anastazjapotocka
26.06.06, 13:06
Proszę o poradę w następującej sprawie. W zeszły piątek mój mąż był w
Warszawie (w interesach) i jak zwykle spotkał się ze swoją 25-letnią córką.
Zawiózł jej jak zwykle drogi prezent (ponad 2000), o.k. uzgodnił ze mną.
Córka jest dorosła, samodzielna, pracuje, zarabia (sporo, ale i tak jej na
wszystko, co ona zechce nie starczy). Mąż lubi robić jej prezenty, mnie to
nie przeszkadza, więc wszystko jest na razie w porządku. ALE! Po powrocie mąż
zapytał mnie, czy nie moglibyśmy wysłać pasierbicy I JEJ 26-LETNIRGO, NIGDZIE
NIE PRACUJĄCEGO KONKUBENTA na Riwierę Grecką na nasz koszt? I tu przyznaję,
mowę mi odjęło.
Trzy lata temu, będąc w kiepskiej formie psychicznej, ale dobrej finansowo,
kiedy to miałam potrzebę, aby mnie cały świat raczył akceptować - kupiłam dla
pasierbicy dwutygodniową wycieczkę pobytową dla dwóch osób na Riwierę Grecką
do pięciogwiazdkowego hotelu na plaży, z pełnym wyżywieniem oraz przejazdem.
Pasierbica miała jedynie dojechać do miejsca zebrania z osobą towarzyszącą
oraz zapewnić sobie kieszonkowe. Jaki to ja szok przeżyłam, kiedy zadzwoniłam
w tej sprawie. Odebrała ex i tak mnie potraktowała, że wstyd powtórzyć.
Oczywiście, pasierbica nie chciała, nie raczyła pojechać, a ja dostałam
propozycję, abym za tę wycieczkę "przysłała ekwiwalent pieniężny" - a z
jakiej racji?!
Skończyło się skandalem i trzyletnią wojną z ex, zwycięsko wygraną przeze
mnie.
Tyle historia. A teraz czasy współczesne. Pasierbica mieszka sobie we własnym
mieszkaniu z konkubentem (bez ukończonych studiów, a więc nawet nie
magistrem). Facet nie uczy się i nie pracuje. Ponoć pierze, sprząta i gotuje.
Facet, a nie pasierbica, która w swoim życiu tych prac nie wykonywała. Nic mi
do tego. Jej życie, jej sprawa. Skoro nie przeszkadza to ojcu? Co mnie to
obchodzi.
Ale czuję sie TOTALNIE skołowana, że mam dołożyć się do wakacji obcego
faceta, którego nie znam (mamy wspólne rozliczenia z mężem. Co moje, to
jego). Pasierbicę chetnie wysłałabym nawet na Marsa na swój koszt, ale jej
konkubenta? Czy to nie przesada?
Sprawa druga. Mój mąż i pasierbica umyślili sobie, że pojadą odwiedzić
babcię - matkę mego męża. Miałoby to wyglądać tak: ona przyjedzie do nas
pociągiem, odświeży się w naszych progach i autem męża pojadą do babci.
Później znowu do nas i pociągiem wróci sobie do Warszawy. Zdarzyć się może,
że miałaby u nas nocować. Ja nawet ją toleruję, ale na odległość
(przypominam, w przeszłości dała mi ostro popalić) i nie chcę jej widzieć.
Mąż tłumaczy, że to tylko kilka godzin. A ja NIE CHCĘ! Nie, bo nie. Jak
myślicie, dziewczyny, jak powinnam w obu przypadkach postąpić? Może ja
naprawdę wredna macocha jestem? Prosze o radę.