magret65
10.05.06, 21:51
Hej, dziewczyny! Mam poważny dylemat. Eks mojego M jest dosyć poważnie chora.
Ciężko dojść, jaki jej stan jest naprawdę, bo ciągle kręcą i w zależności od
korzyści zmieniają fakty. Niemniej jednak NA PEWNO kilka miesięcy temu miała
wyciętego góza z mózgu. Eks, od czasu naszego ślubu przestała dopuszczać M do
córki. Przyjeżdżał kilkaset km na widzenie, drzwi były zamknięte. Dziecka i
matki nie sposób było znaleźć. Potrwało trochę, zanim sądownie udało się
ustalić widzenia z kuratorem. Matka nastawiała małą tak, że w ogóle nie
chciała z M rozmawiać, zachowywała się niegrzecznie, nie przyjmowała
prezentu, a czasem naburmuszona po prostu wyładowywala na nim swoje emocje.
Widzenia były ustalone poza miejscem zamieszkania dziecka, ale do wyjść z
domu nie dochodziło, bo dziecko nie chciało. Odpowiedź na " dlaczego" - no bo
nie! Co miesięczne potkania kończyły się zwykle po 30 min.O zabraniu dziecka
gdziekolwiek, a tym bardziej o przyjeździe z nim nie można było nawet marzyć.
Matka, pomimo ustaleń sądu, była zdecydowanie przeciwna. Argument niby
słuszny "Ty przecież nie znasz dziecka i ono Cię nie chce!" Niby prawda
tylko .... czemu taka postawa? Eks zarzucała M, że stresuje dziecko, znęca
się nad nim psychicznie. Przedstawiła także jakieś zaświadczenie od
psychologa, że mała cierpi emocjonalnie. Po jakimś czasie kuratorka poradziła
zaniechanie tych wizyt na jakiś czas. Zasugerowała, że jak mała będzie
starsza, to dorośnie, zacznie samodzielnie myśleć i więcej zrozumie.
Przyznała, że widać, iż dorośli manipulują małą i źle nastawiają, ale
zaznaczyła też, że ewidentnych dowodów na to nie ma i sąd w takich
przypadkach BEZRADNY!Jej zdaniem rezygnacja z widzeń i tak niechętnych
dziecku miała być lepsza, gdyż była przekonana, że matka i dziadkowie
przestaną buntować przeciwko ojcu, jak nie będzie spotkan. M przychylił się
do tej opinii, ponieważ mial dosyć agresywnego zachowania małej,posądzeń o
złośliwość i znęcanie się nad dzieckiem, a także, trzeba to stwierdzić
szczerze, całonocnych wojaży do miejsca zamieszkania dziecka, które wyraźnie
go odrzucało. Nawiązał więc kontakt ze szkołą córki, szukał informacji o niej
przez dawnych znajomych i dalszą rodzinę. Próbowal też kilkakrotnie odwiedzać
dziecko w szkole na dużych przerwach.Zbliżał się do córki w towarzystwie
wychowawczyni lub pedagog i próbował nawiązać rozmowę. Dziewczynka ze
śmiechem uciekała przed nim. Po takich wizytach, matka lub babka zjawiały się
u dyrektor i pedagog i robiły piekielną awanturę i straszyły sądami.Został
posądzony, że prześladuje małą i robi to specjalnie, aby zaszkodzić matce.
Tak więc kontakt jest naprawdę bardzo sporadyczny. Dziewczynka źle się uczy.
M uważa, że matka sobie z nią nie radzi. Od czasu do czasu M pisuje do córki
przez internet, ale nie ma żadnej odpowiedzi. Gdy M się dowiedział, że eks
choruje, wystąpił o przyznanie opieki nad małą do czasu powrotu do zdrowia
jej matki. Od razu został posądzony, że chce ją pozbawić praw rodzicielskich.
Dziewczynka ma już 14 lat.Było RODK. Na prośbę M umożliwiono mu też rozmowę z
nią, zaraz po testach. Na wszystko były odpowiedzi "nie!" lub "no bo nie!"
Córkę przyprowadziła babka, która w milczeniu obserwowała próby M zbliżenia
się do dziecka.Przyniosła zwolnienie matki dziewczynki. W RODK M stwierdził,
że skoro mała nie chce do nas / też jej się trudno dziwić, bo tak nie zna w
ogóle naszej rodziny i rodziny męża /, to nie chce walczyć o zabranie jej na
siłę od matki, ale teraz najważniejsze! W RODK zasugerowano i stwierdzono, że
tak też powiedziała córka " Gdyby matce coś się stało, to mała powinna
pozostać z dziadkami pod opieką babci, bo ojciec nie jest w stanie zająć się
niechętną do zmiany miejsca zamieszkania dziewczynką." Ta babcia jest
wyjątkowo negatywnie nastawiona do mojego M. Zawsze podjudzała byłą, aby
mu "dołożyła". W dodatku leczy się w Poradni Zdrowia Psychicznego i potrafi
być wyjątkowo agresywna!Mój stwierdził, że ma nadzieję, że matce się
polepszy, ale gdyby nie, to nie wyobraża sobie, aby JEGO córkę mogła
wychowywać tak mściwa i niezrównoważona kobieta, jak jego była teściowa! A
ja? Po prostu nie wiem! Jakby matce się coś naprawdę stało, to dla nastolatki
bardzo ciężkie przeżycie i narzucać jej wtedy jeszcze przeprowadzkę?! Mój M
walczył o kontakty z całych sił, ale nie udało mu się pokonać niechęci eks i
jej rodziców. Wychowali małą w przekonaniu, że on ją porzucił i jest złym
człowiekiem. Ona do ojca czuje taką niechęć i żal. Identyfikuje się z matką i
każde jej słowo to dla niej świętość. Matka nie wyobraża sobie, że gdyby jej
zabrakło, to JEJ CÓRKA mogłaby być w ogóle z ojcem, a nie z dziadkami. Jednak
mój M się upiera, że nie mógłby pozostawić własnego dziecka pod opieką osoby
psychicznie chorej. Moja siostra jednak twierdzi, że dla dziewczyny to by
było najlepsze rozwiązanie, bo my, pomimo usilnych starań, żeby tak nie było,
jesteśmy jednak dla niej obcymi ludźmi! A ja ze swojej strony obawiałabym się
chyba jednak przygarnąć zbuntowaną, odrzucającą nas wszystkich nastolatkę. Od
razu przychodzą mi myśli, że próbowałaby uciekać i mogłoby być jeszcze gorzej!
Uff, sorry, że tak się rozpisałam, ale chciałam, aby sytuacja była jasna! Co
Wy na to?! Wiecie, wierzymy, że matka wróci do zdrowia i będzie ok, ale
niestety różnie to bywa i dobrze rozważyć każdą ewentualność! Napiszcie
szczerze, co sądzicie! M