraz proponuje facetowi
                  alimenty w takiej wysokosci w jakiej on placil. Co oznacza, ze bedzie teraz
                  musial znacznie wiecej wydawac na dziecko(koszty ewentualnego wynajmu
                  mieszkania pomijam). Chyba ze rzeczywiscie ustala alimenty w sadzie i alimenty
                  te beda wyzsze.
                  • m-m-m Re: Czy tak mozna? 24.04.06, 21:08
                    Ale tym się nie przejmuj. Sąd ustali alimenty nie takie jak chce exia dać
                    dziecku tylko takie jakie ma ona możliwości zarobkowe. Jej mozliwości są duże,
                    więc i dużo będzie miała zasądzone, a nie tyle co M. To nie jest proste
                    zamienienie się rolami.
      • atenais Re: Czy tak mozna? 24.04.06, 19:33
        A jak facet jedzie na rok czy dwa na kontrakt to jest oki??? Każdy ma prawo się
        rozwijać zawodowo - kwestia tylko ustalenia między rodzicami, oraz
        przeprowadzenia tego tak b Mała jak najmniej cierpiała. Umówienia się na
        telefony mamy - np. codziennie wiedzorem itp.
        • m-m-m Re: Czy tak mozna? 24.04.06, 21:02
          Wiesz, Zonka, ja uważam, że macocha nie musi chcieć dzieci M. pod jednym
          dachem. Ale jeśli tak życie się ułoży, że jednak te dzieci muszą być pod opieką
          ojca to jest zawsze wyjście rozwodu z facetem, bo jakoś oddania tych dzieci do
          domu dziecka w przypadku żyjącego i cakowicie zdolnego do pełnienia władzy
          rodziciejlskiej rodzica sobie nie wyobrażam.
          • zonka77 Re: Czy tak mozna? 24.04.06, 21:09
            no właśnie ja też sobie nie wyobrażam i stąd moje zadziwienie postami magnoldy.
            Co do macochy - tak, zdecydowanie i oczywiście ona może odejść jeśli uzna że jej
            to nie odpowiada i przeszkadza tak bardzo że nie może z facetem być.
        • zonka77 Re: Czy tak mozna? 24.04.06, 21:07
          Tak czytam i nie rozumiem. Dla mnie to oczywiste że jeśli matka musi wyjechać to
          dzieckiem zajmuje się ojciec. Nie powiedziałabym słowa sprzeciwu. Chcielibyśmy
          takie same alimenty jakie dajemy i tyle.
          A co jeśli matce coś się stanie? Też należałoby oddać dziecko do pogotowia
          opiekuńczego? Jejku, co to wogole za pomysł. Brrr
          Ale swoją drogą forma załatwienia sprawy też jest ważna. Matka powinna
          porozmawiać z ojcem, a ojciec ze swoją partnerką. No a partnerka nie ma tutaj
          rzeczywiście za wielkiego wyboru i niestety naprawdę myślę że trzeba się z czymś
          takim liczyć jesli ma się faceta dzieciatego...on przecież nie przestaje być
          dzieciaty nigdy.
          • m-m-m Re: Czy tak mozna? 24.04.06, 21:11
            Ja patrzę na to, że to dziecko też niema żadnego wpływu na swój los. Musi być
            tam, gdzie zadecydują rodzice i tak sobie wyobrażam, że moja śp. mama mogła
            kiedyś powiedzieć, że ona ma drugiego męża to niech ja sobie pójdę do domu
            dziecka, albo gdziekolwiek indziej, byle nie burzyć jej ustabilizowanego życia.
          • zonka77 Re: Czy tak mozna? 24.04.06, 21:12
            no i uzupełniam wypowiedź, jeśli macocha nie chce i nie wyobraża sobie to zawsze
            może zamieszkać osobno. Albo zażądać żeby to ojciec się całkowicie zajmował
            dziećmi. Albo się rozwieść i odejść ale nigdy nie oddać dzieci do jakiegoś domu
            dziecka czy pogotowia opiekuńczego.
              • atenais Re: Czy tak mozna? 24.04.06, 21:19
                Ja też... Pracujemy 24h (własna firemka) ale dla Młodego zawsze się znajdzie
                czas, a na pewno nie wyobrażam sobie, aby miał się gdzieś włóczyć po domach
                dziecka... Mam kawalerkę na razie, a i tak miałby w niej wsój kącik. To gorsze
                niż zdrada sad Zdradzona kobieta/mężczyzna sobie poradzi, zdradzone dziecko ma
                rysę na całe życie.
        • poxywka Re: Czy tak mozna? 24.04.06, 21:55
          Boszsz.. nie wiadomo czy smiac sie czy plakac. Magnolde to uznalam na swoj
          prywatny uzytek za trola i nie biore na serio, no ale tu nie tylko ona ma takie
          pomysly. Mam to poczucie, ze wybralam na ojca takiego faceta, ktory nie
          opuscilby swojego dziecka. Myslalam, ze to blizej standardu ale widze ze
          niebardzo. Ale siebie w roli matki wyjezdzajacej na stypendium bez dziecka tez
          jakos sobie nie moge wyobrazic.
          pozdrawiam
          poxywka
      • magret65 Re: Czy tak mozna? 24.04.06, 23:04
        Mangolda, a Ty byś chciała, żeby Twoje dziecko wysyłano po ciociach, czy
        rodzinach zastępczych, gdyby,NIE DAJ BOŻE, Tobie się coś stało, a Twój mąż
        miałby w planie nowy związek?! Jakakolwiek by nie była postawa matki,
        odpowiedzialna, czy też nie, ojciec ma obowiązek i powinien też, w moim
        przekonaniu, mieć taką potrzebę, żeby zająć się własnym dzieckiem! Ja bym nie
        szanowała mojego M, gdyby wypiął się na swoją córkę i nie chciał jej zabrać do
        nas, gdyby matka, z jakichkolwiek powodów, nie mogła lub nie chciala się nią
        zajmować! M
        • mangolda Re: Czy tak mozna? 24.04.06, 23:31

          magret65 napisała:

          > Mangolda, a Ty byś chciała, żeby Twoje dziecko wysyłano po ciociach, czy
          > rodzinach zastępczych, gdyby,NIE DAJ BOŻE, Tobie się coś stało, a Twój mąż
          > miałby w planie nowy związek?!

          za nic w świecie nie chcialabym aby moje dziecko wychowywala macocha, moje
          dziecko to nie kopciuszek. w razie nieszczęscia zajmą się nim moi rodzice lub
          brat z żoną, ja tez zajelabym sie ich dzieckiem - to jest prawdziwa rodzina, a
          nie żadna tam "nowa rodzinka". w ostateczności niech już lepiej trafi do rodziny
          zastępczej, niż do macochy.
          • magret65 Re: Czy tak mozna? 25.04.06, 22:35
            cytat od mangoldy:"za nic w świecie nie chcialabym aby moje dziecko
            wychowywala macocha, moje
            > dziecko to nie kopciuszek. w razie nieszczęscia zajmą się nim moi rodzice lub
            > brat z żoną, ja tez zajelabym sie ich dzieckiem - to jest prawdziwa rodzina, a
            > nie żadna tam "nowa rodzinka". w ostateczności niech już lepiej trafi do
            rodzin
            > y
            > zastępczej, niż do macochy."
            Wiesz, dla mnie takie myślenie jest trochę wypaczone! Dlaczego niby Twoi
            rodzice, czy rodzina brata byłaby lepsza niż rodzony ojciec i jego żona?! W
            końcu żona brata też dla Twojego dziecka jest obcą kobietą, która weszła do
            rodziny. Dlaczego zabrałabyś dziecko ojcu, a powierzyłabyś rodzicom, czy
            bratu?! Tak mało cenisz Swojego męża i wolisz dalszych krewnych niż ojca?!
            Ciekawe,jak Ty byś się czuła, gdyby to Twój mąż zarządził, że w razie jakiegoś
            nieszczęścia, WASZE dzieci miałyby pozostać z jego rodzicami lub rodzeństwem, a
            nie z Tobą! Całkowicie mnie zaskoczyłaś! Nic dziwnego, że są kobiety, które po
            rozwodach krzywdzą dziecki nie dopuszczając ich do ojca! Ale skoro ich zdaniem
            ojciec to już nie rodzina, a liczą się tylko krewni ze strony matki, to nie ma
            o czym mówić! Tylko w przyszłości nie należy się dziwić, że nasze dzieci nie
            potrafią sobie ułożyć własnego życia! M
            • mangolda Re: Czy tak mozna? 25.04.06, 23:10
              calkowicie mnie nie zrozumialas
              nie mam nic przeciwko temu aby po mojej smierci mąż sam wychowywal nasze
              dziecko/dzieci, gdyby jednak ponownie chcial sie z kims zwiazac to tylko z
              osoba, ktora przysposobilaby dzieci i wychowywala je jak wlasne. zdarzaja sie
              nieszczescia i czasem trzeba sobie radzic w trudnej sytuacji, ale uklad riodzic
              + dziecko + obca osoba jest dla mnie chory. dzieci powinny wychowywac sie we
              wspolnocie.
              • luna67 Re: Oj magnola, magnola 25.04.06, 23:19
                magnola, nie denerwuj sie tak, przyznam sie, ze to tez nie wzor dla samych
                dzieci; tata, macocha albo ciocia, mama, przyjaciel albo wujek, 4-ry babcie i
                4-rech dziadkow, uff wystarczy, sama bym sie nie polapalawink
              • magret65 Re: Czy tak mozna? 26.04.06, 09:01
                Mangolda napisała: "nie mam nic przeciwko temu aby po mojej smierci mąż sam
                wychowywal nasze
                > dziecko/dzieci, gdyby jednak ponownie chcial sie z kims zwiazac to tylko z
                > osoba, ktora przysposobilaby dzieci i wychowywala je jak wlasne. zdarzaja sie
                > nieszczescia i czasem trzeba sobie radzic w trudnej sytuacji"
                Wiesz, ja myślę, że większość kobiet jest normalna i jeżeli już są z facetami,
                którzy mają dzieci z wcześniejszych związków, to są do nich nastawione
                pozytywnie. Wiadomo, że uczuciami nie da się sterować i z tym bywa różnie, ale
                myślę, że w większości przypadków, jeżeli niestety zabraknie matki lub musi ona
                gdzieś wyjechać na dłużej, najlepszy układ dla dziecka to pozostanie przy ojcu.
                W końcu to przecież ojciec! A większość kobiet, już z samego faktu bycia
                kobietą, jest z natury opiekuńcza. Pozdr. M
          • nangaparbat3 Re: Czy tak mozna? 30.04.06, 00:38
            mangolda napisała:

            >
            > magret65 napisała:
            >
            > > Mangolda, a Ty byś chciała, żeby Twoje dziecko wysyłano po ciociach, czy
            > > rodzinach zastępczych, gdyby,NIE DAJ BOŻE, Tobie się coś stało, a Twój mą
            > ż
            > > miałby w planie nowy związek?!
            >
            > za nic w świecie nie chcialabym aby moje dziecko wychowywala macocha, moje
            > dziecko to nie kopciuszek. w razie nieszczęscia zajmą się nim moi rodzice lub
            > brat z żoną, ja tez zajelabym sie ich dzieckiem - to jest prawdziwa rodzina, a
            > nie żadna tam "nowa rodzinka". w ostateczności niech już lepiej trafi do
            rodzin
            > y
            > zastępczej, niż do macochy.

            a ja spokojnie powierzyłabym dziecko macosze - no ale ona nie ma z Eksem ślubu,
            nawet cywilnego, więc nie docenia wartości rodziny smile)
            Mangolda, ja nie jestem specjalnie wierząca, ale pomodlę się za dzieci Twego
            męża koscielnego, zeby nigdy nie były zdane na Waszą opieke.
    • luna67 Re: Widzialy galy co braly:-) mam na mysli chlopa 24.04.06, 22:19
      Dziewczyny przestancie na siebie warczyc, jedno nas laczy ("macochy"), ale to
      nie znaczy, ze kazda ma miec takie same poglady, ze kazda ma byc dobra,
      wyrozumiala, cierpliwa, kochana macocha.

      Jezeli Magnola na poczadku przedstawila swoje poglady mezowi, na co sie zgodzil
      bo z nia zyje, to w czym problem? Teraz mozna powiedziec odwrotnie kierujac te
      slowa do meza: "widzialy galy co braly"
          • jayin Re: Widzialy galy co braly:-) mam na mysli chlopa 25.04.06, 08:26
            m-m-m napisała:

            > tyle że dziecku tez powiesz że jego tatuś widział co brał i
            > w związku z tym niech dziecko spada w razie czego do babci, cioci ewentualnie
            > domu dziecka???

            W sumie...
            Zależy JAKI to jest ojciec i JAKA to jest babcia/ciocia/etc. :=)

            Pomijając fakt, że W OGÓLE nie wyobrażam sobie zostawienia 10-letniego dziecka na rok i wyjazd "gdzieś" - to w takim przypadku, gdy ojciec dziecka byłby tylko "ojcem raz na ruski rok" - i nie miałby z dzieckiem dużego kontaktu z jakichś powodów - to jasne, że byłabym skłonna bardziej sobie wyobrazić "oddanie" dziecka komuś z rodziny, z kim dziecko czułoby się bardziej związane niż z "ojcem biologicznym", którego widzi np. raz na miesiąc, czy nawet nie tak często. Bo "dom ojca" nie zawsze oznacza, że jest to dobre miejsce dla dziecka. Tak samo czasem jak "dom matki". Ale to chyba rzadziej. Ze względów atawistycznych zaprzeszłości gatunkowych :=)

            Co innego, gdyby dziecko było mocno związane z ojcem - wtedy to kwestia ustalenia. Czy taki ojciec jest w stanie podjąć się pełnej opieki przez ten rok, nad dzieckiem. Bo przecież może "w stanie nie być". Tak samo jak się to stwierdza "przed sądem" - kto jest w stanie zapewnić dziecku pełną opiekę, ten "otrzymuje" dziecko. A kto nie - no to "very sorry" i gut baj. Czasem słusznie taka decyzja zapada, czasem nie.
              • jayin Re: Widzialy galy co braly:-) mam na mysli chlopa 25.04.06, 09:41
                m-m-m napisała:

                > Mnie powalił pomysł, żeby oddac dziecko do znajomych, albo do pogotowia
                > opiekunczego, a nie do "obcych" jakimi sa ojciec i nowa jego żona.
                > Znajomi i pogotowie opiekuńcze to na pewno "prawdziwa rodzina".

                najwyraźniej Mangolda ma dość specyficzny pogląd na TE sprawy smile
                • mangolda Re: Widzialy galy co braly:-) mam na mysli chlopa 25.04.06, 10:57
                  > m-m-m napisała:
                  >
                  > > Mnie powalił pomysł, żeby oddac dziecko do znajomych, albo do pogotowia
                  > > opiekunczego, a nie do "obcych" jakimi sa ojciec i nowa jego żona.
                  > > Znajomi i pogotowie opiekuńcze to na pewno "prawdziwa rodzina".

                  czym sie wg ciebie różni macocha od znajomej, albo wychowawczyni z domu dziecka?
                  • m-m-m Re: Widzialy galy co braly:-) mam na mysli chlopa 25.04.06, 11:15
                    Masz negatywny stereotyp macochy.
                    Wychowawczyni przychodzi do PRACY. Płacą jej za to, że zajmuje się tymi dziećmi
                    w godzinach od do. Najczęściej nie podchodzi indywidualnie do każdego dziecka
                    (jest ich zwykle spora grupa).
                    Macochy sa różne, mniej lub bardziej doświadczone. Tak jak rózne są matki -
                    mniej lub bardziej odpowiedzialne.
                    Ja decydując się na faceta z dzieckiem wiedzialam w co wchodzę, gdyż sama
                    kiedyś byłam pasierbicą i miałam ojczyma. Znane mi są z autopsji odczucia
                    takiego dziecka, więc mogę lepiej ogarnąć i zrozumieć problem opieki nad
                    dzieckiem z rodziny rozbitej. Nie twierdzę, że wszystko co robię dla i wokół
                    mojego pasierba jest idealne, idealni rodzice też nie istnieją. Wiem też, że
                    dla macochy poprzeczka jest ustawiona daleko wyżej. Wiem, że oczejkuje się by
                    dawała jak matka, ale by nie oczkiwała ona niczego w zamian w postaci
                    przywiązania dziecka.
                    Ale ta macocha nie jest sama: jest z OJCEM dziecka, który powinien moim zdaniem
                    wziąć na siebie wychowanie tegoż dziecka, an ie zwalać tego na macochę.
                    Poiwinien cały czas aktywnie brać udział wychowawczy, macocha dla dziecka jest
                    osobą dodatkową, a nie główną. Główną jest i pozostanie ojciec jako rodzic. I
                    to on powinien wpływac na kształtowanie postaw i charakteru swojego dziecka, a
                    nie macocha. Macocha może doradzić, ale nie powinna sama wychowywać. Takie sa
                    moje prywatne wnisoski z czasów pasierbowania i z kilku lat bycia całodobową
                    macochą.
                    Jeśli z dzieckiem się mieszka lub ma stały kontakt - to naczej się je traktuje
                    niż dziecko sąsiada. Tu moim zdaniem nie ma wtedy róznic, czy to jest macocha
                    żona ojca, czy stryjenka - siostra ojca. Siostra ojca, która z dzieckiem ma
                    mały kontakt jest jak osoba obca, nie zna dziecka, jego potrzeb i możliwości.
                    • luna67 Re: Widzialy galy co braly;-) Kogo wina? 25.04.06, 19:04
                      m-m-m napisalas:

                      "Ja decydując się na faceta z dzieckiem wiedzialam w co wchodzę"

                      i wlasnie tu jest ta roznica,

                      ze ty sie zdecydowalas na takiego faceta, a u magnoli bylo odwrotnie, to on sie
                      zdecydowal na taka kobiete jak magnola, z calym jej swiatopogladem. Kogo tu
                      winic ojca czy "nie macoche"?
                        • luna67 Re: Widzialy galy co braly;-) 25.04.06, 22:50
                          Tak szkoda, ale matke potepiam bardziej, bo to u niej zamieszkalo dziecko i
                          niestety trzeba sie do dziecka w niektorych sprawach dostosowac. Ja wychowujac
                          moje dzieci tez musialam stawiac priorytety i dzieci byly dla mnie zawsze
                          najwazniejsze.

                          Moze jak dziecko mieszkaloby u ojca od poczadku rozstania rodzicow, to on by
                          sobie szukal inna kobiete, a moze Magnola miala by wtedy inny swiatopoglad, bo
                          milosc czyni cudawink ale jest jak jest i tego nie mozna zmienic.

                          I jeszcze jedno; ten tatus czytalam jest bardzo zapracowany, czyli obowiazek nie
                          tylko gotowania,sprzatania, spadal by na macoche, dziecku obca kobiete, czy nie
                          bylo by lepiej jak dziecko zostalo by na ten czas u dziadkow? to przeciez
                          blizsza rodzina jak "nie macocha" , no i tatus daje duzo do zyczenia.

                          Ja jako matka nie oddalabym mojego dziecka pod opieke nieprzyjaznych mu ludzi,
                          obojetnie kto to by byl, i matka tej dziewczynki napewno wie o nastawieniu ojca
                          z macocha do dziecka,

                          a moze to tylko proba matki zniszczenia tego zwiazku?????? U mnie tak wlasnie bylo.




                          Postawcie sie w sytuacji magnoli, wiem ze to ciezkie ale sprobujcie.
                          • m-m-m Re: Widzialy galy co braly;-) 26.04.06, 09:06
                            Moze jak dziecko mieszkaloby u ojca od poczadku rozstania rodzicow, to on by
                            > sobie szukal inna kobiete, a moze Magnola miala by wtedy inny swiatopoglad,


                            Post główny, wokół którego rozwija sie ten watej nie jest postem mangoly i nie
                            jej sprawa jest tu opisywana. To nie ona ma perspektywe zamieszkania z
                            pasierbem pod jednym dachem.



                            I jeszcze jedno; ten tatus czytalam jest bardzo zapracowany, czyli obowiazek ni
                            > e
                            > tylko gotowania,sprzatania, spadal by na macoche, dziecku obca kobiete, czy
                            nie
                            > bylo by lepiej jak dziecko zostalo by na ten czas u dziadkow? to przeciez
                            > blizsza rodzina jak "nie macocha" , no i tatus daje duzo do zyczenia.


                            O tym tez pisałam pare postów niżej.


                            Postawcie sie w sytuacji magnoli, wiem ze to ciezkie ale sprobujcie


                            Nie postawię się , bo mam krańcowo rózny światopogląd. W miejscu zaś macochy,
                            ktorej grozi pasierb pod jednym dachem też nie, bo wiążąc się z facetem
                            dzieciatym dla mnie było i jest jak 2 i 2 to 4, że taka opcja może nastąpić, bo
                            on jest ocem i nie ma powodu dla którego dzicko miałby wychowywać ktoś z
                            krewnych, a nie on - całkowicie zdolny do pelnienia funkcji rodzicielskiej.
                            • luna67 Re: Widzialy galy co braly;-) 26.04.06, 10:52
                              m-m-m napisała:
                              > Post główny, wokół którego rozwija sie ten watej nie jest postem mangoly i nie
                              > jej sprawa jest tu opisywana. To nie ona ma perspektywe zamieszkania z
                              > pasierbem pod jednym dachem.

                              Masz bardzo mala fantazje, zamiast "mangoly" wstaw "macoche" z pierwszego watku.

                              Dam tobie rade; zyj i daj zyc innym, obojetnie jakie oni maja swiatopoglady.
                              Ja tez mam inny, ale nikogo nie potepiam, lubie sluchac ludzi nieraz bez
                              komentarzawink

                              Przykro mi, ze ty tez bylas pasierbem, ale mialas napewno wieksze szczescie od
                              tej dziewczynki, mozez sie tu wyslowic ale nie mozesz tego zmienic.

                              Ach i jeszcze jedno, oddalabys swoje dziecko pod opieke takiego tatusia i
                              nieprzyjaznej mu macochy? Ja przenigdy
                              • m-m-m Re: Widzialy galy co braly;-) 26.04.06, 11:12
                                Dam tobie rade; zyj i daj zyc innym, obojetnie jakie oni maja swiatopoglady


                                Oczywiscie wyznaję taką zasadę, ale jestem zwyczajnie ciekawa jak kto uzasadnia
                                swoje stanowisko. Moze ma argumenty, które mnie przekonują.
                                Komentować będę, bo mam prawo do swobody wypowiedzi.


                                Przykro mi, ze ty tez bylas pasierbem


                                A dlaczego Ci przykro? Z perspektywy czasu uważam, że było to ważne i nie
                                negatywne doświadczenie.


                                Ach i jeszcze jedno, oddalabys swoje dziecko pod opieke takiego tatusia i
                                > nieprzyjaznej mu macochy?


                                Nie oceniam i nie potępiam tausia, ani tej macochy.
                  • agnese_1 Re: Widzialy galy co braly:-) mam na mysli chlopa 25.04.06, 11:17
                    Chociazby tym, ze znajoma, z samej definicji ojca dzieca zna.
                    Natomiast jego zona (partnerka) dzieli z nim zycie, kase, lozko i
                    odpowiedzialnosc za rozne sprawy. A pogotowie opiekuncze powinno zajmowac sie
                    dziecmi, ktore naprawde pomocy potrzebuja a nie takimi, co komus nie pasuja w
                    rodzinne zdjecie.
                  • nangaparbat3 Re: Widzialy galy co braly:-) mam na mysli chlopa 30.04.06, 00:49
                    mangolda napisała:

                    > > m-m-m napisała:
                    > >
                    > > > Mnie powalił pomysł, żeby oddac dziecko do znajomych, albo do pogot
                    > owia
                    > > > opiekunczego, a nie do "obcych" jakimi sa ojciec i nowa jego żona.
                    > > > Znajomi i pogotowie opiekuńcze to na pewno "prawdziwa rodzina".
                    >
                    > czym sie wg ciebie różni macocha od znajomej, albo wychowawczyni z domu
                    dziecka
                    > ?


                    Wszystko zalezy od macochy. Ja zagladam na to forum przez sentyment do macochy,
                    bo macocha mojej corki traktuje ją jak członka rodziny. Niedawno ogladałam
                    zdjęcia, jakie Ex i macocha robili Młodej oraz swojej rocznej coreczce. Na
                    wszystkich moja corka jest w srodku, nigdy nie stoi z boku, zawsze jest w
                    centrum. Jestem pewna, ze to przynajmniej w duzej części zasluga macochy - dba
                    o to, by pasierbica czuła sie u siebie.
                    Efekt jest taki, ze corka czuje się z macochą zwiazana, szczerze ją lubi i
                    martwi się, kiedy sądzi, że macosze dzieje się krzywda. Ja zreszta czuje
                    podobnie, a tym co dominuje w moim stosunku do macochy jest wdzięczność za to,
                    jak traktuje moje dziecko.
                    Dziwię się, że ktoś, kto deklaruje swoje chrześcijaństwo, ma dokładnie
                    przeciwna postawę.
    • weronka77 Re: Czy tak mozna? 24.04.06, 23:39
      Mój mąż podobnie-płaci alimenty,zabezpieczył dzieci na resztę życia,oraz
      wywiązuje się ze zobowiązań dopóki jest to ustanowione czyli do 25roku zycia
      dziecka.Pierwsza eksia też miała pomysł wyjazdu na rok do narzeczonego z wizytą
      w Singapurze i w związku z tym 18letnim pasierbem miał zająć się(według planu)
      ojciec.Mąż nie zgodził się na taką ewentualność-narzeczony eksi to jej
      sprawa,ja również nie byłam zachwycona pomysłem i myślę że raczej nie byłoby
      szans na wspólne egzystowanie pod jednym dachem.Eksia została w Polsce-kilka
      razy w ostatniej chwili przywożąc nam pasierba na Wigilię,Wielkanoc(spędzamy
      razem z moją rodziną-mogła Nas uprzedzić).Mąż znał od początku moje stanowisko
      w sprawie dzieci tak więc jego gały widziały co braływink
      • m-m-m Re: Czy tak mozna? 25.04.06, 07:44
        oraz
        wywiązuje się ze zobowiązań dopóki jest to ustanowione czyli do 25roku zycia
        dziecka


        Nie ma takiego przepisu, że alimantacja dziecka trwa tylko do ukończenia przez
        niego 25 lat. Nie ma takiego przepisu, który określa konkretną granicę wiekową
        dziecka do której rodzic ma je alimentować. Rekordziści spokojnie ciągną w
        świetle prawa i z przyklepaniem wyroku sądowego i do 30-estki, albo i dłużej
        jak np. piszą doktorat, albo...są w niedostatku...


        18letnim pasierbem miał zająć się(według planu)
        > ojciec


        W świetle prawa 18-letni człowiek jest osobą dorosłą i nikt nie musi sprawować
        nad nim formalej, ani realnej opieki. W dniu 18-ych urodzin władza rodzicielska
        wygasa automatycznie i nie ma do niej powrotu. Mógł spokojnie zostać w domu sam
        bez łaski macochy, czy się na jego obecność zgadza, czy nie.
          • m-m-m Re: Czy tak mozna? 25.04.06, 09:29
            Trzeba alimentowac dopóki się uczy i... jak to jest napisane usamodzielni się,
            czyli jesli pojdzie do pierwszej pracy, a będzie ona nisko płatna to alimenty
            ze wzgledu na niedosteatek w jakim dziecko sie znalazło mogą być potrzymane
            (zna taki wyrok sadu.
            • weronka77 Re: Czy tak mozna? 25.04.06, 09:51
              Kurcze to trzeba go najlepiej wykształcić jak się dawinkAczkolwiek nie
              podejrzewam męża o dotowanie syna w przypadku słabo płatnej pracy(argument że
              jemu nikt nie pomagał,że to jego wybór zawodu,każdy powinien sobie radzićitp..)
              Mój ojciec zupełnie "olał" sprawę alimentowania i może dobrze nawet bo
              pierwsze "niezłe"pieniądze zarabiałam juz jako 18latka,korepetycjami z
              angielskiego.Wyjścia nie miałam,ale nie narzekam.
              • m-m-m Re: Czy tak mozna? 25.04.06, 09:57
                Aczkolwiek nie
                podejrzewam męża o dotowanie syna w przypadku słabo płatnej pracy


                Ja mówiłam o wyroku sądu. Sąd zadecyduje, czy Twój mąż ma dalej mu płacić, bo
                syn guzik zarabia. Nie sądze, by argumentem dla sądu będzie, że Tojemu mężowi
                ktoś kiedyś nie pomógł - mógł się wtedy zwrócić o pomoc i też chcieć alimentów
                dla siebie, a to, że honorowo od tego odstąpił to jego sprawa. Sąd będzie
                rozpatrywał możliwości samodzielnego utrzymania się syna, a NIE postępowanie
                jego ojca z czasów młodości.
                • weronka77 Re: Czy tak mozna? 25.04.06, 10:06
                  O cholera,to sama smarkaczowi do studiów dołożę,nawet na HarvardziewinkByleby
                  zawód miał i pensję porządną.Nawet mu takową załatwię.Mąż też marzy o świętym
                  spokoju...jeszcze tylko 8 lat...;-(
                  • m-m-m Re: Czy tak mozna? 25.04.06, 10:08
                    Chyba, że młodzieniec zechce jeszcze na tym Harwardzie pisać doktorat, to mąż
                    dalej będzie placił.
                    No i Twój mąż ma jeszcze jedno dziecko, córkę - sytuacja może być analogiczna.
                    • weronka77 Re: Czy tak mozna? 25.04.06, 10:13
                      Doktorat?eeee za dużo roboty,a już teraz jest problem z chęciami do
                      nauki.Pewnie skończy się na prywatnej uczelni(teraz jest prywatne liecum)bo tam
                      tylko "kasa na stół"i wymagań żadnych w kwestii przyjęcia.Załatwimy mu pracę i
                      ok.Z córką będzie pewnie podobnie-zbliżone aspiracje i możliwości
                      intelektualne.Jeszcze 12 lat w sumie.Damy radę,bo wyjścia nie ma.Niestety.
                    • mangolda Re: Czy tak mozna? 25.04.06, 10:14

                      > Chyba, że młodzieniec zechce jeszcze na tym Harwardzie pisać doktorat, to mąż
                      > dalej będzie placił.

                      nie prawda
                      mamy taką sytuację i sąd nie przyznal alimentow, doktorant jest na tyle duzy ze
                      moze pojsc do pracy
                        • weronka77 Re: Czy tak mozna? 25.04.06, 10:22
                          ooo właśnie-darmozjadowi dorosłemu dawać?Jak to mówi mąż-za głupotę trzeba
                          płacić.I on płaci i płacił będzie bo mógł myśleć wcześniej(18 i 13 lat
                          temu),ale go "zaćmiło"wink.Ma tego świadomość i tylko czasami puka się w
                          czoło.No ale trudno się mówi..
    • jula55 uzupelnienie 25.04.06, 08:49
      To nie jest tak, ze ojciec jest wyrodny i nie chce sie zajac dzieckiem, a
      wredna macocha nie lubi pasierbicy i nie wytrzyma z nia pod jednym dachem.

      Po pierwsze znam sytuacje mieszkaniowa kolezanki - dwa male pokoje (w tym jeden
      przechodni). Oni w dwojke z trudem sie tam mieszcza.

      Po drugie facet ma taka prace, ze czesto nie ma go w nocy w domu. Dyzuruje tez
      w weekendy i swieta, qa po calonocnych dyzurach przychodzi do domu i odsypia
      zaleglosci, wiec prawdopodobnie opieka nad dzieckiem spadlaby na kolezanke. Co
      innego spotkac sie z pasierbica raz na jakis czas na wspolnym
      obiedzie/spacerze, a co innego matkowac jej przez rok i rezygnowac z minimum
      komfortu i prywatnosci we WLASNYM mieszkaniu.

      I naprawde nie wiem, czy w takiej sytuacji "sprzedanie" dziecka jakiejs dalszej
      rodzinie (dziadkowie, ciocia) nie byloby sensowniejsze.

      A poza wszystkim naprawde sadzicie, ze 10miesieczna rozlaka z matka to dla
      takiego dziecka bulka z maslem? Ja bym swoich dzieci nie zostawila na tak
      dlugo - rozwijac sie i robic kariere mozna na miejscu. Niestety urodzenie
      dziecka oznacza koniecznosc liczenia sie z jego potrzebami i niekiedy
      dostosowania wlasnych planow.
      • m-m-m Re: uzupelnienie 25.04.06, 09:13
        A poza wszystkim naprawde sadzicie, ze 10miesieczna rozlaka z matka to dla
        takiego dziecka bulka z maslem?

        Oczywiście, że nie.


        Po drugie facet ma taka prace, ze czesto nie ma go w nocy w domu. Dyzuruje tez
        > w weekendy i swieta, qa po calonocnych dyzurach przychodzi do domu i odsypia
        > zaleglosci, wiec prawdopodobnie opieka nad dzieckiem spadlaby na kolezanke


        A to inna sprawa, wyjaśnia sytuację. Ja jestem przeciwniczka robienia z macochy
        darmowej opiekunki.
        W takim razie ojciec powinien pogadać z matką dziecka i przedstwić tę sytuację
        jako naruszenie dobra dziecka (zmiana miejsca, rozłąka z matką, poczucie
        porzucenia przez osobę, która się kocha i od której jest się całkowicie
        zależnym, oczywiście w związku z tym możliwość trwałych zmian w psychice
        dziecka), a nie jako o niewygodzie dla ojca i macochy.
      • pamig Jestem za wyjazdem dziecka z matką 25.04.06, 09:44
        W pełni solidaryzuje się z odczuciami Twojej koleżanki. Przed nami taka sytuacja
        pojawiła się hipotetycznie na horyzoncie (tzn.wyjazd matki córki mojego faceta)
        za granicę, gdyż ma szansę znalezienia tam pracy, jako, że dobrze włada
        angielskim. Mój ukochany znalazł się aktualnie w dołku finansowym i po prostu
        ledwo mu starcza na alimenty, a przez to bedzie musiał oddać samochód, który
        jest narzędziem jego pracy. Sytuacja jest nieco napięta, bo, chociaz od roku się
        planują rozwiesć, moj miły zrzekł się wlasnego mieszkania dla świętego spokoju,
        no i teraz brak kasy na pozew rozwodowysadMam nadzieję, że chwilowo(winkW każdym
        razie wyjazd naszej nieformalnej jeszcze eksi za granicę byłby dobrym wyjściem z
        dołka finansowego dla nich obojgu (nie wspominając juz o mnie, pomagam finansowo
        jak mogę, ale z pensji 1000 mies na razie jestem w stanie opłacać jedynie
        wynajęcie mieszkania).
        Wyżalić się troszkę znowu musiałam, ale do czego zmierzam: nie wyobrażam
        sobie,żeby corka mojego faceta (skonczyła własnie 11 lat) zostala przy nim. Nie
        to, że nie są jakoś emocjonalnie związani, odwiedza ją często i maja dobre
        kontakty, ale mimo wszystko bardziej związana jest z matką, a ja nie byłabym w
        stanie podjąć się obowiązku wychowywania dorastającej nastolatki. Byłoby to
        cięzkie dla mnie i dla mojego ukochanego (jako że sami dopiero ukladamy sobie
        związek i potrzebujemy prywatności i siebie po prostu) Nie sądzę, żeby
        nieformalna eksia byłaby w stanie zostawić córkę - dlatego powinna ją zabrać ze
        sobą. Nie to, że jestem wrogo nastawiona - bo i córka i ja wiemy o swoim
        istnieniu, choć spotkania jeszcze nie było (jestem z jej ojcem dopiero od pół
        roku), to jest ona przeze mnie akceptowana.
        Nie dziwię się więc zupelnie koleżance - to że nie czuję się na siłach mieszkać
        z dzieckiem partnera, nie oznacza że jest wrogo nastawiona.
        Inna sprawa, że dla 10-letniej dziewczynki taki wyjazd byłby rzeczywiście
        ogromnym stresem i przezyciem.
        Ale w naszym przypadku - dla 11-letniej - szansą na nauke języka,poznania kraju
        i zdobycia umiejętności i kompetenecji, ktore by zaowocowały w przyszłości.
        Dobrze, żeby to się stało tuż przed wiekiem dojrzewania, kiedy przywiązanie do
        grupy rówieśnków nie jest jeszcze aż tak silne. To jest dobry start dla dziecka,
        bo sytuacja w kraju jest naprawdę ciężka.
        Można przygotować dziecko psychicznie do tego wyjazdu - biorąc pod uwagę
        perspektywę edukacyjną oraz emocjonalną (dziecko byłoby bliżej matki, z którą
        jest bardziej związane). Myslę, że te korzyści zrekompensują stres z powodu
        zmiany miejsca.Teraz jest tyle propozycji rocznych wyjazdów językowych do tylu
        miejsc, że można wybierać, jesli mama dziecka chce wybrać się do krajów
        anglojęzycznych oczywiście.
        Wydaje mi się, że można rozważyć takie rozwiązanie, no ale wszystko zalezy od
        indywidualnej sytuacji, więc może się mylę.

        P.S. Zapraszam (i w tym poscie) do obejrzenia obrazów z naszego sklepu
        internetowego, może w końcu uzbiera się na ten rozwód...wink
        www.deva-art.pl
        • m-m-m Re: Jestem za wyjazdem dziecka z matką 25.04.06, 10:02
          Matka dziewczyny wyjeżdża na stypendium. Nie sądzę, by mała miała też
          sponsowrowaną szkołę w Stanach. Tam szkoły niepłatne dla imigrantów są bardzo
          niskiej jakości i młoda nic z tego nie wyniesie, a tym bardziej taka szkoła
          utrzyma ją w getcie emigrantów. Nauczy się slangu, a nie jezyka ogólnego. Wiem,
          bo mam taki przypadek wśród znajomych.
    • mikawi Re: uzupelnienie 25.04.06, 12:16
      zgadzam się z burzą w kwestii bezdyskusyjności tego "problemu" - w ogóle nie
      przemawia do mnie argument wygody macochy i poczucia prywatności w jej
      mieszkaniu. A pomysł "sprzedania" dziecka dalszym krewnym to jakaś paranoja.
      Sama napisałaś, że rozstanie z matką to dla takiego dziecka będzie trudne
      przeżycie, a tu jeszcze miałaby trafic do dalekich krewnych? To dziecko ma ojca
      a jak sama napisałaś "Niestety urodzenie dziecka oznacza koniecznosc liczenia
      sie z jego potrzebami i niekiedy dostosowania wlasnych planow." - rozszerzę -
      nie tylko urodzenie ale i spłodzenie. Ojciec w takiej sytuacji, gdy matka
      wyjeżdza na blisko rok za granicę do pracy, ma zasrany obowiązek zająć się
      dzieckiem. Jasne, że eksia powinna przedyskutować to z ojcem a nie "zawiadamiać
      go", bo jest to duża zmiana dla wszystkich. A zadaniem faceta jest porozmawiać
      ze swoją obecną o całej sytuacji. Ale to, że ojciec ma obowiązek wobec dziecka
      nie ulega wątpliwości. Oczywiście pozostaje kwestia uregulowania tego sądownie,
      łącznie z zasądzeniem od matki alimentów (napisałam o tym na Nowej rodzince) -
      w skrócie - jeśli matka ma znacznie wyższe możliwości zarobkowe, alimenty jakie
      powinna płacić powinny odzwierciedlać te możliwości oraz umożliwić dziecku
      życie na takim standardzie jak żyło dotąd. Nie może to być przeniesienie kwoty
      jaką dostaje od eks męża.
      • m-m-m Re: uzupelnienie 25.04.06, 12:23
        Do mnie przemawia tylko agrgument nieobecności ojca w domu i takiego jego
        rozkładu czasu pracy, że macocha głównie będzie opiekunką dziecka. Dziecko
        zachowuje się róznie i wtedy obowiązek korygowania jego zachowania spadłby na
        macochę, co moim zdaniem nie jest korzystne, macocha zna dziecko słabo i mogą
        być potem poważne problemy wychowawcze. Bo to nie tylko danie dziecku lat 10
        obiadu, czy upranie jej skarpetek, naprawdę, nie tylko to.
        Zależy gdzie pracuje ojciec i czy w ogóle zmiana pracy jesyt możliwa. Obawiam
        się, że poza Warszawą - nie jest to takie proste.
        • mikawi Re: uzupelnienie 25.04.06, 12:27
          no tak, ale mmm - jakie widzisz wyjście z tej sytuacji? ktoś musi przejąć
          opiekę nad dzieckiem podczas nieobecności matki, kto jak nie ojciec? ojciec
          powinien spróbować chociaż poukładac te klocki tak aby było ok
          • m-m-m Re: uzupelnienie 25.04.06, 13:04
            Moim zdaniem tutaj ojciec i matka dziewcynki powinni porozmawiać i rozważyć u
            kogo z krewnych dziewczynka ten rok najłagodniej przeżyje i czy oczywiście ci
            krewni wyrażą na to zgodę. To oni znają najlepiej tę rodzinę.
            W przypadku, gdyby exowa działała po złości (a tak wnoskuję z tego, że
            zamierza dać na dziecko ojcu tyle ile on daje) to ojciec musi rozmawiać z
            macochą o organizacji, rozwazyć powinni jak daleko opieka macochy ma się
            posunąć na czas jego nieobecności w domu.
            • zawsze-w-drodze Re: uzupelnienie 25.04.06, 19:54
              Magnolda- pytanie: wyobraź sobie hipotetyczną sytuację, że to twój mąż umiera/
              odchodzi i ty zostajesz z waszym dzieckiem. Chcesz założyć nową rodzinę i co -
              dziecko oddajesz jego matce/bratu? Przecież czy ojczy czy macocha...
              • mangolda Re: uzupelnienie 25.04.06, 21:27
                pisalam juz, ale janina mnie wyciela (ona lubi mnie wycinac smile

                sama wychowywalambym dziecko, jesli zdecydowalabym sie zwiazac z kims to tylko
                gdyby on zgodzil sie zaadoptowac dziecko i traktowac jak wlasne.

                nie wyobrazam sobie zycia w ukladzie rodzic + dziecko + "wujek"
                • lilith76 Re: uzupelnienie 26.04.06, 09:49
                  jesli zdecydowalabym sie zwiazac z kims to tylko
                  > gdyby on zgodzil sie zaadoptowac dziecko i traktowac jak wlasne.

                  czyli szukałabyś kogoś o mentalności odwrotnej niż twoja?
                  wink
                  • m-m-m Re: uzupelnienie 26.04.06, 10:40
                    czyli szukałabyś kogoś o mentalności odwrotnej niż twoja?


                    Nie, bo dziecko Mangoldy byłoby z małżenstwa kościelnego, nie czytałaś Lilith,
                    że tamtych (czyli urodzonych z iinych związkow) zdaniem Mangoldy rzekomo
                    kościół "nie uznaje" (skąd takie dziwactwo Mangolda wzięła to licho wie, pewnie
                    z "Moralności Pani Dulskiej"), więc tak jakby ich wcale nie było.
                    Jeszcze przed wojną był taki społeczny układ, że dziecko z "prawego łoża"
                    (czyli z małżenstwa kościelnego) bylo ważne, a to z innego związku to był
                    bękart, miał niższy staus społeczny itp. bzdury obyczajowe go dotyczyły.
                    Mangoldzie epoki się pomyliły.
                • zawsze-w-drodze Re: uzupelnienie 26.04.06, 09:51
                  Mangolda - upierdliwa jestem wiem smile ale jak to zaadoptował? W przypadku
                  śmierci - ok, ale gdyby twój mąż odszedł od ciebie - to ptrzecież dalej jest
                  ojcem dziecka - nie możesz ot tak pozbawić go praw, no i co z uczuciami samego
                  dziecka?
                  • m-m-m Re: uzupelnienie 26.04.06, 10:43
                    ale gdyby twój mąż odszedł od ciebie - to ptrzecież dalej jest
                    ojcem dziecka - nie możesz ot tak pozbawić go praw, no i co z uczuciami samego
                    dziecka?


                    Problem w tym, że Mangolda jest przekonana, że on jej nigdy nie zostawi, wiec
                    nie dopuszcza takiego problemu do siebie wink
                    To tak, jakbyś założyła czpkę na oczy i udawała, że Cię nie ma smile)
    • ja772 Re: Czy tak mozna? 26.04.06, 10:44
      na litosc boska kobieto 9to do mangolda) ty chyba sovbie batrdzo malo rzeczy
      na swiecie wyobrazasz. Ja nie wiem jak mozna tak zionac nienawisica do dziecka
      bo to co ty piszesz nie jest niczym innym jak obwinianeim dziecka za to ze
      rodzice mu taki los zgotowali masz pretensje ze twoj facet nie okazal sie
      najlepiej prawiczkiem -bralas faceta z dzieckiem czy z ni m mieszkal czy nie a
      jesli twoj facet nie widzi nic zlego w tym ze jego coreczka (ponoc coreczki sa
      ukochane przez tatusiow) bedzie pomieszkiwac u prawdziwej rodziny to na boga
      zmien tego faceta! albo ja sie myle i emocje w tych wypowiedziach sa bardzo
      ukryte i chodiz o zupelnie co innego -bywa ze slowo pisane nie oddaje tego co
      mowione i dochodiz do pomylek, mam nadzieje, ze takich macoch jak ty bedzie jak
      najmniej a wogole ty nie setes macocha nie bierzesz nawet sladowej
      odpowiedzialnosci za to dziecko -nie powinnas byc na tym forum bo ty nie ejstes
      macocha jestem w SZOKU
      • m-m-m Re: Czy tak mozna? 26.04.06, 11:05
        Wątek główny to przypadek macochy, ktora ma perspektywe pomieszkiwania z
        dzieckiem faceta, a Mangolda to wątek poboczny.
        Mieszaja się obie, bo Mangolda ma XIX-wieczne poglądy na świat.
      • luna67 Re: Czy tak mozna? 26.04.06, 11:13
        ja772,
        jestem tez zszokowana twoja wypowiedzia, bo jezeli ktos nie funkcjonuje jak ty i
        nie mysli tak samo, to jest juz w twoich oczach przestepca.

        Nikt tu nie pisal o nienawisci do dziecka, tylko o wczesniej przemyslanych
        ukladach, chlop biorac ja wiedzial o jej nastawieniu do dziecka, wiec to wina
        chlopa, obydwoje maja takie samo zdanie (nieladnie wiem)

        Napisalas:

        "najmniej a wogole ty nie setes macocha nie bierzesz nawet sladowej
        > odpowiedzialnosci za to dziecko -nie powinnas byc na tym forum bo ty nie
        ejstes macocha jestem w SZOKU"

        Slowo macocha ma kilka oblicz, sa dobre i te zle, sa dobre matki i sa tez
        wyjatki, to dziecko ma naprawde pecha;-( bo ani ojciec, ani macocha a nawet
        matka nie interesuja sie uczuciami dziecka, to bardzo smutne;-(

        W nawiasie; jak by nie bylo zbieznych zdan na tym forum, to by tu bylo nudnosmile
    • ja772 Re: Czy tak mozna? 26.04.06, 12:02
      masz racje troche pojechalam moze za ostro ale mi sie nei chce poprostu w cos
      takie wierzyc przepraszam wszytskich urazonych za sposob sformulowania
      wypowiedzi, wracajac do watku glownego... ja akurat jestem w takiej sytuacji ze
      matka dziecka mojego faceta wyjechala za granice a my zyjemy sobei w 3 i
      uczymy sie milosci do siebie nie tylko mesko damskiej ale ja rowniez sie ucze
      damsko dzieciecej -mi wychodzi...moze tez wyjdzie innym takze tym z tematu
      pobocznego... pamietajmy ze milosci nei tzreba dzielic ona jeak jest to sie
      sama mnozy jeszce raz goraco przepraszam
    • kai_30 Re: Czy tak mozna? 28.04.06, 12:21
      To ja się jeszcze dołożę, chociaż pisałam już na ten temat na innym forum.

      Generalnie mam identyczne zdanie, jak większość dziewczyn - ojca zafajdanym
      obowiązkiem jest przejąć opiekę nad dzieckiem, gdy matki zabraknie (z
      jakichkolwiek przyczyn) i poglądy macochy nie mają tu nic do rzeczy. Przyznaję,
      że początkowo myślałam o tym wyłącznie z pozycji macochy, i mam całkowitą
      pewność, że nie oponowałabym, gdyby mój chłop z jakichś powodów musiał wziąć
      dzieci do siebie - mimo że wtedy mieszkalibyśmy w dwóch pokojach w sześcioro,
      no, chyba że eksia dom też by oddała wink

      Ale potem pomyślałam o moich własnych dzieciach. I wiecie co - ojciec moich
      dzieci byłby ostatnią osobą, której powierzyłabym opiekę nad nimi, niezależnie
      od poglądów jego aktualnej narzeczonej. Tyle, że u mnie sytuacja jest inna - eks
      kontaktuje się z dziećmi średnio raz do roku, i zabiera je do swoich rodziców.
      Czyli w sumie w ogóle nie pełni nad nimi opieki, bo robią to dziadkowie. Nie
      biorę pod uwagę zostawienia dzieci na rok z jakichkolwiek przyczyn, ale różnie
      sie w życiu dzieje. Tak czy owak, wiem, że gdyby mnie zabrakło, to ojciec moich
      dzieci i tak by je "podrzucił" dziadkom. Zdecydowanie wolałabym, żeby od
      początku trafiły do moich rodziców, z którymi mają kontakt non stop, a nie tylko
      w wakacje, którzy znają ich potrzeby i potrafią się nimi zająć.

      Ale moja sytuacja jest specyficzna, bo ojciec prawie bezkontaktowy. Gdyby
      zajmował się dzićmi choćby tak, jak mój M - nie miałabym wątpliwości. On by
      zapewne wówczas też nie miał, chociaż postawiłoby to jego życie na głowie.
      • bemari Re: Mangolda 30.04.06, 21:57
        Mój mąż ma przyjaciela, który związał się z kimś takim jak Ty.Elunia po kilku
        wizytach zraziła nas do siebie niesamowicie.Rzadko spotykany okaz egoistki.Ja,
        ja , ja...Rozwaliła z premedytacją pierwszy związek Michała.Związek jej
        przyjaciólki od serca - niby przyjażniły się kilka lat, do czasu rozwodu
        Eluni..A potem zaczęła separować faceta od córki.Jak po dwóch latach ich
        małżeństwa Michałek nam zapodał, że nie spotyka się z Martą( córką), bo Elunia
        nie trawi jej sposobu bycia, a poza tym ma zamiar stworzyć z nim czysty związek
        bez brudów przeszłości,pożegnaliśmy faceta na dobre.Jak sfiksował z durną babą,
        to niech nam zaoszczędzi prymitywnych filozofii.Twój facet jest wart Ciebie - i
        to nie jest komplement!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka