zolie
29.07.06, 16:45
Cześć dziewczyny!!! Dzieki za przyjecie do grona!!!
Długo już sobie czytuje to wasze forum i od jakiegos czasu zbieram się, by
napisac o tym, co mnie gryzie straszliwie!!! Chyba przestaje sobie ze
wszystkim radzic, czuje, ze potrzebuje waszych opinii, które może pozwolą mi
stworzyc jakis obiektywny obraz mojej sytuacji.
Troche tego będzie... zycze cierpliwości.
Jestem osobą młodziutką jak na macoche (mam 23 lata), może dlatego jest mi
trudniej...
Mój M. ma córke z pierwszego małżeństwa (ma 11 lat, nazwijmy ja umownie N),
mamy tez „wspólna”, 2 letnia córeczke. Problem polega na tym, ze jestem o
nia (N.) strasznie zazdrosna... (sama to zauwazam, ale za chiny ludowe nie
mogę sobie z tym poradzic). Ale, żeby było weselej, sprawa nie jest taka
prosta:
N generalnie jest miłym dzieckiem ( poza kilkoma fajnymi ekscesami i
prowokacjami..;p, ale to jest dla mnie zrozumiałe), jest naprawde kochana,
ale TYLKO kiedy jest ze mna sama. Natomiast kiedy zajawia się mój M.,
. N. Się „przepoczwarza” w małe zaborcze i zajadle stworzonko, i za wszelka
cene próbuje odciagnac M. jak najdalej od nas (mnie i mojej córeczki-
powiedzmy sobie Zolinki) ”tatusiu, chodz ze mna tu, a chodz ze mna tam, a ja
konieczniemusze ci cos pokazac, ale tylko tobie...” itp....
Mnie natomiast doprowadza to do szewskiej pasji, bo moja córeczka tez wcale
nie ma go za duzo,( mój M. duzo pracuje, w weekendy tez go nie ma) wiec
dlaczego ona nie może korzystac z tatusia, kiedy on jest?
Tym bardziej,ze Zolinka N. wręcz uwielbia (jeszcze nie rozumie , co tamta
robi).
I teraz tak: N zaczyna swoje wielce absorbujace zagrania, a ja mówie do męza:
weź Zolinke tez ze soba, przeciez ona (bądź co bądź- małe dziecko) tez
chetnie zobaczy np. motylka. I się zaczyna:
- „bo Ty nienawidzisz mojej córki”
- „bo ona jest taka biedna i nieszczesliwa, bo przeciez ona nie ma tatusia”
- bo ty jestes zazdrosna chorobliwie (co akurat nie jest nieprawda)
- itp.
W tym momencie ja już najczesciej mam łzy w oczach, bo czemu on przy dziecku
mówi, ze ja jej nienawidze, (co jest dla mnie bardzo raniące). Przeciez się
staram. Lubie mieć N u nas w domu, ale tylko jak nie ma mojego M. bo wtedy
jest j.w.
Dodam tylko, ze mąz widuje się z N, minimum 2 razy w tygodniu, ale
najczesciej 4-5 razy. Faktycznie czasem bywa tak, ze nie widzi jej 3 tyg.
(Np. wakacje) , ale przez reszte roku widuje się z nia często. 2 razy w
tygodniu widuje się z nia sam. Natomiaast, jeśli chodzi o moja Zolinke, to
uwaza, ze już sam fakt , ze jest w domu, kiedy ona spi, (np. kiedy wraca ok.
20 ), jest już spedzaniem z nia czasu...
Sama siebie nienawidze za ta zazdrość, bo nie ukrywam ze ona jest i się jej
nie wypieram, ale to jest silniejsze ode mnie. Tym bardziej, ze mam
wrazenie ,ze oni sami mnie do niej prowokuja takimi zachowaniami ...
Kiedy mój maż jedzie gdzies ze swoja córką, to dzwonie do niego tylko w
ostatecznosci , a nawet wtedy najczesciej słysze oskarżenia, ze chce im
zabrac „NAWET” te 5 minut, które spedzaja ze soba... To jest okropne.
Natomiast, kiedy ma się zając przez np. 2 godziny nasza córką, to NIGDY nie
jest z nia sam, tylko zawsze albo ja podrzuca do tesciowej i jedzie gdzies z
N, albo N jest z nimi.
Czasem się zastanawiam., czy moje dziecko nie siedzi wtedy samo, podczas gdy
oni się soba zajmuja...
Nie chce wcale tak myslec,ale ta zazdrosc jest silniejsza ode mnie...
Ostatnio mój M. oznajmił (!) ze chce żeby N pojechala z nami na wakacje...
Nie zgodziłąm się. Nie zgodziłam się ze strachu, ze będzie tak jak zwykle –
oni zajma się sobą, a ja z moja Zolinka, będziemy się za nimi wlec jak te 2
niepotrzebne sieroty . A te wakacje, to jest czas, który mamy okazje spedzic
ze soba.
Wie jak będzie-N się będzie zachowywac jak przysłowiowa świeta krowa ( bo ja
nie mogę jej zwrócic uwagi, bo to nie jest moje dziecko i nie ja ja
wychowuje.) Wiec, skoro to nie jest moje dziecko, to czemu mam z nia jezdzic
na wakacje....
Czy mama N. A ex mojego zabiera moja córke na wakacje?
Ona ja widziała 3 razy przelotem.
Nie wiem już sama co o tym myslec...
Mój mąz mówi, ze jestem chora psychicznie i mam się isc leczyc , może
faktycznie przyda mi się psycholog...
Co o tym wszystkim myślicie?
Czy moje emocje sa normalne?
Proszę poradzcie, bo ja już mam coraz mniej siły, a czuje, ze moje małżeństwo
tez już powoli się rozpada przez ta cała „chorą” sytuacje.
Dzieki, ze przebrnęłyscie ;P