upierać się przy kontaktach...?

03.07.06, 18:44
no właśnie...
mój M. po latach walki o normalne spotkania z dzieckiem tak się wypalił, że w
tej chwili najchętniej by zrezygnował. To ja właściwie staram się namówić go,
zeby jeszcze próbował powalczyć o kontakt z córka...ale właśnie zaczęłam się
zastanawiać czy to ma sens??
Skoro M. jest już w takim stanie, że może zrezygnować z dziecka (smutne, ale
ex nieźle się napracowała nad tym), to czy ja powinnam mu w tym przeszkadzać?
Z mojego punktu widzenia to chyba lepiej, żeby był tylko dla nas...
Macie więcej doświadczenia i prosze o radę. Czy gdybyście miały taką sytuację
chciałybyście, żeby M. zrezygnował? Sama nie wiem co o tym myśleć.
    • anastazjapotocka Re: upierać się przy kontaktach...? 03.07.06, 18:53
      Pasierbice potrafią byc okropnie denerwujace i składają się z wielu wad. Z
      punktu widzenia macochy, oczywiście. Pomijam, co przeszłyśmy z pasierbicami i z
      ex.
      Ojciec córce jest bardzo potzrbny, a dorosłej córce chyba jeszcze bardziej...
      Rozumiem, że bez pasierbicy w Waszym związku byłoby łatwiej i przyjemniej, ale
      tej dziewczynie ojciec jest niezbędny. Nawet, jeśli dziewczyna sobie tego tak
      do końca nie uświadamia.
    • magret65 Re: upierać się przy kontaktach...? 03.07.06, 18:58
      Myślę, że mimo wszystko powinienen walczyć o spotkania z dzieckiem! Zbierać
      dokumenty i w przyszłości pokazać córce, gdyby o to zapytała, jak naprawdę
      było. Przypuszczam, że eks opowiada, iż zostawił je OBIE dla innej kobiety.
      Straconych lat bez kontaktu z dzieckiem nikt mu nie zwróci i jest pewne,
      chociaż to przykre, że jeżeli dalej nie będzie widzeń, to córka stanie się dla
      niego NIESTETY obcym człowiekiem. Wierzę jednak, że nawet dla samego faktu,
      żeby dziewczyna wiedziała, że nie została odrzucona i ojciec naprawdę ją
      chciał. Czy próbowaliście sądownie walczyć o kontakty? Była próba egzekwowania
      widzeń przez kuratora? /Można spróbować, żeby np. odbiór dziecka przez ojca
      przebiegał w obecności kuratora./ Przeważnie te kobiety są miłymi osobami, z
      wykształcenia psychologami lub pedagogami. A ile Wy macie dzieci? Szkoda, że
      córka M nie ma z nimi kontaktu. W końcu to przecież przyrodnie rodzeństwo! Jaka
      jest różnica wieku? Pozdr. M
    • magret65 Re: upierać się przy kontaktach...? 03.07.06, 19:03
      Zgadzam się z Anastazją. Dziewczynie bardzo jest potrzebny wzór ojca i też
      świadomość, że nie została odrzucona! Eks mojego też nie dopuszcza do dziecka i
      naopowiadała różnych bzdur. Efekt taki, że nastolatka identyfikuje się z matką,
      obarcza ojca za przeszłość i widzi w nim złego faceta. W swoich pierwszych
      związkach szuka ciepła u starszych facetów. Nie ciekawie wygląda jej stan
      emocjonalny i bardzo burzliwie przechodzi okres dojrzewana. Matka nie w ogóle
      nie widzi, że skrzywdziła dziecko. Dla niej córka jest kartą przetargową i
      praktycznie jedyną "bronią", którą może dopiec byłemu! M
      • bbbb10 Re: upierać się przy kontaktach...? 03.07.06, 19:49
        dokładnie tak to wygląda u nas...sądownie udało się wywalczyć tylko spotkania w
        obecności ex, ale tak zmanipulowała dziecko, że ono na widok ojca wpada w
        histerię. Prawda jest taka, że ex ma faceta, ale go ukrywa, bo rozwód trwa, a
        dziecko może się wygadać...raz nawet powiedziało imię pana, który robi
        prezenty...
        Dzieci mamy dokładnie w tym samym wieku - 6 lat.
        M. jedzie na spotkanie i wraca rozdygotany, bo córcia mu robi sceny na palcu
        zabaw przy byłych sąsiadkach....a mamusia ma ubaw..Chore! Nie dziwię mu się, ze
        chce to zostawić..

        • magret65 Re: upierać się przy kontaktach...? 03.07.06, 20:16
          A nie dało by rady sfotografować tych "scen" albo nagrać? Wiesz, nie dla sądu,
          czy jakiejś instytucji, ale dla córki w przyszłości! Będzie mógł jej samej
          pokazać, jak się zachowywała i co mówiła, gdy próbował z nią nawiązać relacje.
          A próbowaliście badań RODK? To dosyć kosztowne, ale oni tam badają dziecko,
          ojca i matkę. Poza tym można poprosić o umożliwienie ojcu rozmowy w obecności
          zespołu badającego BEZ MATKI! Badający nie są głupi. Potrafią wyciągać wnioski.
          Jak dziecko jest nastawione, to widać, bo mówi też bzdury nie zdając sobie
          sprawy. Np. córka mojego kiedyś stwierdziła przy takiej rozmowie: "Pamiętam jak
          on sprowadzał jedną panią jak mnie jeszcze nie było na świecie!" Myślę, że nie
          potrzebny tu komentarz! Dlaczego sąd zezwolił na widzenia tylko w obecności
          matki?! Pozdr. M
          • bbbb10 Re: upierać się przy kontaktach...? 03.07.06, 22:02
            kontakty w obecności matki zostały zasądzone po tym jak przez rok czasu matka w
            ogóle nie pozwalała na spotkania. Kiedy w końcu sąd łaskawie rozpatrzył wniosek
            M. o uregulowanie tych kontaktów, to minęło tyle czasu, że sędzia stwierdziła
            iż dziecko pewnie się odzwyczaiło od ojca i spotkania mają być razem z matką.
            Chore prawo...matki nikt nie ukarał, że przez rok zabraniała spotkań, za to
            ojciec dostał w prezencie ex, która lata za nim z dyktafonem..
            Nie było badań w RODK, bo nikt nie wnioskował, głównie z tego powodu, że to
            bardzo długo trwa i nie ma żadnej pewności, że będzie pełen obiektywizm..
            Szkoda mi tego dziecka, ale dla mnie ważniejszy jest M. a on już naprawdę ma
            zszarpane nerwy. Nie mam sumienia namawiać go na spotkania z córką, która w
            spazmach ucieka od niego...a 2 lata temu uwielbiała z nim się bawić...
            Skoro matka nie martwi się o swoją córkę...to może ja też to sobie teraz
            odpuszczę..
            • jayin Re: upierać się przy kontaktach...? 04.07.06, 12:29
              bbbb - odpuść sobie. to nie jest twój obowiązek. a jeśli twój M ma z tym problem - to wystarczy z Twojej strony tyle, że nie będziesz negatywnie nastawiona do jego ewentualnych prób i spotkań z dzieckiem, i nie będziesz "przeszkadzać" w rozwiązywaniu tego problemu, jaki twój M ma z Ex i własnymi chęciami/zniechęceniami.

              Wg mnie - nie psuj sobie nerwów staraniem się o ułożenie wszystkiego "na właściwym miejscu". Wiem, że kiepsko jest tak patrzeć z boku jak M. się stresuje i denerwuje takimi sprawami - ale - na dobrą sprawę - jeśli M. nie ma wsparcia w staraniu się o spotkania z dzieckiem w osobie Ex i w samym dziecku (chęć do widywania się z tatą) - to, wybacz, ale ty tym bardziej nie spowodujesz w nich wszystkich zmiany nastawienia do spotkań wink WIęc - wyluzuj i nie stresuj się. Pozwól M. na samodzielność decyzji.

              pozdr.

              J.
              • magret65 Re: upierać się przy kontaktach...? 04.07.06, 15:18
                Wiesz Jayjn, Ty chyba masz rację! My się staramy od lat, a eks to tylko
                bardziej pobudza do działania na NIE! Na pewno jednak ważne, aby ojciec
                pamiętał o wszystkich świętach, urodzinach, ważnych uroczystościach i wysyłał
                małej LISTEM POLECONYM życzenia. Może z czasem córka sama zechce to zmienić.
                Jak ją będzie przypadkowo spotykał, to niech się uśmiechnie, pozdrowi.
                Odejdzie, trudno. A może matce się odmieni. Jak zobaczy, że ojciec już tak
                bardzo nie obstaje za kontaktami, to może sama zechce, aby było inaczej?!
                Trudno przewidzieć. Na pewno nie jest dobre, że dziecko, dla aprobaty matki,
                ośmiesza ojca i tak niegrzecznie się zachowuje! To jednak eks powinna się
                wstydzić, że jest taka sytuacja! Pozdr. M
                • bbbb10 Re: upierać się przy kontaktach...? 04.07.06, 15:25
                  dziecko trudno winić za takie postępowanie względem ojca, bo mała ma dopiero 5
                  lat i sama na pewno tego nie wymyśliła. Ex nie może powiedzieć, że ojciec
                  zrobił coś złego dziecku i mała dlatego się go boi, bo nigdy dziecko nie było z
                  nim sam na sam od czasu ich rozstania.
                  M. był dzisiaj u pani psycholog, żeby dowiedzieć się jak ma się zachowywać w
                  takiej sytuacji. Powiedziała, że to typowe zachowanie matek w czasie rozwodu i
                  nic nie poradzi..."mądry ojciec wie kiedy się wycofać"...tak podsumowała.
                  Podobno i tak to się obróci przeciwko ex. Mówiła, że zna dziesiątki przykładów,
                  kiedy tak manipulowane dziecko wybiera potem ojca...szkoda tylko tych lat.
                  Myślę, że M. trochę się uspokoił..ja też.
                  • tarzynka Re: upierać się przy kontaktach...? 04.07.06, 15:33
                    Bbbb, jakieś fluidy Wam wysłać, czy co. Strasznie to smutne, że zdarzają się
                    takie matki, że Wam się to zdarzyło. Myślę, że dobrze radzą i dziewczyny z forum
                    i pani psycholog. Szkoda tych lat i szkoda Twojego M. i Ciebie. A przede
                    wszystkim szkoda małej. Trzymam kciuki, żeby się jak najprędzej ułożyło, choć
                    pewnie szybko to się nie zdarzy... sad.
            • kasia_kasia13 Re: upierać się przy kontaktach...? 04.07.06, 16:29
              > Kiedy w końcu sąd łaskawie rozpatrzył wniosek
              >
              > M. o uregulowanie tych kontaktów, to minęło tyle czasu, że sędzia stwierdziła
              > iż dziecko pewnie się odzwyczaiło od ojca i spotkania mają być razem z matką.
              > Chore prawo...

              Na moj gust wcale nie takie chore. Bardzo mozliwe, ze dziecko sie odzwyczailo
              do ojca. Tutaj sad musi bronic dziecka i jesli sie odzwyczailo powinno sie
              przyzwyczajac stopniowo. Niezaleznie, czy to ojciec czy matka zawinili w tej
              sytuacji.


              matki nikt nie ukarał, że przez rok zabraniała spotkań, za to
              > ojciec dostał w prezencie ex, która lata za nim z dyktafonem..


              >A to jest chore.
              > Nie było badań w RODK, bo nikt nie wnioskował, głównie z tego powodu, że to
              > bardzo długo trwa i nie ma żadnej pewności, że będzie pełen obiektywizm..

              Moze trzeba bylo zawnioskowac? Pewnosci nie ma, ale jest szansa, ze trafi sie
              tam na sensowna osobe.


              > Szkoda mi tego dziecka, ale dla mnie ważniejszy jest M. a on już naprawdę ma
              > zszarpane nerwy. Nie mam sumienia namawiać go na spotkania z córką, która w
              > spazmach ucieka od niego...a 2 lata temu uwielbiała z nim się bawić...
              > Skoro matka nie martwi się o swoją córkę...to może ja też to sobie teraz
              > odpuszczę..

              Ty sobie mozesz odpuscic, bo to nie Twoje dziecko. Rodzic sobie
              dziecka "odpuscic" nie moze nigdy.
              • tarzynka Re: upierać się przy kontaktach...? 04.07.06, 17:10
                Kasiu, rodzic nie może sobie odpuścić zupełnie, ale może się przestać kopać z
                koniem, jak tu ktoś obrazowo stwierdził. Ja wiem, że Ty na to patrzysz z punktu
                widzenia dziecka. Ale nie odmawiajmy dorosłym prawa do bezsilności i
                odpuszczenia sobie, bo czasami się nie wie po prostu, co jeszcze można zrobić...
                CZasami nabranie dystansu pomaga, coś prostuje i naprawia. Czasami pomaga danie
                sobie i innym czas. To nie jest tak, że ten ojciec nie ma ochoty na spotykanie
                się z córką... Myślę, że nawet jeśli sobie odpuści, to będzie to dla niego
                tragedia, porażka, nie przejdzie nad tym już na zawsze do porządku dziennego.
                Ale może my mówimy to samo, tylko innymi słowami?
                Co do RODK to masz rację, że warto spróbować. Nawet jeśli nie ma pewności, że
                opinia będzie po myśli wnioskodawcy. O ile ma się jeszcze siłę...
                • kasia_kasia13 Re: upierać się przy kontaktach...? 04.07.06, 17:30
                  tarzynka napisała:

                  > Kasiu, rodzic nie może sobie odpuścić zupełnie, ale może się przestać kopać z
                  > koniem, jak tu ktoś obrazowo stwierdził. Ja wiem, że Ty na to patrzysz z
                  punktu
                  > widzenia dziecka

                  Nie Tarzynko, patrze z punktu widzenia matki, ktora tez jestem. Nie jestem w
                  stanie, naprawde nie jestem w stanie sobie wyobrazic, jakie okolicznosci mogly
                  by mnie zmusic do "odpuszczenia" sobie mojego dziecka.
                  • tarzynka Re: upierać się przy kontaktach...? 04.07.06, 18:00
                    > Nie Tarzynko, patrze z punktu widzenia matki, ktora tez jestem. Nie jestem w
                    > stanie, naprawde nie jestem w stanie sobie wyobrazic, jakie okolicznosci mogly
                    > by mnie zmusic do "odpuszczenia" sobie mojego dziecka.
                    Widzisz, ja też jestem matką. Wprawdzie już na forum zasugerowano, że
                    wyrodną,ale jednak jestem. I też nie rozumiem, jak rodzic może sobie w normalnej
                    sytuacji odpuścić sobie dziecko. Tyle, że tu jednak nie jest normalna sytuacja.
                    Bo z różnych powodów to dziecko się ojca boi i nie chce się z nim spotykać.
                    Jeśli odpuszczenie oznacza wymazanie gumką myszką, pogrzebanie gdzieś głęboko w
                    pamięci problemu, to jestem przeciw. Ale jeśli odpuszczenie oznacza pewien
                    odpoczynek, danie sobie i drugiej stronie czasu na ochłonięcie, zastanowienie
                    się, co dalej, to jestem jak najbardziej za. Bo takie kopanie się z koniem,
                    spotykanie się nieważne jak, byle spotykać się, z poczuciem bezsilności gdy mała
                    z krzykiem ucieka od ojca, nie przynosi wg. mnie wiele dobrego. I czasem trzeba
                    odpuścić, nabrać dystansu, dać emocjom opaść, zastanowić się, co dalej.
                    Prawdę mówiąc, to najmniej z wszystkich postaw tu opisanych rozumiem postawę
                    matki tej małej... Z punktu widzenia osoby posiadającej dzieci wink.
                    • kasia_kasia13 Re: upierać się przy kontaktach...? 05.07.06, 10:21
                      Tarzynko, spotykanie sie na sile z dizeckiem, ktore nie chce i ucieka moze
                      przyniesc skutek odwrotny od zamierzonego. Tu sie zgadzam. Ale uwazam, ze nie
                      wolno odpuscic i np. zrobic te banadania RODK. Matki nie rozumiem, uwazam, ze
                      robi dziecku krzywde. Ale gdy jeden rodzic robi dziecku krzywde, drugi tym
                      bardziej nie powinien sie od tego dziecka odwracac.
            • kasia_kasia13 taaak 06.07.06, 15:43
              > Chore prawo...matki nikt nie ukarał, że przez rok zabraniała spotkań, za to
              > ojciec dostał w prezencie ex, która lata za nim z dyktafonem..

              Widze, ze oboje rodzice lubia sobie kolekcjonowac audiowizualne pamiatki ze
              spotkan:

              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=571&w=21463633&a=21466285
    • e_r_i_n Re: upierać się przy kontaktach...? 03.07.06, 21:32
      bbbb10 napisała:

      > To ja właściwie staram się namówić go, zeby jeszcze próbował powalczyć o
      > kontakt

      Skad ja to znam. U nas tez byly bardziej lub mniej wysublimowane 'umilacze'
      spotkan, tez mi sie wydawalo, ze uda sie sprawe unormowac, tez namawialam do
      kolejnej proby. Teraz odpuscilam. Nie moje dziecko, nie moja sprawa. Ty wiesz,
      z czego wynika problem kontaktow (tak jak i wiem ja), wiec fakt odciecia sie od
      sprawy niczego Ci nie ujmuje. Dla wlasnego zdrowia warto - chyba, ze ktos lubi
      kopac sie z koniem.
    • magret65 Re: upierać się przy kontaktach...? 04.07.06, 20:01
      Wiesz,jęzeli badania RODK by wykazały, że matka nastawia dziecko przeciwko ojcu
      i ma na nie zły wpływ, jeżeli chodzi o kontakty, to jest szansa, że sąd ustali
      kontakty bez obecności matki. Dziecko 5 letnie chodzi do przedszkola, więc
      pewnie nie jest cały czas z osobami bliskimi. A może Twój M mógłby
      zawnioskować, żeby początkowo kontakty odbywały się w obecności osoby trzeciej
      znanej i lubianej przez dziecko, a do niego neutralnie nastawionej?Wtedy nie ma
      obawy, że matka o coś oskarży, a dziecko będzie się czuć bardziej swojsko!
      Pozdr. M
    • skarbeniek1 Re: upierać się przy kontaktach...? 05.07.06, 09:36
      A Ja uważam, że powinniście odpuścić. Dla zdrowia dzeci.Niestety znam takie
      sytuacje z autopsji. Mieliśmy dosyć ciągłej szarpaniny z exią, napadów złości i
      chimerów dzieci( u nas dwoje).Tak, oboje mieliśmy dosyć, bo jesteśmy razem.I
      mnie to też dotyczyło bo ataki skierowane były przedewszystkim przeciwko
      mnie.Niedługo trzeba było czekać, starsza córka przyznała Nm niedawno, że
      chciałaby nas odwiedzić ale Mamusia powiedziała że Ja jej nielubię.Paranoja.
      Radze przeczekać, odpuścić, ale wysyłać kartki, kupować prezenty... Jeżeli Exia
      niedba o zdrowie psychiczne dzieci to wy to zróbcie. Za parę lat będzie tego
      gorzko żałować.
    • pb81 Re: upierać się przy kontaktach...? 05.07.06, 10:33
      > Z mojego punktu widzenia to chyba lepiej, żeby był tylko dla nas...
      > Macie więcej doświadczenia i prosze o radę. Czy gdybyście miały taką sytuację
      > chciałybyście, żeby M. zrezygnował?

      Zdecydowanie nie chcialabym, zeby moj mezczyzna zrezygnowal. Mysle, ze duzo by
      wtedy stracil w moich oczach i chyba nie chcialabym byc z kims takim. Jakos tak
      mam zakodowane, ze mezczyzna, kiedy sytuacja tego wymaga, powinien byc twardy i
      dzialac, a nie robic z siebie biedna pokrzywdzona ofiare. Nie szanuje mezczyzn,
      ktorzy wyzej stawiaja swoja "dume" i rezygnuja ze spotkan tylko dlatego, ze ich
      ego nie moze zniesc drobnych zlosliwosci ze strony eksi/neksi/tesciowej i innych
      krewnych i znajomych krolika.

      Z drugiej strony to on sam powinien chciec tych spotkan i jesli ma to wygladac
      tak, ze to tylko Ty sie przy nich upierasz, a on robi to tylko dlatego, zebys mu
      nie trula, to chyba nie ma to wiekszego sensu.

      Zastanawiam sie jeszcze, czy eksia ma jakies powody, zeby tak sie zachowywac? Ma
      do niego o cos zal i teraz sie msci?
      • bbbb10 Re: upierać się przy kontaktach...? 05.07.06, 10:48
        może się mścić za to, że M. układa sobie życie, ale badziej prawdopodobne jest
        to, że ona sama ma kogoś kogo ukrywa ze względu na rozwód, a dziecko już umie
        mówić i czasem wspomina imię pana, który robi jej piękne prezenty...Ex w sądzie
        utrzymuje, że jest sama, a prawda jest zupełnie inna i ona boi się, że jeżeli
        kontakt M. z córką będzie dobry, to mała wszystko ojcu opowie o nowym panu...
        Czasem udaje mu się przełamać opór dziecka i wtedy mała nie chce go
        puścić...boi się go przytulać na oczach matki, więc udaje, że go dusi...mówi mu
        do ucha, że boi się, żeby babcia nie widziała...serce mi się ściska kiedy to
        słyszęsadsad a na następnym spotkaniu jeszcze większa histeria na widok ojca.
        Im on się bardziej stara, tym silniejsza indoktrynacja dziecka...
        • anastazjapotocka Re: upierać się przy kontaktach...? 05.07.06, 14:11
          Sytuacja jest okropna. Egoistyczna ex kieruje się tylko własnym interesem,
          dziecko traktując całkowicie instrumentalnie (strach, żeby córka czegoś nie
          wygadała, złość, że córka Was polubi).
          Myślę, że nie ma tu dobrego wyjścia z sytuacji. Ja też go w swoim przypadku nie
          potrafiłam wybrać.
          Moja pasierbica była tak manipulowana przez ex, że, choć byłam dorosła, nie
          potrafiłam zachować obiektywizmu i znielubiłam pasierbicę. To okropne, ale
          przez wiele lat tłumaczyłam sobie, że to jest nieszczęliwe dziecko, aż w końcu
          nie poradziłam sobie z sytuacją i - przestałam tolerować pasierbicę.
          Oceń sama parę wyrwnych z przeszłości faktów.
          Mieszkaliśmy w Niemczech, pasierbicy wysyłaliśmy prześliczne rzeczy: ubrania,
          buty, zabawki, słodycze, wszystko, o czym może marzyć dziecko. Przesadzaliśmy.
          Ponieważ koszt bezpiecznej (przypominam, wtedy paczki były nagminnie okradane)
          przesyłki były bardzo wysokie, wysyłaliśmy rzeczy wręcz hurtem: po 12 par
          różnych bucików i sukieneczek, 10 lalek typu Barbie + koleżanki + narzeczeni.
          Wiem, że to była bzdura. Dobrze zarabiałam i może chciałam zagłuszyć w sobie
          poczucie winy, że zawiązałam się z rozwodnikiem z dzieckiem?
          Zawsze "w nagrodę" otrzymywaliśmy strasznie bezczelny i ordynarny list od ex,
          krytykujący dosłownie wszystko: nawet kształt cukierków. A kupiłam kiedyś
          hurtem 200 sztuk smerfów - wchodziły w modę, a hurtem było taniej. Dowiedziałm
          się, że jestem "durną Helgą", która wysyła dziecku "durne, jednakowe, gumowe
          kaczki". Dostawaliśmy spis, prawie komorniczy, co mamy wysłać. Zaznaczam, że
          płaciliśmy na dziecko alimenty i w ogóle nie mięliśmy obowiązku niczego wysyłać.
          Po paru latach od pasierbicy dowiedziałam się, że jej matka wszystkie rzeczy od
          nas natychmiast sprzedawała. Mała była ubierana w szarobure koszmarki rodem z
          komunizmu. Mąż zostawił swojej ex nowe, piekne mieszkanie własnościowe w pełni
          wyposażone, działkę budowlaną oraz sumę pieniędzy wystarczającą na postawienie
          domu. Zanim mnie poznał, zdążył już wysłać swojej ex pieniądze na wykończenie i
          wyposażenie domu. To miał być dom w przyszłości dla córki męża.
          Nie muszę chyba pisać, że ex żadnego domu nie wybudowała, działkę sprzedała, a
          pieniądze strwoniła?
          Na komunię kupiłam pasierbicy wysokiej klasy odtwarzacz wideo (to było w 1989
          roku). Mąż pojechał na tę komunię sam (ja nie zostałm zaproszona, zresztą
          pracowałam, po za tym za nic na świecie i tak bym nie pojechała). Mąż wrócił
          pobity. Zalana ex skopała go i mężowi ledwo udało się wyrwać rozwścieczonej
          babie, bez narażenia się na zarzut o wzajemne pobicie.
          Na moje nieszczęście, po wielu błaganiach męża i jego namowach, zgodziałm się
          zamieszkać z mężem Polsce. I dopiero się zaczęło! Już nie było miesiąca bez
          napastliwego listu od ex. Mała przylatywała do nas (opłacaliśmy podróż) LOT-em,
          bo była za mała na podróże pociągiem. I normalka: zimą ex wysyłała pasierbicę w
          prochowcu i tenisówkach, latem w jakimś grubym łachu zastępującym ni to sweter
          ni poncho. Jak to dziecko wyglądało na lotnisku!!! Tylko pod ziemię się zapaść
          ze wstydu. Każdy pobyt pasierbicy zaczynał się od kupienia dla niej
          odpowiedniej garderoby. Dziecko nie miało nawet bamboszy! Nic! O zwykłym
          ręczniku nawet nie ma co wspomunać. Nie miała ze sobą nawet żadnej walizki,
          przyjeżdżała z reklamówką w kórej miała jakieś kanapki i brudną, starą lalkę.
          Przypominam, że alimenty płaciliśmy w wysokości pensji średnio uposażonego
          prezesa.
          Kiedyś skorzystałam z okazji, że z Paryża miała przyjechać moja koleżanka. Był
          czas wyprzedaży w Paryżu, więc poprosiłam ją, żeby nakupiła dziecku wszystko,
          co się da. Nakupiła. Było tego dwie walizy. Dziecko, jak to dziecko.
          Przebierało się trzy razy dziennie w kolorowe fatałaszki. Po miesiącu pobytu u
          nas, wyprałam wszystkie fatałachy, bez prasowania zapakowałam do mojej wielkiej
          walizy ze świńskiej skóry i odwieźliśmy dziecko na lotnisko. No! To był błąd!
          Dostaliśmy list od ex, że nakupiliśmy małej starych łachów (gdzie metki?!), a
          po za tym śmiałam zostawić w schowku walizki (przepraszam za wyrażenie)
          kurewską podwiązkę i koronkowe pończochy! Miał to być ponoć dowód na to, czym
          się trudniłam w Niemczech. Więc za karę walizka nie zostanie mi zwrócona.
          Rzeczywiście. Nigdy jej już nie zobaczyłam.
          I tak dalej i tak dalej. Zmanipulowana pasierbica zamieniała nam wszystkie
          ferie i wakacje w piekło, wypisywała do mnie dziecięcymi kufonikami (pod
          dyktando mamusi) aroganckie i obelżywe listy, aż PRZESTAŁAM JĄ LUBIĆ I
          PRZESTAŁAM SIĘ STARAĆ.
          Rozpisałam się, bo może wyciągniesz jakieś wnioski dla siebie z mojej
          przeszłości.
          Ja, znając fakty nie mam odwagi Ci nic radzić. Życzę Ci tylko wszystkiego
          najlepszego.
          • beatea Re: upierać się przy kontaktach...? 05.07.06, 14:20
            anastazjo, smutno się robi, jak się tego czyta, ale wydaje mi się , ze wszyscy
            jestescie siebie warci.
            • magret65 Re: upierać się przy kontaktach...? 05.07.06, 14:38
              A czemu tak myślisz? Może i Anastazja przesadzała w tych prezentach, ale nie
              uważasz, że było normalnym ludzkim odruchem, gdy kupowała dziecku ubranka, gdy
              mała przyjeżdżała w żałosnym stanie?! M
              • anastazjapotocka Re: upierać się przy kontaktach...? 05.07.06, 14:51
                No a jak sobie Beata wyobraża dziecko chodzące w tenisówkach po śniegu? Albo w
                tym grubym łachu w upał? Jestem człowiekiem, nie kompletnym zerem, też mi było
                dzieciaka żal. Wstyd, wstydem, to ex powinna się wstydzić, ale jak tu było
                dziecko tak ubrane zostawić?
        • magret65 Re: upierać się przy kontaktach...? 05.07.06, 14:32
          To wcale nie jest tak, że eksie zawsze odpuszczają! My jesteśmy małżeństwem 10
          lat. Rozwód M był na wniosek eks i ciągnął się 2 lata. Ja się pojawiłam w jego
          życiu po ich definitywnym rozstaniu. Niestety życie eks nie ułożyło się, jak
          oczekiwała. Myślała, że znajdzie księcia z bajki, który przygarnie ją z małą i
          zapeni sielankowe życie. Los okazał się okrutny. Do dziś jest sama. Dziecko na
          każdego faceta reagowało źle, bo widziało rywala do miłości mamy. Efakt taki,
          że eks wini mojego za zmarnowane życie, dziecku nawpajała różnych bzdur. Jego
          próby, aby nawiązać kontakt przyjmowane są bardzo negatywnie. Sądowne ustalenia
          widzeń, jak mama nie chce, do nich nie dopuszcza, są w praktyce nie do
          wyegzekwowania. Bo co zrobić, jak jedzie się ponad 500km,a matki i dziecka w
          umówionym terminie nie ma w domu?! Po prostu całuje się klamkę. Sprawy ciągną
          się miesiącami i są to naprawdę duże koszty, gdy nie mieszka się w miejscu
          zamieszkania dziecka. Obecnie już nastolatka, córka mojego ma wpojone, że on
          walczy o kontakty i tak robi, aby dokuczyć mamie i obłudnie "pokazać się" innym
          jakim jest dobrym ojcem, a w rzeczywistości to kawał d...., który porzucił ją i
          matkę. Do dziewczyny nie trarfia, że to matka była powódką i sama tego chciała.
          Wg niej to ona jest PRZEZ NIEGO skrzywdzona, bo on ma rodzinę, a one są we dwie
          i ONA NIE MA OJCA! Eks wpoiła jej, że ona i matka to jedno. Skoro rozstali się
          z byłym i nie mogą być razem, to automatycznie on nie ma prawa do córki. Eks ma
          ogromny żal, że mamy dzieci, bo przez to bardzo wysokie wcześniej, jak na
          zarobki mojego, alimenty uległy obniżeniu. Nasze dzieci to obce bachory.
          Dziadkowie ze strony ojca to JEGO RODZICE, a nie dziadkowie. Rodzina to tylko
          powinowaci ze strony mamy. Dzieciom trudno się dziwić, że trzymają stronę
          rodzica, z którym mieszkają. Tak naprawdę facet, który rozstaje się z kobietą
          traci dzieci, bo pełnia władzy na papierze jest tylko fikcją. Oczywiście
          najwięcej cierpi dziecko. Złośliwym, niszczącym własne dzieci kobietom, które
          świadomie szkodzą własnym dzieciom, aby tylko dopiec byłemu, wiele się wybacza
          i patrzy na nie pobłażliwie, bo to przecież MATKI!
          Naprawdę trudno Ci poradzić bbb10. My mamy bardzo złe doświadczenia. Gdyby nie
          to, że mamy naszą dwójkę, to myślę, że mąż już by się dawno załamał! Jak babsko
          wredne i złośliwie, to przy wzmożonych próbach o widzenia z dzieckiem, tym
          bardziej będzie robić na przekór i utrudniać. Pozdr. M
          • anastazjapotocka Re: upierać się przy kontaktach...? 05.07.06, 14:42
            Margret, to jest to, co ja bym zwyczajnie powiedziała. Jest tak jak mówisz. Te
            córki zawsze wezmą stronę swojej matki i nigdy nam, macochom nie uwierzą. Nasz
            związek już dawno by się rozleciał przez ex i jej córkę, ale myślę, że oboje
            musieliśmy bardzo się jednak kochać i bardzo nam na sobie zależało, że
            przetwaliśmy tyle burz i prób. Niedawno (czeka mnie wizyta pasierbicy po
            latach) mąż na moją smutną minę powiedział, że to jest TYLKO jego córka, a ja
            jestem CAŁYM JEGO ŻYCIEM i, że bez córki może żyć, a beze mnie NIE CHCIAŁBY
            ŻYĆ.
            • magret65 Re: upierać się przy kontaktach...? 05.07.06, 14:59
              I dobrze, że Ci tak powiedział! Ty jesteś przy nim w doli i nie doli, a córka
              go nie docenia! Mnie już nie zależy, aby córka M mnie lubiła. /Kiedyś było
              inaczej, bo żałowałam dziecka i chciałam, abyśmy miały dobre relacje. Wierzyłam
              w normalne kontakty z ojcem i to, że będzie do nas przyjeżdżać. / Mam swoje
              dzieci, które nas bardzo kochają. Chciałabym jednak, aby nie wypierała się
              ojca, któremu zawsze na niej zależało i walczył o nią ze wszystkich sił. Wcale
              nie zależy mi też, aby potępiała matkę i miała do niej żal, że ją tak krzywdzi
              odseparowując od ojca. Myślę jednak, że analizując normalne fakty i dokumenty
              jest już na tyle duża, że mogłaby zrozumieć, że matka świadomie kłamie, bo to
              ONA NIE CHCE JEJ DOBRYCH RELACJI Z OJCEM i miesza, a nie on! Pozdr. M
              • anastazjapotocka Re: upierać się przy kontaktach...? 05.07.06, 15:02
                Myślę dokładnie tak samo jak Ty! Pozdrawiam Cię serdecznie. Anastazja.
                P.S. Wcale nie mam na imię Helga!!!
                • bbbb10 Re: upierać się przy kontaktach...? 05.07.06, 15:22
                  czytam, czytam i jest mi jeszcze smutniejsad dlaczego tyle nienawiści jest w
                  ludziach, że dzieci, które są ponoć tak ważne, stają się tylko kartą
                  przetargową albo środkiem do zemstysad
                  Widzę, że nasza ex nie jest wyjątkiem....ale pozbawiłyście mnie złudzeń, że
                  może być normalnie. Żeby było ciekawiej ex uważa się za osobę niezwykle
                  religijną...do tego stopnia, że upiera się przy rozwodzie z winy M. tylko po
                  to, żeby próbować unieważnić małżeństwo kościelne. Nawet sędzia się przy takiej
                  argumentacji uśmiała...
                  Ex pewnie sobie wymyśliła, że tatusia odstawią, ślub unieważni , faceta już ma
                  nowego i dalej będzie udawać przed rodziną wspaniałą katolicką rodzinkę...kto
                  wie? może nawet welon założywink
                  jeżeli to jest prawdziwy katolik, to ja dziękuję...
                  • anastazjapotocka Re: upierać się przy kontaktach...? 05.07.06, 15:36
                    Twoja ex nie jest jedyną hipokrytką. Należałoby jej życzyć, żeby w tym welonie
                    poszła od razu do samego diabła. Lepiej pewnie nie będzie, masz, niestety
                    rację...
                    • magret65 Re: upierać się przy kontaktach...? 05.07.06, 20:18
                      Anastazjo, a tak naprawdę, jak masz na imię? Serdecznie Cię pozdrawiam. M
                      • anastazjapotocka Re: upierać się przy kontaktach...? 06.07.06, 11:13
                        Witam Cię Margret, naprawdę mam na imię Ewa. Ewa, Anastazja. Całuski
                        • magret65 Re: upierać się przy kontaktach...? 06.07.06, 11:50
                          A ja Małgorzata-jak pewnie się już Sama domyśliłaś! Pozdr.cieplutko! M
                          • anastazjapotocka Re: upierać się przy kontaktach...? 06.07.06, 11:54
                            Domyśliłam się. Prześliczne imię dla prawdziwej kobiety i kwiatuszki
                            prześliczne. Całuski.
                  • magret65 Re: upierać się przy kontaktach...? 05.07.06, 20:17
                    Oj, tu chyba nie chodzi tylko o welon! Czy wiesz, że jeżeli będzie rozwód z
                    winy Twojego, to ona ma też prawo ubiegać się o alimenty na siebie?! Słyszałam
                    już o takich przypadkach! Sorry, że musiałam Cię zasmucić, co do relacji z jego
                    córką, ale u nas naprawdę to tak wygląda! 10 lat nic nie zmieniło w myśleniu
                    eks. Robi durnoty, manipuluje dzieckiem, robi jej wodę z móżgu, uczy dziewczynę
                    kręcić, kłamać, a jak sama ma z nią kłopoty, to oczywiście winny były i
                    sutuacja, bo przecież nastolatka nie ma ojca, więc ....... Moze jednak u Was
                    będzie inaczej. Każdy przypadek jest indywidualny. Do tego mieszkacie w tej
                    samej miejscowości, więc to też łatiwiej się starać. Poza tym, jeżeli eks
                    ponownie szczęśliwie ułoży sobie życie, to też może być przyjaźniej nastawiona
                    do świata. Trudno gdybać! Pozdr. M
                    • bbbb10 Re: upierać się przy kontaktach...? 05.07.06, 21:03
                      nie no, oczywiście, że chodzi jej również o pieniądze, tylko w międzyczasie M.
                      zaczął znacznie gorzej zarabiać i raczej ona nie może liczyć, że sąd jej
                      cokolwiek przyzna. Dlatego dziwi mnie jej postawa, bo finansowo nic już nie
                      ugra..
                      • konkubinka Re: upierać się przy kontaktach...? 05.07.06, 21:13
                        bbb10, poczytaj moje posty.Jestem na forum kilka lat i jestem zywym przykladem
                        tego , ze warto sie starac choc czasem jest trudno i bywaja chwile
                        zrezygnowania.
                        Mielismy nawet kryzysy w swoim zwiazku , bylo naprawde zle.Ale wszystko to
                        zaowocowalo.ZYcze Ci wytrwalosci.Wspieraj swojego mezczyzne i badz dzielnasmile
                      • chalsia Re: upierać się przy kontaktach...? 06.07.06, 12:20
                        > nie no, oczywiście, że chodzi jej również o pieniądze, tylko w międzyczasie
                        M.
                        > zaczął znacznie gorzej zarabiać i raczej ona nie może liczyć, że sąd jej
                        > cokolwiek przyzna. Dlatego dziwi mnie jej postawa, bo finansowo nic już nie
                        > ugra..

                        może teraz nie, ale jak sie byłemu męzowi poprawi, to majac rozwód z jego winy,
                        będzie sobie mogła dochodzić alimentów na siebie - np. na wyrównanie stopy
                        życiowej do takiej, do której przywykła w czasie małżeństwa
                      • chalsia Re: upierać się przy kontaktach...? 06.07.06, 12:20
                        > nie no, oczywiście, że chodzi jej również o pieniądze, tylko w międzyczasie
                        M.
                        > zaczął znacznie gorzej zarabiać i raczej ona nie może liczyć, że sąd jej
                        > cokolwiek przyzna. Dlatego dziwi mnie jej postawa, bo finansowo nic już nie
                        > ugra..

                        może teraz nie, ale jak sie byłemu męzowi poprawi, to majac rozwód z jego winy,
                        będzie sobie mogła dochodzić alimentów na siebie - np. na wyrównanie stopy
                        życiowej do takiej, do której przywykła w czasie małżeństwa
                        • bbbb10 Re: upierać się przy kontaktach...? 06.07.06, 14:22
                          jeżeli ,jakimś cudem, uda jej się dostać rozwód z jego winy, to zawsze będzie
                          musiał mało zarabiac i tyle...ex chyba zdaje sobie sprawę, że nikt jej
                          utrzymywał nie będzie
                          • chalsia Re: upierać się przy kontaktach...? 06.07.06, 15:28
                            to zależy. Jesli np. ma słabe wykształcenie, nie pracowała w ogóle, bo
                            prowadziła mężowi dom i młódką już nie jest, to jest wtedy duże
                            prawdopodobieństwo, że eks przy uznaniu jego winy będzie jednak musiał
                            współutrzymywać ją.
                            Chalsia
                            • bbbb10 Re: upierać się przy kontaktach...? 06.07.06, 22:26
                              na szczęście kilkanaście lat pracuje w tej samej państwowej instytucji, a
                              ostatnio nawet zaczęła studiować. Na dzień dzisiejszy zarabia więcej od niego,
                              więc tak czy owak kasy na siebie nie dostanie. A gdyby jakimś cudem jednak
                              dostała, to M. nie ma z czego zapłącić i nawet komornik nic nie wskóra. Kasy
                              nie wyciągnie, no to mści się przy pomocy dziecka.
Pełna wersja