Plany spotkania z jego dzieckiem

17.05.06, 14:39
No wreszcie, sytuacja dla mnie coraz bardziej klarowna i dzielę się moją małą
radośćią z Wami: pozew rozwodowy złożony! Coraz bardziej mu wierzę, że chce ze
mną być i że mnie wybrał...smile

Coraz bardziej oswajam się z obecnością jego córeczki w moim życiu...
Na początku jak pisałam wcześniej na forum, nie potrafiłam jej zaakceptować,
sam fakt, że on ma dziecko z inną sprawiał mi ból. Teraz jest lepiej -
ostatnio oglądaliśmy razem jej zdjęcia (miałam odwagę) i widziałam na nich
pogodną i uśmiechniętą 11-letnią dziewczynkę i pomyślałam, dlaczego miałoby
byc źle?

Zauważyłam, że im bardziej angażuję się w ten związek, tym bardziej akceptuje
partnera i automatycznie jego przeszłość. Ważne jest, że wiem od niego, że
chciałby też ze mną mieć dzieci (ta jego gotowość rekompensuje mi w pewnym
sensie trud tej całej sytuacji).

No właśnie - spotkanie jest w planach i moge się zgodzić albo nie na razie.On
uszanuje moją decyzję. Więc w czym problem zapytacie może? Otóż tak:

1)Albo łapać byka za rogi i poznawać się z dziewczynka, na której jeszcze
niewinnosć na twarzy (zanim wejdzie w trudny wiek dorastania).
2) Poczekać na rozwód i na to aż dziecko przyzwyczai się do tej sytuacji,
jeśli coś to wogóle zmienia dla niej, bo rodzice nie mieszkają ze soba od
kilku lat, więc nie są razem.
3) Zachować dystans i poczekac aż nasz związek się umocni i urodzi się nasze
wspólne dziecko.

Co myślicie?
    • cogita Re: Plany spotkania z jego dzieckiem 17.05.06, 15:42
      ...a co na te "cudne" plany matka dziewczynki i sama 11 -letnia pannica?
      Twoje plany nie muszą być planami exi i dziecka.
    • jayin Re: Plany spotkania z jego dzieckiem 17.05.06, 15:50
      pamig napisała:

      > 1)Albo łapać byka za rogi i poznawać się z dziewczynka, na której jeszcze
      > niewinnosć na twarzy (zanim wejdzie w trudny wiek dorastania).

      O ile mała dowie się o Tobie wcześniej, a nie dopiero na takim spotkaniusmile
      No i nic na siłę, bez afiszowania się na tym pierwszym spotkaniu z waszym związkiem, bo nie wiem jakie są układy między twoim M, a jego córką - ale na ogół dzieci odruchowo "nabawiają" się dystansu do takiej "afiszującej się nowej cioci z tatusiem pod rękę". Łatwiej chyba, jak spotkanie będzie maksymalnie neutralne i... krótkiesmile (wyjście do kina wspólne? wycieczka za miasto?) - a ty będziesz "przy okazji" jej przedstawiona. Żeby nie robić Wersalu i afery z pojawieniem się Nowej Osoby w życiu małej. I to w dodatku tak bliskiej jej ojcu.

      Przynajmniej wg mnie.

      pozdr.

      J.
    • lilith76 Re: Plany spotkania z jego dzieckiem 17.05.06, 15:55
      zależy od nastawienia do tej sytuacji matki dziewczynki i waszych planów co do
      związku (czy myślicie o wspólnej przyszłości, czy się niezobowiązująco
      testujecie).
      jeśli jest ok, to opcja nr 1
      jeśli niekoniecznie, to opcja nr 2
      nie polecam nr 3, bo gdy pojawi się wasze wspólne dziecko najlepiej aby
      kontakty z córką twojego mężczyzny były już dobrze zawiązane.


      PS: cogitą się nie przejmuj bo ona ma takie kompetencje w doradzaniu kobietom w
      związkach jak Afrykańczyk w budowaniu igloo.
      • cogita Re: Plany spotkania z jego dzieckiem 17.05.06, 16:10
        moje udane zycie jest najlepsza rekomendacją moich kompetencji nt. związków.
        • agnese_1 Re: Plany spotkania z jego dzieckiem 17.05.06, 16:20
          O, to tak jak nasz nowy minister gospodarki morskiej! On, jak powiedzial, ze
          codziennie przez okno widzi statki i to mu daje kompetencje do kierowania tym
          ministerstwem wink
        • pamig Cogita!!! 17.05.06, 16:25
          Cogita - już raz pisałam do Ciebie przy Twoim wątku - powoli tracę jednak ten
          filozoficzny dystans - to świetnie, że masz udany związek i ja również chcę
          budować udany związek, uwierz mi!

          Czemu podjudzasz mnie, żebym w imię tzw. konwencjonalnej społecznej normalności
          wyrzekła się głebokiego uczucia do pierwszego takiego mężczyzny w moim zyciu,
          który kocha mnie tak jak tego potrzebuje!

          Nie ma nic idealnego, gdybym takiej miłości się wyrzekła byłabym naprawdę głupcem.

          Poczytaj sobie o związkach z mężczyznami po przejściach:
          kobieta.wp.pl/kat,26339,wid,8294424,wiadomosc.html?ticaid=119f0


          • cogita Re: Cogita!!! 17.05.06, 16:37
            najbardziej spodobało mi się zdanie, ze zwiazek z rozwodnikiem to ryzyko i
            tajemnica , czyli niewiadoma....a reszta oparta jest na zasadach, które
            zaczynają się od słów : "najprawdobodobniej lub możliwe,że ".
            I niestety nie ma tak w życiu pięknie, jak w tym artykule,ze wszyscy ucza sie
            na błędach, większość raczej je powiela.
            • pamig Sprostowanie 17.05.06, 16:48
              Prawda jest taka, że każdy związek z każdym mężczyzną (niezależnie od bagażu
              doświadczeń, jaki dźwiga) jest poniekąd ryzykiem i tajemnicą.

              Tak brzmi w pełni to zdanie - dlaczego ucinasz jego decydujący fragment?

            • lilith76 Re: Cogita!!! 17.05.06, 16:54
              cogita, co wie o związku, ktoś kto w nim nie jest i jest zbyt dumny i blady
              żeby wejść w jakikolwiek?
              • sonrisa3 Re: Cogita!!! 17.05.06, 21:51
                Lilith, czy nie masz wrażenia, że Cogita to nasza dobra znajoma z tego forum,
                czyli Bet66, tylko w nowym ubranku? wink
                Co do pytania autorki wątku - mój syn poznał partnerkę taty w ten sposob, że
                wyjechali we trójkę na jednodniową wycieczkę. Jest w wieku zbliżonym do córki
                Twojego partnera, różnica jest tylko taka, że my już jesteśmy po rozwodzie.
                Tak jest chyba najbezpieczniej - jest nowa osoba przy rodzicu, ale pierwsze
                spotkanie spotkanie jest połączone z jakąś atrakcją.
                • madalenka25 Re: Cogita!!! 17.05.06, 21:55
                  Brawo Sonrisa - trafiony zatopiony smile)
                • lilith76 Re: Cogita!!! 18.05.06, 11:11
                  > Lilith, czy nie masz wrażenia, że Cogita to nasza dobra znajoma z tego forum,
                  > czyli Bet66, tylko w nowym ubranku? wink

                  internet jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz...
                  wink
    • pamig Zła wrózka tym razem zwyciężyła:( 18.05.06, 14:31
      Podszepty złej wróżki Cogity zrobiły swoje...teraz wyjechał, nie jestem już tak
      silna, jak przy jego boku, czarne myśli mnie naszły znowu.

      Nie chcę się spotykać. Nie wiem czy mi przejdzie.

      Muszę? Czy ciąży na mnie jakiś obowiązek? Czy muszę się wogóle z nią POZNAWAć?
      Wystarczy, że uczę się akceptować, że jest na tym świecie.

      Może mi przejdzie, jeśli ona będzie chciała - tak - szanuje jej zdanie. W końcu
      mogła się czuć przez te 11 lat najwspanialszą istotą dla swojego tatusia - bo
      taką czułość ojcowską to on potrafi okazać, to jest niezwykle...

      I teraz ja się pojawiam w życiu tatusia - i ja mu ją odbieram - i jak to jest
      możliwe, żeby się z tym pogodziła? I ja mam o to walczyć? Muszę naprawdę?




      • luna67 Re: Zła wrózka tym razem zwyciężyła:( 18.05.06, 18:00
        paming,
        nigdy nie traktuj siebie i dziewczynke jako dwie konkurentki, bo mozesz byc
        rozczarowana. Milosc ojca jest inna nie zapominaj.

        Nie zganiaj tez winy za twoje uczucia na Cogite, to nie jest zarazliwewink
        przyznaj sie do twoich uczuc, bedzie tobie latwiej i lzej, nie zmuszaj sie do
        czegos na co jeszcze nie jestes gotowa, bo uczuciami nie da sie niestety
        kierowac (robilam ten sam blad co ty).

        Ty nie "odbierasz jej tatusia", ty uszczesliwiasz tatusia, wiec jak dziewczynka
        jest madra to zrozumie, i chce zeby tatus tez byl szczesliwy.

        Trzymam za ciebie kciukiwink)))
        • milcha31 Re: Zła wrózka tym razem zwyciężyła:( 19.05.06, 05:52
          Dziewczyno, opanuj się. Facet nie ma jeszcze rozwodu. Matka dziecka przechodzi
          pewnie ciężkie chwile a a samo dziecko pewnie nie za bardzo ma chęć cię poznać.
          Zastanów się kim ty w ogóle możesz dla niej być w tej chwili?
          dziecko potrzebuje rodziców a nie kolejnych partnerów czy partnerek w życiu
          swoich rodziców.
          Poczekaj czy dojdzie do skutku rozwód, czy ty się ostaniesz po tym rozwodzie. I
          jeśli będzie szansa na założenie rodziny to wtedy jest sens poznanwanie
          dziecka. A nie w tej chwili gdzie wszystko jest pisane palcem na wodzie. Nie ma
          potrzeby mącić dziecku w głowie.
          • pamig Milcha - daj mi czas 19.05.06, 10:05
            Ok, milcha, przyznaje ci rację, wylałaś mi kubel zimnego racjonalizmu na glowę i
            o to chodzi, tego potrzebowałam.

            Czemu jednak wlazłas tak na mnie na wątku rożyczki - Ty rozterek nigdy nie miałaś?
            Uważasz, że ta mądrość i dojrzalość nagle na mnie spłynie? Dzięki Ci za rady,
            ale bądże bardziej wyrozumiała dla mnie, łatwo było mi na samym początku tez
            mówić, że rozwodnik to potrzebuje kobiety w podobnej sytuacji, Łatwo nam wogóle
            mówić jak powinno być i co jest dla kogoś najlepsze, ale życie toczy się swoją
            drogą, a ja wybrałam drogę uczucia.

            Nie złość się na mnie, bo cogita dopadła mnie jak zły duch w chwili słabości i
            okazała się, że ta moja postawa akceptacji nie jest jeszcze tak mocna jak mi się
            wydawało, ale to była chwila słabości, chwile są przelotne na szczeście.

            W każdym razie - po otrzeźwieniuwink stwierdzam, że nic na siłę, nie zajmuje
            żadnej postawy, po prostu postaram się byc neutralna i czekac jak to wszystko
            sie ułozy.

            I być może okaże się, tak jak często juz w moim zyciu bywała, że panikowałam
            strasznie, a diabeł okazał się nie taki straszny jak go malująsmile

            Trzymajcie sięsmile







        • pamig Re: 19.05.06, 10:12
          Dzięki, dzięki luna! Właśnie takie mądre słowa wsparcia są najlepsze w takich
          chwilach.

          Cogita swoja role odegrała w uświadomieniu mi, że rzeczywiście nie jestem
          jeszcze gotowa. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszlo ;sadz Cogitą)

          Chcialabym być taka jak Wy dojrzałe macoszki po 30...ale niestety drogą na
          skróty pójść sie nie da, więc i ja daje sobie czas na dojrzewanie do tej mądrościwink
          • milcha31 Re: 19.05.06, 10:19
            Wsystko się ułoży. Co nagle to po diable.
            zastanów się, czy w ogóle poradzisz sobie w przyszłości z przeszłością swojego
            partnera.
            • pamig Re: 19.05.06, 15:08
              hmmm...tak naprawdę to z czym mam sobie radzić? to jego przeszłosć nie moja? A
              przyszłość to chcemy budować wspólnie i to nie jest takie hop siup,to nie jest
              mój pierwszy, więc i ja mam też jakąś przeszłosć za sobąwink

              Długo rozmawialiśmy ze soba o naszej przeszłości zanim zdecydowaliśmy się na
              spróbowanie bycia razem. Dla mnie samej było priorytetem poznanie jego sytuacji,
              dlaczego wiele lat nie mieszkają ze sobą, itp. sprawy. Analizowałam ile się da,
              bo miałam wcześniej swoja twardą zasadę nie tykania żonatych.

              Po kilku miesiącach znajomości i po wielu rozmowach zrozumiałam wreszcie, że to
              małżeństwo to jedynie formalnosć,a walka o rozwód to nie pstryknięcie palcem jak
              mi się wydawało,to skomplikowana sprawa z powodów finansowych. Staralam się być
              ostrożna, aby uzyskać jak najwięcej pewności. Staralam się i sluchać serca i
              rozumu, już taka młódka nie jestem, że potrafię docenić rolę tych dwóch
              strategii w podejmowaniu dobrych wyborów w zyciu, zwłaszcza emocjonalnym.

              Więc to nie jest tak do końca Milcha, że aż taka niedojrzała jestem...wink

              Nie jestem juz na początku drogi w tej relacji, więc chyba nie mam się co
              zastanawiać, tylko po prostu...iść dalej i zaufać miłości smile

              Milcha,a Ty jesteś w takim związku z tzw."mężczyzną z przeszłością"?
          • luna67 Re:Paming 19.05.06, 15:43
            paming napisalas:

            > Chcialabym być taka jak Wy dojrzałe macoszki po 30...ale niestety drogą na
            > skróty pójść sie nie da, więc i ja daje sobie czas na dojrzewanie do tej mądroś
            > ciwink

            Powiem tobie prawde, ze na poczatku bylo niezle, nie mialam najmniejszego
            problemu z jego dziecmi, ale z czasem jak zaczela sie do naszego zwiazku i
            ukladu z dziecmi mieszac EX w najniegodziwszych wyuzdanych walorach, to juz nie
            jest tak "rozowo" jak bylo.

            Ale ja znalazlam swoja droge bycia szczesliwa z moim "urzywanym" (nie musisz
            tego nasladowac), ty tez napewno znajdziesz swoja, jest to proba milosci i
            czysta "selekcja" uczucwink, jak ja przetrwasz to nic na swiecie was nie rozdzieli.
            Mojego "urzywanego" aniola nie oddalabym nikomu na swiecie, jak bylby
            "umierajacy" to nawet poszlabym przez pieklo do Boga, i powiedzialabym mu; "masz
            tyle "czystych" aniolow dlaczego chcesz mojego "urzywanego"?"smile chcialam tym
            powiedziec, ze on i ja nie mozemy zyc bez siebie i jestesmy juz na wszystko
            uodpornieni, bo pieklo z EXsia juz przezylismysad(( i mysle ze Bog by mnie
            wysluchalwink
            Sadze, ze ty masz wieksze szczescie jezeli chodzi o "jeszcze" zone twojego, bo
            napewno wie o tobie i nie robi scen, a to jest (czego wczesniej nie wiedzialam)
            bardzo wazne.
            Narazie nie przejmuj sie niczym, nie zatruwaj sobie zycia przez moze
            bezpodstawne obawy, delektuj sie i ciesz z waszej milosci bo to jest w tej
            chwili najwazniejsze, badz teraz podpora dla twojego, a milosc do mezczyzny nie
            musi isc w parze z totalna akceptacja jego dziec/-ka/-i.

            Trzymaj sie!! (ale nie wiatru)smile))
          • zonka77 Re: 19.05.06, 15:54
            Paming, nie przesadzaj z tą mądrością po 30 big_grin
            Ja swoją pasierbicę poznałam jak miałam 22 lata. Teraz mam 28, a relacje mamy
            bardzo dobre. Od początku relacje były bardzo ok (oczywiście było wiele
            zadawanych sobie samej pytań, trochę problemów, wątpliwości itd ale same relacje
            ja-pasierbica były od początku udane). Naprawdę niezaleznie od wieku i ilości
            lat w związku można mieć dobre relacje z dzieckiem partnera/męża. Nie trzeba być
            po 30 i kilku latach związku smile

            Dwie sprawy które z mojego punktu widzenia są najważniejsze:
            1. Od początku zaakceptować i pogodzić się z tym że jest dziecko, nie Twoje,
            dziecko z inną kobietą. Ono było jest i bedzie i facet o ile nie jest dupkiem
            kocha to dziecko i będzie kochał i tak właśnie powinno być. I jeśli kocha i się
            nim zajmuje to dobrze, świadczy to o tym że jest dobrym ojcem i dobrym
            człowiekiem. Jeśli dziecko go nie obchodzi, olewa je, nie płaci i nie widuje się
            to dla mnie byłby to wielki czerwony sygnał (oczywiście o ile nie ma problemu
            typu zaborcza ex która po swoim trupie pozwoli się ojcu z dzieckiem spotkać ale
            naprawdę myślę że takie sytuacje w rzeczywistości to rzadkość)
            2. Nigdy nie traktować siebie jako konkurencji dla dziecka ani dziecka jako
            konkurencji dla siebie. Jako mama z całą odpowiedzialnością mówię że miłość do
            dziecka i miłość do męża/partnera to są dwie różne sprawy, nie wykluczające się,
            nie gryzące się - inne.


            • luna67 Re: oj , oj zonka77 19.05.06, 16:39
              piszesz:
              Od początku zaakceptować i pogodzić się z tym że jest dziecko, nie Twoje,
              > dziecko z inną kobietą
              tak, to jest twoje zdanie ale nikt nie musi niczego akceptowac, kazdy decyduje
              sam za siebie jak ma postepowac i jak mu jest wygodnie, uczuciami nie da sie
              kierowac, podstawa jest zeby ojciec wiedzial o nastawieniu jego kobiety do jego
              dziecka o jej obawach, a jak nie ma z tym problemu, to co? jest zlym
              czlowiekiem? ze rozumie? ze jest tolerancyjny? wiec dlaczego ty nie umiesz sie z
              tym pogodzic, ze macochy moga tez inaczej myslec i odczuwac, ze moga tez byc na
              poczatku zazdrosne, ze musza dojzec do tej roli. Nie kazdy jest taki wspanialy i
              bez skazy jak ty.

              To pamingi mezczyzna jest ojcem i ma obowiazek dbac i kochac dziecko ale nie
              macocha, byc szczesliwa macocha nie oznacza totalnej akceptacji pasierbow. Po
              jakiego w... piszesz tu o jakich dupkach ojcach to nie na miejscu i oklepane,
              przeciez paming napisala jak ojciec jest nastawiony do dziecka, wiec po co tu
              mieszasz?

              Jezeli chodzi o pkt. 2 to mam takie samo zdanie, bo napislam to juz wszesniej.
              Jestes napewno dobra macocha ale zero tolerancji, a wiec bez skazy tez nie jesteswink
              • zonka77 oj , oj luna 67 :) 19.05.06, 18:27
                > "tak, to jest twoje zdanie ale nikt nie musi niczego akceptowac"

                Tak, to jest oczywiste że to moje zdanie. Napisałam przecież że "z mojego punktu
                widzenia"

                > "a jak nie ma z tym problemu, to co? jest zlym
                > czlowiekiem? ze rozumie? ze jest tolerancyjny?"

                Luna nie rozumiem za bardzo o co Ci chodzi...Nigdy nie napisałam że facet który
                ROZUMIE obawy swojej partnerki jest złym człowiekiem!!Nigdy tak nawet nie
                pomyślałam smile Nie czytałaś chyba uważnie mojego postu.

                >"wiec dlaczego ty nie umiesz sie z tym pogodzic, ze macochy moga tez inaczej
                >myslec i odczuwac, ze moga tez byc na
                > poczatku zazdrosne, ze musza dojzec do tej roli. Nie kazdy jest taki wspanialy
                > i
                > bez skazy jak ty"

                Oj Luna nie doczytałaś. Napisałam że miałam dużo pytań i wątpliwości na
                początku, jak każdy. Jednak myślę że jeśli ktoś nie potrafi zaakceptować faktu
                że jego druga połowa ma dziecko to naprawdę będzie ciężko budować związek.
                Zresztą nie napisałam że każdy musi mieć super kontakty z pasierbem/pasierbicą.
                Napisałam że każdy MOŻE je mieć niezależnie od wieku i stażu związku i była to
                żartobliwa odpowiedż na zdanie paming o dojrzałych macochach po 30 którym jest
                lepiej bo mają doświadczenie.
                Powtarzam nie znaczy to że każdemu tak się musi udać czy każdy musi tak chcieć,
                po prostu nie uzależniałabym tego od wieku i stażu smile

                > "To pamingi mezczyzna jest ojcem i ma obowiazek dbac i kochac dziecko ale nie
                > macocha, byc szczesliwa macocha nie oznacza totalnej akceptacji pasierbow. Po
                > jakiego w... piszesz tu o jakich dupkach ojcach to nie na miejscu i oklepane,
                > przeciez paming napisala jak ojciec jest nastawiony do dziecka, wiec po co tu
                > mieszasz?"

                Tak tak i jeszcze raz Tak. Gdzie ja napisałam że Macocha ma kochać
                pasierbicę/pasierba???
                A napisałam o ojcach dupkach bo za takich uważam tych co się własnymi dziećmi
                nie interesują bo mają to gdzieś. Niestety na tyle długo tu jestem że nauczyłam
                się uściślać i powtarzać niektóre tematy bo zaraz padają pytania i zarzuty.
                Nigdzie nie napisałam bynajmniej że facet paming nie interesuje się dzieckiem
                albo że jest dupkiem - czytajże dokładnie luno!

                Bardzo się mylisz myśląc że nie mam tolerancji. Tolerancji nie mam dla osób
                pokroju Magnoldy - dla wszystkich innych którzy mają problemy mam i to dużą bo
                sama ich miałam niemało i mam nadal, jak każdy.
                Tyle że mogę albo olać i powiedzieć że mam w czterech literach i np się rozwieść
                albo się postarać, tym bardziej że świadomie wlazłam w związek z dzieciatym
                rozwodnikiem.
                To co napisałam było próbą powiedzenie co dla mnie osobiście, z mojego punktu
                widzenia było najważniejsze żeby wypracować i kiedy udało mi się to osiągnąć co
                opisałam w tych punktech (nie rywalizowanie i uznanie faktu istnienia dziecka za
                oczywistość na którą się godzę) życie stało się o wiele łatwiejsze i milsze smile
                Chciałam też podkreślić że to powód do radości że facet kocha dziecko a nie
                powód do zazdrości. Może uściśle: lepiej spojrzeć na to od tej strony: "mój
                facet jest dobrym ojcem, to dobrze o nim świadczy" I nie odnoszę tego osobiście
                do Paming tylko ogólnie piszę o podejściu do sprawy jaki uważam za ułatwiający
                życie (ja osobiście)

                Proces docierania się i układania sobie życia był u mnie całkiem długi i trudny
                Luno.I nie uważam że jest zakończony, nie wiem czy kiedykolwiek powiem że jest.
                Ale chciałam przekazać Paming jeszcze to że relacje (dobre relacje) z dzieckiem
                partnera czy męża wcale nie muszą nastąpić dopiero po tym jak wszystko w głowie
                będzie fantastycznie ułożone i wogóle będzie zero problemu. Nie. Ja jeszce raz
                napiszę - problemów miałam dużo, ze sobą, z mężem, z uczuciami i emocjami. Ale
                mimo to miałam dobrą relację z pasierbicą od początku (swoje dorosłe sprawy
                załatwiałam poza nią)I nie oznacza to że od pierwszego dnia zapałałam do niej
                miłością, wogóle cięzko by było mi powiedzieć że ją kocham. Lubię ją i akceptuję.
                I myślę że nastawienie JEST ważne. Jeśli od początku sobie powiesz "olewam, co
                mnie to obchodzi - to nie moje dzieci" to będzie ciężko stworzyć coś fajnego.
                Tym bardziej że pasierbowie/pasierbice chyba żadko sami z siebie pałają
                sympatją, zrozumieniem i robią wszystko żeby macocha ich polubiła.Jeśli zobaczą
                że sąolewani, nielubieni i dla macochy są problemem to może zacząć się naprawdę
                nieprzyjemnie robić.
                Dla mnie (DLA MNIE) podstawa to akceptacja dzieci i walka z zazdrością. Po
                prostu jeśli się dzieci nie akceptuje i umiera się z zazdrości to życie staje
                się koszmarem, dla wszystkich. Jeśli ktoś nie potrafi siępogodzić z faktami to
                naprawdępowinien poważnie się zastanowić czy chce być w takim związku, czy
                warto. I to znowu nie wycieczka osobista do Paming tylko ogólnie tak uważam smile
                A to jak kto chce żyć i jaki ma sposób to naprawdę wolna wola. Ja podaję swój,
                bo działa, w naszym przypadku smile
                pozdrawiam
                żonka
                • zonka77 i jeszcze luna 19.05.06, 18:38
                  Jeszcze do tych ojców dupków wrócę. Chyba mnnie totalnie nie zrozumiałaś sad
                  Napisałam że to dobrze że facet kocha dziecko, że to dla niego plus (z
                  wypowiedzi paming wynika że jej facet jest dobrym tatą i interesuje się
                  dzieckiem) i że uważam ze byłoby o wiele gorzej gdyby tego nie robił (dla mnie
                  to byłby znak ostrzegawczy) A o ewentualnej zaborczej ex dodałam dlatego żeby
                  nikt się nie doczepił że nie zawsze to wina ojca że nie widuje dzieci (wiem,
                  zdaża się że ex skutecznie to uniemożliwia)
                  Jak Ci to wytłumaczyć...po prostu proponuję mieć nastawienie pozytywne?
                  Spróbować cieszyć się że facet w takiej sytuacji okazuje się być dobrym i
                  odpowiedzialnym człowiekiem? Bo sytuacji nie zmienisz - pozostaje spojrzec na
                  nią z dobrej strony smile
                  ufff, mam nadzieję że to co chcę przekazać jest zrozumiałe smile

                  • pamig Lezę świadomie;) 19.05.06, 19:15
                    Dziewczyny!

                    Dodam kilka faktów, żeby rozjaśnić sytuacje bardziej niż na początku:

                    PRIMO;
                    Zonka - przyczepiłaś się do tego, że mam obawy z akceptacją, pisałam,przecież,że
                    jest coraz lepiej, że im bliżej jesteśmy i umacaniamy się w naszym związku - nie
                    ma innej drogi niż akceptacja. Zwłaszcza, że sama pochodzę z rozbitej rodziny i
                    macochę darzyłam symopatią, i nie miałam żalu do ojca, że założył druga rodzinę
                    itd...tylko po prostu o mnie zapomniał i zajał się tą drugą rodziną...i to
                    macocha zabiegala o kontakty ze mnąwink Zatem Surprise! - zaprogramowana jestem
                    raczej pro kontaktom i to pozytywnym. (tylko jeszcze muszę to sobie bardziej
                    uświadomić)

                    Słabość mnie naszła, bo to jeszcze nie czas odpowiedni (zgadzam się z radami
                    innych dziewczyn) ją poznać - a ja bym chciała już wyczuć, jak te kontakty się
                    ułożą itd...

                    SECUNDO, nie mniej ważne niż PRIMO: mój miły jest w 5-letniej separacji, dziecko
                    jest więc od dawna przyzwyczajone do sytuacji, że tata jest poza domem
                    (wyprowadził się te 5 lat temu) i ma swoje życie. To jest, przyznacie, nieco
                    inna sytuacja, niż gdyby mieszkali razem
                    i dopiero rozwód ich by rozdzielił, no i rzeczywiście wtedy jest sajgon
                    emocjonalny dla dziecka, bo zmiana sytuacji o 360 stopni.

                    To ja na początku stałam mocno na stanowisku, że chcę najpierw widzieć jego
                    papierek, zanim zaczniemy się spotykać.
                    Ale kurde, tak się nie da...no, kiedy się cię strzala trafi...
                    Zresztą, choć rzeczywiście od tego ok.rocznego spotykania - angazujemy sie
                    obydwoje coraz bardziej i to jest super, ale...

                    kolejne etapy przed nami, jego rozwód i jak on go przejdzie (szykuje się walka
                    na noże w kwestiach finansowych), jak on to mówi, no i jak tam jego deklaracje
                    uczuciowe wobec mnie będą wyglądać po rozwodzie, czy to coś zmieni?

                    pożyjemy, zobaczymy

                    Póki co - dzięki, pozdrawiam Was ciepło

                    Dzięi Waszym reakcjom naprawdę mam siłę pokonywać moje zwątpieniawink
                    • zonka77 Re: Lezę świadomie;) 19.05.06, 20:03
                      jejku, do niczego się nie przyczepiłam - naprawdę!
                      Czemuście takie czepliwe dziewczyny smile
                      Super że jest coraz lepiej - usiłowałam Ci napisać coś od siebie, co mnie
                      pomogło, jak ja sobie radzę.

                      Jasne że to jest inna sytuacja niż gdyby mieszkali razem., Ja byłam w podobnej
                      sytuaji, mój miły też nie był jeszcze rozwiedziony choć pozew był już napisany a
                      zaraz potem złożony. Jego "jeszcze" małżonka miała swojego faceta i z M nie
                      miaszkali razem co prawda nie od 5 lat ale od paru miesięcy ale dziecko już było
                      przygotowane i uświadomione że to koniec, choćby dla tego że wiedziało o nowym
                      facecie mamy i znało go.
                      Ja też miałam i wątpliwosci i problemy. I nie skończyły się one wraz z poznaniem
                      młodej ale nie wpłynęły jakoś specjalnie na moje relacje z nią i to Ci
                      usiłowałam napisać smile
                      Ogólnie życzę powodzenia jak najbardziej smile
                      • zonka77 Re: Lezę świadomie;) 19.05.06, 20:04
                        a ogólnie przecież piszę o sobie cały czas i o swojej sytuacji i swoich
                        sposobach. Buuuu, nie uważam że wszyscy tak muszą. Mówię że tak można i że u
                        mnie tak jesy ok
            • milcha31 Re: 19.05.06, 16:46
              Ja byłam w o tyle lepszej sytuacji, że mąż był już jakiś czas po rozwodzie. A
              ja sama wychowywałam moje panieńskie dziecko smile.
              Wiedziałam, że każde z nas nma za sobą przeszłość. Nie czułam zazdrości o jego
              dziecko, może dlatego, że miałam własne. MA może dlatego, że sama miałam
              rozwiedzionych rodziców.
              Mąż jest ode mnie starszy. gdy go poznałam miałam 28 a on 38.
              Oboje byliśmy z przeszłością, więc skupiliśmy się na przyszłości i nie
              roztrząsaliśmy tego co było.

              W każdym razie jedno jest pewne: gdybym nie miała pewności, że on dba o swoje
              pierwsze dziecko, zależy mu na nim nie wyszłabym za niego. Bowiem mężczyzna,
              który nie potrafi zadbać o swoje potomstwo jest według mnie nic nie wart.
              Nie wyobrażam sobie bycia z mężczyzną, który uchyla się od obowiązków względem
              własnych dzieci. Taki mam priorytet.
              • bemari Re: 20.05.06, 04:09
                Myslę tak samo jak Ty i Zonka.Mądre z Was dziewczyny.Pozdrawiam!
Pełna wersja