kicia031
31.07.06, 09:31
No wlasnie… Jak pamietacie z moich wypowiedzi, zwsze bylam
zwolenniczka “solidaryzmu rodzinnego” czyli wszyscy zyjemy na tym samym
poziomie I dzielimy srodki finasowe po rowno. Nie ma tak, ze jedni członkowie
rodziny wakacjuja na Majorce, a inni w domu, i tym podobne szczytne zasady.
Niestety, okazalo się, ze te zasady obowiązują u nas tylko wtedy, gdy ja za
ten wypoczynek dla calej rodziny place!. W tym roku finasowo jest nie
najlepiej, bo splacam kredyt, no i na wakacje już nie starczylo. Mielismy
jechac tylko do teściów na Pomorze – nie jest tam tragicznie, ale jakoś super
tez nie – do lasu i do jeziora na tyle daleko, ze ciezko się tam wybrac z
roczniakiem, dzialka bezdrzewna, za to zawalona rupieciami, od których trzeba
malucha odganiac bez chwili przerwy, na zmiane z odganianiem go od 2 zlych
psow…
No a chłop postanowil wlasnie w to lato wysłać Mala do chrzestnego do Stanow.
Oponowałam, bo uważałam, ze to nie fair, ze my wszyscy zaciskamy pasa, a
jeden członek rodziny ma super wakacje, ale pod argumentami, ze chrzestny za
wszystko (podroz, koszty utrzymania, kieszonkowe, no wszystko) placi,
ustąpiłam. Tymczasem wlasnie dowiedziałam się, ze chłop bez mojej wiedzy
jednak sam zapłacił za bilet, i dal jeszcze Malej 500$ na drobne wydatki.
Razem kosztowalo to ze 4 tysiace, podczas gdy brak nam 100pln zaby maluszkowi
kupic krzesełko i stolik!
Oczywiście wydalo się, chociaz chłop skrzetnie ukrywal fakty i chyba taz
poinstruowal Mala, bo kiedy szykowaliśmy ja do wyjazdu i podczas pakowania
zapytałam ja, gdzie schowa pieniadze, to mi powiedziala, ze nie ma zadnych
pieniędzy…
Chciałabym moc napisac, ze jestem wsciekla, albo załamana, ale takie
zachowanie tak mnie zszokowalo, ze w ogóle nie wiem nawet, co czuje…
Dowiedziałam się w piątek i wciąż jestem skolowana. Nie wiem jak rozmawiac z
facetem, który podobno kocha strasznie swojego malego synka – ale nie na
tyle, by podzielic po rowno miedzy dzieci środki finasowe. Od jakiegos czasu
nie było u nas najlepiej, ale ten numer mnie dobil. Nie wiem zupełnie co
robić.