juz nie moge prosze o pomoc

23.06.06, 22:12
Jestem tu od niedawna, od niedawna tez mieszkam z moim mezczyzna i tym samym
zostalam czasowa macocha..Moj problem jest z eks..Dzis znowu plakalam przez
nia.mam dosc.Ona robi wszystko zeby nas sklocic i wszystko zeby sie na mnie
wyzyc.Dzwoni do mojego partnera tylko po to zeby mnie wyzwac..Ja to slysze bo
ona tak krzyczy ze nie da sie nie slyszec.Moj facet nie chce mi powiedziec co
ona mowila dokladnie, ale po kazdej takiej "rozmowie" zamyka sie w sobie ,
wiecej pali.Ona ogranicza mu kontakt z dziecmi,mimo ze sa juz po rozprawie i
wszystko jest ustalone.Ona ciagle wymysla rozne rzeczy zeby tylko miec dzieci
na weekend,a ja jestem w srodku tego, sama..i mam dosc placze dzis pol
dnia..mam wrazenie ze on czasem zaluje ze jest ze mna bo gdyby nie ja to moze
ich stosunki po rozstanoiu bylyby lepsze,a tym samym jego kontalkt z dziecmi??
boje sie strasznei i juz nie wiem co robic..prosze pomozcie
    • joanna-walencja Re: juz nie moge prosze o pomoc 23.06.06, 22:44
      przestan sie uzalac nad soba to twoj m ma problem i postaraj sie mu pomoc.
      gdyby zalowal, ze jest z toba (o czym na pewno marzy jego eks) to by cie
      zostawil. owszem, eks na pewno robi wszystko, zeby was sklocic, ale Ty mozesz
      zrobic wszystko, zeby jej sie to nie udalo. jezeli M zamyka sie w sobie, Ty
      postaraj sie go otworzyc, a na pewno nie otworzysz go placzac...
      • lykaena Re: juz nie moge prosze o pomoc 23.06.06, 23:12
        dzieki.ja to wszystko niby wiem.ale dzis sie uzalam bo mam okres, bo mi zle i
        to dla mnie za wiele..Ja czuje ze on mnie koch
        • joanna-walencja Re: juz nie moge prosze o pomoc 23.06.06, 23:21
          wez ibuprom
        • lykaena za szybko dalam enter 23.06.06, 23:22
          ale chodzi o dzieci on je kocha nad zycie i boje sie ze przelozy ich dobro nad
          nasz zwiazek,bo widzi ze to JA tak niemilosiernie wkur..am eks..wiem to glupie
          irracjonalne ale ja sie boje..wiazac sie z nim postawilam wszystko na jedna
          karte i teraz boje sie porazki
          • joanna-walencja Re: za szybko dalam enter 23.06.06, 23:25
            przeciez moze nadal kochac swoje dziec bedac z toba
            • lykaena Re: za szybko dalam enter 24.06.06, 01:00
              Jeeeezuu.Oczywiscie ze tak, ale wytlumacz to tej kobiecie, bo to ona tego nie
              rozumie.I dzoni, i obraza i nachodzi straszy, terroryzuje...nie wiem jak to
              nazwac jeszcze.Moj facet jest bardzo skryty i zamkniety w sobie, dlugo trzeba
              od niego wyciagac wszystko, a ja czasem nie chce nawet wyciagac tylko boje sie
              coraz bardziej takich konfrontacji
              • kleo1 Re: za szybko dalam enter 24.06.06, 07:05
                tej kobiecie nie przetłymaczysz nigdy, ona Wam zazdrości, że macie siebie, boi
                się, że dzieci będą Ciebie za bardzo lubiły. Nie płacz przy M! Wiem, że to
                ciężko, ale postaraj się. Rozmawiaj z nim. Wytłumacz mu, dlaczego ona tak sie
                zachowuje, powiedz, że go wesprzesz i że przecież on też kocha dzieci.
    • beatea Re: juz nie moge prosze o pomoc 24.06.06, 11:55
      a ja cię po główce nie będę głaskała i zadam ci jedno pytanie, czy byłaś
      powodem rozpadu ich małżeństwa?
      • lykaena nie 25.06.06, 18:52
        Sorry ze pisze dopiero teraz,ale mialam problemy z internetem w domku.Co do odp
        na twoje pyt to oni nie byli nigdy malzenstwem, jak poznalam mojego M, to juz
        od okolo pieciu miesiecy nie mieszkali razem,ale ona byla w ciazy.Mysle ze o to
        ten zal i rozpacz,choc dziecko bylo "celowa wpadka " z jej strony, bo myslala
        ze go zatrzyma, co jej sie nie udalo.On byl w porzadku, byl przy niej,dal
        nazwisko dziecku,opiekowal sie nia w szpitalu i dzieckiem,gdy chorowalo zaraz
        po urdozeniu i caly czas tlumaczyl,ze to nic nie zmienia miedzy nimi,ze moga w
        zgodzie i spokoju wychowac swoje dzieci,ale miedzy nimi juz koniec,bo on ejj
        nie kocha.
        • lilith76 Re: nie 26.06.06, 11:55
          jakby sytuacja autentycznie nie wyglądała ona uważa się za kobietę porzuconą w
          ciąży, z małym dzieckiem - a to przewinienie ciężkie gatunkowo, uprawniające do
          długiego rozdrapywania ran.
    • joanna.k51 Re: juz nie moge prosze o pomoc 24.06.06, 12:08
      witaj!
      jestem zarówno exią jak i macocha i myślę ze dzięki temu rozumiem trochę
      uczucia i jednej i drugiej strony, z jednej exia która przezywa swój własny
      dramat porzuconej zapewne samotnej kobiety stara sie zemścić na facecie który
      wcześniej ułożył sobie życie na zasadzie jeśli ja nie mogę być szczęsliwa to i
      on nie będzie wiadomo ze najbardziej na tym cierpią dzieci. one kochaja ich
      oboje i są rozdarte a jeśli matka okazyje swoje negatywne reakcje przy nich
      instynktownie będą jej bronić... z drugiej strony Ty chcesz stworzyć normalny
      dom scalony bez pęknięć to trudne jeśli wręcz nie niemozliwe...nie nadarmo mówi
      się że rozwod gorszy od smierci....No i jest jeszcze on ,myśle że teraz czuje
      się tez mało komfortowo dryfując miedzy stronami...Radzę Ci uzbroić się w
      świętą cierpliwość to z czasem minie, unormuje się nie naciskaj na niego żeby
      zajął jakieś stanowisko bo co on może zrobić jeśli jest super facetem to koch
      dzieci i nie chce ich stracić. nie daj się sprowokować zachowaj klasę trzymaj
      sie
    • geos Re: juz nie moge prosze o pomoc 24.06.06, 14:37
      Po prostu ignorowac ją!!!
      Nie jedna macoszka z długim stażem ci to powie.
      Dzwoni? Odkładać słuchawkę, wrzeszcy to samo. Nie ma rady w końcu jej sie znudzi.
      I cieszyć się sobą a nie zamykac i płakać.
      Nie myśl za duzo. Pewnie nie bedzie łatwe na poczatku ignorowanie ale.... myśle,
      że warto powalczyć a dzieci kochać, jak zawsze
      • beatea Re: juz nie moge prosze o pomoc 24.06.06, 15:01
        Jak ma ignorować, skoro exia dzwoni do exa, a nie do niej.
        to raczej sprawa między zoną a męzem.
        • sonrisa3 Re: juz nie moge prosze o pomoc 27.06.06, 00:27
          > Jak ma ignorować, skoro exia dzwoni do exa, a nie do niej.
          > to raczej sprawa między zoną a męzem.
          Bet pomyśl zanim coś napiszesz. Masz taki ładny nick (ten jeden z
          wielu) "Cogita" - postępuj,chociaż raz na jakiś czas, zgodnie z nim big_grin

          Co niby jest sprawą między żoną a mężem? Wyzywanie neksi???
          A swoją drogą - to musiało być zajebiście dobre małżeństwo,skoro teraz pani nie
          ma panu nic do powiedzenia prócz steku bluzgów na next big_grin
        • kleo1 Re: juz nie moge prosze o pomoc 27.06.06, 07:50
          beatea zadałaś autorce pytanie, po czym nie przeczytałaś odpowiedzi na nie, oni
          nie byli małżeństwem, więc a) nie jest to sprawa między mężema żoną b) nie
          było ropadu małżeństwa(bogo nie było), nie autorka się przyczyniła do rozpadu
          związku(wiesz czasem ludzie do siebie nie pasują, a oni nie byli już 5 m-cy ze
          sobą, a najlepiej przeczytaj odpowiedź autorki) c) piszesz po złości,
          że "między mężem a żoną"
          • beatea kleo 27.06.06, 15:58
            a ty jeszcze umiesz czytać ze zrozumieniem?
            a jak facet z kobietą zyja ze soba ileś lat, mają się wspóle dzieci , dom, to
            kim są dla siebie? Znajomymi?
            • balladynka Re: kleo 27.06.06, 19:42
              Ja tam się nie znam więc powtórzę za PWNsmile

              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=44176843&a=44224272
    • lykaena kiedy jej przejdzie?? 25.06.06, 19:04
      Dzieki za wszystkie posty. Ja wpadam w jakas paranoje z jej powodu,ciagle boje
      sie ze ja spotkam i znowu zechce zrobic mi obciach w miejscu publicznym,noi
      doczekalam sie, spotkalismy ja dzis,kiedy akurat wcale sie tego nie
      spodziewalam i to na drugim koncu miasta,to byl totalny przypadek.Juz balam sie
      ze cos jej odbije,ale ona byla chyba bardziej zaskoczona i zmieszana ode mnie i
      po prostu uciekla za regaly z drugiej strony.Moj M byl po tym spotkaniu
      oczywiscie rozbity jak zawsze(zobaczyl coreczke,przykro mu sie zrobilo)Ale
      oczywiscie ja to zgaduje, bo rozmawiac nie chcial.Musze sie na nia uodpornic,ja
      po prostu boje sie jej wyskokow i boje sie o mojego M,ktory nie radzi sobie z
      negatywnymi uczuciami,jest strasznie nerwowy,a i tak ma dosc innych problemow i
      jej glupie wymysly sa ostatnia rzecza,ktorej ma ochote wysluchiwac.Uodpornie
      sie,bede ja olewac,mam nadzieje,ze jej przejdzie.A wiecie moze kiedy to moze
      nastapic???? Nie sa razem 15 miesiecy.My jestesmy razem od 9 mcy,ale ona wie o
      nas od 6,odkad pierwszy raz przyjechalam do niego do domu.A mieszkamy razem tak
      juz na stale dopiero od 3 tygodni.
      • minikak Re: kiedy jej przejdzie?? 26.06.06, 10:33
        witaj
        wiem jak Ci ciężko bo sama to przechodziłam, exia wyzywała mnie od najgorszych
        zabroniła kontaktów z młodym i ograżała się, to był horror choć nigdy nie
        usłyszałam tego bezpośrednio od niej (nie rozmawia ze mna bo ona ma klasę a ja
        nie). Jedyna różnica to fakt, że mój Mężczyzna widywał dziecko, ale exia nawet
        przy maluchu ubliżała mi.
        Na pocieszenie powiem Ci że to minęło, trwało prawie 2 lata, ale teraz jest
        znośnie, nadal nie rozmawiamy (no bo i o czym) ale nie robi problemów i nie
        obraża mnie. Kleo ma rację ona Wam zazdrości, nie daj się, to jest jej urażona
        duma kobieca, on wybrał Ciebie a nie ją. Poprostu rozmawiaj ze swoim Mężczyzną
        i daj mu odczuć że jesteś przy nim on tego na pewno bardzo potrzebuje.
        Co do tego waszego spotkania to coś mi się wydaje że ona jest troche jak ta
        moja exia, odgrażała się że nie wiadomo co ale nigdy nic do mnie nie
        powiedziała choć kilka razy się na siebie natknęłyśmy. Mojej exi przeszło jak
        znalazła faceta, wszystko jak ręką odjął. Także wierz mi że to tylko teraz tak
        strasznie wygląda.
        Powodzenia, będzie dobrze zobaczysz :o)
        • lykaena nareszcie lepiej 26.06.06, 22:47
          Moj M wczoraj ze mna wreszcie porozmawial..Sam mnie zawolal i z wszystkiego mi
          sie wyzalil, rozmawialismy pare godzin,pol nocy.Teraz on wie co ja czuje,a ja
          wiem co czuje on.I nie jest mi juz tak ciezko,bo on ma gorzej.Teraz bede go
          wspierac,a przy niej zacisne zeby i bede sie usmiechac.Jestem ze wspanialym
          mezczyzna, ktory jest wspanialym ojcem i ona moze wygadywac najgorszego
          rzeczy,a tego nie zmieni.Kocham Go i bede wspierac.Jest mi
          lepiej,lzej..Dziekuje wam wszystkim Macochy
          • tarzynka Re: nareszcie lepiej 26.06.06, 23:19
            To dobrze, że porozmawialiście. Pewnie to nie było dla M. łatwe. Ja swojemu
            zawsze mówiłam, że to co jestem w stanie wymyśleć domyślając się, jest zazwyczaj
            tysiąc razy gorsze od rzeczywistości (oj, bo to prawda, wyobraźnia mi wtedy
            działa) i żeby mi jednak mówił, jak ma kłopoty, bo i tak widzę. Chyba mu to
            pomagało się otwierać.
            Jak było źle między mną a moim eks tuż po rozstaniu i obrywały niestety dzieci,
            to nasza wspólna znajoma powiedziała, że trzeba cierpliwości, emocje opadną i
            wszystko się ułoży. Wtedy jej za bardzo nie uwierzyłam, ale miała rację.
            Właściwie nie znam przypadku, żeby się jednak nie ułożyło. Lepiej lub gorzej,
            ale jednak rozszalałe emocje się wyciszają i jest lepiej niż było.
            • lykaena mezczyzni 27.06.06, 00:07
              Chyba mezczyzni tak po prostu maja, nie potrafia mowic o uczuciach i dlatego
              ciesz sie ze sie przede mna otworzyl,tym bardizje ze widzialam jak mu ulzylo.
              Teraz nie bede juz nalegac,tylko nadal postepowac jak postepowalam , bo widac
              ze robialm dobrze.Ja nie mma osobistych doswiadczen zwiazanych z rozstawaniem
              sie ,bo co parwda bylam juz w dwoch zwiazkach,ale jeden z nich byl taki
              szczeniecy jeszcze,a drugi to po prostu pomylka i obydwa zakonczyly sie
              pokojowo.Jesstem jeszcze bardzo mloda i to moj pierwszy powazny zwiazek,ale
              widze ze pewne doswiadczenie jednak juz mam i w tej trudnej sytuacji tez sobie
              poradze...Pozdrawiam
              • kleo1 Re: mezczyzni 27.06.06, 07:58
                mężczyźni nie mówią, uważają, że wyżalanie się i płacz to słabość smile
                dobrze, że sobie pogadaliście, to ważne w związku, nawet bardzo ważne.

                ja też jestem młoda, mam 22 lata, to mój można rzecz drugi poważny związek,
                pierwszy był toksyczny i nieudany, czasem boli, że z bajki o księciu spada sie
                z hukiem na ziemię ma się obolałe kości a zadrapania jeszcze posypuje solą exia
                ale dasz radę, ja dałam Ty też dasz smile
    • magret65 Re: juz nie moge prosze o pomoc 27.06.06, 09:02
      No cóż, cieszę się, że Twój "M" się wreszcie otworzył, bo to na pewno oznaka,
      że darzy Cię zaufaniem i musisz być dla niego ważna, skoro mu się udało
      normalnie, szczerze porozmawiać! Wcześniej, gdy czułaś się gorzej i byłaś w
      gorszym stanie, nie chciałam dolewać oliwy do ognia, ale skoro teraz jest
      lepiej i wyszłaś na prostą postanowiłam podzielić się moimi przemyśleniami.
      Z góry zaznaczam, że życzę Ci wszystkiego najlepszego i wierzę, że macie duże
      szanse na przyszłość, ale ......... chyba warto spojrzeć na faceta bardziej
      przyziemnie, a nie przez różowe okulary!
      1. Zrozumiałam / chyba dobrze?/, że 9 miesięcy mieszkacie razem i jest
      to "wolny związek". Dla mnie to jednak kawał czasu. Zauważ, że z "eksią" też
      tak było! Facet dorobił się 2ki dzieci, żyli bez zobowiązań, a jednak babkę
      zostawił, bo niby to nie było to! Wiesz, rozumiem, że można się pomylić i
      odejść, ale czemu nie zrobił tego wcześniej?! Porzucił kobietę w ciąży - już w
      DRUGIEJ?! Rozumiem, że będąc z niespełna rocznym dzieckiem, dowiedziała się, że
      on żyje z inną, też w wolnym związku?! Prawdopodobnie, według jej rozumowania,
      ma szansę go odzyskać. Ty też nie masz na palcu obrączki, nie macie prawnie
      uregulowanej sytuacji, więc według ogólnych norm ona nie próbuje niszczyć
      małżeństwa, ale odebrać faceta, który ma, w jej mniemaniu, większe zobowiązania
      wobec innej. / Dzieci nie biorą się z powietrza, a jak się z kimś idzie do
      łóżka, to zwykle jakieś uczucia i emocje muszą między dwojgiem istnieć!/
      2. Przy takim układzie, skąd masz pewność, że za jakiś czas nie powie również
      Tobie, że to była pomyłka?! A jeżeli do tego będzie jeszcze dziecko?! Twoje
      pierwsze, jego TRZECIE?!Może dmucham na zimne, ale ...... z takim, niestety
      czarnym, scenariuszem trzeba się też liczyć! Pozdr. M
    • magret65 Re: juz nie moge prosze o pomoc 27.06.06, 09:16
      P.S.
      Wiem z Twojego postu, że od niedawna mieszkacie razem, ale związek trwa już 9
      miesięcy. Sorry, jeżeli trochę Cię uraziłam, ale na pewno jestem od Ciebie
      starsza i ..... nie popieram, pomimo obecnej mody, wolnych związków, gdy ludzie
      zaczynają mieszkać bez ślubu razem, aby niby się sprawdzić. A tym bardziej, gdy
      facet był już wcześniej w takim związku i Sama wiesz, jak to się skończyło!
      Mężczyznom jest zawsze w takim układzie łatwiej. Po jakimś czasie partnerzy
      żyjący "bez papierka" przyzwyczajają się i wydaje im się, że tak jest
      wygodniej. Znam stwierdzenie, eee żyjemy już tyle razem, więc po co ślub?! Przy
      rozstaniu przeważnie więcej cierpią kobiety. Niestety, znam takie, które po
      latach stwierdziły: "A po co mi to było?!" Mogłam sobie ułożyć życie, a
      teraz....?! I co ja zrobię?! No.... właśnie! Papier oczywiście nie daje
      gwarancji, że będzie lepiej, ale przynajmniej, w moim przekonaniu, w przypadku
      ludzi dojrzałych i odpowiedzialnych, potwierdza oficjalnie chęć obu partnerów
      spędzenia, właśnie z tą osobą, resztki swojego życia. Pewnie wydam się Wam
      staromodna, ale tak myślę i wiem, że dla wielu ludzi, szczególnie kobiet, ta
      obrączka dużo znaczy! Ma się pewność, że partner, przy składaniu obietnicy,
      chciał tego tak samo jak my. Nawet jak coś nie wyjdzie, to potem można
      powiedzieć dzieciom, że nie był to kaprys, czy zwykły romans, ale świadoma
      decyzja bycia razem, a że nie wyszło....?! Nasze błędne decyzje, inni ludzie,
      nieprzewidziane wcześniej sytuacje?! To już inna para kaloszy!
      • lilith76 Re: juz nie moge prosze o pomoc 27.06.06, 10:06
        a ja zawsze myślałam, że ślub bierze się z osobą, którą się dobrze zna i wie,
        czego się można po niej spodziewać. jeśli myślisz, że to się udaje po 9
        miesiącach dochodzenia do siebie, to gratulacje. zna się czyjeś zalety i
        powierzchowność. oczywiście, prawidziwa miłość polega na tym, aby po ślubie,
        gdy wychodzą wady i tarcia razem walczyć o dalsze uczucie. tak zapewne myślą
        żony alkoholików i przemocowców, które przed ślubem przykładnie chodziły z nimi
        za rączkę po parku.


        moi rodzice przed ślubem przez dwa lata grzecznie siedzieli na kanapie u
        jednych lub drugich rodziców i w końcu zbudowali szczęscie małżeńskie na
        gruzach psychiki swoich dzieci. dzięki, ja tego błędu nie popełnię smile



        może to chodzi o typ osobowości. nie chcę ślubu, bo ponieważ. i już. pewnie
        gdyby się M oświadczył, byłoby mi miło, czułabym, że chce czegoś super
        poważnego, ale od zaręczyn do ślubu pewnie kilka razy bym odwołała uroczystość.
        konkubinat daje mi wolność, wiem, że kiedy mnie ostatecznie wkurzy, to się
        spakuję i odejdę bez formalności papierkowych.
        jest jeszcze jedna sprawa - Niemąż już raz brał ślub i poległ, dla mnie jego
        deklaracja w USC nie będzie miała zbyt wielkiej wartości.

        Niestety, znam takie, które po
        > latach stwierdziły: "A po co mi to było?!" Mogłam sobie ułożyć życie, a
        > teraz....?! I


        ?????????????
        i niby ślub, małżeństwo to ma być to ułożenie życia?????????
        dla mnie ułożone życie, to uporządkowane emocje, nawet jeśli facet puści mnie
        kantem. będzie bolało, popłaczę, ale pójdę dalej.


        ale ja jestem innym typem osoby.
        • anastazjapotocka Re: juz nie moge prosze o pomoc 27.06.06, 11:14
          Wiesz, Lilith, coś w tym jest. Kiedy jeszcze żyła moja matka, to zwyczajnie
          nawet na randkę iść nie mogłam spokjnie, choć małam te swoje 19 lat i
          studiowałam. Nie uwierzysz, ale jak zainteresował się mną znany playboy, MATKA
          WYSŁAŁA MNIE NA RANDKĘ Z MOJĄ BABCIĄ. To były czasy! Przez "co ludzie powiedzą"
          mojej matki głupio wyszłam za mąż najpierw za gościa 22 lata starszego ode mnie
          (mamusia mówiła, że będzie stateczny i mnie uszanuje - guzik!), a drugi raz
          wyszłam za ciężką kasę (mamusi się spodobał, liczyła, że kupi merca mojemu
          braciszkowi - też guzik). Obaj faceci nie nadawali się do życia (do seksu też
          nie, ale skąd mogłam wiedzieć?) i dużo nerwów kosztowało mnie wyjście z tych
          związków. Gdybym od początku nie wychodziła zbyt szybko za mąż, a tylko
          spokojnie pomieszkała z facetami, zaoszczędziłabym sobie wielu rozczarowań i
          upokorzeń. Przyznaję Ci rację. Papierek nie zapewnia ani szczęścia, ani
          bezpieczeństwa. Poza tym rozwody drogo kosztują i są bardzo toksyczne.
          • lilith76 Re: juz nie moge prosze o pomoc 27.06.06, 11:23
            moja matka jest podobnym typem kobiety, ale ja od 13 roku życia ustawiałam się
            w opozycji i buncie do niej. jestem bardziej podobna do swojej babki i ciotki
            (tyle, że ta na buncie gorzej wyszła). teraz mi grozi pewnie córka podobna do
            mojej matki - to nawet dobrze, mało z nią będzie kłopotów smile


            ja wychodzę z założenia, że jeśli z mężczyzną/kobietą jest coś nie tak to
            deklaracja ślubna sytuacji nie zmieni.
            • anastazjapotocka Re: juz nie moge prosze o pomoc 27.06.06, 12:05
              Ja byłam uległa, bo mamusia od urodzenia wmawiała mi że: jestem głupia, moja
              siostra jest ładniejsza ode mnie, jestem zazdrosna o brata (geniusza,
              oczywiście), mam podły charakter, bo mnie pijaczyna do chrztu trzymała (?!). Po
              za tym miała mało do mnie cierpliwości i ciężką dla mnie rękę. Nawt świadectwa
              z paskiem i odznaki wzorowego ucznia były dla niej dowodem ślepoty nauczycieli,
              a nie moich zdolności. Miałam 17 lat, kiedy moja młodsza o 2 lata siostra nie
              zdała do żadnej średniej szkoły i groziła jej zawodówka. Matka wpadła na
              pomysł, żeby oddać ją "do zakonnic". Pojechałyśmy na negocjacje we trójkę:
              matka, siostra i ja. Zakonnice obejrzały świadectwo mojej siostry i grzecznie
              odmówiły. "To przez ciebie - rozpłakała się moja matka na ulicy - z tymi
              kudłami wyglądasz jak dziwka". Nosiłam jasne włosy do pasa. Te kudły jednak nie
              przeszkodziły matce, gdy poszłam prosić dyrektora liceum, żeby jednak przyjęli
              moją siostrę do pierwszej klasy. Przyjęli.
              • golden_fish Re: juz nie moge prosze o pomoc 27.06.06, 12:47
                Dzień dobry Anastazjo,

                Powiedz jak ułożyłaś sobie stosunki z toksyczną jednak matką. Moja krytykowała
                mnie (uwielbiała to robić publicznie), wyśmiewała moich chłopaków, po dzień
                dzisiejszy uważa że wszytko mi samo przychodzi, a poza tym nie każdy jest taki
                zdolny jak ja. Krew mnie zalewa jak sobie wspominam jak ona tak mogła robić mi
                takie przykrości. Obecnie mój kontakt z matką wygląda tak, że piszemy do siebie
                tylko kartki z okazji świąt i imienin, bo mam serdecznie dosyć ww opisanych
                zachowań. Nie mam siły z nią walczyć, a tłumacznie po dobroci nic nie dało, bo
                nic do niej nie dotarło.

                Rybka
                • anastazjapotocka Re: juz nie moge prosze o pomoc 27.06.06, 14:33
                  Witaj, Złota Rybko. Niestety, stosunków z matką nigdy nie udało mi się ułożyć.
                  Matka wykorzystywała mnie bezwzględnie, wykorzystywała moich kolejnych mężów,
                  wtrącała się i niszczyła moje związki. Kłamała, szantażowała mnie emocjonalnie,
                  naciągała na pieniądze. Potrzebowałam dużo czasu, aby zdać sobie sprawę z tego,
                  że matka mnie po prostu nigdy nie kochała, kochając pozostałe dzieci. Nie wiem
                  dlaczego tak było. Matka umarła 4 lata temu w dzień swoich 55 urodzin na raka
                  płuc. Zostawiła testament, w którym zapisała cały majątek mojemu bratu. Do mnie
                  było tyko jedno zdanie, że mam zaakceptować jej decyzję i się z nią pogodzić.
                  Siostra zmarła rok później na udar mózgu pozostawiając po sobie niemieckiego
                  męża i kilkunastoletnią córkę nie mówiącą po polsku. Brat zginął dwa lata po
                  matce w wypadku samochodowym szalejąc po autostradzie z 18-letnią kochanką.
                  Ucieszyła się tylko jego trzecia żona (sprawa rozwodowa była już w toku).
                  Odziedziczyła z córką wszystko po bracie i to była chyba jedyna sprawiedliwość -
                  brat nie był nigdy wzorowym mężem. Jeśli chodzi o matkę, kupiłam jej do trumny
                  piękną czarną suknię wieczorową i czarny szal ze sztucznymi brylancikami. Nie
                  byłam na jej pogrzebie. Nie byłam nawet na jej grobie. Nie jestem jeszcze
                  gotowa. Współczuję jej jako kobiecie: nie zasłużyła na śmierć. Ale mam żal do
                  matki. Nie potrafię sobie z tym w ogóle poradzić.
                  • m-jak-magi Re: juz nie moge prosze o pomoc 27.06.06, 14:42
                    anastazjo, czy byliscie pelnym rodzenstwem tzn ta sama matka i ten sam ojciec
                    czy przyrodnim. to co piszesz o swoich relacjach z matka jest dla mnie
                    porazajace. trudno nawet logicznie taki fakt zrozumiec.
                  • babe007 Re: juz nie moge prosze o pomoc 27.06.06, 14:47
                    Smutna jest Twoja historia...
                    • anastazjapotocka Re: juz nie moge prosze o pomoc 27.06.06, 15:14
                      Porażające jest to, że wszyscy mięliśmy TĄ SAMĄ MATKĘ I OJCA! Ojciec zmarł jak
                      byłam nastolatką. Fajny był. Jeśli chodzi o matkę, nigdy tego nie będę
                      potrafiła zrozumieć. Nigdy. Stosunek matki do mnie przełożył się na stosunek
                      siostry i brata do mnie. Miałam trudny okres, kiedy mój mąż ciężko chorował, a
                      ex dawała mi się szczególnie we znaki. Napisałm do siostry taki zwykły,
                      babaski, żalący się list. Siostra odpisała mi, że obie z mamą uważają, że każdy
                      sam powinien rozwiązywać swoje problemy, że one już dawno radziły mi zostawić
                      M, a jeżeli mi przyjdzie do głowy poprosić ją o pożyczkę, to ona nie ma i mieć
                      pieniędzy na taki cel - nie będzie. I tak nasze kontakty się skończyły. Brat w
                      ogóle nie reagował, zajęty kolejną małolatą... To strasznie głupie. T teraz
                      pójdę sobie poryczeć.
                      • golden_fish Re: juz nie moge prosze o pomoc 27.06.06, 15:25
                        Moi rodzice nie dali mi ani grosza, a mojej siostrze podarowali kilkadziesiąt
                        tysięcy zł. Nie stać ich było na minutę rozmowy ze mną, a mieli czelność mi
                        mówić ile wydają na rozmowy z moją siostrą. I też mamy tego samego ojca i
                        matkę. Siostra gdy dzwoniła do mnie to chciała tylko dostac ode mnie pieniądze.
                        I nie rozumiem dlaczego tacy są. Wiem jednak, że robię dobrze wytyczając
                        granice. Dlaczego mam płakać przez wlasnych rodziców. Może ktoś wie jak
                        pojednać się z takimi toksycznymi rodzicielami ?? Wybaczyłam im, ale nie
                        potrafię nawiązać kontaktu. Nie akceptują mojego M., gdyż w ich mniemaniu gość
                        po rozwodzie to wadliwy egzemlarz i szczęścia z takim nie zaznam. Mój ojciec
                        dobitnie lekceważy mojego M. Uznałam zatem, że mogą go lekceważyć, ale nie moim
                        kosztem. Ciekawe ile lat upłynie zanim się obudzą z tego marazmu ...
                      • lilith76 Re: juz nie moge prosze o pomoc 27.06.06, 15:27
                        anastazjo, w innym wątku pisałam, że znam baaardzo podobną historię. tam też
                        wszystkie dzieci miały jedną matkę i jednego ojca. dwoje starszych było
                        faworyzowanych, najmłodsze szykanowane, ale jestem w stanie zrozumieć dlaczego
                        akurat ono (bo dziewczynka, bo nadplanowa). w dodatku tamta matka też zmarła na
                        raka (co nasuwa mi podejrzenie, że rak to w dużej części efekt złych emocji
                        skumulowanych w ciele). zgadnij, kto z trojga dzieci był przy niej i opiekował
                        się? dwoje starszych nie miało czasu. nawet się pogodziły przed jej śmiercią.


                        nie smuć się.
                        nie jesteś już tą małą dziewczynką, ani szukającą akceptacji - nawet za cenę
                        dziwnych małżeńst - dziewczyną. jesteś dorosłą kobietą z własnym życiem.
                        • tarzynka Re: juz nie moge prosze o pomoc 27.06.06, 15:41
                          > nie smuć się.
                          > nie jesteś już tą małą dziewczynką, ani szukającą akceptacji - nawet za cenę
                          > dziwnych małżeńst - dziewczyną. jesteś dorosłą kobietą z własnym życiem.
                          Jak najbardziej podpisuję się pod zdaniem Lilith. Od siebie tylko dodam, że
                          potrafisz wzbudzić sympatię. Mimo, że w pewnych kwestiach się z Tobą nie
                          zgadzam, to zawsze z przyjemnością czytam Twoje posty.
      • lykaena ..... 27.06.06, 13:04
        Ale 9 miesiecy byciaze soba to chyba nie jest jeszcze tak duzo jak na okres
        przed slubem?? Ja wcale nigdzie nie powiedzialam, ze nie chce brac slubu.W
        grudniu moj M mi sie oswiadczyl,ale ze slubem nie chcemy sie spieszyc,co nie
        znaczy,ze nie chcemy go brac.Co do jego poprzedniego zwiazku to zyli w tak
        zwanym konkubinacie,uregulowanyml prawnie ze wszystkimi prawami jakie ma
        malzenstwo.Czemu sie nie pobrali-nie wiem i prawde mowiac nie interesuje mnie
        to.Jezeli chodzi o to ze spali ze soba,chociaz to byl juz niemal koniec ich
        zwiazku, to milosc to jedno seks to drugiei nie zawsze nalezy te rzeczy laczyc.
        Teraz on juz wie,ze to byl z jej strony szantaz,bo poszli do lozka(a chyba nie
        tak trudno zaciagnac tam mezczyzne nawet jak nie lacza juz zadne uczucia)a ona
        nie wziela tabletki,a jak odszedl na dobre to zadzwonila z super wiadomoscia ze
        jest w ciazy.I owszem myslala,ze w takiej sytuacji jemu sie odwidzi i nagle
        stwierdzi,ze nadal ja kocha i beda wychowywac razem dwoje dzieci.A wedlug
        mojego M lepiej jednak wychowywac te dzieci osobno niz w takiej atmosferze jaka
        panowala u nich w domu na co dzien.Ona jest chora osoba(mowie tu o powaznych
        zaburzeniach),ale nie chce sie leczyc i to juz od ponad 5 lat.Nie pomogly
        namowy matki,ojca i mojego M.Zycie w takim domu stalo sie nie do zniesienia.Po
        prostu. Dlatego ja nie porownuje absolutnie ich zwiazku do mojego, bo tos
        zupelnie innego i wszystko o tym swiadczy, chocby oswiadczyny.
    • beatea pytam autorke 27.06.06, 15:48
      1. ile jest tych dzieci?
      2. po jakiej są rozprawie?
      3. ile lat mają dzieci, skoro mogą spędzac czas w weekendy z ojcem, czy jest
      tam niemowle?
      • khaldum Beatea ... litości 27.06.06, 19:07
        wszystko jest w postach, tylko trzeba je UWAŻNIE przeczytać, a nie doszukiwać
        się czegoś co ci nie w smak, żeby nawyzywać, naubliżać, postawić kolejną
        udowodniona (subiektywną)tezę życiową...
        • beatea khaldum .... litości 28.06.06, 09:06
          widzisz, ja w przeciwieństwie do niektórych osób nie czytam wybiórczo tylko
          analitycznie.
          Jak sama przeczytasz uwaznie to moze zauważysz to , co ci umknęło.
      • balladynka Re: pytam autorke 27.06.06, 19:37
        beatea napisała:

        > 1. ile jest tych dzieci?
        > 2. po jakiej są rozprawie?
        > 3. ile lat mają dzieci, skoro mogą spędzac czas w weekendy z ojcem, czy jest
        > tam niemowle?

        Ad. 3 porządku obrad - Wnoszę pod głosowanie wniosek: Przesłuchać niemowlę!
      • lykaena Re: pytam autorke 27.06.06, 19:51
        A co ma wiek dzieci do weekendow z ojcem??Po rozprawie sadowej-1 weekend dla
        matki,jeden dla ojca + po polowie wakacji i pon wt popoludniu z ojcem.O co ci
        chodzi z tym wiekiem dzieci??
        • beatea Re: pytam autorke 28.06.06, 09:04
          napisałaś , ze gdy ją zostawiał była w ciązy, było to 15 miesiecy temu, po iluś
          miesiącach ciazy urodziło się dziecko , które nie ma jeszcze roku, takie małe
          dzieci nie oddaje się ojcu na weekendy.
          Cos mi sie zdaje , ze nie do końca mówisz nam prawdę.
          • lykaena Re: pytam autorke 28.06.06, 16:50
            A niby dlaczego sie nie oddaje ojcu na weekendy?? To jest jego ojciec,byl przy
            wychowaniu jednego dziecka to i drugim tez potrafi sie zajac,nie stresuj sie.
            • tarzynka Re: pytam autorke 28.06.06, 17:03
              > A niby dlaczego sie nie oddaje ojcu na weekendy?? To jest jego ojciec,byl przy
              > wychowaniu jednego dziecka to i drugim tez potrafi sie zajac
              Widzisz Lykaena, dzieci (bo mlodsze Twojego M. nie ma jeszcze roku, prawda?) w
              tym wieku często są karmione piersią. To rzeczywiscie by uniemozliwialo
              spedzanie weekendow z kim innym niz z mama. Poza tym niemowlaki dobrze sie
              czuja, gdy generalnie jest z nimi ta sama osoba, najczesciej mama. Generalnie z
              tego, co pamietam, to troche starsze dziecko (tak z 1.5 roczne) zaczyna miec
              wieksze wiezi z tata (mieszkajacym z nim na stale). Ale mowie to z wlasnego
              doswiadczenia, a w pierwszym roku swojego życia moje dzieciaki przebywaly prawie
              przez caly czas ze mna. Nie znam orzeczen sadow, ale wyobrazam sobie, ze moga
              sie tym kierowac w ustalaniu tego, ile czasu tata spedza z maluchem. Stad pewnie
              watpliwosci Beatey.
              Pewnie zupelnie inaczej wyglada sprawa u maluchow, ktore duza czesc dnia
              spedzaja w zlobku, czy z opiekunka, bo na przyklad mama pracuje. I ktore nie sa
              karmione piersia. Wtedy moze co drugi weekend z tata jest zupelnie mozliwy, bez
              szkody dla dziecka.
              • lykaena Re: pytam autorke 28.06.06, 18:56
                Ona nie karmi piersia.2 mce po porodzie wrocila do pracy.Dziecko od
                poniedzialku do czwartku jest z opiekunka.Ok rozumiem takie watpliwosci,bo
                moglaby karmic piersia,ale co to ma znaczyc,ze zadna matka nie odda tak malego
                dziecka ojcu??
                • tarzynka Re: pytam autorke 28.06.06, 22:41
                  > ale co to ma znaczyc,ze zadna matka nie odda tak malego
                  > dziecka ojcu??
                  Widzisz Lykaeno, większość ludzi czerpie z własnych doświadczeń i ciężko im
                  wyobrazić sobie, że ktoś może postępować inaczej i że też to jest dobre. Na
                  pewno wielu matkom byłoby trudno, gdyby ich niemowlak spędzał weekend bez nich.
                  Sama pamiętam, że mocno przeżyłam, gdy rozstałam się z ojcem moich dzieci i
                  zaczęły one spędzać czas/noce beze mnie - miały wtedy 4 i 6 lat. Nie dlatego, że
                  nie ufałam ich tacie, że miałam coś przeciwko, że utrudniałam - byłam przekonana
                  o słuszności takiego postępowania i nawet je czasem namawiałam, ale to było nowe
                  i bałam się, jak one to przeżyją. No i po prostu do nich tęskniłam. Więź matki z
                  paromiesięcznym dzieckiem jest dużo silniejsza, stąd pewnie zdanie Beatei, że
                  żadna matka itd. Poza tym Beatea została prawdopodobnie mocno zraniona i teraz
                  usiłuje macochom i ich mężczyznom udowodnić, jacy oni wszyscy są zli i
                  niegodziwi. Myślę, że nie ma co oczekiwać od niej akceptacji tego, co robimy,
                  natomiast spokojnie można się spodziewać ataku wink.
                  • lykaena juz zauwazylam 28.06.06, 22:50
                    przeczytalam posty beatei i to co inni pisza na jej temat i teraz widze o co
                    tej kobiecie chodzi.Kazdy ma prawo do swojego zdania i jak wiadomo punkt
                    widzenia zalezy od punktu siedzenia,ale ja osobiscie nie znosze stwierdzen
                    typu "zadne" "nigdy" "bo tak i juz".
                  • weronka77 Re: pytam autorke 28.06.06, 23:08
                    Można się przecież najzwyczajniej na swiecie postami Beatei(podobnie jak moimi)
                    nie przejmować,po prostuwink)
                    • tarzynka Re: pytam autorke 28.06.06, 23:21
                      Generalnie to się żadnymi postami nie przejmuję. Czytam je sobie, poznaję zdanie
                      innych, staram się zrozumieć, czasem wpływa to na moje poglądy, czasem nie.
                      Akurat Ciebie Weronko różni od Beatei to, że Ty zazwyczaj wygłaszasz swoje
                      poglądy (różne od większości, przyznaję), ale nie starasz się przekonać o tym,
                      że tylko takie są słuszne. Beatea zaś wydaje się mieć w swoim przekonaniu
                      monopol na rację i generalizuje, no i atakuje. Cóż, można i tak - najlepiej
                      takie wypowiedzi traktować "siłom i godnościom osobistom" wink). No i się z Tobą
                      zgodziłam smile.
                      • weronka77 Re: pytam autorke 28.06.06, 23:28
                        Różni są ludzie.Ja akurat mam usposobienie materialistki-cholery i nie umiem
                        inaczej po prostu.Mówię zawsze to co myślę-lepiej tak niż "owijać w
                        bawełnę".Tak postępuję-dla mnie jest to ok i taki styl zycia mi odpowiada.Inni
                        się nie zgadzają z tym-trudno.Ich sprawa.Mają prawo.Ja się właśnie pakuję na
                        wakacjewinkWRacam 16 sieprnia i wyjeżdżamy razem z mężem.Do mojego powrotu-
                        pasierbowie rulezwink)ALbo i nie-pewnie ani oni ani mąż czasu na spotkania mieć
                        nie będą.Ja w każdym razie-egoistycznie,bezczelnie będę się "byczyć" "olewając"
                        wszystkich;-(
                    • lykaena Re: pytam autorke 28.06.06, 23:36
                      Tez mi daleko od przejmowania sie i krytyke znosze dzielnie,a czasem cos sobie
                      wezme do serca,ale denerwuja mnie ludzie,ktorzy skrzywdzeni przez kogos
                      wylewaja swoje gorzkie zale na forum.To jest forum dla macoch,a ona sie uparla
                      tu wszystkich umoralniac i nawracac,bo miala jakies ciezkie przejscia.Denerwuje
                      mnie to po prostu
                      • weronka77 Re: pytam autorke 28.06.06, 23:41
                        Ja też denerwuję innych,ale oni mnie wcalewinkPo co się kimś denerwować i
                        przejmować jak jest tutaj kilkadziesiąt osób i zignorowanie jednej lub dwóch
                        chyba nie stanowi problemu..Niech sobie piszą.
                        • lykaena Re: pytam autorke 28.06.06, 23:54
                          Ano.
                          A tak poza tym to twoje posty mnie nie denerwuja,mysle ze w wielu kwestiach sie
                          z toba nawet zgadzam
    • magret65 Re: juz nie moge prosze o pomoc 28.06.06, 02:51
      Hej, dziewczyny, tu znowu ja! Wy naprawdę uważacie, że żyjąc w wolnym związku
      lepiej poznacie faceta i że będzie się bardziej starał nie mając obrączki na
      ręku?! Moi teściowie znali się kilka dni i pod wpływem impulsu postanowili się
      pobrać. Do dziś żyją razem zgodnie. Moi rodzice znali się parę miesięcy. Ojciec
      miał 21, a mama 20 lat, kiedy się pobrali nie mając grosza i do dziś są dla
      mnie przykładem udanego małżeństwa! Moi dobrzy znajomi byli 10 lat w wolnym
      związku- rzekomo dla lepszego poznania. Decyzję o dzieciach odkładali na
      później, bo kariera, potrzeba lepszego urządzenia się materialnie itp...
      Któregoś dnia okazało się, że facet, podczas jakiejś zakładowej imprezy,
      zbytnio spoufalił się z koleżanką z pracy. Znali się wcześniej około 3 m=cy.
      Kobieta zaszła w ciążę. Zgodnie stwierdzili, że dla dobra dziecka powinni się
      pobrać. Zwykle w takich przypadkach życie, moim zdaniem, bywa okrutne, bo nie
      jest to najlepsza podstawa do zawierania małżeństwa. Jednak im wyszło. Wiem, że
      żyją zgodnie już 6 lat i uchodzą wśród znajomych za dobraną parę. Koleżankę
      straciłam z oczu, bo wyjechała z mojego miasta, więc dalszych jej losów nie
      znam.A co chcę Wam przez to powiedzieć? W moim przekonaniu nie ma reguł.
      Popieram Łykaenę, że w przyszłości chce zlegalizować związek. Dla mnie wolne
      związki to ASEKURACJA!!! Do ślubu się nie spieszyłam, bo wychodząc za mąż
      miałam na karku 30kę. W stosunku do facetów, będąc po pewnych przejściach i
      zranieniach, byłam jednak ostrożna. Gdybym nie miała przekonania, że to jest
      to, to i tak nie wyszłabym za mąż, ale też nie ładowałabym się w żaden "wolny
      związek"! Bez wątpienia macie jednak rację, patrzymy na świat z perspektywy
      własnych przeżyć i przemyśleń. Nikt nie ma prawa narzucać nam jak mamy żyć, czy
      postępować. Nie raz matki chcą dobrze, ale przez swoje ideały i wygórowane
      oczekiwania bardzo ranią NIEPOTRZEBNIE swoje dzieci.Mam córkę. Bardzo bym nie
      chciała, aby weszła w przyszłości w tak zwany "wolny związek", bo dla mnie
      takie budowanie relacji kojarzy się z zasadą "kija i marchewki" i całkowitym
      brakiem zaufania. Jeżeli jednak córka wybierze taką drogę, to będzie jej
      decyzja, którą jako matka zmuszona będę uszanować i na pewno z tego powodu nie
      odrzucę swojego dziecka! Trzymajcie się cieplutko! M
      • blondgirl Re: juz nie moge prosze o pomoc 28.06.06, 07:50
        Ale takie sytuacje zdarzają się również małżeństwom i to z różnym stażem
        małżeńskim. Nie możemy tu wykluczyć, że gdyby ta para wcześniej zalegalizowała
        swój związek, zamiast zwlekać te 10 lat, miała dziecko, to facet nie uległby
        pokusie. Może tak naprawdę to i lepiej, że stało się tak, a nie inaczej.
        Wydaje mi się, że w każdej sytuacji, nawet najgorszej, jest jakiś ukryty sens.
        Mimo, że na początku sytuacja wydaje się beznadziejna, to po jakimś czasie i w
        ogólnym rozrachunku okazuje się, że może jednak dobrze się stało...
        • poxywka Re: juz nie moge prosze o pomoc 28.06.06, 09:24
          to ze facet ulegl pokusie moglo sie zdarzyc np dlatego, ze oboje (lub tez tylko
          on) traktowali ten zwiazek z pewna rezerwa - a objawiala sie ona wlasnie
          niechecia do legalizacji; zarowno niechec do legalizacji jak i ewentualna
          pozniejsza zdrada moga byc oznakami tego, ze osoby nie sa przekonane czy
          zwiazek im do konca pasuje; dlatego popieram magret i uwazam, ze zycie w wolnym
          zwiazku to asekuranctwo; jesli oboje sa zadowoleni z takich ukladow, w ktorych
          nie ma planow na cale wspolne zycie to ok; jesli jednak jednej stronie to tylko
          odpowiada to kijowo; nie potrafilabym naprawde kochac faceta, ktory zostawia
          sobie furtke; trwanie w takim zwiazku byloby nieco upokarzajace i jak sadze
          zwiazek by sie po prostu rozpadl wlasnie z tego powodu - z powodu braku pelnego
          zaangazowania
          no moze wyobrazam sobie taka sytuacje gdy poznaja sie dwie osoby, ktore mlodosc
          maja juz dawno za soba
          pozdrawiam
          poxywka
          • blondgirl Re: juz nie moge prosze o pomoc 28.06.06, 09:37
            Dla jasności sytuacji nie jestem ani straszną zwolenniczką wolnych związków ani
            też małżeństwa. Na pewno sama też chciałabym kiedyś wyjść za mąż, bo to kojarzy
            mi się właśnie ze... stabilizacją.

            Nie mniej jednak, każda sytuacja ma jakieś swoje przyczyny. Być może w tym
            przypadku ta para była ze sobą już tylko z przyzwyczajenia, ze strachu. Być
            może żadna ze stron nie miała na tyle odwagi czy siły, żeby odejść, aż do
            momentu kiedy pojawił się impuls (katalizatorsmile)

            Wydaje mi się, jakkolwiek to okrutnie brzmi, że odejście nawet z nijakiego
            związku, od osoby, z którą jest się już tylko z przyzwyczajenia, do nowego
            związku (a wiadomo nowy partner jeszcze fascynuje)jest o wiele bardziej
            łatwiejsze niż do niczego (samotności).

            Chociaż być może było i tak, że to ty masz rację... Jednak ciężko mi sobie
            wyobrazić, że można być z kimś ot tak przez 10 lat.
            • lykaena Re: juz nie moge prosze o pomoc 28.06.06, 16:57
              Coz, w ich przypadku byla to traumatyczna sytuacja,ktorej nie chce tu
              opisywac,ale przelala ona czare goryczy.Znam to tylko z opowiesci.Krotko po tym
              moj M postaral sie o delegacje,aby ochlonac od tego i w pracy zapomniec o
              przeszlosci.I wtedy dopadla go wiadomosc o ciazy.Pozostal za granica,a wracal
              co 2 tyg na tydz aby byc z corka,ktora zabieral do swojego ojca,bo tylko tam
              dziecko bylo z dala od awantur i scen swojej matki.To tyle, a mnie przyczyny
              ich rozstania nie interesuja,az tak bardzo,bo jak mowie to chora kobieta i na
              pewno od czegos sie zaczelo, ale ja nie chce wypytywac mojego M o te
              sytuacje,bo nie chce przywolywac bolesnych wspomnien, a taka wiedza w niczym mi
              nie pomoze.Wiem tylko od jego znajomych,ze on teraz przy mnie jest zupelnie
              innym czlowiekiem.Powiedzieli,ze dawno sie nie usmiechal.
              • beatea lykaena 28.06.06, 18:04

                - zadna matka nie odda tak małego dziecka nawet na jeden dzień byłemu i jego
                nowej panience, którą przecież obraża !!!
                - w pierwszym poście napisałaś, ze ona ogranicza mu widzenia z dziećmi, a potem
                piszesz, ze " na tydzien zabierał córkę"
                - w innym poście napisałaś, ze on jest bardzo dobry dla nowonarodzonego
                dziecka, bo dał mu swoje nazwisko, czy to była jakas łaska z jego strony, ze
                tak postąpił?
                - skoro matka jest "chora psychicznie" , dlaczego dostała prawo do dzieci, a
                nie on?
                • lykaena Re: lykaena 28.06.06, 19:08
                  A ty chyba rzeczywiscie czytac nie potrafisz!! Nigdzie nie napisalam,ze byl
                  bardzo dobry bo dal nazwisko,tylko ze zachowal sie w porzadku robiac tak,a
                  takze opiekujac sie nia do porodu,podczas pobytu w szpitalu i po. Zachowal sie
                  w porzadku,w stosunku do kobiety,ktora go oszukala,bo on tego dziecka nie
                  chcial!! Rozprawa NIE dotyczyla prawa przyznania opieki,gdyz moj M ma prace
                  wymagajaca czestych wyjazdow i fizycznie dzieci nie moglyby z nim mieszkac i to
                  jest wedlug mnie odpowiedzialne z jego strony,ze wcale o to nie walczyl.On
                  nigdy nie powiedzial, ze ona jest zla matka,wrecz przeciwnie.I jej choroba
                  rowniez nie zagraza dzieciom w zaden sposob. A co do ograniczania kontaktu, to
                  owszem ogranicza,ale zaraz po rozstaniu tak jak mowilam miala nadzieje na jego
                  odzyskanie,wiec byla do rany przyloz. Nie zycze sobie tez okreslania mnie
                  mianem "panienki", bo panienka to moze byc na jedna noc,albo co najwyzej
                  kochanka.A to co ona o mnie mysli nie ma zadnego wplywu na decyzje sedziego
      • lilith76 Re: juz nie moge prosze o pomoc 28.06.06, 09:42
        Wy naprawdę uważacie, że żyjąc w wolnym związku
        > lepiej poznacie faceta i że będzie się bardziej starał nie mając obrączki na
        > ręku?!

        nie uważam tak.
        ale też nie uważam, że trzeba startować od ślubu, a potem się dopiero docierać.
        obie strategie są obarczone ryzykiem, ale z pierwszej łatwiej wyjść. także
        kobiecie.

        inną sprawą są finanse, wspólny dorobek - tu małżeństwo daje niekwestionowane
        plusy.

        po prostu każda kobieta ma gdzie indziej, inaczej rozstawione granice
        bezpieczeństwa w związku. najlepiej, gdyby oboje w parze patrzyli na sprawy
        podobnie.
Pełna wersja