Co myslicie?- moja zazdrość

29.07.06, 16:45
Cześć dziewczyny!!! Dzieki za przyjecie do grona!!!

Długo już sobie czytuje to wasze forum i od jakiegos czasu zbieram się, by
napisac o tym, co mnie gryzie straszliwie!!! Chyba przestaje sobie ze
wszystkim radzic, czuje, ze potrzebuje waszych opinii, które może pozwolą mi
stworzyc jakis obiektywny obraz mojej sytuacji.

Troche tego będzie... zycze cierpliwości. wink

Jestem osobą młodziutką jak na macoche (mam 23 lata), może dlatego jest mi
trudniej...
Mój M. ma córke z pierwszego małżeństwa (ma 11 lat, nazwijmy ja umownie N),
mamy tez „wspólna”, 2 letnia córeczke. Problem polega na tym, ze jestem o
nia (N.) strasznie zazdrosna... (sama to zauwazam, ale za chiny ludowe nie
mogę sobie z tym poradzic). Ale, żeby było weselej, sprawa nie jest taka
prosta:

N generalnie jest miłym dzieckiem ( poza kilkoma fajnymi ekscesami i
prowokacjami..;p, ale to jest dla mnie zrozumiałe), jest naprawde kochana,
ale TYLKO kiedy jest ze mna sama. Natomiast kiedy zajawia się mój M.,
. N. Się „przepoczwarza” w małe zaborcze i zajadle stworzonko, i za wszelka
cene próbuje odciagnac M. jak najdalej od nas (mnie i mojej córeczki-
powiedzmy sobie Zolinki) ”tatusiu, chodz ze mna tu, a chodz ze mna tam, a ja
konieczniemusze ci cos pokazac, ale tylko tobie...” itp....
Mnie natomiast doprowadza to do szewskiej pasji, bo moja córeczka tez wcale
nie ma go za duzo,( mój M. duzo pracuje, w weekendy tez go nie ma) wiec
dlaczego ona nie może korzystac z tatusia, kiedy on jest?
Tym bardziej,ze Zolinka N. wręcz uwielbia (jeszcze nie rozumie , co tamta
robi).

I teraz tak: N zaczyna swoje wielce absorbujace zagrania, a ja mówie do męza:
weź Zolinke tez ze soba, przeciez ona (bądź co bądź- małe dziecko) tez
chetnie zobaczy np. motylka. I się zaczyna:
- „bo Ty nienawidzisz mojej córki”
- „bo ona jest taka biedna i nieszczesliwa, bo przeciez ona nie ma tatusia”
- bo ty jestes zazdrosna chorobliwie (co akurat nie jest nieprawda)
- itp.

W tym momencie ja już najczesciej mam łzy w oczach, bo czemu on przy dziecku
mówi, ze ja jej nienawidze, (co jest dla mnie bardzo raniące). Przeciez się
staram. Lubie mieć N u nas w domu, ale tylko jak nie ma mojego M. bo wtedy
jest j.w.


Dodam tylko, ze mąz widuje się z N, minimum 2 razy w tygodniu, ale
najczesciej 4-5 razy. Faktycznie czasem bywa tak, ze nie widzi jej 3 tyg.
(Np. wakacje) , ale przez reszte roku widuje się z nia często. 2 razy w
tygodniu widuje się z nia sam. Natomiaast, jeśli chodzi o moja Zolinke, to
uwaza, ze już sam fakt , ze jest w domu, kiedy ona spi, (np. kiedy wraca ok.
20 ), jest już spedzaniem z nia czasu...

Sama siebie nienawidze za ta zazdrość, bo nie ukrywam ze ona jest i się jej
nie wypieram, ale to jest silniejsze ode mnie. Tym bardziej, ze mam
wrazenie ,ze oni sami mnie do niej prowokuja takimi zachowaniami ...

Kiedy mój maż jedzie gdzies ze swoja córką, to dzwonie do niego tylko w
ostatecznosci , a nawet wtedy najczesciej słysze oskarżenia, ze chce im
zabrac „NAWET” te 5 minut, które spedzaja ze soba... To jest okropne.



Natomiast, kiedy ma się zając przez np. 2 godziny nasza córką, to NIGDY nie
jest z nia sam, tylko zawsze albo ja podrzuca do tesciowej i jedzie gdzies z
N, albo N jest z nimi.
Czasem się zastanawiam., czy moje dziecko nie siedzi wtedy samo, podczas gdy
oni się soba zajmuja...

Nie chce wcale tak myslec,ale ta zazdrosc jest silniejsza ode mnie...


Ostatnio mój M. oznajmił (!) ze chce żeby N pojechala z nami na wakacje...
Nie zgodziłąm się. Nie zgodziłam się ze strachu, ze będzie tak jak zwykle –
oni zajma się sobą, a ja z moja Zolinka, będziemy się za nimi wlec jak te 2
niepotrzebne sieroty . A te wakacje, to jest czas, który mamy okazje spedzic
ze soba.
Wie jak będzie-N się będzie zachowywac jak przysłowiowa świeta krowa ( bo ja
nie mogę jej zwrócic uwagi, bo to nie jest moje dziecko i nie ja ja
wychowuje.) Wiec, skoro to nie jest moje dziecko, to czemu mam z nia jezdzic
na wakacje....
Czy mama N. A ex mojego zabiera moja córke na wakacje?
Ona ja widziała 3 razy przelotem.

Nie wiem już sama co o tym myslec...
Mój mąz mówi, ze jestem chora psychicznie i mam się isc leczyc , może
faktycznie przyda mi się psycholog...


Co o tym wszystkim myślicie?
Czy moje emocje sa normalne?
Proszę poradzcie, bo ja już mam coraz mniej siły, a czuje, ze moje małżeństwo
tez już powoli się rozpada przez ta cała „chorą” sytuacje.

Dzieki, ze przebrnęłyscie ;P
    • e_r_i_n Re: Co myslicie?- moja zazdrość 29.07.06, 17:10
      Nie uwazam, zeby Twoje zachowanie było wyolbrzymione, skoro Wasze dziecko
      praktycznie nie ma taty tylko dla siebie. Gdybys byla zazdrosna w ogole o fakt,
      ze Twoj maz spedza czas z corka sam na sam, to byloby to niezrozumiale. Jesli
      jednak jest tak, jak opisalas, to wcale mnie nie dziwia Twoje emocje.
      Powiedzialas kiedys mezowi to, co tutaj napisalas?
      • zolie Re: Co myslicie?- moja zazdrość 29.07.06, 17:14
        dzieki, za słowa otuchy, juz myslalam, ze dostaje do głowy..;P
        ... tak sie zastanawia,ale chyba nie... tzn. próbowałam, ale trudno jest nam o
        tym rozmawiac... on wbił sobie do głowy, ze ja jej nienawidze i ze nie ma
        zamiaru ze mna na ten temat dyskutowac...

        moze to tez wynika z faktu, ze ja bardzo emocjonalnie do wszystkiego podchodze
        i rozklejam sie w połowie...

        • e_r_i_n Re: Co myslicie?- moja zazdrość 29.07.06, 17:26
          Nie pozostaje Ci wiec nic innego, jak postarac sie opanowac (wiem, latwo mowic)
          i powiedziec, ze tez chcesz czasu TYLKO dla Waszego dziecka, tak jak i ma go
          jego corka. Postaraj sie go podejsc, powiedziec, ze Wasze dziecko go
          potrzebuje, ze teskni. Skoro tak emocjonalnie reaguje na swoja corke, to chyba
          jednak uczucia ma smile
          Masz chyba w domu najgroszy typ - tzn. taki, ktory uwaza, ze dziecku trzeba
          wynagrodzic rozstanie rodzicow kosztem wszystkich i wszystkiego dookola.
          • zolie Re: Co myslicie?- moja zazdrość 29.07.06, 17:41
            "ktory uwaza, ze dziecku trzeba
            wynagrodzic rozstanie rodzicow kosztem wszystkich i wszystkiego dookola."

            oj, obawiam sie , ze trafiłas w sedno... to dziecko ma wszystkie zabawki, które
            reklamuja w TV, a jak nie moze jej wymusic w inny sposób, to "zapodaje" teatr
            pt/ "jestem taka nieszczesliwa , nie mam tatusia, a taka lalka z 300 zł na
            pewno poprawiłaby mi humor"... no i oczywiscie wszystkim serce peka i biegna do
            supermarketu...

            próbowałam kiedy mezowi otworzyc oczy, ze takim zachowaniem tylko ja krzywdza,
            bo dziecko, które w wieku 9 lat ma juz swój aparat cyfrowy, kamere, laptopa,
            ipoda, rower górski, i 2 tony markowych zabawek, na 18 urodziny zarzada nowego
            samochodu albo domu z ogrodem...

            oczywiscie skonczyło sie to dzika awantura i odesłaniem mnie na wizyte do
            psychiatry...
            • e_r_i_n Re: Co myslicie?- moja zazdrość 29.07.06, 17:44
              Mowiac szczerze nie wiem, co Ci radzic, poza poszperanie w archiwum forum - bo
              temat pt "jak sobie poradzic z mezem, ktorego dziecko jest naj" juz pare razy
              byl walkowany.
              Wspolczuje!
            • jayin Re: Co myslicie?- moja zazdrość 29.07.06, 18:00
              zolie napisała:

              > próbowałam kiedy mezowi otworzyc oczy, ze takim zachowaniem tylko ja krzywdza,
              > bo dziecko, które w wieku 9 lat ma juz swój aparat cyfrowy, kamere, laptopa,
              > ipoda, rower górski, i 2 tony markowych zabawek, na 18 urodziny zarzada nowego
              > samochodu albo domu z ogrodem...
              > oczywiscie skonczyło sie to dzika awantura i odesłaniem mnie na wizyte do
              > psychiatry...

              Podejrzewam, że do psychiatry to on zacznie sam biegać, jak córa dorośnie, a on do tego czasu nie znajdzie sposobu, żeby nadrobić kiepskie wychowanie, jakie do tej pory jej funduje razem z jej matką :=)

              Taka propos - facetom zakochanym w swoich córkach (głównie - bo w przypadku synów jakoś rzadko słyszę o takich sytuacjach) - ciężko jest nauczyć się słowa "NIE" wobec dziecka. Aczkolwiek SĄ W STANIE się nauczyć. Ale... jeśli nie nauczą się zawczasu, to potem się w 90% okazuje, że wiecej zaszkodzili i sobie i córce, niż jej wynagrodzili swoje "odejscie" z domu...
        • jayin Re: Co myslicie?- moja zazdrość 29.07.06, 17:53
          zolie napisała:

          > on wbił sobie do głowy, ze ja jej nienawidze i ze nie ma
          > zamiaru ze mna na ten temat dyskutowac...

          Wiesz, K. też jest "trudny do rozmów"smile
          On najchetniej by w ogole nie rozmawiał, tylko sam rozwiazywal problemy.
          Tyle, ze jak nie widzi problemu (czytaj: NIE POWIEM MU O TYM, że jest mi z czyms zle i nie wytlumacze o co chodzi) - to nie rozwiąze go, bo dla niego wszystko jest OK.

          I pierwsze moje teksty o tym, że mi jest mało przyjemnie i DENERWUJE mnie chwilami zachowanie małej, jakie ona produkuje przy nim (przy nas, bo wtedy je widzę) - on odebrał to właśnie jako "atak na dziecko". Zupełnie bez sensu, bo nie takie były moje "motywy":=)

          Trochę trwało, zanim strawił kolejne tłumaczenia moje O CO MI CHODZI - i jak już strawił, przy okazji naszego wspolnego wyjscia w trójkę NAOCZNIE stwierdzil, ze z małą się dogadujemy bez niego spokojnie i fajnie, mała jest zadowolona, akceptuje mnie, ja ją - a tylko kiedy ona marudzi i widząc K włącza jej się "jedyna córeczka tatusia mode", i on robi z tego aferę (tzn. z moich odczuc co do jej rozpieszczenia i "zaborczosci"), to więcej rozmów nie musiało być.

          NAOCZNIE stwierdzam, że on się stara, gdzieś tam w rozmowach przemyka się ten motyw, nowe skutki widzę tego jego "podejścia nowego" (np. kiedy mała czegoś chce, gdzieś go ciągnie na siłę, chce go zaabsorbować sobą w 110% - a on mówi "NIE", albo poświeca jej chwilę, ale potem zajmuje się swoimi zajęciami, potem znowu nią - potem znowu zajęciami, a nie rzuca zajęć i nie zajmuje się TYLKO małą). Więc chyba jest coraz lepiej.

          Ale gdyby on NA WŁASNE oczy się nie przekonał, że nie mam ochoty udusić jego córki za takie zachowanie, tylko faktycznie ją lubię, a denerwuje mnie wyłącznie, kiedy mała strzela focha i bawi się w "trzech zaborców" - to do dzisiaj byłby przekonany, że ja jej nienawidzę i nie toleruję - i pewnie do tej pory szlag by mnie trafił, że on mnie nie rozumie i że wymysla sobie chore teorie... i już bym z nim dzisiaj nie byłasuspicious

          Chyba tacy faceci muszą SAMI zobaczyc, że masz rację mowiąc, ze przesadzają z "oddawaniem się na wyłączność" swojemu dziecku, ignorując ciebie, resztę swoich dzieci, przyjaciol, rodzinę... BO tak, mając tylko nasze słowa -w dodatku jakby nie było - będące pretensjami i żalami na coś, czy oswiadczeniem "nie lubię tego, zmien to" - to łatwo im uznac to za atak, niechęć i nietolerancję.

          a nie zwykłe oświadczenie, sugerujące zmianę taktyki NA LEPSZĄ dla wszystkich i postaranie się BARDZIEJ o wszystkich :=)
          • zolie Re: Co myslicie?- moja zazdrość 29.07.06, 18:26
            bardzo mądre było to, co napisałas, tym bardziej, ze miałaś bardzo podobna
            sytaucje... tak sobie mysle wink

            Ciesze sie ze Tobie sie udało jakos drgnąc ten problem i zgadzam sie w 100%,ze
            jesli to dłuzj potrwa, to nie wiem , co bedzie z nami..

            Własnie najgorsze, a moze najlepsze w tym wszystkim jest to, ze kiedy jego nie
            ma w pobliżu, to my sie z N. świetnie dogadujemy, juz nie wspominajac o tym ,
            jak rewelacyjnie ona dogaduje sie z moja córka i widze, ze naprade jakas wiez
            jest miedzy nimi... natomiast, gdy pojawia sie mój maż, N. nie dopuszcza ojca
            do małej, ostentacyjnie ja ignoruje, zaczepia itp., a ja nie potrafie na to
            przymykac oka, bo zal mi maleńkiej. A kiedy zwracam jej uwage, to sie dopiero
            zaczyna ( w sumie teraz tak sobie mysle, ze mój maz widzi tylko te momenty,
            kiedy ja sie na nia najeżam, a nie widzi tych wczesniejszych kilku godzin
            spedzonych razem w miłej atmosferze)

            ale widze, dziewczyny, ze nie jestem odosobniona...
        • zonka77 Re: Co myslicie?- moja zazdrość 29.07.06, 21:05
          Zolie...
          miałam identycznie - nie tyle z zazdrością co z zachowaniem męża włącznie z
          oskarżeniami i kometarzami o psychozie i potrzebie leczenia...
          No cóż moja droga do normalności w rodzinie była długa ale się nie dałam. U nas
          się wydarzyło dużo rzeczy przeróżnych, cięzko to opisać bo tego jest bardzo dużo.
          Na pocieszenie tylko powiem ze mój M odnalazł sie w roli podwójnego taty i
          bardzo kocha naszą córkę. Jedyne co na szybko serdecznie polecam to naprawde
          wizyta u psychologa.Najlepiej wspólnie ale jeśli sięnie da to ty idź sama.
          Ja też parę lat temu nie wiedziałam już kto ma rację, gubiłam się i oskarżałam
          siebie, mąż mi naprawdę robił wodę z mózgu i psycholog pomógł mi określić czego
          chcę i co jest dobre i do czego mam prawo.
          Ja się nie borykałam nigdy z zazdrością o córkę M tylko raczej z żalem i stresem
          związanym z faktem że on naszej córki nie zauważał i swoją stawiał na piedestale
          identycznym jak u Twojego - bo jest skrzywdzona i biedna więc na wszystko jej
          trzeba pozwolić i kiedy się pojawiała my mogłyśmy nie istnieć
          Takie jedne smutne wakacje przezyłam kiedy własciwie mąż z córką i swoją siostrą
          zajmowali się sobą a własciwie dzieckiem M a ja zajmowałam się małą i równie
          dobrze moglibyśmy te wakacje spędzić osobno.
          To wszystko trwało całą moją ciążę i potem około roku, własciwie najgorzej było
          kiedy jeszcze nie pobraliśmy się (pobraliśmy się dopiero jak mała nasza miała
          kilka miesiecy) potem przed ślibem było lepiej a po ślubie jeszcze dużo pracy
          ale już raczej nie w kwestji dzieci i ich traktowania równego a w kwestii
          problemów między nami (ja tą sytuację z ciąży przypłaciłam silną depresją i
          długo się zbierałam i dałam mojmu M też nieźle potem popalić)
    • jayin Re: Co myslicie?- moja zazdrość 29.07.06, 17:43
      Hmmm...
      Nie ty masz problem, tylko twój mąż.
      Szkoda tylko, ze ty odczuwasz skutki tego najmocniejuncertain

      N. tak robi, bo wie, że twojemu męzowi da radę wejść na głowę i on zrobi to co ona chce, więc wie "jak go poprosić" o zrobienie tego, a ty nie będziesz jej ulegać "na każde słowo", więc - tak mi się wydaje - jest NORMALNA przy tobie. Najwyraźniej, to fajna dziewczynka, tylko dostaje "innej opcji działania" na widok ojca i staje się wtedy zaborcza. Jak ojca nie ma - nie ma obiektu "zaboru", więc mała jest sobą, jest w porządku i wtedy da się ją lubićsmile

      Tak samo robi córka K.
      "Normalnie" jest OK i jest fajna, posiedzi, porozmawia, poopowiada, pogramy razem, ze swoją babcią też taka jest . Ale jak K pojawia się na horyzoncie - to ona dostaje NAGLE "innej opcji" :=) Marudzi, wymaga od K, żeby szedł z nią tu i tam i siam, żeby się z nią pobawił, żeby coś dla niej zrobił,żeby coś kupił, żeby zobaczył coś - i wszystko TYLKO z K. Ostentacyjnie przy "publiczności" - coś w stylu "ja wam pokazę, CZYJ TO TATA!" smile ale ona nie robi tego złosliwie, tylko po prostu.,.. BO TAK. Bo po pierwsze - może musi trochę innym "udowodnić", że zajmuje ciągle najważniejsze miejsce w życiu K. - bo lubi być na tym pierwszym miejscu i nie ścierpi konkurencji ŻADNEJ (nie mam pojęcia, co by było, gdyby K. miał młodsze dziecko... byłoby pewnie tak jak u was:=) - nawet w postaci pracy, którą K. się musi zająć smile Wtedy dosłownie potrafi robić okropnego focha, próbując go odciągnąć od komputera, czy od naprawiania czegoś. Terroryzm taki lokalny wink I nic do tego nie ma fakt, że widuje ojca naprawdę często i nie ma żadnych ograniczeń, żeby u niego być, nocować, spędzać weekendy, wakacje - kiedy tylko zechce - chyba, że K jest w firmie, albo gdzieś wyjechał akurat i nie ma go w domu.

      A drugie - nie wiem, czy właśnie nie najważniejsze - to fakt, że sam K jej na to po prostu pozwala. Sam przyznaje mi rację, jak mu mówię "na ucho", kiedy mnie już irytuje takie "mój ci on, mój ci! i zrobi to co chcę!" smile)) - że mała jest strasznie rozpuszczona, i niby stara się zdrowo podchodzić do wychowania TERAZ, ale wciąż jeszcze ulega takim zachowaniom. Tyle, że za każdą taką sytuacją, kiedy mi zaczyna to przeszkadzać - K. NIEOMAL dobrowolnie i bez pytania stara się zniwelować efekt takich zachowań - mniej ulega małej, czasem nawet z uporem i "dla zabawy" sprzeciwia się jej, kiedy akurat np. ona MUSI usiąść na tym samym fotelu, co ojciec aktualnie siedzi i chce,żeby on usiadł na niewygodnym krześle, BO TAK, BO ON MA ZROBIĆ TO DLA NIEJ smile K. więcej się teraz jakos troszczy o WSZYSTKICH naraz, próbuje (jak sam mówi - CIĘŻKO TO ZROBIĆ, ale...) - żeby wszyscy byli w miarę zadowoleni - i on, i mała i ja i reszta naszego towarzystwa, co nie znaczy, że odstawia małą na boczny tor. Po prostu stara się poświęcać każdemu czas - i chyba tylko raz zdarzyło się, że będąc z nami razem, został zniknięty i "zabrany" przez córkę "na chwilę", a reszta mogła iść się pocałować w nossmile


      ...Bo on wie, że bywa, że takie jej zachowanie mi przeszkadza - I OWSZEMsmile - ale nie moja owieczka, nie moja hala, więc się nie wtrącam i nie wymagam zmian, tylko stwierdzam, że TUTAJ mi już się mało przyjemnie zrobiło i zmieniam lokalwink bo w jednym domu jest 8-latka, w drugim - u K - 9-latka, i czasem po prostu mam po dziurki w nosie kobietek w tym wieku smile Córka K. jest młodsza od "waszej" N o 2 lata. Może to też taki wiek trochę ma na to wpływ? Na taką "zaborczość" i "mam tatę tylko dla siebie, a wy spadajcie do Honolulu"smile


      Była u nas kiedyś jedna poważna rozmowa na ten temat, było trochę ciężkich przemyślen, był koszmarny stres u K., że on by chciał dla wszystkich dobrze i żebym ja była zadowolona, i żeby wynagrodzic małej, że nie ma go w domu u niej na co dzień i w ogole i że on nie wie jak sobie z tym poradzi itd... - ale radzi sobie od tamtej pory całkiem dobrze wink Powoli, ale jakoś się to układa. Myślę, że z trzech powodów:

      1) ja się trzymam jak pijany płotu swojego zdania, że nie chcę być "w ogonie" i na outsidzie na każdym wyjsciu wspolnym, na wyjezdzie, w domu - kiedy jest z nami mała.

      2) K. stara się zdezaktywować model "DZIECKO" w temacie "Włażenie na głowę i rozpieszczenie v. 2.0" i częściej mówi jej "NIE", wymagając od niej więcej samodzielności i mniej fochów

      3) sama mała odpuściła sobie chyba trochę takiego "zachowania" przy mnie - bo zaakceptowała trochę bardziej i mnie i sytuację - z fazy "nieufna ostrożność i zaborczość" przeszła wobec mnie w fazę "koleżeńsko-ale nie jak z koleżanką z klasy-na luzie-bez stresu".

      Więc jakoś się układa.
      Ale różnice są dwie chyba - u nas i u was.

      U nas nie ma dziecka kolejnego. Więc mała nie musi być zazdrosna o "dzielenie się ojcem".

      No i u nas K. doskonale wie, że jak mi nie będzie pasowało bycie z nim/z nimi, to sobie pójdę. Jeśli poczuję się niewygodnie i "w ogonie" - non stop i bez szansy na zmianę tego - to sobie odpuszczę bycie z nim całkiem. Za wygodna jestem i za stara chybasuspicious na to, żeby się męczyć w związku, w ktorym się czuję NIE TAK. Tak samo ja wiem - że jeśli K sobie nie poradziłby z godzeniem obowiazków ojca/temperowaniem małej/obowiazków "mężczyzny"/dbaniem o mnie - NARAZ - to chyba oboje byśmy podjęli decyzję o skończeniu tego. Żadne z nas nie lubi chyba być "problematyczne" i mieć niewygodnie.

      On sie stara. Przede wszystkim. I za wszystkich. I w każdym kierunku.
      Ja się staram. Inaczej, ale prawie tak samo mocno jak on :=)
      Mała się dostosowuje bez większych problemów - widząc WYRAŹNE granice jakie wyznacza K. jake wyznaczam ja też.

      K. ma najciężej - ale to jego byznes i jego możliwości, by ten układ nasz bez zarzutu działał. On jest takim "łącznikiem" między nami, a małą. Między nimi, a mną. I ja i mała możemy tylko coś tam od siebie dorzucić. Całej roboty za niego byśmy nie zrobiły na pewno.

      Więc... Kluczem jest tu facet.
      To on musi zadbać.
      A do tego potrzeba, żeby zrozumiał, o co chodzi i dlaczego jest ci źle - ze względu na ciebie i ze względu na wasze Maleństwo. A że można zrozumieć - to wiem na pewno. Tylko trzeba więcej lub mniej wysiłku.

      A jak nie zrozumie...
      ...To nie wiem cosad

      pozdrawiam i trzymaj się ciepło
      • e_r_i_n Re: Co myslicie?- moja zazdrość 29.07.06, 17:46
        No wlasnie, jak nie zrozumie, to klapa. Szkoda tylko, ze cierpi na tym wspolne
        dziecko, ktore teraz nie rozumie, ale za jakis czas moze poczuc, ze jest
        gorsze. Gdyby moj maz tak sie zachowywal wobec naszego dziecko, to moje
        mordercze instynkty bylyby niepohamowane...
        • jayin Re: Co myslicie?- moja zazdrość 29.07.06, 17:56
          e_r_i_n napisała:

          > No wlasnie, jak nie zrozumie, to klapa. Szkoda tylko, ze cierpi na tym wspolne
          > dziecko, ktore teraz nie rozumie, ale za jakis czas moze poczuc, ze jest
          > gorsze. Gdyby moj maz tak sie zachowywal wobec naszego dziecko, to moje
          > mordercze instynkty bylyby niepohamowane...

          No, dokładnie.
          Gdyby u nas było dziecko - też bym takie miała. Instynkty. Wobec faceta, że nie rozumie i nie umie dogodzić WSZYSTKIM bliskim. W większej części. Tylko: jednemu dziecku dogadza w 100%, a drugiemu - "jak mu zostanie na to czas". Paranoja...

          To tak jakby "w pełnej" rodzinie ojciec zabierał jedno dziecko na lody, a drugiemu kazał siedzieć w domu. Dla mnie - złe i choresuspicious

          Dorośli (np. kobieta/żona) łatwiej zrozumieją i łatwiej znajdą rozwiązanie dla siebie w takiej sytuacji. A ostatecznie - zdecydują się na inne radykalne rozwiązania. Ale jesli jest drugie dziecko i ono na tym cierpi - to się sytuacja o tyle komplikuje, że kobiecie jest przykro i za siebie, i za dziecko - i nie za bardzo wiadomo, jak to wszystko na to drugie dzieciątko wpływa. Z pewnością jednak nie za dobrze...
          • zolie Re: Co myslicie?- moja zazdrość 29.07.06, 18:36
            ja jstem swiecie przekonana,ze to wszystkowina tego mojego wybujałego
            instynktu...
            maleńka jest jeszcze bezbronna , nie umie jeszcze wywalczyc sobie sama tego
            czasu, wiec ja walcze za nia.


            Mysle własnie, ze mój M. zdaje sobie sprawe z faktu, ze ja nie odejde...
            chyba serce by mi pekło, patrzac na maleńka....

      • zolie Re: Co myslicie?- moja zazdrość 29.07.06, 18:41
        wiecie, u nsa najgorsze jest to ,ze mój M. jakby nie widzi problemu...
        tzn, widzi, ale uwaza , ze lepiej pomijac ten temat( w mysl przysłowie"nie
        ruszaj g.. a nie bedzie smierdziec", a jakos sie ułozy.

        natomiast we mnie narasta coraz wieksza frustracja, bo ostatnio mam wrazenie,
        ze on próbuje nas od siebie odizolowac (o ironio!). Dla mnie nie jest to
        zadne rozwiazanie, wrecz przeciwnie.

        A mam wrazenie, ze od jakiegos czasu on jej próbuje wynagrodzic nie tylko fakt,
        ze nie ma tatusia ( tak jakby conajmniej umarł...) ale i fakt, ze ma taka
        starszna macoche!!!! no dramat , słuchajcie!!!
    • zolie Re: Co myslicie?- moja zazdrość 29.07.06, 19:25
      dziewczyny, mam jeszcze jedno pytanie: co myslicie o tych wspólnych wakacjach?
      miałam prawo odmówic, czy powinnam sie zgodzic wbrew sobie?
      • jayin Re: Co myslicie?- moja zazdrość 29.07.06, 19:36
        zolie napisała:

        > dziewczyny, mam jeszcze jedno pytanie: co myslicie o tych wspólnych wakacjach?
        > miałam prawo odmówic, czy powinnam sie zgodzic wbrew sobie?

        a jest opcja "pół na pół"?
        że pół wakacji z młodą, i pół - tylko wy z waszym dzieckiem?
        • zolie Re: Co myslicie?- moja zazdrość 29.07.06, 20:22
          ale co mi przyjdzie po 3,5 dniach urlopu.. sad
          • jayin Re: Co myslicie?- moja zazdrość 29.07.06, 20:56
            zolie napisała:

            > ale co mi przyjdzie po 3,5 dniach urlopu.. sad

            wiesz - rozwiązania są trzy.
            albo cały tydzień wspólnie z waszym dzieckiem i z jego córką.
            albo cały tydzień osobno - on z jego córką, ty z waszym dzieckiem.
            albo wy razem cały tydzień, ale jego córkę tylko na połowę tegoczasu zabrać.
            chyba, że jedziecie gdzieś daleko i nie da rady tak "dzielić czasu".

            w sumie - zawsze możesz powiedzieć, że OK, ale niech się stara poświęcac wam WSZYSTKIM czas. nie tylko córce. bo jeśli da d... i zajmie się tylko córką, a ty będziesz i tak tam sama sobie pozostawiona - to na drugi raz może lepiej niech wymysli dwa osobne wyjazdy - jeden z corka, drugi z tobą, albo całkiem osobno będziecie jeździć. a takie osobne wyjazdy do niczego dobrego nie prowadzą.

            ogolnie... jak się nie da pol na pol - to bym pojechala w czwórkę.
            ale gdyby to było dla mnie za bardzo stresujące - na drugi raz już bym się nie zgodziła - przynajmniej miałabym konkretne argumenty przeciwko (najlepiej wypunktowane na podstawie tego "urlopu"smile bo wtedy nie będzie mogl powiedziec, że teoretyzujesz, albo "sobie wymyslilas".

            nie wiem, czy jest tu jakies dobre rozwiązanie dla ciebie...uncertain
            jak twój mąż nie zmieni punktu widzenia, to będzie nie za miło.
            • zolie Re: Co myslicie?- moja zazdrość 29.07.06, 21:03
              dzieki jeszcze raz za odpowiedzi, dodałyscie mi dzisiaj wiele otuchy..
              wiem na pewno,ze bede sie starala to wszystko jakos madrze poukładac,na tyle
              madrze, by nie stracic w tej "batalii" własnej rodziny,...

              pozdrawiam was wszystkie cieplutko.
    • pierkwadratto Re: Co myslicie?- moja zazdrość 29.07.06, 19:48
      Cześć,
      Mam 38 lat i jestem w małżeństwie z ojcem 15-letniego syna, sama ma z
      wcześniejszego związku 10-letniego chłopca.

      Wiem, co czujesz, choć nasza sytuacja jest inna.
      Mój Pasierb stracił swoją Mamę, gdy miał kilka lat.
      To trochę co innego, niż współistnienie nawet na dalszą odległość z rodzicem
      takiego dziecka. Jednak w każdej sytuacji Twoim sprzymierzeńcem będzie spokój
      wewnętrzny. Jest to zarówno ważne w kontaktach z Mężem, jak i z N, a także
      Waszym wspólnym dzieckiem. Wydaje mi się, że niczym tak nie wygrasz z
      okolicznościami, a także z "różnymi dziwnymi zachowaniami" takiej młodej 11-
      letniej kozy, jak dobrym pogodnym nastrojem i budowanym przez to pięknym
      spokojnym klimatem w Waszej Rodzinie. Założę się, że kiedy ta 11-latka spojrzy
      na Was, jak na parę, która umie ślicznie ze sobą rozmawiać, to z czasem zacznie
      się zwracać do Was "razem", nie kradnąc tak bardzo swego taty, jak to robi do
      tej pory.

      Wiem, że wspólny wyjazd na wakacje to wielkie wyzwanie i być może na początku
      przynajmniej dla Ciebie żaden odpoczynek, ale prawdopodobnie Wasze rozbicie
      będzie się powiększać, jeżeli nic z tym nie zrobisz. Sama wiem, bo każde z nas
      w Małżeństwie ma dziecko z wcześniejszego związku i staram się dbać o to, aby
      mimo wszystko czuło się, że teraz jesteśmy Jedną Rodziną. Dużo nam jeszcze
      brakuje do ideału. Wiele przez moje nerwy.

      Czasem też popłakuję po cichu, kiedy czuję ,że nie tylko ja jestem rozbita. Mój
      10-letni syn jest bardzo wrażliwy i wracając od swego taty jest ogarniety
      tęsknotą za nami obojgiem. Widzę to i serce mi się kraje.

      Mimo to będę budować to czego się podjęłam. To nie jest czas na rezygnację.
      Napisz jeszcze jak Ci idzie.
      Pa. Magda.
    • pierkwadratto Re: Co myslicie?- moja zazdrość 29.07.06, 19:55
      Jeszcze coś...
      Budujcie przestrzeń wspólnie wykorzystywaną.
      Staraj się zobaczyć, co ona lubi... Pograjcie w coś razem, powygłupiajcie się,
      pooglądajcie jakiś film. Nie Mała zapomni, że pod ręką ma narzucający się
      schemat "Tatusiu, chodź tylko ze mną na lody...".
      Bądź dla niej Kimś, staraj się być Kimś. Nie zrażaj się.
      Wiesz, ja żeby Mały mnie zauważył wystartowałam w "Jednym z Dziesięciu". Tak
      bardzo chciałam...


      Życzę dużo sił...
      M.
    • reksia Re: Co myslicie?- moja zazdrość 30.07.06, 11:26
      Ja też jestem zazdrosna o moich pasierbów,a dokładniej rzecz biorąc o to,że
      łączą mojego M z eksią.Denerwowało mnie nawet to,że starszy pasierb jest do
      niej częściowo podobny.Przy ojcu zachowywał się idealnie a gdy go nie było był
      w stosunku do mnie paskudnie,złośliwie ,wredny.Wiem jednak już jedno,że ona a
      dzieciaki to zupełnie inna bajka.Szczera głęboka rozmowa z moim M to nam bardzo
      pomogło. Przyznam jednak szczerze to ja musiałam popracować sama nad
      sobą.Musiałam zrozumieć świat tych dzieciaków.To rodzina tych dzieci się
      rozpadła.Czują ból,bo nie mają tego co należy się każdemu dziecku,nie mają
      normalnego domu.Nie miały najmniejszego wpływu na decyzję
      dorosłych.Zrozumieć,że one bardzo by chciały by rodzice znów byli
      razem.Zazdroszczą innym dzieciakom,że np w niedzielę idą z mamą i tatą na lody
      czy na basen.Zrozumieć,że bardzo miotają się w konflikcie lojalnościowym w
      stosunku do wszystkich stron,w tym również do mnie.Musiałam zastanowić się nad
      tym co czują chłopcy gdy inni dokuczają im na podwórku,głupimi docinkami. I
      wtedy obiecałam sobie jedno _NIE BĘDE TYM DZIECIAKOM DOKŁADAĆ WIĘCEJ
      PROBLEMÓW.Staram się być ich najlepszym przyjacielem i po prostu je
      kochać.Przeprowadziłam poważną,bardzo szczerą i głęboką rozmowę z moim
      M.Ustaliliśmy pewne zasady postępowania w określonych sytuacjach np.w
      sytuacjach gdy ewidentnie wykorzystywały ojca poczucie winy(a mnie to drażniło
      tak samo jak Ciebie).Pomogło.Zbudowało Nas,scementowało Nasz związek,pozwoliło
      mi nawiązać bardzo przyjacielską,szczerą i ciepłą relację z pasierbami.I
      wreszcie gdy zaczeło być ciepło i dobrze to eksia widząc moje dobre i
      przyjacielskie relacje z maluchami OGRANICZYŁA M KOMPLETNIE KONTAKT Z
      DZIEĆMI.Na dziś M musi walczyć sądownie o uregulowanie widzeń z dziećmi,a mnie
      boli serducho bo "....to nie tak miało być,zupełnie nie tak..."
    • reksia Re: Co myslicie?- moja zazdrość 30.07.06, 11:30
      a swoją drogą,to trzymam kciuki i życzę z całego serducha byś znalazła
      własciwe i mądre rozwiązanie...
      • niezapominajka281 Re: Co myslicie?- moja zazdrość 31.07.06, 10:14
        Współczuję Ci strasznie, bo do niedawna miałam podobny problem. Ja z mężem nie
        mam co prawda jeszcze dziecka, ale mąż ma 14 letnią córkę. Wyobraż sobie że ona
        też zaczęła pokazywać że Tata jest tylko jej. U niej wyglądało to tak: gdy miała
        publikę, albo mnie albo moją rodzinę to rzucała się na mężą, wisiała mu na
        plecach, siedziała godzinami na kolanach, całowanie po włosach... Z boku
        wyglądali jak starszy facet z młodą panienką a nie z córką. Mąż bał się jej coś
        powiedzieć, że to nie wypada, że jest na to zaduża, bo myślał że ona się obrazi
        i poczuje odepchnięta. Ja czułam się cokolwiek dziwnie, zwłaszcza jak byliśmy
        na rodzinnej kolacji w mojej rodzinie, a 14 latka przez cała kolację siedziala
        na kolanach ojca jak 3latka. Napisałam do dziewczyn tutaj i po ich wpisach
        dopiero zrozumiałam że to nie jest potrzeba przytulenia do ojca tylko pokazanie
        swjej siły, pokazanie że Tata ją najbardziej kocha. Najbardziej mi pomogła
        anastazjapotocka - powiedziała wtedy Twój dom, Twoja twierdza. Posłuchałam jej
        rady, nigdy nie kłóciłam się z mężem przy pasierbicy, też zaczęłam z powrotem
        okazywać mu czułość przy jego córce(głupia przestałam to robić bo myślałam że
        zachowanie jego córki wynika tylko z zazdrości i jak my nie będziemy się przy
        niej przytulać i trzymać za ręce to ona w końcu skończy te swoje demonstracje.
        Nic bardziej mylnego, przesuwała granicę coraz bardziej, rozdzielała nas gdy
        oglądaliśmy telewizję, gdy mąż mi pomagał w kuchni a się nią nie zajmował to
        zaraz ją bolał brzuch, albo się nudziła. Z mojego doświadzczenia mogę Ci
        powiedzieć tylko jedno: jeśli córka męża zobaczy że was nic nie rozdzieli, że
        się nie kłócicie, że ona może chodzić na "uszach" a ty będziesz słodko uśmiechać
        się dalej do męża a on do Ciebie skończą sięte przepychanki tak jak skończyły
        się u nas. Po pierwsze ustal z mężem żeby w jej obecnoście nie kłócił się z
        Tobą, a już napewno nie mówił że jej nienawidzisz. Nie mów mu żeby tego nie
        robił bo to cieszy małą, bo zaraz on zacznie jej bronić i mówić że sobie
        wymyśliłaś znowu coś. Te wspólne wakacje też nie są najgorszym pomysłem. Mój mąz
        dopiero na wspólnych wakacjach kiedy miał córkę 24/h na dobę, zobaczył że ona
        wcale nie jest aniołem, tylko zwykłym rozwydrzonym dzieckiem z fochami i
        wiecznym słowem na ustach nudzę się, albo mi się nie chce(ja na tych wakacjach
        starałam byc się miła dla męża, a opiekę nad jego córką zostawiłam wyłacznie
        mu). Może gdy dasz im pełną swobodę, niech zajmują się sobą cały dzień, a ty
        bądż ze swoją córką, nie wpychaj się do nich na siłę, a wieczorem żadnych
        pretensji tylko poproś go żeby jutro troszkę też zajął się waszym dzieckiem bo
        waszej córeczce bylo dziś przykro. Myślę że Twój mąż ma po rostu ogromne
        poczucie winy że jego córka "nie ma taty" i chce jej to wynagroodzić, a przy
        tym nie widzi niczego co się dzieje dookoła. Pamiętaj że wasze kłótnie nie
        pomogą ani waszemu małżeństwu, ani waszej córeczce. Uwierz mi gdy ja próbowałam
        powiedzieć coś mojemu mężowi na temat jakiegoś zachowania jego córki, ten zaraz
        stawał w jej obronie. Ja to rozumiem nikt przecież niechce słuchać czegoś złego
        na temat swoich dzieci. Ja poprostu pozwoliłam mu samemu przekonać się jaka jest
        jego córka. Ona nadal do nas przyjeżdza, ale już nie ma tych dziwnych zachowań,
        bo zobaczyła że mi to nie przeszkadza, że to nic między nami nie psuje, że my
        jesteśmy ze sobą poprostu szczęśliwi.
        • elf28 Re: Co myslicie?- moja zazdrość 31.07.06, 10:50
          Tak czytam to wszystko i przychodzi mi taki oto wniosek: kobieta musi
          zrozumieć, wycierpieć swoje, żeby potem było lepiej. Musi ochronić najpierw
          pasierbicę, potem męża, potem swoje dziecko. Natomiast nie chroni sama siebie.
          Stara się zrozumieć wszystkich, ale nie dba o własne potrzeby. W końcu widziały
          gały co brały, można to było przewidzieć, więc o co teraz kopie kruszyć?

          A ja się z tym nie zgadzam. Zawsze byłam orędowniczką zdrowych rewolucji i
          konfrontacji, pójścia pod prąd. Zawsze też byłam za dbaniem o własną godność i
          stawianiem granic. Trudne ale jakże skuteczne.

          Kobietki, chronimy naszych mężów, ich dzieci - bo biedni, po przejściach, z
          traumami, bo życie ich nie rozpieszcza. Skutek jest jeden: nie troszczymy się o
          siebie, o własne pozytywne emocje, o własne dzieci. Bycie macochą to jedna z
          najtrudnieszych ról, jaką zgotować nam może los. Tylko niektóre z nas potrafią
          oddzielać emocje od codzienności i nie przejmować się. Większość z nas nie
          potrafi. Często brakuje nam dojrzałości i cierpliwości. Czasem same jesteśmy
          nieporadną kilkuletnią dziewczynką, która też potrzebuje być przytuloną.

          I jak tu zadbać wtedy o siebie? Trudne to wszystko...ale, co bym zrobiła w
          takiej sytuacji? Przede wszystkim męża postawiła do pionu. Mąż zachowuje się
          jak niedojrzały osioł. Traktując pierwszą córkę w roli uprzywilejowanej stawia
          znak równości pomiędzy swoją partnerką i swoim pierwszym dzieckiem. A między
          tymi uczuciami nie może być równości. O tym, że robi krzywdę własej córce nie
          wspomnę. Niestety czasem terapia wstrząsowa i bardzo wyraźne postawienie
          granic, powoduje zmianę postawy. Nie jest to proste, ale jestem przekonana, że
          własnie konfrontacja będzie motorem do zmiany. Do roli kobiety należy
          konsekwentne mówienie NIE, na sytuacje które nie są w zgodzie z nią. Dopiero,
          kiedy w związku poczuje się bezpiecznie, jej serce może otworzyć się na dzieci
          M.

          A obojgu polecam wizytę nie u psychologa a u terapeuty.
          • niezapominajka281 Re: Co myslicie?- moja zazdrość 08.08.06, 12:06
            zoli mam nadzieję że sytuacja poprawiła się u Ciebie. Napisz czy coś się zmieniło.
    • nangaparbat3 Re: Co myslicie?- moja zazdrość 08.08.06, 23:42
      Wiele wiem o zazdrości, bo przez cale lata zazdrosna byłam okropnie. Az
      zrozumialam, że moja zazdrość to MOj cholerny problem i ja sobie muszę z nim
      poradzić, bo inaczej cale życie bedę zadręczać innych. I nie powiem, ze juz
      zazdrosci nigdy nie czuję, ale nie udaje mi się ją ograniczać, i nie zatruwam
      życiam tym, o ktorych jestem zazdrosna.

      Idź do psychologa, jesli uda Ci sie coś z jego pomocą zrobić, bedzie Ci w życiu
      zwyczajnie lepiej.
      • niezapominajka281 Re: Co myslicie?- moja zazdrość 09.08.06, 10:40
        Ja nie uważam że Twoja zazdrość jest czymś co trzeba leczyć. To Twoj mąż i jego
        córka swoim zachowaniem, powodują że odczuwasz tą zazdrość, myślę że każdy
        człowiek na Twoim miejscu tak samo by reagował.
      • judytak Re: Co myslicie?- moja zazdrość 09.08.06, 19:47
        nangaparbat3 napisała:

        > moja zazdrość to MOj cholerny problem i ja sobie muszę z nim
        > poradzić, bo inaczej cale życie bedę zadręczać innych.

        nie można tego tak jednoznacznie stawiać
        bo to zalezy od sytuacji
        od tego, czy sytuacja jest mniej-więcej w normie, a ty jesteś zazdrosna bez
        większego sensu
        czy sytuacja jest daleka od akceptowalnej, i dalsze w niej trwanie, walka ze
        swoją zazdrością zamiast starań o zmianę sytuacji jest bez sensu

        a tego właśnie nie da się rozpoznać z postu na forum...

        pozdrawiam
        Judyta
    • judytak Re: Co myslicie?- moja zazdrość 09.08.06, 19:59
      może warto przez jakiś dluższy czas prowadzić zapiski czasu, jaki ojciec
      spędzał tylko z jedną córką, tylko z drugą, i z dwiema razem (nie wnikając, jak
      wyglądał czas spędzony razem)

      ty się przekonasz, na ile masz rację, a dla męża masz argument (mężczyźni lubią
      cyfry, fakty, konkrety...)

      może warto brać "poprawkę" na dwie rzeczy: raz, że między zwykłym mieszkającym
      razem rodzeństwem też tego typu rywalizacja o względy któregoś z rodziców do
      rzadkości nie należy, a dwa, że są ludzie (zwłaszcza mężczyźni), którzy mają
      dobry kontakt dopiero z dziećmi "w wieku rozumnym"

      a niektóre sprawy proponuję mimo wszystko stawiać wprost, stanowczo i
      bezdyskusyjnie
      > - „bo Ty nienawidzisz mojej córki”
      > - „bo ona jest taka biedna i nieszczesliwa, bo przeciez ona nie ma tatusi
      > a”
      > - bo ty jestes zazdrosna chorobliwie
      na takie teksty nigdy bym nie pozwoliła
      są rzeczy, które przekraczają tą własnie granicę...
      w zasadzie to on pewnie tak nie myśli, więc mozna podejść od tej strony: na
      jakiej podstawie sądzi, że ty nienawidzisz, podać dowody na to, że wcale nie,
      itp. itd.

      a na wakacje niech tatuś jedzie z N, za rok, dwa ona ani będzie myślała z nim
      jeździć, dla pewności mozna jej wspominać o obozach sportowych, artystycznych,
      przyrodniczych, co ona tam lubi ;o)

      pozdrawiam
      Judyta
    • zolie Re: Co myslicie?- moja zazdrość 13.08.06, 21:37
      no czesc dziewczyny!!! witam was sredecznie po wakacjach ( udanych) na szcze
      scie.
      pojechalismy bez N. (bo ja nie chciałam) . powiedziałam mojemu M, ze chce
      jechac sama z nim i moja zolinka, ale nie widze problemu ,zeby pojechal z N. na
      wakacje sam w innym terminie.

      zaproponowalam tez inne rozwiazanie- ja biore obie dziewczyny i jade na wakacje
      bez niego. ( jak juz wpominałam dogaduje sie sama z N znakomicie)
      - przemilczał.

      obyło sie bez awantury w domu ( dla odmiany chyba, za to tesciowa daje mi do
      zrozumienia ze pozbawilam biedne dziecko wakacji- pomijajac fakt, ze mala
      wróciła własnie z miesiecznych wakacji...) zaproponowałam jakies kolonie..

Pełna wersja