Dodaj do ulubionych

Ja tez juz sie pogubilam....

11.07.06, 13:38
Forum czytam juz od bardzo dawna, ale jakos do tej pory nie zebralam sie zeby
napisac. Nie da sie ukryc, ze jestem bardzo niedoswiadczona macocha i ostatnio
zwlaszcza bardzo pogubiona...

Moze najpierw napisze pare slow o naszej konstelacji. Jestesmy razem z NM od
roku, zadne z nas nie przyczynilo sie do rozpadu poprzedniego malzenstwa (choc
final rozwodu NM byl pare tygodni po tym jak sie rozstalismy, a moj rozwod
wciaz w toku, ale w Niemczech niestety dlugo to trwa). Ja mam 2.5-letnia
coreczke, NM ma 7-latke i 9-latka. Moja corka mieszka z nami, dzieci NM co
drugi weekend i kazdy wtorek.

Konflikty zaczely sie dosc wczesnie, choc dzieci poczatkowo przyjely nas
wzajemnie bardzo entuzjastycznie. Jednak dosc szybko sprawa sie skomplikowala,
bo NM jest klasycznym weekendowym tatusiem - dzieci nic nie musza, do
wszystkiego maja prawo, 100% uwagi przez caly dzien, standard. Poczatkowo
znosilam ten czas, ale trudno tak naprawde cos ukryc i NM zauwazyl, ze nie
ciesze sie na weekendy i wyjazdy z dziecmi. Ex jest taka srednia, nie bruzdzi
jakos karczemnie, ale tez reprezentuje opcje wychowanie bezstresowe i
calkowite "poswiecenie sie" dla dzieci (co zreszta dosc czesto mowi). Raczej
stara sie rowniez o schladzanie kontaktow dzieci ze mna i moja corka
(komentarze typu, ze nie jestesmy ani rodzina ani przyjaciolmi wiec nie mozemy
brac udzialu w jakis tam uroczystosciach, mimo ze dzieci zaprosily). Wyjatkowo
dla mnie trudne do zniesienia jest jeszcze marudzenie - dzieciom generalnie
nic sie nie podoba. Zwierzeta w zoo sa glupie, spacery nudne, etc. Najchetniej
siedzialyby caly dzien przed telewizorem. Syn NM ma tez olbrzymie problemy -
ciezkie ADHD, dysleksje, dysgrafie, dyskalkulie...

Przez jakis czas NM sprawial wrazenie, ze troche zrozumial koniecznosc
wprowadzenia zasad w domu i to zasad obowiazujacych wszystkich, ale niestety
po pierwszym takim weekenedzie dzieci sie obrazily, nie chcialy wiecej
przychodzic. No i NM zrobil wolte w powietrzu - okazalo sie ze to moja wina bo
jestem wredna macocha, a on mnie juz "chyba" nie kocha.

Jakos udalo nam sie ten konflikt zazegnac, choc nie musze mowic, ze bylo to
trudne. W sobote jedziemy wszyscy razem na dwa tygodnie nad morze i w sumie to
bedzie troche taki test... Tyle, ze nie bardzo wiem jak mam sie zachowywac...
Nie mam ochoty spedzic tych calych 2 tygodni tylko z moja cora (tym bardziej,
ze jej ojciec ja olal i ona zna praktycznie tylko NM i mowi do niego tata i
jest bardzo zwiazana uczuciowo z nim i dziecmi), nie mam ochoty tez robic za
sluzaca i obslugiwac towarzystwo na kolanach. Dzieci sie soba nie zajma przez
5 minut, bo nie potrafia. Ech....
Obserwuj wątek
    • elf28 Re: Ja tez juz sie pogubilam.... 11.07.06, 14:12
      Czy dom, w którym mieszkacie jest wspólny? Macie taki sam wkład w jego
      utrzymanie?

      Szczerze Ci powiem, że nie wytrzymałabym ani 5 minut takiego układu. Musisz
      postawić rozsądne granice. W każdym domu panują jakieś zasady i trudno, żeby
      dzieci wchodziły na głowę. I jeśli Twój mąż nie będzie tego umiał zrobić, to
      szczerze mówiąc trudna ta Wasza przyszłość będzie, bo wynika z niej że Ty
      będziesz musiała się dostosować do niego i jego dzieci. A to chyba nie o to
      chodzi.

      Co do wakacji: dzieci mają tatusia - niech im czas zorganizuje, nakarmi i
      zabawi. A Ty zajmuj się tylko Twoją córką.
    • anastazjapotocka Re: Ja tez juz sie pogubilam.... 11.07.06, 14:37
      Dziewczyny, jesli mąż Mamypodziomka jest Niemcem, to koniec. Dziewczyna ma
      przechlapane i żadne nasze rady jej nie pomogą. Facet już dziewczynie
      zagroził, "że chyba przestał ją kochać", co w tłumaczeniu na nasze stosunki
      oznacza: nie podskakuj, bo cię razem z twoim dzieckiem bezkarnie do domu
      samotnej matki odwiozę. I - zrobi to, jeśli dziewczyna zacznie stawiać
      wymagania. Jej rozwód jest w toku i trwa około 3 lat, a to oznacza, że małżonek
      szarpie się z niaąo dziecko lub pieniądze, względnie o jedno i drugie. Mówiąc
      pieniądze mam na myśli, że miesza ją z błotem, żeby dziewczynie alimentów nie
      płacić. Na nią, co jest standartem niemieckim, pod warunkiem, że ma się
      DOSKONAŁEGO adwokata. Doskonały adwokat kosztuje fortunę, chyba, że mąż dobrze
      zarabia, wtedy adwokat sciągnie sobie od niego każdą kwotę.
      Ex małżonce obecnego też się dziewczyna nie postawi, bo najwyraźniej
      wprowadziła się z córeczką do domu obecnego. Każde postawienie się ex żonie
      będzie miało taki skutek, że wtrąci się we wszystko Jugendamt, facio się
      ciężko wystraszy, dziewczynę z dzieckiem wystawi za drzwi. Będzie kobieta
      miała szczęście, jak jej córeczki nie odbiorą. Ogólnie rzecz traktując - możemy
      się za nią tylko modlić.
      • m-m-m Re: Ja tez juz sie pogubilam.... 11.07.06, 14:45
        Anastazja, o ile przypuszczam, że facet autorki postu nie jest Niemcem, to
        jednak bardzo mnie zaintrygowała owa organizacja Jugendamt. Czy to jakieś
        państwowe stowarzyszenie ex żon lądujace desantem w domu byłego męża w clu
        pognębienia jego obecnej partnerki???
        • anastazjapotocka Re: Ja tez juz sie pogubilam.... 11.07.06, 15:08
          Jeszcze gorzej. Prawo polskie to sama radość, przyjemność, szybkość,
          sprawiedliwość i kompetencja przy prawie niemieckim. To samo dotyczy wszelkich
          niemieckich jednostek organizacyjnych. Jeśli nigdy nie mieszkałaś w RFN to i
          tak mi nie uwierzysz. Wystarczy jeden telefon od ex, od sąsiada, anonim w
          końcu, a dziewczyna będzie miała pod domem auto pełne urzędników. I jeśli
          dziewczyna biegle nie zna niemieckiego, nie ma iemieckiego obywatelstwa, nie ma
          swojego adwokata (od pewnych spraw może wybronić ją adwokat z tak zwanego
          Rechtschutzu - ale sama go musi opłacić, forma ubezpieczenia prawnego) to jest
          skończona. Ja nie żartuję. Naprawdę.
          • olvi Re: Ja tez juz sie pogubilam.... 11.07.06, 15:39
            Anastazja, ja mieszkam w Niemczech, z JA kontakt mialam w paru sprawach nie
            zwiazanych z ex i dziecmi M - co mi wlasciwie moze zrobic JA jako drugiej zonie
            M? Rozwod zalatwiony, alimenty na dzieci i ex placone, ustalone polubownie - ex
            zrezygnowala ze swojej adwokatki jak zobaczyla wystawione przez nia rachunki???
            Kontakt z dziecmi mam bez problemu, ex sie to kiedys nie podobalo, ale sie
            sytuacja zmienila - co konkretnie masz na mysli z JA???
        • luna67 Re: ciesz sie, ze nie jestes macocha w niemczech 11.07.06, 17:04
          Jugentamt jest odpowiednikiem Urzedu ds. rodzinnych.

          Tak jak Anastazja napisala, jeden telefon od EX do jugentamtu i tatus moze sie
          pozegnac z odwiedzinami dzieci. Ex moze wymyslec rozne bajki na ojca i macoche
          zeby ograniczyc albo calkowicie zniesc widzenia ojca z dziecmi i chociaz prawda
          bedzie po innej stronie, to i tak biedna matka w oczach urzedu do spraw
          rodzinnych ma zawsze racje. Ja osobiscie nie mialam z tym urzedem do czynienia
          ale duzo slyszalam, brrrrrsad

          Dziewczyny badzcie naprawde szczesliwe ze wasze Exie nie mieszkaja w niemczech,
          nie tylko ze wzgledow alimentacyjnych. Tutaj druga rodzina sie wogole nie liczy,
          przysiega "az smierc was rozlaczy" oddana pierwszej zonie, jest makabryczne
          aktualna do konca zycia, zwiazana nie tylko razem z placeniem wysokich alimentow
          na pierwsza zone do konca zycia.

          Mamy ta cala walke dzieki Bogu pozasoba, i dzieki naszemu znajomemu adwokatowi,
          ktory walczyl jak lew, ale moglo sie duzo gorzej skonczyc.
          • olvi Re: ciesz sie, ze nie jestes macocha w niemczech 11.07.06, 17:18
            Jakim cudem, Luna, nie placicie na ex alimentow? Nasza za malzenstwa pracowala
            tylko na swoje potrzeby - M utrzymywal dom i dzieci - to i teraz nie musi
            pracowac. A jesli to robi, to jej dobra wola, bo przeciez jej obowiazkiem jest
            tylko opieka nad dziecmi (14 i 15 lat...). Motywuje ja troche to, ze M wciaz
            splaca raty za ich dom, a ma na pismie (sadownie), ze to tylko i wylacznie jego
            dobra wola i zaden obowiazek.

            Alimenty na dzieci, wiadomo, w 100% pokrywa ojciec (nie ma, ze oboje musza
            utrzymywac swoje dzieci - bo przeciez ona za malzenstwa nie musiala, to niby
            czemu teraz musi...)

            Od niedawna nie ma alimentow po malzenstwie krotszym niz 5 lat ;/ na ex...
            I o dziwo, alimenty na next po ewentualnym rozwodzie, jesli ma dziecko, maja
            pierwszenstwo przed alimentami na bezdzietna ex. Podobno.

            Tyle teoria.

            Praktyka jaka jest, nie wiem, poza tym, ze dziecko z next obecnie _juz_ liczy
            sie przed alimentami na ex. Szlag mnie trafial swojego czasu na to ich prawo
            (choc sama dzieci nie mam i jak na razie mi to wisi).

            Ech, nie ma to jak niemieckie prawo rodzinne. Choc z drugiej strony wole
            Duesseldorfer Tabelle i alimenty na dzieci na jej podstawie niz ciaganie sie co
            pol roku po sadach z ex.
            • luna67 Re: ciesz sie, ze nie jestes macocha w niemczech 11.07.06, 17:32
              Olvi jest to bardzo dluga historia ktora trwala prawie 3 lata, ale postaram sie
              napisac w skrocie jak tylko znajde na to czas (mam przeprowadzke). Mieszkasz tez
              w niemczech?

              Napisze tylko, ze sie ta walka oplacala, bo na EX placilismy alimentow ok. 950,-
              €, plus alimenty na dwujke dzieci (tez wysokie).

              • olvi Re: ciesz sie, ze nie jestes macocha w niemczech 11.07.06, 17:39
                Tak, mieszkam w Niemczech.

                Wierze, ze to byla dluga historia uncertain i jesli znajdziesz chwilke, to napisz -
                placimy nieco mniej niz Wy, ale niewiele mniej.
                Cudem udalo sie obnizyc alimenty na ex, jak M pensja spadla o 40% w wyniku
                drastycznych zmian (najpierw byl expatem za granica i mial wszelkie dodatki, a
                potem, by jednak byc blisko dzieci wrocil do Niemiec - zaplacil za to odejsciem
                z poprzedniej firmy i w nowej zarabia duzo mniej) - potrzeba bylo dwoch lat,
                zanim formalnie obnizono alimenty na ex.
            • luna67 Re: ciesz sie, ze nie jestes macocha w niemczech 11.07.06, 20:42
              Nie moglam czekac na "troszeczke wolnego", bo bys musiala dlugo czekac na moja
              odpowiedzsmile wiec pisze w pokoju pelnym zapakowanych paczek do przeprowadzkismile

              Ex mojego jak najmlodsze dziecko mialo ok. 2-3 miesiacy powedrowala sobie do
              kochanka, ktorego jak sie okazalo miala juz dluzszy czas (wtedy bezrobotny, i
              jej w to gralo, gdyz prawie kochanek zajmowal sie dziecmi, jej maz musial
              pracowac jezdzac w delegacje na co nazekala). Niestety moj w obawie utraty
              kontaktu z dziecmi (grozila) nie wnosil pozwu o rozwod, w tym czasie panowalo
              jeszcze stare prawo o rozwodzie z orzekaniem o winie, wiazalo sie to z utrata
              roszczen alimentacyjnych EX, gdyz winnym rozpadu malzenstwa byla ona (moj w to
              nie wnikal i byl wtedy w tych sprawach rozwodowych "ciemny")

              Przed paroma laty zostala zniesiona ustawa o winnym rozpadu malzenstwa i
              zastapiono ja normalnym rozwodem bez orzekania o winie ale uzupelniono to
              paragrafem 1578 (Verwirkung des Unterhaltes) strata roszczen alimentacyjnych po
              rozwodzie jezeli malzonek zdradzil i wyprowadzil sie do kochanka w czasie
              trwania zwiazku malzenskiego. Sadze, ze w Polsce tez bedzie to wprowadzone (ale
              nie tak szybko).

              Po paru latach zycia w separacji poznal mnie, bylam cholernie zdziwiona, ze nie
              ma jeszcze rozwodu po tylu latach rozlaki i nie chcialam miec z nim do
              czynienia. Na drugi dzien przyniosl mi "ankiete do sadu" na rozwodsmile i
              poinformowal zone.

              Nagle jak ta informacja do niej dotarla, cala sytuacja obrocila sie o 360 st.,
              EX zabronila widywania ojca z dziecmi twierdzac, ze dzieci musza miec tylko
              jednego ojca (kochanka). Nie bede tu opisywala tej sodomy i gomory, bo mi sie
              plakac chce, czulam sie winna tych niesnasek z EX, bo faktem bylo jakbym sie nie
              pojawila to by dalej zyl z nia w separacji (pomimo kochanka z ktorym zyla pod
              jednym dachem). Walczylismy o widzenia z dziecmi.

              Rozwod byl po roku od zlozenia papierow, gdyz mielismy swiadkow, ktorzy
              potwierdzili trwajaca separacje ponad 4 lata, wiec nie bylo z tym problemu.

              Moj M nie mial zamiaru po rozwodzie sponsorowac kochanki (EX) uczynnemu
              sasiadowi (kochankowi EX), przez ktorego rozpadlo sie malzenstwo, ktory w miedzy
              czasie znalazl dobro platna prace, wiec zakomunikowal, ze nie bedzie wiecej
              placil alimentow na EX tylko na dzieci. W niemczech obojetnie czy zona ma innego
              partnera czy nie w czasie separacji trzeba placic i placil spora sumke ale po
              rozwodzie powiedzial, ze bedzi walczyl dla naszej przyszlosci.

              Po tych nowinkach nagle kochanek wymeldowal sie (naturalnie tylko proforma) ze
              wspolnego mieszkania i zyl dalej z nia pod jednym dachem, uczestniczac dalej w
              zyciu rodzinnym, EX podala mojego M o alimenty dla siebie, twierdzac ze zyje
              sama i nie ma dochodow. OK, ale sytuacja wygladala inaczej jak przedstawiala EX
              przed sadem, wiec nie mielismy bez dowodow zadnych szans.

              Nasz znajomy adwokat rece rozlozyl, ale powiedzial, ze istnieje paragraf 1579
              tzw. Verwirkung des Ehegattenunterhaltes do tego wlicza sie miedzy innymi
              ehebrecherisches Verhältnis während des Zusammenlebens (zdrada malzonka w czasie
              trwania zwiazku malzenskiego (powod rozpadu malzenstwa=kochanek), ktory nam
              pomoze, musi sie tylko przygotowac. Na drugi dzien doslownie o 2 w nocy dzwoni
              do nas zebysmy przyszli do niego jak najszybciej, bo wie jak ten orzech rozgryzc.


              U adwokata dowiedzielismy sie, ze nie bedzie to latwe ale nalezy sprobowac.
              Mielismy udowodnic przed sadem, ze kochank nadal pomimo wymeldowania zyje i
              uczestniczy w zyciu rodzinnym, co nie bylo latwe, bo jak udowodnic, ze sypiaja w
              jednym luzku? ze zakupy on placi, ze uczestniczy we wszystkich uroczystosciach
              rodzinnych, ze razem spedzaja kazdy urlop i czas wolny?

              Doszlismy do wniosku, ze sobie sami nie poradzimy, wiec postanowilismy wynajac
              sadownie uznanego detektywa. Moj M zaczal nadal placic alimenty na byla zone po
              wyroku, uspokoila sie, a nam o to chodzilo. Detektyw spisal sie na medal po
              kilku miesiacach zmudnego zbierania dowodow (mielismy niezbite dowody razem ze
              zdjeciami i nagraniami), nie wspomne ile nas to kosztowalo ale sie oplacalo.
              Wstydzilismy sie tylko, ze musimy sie w taki oto sposob "ratowac" przed pazerna
              EXia.

              Okazalo sie tez, ze EX pracuje na czarno, oszukala tym sad rodzinny, gdyz w
              czasie rozprawy o przyznanie alimentow dla niej juz pracowala i zaklinala sie ze
              nigdzie nie pracuje bo biedna ma male dzieci, a jak znajdzie prace to natychmias
              poinformuje o tym sad i bylego meza, co bylo drugim plusem dla nas, dzieki Bogu
              nie wiedzielismy o tej pracy ani sad.

              Majac w reku obszerne dowody, wnieslismy sprawe o umozenie alimentow na EX, a Ex
              niczego sie nie domyslajac, przed sala sadowa smiala sie jak glupia z
              kochankiem, krzyczac zacierala rece ze moj M bedzie jeszcze wiecej placil bo
              wie, ze dostal podwyzke), ze ja mam sobie jeszcze jedna prace znalezc, bo
              umrzemy z glodusad to bylo dla mnie okropne i ponizajacesad(

              Sad po przeczytaniu, ogladnieciu dowodow, i przesluchaniu EX i kochanka, zniosl
              hEXi alimentywink)smile))

              Oszukala nie tylko nas ale i sad (Prozessbetrug im Unterhaltsprozess) twierdzac,
              ze nie pracuje, ze nie ma partnera (längeres eheähnliches Zusammenleben mit
              einem neuen Partner über 2 Jahre).

              A ze kochanek jest powodem rozbicia malzenstwa, zyje z nia od paru lat, oszukal
              sad twierdzac, ze z nia nie zyje, i do tego dzieci dostaja wysokie alimenty od
              taty ktore nie sa w stanie ich w pelni wykozstac, wiec Sad zakonczyl sprawe tymi
              slowami:

              "Der Partner der Beklagten verdient selbst genug, um Ihren Unterhaltsanspruch zu
              decken" (Partner powudki (???) zarabia wystarczajaco, zeby pokryc jej koszty
              utrzymania)kropkasmile

              Jezeli chodzi o "twoja" teorie:

              "Od niedawna nie ma alimentow po malzenstwie krotszym niz 5 lat",

              to musze cie rozczarowac, moj wojek ktory placi juz 16 lat alimenty na EX
              odwolal sie o ich zniesienie chcac zmusic byla malzonke do pracy, i co jak
              myslisz sprawdzila sie teoria? naturalnie nie, gdyz EX zzekajac sie alimentow
              byla by zmuszona (nie pracuje) panstwo o pomoc prosic (Arbeitslosengeld II), a
              jak wiesz urzad sprawdza zanim "da", czy jest ktos ktory by ich zastapil i
              oczywiscie znalezli wojka, ktory musi do smierci jej placic, gdyz jest to
              smierdzirobotka, dziecko jest juz dorosle a jej nie chce sie pracowac (jej
              slowa), a pozatym dostaje wiecej alimentow niz by dostala od panstwa, a panstwo
              sie cieszy odciazeniem.

              Moge tobie tysace przykladow podac, gdyz zanim nawiazalismy kontakt z naszym
              adwokatem pisalismy na niemieckich forach, czytalismy wyroki sadow. Juz sie
              prawie z tym pogodzilam czytajac te "czarne scenariusze", ze bedziemy mieli
              dozywotnia hipoteke w postaci alimentow na EX, i sie mile rozczarowalam naszym
              wyrokiem, bo przyznam sie nie wierzylam do konca w nasz sukces (a raczej
              adwokata i detektywa).

              W tym masz racje:
              "I o dziwo, alimenty na next po ewentualnym rozwodzie, jesli ma dziecko, maja
              > pierwszenstwo przed alimentami na bezdzietna ex. Podobno.",

              jest to tzw. Unterhalt wegen Kindererziehung (tzw. alimenty wychowawcze), ale
              nie w pelni, gdyz bezdzietna EX dostaje dalej tylko zmniejszone o alimenty dla
              dziecka, i znowu ozywiaja jak dziecko przestaje dostawac alimenty od taty, jak
              bezdzietna EX dalej nie pracuje i dostaje tzw uzupelniajace pieniazki od panstwa
              (gdyz same alimenty nie wystarcza), a wygasa po ponownym zamazpojsciu jak
              oczywiscie nowy maz jest w stanie ja utrzymac, jak nie to biedny ten pierwszy maz.

              Jest to moim zdaniem bardzo chore!!! druga zona sie nie liczy, nie na darmo
              mowie, ze w niemczech drugie zony zyja w cieniu tej pierwszej, mi sie udalosmile

              Nie pamietam teraz ile dziecko musi miec lat, zeby "zmusic" podaniami o prace
              (ok. 30 stk. miesiecznie) Exie do podjecia pracy, chyba najmlodsze musi miec ok.
              14, ale nie jestem pewna, gdzies o tym czytalam, nawet o wyroku ktory skrocil
              alimenty na EX, bo nie wysylala 30 podan miesiecznie (nie starala sie o podjecie
              pracy).
                • olvi Re: ciesz sie, ze nie jestes macocha w niemczech 11.07.06, 21:41
                  Dziekuje, ze napisalas smile

                  Ale faktycznie mieliscie mocne argumenty. Nasza ex miala kochankow, ale ze sie
                  do nich nie wyprowadzila, nie byl to zaden argument...

                  Nie wiedzialam o mozliwosci zatrudnienia uznanego sadownie detektywa - ciekawe,
                  czy mozna go uzyc w syuacji kiedy ex jest w zwiazku niemalzenskim, ale mieszka z
                  partnerem? (U nas byla taka sytuacja, ale juz nie jest, po poltora roku zwiazek
                  sie rozpadl).

                  Prawo niemieckie jest... ech. Znajomy tescia od 20 lat placi na ex, ktora
                  zostawila z nim dzieci i poszla w swiat. Oczywiscie ona nie placi alimentow na
                  dzieci - przeciez za czasow malzenstwa nie pracowala...
                  • luna67 Re: ciesz sie, ze nie jestes macocha w niemczech 11.07.06, 22:31
                    olvi napisała:

                    > Nasza ex miala kochankow, ale ze sie do nich nie wyprowadzila, nie byl to
                    zaden argument....

                    W tym nie masz racji, nawet zycie w odrebnych mieszkaniach jest uznawane za
                    partnerstwo, jezeli to drugie mieszkanie jest proforma, i sluzy tylko do
                    dalszego otrzymywania alimentow. Nalezy udowodnic, ze spedzaja ze soba czas
                    (wystarcza kazde weekendy), wyjezdzaja razem, rodzinne imprezy sa tez razem
                    swietowane, on zostaje czesto na noc. Czytalam wyrok sadu. Ale zeby pozycie
                    obydwojga bylo uwzglednione przez sad, musza byc ze soba wiecej niz 2 lata.

                    > Nie wiedzialam o mozliwosci zatrudnienia uznanego sadownie detektywa - ciekawe,

                    Biuro detektywistyczne powinno miec tzw cetryfikat, dowod, ze zebrane dowody sa
                    uwzgledniane przez sad (oni sa zaprzysiedzeni przed sadem do mowienia prawdy),
                    bez tego sa znikome szanse.

                    > czy mozna go uzyc w syuacji kiedy ex jest w zwiazku niemalzenskim, ale mieszka
                    > z
                    > partnerem? (U nas byla taka sytuacja, ale juz nie jest, po poltora roku zwiazek
                    > sie rozpadl).

                    Alesz oczywiscie, ale to nie doprowadza do calkowitego zniesienia alimentow (ze
                    wzgledu na dzieci), tylko do obnizenia alimentow o pewien duzy procent, jest
                    liczony tzw. fikcyjny zarobek Exi, jakim jest wklad pracy w gospodarstwie
                    domowym nowego partnera no i oczywiscie zaoszczedzenie na czynszu, gdyz dwa
                    mieszkania kosztuja wiecej niz jedno o tym samym metrazu.

                    > Prawo niemieckie jest... ech.

                    Z tym sie w zupelnosci zgadzam!!!!!

                    Znajomy tescia od 20 lat placi na ex, ktora
                    > zostawila z nim dzieci i poszla w swiat. Oczywiscie ona nie placi alimentow na
                    > dzieci - przeciez za czasow malzenstwa nie pracowala...

                    Tak to tez jest prawda, mam w kregu znajomych podobna sytuacjesad((
                    Od przyznanych jej alimentow odliczaja alimenty na dzieci, a reszte dostaje ona,
                    i to dosyc dobra sumke, nie musi nigdzie pracowac a i partnera nieroba tez
                    utrzymuje.

                    A wiesz co jest najsmieszniejsze, ze do renty Ex bedziemy musieli sie dokladac,
                    za przezyte lata w malzenstwie, bo EX nigdy w malzenstwie nie pracowala (dzieki
                    Bogu nie zyli dlugo razem).

                    Modlcie sie, zeby sobie kogos pozadnego poszukala, nie musza miec slubu, ale
                    zeby dotrzymala z nim do konca zycia, bo alimenty zawsze ozywiaja.

                    A jak wezmie slub, to by bylo fajnie, zeby on az do renty pracowal, gdyz jak
                    straci prace, to i tak slub nic nie daje, alimenty ozywiaja znowu, ten pierwszy
                    maz musi za czyjas zone placic. Chore prawda? Dobrze sie panstwo zabezpieczylo
                    przed nierobolami.
                    • chalsia Re: ciesz sie, ze nie jestes macocha w niemczech 11.07.06, 23:53
                      "A wiesz co jest najsmieszniejsze, ze do renty Ex bedziemy musieli sie dokladac,
                      za przezyte lata w malzenstwie, bo EX nigdy w malzenstwie nie pracowala (dzieki
                      Bogu nie zyli dlugo razem). "

                      No to akurat nie jest śmieszne, tylko bardzo dobre - i szkoda, ze tak w Polsce
                      nie ma. Kobieta za zgodą obydwojga prowadzi dom i nie pracuje, a potem jak ma
                      np. 45-50 lat się rozwodzą. Nawet jesli znajdzie pracę, to przez to, że przez
                      poprzednich X lat nie pracowała - emerytura będzie głodowa.
                      Uważam za słuszne, by do emerytury liczyły jej się lata pracy jaką jest
                      prowadzenie domu. No ale by tak było - ktoś powinien odprowadzić za te lata
                      składki ZUS. Tym ktosiem powinien być były mąż.
                      Przecież gdyby się nie rozstali to utrzymywałby ją również w wieku emerytalnym -
                      ze swojej emerytury.
                      Chalsia
                      • olvi Re: ciesz sie, ze nie jestes macocha w niemczech 12.07.06, 00:15
                        Chalsiu, a nie jest tak, ze skladki na II i III filar przynajmniej sie dzieli,
                        jako ze wchodza w majatek dorobkowy malzenstwa? Co nie zmienia faktu, ze I
                        filar nie wchodzi i uwazam, ze JESLI byla WSPOLNA decyzja o niepracowaniu zony,
                        to powinno sie ja zabezpieczyc na starosc. Tak to np. wygladalo u moich
                        niemieckich tesciow - tesciowa byla gospodynia domowa cale zycie ale emeryture
                        ma, skladki oplacal maz (tu nie bylo rozwodu).
                    • olvi Re: ciesz sie, ze nie jestes macocha w niemczech 12.07.06, 00:10
                      > > Nasza ex miala kochankow, ale ze sie do nich nie wyprowadzila, nie byl to
                      > zaden argument....
                      >
                      > W tym nie masz racji, nawet zycie w odrebnych mieszkaniach jest uznawane za
                      > partnerstwo, jezeli to drugie mieszkanie jest proforma, i sluzy tylko do

                      Ja mam na mysli, ze miala kochankow za czasow malzenstwa z M i nie byl to
                      argument za obnizeniem alimentow na nia.

                      Po rozwodzie przez poltora roku byla w nieformalnym zwiazku z zamieszkaniem na
                      2 domy - niestety tylko poltora roku.

                      Z ta emerytura, wiem,ze moj M i ona sie rozliczali jakos - w kazdym razie
                      wyrokiem sadu akurat to ma z glowy. Obecnie z glowy ma tez jej ubezpieczenie,
                      bo eks poszla na studia i jako studentka byla ubezpieczona. Obecnie pracuje na
                      jakas tam czesc etatu.

                      Taa, panstwo niemieckie przed nierobotnymi exiami sie idealnie zabezpieczylo.
                      Placa za te swoje wieloletnie przekonania, ze kobieta powinna sie dziecmi
                      zajmowac, a jak pojdzie do pracy, to Rabenmutter z niej i tyle. Szkoda, ze
                      panstwo niemieckie sie nie zabezpiecza rownie dobrze przed bezrobotnymi
                      wyciagajacymi miliony z Hartz IV...

                      Pozostaje zyczyc niemieckim eksiom szybkiego powtornego zamazpojscia i
                      malzenstwa az po grob, naturalnie bez problemow z praca. Ciekawe, czy po
                      drugim rozwodzie obaj ex-mezowie placa na taka alimenty? I jesli jeden nie
                      moze, to drugi calosc przyjmuje?
    • swieta_1 Re: Ja tez juz sie pogubilam.... 11.07.06, 15:19
      -<No i NM zrobil wolte w powietrzu - okazalo sie ze to moja wina bo
      jestem wredna macocha, a on mnie juz "chyba" nie kocha.
      Ale to jest szantaż, czy wyjaśnił się potem skąd takie wredne słowa?
      Ja chyba oddałabym bardzo dużo żeby Mała mogła spędzić choć z nami urlop. Tyle
      że u nas ta opieka zawsze była rozłożona. Jedno wiem, nie pozwól sobie wejśc na
      głowę i odpoczywaj, Twój mąż ma tez obowiązki tak jak i Ty. Zarówno do swoich
      dzieci, jak i do Twojego, skoro razem to razem. A swoich zasad się trzymaj, nie
      daj sie szantażować. Pozdrawiam ciepło.
    • mamapodziomka Re: Ja tez juz sie pogubilam.... 11.07.06, 18:56
      O rany widze, ze rozpetalam niezla dyskusje wink

      Ale w moim przypadku nie jest akurat az tak zle. Moj jeszcze-maz nie placi
      alimentow ani na mnie ani na dziecko (zniknal i raczej go nie znajde - i
      dobrze). Dostaje te pare groszy od JA, ale wiadomo, ze to nawet na przedszkole
      nie wystracza. Na szczescie pracuje, zarabiam tak, ze spokojnie nam sie zyje.
      Mieszkanie w ktorym teraz jestesmy ma umowe na nas oboje, takze NM nie moze nas
      stad wyrzucic w zaden sposob. Zarabiam tez wiecej niz on, co po uwzglednieniu
      faktu, ze NM placi alimenty na dzieci robi spora roznice w dochodach.

      Eksia nie jest z gatunku tych najgorszych, raczej jakies drobne podgryzanki, niz
      wojna. Zreszta zalezy jej na wolnych wtorkach i co drugim weekendzie wink wiec nie
      dazy do ukrocenia kontaktow. Raczej jak sie robi zbyt sielankowo to pojatrzy
      troche i potem wkracza wspanialomyslnie tlumaczac dzieciom, ze powinny sie
      widywac z tata wink

      A NM w sumie jak nie ma dzieci jest calkiem OK. Nie mowie, ze idealny, ale OK. W
      sumie to sytucja miedzy nim a moja coreczka jest dosc skomplikowana. Ona byla
      tak malutka (poltora roku) jak sie poznalismy, ze w ciagu krotkiego czasu
      zaczela traktowac go jak tate, a nie ojczyma. On ma z tym troche wiecej
      problemow, ale jego stosunek do malej sie poprawia caly czas, duzo mi tez przy
      niej pomaga.

      Problem stanowia wizyty dzieci. Dzisiaj znowu to samo - nie ma dziekuje po
      jedzeniu, nie ma odstawienia talerzy do kuchni. Obrazanie sie, ze tylko bylismy
      sie wykapac i na lodach, a nie jeszcze kilka innych atrakcji.

      NM nie umie specjalnie wyjasnic dlaczego tak wrednie mnie potraktowal w zwiazku
      z sytucja z dziecmi. Tlumaczy mi, ze bardzo mu na dzieciach zalezy i nie moze
      zniesc tego, ze one nie chca go odwiedzac. No i ze sam sie w tym wszystkim
      pogubil. Zreszta sam byl w dziecinstwe bardzo rozpuszczany przez mame i nie
      widzi problemu. Nie przecze, ze bylismy baaardzo baaardzo blisko rozstania sie,
      ale postanowilismy jeszcze sprobwac. Obojgu jest nam w sumie ze soba fajnie. Po
      niemieckim eksach, nareszcie mozemy w domu mowic po polsku, mamy podobne
      zapatrywania na swiat, spedzanie czasu, gosci w domu, etc. Chcialabym jeszcze
      sprobowac naprawic ten zwiazek zanim powiem koniec, bo to moge zawsze. Tylko w
      tej chwili nie bardzo wiem jak. Umowilismy sie, ze nie bede zwracac uwagi
      dzieciom, ale fakt, on tez zupelnie tego nie robi. No nic najwyzej rzeczywiscie
      bede strala sie spedzac ten czas z moja corcia sama, mimo, ze nie tak wobrazam
      sobie wspolny urlop. Jedno, co zmienilo sie na plus, to to, ze NM bardziej
      zwaraca uwage nato, zebym nie musiala wszystkiego sama robic...
      • mamapodziomka Re: Ja tez juz sie pogubilam.... 12.07.06, 09:31
        Znowu dzisiaj sie poklocilismy...

        NM twierdzi, ze jak bedzie chcial to bedzie i 10-latkowi sznurowki w butach
        zawiazywal i ze nie bedzie wiecej ze mna na temat wychowania dzieci dyskutowac.
        Jak nie chce to nie musze po nich sprzatac, ale mam nie komentowac ich
        zachowania, ani nie zwracac im uwagi, jednym slowem koniec dyskusji.

        I generalnie w tle, ze jesli sie nie dostosuje to koniec zwiazku (zreszta nadal
        twiedzi, ze nie wie czy mnie kocha, chociaz mu na nas zalezy). Kurcze wiem, ze
        powinnam odejsc (a wlasciwie to wywalic z mieszkania jego), ale jakos nie
        potrafie. Po moim malzenstwie ten zwiazek i tak jest o tyle lepszy i tak bardzo
        nie chce znow bys sama... Rany, ale sie wkopalam, a tak bylo fajnie na poczatku...
        • geos Re: Ja tez juz sie pogubilam.... 12.07.06, 10:18
          (zreszta nadal
          > twiedzi, ze nie wie czy mnie kocha,

          Kiedys takie teksty - podobne - doświadczyłam na sobie. Nic z tego nie wyszło.
          Po prostu facet jak juz tak gada to nie kocha i tyle. U nich przeciez nie ma
          szarości. Jest czarne albo białe.
          I nie wyobrażam sobie uczuć do kobiety u mężczyzny, który nie chce iśc na
          kompromis! Nie chce rozmawiać na problematyczny temat, szukać wspólnych
          rozwiązań, usłyszeć innego zdania niż jego.
          Stawiając takie ultimatum jak stawia mówi ci wszytsko albo słuchasz jego
          warunków albo nic z tego.
          A samotność czasem jest lepsza niż taki układ.
          W końcu pół światu tego kwiatu!
        • lilith76 Re: Ja tez juz sie pogubilam.... 12.07.06, 10:30
          > NM twierdzi, ze jak bedzie chcial to bedzie i 10-latkowi sznurowki w butach
          > zawiazywal i ze nie bedzie wiecej ze mna na temat wychowania dzieci
          dyskutowac.
          > Jak nie chce to nie musze po nich sprzatac


          taaaaaaaak, szybciutko mu przejdzie jak polata z talerzami, myjką, szmatą. a
          jak nie przejdzie, to też się nie przejmuj - ty masz to z głowy.
          kiedy kazałam mojemu sprzątać po jego dzieciach okazało się, że nie ma problemu
          żeby dopilnował aby same składały swoje zabawki, nie rozlewały, nie rozrzucały.

          chyba, że rozważysz opcję doradzaną przez dziewczyny.
        • m-m-m Re: Ja tez juz sie pogubilam.... 12.07.06, 11:03
          NM twierdzi, ze jak bedzie chcial to bedzie i 10-latkowi sznurowki w butach
          zawiazywal i ze nie bedzie wiecej ze mna na temat wychowania dzieci dyskutowac.
          Jak nie chce to nie musze po nich sprzatac, ale mam nie komentowac ich
          zachowania, ani nie zwracac im uwagi


          Powiedział Ci ostro, ale właściwie zgodnie z moimi doświadczeniami jako
          pasierbicy i macochy: najlepiej naprawdę nie wtrącać się bezpośrednio. Sympatii
          dzieci tym nie zyskasz (prawa do zwracania im uwagi jak rodzic bilogiczny na
          pewno od nich nie otrzymasz, a tylko będzie mnóstwo konfliktów z nimi) - jemu
          zaś przekazuj swoje sugestie (zaznaczam: sugestie) na osobności, gdy dzieci
          tego nie słyszą. Oczywiście sprzatanie i rozrywki dla dzieci to jego wyłączny
          problem.
          Radzłlabym tez Ci porzucćc mysl o tym, że on będzie dla Twojego dziecka taki
          jak dla swoich. Dla niego fakt, że cudze dziecko traktuje go jak ojca nie
          oznacza, że on się tym ojcem czuje. Robisz klasyczny błąd rodzica bez własnych
          doświaczeń jako pasierba: uważasz, że Ty i Twoje dziecko jesteście dla partnera
          jednakowo ważni. Otóż nie, co nie oznacza, że dziecko to odrzuca: akceptuje je,
          ale go NIE KOCHA. To, że Ty byś chciała by tak było, by to Twoje dziecko miało
          ojca to stanowczo za mało.
          Co do wyjazdu: niestety jeśli związek wasz się utrzyma to będziecie wyłącznie
          rodziną rekonstruowaną, a nie naturalną. I nigdy jego dzieci nie będą Twoimi, a
          Twoje jego. Czym prędzej sobie z tego zdasz sprawę tym lepiej dla Ciebie,
          naprawdę.
          • mamapodziomka Re: Ja tez juz sie pogubilam.... 12.07.06, 11:46
            No tak, ale on wlasnie to mial na mysli mowiac, ze mam nie komentowac ich
            zachowania - mam tego nie robic do niego, kiedy dzieci nie ma. A sprzatac po
            nich nie sprzata, za kazdym prawie razem musze zrobic to ja i za kazdym razem
            jest tekst, ze przeciez to nic wielkiego - dzieciak RAZ po sobie nie posprzatal,
            a ja to zrobilam no i co z tego.

            Jesli usiluje jego dzieci ignorowac i zajmowac sie sama soba albo mala, to jest
            awantura, ze je ignoruje, ze sie bardziej nie staram.

            O moim dziecku wiem, ze on nigdy nie bedzie dla niej ojcem. Jest mi przykro
            przez to, ze ona widzi go jako tate i niesamowicie mocno kocha, ale przeciez nie
            mam do niego pretensji o to, ze on jej tak samo nie traktuje. Zreszta w sumie
            ostatnio mala jest chyba dla niego wazniejsza niz ja. Tym bardziej boli koniec
            tego zwiazku. Nie chcialam, zeby mala tak bardzo go pokochala, ale jak mozna
            bylo temu zapobiec?
            • m-m-m Re: Ja tez juz sie pogubilam.... 12.07.06, 12:09
              ze mam nie komentowac ich
              zachowania - mam tego nie robic do niego, kiedy dzieci nie ma. A sprzatac po
              nich nie sprzata, za kazdym prawie razem musze zrobic to ja i za kazdym razem
              jest tekst, ze przeciez to nic wielkiego - dzieciak RAZ po sobie nie posprzatal,
              a ja to zrobilam no i co z tego.

              Jesli usiluje jego dzieci ignorowac i zajmowac sie sama soba albo mala, to jest
              awantura, ze je ignoruje, ze sie bardziej nie staram.



              Po pierwsze nic nie musisz. Brudy po dzieciach: niech leżą, aż on się o nie
              przewróci. Wiem, że to trudne, ale jedyna to metoda. Raz posprzątałaś i masz
              tego kosekwencje: teraz on tego wręcz od Ciebie wymaga! Musisz z nim rozmawiać:
              nie może wymagać od Ciebie "obsługi" jego dzieci tudzież starania się (a niby
              dlaczego masz się starać??) i nie mieć nic do powiedzenia na temat ich
              zachowania.
              Powiedz mu jasno, że jeśli on sobie nie życzy - wtrącać się nie będziesz, ALE i
              starać się o owe dzieci też nie będziesz. Tak jak Twoje dziecko musi mieć pewne
              cechy, by zasłużyło na jego akcetację tak i odwrotnie: jego dzieci też muszą
              mieć cechy zasługujące na Twoją akceptację.
              Bezwarunkową akceptacje jego dzieci będą miały tylko u niego i u swojej matki i
              to też musisz mu powiedzieć.
              Zapobiec miłości Twojego dziecka do niego mogłaś tylko w jeden sposób: nie
              wiązać się z facetem dopóki dziecko jest takie małe, a ponieważ to uczyniłaś to
              kiedyś niestety będziesz musiała mu powiedzieć, że on nie jest jego tatą.
              • anastazjapotocka Re: Ja tez juz sie pogubilam.... 12.07.06, 13:07
                Wszystkie polskie Macochy! Jesteście kochane i super, ale wybaczcie mi, prawda
                jest taka, że nie możecie się w tak zwanych "trudnościach życiowych" nawet
                równać z dziewczynami z Niemiec. To jest zupełnie inna bajka, a raczej horror.
                W RFN poznałam SMAK słowa bezsilność. Dużo by mówić.
                Możecie wiedzieć, że ja do tej pory nie mam polskiego rozwodu ze strachu przed
                ex. Po długich koszmarach dostałm rozwód w Niemczech, który jest w Polsce
                nieważny. A że dostałm też odszkodowanie od mojego byłego (pozdrawiam dzielnych
                niemieckich adwokatów i detektywów, którzy NARAŻALI SWOJE ŻYCIE w mojej
                sprawie) logiczne jest, że według mojego ex zasłużyłam na śmierć. W Niemczech
                nie dostałm zdody na ślub z obywatelem polskim, więc pobraliśmy się w Danii
                (formalności trwały 2 dni). Nasz duński ślub (z certyfikatem) został uznany w
                Niemczech. I teraz: po przeprowadzeniu się do Polski, w Polsce formalnie nadal
                jestem żoną Niemca. Żeby to zmienić, musiałabym przeprowadzić polski rozwód.
                UWAGA! ZGODNIE Z POLSKIMI PRZEPISAMI, POLSKA POWIADAMIA MOJEGO EX O MOIM
                MIEJSCU ZAMIESZKANIA, DOCHODACH ITP, PYTA GO TEŻ O ZGODĘ NA ROZWÓD ZE MNĄ. Ta
                zgoda co prawda nie jest brana pod uwagę.
                Samobójcznią nie jestem.
                I tak w Europie jestem legalną i prawną żoną mojego obecnego męża, a w Polsce
                ZAMĘŻNĄ KONKUBINĄ mojego ukochanego.
                I tym akcentem kończąc, SERDECZNIE POZDRAWIAM WSZYSTKIE NIEMIECKIE MACOCHY,
                CZCZĄC JE JAK BOHATERKI NA MIARĘ DZISIEJSZYCH CZASÓW.
                • beatea Re: Ja tez juz sie pogubilam.... 12.07.06, 14:50
                  anastazjo, prawo dotyczace związkow małzeńskich obowiązuje w całej UE, zeby
                  ponownie wyjść za mąż trzeba miec rozwód. Nie mogłaś dostac rozwodu w
                  Niemczech, bo właściwym miejscem orzekania jest polski sąd, bo ty i twoj mąz
                  jesteście polskimi obywatelami.
                  Gdybys, jak piszesz dostała rozwod w RFN , to nie musiałbyś jechac do Danii,
                  aby się pobrać ( a dlaczego w Danii dali wam slub, jak nie jesteście
                  obywatelami tego państwa ? ) W RFN obywatel Niemiec moze zawrzec związek
                  małzenski z obywatelem innego państwa, pod warunkiem , ze oboje są wolni, u nas
                  jest tak samo.
                  • anastazjapotocka Re: Ja tez juz sie pogubilam.... 12.07.06, 17:40
                    Wszystko pokręciłaś. Rozwód w RFN z obywatelem Niemiec dostałam, ale zgody na
                    ślub z obywatelem polskim zamieszkałym w Niemczech już nie. Z różych wielu
                    względów. W Danii przepisy rodzinne są bardziej liberalne, ale i tak uznawane
                    są śluby udzielane tylko w 2 miastach duńskich i to nie na całą UE. W Polsce
                    nie mam rozwodu, bo musiałbym go przeprowadzić sądownie. Wszystko przez to, że
                    przestrzegając przepisów, wpisałam się do polskiej księgi familijnej, choć ślub
                    brałam w RFN. Poza tym mam podwójne obywatelstwo i to też stanowi pewien
                    problem.
                    Moim zamiarem nie jest epatować kłamstwami, ani nikogo wprowadzać w błąd.
                    Tak się po prostu życie wikła, jeśli się je wiedzie w różnych państwach.
                    Zarówno ja jak i mój obecny mąż mamy za sobą kilka róznych "ojczyzn".
                    • beatea Re: Ja tez juz sie pogubilam.... 13.07.06, 08:35
                      podsumowując:
                      1. rozwiodłaś się z obywatelem Niemiec
                      2. nie dostałas ślubu w Niemczech z obywatelem polskim, choć jesteś obywatelką
                      Niemiec - a to dobre!!!
                      3.w Danii tylko w 2 miastach udzielają slubów - komu ich udzielają?...haha
                      4. w polsce nie masz rozwodu z kim ? obywatelem Niemiec , czy Polski?
                      5. Piszesz, ze "w Polsce rozwod musiałabym przeprowadzić sądownie" - a jak się
                      przeprowadza rozwod, a jak dostałaś rozwód w Niemczech?
                      6. Masz męża , który nie jest twoim mężem, bo jest męzem tylko w Danii, bo ty
                      nie masz rozwodu i nie mogłaś wziąć ślubu z obywatelem Polski, choć jesteś
                      polską obywatelką...haha
                      • chalsia ja rozumiem, 13.07.06, 08:42
                        że dla niektórych (np. beatea) jest to trudne do zrozumienia.
                        A przeciez to tylko zwykła bigamia na terenie krajów EU - w jednym państwie
                        Anastazja jest żoną pana X, a w innych krajach jest żoną pana Y.
                        Ufff, jaki ten świat jest śmieszny.
                        Chalsia
                        • beatea Re: ja rozumiem, 13.07.06, 08:54
                          tak, to jest trudne do zrozumienia, dla kogoś, kto ma TYLKO jednego męza i nie
                          jest 3 żoną swego 4 męża, który jest obywatelem wielu państw i tak naprawdę to
                          ma zonę w każdym porcie .DDD
                      • anastazjapotocka Re: Ja tez juz sie pogubilam.... 13.07.06, 11:41
                        Już teraz rozumiem, Beato, dlaczego unikają ciebie wszystkie dziewczyny na
                        forum. Ty po prostu nie rozumiesz, co czytasz, jeśli czytasz? Poza tym nie
                        potrafisz przyswoić sobie oczywistych prawd, jak tę chociażby, że że w różnych
                        państwach obowiązują różne prawa. Nie chce mi się tobie tego tłumaczyć, bo nie
                        widzę w rozmowie z tobą sensu. Nie wierzę w to, że jesteś dziennikarką. W to,
                        że jesteś nauczelką, też zreseztą nie. Nie będę podejmować więcej z tobą
                        żadnych dyskusji.
                        • beatea Re: Ja tez juz sie pogubilam.... 13.07.06, 12:56
                          anastazjo, ja w przeciwienstwie do innych czytam tekst ze zrozumieniem.
                          1. bigamia w UE i nie tylko, jest przestępstwem , a rozwód musi miec skutki
                          prawne we wszystkich krajach tak jak i małżenstwo
                          2. teraz rozumiem na czym polega twoj konflikt z pasierbicą , ty nie jesteś
                          zoną jej ojca, tylko konkubiną.
                • m-m-m Re: Ja tez juz sie pogubilam.... 13.07.06, 07:49
                  Wszystkie polskie Macochy! Jesteście kochane i super, ale wybaczcie mi, prawda
                  jest taka, że nie możecie się w tak zwanych "trudnościach życiowych" nawet
                  równać z dziewczynami z Niemiec. To jest zupełnie inna bajka, a raczej horror.



                  Anastazja, ja nawet za czasów PRL-u, gdzie było beznadziejnie i szaro-buro
                  nigdy nie marzyłam o mężu cudzoziemcu, który "za dwa centy miałby mi kupować
                  torby w Pewexie". Śp. mama mi wpoiła od dziecka, że za granicą zawsze jest się
                  obcym, a pierwsze pokolenie jest stracone, toteż ja jak Wanda co nie chciała
                  Niemca, a miałam i owszem niemieckiego absztyfikanta. Coś mnie powstrzymało (a
                  młodziutką 18-ką byłam) przed tym facetem i nawet wizja zycia w dobrobycie mnie
                  nie kupiła. Obcy to jest zawsze obcy i koniec.
                  • olvi Re: Ja tez juz sie pogubilam.... 13.07.06, 09:12
                    No bez przesady, pierwsze pokolenie stracone. Bo co???

                    Ja tu pracuje bo ONI mnie tu sciagneli. Oni, tzn. niemiecka filia mojej firmy.
                    Pracuje od dnia nr 1 w zawodzie i absolutnie nie uwazam sie za stracone
                    pokolenie wink

                    A moj maz na pewno nie jest OBCY. W dzisiejszych czasach, przy mobilnosci
                    pewnych zawodow, malzenstwa dwunarodowe staja sie norma. A porpos, nasza ex tez
                    jest Polka wink najwyrazniej moj M sie nie zrazil do Polek po pierwszym
                    malzenstwie. Za ich dzieci sa dwujezyczne - Boze, jak ja bym tak chciala.
                    • m-m-m Re: Ja tez juz sie pogubilam.... 13.07.06, 09:32
                      W dzisiejszych czasach, przy mobilnosci
                      > pewnych zawodow, malzenstwa dwunarodowe staja sie norma


                      Dobrze zaznaczyłaś: w dzisiejszych czasach. Ja pisałam o PRL-u, który świetnie
                      pamiętam i znam z autopsji.
                      Nie zapominaj też, że żadako kto ma nawet teraz możliwośc sprowadzenia przez
                      firmę: taki luksus nie jest jeszcze i długo nie będzie normą.
                      Stracone pokolenie: tu są groby moich bliskich, tu jestem U SIEBIE, tu wszyscy
                      mówią w moim rodzimym języku. Turystyka - owszem, chętnie, ale nie emigracja za
                      facetem.
                      Co do dzieci dwujęzycznych: uczyłam kiedyś takie dzieci, to się fachwo nazywa
                      bilingwizm. Dzieci te maja specyficzne problemy językowe i jeśli nie są bardzo
                      zdolne to niestety w żadnym z dwu języków nie mówią poprawnie: stosują kalki
                      językowe, mieszają gramatykę. Wśród bilingwistów mało jest np. tłumaczy.
                      • e_r_i_n Re: Ja tez juz sie pogubilam.... 13.07.06, 09:39
                        m-m-m napisała:

                        > Nie zapominaj też, że żadako kto ma nawet teraz możliwośc sprowadzenia przez
                        > firmę: taki luksus nie jest jeszcze i długo nie będzie normą.

                        Oj, mylisz sie. W tej chwili nawet instytucje panstwowe chetnie wysylaja za
                        granice swoich pracownikow. Wiem, bo sama mam taka propozycje smile

                        > Co do dzieci dwujęzycznych: uczyłam kiedyś takie dzieci, to się fachwo nazywa
                        > bilingwizm. Dzieci te maja specyficzne problemy językowe i jeśli nie są
                        > bardzo zdolne to niestety w żadnym z dwu języków nie mówią poprawnie: stosują
                        > kalki językowe, mieszają gramatykę. Wśród bilingwistów mało jest np. tłumaczy.

                        A z tym sie nie zgodze. Mam w swojej rodzinie kilkoro dzieci dwujezycznych.
                        Polski (poprawny) jest pielegnowany w domu, obcy poza i daja sobie rade bardzo
                        dobrze w obu (a nawet wiekszosc w trzech lub czterech).
                        • m-m-m Re: Ja tez juz sie pogubilam.... 13.07.06, 09:43
                          Poski poprwny: to malo powinien być bardzo dobry, to samo obcy tez powinien byc
                          bardzo dobry. Dla mnie to za mało, że w ogole sobie takie dziecko radzi: po to
                          są specjalne techniki i metody nauczania językowego takich dzieci.

                          Oj, mylisz sie. W tej chwili nawet instytucje panstwowe chetnie wysylaja za
                          > granice swoich pracownikow. Wiem, bo sama mam taka propozycje smile


                          Nie znam ani jednej takiej instytucji. Widocznie kmiotem jestem.
                          • m-m-m Re: Ja tez juz sie pogubilam.... 13.07.06, 09:46
                            Zreszta punkt widzenia zależy od punktu siedzenia: ja nie muszę się szarpać,
                            brać np. kredytu na mieszkanie i dorabiać się w pierwszym pokoleniu. Dlatego
                            mnie nigdy cudzoziemiec nie kręcił i mogę sobie pozwolić na luksus pracy w
                            Polsce i pielęgnowanie tradycji u siebie.
                            • e_r_i_n Re: Ja tez juz sie pogubilam.... 13.07.06, 09:55
                              m-m-m napisała:

                              > Zreszta punkt widzenia zależy od punktu siedzenia: ja nie muszę się szarpać,
                              > brać np. kredytu na mieszkanie i dorabiać się w pierwszym pokoleniu.

                              Nawet jak trzeba brac kredyt w Polsce, to nie jest to takie straszne. I jest
                              jak najbardziej do zrobienia. Pomijajac fakt, ze branie kredytu to nie jest w
                              ogole specjalnie strasznie rzecz.

                              > Dlatego mnie nigdy cudzoziemiec nie kręcił i mogę sobie pozwolić na luksus
                              > pracy w Polsce i pielęgnowanie tradycji u siebie.

                              A to wyjezdza sie tylko za facetem? smile Jak juz pisalam, tez nie jestem
                              zwolenniczka emigracji. Ale mozliwosc pracy w zawodzie, ale za kilka razy
                              wieksze pieniadze kusi, nie ukrywam.
                              • m-m-m Re: Ja tez juz sie pogubilam.... 13.07.06, 10:00
                                branie kredytu to nie jest w
                                ogole specjalnie strasznie rzecz.


                                Wystarczy, że jest stałym obciążeniem przez 20-30 lat, czyli praktycznie do
                                emerytury.


                                Ale mozliwosc pracy w zawodzie, ale za kilka razy
                                > wieksze pieniadze kusi, nie ukrywam.

                                Mnie nie, bo nie uważam, bym tu miała krzywdę.
                                • e_r_i_n Re: Ja tez juz sie pogubilam.... 13.07.06, 10:09
                                  m-m-m napisała:

                                  > Wystarczy, że jest stałym obciążeniem przez 20-30 lat, czyli praktycznie do
                                  > emerytury.

                                  Po pierwsze nie musi byc, po drugie kredyty sa dla ludzi.

                                  > Mnie nie, bo nie uważam, bym tu miała krzywdę.

                                  Tez krzywdy nie mam, ale zawsze lepiej miec wiecej, niz mniej.
                                  Nie uwazam tez, zeby zarobki rzedu 5000 zł byly odpowiednie dla ludzi po
                                  studiach, wykonujacych odpowiedzialne funkcje.
                                  • m-m-m Re: Ja tez juz sie pogubilam.... 13.07.06, 10:16
                                    Kredyty są dla ludzi, ale bank nie jest instytucją charytatywną. Lepiej kredytu
                                    nie mieć niż mieć, jeśli się nie musi.

                                    ale zawsze lepiej miec wiecej, niz mniej

                                    Tu też punkt widzenia zależy od punktu siedzenia: mnie dodtkowe dorabianie się
                                    za większe pieniądze nie interesuje, a dla spadkobierców pracować mi się nie
                                    chce.
                                    • e_r_i_n Re: Ja tez juz sie pogubilam.... 13.07.06, 10:27
                                      m-m-m napisała:

                                      > Lepiej kredytu nie mieć niż mieć, jeśli się nie musi.

                                      Pewnie. Ale raczej norma jest raczej (i wcale nie jakas negatywna IMO), ze
                                      mlodzi ludzie sami sobie kupuja mieszkanie. Szczegolnie, gdy nie sa jedynakami.

                                      > Tu też punkt widzenia zależy od punktu siedzenia: mnie dodtkowe dorabianie
                                      > się za większe pieniądze nie interesuje, a dla spadkobierców pracować mi się
                                      > nie chce.

                                      No ale przeciez lepiej, jak dziecko nie musi brac kredytu, bo ma mieszkanie po
                                      rodzicach...
                                          • m-m-m Re: Ja tez juz sie pogubilam.... 13.07.06, 10:49
                                            Bo mam taki pogląd, że człowiek na starość powinien kozystać z tego co ma dla
                                            siebie, ewentualne resztki jeśli zostaną dostaną spadkobiercy. Jest to odwrotny
                                            pogląd od powszechnie panującego. Gdyby moi rodzice żyli korzystaliby ze swojej
                                            wlasności dowolnie, a ja nie oczekiwałabym, by cokolwiek mi zostawili. Taki
                                            pogląd otrzymalam w wychowaniu, że rodzic też ma prawo do życia, a dziecko
                                            wychowane i wykształcone powinno radzić sobie samo. I nie uważam tego za złe,
                                            czy kryzwdzące owe dorosłe dzieci, dla mnie to zupełnie oczywiste.
                                            • e_r_i_n Re: Ja tez juz sie pogubilam.... 13.07.06, 10:55
                                              No wiec dziwi mnie z lekka Twoje pogardliwe wyrazanie sie o osobach, ktore - co
                                              dla mnie naturalne - biora kredyt, zeby kupic sobie mieszkanie. Bo wlasnie ich
                                              rodzice zyja i korzystaja ze swojego dorobku, albo jest ich kilkoro i sila
                                              rzeczy kazdy mieszkania po rodzicach nie odziedziczy.

                                              A zeby kredyt wziac, to pracuja, staraja sie zarabiac wiecej (wiec np.
                                              wyjezdzaja za granice, bo tam zarobki w tym samym zawodzie sa kilkakrotnie
                                              wyzsze). A wiec - robia to, co wg Ciebie powinno byc naturalne, a jednoczesnie
                                              sama ich niejako krytykujesz (a raczej wyrazasz sie z pogarda).
                                              • m-m-m Re: Ja tez juz sie pogubilam.... 13.07.06, 11:26
                                                Źle zrozumiłaś, nikim nie pogardzam. Wielokrotnie też podkreślałam w moich
                                                wypowiedziach, że mam taki punkt siedzenia, że mam inny pogląd od powszechnego.
                                                Wynika to ze specyficznej sytuacji, w której jestem.
                          • e_r_i_n Re: Ja tez juz sie pogubilam.... 13.07.06, 09:48
                            m-m-m napisała:

                            > Poski poprwny: to malo powinien być bardzo dobry, to samo obcy tez powinien
                            > byc bardzo dobry. Dla mnie to za mało, że w ogole sobie takie dziecko radzi:
                            > po to są specjalne techniki i metody nauczania językowego takich dzieci.

                            Poprawny, czyli dobry. Czy bardzo dobry? Mysle, ze mało kto w naszym kraju mowi
                            bardzo dobrym polskim. I radza sobie bardzo dobrze, mowiac poprawnym jezykiem
                            obcym i poprawnym polskim. Ucza sie w normalnej zagranicznej szkole + chodza do
                            szkoly polskiej. I to zdaje egzamin. Pewnie nie bada mowic jak Miodek po
                            polsku, ale tez nie odstaja od Polakow mieszkajacych w kraju.
                            Tez nie jestem zwolenniczka emigracji, ale nie uwazam, ze niesie ona za soba
                            tylko negatywy.

                            > Nie znam ani jednej takiej instytucji. Widocznie kmiotem jestem.

                            Albo pracujesz nie w takiej dziedzinie, gdzie wysylaja. Poza tym nie jest to
                            bardzo czesto spotykane, raczej powoli zaczyna byc. Ale w miedzynarodowych
                            koncernach juz od dawna jest to praktykowane.
                                • m-m-m Re: Ja tez juz sie pogubilam.... 13.07.06, 10:03
                                  Ale nie wszyscy pracuja w międzynarodowych instytucjach. A to, że takie
                                  wymagają mobliności od pracownika to ja wiem. Nawiasem mówić to by jeden z
                                  powodów dla których nie chciałam w takim czymś pracować: no ale mój punkt
                                  widzenia to właśnie mój punkt siedzenia, nie miałam ekonomicznego przymusu.
                                  • e_r_i_n Re: Ja tez juz sie pogubilam.... 13.07.06, 10:09
                                    No coz, jednak roznica pokoleniowa daje znac o sobie (chociaz moj maz, Twoj
                                    rowiesnik, inne podejscie do zycia ma). Mobilnosc i umiejetnosc dostosowania
                                    sie do zmieniajacych sie warunkow jest w tej chwili duuzym atutem.
                                    • m-m-m Re: Ja tez juz sie pogubilam.... 13.07.06, 10:21
                                      I umiejetność tę też mam, ale NIE muszę jej stosować. Gdybym dziś była na
                                      miejscu Twojego męża też MUSIAŁABYM się dostosowywać, wyjeżdżać, albo brać
                                      kredyty. Zdecydowana większośc moich rowieśnikow jest zadłużona po uszy i
                                      możliwości wyjazdu wypatruje jak kania dżdżu, ale oni są w zupełnie innej
                                      sytuacji.
                                      • e_r_i_n Re: Ja tez juz sie pogubilam.... 13.07.06, 10:28
                                        m-m-m napisała:

                                        > Zdecydowana większośc moich rowieśnikow jest zadłużona po uszy i
                                        > możliwości wyjazdu wypatruje jak kania dżdżu, ale oni są w zupełnie innej
                                        > sytuacji.

                                        Widze, ze sie nie rozumiemy. My nie MUSIMY wyjezdzac. Jest to alternatywa, ale
                                        nie jedyna dla normalnego zycia.
                                        A tkwienie w jednej pracy przez cale zycie byloby dla mnie uciazliwe, mowiac
                                        szczerze.
                          • olvi Re: Ja tez juz sie pogubilam.... 13.07.06, 10:01
                            Ja widze tyle: mnostwo obcokrajowcow w okolicy. W moim miescie - niewielkie pod
                            Frankfurtem nad Menem, 20 tys. ludzi - oficjalnie 91 narodowosci. Moze to
                            zalezy od konkretnego czlowieka - ale ja sie tu doskonale czuje.

                            Co do jezyka - oczywiscie, ze dzieciom dwujezycznym jest trudniej. Najczesciej
                            tez jezyk tzw. domowy jest na nizszym poziomie niz ten 'zewnetrzny'. Ale wiesz
                            co? Ten jezyk 'zewnetrzny' np. u dzieci mojego M jest na poziomie doskonalym, a
                            polski jako 'domowy' na sporo nizszym - ale mowia bez akcentu, prawie
                            prawidlowo gramatycznie - i slownictwo im sie rozwija. Problemem jest raczej
                            to, ze dzieci pozno zaczely sie polskiego uczyc - nie od urodzenia, z uwagi na
                            to, ze jedno w ogole mialo problemy z mowieniem i M z ex nie chcieli namieszac
                            jezykowo.

                            Nie kazdy musi byc tlumaczem, w wiekszosci zawodow nie trzeba znac jezyka jak
                            tlumacz.

                            Za to znajomosc polskiego otwiera im droge do zycia w Polsce, do kontatku z
                            rodzina tam, do znajomosci historii i tak dalej. Jesli kiedys tam beda
                            mieszkac, to sie jezyka naucza. Oczywiscie to ich wolna wola, czy z tego
                            skorzystaja, bo praktyka jest taka, ze dziecko czuje sie blizej zwiazane z
                            krajem, w ktorym sie urodzilo i mieszka, a nie z krajem drugiego rodzica.

                            W kazdym razie, moj OBCY maz jest dla mnie dokladnie tym, czego mi potrzeba.
                      • luna67 Re: do m-m-m . 13.07.06, 11:10

                        m-m-m napisała:

                        "Turystyka - owszem, chętnie, ale nie emigracja za facetem."

                        Nie wyemigrowalam za facetem, napewno znasz historie i wiesz, ze sladk przed II
                        wojna sw. byl niemiecki. Faktem jest, ze urodzilam sie w Polsce, ale moje
                        korzenie sa niemieckie (mam dwa obywatelstwa), i pomimo, ze w niemczech mieszkam
                        dluzej niz w Polsce, czuje sie POLKA (wiem smieszne).


                        "> Co do dzieci dwujęzycznych: uczyłam kiedyś takie dzieci, to się fachwo nazywa
                        > bilingwizm. Dzieci te maja specyficzne problemy językowe i jeśli nie są bardzo
                        > zdolne to niestety w żadnym z dwu języków nie mówią poprawnie: stosują kalki
                        > językowe, mieszają gramatykę. Wśród bilingwistów mało jest np. tłumaczy."

                        I tu sie mylisz, mam 3-ke dzieci (20,19,18) i kazde ma stopien wyrozniajacy w
                        niemieckim jezyku, Syn 20 studiuje, corka dostala sie na studia, i najmlodszy
                        tez podazy w ich slady. Polski jezyk znaja bardzo dobrze (nie robia tylu bledow
                        jak ja)smile dbalam o to zeby dostali sie do liceum z obcym jezykiem jaki jest
                        Polski. W tym liceum co drugi uczen ma pochodzenie Polskie i niemieckie.
                        Prosze wiec nie wyogolniacsmile Zeby dostac sie do liceum w Niemczech nalezy
                        bardzo dobrze wladac jezykiem niemieckim (nie mowiac o pisowni). Znam osobiscie
                        dyrektora tego ogolniaka, ktory mi powiedzial, ze mlodziez, ktora ma rodzicow z
                        Polski sa najlepszymi uczniami (nie tylko w jezyku Niemieckim i Polskim...)

                        Moja sasiadka z Polski ma syna, ktory jest wychowywany dwujezycznie, wlada dwoma
                        jezykami perfekt a w pisowni jest najlepszy w klasie.

                        Moim zdaniem zalezy to od rodzicow, od ich znajomosci jezyka nie tylko
                        niemieckiego ale i polskiegosmile Nie kazdy Polak umie bardzo dobrze wladac swoim
                        jezykiem ojczystymwink
                        • m-m-m Re: do m-m-m . 13.07.06, 11:40
                          Przez to, że dbałaś o edukację dzieci, nie mają one typowych problemów
                          bilingwistycznych. I bardzo dobrze. Ale nie wszyscy tak o swoje dzieci dbają.
                          Wiem, bo dzieci takich rodziców uczyłam.
                          Ty akurat nie wyemigrowałaś za facetem i jesteś de facto dwupaństwowcem, a ja
                          pisałam o kobietach, które urodziły się w Polsce i mają tylko jedno
                          obywatelstwo, a takich jest większość.
                  • anastazjapotocka Re: Ja tez juz sie pogubilam.... 13.07.06, 12:03
                    M-m-m. Nie kupiła mnie wizja torby z Peweksu. Byłam rozwiedziona z pierwszym
                    mężem, któremu zostawiłm nasze wspólne mieszkanie własnościowe. Pracowałam i
                    studiowałam za granicą. Jak chciałm po dyplomie wrócić do matki, do Polski i
                    otworzyć sobie kwiaciarnię (zostawiłam na tę kwiaciarnię pieniądze mojej
                    matce), okazało się, że kwiaciarni nie ma, nabył ją ktoś inny, a za moja kasę
                    matka kupiła bratu auto. Które zresztą szybko rozbił. Okazało się też, że w
                    domu mojej matki nie ma dla mnie miejsca. Od jakiegoś czasu usilnie starał się
                    o mnie synalek przyjaciółki matki (ówże Niemiec właśnie), więc mamusia bardzo
                    na to małżeństwo nalegała. Mnie było wszystko jedno i tak zamierzałam się z nim
                    w przyszłości rozwieść, choćby po to, żeby wkurzyć matkę. No i się rozwiodłam,
                    po 17 miesiącach małżeństwa, z czego 5 miesięcy spędziłam w Bankoku, dostałam
                    alimenty na siebie i odszkodowanie, za które kupiłam sobie piękną garsonierę w
                    Niemczech.
                    To chyba więcej niż torba z peweksu?
                    Nie obchodził mnie ani facet, ani jego matka, ani nadzieje mojej matki.
                    Pierwszy raz w życiu zrobiłam coś dla siebie.
                    Facet miał agresywnego, opóźnionego w rozwoju syna (7 lataka) z trzeciego
                    małżeństwa i po ślubie ze mną od razu zwolnił: sprzątaczkę, pomoc biurową i
                    opiekunkę do dziecka.
                    O ile sprzatając i zajmując się jego niepełnosprawną progeniturą nic nie
                    zyskałam, o tyle prowadząc jego biuro w szybkim czasie zorientowałam sie we
                    wszelkich jego nadużyciach prawno - skarbowych. Porobiłam ksera, resztę zrobili
                    adwokaci i detektywi.
                    NIE MAM WYRZUTÓW SUMIENIA.
                    Poznałam nagle w czasie spaceru z bardzo bogatym przyjacielem, mojego obecnego
                    męża w którym zakochałam się na ulicy od pierwszego wejrzenia i to ja za nim
                    latałam, a nie odwrotnie. Od tego momentu moja matka, brat i siostra nie
                    dostali ode mnie złamanego grosza. Nienawidzili mojego mąża. A ja miałam to w
                    nosie.
                    Jestem szczęśliwa. I niech tak zostanie.
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka