Dodaj do ulubionych

Dzień dobry! Chciałbym zapytać czy dzielicie,

12.06.06, 21:08
choćby podświadomie, macochy na te co wyszły za rozwodnika, ale nie były
przyczyną rozbicia poprzedniego małżeństwa i takie które się do rozbicia
przyczyniły.
Przyznaję, że ja odróżniam i jakoś tak nieświadomie uważam te pierwsze za
sympatyczniejsze i lepsze kobiety, no i macochy oczywiście.
Obserwuj wątek
    • tarzynka Re: Dzień dobry! Chciałbym zapytać czy dzielicie, 12.06.06, 22:00
      Innych nie oceniam, staram się nie zwracać na to uwagi, może podświadomie.
      Tylko, że nie jestem w stanie sobie przypomnieć żadnej macochy, o której bym
      wiedziała, że "rozbiła" małżeństwo. Natomiast mi to robi, że ani ja nie byłam
      przyczyną rozpadu małżeństwa mojego M., ani on mojego. Gdzieś mam tam
      zakodowane, że nie należy ludziom wchodzić między nich, może się jeszcze uda i
      się dogadają.
      • weronka77 Re: Dzień dobry! Chciałbym zapytać czy dzielicie, 12.06.06, 23:02
        U Nas było tak: A z pierwszą eksią się rozeszli po dwóch latach związku ale
        eksia nie chciała dać rozwodu za żadne skarby.Po roku A poznał drugą eksię i
        żyli ze sobą,urodziło im się dziecko;ale dopiero po dwóch latach wzięli ślub bo
        pierwsza eksia zgodziła się wreszcie dać spokój z szarpaniną,pisaniem pism i
        skarg(że mąż nie mieszka w domu i tym podobne) do sądów i innych instytucji i
        dać rozwód.PO 10 latach druga eksia poznała w internecie swojego neksia i sobie
        poszła.No a na końcu A poznał mniewinkTak więc nikt się specjalnie do niczego
        nie przyczynił.Ale mimo to nie przepadamy za sobą wszystkie.Tak widocznie musi
        być.Trudno się mówi.
      • coroline Re: Dzień dobry! Chciałbym zapytać czy dzielicie, 13.06.06, 10:01
        wydaje mi sie ze jak sama nazwa wskazuje "macocha" to osoba ktora jest zona ojca.
        Czyli nazwy tej uzywamy opisujac relacje pomiedzy zona ojca a dzieckiem. I moim
        zdaniem nie ma potrzeby dzielic macoch na takie ktore weszly miedzy wodke a
        zakaske a takie ktore wziely zakaske jak nikt jej nie chcial wink
        dzieko nie ma tu nic do rzeczy i mozna mu tylko krzywde zrobic "uswiadamiajac"
        je. I uwazam ze dorosli bardzo czesto takowa krzywde dzieciom robia. Wedlug mnie
        to niczemu nie sluzy.

        Natomiast jezeli patrzymy na macoche jako na "nowa zone bylego meza" to mozna
        takich podzialow dokonywac. Ale swiadomi powinni ich byc jedynie dorosli i niech
        oni bez konca "walkuja" ten temat miedzy soba ale niech to nie ma wplywu na
        dzieci - im sie nalezy beztroskie dziecinstwo, pozbawione wzajemnych pretensji i
        piekielka jakie potrafia sobie zgotowac rodzice.

    • agnese_1 Re: Dzień dobry! Chciałbym zapytać czy dzielicie, 13.06.06, 10:01
      Ja nie dziele. Na forum nie ma to dla mnie znaczenia. Jesli mam problem czy
      zadaje tu jakies pytanie to nie zwracam uwagi, czy odpowiedziala mi macocha,
      ktora rozbila jakies malzenstwo czy nie. Nawet jesli ktos mi powie, ze byl
      katalizatorem to i tak nie bede osadzac bo nie znam szczegolow, a kulisy tej
      sytuacji mogly byc rozne. Tak samo jak nie osadzam eksi za to, ze to ona
      rozbila rodzine i odeszla do kogos innego.
      To ze ktos byl katalizatorem nie oznacza, ze jest gorsza macocha czy gorszym
      czlowiekiem.
      Pozdrawiam
    • m-m-m Nie dzielę 13.06.06, 10:54
      ...bo uważam, że nie istnieje taki konstrukt jak kobieta-katalizator.
      Uważam, że aby facet zainteresował się inną (nie ważne, czy jest w związku
      małżeńskim, czy już nie) na tym związku są już od dawna głębokie rysy, za które
      odpowiedzilni są obecni małżonkowie.
      Wygodne jest dołączenie kolejnej osoby i zwlenie na nią winy: w ten sposób
      oczyszcza to bezpośrednio winnych nieudanego związku, bo gdyby nie ona to udało
      by się może naprawić to co już dawno jest rozwalone.
      Są różne powody, dla których facet już dawno nie jest "z" tylko "obok" żony i
      nie rozwodzi się, zsklepia w tym nieudanym układzie i dalej żyje.
      Nowa osoba pokazuje mu, że nie wszystko stracone, ma jeszcze szansę na miłość i
      normalny związek wtedy najczęściej się decyduje na uporządkowanie swojeho życia.
      Jeśli już kogolwiek obwiniać o na pewno nie nową kandydatkę na partnerkę, a
      facet, który ulegnie żonie, ktorej nie kocha , ale z którą pomimo to zostanie
      niby "uzdrawiać" małżeństwo jest niewart żadnej kobiety: bo z niego pan Dulski.
      • khaldum Re: Nie dzielę 13.06.06, 11:00
        m-m-m napisała:

        > ...bo uważam, że nie istnieje taki konstrukt jak kobieta-katalizator.
        > Uważam, że aby facet zainteresował się inną (nie ważne, czy jest w związku
        > małżeńskim, czy już nie) na tym związku są już od dawna głębokie rysy, za
        które
        >
        > odpowiedzilni są obecni małżonkowie.
        > Wygodne jest dołączenie kolejnej osoby i zwlenie na nią winy: w ten sposób
        > oczyszcza to bezpośrednio winnych nieudanego związku, bo gdyby nie ona to
        udało
        >
        > by się może naprawić to co już dawno jest rozwalone.
        > Są różne powody, dla których facet już dawno nie jest "z" tylko "obok" żony i
        > nie rozwodzi się, zsklepia w tym nieudanym układzie i dalej żyje.
        > Nowa osoba pokazuje mu, że nie wszystko stracone, ma jeszcze szansę na miłość
        i
        >
        > normalny związek wtedy najczęściej się decyduje na uporządkowanie swojeho
        życia


        POdpisuję się pod tym obiema rękoma i nogami też spróbuję, szczególnie pod
        ostatnim zdaniem.

        > Jeśli już kogolwiek obwiniać o na pewno nie nową kandydatkę na partnerkę, a
        > facet, który ulegnie żonie, ktorej nie kocha , ale z którą pomimo to zostanie
        > niby "uzdrawiać" małżeństwo jest niewart żadnej kobiety: bo z niego pan
        Dulski.

        jesli o tem punkt chodzi, to jednak nie do końca z tym się zgadzam, często
        powodem pozostawania w takiej ułudzie jest miłośc do dzieci.

        Kolega kiedyś mi tłumaczył, że ciężko jest zrozumiec, żę bycie z żoną/mężem dla
        dobra dziecka to paranoja, bo dziecko czuje emocje dorosłych, słyszy awantury
        itd, ale do decyzji trzeba dojrzeć, i najczęściej to nowa "miłość" otwiera
        oczy...
        Każdy potrzebuje czasu, i/lub bodźca który pokaże inny świat
      • kasia_kasia13 Re: Nie dzielę 13.06.06, 11:26
        m-m-m napisała:

        > ...bo uważam, że nie istnieje taki konstrukt jak kobieta-katalizator.
        > Uważam, że aby facet zainteresował się inną (nie ważne, czy jest w związku
        > małżeńskim, czy już nie) na tym związku są już od dawna głębokie rysy, za
        które
        >
        > odpowiedzilni są obecni małżonkowie.

        A moze niekoniecznie glebokie rysy, a zwykly kryzys? I jesli katalizatorek sie
        w odpowiednim momecie w taki kryzys "wtrzeli" to w jakis tam sposob sie
        przyczynia do rozpadu. Choc wine ponosi facet, ze woli nowy zwiazek zamiast
        zawalczyc o stary.


        >> Są różne powody, dla których facet już dawno nie jest "z" tylko "obok" żony
        i
        > nie rozwodzi się, zsklepia w tym nieudanym układzie i dalej żyje.

        A to jest cos, czego nigdy nie zrozumiem. Jest zle, nie ma milosci, nie da sie
        naprawic => rozwod.

        > Jeśli już kogolwiek obwiniać o na pewno nie nową kandydatkę na partnerkę,

        Nie jest kwestia obwiniania, winny jest facet. Tylko, ze partnerka uczestniczy
        w czyms, co moim zdaniem jest naganne moralnie: w zdradzie. Na temat zdrady mam
        jednoznaczne zdanie.
        • m-m-m Re: Nie dzielę 13.06.06, 11:50
          Nie wchodze w szczegóły czy to kryzys, czy to głęboka rysa.
          facet wiążąć się w trakcie małżęnstwa nawet nieudanego ponosi calkowita
          odpowiedzilność za te decyzje: on się decyduje na "okazję" lub nie.


          • kasia_kasia13 Re: Nie dzielę 13.06.06, 11:52
            m-m-m napisała:

            > Nie wchodze w szczegóły czy to kryzys, czy to głęboka rysa.
            > facet wiążąć się w trakcie małżęnstwa nawet nieudanego ponosi calkowita
            > odpowiedzilność za te decyzje: on się decyduje na "okazję" lub nie.
            >
            Jasne. Ale ma prawo nie czuc sympatii do owej "okazji" wink
      • poxywka Re: Nie dzielę 13.06.06, 11:48
        ja na pewno nie oceniam nikogo pod tym wzgledem, bo trzeba miec bardzo
        szczegolowa wiedze na temat sytuacji - ale taki konstrukt smile istnieje uwierz mi
        m-m-m; znam duzo, duzo, duzo takich przpadkow bo ludzie sa slabi; mimo ze ich
        malzenstwa sa naprawde dobre to potrafia sie wplatac w cos; w pewnym momencie
        zycia otworzyly mi sie oczy dosc szeroko; dotyczy to wszystkich znanych mi
        pokolen; wcale nie tylko mojego; sa ludzie ktorym to nie grozi, ale nie ma ich
        zbyt wielu
        jesli do tego w malzenstwie jest kryzys zaduzenie sie w kims (o co akurat po x
        latach malzenstwa nie tak trudno) czesto przekresla wyjscie z tego kryzysu;
        strony rania sie w takim stopniu, ze mimo iz uczucie nie wygaslo nie potrafia
        juz byc razem; oczywiscie kazdy ma swoj wlasny, indywidualny przypadek i tyle

        pozdrawiam
        poxywka
        • m-m-m Re: Nie dzielę 13.06.06, 11:56
          Poxywko, ja cały czas uważam, że nie nowa partnerka jest winna temu, że ten
          facet okazał się być slaby, czy też doszło do niego, że owej żony dawno już nie
          kocha.
          Nazywanie nowej partnerki katalizatorem jest postawiem jej jako winej tej
          sytuacji, a ja winy widzę w tych konkretnych związkach małżęńskich, a nie w
          najbardziej nawet powabnej nowej kobiecie, lub super szarmanckiim i pięknym
          facecie.
          • poxywka Re: Nie dzielę 13.06.06, 12:12
            kiedy wlasnie wina nie lezy czesto w jakosci zwiazku ale w slabosci ludzi;
            kazdy zwiazek jest czasem slaby i warto to sobie uswiadomic; i to czy ktos
            wtedy spotka osobe chetna na romans ma znaczenie; wiadomo, ze to zdradzajacy
            jest winny - a jednak losy danego zwiazku moga sie potoczyc w inna strone w
            zaleznosci czy romans bedzie czy tez nie; nie chodzi mi tu wlasciwie o wine
            tylko o to, jakie sa skutki romansu; i o to, ze zakochujac sie w 'zajetej'
            osobie nalezy miec te swiadomosc udzialu w ewentulanym rozpadzie czyjejs
            rodziny; udzialu w czyjejs tragedii byc moze; kazdy ocenia to we wlasnym
            sumieniu i nikt nikogo przeciez nie zmusi do bycia moralnym smile uwazam ze nawet
            mozna to wybaczyc ale zaprzeczyc temu raczej nie
            pozdrawiam
            poxywka
            • m-m-m Re: Nie dzielę 13.06.06, 12:21
              a jednak losy danego zwiazku moga sie potoczyc w inna strone w
              zaleznosci czy romans bedzie czy tez nie; nie chodzi mi tu wlasciwie o wine
              tylko o to, jakie sa skutki romansu; i o to, ze zakochujac sie w 'zajetej'
              osobie nalezy miec te swiadomosc udzialu w ewentulanym rozpadzie czyjejs
              rodziny; udzialu w czyjejs tragedii

              A powiedz mi Poxywko czemu ta osoba ma mieć na względzie czyjąś rodzinę? Nie
              ona ją tworzy. To małżonek decyduje się lub nie świadomie na ten romans.
              • poxywka Re: Nie dzielę 13.06.06, 12:31
                smile m-m-m a dlaczego sie nie kradnie lub nie zabija albo zwyczajnie ustepuje w
                tramwaju miejsca starej lub chorej osobie? bo jest sie czlowiekiem a nie np.
                lwem wink choc znowu Chalsia mawia, ze niektorzy ludzie to gady smile
                co czujesz gdy widzisz cierpiaca osobe ? nic ?
                ja np przestalam ogladac filmy, w ktorych pokazuje sie cierpienie dziecka, bo
                nie jestem w stanie zniesc takich obrazow
                wiadomosci tez ogladam coraz rzadziej
                pozdrawiam
                poxywka
                • m-m-m Re: Nie dzielę 13.06.06, 12:37
                  To jest grunt moralności, trudny do przejścia.
                  Ja po prostu daję prawo takiej osobie do owego romansu z żonatym bez żadnych
                  zobowiązań moralnych, bo moralnie odpowiada tylko ten małżonek i nie uważam
                  takiej osoby, która romansuje z żonatym za niemoralną lub nieludzką. Nad
                  cierpieniem rodziny powinien zastanowić się ten, kto tę rodzinę tworzy.
    • zielnaa Re: Dzień dobry! Chciałbym zapytać czy dzielicie, 13.06.06, 11:16
      większy wpływ na moją opinię ma postawa takiej osoby już jako macochy. Nie mamy
      możłiwości ocenienia przeszłości przefiltrowanej przez relację zamieszczoną w
      necie. Czarno-białe podziały w realu są bardzo rzadkie, zazwyczaj obie strony w
      jakiś sposó przyczyniły się do rozpadu związku (co nie zmienia mojej oceny
      moralnej sytuacji, gdy ktoś grzeje sobie już nowe łóżko nie posprzątawszy
      starego wink). Pytanie jak macochy i ojczymowie radzą sobie z wyzwaniami, czy
      prezentują postawę - mnie się należy, TKJ, wycieramy przeszłość gumką myszką.
      To znieść mi trudno i zazwyczaj długo pamiętam takie postawy, a co za tym
      idzie - patrzę na takich ludzi z dużo mniejszą sympatią.
      z.
      • m-m-m Re: Dzień dobry! Chciałbym zapytać czy dzielicie, 13.06.06, 11:22
        co nie zmienia mojej oceny
        > moralnej sytuacji, gdy ktoś grzeje sobie już nowe łóżko nie posprzątawszy
        > starego wink).

        Ano właśnie: tutaj jakby żony oczekują od nowej partnerki solidarności jajników
        przeciwko temu samemu mężczyźnie i obrażają się, że ta nie zamierza wspierać
        ich (czyli zostawić jeszcze żonatego chłopa) w procesie rzekomej odbudowy ich
        małżeństwa.
        • kasia_kasia13 Re: Dzień dobry! Chciałbym zapytać czy dzielicie, 13.06.06, 11:30
          > Ano właśnie: tutaj jakby żony oczekują od nowej partnerki solidarności
          jajników
          >
          > przeciwko temu samemu mężczyźnie i obrażają się, że ta nie zamierza wspierać
          > ich (czyli zostawić jeszcze żonatego chłopa) w procesie rzekomej odbudowy ich
          > małżeństwa.

          Przynam, ze ja osobiscie poczuwam sie do owej solidarnosci janikow. Jak facet
          jest zajety (zonaty lub w zwiazku) to go nie ruszam, w mysl zasady, ze zonaty
          facet jest jako gowno i lepiej nawet patykiem nie dotykac wink
          • m-m-m Re: Dzień dobry! Chciałbym zapytać czy dzielicie, 13.06.06, 11:45
            Nigdy nie byłam w takiej sytuacji, by być "równoległą", ale znam z bliskiej
            rodziny taką sprawę a także znajomych, daleka jestem od oceny, że "cudzy"
            (żonaty) facet jest nietykalny, bo to od niego żalezy czy da się dotknąć, czy
            nie.
            Co do "współuczestnictwa" w zdradzie: też tak nie uważam, bo ona jeśli jest
            wolna to nikogo nie zdradza, dla niej owa zdradzana żona to ni to rybka, ni to
            obłoczek toteż ona w niczym nie wspóluczestniczy, bo to nie jej zona ani brat,
            ani swat.
                • kasia_kasia13 Re: Dzień dobry! Chciałbym zapytać czy dzielicie, 13.06.06, 12:12
                  m-m-m napisała:

                  > A ja uważam, że to, że Ty, czy rzesz innych uważa, że tak się nie robi nie
                  > oznacza, ża macie monopol na moralność. TY tak nie zrobisz, ale daj prawo
                  innej
                  >
                  > kobiecie do takiego postępowania, bo tak naprawdę odpowiedzialny jest facet
                  czy
                  >
                  > te ofertę od losu przyjmie czy nie.

                  Alez ja jej prawa do takiego postepowania nie odbieram, zreszta nie mam takiej
                  mozliwosci wink Pytanie brzmialo, czy patrzymy inaczej na takie macochy i ja
                  owszem, patrze inaczej. I milo co jakis czas przeczytac, ze nie tylko ja.
              • coroline Re: Dzień dobry! Chciałbym zapytać czy dzielicie, 13.06.06, 13:46
                to mi wytlumacz skoro nie rozumiem. dla mnie cudzolustwo to uprawianie seksu z
                osoba z ktora sie nie jest w zwiazku malzenskim ( i taka jest oficjalna
                wykladnia 6 przykazania bo na nie zdaje sie powolujesz). Wiec jezeli swoja
                "ocene moralna" opierasz na cudzolustwie to znaczy ze sama nigdy nie
                cudzolozylas - dlatego zadalam to pytanie.
                • zielnaa Re: Dzień dobry! Chciałbym zapytać czy dzielicie, 13.06.06, 14:25
                  nie odpowiadam za Twoje rozumienie pewnych pojęć, a interpretacja, którą
                  podajesz jest zgodna, owszem z rozumieniem katolickim (bo już chyba nie -
                  chrześcijańskim). To forum do ortodoksyjnie katolickich nie należy, więc chyba
                  posuwasz się zbyt daleko w wyciąganiu wniosków względem uczestników, w tym mej
                  skromnej osoby smile
                  z.
                  ps. dla ułatwienie - nie powołałam się na konkretne przykazanie, raczej na
                  skrót myślowy - nie właź do cudzego łóżka (zwłaszcza takiego, które jeszcze nie
                  zdążyło ostygnąć), koniec kropka.
                  • coroline Re: Dzień dobry! Chciałbym zapytać czy dzielicie, 13.06.06, 16:46

                    > nie odpowiadam za Twoje rozumienie pewnych pojęć, a interpretacja, którą
                    > podajesz jest zgodna, owszem z rozumieniem katolickim (bo już chyba nie -
                    > chrześcijańskim). To forum do ortodoksyjnie katolickich nie należy, więc chyba
                    > posuwasz się zbyt daleko w wyciąganiu wniosków względem uczestników, w tym mej
                    > skromnej osoby smile
                    > z.
                    > ps. dla ułatwienie - nie powołałam się na konkretne przykazanie, raczej na
                    > skrót myślowy - nie właź do cudzego łóżka (zwłaszcza takiego, które jeszcze nie
                    >
                    > zdążyło ostygnąć), koniec kropka.

                    OK - takie wytlumaczenie do mnie przemawia - chociaz sie z nim nie zgadzam.
                    Przynajmniej jest logiczne.
                    Zyjemy w kraju w ktorym czy tego chcemy czy nie religia katolicka jest
                    dominujaca i jak ktos sie powoluje na cudzolustwo i nie dodaje w jakim
                    kontekscie na nie sie powoluje to moze zostac niezrozumianym.

                    Pozdrawiam.
    • khaldum Re: Dzień dobry! Chciałbym zapytać czy dzielicie, 13.06.06, 13:20
      czytam i czytam, i zastanawia mnie jedna rzecz...
      co to znaczy rozbicie małżeństwa?

      dla mnie to wejście z butami do szczęsliwej, zgodnej kochającej się rodziny na
      statusie ukrywanej kochanki/kochanka, bo sznujący się mąż/żona ma "braki" i
      psucia z zewnątrz ciepła ogniska domowego, w konsekwencji rozwalenie domu i
      odejście wiarołomnego/wiarołomnej do kobiety/mężczyzny której/go nie szanuje,
      bo sznujący mężczyzna/kobieta nie skazuje swojejo/g partnera/ki na konspirację.

      Jeśli zaś w małżeństwie jest długoletni kryzys, brak jakiegokolwiek dialogu i
      prób naprawienia związku, odmowa np przez jedną stronę terapii czy innej
      pomocy, i pojawia się ktoś nowy, przy kim nieszczęśliwy małżonek oddnajduje
      radośc i sens życia ... czy to też jest rozbicie małżeństwa ? Czy taki związek
      (nie patrzę na kwestie religijne, oprzyjmy się na KR) jest małżeństwem?

      Można rozbić coś co nie istnieje ?

      temat rzeka... ale dość ciekawy, szczególnie dla macoch, nie zawsze poznajemy
      partnera z naklejką "facet z odzysku", czasem jest to określenie "odzyskiwany"
      i razem na ten odzysk czekamy
      • zielnaa Re: Dzień dobry! Chciałbym zapytać czy dzielicie, 13.06.06, 13:34
        pytanie - ile lat jesteś mężatką?
        bo dziwnym trafem optyka nieco się zmienia wraz z upływem lat w małżeństwie,
        narodzinami kolejnych dzieci. Wtedy jakoś wzrasta wiara, że kryzys nie jest
        końcem świata, że można go przeżyć. I gdy wtedy jakaś panienka, która ma prawo
        do realizacji swojej wizji życia i swojej seksualności wkracza (bez hamulców
        moralnych, w końcu to nie ona jest winna) w życie pana w pewnym wieku potrafi
        rozwalić bez dużego trudu to, co przez lata było budowane.
        z.
        • m-m-m Re: Dzień dobry! Chciałbym zapytać czy dzielicie, 13.06.06, 13:42
          gdy wtedy jakaś panienka, która ma prawo
          > do realizacji swojej wizji życia i swojej seksualności wkracza (bez hamulców
          > moralnych, w końcu to nie ona jest winna) w życie pana w pewnym wieku potrafi
          > rozwalić bez dużego trudu to, co przez lata było budowane.


          Skoro bez trudu to może jednak owa budowla u fudamentów dawno zmurszała.
          I tu znowu jest pytanie: czy ona musi interesować się istnieniem kryzysu w
          małżeństwie swojego kochanka, czy to jednak kochanek powinien wiedzieć co robi,
          bo to jego rodzina i jego kryzys.
        • khaldum .... 13.06.06, 14:26
          Zielna mam 33 lata, za mąż wyszłam mając 26, na papierze mężatka byłam 4,5
          roku, choć tak naprawdę to rok, bo mąż po roku stwierdził, że jednak nie był
          świadom praw i obwiązków wynikających z założenia rodziny. 2 lata liczyłam na
          to, ze mu się znudzą imprezki, dziewczynki i popiajwy z kolegami, ale w końcu
          zrezygnowałam, bo żadne prośby o powrót do domu i próby tworzenia rodziny dla
          dziecka nie przynosiły skutku. Uważał, że to nie ma sensu. Jego partnerka
          młodsza ode mnie o 8 lat, czyli kiedy zaczynali się spotykać miała 19, nie
          miała żadnych skrupułów związanych z tym, że ma dziecko i żonę, która czeka na
          niego jak ta głupia...

          Mój obecny, zanim się poznaliśmy z domu odchodził 3 razy, za każdym razem
          wracał, dla dzieci. Kiedy nasza znajomość zaczynała zmieniać charakter z
          koleżeńskiego na bardziej bliski, nie zgodziłam się na status kochanki. Wtedy
          poinformował o swoim stanowisku i wyprowadził się z domu. Nie zamieszkaliśmy
          pod jednym dachem, bo tak jak wcześniej to było mówione trzeba jedno skończyć
          by kolejne zacząć. Kika dni po tym kiedy się wyprowadził padło ze strony matki
          dzieci "albo ona albo dzieci", wrócił na 2 dni i nie wytrzymał, powiedział że
          odchodzi od niej nie od dzieci.

          Co do optyki patrzenia, zgadzam się, że kryzys można przeżyć (patrzę na moich
          rodziców, 34 lata po ślubie i 17 lat po rowodzie, żyją razem pod jednym dachem
          i mimo wichrów w połowie trwania małżeństwa, 3 letnia rozłąka, inna kobieta, i
          powrót do siebie).
          Jednak spoczywanie na laurach 12 lat po ślubie (związek partnera) bo jakoś to
          będzie, on zawsze wraca i tak robi to co ja chcę, bo mu zależy na dzieciach nie
          jest metodą na ratowanie związku. A stosowanie szantażu emocjonalnego z
          pewnością związku nie naprawi...

          Osobiście kiedy usłyszałam o warunku "albo ona albo dzieci" powiedziałam dość,
          koniec, z dziećmi nie będę walczyć... serce pękało z bólu bo naprawdę kocham,
          ale ... dzieci są najważnijsze...

          sam podjął decyzję, mineły 2 lata i jej nie żałuje, co prawda utrudnienia ze
          strony ex są potworne, zarówno z rozowdem jak i z kontaktami z dziećmi, ale co
          nas nie zabije to nas wzmocni...


          Podsumowując

          nawet 30 letnie drzewo wymaga pielęgnacji, to prawda, że jest silniejsze i ma
          więcej wspomnień niż 3 letnia samosiejka, ale jeśli będzie tylko ociosywane to
          któregoś dnia umrze, albo będzie stało suche i puste w środku...
          Taka mała "dziko" (bo bez "papierów") rosnąca sosenka o którą się troszczy
          więcej niż jedna osoba ma siłę wyrosnąć na potężne drzewo - trzeba tylko
          pamiętać, że nawet dorosłe drzewo potrzebuje opieki...



          • zielnaa Re: .... 13.06.06, 14:37
            a czy ktoś neguje konieczność pielęgnacji związku? Tyle, że po 15 latach jest
            to o wiele trudniejsze niż w trakcie miodowego miesiąca. A jeżeli pojawia się
            ktoś, komu zależy na tym, żeby tę pielęgnację utrudniać to mogę takiego
            chwasta, zgłuszającego to, co ja wyhodowałam wyrwać razem z korzeniami. I nie
            muszę się zachwycać naturalnym wdziękiem i młodością takiego chwaścika wink. Ba,
            nie muszę mieć dobrego zdania na temat chwastów en bloc, ale nie oznacza to, że
            jest to pierwsze kryterium, gdy ocaniam jego pokrój. Zwłaszca, gdy nie chodzi o
            mój ogródek smile))
            z.
            • khaldum Re: .... 13.06.06, 15:09
              zielnaa....

              ta druga, zakładka, nexia, konkubina, czy jakby ją zwać i jej partner nie są na
              tyle obiektywni aby oceniać czy ich związek jest chwastem czy drzewem.

              Jako pierwsi tej weryfikacji dokonuje najbliższa rodzina, rodzeństwo,
              dziadkowie, ojcowie i matki.

              Oni nie patrza hormonami, ale oczyma, sercem, i rozumem.

              Chwasty gonią ze swojego podwórka, drzewa wspierają.

              Kolejnej weryfikacji dokonuje czas...

              CO do trudności pielęgnacji związku po latach, tu się nie zgodzę, patrzę na
              moich rodziców, którzy teraz bardziej dbają o związek i siebie niż 15 lat temu,
              to zależy od uczuć, dojrzałości i świadomości tego co nas łączy, nie od czasu
              kiedy powiedzieliśmy sobie tak przed ołtarzem...

              osobicie nie znam kobiet (poza dziewczyną mojego ex), które starają się
              utrudniac pielęgnację związku, który ma chwilowe problemy... ale 19 letnia
              dziewczyna bez zobowiązań, obowiązków, pracy i świadomości życia dla której
              życie to okres od weekendu do weekendu i kolejnej imprezy.

              Inaczej na to patrzą kobiety z bagażem życiowym, z obowiązkami, z pracą, z
              dziećmi... te które zostały same, chwastów dla zabawy nie sadzą, bo taki chwast
              to również kolejna rana na życiu ich dziecka...
              • zielnaa Re: .... 13.06.06, 15:25

                generalnie fajnie się z Tobą pisze, tylko mam wrażenie, że piszemy o róznych
                rzeczach smile i chyba nie do końca nt wątku

                khaldum napisała:

                > zielnaa....
                >
                > ta druga, zakładka, nexia, konkubina, czy jakby ją zwać i jej partner nie są
                na
                >
                > tyle obiektywni aby oceniać czy ich związek jest chwastem czy drzewem.

                ????

                > Jako pierwsi tej weryfikacji dokonuje najbliższa rodzina, rodzeństwo,
                > dziadkowie, ojcowie i matki.
                >
                > Oni nie patrza hormonami, ale oczyma, sercem, i rozumem.
                >
                > Chwasty gonią ze swojego podwórka, drzewa wspierają.
                >
                > Kolejnej weryfikacji dokonuje czas...
                >
                > CO do trudności pielęgnacji związku po latach, tu się nie zgodzę, patrzę na
                > moich rodziców, którzy teraz bardziej dbają o związek i siebie niż 15 lat
                temu,

                a czy pisałam coś innego? smile bardziej nie znaczy - łatwiej


                > to zależy od uczuć, dojrzałości i świadomości tego co nas łączy, nie od czasu
                > kiedy powiedzieliśmy sobie tak przed ołtarzem...
                >

                hm, według mnie czas spędzony razem łączy także - to wspólne przeżycie,
                wspomnienia, wspólne wychowywanie dzieci, ale rozumiem, że może być to
                nieistotne

                > osobicie nie znam kobiet (poza dziewczyną mojego ex), które starają się
                > utrudniac pielęgnację związku, który ma chwilowe problemy... ale 19 letnia
                > dziewczyna bez zobowiązań, obowiązków, pracy i świadomości życia dla której
                > życie to okres od weekendu do weekendu i kolejnej imprezy.


                och, znam wiele takich przerośniętych dziewczynek, często w wieku, w którym
                spoglądają ze zdziwieniem wokół, że gdzieś wykruszyło się towarzystwo
                imprezowe, koleżanki powychodziły za mąż, zaczyna się powolne ciśnienie
                na "małą stabilizację", cykaz zegar biologiczny - nazwij to jak chcesz i wtedy
                ruszają na łowy wink


                > Inaczej na to patrzą kobiety z bagażem życiowym, z obowiązkami, z pracą, z
                > dziećmi... te które zostały same, chwastów dla zabawy nie sadzą, bo taki
                chwast
                >
                > to również kolejna rana na życiu ich dziecka...

                odsyłam do mojego komentarza nieco wyżej.
                pozdrawiam
                z.
                • khaldum Re: .... 13.06.06, 15:39
                  również miło mi się pisze,

                  miało być o dzieleniu nexi, z zasady nie dzielę na te gorsze i lepsze, dzielę
                  kobiety na te z zasadami i te bez skrupułów, które życie traktują jak zabawę i
                  najważniejsze słowa w ich życiu to JA MÓJ I MOJE, (przykład dziewczyna mojego
                  exa).
                  Może muszą dojrzeć, dostać kopa od życia, wylać kilka łez nie tylko z powodu
                  złamanej konturowki do ust i źle leżącej sukienki... a może to jest w genach,
                  kto to wie...?
      • mrs_ka Re: Dzień dobry! Chciałbym zapytać czy dzielicie, 13.06.06, 13:38
        Chyba bardziej biorę pod uwagę aspekt "po owocach ich poznacie", czyli to, o
        czym pisałam wiele razy na Rodzince. Każdemu się może zdarzyć grube świństwo,
        ważne, jak zachowa się PO.
        Taki kolejny teoretyczny problem, który ostatnio rozważam sobie w wannie. Ja w
        ogóle wiele ontologicznych i filozoficznych kwestii rozważam w wanniewink
        Przyjmijmy, że X i Y pobrali się, małżeństwo kościelne oczywiście, potem kryzys
        w typie tego opisanego przez Khaldum i romans Iksa z kochanką Z. Na końcu
        rozwód, który podsumowuje dwa lata małżeństwa.
        Romans Iksa zaowocował związkiem z kochanką o imieniu Z, bo okazało się że
        dobrali się jak w korcu maku. Powiedzmy, że stuka im własnie dwudziestolecie
        pożycia, mają dwoje dzieci, są szczęsliwym związkiem.
        No i własnie kwestia subtelności i niuansów: co się obroniło tak naprawdę, co
        jest tymi własciwymi "owocami"?
        Ok, początek był wedle norm spolecznych niemoralny- rozbicie małżeństwa i
        kochanka. Jednak czas pokazał, że na jednej szali mamy dwa lata związku
        zakończone zdradą i rozwodem, a na drugim udany związek, dwoje dzieci, pełnię
        rodziny. Moim zdaniem to pokazuje, że winy można odkupić, a rzetelna ocena
        możliwa jest dopiero z perspektywy czasowej.

        Nie ukrywam też, że najbardziej interesujące jest to z punktu widzenia PK, to
        znaczy gdyby przyjąc kryterium, że Boża wola i zamysł objawia się własnie w
        postaci owoców, a nie- jak jest to interpretowane- wyraża się jedynie przez
        początkową deklarację przed ołtarzem, która jest obligująca do końca. Bo to
        prowadzi do dość rewolucyjnego wniosku, że Duch tchnie tam, gdzie widać Jego
        efekty, a nie tam, gdzie ludzie umówili się widzieć Jego ingerencję (przysięga).
        Czyli jeśli są owoce, jest rodzina, są dzieci, jest pełny związek (pełny w
        znaczeniu pełni relacji) to jest tam Bóg niezaleznie od sytuacji kanonicznej.
        Oczywiście Kościół póki co ma na ten temat inne zdanie, ale tak czy inaczej
        wydaje mi się, że jest to interesujący punkt widzenia, którego implikacje są
        bardzo brzemienne w skutki.

        a.
        • m-m-m Re: Dzień dobry! Chciałbym zapytać czy dzielicie, 13.06.06, 13:48
          Taki kolejny teoretyczny problem, który ostatnio rozważam sobie w wannie. Ja w
          ogóle wiele ontologicznych i filozoficznych kwestii rozważam w wanniewink

          He, he...to może jakieś nowe prawo Archimedesa powstanie wink Jak to było? Ciało
          wypiera tyle wody ile samo waży, tak?

          A sam wywód ciekawy, ja lubię takie niekonwencjonalne, a do tego logiczne
          myślenie smile0


          • beatea dzielę 13.06.06, 13:57
            jest kolosalna róznica między kobietą, która wiąze się z rozwodnikiem, a
            kobietą, która świdomie zadaje się zonatym facetem i przyczynia się do rozbicia
            jego małżeństwa.
            Roznica jest taka , jak między człowiekiem uczciwym, a złodziejem.
            Kazda ma tego pełną świadomość i zadna nie chce się przyznać, ze zadawała się z
            zonatym , bo to wstyd i niemoralne i dlatego stosuje wybiegi typu " jak go
            poznałam to oni juz dawno ze sobą nie zyli" , a potem okazuje się, ze rozwód
            facet bierze po kilku latach bycia z kochanką.
            Albo kochanki zachodzą w ciązę , aby przyspieszyć jego decyzje.
            • m-m-m Re: dzielę 13.06.06, 14:05
              Ale zaraz, zaraz...on chyba nie jest bezwolny? Dał się ukraść, prawda? To on
              oszukiwał rodzinę, JEGO rodzinę, bo dla niej owa rodzina to obcy zupełnie
              ludzie i dlaczego ona niby ma się solidaryzować z zupełnie obcą kobietą tylko
              dlatego, że ich "wspólny" facet nie ma jaj i nie chce uporządkować swojego
              życia?
              • beatea Re: dzielę 13.06.06, 14:12
                ale ona współuczesniczy w jego zdradzie i jest współwinna rozpadu małzeństwa.
                nie ma innej moralności dla faceta , który zdradza i innej dla kochanki,z którą
                to robi.
                Uczciwi ludzie w takie rzeczy nie wchodzą, bo mają zakodowane pewne normy
                moralne i nie chcą sobie brac na swje sumienie cudzej krzywdy.
                Czy mogłabyś zyć ze świadomością, ze z twojego powodu został rozbity cudzy
                dom , a dzieci pozbawione ojca?
                • m-m-m Re: dzielę 13.06.06, 14:22
                  ale ona współuczesniczy w jego zdradzie i jest współwinna rozpadu małzeństwa.
                  > nie ma innej moralności dla faceta , który zdradza i innej dla kochanki,z
                  którą
                  >
                  > to robi.


                  Nie współuczestniczy, bo to nie jej żona i nie jej dzieci. Ona nikogo nie
                  zdradza. Jest osobą wolną i decyduje się na życie z osobą "zajętą", ale za
                  zgodą tejże. Dlaczego ma solidaryzować się z obca jej kobietą?


                  Uczciwi ludzie w takie rzeczy nie wchodzą, bo mają zakodowane pewne normy
                  > moralne i nie chcą sobie brac na swje sumienie cudzej krzywdy.



                  Pojecie uczciwości jest względne: to on jest nieuczciwy, bo to on oszukuje
                  rodzinę, a nie ona, bo to nie jej rodzina. Za krzywdę rodziny też odpowiada on -
                  nikt mu nie kazał korzystać z oferty kochanki. Wolny wybór.


                  Czy mogłabyś zyć ze świadomością, ze z twojego powodu został rozbity cudzy
                  > dom , a dzieci pozbawione ojca?

                  Personalnie źle skierowane, bo nigdy nie byłam "równoległą", znam takie
                  przypadki z bliższej i dalszej okolicy i nie byłabym jednak skłonna uważać tu
                  jakiejkolwiek winy drugiej kobiety oraz daję jej prawo do nie interesowania się
                  krzywdą obcych jej ludzi.
                  Podkreslam jeszcze raz: to facet, bo to jego rodzina odpowiada za korzystanie z
                  ofert kochanki.

                  • beatea Re: dzielę 13.06.06, 14:31
                    no tak to bardzo smutne co napisałaś:
                    Po co masz się solidaryzować z obca kobietą?

                    Zyczę ci, aby inna kobieta odebrała ci męża , zebyś przezyła to wszystko , co
                    przezywają zdradzone i opuszczone kobiety, pozostawione same sobie , z małymi
                    dziecmi, w ciązy , chore .....
                    Jak to przezyjesz na własnej skórze wtedy dyskutuj.
                    Wstrętna obrzydliwa EGOISTKO!!!!!
                    • m-m-m Re: dzielę 13.06.06, 15:15
                      Kochana, daruj sobie te epitety, ja nie wyzywam Cię od obleśnych ciasnot
                      umysłowych.
                      Guzik wiesz co już przeżyłam, zapewniam Cię, że zdrada i samotna ciąża to
                      pryszcz.
                      Prowadzę tu pewną dyskusję, na ile można od kogoś rządać moarlności, a na ile
                      nie i czekam nie na epitety tylko na rzeczowe głosy w dyskusji.
                      • beatea Re: dzielę 13.06.06, 15:21
                        pryszcz zdrada i samotna ciąża? powiedz to tym, które to przezywają , ze to
                        pryszcz !!!
                        Jedno jest pewne osoba , która ma takie poglady nie ma zadnej moralności !!!!
                        • m-m-m Re: dzielę 13.06.06, 15:31
                          Moja droga, nie jesteś tu od oceniania czyjejkolwiek moralności.
                          Powtarzam jeszcze raz: albo masz rzeczowe argumenty, albo nie i tylko to mnie
                          interesuje.
                          Chcesz uznania, że Twoje pojęcie moralności jest jedynie słuszne. Dla Ciebie
                          pewnie tak, ale nie znaczy to, że dla wszystkich i daj innym to prawo do innych
                          pogladów.
        • poxywka Re: Dzień dobry! Chciałbym zapytać czy dzielicie, 13.06.06, 14:52
          troche przypomina to powiedzenie 'cel uswieca srodki'; nie wciagalabym w to
          Ducha Swietego smile

          zmiane partnera i rozwod mozna przyjac za rzecz dosc powszechna dzisiaj i
          postrzegana dla wielu osob jako jedyny sposob na polaczenie sie z 'prawdziwa
          miloscia'; bywa to prawda a bywa zludzeniem; zapewne te owoce pokaza; czasem
          przeciez i osobie porzuconej koniec koncow wychodzi to na dobre; ocena tego
          jest chyba na tyle zlozona, ze kazdy przypadek mozna rozpatrywac osobno;
          jedynie usprawiedliwianie swoich czynow za wszelka cene zamiast swiadomosci
          popelnienia owego grubego swinstwa i zwyczajnie przeproszenia nie swiadczy
          dobrze o tej osobie
          pozdrawiam
          poxywka
        • claairee Re: Dzień dobry! Chciałbym zapytać czy dzielicie, 14.06.06, 09:44
          mrs_ka napisała:


          >
          > Czyli jeśli są owoce, jest rodzina, są dzieci, jest pełny związek (pełny w
          > znaczeniu pełni relacji) to jest tam Bóg niezaleznie od sytuacji kanonicznej.
          > Oczywiście Kościół póki co ma na ten temat inne zdanie, ale tak czy inaczej
          > wydaje mi się, że jest to interesujący punkt widzenia, którego implikacje są
          > bardzo brzemienne w skutki.
          >
          >Tego jak jak kwestia wyglada z perspektywy Boga , nie dowiemy sie, w każdym
          razie nie w tym zyciu... co na to kościół to odrębna kwestia - nie ma pewnośći,
          że Kościół jako instytucja, jest wyrazicialem Woli Boga.
          Nie wiemy też, jakie są dalekosiężne konsekwencje faktu, ze pan X zostawił żone,
          i żyje w szczesliwym zwiazku z kochanką, moze w bozych planach, ze zwiazku z
          zoną miała sie narodzić jakas znacząca osoba, może w dzieciach, ze związku z
          kochanką spotkały sie takie geny, które w przyszłych pokoleniach zaowocują jakąś
          nieuleczalną chorobą. Nie widzimy całosci, tylko niewielki fragment układanki.

    • blondgirl A co wtedy 13.06.06, 14:12
      gdy facet nie mówi na początku nowej kobiecie, że ma już rodzinę i ona
      dwoaiduje się on, kiedy jest już wnim zakochana i nie ma siły, żeby odejść?

      Kiedyś dzieliłam, ale obecnie podchodzę do tego z bardzo dużym dystansem.
      Mojego M. poznałam (a w zasadzie związałam się z nim, bo znaliśmy się dużo
      wcześniej,ale traktowałam go na dystans), kiedy w zasadzie był już po
      rozwodzie.
      Jednak podobnie, jak inne forumowiczki uważam, że facet ma swój rozum i biorąc
      kochankę powinien się liczyć z konsekwencjami swojego postępowania. Bo tak
      naprawdę, to w tym momencie, on rozbija rodzinę i on jest odpowiedzialny za jej
      rozpad. Do niej też można mieć pretensje, ale główna wina spoczywa na nim!!!
      • beatea Re: A co wtedy 13.06.06, 14:15
        na poczatku moze ni mówi, ale o czym to świadczy? ze jest podwójnie nieuczciwy.
        Wobec zony i kochanki.
        Co to znaczy nie ma siły odejść?
        Po takim zimnym prysznicu uciekałabym jak najdalej od kłamcy i oszusta.
        • blondgirl Re: A co wtedy 13.06.06, 14:32
          Nie każdy jest taki ja ty...

          Co prawda sama tego nie przeżyłam,ale znam takie przypadki.
          On mówi, że kocha, obiecuje rozwód, a nic jej nie powiedział, bo się bał, że ją
          straci i dlatego mówi to dopiero teraz. A my kobiety jesteśmy, jakie
          jesteśmy... I na ogół przez to cierpimy.
    • anastazjapotocka Re: Dzień dobry! Chciałbym zapytać czy dzielicie, 13.06.06, 14:18
      Mówiono mi, kiedy przed 16 laty przyjechałam do Polski, aby tu zamieszkać, że
      Polska - to katolicki kraj. Katolicki, to znaczy, że ludzie w nim żyjacy
      kierują się prawami dekalogu. "Nie pożądaj żony bliźniego swego, ani żadnej
      rzeczy, która jego jest"... Każda z nas na tym forum ma za sobą sumę trudnych
      doświadczeń. Jesteśmy w związkach z mężczyznami z "przeszłością", musimy liczyć
      się z różnymi sytuacjami związamymi z ich dziećmi oraz z ex. Naszą
      codziennością są lub były, pozwy do sądu, kaprysy ex (naprawdę nie uwierzę
      w "przyjazne" ex, za dużo w życiu przeszłam i ze zbyt wielką pazernością się do
      tej pory spotkałam), humory "jego" dziecka. Kiedy dowiaduję się, że osoba z
      którą rozmawiam jest winna rozpadu cudzego związku - kończę z nią rozmowę.
      Moralność - to wyznacznik, podstawa człowieczeństwa. "Niebo gwiaździste nade
      mną, prawo moralne we mnie". To Immanuel Kant. Tym kobietom, które mają
      wątpliwości, czy rozbijać cudze małżeństwo, proponuję aby na chwilę odniosły tę
      sytuację do siebie. Na przykład ja: 19 lat z moim mężem (poznanym w moim
      rodzinnym kraju 4 lata po jego rozwodzie), lata upokorzeń ze strony jego ex.
      Dorosła, wykształcona, samodzielna już - na szczęście - jego córka.
      Nadmieniam, że sielanki pomiędzy mną i jego córką też nie było (choć bardzo się
      starałam, ale ex czuwała), ale co tam... Osiągnęliśmy z mężem jakiś status
      materialny. I nagle pojawia sie panienka. Młoda, ładna, zdecydowana. W oko
      wpada jej mój mąż. Pan wysoki, przystojny, siwiejący interesująco, po
      czterdziestce, wykształcony, inteligentny, doskonale ubrany, w luksowym aucie.
      Ja - w jego wieku, ładna, ale jak na kobietę PO CZTERDZIESTCE! Bez własnych
      dzieci. Panienka szybko oblicza i wychodzą jej same zyski. Ze mną oczywiście
      nie potrzebuje się liczyć, bo i cóż ona jest winna, że on nie mógł sobie
      odmówić? Czy naprawdę mam uwierzyć w "solidarmość jajników"? Raczej nie sądzę.
      Zaznaczam, że jestem osobą wykształconą, prowadzę od wielu lat własną firmę i
      zatrudniam także kobiety, więc jestem "w temacie". Czy ta mityczna "solidarność
      jajników" przekona panienkę, że szlag trafi moje 19 lat? I, że te 19 lat zżarło
      moją młodość i urodę? Oczywiście, że nie. Panienka rozpocznie bezpardonowe
      polowanie, być może zakończone ciążą. W ostateczności zostaną jej wysokie
      alimenty... Moja odpowiedź brzmi: TAK. DZIELĘ. I WYCIĄGAM KONSEKWENCJE. Nie
      oceniam, nie osądzam, bo nie jestem Bogiem. ALE UNIKAM! I oczywiście zachowuję
      czujność. Czego i Wam życzę.
    • karrolina1 Re: Dzień dobry! Chciałbym zapytać czy dzielicie, 13.06.06, 15:20
      Dziele swiadomie i nie mam najlepszego zdania o tych drugich, a jednoczesnie
      troche im wspolczuje. Jesli facet tkwi w nieudanym zwiazku, nie odchodzi ani nie
      probuje go naprawiac, tylko czeka na okazje, zeby sobie poromansowac na boku to
      mozna przypuszczac, ze ma slaby charakter i naiwnoscia jest sadzic, ze nagle
      sdtanie sie wzorem i nie bedzie zdradzal i oszukiwal bylej zony(oczywiscie jak
      od kazdej innej reguly tak i tutaj zdarzaja sie wyjatki ze sztywnymi zasadami).
      I wg mnie zadna madra kobieta nie skusi sie na taki wybrakowany towar.
    • anastazjapotocka Re: Dzień dobry! Chciałbym zapytać czy dzielicie, 13.06.06, 15:23
      Oczywiście, dziewczyny, macie rację mówiąc, że dużo zależy od faceta. Ale ja
      nie jestem ślepa i WIDZĘ te spojrzenia młodych, ładnych i zdecydowanych kobiet
      na mojego męża i moją garderobę/biżuterię. ONA MA, A JA NIE. NA MNIE BY LEPIEJ
      WYGLĄDAŁO. Jak do tej pory, nie miałam powodów, żeby nie ufać mojemu mężowi, bo
      to jest bardzo moralny człowiek. On nawet z ex nigdy by się nie rozwiódł, tylko
      to był jej pomysł, żeby go na zarobek do Austrii wypchnąć i mieszkanko
      własnościowe przejąć. Pazerota była i jest. Ale chłop to tylko człowiek, a nie
      święty i oczy ma. I kolegów, co to stare żony porzucili i mają teraz całkiem
      nowe i nowe dzieci płodzą. Nie o wszystko można oskarżać mężczyznę. Kiedyś, jak
      kobieta kręciła się wokół żonatego mężczyzny, to ją przynajmniej otoczenie
      potępiało i pastor w kościele upomniał. A teraz, jak się robi coraz większe
      przyzwolenie społeczne na zdradę i panienki tak łatwo się usprawiedliwiają,
      trochę czarno widzę. Mnie smuci (bardzo Was przepraszam) taki zupełny brak
      zasad moralnych u niektórych młodych kobiet.
      • m-m-m Re: Dzień dobry! Chciałbym zapytać czy dzielicie, 13.06.06, 15:43
        Z tym, że widzisz, zawsze będzie tak , że kolega będzie miał ładniejszą żonę.
        lepszy samochód itp. Facet z zasadmi tak jak twój mąż nie skorzysta z oferty
        takiej osoby. I oto martwiść się nie musisz. A to, że one się patrzą? No to
        niech się patrzą.
        Mój też ma kolegów, którzy zdradzają swoje żony i uważa to za paranoję, jak to
        mówi "odwala im" i co ciekawe jako facet właśnie ich, kolegów obarcza winą i
        brakiem szacunku dla swoich partnerek życiowych.
      • tarzynka Re: Dzień dobry! Chciałbym zapytać czy dzielicie, 13.06.06, 15:43
        Anastazjo, to ja nie rozumiem. Skoro ufaszs swojemu facetowi, skoro nie
        zawiodłaś się na nim, to czemu się boisz, że Cię zdradzi? I skąd wiesz, co sobie
        myślą te młode, ładne i zdecydowane kobiety? Skąd wiesz, że szczytem ich marzeń
        i zamierzeń jest przejąć Twojego nienajmłodszego już męża i Twoją
        garderobę/biżuterię? Bo taki jest stereotyp? Bo łatwiej zdeprecjonować te młode
        dziewczyny, bo lecą na kasę?
        Poza tym denerwuje mnie twierdzenie, że u "niektórych młodych kobiet występuje
        zupełny brak zasad moralnych" przy jednoczesnym usprawiedliwianiu facetów, że
        wiadomo czym myślą, więc to normalne, że tak postępują. Bo co? Facetowi wolno?
        Taką ma naturę? O co niby nie należy oskarżać mężczyzny?
        Chyba jednak jestem feministką...
        • m-m-m Re: Dzień dobry! Chciałbym zapytać czy dzielicie, 13.06.06, 16:21
          usprawiedliwianiu facetów, że
          wiadomo czym myślą, więc to normalne, że tak postępują. Bo co? Facetowi wolno?

          Cały czas jestśmy w kręgu stereotypów, że to kobieta jest odpowiedzialna za
          zachowanie mężczyzny. To jej wina, że ją zdradził (bo miał "powody"), to innej
          wina, że dał się uwieść (bo była "nachalna" zdzira). W tym wszystkim facet jest
          zwolniony z odpowiedzialności za swoje czyny.
      • jayin Re: Dzień dobry! Chciałbym zapytać czy dzielicie, 13.06.06, 15:46
        anastazjapotocka napisała:

        > Mnie smuci (bardzo Was przepraszam) taki zupełny brak
        > zasad moralnych u niektórych młodych kobiet.

        A co z tymi starszymi...?smile

        Jakoś tak mi wychodzi "z obserwacji", że najwięcej zdrad/"rozstań z powodu tej drugiej pazernej i czyhającej na majątek i ustawionego chłopa" dotyczy właśnie układu: mąż+żona(najczęściej równolatkowie, albo w zbliżonym wieku"+ ta druga(dużo młodsza,asystentka,sekretarka,przyjaciółeczka męża,w 90% ładna lalka z dużym biustem i żądzą wzbogacenia się o majątek i prestiżsmile

        Ale to specyficzny rodzaj zdrad/rozwodów.

        I nie każda kochanka, czy "ta druga żona/kobieta" (nie zawsze przecież z mety będąca kochanką) akurat jest młodsza od żony (byłej żony) i bardziej niż owa żona (była żona) skoncentrowana na statusie materialnym faceta. Czasami bywa wręcz odwrotnie.

        Aczkolwiek - to tak w kwestii WIEKU, nie PAZERNOŚCI smile - zwykle u faceta jest tak, biologicznie, że jak wymienia sobie żonę/kobietę na nowy model - to na "lepszy" - a u faceta "lepszy" to tak jak w przypadku samochodu: "droższy, szybszy, nowszy, młodszy"smile

        tylko jak wymienia zbyt pochopnie to potem ma problem albo z serwisem, albo jednak jest dla niego mało ekonomicznie, albo auto się psuje..wink