Czy warto walczyć?

10.05.06, 21:51
Hej, dziewczyny! Mam poważny dylemat. Eks mojego M jest dosyć poważnie chora.
Ciężko dojść, jaki jej stan jest naprawdę, bo ciągle kręcą i w zależności od
korzyści zmieniają fakty. Niemniej jednak NA PEWNO kilka miesięcy temu miała
wyciętego góza z mózgu. Eks, od czasu naszego ślubu przestała dopuszczać M do
córki. Przyjeżdżał kilkaset km na widzenie, drzwi były zamknięte. Dziecka i
matki nie sposób było znaleźć. Potrwało trochę, zanim sądownie udało się
ustalić widzenia z kuratorem. Matka nastawiała małą tak, że w ogóle nie
chciała z M rozmawiać, zachowywała się niegrzecznie, nie przyjmowała
prezentu, a czasem naburmuszona po prostu wyładowywala na nim swoje emocje.
Widzenia były ustalone poza miejscem zamieszkania dziecka, ale do wyjść z
domu nie dochodziło, bo dziecko nie chciało. Odpowiedź na " dlaczego" - no bo
nie! Co miesięczne potkania kończyły się zwykle po 30 min.O zabraniu dziecka
gdziekolwiek, a tym bardziej o przyjeździe z nim nie można było nawet marzyć.
Matka, pomimo ustaleń sądu, była zdecydowanie przeciwna. Argument niby
słuszny "Ty przecież nie znasz dziecka i ono Cię nie chce!" Niby prawda
tylko .... czemu taka postawa? Eks zarzucała M, że stresuje dziecko, znęca
się nad nim psychicznie. Przedstawiła także jakieś zaświadczenie od
psychologa, że mała cierpi emocjonalnie. Po jakimś czasie kuratorka poradziła
zaniechanie tych wizyt na jakiś czas. Zasugerowała, że jak mała będzie
starsza, to dorośnie, zacznie samodzielnie myśleć i więcej zrozumie.
Przyznała, że widać, iż dorośli manipulują małą i źle nastawiają, ale
zaznaczyła też, że ewidentnych dowodów na to nie ma i sąd w takich
przypadkach BEZRADNY!Jej zdaniem rezygnacja z widzeń i tak niechętnych
dziecku miała być lepsza, gdyż była przekonana, że matka i dziadkowie
przestaną buntować przeciwko ojcu, jak nie będzie spotkan. M przychylił się
do tej opinii, ponieważ mial dosyć agresywnego zachowania małej,posądzeń o
złośliwość i znęcanie się nad dzieckiem, a także, trzeba to stwierdzić
szczerze, całonocnych wojaży do miejsca zamieszkania dziecka, które wyraźnie
go odrzucało. Nawiązał więc kontakt ze szkołą córki, szukał informacji o niej
przez dawnych znajomych i dalszą rodzinę. Próbowal też kilkakrotnie odwiedzać
dziecko w szkole na dużych przerwach.Zbliżał się do córki w towarzystwie
wychowawczyni lub pedagog i próbował nawiązać rozmowę. Dziewczynka ze
śmiechem uciekała przed nim. Po takich wizytach, matka lub babka zjawiały się
u dyrektor i pedagog i robiły piekielną awanturę i straszyły sądami.Został
posądzony, że prześladuje małą i robi to specjalnie, aby zaszkodzić matce.
Tak więc kontakt jest naprawdę bardzo sporadyczny. Dziewczynka źle się uczy.
M uważa, że matka sobie z nią nie radzi. Od czasu do czasu M pisuje do córki
przez internet, ale nie ma żadnej odpowiedzi. Gdy M się dowiedział, że eks
choruje, wystąpił o przyznanie opieki nad małą do czasu powrotu do zdrowia
jej matki. Od razu został posądzony, że chce ją pozbawić praw rodzicielskich.
Dziewczynka ma już 14 lat.Było RODK. Na prośbę M umożliwiono mu też rozmowę z
nią, zaraz po testach. Na wszystko były odpowiedzi "nie!" lub "no bo nie!"
Córkę przyprowadziła babka, która w milczeniu obserwowała próby M zbliżenia
się do dziecka.Przyniosła zwolnienie matki dziewczynki. W RODK M stwierdził,
że skoro mała nie chce do nas / też jej się trudno dziwić, bo tak nie zna w
ogóle naszej rodziny i rodziny męża /, to nie chce walczyć o zabranie jej na
siłę od matki, ale teraz najważniejsze! W RODK zasugerowano i stwierdzono, że
tak też powiedziała córka " Gdyby matce coś się stało, to mała powinna
pozostać z dziadkami pod opieką babci, bo ojciec nie jest w stanie zająć się
niechętną do zmiany miejsca zamieszkania dziewczynką." Ta babcia jest
wyjątkowo negatywnie nastawiona do mojego M. Zawsze podjudzała byłą, aby
mu "dołożyła". W dodatku leczy się w Poradni Zdrowia Psychicznego i potrafi
być wyjątkowo agresywna!Mój stwierdził, że ma nadzieję, że matce się
polepszy, ale gdyby nie, to nie wyobraża sobie, aby JEGO córkę mogła
wychowywać tak mściwa i niezrównoważona kobieta, jak jego była teściowa! A
ja? Po prostu nie wiem! Jakby matce się coś naprawdę stało, to dla nastolatki
bardzo ciężkie przeżycie i narzucać jej wtedy jeszcze przeprowadzkę?! Mój M
walczył o kontakty z całych sił, ale nie udało mu się pokonać niechęci eks i
jej rodziców. Wychowali małą w przekonaniu, że on ją porzucił i jest złym
człowiekiem. Ona do ojca czuje taką niechęć i żal. Identyfikuje się z matką i
każde jej słowo to dla niej świętość. Matka nie wyobraża sobie, że gdyby jej
zabrakło, to JEJ CÓRKA mogłaby być w ogóle z ojcem, a nie z dziadkami. Jednak
mój M się upiera, że nie mógłby pozostawić własnego dziecka pod opieką osoby
psychicznie chorej. Moja siostra jednak twierdzi, że dla dziewczyny to by
było najlepsze rozwiązanie, bo my, pomimo usilnych starań, żeby tak nie było,
jesteśmy jednak dla niej obcymi ludźmi! A ja ze swojej strony obawiałabym się
chyba jednak przygarnąć zbuntowaną, odrzucającą nas wszystkich nastolatkę. Od
razu przychodzą mi myśli, że próbowałaby uciekać i mogłoby być jeszcze gorzej!
Uff, sorry, że tak się rozpisałam, ale chciałam, aby sytuacja była jasna! Co
Wy na to?! Wiecie, wierzymy, że matka wróci do zdrowia i będzie ok, ale
niestety różnie to bywa i dobrze rozważyć każdą ewentualność! Napiszcie
szczerze, co sądzicie! M
    • mangolda Re: Czy warto walczyć? 10.05.06, 22:01
      absolutnie nie zgadzaj się aby dziecko przeprowadzilo sie do was!
      zniszczyloby to wasze zycie, tzn. glownie twoje.
      • barbara001 Re: Czy warto walczyć? 10.05.06, 22:15
        o tak, ciocia mangolda zawsze dobrze doradzi.
        A teraz na temat: walczyc nie warto. Bo dziewczyna jest tak źle nastawiona, że
        jakakolwiek próba przekonania ją do zamieszkania i pokochania (!?) Was jest bez
        szans i spowoduje tylko wiekszą agresję. Ale podtrzymywanie kontaktu jest jak
        najbardziej wskazane. Jezeli matce stan zdrowia pogorszy się, albo jej
        zabraknie, co gorsza, i dziecko trafi do babci, może być jej tam bardzo źle.
        wtedy mając informacje o tym co dzieje sie u dziecka będa bardzo cenne. Widać
        twój M mimo problemów bardzo angazuje sie w fakt bycia ojcem, i będąc na
        bieząco z informacjami o córce będzie miał szanse przeciwdziałać jeśli jej
        sytuacja będzie tego wymagała.
        • weronka77 Re: Czy warto walczyć? 10.05.06, 22:25
          Ja bym wolała babcię od taty i nadal wolę.
        • magret65 Re: Czy warto walczyć? 10.05.06, 22:39
          No właśnie, obawiam się, że gdyby jednak matki zabrakło, to z tą babcią w ogóle
          nie dojdzie się do ładu!To kobieta naprawdę bardzo agresywna, a mojego to
          najchętniej utopiłaby w łyżce wody! Wiem, że to co teraz napiszę może wyglądać
          dziwnie, ale tamta rodzina, mimo że to eks wniosła o rozwód, nie może wybaczyć
          M, że wrócił w swoje strony, opuścił miejsce ich zamieszkania, nie biegał za
          eks po rozwodzie, aby jeszcze raz zaczęli na nowo i w dodatku ponownie ułożył
          sobie życie. Eks nie wyszło z nikim. W dodatku teraz jest chora i oni nawet o
          te guzy w jej mózgu obwiniają mojego. Eks pisze o tym w pismach do sądu i w
          róznych innych paszkwilach, gdzie tylko się da!No cóż, córka M inaczej babcię
          odbiera. W RODK wyrażała się o niej w samych superlatywach jako o ciepłej,
          wspaniałej osobie. Dla niej to po matce najbliższa osoba na świecie, a dla nas?
          Wybaczcie, ale powiem to dosadnie, wstrętne złośliwe babsko, które potrafiło,
          wraz z matką, przyciągnąć małe dziecko przed salę sądową i próbować je tam
          wprowadzić. /na szczęście sędzina odmówiła zgody na wejście małoletniej!/ Do
          tego w tym miejscu wyzywało M w sądzie w obecności jego córki. Kobieta
          prostacka, która lubi we wszystko wścibiać nos i szukać sensacji. Przyczyniła
          się również do rozbicia małżeństwa swojego syna!Ale dzięki, Barbaro, skłaniam
          się właśnie do Twojego zdania. Jak ktoś wrogo nastawiony, to do nas się nie
          przekona, a już na pewno nie pokocha! A gdubu sąd nawet przyznał M dziecko, to
          jak to wyegzekwować?! To już nastolatka z konkretnymi poglądami. Ale serce się
          kraje!
    • zonka77 Re: Czy warto walczyć? 10.05.06, 22:42
      To bardzo trudna sytuacja i nie znajdując się w niej trudno doradzać. Myślę że
      w takim położeniu chyba nie namawiałabym M do walczenia o przejęcie opieki
      natomiast gorąco bym namawiała żeby nie dawał za wygraną jeśli chodzi o kontakty
      z córką. Dziewczynka jest teraz nastolatką - może swój cały bunt zwróciła w
      kierunku ojca ale przecież ona rośnie i naprawdę może dojrzeje żeby chociażby
      zacząć z tatą rozmawiać. A wtedy on będzie mógł powiedzieć jej że zawsze ją
      kochał, zawsze się starał i nigdy nie przestał. Wiem że to trudne wobec jej
      niechęci teraz ale zawsze wierzę w takich sytuacjach że jeśli się kocha dziecko
      to prędzej czy później to dziecko w końcu zrozumie że jest kochane. To naprawdę
      nie wina dziewczyny że jej mama i jej rodzina są tacy jacy są...
      Prawda jest taka że rodzice którzy kochająswoje dzieci będą je kochać zawsze -
      choćby nie wiem jakie były. Być może jakiś psycholog poradziłby Twojemu M jak
      może próbować nawiązaćkontakt i jak przełamaćbarierę córki...ja bym próbowała
      wszystkiego a jeśli nic by nie pomogło to bym robiła gesty aby zawsze dziecko
      widziało że mimo wszystko je kocham i chcę. Może to zaowocuje w przyszłości.
      Weronka, Magnolda uprzedzając wasze myśli jeśli to czytacie - to jest rada dla
      kogoś kto naprawdę KOCHA swoje dziecko a nie myśli tylko jak mieć od niego
      święty spokój.
      Nie chcę się mądrzyć tutaj...naprawdę wyobrażam sobie że musi być bardzo ciężko
      Twojemu M a i Tobie też. Dużo siły i wytrwałości i mądrości życzę!
      pozdrawiam ciepło!
      żonka
      • magret65 Re: Czy warto walczyć? 10.05.06, 23:15
        Dzięki Żonko za ciepłe słowa! Właśnie w RODK mój M poprosił o umożliwienie mu
        rozmowy z córką. Wiele ciepłych słów jej powiedział,ale ona nie wierzy w nie.
        Jest rozgoryczona, bo uważa, że ją porzucił i za brak kontaktu jego, nie tamtą
        rodzinę obwinia. Stwierdziła, że ojciec to pozorant i mówi tak tylko, aby
        sprawić dobre wrażenie. /Rozmowa była w obecności pedagog i psycholog. Inaczej
        się nie dało!/ Jego wizyty w szkole okreśłiła jako "nachodzenie jej". Chyba
        masz rację, że swój bunt młodzieńczy zwróciła właśnie przeciw ojcu. Matka przez
        nią kochana, autorytet i do tego choruje, więc w tym wszystkim biedna, a zawsze
        kozioł ofiarny musi się znaleźć! Mój M stwierdził ostatnio z bólem, że tak
        naprawdę to on nie zna swojej córki. Bardzo mu na niej zależy i chce dla niej
        jak najlepiej, ale przez ten brak kontaktów jest mu obca, tak jak on dla niej!
        • zonka77 Re: Czy warto walczyć? 10.05.06, 23:31
          No tak, wiem ze musi być naprawdę ciężko! Dlatego życzę z całego serca żeby się
          nie poddawał. Myślę że jeśli on się podda i zaniecha starań to tej dziewczynce
          już na zawsze pozostanie w głowie skrzywiony obraz i całe życie będzie
          nieszczęśliwa a i Twój M nie będzie szczęśliwy bo przecież nie zapomni o niej,
          nie wymaże z pamięci, nie wciśnie "delete" i już - nie ma. Zresztą chyba nie
          jest takim człowiekiem bo skoro walczy tyle czasu to znaczy że chce i kocha
          naprawdę to dziecko.
          Zranione i cierpiące dziecko (i dorosły zresztą też), może mówić różne rzeczy,
          nawet najgorsze, najbardziej bolesne. Ale co jest w głowie u takiej osoby - tego
          nie wiemy. A ta dziewczyna cierpi dodatkowo bo jej mama jest ciężko chora sad
          • zonka77 Re: Czy warto walczyć? 10.05.06, 23:42
            Kurczę żal mi tej młodej...mam i pasierbicę i siostrę w tym wieku prawie (13 lat)
            To są jeszcze dzieci i bardzo potrzebują obojga rodziców...To naprawdę paskudne
            kiedy jeden rodzic szczuje dziecko na drugiego, i strasznie raniące i krzywdzące
            najbardziej dla dziecka.(dlaczego do cholery ludzie tego nie pojmują!!)
            Obie nasze panny (i siostra moja i córka M) naprawdę chwilami się zachowują jak
            dorosłe a chwilami jak zupełne dzieci, nie potrafią jeszcze ani panować nad
            emocjami, ani nie potrafią dobrze odróżniać prawdy od fałszu, dają się nabierać
            na górnolotne hasła, są bardzo pod wpływem opinii bliskich (na szczęście obie
            mają normalnych rodziców, chociaż ex mojego M ostatnio coś dziwnie się potrafi
            zachować to nie ten sam kaliber zupełnie co u was) Obie mają nastroje, potrafią
            się zdołować kompletnie jakąś błachostką, umierać ze szczęścia z byle powodu.
            Pamiętam siebie z tego okresu o cholerka rodzice byli dla mnie niesamowicie
            ważni, nie znosiłam jak się kłócili i nie cierpiałam jak mama czasem narzekała
            do koleżanki na tatę, od razu ryczałam i krzyczałam na mamę żeby nic na tatę nie
            mówiła a mama się zawstydzała bo nie wiedziała że słyszałam (a oni byli i są
            dobrym małżeństwem a mama jakieś pierdołki się żaliła na zasadzie
            "wygadania się")
            Myślę więc że taka sytuacja kiedy dziecko jest nastawiane i ma takie żale do
            ojca musi być strasznie raniące dla dziecka, nie dość że nie ma taty na codzień
            to jeszcze jest przekonywana że tata jej nie kocha i nie chce...musi przeżywać
            to ciężko sad
            Pewnie dlatego jest zła na cały świat a złość wyładowywuje na ojcu, bo na nim
            jej najłatwiej, w końcu ma wbite do głowy że to on jest sprawcą wszystkich
            nieszczęść.
            Pewnie strasznie trudno będzie się przebić przez taką barierę
            • magret65 Re: Czy warto walczyć? 11.05.06, 00:25
              Wiesz, mi jej też bardzo żal! Staram się wierzyć, że jej mama wyjdzie z tego! Z
              drugiej strony nie rozumiem też jej postawy. Nie dość, że chora i różnie może
              być, to jeszcze tym bardziej oczernia ojca przed córką, aby ta nie chciała się
              z nim nawet widywać! Parę lat temu, gdy M sądownie walczył o te kontakty, a ona
              stwierdziła, że wystarczy, jak zobaczy dziecko raz na pół roku, to sędzina
              stwierdziła, że będzie tego jeszcze załowała.Ona jednak nie żałuje! Nie widzi,
              że u niej coś nie tak. To ojciec jest zły, bo ..... Kiedyś jeszcze wypisywała,
              że porzucił ją i dziecko i kosztem ich założył nową rodzinę. Teraz się już tak
              nie skarży, bo M skwitował krótko, żeby sobie przypomniała, kto wniósł o rozwód
              i cały czas trwania sprawy rozwodowej za nim obstawał. Tego argumentu nie była
              w stanie przeskoczyć! Ale czy dla dziewczynki prawda rzeczywiście najlepsza?!Co
              pocznie, jeżeli do tego dojdzie, że ją oszukano, że ojciec chciał, próbował,
              ale go wykluczono? Jaki będzie wtedy obraz matki, którą tak bardzo kocha i
              gloryfikuje?! A co z zaufaniem? Matka to dla niej prawdziwy wzór do
              naśladowania. A ta kobieta wyraźnie, bez skrupułów, nią manipuluje, w czym
              umiejętnie wspierają ją jeszcze jej rodzice. Ja się tylko tak jeszcze
              zastanawiam, czy ona sama rzeczywiście wierzy w te wszystkie kłamstwa?! Na
              pewno nie dopuszcza do siebie myśli, lub w ogóle nie zdaje sobie sprawy, jak
              bardzo krzywdzi własne dziecko.
              • zonka77 Re: Czy warto walczyć? 11.05.06, 00:53
                >zastanawiam, czy ona sama rzeczywiście wierzy w te wszystkie kłamstwa?! Na
                >pewno nie dopuszcza do siebie myśli, lub w ogóle nie zdaje sobie sprawy, jak
                >bardzo krzywdzi własne dziecko.

                Szczerze mówiąc jest to chyba całkiem możliwe że wierzy sad Jeśli robi to
                zapamiętale od lat i wspiera ją w tym jej rodzina to sama może mieć przestawione
                w głowie potężnie.
                Sama wiem że kiedy człowiek czuje się zły i rozżalony to jest przekonany że ma
                świętą rację nawet jak jej nie ma. Tyle że normalnemu człowiekowi przechodzi,
                zastanawia się nad sytuacją i wyciąga wnioski również na swój temat. A ex
                Twojego M chyba jest niestety z tych kobiet które wolą zmarnować życie na
                nienawiść do byłego męża niż na zbudowanie sobie czegoś swojego.
                Znam taki typ...była teściowa mojego M tak ma niestety. Ona co prawda ma powody
                do żalu bo jej mąż po prostu wyjechał za granice i kompletnie się nie zajmował
                dzieckiem ale fakt też że obiektem największej nienawiści tej kobiety nie był
                facet a jego nowa kobieta, poznana lata po tym jak on wyjechał z polski i nie
                mająca nic totalnie wspólnego z ich rozstaniem. Pzatym ta była teściowa latami
                rozdrapywała rany i po ponad 20 latach nadal żyła tym rozstaniem.
                Dziwne i okropne jest to co robi ex Twojego M i współczuję mocno jej dziecku, bo
                jej własna mam krzywdzi ją po prostu i obawiam się że kiedyścórka to zrozumie i
                napewno będzie to bolesne. Czy lepsza prawda? Nie wiem ale chyba tak. Nie wierzę
                że można żyć szczęśliwie z taką zadrą w stosunku do ojca. A postępowanie matki
                można sobie tłumaczyć chorobą, wpływem rodziny, nadgorliwą miłością - nie trzeba
                przestawać kochać matki a można przy tym odzyskać ojca. Dziewczynka dorośnie,
                nie będzie wiecznie zbuntowaną nastolatką a wtedy może więcej do niej dotrze.
                Nie wiem, nie jestem psychologiem, to co piszę to tylko moje przemyślenia, może
                kompletnie bzdurne.



                > Co pocznie, jeżeli do tego dojdzie, że ją oszukano, że ojciec chciał, próbował,
                > ale go wykluczono? Jaki będzie wtedy obraz matki, którą tak bardzo kocha i
                > gloryfikuje?! A co z zaufaniem? Matka to dla niej prawdziwy wzór do
                > naśladowania.

                No właśnie, ale to naprawdę, naprawdę chyba bardzo kiepski wzór....
                • magret65 Re: Czy warto walczyć? 11.05.06, 01:05
                  Droga Żonko!
                  Twoje przemyślenia są dla mnie bardzo mądre i trafiają mi do serca! Kto wie,
                  czy eks nie jest podobna do byłej teściowej Twojego męża! Wiem, bo wyraźnie
                  zauważyłam to w jej zachowaniu, że eks wyjątkowo na mnie cięta i w ogóle nie
                  dopuszcza myśli, że JEJ CÓRKA mogłaby mieć do czynienia z TAKĄ KOBIETĄ! Nie ma
                  znaczenia, że poznałam M już po ich rozstaniu i jego powrocie w rodzinne
                  strony. Ona chyba jest przekonana, że gdyby nie ja, to on by o nią jeszcze
                  później zabiegał. No i M, dzięki mnie, ma normalną rodzinę, bo dałam mu jeszcze
                  2kę dzieci, więc ich dziecko nie jest już tak mocną kartą przetargową w ich
                  relacjach! Dzięki za zaangażowaneie i wszystkie, bardzo cenne dla mnie,
                  przemyślenia! Spokojnej nocy! M
                  • zonka77 Re: Czy warto walczyć? 11.05.06, 01:20
                    ojej, nie ma za co smile Cieszę się że coś z tych moich przemyśleń cokolwiek dla
                    Ciebie wnosi smile
                    Ja też pozdrawiam jeszcze raz cieplutko i życzę i spokojnej nocy i poprawy
                    sytuacji mimo wszystko.
                  • kgogol Re: Czy warto walczyć? 11.05.06, 05:06
                    Witaj,tez jestem macocha i tez obserwuje jak zdrowa ,przynajmniej pozornie uczy
                    nienawisci i niecheci do ojca i jego rodziny.Pasierbica ma juz 26 lat i sposob
                    myslenia sie jej nie zmienil.Tego sie po prostu uczy za mlodu.Twoja
                    pasierbica ,jak piszesz jest zbuntowana nastolatka.A juz nastolatki maja swoje
                    zdanie i wyrazaja swoje opinie.Jezeli dziewczyna nie probuje szukac kontaktow z
                    ojcem to raczej male sa szanse,ze bedzie robila to pozniej.Potrzebne jest
                    natomiast zeby maz dawal caly czas do zrozumienia,ze jest dla niego wazna,ze
                    czeka na nia itd.Ta dziewczyna niewiele za to moze,ze wychowuja ja niedobre
                    kobiety.U nas maz ma kontakty z corka ale za to "placi".Corka manipuluje nim
                    caly czas,te kontakty sa bardzo powierzchowne i najlepiej jest gdy daje
                    prezenty lub pieniadze.On to robi,bo boi sie,ze ja znowu straci-a ja sie w to
                    nie wtracam.Duzo mozna by na taki temat.
                    Z obserwacji wiem,ze osoby podobne do opisanych przez Ciebie /mysle o byle
                    rodzinie meza/ do konca zycie sie nie zmieniaja i nie rozumieja niczego.Tu bym
                    w waszym przypadku tez nie liczyla na jakas odmiane.To sa zachowania chyba z
                    pogranicza jakiejs choroby,bo trudno sobie wyobrazic matke/babke ktore krzywdza
                    dziecko a tez pokazuja jej model traktowania mezczyzny w ogole-traktowania jak
                    wroga.I pewnie kiedys pasierbice spotka taki sam los jak matke i tez bedzie
                    uczyla swoje dzieci nienawisci do ojca.Trzymajcie sie.
                    • magret65 Re: Czy warto walczyć? 11.05.06, 07:06
                      No cóż, dzięki z szczerą odpowiedź. Nawet jeżeli nie nastawia optymistycznie,
                      to ważna, bo i z taką sytuacją w przyszłości należy się liczyć! Córka męża i
                      tak ma już wpojone, że jej się należy. Mąż usłyszał od babki, w jej obecności,
                      coś w stylu "od dziecka wara, a twoim zasra...... obowiązkiem jest płacić!"
                      Jednak szkoda, że mała na tym wszystkim w przyszłości najbardziej ucierpi,
                      chociaż ma ojca, który chciałby uczestniczyć w jej życiu i przynajmniej jakoś
                      załagodzić, że jest dzieckiem, przecież nie ze swojej winy, z rozbitej rodziny!
                      Tobie też pewnie nie jest lekko, gdy widzisz, że mąż się stara, a dorosła już
                      przecież kobieta manipuluje nim i ciągnie ile wlezie! Właśnie to ta
                      niewdzięczna rola macochy. Czasami miałoby się przecież ochotę potrząsnąć
                      dorosłym i powiedzieć: "Człowieku, opamiętaj się, bo niszczysz SAMA swoje
                      dziecko!" Tego jednak zrobić nie wolno, bo to nie nasza rola oceniać matkę!
                      Uznje się nas za osobę obcą./A szkoda!/ Mi ktoś kiedyś szczesze, naprarawdę w
                      życzliwości i w dobrej woli powiedział: " Nie Twój cyrk, nie Twoje małpy.
                      Zajmij się sobą i swoimi dziećmi i tak masz dosyć innych problemów!"
                      Tylko ..... ja tak nie potrafię! Mnie to spala, jak widzę, co się dzieje!
                      Pozdrawiam cieplutko! M
                      • kgogol Re: Czy warto walczyć? 11.05.06, 08:13
                        Ja mam za soba juz dosyc dlugi czas rozmow,perswazji,takze pomocy w kontaktach
                        meza z corka.I biorac to na rozum maz rozumie jakie i gdzie popelnia
                        bledy.Potem jednka,gdy dochodzi do kontaktow zaczynaja grac role emocje i rozum
                        sie wylacza.Z drugiej strony,dla dziecka zawsze wazni sa oboje rodzice.ci
                        biologiczni.My,macochy jestesmy "cialem obcym".I potrzeba duzej klasy ze strony
                        bylej i dorastajacej czy tez doroslej corki zeby chciec popatrzec na to inaczej.
                        Sorry,ze w poprzednim poscie napisalam "zywa prawde",ale obserwuje taka
                        sytuacje juz bardzo dlugo i chcialam sie podzielc tym,co juz wiem.
                        Wspieraj meza ale tez domagaj sie zeby poprzednie zycie njie "mieszkalo"/jak ja
                        to mowie/ z Wami.U nas tak jest i to jest bardzo meczace.Pozdrawiam
                        • haritka Zawsze warto walczyć choć to b. trudne życie. 23.05.06, 12:52
                          14 latka to nadal dziecko i jako 18 latka będzie dzieckiem z traumatycznymi
                          przeżyciami, o dziecko zawsze trzeba walczyć - choc ono moze nas ranić a i
                          życie zrobić koszmarnym.
                          Wiem ze wygodniej byc daleko od codzienności obcego dziecka,ale wiążąc sie z
                          czyjms ojcem , trzeba byc świadomym kłopotów i problemów, co będzie gdy z tej
                          dziewczynki nie wyrośnie nic dobrego, bo w porę nie otrzymała pomocy i wzorca
                          rodziny. Z tego co czytam to widzę że ojcu bardzo zależy więc...? Trzeba
                          walczyć by potem nie załowac a i Ty musisz byc silna. Pasierbice i
                          pasierbowie potrafia byc okrutni jak nikt.
                          Toksyczne babcie to najgorsze co można dziecku zafundować od tego trzeba bronić
                          rekoma i nogami, bo to wampiry a nie ludzie.
                          Szkoda by dziecko poszlo na zmarnowanie majac tak walczacego ojca.
                          • magret65 Re: Zawsze warto walczyć choć to b. trudne życie 23.05.06, 14:42
                            Obawiam się, że Sąd już podjął decyzję i to niestety, w moim przekonaniu,
                            niekorzystną zarówno dla ojca, jak i dla dziecka, które teraz nie jest tego
                            świadome. Były badania w RODK stwierdzono, że dziewczynka solidaryzuje się z
                            matką i z babką. Wykreśliła ojca ze swego życia i stwierdziła, że gdyby mamie
                            coś się stało,to ona będzie z babcią. W RODK stwierdzili, że mój, mimo dobrych
                            chęci, nie jest w stanie zająć się nastolatką, która bardzo krytycznie do niego
                            podchodzi i solidaryzując się z opiekunkami po prostu go odrzuca. Pobyt w RODK
                            był przykry. Na życzenie M umożliwiono mu rozmowę z córką, ale był to
                            praktycznie dialog z jego strony. Dziewczynka stwierdziła na koniec, że nie
                            musi udawać, bo ona doskonale wie, jaki on jest i że nie chce mieć z tym panem
                            nic wspólnego. Na tej podstawie sędzina wyznaczyła odległy termin sprawy na
                            koniec lata. Widać, że przychyla się do opinii RODK, że nie ma znaczenia, że
                            ojciec od lat zabiegał o dziecko. Liczy się to, że mimo wszystko nie było
                            normalnych kontaktów i babcia jest małej bliska, a mój praktycznie obcy. W
                            dodatku córka stwierdziła, że on ma inną rodzinę i ona nie chce w niej być. Dla
                            mnie to bardzo smutne, bo ta babcia...... . Daruję sobie jednak komentarz, aby
                            nie wzbudzać negatywnych emocji! Dziecku trudno się dziwić. Z babcią mieszka i
                            nie zna innego modelu rodziny. Z eks nie da się rozmawiać. Gdyby mogła, to
                            zrobiłaby wszystko, aby mojego zniszczyć. Jemu wyszło, a jej się nie ułożyło i
                            do tego aż choruje. Musi więc być kozioł ofiarny, bo po co winić siebie?!
                            Innych najprościej. Nie liczy się wcale, że to ona chciała rozwodu i do niego
                            do końca dążyła. Dla niej on zdradził. Według niej, po rozwodzie powinien był
                            dalej o nią zabiegać, bo dziecko itp. Myślę, że gdyby rozstała się EMOCJONALNIE
                            ze swoimi rodzicami, ułożyła sobie życie, kogoś miała i nie chorowała, to
                            wszystko wyglądałoby inaczej! Jednak to tylko moje spekujace, bo tak naprawdę,
                            to dla mnie ta kobieta bardzo dziwnie reaguje i szkoda w tym wszystkim dziecka!
                            Teraz obie z babką jeszcze bardziej wmawiają małej, że mój to kawał ....., bo
                            nie chcą, aby dziewczynka w ogóle brała nas pod uwagę jako swoją rodzinę.
                            Myślę, że to jest chorobowa obsesja. Babcia leczy się w poradni zdrowia
                            psychicznego. Wnuczka obok córki to dla niej najbliższe istoty. Dziadek też
                            choruje, więc różnie może być! To wszystko po prostu wielka kaszana! Ja mogę
                            próbować zrozumieć, ale nie zmienia to faktu, że nie potrafię pogodzić się, że
                            można tak niszczyć własne dziecko! Pewnie niektóre panie mnie zakrzyczą, że to
                            nie moje, więc nic mi do tego. Jednak mała jest też częścią mojego i nie
                            potrafię wyciszyć emocji, gdy o nią chodzi! Pozdrawiam. M
                      • balladynka Re: Czy warto walczyć? 11.05.06, 14:29
                        A nie daloby sie porozmawiac jednak jakos z eks czy z ta babcia i uswiadomic je moze brutalnie i
                        pomimo ich niecheci do sluchania Twojego M, ze skoro tak sie zycie uklada i nie wiadomo tfu tfu co
                        bedzie, ale babcia tez raczej młódką nie jest i kiedys moze jej zabraknac. I co nie daj Boze wtedy?
                        Dziecko pojdzie do domu dziecka? Chociazby z tego wzgledu warto aby mogl miec chociaz minimalny
                        kontakt z corka. Chociaz bedzie bardzo ciezko bo do roznych innych traum Twojej eksi doszla jej teraz
                        jeszcze jedna i na pewno zyje w tej chwili w wielkim zalu do swiata i swojego losu. W sumie trudno jej
                        nie wspolczuc ale chyba nie macie zbyt wielkiego pola manewru.

                        Znam przypadek, gdzie ojciec podtrzymywal kontakt listowny, bo dziecko nie reflektowalo na zadne
                        inne formy kontaktu przez dlugie lata, ale wytrwalosc ojca zostala nagrodzona i jako dorosly, dojrzaly
                        czlowiek, osoba ta odnowila swoje stosunki z ojcem a teraz mozna powiedziec ze maja bardzo dobry
                        kontakt. Moze chociaz tak?
                        • mrs_ka Re: Czy warto walczyć? 23.05.06, 15:12
                          IMHO nic się nie da zrobić. Może spróbowałabym mediacji, ale istnieje duże
                          prawdopodobieństwo, że Eksia się na nie nie zgodzi (proponuje je mediator, nie
                          osoba wnosząca o mediację, w tym przypadku Twój mąż). Oczywiście celem mediacji
                          miałaby być ogólna rozmowa o córce. Warto spróbowac, ale nie liczyłabym na zgodę.

                          Generalnie córka jest już stracona dla Twojego męza, o ile w Jej zyciu nie
                          wydarzy się coś, co to zweryfikuje. Ale to są raczej przypadki w beletrystyce, a
                          nie w życiu.
                          Przepraszam, że piszę tak prosto z mostu, ale nie ukrywam, że spore wrażenie
                          zrobiło na mnie przede wszystkim zaangazowanie Twojego męza w sprawę. Wielu
                          ojców by już dawno odpuściło. O Twojej postawie nawet nie wspominam, bo tylko
                          podziwiać.
                          Paradoksalnie najgorszą rzeczą, która mogłaby się wam przytrafić, byłaby smierć
                          Eksi i decyzja sądu o ustaleniu miejsca pobytu dziecka przy Was. Byłoby to
                          niszczące dla niej samej i dla Waszej rodziny.
                          Nie rozpisuję się szerzej, dlaczego tak uważam, ale sądzę, że są wystarczające
                          przesłanki dla takiego rozwoju wydarzeń.

                          trzymaj sie

                          a.
Pełna wersja