Jak jest dobrze, to jest dobrze...

31.07.06, 09:31
No wlasnie… Jak pamietacie z moich wypowiedzi, zwsze bylam
zwolenniczka “solidaryzmu rodzinnego” czyli wszyscy zyjemy na tym samym
poziomie I dzielimy srodki finasowe po rowno. Nie ma tak, ze jedni członkowie
rodziny wakacjuja na Majorce, a inni w domu, i tym podobne szczytne zasady.
Niestety, okazalo się, ze te zasady obowiązują u nas tylko wtedy, gdy ja za
ten wypoczynek dla calej rodziny place!. W tym roku finasowo jest nie
najlepiej, bo splacam kredyt, no i na wakacje już nie starczylo. Mielismy
jechac tylko do teściów na Pomorze – nie jest tam tragicznie, ale jakoś super
tez nie – do lasu i do jeziora na tyle daleko, ze ciezko się tam wybrac z
roczniakiem, dzialka bezdrzewna, za to zawalona rupieciami, od których trzeba
malucha odganiac bez chwili przerwy, na zmiane z odganianiem go od 2 zlych
psow…
No a chłop postanowil wlasnie w to lato wysłać Mala do chrzestnego do Stanow.
Oponowałam, bo uważałam, ze to nie fair, ze my wszyscy zaciskamy pasa, a
jeden członek rodziny ma super wakacje, ale pod argumentami, ze chrzestny za
wszystko (podroz, koszty utrzymania, kieszonkowe, no wszystko) placi,
ustąpiłam. Tymczasem wlasnie dowiedziałam się, ze chłop bez mojej wiedzy
jednak sam zapłacił za bilet, i dal jeszcze Malej 500$ na drobne wydatki.
Razem kosztowalo to ze 4 tysiace, podczas gdy brak nam 100pln zaby maluszkowi
kupic krzesełko i stolik!
Oczywiście wydalo się, chociaz chłop skrzetnie ukrywal fakty i chyba taz
poinstruowal Mala, bo kiedy szykowaliśmy ja do wyjazdu i podczas pakowania
zapytałam ja, gdzie schowa pieniadze, to mi powiedziala, ze nie ma zadnych
pieniędzy…
Chciałabym moc napisac, ze jestem wsciekla, albo załamana, ale takie
zachowanie tak mnie zszokowalo, ze w ogóle nie wiem nawet, co czuje…
Dowiedziałam się w piątek i wciąż jestem skolowana. Nie wiem jak rozmawiac z
facetem, który podobno kocha strasznie swojego malego synka – ale nie na
tyle, by podzielic po rowno miedzy dzieci środki finasowe. Od jakiegos czasu
nie było u nas najlepiej, ale ten numer mnie dobil. Nie wiem zupełnie co
robić.
    • zonka77 Re: Jak jest dobrze, to jest dobrze... 31.07.06, 09:47
      Oż kurcze. Powiem szczerze - zamordowałabym męża za coś takiego.
      Za kłamstwo!!!
      Nie wyobrażam sobie sceny typu my nie mamy kasy na potrzebne rzeczy nie mówiąc o
      wakacjach a jedno z dzieci sięwysyła za parę tys na wakacje. Nie wysłalibyśmy
      ani naszego dziecka w takiej sytuacji ani dziecka M
      Współczuję i nie dziwię się że czujesz się rozżalona.
      Naprawdę nie wiem nawet co Ci doradzić.
      Najgorsze jest to ukrywanie - jak można mieć zaufanie potem???
      • zonka77 Re: Jak jest dobrze, to jest dobrze... 31.07.06, 09:54
        Przepraszam Cię że nie napisałam nic pocieszającego - taka sytuacja mi się w
        głowie nie mieści.
    • m-m-m Re: Jak jest dobrze, to jest dobrze... 31.07.06, 09:59
      który podobno kocha strasznie swojego malego synka – ale nie na
      > tyle, by podzielic po rowno miedzy dzieci środki finasowe


      Ja jestem przeciwniczką solidaryzmu rodzinnego i przeciwniczką tekstu,
      że "wszystkie dzieci nasze są". To pozwala mi unikac przykrych rozczarowań
      jakie sa Twoim udzialem.
      Widocznie Twój chłop uznał, że roczniakowi kosztowne wakacje sa zbędne (bo i
      tak niewiele z tego wyniesie), a mloda już zapamięta co i jak widziała za
      granicą.
      Na Twoim miejscu rozważyłabym podanie go o alimenty na syna, przynajmniej
      zagrożenie takowymi by syn miał na swoje utrzymanie jakieś konkretne pieniądze.
      A po równo nigdy nie będzie: nie sądzę, by jakikolwiek sąd przyznał taką samą
      kwotę na dziecko w wieku szkolnym jak i na bobasa.
      Kicia Ty idealistka jesteś i dlatego tak "niesprawiedliwość" faceta Cię boli.
      • kicia031 Re: Jak jest dobrze, to jest dobrze... 31.07.06, 10:23
        No wiem, ze jestem idealistka, ale wydawalo mi sie, ze idealista z idealista
        sie dogada... Tymczasem okazalo sie, ze idealista jest nim tylko gdy w gre
        wchodzi obfitosc i dostepnosc srodkow finasowych.
        Wakacje sa niezbedne kazdemu - mi tez. Caly rok zasuwam jak dziki osiol i tez
        chcialabym odpoczac - to mialam na mysli piszac o solidaryzmie rodzinnym. Nie
        uznaja sytuacji, ze rodzice sobie odmawiaja wszystkiego by zainwestowac w
        dzieci, ani zreszta sytuacji odwrotnej...
        Co do alimentow, to rozwazalam taka opcje powiem ci szczerze, chociaz jeszcze
        sie z nia wstrzymuje, na pewno trzeba najpierw porozmawiac, a ja nawet nie
        wiem, jak sie do tego zabrac!
        I jeszcze dodam, ze koszty utrzymania bobasa sa wieksze, niz dziecka w wieku
        szkolnym - wiem to z autopsji, bo Babalek ma juz 14 lat - u malucha wszystko
        kosztuje drozej i trzeba kupowac czesciej - ubranka, jedzenia, dodaj jeszcze do
        tego koszt opiekunki, ktory w Warszawie wynosi przynajmniej 1300. Ale co z
        tego - nie wyobrazam soebie, by jakis zwiazek mogl sie ostac po takim kroku, a
        ja chcialabym jeszcze zawalczyc, chocby dla dobra malutkiego Groszkowca, ktory
        tate bardzo kocha... Tylko cholera nie wiem juz jak...
        • zonka77 Re: Jak jest dobrze, to jest dobrze... 31.07.06, 10:40
          kicia zgadzam się z Tobą w 100% !!!
          Mimo tego że mamy teraz kupę problemów to jedziemy na wakacje. Chybabym bez nich
          zwariowała.
          Na początku małżeństwa dwa lata nigdzie nie byliśmy - zapychałam dokładnie jak
          dziki osioł
          Teraz też zapycham po kilka do kilkunastu godzin dziennie i uważam że sobie
          zasłużyliśmy na wakacje wszyscy. MY też - nie tylko dzieciaki.
        • m-m-m Re: Jak jest dobrze, to jest dobrze... 31.07.06, 10:48
          dodaj jeszcze do
          tego koszt opiekunki, ktory w Warszawie wynosi przynajmniej 1300.

          A jeśli on ne pracuje to on moze z małym siedzieć w domu. Z jakiej racji ma
          mieć od niego wolne?
          No oczywiście, że wakacje należą się każdemu, kto ciężko pracuje. Na Twoim
          miejscu pobawiłabym się w odrobinę egizmu i spakowała manele własne i
          zabralabym sie na wakacje ze SWOIMI dziećmi, a szanownego pana zostawilabym z
          pusta lodówką i rachunkami za mieszkanie na stole. Bez sentymemntów. Czasem
          faceta trzeba walnąć patelnią w łeb, żeby się ocknął. I tak zabierając
          wspólnego małego syna zwalniasz go na parnaście dni z obowiązku opieki nad nim,
          więc jego działa to i tak TYLKO opłacenie czynszu (za Was wszystkich) i
          kupienie sobie żarcia.
          Z drugiej strony dla mnie to, że Ty tolerujesz jego bezrobocie jest nie do
          przyjęcia: nawet na kasę do supermaketu niech idzie, ale niech IDZIE do pracy,
          bo na mannę z nieba będzie czekał aż Cie finansowo wykończy.
          Nie widzisz, że on wykorzystuje Twoje dobre serce? A rozmowa to tylko konkrety
          i...zdecydowane działania, bo inaczej on dalej będzie Cię kołował.
          • zonka77 Re: Jak jest dobrze, to jest dobrze... 31.07.06, 10:55
            Zrobiłabym chyba dokładnie to co radzi m-m-m
      • zonka77 Re: Jak jest dobrze, to jest dobrze... 31.07.06, 10:37
        m-m-m ale wiesz co...nie tylko o bobasa chodzi nie sądzisz?
        Ja osobiście bez wakacji na które jedziemy za 4 dni wszyscy razem chybabym
        wykorkowała już. Mam naprawdę dość pracy i problemów i marzę o wypoczynku!

        Uzbieraliśmy jakąś sumę na te wakacje. Zaplanowaliśmy razem pół roku temu ile
        damy radę i na tej podstawie wybraliśmy miejsce i określiliśmy długość wakacji.
        Jedziemy razem bo wszyscy mamy prawo do odpoczynku.
        Jeśli młoda by była starsza nie chciała z nami jechać dostałaby kwotę jaka jej
        przypada z tej uzbieranej na wakacje i mogłaby ją spożytkować na wakacje na
        jakie by chciała
        Nie wyobrażam sobie jdnak sytuacji że cała rodzina siedzi w domu i nie jedzie
        nigdzie bo nie ma pieniędzy bo te będą wydane na wakacje jednego dziecka sad
        Za 4000 zł wszyscy mieliby fajne 2 tyg nad morzem. Nawet za 3000 a pewnie i za
        mniej jeśli nie musiałyby być super warunki.
        To chyba nie jest kwestia idealizmu.
        Wyobrażam sobie gdyby M dzisiaj stwierdził dzisiaj że nie jedziemy na wakacje bo
        wydamy tą kasę na super wakacje młodej bo nasza 5 latka nie zapamięta wakacji a
        my jesteśmy dorośli i nie musimy odpoczywać.
        Wiesz co bym zrobiła? Wziełabym to co na mnie i na małą i pojechałabym - resztę
        M mógłby wydawać na wakacje młodej.
        Naprawdę.
        Albo jakby mi powiedział że nie mamy kasy na wakacje i ukrył przedemną wydanie 4
        tys na wakacje młodej.

        Może to wszystko dlatego że ja uważam że dorośli też mają prawo żyć i odpoczywać?
        Te same zasady stosujemy wobec naszej córki - jej również nie wysłalibyśmy na
        super drogie wakacje jeśli przez to miałaby jechać tylko ona. Pojechalibyśmy
        razem - na takie na jakie nas stać.
        • zonka77 Re: Jak jest dobrze, to jest dobrze... 31.07.06, 10:42
          i żeby nie było że żałuję dziecku kasy smile
          Jeślibyśmy mieli dużo pieniążków z przyjemnością wysłałabym młodą na wakacje
          marzeń na majorkę.
          Ale nie mamy i gospodarujemy tym co mamy biorąc pod uwagę potrzeby WSZYSTKICH
          członków rodziny.
        • kicia031 Zonka 31.07.06, 10:54
          Dziekuje ci bardzo za zrozumienie I pocieszenie. Widze, ze mamy dokladnie takie
          samo podejście to dzielenia srodkow finasowych w rodzinie… I innych
          pryncypiow...
          Bo jak patrze na chłopa, bardzo zadowolonego z siebie i szczerze
          nierozumiejacego o co co mi chodzi to się chwilami zastanawiam, czy to może ja
          jestem jakas nienormalna…

          • zonka77 Re: Zonka 31.07.06, 10:56
            nie jesteś nienormaln, przepraszam że to napiszę ale nierówno pod grzywką to ma
            chyba ten Twój pan.
            Oj wyrównałabym mu szybciutko!
        • m-m-m Re: Jak jest dobrze, to jest dobrze... 31.07.06, 10:59
          Może to wszystko dlatego że ja uważam że dorośli też mają prawo żyć i
          odpoczywać?
          Te same zasady stosujemy wobec naszej córki - jej również nie wysłalibyśmy na
          super drogie wakacje jeśli przez to miałaby jechać tylko ona. Pojechalibyśmy
          razem - na takie na jakie nas stać

          Alez ja to popieram i wcale nie uważam, że wakacje należą się tylko dzieciom!
          Wręcz przeciwnie, u nas M. stosuje taką taktykę wobec syna, że ponieważ w tym
          roku opimpalał się w szkole i miał na koniec słabiutkie oceny to teraz w
          wakacje jako facet lat 17-e musi robić obiady i dbać o dom, BO MY PRACUJEMY.
          Młody nie zrobił nic by w ciągu roku zapracować ocenami na SWOJE wakacje i to
          miał przez ojca jasno i dobitnie powiedziane. Co prawda próbowal się burzyć,
          ale nic nie wskórał, już od dawna wie, że jak się nic nie robi to nie ma tak,
          że czy się stoi, czy się leży to wypoczynek się należy! Jak pójdzie do pracy,
          to nikt mu nie da urlopu tylko dlatego, że łaskawie w ogóle do pracy przyszedł.
          Musi na to zapracować, inaczej z pracy wyleci i nie ma powodu uczyć młodego
          roszczeniowości i braku wiedzy na temat, że na wakacje też musi zasłużyc, a nie
          bo jest ich termin w kalendarzu!
          • zonka77 Re: Jak jest dobrze, to jest dobrze... 31.07.06, 11:03
            uhhh, przepraszam ale mnie jakoś wzburzył ten wątek, może dlatego że sama jestem
            przed urlopem który razem żeśmy zplanowali i przygotowali dla wszystkich i mi
            się w lebku nie mieści takie zachowanie jak u męża Kici uncertain
            • dominika303 Re: Jak jest dobrze, to jest dobrze... 31.07.06, 12:19
              Witam, Kicia może jednak spróbujesz porozmawiać ze swoim mężem i wyjaśnić mu to
              co nam napsiałaś! Wiesz, że on chciałbym nieba swej księżniczce przychylić to
              nic złego, ale jeśli on robi to kosztem waszej rodziny, to należy to w nim
              zwalczyć w zarodku, bo za 3 lata to on jej kupi samochód i zapomni ciebie o tym
              poinformować!
              A tak po za tym to nie bardzo rozumiem skąd on miał tyle pieniędzy??, skoro wy
              oszczędzacie, on nie pracuje - to skąd u niego kwota 4 tyś zł?????????? które
              lekką reką wydaje na zachcianki córy????????, a nuie ma na krzesełko dla waszego
              dziecka????????
              • m-m-m Re: Jak jest dobrze, to jest dobrze... 31.07.06, 12:33
                Skąd mial te 4 tys. (+ 500 $) to trudno orzec. Są na tym świecie faceci, którzy
                potrafią pożyczać na fanberie nawet jeśli spłata jest nierealna, więc może
                pożyczył, a może miał schowane przed Kicią?
              • kicia031 Re: Jak jest dobrze, to jest dobrze... 31.07.06, 12:52
                Chlop prowadzi wlasna firme I ma dochody nieregularne – czasami przez kilka
                miesiecy niewiele, a potem wlasnie na przyklad owe 4 tysiace. On ich po prostu
                nie zgłosił do budżetu domowego, tylko zachomikowal. To jest wlasnie problem z
                ludzmi, którzy nie pracuja na pensji, tylko utrzymuja się z dzialanosci
                przynosacej zmienne dochody – jeśli on nie będzie miał dobrej woli, by
                informowac mnie o tym, co zarobil, to ja nigdy nie dojde ile on ma pieniędzy, A
                on się przyzwyczaił, ze ja nie tylko dobrze zarabiam, ale jeszcze tak
                gospodaruje pieniędzmi, ze na wszystko mi starcza i mogę nawet odłożyć. Tylko
                ze to działało, dopóki splata kredytu nie zaczela zzrerac prawie polowy mojej
                pensji!
                Tak wiec tak naprawdę nasz problem nie polega na zafundowaniu malej wyjazdu, to
                tylko objaw, a problemem jest w mojej opinii brak wspolnej polityki finasowej.
                A jak do niej nakłonić, tego nie wiem, bo w deklaracjach chłop się na nia
                zawsze zgadzal, tylko z realizacja mu nie wychodzilo!

                • zonka77 Re: Jak jest dobrze, to jest dobrze... 31.07.06, 12:58
                  Kiciu, ale jak to jest - on nie ma kasy parę miesięcy to ty za wszystko płacisz?
                  A jak ma kasę to ją chowa i udaje że nadal nie ma?
                  To jest chore sad
                  • kicia031 Re: Jak jest dobrze, to jest dobrze... 31.07.06, 13:04
                    No wlasnie zaczyna to do mnie docierac ze sytuacja jest chorasad
                    Do tej pory nie robilam problemu z dysproporcji dochodow, bo nigdy nic nie
                    wiadomo, dzis ja zarabiam wiecej, a jutro moge byc bezrobotna i na jego
                    utrzymaniu.
                    Ale widze, ze pozwolilam, by umknela nam roznoca miedzy "jedno zarabia mniej,
                    drugie wiecej, ale wszyscy sie solidarnie dokladamy do wspolnego garnuszka"
                    a "ty wkladasz do wspolnego garnuszka, a ja wkladam albo nie - jaki mam nastroj"
                • mamaika Re: Jak jest dobrze, to jest dobrze... 31.07.06, 13:20
                  No to tak jak u mnie i problemy też podobne. Mój M też mnie oszukał bo rzecz
                  trzeba nazwać po imieniu pod względem finansów.W teorii też grało w praktyce
                  nie. Musisz z nim o tym porozmawiać i postawić sprawę jasno,że coś takiego nie
                  ma prawa już się zdarzyć. Polityki finansowej jasnej nie mamy w sumie do tej
                  pory, w tej chwili ( od września dziewczyny będa mieszkać z nami ) sprawę
                  stawiam jasno i mam nadzieję,że klarownie. Co będzie czas pokaże ale nie jestem
                  zdania,że musi być równo i sprawiedliwie. Póki co to ja mam jedno dziecko a on
                  znacznie więcej a powodów dla których mam je w jakikolwiek sposób sponsorować
                  nie widzę. Wystarczy,że biorę na siebie kredyt, a rata wpłynie na moje finanse
                  bynajmniej nie bezboleśnie.A tak generalnie to poweekendowo mam dół totalny i
                  serdecznie dość
                  • kicia031 Mamaika 31.07.06, 13:26
                    No wlasnie widzialam z twoich wczesniejszych postow, ze masz zamiar zastosowac
                    takie samo rozwiazania, jakie ja zastosowalam – mieszkania na ciebie, ty
                    bierzesz kredyt, ty go splacasz, mieszkanie jest twoje. To mi się wydawało
                    dobrym pomysłem, ale w praniu się okazalo, ze w rezultacie ja jestem zarznieta
                    finasowo, starcza tylko na niezbędne wydatki, a chłop mieszka, doklada się do
                    utrzymanie ile chce i kiedy chce – czyli z rzadka, a mnie nie stac nawet na
                    wakacje dla siebie i swoich dzieci…
                    Jak się obrocisz, d.., zawsze z tylu!
                    • m-m-m Re: Mamaika 31.07.06, 13:57
                      a chłop mieszka, doklada się do
                      > utrzymanie ile chce i kiedy chce – czyli z rzadka, a mnie nie stac nawet
                      > na
                      > wakacje dla siebie i swoich dzieci…



                      No wiesz, ja przypuszczam, że on ma zachomikowane więcej.
                      Polityka MUSI byc jasna: tak jak alimenty na córke, tak na dom i drugie dziecko
                      on MUSI mieć i tego z kolei Ty musisz od niego wymagać.
                      Nie ma opcji o n sie nie doklada. Kiedys , dawno moj M. tez mowilmi , ze ma
                      nieregularne dochody i nie może się zadeklarować co do knkretnej kwoty co
                      miesiąc. Powiedziałam mu jasno, że on i jego syn jedzą codziennie (a nie od
                      czasu do czasu) i musi tak gospodarować swoimi pieniędzmi, by mu na to jedzenie
                      i utrzymanie starczyło, bo mnie nikt nie pyta się, czy mam na śniadanie dla
                      siebie. To go otrzeźwiło i od tamtej pory doklada się regularnie, a ja nie
                      wnikam, czy ma nadwyżki nad koszty utrzymania, czy nie.
                      • kicia031 Re: Mamaika 31.07.06, 14:07
                        No tak konto na wydatki domowe to jest jedno z rozwiazan, nad ktorym sie
                        zastanawiałam: niech co miesiąc wplaca do budżetu domowego ustalona sume na
                        potrzeby codzienne rodziny. Tylko ze to chyba nie rozwiaza sytuacji, bo co z
                        potrzebami niecodziennymi, jak wakacje, czy meblowanie mieszkania – jeszcze go
                        nie zakończyliśmy, ze względu na braki finasowe.
                        Ja sobie w swoim idealizmie wyobrażałam, ze wszystko co zarabiamy skladamy
                        razem i z tego funduszu dokonujemy wspolnie uzgodnionych wydatkow. Na potrzeby
                        codzienne i estrowe. Tylko ze to dziala pod warunkiem, ze nie oszukujemy i do
                        garnuszka wkladamy rzeczywiście wszystko, a nie chomikujemy sobie na boku.
                        Gdybyśmy mieli wspolny garnuszek, to jak to wszystko dzielic, biorac pod uwage,
                        ze w gdze są: moje dziecko, jego dziecko, i nasze wspolne dziecko, no i my,
                        jego dziecko otrzymuje alimenty, ale bywa tez u nas w domu, no i oprocz tego
                        otrzymuje inne świadczenia od taty – jak widac calkiem spore? I mój starszy
                        synek dostaje alimenty od taty – czy to mam składować gdzies osobno?
                        Gubie się już w tym wszystkim.
                        • m-m-m Re: Mamaika 31.07.06, 14:22
                          Musisz z nim rozmawiać. Jeśli będzie to bez rezulatu, to zecydowanie nie
                          wspólne konto (jeśli ma tendencję do machlojek, to np. będzie na nie wpłacał z
                          opóźnieniem, albo sobie z niego pożyczał, albo kręcił, że już zaraz ma mieć
                          pieniądze, a np. przez miesiąc ich nie wpłaci). Co do alimentów Twojego syna,
                          to wydawaj je na jego potrzeby: już niedługo będziesz kupowała książki do
                          szkoły, są właśnie wakacje, jakiś obóz, buty, ubrania, dentysta itp.
                          Co do meblowania mieszkania: rozmawiaj z nim o tym, że na meble potrzeba tyle,
                          a tyle konkretnej kasy, Ty spłacasz kredyt za "ściany" domu więc on powinien je
                          sfinansować w całości (tak jak Ty w całości finansujesz owy kredyt).
                          • kicia031 m-m-m 31.07.06, 14:34
                            m-m-m gdybym czekala az on sfinasuje meble, to do dzial spalabym na materacu ;-
                            ))
                            a tak powaznie - to nie jest tak, ze on sie nie doklada, problem w tym, ze nie
                            czuje, ze to jest obowiazek, tylko cos, co raz moze zrobic, a raz nie. I nie
                            pisz co powinnam zrobic, jak on sie dolozy do wspolnej kasy - bo czy mam
                            kupowac osobne zarcie dla siebie i dorastajacego synka, a na lodowke zalozyc
                            zamek?
                            Rozmawialam z nim o tym nie raz, a on kiwal glowa i mowil: tak, tak, a potem
                            nic sie nie dzialo - albo ze on sie musi zastanowic nad tym, co powiedziala, i
                            nie pozwoli sie w tym zastanawianiu popedzac.
                            Wierz mi, gdybym nie miala dzieci, to zjadlabym na miescie a jemu przedstawila
                            do wgladu pusta lodowke!
                            • m-m-m Re: m-m-m 31.07.06, 14:46
                              Rozmawialam z nim o tym nie raz, a on kiwal glowa i mowil: tak, tak, a potem
                              nic sie nie dzialo - albo ze on sie musi zastanowic nad tym, co powiedziala, i
                              nie pozwoli sie w tym zastanawianiu popedzac.


                              To też nie musi się spieszyć z jedzeniem. Jak jest głodny to najpierw niech
                              pomyśli (i broń Boże niech się nie popędza!) i może głod sam mu przejdzie.
                              Poza tym postwienie sprawy jasno : dziś Ty finansujesz zakupy z supermaketu, za
                              tydzień ja. Wpadnie w rytm i będzie wiedział, że musi co najmniej dwa razy w
                              miesiącu zapłacić w sklepie.
                            • zonka77 Re: m-m-m 31.07.06, 14:52
                              no to chyba musisz sięgnąć po mocniejsze środki jeśli rozmowa niec nie daje?
                              • kicia031 Re: m-m-m 31.07.06, 14:56
                                Tylko po jakie mocniejsze srodki siegnac?
                                Wlasnie w tym problem, ze nie mam pomyslu, jak taka rozmowe przeprowadzic, wiec
                                na razie nie mowie nic i komunikuje sie tylko w sprawach zyciowo niezbednych. A
                                chlop przeszczesliwy, bo mu z prosbami 'Prorozmawiajmy" nie przeszkadzam w
                                ogladaniu TV i grzebaniu w kompie.
                                I nie piszcie ze widzialy galy co braly, bo zaklinam sie na wszystkie
                                swietosci, ze nie byl do niedawna az tak beznadziejny. Przynajmniej na poziomie
                                deklaracji.
                                • zonka77 Re: m-m-m 31.07.06, 15:17
                                  oj nie powiem "widziały gały" bo moje też widziały a potem się musiałam
                                  napracować żeby ten widok był o wiele lepszy big_grin
                                  (mam nadzieję że mój mąż mnie nie udusi w końcu kiedyś za to co o nim piszę bo
                                  wiem że sobie poczytuje to forum i dla Niego buziaczek kiss )

                                  A jakie środki? Jednak chyba rozmowa w której ustalicie ale konkrety: tyle a
                                  tyle pieniędzy ma dołożyć i koniec. Nie może tylko musi i konkretnie musisz
                                  powiedzieć ile i kiedy.
                                  Myślę że jeśli ty sama nie postawisz sprawy jasno i nie zmusisz chłopa to on sam
                                  się przecież nie zmieni.
                            • mangolda Re: m-m-m 31.07.06, 16:34
                              Mozesz zapisac dzieci na stolówke.

                              A tak w ogóle to nie byloby problemu, gdyby ta jego córka przestala was na
                              chodzić. Nie ma nic gorszego, niż dochodzące dziecko. Albo ona mieszka z wami i
                              dzielicie wsztstko na 5 osób, tak jak mówilaś, albo WON.

                              Na ten moment możesz:
                              1) zakazac wstępu pannie do waszego domu, zwlaszcza ze to jest TWOJ dom
                              2) podac męża o alimenty na wasze dziecko
                              3) prowadzić odrębne gospodarstwo domowe ze swoimimi dziećmi
                              4) zakazac mężowi dawania jej czegokolwiek poza alimenty

                              zaraz wszystkie jak zwykle na mnie naskoczą, ale prawda jest taka że bylą
                              rodzinę M. trzeba odizolować i nie ma od tego alternatywy. jeden wyjątek (Zonka)
                              tutaj wiosny nie czyni, bo tym dzieciom niestety chodzi tylko o to żeby
                              wyciągnąć jak najwięcej kasy, dzieci z rozbitych rodzin takie są i już. z resztą
                              myśle, że akurat u Zonki jest inaczej tylko dlatego że matka córki M. jest
                              bogata. gdyby bylo inaczej, to stawiam dolary przeciwko ziemniakom że tamta
                              manipulowalaby (zapewne w porozumieniu z matką) ojcem w taki sposób aby od Zonki
                              wyciągnąć jak najwięcej kasy i nic by tego nie zmienilo.
                              ech...... ale wy idealistki jesteści (a przynajmniej udajecie takie) i zamykacie
                              oczy na tę prostą prawdę. cóż.... wasz wybór.
                        • jula55 Re: Mamaika 31.07.06, 14:23
                          W takiej sytuacji dobrym pomyslem wydaje sie wyegzekwowanie od niego konkretnej
                          sumy co miesiac na podstawowe potrzeby i oplaty. Ty tez mozesz dolozyc tyle samo
                          lub mniej (w zaleznosci od tego, ktore z was w wiekszym stopniu wykonuje
                          obowiazki domowe), a reszte odkladaj sobie na wakacje swoje i swoich rzeczy.

                          A klamstwa Twojego meza to odrebny problem i tutaj nie bardzo wiem, co napisac,
                          zwlaszcza, ze sama z powodu ciaglych klamstw i klamstewek rozstalam sie z moim
                          pierwszym mezem.
                    • mamaika Re: Mamaika 31.07.06, 14:09
                      Kicia bo podobnie mamy, tyle że ja większą liczbę pasierbic smile A co do kredytu
                      to rozmawiałam z M że i tak się dokładać bezpośrednio do niego ma, w końcu
                      mieszkanie musimy zmienić ze względu na jego córki to raz, po dwa jestem zdania
                      że jeżeli wszystko zostawił eksi i po niej dziedziczą dziewczyny to też ma
                      zarobić na majątek, który zostanie naszemu czy też naszym dzieciom. No i
                      licze,że większościowo spłacać się bedzie niejako sam z wynajęcia obecnego (
                      mojego)mieszkania.I naprawdę wiem jak się czujesz , ja też zasuwam ile mogę i
                      jak się da .A na wakacje niestety też w tej chwili i finansowo i czasowo nawet
                      nas nie stać.
                      • kicia031 Re: Mamaika 31.07.06, 14:14
                        Wiesz, u nas tez mialo byc tak, ze ten kredyt splacamy wspolnie, i byly plany,
                        ze go splacimy w ciagu 5 lat, a nie 15, i tym podobne. Splacamy od pol roku,
                        ale jak na razie wszystkie raty zaplacilam ja. I to ja czuje sie jak zebrak, bo
                        nie stac mnie na zadne extrasy (drobne) do ktorych bylam przywyczajona.
                        ehhh
                      • m-m-m Re: Mamaika 31.07.06, 14:30
                        No i
                        licze,że większościowo spłacać się bedzie niejako sam z wynajęcia obecnego (
                        mojego)mieszkania.


                        To nie cała suma z wynajmu powinna iść na spłatę wspólnego mieszkania. Z
                        doświadczenia wiem, że trzeba jasno składki wszelkie podzielić. Ile on ma tych
                        córek? Trzy? Plus on sam to 4 osoby on musi sam sfinansować, Ty jestes tylko z
                        jednym dzieckiem, więc on 4/6, a Ty 2/6 kwoty kredytu. Trzymaj się tego co jest
                        teraz, a nie ewentualnych póki co hipotetycznych wspólnych dzieci. Na razie
                        rzeczywistość jest taka i nie miej sentymentów.
                        • mamaika Re: Mamaika 31.07.06, 14:59
                          M-m-m córek ma trzy, mieszkać z nami będa dwie nieletnie, trzecia dorosła i
                          samodzielna już od paru lat. Dziecko mam jedno - wspólne z M , drugie wspólne
                          straciłam rok temu. Sentymentów nie mam toteż dokładać się do jego córek nie
                          zamierzam, natomiast logicznym wydaje mi się w naszej sytuacji fakt iż kredyt
                          spłacam w dużej części ja - bo on też formalnie do mieszkania nic mieć nie
                          będzie, tak samo jak logiczne wydaje mi się,że dokładać do niego ma się także
                          bo wzięcie go jest koniecznością ze względu właśnie na jego córki. Co do spraw
                          finansowych próbujemy poczynić sensowne ustalenia i tyle
                      • m-m-m Re: Mamaika 31.07.06, 14:30
                        No i
                        licze,że większościowo spłacać się bedzie niejako sam z wynajęcia obecnego (
                        mojego)mieszkania.


                        To nie cała suma z wynajmu powinna iść na spłatę wspólnego mieszkania. Z
                        doświadczenia wiem, że trzeba jasno składki wszelkie podzielić. Ile on ma tych
                        córek? Trzy? Plus on sam to 4 osoby on musi sam sfinansować, Ty jestes tylko z
                        jednym dzieckiem, więc on 4/6, a Ty 2/6 kwoty kredytu. Trzymaj się tego co jest
                        teraz, a nie ewentualnych póki co hipotetycznych wspólnych dzieci. Na razie
                        rzeczywistość jest taka i nie miej sentymentów.
                    • agnese_1 Re: Mamaika 31.07.06, 14:27
                      Kurcze czy to sezon na klopoty finansowe?
                      My mamy podobnie tylko w odwrotna strone...
                      U nas plan byl taki, ze to niemaz bierze kredyt i kupuje mieszkanie na swoje
                      nazwisko i tam mieszkamy. Ja dokladam sie po polowie na czynsz, oplaty,
                      jedzenie i inne wydatki domowe. Wakacje, ciuchy i inne swoje fanaberie
                      finansuje sama. Dodam, ze kredyt pochlonie ok 1/2 dochodow niemeza, za reszte
                      da sie jeszcze przyzwoicie zyc. Na razie fair? Chyba tak. Dalej, za jakis czas
                      ja biore kredyt i kupuje wlasne mieszkanie, ktore wynajmuje. Za iles tam lat,
                      kiedy powiekszy nam sie rodzina sprzedajemy oba i kupujemy np. dom razem. Dalej
                      wydaje mi sie to w miare sprawiedliwe.
                      A tu nagle niemaz wyskakuje z koncepcja, ze ja powinnam nu sie jeszcze dokladac
                      do raty kredytu, w wysokosci 1/3-1/4. A ja na to czy w takim razie bede
                      wspolwlascicielem mieszkania w tej samej proporcji? On na to, ze nie ale
                      przeciez bede tam mieszkac. A ja, ze przeciez mieszkanie bedzie jego, jak sie
                      rozstaniemy to ja zabieram walizki i znikam, jak odpukac on umrze zanim sie
                      pobierzemy to mieszkanie odziedziczy jego corka. Do niego nadal nie dociera. A
                      ja obstaje przy swoim. Nie wiem, jestem prawnikiem i moze stad takie
                      formalistyczne podejscie... Ale nie wydaje mi sie to wszystko fair...
                      Tylko ze u nas, nie tak jak u Kici, mamy mniej wiecej takie same, stale
                      dochody. I kredyt raczej niemeza specjalnie nie zarznie.
                      W twojej sytuacji to nie wiem jak bym sie zachowala. Ale na miejscu twojego
                      chlopa to po prostu byloby mi wstyd i kazda zarobiona zlotowke wkladalabym do
                      wspolnego budzetu jak najszybciej i jeszcze bylabym wdzieczna, ze partner jest
                      wyrozumialy i sam ponosi znaczne koszty finansowe.
                      Jesli juz dochodzi do takich sytuacji to po prostu z nim porozmawiaj ale
                      konkretnie, z wyliczeniem czarno na bialym jakie koszty ty ponosisz, jakie on,
                      jaka jest dysproporcja. Moze to go troche otrzezwi...





                      • m-m-m Re: Mamaika 31.07.06, 14:40
                        A tu nagle niemaz wyskakuje z koncepcja, ze ja powinnam nu sie jeszcze dokladac
                        do raty kredytu, w wysokosci 1/3-1/4. A ja na to czy w takim razie bede
                        wspolwlascicielem mieszkania w tej samej proporcji? On na to, ze nie ale
                        przeciez bede tam mieszkac. A ja, ze przeciez mieszkanie bedzie jego, jak sie
                        rozstaniemy to ja zabieram walizki i znikam, jak odpukac on umrze zanim sie
                        pobierzemy to mieszkanie odziedziczy jego corka. Do niego nadal nie dociera. A
                        ja obstaje przy swoim.


                        I słusznie obstajesz. W żadnym wypadku nie finansuj mieszkania, ktore w
                        przyszłości odzidziczą jego córki.
                        Moim zdaniem sprawiedliwie jest jesli ma sie współwlasność, a doklada się do
                        nieruchomości tyle ile ma sie przychowku wlasnego no i oczywiście za siebie
                        samego.
                        Skoro on chce byś dokładała się do tego kredytu to tak jakbyś płaciła
                        zakamuflowany czynsz za ...wynajmowanie Ci metrów, które użytkujesz. To bez
                        sensu biorąc pod uwagę, że w razie jego śmierci panny weksmitują Cię szybciutko.
                      • mangolda Re: Mamaika 31.07.06, 16:44
                        > A tu nagle niemaz wyskakuje z koncepcja, ze ja powinnam nu sie jeszcze dokladac
                        >
                        > do raty kredytu, w wysokosci 1/3-1/4. A ja na to czy w takim razie bede
                        > wspolwlascicielem mieszkania w tej samej proporcji? On na to, ze nie ale
                        > przeciez bede tam mieszkać

                        wiesz..... w zaszadzie to ja mu się nie dziwie, gdybyć wynajmowala mieszkanie
                        "na mieście" też musialabyś placić odstępne wlaścicielowi, a tu jest taka sama
                        sytuacja, przecież nie jesteście malżeństwem. jeśli uważasz, ze to ci sie nie
                        oplaca to kup odzielne mieszkanie i w nim mieszkac, mozecie sie spotykac raz u
                        ciebie, raz u niego.
                        • agnese_1 Re: Mamaika 31.07.06, 17:47
                          Czyli jak radzisz, powinnam sie szybko ochajtac i wtedy juz nie bede musiala
                          placic? wink
                          Wybralam inna opcje, powiedzialam mu, ze w takim razie znajde sobie faceta,
                          ktory nie bedzie ode mnie pobieral oplat za przywilej mieszkania z nim wink
                          Chyba poskutkowalo bo juz stwierdzil, ze zawsze mozemy isc do notariusza i
                          ustanowic mnie wspolwlascicielem lub po prostu kupic wspolnie.
                          Tobie tez Kicia radze postawic sprawe jasno i byc konsekwentna.
                          Pozdrawiam
    • weronka77 Re: Jak jest dobrze, to jest dobrze... 31.07.06, 12:40
      YYYY,cholera...Mój ojczym 10 lat temu bez wiedzy mamy ze wspólnego konta wziął
      40tys żeby synowi lat 28 kupić cos na kształt kawalerki na poddaszu.Zadyma była
      niezła bo sprawa się wydała dość szybko.Co gorsza 3/4 wkładu konta było zasługą
      mamy ponieważ jako dziennikarz i producent telewizyjny zarabia świetnie a
      ojczym duużo mniej.Matka sobie pluła w brodę za to wspólne konto ale ostatnio
      się "odgryzła"wink) Spisała testament notarialnie "wydziedziczając"
      ojczyma ,czyli całą swoją część majątku zapisała mnie(bo podobno jest tak że
      dziedziczy współmałżonek i dziecko).Bezczelnie jeszcze wymieniła każdą
      pierdółkę i zamieściła zdjęcia antyków po prababciwink))KObieta potrafi jak się
      wkurzywink)Ale dłuugo jej ta ojczymowa nielojalność na wątrobie siedziała oj
      dłuugo...
      • m-m-m Re: Jak jest dobrze, to jest dobrze... 31.07.06, 14:04
        Spisała testament notarialnie "wydziedziczając"
        ojczyma ,czyli całą swoją część majątku zapisała mnie


        Jeśli nie podała konkretnych powodów wydziedziczenia (dopuszczalne są tylko
        trzy, m. in. np. spadkobierca rażąco nie dopełniał wobec niej obowiązków
        rodzinnych, nie opiekował się w chorobie, nie dokładal się do utrzymania
        wspólnego gospodarstwa) - to nawet zapisując wszystko Tobie i tak jemu należy
        się zachowek.
        • weronka77 Re: Jak jest dobrze, to jest dobrze... 31.07.06, 22:58
          Nie wiem jakie są procedury mam testament u siebie na wszelki wypadek.Ale chyba
          renomowany notariusz raczej wiedział co podpisuje i pewnie uprzedziłby o
          konsekwencjach.Ale jak zawsze sprawdzę to na bieżąco i w razie czego
          uzupełnimy,coś się wymyśli.Raczej ani ja ani mama nie mamy ochoty w razie czego
          żeby część cennych rzeczy trafiła w łapki pasierba i jego rodziny,zwłaszcza
          gdy są to rzeczy które moja mama otrzymała w spadku po swojej rodzinie.To chyba
          byłoby niedorzeczne,prawda? To właśnie antyki,biżuteria i inne bibeloty po
          babciach,pra,prapra i innych ze strony mamy przedstawiają największą wartość.
    • magret65 Re: Jak jest dobrze, to jest dobrze... 31.07.06, 15:11
      Kiciu!
      Mnie najbardziej dotknęło, że Twój mąż tak bezczelnie Cię oszukuje i kłamie!
      Oczywiście wakacje należały się wszystkim. Jak miał jakieś odłożone pieniądze,
      to powinien był podzielić, a nie fundować tylko jednemu członkowi rodziny. Mi
      się widzi, że jemu wcale nie zależy na tych wakacjach, więc uważa, że i Wy nie
      musicie. Ja bym na Twoim miejscu zrobiła wszystko, żeby gdzieś wyjechać i to
      BEZ NIEGO!!! Wy potrzebujecie odpoczynku, a on widocznie NIE i nim bym się
      absolutnie nie martwiła. Jak będzie miał przed sobą rachunki i pustą lodówkę,
      to może się tym zajmie! Rozmowa konieczna. Jak nie będzie chciał się dokładać
      i nadal zgrywał się, że nie rozumie /w to wybacz nie wierzę, bo z tego co
      piszesz nie wygląda na osobnika ograniczonego!/, to wystąpiłabym o ustalenie
      alimentów na podstawie PIT z 3 ostatnich lat na dziecko i zwróciłaby się do
      Sądu z prośbą o zobowiązanie do pokrywania przez niego połowy kredytu. Kto wie,
      jak zobaczysz PITy z ostatnich lat, czy Sama nie będziesz zaskoczona! A może on
      dorabia "na czarno" tylko trzyma to w tajemnicy? Jeszcze nikomu aż tak
      przykrych słów nie napisałam i sorry, że będziesz pierwsza, ale uważam, że on
      Cię nie tylko nie szanuje, ale także nie kocha! Robi Cię w przysłowiowego
      balona i żeruje na Twojej łatwowierności. Facet nie ma za grosz wstydu i
      przyzwoitości! Biedne to Wasze dziecko! Teraz jest małe i nie rozumie, ale jak
      będzie się czuł, jeżeli tato w przyszłości też tak będzie faworyzował córunię?!
      I jeszcze uczy córkę, żeby Cię oszukiwała?! To jak ona ma się odpowiednio do
      Ciebie odnosić, skoro sam ojciec uczy ją krentactwa?! A jaka będzie jej postawa
      życiowa w przyszłości?!
      Zrobisz jak uważasz. Moim zdaniem Twój M po prostu się przyzwyczaił, że nad nim
      skaczesz i może robić, co mu się podoba. Potrzebuje solidnego kopniaka w tyłek
      by wreszcie docenić, że ma dobrą żonę, która stworzyła mu dobry dom i daje
      poczucie bezpieczeństwa! Lepiej teraz przeżyć burzę niż za parę miesięcy
      tłumienia w sobie żali i pretensji decydować się na rozwód! Pozdr. M
      • magret65 Re: Jak jest dobrze, to jest dobrze... 31.07.06, 15:18
        Dziewczyny, sorry za ortograf! Oczywiście wiem, że krętactwo pisze się przez ę,
        a nie en. Po prostu wyszło tak z rozpędu i czytając dopiero po wysłaniu właśnie
        to zauważyłam!
        A wracając do dzielenia pieniędzy na dzieci.Sądy niestety przeważnie twierdzą,
        że starsze dzieci mają większe potrzeby, bo potrzebują również na rozrywki i
        więcej kosztuje je szkoła. Dla mnie to bardzo dziwne, bo nie patrzy się tu, że
        dla malucha trzeba opłacić żłobek, przedszkole lub opiekunkę. Starsze dziecko
        takiej opieki nie potrzebuje. Pozdr. Wszystkich. M
        • zonka77 Re: Jak jest dobrze, to jest dobrze... 31.07.06, 15:21
          no poza tym "nie kocha" to się w dużej mierze zgadzam z margaret - napewno
          wykorzystuje ale ty się kiciu dajesz wykorzystywać a on korzysta. Musisz
          powalczyć i zburzyć mu jego święty spokój przed komputerkiem i tv
          • kicia031 Re: Jak jest dobrze, to jest dobrze... 31.07.06, 15:59
            Magret, Zonka, wiem, ze macie racje, ze trzeba siasc, przeprowadzic rozmowe, ze
            trzeba sie umowic, co I jak a potem zaczac egzekwowac te umowe. Musze dobrze
            przemyśleć, jak te rozmowe przeprowadzic, tak by do czegos doprowadzila. Na
            szczescie mam na to zastanowienie się troche czasu, bo chłop wyjechal dziś
            rano. Zastanawiam się, jaka strategie przyjąć, czy domagac się wyjaśnienia
            sprawy z corka, czy nie wracac do przeszłości i przejść do konkretow, czyli do
            moich oczekiwan?
            A może lepiej ograniczac konwersacje tak jak to robiłam przez ostatnie 3 dni,
            az on się zainteresuje co się stalo? Plusem takiego rozwiązania jest ze to on
            będzie miał problem i dazyl do jego rozwiązania, minusem – ze mogę tak czekac
            długo.
            I tylko jak sobie przypomne te wszystkie bezowocne rozmowy, które
            przeprowadziliśmy do tej pory, to mi się wszystkiego odechciewa… problem w tym,
            ze nie posiadam zadnych srodkow przymusu, mogę tylko prosić, przekonywac – co
            przeciez już robiłam – i nic z tego nie wynika.
            W tym momencie przezywam faze totalnego zniechęcenia.

            • agnese_1 Re: Jak jest dobrze, to jest dobrze... 31.07.06, 16:04
              Nie wydaje mi sie, zeby bylo tu na co czekac. Zainteresuje sie albo i nie, a
              moze cisza bedzie mu na reke bo nie bedzie musial tlumaczyc sie ze sprawy z
              corka.
              Ja bym usiadla z kartka i kalkulatorem i policzyla co i ile kogo kosztuje.
              Jezeli umawialiscie sie splacac kredyt razem to powiedz, ze skoro ty zaplacilas
              za 6 miesiecy to za nastepne 6 zaplaci on.
              • zonka77 Re: Jak jest dobrze, to jest dobrze... 31.07.06, 16:21
                Kiciu ja bym zaczęła od wyjaśnienia właśnie tej sprawy.
                Niech Chłop wytłumaczy jakim cudem te pieniązki ma skoro nie ma na dokładanie
                się do domowego budżetu. Ja bym go zmusiła żeby powiedział że tą kasę sobie
                skrzętnie schował. Powiedziałabym że skoro ma pieniądze o których nie wiesz ty
                to cięzko będzie Ci jemu zaufać - może ma więcej? Skoro go stać to proszę bardzo
                - niech da kasę tu i teraz.
                A Środki przymusu? Wysyłanie go do sklepu bez dawania mu pieniędzy? Pytania
                codzienne "kiedy będą pieniądze" Egzekfowanie kasy na opłaty kiedy przychodzi
                termin zapłaty - po prostu nie dać spokoju.

                Wiesz co ja naprawdę rozumiem że ktoś może nie mieć, może pracę stracić, moze
                mniej zarabiać.
                Ale jak można mieć pieniądze i je ukrywać i żyć na koszt drugiej osoby - no
                byłabym po prostu twarda bo bym się wściekła okrótnie za takie oszukiwanie.
                Nie prosić tylko żądać - tyle a tyle, na to i na to. A jak powie że nie ma to
                zapytać jak masz mu wierzyć skoro cię oszukiwał już nie ma a miał - niech w
                takim razie ci udowodni że nie ma
                Nie możesz chyba zostawić sprawy niewyjaśnionej - on musi wiedzieć że czujesz
                się oszukana,

                No a jeśli to wszystko nic nie da to naprawdę bym mu powiedziała że w takim
                razie to moje jedzenie i że chcę alimenty.
                Powtarzam: jeśli jest uczciwość to wtedy rozumiem, można mieć mniej lub nie mieć
                wcale. Ale nie zniosłabym oszukiwania, ukrywania kasy i życia moim kosztem
                podczas kiedy kasa jest ale na inne cele!
                Myślę kiciu że ty trochę za "miętka" jesteś w tym temacie i Twój chłop to wie i
                stąd jego niesłowność i puste deklaracje itd
                Musisz nim mocno potrząsnąć i kopnąć w 4 litery na opamietanie (jejku ależ je
                sie ostra robię;P)
                • m-m-m Re: Jak jest dobrze, to jest dobrze... 31.07.06, 17:29
                  Myślę kiciu że ty trochę za "miętka" jesteś w tym temacie i Twój chłop to wie i
                  stąd jego niesłowność i puste deklaracje itd

                  A ja myślę, że Twojemu chłopu pomyliłaś się z jego własną matką. Tylko matka
                  może w nieskończoność dawać papu dziecku i wszystko wybaczać oraz tolerować
                  wygodnictwo. Problem w tym, że Ty nie jesteś jego matką.
                  Są środki przymusu: rachunki za mieszkanie na stole + lista zakupów -
                  ostatecznie : alimenty na małego i faktyczny podział lodówki, potem jak nie
                  dotrze, to kop w zad i na księżyc.
                  Ale do tego trzeba twardej konsekwencji
    • magret65 Re: Jak jest dobrze, to jest dobrze... 31.07.06, 18:50
      Wiesz, Kiciu, przychodzi mi na myśl jeeszcze jeden wniosek. On nie tylko żyje
      Twoim kosztem, ale również kosztem Waszego synka! Ty masz już przecież 2kę
      dzieci i trzeciego Ci nie trzeba, ale męża do wsparcia. Skoro dla córki z
      pierwszego małżeństwa jest podporą, to niech i dla Was będzie!
      Może jestem zbyt podejrzliwa,ale Ty wiesz gdzie on teraz wyjechał i jak długo
      będzie poza domem?
      Mi przychodzi na myśl jeszcze jedno rozwiązanie. Jak go nie ma być parę dni, to
      zostaw mu kartkę, że jedziesz z dziećmi wypocząć. Nie pisz, dokąd i kiedy
      dokładnie wrócisz. Napisz mu tylko, co w czasie Twojej nieobecności powinien
      załatwić. /Daj mu także zlecenia finansowe! / To taka trochę metoda "kija w
      mrowisko", ale w końcu on nie informuje Cię o posiadanych dodatkowych
      funduszach i nie radzi się, ani nie prosi o aprobatę w sprawie wydatków na
      córkę. Jeżeli masz naprawdę ochotę na zasłużony wypoczynek, przy Sobie parę
      groszy, może jakiś życzliwych znajomych lub kogoś z rodziny, to w drogę! Może
      dobrze zrobi Wam parę dni nieprzewidzianej przez faceta rozłąki? Może wreszcie
      Cię doceni? A Ty może trochę się rozerwiesz i oderwiesz od codzienności?
      Wrócisz spokojniejsza, wypoczęta i wtedy porozmawiacie. A co Wy na to
      dziewczyny? M
      • mamaika Re: Jak jest dobrze, to jest dobrze... 31.07.06, 19:20
        Jak dla mnie pomysł nietrafiony. Chyba trochę przesadzasz magret , a może ja na
        to patrzę z innej strony niż Ty. Po pierwsze bez dramaturgii z tym życiem
        kosztem dzieci bo to chyba nie tak wygląda, po drugie nie sugeruj ze M kici
        skacze w bok ( bo tak odebrałam to Twoje gdzie wyjechał i na jak długo ), a po
        trzecie jestem za rozmową a nie za zostawianiem sobie karteczek na stole. Taka
        metoda jak dla mnie ani do niczego nie prowadzi dobrego ani też nic nie
        załatwia.
        • magret65 Re: Jak jest dobrze, to jest dobrze... 31.07.06, 20:20
          Hej Mamajka!
          Dobrze mnie zrozumiałaś, uważam, że facet, który kombinuje i oszukuje w sprawie
          pieniędzy, może równie dobrze i w innych dziedzinach życia nie być w porządku.
          Tym bardziej, że historie się powtarzają. Najlepiej wie Sama Kicia. Nie chcę
          osądzać, ale masz rację, coś takiego zasugerowałam, że facet jeszcze inne
          sprawy może mieć na sumieniu. Ja mu nie ufam!
          Dla mnie dawanie dużych pieniędzy jednemu dziecku i fundowanie mu kosztownej
          podróży, gdy się twierdzi,że nie ma się pieniędzy na wyjazd z drugim jest po
          prostu nie fair i podtrzymuję swoje stanowisko, że jest to kosztem dzieci!
          Ja też jestem za rozmową, ale o ile dobrze zrozumiałam Kicię, facet do tej pory
          z rozmów nic się nie nauczył, a jak ona próbuje coś wyjaśniać i ustalać, to on
          kręci, a do tego namawia własne dziecko, żeby kłamało i miało tajemnice przed
          jego żoną. To w porządku? Gdzie tu logika i podstawy do budowania relacji i
          zdrowego małżeństwa?! Aby było dobrze, muszą być gotowe do rozmów 2 strony. !
          Kicia już mu powiedziała, że chce gdzieś wyjechać. Cięzko pracuje i zasłużyła
          Sobie na wypoczynek.Z tego co pisze, jej zarobki są jawne i robi wszystko dla
          rodziny. Firma, brak funduszy, problemy w pracy-skąd ona ma wiedzieć, że to
          wszystko prawda, gdy facet narzeka, że ciężko, a lekką ręką córce daje tyle
          pieniędzy?! Jakbyś poczytała moje posty Mamaiko, to byś zauważyła, że zwykle
          jestem za ugodą i budowaniem dobrych relacji. W przypadku Kici wydaje mi się,
          że facet przebrał miarkę i jej dobroć, cierpliwość i łagodność odbiera jako
          słabość. Sorry, ale uważam, że on ją świadomie krzywdzi i wykorzystuje. Pozdr.
          M
          • mamaika Re: Jak jest dobrze, to jest dobrze... 31.07.06, 21:23
            Margret jak nie chcesz to nie osądzaj smile. Dziś mam doła i chęć mordu własnego
            M więc szalenie łatwo przyszło by mi dolewanie oliwy do ognia smileNatomiast
            jestem daleka od wyciągania zbyt pochopnych wniosków z każdego postu,który
            czytam.
            • magret65 Re: Jak jest dobrze, to jest dobrze... 31.07.06, 22:23
              Oj, Mamaika,ja Cię rozumiem! Ostatnio bliską mi koleżankę oszukiwał żonaty
              facet. Mają rodziny, cierpliwe żony i udane dzieci, a jeszcze szukają gdzieś na
              boku i zgrywają biednych, nierozumianych przez partnerki! / Naprawdę teraz nie
              mam na myśli Kici, bo zupełnie nie znam jej sytuacji i być może w swoich
              wątpliwościach rzeczywiście posunęłam się za daleko! /Wiesz, ja to nie mam
              litości dla kombinatorów i oszustów i mam tu na myśli również kobiety! Eks
              mojego też taka była. Dla mnie to podła i wredna baba /tu niestety świadomie
              oceniam!/ Do dziś utrudnia nam życie. W dodatku, żeby mojemu dopiec, bo on
              ułożył sobie życie, a jej się nie udało, / a nie tak wyobrażała sobie życie po
              rozwodzie! /niszczy własne dziecko. Nic nie można dziewczynie pomóc, bo to
              przecież matka! Mnie po prostu w poście Kici trochę wkurzyło, ze facet tak
              postępuje. Ona stara się o rodzinę i troszczy o niego, a ten taki wredny! /
              Jeżeli jest tak, jak ona pisze. Myśle, że jednak tak, bo po co miałaby coś
              wymyślać?!/ Jak niektórzy są kłamczuchami, to dla własnych celów, bez oporu,
              robią to retorycznie. Widzę to po moich uczniach. Nie morduj Swojego M. Daj mu
              szansę na poprawę! Myślę, że jutro będzie lepiej! Głowa do góry! M
              • kicia031 Re: Jak jest dobrze, to jest dobrze... 31.07.06, 23:10
                Nawet nie wiecie jaka wam jestem wdzieczna za wsparcie. bo jak juz pisalam
                wczesniej, jestem po prostu rozdarta - przed chwila rozmawialam z wyjechanym
                chlopem, ktory radosnie i bez najmniejszego poczucia istnienia problemu
                opowiada jak spedzil dzien i moje lakoniczne odpowiedzi nie robia na nim
                najmniejszego wrazenia... i w takich sytuacjach trace pewnosc siebie - moze ja
                sie czepiam? a nie ma o co?
                Wiec pomaga mi ze nie tylko ja dostrzegam tu problem.
                Klamstwa - no wlasnie, to jest problem, zwlaszcza ze zostalam oklamana w
                ostatnim czasie nie jeden raz - np przed naszym wyjazdem do tesciow prosilam
                wielokrotnie, zeby upewnil sie, ze jest tam zainstalowany podgrzewacz, tak by
                caly dzien byla ciepla woda. Zapewnil mnie, ze bedzie, na bank, po czym kiedy
                przyjechalismy to oczywiscie go nie bylo... niby drobiazg, ale pokazuje, z
                jakim podejsciem mam doczynienia - poniewaz ja grozilam, ze nie pojade jak
                podgrzewacza nie bedzie (jestem na wiele rzeczy odporna, ale nie na niemoznosc
                umycia sie) to zeby zalagodzic sprawe powiedzial, ze wszystko jest zalatwione,
                liczac - i slusznie, ze jak tam przyjade to nie bede robic cyrku przed obcymi w
                sumie ludzmi i nie zawine sie z powrotem do domu. osiagnal krotkoterminowy cel -
                spedzilismy tydzien u jego rodzicow, a utrata mojego zaufania sie chyba nie
                martwi, bo to sa dla niego moje fochy...
                Ja wiem, ze nie jestem idealna, jak najdalej mi od tego, i dlatego chyba tak
                odpuscilam tematy finansowe - zeby nie bylo ze jestem interesowna, wymagajaca,
                ze nie rozumiem, i nie wspieram i nie kocham. Kiedy wreszcie pare miesiecy temu
                poszlam po rozum po glowy i odmowilam wspierania jego dzialanosci firmowej
                pozyczkami gotowki na tydzien czy 2, mialam wielkie poczucie winy, ale uwazam
                ze zrobilam slusznie - wiem, ze w jego dziedzinie bywaja problemy z plynnoscia
                finasowa, i to nie tylko u takich maluchow jak on, ale i u duzych graczy, ale
                po namysle zecydowalam, ze to nie lezy w interesie moich dzieci. I nadal
                uwazam, ze to byla decyzja sluszna, ale mialam, i mam do dzisiaj wielkiego kaca
                moralnego i poczucie winy, ze nie wspieram swojego mezczyzny. Same widzicie, na
                jaka ofiare losu trafilyscie ;-(
                • magret65 Re: Jak jest dobrze, to jest dobrze... 31.07.06, 23:34
                  Oj, Kicia! To świadczy przede wszystkim, ze jesteś delikatną, wrażliwą osobą i
                  dobrze się z Tobą żyje, bo jesteś ugodowa! Niemniej jednak teraz tylko od
                  Ciebie zależy, jak to będzie dalej. Może moja propozycja zbyt drastyczna, ale
                  rozmawiać trzeba i nie zostawić w takim stanie problemu, bo facet nadal nie
                  będzie go zauważał! Facet jakby nigdy nic opowiada radośnie jak spędził dzień.
                  Niech pomyśli, że rodzina teraz potrzebuje po prostu chociaż chwili wytchnienia
                  od codzienności!
                  Tematy finansowe są ważne, bo niestety pieniądze są nam niezbędne do życia. My
                  mamy wspólną kasę. Zaraz po ślubie z moich wcześniej odłożonych pieniędzy
                  pokryliśmy długi M, bo eks przez swoje złośliwości nieźle go oskubała i
                  złośliwie naraziła na duże straty. Eks była powódką i wniosła o rozwód, ale to
                  mój za niego zapłacił, bo uważał, że tak należy, gdyż z matką zostało dziecko.
                  Jak z czasem poznałam wyrywki z jego przeszłości z eks, to mi włosy stawały
                  dęba. Uważam jednak, że w dużej mierze sam był sobie winien, bo skakał nad
                  babką i świata za nią nie widział.Pozwalał na takie traktowanie, a jak jeszcze
                  doszło dziecko! Ciosała mu kołki na głowie. Myślę, że gdyby był bardziej
                  stanowczy i konkretny, to może i nie byłoby tego rozwodu, a tak ..... Ale to
                  tylko gdybanie. Moim zdaniem w małżeństwie najważniejsze partnerstwo i zdrowa
                  doza zaufania. Jednak oboje muszą się starać. Najgorsze, gdy w związku jedna ze
                  stron to pasożyt, dla ktorego najważniejsze własne ego JA, a potem ewentualnie
                  reszta. Nie powiem, że u nas zawsze różowo, bo dużo problemów, też z dziećmi,
                  ale najważniejsze, tak myślę, że oboje się staramy i przede wszystkim jest
                  dialog i wiadomo o co chodzi. Pozdrawiam Cię Kiciu serdecznie. Nie pozwól aby
                  facet nie widział problemu, bo ON JEST i trzeba mu to uzmysłowić! Trzymaj się
                  cieplutko! M
                • m-m-m Re: Jak jest dobrze, to jest dobrze... 01.08.06, 07:50
                  poszlam po rozum po glowy i odmowilam wspierania jego dzialanosci firmowej
                  pozyczkami gotowki na tydzien czy 2, uwazam, ze to byla decyzja sluszna, ale
                  mialam, i mam do dzisiaj wielkiego kaca
                  >
                  > moralnego i poczucie winy, ze nie wspieram swojego mezczyzny


                  No fantastycznie...A on ma poczucie winy, że Ty z jego drugim dzieckiem
                  siedzisz na jakiejś tam działce zamiast przyzwoicie wyjechać, gdy chojną ręką
                  wysłał córkę do Stanów ? Na pewno nie!
                  Jeśli masz poczucie winy w tej sytucji to jesteś idealnym już uformowanym
                  materiałem do szantażu emocjonalnego!
                  Jesteś przez szanownego pana szantażowana emocjonalnie, on z tego korzysta bez
                  skrupułów. Ocknij się dziewczyno i postaw mu twarde warunki. Nie będzie to
                  łatwe w sytuacji, gdy przez tyle czasu działały "dawne" tory, pan się najpierw
                  zdziwi, potem wkurzy, a potem widząc dalej nieskuteczność swoich gniewów na
                  ofiarę, która właśnie ofiarą być przestała musi zacząć zmiany jeśli chce
                  związek utrzymać.
                  • zonka77 Re: Jak jest dobrze, to jest dobrze... 01.08.06, 09:04
                    no kicia, popieram wszystko co napisała m-m-m Strasznie się dajesz, ja Cię
                    akurat rozumiem bo bardzo podobnie kiedyś funkcjonowałam - nie byłam kompletnie
                    pewna swoich racji i ciągle mi się wydawało że może jednak się czepiam, a może
                    to wogóle moje wina jest itd
                    No ale to da się zmienić - zastanów się, sama poczytaj co piszesz - to jest
                    oczywiste, nie zdaje Ci się, nie czepiasz się - macie problem, Twój chłop nie
                    jest w porządku a ty musisz coś z tym zrobić!!
                    Życzę dużo zdecydowania i więcej pewności siebie! (sama wiem jakie to trudne ale
                    można się nauczyć)
                    • kicia031 Re: Jak jest dobrze, to jest dobrze... 01.08.06, 09:43
                      Jeszcze raz dziekuje wam za wsparcie, ja wiem, ze popełniłam, blad, może wiele
                      bledow nie stawiając konkretnych wymagan w naszych relacjach. Nie myslcie, ze
                      probuje się wykręcić od rozwiązania problemu, będę próbować raz, i jeszcze raz
                      i jeszcze raz (az mi się w koncu zupełnie odechce). Tylko z wieloletnich moich
                      życiowych doświadczeń, z malzenstwa z exem, także z obserwacji wysiłków
                      znajomych mi par, wynika, ze MEZCZYZNI SIĘ NIE ZMIENIAJA. To znaczy, można
                      wygenerowac jakieś drobne zmiany nawykow – np. wymusic opuszczanie deski
                      sedesowej, można tez pomoc zmienic pewne zachowania komus, kto naprawdę chce
                      się zmienic, bo dortarlo do niego, utarte koleiny dzialania nie prowadza w
                      dobrym kierunku.
                      Ale, biorac przykład mojego chłopa, dlaczego on mialby się zmieniac? Jemu jest
                      bardzo dobrze tak jak jest. Wydaje mi się naiwnym przekonanie, ze opowiedzenie,
                      jak to jest mi przykro i jakie są moje potrzeby doprowadzi do jakiejkolwiek
                      zmiany zachowania – bo w koncu to mi jest przykro, a jemu – bardzo milo,
                      zrealizowal się jako ojciec malej, a swietnie wie, ze ja nie dopuszcze do tego
                      by malutkiemu Groszkowcowi czegokolwiek brakowalo…
                      Tak czy inaczej, dam wam znać jak poszla rozmowa…
                      • m-m-m Re: Jak jest dobrze, to jest dobrze... 01.08.06, 10:12
                        Ale, biorac przykład mojego chłopa, dlaczego on mialby się zmieniac? Jemu jest
                        bardzo dobrze tak jak jest. Wydaje mi się naiwnym przekonanie, ze opowiedzenie,
                        jak to jest mi przykro i jakie są moje potrzeby doprowadzi do jakiejkolwiek
                        zmiany zachowania – bo w koncu to mi jest przykro, a jemu – bardzo milo,


                        Zmieni się, Kiciu, jesli postawisz sprawy jasnio i bez sentymentów, na ostrzu
                        noża. Jesli zobaczy, że dotych czasowe mechanizmy, które działały w
                        wychowywaniu Twojej osby nagle przestały działać. Początkowo będzie póbował
                        wzmóc szantaż emocjonalny (np. wlśnie powołując sie na dobro waszego wspólnego
                        dziecka), ale jeśli nie ustapisz i zdasz sobie sprawe z tego, że dobro waszego
                        dziecka nie polega na poświęcaniu się przez Ciebie, bo żadne dziecko nie chce
                        mieć matki męczennicy. Gdy szanowny pan zobaczy, że zmiany w Twojej postawie są
                        trwałe, a związek zawiśnie na włosku, to być może jeśli mu zależy to zacznie
                        się zminiać i walczyć o związek, jesli nie to kij z nim, nie jest ciebie wart.
                • lilith76 Re: Jak jest dobrze, to jest dobrze... 01.08.06, 09:53
                  przed chwila rozmawialam z wyjechanym
                  > chlopem, ktory radosnie i bez najmniejszego poczucia istnienia problemu
                  > opowiada jak spedzil dzien i moje lakoniczne odpowiedzi nie robia na nim
                  > najmniejszego wrazenia...


                  Moja drobna uwaga - dla faceta, KIEDY JESTEŚ LAKONICZNA, TO JESTEŚ LAKONICZNA.
                  Nie urażona, nie rozdarta wątpliwościami, nie rozmyślająca, nie zmartwiona, nie
                  planująca samobójstwa wink
                  Po prostu lakoniczna.
                  Oni nie "czytają" pomiędzy słowami z intonacji, doboru/unikania słów.

                  Spisz w punktach to wszystko co wywaliłaś w wątku i jak buchalter przedstaw mu,
                  wcześniej odłączywszy od mediów (żadnego grającego tv w okolicy). Na wszelki
                  wypadek przygotuj kontrargumenty na jego argumenty - wydedukuj jak będzie się
                  wykręcał i miej na to rozwiązanie.
    • claairee Re: Jak jest dobrze, to jest dobrze... 01.08.06, 10:52
      Moja koleżanka miala podobną sytuację. Mąż, który niewiele zarabial, przeznaczał
      wiekszośc swoich dochodów na przyjemności i papierosy. I jeszcze narzekał, ze
      ona nie potrafi gospodarować pieniędzmi.
      w końcu nie wytrzymała i postawiła sprawę jasno, zażadała określonej kwoty na
      dzieci, a także żeby sam kupował sobie jedzenie i dokładal sie proporcjonalnie
      do czynszu i opłat. Zagroziła, ze poda go o alimenty i jeśli dalej będzie tak
      lekkomyślny, to się z nim rozwiedzie. Taki system funkcjonował przez kilka
      miesięcy - o dziwo nie popsuło to relacji miedzy nimi, a wręcz przeciwnie -
      poprawiła się, i to nie tylko jesli chodzi o kwestie finansowe - facet zobaczył
      co może stracić i zaczął sie bardziej starać generalnie. Moze czasem postawienie
      sprawy na ostrzu noża jest dobrym rozwiązaniem.
    • reksia Re: Jak jest dobrze, to jest dobrze... 07.08.06, 22:36
      ........hmmm.........chyba faktycznie lepiej jest mieć problemy z Eksią niż z
      lojalnością faceta.....Kiciu trzymam kciuki za powodzenie akcjiwink ja też jestem
      zwolenniczką"solidaryzmu rodzinnego" wink To na pewno jest sprawa do przegadania
      i rozwiązania smile
Pełna wersja