witam, jestem tu nowa :)

18.05.06, 11:06
Dziekuje serdecznie za przyjecie na forum.
od ponad pol roku spotykam sie z facetem po przejsciasch. on ma 15 letnia
corke. Caly czas nie jestem na 100% przekonana do tego zwiazku, ze wzgledu na
jego przeszlosc. nie potrafie sie pogodzic z faktem, ze ma juz dorosla corke.
On wiaze ze mna powazne plany, a ja mam obawy. Dodam jeszcze ze ja mam 28 lat
a on 38. Pech , a moze szczescie chcialo, ze kilka dni temu dostal rozwod i
juz tylko mysli o tym zeby isc kupic pierscionek. Ja nabralam takiego
stracha, ze szok. nie wyobrazam sobie spotkan z jego corka i wogole tej calej
sytuacji. sama nie wiem czemu sie w to wpakowalam. po prostu mnie zauroczyl i
pokochalam go.
Mozecie mi cokolwiek poradzic jak sobie radzic z ta sytacja? nigdy nie
przypuszczalam , ze moge zostac macocha. dodatkowym problemem jest u mnie
rodzian, ktora totalnie nie akceptuje tego zwiazku. nie mam pojecia jak sobie
z tym poradzic. bardzo prosze o rade smile
    • kleo1 Re: witam, jestem tu nowa :) 18.05.06, 11:22
      też miałam takie problemy, po 3 latach bycia razem mi przeszło smile daj sobie
      trochę czasu a On niech będzie Twoim Wsparciem, niech Cię Kocha, Wielbi codzień
    • mrs_ka Re: witam, jestem tu nowa :) 18.05.06, 11:29
      Z piętnastolatką nie trzeba sobie specjalnie umieć radzić. Chyba, że obawiasz
      się przedsięwzięć w stylu sklepowych eskapad, rozmów o Krzyśku i Franku, rozmów
      o metodach walki z trądzikiem i dyskusji o wyższości błyszczyka nad szminkąwink
      Wyluzuj. To jest prawie dorosła pannica, z którą -o ile w ogóle będzie miała
      ochotę na kontakt z Tobą- nawiążesz co najwyżej relacje kumpelsko- partnerskie,
      bo matkować Jej nie musisz. Potraktuj Ją jako sporo młodszą siostrę lub kuzynkę.

      Ja tu nie widzę problemu macochowania akurat.
      Widzę natomiast problem Twojego nieprzekonania co do związku. Różnica 10 lat
      między partnerami- co to jest? To jest nicwink
      A kiedy ma się 28 lat to naprawdę opinia mamusi nie jest opinią o znaczeniu
      priorytetowym. Jeżeli chcesz być z tym mężczyzną i go kochasz, to na tym
      dywagacje się kończą.
      Nie szukaj problemów tam, gdzie ich nie ma. Co jest do godzenia się w fakcie, że
      ma piętnastoletnią córkę? A okolicznośc, że myśli o pierścionku zaręczynowym
      świadczy o nim in plus, bo widac, że facet jest poważny i powaznie Cię traktuje.

      Ja zawsze twierdziłam, że rozwodnicy powinni się wiązać z rozwodnikami. Właśnie
      dlatego, bo odpadają frustracje " a co powie rodzina" (ma się to wtedy w
      głębokim poważaniu), a poza tym odczarowane zostaje słowo "rozwód" (nie robi
      żadnego wrażenia, bo sami wiemy najlepiej, jak relatywne potrafią być sytuacje
      życiowe).

      Przemyśl sobie swoje plany i zdecyduj się, czy chcesz być z tym mężczyzną. Jesli
      chcesz- idź w to. Jesli Masz wątpliwości- nie idź. Zasada dokladnie taka sama
      jak w przypadku każdego innego związku damsko-męskiego.
      A przede wszystkim popracuj nad poczuciem własnej wartości: piętnastolatka nie
      jest dla Ciebie żadna konkurencją, jest integralną częścią życia Twojego
      mężczyzny i jego córką, którą ma prawo kochać i vice versa. No i popracowałabym
      też nad swoimi relacjami z rodziną: oni naprawdę żyć w jednym domu z Wami nie
      będą, to jest Twoje życie. Dlatego rób tak, żeby było dobrze Tobie, a nie mamusi.

      a.
    • lilith76 Re: witam, jestem tu nowa :) 18.05.06, 11:29
      witaj na forum smile

      zastanów się czego chcesz od życia? związku?
      co jest priorytetem?
      jeśli kocha się faceta, to akceptuje się wiele rzeczy z nim związanych.
      jeśli jest się po prostu "w związku", to widzi się sporo "ale".

      ciężko co dziś doradzić, czy namawiać, bo cały twój wpis jest pełen
      wątpliwości. jeśli teraz, na początku tak jest, to za kilka lat nie będzie
      prościej, bo dojdą nowe kłopoty.

      z jego córką nie musicie się kochać. jest w takim wieku, że nie potrzebuje
      kontaktu z nową partnerką ojca, ma zapewne zdecydowane poglądy i to "czarno-
      białe". wystarczy jeśli obie będziecie akceptować swoją wzajemną obecność w
      życiu tego mężczyzny i potrafiły w miarę elegancko zamienić ze sobą kilka zdań.
      sympatia, pozytywnie obojętny dystans - to już wiele.

      powinnaś delikatnie powiedzieć swojemu mężczyźnie o tych obawach, bo wychodzi
      na to, że on się zaangażował. on chce skoczyć na głęboką wode, a ty na razie
      zanurzyłaś palce stopy w wodzie i się zastanawiasz, czy ciepła smile
    • claairee Re: witam, jestem tu nowa :) 18.05.06, 11:47
      Mnie trochę niepokojące wydaje się, że facet od razu po otrzymaniu rozwodu, chce
      wejść w drugie małżeństwo, chyba , że od dawna nie jest z byłą, a rozwód to
      tylko formalność.Myślę, ze dobrze jest przepracować różne tematy, tak aby w
      drugim małżeństwie nie powielać błędów z pierwszego, a na to potrzeba czasu.
    • ciemnanocka Re: witam, jestem tu nowa :) 18.05.06, 13:04
      witajsmile
      Powiedz mu delikatnie, ze chcialabys poznac jego corke, ze chcesz zobaczyc jak
      to dalej sie kreci...
      Nie wiem jak u Twojego chlopa, ale moj jak rozwod dostal to chyba intensywnie
      zaczal myslec o swoim zyciu i nie za bardzo wiedzial jak sie zebrac...
      Docieralismy sie bardzo, nawet mialam go dosc...
      ale udalo siewink
      wiec moze pol roku na decyzje o slubie to za szybko?
      ja zaszlam w ciaze po 2 miesiacach chyba spotykania sie... Niestety poronilam,
      ale tak sobie mysle, ze gdyby tak sie nie stalo to nie wiem czy bysmy byli
      razem...
      wiec spokojniewink
      • barbara001 Re: witam, jestem tu nowa :) 18.05.06, 13:34
        Mój mąż zanim dostał rozwód zaczał myślec o kolejnym slubie (ze mną rzecz
        jasna) i rzeczywiście zaraz po otrzymaniu rozwodu poleciał kupić pierscionek.
        Tak że nie ma reguły. Tyle ze ja nie miałam aż tylu wątpliwości, a może juz o
        nich nie pamiętam?
        No i dobrani jesteśmy, co tu duzo gadać, jak połówki jabłka. Wiedziałam, że
        jeśli zrezygnuję z tego związku, to nie spotkam człowieka, który tak bardzo mi
        pasuje a nie nie ma przeszłosci. Zresztą doceniałam (i doceniam nadal)
        jego "doświadczenie" rodzinne.
        Rodzina tez na początku była nieco zdystansowana do sytuacji, ale czas robi
        swoje, przeszło im i teraz sa bardzo zadowoleni. Ja też zanim spotkałam mojego
        M to byłam taka grzeczna córeczka i pilnie patrzyłam czy moje decyzje spotkają
        się z aprobatą rodziców. Ale sama sobie powiedziałam dosć i uznałam, że
        przecież nikt nie jest w stanie sprawić bym przezyła swoje zycie po swojemu, i
        jeśli los daje mi szanse na fantastyczny związek i miłość, to jeśi to odrącę to
        czy da mi te szansę jeszcze raz i w jakiej postaci?
    • pamig Re: witam, jestem tu nowa :) 18.05.06, 14:12
      Witaj Różyczka, ja mam 26 lat i 36 - letniego faceta po przejściach, z którym
      jestem od kilku miesięcy i miewam takie same obawy co Ty.
      Na początku kompletnie ignorowałam jego przeszłośc, bo tak się zakochałam, że
      liczyl się tylko on,a potem w miarę zacieśniania się więzi (on bał się na
      początku wejść w jakikolwiek związek z kobietą, ale zaryzykował)- juz nie ta
      inna kobieta, ale fakt, że ma dziecko z nią, i że był z nią tyle tyle czasu -
      był i czasem jest i teraz dla mnie paraliżujący.

      Na samym początku to ja wiedziałam, ze to mężczyzna mojego życia (mimo młodego
      wieku mam już dwa poważne związki za sobą) i że chcę z nim byc. Od kiedy
      mieszkamy razem - on mówi już do mnie wprost, że wiąże ze mną swoja przyszłosć.
      Ale to nie znaczy, ze chce małżeństwa, o nie - doświadczenia z małżeństwa to dla
      niego koszmar. Niedawno (po kilku latach nieformalnej separacji) złożył pozew o
      rozwód. Wiec może po rozwodzie, tez mi się oświadczy...(ja tam był chciaławinkchoc
      wątpię.

      W sumie pierścionek zaręczynowy to jeszcze nie ślub - pamiętaj o tym! Ale na
      Twoim miejscu byłabym czujna - człowiek po rozwodzie musi dojśc do siebie i
      poukładać sobie wszystko od nowa i na Twoim miejscu bym mu o tym powiedziała, że
      i Ty potrzebujesz czasu, żeby przyzwyczaić się do tej sytuacji, i on również.

      A co do dziecka...mój ma 11 letnią córkę...Kocha ją, to niewątpliwe, była
      jedynym promyczkiem dla niego przez te wiele lat tkwienia w nieszczęśliwym
      związku. Ja mam fazy rożne teraz - na początku byłam bardzo zrospaczona z tego
      powodu, a teraz kiedy jesteśmy coraz bliżej, to uczę się akceptować. Wiem,że dla
      niego ja teraz jestem bardzo ważną osobą w jego sercu i te kontakty z dzieckiem
      nie są tak intensywne jak kiedyś. Kiedys - przyznaje się - czułam z Tego powodu
      satysfakcję, tak jakby to była moja rywalka...Ale potem uświadomiłam sobie, że
      to dziecinne, że to tylko dziecko, i czemu ono jest winne - poza tym,że ma
      rozbitą rodzine, też na pewną jest jej ciężko w jakiś sposób.

      Ale Ciebie rozumiem w zupełności - choć jest gdzieś tam w planach nasze
      spotkanie po rozwodzie, to ja mam opory duże - w zasadzie to czy muszę się z
      jego córką spotykać? Rozsądek mi mówi, że powinnam zaakceptować coś czego się
      nie da zmienić, przecież to dziecko,ale emocjonalnie - czuję się zraniona, to
      dziecko nie jest niestety zwykła wpadką tylko owocem miłości, kóra była w tym
      zwiazku na samym początku...To jest jego pierwsze dziecko, ja już mu tego nie dam..

      A jednak, ten mężczyzna jest dla mnie aniołem, jest nam tak dobrze, że przy nim
      te wątpliwości czasem znikają. Teraz akurat wyjechał i niestety wszystkie czarne
      myśli takie jak Twoje powróciły do mnie - obejrzałam sobie wszystkie zdjęcia
      zdjęcia jego córki i ryczałam jak bóbr - dlatego, że on jest z tym dzieckiem w
      dobrej więzi emocjonalnej od ponad 10 lat, a ze mną tylko od kilku miesięy.
      I pomyślała, że to ona też nie musi mnie akceptowac - bo była do tej pory jedyną
      "dziewczyną" w jego życiu..a teraz pojawia się ta druga.

      Dlatego ja chyba nie chcę się z nią spotykać, cokolwiek będzie, nie zniosłabym
      tego, gdyby mnie znienawdziła od samego początku, chyba bym się usuneła z drogi...sad




      • rozyczka_29 Re: witam, jestem tu nowa :) 18.05.06, 14:42
        dzieki dziweczyny za cieple słowa smile
        o moich obawach z facetem rozmawialam juz nie raz. on je rozumie i jest w
        stanie wszystko zniesc. jest dla mnie w tej chwila jak aniol. a przeszliszmy
        juz swoje i nigdy bym tego nie powtorzyla.
        sytuacja byla tragiczna. Po rozstaniu ze swoja zona zaczal spotykac sie z inna
        kobieta. nie ukladalo im sie tez za dobrze. ona go oklamywala, okradala itd.
        miedzy czasie poznal mnie, i tak sie zaczelo.na poczatku nie wiedzialam o jej
        istnieniu, a potem okazalo sie ze spotykal sie z nami dwiema naraz. ona nie
        chciala go zostawic i na sile go sledzila i przychodziala do niego do domu,
        nocowala. jak sie dowiedzialam to od razu postanowilam zakonczyc nasz zwiazek,
        ale poprosila mnie na jadna rozmowe, na wyjasnienie i prosila o szanse.
        Zastanowilam sie i dalam mu ta szanse, jednak bol i cierpienie zostalo. on
        jednak mnie oklamywal. czulam ze cos jest nie tak i on to wiedzial. potem po
        jego zachowaniu widzialam ze naprawde nie mogl sobie z tym poradzic. jednak jak
        ona do niego przychodzila to tez sypiali ze soba , a to tez boli. to jeszcze
        bardziej komplikuje sytuacje. teraz mieszkamy razem, jest super, ale ja nie
        potrafie sobie dac rady z tym wszystkim. nie wiem czy taki zwiazek ma szanse na
        przetrwanie...
        • lilith76 Re: witam, jestem tu nowa :) 18.05.06, 14:51
          Po rozstaniu ze swoja zona zaczal spotykac sie z inna
          > kobieta.

          na poczatku nie wiedzialam o jej
          > istnieniu, a potem okazalo sie ze spotykal sie z nami dwiema naraz

          jednak jak
          >
          > ona do niego przychodzila to tez sypiali ze soba ,

          w świetle tego wpisu, to co napisałaś na samym początku to drobiażdżek.
          facet seryjnie zdradza kobiety i płynnie przechodzi z łóżka do łóżka.
          zanim się rozwiódł wymienił już raz partnerkę.
        • pamig Re: witam, jestem tu nowa :) 18.05.06, 15:00
          Zaraz, to ta kobieta go Ciebie poprosiła, żebyś dala mu szansę?

          Jeśłi ta druga kobietą coś takiego robi, to znaczy, że nie chcę z nim być, że go
          nie kocha, bo widzi, że on ciebie pokochał.

          Tak mi się wydaję...

          Rozumiem, że to może być trudne dla Ciebie..

          Ja tez bywałam chorobliwie zazdrosna, mój przez tyle lat życia w separacji
          nałapała tyle znajomych, tyle ma koleżanek, że cholera mnie poteafiła kiedyś braćwink

          No i zanim mnie poznał to też z jedną taką sie spotykał i sypiał z nią
          niestety...ale zerwali, bo to nie była miłość,tylko seks.

          Ja też przed nim miałam chłopaków i sypiałam z nimi...i też zawsze czułam, że to
          nie jest taka miłosć jakiej potrzebuje, tylko sama fizycznosc..

          dla mężczyzn bliskość fizyczna łagodzi czasem ból z powodu braku prawdziwej
          "duchowej" miłości. Ale Ci, którzy pragną głębokiego związku takie relacje
          kończą, kiedy pragną być tylko z tą jedyną,ukochana kobietą.
          • cogita Re: witam, jestem tu nowa :) 18.05.06, 15:02
            tak paming tylko róznica miedzy toba a facetem polega na tym, ze ty jestes/
            byłaś wolna a on nadal zonaty
          • lilith76 Re: witam, jestem tu nowa :) 18.05.06, 15:05
            > No i zanim mnie poznał to też z jedną taką sie spotykał i sypiał z nią
            > niestety...ale zerwali, bo to nie była miłość,tylko seks.
            >

            ale ten pan sypiał z dwoma paniami w jednym interwale czasowym - z autorką
            wątku i jej poprzedniczką.
            a co tam.
            • rozyczka_29 Re: witam, jestem tu nowa :) 18.05.06, 15:14
              ona mnie o to nie poprosila. on sam. rozmawialam z nia potem kiedys i mowila,
              ze on jej nic nie obiecywal. ale mam zakrecona sytacje zyciowa. nie raz ona
              przy mnie nie dawala mu spokoju i byly gluche telefony, a do mnie z pogrozkami
              i to dosc ostrymi!
              Nie wiem dziewczyny co robic!
              • pamig Re: witam, jestem tu nowa :) 18.05.06, 15:36
                ?

                Zapytaj się go - kogo więc wybiera?

                Babka rzeczywiście mogła się zadurzyć, a on pokochac tylko Ciebie

                Ale bądź czujna. Daj mu szansę,ale wiesz nie kladź wszystkiego na jedną kartę,
                nie angażuj się aż tak mocno, musisz przecież najpierw mu zaufać zanim wejdziesz
                w głębszy związek.

                Postaraj się o dystans. Powiedz mu, że potrzebujesz więcej czasu, abu uwierzyc
                mu, że nie kocha tamtej. Trzeba o tym mówić, bo inaczej wychodzi opera mydlana.
              • mrs_ka Re: witam, jestem tu nowa :) 18.05.06, 15:59
                Dla ułatwienia sobie życia powinnam a priori, nie czytając nawet wątków,
                podpisywać się pod Lilith.
                Podsumujmy: facet prowadził podwójne życie będąc juz z Tobą. W tej sytuacji
                oszczędziłabym sobie rozmyślań na temat byłej żony i córki, bo nie to jest ważne
                w tej sytuacji.
                Potraktuj to jako dygresję:
                Spotykasz mężczyznę. Jest rewelacyjnym kochankiem, przyjacielem, męzczyzną, ma
                pierdylion wspaniałych zalet. Ma też parę wad- na przykład nie lubi chodzić z
                Tobą do knajpy, bo za 20 zł można kupić w sklepie frytki, kurczaka i sałatę i
                najeść się po uszy. Mówisz sobie, że to naprawdę jest nieistotne- ma przecież
                wspomniany pierdylion zalet, a Tobie nie jest potrzebne wychodzenie do knajp.
                Po dwóch latach i ślubie euforia Ci nieco opada, a jemu spada przymus
                galanterii i starania sie o Twoje względy.
                Wtedy się okazuje, że:
                - odkurzacz naprawdę nie jest wam potrzebny, bo stary ma 15 lat i jeszcze ciągnie
                - wakacje są fajne także w Pomiechówku i nie trzeba do tego Tunezji
                - jedna para butów na dwa sezony to i tak nadto
                - każda kolacja dla wspólnych znajomych jest okupywana wymownym spojrzeniem i
                przedstawianiem Ci miesięcznych rachunków

                Każdy człowiek ma wady. Nie da się ich ukrywać, można jedynie tuszować. Jesli
                ktoś jest tchórzem i sypia z dwiema babami na raz, bo brak mu jaj, aby sytuację
                rozwiązać, to nie stanie się po paru latach herosem.
                Jezeli ktoś się urodził kutwą i serce go boli, gdy partnerka kupuje sobie ciuchy
                (nawet za własne pieniądze) to nigdy nie stanie się człowiekiem hojnym.

                Ostrzeżenie dostałaś- facet Cię oszukiwał i zdradzał. To, że umiesz to sobie w
                tej fazie związku wytłumaczyć- to jedno, bo ja też tłumaczyłam skąpstwo mojego
                pierwszego męża "trudnym dzieciństwem" i "chwalebną oszczędnością". Kiedy miałam
                już obrączkę na palcu i musiałam dokonywac wyborów "wata czy podpaski" przestało
                być to zabawne, a stało się gwoździem do trumny mojego małżeństwa.
                To, że fakt jest faktem i faktem pozostanie- to drugie, ale dochodzi się do tego
                po paru latach, kiedy różowe okulary spadają z nosa.
                Są wady dyskwalifikujące oraz wady nadające się do remontu. Sa też takie, z
                którymi można żyć.
                Wada w postaci byłej zony i córki łatwo może stać się zaletą i probierzem
                wartości człowieka, co wiele macoch Ci potwierdzi.
                Trzesienie portkami i wynikające stąd ładowanie się w sytuacje dwuznaczne
                moralnie jest dla mnie wadą kardynalną. Mogę nauczyć męża, żeby nie rozwalał
                skarpet po mieszkaniu, ale nie nauczę go uczciwości i przyzwoitości.
                Spróbuj zrobić sobie symulację Waszego życia za parę lat, kiedy opadnie pierwsze
                zauroczenie.
                Jesli wyjdzie Ci, że warto- próbuj. Ale pamiętaj też, że tego kwiatu jest pół
                świata.

                a.
        • luna67 Re: uciac j..a;-)))))) 18.05.06, 17:37
          witam, witam

          o je...., musisz miec dobre serduszko, ze przebaczylas mu ta zdrade, ale powiem
          tobie z doswiadczenia, ze mezczyzna jak raz juz zdradzil to bedzie to robil juz
          zawsze. Wybaczylas ? ok. twoja sprawa, ale pamietaj o tym, ze nigdy nie
          zapomnisz, w najpiekniejszych dla was chwilach bedziesz sobie to przypominala i
          te piekne chwile zamienia sie w koszmar dla ciebie. Nie znam kobiety ktora by
          wzupelnosci przebaczyla (znam duzo) a to jest gwarancja na udane zycie.

          Nie bylabym tez taka pewna co do jego rozstania z zona, moze go pogonila bo
          zdradzal, a teraz bajki wymysla (juz raz ciebie oklamal)
          Czy ten zwiazek ma szanse na przetrwanie??? powiem tobie bezczelnie i
          bezposrednio ze nie, moze dlatego ze nie toleruje w zadnym stopniu zdrady (moze
          jestes inna?), zaufanie w zwiazku jest dla mnie bardzo wazne, ale to tylko moje
          zdanie wiec nie bierz tego na serio, daj sobie czas i obserwuj siebie (swoje
          uczucia, jak czesto myslisz o tej zdradzie, a co najwazniejsze; w jakich
          odstepach).

          Co do tej dziewczynki, to bym sobie narazie glowy nie zawracala, musisz sobie
          najpierw poradzic ze zdrada twojego "urzywanego", acha i jeszcze jedno pol roku
          to za malo, zeby kogos blizej poznac, wiec miej oczy otwartewink))))(zauroczenie
          trwa od 6 do 12 miesiecy, dopiero jak rozowe okularki spadna mozna cos na ten
          temat powiedziec), i jeszcze jedno mieszkacie juz razem? po tym co on tobie
          zrobil? nie rozumne.....chyba jestem nie z tego swiatawink))

          Zycze powodzenia!!!

          Przepraszam za moja wypowiedz, NIE NAWIDZE ZDRAJCOWwink))))
          • milcha31 Re: uciac j..a;-)))))) 19.05.06, 05:57
            Wiez, co Pamig? jesteś bardzo niedojrzała.
            Jesteś zazrdosna, że facet ma córkę i jest z nią w emocjonalnym związku dłużej
            niż z tobą. To żałosne i niebezpieczne dla tego dziecka, faceta i dla ciebie.
            lepiej go zostaw bo unieszczęśliwisz trójkę ludzi.
            Jeśli nie potrafisz sobie terz z tym poradzić to później będzie jeszcze
            trudniej.
            Przydałaby mu się jakaś rozwodniczka, która rozumie, że w wieku trzydziestu
            kilku lat nie można być czystą niezapisaną kartą.
            • milcha31 Re: uciac j..a;-)))))) 19.05.06, 05:59
              Niedawno otrzymał rozwód i chce się żenić. No cóż. Czyli przez pół roku byłaś z
              żonatym mężczyzną. Jeśli zrobił coś takiego b. żonie może zrobić i tobie. Nie
              potrafi dotrzymywać umów.
              najpierw rozwód a potem układanie sobie życia a nie na odwrót.
              • rozyczka_29 ... i co tu robic :( 19.05.06, 10:08
                troche mnie podlamalyscie tym co napisalyscie.ale coz takie zycie chodzilo mi o
                szczere odpowiedzi i takie dostalam.
                Powiem wam ze czasami czesto o tym mysle a czasami zadko. wszystko zalezy od
                dnia, mojego nastroju no i wszystkiego.
                nie wiem czy dobrze robie ze tak postepuje. Chcialam z nim zamieszkac, zeby go
                lepiej poznac, a w ten sposob mozna to najlepiej uzyskac.
                nauczke dostal zdrowa, ja jemu nie zazdroszcze tego co przechodzi z mojej
                strony. czasami jestem nie do zniesienia i sama dobrze o tym wiem, a on to
                znosi. sprawe postawilam jasno, ze nie wiem czy kiedykolwiek wybacze, ze wcale
                mu nie ufam, ale on obiecuje, nie wierze w jego obietnice, on to wie. nic przed
                nim nie ukrywam. tak na dobra sprawe to on zdradzial ta dziewczyne ze mna.
                Rozmawialam z bardzo wieloma osobami na ten temat i wszyscy twierdza, ze on nie
                myslal o niej powaznie. Po tym jak ona sie zachowywala i co robila w stosunku
                do mnie moge zrozumiec, ze nie mogl dac sobie z nia rady. Dziewczyna naprawde
                jest nie zrownowazona psychicznie. rozmawialam tez z jej najlepsza
                przyjaciolka, ktora potwierdzila wiele rzeczy. Jej bylo po prostu u niego
                dobrze, znalazla spokoj i ustatkowanie w zyciu, a jemu ona nie odpowiadala.nie
                moge o tym myslec. z jednej strony najlepiej bym z nim zerwala, a z drugiej nie
                potrafie. sad jestem zalamana sad
                • kasia_kasia13 Re: ... i co tu robic :( 19.05.06, 10:12
                  tak na dobra sprawe to on zdradzial ta dziewczyne ze mna.
                  > Rozmawialam z bardzo wieloma osobami na ten temat i wszyscy twierdza, ze on
                  nie
                  >
                  > myslal o niej powaznie

                  Co to za roznica, czy zdradzal Ciebie z nia, czy ja z Toba?
                  • milcha31 Re: ... i co tu robic :( 19.05.06, 10:24
                    Chroń siebie i z daleka od takiego faceta.
                    zdradzał żonę, zdradzał ciebie, zdradzał jeszcze inną kobietę.
                    Notoryczny "zdradzacz".
                    Czy dla tego zaręczynowego pierścionka chcesz uwikłać się w toksyczny związek.
                    siuedzieć w oknie i wyptarywać go na horyzoncie, wierzyć w jego opowieści o
                    ciężkiej pracy i nadgodzinach? I skończyć jak jego była żona?
                    • barbara001 Re: ... i co tu robic :( 19.05.06, 12:56
                      Pisząc wcześniej moje słowa nie wiedziałam o szczegółach twojego związku. I
                      podpisuje się pod tym co napisały dziewczyny, twój wybranek niestety wygląda na
                      zdradzacza. I nie sadze, żebys mogła o tym zapomnieć, jak juz poukładasz sobie
                      z nim zycie i doczesnych problemów będzie mniej to podejdzewam,ze wspomnienie
                      zdrady tak czy inaczej będzie powracało i nie będzie pozytywnie budowalo
                      waszego zwiazku. A tłumaczenie że w zasadzie zdradził inną, nie ciebie jest
                      mocno asekuracyjne. Uczciwy człowiek kończy jedna rzecz by móc zacząć nową, a
                      twój M tego nie zrobił. Brak mu bardziej odwagi czy uczciwości? Chociaż
                      właściwie to wszystko jedno, nie można mu ufać.
                      • natasza39 Re: ... i co tu robic :( 19.05.06, 13:07
                        barbara001 napisała:
                        >A tłumaczenie że w zasadzie zdradził inną, nie ciebie jest
                        > mocno asekuracyjne.

                        To tłumaczenie, chyba ma na celu poprawienie samopoczucia, bo innego sensu nie
                        widzę w tej filozofii Kalego!
                        Co to za róznica?
                        Facet jest po prostu do bani i tyle!
                      • astreja Re: ... i co tu robic :( 19.05.06, 13:25
                        to ja też jestem zła bo mojemu exowi nie byłam wierna, będąc z nim w tzw.
                        związku pokusiłam sie o podarowanie pocałunku innemu męzczyźnie a teraz wierna
                        jestem, czy to regóła że będe zawsze zdradzać? ale ja go nie kochałam, czułam
                        to od dawna tylko tak długo razem byliśmy... sad no i bo rodzice mój zieciulek
                        tfu!
                • karrolina1 Re: ... i co tu robic :( 19.05.06, 13:24
                  > nim nie ukrywam. tak na dobra sprawe to on zdradzial ta dziewczyne ze mna.

                  Niezupelnie. Jesli w tym samym czasie sypial z wami dwiema na zmiane, to obie
                  robil w przyslowiowego ch..a.

                  Zreszta tak jak juz dziewczyny napisaly, niewazne czy zdradzil ciebie czy inna.
                  To zla prognoza na przyszlosc.

                  > myslal o niej powaznie. Po tym jak ona sie zachowywala i co robila w stosunku
                  > do mnie moge zrozumiec, ze nie mogl dac sobie z nia rady.

                  W przyszlosci tez moze sobie z czyms nie dac rady, sytuacja go przerosnie i
                  bedzie cie zdradzal i oklamywal. Uciekalabym od takiego tchorza jak najdalej.
Pełna wersja