Dodaj do ulubionych

A mi jest strasznie przykro...

29.07.06, 22:32
Mam powyżej uszu mojego NM. Niby między nami wszystko gra, rozmawiamy
godzinami przez telefon jak wyjeżdza, mamy wspólne plany dotyczące budowy
domu, funduje samochód żebym poszła na "prawko", ale...
Jesteśmy razem 6 lat, mamy dziecko i tak mnie naszlo pytanko o slub.
Jakoś tak mi do tej pory śpieszno niebyło i nadal nie jest, ale lekko
zaskoczyła mnie odpowiedz NM - "MY niczego nieplanujemy".Zero dyskusji na ten
temat. Myślałam,że nie jest nam to do szczęścia potrzebne ale jak któreś by
chciało to niema problemu.
Rozumiem że raz popełnił błąd,ale ile czasu ma jeszcze upłynąć zanim
zauważy, że jest już z inną kobietą i może tym razem będzie inaczej.
Jak długo mam jeszcze pokutować za błędy exi, jak długo On ma zamiar lizać
rany?
Przepraszam że tak się rozpisałam, ąle jestem rozżalona okrutnie..
Obserwuj wątek
    • kleo1 Re: A mi jest strasznie przykro... 30.07.06, 06:34
      Może od początku jkoś dalaś mu do zrozumienia, że ślub niejest potrzebny (macie
      dziecko a wtedy przeważnie myśli się o ślubie,gdy akowe się pojaia). Może on
      nie zna Twojego stanowiska, a może nie porozmawialiście nigdy n ten temat a jgo
      zdanie brzmi"nigdy więcej..."? Porozmawiajcie i już...
    • magdmaz Re: A mi jest strasznie przykro... 30.07.06, 09:42
      Spokojnie. Dotąd nie planowaliście, więc takie jest jego stanowisko "za Was".
      Ale powoli, delikatnie, że "może warto by było to jakoś zalegalizować", że
      ostatecznie jest dziecko, ze nic Was nie goni, ale pomyśleć można...
      Tylko nie duś. Cierpliwością zdziałąsz więcej.
      A kochającego chłopa namówisz na wszystko. Wiem to.
      • magret65 Re: A mi jest strasznie przykro... 30.07.06, 14:22
        A ile dziecko ma lat? Wiesz, jak idzie do szkoły to warto, aby wszyscy mieli
        jedno i to samo nazwisko. Masz rację, że uważasz, iż po 6 latach wspólnego
        życia on już powinien zauważyć, że Ty to nie tamta kobieta, a zalegalizowanie
        związku to nie droga do rozwodu! Trzymaj się cieplutko! M
    • khaldum Re: A mi jest strasznie przykro... 31.07.06, 20:27
      chyba Cię rozumiem...

      co prawda nie jesteśmy ze sobą tak długo jak Wy i nie mamy wspólnego, NASZEGO
      dziecka, tylko dzieci z poprzednich związków, ale rozumiem Twoją
      potrzebę "stabilizacji"...

      NM twierdzi, że ma paskudne skojarzenia z instytucja małżeństwa... i ja kiedy
      ktoś pyta kiedy ślub, mówię to samo, choć pragnę tego samego co Ty

      Moj NM wie o moich pragnieniach, początkowo je bagatelizował, później przyjął
      stanowczą i bolesną dla mnie postawę NIE. Wtedy, w trakcie kłótni powiedziałam
      mu, ze nigdy za niego nie wyjdę, choćby mnie błagał na kolanach z bukietem róż
      w zębach... i temat umarł.

      Temat nie wracał do niego prawie rok... kilka tygodni temu, w przypływie
      czułości usłyszałam od NM, "gdybym mógł, to bym się z panią ożenił, ... ale nie
      mogę..." (NM nie ma jeszcze rozowdu)

      Myślę, że faceci potrzebują czasu, jedni wiecej inni mniej, mam nadzieje, że
      Twój NM dojrzeje do tej decyzji...

      hmm pozostaje jeszcze kwestia "nazywnictwa" Mój NM, w towarzystwie nowo
      poznanych osób nazywa mnie żoną, wśród rodziny i przyjaciół mówi o mnie moja
      nieżona
      Jak to wygląda u Was, może od tego można było by zacząć rozmowę o legalizacji
      związku?

      pozdrawiam Cię serdecznie, trzymaj się
      • skarbeniek1 Re: A mi jest strasznie przykro... 01.08.06, 10:47
        Dziecko ma 17 miesięcy, przez ten czas jakoś tak niezbyt mi pilno było do
        ślubu, ale podświadomie chyba czekałam na jego samodzielną niczym
        nieprzyśpieszoną decyzję. Ale kurna ile można czekać..
        Tak naprawdę to niewiem do końca jak on mnie nazywa? Raczej konkubina nie
        mówi smile) Szef w pracy mówi Zona Twoja,wśród coniektórych znajomych dalszych
        jesteśmy małżeństwem ale jak ON mnie nazywa? no niewiem???
        Ale zniechęcił mnie totalnie, niewiem czy chce ślubu z tak niezdecydowanym
        facetem. Może poprostu nie kocha mnie na tyle by to zrobić!
        Wiem napewno, że zaczęłam intensywnie myśleć nad przyszłością naszego związku.
        A związek który się nierozwija poprostu umiera.
        • escribir Re: A mi jest strasznie przykro... 04.08.06, 13:33
          skarbeniek1 napisała:

          >
          > Ale zniechęcił mnie totalnie, niewiem czy chce ślubu z tak niezdecydowanym
          > facetem.

          Jak niezdecydowanym??? No własnie zdecydowanym, a że na NIE to juz inna para
          kaloszy sad
    • kicia031 Re: A mi jest strasznie przykro... 04.08.06, 13:47
      Rozumiem cie, I mysle, ze postepowanie twojego mezczyzny nie jest fair. Nie
      dlatego, bym uważała małżeństwo za warunek sine qua non szczęścia,
      wiecznotrwałości związku, czy innych rzeczy. Sama zreszta z wlasnego wyboru
      zyje w wolnym związku i jakoś mi to nie ciazy, wrecz przeciwnie. Ale to efekt
      uzgodnien miedzy nami, które można w każdej chwili odkręcić, gdyby komuz
      zależało.
      Chocby to było nie wiem jak niesprawiedliwe, kobietz zyjaca w wolnym związku
      jest wciąż w naszym społeczeństwie w jakiś spozob napietnowana – Ok., niech
      pomieszkaja za soba razem na studiach, potem jeszcze rok, czy 2 żeby się
      dotrzec, sprawdzic – ale kiedy przychodza wsporne inwestycje, dzieci, to uwaza
      się, ze z kobieta jest cos nie tak, jeśli on nie chce się z nia ozenic. Masz
      tyle sily, dojrzałości i niezależności, także materialnej, by sobie poradzic z
      takimi stereotypami? Bo jeśli nie, to myślę ze nadszedł czas, by sobie powaznie
      porozmawiac z Niemezem, przedstawic swój punk widzenia i zobaczyc jaka będzie
      reakcja. Bo jeśli nadal negatywna, to mogloby oznaczac, ze jego fobie i urazy
      są dla niego ważniejsze niż twoje szczescie, a to już mało mila wiadomość.
    • skarbeniek1 Re: A mi jest strasznie przykro... 04.08.06, 14:13
      Piszę sprostowanie: sprawa wyjaśniona,wynikło małe nieporozumienie spowodowane
      moją popędliwością przede wszystkim. Rozmawialiśmy na ten temat i
      1. zastrzeliłam go tematem- ni z gruszki ni pietruszki wyskoczyłam z tym
      ślubem,a On biedactwo zmęczony po pracy...
      2.Niepili go do żeniaczki z oczywistych względów...
      3.Myślał że moje stanowisko się niezmieniło..
      4.No i jego stwierdzenie "my niczego nieplanujemy" nieoznacza wcale że takich
      planów niemożemy rozpocząć...

      Dziękuje dziewczyny za wysłuchanie moich wyżaleń i dzięki wieeelkie za rady.
      • kicia031 Re: A mi jest strasznie przykro... 04.08.06, 14:18
        Bardzo sie ciesze. nawet jesli w koncu nie zdecydujecie sie na slub to taka
        otwarta postawa swiadczy o milosci i szacunku i to chyba w tym wszystkim
        najwazniesze.
        Powodzenia
    • magret65 Re: A mi jest strasznie przykro... 06.08.06, 22:45
      Bardzo się cieszę, że wszystko się wyjaśniło! Życzę szczęścia i udanych
      wspólnych ZGODNYCH decyzji dotyczących Waszej przyszłości! M

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka