oswiadczyl sie... a ja go niszcze...

13.07.06, 13:14
po prawie rocznej znajomosci oswiadczyl mi sie. nie bylo werbli, wystawnej
kolacji w restauracji. byla wspolna rozmowa przy naszym ulubionym daniu
przygotowanym przez niego, szampanie. wszystko bylo by super gdyby nie...
oboje pochodzimy z dwoch jakze roznych warst spolecznych. jego rodzina,
biedna, brat alkoholik, bez wyksztalcenia, moj ma srednie. rodzina bez
tradycji domu i kasy na koncie, on 10 lat starszy ode mnie po rozwodzie z
corka 16-letnia mieszkajaca z ex...
ja 29 letnia kobieta, po studiach jak to sie mowi z dobrego domu, z
tradycjami, z rodziny katolickiej, nie pijacej, w miare dobrze sytuowanej...
na poczatku jego nie tolerowali wcale, jak zamieszkalismy razem to po jakims
czasie zaczal bywac u moich rodzicow....
i w koncu osiwadczyl mi sie... moja rodzina uwarza ze jemu trafilo sie jak to
sie mowi jak slepiej kurze ziarno. dodam, ze jeszcze dodatkowo zle niie
wygladam
oni uwazaja ze go nie kocham, a ja nie wiem, za dlugo bylam chyba zalezna od
rodzicow i zbytnio licze sie z opinia innych.mialam bardzo duzo zawodow w
zyciu, cierpialam nie raz i to okropnie. oni uwazaja ze on nie zasluguje na
mnie, ze jestem dla niego za dobra, a ja powinnam byc z kims lepszym.
i tu mam problem. na ile wazna jest opinia rodziny, jak sie doprowadzic do
porzadku moralnego i stwierdzic co jest dobre. co tak naprawde do niego
czuje. w tej chwili jestem rozrywana pomiedzy rodzina, a nim, jak zaczynam
mowic ze nie bedziemy razem on zaczyna plakac...
prosze pomozcie mi co mam robic. ja popadam juz chyba w jakas depresje jestem
zrozpaczona.
jak waz mezatka tylko ze slubem cywilnym sie zyje, jak wasze rodziny to
akceptuja, ile macie lat bedac w takich zwiazkach?
Bardzo prosze o pomoc!!!
    • ja772 Re: oswiadczyl sie... a ja go niszcze... 13.07.06, 13:30
      smile witaj
      ja nie mam jeszcez slubu tezm mam 29 lat tez pochodze z rodziny podobnej jak
      twoja a moj NM ma wyksztalcenie zawodowe, moi (mam nadzieje) przyszli tesciowie
      tez sa podobni do twoich ale dla mnei nei ma to znaczenia. Moja mam jak jej
      przedstawilam caly obraz sytacji powiedziala tylko: " przeciez ty masz prawie
      30 lat co ja ci moge mowic , chce zebys byla szczesliwa jesli jestes to co ja
      mam gadac wiecej. Wolalbym zeby twoj przyszly maz mial skonczone studia bo
      byloby wam latwiej, ale czy ktos powiedizla ze bedzie latwo." Jak sie
      poznalismy i on zapytal mnei co powiedza moi rodzice to ja wiedzialm co
      powiedzasmile wiedzialm ze beda po stronie szczescia i jesli nawet nei zaakceptuja
      od razu mojego wyboru to jelsi czas pokaze ze jestem szczesliwa to co moga
      wiecej powiedziec. A jesli ja bym zrezygnowala z rodzacego sie uczucia na
      rzecz swietgo spokoju rodzinnegi to sama nigdy bym sobie tego nie wybaczyla.
      Rodzice maja kochac swoje dzieci bezwarunkowo bez znaczenia jakich dokonuja
      wyborow. No i wybacz ale 30 letnie kobieta powinna wiedziec czego chce i czy
      kocha. Jesli zrezygnujesz z milosci na rzecz rodzicow i spelnienia ich
      oczekiwan to wyobraz sobei sytacje ze jestes samotna kobieta do konca zycia-
      wybaczysz im to?- podejrzewam ze nie, a z tego co pisalas twoi rodzice kochaja
      cie i wspieraja i jesli nie spodoba im sie twoj wybor to sie nadasaja ale z
      czasem im przejdzie bo jestes ich corka. No chyba ze twoj maz okaze sie
      delikatnei mowiac niefajny to nie pytaj mnei co sie stanie...ale wtedy
      powiedza "a nie mowilismysmile" ale nie odwroca sie od ciebie, przynjamniej
      normalni rodzice by tego nei zrobili.
      Chce Ci tylko powiedziec ze powinnas dzialac zgodnie z wlasnym sumieniem. jesli
      kochasz i czujesz ze to ten to nie widze powodu dlaczego mialabys sie sugerowac
      zdaniem rodzicow a nie twojego serducha. Zycze udanego wyboru i pozdrawiam
      serdecznie.
    • claairee Re: oswiadczyl sie... a ja go niszcze... 13.07.06, 14:03
      rozyczka_29 napisała:

      oni uwazaja ze on nie zasluguje na
      > mnie, ze jestem dla niego za dobra, a ja powinnam byc z kims lepszym.
      > i tu mam problem. na ile wazna jest opinia rodziny, jak sie doprowadzic do
      > porzadku moralnego i stwierdzic co jest dobre. co tak naprawde do niego
      > czuje.

      Miłość to nie handel wymienny - na zasadzie ja daję tradycję , wykształcenie
      itd, i oczekuję tego samego, lub więcej w zamian, jeśli podzielasz ich
      wątpliwości, moim zdaniem nie kochasz go. Inna kwestia, ze łatwiej się dogadać,
      z człowiekiem wychowanym w podobnej tradycji i wykształconym na podobnym poziomie.
    • nini6 Re: oswiadczyl sie... a ja go niszcze... 13.07.06, 14:29
      Myślałam,że w XXI wieku w cywilizowanym państwie nie ma już pojęcia mezaliansu...
      Czytając twojego posta doszłam do wniosku, że jesteś dużym,29-letnim
      dzieckiem,pozostającym pod ogromnym wpływem rodziców z" dobrego domu, z
      > tradycjami, z rodziny katolickiej, nie pijacej, w miare dobrze
      sytuowanej...",którzy mówią Ci co masz robić.
      Jeśli jest Ci z nim dobrze, rozumiecie się,macie o czym rozmawiać, jest uczucie
      to opinia rodziców nie powinna ważyć na przyszłości związku dwojga DOROSŁYCH
      ludzi.Mogą mieć oczywiście swoje zdanie na temat potencjalnego zięcia,ale w
      Twoim przypadku to mi przypomina trochę sytuacją jak rodzice nie pozwalają się
      bawić swojemu dziecku z określonym kolegą. To rodzina z nim będzie mieszkać i
      spędzać życie,czy Ty? Jaki on jest dla Ciebie? Dobrze Wam razem?

      Mam wrażenie, że szukasz odpowiedzniego "okazu",z odpowiedzniej warstwy
      społecznej, wartościowego przez wykształcenie,brak "garba" w postaci dziecka i
      brata alkoholika,w zbliżonym wieku,z kasą na koncie,takiego,który rodzicom się
      spodoba i cioci się nim będzie można pochwalić...
      Posłuchaj SIEBIE. Jeśli go kochasz i chcesz z nim być bo jest wartościowy będąc
      tym,kim jest to bądź z nim a rodzice będą musieli się przyzwyczaić. Kieruj się
      swoimi uczuciami.Jesteś dużą dziewczynką i już możesz.

      >jestem dla niego za dobra, a ja powinnam byc z kims lepszym.

      Szukaj,szukaj...takiego,co rodzinę zadowoli....
      Dorośnij dziewczę drogie.
      Pozdrawiam.
      • beatea Re: oswiadczyl sie... a ja go niszcze... 13.07.06, 14:36
        nadal to pojęcie jest aktualne;
        wspołczesny mezalians dotyczy róznic własnie w wykształceniu, w stylu zycia, w
        światopoglądzie , a to rzutuje na pozycję, jaką zajmuje się w społeczeństwie.
        • nini6 Re: oswiadczyl sie... a ja go niszcze... 13.07.06, 14:46
          Czyli "różnica charakterów" wynikającą z róznego poziomu wykształcenia itp.
    • magdmaz Re: oswiadczyl sie... a ja go niszcze... 13.07.06, 15:21
      Ło jeżu.
      Jestem od Ciebie nieco starsza. Oboje (NM i ja) rozwiedzeni, oboje dzieciaci,
      po studiach.
      I wiesz co? Usłyszałam od mojej rodzonej Mamuśki mniej więcej to, co Ty - że to
      nie jest poziom umysłowy dla mnie, że brak mu wrażliwości i klasy i bóg-wie-
      czego jeszcze. A wszysko zasadza sie na temacie, że NM nie kocha bezkrytycznie
      genialnych wnuków mojej Mamusi, tylko złośliwie i perfidnie obnaża ich wredotę
      wrodzoną. Oraz brak ogłady i dyscypliny.
      Tylko że jak Mama znów naczyna temat, to mówię "do widzenia" i odkładam
      słuchawkę. Do siebie nie zapraszam, bywa u nas ze dwa razy do roku, kilka razy
      za to podsyłam jej ukochane i genialne wnuczęta.
      Bo ja, po moich życiowych przejściach i zakrętach wiem, że: owszem, mój facet
      musi być na moim intelektualnym poziomie, najgorsze dla mnie to wstydzić się za
      chłopa w towarzystwie. Ale: ważniejsze od jego doktoratu czy stanowiska w
      dyplomacji jest MOJE poczucie bezpieczeństwa przy nim, zaufanie jakim go darzę,
      poczucie, ze to sprawa nie na roczek, a na całe dlugie życie i że tak właśnie,
      chcę tego z tym właśnie człowiekiem.
      Natomiast Ty mozesz jeszcze nie wiedzieć, czego chcesz - ale o to pytaj TYLKO I
      WYŁĄCZNIE siebie, a nie Rodzinę. Oni nie będą szczęśliwi za Ciebie.
    • tarzynka Re: oswiadczyl sie... a ja go niszcze... 13.07.06, 15:40
      A ja bardzo nie lubię sformułowań, że ktoś jest dla kogoś za dobry. Jakoś włos
      mi się jeży. Ludzie są inni, jednym będzie facet X odpowiadał, innym nie - tyle,
      że wcale to nie oznacza, że Ci inni są od X lepsi.
      Rozyczko, ważne w życiu jest, jakie ma się wyobrażenie tego, jak to wspólne
      bycie razem będzie wyglądało. W drobiazgach i rzeczach większych. Jedni uważają,
      że warto co roku wyjechać na wakacje, inni, że szkoda na to czasu. Dla jednych
      święta, to ważna, celebrowana tradycja, dla innych dzień wolny do poleżenia na
      kanapie przed telewizorem. Dla jednym kobieta jest od sprzątania i obsługiwania
      i nie ma prawa głosu, dla innych partnerka. Jedni uważają, że warto oszczędzać,
      inni wydają wszystkie pieniądze i ciągle korzystają z debetu. Takie rzeczy
      wynosi się z domu, powiela zachowania w nim zaaobserwowane, traktuje jako
      oczywistość, że inni też tak uważają. I tu poglądy, że ludziom z innych warstw
      ciężko z sobą żyć, mają swoje uzasadnienie. Ale też można chcieć zaprzeczyć
      swojemu "dziedzictwu", chcieć inaczej żyć niż rodzina. No i te poglądy w tym
      wypadku są nieaktualne.
      Tak naprawdę ani Twoja rodzina (ich poglądy), ani Twój partner (jego płacz,
      smutek), ani forum, nie podejmą za Ciebie decyzji. To Ty musisz się zdecydować,
      czy wolisz życie z 10 lat starszym, po rozwodzie z 16 letnią córką, pochodzącym
      z takiej a nie innej rodziny, ale... gotującym, potrafiącym zadbać o oprawę i
      mającym pewnie jeszcze mnóstwo zalet (głównym argumentem na nie jaki
      przytoczyłaś jest opinia rodziny) facetem czy bycie samą. Przynajmniej na razie.
    • geos Re: oswiadczyl sie... a ja go niszcze... 13.07.06, 17:56
      Facet po studiach i z doktoratem, tez potrafi byc chamem i zachowywac sie jak burak.
      Najważniejsze jest to co jest między wami!!
      Mam serdeczna prztjaciółkę, która po paru nieudanych związkach z wykształocnymi
      panami znalazła szczęście u boku mężczyzny po zawodówce! W maju została mamą.
      Jej mąz jest po rozwodzie z dwójka dzieci.
      I po prostu są szczęśliwi!
    • swieta_1 Re: oswiadczyl sie... a ja go niszcze... 13.07.06, 18:22
      Dużo juz Ci tu Dziewczyny powiedziały i w zasadzie samą prawdę, tylko Ty możesz
      decydować o swoim życiu, nikt na błędach rodziców, pociotków się nie nauczy. Sam
      na swoich błędach się nie nauczy, dopóki ich nie zrobi. Zostań z tym swoim
      Wybranym ( i kochanym ? - jak rozumiem), nie musisz od razu ślubu brać, Chyba że
      Tobie na tym zależy. Tez starsza jestem od Ciebie, mieszkamy razem 4 lata i choć
      usłyszałam pytanie na temat; żony, ręki, uroczystość, obraczka, to dalej
      jesteśmy raze, i jak na razie bez papierka. Spróbujcie być razem bez papierka.
      • rozyczka_29 Re: oswiadczyl sie... a ja go niszcze... 14.07.06, 08:25
        Dzieki dziewczyny za odpowiedzi. Bardzo mi pomoglyscie. z moim NM czyje sie
        super, a dodatkowo pomoglo mi jeszcze ze tata jest za nim, chce po prostu zebym
        byla szczesliwa i to byly bardzo dla mnie wazne slowa. Sam bardzo duzo ciezkich
        chwil przeszedl w zwiazku z moja mama i moze dlatego mnie rozumie. Ja z moim NM
        tez juz przeszlam swoje i ciesze sie ze szczescia,mktore w tej chwili mamy.
        mieszkamy ze soba od 3 miesiecy i jest super.
        Martwi mnie jeszcze fakt ze moj NM nie ma zadnego kontaktu z corka. w wyroku
        napisali mu ze ma ograniczone prawa rodzicielskie, ale co to wlasciewie znaczy,
        ze nie moze wcale sie z nia widywac?
        • gosza26 Re: oswiadczyl sie... a ja go niszcze... 14.07.06, 08:59
          W wyroku, w uzasadnieniu(i postanowieniach wymienionych w punktach) napisane jest jakie ma rodzic prawa i obowiązki( np.alimenty).

          Ja nie napiszę ci na temat Waszej przyszłości. Powtórzę Ci tylko to co powiedziałam mojej koleżance kiedy ta poprosiła o opnię na temat sytuacji, w której jesteś TY. Zapytałam ją czy wie jakie były okoliczności rozwodu, czy wie jakie on ma zobowiązania itd??
          Te informacje są potrzebne do tego,że będą obecne w Twoim życiu czy chcesz tego czy nie. Bo może być za późno kiedy powiesz :Ja nie widziałam, i tupnięcie nóżką wtedy nic nie da.
    • karrolina1 Re: oswiadczyl sie... a ja go niszcze... 14.07.06, 16:49
      > i tu mam problem. na ile wazna jest opinia rodziny, jak sie doprowadzic do
      > porzadku moralnego i stwierdzic co jest dobre.

      Zapytaj ksiedza.
    • jayin Re: oswiadczyl sie... a ja go niszcze... 14.07.06, 19:10
      Jeśli czujesz, że chcesz, że NAPRAWDĘ TO JEST TO - to przyjmij oświadczyny.
      Pamiętaj tylko, że wszystkie różnice z biegiem czasu tylko się uwydatniają. I te związane z finansami, i z wykształceniem, i pochodzeniem, i charakterem.

      Jeśli więc czujesz jakiś "dysonans" - nawet mały - i nie do końca jesteś przekonana o słusznosci decyzji o wyjściu za niego za mąż - to się zastanów mocno. Albo poczekaj jakiś czas z decyzją, aż "samo się uleży" w głowie i dojdziesz do jakichś konkretnych wniosków.
Pełna wersja